Share|

Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Wrz 10 2017, 17:41;






Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth

Standardy Rode pozostawiały wiele do życzenia, lecz osiedle, na którym mieszkała dr Hollingsworth można było nazwać co najmniej przyzwoitym. Budynek miał zaledwie trzy piętra, mieszkanie lekarki mieściło się na drugim. Ciężkie solidne drzwi zamykane na dwa zamki. Pierwsze co rzucało się w oczy to jasne kolory przełamane czernią i minimalizm. Oraz przestrzeń - duży salon był połączony z kuchnią i niewielką jadalnią. Na jednej ze ścian wisiały szerokie donice, w których posadzono zioła. Charakterystyczny zapach mięty i innych ziół unosił się w pomieszczeniu. Dwoje dodatkowych drzwi prowadziły do sypialni oraz łazienki. Po nielicznych półkach i parapetach walały się grube książki - niemal wyłącznie pozycje medyczne. Mieszkanie było średniej wielkości, ale przestrzenne i przytulne. Urządzone z gustem minimalisty.

Sypialnia i łazienka:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Wrz 17 2017, 12:18;

/początek
/sierpień

Trochę zasiedziała się w sklepie, doglądając jeszcze roślin. Dodatkowo przygotowała maści dla jednej starazawej klientki. Nie umawiała się z Rudolphem na żadną konkretną godzinę, więc w zasadzie mógł przyjść w każdej chwili. Ethel i tak się nie denerewowała brakiem czasu. Jeśli przyjdzie za wcześnie to nawet lepiej - pomoże w przygotowywaniu kolacji.
Zakupione u jednej z klientek ciasto włożyła do lodówki, wiedziała, że Rudi lubi. Ktoś mógłby pomyśleć, że to jakiś podstęp. Lecz była to tylko - lub aż! - uprzejmość lekarki. Często była złośliwa wobec przyjaciela, więc dostarczanie mu słodkości stanowiło przeciw wagę.
Przebrała się w wygodniejsze ciuchy - w tym wypadku w luźne bawełniane spodnie i koszulkę - po czym zaczęła przyrządzać mięso do zapiekania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Wrz 28 2017, 16:55;

| początek
| dzień czy dwa po odebraniu samochodu i rozmowie z Charlesem; sierpień

Gdyby tylko pomyślał o tym, że Ethel wciągnie go w gotowanie to przygotowałby sobie fartuch w żetony i lepszy humor. Bynajmniej nie miał złego. Po prostu na nic się nie nastawiał i był dość neutralny; ani to szczęśliwe, ani wściekłe, ani zrozpaczone. Cały Rudi!
Zajechał swoim starym, choć naprawionym i ogarniętym samochodem pod jedną z kamienic, w której mieszkała Hollingsworth. Nie kupił nic. Raz, że przy wizytach poczuwał się do tego, jeśli dotyczyły osoby, jaką miał poznać, dwa, że lekarka nic mu nie napisała. Wywnioskował więc, że ma wszystko, co jej potrzebne.
Trzasnął drzwiami, zapalił papierosa. Nie wiedział jaki kobieta będzie miała humor, więc najpierw wolał spalić na spokojnie. Potem zastanawiać się czy mu odpuści i pozwoli zapalić w oknie, czy go wyrzuci lub uzna, że kilka godzin może wytrzymać bez peta.
Dopiero po jakimś kwadransie od przyjazdu wbił po schodkach na odpowiednie piętro i załomotał, jakby lada moment miał wyważyć drzwi.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Wrz 28 2017, 23:10;

Spóźniał się. Ethel nie tylko zdążyła wszystko przygotować, ale i posprzatać. Mięso skwierczało radośnie w piekarniku, a pani domu siedziała na stole, bawiąc się niewielkim urządzeniem, które przypominało do złudzenia vaporizer, a w rzeczywistości było nowoczesną strzykawką - przykładasz do skóry, naciskasz guzik, a cieniutka igiełka wprowadza do twojego ciała odpowiednią substancję. W tym wypadku był to zmodyfikowany chemicznie wyciąg z gelsemium. Mała dawka wystarczyła, by sparaliżować układ mięśniowy dorosłego mężczyzny na kilka minut. A przynajmniej takie były założenia Ethelyn, przecież nie przetestuje tego na sobie, zanim zasili układ krwionośny Raphaela dodatkowymi nośnikami chemicznymi.
Drgnęła, słysząc pukanie. Drgnęła na tyle mocno, że strzykawka prawie wypadła jej z dłoni.
- Na litość boską. - pokręciła głową. Jak na ateistkę zadziwiająco często odnosiła się do chrześcijańskiej mitologii. Odłożyła przedmiot na stół i poszła otworzyć. - Mamy dwudziesty trzeci wiek, Rudi, można dawać o sobie znać w nieco bardziej cywilizowany sposób.
Uśmiechnęła się i wykonała dworski gest zapraszający.
- Cieszę się, że wpadłeś. - zamknęła za nim drzwi. - Szkoda, że tak późno, ominęła cię cała zabawa z kuchnią. - mówiąc to ruszyła do piekarnika, by sprawdzić mięso. - A tak przy okazji, jakbyś się zastanawiał czy coś komentować. Raphael już zdążył mi powiedzieć, że ci powiedział. Co za dupek. Mam nadzieję, że chociaż oszczędził ci szczegółów.
W momencie, gdy Ethel otwierała piekarnik, Rudolph mógł usłyszeć ciche: "Zabiję go". A może mu się tylko wydawało?
Nie wspomniała o tym, bo była rozluźniona. Wspomniała o tym, bo było wręcz przeciwnie - była cholernie spięta zaistniałą sytuacją. Chciała to w końcu wyrzucić z siebie. A poza tym wypiła już dwa kieliszki wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Paź 03 2017, 23:19;

Biedny Rudolph, jeśli padnie ofiarą eksperymentów Ethelyn. Oby obiad nie był jedyną rekompensatą za jego cierpienia.
Był przecież niewinnym człowiekiem i utrzymywał się tej wersji od zawsze i prawie że na zawsze. Nie miał sobie przecież nic do zarzucenia, a kwestie czynów bezprawnych - każdy dzieciak coś za uszami miał. I każdy sobie wybaczał. Rudi też.
Powiedz to pijaczkowi sikającemu pod twoim oknem — odparł Heferth. Chwilę później zdał sobie sprawę, że sam siebie drasnął w ścięgno, porównując się do takiej osoby. Uchylił głowę w niemym podziękowaniu i przekroczył próg mieszkania lekarki. Buty ściągnął, jeśli był taki wymóg.
Następnym razem ci to wynagrodzę i u mnie zjemy. Mogę pozmywać — bo przecież Rudolph dosyć często przesiadywał w kuchni. Głównie dlatego, że przejście z kuchni do salonu było duże, łukowe; taka przestrzeń. Mógł się niejeden czy niejedna dziwić, że tak sobie to zorganizował.
Przeszedł za kobietą do kuchni i spojrzał przez jej ramię zaciekawiony. Uśmiechnął się półgębkiem, zerkając w stronę okna. Na moment. Pewnie chciał zorientować się czy popielniczka była wystawiona, bo to był swoisty znak, jakie lekarka ma nastawienie na palenie!
No nie wiem — stwierdził Rudolph nieco znużonym tonem, krzyżując ręce na piersi. — Mówił, że nie spodziewał się, że będziesz chciała być skuta. Właściwie to mnie też to zdziwiło, no ale... Wszystkiego wiedzieć o tobie nie muszę, prawda? — odchrząknął. Miał nawet spojrzenie mówiące o pewnym zniesmaczeniu.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Paź 04 2017, 17:52;

- Mieszkam na drugim piętrze. Wystarczy, że nie będę patrzeć w dół i nie ma problemu. - mruknęła, dając tym samym wyraz pewnego rodzaju ignorancji. Taki był świat. Po prostu czasem trzeba było zamknąć oczy. Poza tym Ethel powiedziała pierwszą lepszą rzecz, którą jej ślina na język przyniosła. Bo gdyby miała mówić, co przyniosły jej myśli, to musiałaby zauważyć kiepakość riposty Rudiego. Ale czasem i ona nie mówiła pewnych rzeczy na głos w ramach litości. Tak jak i Heferth. Tak się kochali, że sobie momentami oszczędzali uszczypliwości.
- Dzięki. Chętnie skorzystam i będę pamiętać o zaproszeniu. - uśmiechnęła się szeroko. Naprawdę lubiła bywać na kolacjach u Hefertha. I nie tylko. Po prostu. Był jej przyjacielem.
Zaraz potem oczywiście zaczął pchać nos do piekarnika. Miał w zwyczaju nachylać się przez jej ramię i Ethel to zauważyła. Lubiła wyłapywać takie małe elementy z ich wspólnych relacji. W ogóle z dobrych relacji, jakie miała z niektórymi.
Do nozdrzy Rudolpha doleciał zapach pieczonego schabu ze śliwkami wraz z odpowiednio dobranymi przyprawami. Zapowiadało się smakowicie.
- Jeszcze kilka minut. - zadecydowała, po czym wyprostowała się i odwróciła do mężczyzny.
Wiedziała, że żartuje z tym skuwaniem. Może nie znała Raphaela, ale znała Rudolpha. Niechętnie odczytywała wyraz jego oczu. Czuła jak zaczyna się rumienić po same koniuszki uszów. Pewnie przed nikim innym by tak nie zareagowała, jak przed Heferthem. I przed swoim ojcem. Bądź co bądź na opinii tych dwóch mężczyzn jej zależało.
- Nie oceniaj mnie, proszę. - jęknęła, a po chwili zaczęła się tłumaczyć. - To było prawie zaraz po wpadce z Blackami. Byłam nieszczęśliwa, cyniczna i destrukntywna, a ostatni raz uprawiałam z kimś seks w Brytanii.
Rudolph wiedział z kim. Ostatni związkiem Ethel miał na imię Thomas - przytojny, inteligentny, z perspektywą kariery jako okulista. Szkoda, że sam był zaślepiony miłością. Panna Hollingsworth powołała się na sentymenty, na rodzinę, na misję społeczną i uciekła przed oddaniem Thomasa tam, gdzie nie zdobyłby się na szukanie. Nikomu nie przyznała się do prawdziwych przyczyn swojego powrotu. Rudolpha był jednak tym, kto mógł się dymyślać. Umiał czytać Ethel "między wierszami".
- Miałam ochotę na zapomnienie. - wyłamywala sobie trochę palce, bo te wyznania jednak ją stresowaly. - Co miałam zrobić? Przyjść z tym do ciebie? - wypaliła, żeby dać Heferthowi trochę inny temat do myślenia, niż to, że wyrwała sobie gościa na jedną noc, który na nieszczęście okazał się znajomym Rudiego. - Ale już dawno wróciłam do zmysłów, prawda? Yay! - podniosła teatralnie dłonie i nimi zatrzęsła. - Sztuczne ognie. Konfetti. Wrócił mi rozsądek. - westchnęła opuszczając głowę. - Jesteś rozczarowany? - parsknęła. - Tym, że dałam się przelecieć Raphaelowi, a nie tym, że wrócił mi rozsądek.
Podniosła wzrok na przyjaciela.
- Znowu za dużo mowię, prawda?
To był tylko wyraz tego, że naprawdę ją ta cała sytuacja trapiła. Znaczy to, że Rudi wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Paź 11 2017, 13:27;

Oszczędzanie uszczypliwości z pewnością wychodziło im na dobre. W końcu ileż można by było znieść takich uwag, zanim człowiek by wybuchł?
Pociągnął nosem. Rudolph nie przyznawał się do tego, ale miał momenty kiedy naprawdę lubił gotować. Potrafił przesiedzieć w kuchni kilka godzin, kombinując z czegoś, co ma w kuchni. Z lepszym czy gorszym efektem, ale człowiek w końcu uczy się na błędach. Nie tym razem, to następnym! W każdym razie mężczyzna źle nie gotował i to się chwali. Powinno!
Ładnie pachnie — pochwalił. — Ale mam nadzieję, że nie dodałaś żadnych środków obniżających, podwyższających ciśnienie ani tym podobnych. Jeszcze jestem za młody — uśmiechnął się. Prawdę mówiąc to parę lat mu zostało do drugiej młodości. Rios i Bradford pewnie już zaczynali przeżywać.
Rudolph bacznie i uważnie obserwował Ethelyn. Mogłaby go oskarżyć o nachalność w jego spojrzeniu. Wszystko było spowodowane niemałą ciekawością. Chciał zobaczyć jej reakcję! A ta go zarówno zadowoliła, jak i zdziwiła. Zawstydzenie czy zażenowanie było zauważalne. Zwłaszcza dla niego, kiedy sam Heferth znał Ethel wystarczająco długo, by odgadnąć emocje. Nie zawsze idealnie, ale nie można było mieć do niego pretensji.
Patrzył z uniesionymi brwiami. Miał nieznacznie wydęte wargi, co mogło wskazywać na wspomniane wcześniej zdziwienie. Nie komentował, nie odzywał się podczas gdy kobieta się tłumaczyła i denerwowała, otwierając przed nim. Zmarszczył lekko brwi na jej pytanie i zachowanie. Zdecydowanie inaczej patrzyło się na Ethel, kiedy nie miała nad czymś kontroli. Była nerwowa! Nie było to czymś nienormalnym.
Tak, za dużo — potwierdził, unosząc kącik ust w lekkim, choć prawdopodobnie i poniekąd sztucznym uśmiechu. — Zwłaszcza że nigdy dotąd nie uważałem siebie za osoby, której musisz się tłumaczyć ze swoich seksualnych potrzeb — zadarł nieco nosa. Możliwe, że parodiował Hollingsworth, kiedy  sama coś mu tłumaczyła i wyjaśniała; czasem bywała protekcjonalna! A on każdy taki występek zapamiętywał.
Nie mnie oceniać, z kim sypiasz. Jeśli ci było dobrze to dobrze, jeśli niedobrze to niedobrze i szkoda, że musiałaś zmarnować czas — przyznał swobodnie, nieco chłodno, jakby nie całkowicie podobała mu się dyskusja, którą sam spowodował. — A pomogło ci to w ogóle? Bo nie wygląda jakby było ci lepiej z tego powodu.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Paź 11 2017, 18:46;

