Share|

Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Wrz 10 2017, 17:41;

First topic message reminder :






Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth

Standardy Rode pozostawiały wiele do życzenia, lecz osiedle, na którym mieszkała dr Hollingsworth można było nazwać co najmniej przyzwoitym. Budynek miał zaledwie trzy piętra, mieszkanie lekarki mieściło się na drugim. Ciężkie solidne drzwi zamykane na dwa zamki. Pierwsze co rzucało się w oczy to jasne kolory przełamane czernią i minimalizm. Oraz przestrzeń - duży salon był połączony z kuchnią i niewielką jadalnią. Na jednej ze ścian wisiały szerokie donice, w których posadzono zioła. Charakterystyczny zapach mięty i innych ziół unosił się w pomieszczeniu. Dwoje dodatkowych drzwi prowadziły do sypialni oraz łazienki. Po nielicznych półkach i parapetach walały się grube książki - niemal wyłącznie pozycje medyczne. Mieszkanie było średniej wielkości, ale przestrzenne i przytulne. Urządzone z gustem minimalisty.

Sypialnia i łazienka:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Sie 26 2018, 12:04;

“Zatrzeliłem go” - zadźwięczało w uszach Ethelyn i na chwilę się wyłączyła. Puściła przedramię Bradforda i cofnęła się o krok, marszcząc brwi jeszcze bardziej. Patrzyła jak kochanek wypija whisky. Zabiłgo przez przypadek? Z poczucia obowiązku? Czy z premedytacją? Co się tak naprawdę wydarzyło? Pytania przepływały przez umysł Hollingsworth z prędkością światła. Być może widział to w jej oczach - to nagłe uświadomienie, że tak naprawdę nie wie do czego byłby zdolny. Tylko czy…
Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? - pomyślała trochę przerażona. Bo właśnie stało się dla niej jasne, że nie tylko kocha Bradforda, ale i będzie zawsze po jego stronie.
A niech Cię, Bradford…
Postąpiła do przodu i wyciągnęła dłonie, by następnie zapleść ramiona na szyi Raphaela, przytulając go do siebie mocno. Przy czym nie było w tym żadnego napięcia, czy stresu. Pogodziła się z tym, że po prostu mu się oddaje i niczego nie żałuje. Odsunęła się nieznacznie, by lekko pocałować kochanka.
- Dziękuję. - pogładziła go po karku. - Że już jest po wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Sie 26 2018, 12:26;

Obserwował Ethel i jej reakcję na swoje słowa. Zachowywał się jak zwykle, jakby nic go nie obchodziło, ale zuważał każdy niuans mimiki kobiety, która przed nim stała i choć bardzo tego nie chciał przed sobą przyznać, to zależało mu na tym, by go zrozumiała, by nie odsunęła się od niego i nie spojrzała na niego jak na mordercę. Osobiście chciał załatwić sprawę z Kandlem zupełnie inaczej, ale dawny kompan nie pozostawił mu najmniejszego wyboru. Stawka była prosta, albo on albo Paul.
Prawie widział jak mózg Ethel pracuje na najwyższych obrotach, analizując wszystko i rozkładając na czynniki pierwsze, bo taką już miała naturę. Prawdę mówiąc uwielbiał ten jej przewrotny sposób rozumowania. Teraz jednak mógł się tylko domyślać, co mógł oznaczać ten szczególny błysk zrozumienia w jej oczach.
Myślał, że kochanka się odsunie od niego, a zamiast tego poczuł jak jej ramiona oplatają się wokół jego szyi. Z pierwsi mężczyzny wyrwało się ciche westchnienie i pochylił się by bardziej przygarnąć kobietę i wtulić się w nią, czerpiąc siłę z ich bliskości, z tego że są razem.
Uśmiechnął się lekko i tylko pokiwał głową słysząc jej słowa, na szczęście nie było w nich wyrzutu, że tyle czasu to trwało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Sie 26 2018, 13:28;

Prawie czuła, jak z barek Bradforda spada ciężar, gdy okazała mu zrozumienie. Nie znała jeszcze szczegółów, mogły być przecież przerażające, lecz wiedziała, że tak czy inaczej będzie po jego stronie. Przesunęła dłonie na policzki mężczyzny, pod palcami czuła szorstką brodę.
- Powinieneś odpocząć. - pogładziła skórę nad brodą kciukami, uśmiechając się przepraszająco. - Muszę iść do pracy, ale to tylko kilka godzin. Akurat się prześpisz, a jak wrócę to przygotuję dobrą kolację, w porządku?
Mogła spróbować się zamienić albo powiedzieć, że nie przyjdzie, tylko ostatnio zbyt wiele razy to wykorzystywała. Jej praca i kariera i tak wisiały na włosku. Bradfordowi tak czy inaczej przyda się spokój. Chyba. Nie wiedziała przecież, jak radzi sobie z takimi sytuacjami. Na pewno z pomocą alkoholu, jak już zdołała zauważyć. A mimo wszystko…
- Ale mogę zostać, jeśli tego chcesz.
Szpital w Rode nie był jedynym na świecie. Może w końcu powinna wziąć sprawy w swoje ręce i zmazać swoje błędy w innej placówce?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Czw Sie 30 2018, 19:43;

