Share|

Mieszkanie nr 4, Ramirez

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Czw Lis 30 2017, 20:25;




Mieszkanie nr 4

Przestronne mieszkanie typu loft, usytuowane na czwartym (i ostatnim) piętrze, w całkiem porządnej kamienicy. Utrzymane w ciemnych kolorach, o wysokim jak na Rode standardzie. Na próżno doszukiwać się tam jakichś osobistych drobiazgów, czy ozdób mających uczynić je bardziej przytulnym. Urządzone w stylu, który można by uznać za nowoczesny tak ze sto pięćdziesiąt lat temu, ale Diego i tak spędza tam niewiele czasu. Składa się z salonu łączonego z kuchnią i jadalnią, na półpiętrze natomiast natknąć się można na sypialnię i łazienkę. Mieszkanie jest dobrze zabezpieczone przed włamaniami, skrywa bowiem mały arsenał bardzo nielegalnej broni, poukrywanej tu i ówdzie. Umowa najmu jest podpisana na fałszywą tożsamość człowieka Diego.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Gru 22 2017, 14:33;

/ z hodowli
Zdziwił ją taki dobór przykrywki Diego, ale nie skomentowała. W takim razie powinna się przywyczaić do posiadania zmartwionego jej miejscem pobytu brata...
Niczego nie powiedziała od momentu jego znaczącego "przecież wiesz", zacisnęła jedynie usta w wąską kreskę. To był cios poniżej pasa, a on zrobił to z premedytacją. Wiedziała jednak, że to nie jest dobre miejsce na rozmowę, mimo, że jak okiem sięgnąć nikogo nie było na horyzoncie. Była przy tym ciekawa, gdzie w ogóle ją zabiera.
Zamarła, gdy stwierdził, że załatwił to po swojemu. Nie mogła jednak uwierzyć, że zabił Leonela. Po prostu nie przyjmowała tego do świadomości.
- To znaczy? Będą mnie łączyć z jego śmiercią, wiesz o tym? - Zapytała, postanawiając ująć sprawę w ten sposób. Być może wcale nie domyśli się, że zależy jej na tym, żeby Rios jednak żył? Nie wybaczyłaby sobie, gdyby komukolwiek, kto okazał jej tutaj dobroć, stała się jakakolwiek krzywda.
Chciała zapytać, na jakim miejscu i przez krótką, przerażającą chwilę pomyślała, że być może chce ją wywieźć z powrotem do kraju. Spanikowała. Co prawda gdzieś tam z tyłu głowy miała świadomość, że taki dzień nastąpi, ale nie wyobrażała sobie po prostu zniknąć, bez żadnego pożegnania. Chociaż... Może tak byłoby prościej? Poza tym w takim razie wolałaby chyba zniknąć, zanim wróci Felix. Nie miałaby serca gnębić go jeszcze tym.
Kiedy zdążyła się z tym już pogodzić zauważyła, że wcale nie wyjeżdżają z Rode, a zmierzają do dzielnicy południowej. Uparcie milczała, bijąc się po drodze z myślami. Nie miała najmniejszego nawet pojęcia, co teraz z nią będzie, albo co Diego zamierza. Nie bała się już jednak. Ostatnie miesiące przyniosły tylko i wyłącznie zmęczenie całą tą sytuacją. Wolała już chyba, żeby się to w końcu rozwiązało, niezależnie od tego, co by to miało oznaczać.
Miejsce do którego zmierzali, okazało się mieszkaniem Ramireza.
- Przyjechałeś do Rode sam? - Zdziwiła się, wchodząc do środka i nie zastając nikogo innego. Wątpiła w taki stan rzeczy. Diego zawsze miał pod ręką jakichś ludzi. Choćby po to, żeby ich poświęcić zamiast siebie. Zdjęła kurtkę i rozejrzała się po mieszkaniu, rzucając okrycie na sofę w salonie. Założyła ręce na torsie i spojrzała na niego.
- Co teraz? Wracamy do Buenos Aires? Czy zabijesz mnie od razu? - Zapytała, chcąc mieć w końcu jakieś rozeznanie w sytuacji. Przecież nie wykonała zadania. Co ją teraz czeka? - Wspominałeś coś o zabieraniu się od złej strony. Co to znaczy? - Dopytała jeszcze, bo uznała jego słowa za zastanawiające. Pewnie nie musiał niczego jej wyjaśniać, ale równie dobrze mógł to zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Gru 22 2017, 19:12;

Momentami Diego żałował obrania roli krewnego Elii. Z drugiej jednak strony, czy to cokolwiek zmieniało? Niekoniecznie. Im bardziej sprzeczne informacje będą mieli ludzie w miasteczku, tym mniej sensu będą miały ewentualne pogłoski na ich temat. Zresztą, czy ktoś się tym tutaj tak naprawdę przejmuje, poza znudzonymi życiem staruszkami?
Roześmiał się jedynie na słowa o łączeniu jej ze śmiercią policjanta. Oczywiście, że tak. Może motyw byłby wówczas bardzo naciągany, ale z pewnością zostałaby dogłębnie prześwietlona, a wtedy na jaw mogłyby wyjść inne, dziwne powiązania. Jej kartoteka też figurowała przecież w systemie... Nawet jeśli tylko pod lakonicznym stwierdzeniem, że jest powiązana z panem Ramirezem. Tutaj jednak wkraczał do gry jego ulubiony aspekt całej historii - brak jakichkolwiek dowodów.
Z wszelką rozmową wstrzymał się, zanim wejdą do mieszkania. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że Elia mogła sądzić, że już wracają do Argentyny. Chciałby, bardzo. A najbardziej, żeby było jak kilka miesięcy temu. Wiedział jednak, że chwilowo to niemożliwe i pozostawało się zastanowić, czy również Elię planuje wyprowadzić z błogiej nieświadomości i nadziei na powrót w rodzinne strony.
Zamknął dokładnie drzwi, a pilotem zasunął rolety antywłamaniowe. Zdjął kapelusz z głowy i odłożył na komodę.
— Nie — odparł jedynie, sięgając ku zapięciom rękawiczek. Nie wdawał się w szczegóły. Jeszcze nie wiedział, czy może jej dalej ufać. Zdjął okrycie z dłoni i je również odłożył na komodę, po czym wolnym i nonszalanckim krokiem, zbliżył się do Elii z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zdejmował te cholerne rękawiczki, które stanowiły jego ochronę przed światem zewnętrznym, tylko przy niej. Albo wtedy, kiedy chciał zrobić komuś coś bolesnego, gołymi rękoma.
— Zabić? — Uniósł lekko brwi i skrzyżował ręce na szerokim torsie.
— Musimy sobie wyjaśnić kilka rzeczy, mi reyna — rzekł w końcu, jakby czytając w jej myślach, po kilkunastu długich sekundach przyglądania się jej. Dobry Boże, tak bardzo tęsknił za jej widokiem, że mógłby teraz stać i patrzeć na nią całą noc, tylko po to, by kontynuować rano. A najchętniej posiadłby ją, tutaj, tak jak stali. Na podłodze. Gdziekolwiek.
A jednocześnie chciał ją zabić za to, co był w stanie dla niej poświęcić.
Jego słowa były na tyle enigmatyczne, że równie dobrze mogła pomyśleć po usłyszeniu ich, że naprawdę planuje ją teraz zamordować za to, że nie podołała zadaniu.
— Wszystko sprowadza się do tego, że nie było żadnego zadania. To był tylko pretekst, żeby wywieźć cię za granicę — odszukał wzrokiem jej spojrzenie. Był ciekaw, czy dostrzeże tam to samo poczucie zdrady, które widział tylko dwa razy. Gdy dowiedziała się, że to on ją porwał, oraz kiedy zastrzelił jej drogą przyjaciółkę.
— Rios to mój problem, nie twój. Właściwie nie chcę, żebyś z nim jeszcze kiedykolwiek rozmawiała — kontynuował, dość jasno dając tym samym do zrozumienia, że Leonel żyje. Jednocześnie wypatrywał na jej twarzy jakiegoś rodzaju ulgi na te słowa.
— Chciałem ci zrobić na złość. Ukarać cię za to, że chciałaś uciec. Za złamanie obietnicy. Okazuje się jednak, że zamiast kary, wyświadczyłem ci przysługę, czyż nie? Nic tak nie łączy, jak wspólny wróg — jego ton był podejrzanie spokojny, a Martinez jako ktoś, kto znał go od lat, powinna wiedzieć, że to bardzo zły znak. — W końcu miałaś kompana do nienawidzenia mnie. Doszłaś do jakichś nowych wniosków? Wciąż taplasz się w niechęci do mnie, za zastrzelenie twojej siostry? — Dodał, teraz już tonem podszytym kpiną. Chciał ją sprowokować. Śmiało, niech mu to wykrzyczy w twarz, jak za dawnych, starych czasów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sob Gru 23 2017, 11:49;

