Share|

Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Wrz 10 2017, 17:41;

First topic message reminder :






Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth

Standardy Rode pozostawiały wiele do życzenia, lecz osiedle, na którym mieszkała dr Hollingsworth można było nazwać co najmniej przyzwoitym. Budynek miał zaledwie trzy piętra, mieszkanie lekarki mieściło się na drugim. Ciężkie solidne drzwi zamykane na dwa zamki. Pierwsze co rzucało się w oczy to jasne kolory przełamane czernią i minimalizm. Oraz przestrzeń - duży salon był połączony z kuchnią i niewielką jadalnią. Na jednej ze ścian wisiały szerokie donice, w których posadzono zioła. Charakterystyczny zapach mięty i innych ziół unosił się w pomieszczeniu. Dwoje dodatkowych drzwi prowadziły do sypialni oraz łazienki. Po nielicznych półkach i parapetach walały się grube książki - niemal wyłącznie pozycje medyczne. Mieszkanie było średniej wielkości, ale przestrzenne i przytulne. Urządzone z gustem minimalisty.

Sypialnia i łazienka:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Gru 08 2017, 22:13;

- Oho. A mnie nie? Poza tym, Rudolph jest dla ciebie jak brat - a to nei o to przecież chodziło, jak już wspomniały wcześniej - No tak, to ci wychodzi - pomyślała o wizji oskubania Raphaela z gotówki, o której myślała Ethel, poprzez robienie jej drogich prezentów.
- W moim życiu erotycznym brakuje tylko trójkątów, faktycznie - rzuciła z przekąsem, bo jej życie na tym poziomie nie istniało, ale nie miała mu tego za złe, przyzwyczaiła się i uważała, że tak jest dobrze.
- Dobrze - machnęła ręką - Czyli zamierzasz go wykorzystać i oskubać, a potem.. a potem co? Co jak to nie wyjdzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t182-taya-crimson#1299
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Gru 08 2017, 22:24;

- Kocham Cię jak siostrę. - zastanowiła się i zaśmiała - Jak adoptowaną siostrę. Daj spokój, Taya. - machnęła ręką. - Nigdy nie robiłam tajemnicy z tego, że jeśli chodzi o przyjaciół to na pierwszym miejscu jest Heferth. Zbyt wiele lat się znamy.
Nie łączyły ich żadne dramatyczne sytuacje, nic z kategorii życia i śmierci, a jednak Ethel uważała Rudolpha za jedną z najważniejszych osób w jej życiu, o ile nie najważniejszą. Jako jedyny zawsze był przy niej, nawet na odługość. I nigdy jej nie oceniał, choć bywało, że robiła głupio.
- Brakuje ci przede wszystkim życia erotycznego. - wzruszyła ramionami, a potem nadęła policzki i wypuściła powietrze z parsknięciem. - No przecież go nie oskubię! Tylko ironizuję z tego jego drogiego prezentu. Nie potrzebuję jego pieniędzy. - napuszyła się. A potem aż jej ręce opadły. - Nie ma żadnego potem. Ta relacja ma nie wyjść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Gru 08 2017, 22:35;

- Wiem, wiem - wzruszyła ramionami, sięgając po kieliszek, chociaż nie piła jak na razie, być może czekając aż Ethel to zrobi? Być może zastanawiałą się czy pić dalej? Zerknęła na wino w kieliszku, jakby podejrzliwie.
- Oni się znają? - zapytała nagle, mając na myśli Rudiego i Raphaela, bo kogo by innego.
- Mi erotycznego, tobie uczuciowego, widzisz, idealnie. Ale zaraz mi powiesz, że tobie niczego nie brakuje. No to widzisz, mnie też - obroniła się od razu, nie czekając na atak, którym pewnie Ethel zamierzałą jej wytknąć to i owo.
- Ale prezenty przyjmujesz - wytknęła jej, chociaż przez śmiech, bo nie mówiła o tym jako o czymś złym.
- Nie wyobrażam sobie tego. Z góry zakładać, że ma nie wyjść.. Po co w ogóle spotykać się wtedy więcej niż raz? Bo ile już się z nim widujesz..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t182-taya-crimson#1299
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Gru 08 2017, 22:45;

- Znają się. - skrzywiła się. - Główna dlatego Raphael przestał być anonimowy. I dlatego mieliśmy okazję się spotkać kolejny raz na łóżkowych igraszkach.
Przechyliła kieliszek do ust i popatrzyła wymownie na przyjaciółkę, by ta też piła. Taya sama sobie odpowiedziała atak i obroniła się awaryjnie, co rozbawiło Ethel tak, że aż się roześmiała.
- Nie widuję się z nim. - uściśliła. - Spotkałam go w barze, pomógł mi, a potem pojechaliśmy do mnie. Nie widziałam go przez kilka miesięcy, by ostatecznie spotkać go na festynie, jak był z Rudim. To był drugi raz. Za trzecim sama zaprosiłam go do siebie. Spędziliśmy wieczór miło i intensywnie.
To, że kochali się na kanapie, zachowała dla siebie.
- Spotykamy się dla seksu. To można zerwać w każdym momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Gru 08 2017, 23:10;

- Wiesz, jak grzejnik dostaje imię.. - zaczęła, ale nie dokończyła, chcąc tylko wyzłośliwić się na Ethel trochę. Napila się wina, skoro i ona piła, chociaż zaczynała uważać to za bardzo zły pomysł.
- Czyli się widujesz, dwa spotkania były przypadkiem, ale trzecie już nie - podejrzewała tę kanapę, ale przecież nie była dzieckiem by podskakiwać z obrzydzenia.
- Hm.. czekaj, jak on miał na nazwisko? Bradford? To... ten policjant? - spojrzała na nią znad kieliszka pytająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t182-taya-crimson#1299
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Gru 08 2017, 23:18;

- Nie jestem potworem. Nie traktuję ludzi przedmiotowo. - skrzywiła się. Naprawdę nie była aż tak złym człowiekiem, choć oczywiście miała swoje wady.
Zdawała sobie jednak sprawę, że trudno byłoby jej nazwać samą siebie krystaliczną. Uczyła się na popełnianych błędach, czasem popełnianych wielokrotnie i z premedytacją. Miała wielkie serce. Lecz wybiórcze. Starała się być zawsze w porządku, ale przecież rzeczywistość wielokrotnie to weryfikowała.
- Ale to nie są randki! - nadal się upierała. Zmarszczyła leki brwi. - Tak. A co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Gru 08 2017, 23:27;

- Tak, wiem, przepraszam - czasem pojawiała się ta Taya sprzed czterech lat, którą Ethel znała, przepraszająca prawie za wszystko i unikająca nawet glupiej konwersacji.
- No.. jakby cię zaprosił na randke mam nadzieję, że mi o tym od razu powiesz! - i pewnie będziesz bardzo niezadowolona, ale tego juz na głos nie dodała.
- Bo chyba go kojarzę. Bywa w pubie, no i widziałam go czasem gdzieś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t182-taya-crimson#1299
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Gru 09 2017, 06:26;

- Pij lepiej wino. - ponagliła, zakręciwszy palcem młynek. - Nic ci nie będzie, a jak będzie to zostaniesz przecież na noc. - pokazała palcem na drzwi sypialni. - Mam tam gigantyczne łóżko. Na pewno obie się wyśpimy.
W myślach musiała stwierdzić, że mebel był wart swojej ceny. Nigdy wcześniej nie spała na aż tak wygodnym łóżku. Aż zaczęła się zastanawiać czy materac nie zawiera w materiale środków usypiajacych. No dobra. Na zastanawianiu się nie skończyło - zrobiła testy chemiczne.
- Jasne. - odparła po prostu z uśmiechem, który mówił, że Ethel nic absolutnie nie powie. Na pewno się nie przyzna, jeśli zabawa z Raphaelem ciągnęła się zbyt długo i nabiera tempa.
- Wcale się nie dziwie, że kojarzysz go ze swojego pubu. - skrzywiła lekko usta. - Pewnie gustuje w przyjezdnych kobietach.
Nie, nie chciała wiedzieć czy Taya sobie coś przypomina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Gru 09 2017, 09:27;

- W całym swoim życiu nie wypiłam chyba tyle alkoholu co dziś - przyznała. Ale wino nie było najgorsze, a towarzystwo odpowiednie. Tay praktycznie nie piła alkoholu, możliwe że jakieś małe ilości gdy była młodsza, ale widok ojca skutecznie jej to obrzydził. Można więc spokojnie przyjąć, że była pijana pewnie po raz.. drugi w życiu? Trzeci?
- Zamówię taksówkę, nie będę Ci tu przeszkadzać - zapewniła ją.
- No wiesz co! - fuknęła krótko po jej jakże wymownym "jasne", bo poznała ją już na tyle, by wiedzieć że informacje będzie musiała z niej wyciągać siłą.. tylko Ethel najpierw musi przyznać się sama przed sobą.
- pewnie tak, ale oszczędzę Ci w takim razie większej ilości informacji - napila się, spojrzała na zegarek.
Zapewne dokończyły druga butelkę i Taya zebrała się do domu, zapewniając ze zadzwoni po taksówkę. Zresztą nie zamierzała w tym stanie chodzić po mieście.

Zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t182-taya-crimson#1299
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Gru 09 2017, 13:06;

Theo pozbierał się z domu zadziwiająco szybko. Kilka dni temu kupił nieszczególnie nowy samochód, nic specjalnego, ale wystarczyło do poruszania się po Rode. Głównie ze względu na podupadającego na zdrowiu ojca, zupełnie jakby po przybyciu do rodzinnego miasta wszystko po kolei postanowiło nawalać. Tak było go łatwiej przetransportowywać do przychodni, zamiast tłuc się autobusami czy taksówkami. Poza tym zdarzało się, że wynikała konieczność przewiezienia go do większego miasta i wtedy samochód okazywał się zbawieniem.
Na miejsce przybył zatem, bo wbiciu adresu w nawigację, w obiecane dziesięć minut. Nietrudno było zauważyć Tayę w świetle ulicznych latarni, dlatego też bez zbędnej zwłoki podjechał ku niej i wysiadł z samochodu, uśmiechając się szeroko, niemal z ulgą, że była cała i zdrowa. Pocałował ją na powitanie, ujmując jej twarz w dłonie, a tym samym wyczuł, skąd ta dziwna nuta w głosie Tayi.
- Słodki jezu, ty piłaś alkohol! - Zawołał cicho z niedowierzaniem, wyjątkowo tym faktem ubawiony, kiedy już odsunął się od niej. Po chwili poczuł jednak uczucie niepokoju. U kogo właściwie była? Szlag.
- Co się przywiało w te rejony? - Zapytał, otwierając jej drzwi do samochodu. Niby nie jego sprawa... A może jednak trochę jego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Gru 09 2017, 13:16;

Czekała, głównie w środku, bo jednak było chłodno, ale po jakiś siedmiu czy osmiu minutach wyszła przed budynek, w którym mieszkała Ethel i tam przebierała nogami na chodniku. Czekanie nie dłużyło się specjalnie, ale jednak odetchnęła jak zobaczyła podjeżdżający samochód i wysiadającego z niego Theo. Mniej niechętnie niż zwykle oddała pocałunek.
- Noo.. tak wyszło - przyznała, uświadamiając sobie (w czas!), że nie jest do końca trzeźwa (wcale nie jest) i może jednak powinna nalegać przy rozmowie, że wezwie taksówkę, a nie pozwoli po siebie przyjechać Chambersowi. Teraz już jednak trochę za późno na takie myślenie. Wsiadła do samochodu, na miejsce dla pasażera z przodu i zapięła pasy.
- Byłam.. porozmawiać ze znajomą - zawahała się przy tym porozmawiać, bo głownie to poobgadywać jego, Vinca, Raphaela, trochę Rudiego czyli całą ferajnę bogu ducha winnych mężczyzn, przy butelce wina. Może dwóch.
- Muszę chyba inaczej nazwać cię w kontaktach, co jak kiedyś zadzwonię na taksówkę zamiast do ciebie? - to mogłaby być całkiem krępująca pomyłka. Wydawała się mieć dobry humor, lekko zaczerwienione policzki, to od alkoholu i nos, a ten pewnie od zimna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t182-taya-crimson#1299
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Gru 09 2017, 13:43;

Kiedy Taya wsiadła zatrzasnął za nią drzwi, po czym obszedł samochód dookoła i wsiadł od strony kierowcy. Zapiął pasy i zabębnił rękami w kierownicę, wciąż patrząc na Crimson jak urzeczony. No tego jeszcze nie grali, Taya pod wpływem. Uśmiechnął się głupkowato.
- Rozumiem - odparł wesoło, po czym odpalił silnik i ruszył w stronę hotelu. Poczuł dziwny rodzaj ulgi, że jej wizyta tutaj miała związek ze znajomą, a nie znajomym. Pewnie przyjdzie w końcu taki moment, gdy przyzna sam przed sobą szczerze, że jest trochę zazdrosny. Właściwie już powoli skłaniał się do tego, żeby to w końcu zaakceptować.
- O ile nie rozpoczynasz rozmowy o mocno pikantnym charakterze, to nie widzę problemu - odparł żartobliwie. - Ale tak, możesz zmienić. Proponuję "najprzystojniejszy pilot w Rode", względnie "tu dzwoń jak potrzebujesz darmowej podwózki" - zerknął na nią i do niej mrugnął.
- Bardzo zmarzłaś? Włączę ogrzewanie - stwierdził, sięgając ku włącznikowi nawiewu. Potem mimo iż skupił się na jeździe, zapewne podpytał trochę Crimson, co u niej słychać. Droga do hotelu piechotą być może trochę by im zajęła, ale samochodem minęła dość szybko.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Sty 04 2018, 22:24;

| Ze stacji kolejowej

Dojazd do miasteczka trwał tyle samo, ile do stacji benzynowej. Pół godziny bezproblemowej jazdy minęło dosyć szybko. Ulice były puste. Co najwyżej pijany nieszczęśnik wracał slalomem z Pechowca. Tak to cisza i spokój.
Lampy uliczne oświetlały drogę, podobnie jak w niektórych budynkach paliły się światła w mieszkaniach.
Kandel obserwował wszystko, mimo że jego wyraz twarzy pozostawał niewzruszony. Podczas pobytu w Rode zdążył zapoznać się z mniej czy bardziej uczęszczanymi uliczkami. Nie było ich dużo, żeby zgubić się w mieście. Gorzej było z anonimowością, choć nie krył się po kątach.
Dojechał pod budynek, w którym znajdowało się mieszkanie Ethel. Już wcześniej zdążył poznać adres, a i dzięki nieuważnemu Bradfordowi był w stanie wyłapać, gdzie go chuć przyciąga.
Pogrzebał w torebce, aby wyciągnąć klucze. Przekręcił kolejny w stacyjce i wysiadł z samochodu. Niespiesznie skierował się do klatki schodowej, a następnie na odpowiednie piętro. Ostatecznie dostał się do mieszkania.
Mężczyzna pozwolił skorzystać sobie z nadmiaru czasu. Był przekonany, że Hollingsworth tak szybko nie pojawi się w swoim apartamencie. Nie był więc skrępowany w związku ze swoim planem, jakim było wzięcie prysznica. Zdążył pokrzywić się na pachnidełka, których używała kobieta.
Po odświeżeniu się, wyszedł z zaparowanej łazienki. Odruchowo ręczniki przewieszone były przez ramę prysznica czy też brzeg wanny. Pozwolił sobie na jakiś posiłek w kuchni. Nie dbał jednak o porządek.
Nawet Henry Marsh na te kilka godzin wylądował w koszu z brudną bielizną. Zapewne zły, wystraszony i zniesmaczony jednocześnie.
Nie ruszył nic z mieszkania, które opuścił i zamknął. Jak gdyby nigdy nic.
Gdy wyszedł z budynku, obie pary kluczy ułożył na tylnej, prawej oponie samochodu.
I poszedł w swoją stronę ze swoją torbą.

| ZT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Sty 12 2018, 11:33;

<--- stara stacja kolejowa

Podczas powrotu Ethel zdążyła przejść fazy złości i strachu. Miała też czas na rozmyślania. I tak w kółko. Zamarłam, gdy zobaczyła własny samochód. Czyżby napastnik był na górze? W jej mieszkaniu? Czekał na nią? Pierwszą jej reakcją było cofnięcie się o krok. Pomyślała o Rudolphie i o tym, że powinna się do niego udać. Zaraz jednak złość znowu wzięła górę. Ethel podeszła do samochodu, spojrzała w górę, w okna własnego mieszkania i choć były zaciemnione, to niczego przecież nie mogła być pewna.
- Niech to diabli. - zaklęła pod nosem i z impetem kopnęła w tylną oponę samochodu. Tak. W tę. Klucze zadźwięczały przy upadaniu. Podniosła je z wachaniem, węsząc podstęp.
Najpierw otworzyła samochód, by sprawdzić czy nie została tam zostawiona żadna zwyrodniała pamiątka. Wszystko jednak wydawało się pozostawione w stanie nienaruszonym. Podrzuciła klucze do domu w ręku. Bała się. Bała się, jak cholera. Bardzo nie lubiła tego stanu i wiedziała, że jeśli teraz się cofnie, to zawsze będzie żyć w lęku. Dlatego poszła do własnego mieszkania.
Odetchnęła kolejny raz tego wieczoru, gdy okazało się, że mieszkanie jest puste. Henry Marsh miauczał rozpaczliwie w koszu na pranie, co przyprawiało Ethel o ból serca. Wyciągnęła futrzaka i przytuliła do siebie. Jezu Chryste, przecież mógł zrobić mu krzywdę.
Pierwsze co zrobiła, to zamówiła ślusarza na następny dzień rano, by wymienił zamki. Potem nie pozostawało jej nic innego, jak posprzątać. Aż coś ją w żołądku skręcało na świadomość, że napastnik urządził sobie z jej mieszkania hotel, że używał jej rzeczy. Wzdrygnęła się. Niemal wszystko potraktowała domestosem czy innym lizolem. Ręcznik, którym wycierał się mężczyzna wrzuciła do kosza.
Dopiero wtedy sama wzięła kąpiel.
Zastanawiała się, co powinna zrobić. Mimo że złość nie ustępowała, to Ethel jednak się bała. Nie trzeba było być Einsteinem by się zorientować, że w tej rozgrywce została kartą przetargową.
- Kurwa. - mruknęła, zanurzając się nieco bardziej w gorącej wodzie.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Sty 26 2018, 02:27;

/ start (< gdzieś z domu)

Minęło już trochę czasu odkąd ostatni raz rozmawiała z Ethel. Chciała jej podziękować za bransoletkę i kolczyki, które od niej dostała. Zamierzała też poprosić ją o możliwość odpracowania kosztów implantu, chociaż częściowo. Zawsze czuła się niekomfortowo, gdy dostawała drogie prezenty. A ten właśnie taki był. Tak samo jak weekend w Nowym Jorku, który dał jej Rudolph (ucieszyła się z niego przeogromnie i już nie mogła doczekać się wyjazdu, a jednocześnie czuła pewne skrępowanie). Przeszło jej przez myśl, że zaproponuje Ethel, że będzie przez jakiś czas sprzątać w jej sklepie zielarskim po zamknięciu. Nawet przez zaledwie kilka dni, ażeby mieć choć wrażenie, że nie dostała nic za darmo. Liczyła na zrozumienie, w końcu obie były dumne. Nie wiedziała jeszcze, że Charles swego czasu postanowił wpaść na głupi pomysł zapłacenia za wszystko. Może i lepiej, by się nie dowiedziała.
Nieświadoma także ostatnich przygód i przeżyć jakich doświadczyła Hollingsworth kupiła w kawiarni babeczki oraz butelkę wina. Uzbrojona w to i uśmiech, bez żadnych pytań natury erotycznej (Felix sprawnie jej wszystko wyjaśnił w szafie) zadzwoniła do drzwi mieszkania swojej przybranej ciotko-siostry. Przez myśl jej przeszło, że dobrze będzie wspomnieć o obiedzie, który urządzała oraz kupić jakieś ziółka dla dziadka. To, że ostatnio czuł się dużo lepiej nie znaczyło, że to faza długotrwała, i wolała dmuchać na zimne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Sty 27 2018, 12:04;