Dla Bradforda obecna sytuacja była zupełnie nowa. W zdarzeniach podobnych do tego nikt się o niego nie troszczył, nikt nie gładził jego twarzy i nie przytulał do siebie. Z reguły była butelka alkoholu i on sam, a potem chłodna pościel, w której mógł się zanurzyć w odmętach snu. Potem wstawał i przechodził nad sprawą do porządku dziennego, kontynuując swoje życie. Teraz mógł mieć większe problemy ze względu na całą sytuację, ale wiedział też, że komendant dla własnego świętego spokoju będzie chciał wszystko pozamykać.
- Nie, idź. Ja i tak pójdę spać. To była długa noc.- w sumie dobrze się składało, że Ethel musi wyjść do pracy. Butelka alkoholu i Raphael będą mieli czas tylko dla siebie.Właściwie to pierwszy raz od kilku miesięcy, kiedy kobieta spokojnie będzie mogła gdzieś pójść sama i nie będzie nad nią wisiało widmo Paula.
- Kolacja wieczorem brzmi całkiem nieźle.- uśmiechnął się do doktorki. Nie chciał by czuła wyrzuty sumienia, że go zostawia, skoro Bradford i tak miał swój plan na najbliższe godziny.
- Po za tym twoi pacjenci zapłakaliby się, gdyby w pracy nie pojawiła się ich ukochana pani doktor.- na twarzy mężczyzny pojawił się zaczepny uśmiech, który tak dobrze znała. Pochylił się i ją pocałował, a potem lekko klepnął w tyłek.
- Lepiej się zbieraj, bo się spóźnisz.- najwyraźniej chwila słabości Bradforda minęła i przypominał zwykłego siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Wrz 03 2018, 19:50;

Nagła zmiana zachowania Bradforda sprawiła, że kobieta odsunęła się z westchnieniem. Nawet nie uśmiechnęła się na to klapnięcie w tyłek. Policjant momentami naprawdę potrafił być męczący z tą swoją postawą: “Nie mam emocji, jestem silnym niezależnym mężczyzną”.
- Nie musisz udawać, że nic się nie stało. - powiedziała, znowu westchnąwszy. - Nie przy mnie. Ja wiem, że beztroskie mówienie o czymś ułatwia sprawę… - urwała, przypatrując się Bradfordowi. - A przynajmniej mam nadzieję, że beztroska reakcja na taką sytuację to tylko postawa obronna. W przeciwnym razie oznaczałoby to, że bardzo się co do ciebie pomyliłam. - podeszła o krok i już tylko lekko musnęła dłonią policzek mężczyzny. - A ja rzadko mylę się co do ludzi. - pocałowała go w policzek i skierowała się do pokoju.
Tam musiała na chwilę wstrzymać powietrze i odetchnąć mocno, acz bezgłośnie. To już był koniec. W końcu. Nareszcie. Jedyna skazą było to, do czego musiał posunąć się Bradford. Niezależnie od sytuacji odebranie komuś życia zawsze niosło ze sobą psychiczną dewastację, z której trzeba było wyjść. Przynajmniej tak jej się wydawało. Brała pod uwagę również swoje własne doświadczenia.
Ubrała się, pomalowała, ułożyła włosy. Wychodząc uśmiechnęła się ciepło i troskliwie do kochanka.
- Do później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Wrz 03 2018, 22:42;

Spodziewał się, po niej troszkę innej reakcji. Bardziej zdecydowanej, może nawet liczył na drobną awanturę, która pomogłaby mu rozładować atmosferę, ale przecież przed nim stała Ethel. Czasami znała go tak dobrze, że jego samego to przerażało i oczywiście wiedziała, czego potrzebował, choć Bradford sam przed sobą się do tego nie przyznawał.
Na chwilę przytrzymał jej dłoń przy swoim policzku i lekko musnął jej wnętrze nim zdążyła ją odpuścić.
Nalał sobie kolejną szklankę i obserwował jak szykuje się do pracy, popijając alkohol. Z jednej strony było to coś zwyczajnego a z drugiej fascynującego, jak z rozczochranej, zaspanej kobiety zmieniała się w elegancką panią doktor, której nikt nie podskoczy. Wiedział, że Blackowie nieźle jej nabruździli w karierze i zasadniczo mógłby pomóc wrócić Ethelyn gdzie jej miejsce, ale wtedy chyba by go zamordowała.
- Do później.- odpowiedział i odpowiedział lekkim uśmiechem.
Po wyjściu Ethel w mieszkaniu zrobiło się cicho i pusto. Kot zwinął się gdzieś w kłębek i i oddał swojemu ulubionemu zajęciu, czyli spaniu. Bradford pomyślał, że powinien iść w jego ślady. Wypił więc kolejne dwie szklanki i powlókł się w stronę sypialni i łóżka. Sen jednak nie chciał nadejść a umysł oczyścić się. W głowie Bradforda w zwolnionym tempie cały czas odgrywała się scena z hangaru. W końcu po kilku godzinach zrezygnował z próby snu i z butelką whiskey przeniósł się na kanapę i włączył na hologramie jakiś film. Dokończył alkohol i późnym popołudniem zapadł w końcu w drzemkę. Kot korzystając z okazji ułożył mu się na brzuchu i taki widok zastała Ethelyn wracając do domu po pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Wrz 04 2018, 08:26;

