Share|

Mieszkanie nr 4, Ramirez

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Czw Lis 30 2017, 20:25;




Mieszkanie nr 4

Przestronne mieszkanie typu loft, usytuowane na czwartym (i ostatnim) piętrze, w całkiem porządnej kamienicy. Utrzymane w ciemnych kolorach, o wysokim jak na Rode standardzie. Na próżno doszukiwać się tam jakichś osobistych drobiazgów, czy ozdób mających uczynić je bardziej przytulnym. Urządzone w stylu, który można by uznać za nowoczesny tak ze sto pięćdziesiąt lat temu, ale Diego i tak spędza tam niewiele czasu. Składa się z salonu łączonego z kuchnią i jadalnią, na półpiętrze natomiast natknąć się można na sypialnię i łazienkę. Mieszkanie jest dobrze zabezpieczone przed włamaniami, skrywa bowiem mały arsenał bardzo nielegalnej broni, poukrywanej tu i ówdzie. Umowa najmu jest podpisana na fałszywą tożsamość człowieka Diego.

Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Gru 22 2017, 14:33;

/ z hodowli
Zdziwił ją taki dobór przykrywki Diego, ale nie skomentowała. W takim razie powinna się przywyczaić do posiadania zmartwionego jej miejscem pobytu brata...
Niczego nie powiedziała od momentu jego znaczącego "przecież wiesz", zacisnęła jedynie usta w wąską kreskę. To był cios poniżej pasa, a on zrobił to z premedytacją. Wiedziała jednak, że to nie jest dobre miejsce na rozmowę, mimo, że jak okiem sięgnąć nikogo nie było na horyzoncie. Była przy tym ciekawa, gdzie w ogóle ją zabiera.
Zamarła, gdy stwierdził, że załatwił to po swojemu. Nie mogła jednak uwierzyć, że zabił Leonela. Po prostu nie przyjmowała tego do świadomości.
- To znaczy? Będą mnie łączyć z jego śmiercią, wiesz o tym? - Zapytała, postanawiając ująć sprawę w ten sposób. Być może wcale nie domyśli się, że zależy jej na tym, żeby Rios jednak żył? Nie wybaczyłaby sobie, gdyby komukolwiek, kto okazał jej tutaj dobroć, stała się jakakolwiek krzywda.
Chciała zapytać, na jakim miejscu i przez krótką, przerażającą chwilę pomyślała, że być może chce ją wywieźć z powrotem do kraju. Spanikowała. Co prawda gdzieś tam z tyłu głowy miała świadomość, że taki dzień nastąpi, ale nie wyobrażała sobie po prostu zniknąć, bez żadnego pożegnania. Chociaż... Może tak byłoby prościej? Poza tym w takim razie wolałaby chyba zniknąć, zanim wróci Felix. Nie miałaby serca gnębić go jeszcze tym.
Kiedy zdążyła się z tym już pogodzić zauważyła, że wcale nie wyjeżdżają z Rode, a zmierzają do dzielnicy południowej. Uparcie milczała, bijąc się po drodze z myślami. Nie miała najmniejszego nawet pojęcia, co teraz z nią będzie, albo co Diego zamierza. Nie bała się już jednak. Ostatnie miesiące przyniosły tylko i wyłącznie zmęczenie całą tą sytuacją. Wolała już chyba, żeby się to w końcu rozwiązało, niezależnie od tego, co by to miało oznaczać.
Miejsce do którego zmierzali, okazało się mieszkaniem Ramireza.
- Przyjechałeś do Rode sam? - Zdziwiła się, wchodząc do środka i nie zastając nikogo innego. Wątpiła w taki stan rzeczy. Diego zawsze miał pod ręką jakichś ludzi. Choćby po to, żeby ich poświęcić zamiast siebie. Zdjęła kurtkę i rozejrzała się po mieszkaniu, rzucając okrycie na sofę w salonie. Założyła ręce na torsie i spojrzała na niego.
- Co teraz? Wracamy do Buenos Aires? Czy zabijesz mnie od razu? - Zapytała, chcąc mieć w końcu jakieś rozeznanie w sytuacji. Przecież nie wykonała zadania. Co ją teraz czeka? - Wspominałeś coś o zabieraniu się od złej strony. Co to znaczy? - Dopytała jeszcze, bo uznała jego słowa za zastanawiające. Pewnie nie musiał niczego jej wyjaśniać, ale równie dobrze mógł to zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Gru 22 2017, 19:12;

Momentami Diego żałował obrania roli krewnego Elii. Z drugiej jednak strony, czy to cokolwiek zmieniało? Niekoniecznie. Im bardziej sprzeczne informacje będą mieli ludzie w miasteczku, tym mniej sensu będą miały ewentualne pogłoski na ich temat. Zresztą, czy ktoś się tym tutaj tak naprawdę przejmuje, poza znudzonymi życiem staruszkami?
Roześmiał się jedynie na słowa o łączeniu jej ze śmiercią policjanta. Oczywiście, że tak. Może motyw byłby wówczas bardzo naciągany, ale z pewnością zostałaby dogłębnie prześwietlona, a wtedy na jaw mogłyby wyjść inne, dziwne powiązania. Jej kartoteka też figurowała przecież w systemie... Nawet jeśli tylko pod lakonicznym stwierdzeniem, że jest powiązana z panem Ramirezem. Tutaj jednak wkraczał do gry jego ulubiony aspekt całej historii - brak jakichkolwiek dowodów.
Z wszelką rozmową wstrzymał się, zanim wejdą do mieszkania. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że Elia mogła sądzić, że już wracają do Argentyny. Chciałby, bardzo. A najbardziej, żeby było jak kilka miesięcy temu. Wiedział jednak, że chwilowo to niemożliwe i pozostawało się zastanowić, czy również Elię planuje wyprowadzić z błogiej nieświadomości i nadziei na powrót w rodzinne strony.
Zamknął dokładnie drzwi, a pilotem zasunął rolety antywłamaniowe. Zdjął kapelusz z głowy i odłożył na komodę.
— Nie — odparł jedynie, sięgając ku zapięciom rękawiczek. Nie wdawał się w szczegóły. Jeszcze nie wiedział, czy może jej dalej ufać. Zdjął okrycie z dłoni i je również odłożył na komodę, po czym wolnym i nonszalanckim krokiem, zbliżył się do Elii z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zdejmował te cholerne rękawiczki, które stanowiły jego ochronę przed światem zewnętrznym, tylko przy niej. Albo wtedy, kiedy chciał zrobić komuś coś bolesnego, gołymi rękoma.
— Zabić? — Uniósł lekko brwi i skrzyżował ręce na szerokim torsie.
— Musimy sobie wyjaśnić kilka rzeczy, mi reyna — rzekł w końcu, jakby czytając w jej myślach, po kilkunastu długich sekundach przyglądania się jej. Dobry Boże, tak bardzo tęsknił za jej widokiem, że mógłby teraz stać i patrzeć na nią całą noc, tylko po to, by kontynuować rano. A najchętniej posiadłby ją, tutaj, tak jak stali. Na podłodze. Gdziekolwiek.
A jednocześnie chciał ją zabić za to, co był w stanie dla niej poświęcić.
Jego słowa były na tyle enigmatyczne, że równie dobrze mogła pomyśleć po usłyszeniu ich, że naprawdę planuje ją teraz zamordować za to, że nie podołała zadaniu.
— Wszystko sprowadza się do tego, że nie było żadnego zadania. To był tylko pretekst, żeby wywieźć cię za granicę — odszukał wzrokiem jej spojrzenie. Był ciekaw, czy dostrzeże tam to samo poczucie zdrady, które widział tylko dwa razy. Gdy dowiedziała się, że to on ją porwał, oraz kiedy zastrzelił jej drogą przyjaciółkę.
— Rios to mój problem, nie twój. Właściwie nie chcę, żebyś z nim jeszcze kiedykolwiek rozmawiała — kontynuował, dość jasno dając tym samym do zrozumienia, że Leonel żyje. Jednocześnie wypatrywał na jej twarzy jakiegoś rodzaju ulgi na te słowa.
— Chciałem ci zrobić na złość. Ukarać cię za to, że chciałaś uciec. Za złamanie obietnicy. Okazuje się jednak, że zamiast kary, wyświadczyłem ci przysługę, czyż nie? Nic tak nie łączy, jak wspólny wróg — jego ton był podejrzanie spokojny, a Martinez jako ktoś, kto znał go od lat, powinna wiedzieć, że to bardzo zły znak. — W końcu miałaś kompana do nienawidzenia mnie. Doszłaś do jakichś nowych wniosków? Wciąż taplasz się w niechęci do mnie, za zastrzelenie twojej siostry? — Dodał, teraz już tonem podszytym kpiną. Chciał ją sprowokować. Śmiało, niech mu to wykrzyczy w twarz, jak za dawnych, starych czasów.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sob Gru 23 2017, 11:49;

Powstrzymała się od cofnięcia o krok, gdy podszedł. Ani drgnęła, wlepiając w niego spojrzenie, w którym nie było już jednak strachu, tylko ciekawość. Właściwie zdziwiła ją gotowość Diego do złożenia jej jakichkolwiek wyjaśnień. Milczała w oczekiwaniu na nie, zupełnie niepewna tego, co zaraz się stanie.
- Wywieźć za granicę? - Powtórzyła za nim jak echo, jakby chciała się upewnić, czy się przypadkiem nie przesłyszała. Każde jego kolejne słowo doprowadzało ją do bladej furii, która osiągnęła apogeum, kiedy stwierdził, że wyświadczył jej przysługę. Niczego jednak jeszcze nie powiedziała, ważąc słowa. Dobrze wiedziała, że łatwo jest powiedzieć za dużo, a potem odwrotu nie będzie. Zarejestrowała, że Rios żyje, więc chociaż na tym jednym polu mogła odetchnąć z ulgą. Na razie.
Bo skoro go nie zabił, to za to z pewnością przedstawił mu szczegóły planu. Z perspektywy Elii, Leonel mógł już nigdy więcej się do niej nie odezwać, grunt, żeby Diego przestał na niego czyhać z powodu jakiejś głupiej, przedawnionej zemsty, za coś co stało się jeszcze zanim się urodził. Jakoś nie do końca dotarło do niej znaczenie słów o tym, że nie było żadnego zadania. Żyła z tym od kilku miesięcy i świadomość, że to wszystko było kłamstwem, była dla niej nie do pomyślenia.
- Jaki wspólny wróg? Ty? - Wtrąciła, chcąc się upewnić.
Nie było jednak miejsca na spokojną rozmowę tam, gdzie została wspomniana Maria. Chciał ją sprowokować? Udało mu się.
- Jak śmiesz ją w ogóle wspominać? - Syknęła, patrząc na niego nienawistnym wzrokiem. - Nie schlebiaj sobie. Nie nienawidzę cię. Problem w tym, Diego, że nie czuję do ciebie kompletnie niczego. Nic a nic. Jesteś mi obojętny. Z chwilą, w której pociągnąłeś za spust i zabiłeś jedną z niewielu osób, na której mi na tym pieprzonym świecie zależało, stałeś się dla mnie równie martwy, co przez ciebie Maria - wycedziła, ściągając gniewnie brwi.
- Zabij mnie za to, jeśli chcesz. Zrób co uważasz za słuszne. Ja z tobą w każdym razie nigdzie już nie pojadę. Bo gdyby zależało ci na mnie kiedykolwiek chociaż w połowie tak, jak lubiłeś twierdzić, to nigdy nie podniósłbyś na nią ręki - zbierało jej się na płacz, ale nie dała mu tej satysfakcji. Zostały rozdrapane rany, które zdążyły się już powierzchownie zagoić. A teraz on miał czelność zjawiać się tutaj i dalej krzywdzić ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sob Gru 23 2017, 14:27;

Elia w dalszym ciągu nie znała całej prawdy, nie powinno więc dziwić go jej wzburzenie. Mimo to i ona doprowadziła go do furii i to jednym, krótkim zdaniem. Niczego do ciebie nie czuję. To było oczywiste kłamstwo, musiało nim być. Zapragnął nagle, by pożałowała tych słów. Cofnął się o kilka kroków, milcząc. Wydawał się przyjąć to gorliwe zapewnienie o braku uczuć, całkiem spokojnie. Powiódł wzrokiem po pomieszczeniu i zatrzymał go na dłużej, na ozdobnej lampie. Złapał za nią, po czym rzucił o przeciwległą ścianę, a szklany trzon lampy i żarówka  rozbiły się z głośnym trzaskiem. Jedynie abażur się zachował, zapobiegawczo tocząc się gdzieś w zapomniany kąt.
— Nic nie wiesz. Nic — odparował, podnosząc głos.
— Jesteś taka kurewsko naiwna — wykrzyknął. — Myślisz, że skąd Maria miała dojścia do ludzi, którzy mieli statki, którymi mogłybyście uciec?! — Zapytał, rozkładając ręce.
— Nie wiesz. Oczywiście, że nie wiesz! — Roześmiał się szyderczo.  — Twoja ukochana Maria pozazdrościła ci wygodnego życia i skontaktowała się z konkurencją. Chciała cię sprzedać, Elia! Za pieniądze! Tę przyjaźń, którą tak wysoko cenisz! — Zakpił, patrząc jej w oczy, na wypadek gdyby przyszło jej do głowy, że mógłby kłamać. Poza tym sama dobrze wiedziała, że nigdy tego nie robi.
— Kartel z Córdoby zaoferował jej całkiem ładną sumkę za podstawienie cię. Dobrze wiedzieli, że będą mnie mogli tobą szantażować — zacisnął ręce w pięści. Nie mógł uwierzyć, że w głowie Elii to on grał rolę czarnego charakteru, kiedy w rzeczywistości, nóż w plecy wbił jej ktoś, kogo wciąż hołubiła.
Jednym susem pokonał dzielącą ich odległość, po czym złapał ją oburącz za głowę. Niekoniecznie delikatnie. Zbliżył swoją twarz do jej, tak, że prawie stykali się czubkiem nosów.
— Nigdy więcej nie próbuj podważać tego, że mi zależy — syknął cicho, wyraźnie artykuując każde słowo, po którym nastąpiła dobitna pauza. Wiele złych rzeczy robił, bo musiał. Jeszcze więcej robił, bo chciał, bo sprawiało mu to przyjemność. Nie miewał wyrzutów sumienia, a moralność była kwestią śliską i plastyczną, podobnie jak honor. Ale przy niej przynajmniej nigdy nie musiał niczego udawać. Pewnie dlatego była mu taka droga. Oczywistym było, że ktoś będzie to chciał w końcu wykorzystać. I dopóki nie odstępował jej na krok, wszystko było w porządku. Wystarczyła chwila nieuwagi, jadu i niepewności, którą zasiała ta mała suka, Maria, a wszystko prawie szlag trafił.
Właściwie myśleniem o tym, sam wpędził się z powrotem w ślepą uliczkę gniewu. Odsunął się od Elii.
— Wysłałem cię tutaj, żebyś była bezpieczna, na poczekaniu wymyślając bajeczkę o zadaniu, żebyś miała jakieś zajęcie. Ale ty nie marnowałaś czasu — odwrócił się do niej na chwilę tyłem, próbując opanować wściekłość, która w nim narastała, nie mogąc znaleźć ujścia. Chwycił za srebrny świecznik i rzucił nim w obraz, rozbijając szkło, którym był powleczony. Odwrócił się do Elii, a ona mogła zauważyć, że oczy, które zazwyczaj były beznamiętnie lodowate, teraz wydawały się płonąć. Oddychał ciężko, mierząc ją wzrokiem.
— A może nawet liczyłaś, że się nie pojawię? I że będziesz mogła zostać sobie z szanowanym gliniarzem? — Prawie wypluł ostatnie słowo. Owszem, sam ją tutaj przysłał. Ale co z tym zrobiła było już jej decyzją.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sob Gru 23 2017, 17:42;