Bradford nie miał pojęcia jak to się stało, że nadal mieszkał u pani doktor. Ich wspólna koegzystencja wcale nie była tak zła jak się tego obawiał. Dosyć gładko się dopasowali, a że nadal nie udało mu się znaleźć Paula to nawet nie poruszał tematu powrotu do siebie. Frustrowało go, że nie potrafił dopaść tego dupka. Jakby ten zapadł się pod ziemię, w końcu jednak będzie musiał wychylić się z nory i na to czekał właśnie Raphael.
Dziś wrócił z pracy i nie zastał Ethel w domu. Zaniepokoiło go to ale postanowił póki co nie panikować. Zapewne przedłużył się jej dyżur a jak do niej zadzwoni to będzie musiał wysłuchać wykładu o tym jak usiłuje ją kontrolować czy tam ograniczać jej wolność. Stwierdził, że lepiej będzie pójść pod prysznic a jak nie wróci za godzinę to będzie jej szukał.
Jak pomyślał to zrobił. Zrzucił ciuchy i wpakował się pod strumień gorącej wody. Nie było mu jednak dane zbyt długo się relaksować, bo ktoś uporczywie dzwonił do drzwi. Pomyślał, że Ethel kluczy zapomniała. Westchnął więc tylko, owinął biodra ręcznikiem i poszedł otworzyć te nieszczęsne drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Sty 27 2018, 14:52;

Nikt nie otwierał, toteż jeszcze raz przydusiła dzwonek do drzwi. A potem jeszcze raz. Wydawało jej się, że Ethel powinna być już w domu. Nawet specjalnie sobie to obliczyła, żeby nie przyjść zbyt wcześnie. Przebrała nogami i zaczęła czytać skład babeczek. Tak odruchowo, żeby zająć tym czas. Nie doczytała nawet trzeciego zdania, kiedy zamek szczęknął a drzwi zostały otwarte. Nie zastanawiając się ani nie podnosząc jeszcze głowy zrobiła krok w przód.
- Cześć, Ethel, przy...! - nie dokończyła, bowiem uderzyła nosem o pierś Bradforda. Dopiero wtedy podniosła głowę i poczerwieniała aż po same uszy. Odskoczyła do tyłu zaciskając palce na jednej z babeczek tak, że ją rozgniotła. Stał przed nią Achilles. Jak dąb wysoki, a kropelki wody ściekały po jego niemalże nagim, umięśnionym ciele. Jakby ktoś go wykuł z marmuru, jakby ledwie co wyszedł spod dłuta jakiegoś Michała Anioła.
- Czyjestgrfbhtel? - zapytała zapowietrzając się. To nie tak, że nigdy nie widziała nagiego mężczyzny. Widziała przecież, w dodatku wiele razy. Bucket w dodatku też przecież nie był chuchrem. A jednak, przybrawszy kolor dorodnej maliny zapomniała języka w gębie. Opuściła wzrok, a spojrzenie mimowolnie przesunęło się po zawiniętym wokół bioder ręczniku. Ja pierdolę!, pomyślała jak na dobrze wychowaną pannę przystało.
Najgorsza była myśl, że przeszkodziła Hollingsworth w popołudniowym... seksie. Ostatnie słowo nawet w myślach ciężko było jej złożyć. Niby zadała jej już wcześniej kilka dotyczących stosunków płciowych pytań, ale teraz sytuacja była zupełnie inna! Z tego wszystkiego zapomniała, że gapi się w umięśniony tors herosa jak cielę w malowane wrota.
- Niechziaszszeszkazać... - wybąkała pod nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Sty 29 2018, 23:11;

Bradford nie spodziewał się, że nos młodego dziewczęcia wyląduje w jego klacie. Oczywiście, gdyby wiedział, to nie miałby nic przeciw temu, a końcu to było całkiem miłe. Tym bardziej, że młoda osóbka była najwyraźniej speszona całym zajściem. Raphael uśmiechnął się tylko kącikiem ust i zerknął, któż to chciał odwiedzić Ethel. Całe szczęście, że nie znał myśli gościa bo jego rozdmuchane ego zapewne urosłoby jeszcze o kilka dodatkowych centymetrów.
- Rosa, prawda?- zapytał, chociaż doskonale wiedział kogo ma przed sobą, w końcu spędził kilka godzin w świecie fantazji na jej temat. I choć korciło go zapytać i wprawić Pankurstównę w trochę zakłopotania, to wbrew opiniom Ethel potrafił być uprzejmym i szarmanckim mężczyzną.
- Ethel jeszcze nie wróciła z pracy. Wejdź, poczekasz na nią.- mężczyzna usunął się z przejścia i otworzył szerzej drzwi czekając, aż Rosa przekroczy próg.- Wcale nie przeszkadzasz.- dodał i uśmiechnął się czarująco, jak to Bradford potrafił.
Poczekał, aż dziewczyna wejdzie do mieszkania i zamknął za nią drzwi.
-Narzucę coś na siebie i zaparzę cie herbatę, chyba że wolisz wino?- posłał jej pytające spojrzenie.- Powinno jakieś być.- widać było, że czuje się w tym mieszkaniu jak u siebie. W sumie nic dziwnego skoro mieszkał tutaj już jakiś czas. Poczekał na odpowiedź i poszedł się ubrać. Wrócił po chwili w koszulce i jeansach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Lut 01 2018, 23:27;

Kiwnęła głową w milczeniu i zagryzła dolną wargę zmieszana. Kolor purpury nie schodził z jej twarzy. Gdyby biedaczka wiedziała, że Bradford czytał te cholerne Malinowe Usteczka, umarłaby z poczucia wstydu i zażenowania. Sama jeszcze nie miała odwagi zapoznać się z treścią dziełka, ale już zdążyła się nasłuchać.
- Noaleniechedvbgfnh... - przebąknęła niezrozumiale pod nosem i po krótkim namyśle weszła do środka. Ciekawość wygrała. Uśmiech mężczyzny wcale nie pomógł. Bo i co z tego, jak nadało mu to sympatycznego wyrazu, kiedy wciąż był nagi? Nagi, umięśniony, mokry i... sympatyczny. Niedobrze! Żeby chociaż był wredny, ale nie! Serce jej mocniej zabiło, z nerwów, rzecz jasna. Szybko odwróciła wzrok. - Nienienieniiii. Herbatę. Zrobię sobie...
Fuck! Kurwa! Fuckenshit! myślała, kiedy zniknął za drzwiami łazienki. Opadła na fotel i rozejrzała się za kotem. Ten jednak ani myślał do niej przyjść - z namaszczeniem wylizywał sobie właśnie tyłek w kącie. Owinięty ręcznikiem tyłek policjanta zdawał mu się ani odrobinę nie przeszkadzać. Że też musiałam akurat w takim momencie...! skarciła się w myślach, choć nie wiadomo za co. To przecież nie była jej wina. Wstała, wzięła głęboki wdech i zbliżyła się do aneksu by wyciągnąć kubek i którąś z ziołowych herbat. A tych było do wyboru, do koloru. Złapała za pierwszą lepszą, a następnie wsypała do naczynia. W tej samej chwili Bradford wyszedł z łazienki, już ubrany. Rosa aż upuściła pudełko.
- Tonicnic... - szybko schyliła się by pozbierać rozsypane resztki i zniknąć z pola widzenia Achillesa. Czerwień znikała z jej twarzy, ale uszy wciąż płonęły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lut 03 2018, 12:21;

Drzwi frontowe piknęły elektronicznie, dając tym samym znak, że zamek ustąpił. Zanim jeszcze zdążyły się całkowicie otworzyć, Rosa i Raphael mogli usłyszeć, jak Ethel podśpiewuje sobie pod nosem. Lubiła to robić. W ostatnich tygodniach, od momentu incydentu z Kandelem, zdarzało jej się to jeszcze częściej. Desperacko starała się utrzymać swoje życie w ryzach normalności. Żaden kryminalista nie będzie wpływał na jej rutynę! A przynajmniej tak sobie powtarzała, choć wewnętrznie czuła wciąż narastający strach. Deadline Kandela już dawno minął. Spodziewała się ciosu w każdym momencie. Próbowała zamaskować stress makijażem, czasem nawet wychodziło jej to perfekcyjnie i tuszowało szarawą cerę. Może trochę schudła nawet.
A mimo to podśpiewywała radośnie.
- Strangers waiting, up and down the boulevard, their shadows searching in the night.
Stary kawałek, sprzed ponad dwustu lat. Ethelyn w niektórych przypadkach była bardzo retro, wystarczyło posłuchać tego, czego ona słucha, lub przyjść do jej sklepu. Nawiasem mówiąc, Gaia Herbs od jakiegoś czasu była raczej zamknięta. Bradford kategorycznie zabronił przesiadywać tam Ethel wieczorami. Po kłótni przy której sypały się wióry, ostatecznie skończyło się na tym, że Hollinsworth zaledwie doglądała tam roślin. W towarzystwie policjanta, oczywiście. Czuła się, jakby miała areszt domowy.
- Wow! - krzyknęła, wiedząc, że Bradford jest w domu. Zajęta rozbieraniem, była odwrócona tyłem do reszty pomieszczeń, nie widziała jeszcze Rosy. - Jestem pod wrażeniem. Pół godziny spóźnienia, a ty jeszcze nie zacząłeś wydzwaniam. Dziwię się, że nie zaczęła mnie szukać cała jednostka. - z ostatnimi słowami weszła do salonu z kuchnią. Wzrok od razu skierował się na Rosę sprzątającą herbatę.
- Och. - westchnęła, wypuszczając powietrze. Podejrzewała, że trzeba będzie jakąś tę sytuacje wyjaśnić, bo przecież nie mówiła Pankhurtównie o mieszkaniu z Raphaelem. - Cześć, Rosa. - podeszła do dziewczyny, zmierzwiła jej włosy ręką, po czym sama przykucnęła, by pomóc sprzatać. - Powinnaś była dać mi znać, że przychodzisz.
Wyrzuciłabym Raphaela za drzwi.
W głosie Ethelyn nie było złości, czy wyrzutu. Po prostu świadomość, że mozna było uniknąć tej sytuacji. A przecież nawet nie wiedziała, że Bradford otworzył Rosie pół nagi, ociekający wodą, przystojny i uśmiechnięty, jak ostatni żigolak. Chociaż właściwie z dwojga złego, wolała, że to Rosie tak otworzył, a nie jej - pewnie by się nie powstrzymała i wylądowała z mężczyzną w łożku. A nie lubiła dawać mu satysfakcji, że działa na nią jak magnes.
Zauważyła płonące uszy Rosy, więc kiedy wstały, rzuciła Raphaelowi krótkie ostrzegawcze spojrzenie.
- Co zrobiłeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lut 03 2018, 23:26;