- Proszę cię. - wywróciła oczami i potarzyła na Rudolpha z politowaniem. - O swoje zdrowie nie musisz się martwić. Jestem lekarzem, pamiętasz? Zaczne ci podawać odpowiednie środki wtedy, kiedy uznam to za konieczne z medycznego punktu widzenia. - posłała przyjacielowi zaczepne spojrzenie. - Przynajmniej dopóki nie zmienisz się w takiego Huberta.
A potem to już była ta fala niezręcznych wyznań. Ethel dopiero pod koniec spojrzała Rudolphowi w oczy, co uświadomiło jej z jakim zainteresowaniem ją obserwował. Nie do końca wiedziała, jak ma rozumieć to zdziwienie, ale szybko pomógł jej się w tej kwestii zorientować. Dotknęła własnych policzków, jakby mogła dotykiem sprawdzić, jaki mają kolor.
- Nie tłumaczę się! - zaprotestowała, wyraźnie obrażona.
Ale przecież Rudolph miał rację - tłumaczyła się. Nieprawdopodobne. Jak już zostało wspomnianie, nie przed wszystkimi otworzyłaby się tak bardzo, jak robiła to przy Hefercie. Zaczęła czuć się trochę niezręcznie. Nie powinna była w ogóle poruszać tego tematu. Nabrała powietrze w usta, nie mając zamiaru nic więcej powiedzieć, ale gdy je wypuszczała stało się coś zupełnie innego.
- Dobrze. - odchrząknęła bardzo niewyraźnie. Potem westchnęła. To był Rudi. Komu miałaby się zwierzać, jak nie jemu? Tak naprawdę nie miała nikogo innego tak bardzo bliskiego. - W tamtej chwili tak. Ale czy ogólnie? - wzruszyła ramionami. - Bardziej chodzi o to, że mnie to irytuje teraz. Miałam go już więcej nie zobaczyć, taki był plan. Fakt, że jest twoim znajomym trochę ten plan komplikuje. Na domiar złego Raphael dogrzebał się do mojego numeru i umówił na... spotkanie, bo chyba nie randkę. - przeszła do stołu, by podnieść automatyczną strzykawkę. - Mogę to na tobie przetestować? - wypaliła bardzo niewinnie, oczy jej błyszczały. Heferth nie mógł mieć wątpliwości, że to substancja naurologiczna. - Nie wypróbuje tego przecież na Henrym Marshalu.
Kot, słysząc swoje imię, przeciągnął się na łóżku i machnął ogonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 16 2017, 22:40;

Co masz na myśli przez zmianę w Huberta? Raczej nie zapowiada się na utratę nogi czy burkliwe odpowiadanie i burzenie się, żeby dostać niechciane tabletki — mruknął, pocierając nos otwartą dłonią. Oboje wiedzieli jak ciężki w obyciu bywał dziad. Niekiedy Rudolph uważał, że młoda Rosa, która wówczas spędzała czas z nieco starszym Rudolphem czy Ethel, mogła pozwolić sobie na odsapnięcie. Gorzej, że zdarzało się, iż później było jeszcze więcej zmartwień. Czasem Heferth odnosił wrażenie, jakoby stary Pankhurst nadal ich nie zaakceptował lub wiecznie coś mu nie pasowało.
Kiedyś uznał, że jak dotarłby do tak zrzędliwego wieku to na pewno poprosiłby Hollingsworth, w imię przyjaźni, o jakiś środek do eutanazji.
Na jej protest uniósł brwi. O rly. No bo na poważnie - kogo ona chciała oszukać!
Może stęsknił się za tobą? — zapytał, uśmiechnął się. — Dawno temu, skoro mówisz, że po sprawie w pracy, no ale... — cmoknął, parsknął.  — Ja tęskniłem! — przyznał swobodnie, bez wstydu. Przywiązanie swoje robiło, a lata spędzone w Filadelfii i zdecydowanie ograniczony kontakt też przyczyniały się do względnego osłabienia relacji.
Rada na przyszłość, Hollingsworth — zaczął poważnie, patrząc na lekarkę. Położył dłonie na jej ramionach — Jeśli chcesz się z kimś przespać i potem nie spotkać tej osoby, to nie w tym samym mieście. Wyjedź, zabaw się, wróć i zapomnij — rada pierwsza klasa, powinien dostać i order, i statuetkę za tak niesamowite wsparcie. — Bo to był pierwszy, a jakże poważny, błąd.
Wtedy dopiero puścił kobietę, aby przeszła dalej. Opuścił ręce i po chwili zastanowienia wsunął do kieszeni spodni. Odwrócił się w stronę Ethelyn i zmrużył oczy. Spojrzał nieufnie najpierw na nią, na strzykawką i z powrotem na przyjaciółkę.
Dlaczego nie? To kot, więc tym bardziej możesz — zaperzył się bez gracji. —  Zresztą, co to jest, po co, na co, na Bradforda szykujesz?

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 16 2017, 23:20;

- Jak będzesz miał obie nogi, to jeszcze gorzej. Będziesz mógł się swobodnie przemieszczać ze swoją heferthowatością. Tego świat może nie znieść.
W głosie Ethel pobrzmiewalo rozbawienie zabarwione goryczą. Oboje wiedzieli jaki jest Hubert i oboje mieli podobne zdanie na temat. Nie dało się też ukryć, że Hubert nie znosił Hollingsworth. Rudolph był pewnie traktowany ulgowo z racji bycia mężczyzną i częstą pomocą. Ethelyn zaś nie miała w sobie nic, co mógłby polubić dziadek Rosy. Na domiar złego parała się medycyną.
Na chwię odsunęła od siebie całą sprawę z Raphaelem, zaskoczona tym otwartym przyznaniem się do tęsknoty. Zastanawiała się czy to kolejny żart. Owszem, wiedziała, że za nią tęsknił, ale nie spodziewała się, że kiedykolwiek wypowie to na głos. Rozluźniła się momentalnie, oczy jej się trochę zaświeciły, bo lubiła te momenty, w których czuła, że naprawdę są przyjaciółmi. Przez te trzynaście lat, kiedy była w Brytani, sama wielokrotnie żałowała, że nie ma przy niej Rudolpha. Hologramowe rozmowy to nie było to samo. Nie mogła go ani przytulić, ani pociągnąć za brodę, ani nawet podrażnić się twarzą w twarz. To dlatego zasypywała go wiadomościami i ruchomymi pocztówkami. Robiła co mogła, by o niej nie zapomniał.
- Oczywiście, że się stęskniłeś. - czule poklepała go po policzku. - Kto by za mną nie tęsknił?
Przytrzymana za ramiona spodziewała się czegoś bardziej odkrywczego, odebrała to jednak jako troskę o jej komfort psychiczny. Mógł sobie mówić co chce, ale i tak wiedziała, że zależało mu na jej dobru. To było obopólne.
- Przecież takich głupot się nie planuje. - wydęła wargi. Potem popatrzyła uważnie na Rudolpha. Zmrużyła oczy. - Ty tak robisz? Nie pamiętam, żebyś miał jakąś stałą kobietę.
Nie dodała, że nie wmówi jej, że nie lubi seksu. Mógł go nie lubić z fizyczną postacią. W tych czasach mieli symulatory bardziej realne niż rzeczywistość. Wystarczyło podpiąć się do sieci i wszystkimi zmysłami odczuć to, na co ma się ochotę.
- To dawka na dla dorosłego mężczyzny. Henry'emu powykręcałoby wszystkie neurony na drugą stronę. Pewnie tygodniami bym go naprawiała. - wyjaśniła z rozbrajającą szczerością i niewinnością. - Nic ci nie będzie, jestem lekarzem, pamiętasz? - znowu użyła tej samej frazy, co kilkanaście minut wcześniej. - To tylko modyfikacja wyciągu z gelsemium. Chce na tobie sprawdzić ile minut Raphael będzie leżał u moich stóp zupełnie bezbronny.
Nie czekała na pytanie "dlaczego?". Rozłożyła ręce i na nie po prostu odpowiedziała.
- Trochę się zemszczę za tego klapsa, trochę utemperuję mu ego, a trochę... - urwała i dokończyła z niechęcią. - przetestuję.
Rudolph mógł wiedzieć o co chodzi. W końcu nie testujesz mężczyzny, jeśli nie chcesz mieć z nim już nic więcej do czynienia. Testujesz go wtedy, gdy dopasowujesz go do swoich standardów. Heferth oczywiście nie myślał jak kobieta. Ale wiedział, jak pokrętnie może myśleć Ethelyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Paź 19 2017, 22:40;

Zastanowił się.
Nie wiem czy mam tyle czasu, żeby wymienić. Wiem, że na pewno pierwszy na liście jest Pankhurst — uśmiechnął się. Pytanie było zbyt kuszące, aby sobie odpuścił odpowiedzi na nie. Nie mógł. Nie miał takiej sposobności.
Nie planuje, bo się wie — powiedział tonem znawcy. Swobodnie, bez jakiegokolwiek skrępowania. Na uwagę Ethel uśmiechnął się półgębkiem i pokręcił głową. — A jednak miałem. Nawet dwie! — wyliczył. — Jakbyś słuchała to byś pamiętała — dodał. Nie wydawał się zły czy rozżalony. Możliwe, że ze względu na ich znajomość uznał to za kolejną zaczepność ze strony kobiety.
Heferth jednak nadal patrzył niepewnie na lekarkę. Nieufnie i z niezadowoleniem. Nie podobała mu się taka rola i plan Ethelyn, co było widać po zmianie w jego zachowaniu. Nie skomentował, że równie dobrze mogłaby kota ukatrupić, to o jedną zmorę byłoby mniej! Spokojniej i bezpieczniej!
Może i swoje wytłumaczyła, może i zapewniła - Rudi nadal nie był przekonany, więc skrzyżował jeszcze ramiona. Na moment, bo w końcu je rozluźnił i wsparł o swoje biodra, krzywiąc się na Hollingsworth.
Pamiętaj, że ten argument najczęściej wykorzystywany jest przy potencjalnych mordercach, a ludzie i tak mało ufają lekarzom — skwitował naprędce i parsknął. Pokręcił głową.
Nie ma mowy. Nawet na to nie licz, że będę królikiem doświadczalnym! Trzeba było na Pankhurście spróbować lub Bucketowej. Równie dobrze możesz wziąć tę starą raszplę za mężczyznę. Chyba oszalałaś!

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Paź 24 2017, 19:58;

Chciała zgrywać naburmuszoną, ale żart Rudiego okazał się tak wyborny, że aż parsknęła śmiechem o lekko uderzyła mężczyznę pięścią w ramię. To mu się udało. Naprawdę. Zaraz jednak prawie tupnęła z oburzenia. Tego jeszcze brakowało, żeby jej zarzucał, że go nie słucha!
- Trzy. - uzupełniła mruknięciem. - Nie zapominaj o tej furiatce ze szkoły średniej.
To nie było tak, że nie wiedziała o jego związkach. Wiedziała, owszem. Tyle tylko, że nie tak dużo, jak on o sprawach sercowych Ethel. Rudi nie miał w zwyczaju się zwierzać, a ciągnięcie za język na odległość nie zawsze przynosiło skutki. Prawdę mówiąc nie przynosiło skutków w ogóle, co Holingsworth wielokrotnie wywlekała. Teraz chciała po prostu sprowokować Hefertha. Znów na próżno.
Patrzyła na przyjaciela wzrokiem niewinnym, jak dziecko, zupełnie nie rozumiejąc dlaczego się tak oburza. Przecież go kochała, nie skrzywdziłaby go. Zaczęło jednak do niej docierać, jak obłąkańcze jest to, o co prosi. Popatrzyła na strzykawkę.
- Może. - powiedziała tylko dziwnym tonem.
Odłożyła przedmiot i bez słowa podeszła do kuchennego blatu, by nałożyć im kolacje. Dobrze, że miała wino. Chyba byłoby jej teraz smutno bez wina. Dodatkowo czuła mętlik w głowie. Przeklęty Bradford musiał się okazać znajomym Rudiego.
- Wszczepiłam Rosie implant antykoncepcyjny. - rzuciła nagle, przy nakładaniu mięsa. Uważała, że Rudolph jako opiekun również o tym powinien wiedzieć. Poza tym chciała zmienić temat. Narychmiast. W takich wypadkach była Królową Subtelności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Paź 26 2017, 22:25;

Tę wolałem wyprzeć z pamięci — przyznał bezwstydnie, mrukliwie. Kilkutygodniowe męczenie się z nastolatką - choć sam przecież był jedynie rok starszy - napsuło mu nerwów. Pewnie była pierwszą osobą, przy której odkrył, że zdecydowanie szybko i łatwo jest go zdenerwować.
Ethel miała rację. Rudi czasem miał problemy z tym, aby mówić o sobie czy swojej przeszłości. A raczej - żeby przesadnie analizować to, co miało miejsce. Zwierzał się na tyle, by choćby częściowo zaspokoić ciekawość przyjaciółki, ale niemalże każdorazowo pozostawiał niedosyt. W efekcie czego lekarka mogła być poirytowana.
On natomiast nadal miał spojrzenie nieufne i niezadowolone. Odetchnął z ulgą dopiero w momencie, kiedy odłożyła strzykawkę. Paranoicznie nawet spojrzał na odległość, która dzieliła Ethel od narzędzia potencjalnej zbrodni. Stanął po drugiej stronie, też przy blacie, żeby w razie czego móc odbić. Taki był ostrożny!
Pomóc ci? — zapytał. Mógł sięgnąć po sztućce, naczynia, ażeby nie stać tak bezczynnie.
Rudolph spojrzał w telefon komórkowy. Przejrzał wiadomości, coś postukał i zatrzymał się w połowie, kiedy Hollingsworth uraczyła go taką informacją. Zablokował telefon, schował i skinął krótko.
To dobrze — pochwalił! — Bucket miotał się, jakby miał padaczkę dostać. Jeszcze tak subtelnie unikał tematu, że mógłbym się założyć, że z równą subtelnością cegły postanowili zostać parą — stwierdził z rozbawieniem. — Samochód odbierałem — dodał, gdyby kobieta była ciekawa, gdzie i kiedy dyskutował z mini-Wiadrem.
Razem uczęszczaliście na kurs małej subtelności? — mrugnął. Taki wyborny żartowniś z niego był.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Paź 29 2017, 00:27;