Zasłoniła ręką usta, gdy sięgnął po lampę i wzdrygnęła się, kiedy gruchnęła o ścianę. Ciekawe, co na to sąsiedzi? Miała nadzieję, że niewielu z nich znało hiszpański. Nie wyglądała jednak na szczególnie przejętą jego wybuchem. Zdarzało mu się to już, całkiem często. Z czasem takie rzeczy przestawały robić wrażenie, a jak już się wykrzyczał i porzucał czym popadnie, zwykle się uspokajał. Zwykle.
Początkowe słowa Diego wzięła za przytyk, ale im dłużej mówił, tym bardziej kręciło się jej w głowie. Oparła się nawet o bok kanapy.
- Nie wierzę ci - odpowiedziała, podnosząc brodę nieco wyżej. Ramirez miał dużo wad, ale faktycznie jedno trzeba mu było przyznać. Nie kłamał.
Rzeczywiście nawet nie pomyślała o tym, skąd Maria może mieć tego typu znajomości. Wiedziała też, że wielokrotnie, odkąd Elia zamieszkała z Ramirezem, koleżanka wyrażała swoją dezaprobatę dla takiego postępowania. Nie znosiła Diego, a im bliżej niego Elia była, tym większy wyrastał pomiędzy nimi mur. Martinez nigdy jednak nie pomyślałaby, że przyjaciółka, ktoś bliski, kogo miała za siostrę, mógł tak ją zdradzić.
Byłą rozbita i w takim szoku, że nawet nie chciało jej się płakać. Dawno tego nie robiła. Kiedy Diego tak nagle się zbliżył, gorąco uderzyło jej do głowy. Wyglądało na to, że jej cały pobyt tutaj opierał się na cholernie błędnym założeniu... Zamarła na chwilę, jak zahipnotyzowana wpatrując się w bezdenną pustkę jego oczu. Nie podważała tego, że mu zależy. Chciała go po prostu wkurzyć, tak jak ta sztuka udała się jemu.
Gdy się odsunął, sięgnęła po cukiernicę stojącą na stole i cisnęła nią w pobliskie lustro. Pękło w drobny mak.
- Aha, i co jeszcze? Może mi powiesz, że to dla mojego dobra kazałeś mi uwodzić Riosa? - Teraz i ona podniosła głos. Dławienie w sobie emocji było obecnie ostatnim, co chciała zrobić.
- Nie miej do mnie pretensji o coś, co sam kazałeś mi zrobić! - Odkrzyknęła, gwałtownie gestykulując. Pominęła kwestię tego, że istotnie do Riosa coś czuła. Była gotowa to wszystko w sobie stłamsić, byle wszystko wróciło do normy i nic się nikomu nie stało.
- To wszystko twoja wina. Gdybyś od początku był ze mną szczery, nic z tego wszystkiego nie musiałoby mieć miejsca. Ale nie! Musisz zawsze prowadzić te swoje gierki, tak jakbyś nie mógł zaakceptować, że czasem pójście po najmniejszej linii oporu to też jest jakaś taktyka - wykrzyczenie mu tego wszystkiego w twarz było oczyszczające. Teraz już nawet nie dbała o konsekwencje, musiała dać w końcu upust targającym nią emocjom.
Ostatnia wypowiedź przebrała jednak miarkę.
- Nie będę tego słuchać, wypuść mnie stąd! - Stwierdziła kategorycznie, ruszając w stronę drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Nie Gru 24 2017, 12:01;

Diego był z kolei przekonany, że gdzieś w głębi duszy Elia dobrze wie, że to musi być prawda. Przykra i gorzka, ale wciąż prawda, znacznie więc lepsza, niż nawet najpiękniejsze kłamstwo, którym zresztą była cała jej przyjaźń z Marią. Gdyby potrafił być bardziej empatyczny, być może pomyślałby nawet, że musi być przykro dowiedzieć się, że ktoś, dla kogo przyjęłoby się kulę, był gotów cię sprzedać za odpowiednią sumę.
Z beznamiętną miną podążył wzrokiem za szybującą cukiernicą, która w istocie cukiernicą nie była, gdyby tylko Elia zechciała się jej przyjrzeć nieco dogłębniej. Spojrzał na kobietę, nawet nie drgnąwszy, gdy rozbiło się lustro. No proszę, kolejne siedem lat nieszczęścia.
— Zniszczyłaś właśnie towar za sto patoli — oświadczył spokojnym tonem, wciąż świdrując ją czernią spojrzenia. Nawet nie zerknął na unoszący się w powietrzu, miałki, biały proszek. Względnie się uspokoił, choć tylko do czasu, gdy Elia zaczęła krzyczeć. Tak naprawdę oni chyba po prostu uwielbiali się ze sobą kłócić i to w bardzo głośny i efektowny sposób, wśród odłamków szkła i sprzętów domowych.
— Zawsze byłem z tobą szczery — wycedził jedynie, porażony tym, że w jakimś sensie miała rację, której w swoim uporze jeszcze na pewno jej nie przyzna.
— Myślisz, że tylko ty masz prawo poczuć się zdradzona? Chciałaś uciec. Obiecałaś, że tego nie zrobisz, ale nie dotrzymałaś słowa. Skoro wtedy kłamałaś... Kiedy jeszcze nie powiedziałaś mi prawdy? — Zapytał, a jego głos znowu stał się podejrzanie niski i cichszy, kontrastujący z krzykiem Elii. Dyskomfort sprawiała myśl, że ktoś, komu zacząłeś ufać, okazał się tego zaufania niegodny. Bardzo chciał, żeby wyprowadziła go z błędu.
Gdy ruszyła do drzwi, roześmiał się jedynie.
— Choćbym miał cię tutaj zamknąć na siłę, nigdzie nie pójdziesz. A wiesz dlaczego? — Zapytał retorycznie, zwracając się w stronę drzwi. Powolnym krokiem ruszył w jej stronę. Nie spieszył się, nie było takiej potrzeby. Na jego twarzy wykwitł nawet kpiący uśmiech.
— Bo jesteś moja. — Zbliżył się do niej i pchnął lekko na drzwi, kładąc dłonie płasko po obu stronach jej głowy. Przez chwilę jedynie patrzył i przyszpilał ją wzrokiem, rad, że w końcu miał ją tutaj ze sobą i wszystko mogło wrócić do normy. — I lepiej żebyś o tym pamiętała — szepnął, nachylając się, wprost do jej ucha. Na krótką chwilę złożył głowę na krzywiźnie jej szyi. Choć nie było to intencjonalne, w jego głosie zabrzmiało bardzo dalekie echo groźby. Nie był jednak na tyle naiwny by łudzić się, że ją przy sobie na siłe zatrzyma. Chociaż...?
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Wto Gru 26 2017, 21:34;

Pewnie w końcu to do niej dotrze, z czasem. Bo na razie nawet nie chciała o tym myśleć. To było z jej strony bardzo dziecinne podejście, taktyka, którą opanowała do perfekcji. Łatwo było sobie wszystko wypierać, ale prędzej czy później będzie musiała skonfrontować się z prawdą. Tak było w przypadku jej relacji z Felixem, z Marią, z Leonelem... A co z Diego?
Owszem, lubili się kłócić. W całym tym szaleństwie była jakaś metoda. Krzycząc na siebie i rozwalając co popadnie łatwiej było sobie poradzić z tym, co między nimi było. Dziwna mieszanina nienawiści, pożądania i uzależnienia od siebie nawzajem, która ich zarazem odpychała i przyciągała. Być może jakaś dziwna, toksyczna miłość też tam była, o ile którekolwiek z nich było do niej w ogóle zdolne.
Zamarła zanim podszedł i poczuła się jak w pułapce, z której nie było ucieczki. Wstrzymała oddech i wydawało jej się, że słyszy, jak serce głośno tłucze się jej w piersi, przypominając o tym, że żyje i jeśli dalej będzie tak igrać z ogniem, może przestać. Ale wprawianie go w złość i krzywdzenie, tak jak on krzywdził ją, było uzależniające.
- Jeden, jedyny raz, kiedy cię okłamałam to było wtedy, gdy powiedziałam, że interesuje mnie czy żyjesz, czy nie - syknęła jadowicie, patrząc mu wyzywająco w oczy. Fryzura jej się rozwaliła i włosy leciały do oczu, ale to nie miało teraz znaczenia. Jej oczy ciskały gromy. Chciała się uwolnić i oddalić od niego, żeby nie mógł jej znowu przekabacić, sącząc słodką truciznę do jej uszu. Manipulacja wychodziła mu równie sprawnie, co oddychanie.
Chciała się wyrwać, ale była jak skamieniała, kiedy położył na niej głowę. Ponownie zalały ją mieszane uczucia. Nie pozwoliła im przejąć nad sobą kontroli i wysunęła się zwinnie z pułapki jego objęć.
- Nigdy ci nie wybaczę, że posłałeś mnie tutaj na nic, Diego. Choćbyśmy mieli umrzeć w tym samym łóżku, nawet wtedy ci nie wybaczę. Nigdy! - Ponownie podniosła głos. I na cóż było to wszystko? Nerwy, łzy, zagubienie. Zatraciła się w nienawiści do niego za to, co zrobił Marii, karmiła się nią. A teraz nawet to jej zabrał, podobnie jak możliwość dalszego pobytu tutaj na tych samych warunkach.
Z tym przebaczeniem, to nie była do końca prawda, ale i nie kłamstwo. To były po prostu wykrzyczane w gniewie słowa, nic więcej. Tak naprawdę gdyby nie wybaczyła jemu, to znaczyłoby, że i sobie nie wybacza. Poza tym straciła już nadzieję na to, że ich losy mogą się rozejść. O ile trudniej żyłoby się jej, chowając urazę? On jej nie pozwoli odejść, wiedziała o tym.
Nie czekała aż się wścieknie, tylko odwróciła się na pięcie i zupełnie nieracjonalnie poszła do łazienki. Zamykając za sobą drzwi, chciała dać sobie czas na uspokojenie się. Zablokowała zasuwkę, po czym odkręciła lodowatą wodę i ochlapała twarz, opierając się o umywalkę. Nie pomogło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 15:43;

Trawił jej słowa przez chwilę, nie okazując tego, jak bardzo nim wstrząsnęły. Od czasu śmierci matki, Elia była chyba jedyną osobą, którą jego egzystencja obchodziła trochę bardziej, niźli pracowników, którzy choć lojalni i dbający o jego interesy, bo oznaczały dobrobyt i bezpieczeństwo także dla nich i ich rodzin, najbardziej troszczyli się o siebie. Ramirez zastanawiał się, czy to szczere słowa, czy raczej Elia świadoma tego, gdzie uderzać, powiedziała to w ślepej złości. Przeciwstawiał się jej spojrzeniu, ale jego oczy ponownie stały się zupełnie puste, jakby nie kryły się za nimi żadne emocje. Niespodziewanie zwinął rękę w pięść i uderzył z całej siły w drzwi, zaledwie kilka centymetrów od miejsca, w którym jeszcze przed chwilą znajdowała się głowa Elii. Obecnie już jej tam nie było, bo wyślizgnęła się z jego objęć.
Ból go otrzeźwił. Beznamiętnie zerknął na rozbite kostki dłoni, które nie miały szans w starciu z metalową powierzchnią drzwi antywłamaniowych, jedynie powleczonych imitacją jakiegoś drewna. Z pewną fascynacją przyglądał się krwi i ranom, które ozdobiły mu dłoń, nie odwrócił się też w stronę Elii, gdy tak gorąco zapewniła go o braku przebaczenia. Ważył jej słowa, słysząc, jak zamyka za sobą drzwi od łazienki. Był bliski roześmiania się. Czyli jednak nie był jej obojętny. Mogła go darzyć najszczerszą i najgorętszą nienawiścią, jaka istniała na tym świecie, a uznałby to za znacznie lepsze, niż zupełna obojętność. Rozwalona skóra na ręce zaczęła krwawić coraz mocniej, Diego podszedł zatem do zlewu w kuchni i opłukał rany chłodną wodą. Rozprostowując i zaciskając znowu palce, czuł, jak ręka pod naporem zimna drętwieje. Sęk w tym, że Diego nie potrzebował jej przebaczenia, bo sam nigdy nie znalazł w sobie dla niego miejsca. Uważał je za zbędne, kolejne puste słowo, którego ludzie używali chcąc się lepiej poczuć sami ze sobą. A to, czy mu przebaczy czy nie, będzie zatem tylko jej ciążyło na sercu, kiedy już opuszczą Rode. Elia za dużo wiedziała, zatem nawet, gdyby z jakiegoś powodu miała się Ramirezowi znudzić, albo kategorycznie stwierdzić, że być z nim już nie chce, musiałby ją zabić.
Nie poszedł do tej łazienki, przynajmniej na razie. Oboje powinni się uspokoić, bo pozabijają się, zamiast dojść do porozumienia. Zamiast tego otworzył barek i nalał sobie tequili do szklanki, nie kłopocząc się nawet kieliszkiem. Napił się, a gdy tylko alkohol żywym ogniem zapiekł go w gardle, wolnym krokiem wrócił do salonu, gdzie rzucił okiem na zniszczone sprzęty i kokainę rozsypaną pod ścianą. Proszek osiadł na meblach. Przejechał palcem po komodzie, po czym zlizał z palca. To był dobry towar, szkoda było nawet takiej ilości. Najwyżej każe Jorge to pozbierać i zetrzeć razem z odłamkami, przynajmniej nic się nie zmarnuje. Ćpuny zapewne kupią tak czy owak. Kopnął kawałek porcelanowej skorupy, która została po strzaskanej lampie. Westchnął ciężko, po czym znowu upijając łyk trunku, poczynił kilka kroków w stronę drzwi do łazienki. Oparł się o nie ramieniem. Problem Elii polegał na tym, że tak bardzo starała się usprawiedliwić samą siebie, że nie zauważała, że z czasem Diego przestał nią manipulować. Sporo z rzeczy, które się wydarzyły, były wynikiem decyzji podjętych przez nią. Co zabawne, zwykle pokrywały się z tym, czego chciał Ramirez. To mogło być jednak wynikiem spędzonego ze sobą czasu.
— Na twoim miejscu jeszcze raz bym się zastanowił, czy to co powiedziałaś, jest zgodne z prawdą — odchrząknął, po czym rzucił do zamkniętych drzwi. Z pewnością go słyszała, strumień wody, który słyszał z wnętrza raczej go nie zagłuszył. Wbił wzrok w trzymaną szklankę, jakby samym tylko tym chciał to szkło rozbić.  Wypił resztę duszkiem, krzywiąc się nieznacznie.
— Nie lubię, kiedy histeryzujesz — dodał, odchodząc na chwilę od drzwi. Odstawił szklankę na blat w kuchni, by sięgnąć po broń z tłumikiem, leżącą w jednej z szuflad. Wrócił do drzwi łazienki i przestrzelił lichy zamek. Tuż po tym, drzwi stanęły otworem. Pomieszczenie było duże, a umywalka znajdowała się po prawej stronie, stąd też minimalne ryzyko, że mógł trafić Elię. Miał swoje powody, żeby nie zostawiać jej po takiej wymianie zdań zbyt długo samej. Już raz próbowała mu wywinąć numer, drugi raz nie mógłby jej na to pozwolić. Wbił w nią wzrok.
— Już? Skończyłaś? — Zapytał, rozkładając ręce.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 16:20;