Mamrotanie Rosy pod nosem go bawiło. Jakoś zupełnie nie przypominała mu dziewczyny, o której czytał w tej szmatławej powieści. Bawiła go też jej konsternacja na jego obecność w mieszkaniu Ethel. Pani doktor najwyraźniej nikomu się nie przyznała, że ma lokatora, chociaż plotki po mieście zaczynały już krążyć. Raphael oczywiście nic sobie z tego nie robił, a jego kochanka chyba konsekwentnie udawała, że nic się nie dzieje. Cicho przyznawał, że była w tym dobra.
- Jasne, że nic.- Bradford dopiął guziki koszuli i kucnął przy Rosie pomagając jej pozbierać porozrzucane torebki, przy okazji pewnie zetknęli się dłońmi. W końcu prawie wszystko zostało zebrane, a w tym samym czasie Hollingsworth wparowała do mieszkania. Coś tam sobie podśpiewywała,ale nie potrafił rozpoznać utworu. Mieszkając z nią przekonał się, że lubuję się w starociach, jak i muzyce tak i filmach.
- Skąd wiesz, że cię nie szuka cała jednostka?- odparował z kamienną twarzą, która nie podpowiadała czy mówił prawdę czy wręcz przeciwnie, kłamał jak najęty.
Torebeczki znalazły się pudełeczku a oni mogli się w końcu wyprostować. Bradford nadal miło się uśmiechał, ale ton którym Ethel zadała pytanie sprawił, że tylko zmrużył oczy. O tak, doskonale wiedział co chciała oddać tą intonacją. Sugerowanie, że jest złem całego świata i wszystkie plagi egipskie to tez jego sprawka, weszło chyba Ethel w krew. Postanowił się zrewanżować w swoim stylu.
- Zaproponowałem naszemu gościowi herbatę.- odpowiedział spokojnie.- A ty zapomniałaś się przywitać. Dzień dobry kochanie.- wycisnął na ustach Ethel, szybki i mocny pocałunek a potem ruszył w stronę czajnika by zalać herbatę, po drodze szelmowsko mrugając do Rosy- Też się napijesz?- dopytał Hollingsworth.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Lut 04 2018, 04:02;

Seksualna, niebezpieczna Rosa z internetowego fanfica była kimś zupełnie innym niż Rosa Pankhurst, która posiadała w swoich zasobach zachowań i reakcji mnóstwo szczeniackich zagrywek. Choćby takich, jakimi popisała się przed chwilą.
- To tylko wyszyrbarasięspadła... - sradła, kurwa, gówno, zbieraj to!, pomyślała do siebie Rosa. Przyspieszyła łapanie torebek, które plątały się po podłodze. Zasuwała szybko, póki Raphael przypadkiem nie musnął palcami jej dłoni. Znowu Rosa poczuła jak jej gorąco pod pachą. To wszystko przez to, że ją tak zaskoczył znienacka, spod prysznica!
- Aaa... - teraz poczuła się jeszcze bardziej niezręcznie. Ethel miała rację, powinna była wysłać jej najpierw jakąś wiadomość. Nie zrobiła tego, i teraz miała! Mokrego Adonisa.
- Jaaa... przyniosłam wino, ale napiję się herbaty - pokiwała głową. Wstała z podłogi i podrapała się po głowie. Trochę jak w Czarodziejce z Księżyca, zaśmiała się Rosa głupkowato. - Ahahaha! Bo ja nie wiedziałam i pomyślałam, że zrobię niespodziankę... heheh. Eh.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Lut 04 2018, 21:00;

- Bo gdyby mnie szukała, to by mnie znalazła, prawda? - uniosła brew. - Chyba, że macie na posterunku same pierdoły.
Na zmieszanie Rosy tylko się uśmiechnęła łagodnie i może trochę przepraszająco. Nie chciała przecież, by dziewczyna czuła się niezręcznie. Co się stało, to się nie odstanie. Zresztą, Ethel nigdy nie miała Pankhurstównie za złe niezapowiedzianych wizyt. Właściwie to bardzo je lubiła. Były dowodem na to, że ktoś jednak o niej czasem myśli.
- Lubię twoje niespodzianki. - zaśmiała się.
I wtedy zadała niefortunne pytanie Raphaelowi. Po jego spojrzeniu już wiedziała, że zaraz odwali jakąś pokazówę. Nie zawiódł jej. Chociaż pocałunek był krótki, to Ethel i tak zdążyła unieść dłoń i położyć ją niemal tylko na sekundę na zarośniętym policzku Bradforda. Była to niezaplanowana i spontaniczna czułość, za którą zganiła się w myślach. kolejny raz. Bo coś ostatnio za dużo miała tych czułości. Czy jednak mogła się dłużej oszukiwać?
- A twoje niekoniecznie. - dodała, patrząc uważnie na mężczyznę. Jej spojrzenie mówiło, że doskonale zapamięta tę chwilę i odwdzęczy się w odpowiednim momencie pięknym za nadobne. Przeszła do stołu i usiadła swobodnie. - Dla mnie kawa.
Nawet już nie mówiła, jaką lubi. Wiedziała przecież, że Bradford ma dobrą pamięć. Wskazała palcem na butelkę.
- A potem wino. Dary nie mogą się zmarnować. - uśmiechnęła się szeroko do Rosy, a potem westchnęła. - No cóż. Wszystkie jest takie, na jakie wygląda. - powiedziała swobodnie, mając na myśli to, że Raphael u niej mieszka. Że są, tak jakby, razem. Plus minus. - Mniej więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Lut 05 2018, 13:18;

Raphael nie wtrącał się w rozmowę dziewczyn co nie znaczy, że uważnie nie obserwował Ethel i jej reakcji. Miał wrażenie, że najchętniej by go schowała do jakiejś skrzyni i udawała, że wcale go tu nie ma. Zapominała jednak, że tu i ówdzie walały się drobiazgi świadczące o męskiej obecności w tym domu. Wystarczy by Rosie siku się zachciało a w łazience stały jego przybory do golenia.
- Dyskretny ogon.- zasugerował, oczywiście tylko po to by mieć ostatnie zdanie w tej przepychance słownej.
- Lubi, lubi, tylko nie chce się przyznać.- Bradford uśmiechnął się czarująco do Rosy jakby powierzał jej jakiś sekret dotyczący przyjaciółki i lekko pchnął ją w stronę kanapy. Niech będzie, że pobawi się w kelnera a co tam, w końcu w każdej roli prezentował się fantastycznie!
Wrzucił torebki do kubków i nastawił ekspres na kawę dla Ethel. Babeczki przyniesione przez Rosę położył na talerzyku, ukradkiem zorientował się czy jest jakaś czekoladowa a jeśli tak to oczywiście zamierzał się nią poczęstować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Lut 07 2018, 01:13;

Nie miała pojęcia o czym rozmawiali między sobą, toteż nawet nie dopytywała. Miała z resztą wrażenie, że chyba nie chce wiedzieć. Wróciła spojrzeniem do kota, który skończył mycie swoich kocich jajek (albo tego, co mu po nich zostało) i teraz wyglądał jak jażdy szanujący się kot - jakby o nic i nikogo nie dbał i miał wszystko w nosie.
Pchnięta lekko, kukśtańcem, ruszyła do stołu zaraz za Ethelyn, przelotnie zerkając jeszcze na Bradforda. Naprawdę wydawał się sympatyczny! Pamiętała go z festynu, kiedy to sprzedał lekarce siarczystego klapsa w wypięty tyłek. Mogłaby przysiąc, że właśnie usłyszała ten dźwięk. Że też nie pokojarzyła faktów! Nie, żeby miała się tego spodziewać, czy coś. W takich sytuacjach człowiek zawsze mówi sobie "no przecież!".
Postanowiła wykorzystać moment, w którym mężczyzna zajmował się parzeniem kawy i herbaty. Miała nadzieję, że nie ma tak gumowego ucha jak Rudolph.
- Chciałam zapytać, czy masz może dla mnie jakieś zajęcie w sklepie? Tak wiesz. Żebym mogła odpracować trochę... no. No wiesz co - dodała niemalże konspiracyjnym szeptem. Hollingsworth znała Pankhurstównę i wiedziała, że dziewczyna przyjęła jej prezent, ale czuje się niezręcznie ze względu na jego koszt. - Na przykład raz w tygodniu przez kilka miesięcy? - nie wiedziała, że sklep zielarski jest od pewnego czasu nieczynny. Prawda była taka, że nie zaglądała tam często; wszystkie sprawy jakie miała do Ethel załatwiała u... Ethel. W domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Lut 08 2018, 20:01;