- Nie musiałbyś jej wypierać, gdybyś mnie choć trochę słuchał. - wzruszyła ramionami. - Mówiłam, że jest szurnięta! Wiedziałam, to już od pierwszego momentu, jak zaczęła do mnie sapać o to, że się przyjaźnimy.
Ethelyn pamiętała dokladnie, że miała zamiar ją uderzyć parokrotnie, gdyby dziewczyna nie chciała się od Rudolpha odczepić lub gdyby ten jej nie rzucił. Miała zamiar tylko w domyśle, oczywiście. Matka nigdy by jej nie wybaczyła szarpania się z inną kobietą. (Była zwolenniczką strzelania do ludzi, nie walki wręcz). Ojciec pewnie byłby dumny. Poza tym nie chciała pokazywać, że była trochę o Rudiego zazdrosna. Po przyjacielsku oczywiście.
- Nie musisz, po prostu nie przeszkadzaj. - odpowiedziała, nie odwracając się, by po sekundzie odwrócić się nagle, jakby coś jej wpadło do głowy. - Możesz ot... - zobaczyła, że klepie w telefon i urwała. - Do kogo piszesz, skoro ja jestem tutaj? - uniosła brew i wróciła do tematu. - Możesz otworzyć wino. - wróciła do nakładania posiłku. - Dziękuję!
Sam żadnego nie przyniósł, ale na pewno wiedział, w której szafce Ethelyn trzyma zapasy alkoholu.
- I tak dziwię się, że dopiero teraz się spiknęli. - pokręciła głową. W jej głosie również było słychać rozbawienie. Oraz coś na kształt rodzicielskiej pobłażliwości i troski zarazem. - To było takie oczywiste! Przynajmniej ze strony Rosy. Cieszę się, że jest szczęśliwa. I że nie zostaniemy dziadkami. - zaśmiała się i znowu odwróciła się przez ramię do Rudolpha. - Jeśli ją skrzywdzi, mam nadzieję, że przestawisz mu parę kości. A jeśli to będzie za mało, to bym mu poprzypalała trochę synapsy.
Parsknęla oburzona, kładąc talerze na stół.
- Ale ja jestem bardzo subtelna! Kochana, urocza i łagodna. O czym zdążyłeś się przekonać przez te wszystkie lata. A teraz siadaj, jedz i mnie pochwal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 30 2017, 17:54;

No wybacz, ale wtedy nie ufałem twoim osądom i kobiecej intuicji, bo była w trakcie dojrzewania — sarknął Rudolph. To było jedno z zachowań, kiedy Heferth nie chciał, nie miał ochoty lub nie potrafił przyznać się do błędu. Bo wiedział dobrze i doskonale, że gdyby się przyznał, to Ethel by mu tego nie zapomniała. Wiedział, bo pewnie on sam tak by się zachowywał. Zdążyli się w końcu na tyle poznać!
Dobrze — prawie że uniósł ręce w geście obronnym. Mógł się zaoferować, pomóc, być dobrym człowiekiem, a skoro nie chciała skorzystać z jego pomocy to wziął się za stukanie w ekran. Zerknął na Hollingsworth.
A co, ty myślisz, że jesteś jedynym kontaktem na moim telefonie i jedyną znajomą? Aż tak podły osobnik ze mnie? — zapytał zaczepnie i już posłusznie poszedł po butelkę wina, żeby ją otworzyć. Nie mia problemu z odnalezieniem alkoholu czy odpowiedniego kielicha. Bywał tu nie raz i nie dwa, więc zdążył poczuć się jak u siebie.
Dobrze dla nich — potwierdził. Nie był wylewny jak Ethel, która zdawała się być rozczulona zaistniałą sytuacją. Rudolph przyjął to do wiadomości, a że był to jedynie związek no to zaakceptował. Mógłby się bardziej boczyć, kręcić nosem i przeżywać, gdyby jednak Bucket postanowiłby wcisnąć nakrętkę na serdecznego palucha Pankhurstowej. Wtedy zatroszczyłby się o to, żeby dziad miał miękkie lądowanie podczas kolejnego zawału.
A co, jeśli ona go skrzywdzi? Czemu od razu uznajesz, że to facet krzywdzi? — stanął w obronie mechanika, hehe. — Jej też będę miał poprzestawiać kości? A ty przypalisz synapsy? — zamyślił się. — Ciekawe jak Bucketowa i Pankhurst na to zareagowali.
Rudolph spojrzał z powątpiewaniem na Ethelyn. Nie skomentował tego, przypominając sobie jak kobieta parę chwil wcześniej chciała spróbować na nim swojej nowej formuły paraliżującej, żeby wykorzystać to na Raphaelu. Była to pierwsza sprawa, o której pomyślał.
Nalał wina do obu kielichów i zajął miejsce chwilę po tym jak usiadła Ethel.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 30 2017, 18:29;

- Nawet dojrzewająca była w lepszej kondycji niż twoja. - odparowała. - Powinieneś był mi zaufać. - mruknęła. - Zaoszczędziłbyś sobie nerwów. Zresztą. Zawsze powinieneś mi ufać, przecież chcę dla ciebie jak najlepiej. - milczała przez chwilę, a potem sie zaśmiała - Od siedemnastu lat, Heferth! Sie-dem-nas-tu! Doprawdy. Jak do czterdziestki nie będziesz miał żony, to jestem jedyną słuszną kandydatką.
Nie bała się tak żartować. Nic ich nigdy nie łączyło, a prócz wzajemnej troski i przyjacielskiej miłości, nie było nic innego. Nie mogło. Jeśli kiedykolwiek był moment, w którym mogli się w sobie zakochać, to oboje go przegapili. Pewnie bez żalu. Dla Ethel przyjaźń miała nadrzędne znaczenie nad miłością.
- Dobrze! - powtórzyła.
Wiedziała, że mógłby jej pomóc, ale przecież był u niej, a ona lubiła przyjmować gości tak, by czuli się komfortowo. Poza tym przecież nie pozostawiła Rudolpha bez żadnego zadania. Otwieranie wina to nie byle jaka misja!
- Powinnam być! - rzyciła przez ramię, dając tym samym wyraz temu, że potrzebuje dzisiaj atencji. Powinien wiedzieć, że pewnie w konsekwencji będzie ją musiał przytulić w którymś momencie. Miewała swoje humory, jak każda kobieta. Ale to przed Heferthem nie bała się pokazywać tego, jak naprawdę się czuje. Może przez tę noc spędzoną z Bradfordem czuła się zgorzkniała i cyniczna. Czuła, że staje się swoją matką, a chciała tego uniknąć za wszelką cenę.
- Rudi... - popatrzyła na przyjaciela z politowaniem. - Masz na myśli Rosę. Naszą Rosę. Czy ona jawi ci się jako ktoś, kto może kogokolwiek skrzywdzić emocjonalnie? Przecież to kochana przylepa, która pragnie miłości i potrafi jej dać naprawdę dużo. Jeśli Charlie coś spieprzy, to jest frajerem.
Usiedli razem, mogli rozpocząć kolację. W powietrzu unosił się przyjemny zapach pieczonego mięsa i sosu.
- Nie wiem. Właściwie nie dawała mi ostatnio znać co i jak. Może chce się nacieszyć Charliem? - zasugerowala. Wolała nie myśleć o tym, że Hubert zamknął ją w piwnicy po tym, jak oznajmiła kto jest obiektem jej uczuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 30 2017, 19:07;

Dryń, dryń! Stuku puku!
Kto mógł dobijać się w porze kolacyjnej? Sąsiad? Pacjent? Wielbiciel? No, mniej więcej - kurier. Stukał sobie ziewając w najlepsze, dopóki ktoś nie otworzył mu drzwi.
- Pani Ethelyn Hollingsworth? - zapytał, odczytując nazwisko z podręcznego tableta. Nie patrzył nawet kto mu otworzył - równie dobrze mógł to być Rudi, a nawet Sum Damian.
- Przesyłka do pani, od pana... Lancelota McDonalda. Podpisik proszę - wyciągnął tablet i w kierunku odbiorczyni. - No, a tu jest przesyłka. Tylko proszę ostrożnie z tym, bo na paczce napisali, że coś kruche jest w środku - powiedział, a potem zasalutował i oddalił się.

Otworzywszy paczkę Ethel mogła znaleźć w niej niewielką poduszkę w kształcie serca oraz list.

"Kochana pani doktor Hollingsworth,
Są w życiu rzeczy, które cieszą i oczy i serce - na przykład pani.
A są takie, które powodują, że serce boli i kołacze - na przykład taka jedna Ashley poczucie winy.
Po co przejmować się tymi złymi jak można się cieszyć tymi dobrymi?
Błaaaaaagam niech mi pani zrobi dobrze!

PS.
Hehe, ale to zabrzmiało.

PS2.
Ale wie pani to bez podtekstów. Proszę, żeby mi pani w głowie no i w serco dobrze zrobiła, nie tam na dole. Chociaż jakby pani chciała...
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 30 2017, 20:15;

Heferth uśmiechnął się. Tak pięknie, jak tylko mógł.
Mogłabyś się bardziej postarać przy oświadczynach, Ethel. Nie wiem, uklęknąć przede mną i wtedy prosić o rękę? Byłoby to romantyczniejsze. Oprawa muzyczna, kwiaty i te sprawy — mrugnął do kobiety. Oczywiście, nie miał jej za złe takiego faux pas, ale liczył jednak, że kto jak kto, to Hollingsworth będzie wiedziała jak to się robi!
Oboje bywali zbyt pewni siebie.
Nie odpowiedział na komentarz, że powinna być. Była jedną z ważniejszych osób, a to i tak było duże wyróżnienie. Bądź co bądź, Heferth potrafił być wybredny przy dobieraniu sobie znajomych. Może i rozmawiał, dyskutował z ludźmi, ale rzadko kiedy każdego rozmówcę po kolei obdarzał zaufaniem, a do tego pozwalał na to, aby go obrażano niemalże na każdym kroku.
Musisz wziąć pod uwagę, że to jednak Pankhurstówna — zauważył właściciel kasyna.  — A Pankhurst to Pankhurst. Wszyscy wiedzą, że każdego by powystrzelał jak tylko by mógł. Myślisz, że po kim klnie jak szewc? — parsknął. — W każdym razie to jest obustronne i niezależnie od tego, kto spieprzy, ten frajer — w tak ładny sposób podsumował tę kwestię. — Pozostaje jednak mieć nadzieję, że będzie lepiej, a nie gorzej, a przy okazji Bucketowa kopnie w kalendarz na amen.
Pokiwał głową, już myśląc sobie o jedzeniu, kiedy rozdzwonił się dzwonek do drzwi. Uprzedził Ethel, wstał i otworzył skrzydło. Zatem, jak się okazało, odbiorczyni okazała się odbiorcą i to Rudolph podpisał się swoim nazwiskiem na tablecie. Odebrał nawet przesyłkę i gdy tylko zamknął drzwi, w dość bezczelny sposób otworzył paczkę. Nie czekał na Hollingsworth. Podszedł do kobiety, wręczył jej poduszkę, a list wziął dla siebie, żeby zacząć czytać na głos.
Kochana pani doktor Hollingsworth!  — dalej też czytał, pewnie nie pozwalając lekarce na to, żeby mu odebrała tak wesołą wiadomość. Akcentował z niemałą uwagą, trochę na wyrost, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 30 2017, 22:40;

Spiorunowała go spojrzeniem. Dosłownie. Gdyby mentalne wyładowania elektryczne były śmiertelne, Heferth padł by trupem, a Ethel nie miałaby wyrzutów sumienia. Przynajmniej przez pierwsze pięć minut.
- Jesteś okropny. - pokręciła głową, szczerze obrażona. - Zdajesz sobie z tego sprawę? Czy nie? Czy to twoje wielkie ego rozrasta się tak bardzo, że naciska na mózg i nerwy wzrokowe? - wycelowała w niego palcem. - Moglibyśmy razem się zestarzeć, ale jak taki jesteś, to umrzyj sam w samotności. O.
Nie mówiła poważnie. Przede wszystkim dlatego, że życzyła Heferthowi, że trafi w końcu na jakąś miłą przyszłą panią Heferth. Że będzie szczęśliwy. I cóż z tego, że musiałaby się wtedy usunąć na drugi plan? Mogła się przecież tak poświęcić. Chociaż nie wyobrażała sobie takiego stanu rzeczy - brak wspólnych kolacji, brak wspólnych wieczorów z winem, brak uszczypliwości, brak wsparcia, kiedy tego potrzebowała... O czymże myślisz, kobieto? - zganiła się w myślach.
- Może Rosa klnie i daleko jej do damy, ale nie porównuj jej do Huberta. - zaprotestowała, nadymając policzki. - Możesz sobie patrzeć na to, jak chcesz. Ja zamierzam być zawsze po stronie Rosy. Nawet jeśli popełni błąd, to musi mieć kogoś, kto jej to wyjaśni, a nie że będzie się z tym borykać sama.
W końcu zasiedli do kolacji, ale nie dane im było rozpocząć. Ethelyn uznała, że to nawet miłe ze strony Rudolpha, ta jego uprzejmość w otwarciu drzwi. Ale gdy zaczął otwierać paczkę zerwała się ze stołu.
- Naprawdę aż się prosisz, żebym coś ci dosypała do wina! - powiedziała trochę ze złością, ale gdy usłyszała pierwsze słowa liściku, po prostu zaczęła się śmiać. Odebrała serduszko, przycisnęła je do siebie i najzwyczajniej w świecie śmiała się coraz bardziej z każdym kolejnym słowem. A gdy Heferth przestał czytać, zabrała mu list. Otarła łzę. - Boże mój. - nabrała powietrza, patrząc na list, jakby szukała w nim czegoś jeszcze. Usta drżały jej z rozbawienia. - Ten gówniarz naprawdę się prosi, żebym go utłukła. To już drugi tego typu prezent. Jeszcze trochę i może poświęcę mu parę minut życia, żeby usłyszeć o jego bolączkach życiowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 30 2017, 23:28;