Powstrzymała się od cofnięcia o krok, gdy podszedł. Ani drgnęła, wlepiając w niego spojrzenie, w którym nie było już jednak strachu, tylko ciekawość. Właściwie zdziwiła ją gotowość Diego do złożenia jej jakichkolwiek wyjaśnień. Milczała w oczekiwaniu na nie, zupełnie niepewna tego, co zaraz się stanie.
- Wywieźć za granicę? - Powtórzyła za nim jak echo, jakby chciała się upewnić, czy się przypadkiem nie przesłyszała. Każde jego kolejne słowo doprowadzało ją do bladej furii, która osiągnęła apogeum, kiedy stwierdził, że wyświadczył jej przysługę. Niczego jednak jeszcze nie powiedziała, ważąc słowa. Dobrze wiedziała, że łatwo jest powiedzieć za dużo, a potem odwrotu nie będzie. Zarejestrowała, że Rios żyje, więc chociaż na tym jednym polu mogła odetchnąć z ulgą. Na razie.
Bo skoro go nie zabił, to za to z pewnością przedstawił mu szczegóły planu. Z perspektywy Elii, Leonel mógł już nigdy więcej się do niej nie odezwać, grunt, żeby Diego przestał na niego czyhać z powodu jakiejś głupiej, przedawnionej zemsty, za coś co stało się jeszcze zanim się urodził. Jakoś nie do końca dotarło do niej znaczenie słów o tym, że nie było żadnego zadania. Żyła z tym od kilku miesięcy i świadomość, że to wszystko było kłamstwem, była dla niej nie do pomyślenia.
- Jaki wspólny wróg? Ty? - Wtrąciła, chcąc się upewnić.
Nie było jednak miejsca na spokojną rozmowę tam, gdzie została wspomniana Maria. Chciał ją sprowokować? Udało mu się.
- Jak śmiesz ją w ogóle wspominać? - Syknęła, patrząc na niego nienawistnym wzrokiem. - Nie schlebiaj sobie. Nie nienawidzę cię. Problem w tym, Diego, że nie czuję do ciebie kompletnie niczego. Nic a nic. Jesteś mi obojętny. Z chwilą, w której pociągnąłeś za spust i zabiłeś jedną z niewielu osób, na której mi na tym pieprzonym świecie zależało, stałeś się dla mnie równie martwy, co przez ciebie Maria - wycedziła, ściągając gniewnie brwi.
- Zabij mnie za to, jeśli chcesz. Zrób co uważasz za słuszne. Ja z tobą w każdym razie nigdzie już nie pojadę. Bo gdyby zależało ci na mnie kiedykolwiek chociaż w połowie tak, jak lubiłeś twierdzić, to nigdy nie podniósłbyś na nią ręki - zbierało jej się na płacz, ale nie dała mu tej satysfakcji. Zostały rozdrapane rany, które zdążyły się już powierzchownie zagoić. A teraz on miał czelność zjawiać się tutaj i dalej krzywdzić ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sob Gru 23 2017, 14:27;