Nerwy zaczynały z niej schodzić i zaczeła się niekontrolowanie trząść. Chłodna woda pomogła jej tylko trochę, ale z pewnością uchroniła od gorszego wybuchu. Zostawiła ją włączoną, jakby chciała zagłuszyć poczynania Diego w salonie.
Nie były zgodne z prawdą, chciała go tylko doprowadzić do takiego stanu, w jakim sama się znalazła. Dlaczego tylko ona miała cierpieć z powdu takiej dotkliwej zdrady? Uświadomiła sobie jednak bardzo szybko, że Diego nie połknął haczyka, a ona naprawdę zwyczajnie histeryzuje. Powinna była się opanować, zanim zrobi coś jeszcze gorszego. Skrajne emocje nigdy nie były dobrym doradcą, ciężko było im się jednak nie poddawać w takich chwilach jak ta. Podniosła wzrok na swoje odbicie w lustrze, zastanawiając się, kim w ogóle tak naprawdę jest, bo teraz sama nie była już niczego pewna. Zgubiła się w tym, kogo udawała, kim była naprawdę i kim się stała. Te trzy osoby, choć tak różne, przenikały się teraz i każda miała zupełnie inny cel. Co gorsza, żadna z nich nie zamierzała rezygnować.
Odskoczyła z okrzykiem zaskoczenia od umywalki, kiedy usłyszała stłumiony strzał, a drzwi się otwarły. Przywarła do ściany, po czym zsunęła się poniej zrezygnowana, patrząc z dołu na Diego.
- Nie lubię, kiedy zachowujesz się jak psychopata - odgryzła się słabo. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego do jasnej cholery ten jeden raz, kiedy była jej potrzebna, nie wzięła ze sobą podarowanej jej broni. Została w sypialni, pod łóżkiem, gdzie z pewnością nikomu do niczego się nie przyda, a już na pewno nie jej. Czy byłaby go w stanie zabić? Pewnie nie. Ale sama świadomość takiej możliwości być może okazałaby się całkiem pomocna. Zerknęła na broń w jego ręce, zapragnąwszy nagle, żeby ją po prostu zastrzelił i ukrócił tę całą pojebaną sytuację. Kiedy poczuła się na tyle pewnie by wstać, to też uczyniła, posiłkując się ścianą, która wydawała się być obecnie jedyną stabilną rzeczą w jej życiu. Ignorując ostatnią uwagę, zakręciła wodę, która wciąż uparcie spadała z pluskiem do umywalki. Odwróciła się w końcu do niego, tyłem opierając się o kant zlewu. Pokiwała głową.
- Po prostu... - Westchnęła, przymykając na chwilę powieki. - Jak długo planujesz tutaj zostać? - Zapytała w końcu.
- Zamierzasz dokończyć to, co zacząłeś? - Dodała po chwili, nie bezpośrednio pytając po prostu, czy naprawdę chce zabijać Riosa. - Co teraz będzie? - Powiedziała z naciskiem, zbliżając się do niego z rękami założonymi na biuście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 16:57;

A może cała zabawa polegała na tym, że on nie zachowywał się jak psychopata, tylko nim był? Wątpliwe, choć zapewne jego ofiary mogłyby się z tym nie zgodzić. Nie miał jednakże żadnych zmian w mózgu, które mogłyby o tym świadczyć, a to jaki był, było tylko i wyłącznie zasługą środowiska, w jakim się wychował. Można byłoby długo mówić o tym, że to nie wychowanie o nas świadczy, a to, co wynosimy z domu, możemy dowolnie zmienić. Niestety nie dało się tego odnieść do każdej sytuacji i ta właśnie taką była.
Obserwował Elię zachłannie, jak drapieżnik, który upatrzył sobie właśnie wyjątkowo smakowity kąsek.
— Jak długo będzie trzeba. Nie mogę go na razie zabić, bo nie możemy wyjechać, a zatuszowanie tej śmierci będzie kłopotliwe. To nie jest Buenos Aires, gdzie takie rzeczy zamiata się pod dywan, bo trzy czwarte gliniarzy jest przez nas opłacanych — wyjaśnił, pozornie poczytując słowa Elii nie jako zatroskanie o Riosa, a o sam wynik końcowy zadania. Mogła więc chwilowo odetchnąć z ulgą.
— Muszę się skontaktować z kimś stąd, kto da się skorumpować na tyle, żeby pokazać, jak się sprawy mają. Ktoś w Rode na pewno para się czymś nielegalnym na większą skalę, nie wierzę, że nie. Tutaj się nie da inaczej wzbogacić — westchnął, pobieżnie zerkając na rozwaloną rękę. Krew zakrzepła, ale dłoń była nieprzyjemnie zaczerwieniona. Nie było to jednak choćby w połowie tak dotkliwe, co rozwalony nos.
— Rios... Okazał się wcale nie być tym, za kogo go brałem — rzucił w końcu, marszcząc brwi. Nieco uważniej zaczął przyglądać się Elii, obserwując jej reakcję. — Na razie jednak nikt mnie jeszcze nie szuka, więc chyba nie jest aż tak głupi, jak sądziłem, że może być — wzruszył ramionami, nie spuszczając z Martinez oka. Chwilowo Diego nie miał czasu na przedawnioną zemstę, zbyt pochłaniała go kwestia rosnącego w siłę kartelu w sąsiedztwie Buenos Aires. Skoro sprawy pogorszyły się na tyle, by go tutaj na razie zatrzymać, nie było dobrze. Na razie jedyne co mógł zrobić, to podstawić konkurencję glinom, co też uczynił, samemu zmywając się z ich radarów. Jaki będzie jednak tego wynik? Na to będzie trzeba najpewniej zaczekać jeszcze trochę.
Gdy się zbliżyła, co wziął za pewną poprawę sytuacji, wycofał się aż za próg, by ruszyć do salonu. Uznał za oczywiste, że ma za nim podążyć. Odłożył broń na przeszklony stolik, a sam rozsiadł się wygodnie na skórzanej sofie, zakładając ręce za oparcie.
— Teraz? Nic — odparł swobodnie, przekrzywiając głowę w bok.  — Wszystko musi być tak, jak było. Poza tym oczywiście, że nie ma już potrzeby, żebyś w ogóle widywała się z Riosem. Nawet nie sądziłem, że to narobi w mieście aż tyle hałasu — wystukał palcami prawej dłoni, tylko sobie znany rytm. Czerń jego spojrzenia wciąż wertowała jednak Martinez, doszukując się  jej zachowaniu choćby zalążka emocji pozytywnych w stosunku do policjanta. Drink nieco go rozluźnił, więc nie był już skłonny do złości. Właściwie doszedł nawet do wniosku, że ewentualne uczucia Elii niczego nie zmieniają. Czyż Leonela nie miała odwiedzić pewna urocza, najwyraźniej czymś zatroskana dama?
— I zamieszkasz tutaj, ze mną. Jestem przekonany, że Felix jako twój przyjaciel doskonale zrozumie, że zdecydowanie wolałabyś poprzebywać z dawno niewidzianym hermano — błysnął w uśmiechu zębami, których biel kontrastowała z jego śniadą karnacją. Wszystko samo się układało, elementy pasowały do siebie. Do Rode przyjechał w interesach brat, który ukrócił gorszący społeczeństwo związek Elii i starszego od niej mężczyzny. Zupełnie tak, jak obiecał przemiłej staruszce, która wyzionęła ducha na podłodze swojego przytulnego domostwa.
— Chodź tu — rzucił krótko.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 17:28;

Owszem, odetchnęła z ulgą, choć starając się tego nie okazać nawet drgnięciem powieki. Teraz jej priorytetem zdecydowanie było rozegranie sprawy tak, żeby nikt na przyjeździe Diego do miasta nie ucierpiał. Elia nie wiedziała jeszcze o tym, co spotkało Vincenta i nieszczęsną sąsiadkę Riosa, nie zapowiadało się też, by miała się dowiedzieć. Ze słów Diego wywnioskowała natomiast, że Leon musiał przynajmniej wylądować w szpitalu. Co najmniej. Skoro przeżył, nie widziała innej opcji. Ramirez miał ciężką rękę, a choć nigdy empirycznie się o tym nie przekonała, na własne oczy widziała nieraz, do czego potrafił być zdolny.
- Ktoś mi coś kiedyś wspominał o jakimś Johnie Silverze - powiedziała ostrożnie. Istotnie, jako pierwszy wspomniał go jej chyba kiedyś Felix. Mogłaby przysiąc, że Rios też o nim wspominał. Być może był to jakiś trop. W każdym razie im bardziej Diego będzie zajęty interesami, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że zainteresuje się tymi, których bezpieczeństwo było Elii drogie.
Podążyła w milczeniu do salonu, ale nie usiadła, wciąż z założonymi rękami przyglądając się Diego.
- W tym mieście wszystko robi dużo hałasu. Im bardziej soczystą plotkę da się z tego wyciągnąć, tym większe prawdopodobieństwo, że wszyscy się o tym dowiedzą - sprostowała. Zarejestrowała fakt, że broń została odłożona na stolik, ale nie przyglądała się jej nawet. Serce zaczęło jej bić szybciej. A gdyby tak...
- Diego, mam tylko nadzieję, że od Novaka będziesz się trzymał z daleka - zmieniła temat, zmuszając się do tego, żeby nie patrzeć na pistolet. - Bardzo mi pomógł, nie chcąc niczego w zamian. Nie chciałabym żeby jemu, albo jego babci, cokolwiek się stało - wyjaśniła. To akurat była najszczersza prawda. Nikt jej dawno nie okazał tyle dobroci. Pominęła całkowicie uczucia Felixa z przyczyn oczywistych. Poza tym miała nadzieję, że gdy Novak już wróci, raz na zawsze się z niej wyleczy.
Kiedy powiedział, żeby do niego przyszła, serce załomotało jej jeszcze szybciej. Zaczynała się martwić, że nawet Ramirez je usłyszy, że jej własne, zdradzieckie ciało odkryje przed nim jej zamiary. Ruszyła się z miejsca po krótkiej chwili wahania. Chcąc nie chcąc musiała przejść obok stolika, a tym samym broni, która kusiła swoim kształtem i możliwościami... Nawet się nad tym nie zastanawiając, poderwała ją ze stolika i wycelowała w Diego, stając naprzeciwko niego. Odległość była bardzo niewielka, Elia praktycznie stała pomiędzy jego kolanami, mierząc prosto w głowę. Bardzo pożałowała tego odruchu, bo wiedziała, że teraz już nie może się wycofać. Problem polegał jednak na tym, że gdy już wymierzyła, to dotarło do niej, że przecież nie może... Ręka jej drgnęła.
- Obiecaj, że nikomu nic nie zrobisz, Diego - powiedziała w końcu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 19:35;

Na to, by nikt nie ucierpiał, było już jednak za późno. Martinez mogła jednakowoż próbować go powstrzymać przed tym, co dopiero miało nastąpić. Faktem było jednak, że jego dotychczasowe wyskoki związane były tylko i wyłącznie z jej osobą, a skoro Elia już się odnalazła, nie było potrzeby w brutalny sposób dochodzić prawdy. Ciężko było jednak przewidzieć, co przyniesie czas.
Diego odnotował w pamięci to nazwisko.
— Kto ci o nim wspominał? — Zainteresował się nagle. Przypuszczał, że tym kimś był Leonel i odczuwał chory rodzaj satysfakcji, gdy Elia o nim mówiła. Obserwowanie, jak usilnie stara się nie okazywać emocji było pasjonujące, tym bardziej, że zwykle dało się w niej czytać jak w otwartej księdze. Nie skomentował słów o plotkach, choć już przekonał się o potędze słowa mówionego w tym miejscu.
— Jeśli się nie podłoży, nie będzie takiej potrzeby — odparł zgodnie z prawdą. Novak go nie interesował, przynajmniej na razie. Co prawda alarmująca wydała mu się troska, jaką był darzony przez Martinez, ale wspomnienie o jego babci nakierowało go na myśli, że sprawy miały się istotnie tak, jak mówiła Elia. Czuła im się to winna, a Diego mógł na to przystać, tak długo, jak Felix nie będzie mu próbował wejść w drogę.
Był nawet trochę zaskoczony tym, co zrobiła kobieta. Sądził, że ten etap mają już za sobą.  Przez krótką chwilę przemknęło mu przez myśl, że może naprawdę byłaby go skłonna zabić, co przypieczętowałoby tylko to, o co podejrzewał ją w stosunku do Riosa. Zmienił jednak zdanie, widząc drżenie jej ręki. Pochylił się nawet w jej stronę, przystawiając czoło do lufy wymierzonej w niego broni. Roześmiał się nisko.
— Strzelaj — ponaglił. — Wiesz, że nie mogę ci tego obiecać. Co najwyżej możemy się umówić, że tak długo, jak ktoś nie wejdzie mi w drogę, sam nie zacznę — uśmiechnął się jeszcze szerzej. Sięgnął do lufy i skierował ją do dołu swojej szczęki, tak, żeby mógł na nią patrzeć i znieruchomiał. Nie mógł przewidzieć, jak się zachowa, co czyniło tę sytuację niemal podniecającą. Niemal, bo mógł ją bez trudu obezwładnić. Nie miał jednak gwarancji, że w tym czasie nie strzeli. Nie sądził jednak. Miała na to siedem lat, więc dlaczego akurat teraz? Bo okazja była dogodna? Bywały nawet bardziej dogodne.
— Śmiało, zrób to. Zawsze powtarzałem, że jesteśmy do siebie bardziej podobni, niż byłabyś to skłonna przyznać — powiedział cicho. Odczekał jeszcze chwilę, a jeśli nie opuściła broni, w końcu złapał lufę i szarpnął w swoją stronę. Nawet jej nie odbezpieczyła, co tylko potwierdzało, że wcale nie miała zamiaru do niego strzelić. Przechwycił rewolwer jedną ręką, a drugą przyciągnął do siebie Elię, żeby straciła równowagę i znalazła się na jego kolanach. Przytrzymał ją mocno, wtulając twarz w jej kruczoczarne włosy, głęboko wciągając w nozdrza ich zapach. Tęsknił za tym. Za nią.
— Nigdy. Więcej. Tego. Nie próbuj — szepnął, z nutą groźby w głosie, pauzując po każdym wypowiedzianym stanowczo słowie. Lufą broni, którą Diego w przeciwieństwie do Elii odbezpieczył, powiódł pieszczotliwie po jej udzie. Ręka, którą trzymał ją w talii, zacisnęła się nieco mocniej, a lufę wsunął pod materiał spódnicy i zatrzymał, wstrzymując jednocześnie oddech. Opanowało go rosnące podniecenie, co zapewne i Elia mogła poczuć na pośladkach, skoro siedziała mu na kolanach.
— Wystarczyło poprosić.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Czw Gru 28 2017, 13:53;