Z kim przystajesz, takim się stajesz. Gdyby nie ty... nie miałbym takiego ego — posłał czarujący uśmiech i zaraz zmarkotniał. Niczym Chris Evans złapał się za lewą pierś i przywołał podkowę na swoje oblicze. — Serce mi łamiesz takimi postanowieniami.
Więcej nie powiedział. Aktorem może nie byłby najlepszym, ale na pewno zadowalającym. Potrafiłby przekonać, gdyby mu się chciało, do tego jak bardzo miał złamane serce. Może niekoniecznie Ethelyn, która znała go niemalże doskonale, ale innych, bardziej postronnych - już na pewno.
Ja zamierzam być po tej stronie, która ma rację — oboje byli uparci, więc tym lepiej dla nich, że zakończyli temat. Niepotrzebnie by się pokłócili i kto wie czy tym razem nie byłoby to naprawdę na poważnie.
Nie zareagował na jej słowa. Puścił uwagę mimo uszu, gotów krążyć wokół stołu jak pięcioletni dzieciak, który młodszej siostrze zabrał zabawkę i nie zamierzał oddać.
Rozbawienie udzieliło się także Rudolphowi, który swobodnie czytał list. Co jakiś czas spojrzał znad treści na lekarkę, rejestrując radość na jej twarzy (a na to patrzyło się lepiej niż na zmartwienie). Doczytał w ten sposób do samego końca, kręcąc głową przy ostatnich zdaniach i patrzył z lekkim podziwem na te dopiski po podpisie. Oddał list Ethel i usiadł przy stole. Od razu opróżnił kieliszek wina i dolał ponownie.
Masz wielbiciela i chcesz go tłuc? Podobnie jak z Bradfordem? Sadystka z ciebie, Ethel — zauważył i zaraz zmarszczył brwi.  — Coś od ciebie konkretnego chce ten twój adorator, który wysyła ci serca i prosi o to, żebyś go zaspokoiła czy co? — zainteresował się. Nic nie sugerował, nie obrażał. Był najzwyczajniej w świecie ciekaw, skąd tak desperacka treść wiadomości.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 30 2017, 23:53;

- A więc oboje jesteśmy okropni i oboje umrzemy w samotności. Brzmi dobrze. - rzuciła już z rozbawieniem.
Potrafili z uszczypliwości i docinek przechodzić na łagodne tony bez cienia rzeczywistej złości. Cokolwiek sprawiło, że tak dobrze się rozumieli, bardzo mocno związało ich ze sobą. Dowodem tego było to nieszczęsne trzynaście lat przyjaźni na odległość, po których nadal czuli się, jak starzy dobrzy przyjaciele.
- Oj, już nie kradnij mi kwestii. - zaprotestowała. - Wymyśl sobie własne.
Po odebraniu listu sama usiadla do stołu. Nie mogła być gorsza - wychyliła kieliszek wina zaraz za Heferthem. Podsunęła mu puste naczynie pod butelkę, a potem wzięla sztućce w dłonie. Doskonale było się pośmiać, ale to wszystko im zaraz wystygnie, a nie zamierzała niczego odgrzewać.
- W życiu bym nie uderzyła tego chłopca. Jest sanitariuszem w szpitalu, wykonuje kawał ciężkiej roboty. - powiedziała już poważniej, a na wzmiankę o Bradfordzie przewróciła oczami. Ale! Przynajmniej znała nazwisko. - Przecież wiesz, że lubię być górą, a ten cały Raphael jest... - nie mogła znaleźć słów. - To jak moje i twoje ego razem wzięte. Jest tak obrzydliwie pewny siebie, że aż się prosi by utrzeć mu nosa. Nie możesz mieć mi tego za złe. Zwłaszcza po tym chamskim klapsie w tyłek. - przeżuła kawalek mięsa. - I nie nazywaj mnie sadystką. Powinieneś mi częściej mówić, że mnie lubisz, wiesz? Jak w prawdziwej normalnej kochającej się rodzinie. - zastanowiła się nad odpowiedzią na pytanie czego może chcieć Lance. - Podejrzewam, że chce żebym mu grzebała w mózgu, jak wynika z tego młodzieńczego bełkotu. - westchnęła. - Ale... Przecież to jeszcze dziecko. Nawet nie wie, o co prosi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Paź 31 2017, 01:14;

Polał, dolał i skupił się na jedzeniu. Mogli zrobić sobie przerwę od złośliwości, które na zmianę i wzajemnie były wypowiadane. W końcu co za dużo... Nie mogli przecież wciąż i wciąż sobie dogadywać, bo jeszcze zaczną kończyć im się jakiegokolwiek pomysły lub - co byłoby gorsze w mniemaniu Hefertha - znudziliby się, więc solidna podstawa ich relacji nie byłaby już taka solidna.
Mhm, wierzę — mówił, kiwając głową. Zakręcił widelcem, żeby Ethel nie obawiała się i mogła dalej mówić o tym adoratorze. Westchnął, przeżuwając jedzenie. Nie widział potrzeby, żeby komentować Bradforda, podobnie jak i nie pomyślał, że zdradził jego nazwisko. Nie zwracał na to uwagi! Pokręcił głową. Nie miał przecież za złe!
Kiedy macie randkę? — zapytał. Był ciekawy. Może jeszcze im przeszkodzi lub narobi wstydu? Było to strasznie niedojrzałe, ale zarazem kuszące tak bardzo, że ciężko było się powstrzymać. Przynajmniej na tę chwilę, kiedy to wszystko było tylko słowem, a nie działaniem.
Lubię cię — powiedział jak na zawołanie. Uśmiechnął się półgębkiem. — Nie wiem tylko, czemu tak bardzo chcesz usłyszeć. Nie jesteś pewna, że darzę cię sympatią? Skandal — podsumował szybko i napił się wina. Jakby lekarka na niego patrzyła to jeszcze trafiłaby na moment, gdy do niej mrugnął.
W sensie, chce, żebyś coś z pamięcią kombinowała? — dopytał. — Ile ma lat?

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Paź 31 2017, 10:27;

- Randkę. - prychnęła. - To nie będzie żadna randka. Chciałam po prostu wyjaśnić parę kwestii. - na wszelki wypadek wpakowała sobie jedzenie do ust, żeby nie mówić dalej i nie zdradzać się tonem głosu, że kłamie. Heferth znał ją zdecydowanie za dobrze! Pewnie po ruchach szczęki przy przeżuwanią ją przejrzy. - Dogadać się.
Przełknęła i już wiedziała, że totalnie wpadła tą ostatnią wypowiedzią. Zaczęła się zastanawiać w którą stronę zacznie drążyć przyjaciel. Traktowali się, jak rodzeństwo, więc podejrzewała, że zaraz wkroczy postawa starszego brata. Miała nadzieję, że to działa również w przypadku, gdy trzeba będzie Bradfordowi obić pysk.
- Jestem. - odpowiedziała, uśmiechając się słodko jak mała dziewczynka. - Ale lubię jak się łamiesz i mówisz to na głos. - opuściła wzrok na jedzenie, odkrajając kolejny kawałek mięsa. - Ja też cię lubię, Heferth. - stłumiła śmiech. - Nie zapominaj o tym nawet wtedy, gdy chcę na tobie coś testować. - podniosła oczy na mężczyznę. - Nadal uważam, że jako przyjaciel powinieneś się zgodzić na ten eksperyment.
Przeżuła, wypiła łyk wina. Naprawdę cieszyła się tymi chwilami, kiedy przebywali razem i mogli czuć się swobodnie. Ona mogła się czuć swobodnie.
- Chyba tak. Musiałabym z nim porozmawiać, żeby wiedzieć na pewno. - znowu westchnęła. - On chyba dopiero co skończył szkołę. O ile ją w ogóle skończył. To szczeniak. Nie ma jeszcze dwudziestu lat nawet. Pewnie mu się wydaje, że małą ingerencją w neurony pozbędzie się swoich problemów. - pokręciła głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Paź 31 2017, 14:32;

Zmrużył oczy.
Rudi chętnie by skomentował, powiedział swoje, wyraził rozbawienie i zarazem niezrozumienie. Raz Ethel mówiła tak, raz tak i nie wiedział czy ona chce Raphaela poniżyć jak on to zrobił z nią, spotykać się z nim czy co sobie jeszcze umyśliła pod tą śliczną, ciemnowłosą czupryną. Czasem nie nadążał, czasem nie chciał!
A i tak najgorsze w tym wszystkim - a przynajmniej mogło być najbardziej drażniące i wzbudzające paranoiczne odczucia - było to, że Rudi milczał. Mógł powiedzieć wiele i przy jego naturze pewnie by coś palnął, a przemilczał sprawę. Nie powiedział nic!
Pierw na sobie, potem na mnie — powiedział szybko. — Chyba że mi nie ufasz! — wycelował w nią widelcem oskarżycielsko. Zakręcił i wrócił do jedzenia. Był mniej nerwowy przy jedzeniu, ale to może być równie dobrze dlatego, że miał zajęte ręce i miał co robić. Bezczynność również bywała przytłaczająca. Pracoholicy i nabuzowani energią wiedzieli o tym doskonale.
Parsknął cicho i napił się wina.
Młodszego adoratora mieć nie mogłaś? Fantazje pewnie ma — skwitował nieco złośliwie. Nie ubliżał jednak Ethel. Ślepy nie był i wiedział, że jest atrakcyjną kobietą! Nie mógłby jej zarzucić brzydoty, kłamać przecież nie lubił i w niektórych sytuacjach to nawet nie potrafił.
Chociaż jak jest po szkole to właściwie coś tam w tej głowie musi mieć — mruknął. Powiedziałby, że oni sami nie byli lepsi, ale znowu - nie chciał kłamać. — A co, któraś go rzuciła albo ośmieszyła i chce się tego pozbyć?

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Paź 31 2017, 15:28;

Coś jej się przekręciło w żołądku na to milczenie Rudolpha. Niewypowiedziane słowa były najgorsze, bo można było sobie dopowiedzieć dosłownie wszystko. I chociaż Ethel nie lubiła mieć niejasnych sytuacji, to teraz nie skomentowała milczenia przyjaciela. Doskonale wiedziała, że sama nie zachowuje się ani rozsądnie, ani moralnie, ani z szacunkiem do samej siebie. Miała zamiar iść na układ, podążając za pierwotnymi ludzkimi pragnieniami. Prawda była taka, że Bradford ją trochę pociągał i postanowiła skorzystać z okazji. Zwłaszcza, że nic to za sobą nie niosła. Nie miała innych alternatyw bez zobowiązań. Gdyby Rudi zaczął teraz ją dociskać, to pewnie by wypaliła, że jak tak bardzo nie chce, żeby sypiała z Bradfordem, to żeby sam ściągał spodnie. Powinno mu to zamknąć usta. Niemniej jednak dobrze, że oboje taktycznie milczeli.
- Nie. - odpowiedziała szybko i rozłożyła ręce. - Nie wiedziałbyś co robić, gdyby coś poszło nie tak.
Wyglądała jakby mówiła śmiertelnie poważnie, ale czy to była prawda? Przecież nie naraziłaby Rudiego na niebezpieczeństwo.
- Pewnie mogłam, ale obym nigdy nie miała, bo to nielegalne. - odpowiedziała z przekąsem. - Poza tym on mnie nie adoruje. Gówniarz po prostu czegoś chce. Nie wiem czego konkretnie, ale coś czuję, że trzeba będzie go przycisnąć i wybić mu to z głowy.
Zjedli kolację, pewnie oboje ogarnęli naczynia, a Rudi napełnił im kieliszki wina. Ethel usiadła na kanapie, poklepała miejsce obok siebie, po czym włączyła wielki hologramowy wyświetlacz na środku pokoju. Obraz był wyjątkowo dobrej jakości.
- Co dzisiaj oglądamy? Komedię? Dramat? Romans?
Pozwoliła wybrać Heferthowi film, a później spędzili miło czas popijając wino i komentując fabułę. Po seansie Rudi pewnie się zbierał do domu, bo przecież gry komputerowe nie przejdą się same. Kobieta odprowadziła go do drzwi. Na pożegnanie uściskała, bo tak robią przecież dobrzy przyjaciele.
- Dzięki za wizytę. - uśmiechnęła się. - Następnym razem u ciebie. - zrobiła minę, jakby sobie o czymś przypomniała. - O, właśnie. Niedługo masz urodziny. Organizujesz coś, mam zorganizować za ciebie czy w ramach prezentu dać ci święty spokój?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Paź 31 2017, 17:04;