- Zastanówmy się do czego ty nie chcesz się przyznawać, co? - uśmiechnęła się zadziwiająco łagodnie i pokręciła głową.
Kandel nie pokazywał sie od miesięcy. Albo Raphael oszczędzał Ethel jakichkolwiek informacji na jego temat. W każdym razie łatwo było o tym zapomnieć po dwóch miesiącach ciszy. O tym, a także o powodzie dla którego Bradford wprowadził się do Ethel. I nawet jeśli czasem robiła awantury, to i tak było jej nadzwyczajnie dobrze przy takim stanie rzeczy. Lepiej niż z innymi swoimi mężczyznami, tak szczerze mówiąc. Och. I to była jedna z tych rzeczy, do których Hollingsworth głośno by się nie przyznała.
Widziała, że Rosa nie bardzo wie jakim tematem są potyczki słowne między tym dwojgiem i tak właściwie była jej wdzięczna za nie zadawanie pytań. Może i Pankhurstówna potrafiła kląć jak szewc, lecz mimo wszystko umiała zachować się też taktownie. Ethel chciałaby myśleć, że to może jej zasługa.
Odwróciła wzrok od mężczyzny i nachyliła się do Rosy.
- Nie podoba mi się to, że ciągle się tym przejmujesz. - westchnęła i trochę przewróciła oczami. Ale jednak nie odmówiła od razu. Coś przyszło jej do głowy. - Właściwie... I tak chciałam cię prosić o pomoc. Oczywiście, jeśli nie będziesz miała nic przeciwko. Ostatnio nie mogę... - odchrząknęła. - Nie mam zbyt wiele czasu, by siedzieć w sklepie, a jednak przydałoby się doglądać zioła i sprawdzać temperaturę. Może mogłabyś od czasu do czasu tam zaglądać? Będę miała u ciebie dług wdzięczności, ok?
Wiedziała, że Rosa nie przyjmie pieniędzy. Prawda była taka, że w tym momencie, to nie Ethel robiła Rosie przysługę, ale odwrotnie.
- Podasz mi babeczkę, kochanie? - uśmiechnęla się słodko do Bradforda. Skoro już chciał się bawić w czułe gesty, to nie zamierzała mu w tym ustępować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Lut 09 2018, 22:19;

Bradford miał gumowe ucho jak Rudolf, ale nie wtrącała się w rozmowę dziewczyn. Informacje sobie tylko w pamięci zapisywał w pamięci. Zignorował tez pytanie Ethel o to do czego nie chce się przyznać bo było tego całkiem sporo. Mieszkali razem już jakiś czas więc zupełnie mimochodem zdradzał jej rożne rzeczy, ale jednak nadal pozostawał sobą i nie był zbyt otwarty.
Po chwili herbata stałe przed Rosą a przed Ethel kawa, dokładnie taka jaką lubiła. Bradford miał w swoim kubku również herbatę. Przez chwilę rozważał opcję dolania sobie do niej trochę whiskey, ale w ostateczności z tego zrezygnował.
Przysłuchiwał się rozmowie i był zadowolony z rozwiązania, które się klarowało, bo Ethlyn dzięki temu przestanie mu suszyć głowę o sklep.Jeden problem z głowy, chociaż nadal pozostawał ten główny, który należało w końcu rozwiązać. Problem stanowiło to, że Paul zapadł się pod ziemię i nawet jego znajomi z NY nie potrafili go znaleźć.
- Oczywiście kochanie.- wziął z talerza babeczkę i podsunął ja pod same usta Ethel, jednocześnie posyłając jej rozbawione spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Lut 11 2018, 03:22;

Babeczki były cztery. Dwie waniliowe i dwie czekoladowe. Niestety, jedna z nich została przez Rosę zgnieciona w przypływie emocji na widok mokrego i nagiego Raphaela. Bradford mógł więc z czystym sumieniem sięgnąć po tę, która została. Rosa za to złapała za kubek, który jej podał i podmuchała w gorący napar.
- Jasne, no pewnie, że nie mam nic przeciwko! - wypaliła, nim jeszcze Ethel przedstawiła swoją propozycję. Szybko się jednak zamknęła, żeby wysłuchać lekarkę do końca. - Oczywiście! Dwa razy w tygodniu? Trzy? Będziesz musiała mi napisać co i jak, żebym przypadkiem nie poubijała ci roślin.
Szybko zamoczyła dziób w kubku kiedy Ethel i Raphael zaczęli sobie kochaniować. Ona z Charlesem sobie tak nie mówili. Ale nie to było powodem jej reakcji. Powód był dość absurdalny i śmieszny - Ciostosiostomama Ethel właśnie migdaliła się głosowo ze swoim lubym. Nie spotkała się z tym Rosa przez ostatnie wiele lat. Nie było niczego zdrożnego w tym, że kogoś miała. Przeciwnie! Cieszyła się, że Holingsworth kogoś miała. Nawet, jeśli nie był to Rudolph. Tu wszystko się rozbijało o wszystko. Rosa niby była wielce wyzwolona, a jednocześnie pąsowiała przy byle sprawie. A co, jeśli Bradford kupił Ethel taki sam wibrator jak Bucket jej? Na samą myśl zaciągnęła się herbatą i aż opluła i oparzyła.
- Heheh!- uśmiechnęła się głupkowato do obojga. - Tak!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Mar 06 2018, 20:55;

Ethelyn nie mogła się nie uśmiechnąć, widząc entuzjazm Rosy. Doskonale wiedziała, że oprócz szczerej chęci pomocy, kryje się w tym również lekkie podenerwowanie obecnością Raphaela w mieszkania i tego, co to sobą reprezentuje. Znowu mimowolnie zastanowiła się, co też policjant mógł powiedzieć Rosie zanim lekarka wróciła. Z drugiej strony - czy miała się o co martwić? Bradford umiał być szarmanckim dżentelmenem, kiedy chciał. Lub kiedy czegoś potrzebował. Cyniczny dypek. - pomyślała, lecz nie było w tym złości. Raczej pobłażliwe rozbawienie. Mieszkał z nią już cztery miesiące, więc był jej cynicznym dupkiem.
- Jasne, wyślę ci wszystkie intrukcje na maila. - uśmiechnęła się do Rosy z wdzięcznością. - Naprawdę bardzo mi pomożesz.
Tymczasem Bradford częstował Ethel babeczką, przysuwając ją tak blisko, że prawie czuła ciasto na skórze. Miała ochotę ugryźć babeczkę tak, by przy okazji dorwać się do palców mężczyzny. Pokąsać je, a potem może oblizać i... Cholera. Dlaczego musiał na nią tak działać?! Odchrząknęła. To wystarczyło, za duża była i zbyt doświadczona, by rumienić się na każdą myśl o seksie.
Uniosła brwi, gdy dziewczyna się opluła. Zupełnie, jakby czytała Ethel w myślach. Dobrze, że lekarka nie wiedziała o czym dokładnie pomyślała Rosa.
- Co ci tak do śmiechu, młoda damo, co? - pogroziła jej palcem.
Odsunęła od siebie podarowaną przez Bradforda babeczkę i wstała. Na chwilę zniknęła w sypialni, słychać było jak gdzieś grzenie. W torebce zapewne. Po chwili wróciła z kartą magnetyczną i podało ją Rosie.
- A intrukcje później. - odwróciła się w stronę Bradforda. - W sumie... Raphael mogłbyś Rosie pomóc? Czasem może trzeba będzie coś przenieść. Skrzynki z ziemią. Popatrz na nią, okropne z niej chucherko. - posłała mężczyźnie przepiękny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Mar 07 2018, 16:08;

Nie mieszał się do ustaleń Rosy i Ethel. W sumie to bawił się tą sytuacją. Domyślił się, że dla koleżanki Hollingsworth sytuacja, kiedy po mieszkaniu tejże pałęta się nago mężczyzna nie jest zwyczajna. W sumie obstawiał, że sama gospodyni najchętniej schowałaby do schowka na miotły, ale nic z tego. Bradford właśnie bawił się wyśmienicie, a do tego mógł zjeść czekoladową babeczkę. Rozsiadł się wygodnie na kanapie i wcale nie miał zamiaru zostawić pań samych. Zresztą, gdyby Ethelyn chciała się go pozbyć to na pewno dosadnie dałaby mu o tym znać i nawiasem mówiąc gdyby Bradford miał serce to złamałaby je odsuwając od siebie tę babeczkę.
Zerknął na Rosę.
- Nie za gorąca?- zatroszczył się o dziewczynę pijącą herbatę w czasie, kiedy Ethel szukała karty w torebce. W sumie powinna ją szybko znleźć przy swoim zamiłowaniu do porządku, ale może torebka leżała gdzieś pod jego jeansami?
Noszenie skrzynek z ziemią? O nie, co to to nie. Mógłby je nosić z Ethel, bo wtedy istniała szansa, że się w tej ziemi wytarzają i będą musieli wziąć prysznic, oczywiście wspólny.
- Oczywiście, że Ethel przyda się pomoc. - zgodził się z kochanką, ale miał własny sposób na rozwiązanie tego problemu. - Wynajmę jej kogoś do pomocy. Rosa a może ty znasz kogoś kto chce sobie dorobić?- zwrócił się bezpośrednio do zainteresowanej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Mar 08 2018, 00:19;

Bradford nic jej nie powiedział. Nie musiał! Wystarczyło, że prawie wybił jej oko sutkiem. Prawdopodobnie, gdyby ręcznik opasający go w talii był krótszy, uciekła by stamtąd tak samo zaskoczona jak zawstydzona. Na szczęście Achilles jej nie spłoszył.
Wyglądało na to, że wszyscy siedzący w salonie Ethel myśleli o jednym. Z wyjątkiem kota, choć kto wie.
- A nie, nic. Tak mi wesoło, bo sobie coś przypomniałam. Jak się dziadek wystrojony wywrócił biegnąc do drzwi - skłamała. Wcale jej wtedy do śmiechu nie było, w dodatku wciąż nie mogła przestać się na niego boczyć za to, że nie powiedział jej o swojej kochanicy. Ani tym bardziej za to, że nie uprzedził o ich przyjeździe! Kolację można było uznać za katastrofę.* Powiodła spojrzeniem za Ethel, a następnie zerknęła na Raphaela.
- Nie, nie, w porządku. Znaczy, może trochę, ale małymi łyczkami... - gorąca herbata czy Ethel? Ty zdecydowanie jesteś!, pomyślała i aż sama nie mogła w to uwierzyć. Nie w to, że pomyślała, ma się rozumieć. W to, CO pomyślała.
- Och, ja sobie dam rad... - nie dokończyła. Ethel i Bradford byli zgodni nawet, jeśli ich zamiary się nieco rozmijały ze sobą. Podrapała się po nosie zastanawiając. Pamiętała, że Max potrzebowała dodatkowej kasy. A może Yv? Ona też z tych swoich grafik chyba nie miała wcale tak dużo. Z drugiej strony, mieli kupić sobie z Charlesem materac do kanciapy nad warsztatem. To nie tak, że z chęcią przystała na propozycję i możliwość uniknięcia spotkania z Raphaelem sam na sam. No, może trochę. Pewnie ubrałby same ogrodniczki i wojskowe buty, a ona zagapiając się powlewałaby za dużo wody do doniczek. - Ktoś się na pewno znajdzie.