Niezaplanowane działanie pod wpływem impulsu musiało się tak skończyć, wiedziała o tym. Rodziło to pytanie, dlaczego się na to porwała, a na to odpowiedzi znaleźć nie potrafiła. Desperacja była chyba jedynym, co tu względnie pasowało.
Mogła sobie teraz tylko gdybać, czy jeśli miałaby więcej odwagi, pociągnęłaby za spust. Ale jeśli czegokolwiek nauczyła się w Rode, to między innymi tego, że gdybanie nie ma najmniejszego sensu. Już i tak miała wystarczające poczucie winy i nie było potrzeby tego pogłębiać.
Mogła się też postawić i nie dać zabrać broni. Tylko co potem? Liczyć na łut szczęścia, że uda jej się uciec? A co zrobi później? Gdziekolwiek spróbowałaby się ukryć, znalazłby ją, o tym była przekonana, bo udowodnił to już niezliczoną ilość razy. Miała teraz co prawda więcej osób, do których mogłaby się zwrócić, ale to było jak podpisywanie na nich wyroków śmierci. Obiecała sobie, że już tego nie zrobi, nie wciągnie w to nikogo więcej. Łatwo byłoby to zrzucić na cudze plecy, ale tak nie potrafiła.
Skoro nie była go w stanie zabić, musiała spróbować po dobroci, jeśli twierdził, że wystarczyło poprosić. Nie bała się go, za bardzo było jej już obojętne, czy jej coś zrobi, czy zostawi w spokoju. Przypuszczała, że to pierwsze było jak najbardziej możliwe, choć nie sądziła, żeby skrzywdził ją... Trwale. Lufa, która tak frywolnie wędrowała sobie po jej ciele, poza nieprzyjemnym dreszczem, nie wzbudzała w niej większych emocji. Zauważyła natomiast, że w Diego owszem, bo teraz poczuła dwie... Lufy.
- Przecież bym tego nie zrobiła. Droczę się tylko - zapewniła, co mogło być nawet sensowne, biorąc pod uwagę, że czasem różne rzeczy zdarzało im się robić.
Zbliżyła usta do jego warg, jakby chciała go pocałować. Jedną ręką odsunęła od siebie broń delikatnie i oparła dłoń na jego mostku, wyczuwając niedalekie bicie serca, którego tak nienawidziła, a jednocześnie ją uspokajało. Jakby było jedną z niewielu stabilnych rzeczy w jej życiu.
- Proszę - szepnęła. - Nie krzywdź nikogo. Nie zabijaj Riosa. Nie warto. Po prostu przeczekajmy co najgorsze i jedźmy stąd. Po co kusić los? - Zapytała cicho, muskając wargami kącik jego ust, a potem szczękę.
- Sam powiedziałeś, że nie tak łatwo zamieść tutaj cokolwiek pod dywan. A jak cię oskarżą? Tutaj nie ma takiej korupcji. Pójdziesz siedzieć za zwykłego policjanta? - Zapytała, po czym powiodła czubkiem nosa po jego szyi i położyła mu głowę na ramieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Czw Gru 28 2017, 17:42;

Diego zupełnie nagle zaczął się zastanawiać, czy ten czteromiesięczny pobyt w Rode sprawił, że Elia zaczęła go mieć za idiotę. Rozluźniony drinkiem nie miał już jednak ochoty się wściekać, tym bardziej, że wystarczyło jej tylko przypomnieć, że bardzo cienka granica dzieli to, co powiedzieć może, a co niekoniecznie. Chciała się droczyć? Doskonale, Ramirez uwielbia się droczyć, zwłaszcza z nią. Zwykle naprawdę brał jej zdanie pod uwagę. Często dostrzegała rzeczy, których on, skupiony na celu nie dostrzegał. Ale ta ukryta pod powłoczką troski o niego, troska o policjanta, doprowadzała go do szału. Nie wiedział już sam, czy sobie to wyobraża, czy to Elia próbuje go wykiwać. Nie zamierzał jednak czekać, by się o tym przekonać.
Pozornie pozwolił jej odsunąć broń, pozwolił na jej delikatne i ulotne pieszczoty, którymi być może przekonałaby go, gdyby nie to, że znowu wypłynął temat Riosa. Rios, Rios, Rios. Jeszcze raz usłyszy to nazwisko, a osobiście pójdzie do szpitala i udusi skurwiela we śnie. Wiedziony na poły pożądaniem, a w połowie zwykłą złością, wpierw delikatnie odsunął włosy Elii na plecy,
— Sęk w tym, że nie pójdę siedzieć, za nikogo. Myślisz, że tak łatwo mnie przyskrzynić? — Odparł cicho i gładko, odpowiadając jej spojrzeniem na spojrzenie. Jego zwykle bystre oczy, zaszły dziwną mgłą. Bez ostrzeżenia złapał ją za gardło i pchnął do tyłu jednocześnie wstając, a tym samym kładąc Elię na sofie. Uklęknął nad nią i się pochylił, rękę wciąż zaciskając na jej krtani. Drugą, uzbrojoną w rewolwer, podparł się. Przypatrywał jej się intensywnie, centymetr po centymetrze przesuwając czernią spojrzenia najpierw po twarzy, a potem niżej, na rysujący się pod materiałem bluzki, biust.
— A może ty byś wolała, żeby mnie zamknęli? — Zapytał z szyderczym rozbawieniem. Ciężar ciała przeniósł na nogi. Lufa znalazła się teraz na jej brzuchu i podwinęła materiał koszulki, po czym przesunęła się wyżej. Broń była odbezpieczona, wystarczyło tylko pociągnąć za spust... Dłoń ściskająca szyję zacisnęła się, ale tylko nieznacznie. Zbyt lekko, by mogła czuć się podduszona.
Kolorowy skrawek szmatki został podsunięty aż po sam biustonosz, a wciąż lodowata lufa, znowu rozpoczęła wędrówkę po udzie Elii. Tym razem wsunęła się pod spódnicę głębiej, a kobieta bardzo szybko mogła poczuć metaliczny chłód na swoim łonie. Diego natomiast tylko patrzył, zdecydowanie coraz bardziej podniecony tym, co miał przed oczami. Sporo wysiłku kosztowało go zachowanie samokontroli. Dochowując jej wierności przez cztery miesiące, poniekąd sam się na to skazał.
Elii najwyraźniej brakowało wrażeń, skoro tak kurczowo trzymała się myśli o tym, co spotkało ją w Rode. W jego gestii pozostało zatem, by zadbać, żeby już ich nie brakło. Chciał ją doprowadzić do obłędu, tak, żeby nie zostało jej już nic poza tym, żeby prosić o więcej.
— Jak to z tobą jest, hm? — Bez wątpienia retoryczne pytanie, zawisło w bardzo niewielkiej przestrzeni między nimi.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Gru 29 2017, 12:43;

Wątek przeniesiony do retrospekcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Cze 29 2018, 17:20;

| po spotkaniu z Darcym [bilokacja]
Pożary były kroplą, która przelała czarę. Ale dopóki jeszcze nie było w domu, dopóki była sama, zamierzała w końcu sprawdzić to, co powinna była już przed kilkoma dniami. Dokumenty. Korzystając z samotności, zaczęła metodycznie przeszukiwać szufladę po szufladzie, szafkę po szafce. Nie było tutaj zbyt wielu rzeczy, bo i niewiele ze sobą przywiózł. Bardzo mało z tego, co tu zastała, mogłoby go w jakiś sposób obciążyć. Ostatnimi czasy nawet towar zniknął, zostawiając mieszkanie czystym. Zupełnie jakby wyczuwał, że pożary były przegięciem pały, a Elia nawet nie miała pojęcia o tym, że Ramirez dopuścił się pobicia ze śmiertelnym skutkiem. Szukała czegokolwiek; dokumentów, których prawdopodobnie nie miał, szczególnie. Wiedziała, że to nie będzie proste. Zaufanie się skończyło. Już nigdy nie miało być tak, jak kiedyś, co zauważyła nie bez dziwnego ukłucia żalu. Ale miała nowe życie i zrobiłaby wszystko, żeby tylko je zatrzymać i skończyć z tą żałosną jego imitacją, którą znała, zanim przyjechała do Rode.
Chciała zachować pozory normalności. Nalała sobie kieliszek wina, który jak liczyła, zagłuszy wyrzuty sumienia. Miała tylko nadzieję, że wieści o śmierci Vincenta były nieprawdą. Zdawkowe info o identyfikacji zwłok nie nastrajało zbyt optymistycznie, ale nie mogła się załamywać. Jeszcze nie teraz. Najlepiej nigdy. Nie było Novaka, Rios miał na głowie matkę swojego dziecka, Edams mógł nie żyć, Mason nie żył, prawie 1/4 miasta się spaliła... A to wszystko w pewien sposób jej wina. Bo może udałoby jej się go w końcu przekonać, może by wyjechał? Wiedziała, że to nie takie łatwe. Przyklękła przy kolejnej z szuflad i zaczęła wyciągać z niej papiery, na które się natknęła. Artykuły z gazet, rachunki... Innymi słowy, prawdziwy burdel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Czw Lip 05 2018, 13:49;

    | luty 2226

Wszystko się sypało. Nad niczym już nie miał kontroli. Doniesienia o tym, że sytuacja w Argentynie wcale nie stawała się klarowniejsza, były pierwszą szpilką. Śmierć jego człowieka kolejną, a zainteresowanie śmiercią Masona, którego przypadkiem najwyraźniej zamordował — już trzecią. W mieście był koroner, miasto było małe, a na posterunku czuwał też Rios. Sytuacja wymykała mu się z dnia na dzień, co było tym bardziej irytujące, że był w stanie operować tak wielkim miastem, a pogubił się w takiej dziurze, jaką było Rode. A może w końcu dosięgała go kara boska za wszystkie jego złe uczynki? Był o krok od zrozumienia, że to nie działa w ten sposób. Utrata własnych ideałów nigdy nie była dla niego perspektywą, która mogła się wydarzyć, a jednak zwątpił już we wszystko, w co jak dotąd wierzył. To zrodziło paranoję; zaczął podejrzewać nawet tę garstkę osób, którym mógł ufać. Jedną z nich stracił. Drugą był Jorge. Trzecią z nich była Martinez. Tę ostatnią teraz tracił, o ile jeszcze nie utracił całkowicie. A na to nie był gotowy.
Był spotkać się za miastem z Jorge. Stał się pięć razy bardziej ostrożny niż zwykle, unikał publicznego pokazywania się gdziekolwiek, choć daleki był od ukrywania się. A mimo to zdołał przekonywać wszystkich wkoło łącznie ze sobą, że jeszcze nic się nie dzieje. Jeszcze, bowiem wracając z powrotem do mieszkania dzielonego z Elią, myślał już tylko o tym, że jest zmęczony. Pierwszy raz od lat, czuł zmęczenie materiału. Kiedy ostatni raz tak się czuł, niemal nie porzucił wszystkiego, by rozpocząć nowe życie, z daleka od interesu, który zrzucono mu na barki, choć nigdy tego nie chciał. Miał swoją szansę i  z niej nie skorzystał, wyrzekając się wszystkiego w imię rodziny, którą od śmierci ojca tworzył przecież samotnie. Teraz żałował, ale już nic nie dało się zrobić. Wtedy miał wsparcie Elii, zapewnienie, że cokolwiek by się nie działo, nie zostanie z tym wszystkim sam. Nawet tego się pozbawił. Teraz nie miał nic oprócz gorzkiego żalu, że sam to wszystko obrócił w perzynę. Stał na zgliszczach życia, które mógł mieć i z każdą chwilą rozumiał coraz lepiej, że nie odzyska go nigdy. W imię czego? Interesów? Wtedy sądził, że postępuje słusznie. Obecnie wiedział już, jak bardzo się mylił.
Zjawił się bezszelestnie niczym zjawa. Nie zdejmując płaszcza ani butów, wszedł wgłąb mieszkania stając twarzą w twarz z obrazem, który podkopał marne resztki żywionego do Elii zaufania. Szukała czegoś, o czym dobitnie świadczyły papiery wyjęte z szuflad i piętrzące się na podłodze. Diego nie czuł już nic, tylko pustkę. Sięgnął do kapelusza i zdjął go z głowy, wbijając czarną pustkę spojrzenia w plecy Elii, świdrując w nich dziurę. Był zaskoczony, że znajome mrowienie w czubkach palców, dalekie echo gniewu, nie zagościło śmiało w jego członkach. Jedyne uczucie które znał i potrafił nazwać, które było mu nieodłącznym towarzyszem, zniknęło.
Co ty robisz? — Jego głos odbił się echem od ścian mieszkania, zabrzmiał głucho i ostro. Ręce opuszczone swobodnie po bokach ciała nie zaciskały się w pięści. Nawet nie sięgnął do guzików, zupełnie, jakby zamierzał lada chwila znowu wychodzić.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Lip 06 2018, 10:48;

Jeśli nawet wszystko mu się sypało, nie odczuła tego, co najwyżej podejrzewając go o jakieś niecne plany względem Rode, a nie próby ogarnięcia sytuacji. Utrata zaufania była obopólna z taką różnicą, że ona swoje do Diego utraciła już dawno; mniej więcej gdzieś w okolicach momentu, w którym zrozumiała, że nigdy nie czeka jej normalne życie. Ucieczka okazała się niemożliwa, co więcej, okazała się kolejnym kłamstwem, tym bardziej bolesnym, że sprowokowanym przez osobę, której jak sądziła, może bezgranicznie ufać. Wszystko znowu rozbijało się o zaufanie. Może czas najwyższy się nauczyć, że powinna nieco ostrożniej dobierać ludzi, którym ich obdarza.
Nie usłyszała, że Diego pojawił się w mieszkaniu. Z wypiekami na twarzy, upijając niewielki łyk wina, przeglądała papiery, które wpadły jej w ręce, w większości sprawiające wrażenie całkowicie legalnych transakcji. Nie znała się na tym, wobec czego nawet gdyby znalazła tam jakieś niezgodności, prawdopodobnie nie miałaby o nich pojęcia. Dopiero po chwili poczuła się nieswojo, zupełnie jakby ktoś ją obserwował. Mniej więcej wtedy do jej uszu doleciał znajomy, głęboki głos, a ona drgnęła lekko i się odwróciła, by napotkać ciemne spojrzenie Ramireza. Siląc się na niewzruszenie, wzruszyła lekko ramionami i na chwilę ukryła zmieszanie za kieliszkiem wina.
- Sprzątam. Masz tu wszędzie okropny bałagan, a mi się nudzi - odparła, oblizując wargi i odstawiając naczynie na podłogę obok siebie. Odwróciła się od szuflady i wlepiła wzrok w Diego. Coś się zmieniło, choć nie potrafiła określić, co takiego. I może tylko przez chwilę poczuła ukłucie współczucia. Potem jednak przypomniała sobie o Vincencie i o pożarze, a ono odeszło jak za odjęciem czarodziejskiej różdżki.
- Coś się stało? Wychodzisz gdzieś? - Zagaiła, widząc, że nie zdejmuje płaszcza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Lip 06 2018, 18:04;