Przy okazji dałabyś mi kurs pierwszej i kolejnej pomocy — odpowiedział Rudolph, choć nie miał za złe. Faktycznie wolałby nie być w sytuacji, w której nie byłby w stanie czegokolwiek zrobić, jeśli zrobiłoby się niebezpiecznie. Zarówno ze względu na dyskomfort, jak i kwestią sympatii, znajomości. Inaczej patrzyło się na działania wobec osoby, którą się zna, a wobec jakiejś Jane czy Johna Doe. Prawdopodobnie Heferth też nie zostawiłby kasyna pod opieką Ethel. Każdy miał coś na czym się znał i każde czegoś wymagało. Zapewne mogliby się sprzeczać, co jest trudniejsze czy bardziej odpowiedzialne.
Właściwie to mocno przycisnąć go nie będziesz musiała — stwierdził Rudi. — Wykażesz się życzliwością, chęcią pomocy to sam ci wszystko wyśpiewa. I wtedy zdecydujesz, co chcesz zrobić z tym fantem — doradził.
Komedia — odpowiedział od razu. — Dawno czegoś głupiego nie oglądałem, a dramatów wystarczająco w życiu wiele, żeby oglądać dodatkowo — sprzedał taką głęboką myśl kobiecie, kiedy już obok niej usiadł swobodnie z kieliszkiem wina. Oparł się nawet w trakcie seansu o Ethel. Patrząc na ich zachowanie to ktoś, kto by ich nie znał lub nie kojarzył pewnie uznałby, że są parą. Może nawet małżeństwem, choć to była opcja zanim Rudiego sięgnie druga młodość. Miał jeszcze solidne pięć lat i rok paniki.
Po seansie pomógł jej ogarnąć cokolwiek, jeśli było do ogarnięcia. W dalszym ciągu nie zgodził się na eksperyment, więc mimo tego incydentu, Heferth objął i uściskał Ethel.
Będę pamiętać — zapewnił, kiwając głową.  Przyjrzał się uważniej lekarce. Westchnął ciężko, zezując na sufit.
Jeszcze nie zdecydowałem, co chcę. Właściwie to nawet o tym nie myślałem, więc pogadamy o tym przy okazji, o ile nie uznam, że spokój to jednak najlepszy prezent — mrugnął do Hollingsworth. Pożegnał się z kobietą i opuścił mieszkanie, kamienicę i skierował się do siebie.

| ZT x2

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 09:47;

/ początek

Sama do końca nie wiedziała, czy dobrze robi. Po rozmowie z Rudolphem zafundowała sobie małą refleksję i rachunek sumienia. Żaden wynik nie przekonał jej, by odwołać spotkanie lub zmienić swoje plany. Oczywiście nic nie miałoby miejsca, gdyby już nigdy na siebie nie wpadli. Ale wpadli. I to przy najgorszej z możliwych konfiguracji, bo przez Rudolpha. Dodatkowo wyszło na jaw, że nie tylko Ethel zachowała w pamięci namiętną noc. Raphael również wydawał się do tego wracać, skoro zdecydował się na zaczepki w stronę lekarki. Hollingsworth podejrzewała, że może mieć to związek z próbą dokończenia tego, na co nie pozwoliła mu ostatnim razem. Jeszcze nie wiedziała czy dzisiejszego wieczora również każe się Bradfordowi obejść smakiem.
Na wszelki wypadek wyglądała jak milion dolarów. Oczywiście tylko po to, by wiedział, co straci. Jasna sukienka przyciskała się do ciała Ethel, obejmowała krągłości, pokazywała to, co powinna pokazać każda seksowna kobieta, a przy tym nie można było jej zarzucić, że jest nieodpowiednia lub niestosowna. Głęboki dekolt kończył się na splocie słonecznym. Dlugością dorównywał mu subtelny srebrny łańcuszek. Nienaganny makijaż nie był agresywny, acz podkreślał nieco orientalne rysy twarzy młodej kobiety. Nie zakładała butów na obcasie, nie znosiła tego dźwięku w mieszkaniu. Lecz choć nie miała szpilek, nogi tak czy inaczej obleczone były pończochami, sięgającymi pasa pod materiałem sukienki.
Pachniała jaśminem.
Zerknęła na zegarek, gdy wyłączała piekarnik. Kilkanaście minut przed czasem. Na szczęście ciepło posiłku utrzyma się jeszcze długo.
Ethel usiadła swobodnie na kanapie, Henry Marsh wskoczył jej na kolana i zamruczał. Pogłaskała go po grzbiecie.
- Jak myślisz, Henry? Bedą dramaty czy nie? - mówiąc to, zerknęła na niewinną automatyczną strzykawkę leżącą na blacie stołu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:02;

Kolacja z doktor Hollingsworth. Decydując się na to najprawdopodobniej stracił zupełnie rozum. Nigdy, ale to przenigdy nie złamał swojej zasady by kontynuować znajomość z laską, z którą zaliczył jednonocną przygodę. A jednak stał pod tymi cholernymi drzwiami i czuł na skórze przyjemny dreszczyk oczekiwania. Nie miał pojęcia dlaczego ta kobieta tkwiła w jego umyśle niczym jakaś drzazga.
Chwilę wcześniej zgasił papierosa, więc na pewno otaczał go zapach drogiej nikotyny. Wyglądem też nie przypominał siebie z tamtego wieczoru. Miał na sobie elegancką koszulę i krawat, nawiasem mówiąc miał co do niego kilka pomysłów, sportowa marynarka i spodnie na kant dopełniały całości stroju. Widać było, że ubrania są drogie i przeciętnego gliniarza pracującego w Rode nie byłoby stać, na ich zakup.
W ręce miał dwie torby. Jedna zawierała butelkę czerwonego wina, a druga, ozdobna bardzo rzadką odmianę orchidei. Obydwie rzeczy ściągnął z Nowego Jorku co w tak krótkim terminie kosztowało go trochę zachodu, ale chociaż Raphael sam by się do tego nie przyznał, to trochę chciał zaimponować Ethelyn.
Zdarł z twarzy zadowolony uśmiech i przybrał nonszalancką minę. Znajoma maska pasowała jak ulał. Nacisnął guzik dzwonka. Był punktualnie. Wychowanie jego matki w tej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:12;

Wypuściła kota z objęć, by podnieść się i sięgnąć do strzykawki. Obracała przedmiot w palcach przez chwilę. To, co chciała zrobić, było ryzykowne. Równocześnie było to również testem. Jeżeli nie przerazi się, nie ucieknie i nie pomyśli, że Hollingsworth jest nienormalna, pewnie Ethel będzie się zastanawiać nad kilkoma kolejnymi randkami. Tfu, nocami. Całość jawiła się, jako zabawy, którymi się raczyła za czasów studiów. Powiedzieć, że przedmiotowo traktowała swoich chłopców, to użyć zbyt ogólnego eufemizmu. Jednak gdzieś z tyłu głowy kłębiła się jeszcze jedna myśli - jeśli Ethel zrobi to, co chciała zrobić, istniało ryzyko, że Raphael nigdy jej nie zaufa. Z drugiej strony, dlaczego miałaby się tym przejmować? Prawda?!
Po usłyszeniu dzwonka, uniosła głowę, strzykawkę odłożyła w nie rzucające się w oczy miejsce. Raphael był punktualny. Aż uśmiechnęła się do siebie kącikiem ust. Potężne zamki zgrzytnęły, solidne drzwi stanęły otworem, a panna Hollingstworth przesunęła wzrokiem po sylwetce mężczyzny. Prezentował się nienagannie. Niechętnie musiała przyznać, że jest naprawdę przystojnym mężczyzną. Ale to nie to sprawiło, że zapamiętała ich poprzednią noc. Owszem, zwracała uwagę na walory estetyczne, ale to dowcip, wzrok i pewność siebie Bradforda stanowiły afrodyzjak.
- Zgodnie z czasem. - uśmiechnęła się i odsunęła, by zrobić mężczyźnie miejsce. W uśmiechu tym było coś dziewczęcego i niewinnego. Raphael nie mógł wiedzieć czy to gra czy naturalny sposób bycia Ethelyn. - Widzę, że jednak masz jakieś zasady.
Gdy wszedł, zamknęła drzwi z głośnym trzaśnięciem. Wręcz ostentacyjnym. Jakby dawała mu subtelny sygnał, że drzwi pułapki zatrzasnęły się za nim.
- Tęskniłeś, kochanie? - kolejny, słodki uśmiech.
Popatrzyła pytająco na to, co miał ze sobą. Zapach orchidei był wyraźny. Mimowolnie się skrzywiła, zastanawiając się, czy przyniósł ten kwiat celowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:16;

Nie czekał zbyt długo pod drzwiami, ale jemu czas stanowczo się w tej chwili wydłużył. W końcu jednak stanęły otworem i pojawiła się w nich Ethel. Raphael uśmiechnął się z aprobatą na jej widok. Sukienka podkreślała wszystkie kształty i leżała na niej idealnie, aż Bradford zaczął się zastanawiać co ma pod nią. Być może nic nie miała? Taka myśl była dosyć mocno rozpraszająca.
Wszedł do mieszkania a przechodząc obok Ethel poczuł znajomy jaśminowy zapach. Być może zamiast niezwykłej orchidei powinien przynieść właśnie bukiet jaśminów.
- Przypadek.- rzucił jej z wyzywającym uśmiechem i wzruszył ramionami, jakby naprawdę tylko przypadkiem pojawił się punktualnie i wcale do tego nie przywiązywał wagi.
- Proszę.- zamiast odpowiadać na jej pytanie, podał jej obie torby. Skoro zaś kobieta miała obie ręce zajęte to pochylił się i ją pocałował. Lekko, zawadiacko, zaczepnie. Tak na powitanie i by ponownie poczuć jak smakuje.
Oderwał się od niej i ruszył w głąb mieszkania, w końcu znał jego rozkład. Gdzieś powinien się jeszcze pałętać ten mały sierściuch, nie pamiętał jak ma na imię, a może Ethel mu tego nie powiedziała.
- Ładnie pachnie. Czy smak dorównuje zapachowi?- chciał zapytać czy zamówiła gotowe i dla niepoznaki wrzuciła do garnków czy tam piekarnika, ale intuicyjnie wiedział, że Ethel to nie ten typ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:19;

- Czyżby? - zapytała retorycznie, nie wierząc w tego typu przypadki.
Zastanawiała się czy to typ osobowości, czy może mu zależało. Intuicyjnie wybrała tę pierwszą opcję. Gdyby Raphaelowi zależało, na pewno nie dałby tego po sobie poznać. Mógł mieć wszystko gdzieś, ale nie był nieprzeniknioną księgą. Zwłaszcza dla Ethel, która zajmowała się procesami zachodzącymi w mózgu, a pośrednio również samą psychologią. Nie żeby była jakąś wielką fanką, po prostu studia i fascynacje ludzkim mózgiem robiły swoje.
Odruchowo wyciągnęła dłonie po obie torby. Tego, co stało się potem nie przewidziała. Zwłaszcza, że planowała unikać bliższych kontaktów. Cóż, Raphael wziął ją z zaskoczenia. Ich usta złączyły się na chwilę, rujnując zamierzenia panny Hollingsworth. Poczuła na języku smak nikotyny. Ale to nie tylko dlatego się skrzywiła. Mimo tego nie robiła dramatu, nie próbowała go uderzyć czy oburzać się. Mogła być zła, ale nie mogła się okłamywać - to było przyjemne.
- Musisz przekonać się sam. - celowo użyła frazy, którą on tak bardzo sobie upodobał. Zajrzała do toreb. Wino postawiła na blacie kuchennym, orchideę wyciągnęła, kręcąc głową.
- Orchidaceae. - powiedziała po łacinie, a potem parsknęła śmiechem. - Nie masz pojęcia co mi przyniosłeś, prawda? - otworzyła nieco szerzej oczy. - Och, a może jednak masz! - postawiła kwiat na stole. Palcami pogładziła płatki kwiatów. Czule. Tak, jak nie dotknęłaby chyba żadnego człowieka. A może chciała, by tak to wyglądało. Nie skomentowała odmiany kwiatu, ale tylko dlatego, że nie chciała pochwalić Bradforda. Wystarczyła jej świadomość, że się dla niej postarał. - W Średniowieczu używano wyciągu z tej rośliny jako lek na dolegliwości żołądkowe. - wyprostowała się i odwróciła do Raphaela. - Mam nadzieję, że to nie sugestia co do tego, jak może smakować posiłek przygotowany przeze mnie. Musiałabym się wtedy poczuć bardzo obrażona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:25;

Jako, że pytanie było retoryczne, to nie musiał na nie udzielać odpowiedzi, ale gdyby musiał zapewne byłby to tylko nikły uśmieszek błąkający się po twarzy, lub co najwyżej uniesienie jednej brwi w górę.
- I taki mam zamiar.- odpowiedział bez wahania. Co prawda po głowie mężczyzny chodziła myśl, że będzie chciała zafundować mu sensacje żołądkowe by odgryźć się za to, że powiedział o nich Rudiemu. Stop! O jakich "nich", o wspólnej nocy brzmi właściwej. Liczył jednak na ambicję Ethel. Ktoś kto zachodził tak wysoko musiał być ambitny, obstawiał, że ta cecha bierze udział również w gotowaniu. Jednym słowem miał nadzieję na dobry posiłek.
- Kwiatek?- dla Bradforda to był tylko kwiatek ni mniej ni więcej. Wybrał go bo jego egzotyczność kojarzyła mu się z urodą Ethel ale tego nigdy w życiu jej nie powie. Jego wzrok zarejestrował jak czule jej dłonie przesunęły się po liściach rośliny. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu przyjemny dreszcz. Raphael liczył, że za kilka godzin te smukłe dłonie będą tak dotykać jego, albo prawie tak, bo może nieco bardziej drapieżnie.
Słysząc jej wywód pokręcił głową rozbawiony. Następnym razem będzie musiał się dokształcić jeśli będzie chciał ją obdarować kwiatkiem, bo tendencyjne róże na pewno nie wchodziłyby w rachubę w jego wypadku.
- Akurat w tym wypadku nie musisz się doszukiwać ukrytych aluzji.- wzruszył lekko ramionami i pozwolił sobie chwilę błądzić wzrokiem po kobiecie. Dlaczego miałby sobie odmawiać tej przyjemności?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:39;