Przez cały dzień w pracy była nieswoja. Z jednej strony odczuwała ulgę, z drugiej - najzwyczajniej w świecie martwiła się o Bradforda. Nie wierzyła w tę jego beztroskę. W dodatku dochodziła do tego jeszcze jedna kwestia - co się teraz z nimi stanie? Wyprowadzi się? Zapomni o niej? Coraz silniej zaczynała myśleć, że Raphael nigdzie się od niej nie ruszy. Lecz czy to nie były tylko jej urojenia? Urojenia u lekarza od mózgu. To by było w styli życia.
Po drodze do domu kupiła wino i jedną z najlepszych whisky. Sok jabłkowy, dla siebie, do drinka. Parę spożywczych drobiazgów. Lecz obiad w pełnej okazałości wzięła na wynos z hinduskiej restauracji. Raczej oboje nie mieliby teraz siły na gotowanie.
Drzwi otworzyła cicho, spodziewając się, że Raphael będzie jeszcze spać. Zresztą, cokolwiek robił i tak nie miała humoru, by radośnie wpadać do mieszkania. Zanim złożyła zakupy i obiad na stole, zauważyła leżącego na kanapie kochanka. I Henry’ego Marsha. To zadziwiające jak tych dwóch się zaczęło ze sobą dogadywać. Ethelyn prawie była zazdrosna. Uśmiechnęła się mimowolnie.
Przysiadła na kanapie tuż przy Bradfordzie. Kot otworzył jedno oko, ale się nie poruszył. Westchnęła.
- I co teraz z nami będzie? - zastanowiła się szeptem na głos, nawet nie myśląc o tym, że może ją słyszeć. Przeczesała włosy mężczyzny delikatnym ruchem, wybudzając go. - Mam obiad i whisky. Wszystko co ci potrzebne do szczęścia. - posłała mu blady uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Wrz 09 2018, 22:51;

Bradford obudził się prawie tak samo jak kot, czyli najpierw otworzył jedno oko a dopiero po chwili drugie. Był zaspany i wstawiony, ale czuł się lepiej niż o poranku. W sumie to pewnie zasługa alkoholu, który krążył w jego krwiobiegu.
- Tutaj mam wszystko, co mi potrzebne do szczęścia.- uśmiechnął się do Ethel rozczulająco pijackim uśmiechem i pociągnął ją na siebie, co pewnie musiało wywołać oburzenie kota, bo Ethel zapewne upadła w jego kierunku.
- Myślę, że powinniśmy znaleźć nowe mieszkanie, z zdecydowanie większą kanapą.- stwierdził i wsunął ręce we włosy Ethel, jeżeli były spięte to je rozpuścił by móc przesuwać pasma pomiędzy palcami. Wtulił się w kobietę i wciągnął powietrze w nozdrza by poczuć jej zapach. Tak bardzo znajomy i kojący.  
- Nie jestem głodny, ale whiskey chętnie się napiję.- nie chciało mu się tylko ruszać tyłka z kanapy by po niego sięgnąć, więc dalej leżał z Ethelyn przytulona do siebie.
- Ciężki dzień? Wyglądasz na zmęczoną.- lepiej było skupić się na nie,j niż znowu wracać do wydarzeń wczorajszego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sob Wrz 22 2018, 21:04;

Kot nawet nie prychnął, po prostu czmychnął czym prędzej, by ciało właścicielki na niego nie upadło. Kobieta zaś była nieco zaskoczona tym rozczulonym przyciągnięciem do siebie. Zdążyła jednak oprzeć się przedramionami na piersi Bradforda. Gdy wypiął spinkę z włosów, ciemne pasemka opadły wokół twarzy. Niezbyt długo mógł odczytywać zaskoczenie na twarzy kochanki, bo zaraz przyciągnął ją do siebie. Uniosła się trochę na siłę.
- Naprawdę musisz coś zjeść, chyba majaczysz. - uśmiechnęła się, lecz uśmiech nie sięgnął oczu. Powinna się cieszyć, a nie… NIe potrafiła jeszcze zidentyfikować niepokoju, jaki wlewał się w umysł.
Pokręciła głową.
- Wszystko w porządku. Po prostu się o ciebie martwię. - uśmiechnęła się już szczerzej i poklepała Bradforda po policzku.
Wyplątała się z jego ramion, by wstać. Przez chwilę nawet zastanawiała się czy nie ściągnąć go z kanapy, lecz w końcu zrezygnowała. Zamiast tego poszła po papierowe pudełka z hinduskim jedzeniem w środku. Powróciwszy znów przysiadła na kanapie i jedną porcję wcisnęła Bradfordowi.
- Jedz. - nakazała.
Pomysłu o znalezieniu nowego mieszkania nie skomentowała. To, że się zupełnie nieświadomie zakochała nie oznaczało, że miała Bradforda za dobrego kandydata na wspólne życie. Ciągle jednak siedziało jej w pamięci jakim był człowiekiem, kiedy ją poznał. Mógł się do niej przywiązać. Ale na jak długo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Wrz 30 2018, 10:15;