Elia w dalszym ciągu nie znała całej prawdy, nie powinno więc dziwić go jej wzburzenie. Mimo to i ona doprowadziła go do furii i to jednym, krótkim zdaniem. Niczego do ciebie nie czuję. To było oczywiste kłamstwo, musiało nim być. Zapragnął nagle, by pożałowała tych słów. Cofnął się o kilka kroków, milcząc. Wydawał się przyjąć to gorliwe zapewnienie o braku uczuć, całkiem spokojnie. Powiódł wzrokiem po pomieszczeniu i zatrzymał go na dłużej, na ozdobnej lampie. Złapał za nią, po czym rzucił o przeciwległą ścianę, a szklany trzon lampy i żarówka  rozbiły się z głośnym trzaskiem. Jedynie abażur się zachował, zapobiegawczo tocząc się gdzieś w zapomniany kąt.
— Nic nie wiesz. Nic — odparował, podnosząc głos.
— Jesteś taka kurewsko naiwna — wykrzyknął. — Myślisz, że skąd Maria miała dojścia do ludzi, którzy mieli statki, którymi mogłybyście uciec?! — Zapytał, rozkładając ręce.
— Nie wiesz. Oczywiście, że nie wiesz! — Roześmiał się szyderczo.  — Twoja ukochana Maria pozazdrościła ci wygodnego życia i skontaktowała się z konkurencją. Chciała cię sprzedać, Elia! Za pieniądze! Tę przyjaźń, którą tak wysoko cenisz! — Zakpił, patrząc jej w oczy, na wypadek gdyby przyszło jej do głowy, że mógłby kłamać. Poza tym sama dobrze wiedziała, że nigdy tego nie robi.
— Kartel z Córdoby zaoferował jej całkiem ładną sumkę za podstawienie cię. Dobrze wiedzieli, że będą mnie mogli tobą szantażować — zacisnął ręce w pięści. Nie mógł uwierzyć, że w głowie Elii to on grał rolę czarnego charakteru, kiedy w rzeczywistości, nóż w plecy wbił jej ktoś, kogo wciąż hołubiła.
Jednym susem pokonał dzielącą ich odległość, po czym złapał ją oburącz za głowę. Niekoniecznie delikatnie. Zbliżył swoją twarz do jej, tak, że prawie stykali się czubkiem nosów.
— Nigdy więcej nie próbuj podważać tego, że mi zależy — syknął cicho, wyraźnie artykuując każde słowo, po którym nastąpiła dobitna pauza. Wiele złych rzeczy robił, bo musiał. Jeszcze więcej robił, bo chciał, bo sprawiało mu to przyjemność. Nie miewał wyrzutów sumienia, a moralność była kwestią śliską i plastyczną, podobnie jak honor. Ale przy niej przynajmniej nigdy nie musiał niczego udawać. Pewnie dlatego była mu taka droga. Oczywistym było, że ktoś będzie to chciał w końcu wykorzystać. I dopóki nie odstępował jej na krok, wszystko było w porządku. Wystarczyła chwila nieuwagi, jadu i niepewności, którą zasiała ta mała suka, Maria, a wszystko prawie szlag trafił.
Właściwie myśleniem o tym, sam wpędził się z powrotem w ślepą uliczkę gniewu. Odsunął się od Elii.
— Wysłałem cię tutaj, żebyś była bezpieczna, na poczekaniu wymyślając bajeczkę o zadaniu, żebyś miała jakieś zajęcie. Ale ty nie marnowałaś czasu — odwrócił się do niej na chwilę tyłem, próbując opanować wściekłość, która w nim narastała, nie mogąc znaleźć ujścia. Chwycił za srebrny świecznik i rzucił nim w obraz, rozbijając szkło, którym był powleczony. Odwrócił się do Elii, a ona mogła zauważyć, że oczy, które zazwyczaj były beznamiętnie lodowate, teraz wydawały się płonąć. Oddychał ciężko, mierząc ją wzrokiem.
— A może nawet liczyłaś, że się nie pojawię? I że będziesz mogła zostać sobie z szanowanym gliniarzem? — Prawie wypluł ostatnie słowo. Owszem, sam ją tutaj przysłał. Ale co z tym zrobiła było już jej decyzją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sob Gru 23 2017, 17:42;

Zasłoniła ręką usta, gdy sięgnął po lampę i wzdrygnęła się, kiedy gruchnęła o ścianę. Ciekawe, co na to sąsiedzi? Miała nadzieję, że niewielu z nich znało hiszpański. Nie wyglądała jednak na szczególnie przejętą jego wybuchem. Zdarzało mu się to już, całkiem często. Z czasem takie rzeczy przestawały robić wrażenie, a jak już się wykrzyczał i porzucał czym popadnie, zwykle się uspokajał. Zwykle.
Początkowe słowa Diego wzięła za przytyk, ale im dłużej mówił, tym bardziej kręciło się jej w głowie. Oparła się nawet o bok kanapy.
- Nie wierzę ci - odpowiedziała, podnosząc brodę nieco wyżej. Ramirez miał dużo wad, ale faktycznie jedno trzeba mu było przyznać. Nie kłamał.
Rzeczywiście nawet nie pomyślała o tym, skąd Maria może mieć tego typu znajomości. Wiedziała też, że wielokrotnie, odkąd Elia zamieszkała z Ramirezem, koleżanka wyrażała swoją dezaprobatę dla takiego postępowania. Nie znosiła Diego, a im bliżej niego Elia była, tym większy wyrastał pomiędzy nimi mur. Martinez nigdy jednak nie pomyślałaby, że przyjaciółka, ktoś bliski, kogo miała za siostrę, mógł tak ją zdradzić.
Byłą rozbita i w takim szoku, że nawet nie chciało jej się płakać. Dawno tego nie robiła. Kiedy Diego tak nagle się zbliżył, gorąco uderzyło jej do głowy. Wyglądało na to, że jej cały pobyt tutaj opierał się na cholernie błędnym założeniu... Zamarła na chwilę, jak zahipnotyzowana wpatrując się w bezdenną pustkę jego oczu. Nie podważała tego, że mu zależy. Chciała go po prostu wkurzyć, tak jak ta sztuka udała się jemu.
Gdy się odsunął, sięgnęła po cukiernicę stojącą na stole i cisnęła nią w pobliskie lustro. Pękło w drobny mak.
- Aha, i co jeszcze? Może mi powiesz, że to dla mojego dobra kazałeś mi uwodzić Riosa? - Teraz i ona podniosła głos. Dławienie w sobie emocji było obecnie ostatnim, co chciała zrobić.
- Nie miej do mnie pretensji o coś, co sam kazałeś mi zrobić! - Odkrzyknęła, gwałtownie gestykulując. Pominęła kwestię tego, że istotnie do Riosa coś czuła. Była gotowa to wszystko w sobie stłamsić, byle wszystko wróciło do normy i nic się nikomu nie stało.
- To wszystko twoja wina. Gdybyś od początku był ze mną szczery, nic z tego wszystkiego nie musiałoby mieć miejsca. Ale nie! Musisz zawsze prowadzić te swoje gierki, tak jakbyś nie mógł zaakceptować, że czasem pójście po najmniejszej linii oporu to też jest jakaś taktyka - wykrzyczenie mu tego wszystkiego w twarz było oczyszczające. Teraz już nawet nie dbała o konsekwencje, musiała dać w końcu upust targającym nią emocjom.
Ostatnia wypowiedź przebrała jednak miarkę.
- Nie będę tego słuchać, wypuść mnie stąd! - Stwierdziła kategorycznie, ruszając w stronę drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Nie Gru 24 2017, 12:01;