Mógł się wściekać, tym mocniej, im z większą mocą docierało do niego, że sam był winien całej tej sytuacji. Jak łatwo było przerzucać odpowiedzialność na okoliczności, na zobowiązania, na nią, kiedy tak naprawdę jedynym sabotażystą każdego podjętego przez niego działania, był on sam i jego pycha. Ślepa wiara w to, że wszystko da się załatwić, o ile tylko wystarczająco się komuś pogrozi albo wystarczająco się zapłaci. Plata o plomo, czyż nie tak mówił przed laty Escobar? Nie wyszedł na tym najlepiej; powinien był zatem działać inaczej, przebieglej, ale pewna konsekwencja w działaniu mu na to nie pozwalała, a teraz zbierał burzę, którą zasiał wiatrem. Milczał, wyczuwając kłamstwo Martinez, nie pierwsze zresztą. Kiedy się tacy stali? Wiedział kiedy, mógł wskazać dokładną datę. Ba, Elia sama mogłaby ją wskazać, gdyby tylko przyjrzała się bliżej dokumentom, które przeglądała, a które być może przegapiła. Tak było dla niej lepiej. Ramirez był jednak zbyt rozdarty pomiędzy chęcią ponownego poniżenia jej, a zamartwienia się o jej dobro. Wciąż stał, z całkowitą pustką w głowie, oscylując na granicy chęci przyznania się do wszystkiego. Zrzucenia z siebie ciężaru, że pożary to jego wina, że to na jego polecenie podłożono ogień. Że z jego winy Mason nie żyje. Miał wyrzuty sumienia? Nie wiedział, czym są. Ale trapiło go to o tyle, że tak naprawdę sam stworzył sobie sztuczny problem. Powinien był tutaj od samego początku po prostu przyjechać z Elią i wtopić się w tłum, zamiast uciekać się do podstępów. Odpuścić sobie przedawnione zemsty w imię dawno już zapomnianych spraw. A jednak było już za późno, kości zostały rzucone.
Nic nie odpowiedział na słowa Elii. Dopiero po dłuższej chwili ruszył się z miejsca i wrócił do przedpokoju, gdzie zdjął w końcu płaszcz, choć nie rękawiczki. Upewnił się raz jeszcze, że drzwi są zamknięte i potarł oczy palcami, na chwilę łapiąc się u podstawy nosa i ściskając lekko, jakby spodziewał się, że to przyniesie ulgę. Powolnym, niemal spacerowym krokiem, wkroczył z powrotem do salonu. Schował dłonie w kieszenie spodni i oparł się ramieniem o framugę, znowu jedynie patrząc. Jej oczy były tak samo zmęczone jak jego. Zabrał jej wszystko i co zrozumiał w tej chwili, wcale nie był z tego powodu zadowolony.
Muszę ci coś powiedzieć — odezwał się nagle, a jego głos przeciął ciszę. Czy się domyślała, że to jego wina? Nie była głupia. A jednak gdy zapytała wprost, zaprzeczył, wciąż taplając się w przeświadczeniu dawnych lat, że nigdy nie kłamał. A jednak to zrobił i czuł, że ona o tym dobrze wiedziała. Znała go przecież jak nikt inny. Nawet jeżeli tej jego lepszej części już nie pamiętała, o co sam zadbał.
To na moje polecenie podłożono ogień — stwierdził bez zbędnych ogródek. Jego spojrzenie ani drgnęło, nie mrugał, obserwując Elię jak wąż. Nie sposób doszukiwać się w jego postawie skruchy czy żalu, nawet jeżeli jakieś wariacje na temat tych konkretnych odczuć zdawały się ogarniać powoli jego myśli nieproszone. — Alejandro zginął u Edamsa — dodał, dopiero wtedy postępując krok do przodu. Przedłużającą się niemiłosiernie chwilę zajęło mu dotarcie do dziewczyny. Przykucnął przy niej i z bliska spojrzał prosto w oczy Elii intensywnie. — Czy ty się mnie boisz? — Zapytał nagle, zupełnie zmieniając temat.


Ostatnio zmieniony przez Diego Ramirez dnia Pon Lip 30 2018, 16:15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Lip 06 2018, 19:20;

Diego był podejrzanie spokojny; to raczej nie było w jego stylu, w każdym razie nie ostatnimi czasy. A mimo tego pozoru opanowania coś jej się w tym nie podobało, jakby bardzo łatwo mógł je utracić i zrobić jej cokolwiek. Tylko czy to miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Było jej wszystko jedno. Nawet jeśli czuła jakieś dalekie echo buntu, w tej chwili zniknęło. Nie mogła skupić się na wszystkich tych myślach, które podtrzymywały ją na duchu kiedy była z daleka od niego. Bo kiedy tylko pojawiał się w zasięgu, miała w głowie pustkę.
Starała się wciąż udawać niewzruszoną. Oparła dłonie na kolanach, żeby nie wychwycił ich drżenia, kiedy oznajmił, że muszę porozmawiać. Mogłaby się zacząć kłócić i szarpać, ale po co? Podniosła na niego wzrok i jedynie czekała, aż zdecyduje się w końcu zdradzić, o czym to chciałby mówić. Miała ochotę parsknąć gorzkim śmiechem, kiedy przyznał się do pożarów, ale zacisnęła jedynie mocniej palce na kolanach. Miał ją za taką głupią? Nie uwierzyła mu wtedy, on teraz nie wierzył już jej. Ciekawe czy domyślał się już, czego szukała w tych dokumentach. Poczuła nagły przypływ odwagi, który zniknął tak szybko, jak Diego się zbliżył.
- I po co to wszystko? - Zapytała cicho, choć kamień spadł jej z serca. Znaleziono tylko jedną ofiarę i był nią Alejandro. Zatem Edams żył, choć nie wyjaśniało to jeszcze, czym się w ogóle Ramirezowi podłożył. Przecież spotkali się tylko przelotnie na festynie... Choć teraz wracając do tego pamięcią, nie była już wcale taka pewna. Zachowywali się wtedy dziwnie. Po głowie kołatało się tylko pytanie "dlaczego?".
Przełknęła ślinę, a cały wysiłek wkładała w to, żeby się od niego nie odsunąć.
- Już nie - odparła krótko, a choć nie przerywała kontaktu wzrokowego z chorą satysfakcją, sięgnęła po papiery i zacisnęła na nich palce, krawędzią uderzając o podłogę i wyrównując w schludny stosik. Podjęła temat dopiero po dłuższej chwili ciszy. - A wiesz dlaczego? Bo już mi obojętne, co ze mną zrobisz - zakończyła, nie opuszczając spojrzenia. Tyle razy już do niej mierzył, tyle razy mógł ją zastrzelić, a wciąż tego nie zrobił. Prawdopodobnie z tego samego powodu, dla którego to ona nigdy nie zastrzeliła jego. Jak łatwo było się odgrażać, kiedy był daleko i wydawało się, że wszystko się ułoży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sob Lip 07 2018, 11:42;

Spokój był pozorny, w dodatku towarzyszyło mu przeświadczenie, że próbuje nim oszukać nie tylko Elię, ale i samego siebie. Działał na nią mniej więcej tak, jak ona działała na niego, z tą różnicą, że w jego przypadku nie było to podszyte nienawiścią w czystej postaci. Chyba powoli zaczynał wierzyć w płomienne zapewnienie o tym, że nie potrafi go znieść, choć w tej chwili tego nie dostrzegał. Zauważał natomiast pewne wyrwy w jej murze obojętności, drżenie dłoni, usilne próby pohamowania odruchów. Znał ją za dobrze, żeby mogła go oszukać, siląc się na emocjonalne zobojętnienie. Dlaczego zatem sam próbował ją w ten sposób zwieść? Pozbawione sensu gierki musiały się w końcu skończyć. Najwyższy czas. Było jednak w jego przypadku za późno na zmiany, potrzebowałby katalizatora, by tak się stało. To wszystko było za mało. Pewnie dlatego po raz kolejny miał ochotę ją zgnieść i ukarać za to, że była. Za wszystkie te emocje, które mu fundowała, a nad którymi nie panował. Za wszystkie błędy, które popełniał z jej powodu. Za wszystko co dla niej robił, a czego nie potrafiła docenić.
Edams coś wiedział. Nie wiem co i nie wiem skąd. Nie chciałbym nadinterpretować sytuacji i przypuszczać, że od ciebie... — zaczął, a jego głos brzmiał prawie łagodnie. Wyciągnął ku niej rękę i troskliwym ruchem odsunął ciemny kosmyk z czoła, wciąż świdrując ją wzrokiem. W jego oczach kryła się hardość, która chwilowo wypłoszyła panoszącą się tam zwykle pustkę. Tak jakby znacząco próbował jej przekazać, że wie więcej niż w rzeczywistości. — A dlaczego spalił się sklep, chyba nie muszę tłumaczyć. Novak mógł sobie wyjechać, ale ja tylko chciałem się upewnić, że nie będzie miał do czego wracać — zakończył, nieznacznie przekrzywiając głowę w lewą stronę. Nie zamierzał tłumaczyć, dlaczego pobił Masona, bo to akurat był najmniejszy problem. Tym bardziej, że powodu właściwie nie było. Jedynie konieczność. Jego śmierć nie była mu wcale na rękę, ale był już tak splamiony krwią, że jedna ofiara w tę czy we w tę nie robiła niestety większej różnicy. Nie chełpił się tym jednak, bo i nie było po co. Nie był okrutny, przynajmniej w swoim mniemaniu, być może dlatego tak drażniło go czynienie z niego czarnego charakteru tej opowieści.
Gniew wrócił. Łagodność zniknęła, przygnieciona i zmiażdżona jak niedopałek przydeptany obcasem. Jego mina już wcześniej niewiele zdradzała, ale w oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Znowu ta sama próba wmówienia mu, że jest jej już wszystko jedno, kiedy on dobrze wiedział, że to tylko kłamstwo mające na celu wyprowadzenie go z równowagi. I jak zwykle jej się udało. Zadawał jej to samo pytanie co jakiś czas, tak jakby coś w tej materii miało się zmienić. Kiedyś odpowiedź brzmiała inaczej. W połączeniu z przeszukiwaniem dokumentów, sprawa przybierała dla Ramireza nieciekawy obrót.
Zła odpowiedź — wycedził. Ręka z włosów przesunęła się na gardło, po czym bezceremonialnie popchnął ją na plecy i wstał, patrząc na nią z góry. I część jego podszeptywała, że tam jest jej miejsce. A ta co bardziej rozsądna część głosiła z kolei, że nie powinien z nią tak postępować. Wiedział, a nie mógł przestać. Jeszcze nie był pewny, której posłuchać. — Kłamiesz. Nie byłabyś taka obojętna, gdyby na szali było życie kogoś innego. — Niemal wypluł te słowa. Kolejną salwę gniewu wzbudzała w nim myśl, że jej obojętność skończyłaby się prędko, gdyby trzymał na muszce któregokolwiek z tych wszystkich przyjaciół, których sobie tutaj rzekomo znalazła. Nikt nie był w stanie jej zrozumieć tak dobrze, jak Diego. Nie wiedział tylko, kiedy to do niej w końcu dotrze i co jeszcze musi jej odebrać. Pochylił się nad nią i złapał ją za twarz, trochę za mocno wbijając palce w skórę i zmuszając, żeby na niego spojrzała.
Czego tam szukałaś? — Zapytał, artykułując dokładnie każde słowo.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pon Lip 09 2018, 19:30;

Nie wierzył jej, zrozumiała to szybciej niż byłaby skłonna przyznać. Drażniło ją to, jak dobrze ją znał, kiedy ona miała wrażenie, w tej chwili, że wcale go nie zna. Nieprzewidywalny w działaniu, wymykał się wszelkim zasadom logiki. Zupełnie jakby ostatnie siedem lat spędziła nie wiadomo na czym, bo potrafiła przywołać tylko niektóre wydarzenia. To nie miało zresztą większego znaczenia, już nie. Liczyło się tylko to, co było tu i teraz, a sytuacja wyglądała koszmarnie.
- A co niby miał wiedzieć? - Zmarszczyła brwi, w dalszym ciągu nie próbując się nawet odsuwać, nie chcąc prowokować żadnych gwałtownym reakcji z jego strony. Nie tyle podtrzymywała tę rozmowę, co była dosłownie zaskoczona. Edams nie miał prawa niczego wiedzieć, bo nikomu poza Felixem nie mówiła nic na ten temat... Mniej więcej w momencie, w którym o nim pomyślała, padło jego nazwisko. Zmrużyła nieznacznie oczy, ale żadna emocja nie odmalowała się na jej twarzy. Spoglądała mu spokojnie w oczy, zastanawiając się, jakim cudem tyle z nim wytrzymała. Tyle razy spoglądała w tę czerń i nie widziała ta nim oprócz pustki. Kwestionowała wtedy wszystko; kiedy człowiek stał się pustą skorupą napędzaną gniewem?
- Niczego nikomu nie powiedziałam, poza tym co powiedziałam Riosowi. Nie uważasz, że to trochę stwierdzenie na wyrost, że mógł mieć jakieś informacje? Nawet gdyby doszukał się do czegoś w prasie, z wszystkiego możesz się łatwo wykłamać, nic na ciebie nie mają - odpowiedziała, sama nie wiedząc, czy chce uspokoić bardziej siebie, czy jego. Nie skomentowała słów o Novaku; ten wyjechał i miała nadzieję, że gdziekolwiek się udał, to tam właśnie pozostanie. Żałowała, że po przyjeździe z Kuby w ogóle się z nim spotkała, ale nie mogła cofnąć czasu. Nie mogła też wiedzieć, jak bardzo się nie myli mniemając, że gdziekolwiek jest, tam właśnie pozostanie.
Nie przewidziała, że ją popchnie, więc poleciała do tyłu nim zdążyła zareagować i jakoś się zaprzeć. Odległość nie była duża, więc nie poczuła bólu, to raczej kwestia upokorzenia, które jednak nauczyła się już znosić. Wezbrała w niej frustracja.
- Obiecałeś - przypomniała mu jedynie. Obiecał jej, że nikomu nic nie zrobi. Powoływanie się na jego uczciwość było naiwne, ale nic innego jej nie pozostało. To nie ból jego palców wpijających się w skórę, ale jego pytanie przyprawiło ją o ciarki. Obserwowała jego gniew, a w niej wzbierała panika. Nie okłamie go, nie nabierze. Poczucie beznadziei znowu ją ogarnęło.
- Sprzątałam - stwierdziła kategorycznie, zaciskając zęby. Złapała go za nadgarstek, próbując zmusić, żeby przestał tak zaciskać palce i by dać sobie ułudę kontroli nad tym, czy jej przypadkiem zaraz nie postanowi udusić. - I tak nie masz tu żadnych ważnych papierów, więc w czym problem? - Zapytała retorycznie, siląc się na spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Wto Lip 10 2018, 14:49;