Trochę go rozbawiło to zaskoczenie malujące się na twarzy kochani, właściwie powinien częściej zdobywać się na takie gesty, ale to nie leżało w jego naturze. Ethel i tak wydobywała z niego coś czego nikt inny nie potrafił wydobyć na powierzchnię. Bradford obstawiał, że wynikało to z uczuć, które do niej żywił.
- Majaczę? Może mam gorączkę? Pani doktor chyba musi mnie zbadać.- po jego ustach błąkał się na wpół szelmowski uśmieszek. Ewidentnie zaczepiał Ethel o czym ta doskonale wiedziała, tyle że chociaż jej buzia się uśmiechała to oczy pozostawały poważne. Czyli nic z tego, tym bardziej, iż wyplątała się z jego ramion.
- Nie musisz się o mnie martwić. Naprawdę nic mi nie jest.- przez chwilę przyglądał się jej z pozycji leżącej, nim w końcu zdecydował się usiąść. O dziwo jego głowa nie eksplodowała a żołądek zachowywał się przyzwoicie. Zresztą w końcu to żołądek Bradforda, nie ośmieliłby się zbuntować.
- Co to?- zapytał, kiedy wcisnęła mu pojemniczek z jedzeniem do ręki. Powąchał usiłując po zapachu zgadnąć czym go uraczyła. Po otwarciu okazało się, że to hinduskie żarcie, pewnie wzięła ostre tak jak lubił i wypali mu przełyk.
- Smacznego.- odezwał się i zaczął jeść. Dopiero wtedy poczuł jak bardzo był głodny. Przez chwilę jedli w milczeniu.
- Poważnie mówiłem o tym mieszkaniu.- odezwał się w końcu Bradford i spojrzał na Ethel by widzieć jej reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Paź 07 2018, 22:10;

- A nawet gdyby coś było, to powiedziałbyś mi? - zapytała z powątpiewaniem, ale bez wyrzutów. Kiedy już mieszkała z Bradfordem przez te kilka miesięcy, potrafiła się zorientować, że to typ, który nie narzeka i za żadne skarby nie powie, że mu źle pod względem emocjonalnym. Ale chyba nigdy w życiu nie miał nikogo z kim mógłby szczerze i bez lęków rozmawiać. Więc wcale mu się nie dziwiła. Dlatego też nie zamierzała niczego wydzierać siłą.
Usiadł, co dało jej możliwość oparcia się i wygodnego położenia sobie pudełka z jedzeniem na kolanach. Nie przerywała ciszy, zastanawiając się nad paroma rzeczami. Wszystkie dotyczyły relacji z Bradfordem. No, prawie wszystkie.
Westchnęła, przestała jeść, zatopiła widelec w jedzeniu i spojrzała na Raphaela.
- Pracuję na pół etatu, sklep od miesięcy jest zamknięty i nie przynosi dochodów, nie mówiąc już o czynszu za lokal. Większe mieszkanie, to większy koszt. Mam być na twoim utrzymaniu? - zmarszczyła lekko brwi. - Po moim trupie. Jeszcze tego by brakowało, żebyś pomyślał, że jestem jak wszystkie inne. - prychnęła.
Chyba pierwszy raz na głos powiedziała, jak wygląda jej sytuacja finansowa. Przy funkcjonującym sklepie jeszcze jej zarobki miały jakikolwiek sens, zważywszy niskie płace w tym zapyziałym Rode. Ale przez ostatnie miesiące trochę się wypruła z oszczędności, za nic w świecie nie chciała zamykać sklepu. Przynajmniej nie do momentu, aż odzyska pozycję. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo jest w dupie. Minął rok, a ona nic nie zrobiła ze swoim życiem zawodowym. Jak ostatni tchórz. Zmarszczyła brwi jeszcze bardziej, powracając do posiłku wyraźnie ze złością. Była zła na siebie. Bo uświadomiła sobie, że traci grunt pod nogami. Wcześniej myślała tylko o tym, co może jej grozić ze strony Kandla.
Znowu westchnęła.
- Chyba, że karma nie pozwala mi wrócić do zawodu. - milczała w napięciu. - Wiesz dlaczego popełniłam wtedy błąd? Wtedy, z Blackiem. - przeniosła wzrok na Raphaela. - Nigdy nikomu nie powiedziałam, co chciałam ulepszyć i gdzie spieprzyłam. Chciałam go naprawić. Przesunąć odrobinę układ emocjonalny, zmienić mu motywacje, zrobić z niego… dobrego człowieka. - skrzywiła się na myśl o swojej próżności. - Straszny był z niego skurwiel. - napakowała sobie jedzenia do ust. - Ale nigdy nie chciałam zrobić z niego warzywa. - dodała niewyraźnie z pełnymi ustami.
No ładnie. Chcąc odsunąć od siebie temat miłości i tego, co czuje do Bradforda, zaczęła się zwierzać i gadać to, czego nie powiedziała nawet Rudolphowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Paź 15 2018, 22:09;