Diego był z kolei przekonany, że gdzieś w głębi duszy Elia dobrze wie, że to musi być prawda. Przykra i gorzka, ale wciąż prawda, znacznie więc lepsza, niż nawet najpiękniejsze kłamstwo, którym zresztą była cała jej przyjaźń z Marią. Gdyby potrafił być bardziej empatyczny, być może pomyślałby nawet, że musi być przykro dowiedzieć się, że ktoś, dla kogo przyjęłoby się kulę, był gotów cię sprzedać za odpowiednią sumę.
Z beznamiętną miną podążył wzrokiem za szybującą cukiernicą, która w istocie cukiernicą nie była, gdyby tylko Elia zechciała się jej przyjrzeć nieco dogłębniej. Spojrzał na kobietę, nawet nie drgnąwszy, gdy rozbiło się lustro. No proszę, kolejne siedem lat nieszczęścia.
— Zniszczyłaś właśnie towar za sto patoli — oświadczył spokojnym tonem, wciąż świdrując ją czernią spojrzenia. Nawet nie zerknął na unoszący się w powietrzu, miałki, biały proszek. Względnie się uspokoił, choć tylko do czasu, gdy Elia zaczęła krzyczeć. Tak naprawdę oni chyba po prostu uwielbiali się ze sobą kłócić i to w bardzo głośny i efektowny sposób, wśród odłamków szkła i sprzętów domowych.
— Zawsze byłem z tobą szczery — wycedził jedynie, porażony tym, że w jakimś sensie miała rację, której w swoim uporze jeszcze na pewno jej nie przyzna.
— Myślisz, że tylko ty masz prawo poczuć się zdradzona? Chciałaś uciec. Obiecałaś, że tego nie zrobisz, ale nie dotrzymałaś słowa. Skoro wtedy kłamałaś... Kiedy jeszcze nie powiedziałaś mi prawdy? — Zapytał, a jego głos znowu stał się podejrzanie niski i cichszy, kontrastujący z krzykiem Elii. Dyskomfort sprawiała myśl, że ktoś, komu zacząłeś ufać, okazał się tego zaufania niegodny. Bardzo chciał, żeby wyprowadziła go z błędu.
Gdy ruszyła do drzwi, roześmiał się jedynie.
— Choćbym miał cię tutaj zamknąć na siłę, nigdzie nie pójdziesz. A wiesz dlaczego? — Zapytał retorycznie, zwracając się w stronę drzwi. Powolnym krokiem ruszył w jej stronę. Nie spieszył się, nie było takiej potrzeby. Na jego twarzy wykwitł nawet kpiący uśmiech.
— Bo jesteś moja. — Zbliżył się do niej i pchnął lekko na drzwi, kładąc dłonie płasko po obu stronach jej głowy. Przez chwilę jedynie patrzył i przyszpilał ją wzrokiem, rad, że w końcu miał ją tutaj ze sobą i wszystko mogło wrócić do normy. — I lepiej żebyś o tym pamiętała — szepnął, nachylając się, wprost do jej ucha. Na krótką chwilę złożył głowę na krzywiźnie jej szyi. Choć nie było to intencjonalne, w jego głosie zabrzmiało bardzo dalekie echo groźby. Nie był jednak na tyle naiwny by łudzić się, że ją przy sobie na siłe zatrzyma. Chociaż...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Wto Gru 26 2017, 21:34;

Pewnie w końcu to do niej dotrze, z czasem. Bo na razie nawet nie chciała o tym myśleć. To było z jej strony bardzo dziecinne podejście, taktyka, którą opanowała do perfekcji. Łatwo było sobie wszystko wypierać, ale prędzej czy później będzie musiała skonfrontować się z prawdą. Tak było w przypadku jej relacji z Felixem, z Marią, z Leonelem... A co z Diego?
Owszem, lubili się kłócić. W całym tym szaleństwie była jakaś metoda. Krzycząc na siebie i rozwalając co popadnie łatwiej było sobie poradzić z tym, co między nimi było. Dziwna mieszanina nienawiści, pożądania i uzależnienia od siebie nawzajem, która ich zarazem odpychała i przyciągała. Być może jakaś dziwna, toksyczna miłość też tam była, o ile którekolwiek z nich było do niej w ogóle zdolne.
Zamarła zanim podszedł i poczuła się jak w pułapce, z której nie było ucieczki. Wstrzymała oddech i wydawało jej się, że słyszy, jak serce głośno tłucze się jej w piersi, przypominając o tym, że żyje i jeśli dalej będzie tak igrać z ogniem, może przestać. Ale wprawianie go w złość i krzywdzenie, tak jak on krzywdził ją, było uzależniające.
- Jeden, jedyny raz, kiedy cię okłamałam to było wtedy, gdy powiedziałam, że interesuje mnie czy żyjesz, czy nie - syknęła jadowicie, patrząc mu wyzywająco w oczy. Fryzura jej się rozwaliła i włosy leciały do oczu, ale to nie miało teraz znaczenia. Jej oczy ciskały gromy. Chciała się uwolnić i oddalić od niego, żeby nie mógł jej znowu przekabacić, sącząc słodką truciznę do jej uszu. Manipulacja wychodziła mu równie sprawnie, co oddychanie.
Chciała się wyrwać, ale była jak skamieniała, kiedy położył na niej głowę. Ponownie zalały ją mieszane uczucia. Nie pozwoliła im przejąć nad sobą kontroli i wysunęła się zwinnie z pułapki jego objęć.
- Nigdy ci nie wybaczę, że posłałeś mnie tutaj na nic, Diego. Choćbyśmy mieli umrzeć w tym samym łóżku, nawet wtedy ci nie wybaczę. Nigdy! - Ponownie podniosła głos. I na cóż było to wszystko? Nerwy, łzy, zagubienie. Zatraciła się w nienawiści do niego za to, co zrobił Marii, karmiła się nią. A teraz nawet to jej zabrał, podobnie jak możliwość dalszego pobytu tutaj na tych samych warunkach.
Z tym przebaczeniem, to nie była do końca prawda, ale i nie kłamstwo. To były po prostu wykrzyczane w gniewie słowa, nic więcej. Tak naprawdę gdyby nie wybaczyła jemu, to znaczyłoby, że i sobie nie wybacza. Poza tym straciła już nadzieję na to, że ich losy mogą się rozejść. O ile trudniej żyłoby się jej, chowając urazę? On jej nie pozwoli odejść, wiedziała o tym.
Nie czekała aż się wścieknie, tylko odwróciła się na pięcie i zupełnie nieracjonalnie poszła do łazienki. Zamykając za sobą drzwi, chciała dać sobie czas na uspokojenie się. Zablokowała zasuwkę, po czym odkręciła lodowatą wodę i ochlapała twarz, opierając się o umywalkę. Nie pomogło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 15:43;