*Zakładam z góry, ale sesja trwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pią Mar 09 2018, 21:50;

Ethel uśmiechnęła się dobrodusznie. Hubert wystrojony jak stróż na Boże Ciało rzeczywiście mógł być zabawny, choć oczywiście kobieta nie popierała robienia sobie żartów z kaleki. Dodatkowo nie podejrzewała, że to o to chodziło, jednak nie zamierzała ciągnąć Rosy za język. A na pewno nie przy Raphaelu. Zwłąszcza, że Pankhurstówna momentami robiła maślane oczy. Zupełnie to Ethel nie przeszkadzało. W końcu policjant był przystojnym mężczyzną. Zastanawiające było tylko to, że przecież wcześniej Rosa przy pierwszym ich spotkaniu wcale tak nie reagowalo. Coś musiało się wydarzyć. - pomyślała i zastanowiła się, jak bardzo to "coś" jest oczywiste, by się tego domyślić. Bo Bradford pewnie nie miał zamiaru puścić pary z ust.
Zanim wyszła po kartę usłyszała troskę Bradforda co do temperatury herbaty. Odwróciła się przez ramię. Cwaniaczek. A może nie? Może pozostały w nim jakieś uprzejme czyste w swych intencjach odruchy?
- Jak zawsze idziesz na łatwiznę, co nie? - pokręciła głową, patrząc na Bradforda, gdy ten rzucił hasło o wynajmowaniu kogoś.
W sumie może to był głupi pomysł. Po co miała jeszcze bardziej wciągać Raphaela w jej życie? Tworzyć jakieś kontakty z tymi, którzy byli dla Ethel ważni? Normalnie od razu by robiła małą awanturkę, że Bradford nie chce osobiście pomóc, ale... Cóż. Zadanie nie było trudne ani męczące, może rzeczywiście ktoś chciał załapać trochę grosza. Przecież dobrze wiedziała, jak potrafi być w Rode ciężko. Jednocześnie ludzie byli tu dumni. A przynajmniej Rosa była, podejrzewała, że jej znajomi pewnie też.
- W porządku. - przytaknęła. - Takie rozwiązanie chyba nie jest najgorsze. - uśmiechnęła się do Rosy. - Tylko jeślo weźmiesz do pomocy Charlesa, to mi niczego nie powywalajcie w sklepie i nie potłuczcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Mar 11 2018, 11:36;

Bradford nie znał dziadka Rosy, więc nie wiedział o czym panie mówiły. W sumie to nawet i nie chciał wiedzieć. Zagłębianie się w cudze relacje rodzinne zupełnie go nie interesowało. Sam miał ze swoim dosyć problemów, no i do tego dochodziła Ethel i to co między nimi było. Nadal nie nazywał tego związkiem, choć w rzeczywistości go tworzyli.
Słysząc odpowiedź Rosy, posłał jej kolejny czarujący uśmiech. Widział lekkie zakłopotanie dziewczyny i bawiło go to. Oczywiście nie miał zamiaru niczego opowiadać Ethel i jeżeli sama Rosa tego nie zrobi, to pani doktor pozostanie w błogiej nieświadomości.
Na słowa Hollingsworth podniósł wymownie w górę Brew. Gest, który mówił do Ethel." No co ty nie powiesz?" . Szykował się na dyskusję w tym temacie, ale najwidoczniej ze względu na gościa zostało mu to odpuszczone.
- Nie widzę powodu dlaczego mam sobie cokolwiek utrudniać.- stwierdził lekkim tonem i w tym samym momencie jego telefon zapikał. Spojrzał na ekran i zmarszczył brwi.
- Wybaczą mi panie na chwilę.- uśmiechnął się trochę roztargnionym uśmiechem i poszedł do sypialni starannie zamykając za sobą drzwi. Dopiero wtedy odtworzył holowiadomość i od razu miał ochotę walnąć urządzaniem o ścianę i rozbić je w drobny mak. Nie zrobił jednak tego. Jak zawsze zamknął wszystkie emocje w sobie, tylko pionowa zmarszczka na czole sugerowała, że coś mu chodzi po głowie. Póki co nie miał zamiaru mówić Ethel, że Paul się odezwał. Musiał sprawdzić kilka rzeczy. Doskonale kojarzył miejsce, w którym zostało zrobione nagranie. Podejrzewał, że uczyniono to z premedytacją.
Z jego ust wyrwało się kilka niecenzuralnych słów, kiedy zakładał kaburę z bronią. Musiał sprawdzić akta sprawy, która dotyczyła tego miejsca i numer z którego przesłano nagranie, choć to zapewne był ślepy trop.
Wrócił do dziewczyn do salonu .
- Muszą mi panie wybaczyć, ale praca wzywa.- podszedł o Ethel i dał jej buziaka na dowidzenia.- Nie wychodź sama z domu.- upomniał ją jak zapewne nie raz w ciągu ostatnich miesięcy.
- Miło cię było poznać.- zwrócił się z lekkim uśmiechem do Rosy i wyciągnął do niej rękę na pożegnanie, a potem szybko się zwinął, unikając pytań Ethelyn. Taktyczny odwrót.
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Mar 13 2018, 23:35;

W przeciwieństwie do Ethel, Rosa o nic Bradforda nie podejrzewała. Nie znała go, nie mogła mieć więc o niczym pojęcia. Przez to, że zobaczyła go w wersu saute, zapomniała nawet o tym, że sprzedał lekarce podczas festynu siarczystego klapsa. Oj, łatwo Raphaelowi poszło, łatwo.
Upiła kolejny łyk herbaty, która zdążyła do tej pory nieco ostygnąć i postawiła kubek na stoliku. Odruchowo rozejrzała się za kotem, żeby go pogłaskać. Nie chciała celowo uciekać wzrokiem. Zwierzaki zawsze odwracały uwagę dzieciaków. Nawet tych dużych.
- No przecież nie będziemy się rzucać tymi doniczkami - zaprotestowała szybko i spąsowiała, gdy dotarło do niej o co chodzi. Ani nie będziemy... ściągnęła usta i skwasiła się na drobną chwilę. Kot nie zamierzał do niej podejść, musiała więc zadowolić się patrzeniem.Wolała za nim nie gonić; byłoby to nie dość, że dziecinne, to jeszcze pewnie dostałaby w końcu pazurami po twarzy i tyle by z tego było.
- Od dawna z nim mieszkasz? - zapytała szeptem, kiedy mężczyzna zniknął za drzwiami sypialni. Była naprawdę ciekawa. Rzeczywiście, jeszcze kilka miesięcy temu nie przypuszczałaby, że Hollingsworth go sobie wybierze. Nie po tym, co widziała na festynie. Z drugiej strony, sama uświadomiła sobie co czuje do Bucketa dopiero wtedy, kiedy się na niego wściekła jak diabli.
Odwzajemniła uśmiech, gdy policjant wychodził. Uścisnęła mu też rękę na pożegnanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Mar 14 2018, 23:25;

- Może czasem powinieneś. Wiesz, podobno tylko to, co jest okupione wysiłkiem na jakieś znaczenie. - z ust nie schodził jej ten piękny uśmiech nr 54. - A w tym wypadku walczyłbyś o moją sympatię i szacunek.
Była skłonna prowadzić te potyczki słowne aż do samego wiecza i zakończyć je dopiero w żółku, ale rzeczywiście nie chciała tego robić przy Rosie. Zabawy i potyczki słowne między Ethel i Raphaelem były ich prywatną sprawą. Zmarszczyła lekko brwi, patrząc za Bradfordem, który schował się w sypialni, aby odebrać przychodzące połączenie. Podczas wpsólnego mieszkania trochę przestał tak chorobliwie chronić swojej prywatności, nawet jeśli chodziło o pracę, więc tym bardziej wzbudził ciekawość Ethel. Będzie go musiała o to zapytać.
- No właśnie tego się obawiam! - zażartowała. - Już wolałabym, żeby to były doniczki.
Henry Marsh lizał sobie jajka gdzieś w kącie, zupełnie niezainteresowany dramatami Rosy. Przynajmniej pozornie, bo gdy Raphael wyszedł z sypialni, biały futrzak nagle jakby się zorientował, że w mieszkaniu są jacyś ludzie. Wskoczył dziwczynie na kolana i zaczął się dopominać pieszczot.
Ethel natomiast odruchowo nastawiła się do pocałunku. I nawte już nie mruczała z niezadowoleniem na te wszystkie zakazy. Choć momentami potrafiła je łamać.
Dopiero, gdy wyszedł, Ethel odpowiedziała na pytanie Rosy.
- Od... - przewróciła oczami, jakby sobie przypominała od kiedy. - Od listopada. - uśmiechnęła się łagodnie. - No co ci mam powiedzieć? Tak się jakoś złożyło. Życie.
Przecież nie wyzna Rosie, że to nie miłość. Że to tylko romans. Oczywiście wszystkie znaki na niebie i ziemi zaczynały wskazywać, że ani Ethelyn ani Raphael nie myślą już o sobie, jak tylko o romansie, ale... Przecież nikt głośno się do tego nie przyzna. Byli jak dzieci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Mar 19 2018, 01:34;