- Pewnie nie.- przyznał szczerze i lekko wzruszył ramionami. Ethelyn znała go bardzo dobrze, więc wiedziała jaki jest, kim jest. Nigdy nie ukrywał tego przed nią. Nie składał obietnic bez pokrycia, a jeśli coś obiecywał to dotrzymywał słowa. Taki właśnie był, a że jego emocje i uczucia były bardzo głęboko schowane, stanowiło również o nim. Czasami wychyliły się na powierzchnię, ale były to niezbyt częste momenty.
Skrzywił się słysząc słowa Ethelyn. Mógł się spodziewać, że z nią nic nie będzie łatwe. Inna kobieta na jej miejscu pewnie podskoczyła by z radości i rzuciłaby mu się na szyję, ale nie Hollingsworth. Ona musiała wszystko komplikować.
Odstawił pojemnik z jedzeniem na stolik i sięgnął po niedokończoną szklaneczkę alkoholu. Oparł się wygodnie na kanapę i spojrzał na Ethelyn.
- Po pierwsze nie jesteś jak wszystkie inne i obydwoje o tym wiemy, ta twoja ...autonomia doprowadza mnie czasami do szewskiej pasji, więc nie wiem dlaczego w ogóle miałbym tak pomyśleć.- zignorował pytanie o to czy miałaby być na jego utrzymaniu, bo akurat tutaj nie widział problemu, a wszystkie jakie rzekomo były, generowała sobie ta śliczna główka, kobiety siedzącej obok.
- Karma? Daj spokój.- parsknął, bo nie wierzył w takie bzdury,ale z uwagą wysłuchał tego co mówiła. To był chyba pierwszy raz, kiedy nawiązała do tej zjebanej operacji, po której ukryła się przed światem. Widział, że ją to dalej gryzie i w niej siedzi, ale też już chyba był najwyższy czas by zamknęła ten rozdział i ruszyła dalej, do przodu, najlepiej z nim oczywiście.
- Czyli to jest powodem.- Bradford pokiwał głową jakby mu się w końcu coś złożyło w logiczną całość.- Ok, popełniłaś błąd, ale nie widzę powodu dlaczego miałby za niego pokutować do końca życia. Cały czas się zastanawiałem dlaczego nie chcesz odzyskać stanowiska i utrzymujesz ten status quo a teraz wszystko jest jasne. - opróżnił szklankę do zera. I pomyśleć, że Hollingsworth miała ego wcale nie mniejsze niż on.
- Ja nie wiem w czym widzisz problem? Sklep możesz otworzyć bez problemu, nie wiem, zatrudnij kogoś na cały etat, jak potrzebujesz adwokata do załatwienia sprawy z Blackiem, to mogę pomóc. Kasa to nie problem, więc nie wiem dlaczego nie mielibyśmy poszukać czegoś większego?- kolejna szklanka alkoholu będzie nieodzowna podczas tej rozmowy a odstawione jedzenie mu stygło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Paź 23 2018, 17:01;

- Rozważ jednak, żeby czasem rozwiązywać język. - pokręciła głową. - Nie jestem jasnowidzem i mam swoje limity.
Nadal nie było w tych słowach wyrzutu, tylko stawianie sprawy jasno. Interpretacja czyjegoś zachowania, właściwa interpretacja, wymagała sporo energii. Trzeba jednak przyznać, że Ethelyn szło to coraz lepiej i prawie odruchowo. Więc może jednak tym jasnowidzem była.
Wyjęła mu szklankę z alkoholem z dłoni i odstawiła na stole.
- A po drugie? - uśmiechnęła się, łapiąc go za słówka. Bo przecież, jak jest “po pierwsze” to powinno być i “po drugie”. W separacji te dwa wyrażenia nie mają sensu. - A te autonomię, jak to ładnie ująłeś, jeszcze polubisz. Na dłuższą metę nie wytrzymałbyś z kobietą, która się ciebie uczepia jak pasożyt.
Patrzyła na Bradforda i przez chwilę nienawidziła go za to, że ujmuje wszystko w tak proste słowa. Bo jasne, to było proste! Ale jak się dodawało wszystkie emocjonalne stany i szarpanie z zarządem szpitala to już niekoniecznie.
- Za wszystko pokutujemy do końca życia. - mruknęła. - Nie da się niczego wymazać. - wywróciła oczami i dodała ostrzej. - Znaczy da, kilka pociągnięć za synapsy i nie wiesz, że nasrałeś na własną wycieraczkę. - odstawiła jedzenie na stolik. Odjęło jej apetyt. Opadła zrezygnowana na oparcie kanapy. - I mylisz się. Chcę odzyskać stanowisko. Tylko… Ja wiem, że to zrobię znowu. Tylko tym razem sprytniej. Jeśli nadarzy się okazja zmienię człowieka i nikt niczego mi nie udowodni. Moja własna cegiełka w ulepszanie świata. - parsknęła gorzkim śmiechem. - Mogłam ciebie poprawić. Nawet mnie rączki świerzbiły. Ale ty nie jesteś dla nikogo zagrożeniem.
Zakryła twarz dłońmi, zdając sobie sprawę, że odsłania się przed Bradfordem jak nigdy dotąd. To było dość wstydliwe. Obnażanie swojej duszy. Czuła się naga. Jedyne pocieszenie w tym, że Raphael pewnie wolał ją widzieć rzeczywiście nagą, a nie tylko metaforycznie.
Opuściła dłonie i popatrzyła na kochanka.
- Wracamy do punktu wyjścia. - westchnęła, obracając się do mężczyzny całym ciałem. - I ok, załóżmy, że wynajmujesz większe mieszkanie, mieszka z tobą, ale tak właściwie u ciebie. I nagle się mną nudzisz. Co miałabym zro… - urwała, bo sobie sama odpowiedziała. - Zawsze mogę się przeprowadzić do Rudolpha. - strzeliła sobie w kolano, pozbawiając się jednego z argumentów. Potrząsnęła głową. - Po prostu nie uważam, żeby to było w porządku, żebyś był moim sponsorem. To wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Paź 24 2018, 13:52;