Trawił jej słowa przez chwilę, nie okazując tego, jak bardzo nim wstrząsnęły. Od czasu śmierci matki, Elia była chyba jedyną osobą, którą jego egzystencja obchodziła trochę bardziej, niźli pracowników, którzy choć lojalni i dbający o jego interesy, bo oznaczały dobrobyt i bezpieczeństwo także dla nich i ich rodzin, najbardziej troszczyli się o siebie. Ramirez zastanawiał się, czy to szczere słowa, czy raczej Elia świadoma tego, gdzie uderzać, powiedziała to w ślepej złości. Przeciwstawiał się jej spojrzeniu, ale jego oczy ponownie stały się zupełnie puste, jakby nie kryły się za nimi żadne emocje. Niespodziewanie zwinął rękę w pięść i uderzył z całej siły w drzwi, zaledwie kilka centymetrów od miejsca, w którym jeszcze przed chwilą znajdowała się głowa Elii. Obecnie już jej tam nie było, bo wyślizgnęła się z jego objęć.
Ból go otrzeźwił. Beznamiętnie zerknął na rozbite kostki dłoni, które nie miały szans w starciu z metalową powierzchnią drzwi antywłamaniowych, jedynie powleczonych imitacją jakiegoś drewna. Z pewną fascynacją przyglądał się krwi i ranom, które ozdobiły mu dłoń, nie odwrócił się też w stronę Elii, gdy tak gorąco zapewniła go o braku przebaczenia. Ważył jej słowa, słysząc, jak zamyka za sobą drzwi od łazienki. Był bliski roześmiania się. Czyli jednak nie był jej obojętny. Mogła go darzyć najszczerszą i najgorętszą nienawiścią, jaka istniała na tym świecie, a uznałby to za znacznie lepsze, niż zupełna obojętność. Rozwalona skóra na ręce zaczęła krwawić coraz mocniej, Diego podszedł zatem do zlewu w kuchni i opłukał rany chłodną wodą. Rozprostowując i zaciskając znowu palce, czuł, jak ręka pod naporem zimna drętwieje. Sęk w tym, że Diego nie potrzebował jej przebaczenia, bo sam nigdy nie znalazł w sobie dla niego miejsca. Uważał je za zbędne, kolejne puste słowo, którego ludzie używali chcąc się lepiej poczuć sami ze sobą. A to, czy mu przebaczy czy nie, będzie zatem tylko jej ciążyło na sercu, kiedy już opuszczą Rode. Elia za dużo wiedziała, zatem nawet, gdyby z jakiegoś powodu miała się Ramirezowi znudzić, albo kategorycznie stwierdzić, że być z nim już nie chce, musiałby ją zabić.
Nie poszedł do tej łazienki, przynajmniej na razie. Oboje powinni się uspokoić, bo pozabijają się, zamiast dojść do porozumienia. Zamiast tego otworzył barek i nalał sobie tequili do szklanki, nie kłopocząc się nawet kieliszkiem. Napił się, a gdy tylko alkohol żywym ogniem zapiekł go w gardle, wolnym krokiem wrócił do salonu, gdzie rzucił okiem na zniszczone sprzęty i kokainę rozsypaną pod ścianą. Proszek osiadł na meblach. Przejechał palcem po komodzie, po czym zlizał z palca. To był dobry towar, szkoda było nawet takiej ilości. Najwyżej każe Jorge to pozbierać i zetrzeć razem z odłamkami, przynajmniej nic się nie zmarnuje. Ćpuny zapewne kupią tak czy owak. Kopnął kawałek porcelanowej skorupy, która została po strzaskanej lampie. Westchnął ciężko, po czym znowu upijając łyk trunku, poczynił kilka kroków w stronę drzwi do łazienki. Oparł się o nie ramieniem. Problem Elii polegał na tym, że tak bardzo starała się usprawiedliwić samą siebie, że nie zauważała, że z czasem Diego przestał nią manipulować. Sporo z rzeczy, które się wydarzyły, były wynikiem decyzji podjętych przez nią. Co zabawne, zwykle pokrywały się z tym, czego chciał Ramirez. To mogło być jednak wynikiem spędzonego ze sobą czasu.
— Na twoim miejscu jeszcze raz bym się zastanowił, czy to co powiedziałaś, jest zgodne z prawdą — odchrząknął, po czym rzucił do zamkniętych drzwi. Z pewnością go słyszała, strumień wody, który słyszał z wnętrza raczej go nie zagłuszył. Wbił wzrok w trzymaną szklankę, jakby samym tylko tym chciał to szkło rozbić.  Wypił resztę duszkiem, krzywiąc się nieznacznie.
— Nie lubię, kiedy histeryzujesz — dodał, odchodząc na chwilę od drzwi. Odstawił szklankę na blat w kuchni, by sięgnąć po broń z tłumikiem, leżącą w jednej z szuflad. Wrócił do drzwi łazienki i przestrzelił lichy zamek. Tuż po tym, drzwi stanęły otworem. Pomieszczenie było duże, a umywalka znajdowała się po prawej stronie, stąd też minimalne ryzyko, że mógł trafić Elię. Miał swoje powody, żeby nie zostawiać jej po takiej wymianie zdań zbyt długo samej. Już raz próbowała mu wywinąć numer, drugi raz nie mógłby jej na to pozwolić. Wbił w nią wzrok.
— Już? Skończyłaś? — Zapytał, rozkładając ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 16:20;

Nerwy zaczynały z niej schodzić i zaczeła się niekontrolowanie trząść. Chłodna woda pomogła jej tylko trochę, ale z pewnością uchroniła od gorszego wybuchu. Zostawiła ją włączoną, jakby chciała zagłuszyć poczynania Diego w salonie.
Nie były zgodne z prawdą, chciała go tylko doprowadzić do takiego stanu, w jakim sama się znalazła. Dlaczego tylko ona miała cierpieć z powdu takiej dotkliwej zdrady? Uświadomiła sobie jednak bardzo szybko, że Diego nie połknął haczyka, a ona naprawdę zwyczajnie histeryzuje. Powinna była się opanować, zanim zrobi coś jeszcze gorszego. Skrajne emocje nigdy nie były dobrym doradcą, ciężko było im się jednak nie poddawać w takich chwilach jak ta. Podniosła wzrok na swoje odbicie w lustrze, zastanawiając się, kim w ogóle tak naprawdę jest, bo teraz sama nie była już niczego pewna. Zgubiła się w tym, kogo udawała, kim była naprawdę i kim się stała. Te trzy osoby, choć tak różne, przenikały się teraz i każda miała zupełnie inny cel. Co gorsza, żadna z nich nie zamierzała rezygnować.
Odskoczyła z okrzykiem zaskoczenia od umywalki, kiedy usłyszała stłumiony strzał, a drzwi się otwarły. Przywarła do ściany, po czym zsunęła się poniej zrezygnowana, patrząc z dołu na Diego.
- Nie lubię, kiedy zachowujesz się jak psychopata - odgryzła się słabo. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego do jasnej cholery ten jeden raz, kiedy była jej potrzebna, nie wzięła ze sobą podarowanej jej broni. Została w sypialni, pod łóżkiem, gdzie z pewnością nikomu do niczego się nie przyda, a już na pewno nie jej. Czy byłaby go w stanie zabić? Pewnie nie. Ale sama świadomość takiej możliwości być może okazałaby się całkiem pomocna. Zerknęła na broń w jego ręce, zapragnąwszy nagle, żeby ją po prostu zastrzelił i ukrócił tę całą pojebaną sytuację. Kiedy poczuła się na tyle pewnie by wstać, to też uczyniła, posiłkując się ścianą, która wydawała się być obecnie jedyną stabilną rzeczą w jej życiu. Ignorując ostatnią uwagę, zakręciła wodę, która wciąż uparcie spadała z pluskiem do umywalki. Odwróciła się w końcu do niego, tyłem opierając się o kant zlewu. Pokiwała głową.
- Po prostu... - Westchnęła, przymykając na chwilę powieki. - Jak długo planujesz tutaj zostać? - Zapytała w końcu.
- Zamierzasz dokończyć to, co zacząłeś? - Dodała po chwili, nie bezpośrednio pytając po prostu, czy naprawdę chce zabijać Riosa. - Co teraz będzie? - Powiedziała z naciskiem, zbliżając się do niego z rękami założonymi na biuście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 16:57;