Nikt nigdy nie znał go lepiej niż ona. Właśnie dlatego musiał zadbać, by zapomniała o tym wszystkim, co kiedyś sprawiło, że go kochała. Że to wszystko wyglądało inaczej, że nie patrzyła na niego jak na swój najgorszy koszmar, tak jak to miało miejsce w tej chwili. A jednak był właśnie tym - przykrym snem, który zajął większą część jej życia. Wiedział o tym dobrze i w swoim egocentryzmie nic z tym nie zrobił, bo ona była tym samym dla niego. Snem, który w pewnym momencie był zbyt piękny, by mógł być prawdziwy, dlatego go zniszczył. Niszczenie wydawało się zawsze dobrą opcją, bo nic poza tym nie potrafił i niczego ponadto nie znał, nawet jeżeli były chwile gdy wierzył, że jest inaczej. Nadzieja bywała zgubną, a on zarzucił ją na własne życzenie. Czas przyniósł ze sobą żal, ale chyba nie docierało do niego jeszcze, że to wszystko miało stanowić koniec. Nie zamierzał na to pozwolić, niezależnie z czym miałoby się to wiązać, to jedno wiedział na pewno.
Nie wiem co, to nieważne. Poznał mnie — odparł, choć jej słowa zasiały w nim ziarno niepewności. Miała sporo racji; nawet jeżeli Vincent coś wiedział, niewiele mógł z tym zrobić. Niezależnie, czy dotyczyło to wycinków z prasy, czy domniemanego pobicia, na nic nie miał dowodu. Słowo przeciwko słowu i solidnemu alibi, które zapewniłaby mu w razie potrzeby Martinez. Być może poleganie na niej w tej sytuacji nie należało do szczególnie odpowiedzialnych posunięć, ale jeszcze wierzył, że nie jest głupia i nie wywinie żadnego głupiego numeru. Nie, kiedy był tak blisko wszystkich jej nowych znajomych. Nie kiedy tak łatwo było tutaj zatuszować morderstwo. Leśna zwierzyna przyjmie zdaje się wszystko, zwłaszcza w tym przykrym zimowym okresie głodu i mrozu.
Owszem. Pamiętaj, że ty też mi coś obiecałaś — rzekł z wolna, wciąż doszukując się w ciemności jej oczu kłamstwa. Podejrzewał, że jest mu niewierna? Na pewno jej już nie wierzył, choć nawet w najdalej posuniętych i najczarniejszych przypuszczeniach, nie zapuszczał się tak daleko, jak sięgała prawda. Gdyby miał wiedzę o tym wszystkim, czego dopuszczała się najsłodsza Elia, z pewnością dwa podpalone punkty nie byłyby jedynymi, które uleciały w eter kilka dni temu.
Papierów? — Powtórzył, nawet nie mrugając. Nie miał podstaw by sądzić, że to kłamstwo, a jednak z jakiegoś powodu całkowicie nie ufał jej słowom. Uścisk na jego nadgarstku pohamował go nieznacznie, oprzytomniał. Mgła gniewu, która zasnuła mu umysł rozrzedziła się i zrozumiał, że robi jej krzywdę. Poluzował uścisk, ale szyderczy wyraz twarzy wciąż jej nie opuszczał. Sięgnął do kieszeni; mogła podejrzewać najgorsze, że sięga po nóż albo rewolwer. Zamiast tego wyjął portfel i z pozornym tylko spokojem wyjął z niego dwie książeczki, po czym otworzył i odwrócił w jej stronę.
Proszę, masz swoje papiery. Tego szukałaś? — Jego głos był lodowaty, a wzrok utkwiony w jej twarzy. Wizy, o które tak się martwiła, a o czym Diego nie miał zielonego pojęcia. Obie na fałszywe dane. Nie dał jej się jednak długo nad tym zastanawiać, bo zamaszyście zamknął paszporty i schował tam, gdzie ich miejsce: poza zasięgiem Martinez. Dotarło do niego właśnie, że niewiele się zmieniło od jego przyjazdu do Rode i gdyby tylko miała wybór, uciekłaby od niego, nie odwracając się nawet za siebie. Spaliłaby bez żalu most, który ich łączył. Miał wrażenie, że jakaś wściekła bestia zamieszkująca jego klatkę piersiową, ryczy z wściekłości. Ostatkami rozsądku powstrzymywał się od zakończenia tego wszystkiego tu i teraz. Jeden strzał. Pozbycie się problemu. Ale było jeszcze coś; ostatnia deska ratunku, po którą miał nie sięgnąć nigdy, bo wiedział, że było to zagranie ryzykowne. Nie sięgał po nie, w każdym razie jeszcze nie. Czekał, co ma mu do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Wto Lip 10 2018, 15:52;

Nie podobało jej się jego spojrzenie. Zakwestinowała w tej chwili wszystko, głównie to, że Ramirez o niczym nie wie. Zupełnie nagle zdjęło ją blade przerażenie. A co jeśli wie? O jej wizycie w sklepie, o odwiedzinach u Riosa. Nie miałby skąd wiedzieć, ale co jeśli? Nie tylko on zaczynał mieć paranoję. Elia zaczynała się już powoli gubić w tych wszystkich kłamstwach i pozorach. Nie wiedziała już, czego właściwie chce, nie miała siły by się nad tym zastanawiać.
- Pamiętam - odpowiedziała szybko, zastanawiając,czy on już wie, że wszystkie te obietnice złamała. Każdą jedną, którą kiedykolwiek mu dała. Czy mogła teraz oczekiwać, że on dotrzyma słowa? Zgubiła się gdzieś w tym wszystkim, zatraciła w nienawiści i urazie zapominając, że ona też nie była w tym wszystkim święta. Pojęła to chyba dopiero teraz, kiedy lodowate słowa wbijały się w jej uszy. Obserwowała go jak zahipnotyzowana, zastanawiając się, co by było, gdyby sobie tego nawzajem nie robili.
Była nawet bardziej niż pewna, że wie o jej rozmowie z Riosem, kiedy zrobił ruch jakby sięgał po broń. Automatycznie zmrużyła oczy i skuliła się, spodziewając ataku, choć przecież nigdy jej nie uderzył, w każdym razie nie w takim kontekście. Wbiła wzrok w papierki, którymi machał jej przed oczami, zupełnie nic z tego nie rozumiejąc. Nie tak miało być. Tląca się nikle nadzieja zgasła. Miała ochotę wyszarpać mu je z rąk i podrzeć na drobne kawałki. Rozgoryczenie i wściekłość zalały ją falą, ale ugryzła się w język. To nie był dobry czas na kłótnię. Diego był wściekły, ona nie mniej; atmosfera zrobiła się gęsta.
- Niczego nie szukałam, ale miło, że poinformowałeś mnie o tym, że masz też moje dokumenty - powiedziała, starając się stłamsić nerwową nutę w głosie i ukryć rozczarowanie. - Kim według nich jesteśmy? Rodzeństwem? - Dodała trochę bardziej szyderczo niż miała zamiar. Pozbierała się z podłogi i upiła łyk wina, jakby miało jej to dodać animuszu i zatuszować, że wcale nie chciała tego powiedzieć. Oczywiście, że chciała uciec, powinien był o tym doskonale wiedzieć. Ale teraz to on trzymał jej domniemaną wizę w garści i mógł zrobić jej dokładnie to samo, co ona chciała zrobić jemu. Pytanie, czy byłby do tego skory? Pokładała chyba zbyt ślepą nadzieję w to, że przez swoje przywiązanie do niej tego nie zrobi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pon Lip 23 2018, 23:35;

Ramirez najwyraźniej nie szafował informacjami równie sprawnie, jak lubił o sobie myśleć. To zabawne; nigdy nie mając się za naiwnego, kończył powoli właśnie jako ktoś taki, zaślepiony przedawnionym już przeświadczeniem, że to, co było kiedyś, wciąż ich obowiązuje. Tak naprawdę wszystko się zmieniło, a druzgoczące poczucie straty jeszcze nie chciało na dobre zagnieździć się w jego życiu, nawet jeżeli powinien się do niego powoli przyzwyczajać. Tak idiotycznie i desperacko próbował wierzyć, że Elia nie kłamie, że naprawdę pamięta o tej głupiej obietnicy. Błąd za błędem; idiotyczne, których można było łatwo uniknąć. Tak dobrze wiedział, jak bardzo słabym czyni pragnienie, więc czemu tak łatwo im się poddawał, wbrew rozsądkowi?
Żaden mięsień jego twarzy nie drgnął, choć myśli pogalopowały śmiało naprzód. A co jeśli miała rację i jeśli przesadzał? Może naprawdę niczego nie szukała, a on swoją podejrzliwością jedynie rozdrapywał rany, które ledwo zdołały się zabliźnić? Jeszcze nigdy tak wiele wątpliwości nie towarzyszyło mu na raz. Tak bardzo chciał wierzyć, że wszystko da się naprawić i przywrócić do pierwotnego stanu, że nie dostrzegał, że to całkowicie niemożliwe. Obserwował w milczeniu jak wstaje, samemu się prostując i nie spuszczając z niej intensywnego spojrzenia. Szydera w jej głosie nie umknęła jego uwadze, choć przypisał ją raczej pitemu przez nią trunkowi, aniżeli samej Elii; być może mylnie. Zresztą tak naprawdę stanowiła ona dalekie echo tego, co mieli przed przybyciem tutaj, a to z kolei sprawiło, że poczuł się niemal sentymentalnie. Niemal.
— Mamy to samo nazwisko, ale do wolnej interpretacji władz zostawię, co to oznacza — odparł z wolna, wyjątkowo postanawiając nie dać się jej sprowokować. Właściwie słowa te brzmiały niemal pobłażliwie; zupełnie jakby nie miał zamiaru prowadzić dzisiaj zaciekłej wojny, mimo że jeszcze przed chwilą wszystko wskazywało na to, że jest inaczej. Zbliżył się do Martinez i wyjął jej z ręki kieliszek, po czym odstawił go na najbliższy blat, jakby naczynie w czymś mu przeszkadzało. Wróciło jego opanowanie, ba, wydawać by się mogło, że nic nie może zakłócić jego idealnego spokoju. Przenikliwe spojrzenie skierował na oczy Martinez, choćby miał ją zmusić do tego, żeby patrzyła prosto w ich otchłań.
— Od pewnego czasu zastanawiam się, kto kogo bardziej tutaj nienawidzi — zaczął, zbliżając się niebezpiecznie; jeśli Elia postanowiła się cofnąć, ruszył w ślad za nią, jakby chciał ją przyprzeć do muru. — Ty mnie, ja ciebie... A może po prostu to ty siebie i wydaje ci się, że nie zauważę zmiany? — Zapytał retorycznie. Ton wyprany z emocji sprawiał, że ciężko było stwierdzić, dokąd zmierza ten wywód. Równie możliwym było, że tak naprawdę donikąd, a Diego jedynie stwierdzał fakty. Sęk w tym, że Diego był do niej przywiązany do stopnia, gdzie mógłby ją teraz zabić tylko po to, by nie poszła szukać szczęścia gdziekolwiek indziej, a co najlepsze, nie widział w tym nic złego. Chciał odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Nie siedział w jej głowie, ale wiedział, że słowa o tym, że jest jej obojętne co z nią zrobi nie są prawdą. Zupełnie jakby przybycie do Rode nagle obudziło w niej nowe pokłady chęci do życia; nawet jeżeli zbudowane na kłamstwie. Nawet jeżeli byle podmuch był w stanie tę budowlę zniszczyć.
— Ale w porządku, demonizuj mnie dalej. Tak jest przecież łatwiej, nawet się nie dziwię — dodał, odsuwając się nagle, a jego słowa przybrały zaskakująco protekcjonalny charakter. Wycofał się aż pod samą komodę, jednak nie tę, w której Elia z takim zapałem dokonywała przeszukania. Odwrócił się na chwilę, by w końcu sięgnąć do jednej z szuflad i przez chwilę tam poszperać. Z pliku papierów wyjął pojedynczą, szarą kopertę. Powinna wiedzieć, że większość ważnych danych trzymali w wersjach cyfrowych, jeśli już. A jednak ten dokument sobie zachował. Wyciągnął do niej rękę, która ściskała papier, tak żeby mogła bez problemu go złapać i przeczytać. Jeśli zdecydowała się otworzyć kopertę, w środku był raport medyczny, zaś sam Ramirez założył ręce i jedynie patrzył, jakby zastanawiał się, czy świat spłonie, czy postanowi zaczekać.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Lip 25 2018, 11:37;

Już się nie odgryzła, nie chcąc naginać niebezpiecznie struny, która mogła z łatwością pęknąć. Zaczynało jej się wydawać, że znalazła jakąś wyrwę w murze, którym Diego się tak zapalczywie otoczył. Wcześniej miała tam wstęp wolny, teraz stale odbijała się od niego, od jego złości, gniewu i nienawiści. Nie musiała tego znosić, a jednak to z jakiegoś powodu robiła. Zamiast więc mówić, znowu napiła się wina, jeszcze nim Diego zabrał kieliszek. Nie cofnęła się, kiedy się zbliżył, patrząc mu w oczy i siląc się na odwagę, której już nie miała. Nie potrafiła w nim czytać jak w otwartej księdze, nie mogła przewidzieć kolejnego ruchu. Tak naprawdę mógł zrobić cokolwiek. W nos uderzył ją zapach jego wody kolońskiej i wpadła w popłoch, znowu będąc niemal pewną, że zaraz wszystkiego się domyśli, jednak jego słowa ją zaskoczyły. Głównie tym, jak trafne były. Wstrzymała oddech.
- To w takim razie chyba mamy coś wspólnego, prawda? - Zapytała szeptem, odpowiadając pytaniem na pytanie. Miał sporo racji; ale miała rację i ona. Bo przecież on też nie pałał sympatią sam do siebie, to jedno wiedziała na pewno. Emocje nim miotały, a on nienawidził nie mieć nad czymś kontroli. I pociągnęłaby tę rozmowę dalej gdyby nie to, że w końcu się odsunął. Szybko, aż za szybko.
- Gdybym demonizowała, to już dawno by mnie tu nie było - odpowiedziała, biorąc w końcu głębszy wdech. Przecież mogła uciec. I być może tak właśnie należało zrobić, Skorzystać z okazji, z fałszywych dokumentów i spróbować... Ale jakaś część jej wiedziała, że to na nic by się nie zdało. Przecież próbowała. Dotarło do niej jednak, że przecież i ta ucieczka stanowiła podpuchę. Zdrada Marii wciąż bolała. Bolało, że jedyną osobą, która była jej zawsze wierna, była też osoba, której nie potrafiła znieść, a która stała teraz przed nią i przewiercała na wylot pustym spojrzeniem.
- Co to jest? - Zapytała, nie od razu sięgając po kopertę. Z wahaniem i nieufnie zacisnęła na niej palce, by w końcu ją otworzyć i wyjąć kilka stronic, które pobieżnie przejrzała. Spojrzała na tytuł, ale medyczna paplanina niczego jej nie mówiła, nie rozumiała więc też, z czym właściwie ma do czynienia. Miała złe przeczucia; na ostatniej stronie widniał jej podpis, ale bynajmniej nie pamiętała, żeby podpisywała tego typu dokument. Sprawdziła datę. Podniosła na Ramireza pytający wzrok znad kartek. - Po co mi to dajesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sob Lip 28 2018, 12:29;