- Czasem to robię- zripostował, bo tak rzeczywiście było. O ile na początku ich znajomości traktował Ethel jak każdą inna laskę na jedną noc to w ciągu ostatnich miesięcy subtelnie i niezauważalnie zupełnie się to zmieniło. Właściwie według wszystkich teorii z Ethelyn stanowili jakiś tam związek, tyle że niezbyt zdefiniowany. Bradfordowi to nie przeszkadzało, ale wiedział, iż kobiety miały w tym temacie inne zdanie i lubiły mieć wszystko czarno na białym, głośno powiedziane.
- A po drugie nawet jakbyś chciała taka być to byś nie potrafiła.- kiwnął jej lekko głową jakby potakując, że z kobietą bluszczem by nie wytrzymał.- Tyle, że przesadna autonomia, też może być męcząca. Jeżeli coś ci proponuję to dlatego, że sam tego chcę, ale do cholery gdybyś przyszła ze swoimi problemami do mnie i powiedziała Bradford pomóż mi, to świat by się nie zawalił.- Raphael chyba właśnie przestawiał granice swoich relacji z Ethelyn i pomimo tego, że wewnętrznie był zaskoczony swoim oświadczeniem, to stanowiło prawdę i zupełnie nie miałoby to nic wspólnego z rosnącym męskim ego, kiedy ten pomaga swojej kobiecie.
- Ok nie zapominamy, ale nie możemy tym żyć cały czas.- musiał sobie nalać alkoholu, do kontynuowania tej rozmowy, na szczęście ktoś o niego zadbał w tej materii. - Dobrze. Jestem w stanie to zrozumieć, ba nawet zaakceptować. To ty płacisz za to cenę i jeśli znowu ci pójdzie coś nie tak, to będzie pewnie gorzej niż teraz. Potrenuj  może najpierw na kimś z innej ligi niż Blackowie.- nie miał zamiaru jej potępiać ani oceniać, a właściwie gdyby się jej to udawało, zamiast więzień mieliby zresocjalizowanych przestępców o ile mniej problemów i bez recydywy.
- Oboje wiemy, że nie dlatego mnie nie ruszyłaś.- spojrzał w oczy Ethel jakby usiłował coś w nich znaleźć, coś co czasami przebłyskiwało w jej wzroku, jak mu się przynajmniej wydawało.
- Ej czyli co jestem twoim utrzymankiem?- spojrzał na Ethel, a potem parsknął śmiechem. Według jej teorii tak przecież było skoro mieszkał u niej w mieszkaniu.Bradford jakoś zupełnie się nie czuł jako utrzymanek.- Jak chcesz to możesz spłacać w ratach jak tak bardzo cię ten fakt irytuje. Po za tym nie wiem skąd ten głupi pomysł, że mógłbym się tobą znudzić? Równie dobrze ty byś mogła się mną znudzić a tego nie sugerujesz?- przecież nie mogła nie wiedzieć jaki Bradford jest zaborczy w jej stosunku. O czymś to świadczyło w końcu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Paź 28 2018, 19:40;

- Nie, nie robisz. - przedrzeźniała się, krzywiąc nieco usta. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że musi przy tym wyglądać kominicznie. A może zdawała i robiła, to celowo. W towarzystwie Bradforda czuła się przecież bardzo swobodnie.
- Ale ja nie mam problemów, z którymi mógłbyś mi pomóc. - skwitowała. - A emocjonalna pomoc i tak cię chyba przerasta.
Pokręciła głową i parsknęła trochę gorzkim śmiechem.
- Nie powinieneś mnie raczej postawić do moralnego pionu? A nie mnie rozumieć i dawać rady.
Wstała, wzięła pudełka z jedzeniem, by je odnieść. Przez chwilę patrzyła na Bradforda, jak nalewa sobie kolejną szklankę whisky. Nie miał jeszcze dość? Znowu by mu zabrała szklankę z dłoni, ale miała już zajęte ręce, więc po prostu skierowała się do części kuchennej i wyrzuciła opakowanie po jedzeniu Bradforda, swoje odstawiła na bok. Skoro on pił, dlaczego ona miała sobie odmawiać? Wzięła ze sobą szklankę. Gdy wróciła i znowu zajęła miejsce na kanapie, mężczyzna powiedział coś, co mogłoby sugerować, że wie, co Ethelyn czuje. Dziwne, ale nawet jej to nie zmroziło.
- Uhm. - nalała sobie czystej whisky i wypiła łyk, choć wiedziała, że się przy tym skrzywi. - Z tego samego powodu nie wykopałam cię z mieszkania. - dodała, nie uciekając spojrzeniem. - I akceptuję to, że jesteś bogatym dupkiem z przerośniętym ego. - kąciki ust jej zadrgały, by nie wybuchnąć śmiechem. Trochę, bo była rozbawiona, a trochę nerwowym, bo zdradzała się z tym, co czuje.
- Nie sugeruję tego, bo twoje znudzenie jest bardziej prawdopodobne. To ty zmieniasz kobiety, jak rękawiczki. Zanim się z tobą przespałam, nie miałam mężczyzny odkąd wróciłam do Rode. - oparł się wygodnie i całkiem nonszalancko dodała: - Masz szczęście, że byłeś wtedy dobry w łóżku, bo w przeciwnym razie nie pozwoliłabym na drugi raz i nasz mały romansik, by się skończył zanim by się w ogóle zaczął. A tak, możesz mieć mnie teraz przy sobie.
Dobrze, że mogli trochę podrzeć razem koty, podyskutować na zupełnie inne tematy niż Kandel. Może rzeczywiście uda się wrócić do normalności całkiem szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Pon Lis 05 2018, 12:18;