Nie umknęło jej uwadze, że zachowywał się bardzo swobodnie, jak u siebie w domu. Mimowolnie zastanowiła się nad jego życiem przed Rode. Wątpiła, że pewność siebie wynika tylko z wyrywania panienek i posiadania odznaki. Może go kiedyś o to zapyta. Bo skoro już tutaj był teraz, to pewnie czekało ich jeszcze jakieś “kiedyś”. Przynajmniej przez jakiś czas, dopóki oboje się sobą nie znudzą.
- Kwiatek. - powtórzyła trochę jakby z niedowierzaniem. To słowo tak bardzo spłaszczało to, czym były rośliny. A przecież niosły ze sobą tak wiele związków chemicznych, które mogły przynieść ukojenie, upojenie albo ból. Całą plejadę pobudzeń neuronowych.
Posłała mężczyźnie uważne spojrzenie. Starała się go… przeanalizować. Studia przeprowadziły ją przez umiejętności grzebania w ludzkim mózgu, ale i również przez psychiatrię, a ta leży niedaleko psychologii. Emocje nigdy nie leżały w zainteresowaniach Ethel, ale behawiorystyka już trochę tak. Wyglądało na to, że Raphael po prostu przyjmuje pewne rytuały, które w prostym założeniu mają go doprowadzić między nogi lekarki.
- Akurat w tym wypadku? - uniosła brwi. - A w innych?
Odwróciła się twarzą w stronę Bradforda. Mogła podejść do niego kilka kroków, a jednak wolała się trzymać na dystans. Zwłaszcza, że patrzył na nią tak, jak patrzył. Chociaż może powinna to wykorzystać? Przejdą do rzeczy wcześniej, może Raphael sobie pójdzie i będzie mogła zjeść kolację sama w towarzystwie tylko kota?
Dlatego stała przy stole, opierając lekko rękę na jednym z oparć krzesła.
- Wiesz co… - zaczęła, wpatrując się w mężczyznę, mrużąc lekko oczy. - Dlaczego zadałeś sobie trud dokopania się do mojego numeru? Dlaczego zadzwoniłeś? Wino, kwiaty. Chodzi ci tylko o seks. - nie zapytała, stwierdziła. - Ale z taką twarzą i takim ego możesz sobie wyrwać jakąś panienkę bez problemu. A skoro możesz to mieć bez starania, to po co się starać?
Zastanawiała się, co odpowie. Choć nie była zbyt zaskoczona tym, że przychodzi akurat do niej. Wiedziała, że jest atrakcyjna. Do tego zabawna i ambitna. Przez całe studia lgnęli do niej chłopcy z akademika, na stażu w szpitalach - lekarze. Może nawet Ethel nie różniła się tak bardzo od Raphaela w traktowaniu płci przeciwnej. Może tylko robiła to w dużo bardziej uroczy sposób, zapewniając komfort rozstań.
Tylko przed Thomasem tak naprawdę uciekła, przed jego miłością i oddaniem, przed spokojem, jaki jej dawał. A i tak nie powiedziała mu niczego wprost. Po prostu powołała się na etykę lekarską, na sentymenty, na powinności i na to, że musi wrócić do Rode. Brzmiała przy tym bardzo wiarygodnie. Wiarygodniej niż prawda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:40;

Odwrócił się w doskonałym momencie by dostrzec jak Ethel uważnie go obserwuje. Jakby miała zamiar rozłożyć go na czynniki pierwsze, a następnie znowu złożyć w jedną całość wedle jakiegoś schematu. To jednak nie będzie takie proste. Raphael miał swoje tajemnice, których zawzięcie strzegł i nie dzielił się nimi z kimś z kim tylko dzielł łóżko. To mu się podobało w obecnej sytuacji. Był pewien, ze Pani doktor nie będzie od niego wymagała emocjonalnego zaangażowania czy czegoś takiego. Sam nie miał zamiaru bawić się z nią w coś takiego. Wystarczyła mu dobra rozrywka dopóki się sobą nie znudzą, bo to że kiedyś tak będzie był więcej niż pewne. Zawsze tak było.
Kiwnął głową jakby potwierdzając jej słowa. Mógłby orchideę nazwać rośliną, florą czy jakimkolwiek innym określającym ją słowem ale w końcu był to kwiatek.
- A w innych co innego byłoby odpowiednie.- stwierdził i to nawet zgodnie z prawdą, a potem uniósł w górę brew. Poczuł chęć zapalenia kolejnego papierosa i nawet już sięgał do kieszeni po paczkę ale następne słowa kobiety, opuścił ją, znaczy rękę nie kobietę.
Mógłby jej rzucić kilka zabawnych i czarujących tekstów, zupełnie zmienić temat i nie wracać do niego. Widziała siebie w lustrze, więc dlaczego się dziwiła? Dodaj do tego inteligencję i cięty język. Stanowiła wyzwanie i przyjemne urozmaicenie dla Brdforda.
- Przypominam, że to ty mnie zaprosiłaś na kolację.- uśmiechnął się do Ethel.- Coś co możesz mieć bez wysiłku, z reguły jest nic niewarte. Sama musisz to przyznać.- poszukał wzrokiem jej spojrzenia jakby chciał zobaczyć co się tam czaiło i dlaczego dopytuje. Zresztą miała fajny tyłek i cycki, które idealnie mieściły mu się w dłoniach, po co doszukiwać się w tym wszystkim jakichś psychologicznych aspektów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:45;

- Niech zgadnę. Aby poznać szczegóły, muszę się sama przekonać? - zapytała z przekąsem.
On wiedział, że gra intrygą. I ona wiedziała, że on wie. A mimo to intryga wydawała się wystarczająco pociągająca, by zignorować wszelkie czerwone lampki. Oboje nic dla siebie nie znaczyli, lecz paradoksalnie w subtelnych aspektach swoich relacji rozumieli się doskonale. Także na polu dotyczącym intelektu.
- Uhm. - wzruszyła ramionami. - Ja się nie staram. - w tym momencie piekarnik przypomniał o siedzącej w nim pieczeni, na co Ethel po prostu się roześmiała. - Nie staram się, tylko jestem miła.
Z rozbawionym uśmiechem podeszła do części kuchennej, od stołu miała przecież zaledwie kilka kroków. Nie skomentowała tego, że to ona była prowokatorką spotkania. Miała swoje powody. Trochę inne niż Raphaelowi by się marzyły, choć przecież prowadzące do tego samego. Lekarka zgarnęła automatyczną strzykawkę i rzuciła ją Bradfordowi licząc, że ten ją złapie.
- Tak. Ja zaprosiłam cię na kolacje. - przyznała. Ruchem głowy skinęła na trzymany przez mężczyznę przedmiot. - Wstrzyknij to sobie.
A potem zachowała się tak, jakby to, co powiedziała, było najnormalniejszą rzeczą pod słońcem. Nałożyła na dłonie kuchenne rękawice i wyciągnęła pieczeń. Miała zamiar przygotować dwa talerze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:48;

Lekko kiwnął głową w geście potwierdzenia. To było oczywiste, że będzie się musiała sama przekonać a skoro zakładał, iż jeszcze kilka razy się spotkają to chciał mieć możliwość zaskakiwania jej. I chciał też wiedzieć na ile jest zainteresowana, ile jest w niej chęci by się dowiedzieć i odkryć to czego jej nie mówi.
Roześmiał się słysząc jej słowa. Beztrosko i wesoło a potem zlustrował ją tym rozbawionym spojrzeniem.
- Tak, ty tylko mnie na kolację zaprosiłaś i jesteś miła.- zlustrował ją wzrokiem od stóp po czubek głowy. Wyglądała perfekcyjnie i nikt mu nie powie, że nie poświęciła na to swojego czasu. Chciała na nim zrobić wrażenie, czy się do tego przyznawała sama przed sobą czy też nie. Oczywiście, był z tego zadowolony, bo w przeciwnym wypadku nie byłby sobą.
Tylko dlatego, że podążył za nią w kierunku części kuchennej miał okazję złapać strzykawkę, którą mu rzuciła Ethel. Spojrzał na przedmiot i lekko zmarszczył brwi przyglądając mu się, a następnie podniósł pytające spojrzenie na kobietę.
- Wyjaśnisz mi dlaczego miałbym sobie coś wstrzyknąć?- zdecydowanie nie potrzebował dodatkowych stymulantów by się dobrze bawić w jej towarzystwie.- Co to w ogóle jest?- dopytał, bo kto wie jaki koktajl potrafiła zmieszać pani doktor.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:49;

Nie oczekiwali od siebie niczego więcej, jak tylko fizycznej przyjemności, a jednak okazywało się, że Hollingsworth całkiem dobrze czuła się w towarzystwie policjanta. Można by rzec - naturalnie. Poznał ją od razu od zadziornej strony, niekoniecznie moralnej, nie musiała się obawiać, że może się posunąć za daleko. Już się posunęła, dając tym samym wyraz tego, jaki ma stosunek do pewnych kwestii. A przede wszystkim jaki ma stosunek do samego Bradforda.
Zauważyła, że ją lustruje.
- I wyglądam jak milion dolarów. - uzupełniła jego wypowiedź. - Dziękuję, wiem. Wbrew pozorom nie jest to jakiś wielki wyczyn.
Zabrzmiała narcystycznie i egocentrycznie? Bardzo dobrze. Chciała mieć pewność, że Raphael wie z jaką kobietą ma do czynienia. Znała swoją wartość.
Płynnymi ruchami wyciągnęła dwa talerze i zaczynała się zabierać za nakładanie posiłku.
- Och. - obejrzała się przez ramię. Na ustach błąkał się figlarny uśmieszek. - Nie jesteś ciekawy? Nie chcesz się przekonać? - uniosła brwi, po czym wróciła do nakładania mięsa. - Nie martw się, to nic co wpływałoby na fizyczne aspekty tego, jak na mnie reagujesz. - powiedziała nie patrząc na mężczyznę. - Testuję twoją odwagę, kochanie. Myślisz, że ktoś taki jak ja zrobiłby komukolwiek krzywdę? Na boga, jestem lekarzem. Nie mogłabym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 10:55;

Czekał na jej odpowiedź i jednocześnie na to, aż zaprosi go do stołu. Pieczeń, którą wyjęła z piekarnika pachniała naprawdę dobrze. Całe szczęście nie zaczęło mu burczeć w brzuchu, bo Ethelyn na pewno zrobiłaby sobie do tego historyjkę o biednym wygłodniałym policjancie, którego nie ma kto karmić, choć faktem pozostawało, że to drugie to akurat prawda.
- Dokładnie tak wyglądasz.- potwierdził z uśmiechem, bo przecież nie będzie jej pociskał kitów a i ona ślepa nie była. Odkąd pojawił się w jej mieszkaniu to pożerał ją wzrokiem. Nie mniej okazywało się, że panna Hollingsworth ma ego wcale nie mniejsze niż Bradford. Tworzyło to z nich intrygujący duet.
Ponownie odwrócił strzykawkę w dłoniach.
Nie lubił utraty kontroli nad sobą a Ethel wiedziała, gdzie uderzać by go przekonać do tego co chciała. Ten tekst o odwadze. Prawie się uśmiechnął. Łatwo było pomylić odwagę z głupotą.
- Prawdę mówiąc jestem przekonany, że byś mogła. Po za tym pojęcie "zrobić krzywdę" może mieć różnorakie znaczenia, a poza tym bez względu na to kim jesteś to myślę, że byłabyś w stanie.- w przeciwieństwie do Ethel on dalej na nią spoglądał.- To co tutaj jest?- uniósł strzykawkę nieco w górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:06;

Podczas, gdy Ethel nakładała posiłek, biały kot bezgłośnie przydreptał do jej nóg. Połasił się, machnął ogonem, zrobił ósemkę między nogami kobiety. Odsunęła go odruchowo i widać było w tym geście delikatność.
- Proszę stąd natychmiast iść, Henry Marsh! - nachyliła się lekko w stronę kota. - Jak mi zaciągniesz pończochę, przez tydzień będziesz żreć suchą karmę. - zagroziła w sposób zupełnie naturalny. Nie przeszkadzało jej, że Raphael jest w pobliżu. W ostatecznym rozrachunku, to Henry’ego Marsha darzyła o wiele większą dozą sympatii. Ba! Kota po prostu kochała. Futrzak miauknął teraz w geście protestu.
- Psik! - rzuciła jeszcze i położyła mu stopę na łebku, odpychając lekko. Kocisko znowu miaukneło, machnęło ogonem. Henry Marsh był naprawdę obrażony, czemu dał wyraz odchodząc z dumnie podniesioną głową.
Skończyła nakładać - pieczeń, kasza z przyprawami i pieczone warzywa. Nie trzeba było być Einteinem, by się zorientować, że posiłek jest zbilansowany. I dobrej jakości. Ethel położyła jeden talerze po przeciwnych stronach stołu. Wskazała dłonią na krzesło.
- Usiądź, zjedz, zastanów się. - powiedziała, zajmując miejsce, nie dając Raphaelowi szansy, by mógł być gentelmenem i odsunął jej krzesło. To był już drugi raz - to samo zrobiła z taksówką. Ktoś mógłby nawet pomyśleć, że robiła to z premedytacją.
Słowa Bradforda trochę ją uraziły, czego nie zamierzała ukrywać. Zresztą - nie umiałaby. Była raczej spontaniczna i naturalna, ukrywanie emocji nie wychodziło jej zbyt dobrze.
- Nie krzywdzę ludzi. - odparła, biorąc w dłonie sztućce. Przecież naprawdę nie zamierzała robić Bradfordowi krzywdy. Żaden jego receptor bólu nie zawyłby podczas tego całego eksperymentu. Wręcz przeciwnie - spora część układu nerwowego mężczyzny zostałaby wyłączona na kilka minut. Przy czym cały czas miała na myśli akcepty fizyczne. Pod względem emocjonalnym chyba nie było nikogo na świecie, kto nie skrzywdziłby w jakiś sposób drugiej osoby.
- I nie sądzę, żeby moja definicja krzywdzenia ludzi mijała się z twoją. - a gdy padło kolejne pytanie dotyczące zawartości strzykawki, Ethel popatrzyła wprost na Raphaela, nabiła sobie kawałek marchewki na widelec i wolno włożyła ją do ust. Przeżuła. - Musisz przekonać się sam, kochanie. - przekrzywiła głowę. - Może wynagrodzę ci twoją odwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:13;