Mieli więcej wspólnego, niż byłaby gotowa dopuścić do świadomości. Łączyły ich długie, wspólne lata, a choć zdawać by się mogło, że nie sposób czegoś takiego wymazać z pamięci, okazało się to dziecinnie proste, czego dowód miała teraz w rękach, niczego nie rozumiejąc. Poirytował się jej słowami, głównie tym, że miała rację. Ukierunkowanie miotającej nim nienawiści na świat zewnętrzny nie wystarczało; jednocześnie nie tylko obdarowywał nią sam siebie, ale też wiedział na jakimś poziomie podświadomości, że postępuje źle. Nie czuł z tego powodu żalu, co prowadziło do sfrustrowania tym faktem, a błędne koło się zamykało. Ludzie popełniają błędy, ale są granice, których nie należy przekraczać. On pozostawił je dawno za sobą, już nie zasługując na to, żeby mu wybaczyć. Poza tym tak naprawdę on wcale tego nie chciał. A może? Co zdążyło się zmienić przez te kilka miesięcy? Czyżby pozostając z daleka od bałaganu, jaki za sobą zostawił, zrozumiał coś? Siedząc w miejscu zapomnianym całkowicie przez boga, nawet tutaj nie przywlekł ze sobą nic ponad złość, a przecież tak nie musiało być. Żałował tylko, że Alejandro musiał się wysadzić w powietrze, żeby to zrozumiał. Ale to wciąż było za mało. Całe życie chełpiąc się tym, do jakiego stopnia potrafi przewidzieć konsekwencje swoich działań odkrył, że to gówno prawda. Niczego nie potrafił przewidzieć. Być może gdyby był mniej uparty, przyznałby teraz Elii rację, o ile pamiętała rozmowę przeprowadzoną przed laty. Wątpił. Zresztą bardzo szybko przeszły mu wątpliwości.
Nie wmówisz mi, że nie próbowałaś się stąd wyrwać. Albo że ktoś ci tego nie zaproponował — uciął natychmiast, uśmiechając się szyderczo i obdarzając ją badawczym spojrzeniem. Nawet jego naiwność w stosunku do niej miała swoje granice. Nawet jeśli sama o tym nie myślała, z obawy, że i tak ją odnajdzie, mógłby się założyć, że Leonel zbawca świata jej to zaproponował na którymś etapie. To z kolei prowadziło go jednak do rozmyślania, dlaczego na to koniec końców nie przystała. Taka zdesperowana, taka zacięta, a mimo to wciąż tu siedziała. Na ile było to celowe działanie, a na ile podświadomość?
Może wydaje ci się, że jesteś sprytna, ale twoja niechęć do mnie jest tak namacalna, że musiałbym być idiotą, żeby ją przeoczyć — dodał po chwili, a w głosie zabrzmiała mu gniewna nuta. Prawdziwy emocjonalny roller coaster, raz za razem, od pierwszego dnia, w którym jego noga postanęła w tym jebanym mieście.
Raport — odparł, wzruszając ramionami, choć nie spuszczając jej z oka ani na sekundę. Niemal fascynującym wydawało mu się to, że naprawdę nie pamiętała zupełnie nic. Powinien być zadowolony z tego faktu; przecież tak właśnie miało być. A jednak dostrzeganie tego braku zrozumienia w jej oczach kończyło się tylko irytacją. Dlaczego nie potrafił być w stosunku do niej konsekwentny? Cichy głos w jego głowie znowu nakazał mu to skończyć, teraz. Póki nie jest za późno... A może już było? — Tylko mi nie mów, że nie pamiętasz — zadrwił, karmiąc się zdezorientowaniem dziewczyny. Chciał ją kiedyś chronić przed piekłem, w które sam ją wciągnął, ale ona nie pozostawiła mu wyboru i musiał je rozpętać na nowo, nawet jeśli mu nie uwierzy. Zwłaszcza, jeśli mu nie uwierzy. Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej telefon, po czym zbliżył się i wyciągnął do niej rękę z urządzeniem. Połowicznie kpiący, a połowicznie pobłażliwy uśmiech niewiele podpowiadał. — Przejrzyj sobie. Może dojdziesz do przełomowych wniosków — rzekł krótko, niskim szeptem. Nachylił się ku niej, wciąż świdrując ją wzrokiem. — Nie jesteś taka święta. Następnym razem zastanów się, kto tak naprawdę jest po twojej stronie — dodał bezgłośnie, by w końcu wyminąć ją, a pogwizdując pod nosem sobie tylko znaną melodię, zniknąć za drzwiami sypialni. Chciał ją na chwilę zostawić samą.


Ostatnio zmieniony przez Diego Ramirez dnia Pon Lip 30 2018, 23:36, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Nie Lip 29 2018, 16:44;

Nie zamierzała mu tego wmawiać, bo byłoby to kłamstwem. Dlaczego właściwie tak się wtedy uparła, że nie ucieknie? Proponował jej to Leonel, proponował nawet Felix. Nie skorzystała, bo nie chciała całe życie uciekać. I pewnie dlatego teraz wciąż tutaj stała, mierząc się z trafnym szyderstwem. Milczenie wydawało się dobrą opcją, właściwie jedyną sensowną w tej chwili. Mogła zaprzeczać, ale i tak by nie uwierzył. Nie miała zresztą siły na pozory, nie, kiedy w ręku ściskała coś, co najwyraźniej powinno jej mówić wiele, tymczasem nie mówiło nic.
- Gdybym była sprytna, to już dawno byś nie żył - odcięła się krótko, również zakładając ręce na piersi. Zastanawiało ją, czy przez myśl mu kiedyś przeszło, że mogłaby go zabić. A może przeciwnie, był tak zaślepiony, że nawet nie dopuszczał do siebie takiej możliwości? W to drugie akurat wątpiła. Poza tym mogła tylko domniemywać, jak często zastanawiał się, czy to jej nie zabić. Nigdy jej tego nie powiedział, ale czasem wydawało jej się, że dostrzega coś takiego w jego oczach i odruchach... Rzadziej miała ochotę mu powiedzieć, żeby w końcu to zrobił.
- Widzę, że raport, sęk w tym, że nic mi nie mówi - odezwała się, teraz już zwyczajnie zaniepokojona. Mimo to zachowała kamienną minę, nie chcąc dawać mu tej satysfakcji. W jaką to okrutną grę chciał ją wciągać dzisiaj? Opuściła ręce po bokach, zupełnie jakby bała się zajrzeć w te nieszczęsne papiery, obserwując nieufnie rękę i telefon. Coś w jego tonie gdy mówił, że "nie pamięta", jej się nie podobało. Ani trochę. Dochodzenie do przełomowych wniosków również, co by nie wspomnieć o enigmatycznym "nie jesteś taka święta". Oczywiście, że nie była, to jedno wiedziała na pewno. Nie odwróciła głowy w jego stronę gdy wychodził, zamiast tego usiadła na sofie i położyła przed sobą na szklanym blacie stołu zarówno telefon jak i nieszczęsny raport, przez chwilę po prostu na nie patrząc i zastanawiając się, czy przeglądanie tego w ogóle ma sens. W końcu sięgnęła po kartki i zaczęła je przeglądać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Nie Lip 29 2018, 18:32;

Kilka pierwszych stronic okazało się jej własnym raportem medycznym, opatrzonym etykietą "kopia". Oryginał prawdopodobnie znajdował się w systemie kliniki, w której przeprowadzano wywiad. Cała dokumentacja została sporządzona w języku hiszpańskim. Ciąg tabel z zaznaczonymi odpowiedziami, dotyczący alergii, zażywanych leków, przewlekłych chorób i tych, które przebyła. Data dokumentu przypadała na listopad 2222 roku i raczej nie wzbudzała zainteresowania, w każdym razie nie było tam niczego ponad to, co dobrze jej znane. Wątpliwości mógł natomiast budzić kolejny dokument, protokół operacyjny, jak głosił tytuł. Co prawda sporządzono go w medycznym żargonie, ale Elia bez trudu mogła rozpoznać swoje dane, a także przebiec wzrokiem po tabeli, w którą wpisano obce jej imiona i nazwiska zespołu medycznego. Data zabiegu przypadała na 24 listopada 2222 roku, a wykonano go w klinice w La Plata. Prócz nazw procedur i wypisanych narzędzi użytych w trakcie, które były dla Elii raczej średnio zrozumiałe, nawet jeżeli była weterynarzem, znajdowała się tam także informacja, że operowano z powodu afazji amnestycznej. Elia mogła jednak bardzo szybko sobie uświadomić, że nigdy nie cierpiała na podobną przypadłość. Dalej znajdował się już tylko wypis z kliniki.
Telefon nie był zablokowany hasłem ani zabezpieczony w żaden sposób. Niczym nie wyróżniający się model Shaysunga, który był obecnie dość powszechnym modelem, z kilkoma rysami na wyświetlaczu. Wyglądało, jakby telefon do kogoś należał. Smsy, spis połączeń, wszystkie wykonane na przestrzeni 2222 roku. Lista kontaktów też wyglądała dla Elii obco, choć nie do końca. Wiele połączeń wybrano do Diego, również z nim prowadzona była większość konwersacji smsowych. Treść nie wydawała się istotna; błahe pogawędki, wymieniane czułości, sekswiadomości. Wszystko to sugerowało, że do kogokolwiek ten telefon należał, był z Ramirezem w zażyłych stosunkach. Dopiero wejście w galerię okazało się strzałem w dziesiątkę; zdjęcia, pogrupowane datami, z okresu od 2219 do 2222. Jeśli Elia zdecydowała się je obejrzeć, szybko rozwiały się wątpliwości co do tego, do kogo należał telefon. Na niektórych zdjęciach był Diego, inne przedstawiały co ładniejsze widoki w nieznanych jej miejscach, były też fotografie potraw i innych przedmiotów, które tylko ktoś zapragnął uwiecznić z jakiegoś powodu. A w końcu cała masa zdjęć, które przedstawiały parę, której w pierwszej chwili mogła nie rozpoznać. Był tam Diego... i sama Elia. Roześmiani, obejmujący się, szczęśliwi, jakby to było zupełnie inne życie, zupełnie innych, obcych ludzi. W końcu znalazło się i kilka selfie samej Elii, co już dobitnie świadczyło o tym, kto jest właścicielem urządzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pon Lip 30 2018, 20:44;

Nie rozumiała przede wszystkim tego, po co mu takie papiery. Za nic nie mogła sobie przypomnieć, żeby w tamtym czasie ktoś przeprowadzał z nią taki wywiad... Kartkowała dość bezmyślnie pierwsze strony, bo ich zawartość była jej raczej znana, a odpowiedzi pokrywały się z jej faktycznym stanem zdrowia. Tym samym uświadomiła sobie, że choć w jej pamięci zapisał się rok 2222, to z jakiegoś powodu nie mogła przywołać żadnych konkretów z tamtym okresem związanych; dopiero po chwili z trudem dogrzebała się do wspomnień ze świąt, sylwestra... Ręce zaczęły jej się jednak trząść, kiedy tylko oczy dotarły do tytułu "protokół operacyjny". Miała wrażenie, że to jakiś kiepski żart. Opis miał dotyczyć jej osoby, ale nic się nie zgadzało, wszystko było bez sensu. W pierwszym odruchu sięgnęła po własny telefon żeby sprawdzić, czym jest afazja, ale to wszystko brzmiało tak nieprawdopodobnie, że jedynie poirytowana cisnęła urządzenie w kąt kanapy. Przeczytała całość kilka razy, ale żadne sensowne wyjaśnienie nie przychodziło jej do głowy, która zresztą z nerwów zaczęła ją łupać, jakby miała potężnego kaca. Z duszą na ramieniu odłożyła kartki, by sięgnąć po telefon, obecnie wciąż bardziej skołowana. Daleka od zrozumienia, o co Diego mogło chodzić, przeszukała telefon, pobieżnie czytając smsy i przeglądając kontakty; właściwie jedynie ją to zirytowało. Czyj to był telefon? Po co jej to pokazywał? Mogła wywnioskować tylko tyle, że zwyczajnie ją zdradzał, ale nietrudno było się domyślić, że w tej chwili niewiele ją to obchodziło. I w dalszym ciągu nie tłumaczyło niczego. Już na sam koniec postanowiła wejść w galerię, bardziej z obowiązku niż faktycznej ciekawości. Miała ochotę po prostu wziąć to wszystko i wyrzucić przez okno; tak bezużyteczne były to informacje. Kolejny stek kłamstw, którym najwyraźniej Ramirez zamierzał coś ugrać.
Szybko zmieniła jednak zdanie, widząc wszystkie te fotografie, których robienia zupełnie nie pamiętała. I może mogłaby podejrzewać, że to jakieś sprytne fotomontaże, ale w takiej ilości... Zamarła, a jej plecy oblał zimny pot. Chyba słyszała, jak serce wpada jej do żołądka, ale niczego już nie była pewna. Każde kolejne zdjęcie, które po przeciągnięciu dotykowego wyświetlacza ukazywało się jej oczom, przerażało ją coraz bardziej. Już nawet nie to, jacy szczęśliwi byli, jak idiotycznie wyglądający na idealnych, tak ją deprymowało . Najgorsze było to, że za nic nie mogła sobie tego przypomnieć. Tak jakby faktycznie tam była, ale z jakiegoś powodu nie mogła przywołać żadnych konkretów. Spoglądała na ekran spodziewając się, że to wcale nie ona, tylko jakaś obca dziewczyna, ale zdjęcia były aż nadto wymowne, a na jej szyi pysznił się tak dobrze jej znany wisiorek. Co to wszystko miało znaczyć? Połączenie faktów przychodziło jej w tej chwili z trudem, była zbyt wzburzona i zaczęło ją mdlić. Co on jej do cholery zrobił? Wyprał mózg? Miała wrażenie, że za chwilę się udusi, więc podeszła do okna i otwarła je na oścież, oddychając płytko i starając się uspokoić galopujące nerwy. Zrobiło jej się słabo. Trwała tak przez krótki moment, przymykając oczy i odliczając od stu do jednego. Kiedy dotarła do końca, porwała z kanapy zarówno dokumenty jak i jej domniemany telefon, po czym starając się zachować rzeczowość, wspięła się po schodach i wpadła z impetem do sypialni. Nienawidziła tego pomieszczenia. Całe pachniało tylko i wyłącznie Ramirezem, kładła się spać otulona jego zapachem i tak też wstawała. Powoli doprowadzało ją to do obłędu.
- Coś ty mi zrobił?! - Warknęła, podchodząc do niego i oskarżycielsko wpychając mu papiery w ręce. Jeśli ich nie złapał, to się rozsypały, nie dbała o to teraz. Wiedziała, że o to mu pewnie chodziło, o wyprowadzenie jej z równowagi. Ale nie mogła zachować spokoju, nie potrafiła. W oczach zalśniły jej łzy frustracji, ale zagryzła wargę i obiecała sobie, że nie pozwoli sobie teraz na taką słabość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Wto Lip 31 2018, 01:08;