Spojrzenie Bradforda mówiło "Wydaje ci się.", bo oczywiście że to robił,  tylko Etheleyn chciałaby więcej i więcej. Westchnął ciężko, jak człowiek dotknięty jakąś klątwą i tylko lekko pokręcił głową. Ta kobieta była niemożliwa, ale przecież wiedział o tym doskonale.
Następne słowa Ethel jednak go dotknęły. Nie dał po sobie tego poznać, ale tak właśnie było. W ciągu ostatnich miesięcy często przekraczał swoje granice, by zapewnić jej emocjonalny komfort, chociaż dopiero niedawno zdał sobie sprawę dlaczego,  ale mimo to kochanka tego nie dostrzegała, a może nie chciała dostrzec. Nie dociekał. Zamiast tego  na jego twarzy pojawił się znajomy kpiący uśmieszek jakby w odpowiedzi na jej gorzki śmiech.
- Powinnaś docenić, że cię wpieram a nie znowu narzekać.- mimowolnie zastanowił się  jak bardzo byłby wstanie jej pomóc i czy potrafiłby następny wybryk Ethelyn zatuszować. To było skomplikowane biorąc pod uwagę i uczucia i okoliczności. Wolał tego w chwili obecnej nie roztrząsać, być może kiedyś, w przyszłości, ale nie dziś. Teraz miał ochotę tylko na alkohol i papierosa, tyle że nie chciało mu się ruszyć tyłka na balkon. Siedział więc bawiąc się paczką papierosów i obserwując jak Ethelyn krząta się po części kuchennej i w końcu wraca do niego.
- Pani doktor tyle komplementów w jednym zadaniu. Powinienem się zarumienić.- w sumie dawno nie nazywała go bogatym dupkiem z przerośniętym ego, prawie zaczął za tym tęsknić, ale jej wypowiedź sugerowała także inne aspekty, które kiedyś być może by go nie zastanowił, ale w chwili obecnej dawały do myślenia.
Zirytowało go jej ciągłe powtarzanie, że się znudzi, wiec by by opanować złość podniósł szklankę do ust i wychylił z niej kilka łyków. Z nad krawędzi szklanki obserwował Ethel.
- Znowu ta sama śpiewka, zaczynasz się powtarzać i pomyślę, że jesteś zazdrosna o moje byłe.- obrócił paczkę papierosów między palcami.- Powiedz mi, dlaczego do cholery miałbym się Tobą znudzić, gdyby tak miało być, to już dawno siedziałby tu jakiś ochroniarz i pilnował twojego tyłka a ja żyłbym swoim życiem. - Bradford podniósł dupę z kanapy i z góry spojrzał na Ethelyn.
- Nie można znudzić się kobietą, którą się kocha.- rzucił jej te słowa, niczym granat na kolana i ruszył w kierunku balkonu by zapalić. Tak, trochę taka ucieczka, ale sam przed sobą nie przyznałby, że nie chce usłyszeć tego jak Ethelyn go wyśmiewa i każe mu pakować manele. Dobrze wiedział co robił przez te wszystkie lata nikogo nie kochając. Tak było lepiej i wygodniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Sro Lis 07 2018, 13:04;