W końcu pojawił się i futrzak. Raphael z rozbawieniem obserwował jak Ethel konwersuje ze zwierzakiem. Właściwie nawet trochę przypominało to sposób w jaki obchodziła się z nim samym.Czyżby chciała by Raphael pretendował do jej nowego zwierzaka domowego? Niestety Bradford bywał uległy tylko, kiedy widział w tym swój własny interes lub mógł wyciągnąć z tego korzyści dla siebie. Nie dawał się tak łatwo spławić jak Henry.
Uniósł brew, kiedy nie pozwoliła mu odsunąć krzesła tylko go ubiegła. Nie wiedział co chciała tym pokazać, a może była to tylko chęć zagrania mu na nosie. Pokazania jak bardzo jest niezależna. Istniały na to lepsze sposoby, ale przecież nie musiał jej o tym mówić, na pewno sama doskonale wiedziała.
Nie pozostało mu nic innego jak tylko zająć swoje miejsce, rozłożyć serwetkę na kolanach i ująć widelec w dłoń. Strzykawkę ze specyfikiem odłożył obok. Nadal nie wiedział co jest w środku a Ethel nie chciała mu powiedzieć, więc znajdowali się w patowej sytuacji.
- Wierzę na słowo, choć jak wspomniałem są różne sposoby wyrządzenia krzywdy.- gdyby Raphael był nieodrodnym synem swojej rodziny, to wytknąłby jej pewnego pacjenta, czyż nie skrzywdziła go jej ambicja. Miał tę przewagę, że wiedział o niej więcej, a jednak zamiast użyć tego argumentu, odkroił sobie kawałek mięsa i spokojnie go przeżuł.
- Bardzo dobre.- pochwalił gospodynię i jednocześnie kucharkę. W jego głosie nie było słychać zaskoczenia. Spodziewał się tego. Byłby rozczarowany, gdyby jego przewidywania się nie spełniły.
- Kochanie, tego typu zaczepki działały na mnie jak miałem siedemnaście lat, już dawno z tego wyrosłem.-posłał jej uważne spojrzenie. Być może rozważał wstrzyknięcie sobie tego specyfiku, ale tylko być może. Ethel nadal nie powiedziała mu co to jest, więc póki co zajął się posiłkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:15;

Gdy usiedli do stołu, kot zainteresował się gościem. Otarł mu się o nogę, uderzył łapką o kostkę. Nie wystawiał pazurów, sprawdzał na ile może sobie pozwolić. Chociaż… to był kot. Pewnie uważał, że na wszystko.
- Tak. Teraz wspominasz to po raz drugi. Czy chciałbyś się podzielić jakąś konkretną sugestią? - zapytała wolno, nawet nie zdając sobie sprawy o czym myśli Raphael. - Chodzi ci o krzywdę emocjonalną bądź psychiczną? Chyba nam to nie grozi, prawda?
Bradford miał w sobie wystarczająco instynktu samozachowawczego, by nie poruszać sprawy błędu lekarskiego. To był dla Ethel drażliwy temat i chociaż pewnie bardzo starałaby się nie okazywać złości, to wyrzuciłaby Raphaela za drzwi. Rudolph mógł sobie pozwalać na dotykanie najbardziej wrażliwych tematów, pan policjant nie miał jeszcze takiego statusu.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się lekko i szczerze. Pewnie normalnie odpowiedziałaby, że się starała, ale w kontekście wcześniejszej wymiany zdań nie miała zamiaru mówić teraz tego głośno. A starała się, bo taki miała charakter. Chciała, żeby było miło.
- Szkoda. - skomentowała beznamiętnie, wracając do spożywania posiłku.
Upór Raphaela nadawał całej sprawie smaczku. Nie chciał jej ulec tak, jak ulegali jej wszyscy inni mężczyźni. To było irytujące. I wjeżdżało na ambicję. A jednocześnie pokazywało, że bardziej sobie ceni własną dumę niż dobranie się Ethel do majtek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:17;

Raphael przelotnie spojrzał na łaszącego się do jego nóg kota. Nie był jakimś przesadnym fanem zwierząt, ale też mu nie przeszkadzały. Dopóki kot nie usiłował mu czegoś wyjeść z talerza, to mogli wspólnie koegzystować na jednej przestrzeni. Zresztą Bradford tylko na chwilę zajmie łóżko jego pani a potem mu je zwróci.
- Cieszę się, że to mówisz.- spojrzał na nią piwnymi oczami. Przynajmniej nie będzie niedomówień, łzawych rozstań i prób zatrzymania. Pierwszą część jej wypowiedzi celowo zignorował, być może chcąc się z nią nieco podrażnić. Nic nie mógł poradzić na to, że podobało mu się kiedy jej oczy błyszczały złością, wyglądały wtedy prawie tak samo pięknie jak błyszczały od podniecenia.
- Nie ma za co. I właściwie to wygrałbym ten zakład o moją tygodniówkę.- posłał jej uroczy chłopięcy uśmiech, który tak podobał się kobietom i na widok, którego miękły im kolana.
Był pewien, że wcale nie podchodziła do jego odmowy tak spokojnie, jak spokojne były jej słowa. Był ciekaw czy dalej będzie próbowała go namówić czy raczej zupełnie odpuści temat. Nie podejrzewał jej o to by chciała mu ten specyfik wstrzyknąć podstępem. Oceniał ją jako osobę, która wolała pewne rzeczy stawiać prosto z mostu. Stanowiło to zaletę ale też czasami potrafiło skomplikować pewne sprawy.
Idąc za przykładem Ethel kontynuował posiłek, pozwalając sobie na obserwację kobiety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:18;

- Och, a więc nie chciałbyś.
Oczywiście pominięcie pytania nie uszło uwadze Ethel. Gdyby to był Rudi, to by z niego wyciągnęła odpowiedź, choćby mu miała wskoczyć na plecy i owinąć się wokół niego jak bluszcz. Jednak w przypadku Raphaela nawet pokazanie chęci poznania odpowiedzi nie wchodziło w rachubę. Nie chciał mówić? Niech nie mówi! Nie zamierzała go o nic prosić. Jedyne co mogła mu nieświadomie dać, to niewielki błysk irytacji w oczach. Była naukowcem, nie lubiła pytań bez odpowiedzi.
- Oczywiście, że się cieszysz. Taki układ to przecież komfortowa sytuacja dla kogoś takiego jak ty. - uśmiechnęła się nieco z przekąsem.
Doskonale zdawała sobie sprawę jakich słów użyła i że dała do zrozumienia, że jednak jakiś układ powstał. A skoro był jakiś układ, to ona miała pewne warunki. Lub raczej - miałaby. Bo przecież jeszcze wszystko może się rozejść po kościach.
- Już drugi raz mówisz o zakładach. - zaśmiała się nad już prawie zjedzonym posiłkiem. - Czyżbyś miał skłonność do hazardu? I to pchnęło cię do znajomości z Rudolphem?
Owszem, uśmiech Raphaela był powalający, ale Ethel wiedziała jaką ma spełniać funkcję. Jeśli myślał, że zdoła ją rzucić na kolana, to mógł się bardzo mocno rozczarować. Panna Hollingsworth nie miała w zwyczaju klękać przed mężczyznami.
Nie poruszyła tematu strzykawki. Na razie. Może nawet ją zadowoliło, że odmówił.
Dokończyła posiłek i jeśli Bradford też już skończył, wstała, by odstawić talerze do zmywarki. Wyciągnęła otwieracz do wina. Postawiła go na stole przed mężczyzną, razem z winem. Potem dostawiła dwa kieliszki.
- Mógłbyś? - zapytała sugestywnie, po czym przeszła do kanapy. Usiadła, podwijając pod siebie jedną z nóg. Sukienka opięła się na udach. Henry Marsh zwęszył okazję pieszczot i od razu wskoczył na kanapę, by ułożyć się Ethel na kolanach. Kobieta pogładziła zwierzaka po grzbiecie, by w końcu zacząć drapać w okolicy uszu i pyszczka. Nie mogła się nie uśmiechnąć, patrząc na kota. Przez chwilę wyglądała, jakby zapomniała o obecności Bradforda. Ale może to był plus? Może to oznaczało, że czuła się w jego obecności wystarczająco swobodnie i bezpiecznie, by nie musieć śledzić każdego jego ruchu? Dobrze się z nim czuła, wbrew pozorom. Tylko jeszcze nie miała tego świadomości.
- No więc? - zaczęła swobodnie. - Przed czym uciekłeś do Rode?
Podniosła spojrzenie na Raphaela. Wątpiła, by policja w pipidówie spełniała jego ambicje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:20;

Raphael zapewne nie miałby nic przeciwko by Ethel wskoczyła mu na plecy i owinęła się wokół niego jak bluszcz, chociaż wolałby by owijała się wokół jego bioder, bo przecież nie był Rudim.
- Dla kogoś takiego jak ja?- uniósł lekko brwi w górę i przyjrzał się kobiecie.- Rozumiem, że już mnie zaszufladkowałaś? Hmm to dosyć interesujące.- posłał jej enigmatyczny uśmieszek, bo oczywiście on również miał swoją teorię na jej temat, chociaż nie podpartą zapleczem naukowym, ale przecież instynkt i intuicja stanowiły także całkiem niezłe narzędzie badawcze.
- Nie można zadawać się z Rudolphem i nie myśleć o hazardzie, w końcu spotkanie z tobą to też jego pewien rodzaj, ale nie to jest przyczyną mojej znajomości z Raphaelem.- powinno mu pochlebiać, że usiłuje wyciągnąć o nim informacje? Zapewne tak, choć w przypadku relacji łóżkowej wydawało się to zbędne. Raphael jednak odkrywał, że rozmowa z Ethel i prowadzona z nią szermierka słowna również sprawiają mu przyjemność. To było coś do przemyślenia na później.
Bradford również podniósł tyłek po skończonym posiłku i pewnie ku zaskoczeniu gospodyni pomógł jej załadować zmywarkę. Jego matka zapewne dostałaby w tym momencie spazmów widząc co robi jej syn.
Wziął od Ethel otwieracz i zręcznie poradził sobie z winem. W pomieszczeniu rozległo się ciche pyknięcie, kiedy korek wyskoczył z butelki. Raphael rozlał wino do kieliszków i jeden podał kobiecie. Sam usadowił się ze swoim obok niej na kanapie i poczekał aż Ethelyn upiła łyka i oceni napój. Nadal pamiętał Rudolphowi, że mu nie chciał pomóc w wyborze trunku.
- No więc dlaczego założyłaś, że uciekłem?- odparował zaraz. Nie opowiadał o swojej przeszłości. Kto wiedział kim jest jego rodzina ten wiedział ale czy Ethel się tego doszukała? Nie miał pojęcia, choć mogło to sugerować jej pytanie. Jego ego powinno czuć się połaskotane, że szukała o nim informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:21;

- Ja? - uniosła brwi szczerze zdziwiona. - Sam siebie zaszufladkowałeś. Nie trzeba być Sherlockiem, żeby odczytać twoje zamiary. Przecież sam artykułujesz je całkiem jawnie. Nawet stwierdzenie, że cieszysz się na to, co powiedziałam wcześniej jest podstawą do utwierdzania się w mojej teorii. Poza tym oboje kierujemy się prostymi sygnałami. Bo chyba nie chodzi ci o wzajemne zgłębianie swoich dusz, prawda?
Ona również posłała Raphaelowi badawcze spojrzenie. Cokolwiek mówiła, dociskała go. Dociskała go w tym sensie, że nawet trochę przerysowywała ich relacje. Nie czekała na to, by mężczyzna w którymś momencie zaprzeczył. A przynajmniej nie oczekiwała tego. Chciała po prostu wiedzieć na czym stoi.
- Ja nie myślę o hazardzie, kiedy jestem z Rudim. - powiedziała po prostu, całkiem odruchowo. Niby proste słowa, niby nic nie znaczące, a powiedziane takim tonem, jakby chciała zaznaczyć swoją zażyłość z Heferthem. Podświadomie, rzecz jasna.
Z zaskoczeniem obserwowała Bradforda, gdy ten zaczął pomagać jej sprzatać. W spojrzeniu kobiety wcale nie bylo aprobaty. Zastanawiała się, jak daleko się posunie, by dobrać jej się do majtek. Lubiła czyste układy. Nawet w takiej sytuacji w jakiej się znaleźli nie znosiła udawania.
- Nie musiałeś tego robić. - skomentowała chłodno.
Na szczęście pieszczoty białego kota złagodziły irytację, wywołując na twarzy Ethel lekki błogi uśmiech. Nie przestawała głaskać kota nawet, gdy odebrała od Raphaela kieliszek z winem i gdy mężczyzna usiadł obok niej.
Szybko odpowiedział pytaniem na jej pytanie, aż się musiała zaśmiać. I nie było w tym nic złośliwego, raczej spokojny, rozbawiony pytaniem śmiech.
- Nie lubisz odpowiadać na pytania dotyczące twojego życia tak po prostu, czy tylko wtedy, gdy ja je zadaje? - opuściła wzrok z Raphaela na kota, a potem zagryzła wargę w zamyśleniu. - Pomyślmy dlaczego tak założyłam. Wydajesz się osobą o zbyt dużym ego, by praca w zapyziałym komisariacie mogła spełniać twoje ambicje zawodowe. Ubrania masz dobrej jakości, dobrane z gustem i smakiem, co może wskazywać na wysoki poziom życia w czasach przed Rode. Skoro nadal to praktykujesz, to znaczy, że z tego nie zrezygnowałeś i to nie chęć ubogiego życia cię tu przywiodła. - palcem wskazała na orchideę. - Ta piękna kruszynka, jest rzadkim gatunkiem. Na pewno nie sprowadza się go za darmo, a już na pewno nie w tak krótkim czasie, jaki dzielił nas od rozmowy do spotkania. Mogłabym pomyśleć, że trafiłeś do policji w Rode, bo nie nadawałeś się nigdzie indziej, ale patrząc na twoją budowę ciała, pewność siebie i charakter… - zrobiła znaczącą pauzę. - Sam rozumiesz. Nie wyglądasz też na filantropa. Jak widzisz, Rode nie jest miejscem, do którego jeździ się z własnej nieprzymuszonej woli. Więc? Przed czym uciekasz? Co jest tak straszne, że rzuciłeś wszystko i wyjechałeś na koniec świata?
Ciemne oczy Ethel przeszywały Raphaela. Widać w nich było ciekawość. I nie chodziło tak do końca o jego samego, chodziło o potwierdzenie jej teorii. W ostatecznym rozrachunku była przede wszystkim umysłem ścisłym. Lubiła wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:23;