- No wiesz co? Za kogo ty mnie masz? - zapytała unosząc brwi. Obie jednak dobrze wiedziały w czym rzecz. Rosa więc, choć spąsowiała, zaśmiała się. Czas było dojrzeć i przestać się wygłupiać jak piętnastolatka. Obie były dorosłe, choć Ethel trochę bardziej. Szybkie, raptowne podjęcie decyzji, ulotna myśl szybko zniknęła gdy Marsh wskoczył na jej kolana. Zaraz musiała podrapać go za uszkiem i przy pyszczku.
- Od listopada? O rety, to całkiem sporo! Mogłaś mi powiedzieć i zabrać go na kolację - zamyśliła się na chwilę, ani na moment jednak nie zaprzestając głaskania kota. Nie miała jak sięgnąć po herbatę. Kot był najważniejszy. - Chociaż po tym, co odwalił dziadek...
Cały czas miała mu za złe, że sprosił na jej prywatny, rodzinny obiad obce osoby. Mało tego, obce osoby, które ją znały, kojarzyły ją z opowieści. Ale nie na odwrót. Rose była miła, tego Rosa nie mogła podważyć. Ale mimo to była kimś zupełnie obcym. Intruzem na wieczorze zorganizowanym przez Pankhurstównę. Być może kochanica Huberta sama zorientowała się, że coś jest nie tak gdy zorientowała się, że Rosa nie ma pojęcia z kim ma do czynienia.
- Zawsze myślałam, że się zejdziecie z Rudim. Znacie się, ja nie wiem ile lat. Ile to już minęło, odkąd wymachiwałam sitkiem w piaskownicy? - wzruszyła ramionami. Za kilka lat będzie ze dwadzieścia. Pocieszali ją oboje, kiedy szkolne łobuzy ścięły jej włosy, a potem zamoczyły głowę w toalecie i spuściły wodę. Na swój sposób oczywiście, Rudolph był zawsze marnym pocieszycielem. - Trochę jak ja i Charles.
Z tym, że Rudolph nigdy nie nacisnął na spłuczkę, kiedy ktoś przytrzymywał głowę Ethel w kiblu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Mar 24 2018, 14:58;

- Za młodą dziewczynę. - Ethel zaśmiała się dźwięcznie, widząc, jak Rosa się rumieni. Może nawet trochę zazdrościła jej tej niewinności. Sama już tak nie umiała. Trudno byłoby ją doprowadzić do pąsowienia. Raphael chyba musiałby wsadzić Ethel rękę pod spódnicę w miejscu publicznym, żeby to osiągnać. A i tak pewnie byłaby to raczej reakcja na złość, a nie na wstyd.
Kot ziewnął zadowolony i przeszedł w tryb mruczenia.
- Nie, nie mogłam. - lekarka uniosła kawę do ust i upił łyk. - Bradford nie jest kimś, kogo chciałabym przedstawiać rodzinie. - wyjaśniła, choć to może sugerowało, że było z nim coś nie tak. I choć rzeczywiście było, to bardziej Hollingsworth chodziło o to, że to z ich relacjami jest coś nie tak. Mianowicie nie były związkiem. A kochanków przecież nie przedstawia się na rodzinnej kolacji. Uśmiechnęł się na wspomnienie kolacji u Panhurstów. - Myślę, że Raphael świetnie by się tam bawił.
Sama przecież starała się do całego zajścia podejść z rezerwą. Poza tym miała tam Rudiego, a z Rudim zawsze było, no, raźniej, lepiej, zabawniej. Rosa jakby czytała w myślach Ethelyn, bo przywołała Hefertha w swojej kolejnej wypowiedzi.
- Siedemnaście lat. - wtrąciła. Oparła brodę o łokieć i zrobiła rozmarzoną minę, choć nie miało to żadnego związku z tym, że czegoś żałuje. - Może był kiedyś taki moment, ale nawet jeśli był, to dawno minął. Zresztą. Wiesz, że my jesteśmy bardzo blisko. Nie raz spałam w jego łóżku i nie raz widzieliśmy się nago przypadkiem. Gdyby coś miało być, to byłoby bardzo dawno. Jesteśmy po prostu bardzo dobrymi przyjaciółmi. Kocham Rudiego, ale to nie jest to samo co twoja miłość do Charlesa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Mar 26 2018, 01:01;

Raphael kiedyś klepnął ją publicznie w tyłek. Kiedy Rudolph przewiesił ją sobie przez ramię niczym worek ziemniaków. Nawet wtedy na policzki Etheltyn Hollingsworth nie wpłynął rumieniec wstydu. Bardziej zaczerwienienie wściekłości idące od czoła. Ale to można było zrzucić na karb tego, że wisiała głową w dół.
Wsunęła palce w miękkie, białe futerko, połaskotała kota po łapce co poskutkowało oburzonym uderzeniem pazurków. Nie był kotem podwórkowym i wciąż miał mięciutkie łapeczki.
- Och, to nic poważnego? Prawie mi wydłubał oko sutkiem - wymsknęło jej się nim zdążyła ugryźć język. Wyczuła, że Ethel nie chce o nim opowiadać. Nie zamierzała więc nalegać, choć była ciekawa. W końcu myślała, że lekarka nie znosi takich mężczyzn. Co dają siarczystego klapsa. Z drugiej strony pomyślała o tym, co wyprawiali z Bucketem. Właśnie ta myśl sprawiła, że urwała temat. Dostała już tyle klapsów, że straciłą~a rachubę. A nigdy wcześniej się o takie lubowanie nie podejrzewała
- Ja nie wiem co dziadek odwalił, ale... - pokręciła głową. A wystarczyło, żeby Hubert po prostu uprzedził wcześniej, że pojawią się dodatkowi goście.To miały być przeprosiny, za które Rosa nawet nie wiedziała jak się zabrać. Sama była zaskoczona i zdezorientowana.
- Siedemnaście...! - jakby nie było, Ethel i Rudolph mieli ogromny wkład w wychowanie Rosy. Ethel nawet większy. Hubert kochał swoją wnuczkę, ale na wiele rzeczy nie zwracał uwagi. To Hollingsworth nauczyła ją używać poprawnie noża. To Ethel pokazała pierwszy tusz do rzęs, kiedy znudziły się odrabianiem lekcji z matematyki. To Ethel poświęcała czas początkowo obcej, małej dziewczynce, której poświęcać czasu wcale nie musiała. To z Ethel rozmawiała z Rosą o pierwszej miesiączce i pierwszym pocałunku. To Ethel naprostowywała ją, gdy za bardzo szła przykładem Huberta i Rudolpha. Bywały dni, że to właśnie Ethel pilnowała, by miała się w co ubrać.
- Chyba widziałam kiedyś dupsko Charliego. Sypialiśmy w moim łóżku, bo nie chciało mi się rozkładać koców na podłodze - wzruszyła ramionami zastanawiając się. Kiedyś, na którejś z tych nastoletnich imprez próbowała się przykleić jak ślimak do Bucketa, ale posłał ją do spania. Na tym się skończyły jej zaloty. Wyglądało na to, że oboje byli głupsi niż myśleli. Charles na pewno był!
- I co, to policjant, tak? Dba o ciebie? Czy tylko ze sobą, no...? - a jednak zadrążyła w temacie. Nie dużo. Chciała po prostu wiedzieć, czy Ethel jest szczęśliwa z Mokrym Adonisem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Mar 28 2018, 20:48;

- Co proszę? - uniosła brwi. Przez chwilę miała ochotę zmarszczyć je gniewnie, bo to, co mówiła Rosa sugerowało, że Raphael nie tylko paradował przy niej z nagim torsem, ale i był bardzo blisko. Ostatecznie roześmiała się tylko. Co jak co, ale nie podejrzewała Raphaela o uwodzenie młodziutkiej Rosy. Nie dlatego, że Rosie czegoś brakowalo, bo nie brakowało niczego, ale dlatego, że bardzo dobrze wiedziała, jak Bradford reaguje na nią samą. Chyba była bardziej świadoma tego, co czuje mężczyzna, niż on sam. I wcale nie chodziło tu o pożądanie.
- Mam nadzieję, że za bardzo cię nie zawstydzał. - upiła łyk kawy. Na wspomnienie o Hubercie tylko pokręciła głową. - Daj spokój. Wszyscy wiemy, jaki jest twój dziadek. - z rozbawieniem wzruszyła ramionami. - Życie. Było zabawnie.
Rzeczywiście, gdyby nie Hollingsworth, strach pomyśleć co wyrosłoby z Rosy, gdyby wychowywała się tylko z dziadkiem, Rudolphem i Charlesem. Nie raz musiała Hefertha zdzielić po łbie za to, jakie rady dawał małej Pankhurstównie.
- Uhm. - zaśmiała się. Sama też nie raz widziała pośladki Rudolpha. No ale. Jak już zostało wspomniane Ethel i Rudi nie byli dla siebie kimś taki, jak Rosa dla Charlesa.
Uśmiech Ethel stał się trochę nerwowy, gdy przybrana córka zaczęła dopytywać o Raphaela.
- Tylko ze sobą sypiamy. - powiedziała prosto z mostu, by nie owijać w bawełnę. - Tak, miło spędzamy ze sobą czas, ale głównie ze sobą sypiamy. Trudno w takim wypadku mówić o romantycznej trosce. - wzruszyła ramionami. - Ale nie mogę powiedzieć, że o mnie nie dba, bo dba. Na swój pokrętny, dominujący sposób. Czasem chyba dba za bardzo.
Miała na myśli to nachalne wprowadzenie się, ale Rosa nie mogła o tym wiedzieć. Ethelyn wolałaby opowiadać Rosie o romantycznej historii pełnej miłości, szczęścia i zabawnych zbiegów okoliczności. Romans z Bradfordem nie posiadał nic z tego opisu. W takim układzie Hollingsworth po prostu nie mogła postawić się w dobrym świetle. W najlepszym wypadku wypadała tu jako hedonistka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Kwi 04 2018, 15:34;

Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego co powiedziała.
- Nie, nie - szybko podkręciła głową. Jakkolwiek brzmiało to komicznie. - Po prostu się od niego odbiłam. Jak piłeczka. Wcześniej nie zwróciłam uwagi na to, jaki jest wysoki.
Istotnie, podczas festynu wokół niej kręciły się same wyższe osoby. Dla Ethel, Rudolpha i Raphaela była jak trochę jak hobbit w drużynie pierścienia. Przywykła do tego, że Bucket jest niewiele wyższy od niej. Hollingsworth w szpilkach mogła mu napluć na czoło.
- Był bardzo miły - nie mogła powiedzieć nic innego nawet, jeśli rzeczywiscie o mało co nie spłonęła przez rumieniec. - Mógł chociaż uprzedzić, a nie... Nigdy mi o tej babce nie opowiadał, a ta jeszcze przywiozla tę no. Koleżankę Charlesa. Świat jest mały - to nie było wielkie odkrycie. Już dawno okazało się, że Bucket przespał się w Nowym Yorku z Fioną. Zastanawiała się, kiedy pojawi się kolejna dawna kochanka! Sięgnęła po kubek, żeby wypić kolejny łyk herbaty.
- To dobrze, że kogoś znalazłaś. Może następnym przyjdzie z tobą na obiad? - zamyśliła się. Oczywistym było, że w najbliższym czasie nie zamierzała jednak niczego planować. Nie po tym, co się działo ostatnio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Kwi 15 2018, 14:27;

- Masz metr sześćdziesiąt. - uśmiechnęła się lekko, choć miała ochotę raczej się zaśmiać. - Trudno nie zauważyć, że Raphael jest od ciebie wyższy. Przy patrzeniu mu w oczy mogłabyś złamać sobie kark.
Rosa była małą popierdółką. Ethelyn z Rudolphem pewnie nie raz śmiali się z tego dobrodusznie, tym bardziej jeśli dziewczyna się na coś złościła. To było całkiem urocze. I nie, nie wszystkie małe złoszczące się popierdółki są słodkie i urocze. Niektóre z nich masz ochotę oblać ogniem i spalić żywcem do popiołu, zanim zdążą się rozmnożyć.
- Hubert to Huber. - wzruszyła ramionami. Wcale jej nie zdziwiło, że nie uprzedził wnuczki. Jedyne co zdziwiło Hollingsworth to fakt, że Pankhurst chciał kogoś zaprosić z czystej sympatii. Wcześniej była przekonana, że ośrodek komórek nerwowych odpowiedzialnych za empatię i sympatię został u Huberta umiejscowiony w nodze. W tej, którą stracił. A tu proszę. Jednak przeżuty.
- Uhm. - mruknęła tylko, nie chcąc komentować tonu Rosy, gdy mówiła o tej "koleżance Charlesa". W tym wypadku trochę nie chodziło o to, że świat jest mały, ale o to, że Charlie zobaczył go o wiele więcej niż Rosa. A przynajmniej Ethelyn na to zwróciła uwagę. Westchnęła w duchu. Jednak powinna była (ona i Rudolph) wysłać swoją przybraną córkę gdzies na studia. Cokolwiek... Przy czym Hollingsworth chyba uparcie wyignorowała fakt, że nigdy nie miała pewności, że to uszczęśliwiłoby Pankhurstównę.
- To nie jest tak, że kogoś znalazłam. - zaprzeczyła i wzruszyła ramionami. - To bardziej romans. Nie spodziewam się, że przetrwa dłużej niż... - rozłożyła ręcę. - Nie wiem. Ale na obiad mogę go kiedyś zabrać. I tak już pewnie wszyscy od dawna gadają, że jesteśmy razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Kwi 15 2018, 23:46;

Złościła się na Ethel i Rudolpha Rosa nie raz. Szczególnie gdy była młodsza. Tupała nogami i robiła groźne minki jak nauczył ją dziadek. Z tym, że w jej przypadku wszystko działało zupełnie na odwrót niż u Huberta. Zamiast wzbudzać strach, wzbudzała rozbawienie. A to, że była mała, było przysłowiową wisienką na torcie. Brakowało jej tylko czerwonej czapeczki krasnoludka. Nawet teraz, kiedy miała dwadzieścia cztery lata i była wciąż młodą, ale już dorosłą kobietą.
- I jeszcze się nazywa prawie jak ja. Najgorsze jest to, że ona wcale nie jest okropna. Widziałaś z resztą, to całkiem miła babeczka. I to jest jeszcze gorsze, bo nie chcę się złościć na dziadka, a w zasadzie tylko on tu jest winny - przetarła dłonią czoło.
Nie wspominała Ethel o prezencie świątecznym od Rudiego. Sądziła, że oboje mają z tym coś wspólnego. Cały weekend* do Nowego Jorku. Dalej niż miasta czy miasteczka w okolicy. Marzenie o studiach zniknęło gdzieś po roku od zakończenia liceum. Kiedy na dobre musiała zmierzyć się z brakiem socjalu, który do tej pory zasilał budżet Pankhurstów i po samodzielnym opłaceniu wszystkich rachunków.
- Romans, nie romans... brał u ciebie prysznic kiedy byłaś w pracy - nie wspomniała o tym, że zauważyła, że Raphael czuje się w mieszkaniu Ethel całkiem swobodnie. - Słyszałam, że śpiewał ci serenadę pod oknem. Ale ty pewnie słyszałaś, że jestem szatańskim pomiotem i kurwiszczem, więc no. Pewnie wcale nie śpiewał - zaśmiała się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Maj 03 2018, 13:41;

Rudolph pewnie już jedną taką czapeczkę dał Rosie. Pozwalał sobie na o wiele więcej w stosunku do Pankhurstówny niż Ethelyn. Lekarka miała jednak dużo więcej taktu. (hehe)
- Nie przesadzaj. - uśmiechnęła się. - Przecież nie stało się nic złego. Ja z Rudim bawiliśmy się dobrze. To nie była żadna katastrofa. Złościsz się, bo dziadek o niczym ci nie powiedział. To normalne. Ale w sumie nic ci nie da.
Ethel akurat nie przyczyniła się do tego prezentu, ale postanowiła, że następnym razem uprzedzi Hefertha i sama da Rosie taki prezent, że wszystkim majtki pospadają. Chociaż może nie. To niekoniecznie dobre porównanie, bo nie wszystkich chciałaby oglądać bez bielizny.
Parsknęła śmiechem tak bardzo, że prawie się opluła kawą. Raphael śpiewający serenady. W to nigdy by nie uwierzyła, nawet gdyby robił to na jej własnych oczach.
- No tak. Plotki są niestworzone i wyssane z palca. - otarła usta chusteczką. - Ale nikt nic nie zmieni faktu, że rzeczywiście mieszka u mnie od czterech miesięcy. Ze mną. - poprawiła się. Odchrząknęła. - To naprawdę nic poważnego.
W sumie cały romans łączył się w jakieś 7-8 miesięcy. Ze strony Ethelyn było to coraz poważniejsze i nie mogła już oszukiwać samej sobie. Najgorsze było to, że w ostatecznym rachunku pewnie nie mogła liczyć na wzajemność. Albo inaczej - na długoterminową wzajemność. Jak na razie Bradford skupiał się tylko na Hollingsworth. Westchnęła mimowolnie. Nie sądziła, że jeszcze kiedyś będzie jej przykro, że ktoś jej nie kocha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Maj 13 2018, 03:07;

Westchnęła ciężko. Nigdy nie rozumiała, dlaczego dziadek bywa taki paskudny dla innych. Owszem, ludzie w Rode bywali dla nich paskudni, szczególnie te wstrętne, kościołowe babiska. Ale to nie znaczyło, że trzeba być takim samym dla nich. Mimo, że tez miewała swoje humory już dawno temu obiecała sobie, że nie będzie taka jak ludzie, którzy sprawiają jej przykrość. Chciała być ponad to.
Tymczasem Hubert chyba postanowił sobie coś zupełnie innego! Być może jego zachowania były osłoną przed dokuczliwymi ludźmi. Szkoda, że i przed własną rodziną.
Wracając do Bradforda śpiewającego serenadę pod oknem Ethelyn - nadzieja zawsze umiera ostatnia nawet, jeśli jest matką głupich. Rosa musiała przyznać sama przed sobą, że sama chętnie by coś takiego zobaczyła. umięśniony, przystojny policjant był niemal tak gorący jak ten strażak, w którym kochało się pół miasta, Marcos. Jeszcze nie wiedziała, że Marcos lada chwila będzie miał pełne ręce roboty a Rode zapłonie żywym ogniem.
- Mieszka z tobą prawie pół roku i to nic poważnego? - otworzyła szeroko oczy i zamrugała patrząc na Hollingsworth. - To my z Charlesem mieszkamy ze sobą może dwa razy w tygodniu nad warsztatem nie mogąc się od siebie odkleić, a wy...? To nie może nie być poważne, kiedy razem mieszkacie - pokręciła głową. Aż podparła się pod boki. Zadarła nieco nosek do góry i powiedziała:
- Powinnaś zadać sobie kilka pytań. I na nie odpowiedzieć - jeszcze rok temu lekarka udzielała jej podobnych rad, które się sprawdziły. Kilka prostych pytań uświadomiło Rosie, że kocha Charlesa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Maj 13 2018, 16:23;

Przybrała trochę nieprzyjemny wyraz twarzy, zorientowawszy się, że tym razem to Rosa chce ją pouczać. Ale tylko na chwilę. Zaraz potem zmieniła ten wyraz twarzy na ostrzegawczy uśmiech. Ethel wcale nie miała spiny, że Pankhurstówna coś jej insynuuje, lecz o to, że młódka nie wie wszystkiego. I Hollingsworth nie zamierzała jej wyjawić prawdziwego powodu dla którego wprowadził się Bradford. Po co miała Rosę martwić? Miała wystarczająco własnych zmartwień. Wolała już, żeby dziewczyna uważała ją za niedojrzałą niż żeby bała się, co może się stać jej siostrociotkomatce, gdy dorwie ją Kandel.
- Funkcjonowanie pod jednym dachem ułatwia romansowanie. - podsumowała, ucinając temat. Miała jeszcze parę rzeczy na końcu języka na odwrócenie uwagi Rosy, ale były nieprzyjemne i zjadliwe w sposób wymuszony. Nie było powodu, by robić Rosie przykrość. Nie jej.
Zamiast tego przeniosła rozmowę na inne tematy. Porozmawiały jeszcze trochę, lecz Rosa musiała jeszcze coś załatwić, więc pożegnały się ciepło i rozstały.

2x zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie Emmy
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga
» Biuro i mieszkanie Gwen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-