A może cała zabawa polegała na tym, że on nie zachowywał się jak psychopata, tylko nim był? Wątpliwe, choć zapewne jego ofiary mogłyby się z tym nie zgodzić. Nie miał jednakże żadnych zmian w mózgu, które mogłyby o tym świadczyć, a to jaki był, było tylko i wyłącznie zasługą środowiska, w jakim się wychował. Można byłoby długo mówić o tym, że to nie wychowanie o nas świadczy, a to, co wynosimy z domu, możemy dowolnie zmienić. Niestety nie dało się tego odnieść do każdej sytuacji i ta właśnie taką była.
Obserwował Elię zachłannie, jak drapieżnik, który upatrzył sobie właśnie wyjątkowo smakowity kąsek.
— Jak długo będzie trzeba. Nie mogę go na razie zabić, bo nie możemy wyjechać, a zatuszowanie tej śmierci będzie kłopotliwe. To nie jest Buenos Aires, gdzie takie rzeczy zamiata się pod dywan, bo trzy czwarte gliniarzy jest przez nas opłacanych — wyjaśnił, pozornie poczytując słowa Elii nie jako zatroskanie o Riosa, a o sam wynik końcowy zadania. Mogła więc chwilowo odetchnąć z ulgą.
— Muszę się skontaktować z kimś stąd, kto da się skorumpować na tyle, żeby pokazać, jak się sprawy mają. Ktoś w Rode na pewno para się czymś nielegalnym na większą skalę, nie wierzę, że nie. Tutaj się nie da inaczej wzbogacić — westchnął, pobieżnie zerkając na rozwaloną rękę. Krew zakrzepła, ale dłoń była nieprzyjemnie zaczerwieniona. Nie było to jednak choćby w połowie tak dotkliwe, co rozwalony nos.
— Rios... Okazał się wcale nie być tym, za kogo go brałem — rzucił w końcu, marszcząc brwi. Nieco uważniej zaczął przyglądać się Elii, obserwując jej reakcję. — Na razie jednak nikt mnie jeszcze nie szuka, więc chyba nie jest aż tak głupi, jak sądziłem, że może być — wzruszył ramionami, nie spuszczając z Martinez oka. Chwilowo Diego nie miał czasu na przedawnioną zemstę, zbyt pochłaniała go kwestia rosnącego w siłę kartelu w sąsiedztwie Buenos Aires. Skoro sprawy pogorszyły się na tyle, by go tutaj na razie zatrzymać, nie było dobrze. Na razie jedyne co mógł zrobić, to podstawić konkurencję glinom, co też uczynił, samemu zmywając się z ich radarów. Jaki będzie jednak tego wynik? Na to będzie trzeba najpewniej zaczekać jeszcze trochę.
Gdy się zbliżyła, co wziął za pewną poprawę sytuacji, wycofał się aż za próg, by ruszyć do salonu. Uznał za oczywiste, że ma za nim podążyć. Odłożył broń na przeszklony stolik, a sam rozsiadł się wygodnie na skórzanej sofie, zakładając ręce za oparcie.
— Teraz? Nic — odparł swobodnie, przekrzywiając głowę w bok.  — Wszystko musi być tak, jak było. Poza tym oczywiście, że nie ma już potrzeby, żebyś w ogóle widywała się z Riosem. Nawet nie sądziłem, że to narobi w mieście aż tyle hałasu — wystukał palcami prawej dłoni, tylko sobie znany rytm. Czerń jego spojrzenia wciąż wertowała jednak Martinez, doszukując się  jej zachowaniu choćby zalążka emocji pozytywnych w stosunku do policjanta. Drink nieco go rozluźnił, więc nie był już skłonny do złości. Właściwie doszedł nawet do wniosku, że ewentualne uczucia Elii niczego nie zmieniają. Czyż Leonela nie miała odwiedzić pewna urocza, najwyraźniej czymś zatroskana dama?
— I zamieszkasz tutaj, ze mną. Jestem przekonany, że Felix jako twój przyjaciel doskonale zrozumie, że zdecydowanie wolałabyś poprzebywać z dawno niewidzianym hermano — błysnął w uśmiechu zębami, których biel kontrastowała z jego śniadą karnacją. Wszystko samo się układało, elementy pasowały do siebie. Do Rode przyjechał w interesach brat, który ukrócił gorszący społeczeństwo związek Elii i starszego od niej mężczyzny. Zupełnie tak, jak obiecał przemiłej staruszce, która wyzionęła ducha na podłodze swojego przytulnego domostwa.
— Chodź tu — rzucił krótko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 17:28;