Upił łyk wina z kieliszka i przyglądał się Ethel podczas całego tego podsumowania. W oczach błyszczały mu ogniki rozbawienie. Bawiło go to jak Ethelyn pragnie potwierdzenia, że ich relacja nie przyniesie najmniejszych komplikacji. Prawie jakby się tego obawiała a Raphael mógł być na tyle gentlemanem, nawet jeśli nie pozwalała mu krzesła dosuwać, by dać jej ten komfort psychiczny.
- Być może, ale to ty czujesz potrzebę wyartykułowania ich na głos. I nie musisz się martwić, nie chodzi mi o zgłębianie niczyjej duszy. Interesuje mnie tylko trochę rozrywki w twoim towarzystwie.- i właściwie nie chodziło mu tylko o łóżko, chociaż nie oszukujmy się o to przede wszystkim.
- A ja myślę o wielu rzeczach, kiedy z nim jestem.- odparował prawie beztrosko i zastanowił się czy chciała go sprowokować. W kontekście wymiany smsów z Rudolphem, tak właśnie mogło być. Wątpił by przyjaciel preferował "otwarte związki", chociaż po prawdzie Bradford mu do łóżka nie zaglądał. W każdym razie Rudi miał prawo veta nie skorzystał, Rafał czuł się rozgrzeszony.
- Nie lubię odpowiadać w ogóle.- odpowiedział po całym długim wywodzie Ethel. - I nie robię tego.- dodał na wszelki wypadek. Wyznaczał granice, których nie zamierzał przekraczać. Nie wątpił, że kobieta będzie drążyć i usiłować i tak czegoś się dowiedzieć, ale to, że była dobra w łóżku i miło spędzało się z nią czas nie znaczyło, że jej ufa. Jak będzie chciała to bez problemu znajdzie o nim podstawowe informacje. Tym samym nie odpowiedział na zadane przez kobietę pytania za to posłał jej uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:23;

Miała świadomość, że nie traktuje jej poważnie, ale i tak pewnie skrzywiłaby się z irytacji, gdyby wiedziała o tym wiecznym rozbawieniu Raphaela. To było okropnie protekcjonalne, czego Ethelyn po prostu nie znosiła.
- Uhm. - mruknęła, skupiając się na kocie. - Odpowiada mi to.
Podniosła wzrok na mężczyznę. Wyglądała, jakby chciała coś dodać, ale ostatecznie podniosła kieliszek do ust. Miała warunek, który ostatecznie pozostał w sferze milczenia. Założyła, że nie musi tego mówić, bo jak na razie dopóki Raphael będzie zabawiał się z nią, odpuści sobie inne kobiety. Dodatkowo była pewna, że jeśli to się zmieni, to zauważy różnicę. Odsunęła kieliszek od ust.
- Wytrawne. Cierpkie. Dobry wybór. - pochwaliła. - Znasz się na tym, czy Rudi ci powiedział?
Uśmiechnęła się przy tym zalotnie. Już zdążyła się zorientować, że Bradford zna się na różnych rzeczach, o które początkowo go nie posądzała. Być może to było to, co sprawiało, że jest dla Ethel pociągający - hybryda gentelmana i złego chłopca. Oczywiście to opisywało ich relacje w bardzo prosty i stereotypowy sposób. Ale przecież nie chcieli niczego więcej. Żadnych komplikacji.
- Dobrze. - powiedziała po prostu, bo nie miała ochoty na śledztwo w sprawie Raphaela. Henry Marsh mruczał jej na kolanach, wydając całkiem głośne dźwięki. Ethelyn się poruszyła, kot machnął ogonem, ale usunął się na chwilę z jej kolan, gdy kobieta zmieniała pozycję. Podłożyła sobie poduszki pod plecy i oparła się o nie tak, by wyciągnąć nogi na kolanach Raphaela. To nie było tak, że już chciała go zaciągać do łóżka. Po prostu czuła się swobodnie w swoim własnym domu. Poza tym była ciekawa, jak zareaguje na to policjant.
- Rozmowa z tobą to droga przez mękę. - zaśmiała się. - Jak w ogóle funkcjonujesz w relacjach towarzyskich z taką niechęcią odpowiadania na pytania? Ze mną zamierzasz tylko sypiać, więc w jakiś sposób to rozumiem. Ale reszta? - pokręciła głową i znowu upiła łyk wina. Henry Marsh machnął ogonem, niepewny co tak właściwie się tu wyprawia. Ostrożnie podszedł Raphaela i otarł się o jego bok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:27;

- Świetnie.- skwitował tylko bo właściwie nie było tutaj czego dodawać. Właśnie ustalili sobie zasady wzajemnych relacji, bo przecież związkiem tego nie można było nazwać. Był pewien, że kobieta by się z nim zgodziła. Widział po jej spojrzeniu, że chciała jeszcze dodać ale nie zrobiła tego. Trochę szkoda. Wolał jasną sytuację a z drugiej strony, skoro tego nie zrobił a to widocznie nie było zbyt ważne.
Idąc za jej przykładem również upił łyk wina. Smakowało doskonale. Dokładnie tak jak powinno. Bradford na co dzień wolał mocniejsze trunki ale whiskey do kolacji średnio pasowała. Mógłby sobie tutaj przynieść ze dwie butelki ale czy to nie sugerowałoby zbytniej zażyłości?
Na zachowanie EThelyn nie zareagował najmniejszym zdziwieniem. Przyjął to jako coś normalnego i naturalnego. Sam się nieco wygodniej usadowił na kanapie i chwycił jedną ze stóp by zacząć ją masować. Robił to z całkiem niezłą wprawą. Widać, niejedne damskie stópki się przewinęły przez jego dłonie, chociaż nie miał na ich punkcie fetyszu. Ethelyn powinna po chwili mruczeć dokładnie tak samo, jak ten spasiony kot na jej kolanach.
Spojrzał na Ethel i tylko lekko pokręcił głową.
- Tak myślisz? Nikt się do tej pory nie skarżył... no może poza osobami, które przesłuchiwałem.- nie przerywał masażu nawet jak kot się łasił do niego.- Kochanie jestem lwem salonowym, mogę prowadzić konwersację na każdy temat.-posłała jej oszałamiający uśmiech i nie sądził by istniała potrzeba tłumaczenia się z tego, że swoje życie prywatne i swoje problemy zostawia dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:27;

Nie zdążyła zatrzymać zadowolonego i zaskoczonego mruknięcia, gdy Raphael ujął jej stopę, wcześniej postawiwszy kieliszek na stoliku kawowym obok. Jednocześnie był to tak naturalny gest, jakby… Jakby znali się i rozumieli od bardzo dawna. Aż prawie było jej szkoda, że za kilka tygodni to się skończy. Prawie. Ostatecznie wzruszyła mentalnie ramionami. Nic nie trwało wiecznie. Nic nie było stałe. Życie. Jedynym filarem, który nie rozsypał się w pył, był Heferth. Ale może to też była tylko ułuda? Doprawdy, kiedy wchodziło się w puste i cyniczne relacje, takie jak ta teraz z Bradfordem, można było zgorzknieć do reszty. Dobrze, że Ethel miała poczucie humoru i niczym niezachwianą radość życia, nawet w obliczu pustki. W przeciwnym razie mogłaby być naprawdę nieznośna dla otoczenia.
Przyglądała się uważnie Raphaelowi. Był mężczyzną, który wiedział, co robi. Wiedział, co robi, kiedy rozmawiał z nią w barze. Wiedział, co robi kiedy wkładał w nią palce, a potem brał na łóżku. Wiedział, co robi, przychodząc tutaj w ładnej oprawie i wiedział co robi, rozpoczynając masaż. Znał kobiety. Takie doświadczenia nie zdobywa się przy okazji jednej czy dwóch kochanek.
- Ile kobiet miałeś? - zapytała nagle. W głosie pojawiła się jakaś nitka gniewu na samą siebie, że daje się tak podchodzić. Oczywiście ona również dostanie to, czego chce. Ale w takich relacjach sytuacja win-win nie była wygraną. A Ethel chciała być górą. Chciała mieć przewagę, by fakt bycia również wykorzystaną nie uwierał tak bardzo. Słowa Tai wróciły do niej jak bumerang. - Mam liczyć w dziesiątkach? - przekrzywiła głowę. - W setkach? Nie jestem pewna czy chcę być kolejną na liście.
Poruszyła nogą, jakby chciała ją wysunąć z dłoni Raphaela. Zbyt delikatnie, by mogło jej się udać. Nie podjęła kolejnej próby, zamiast tego upiła łyk wina, kieliszek trzymała przy sobie, nóżka opierała się lekko o brzuch.
- Och, już zdążyłam się zorientować, że jesteś. - powiedziała beztrosko. - Nie po tym, co mówisz, bo przecież mówisz niewiele. Ale po tym, jak to robisz. I jak się zachowujesz. Sama spędziłam mnóstwo wieczorów na salonach, środowisko lekarzy jest jeszcze bardziej elitarne niż kilka wieków temu. - kolejny łyk, nie spuszczając brązowych oczu z mężczyzny. - Możesz nie mówić mi o szczegółach swojego życia. Nie potrzebuję tego. Prędzej czy później domyślę się wszystkiego, co chcesz ukryć. I może nie będę znała faktów, ale będę wiedziała co dzieje się - drugą stópką dotknęła miejsca na klatce piersiowej, gdzie jest serce. - tu. I - przeniosła stopę wyżej, by szturchnąć głowę - tu.
Kot nie był zadowolony z ignorowania go przez Bradforda. A już na pewno nie był zadowolony, że atencja wcześniej poświęcana tylko jemu, teraz przeniosła się na kogoś innego. Przyczaił się przy poduszce, przywarł do podłoża jak drapieżnik w starożytnej dżungli, uruchomił instynkty, a potem zaatakował te wijące się palce i stopę, która była masowana. Pazurki wbiły się w rękę Raphaela i w stopę Ethel.
- Henry! - Ethel syknęła, podnosząc głos i odruchowo cofnęła nogę, na tyle gwałtownie, że wylała część zawartości kieliszka na swoją śliczną jasną sukienkę, w której wyglądała jak milion dolarów. Kot czmychnął błyskawicznie, jakby Hollingsworth miała go zaraz wypatroszyć. I to by było na tyle, jeśli chodzi o klimat grożenia. Kobieta usiadła normalnie, popatrzyła w dół na zalany winem dekolt i czerwoną plamę pojawiającą się na materiale. Przez chwilę wyglądała, jakby miała wybuchnąć, lecz ostatecznie ramiona jej opadły, a mięśnie rozluźniły. To była przecież tylko głupia sukienka.
- Daj mi chwilę, przebiorę się. - powiedziała po prostu i głos miała już całkiem rozbawiony. - Co za kot…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Lis 25 2017, 11:32;

Spojrzał na Ethel autentycznie zaskoczony. Nie spodziewał od niej takiego pytania. Mógł to zinterpretować na dwa sposoby. Po pierwsze była bardziej zaangażowana niż chciała to przyznać i niż manifestowała, w takim wypadku Raphael powinien podziękować za kolację i wrócić do siebie. Po drugie była to zwykła ciekawość, nie podyktowana niczym konkretnym i Bradford doszedł do wniosku, że w przypadku Ethelyn, to musi być właśnie to.
- Gentleman nie rozmawia na takie tematy.- spojrzał na nią jakby nie miał zamiaru puścić pary z ust, ale przecież to nie był dla niego temat tabu, więc nie trzymał jej dłużej w niepewności.- Jeśli chodzi ci o przelotną, obopólną rozrywkę to nie wiem. - wzruszył lekko ramionami.- Nigdy nie liczyłem, ale na pewno nie tak dużo jak podpowiada ci wyobraźnia.- uśmiechnął się szelmowsko do Ethel i korciło go trochę by zapytać ją o to samo, ale nie zrobił tego. Gdyby byli w związku, również by tego nie zrobił chyba, że miałaby mu chęć sama opowiedzieć.- I tak nawiasem mówiąc to już jesteś na tej liście.- podniósł w górę brew i skupił się na masowaniu drugiej stopy, by ta przypadkiem nie poczuła się porzucona i osamotniona.
- Elitarne i snobistyczne powiedziałbym i doskonale wiem, że zabierając cię na eleganckie przyjęcie czy też do opery nie musiałbym się obawiać, iż odnalezienie się w takiej sytuacji sprawiłoby ci jakikolwiek problem.
Jego wino stało nadal na stoliku. Upił z niego tylko kilka łyków. Być może wolał mieć jasny umysł dzisiejszej nocy.
Roześmiał się, choć w tym śmiechu zabrzmiały gorzkie nuty. Ethel nie ma możliwości doszukania się prawdy a on nie miał zamiaru jej mówić. Zdobywanie powierzchownych informacji zupełnie mu nie przeszkadzało.
- W sumie to jesteś nieco niekonsekwentna.- spojrzał na nią z namysłem. Oczywiście chodziło mu o to, że nie chce komplikacji ale jednak usilnie usiłuje się wedrzeć w jego głowę, a w serce i tak nie da rady, bo Bradford przecież go nie miał. Już dawno się nauczył, że kobiet nie należało próbować zrozumieć wystarczyło spełniać ich kaprysy a jadły ci z ręki.
- Ej.- syknął na kota, którego pazury zostawiły ślad na jego dłoni. Posłał zwierzakowi kose spojrzenie i zaraz przeniósł uwagę na Ethel, bo przecież jej stópka mogła ucierpieć. Zamiast stopy skupił jednak uwagę na dekolcie, po którym leniwie spływały krople wina.
- Nie widzę potrzeby.- mruknął tylko.
Piwne oczy Bradforda pociemniały nieco a on przybliżył się do Ethelyn. Pochylił głowę i niespiesznie zaczął całować jej dekolt jednocześnie zlizując z niego kropelki wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-