Gdybym była sprytna, to już dawno byś nie żył
Bardzo chciał, żeby wypluła te słowa, ale po chwili doszedł do wniosku, że prędzej czy później sama ich pożałuje. A wówczas nauczka będzie cenniejsza. A chociaż chciał zobaczyć jej reakcję na to, co jej wręczył, zostawił ją samą. Zniknął za drzwiami sypialni, dając ułudę chwilowej prywatności. Podszedł do szafy i rozpiął koszulę, chcąc wrzucić na grzbiet coś wygodniejszego. Wiedział rzecz jasna, że samo zobaczenie całego tego materiału, pewnie na niewiele się zda. Zabieg miał być trwały, a choć spełnił swoje zadanie doskonale, Ramirez żałował każdego cholernego dnia, odkąd do niego doszło. Mógł wskazać, w którym miejscu popełnił błąd, a choć najchętniej winą obarczyłby kogokolwiek, tylko nie siebie, życzenie to nie mogło się nigdy ziścić. Trzy długie lata, odkąd na ich własne życzenie wymazał z jej głowy wszystko to, co miało jej się z nim dobrze kojarzyć, które zdawały się równią pochyłą. Krawędzią okazał się przyjazd tutaj. Nie planował, że do tej rozmowy dojdzie akurat dzisiaj, ale zakładał możliwość, że prędzej czy później tak się stanie, mimo iż ostrzegano go, że ma tego nie robić. Lekarz zaznaczał, że to mogłoby przywrócić część wspomnień; chyba trochę na to liczył, nawet jeśli wiedział, że takie nadzieje są płonne. Parę dni temu uruchomił więc stary telefon Elii, naładował go, a ten miał czekać na dobry moment. Dzisiejszy dzień takim zdecydowanie nie był, ale w tej chwili traciło to już znaczenie. Potrzebował, żeby do niego wróciła. Był egoistą, a przy okazji chyba masochistą, skoro pozwolił sobie na taki ruch i patrzył przez tyle czasu, jak wszystko się pali i leży w gruzach. Wiedział że nie zasługiwał na to, co przez jakiś czas mieli, a nadarzył się pretekst, by to wszystko zniweczyć, zatem to właśnie zrobił. Bo przecież to robił najlepiej. Częściowo też dlatego, że chciał ją chronić, ale jakże absurdalnie to teraz brzmiało!
Przyłapał się na tym, że nasłuchuje co dzieje się w salonie. Nie było w nim miejsca na poddenerwowanie czy nadzieję, to raczej ciekawość w czystej postaci. Nie śmiał nawet zastanawiać się, co by było, gdyby zdjęcia uruchomiły lawinę wspomnień. I nie zamierzał, świadom jak bardzo destrukcyjna byłaby taka myśl. Starał się nie wracać do tego, co było wtedy, niejako odcinając się od lepszych czasów. Przywykł do niechęci Martinez, czasami przyjmował ją z satysfakcją. O ile łatwiej było traktować ją dokładnie tak, jak miał ją traktować z zamierzenia: jak zabawkę. Nie partnerkę, a gdzieś po drodze właśnie tym się stała. W końcu jednak stanął przed wyborem i go dokonali. Z konsekwencjami mierzyli się aż do teraz.
Zwrócił głowę w stronę Elii, która zjawiła się w pomieszczeniu jak chmura burzowa. Gniewna i sfrustrowana, wyczytał to bez trudu. Zagubiona i teraz niczego już niepewna; skutki uboczne zabiegu wciąż gdzieś pałętały się po jej organizmie, zatruwając osąd rzeczywistości. Uprzedzano ich, że taka ingerencja jest inwazyjna, że to może wszystko zmienić. I faktycznie zmieniło wszystko. Diego przekrzywił nieznacznie głowę i wbił w nią pobłażliwy wzrok. Nie złapał dokumentów. Posypały się kaskadą na podłogę, lecąc we wszystkich możliwych kierunkach.
Ja? Zupełnie nic — Skwitował kpiąco, by po chwili pochylić się i sięgnąć po odpowiednią kartkę, gdy już udało mu się ją namierzyć. Podniósł ją na wysokość oczu. — Roberto Suarez, przecież jest tu napisane — odczytał, niemal uroczystym tonem nazwisko lekarza, który według papierów miał dokonywać operacji.
I jak? Zupełnie nic ci się nie rozjaśniło? Cóż za niefart. Ten jeden jedyny raz, gdy lekarz mógł spartaczyć robotę, akurat musiał się spisać — zironizował. Nie mógł się powstrzymać przed drwiną, ale nie było nawet takiej potrzeby, bo wiedział doskonale, że cokolwiek powie, Elia i tak mu nie uwierzy. W jej głowie był antagonistą, a żadne słowa nie mogły tego zmienić. Na twarzy zatańczył mu niewyraźny uśmiech. To nie była ulga; ulgę poczuje dopiero wówczas, gdy okaże się, że to się da odwrócić.
Domyśliłaś się chyba, że afazja to ściema? — Zapytał, czubkiem buta spychając kartki pod szafę i spoglądając na Martinez intensywnie. — Zgodziłaś się na to, Elia. Z własnej, nieprzymuszonej woli — dodał, nawet nie mrugając. Podszedł do niej powoli i wyciągnął rękę. Jeśli pozwoliła łzom płynąć, to je otarł. Wiedział, jak to wygląda. Jak kolejna manipulacja. — Zabrali ci wszystko. Myśl po myśli, z trzech lat. Zostawiając tylko to, co najgorsze. Taka okrutna i ohydna rzecz, którą można zrobić człowiekowi. — Jego głos brzmiał upiornie czule. Czerpał perwersyjną przyjemność z tego, że musi wyglądać jakby kłamał, że te słowa zabolą. Na samym końcu, o wszystkim i tak będzie musiała przekonać się sama.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Sie 01 2018, 21:32;

Kartki wymykające jej się z placów i lecące na podłogę stanowiły w tej chwili jakąś bardzo kiepską metaforę jej życia - przesypało jej się pomiędzy palcami i leżało w nieładzie u jej stóp. Otwarła usta, ale nie mogła nic powiedzieć. Niczego nie rozumiała; wszystkie teorie, które rodziły jej się w głowie gdy przeglądała materiały, uciekły gdzieś w kąt, zastąpione prostą myślą: jeśli to była prawda, to ile tak naprawdę z tego co się wydarzyło, należało tylko do niej? I kim w ogóle była? Nie jesteś taka święta. Drażnił się z nią, czy mówił prawdę? Patrzyła na niego, a oczy zaszły jej mgłą. Spodziewała się, że zaraz się roześmieje, albo zarzuci kolejną kpiną, ale w tej chwili one nawet do niej nie docierały. Uleciała z niej cała złość i cała odwaga, którą w sobie budowała.
- Kłamiesz - stwierdziła bez przekonania. Sama miałaby się na to zgodzić? Nic tutaj nie pasowało. - Dlaczego miałabym się zgodzić? - Zapytała cicho, nie chcąc podnosić głosu, bo zdradziłaby wówczas, jak bardzo się on trzęsie. Łzy popłynęły kompletnie nieplanowane, zanim zdążyła je powstrzymać, ale ani drgnęła pod naporem jego dotyku. Nie podniosła na niego wzroku, wbijając go gdzieś w jego pierś. Absurdalne; przecież i tak wiedział, że płacze. Tak żałośnie słaba i zagubiona, czuła do siebie odrazę, ale nie mogła zrobić nic, by to powstrzymać.
Naprawdę mu nie wierzyła, ale nadzieja opuszczała ją bardzo szybko. To tłumaczyło, dlaczego nie mogła przywołać żadnych konkretów z tamtego okresu.Mogła powiedzieć, że sporo się wtedy uczyła, albo spędzała czas z z takimi czy innymi ludźmi, ale żadna twarz nie chciała się zmaterializować w jej głowie. Żadna emocja z tym związana. Dotychczas nie zwróciła na to uwagi, podchodząc do tego zupełnie tak jak do lat spędzonych w sierocińcu, z których poza kilkoma wyraźnymi sytuacjami nie mogła zbyt wiele przywołać. Urwane obrazy, strzępki rozmów... To wszystko sugerowało, że Diego najpewniej ma rację. Ale to dalej nie tłumaczyło, dlaczego to wszystko i po co. Zakręciło jej się w głowie. Odsunęła się od Ramireza i usiadła ciężko na łóżku, kryjąc twarz w dłoniach.
- Powiedz mi tylko dlaczego teraz mi o tym mówisz. Jaki masz w tym cel. Chyba, że to tylko kolejna twoja gierka, a jeśli tak, to nie mam już na to siły - powiedziała w końcu. Była zmęczona tym wszystkim. Zmęczona swoją niechęcią i natłokiem myśli, z których każda dotyczyła tego, jak pozbyć się problemu w jego postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Czw Sie 02 2018, 14:56;

Była tak widocznie rozbita, że przez krótką chwilę, raptem ułamek sekundy poczuł litość. Ale potem przepadła tak szybko, jak się pojawiła. To nie był czas na takie słabości. Zabił je w sobie, żeby nie komplikować już i tak skomplikowanej sytuacji. Z chwilą gdy dotarło do niego, że zabieg się udał, nawet nie musiał o to pytać. Widział to w jej oczach i już wtedy wiedział, że zmieniło się wszystko i utracił tym samym ostatni bastion tego, co czyniło go lepszym. Żadne pieniądze nie mogły mu zagwarantować powrotu do tamtego czasu i zmiany podjętej decyzji, zatem od trzech lat sączył piwo, którego sam sobie naważył, swoją wściekłość przelewając na Elię, tak jakby była czemuś winna. Bo mogła się wtedy nie zgodzić, a jednak to zrobiła, nawet jeśli ze względu na niego. On z kolei mógł podjąć inną decyzję, ale wtedy był zbyt zaślepiony rodzinnym dziedzictwem, by tak postąpić. Nie rozumiał wtedy jeszcze, że to Elia stała się jego rodziną, a przynajmniej miała się nią stać. A potem zaczął się koniec.
Bo mnie kochałaś. Kochałaś tak mocno, że uznałaś, że możesz to poświęcić, jeśli zajdzie taka potrzeba. — Jego uśmiech poszerzył się nieznacznie. Prawda czy fałsz? Zdawał sobie przecież sprawę, że w tej chwili musi to dla niej być niepojęte, tak jak dla niego wciąż niepojętym było, że da się kogoś darzyć tak sprzecznymi uczuciami jednocześnie. Było mu lepiej z tym, że zrzucił z siebie w końcu ciężar tej tajemnicy, ale mimo wszystko za mało mu ufała, by to mogło coś zmienić. Nie do końca taki był plan; pierwotnie zakładał, że uchyli rąbka tajemnicy, kiedy już wyjadą z Rode, ale nie mógł pozwolić sobie na to, żeby dłużej czekać. Robiło się niebezpiecznie, a nawet on zaczynał mieć dosyć tej obustronnej, zażartej wojny, która wyniszczała ich już prawie od trzech lat. Potrzebował jej całej, nie raptem jej cienia.
Już ci powiedziałem dlaczego. Nie jestem ślepy — roześmiał się nisko, a w śmiechu tym nie było nic wesołego. Zwrócił się w jej stronę i przykucnął między jej kolanami, odejmując jej ręce od twarzy i patrząc w oczy. — Nie oszukasz mnie. Znam cię lepiej niż ktokolwiek na tym świecie. Rode dało ci fałszywe poczucie bezpieczeństwa. To nie jest twoje miejsce, a ty nie jesteś sobą i gdzieś w głębi duszy dobrze o tym wiesz — szepnął, ujmując jej policzek i gładząc skórę kciukiem w geście czułości zadziwiająco jak na niego delikatnym. Przesunął dłoń za ucho i wplótł palce we włosy. Czy mógł mieć na myśli jej wyskoki, kłamstwa, którymi go karmiła? Niby niczego nie był w stanie udowodnić; niczego nie wiedział, nie był wszechwiedzący. Ale intuicja mu podpowiadała, że coś jest nie tak. Takie rzeczy się po prostu wie, choćby nie wiem jak go zapewniała, że to paranoja. I choć na wiele z nich mógł przymknąć oko ze względu na zaistniałą sytuację, tak jego cierpliwość powoli się kończyła.
Nie wiem, czy to się da odwrócić, ale obiecuję ci, że zrobię wszystko, żeby tak się stało. A kiedy już wrócisz do siebie pojmiesz, jak bezcelowa jest ta szarpanina i jak wielki błąd popełniasz, zwracając się przeciwko mnie — dodał. Największym absurdem jego słów było to, że mówił prawdę. Ale kiedy spoglądało mu się w nieprzeniknione, czarne spojrzenie i wsłuchiwało w jego głęboki głos, nie można było pozbyć się wrażenia, że bardzo pragnie się w to wszystko wierzyć, ale nie musi się to okazać prawdą.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pon Sie 13 2018, 11:51;

Słyszała co mówił, ale sens tych słów jej umykał. Zupełnie jak wtedy, kiedy przyjechał, przy ich pierwszym spotkaniu, mówił jej, jak to naprawdę było. Kolejne pozory legły w gruzach, burząc kruchy spokój. Kochać nigdy nie przeszłoby jej przez gardło, w kontekście Ramireza szczególnie. A jednak wydawał się taki spokojny i pewny gdy to mówił, że prawie chciała w to wierzyć. Zrzucić odpowiedzialność za to wszystko na głupie uczucia, które nie mieściły jej się w głowie. Ale mimo chęci nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, że mogłoby być tak, jak to właśnie starał jej się przedstawić Diego.
- Czemu mam ci wierzyć? - Zapytała jedynie. Miała świadomość, że kiedyś było inaczej, ale zakrawało to na jakieś legendarne określenie, którego nie mogła sprecyzować. Inaczej, to znaczy jak? Czy samo to nie oznaczało, że mówił jej właśnie prawdę? Chciała zaprotestować, nie zgodzić się. Powiedzieć mu, że niczego o niej nie wie, że nie wie do czego jest zdolna. Że w Rode jest jej tak dobrze, jak jeszcze nigdy nie było. I że przeciwnie, właśnie dopiero teraz jest sobą. Jednak niepewność została już zasiana i nie było od tego odwrotu. Coś było nie tak, telefon był tego najlepszym dowodem, a próby zaprzeczenia temu byłyby przecież czarowaniem rzeczywistości. Kolejne łzy utorowały sobie drogę przez jej policzki, jakby delikatność z jaką ją traktował tylko pogarszała sytuację. Kolejna fala nienawiści do samej siebie zatrząsnęła nią w posadach.
Kiedy była mała, wydawało jej się, że nie wie już kim jest. Lata zajęło jej zrozumienie, że to że nie zna rodziców jej w żaden sposób nie definiuje. A teraz znów stawała przed takim samym problemem, czując się, jakby jej własne wspomnienia nie należały do niej i była intruzem we własnym ciele. Pochyliła się i oparła czoło o ramię Diego, zostając tak przez chwilę i starając się uspokoić, wciągając głęboko jego znienawidzony zapach.
- Jeśli kłamiesz, pewnego dnia pożałujesz każdego słowa - szepnęła jedynie po dłuższej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pon Sie 13 2018, 15:51;

Chyba spodziewał się po niej większych protestów i mniejszego spokoju, zgadywał jednak, że po prostu była już zbyt zmęczona na kłótnie. Być może też po prostu mu nie wierzyła, co tylko potwierdziły jej słowa pełne wątpliwości. Nie spodziewał się, że mu uwierzy, zatem jedynie rachitycznie się uśmiechnął.
— Nie rób tego — odparł krótko, bezbarwnie. Tak naprawdę wcale nie potrzebował w tej chwili jej wiary. Ta przyjdzie z czasem. Gniew przygasł, ciężar noszony przez niego od tylu lat w końcu został zrzucony z barków, nawet jeżeli był to raptem początek. Dopiero okaże się, czy pozbył się go permanentnie, czy jedynie na krótką chwilę. I zamierzał się tym zająć od razu, chcąc zająć myśli czymś, co nie będzie dotyczyło powolnego procesu utraty kontroli nad wszystkim, czego dotykał. Zła passa musiała się w końcu kiedyś odwrócić.
Pogłaskał ją po karku, kiedy się o niego oparła, a choć nie mogła widzieć jego uśmiechu, to na jej słowa poszerzył go znacznie. Pożałujesz.
— Kiedy to wszystko się skończy, zobaczymy, kto będzie żałował, mi amor. — Jego głos zabrzmiał niemal ciepło i serdecznie, ale nie trzeba być szczególnie domyślnym, by rozpoznać w nim coś na kształt groźby. Odsunął ją od siebie delikatnie, kładąc ręce na ramionach i przyglądając jej się przez chwilę. Wyglądała tak mizernie. — Prześpij się, to ci dobrze zrobi. Mam coś do załatwienia — dodał, prostując się. Rzucił przez ramię słowa pożegnania, po czym wyszedł z sypialni i zszedł na dół. Nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, ale nie miał wyboru; jeśli nie odpowiadają ci reguły gry, musisz je zmienić i to też zamierzał uczynić. Włożył płaszcz i zniknął za progiem mieszkania.
    | z/t oboje

Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Mieszkanie nr 4, Ramirez

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie Emmy
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga
» Biuro i mieszkanie Gwen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-