Owszem, odetchnęła z ulgą, choć starając się tego nie okazać nawet drgnięciem powieki. Teraz jej priorytetem zdecydowanie było rozegranie sprawy tak, żeby nikt na przyjeździe Diego do miasta nie ucierpiał. Elia nie wiedziała jeszcze o tym, co spotkało Vincenta i nieszczęsną sąsiadkę Riosa, nie zapowiadało się też, by miała się dowiedzieć. Ze słów Diego wywnioskowała natomiast, że Leon musiał przynajmniej wylądować w szpitalu. Co najmniej. Skoro przeżył, nie widziała innej opcji. Ramirez miał ciężką rękę, a choć nigdy empirycznie się o tym nie przekonała, na własne oczy widziała nieraz, do czego potrafił być zdolny.
- Ktoś mi coś kiedyś wspominał o jakimś Johnie Silverze - powiedziała ostrożnie. Istotnie, jako pierwszy wspomniał go jej chyba kiedyś Felix. Mogłaby przysiąc, że Rios też o nim wspominał. Być może był to jakiś trop. W każdym razie im bardziej Diego będzie zajęty interesami, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że zainteresuje się tymi, których bezpieczeństwo było Elii drogie.
Podążyła w milczeniu do salonu, ale nie usiadła, wciąż z założonymi rękami przyglądając się Diego.
- W tym mieście wszystko robi dużo hałasu. Im bardziej soczystą plotkę da się z tego wyciągnąć, tym większe prawdopodobieństwo, że wszyscy się o tym dowiedzą - sprostowała. Zarejestrowała fakt, że broń została odłożona na stolik, ale nie przyglądała się jej nawet. Serce zaczęło jej bić szybciej. A gdyby tak...
- Diego, mam tylko nadzieję, że od Novaka będziesz się trzymał z daleka - zmieniła temat, zmuszając się do tego, żeby nie patrzeć na pistolet. - Bardzo mi pomógł, nie chcąc niczego w zamian. Nie chciałabym żeby jemu, albo jego babci, cokolwiek się stało - wyjaśniła. To akurat była najszczersza prawda. Nikt jej dawno nie okazał tyle dobroci. Pominęła całkowicie uczucia Felixa z przyczyn oczywistych. Poza tym miała nadzieję, że gdy Novak już wróci, raz na zawsze się z niej wyleczy.
Kiedy powiedział, żeby do niego przyszła, serce załomotało jej jeszcze szybciej. Zaczynała się martwić, że nawet Ramirez je usłyszy, że jej własne, zdradzieckie ciało odkryje przed nim jej zamiary. Ruszyła się z miejsca po krótkiej chwili wahania. Chcąc nie chcąc musiała przejść obok stolika, a tym samym broni, która kusiła swoim kształtem i możliwościami... Nawet się nad tym nie zastanawiając, poderwała ją ze stolika i wycelowała w Diego, stając naprzeciwko niego. Odległość była bardzo niewielka, Elia praktycznie stała pomiędzy jego kolanami, mierząc prosto w głowę. Bardzo pożałowała tego odruchu, bo wiedziała, że teraz już nie może się wycofać. Problem polegał jednak na tym, że gdy już wymierzyła, to dotarło do niej, że przecież nie może... Ręka jej drgnęła.
- Obiecaj, że nikomu nic nie zrobisz, Diego - powiedziała w końcu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Sro Gru 27 2017, 19:35;

Na to, by nikt nie ucierpiał, było już jednak za późno. Martinez mogła jednakowoż próbować go powstrzymać przed tym, co dopiero miało nastąpić. Faktem było jednak, że jego dotychczasowe wyskoki związane były tylko i wyłącznie z jej osobą, a skoro Elia już się odnalazła, nie było potrzeby w brutalny sposób dochodzić prawdy. Ciężko było jednak przewidzieć, co przyniesie czas.
Diego odnotował w pamięci to nazwisko.
— Kto ci o nim wspominał? — Zainteresował się nagle. Przypuszczał, że tym kimś był Leonel i odczuwał chory rodzaj satysfakcji, gdy Elia o nim mówiła. Obserwowanie, jak usilnie stara się nie okazywać emocji było pasjonujące, tym bardziej, że zwykle dało się w niej czytać jak w otwartej księdze. Nie skomentował słów o plotkach, choć już przekonał się o potędze słowa mówionego w tym miejscu.
— Jeśli się nie podłoży, nie będzie takiej potrzeby — odparł zgodnie z prawdą. Novak go nie interesował, przynajmniej na razie. Co prawda alarmująca wydała mu się troska, jaką był darzony przez Martinez, ale wspomnienie o jego babci nakierowało go na myśli, że sprawy miały się istotnie tak, jak mówiła Elia. Czuła im się to winna, a Diego mógł na to przystać, tak długo, jak Felix nie będzie mu próbował wejść w drogę.
Był nawet trochę zaskoczony tym, co zrobiła kobieta. Sądził, że ten etap mają już za sobą.  Przez krótką chwilę przemknęło mu przez myśl, że może naprawdę byłaby go skłonna zabić, co przypieczętowałoby tylko to, o co podejrzewał ją w stosunku do Riosa. Zmienił jednak zdanie, widząc drżenie jej ręki. Pochylił się nawet w jej stronę, przystawiając czoło do lufy wymierzonej w niego broni. Roześmiał się nisko.
— Strzelaj — ponaglił. — Wiesz, że nie mogę ci tego obiecać. Co najwyżej możemy się umówić, że tak długo, jak ktoś nie wejdzie mi w drogę, sam nie zacznę — uśmiechnął się jeszcze szerzej. Sięgnął do lufy i skierował ją do dołu swojej szczęki, tak, żeby mógł na nią patrzeć i znieruchomiał. Nie mógł przewidzieć, jak się zachowa, co czyniło tę sytuację niemal podniecającą. Niemal, bo mógł ją bez trudu obezwładnić. Nie miał jednak gwarancji, że w tym czasie nie strzeli. Nie sądził jednak. Miała na to siedem lat, więc dlaczego akurat teraz? Bo okazja była dogodna? Bywały nawet bardziej dogodne.
— Śmiało, zrób to. Zawsze powtarzałem, że jesteśmy do siebie bardziej podobni, niż byłabyś to skłonna przyznać — powiedział cicho. Odczekał jeszcze chwilę, a jeśli nie opuściła broni, w końcu złapał lufę i szarpnął w swoją stronę. Nawet jej nie odbezpieczyła, co tylko potwierdzało, że wcale nie miała zamiaru do niego strzelić. Przechwycił rewolwer jedną ręką, a drugą przyciągnął do siebie Elię, żeby straciła równowagę i znalazła się na jego kolanach. Przytrzymał ją mocno, wtulając twarz w jej kruczoczarne włosy, głęboko wciągając w nozdrza ich zapach. Tęsknił za tym. Za nią.
— Nigdy. Więcej. Tego. Nie próbuj — szepnął, z nutą groźby w głosie, pauzując po każdym wypowiedzianym stanowczo słowie. Lufą broni, którą Diego w przeciwieństwie do Elii odbezpieczył, powiódł pieszczotliwie po jej udzie. Ręka, którą trzymał ją w talii, zacisnęła się nieco mocniej, a lufę wsunął pod materiał spódnicy i zatrzymał, wstrzymując jednocześnie oddech. Opanowało go rosnące podniecenie, co zapewne i Elia mogła poczuć na pośladkach, skoro siedziała mu na kolanach.
— Wystarczyło poprosić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Czw Gru 28 2017, 13:53;