Doskonale wiedziała, że przeciąga strunę. Może nie był to najlepszy sposób, by zmusić Bradforda do wyrażenia zdania na temat tego, co ich łączy, ale Ethelyn nie miała innego planu, jak tylko plątać się w tej samej śpiewce. Nie wzięła jednak pod uwagę, że usłyszy to, co chce usłyszeć. Otworzyła buzię, bo przecież nie byłaby sobą, gdyby nie zaprzeczyła Bradfordowym słowom - bo owszem, można się znudzić kimś, kogo się kocha. Chciała pokonać kochanka jego własnymi słowami i powiedzieć, że miłość nie jest permanentna, że ciągle się zmienia, że po latach to już coś zupełnie innego niż zauroczenie.
Zamiast tego zamrugała oczami, zamknęła usta, a potem znów otworzyła i znowu zamknęła, opadając jednocześnie na fotel ze zmarszczonymi brwiami. Synapsy jej się zapaliły z przetwarzania informacji, przegrzało ją, była bliska, by w czaszce pojawił się śmiertelny blue screen. Na domiar złego Bradford uciekł na balkon nie dając jej możliwości do interpretacji jego zachowania.
Czy powiedział to naprawdę? A może tak bardzo chciała to usłyszeć, że aż jej się przesłyszało? Miała kilka cennych minut na przemyślenie rzuconych w przestrzeń słów. Więc siedziała z tym granatem na kolanach do momentu, aż Bradford wrócił. A gdy wrócił mógł napotkać czekoladowe spojrzenie.
Otworzyła znowu buzię i prawie, prawie już coś powiedziała. Ale zamknęła je i pokręciła głową, jakby z niedowierzaniem. Bo co tu niby było do powiedzenia? Nie byli typową parą, która będzie sobie romantycznie wyznawać miłość przy blasku gwiazd. Dlatego po prostu wstała, objęła dłońmi twarzy Raphaela i go pocałowała. Wyjątkowo nie przeszkadzał jej smak nikotyny na języku. Zresztą? Czy rzeczywiście kiedykolwiek przeszkadzał. W końcu cofnęła nieco głowę, lecz rękoma objęła go za szyję.
- To miłe, że nie pozostaję sama z tym mało komfortowym uczuciem. - uśmiechnęła się delikatnie, ale w oczach było, że jest szczęśliwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Nie Lis 11 2018, 21:13;

Przez te miesiące wiedział, że zatkać Ethel buzię wcale nie było łatwo. Znalazłby się na to jeden czy dwa sposoby, ale zazwyczaj nie wykorzystywane w kulturalnej dyskusji. Obserwował ją przez drzwi balkonowe i powinno go bawić jej zmieszanie, ale jakoś nie bawiło. Czuł raczej wewnętrzny niepokój i chęć ucieczki. Odkrywanie siebie i wystawienia na potencjalny cios było wysoce niekomfortowe, a każdy kto znał Bradforda wiedział, że nie lubi on utrudnień, jakichkolwiek.
Pewnie gdyby nie to, że na balkonie było piekielnie zimno i odmarzał mu tyłek, o innych częściach ciała nie wspominając, to postałby tam jeszcze chwilę dłużej. Oczywiście dla dania czasu Ethel, bo przecież biedna zamykała i otwierała usta jak rybka pozbawiona wody, tylko co jej się tam w tej ślicznej główce roiło to nie mówiła.
Bradford wszedł do pokoju i zamknął starannie drzwi, po czym ruszył w kierunku kanapy, na której siedziała Ethel. W planie miał zamiar nalać sobie jeszcze jednego drinka, ale kobieta ubiegła go wstając i obejmując swoimi dłońmi jego twarz. Szukał odpowiedzi w jej spojrzeniu, ale Hollinsworth go pocałowała. Raphael odwzajemnił pocałunek, jednocześnie kładąc dłonie na jej talii i przyciągając ją bliżej do siebie.
- Masz rację, to jest mało komfortowe uczucie.- po ustach przemknął mu uśmieszek. Nie był typem, który prawił romantyczne komplementy i który na każdym kroku deklarowałby swoje uczucia, ale o tym przecież kochanka doskonale wiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ Wto Lis 27 2018, 22:37;

Odetchnęła, wyraźnie zadowolona. Oboje nie byli mistrzami w wyznawaniu miłości. Lekarka, mimo gadatliwości i analizowania każdego skrawka rzeczywistości, tak naprawdę też nie lubiła mówić o uczuciach. Zwłaszcza o miłości. Miała z tym poważny problem - pragnęła jej, lecz jednocześnie w nią nie wierzyła. Ironią losu zakochała się w równie dużym niedowiarku.
- Tylko żebyś nie miał żadnych złudzeń. - ton głosu miała zbyt teatralny, by słowa mogły być poważne. - Nadal uważam, że nie jesteś najlepszym materiałem na partnera. - westchnęła jeszcze bardziej teatralnie. - Ale będę musiała to jakoś przełknąć. - porzuciła cwaniacki ton, a w oczach pojawiła się czułość. Pogładziła Bradforda po policzku. - Naprawdę się cieszę, że się nie rozmijamy. I może nawet jestem w stanie teraz przystać na większe mieszkanie.
Czuła, że spadł jej z piersi potężny kamień. Owszem, czuła się lżejsza z powodu zakończonej sprawy z Kandlem, ale jednocześnie w ciągu ostatnich miesięcy narastało w niej napięcie związane z uczuciami, jakie do Bradforda żywiła i ze strachem, że nie zostaną odwzajemnione. Gdyby popatrzyła na siebie wstecz, sięgnęła pamięcią do ich pierwszego spotkania, nigdy by nie pomyślała, że jej serce zabije mocniej do kogoś takiego, jak Raphael. I pewnie skrytykowałaby samą siebie za tak kiepski wybór. Ale teraz, po prawie roku znajomości, zdążyła już trochę poznać policjanta, by wiedzieć, że jest trudnym typem, ale szczerym i troskliwym, mającym problemy z mówieniem o emocjach, ale jednak dobrze je rozumiejący. Nie wiedziała kim był kiedyś, ale teraz była prawie pewna, że pod przykrywką cwaniaka kryje się człowiek, który mimo wszystko chce postępować właściwie. Przynajmniej tak jej się wydawało i to jej na razie wystarczało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Mieszkanie nr 7 - dr Hollingsworth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-