Niezaplanowane działanie pod wpływem impulsu musiało się tak skończyć, wiedziała o tym. Rodziło to pytanie, dlaczego się na to porwała, a na to odpowiedzi znaleźć nie potrafiła. Desperacja była chyba jedynym, co tu względnie pasowało.
Mogła sobie teraz tylko gdybać, czy jeśli miałaby więcej odwagi, pociągnęłaby za spust. Ale jeśli czegokolwiek nauczyła się w Rode, to między innymi tego, że gdybanie nie ma najmniejszego sensu. Już i tak miała wystarczające poczucie winy i nie było potrzeby tego pogłębiać.
Mogła się też postawić i nie dać zabrać broni. Tylko co potem? Liczyć na łut szczęścia, że uda jej się uciec? A co zrobi później? Gdziekolwiek spróbowałaby się ukryć, znalazłby ją, o tym była przekonana, bo udowodnił to już niezliczoną ilość razy. Miała teraz co prawda więcej osób, do których mogłaby się zwrócić, ale to było jak podpisywanie na nich wyroków śmierci. Obiecała sobie, że już tego nie zrobi, nie wciągnie w to nikogo więcej. Łatwo byłoby to zrzucić na cudze plecy, ale tak nie potrafiła.
Skoro nie była go w stanie zabić, musiała spróbować po dobroci, jeśli twierdził, że wystarczyło poprosić. Nie bała się go, za bardzo było jej już obojętne, czy jej coś zrobi, czy zostawi w spokoju. Przypuszczała, że to pierwsze było jak najbardziej możliwe, choć nie sądziła, żeby skrzywdził ją... Trwale. Lufa, która tak frywolnie wędrowała sobie po jej ciele, poza nieprzyjemnym dreszczem, nie wzbudzała w niej większych emocji. Zauważyła natomiast, że w Diego owszem, bo teraz poczuła dwie... Lufy.
- Przecież bym tego nie zrobiła. Droczę się tylko - zapewniła, co mogło być nawet sensowne, biorąc pod uwagę, że czasem różne rzeczy zdarzało im się robić.
Zbliżyła usta do jego warg, jakby chciała go pocałować. Jedną ręką odsunęła od siebie broń delikatnie i oparła dłoń na jego mostku, wyczuwając niedalekie bicie serca, którego tak nienawidziła, a jednocześnie ją uspokajało. Jakby było jedną z niewielu stabilnych rzeczy w jej życiu.
- Proszę - szepnęła. - Nie krzywdź nikogo. Nie zabijaj Riosa. Nie warto. Po prostu przeczekajmy co najgorsze i jedźmy stąd. Po co kusić los? - Zapytała cicho, muskając wargami kącik jego ust, a potem szczękę.
- Sam powiedziałeś, że nie tak łatwo zamieść tutaj cokolwiek pod dywan. A jak cię oskarżą? Tutaj nie ma takiej korupcji. Pójdziesz siedzieć za zwykłego policjanta? - Zapytała, po czym powiodła czubkiem nosa po jego szyi i położyła mu głowę na ramieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Czw Gru 28 2017, 17:42;

Diego zupełnie nagle zaczął się zastanawiać, czy ten czteromiesięczny pobyt w Rode sprawił, że Elia zaczęła go mieć za idiotę. Rozluźniony drinkiem nie miał już jednak ochoty się wściekać, tym bardziej, że wystarczyło jej tylko przypomnieć, że bardzo cienka granica dzieli to, co powiedzieć może, a co niekoniecznie. Chciała się droczyć? Doskonale, Ramirez uwielbia się droczyć, zwłaszcza z nią. Zwykle naprawdę brał jej zdanie pod uwagę. Często dostrzegała rzeczy, których on, skupiony na celu nie dostrzegał. Ale ta ukryta pod powłoczką troski o niego, troska o policjanta, doprowadzała go do szału. Nie wiedział już sam, czy sobie to wyobraża, czy to Elia próbuje go wykiwać. Nie zamierzał jednak czekać, by się o tym przekonać.
Pozornie pozwolił jej odsunąć broń, pozwolił na jej delikatne i ulotne pieszczoty, którymi być może przekonałaby go, gdyby nie to, że znowu wypłynął temat Riosa. Rios, Rios, Rios. Jeszcze raz usłyszy to nazwisko, a osobiście pójdzie do szpitala i udusi skurwiela we śnie. Wiedziony na poły pożądaniem, a w połowie zwykłą złością, wpierw delikatnie odsunął włosy Elii na plecy,
— Sęk w tym, że nie pójdę siedzieć, za nikogo. Myślisz, że tak łatwo mnie przyskrzynić? — Odparł cicho i gładko, odpowiadając jej spojrzeniem na spojrzenie. Jego zwykle bystre oczy, zaszły dziwną mgłą. Bez ostrzeżenia złapał ją za gardło i pchnął do tyłu jednocześnie wstając, a tym samym kładąc Elię na sofie. Uklęknął nad nią i się pochylił, rękę wciąż zaciskając na jej krtani. Drugą, uzbrojoną w rewolwer, podparł się. Przypatrywał jej się intensywnie, centymetr po centymetrze przesuwając czernią spojrzenia najpierw po twarzy, a potem niżej, na rysujący się pod materiałem bluzki, biust.
— A może ty byś wolała, żeby mnie zamknęli? — Zapytał z szyderczym rozbawieniem. Ciężar ciała przeniósł na nogi. Lufa znalazła się teraz na jej brzuchu i podwinęła materiał koszulki, po czym przesunęła się wyżej. Broń była odbezpieczona, wystarczyło tylko pociągnąć za spust... Dłoń ściskająca szyję zacisnęła się, ale tylko nieznacznie. Zbyt lekko, by mogła czuć się podduszona.
Kolorowy skrawek szmatki został podsunięty aż po sam biustonosz, a wciąż lodowata lufa, znowu rozpoczęła wędrówkę po udzie Elii. Tym razem wsunęła się pod spódnicę głębiej, a kobieta bardzo szybko mogła poczuć metaliczny chłód na swoim łonie. Diego natomiast tylko patrzył, zdecydowanie coraz bardziej podniecony tym, co miał przed oczami. Sporo wysiłku kosztowało go zachowanie samokontroli. Dochowując jej wierności przez cztery miesiące, poniekąd sam się na to skazał.
Elii najwyraźniej brakowało wrażeń, skoro tak kurczowo trzymała się myśli o tym, co spotkało ją w Rode. W jego gestii pozostało zatem, by zadbać, żeby już ich nie brakło. Chciał ją doprowadzić do obłędu, tak, żeby nie zostało jej już nic poza tym, żeby prosić o więcej.
— Jak to z tobą jest, hm? — Bez wątpienia retoryczne pytanie, zawisło w bardzo niewielkiej przestrzeni między nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ Pią Gru 29 2017, 12:43;

Wątek przeniesiony do retrospekcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Mieszkanie nr 4, Ramirez  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Mieszkanie nr 4, Ramirez

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-