Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

I want to hurt you just to hear you screaming my name

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Wto Lis 28 2017, 15:15;

First topic message reminder :

I want to hurt you just to hear you screaming my name
Diego, Elia / Buenos Aires, lipiec 2118



Wymykanie się nocą było bardzo kiepskim pomysłem, nawet jak na nastoletni umysł Elii. Niestety rządza przygody i chęć bycia takimi, jak normalne dziewczyny w ich wieku przeważyła, stąd też szalona idea wymknięcia się w nocy do Milongi, poprzedzona oczywiście złodziejską przebieżką po bogatszej dzielnicy, w poszukiwaniu kreacji tylko czekającej na sznurku do prania, by ktoś ją zakosił.
Cały szkopuł tkwił jednak w tym, by wpierw się wyszykować, tak, żeby nikt nie zauważył wściekle czerwonej szminki, a potem wymknąć niepostrzeżenie, zanim któraś z opiekunek zauważy. Później wszystko zależało już od pozostałych mieszkańców sierocińca: solidarnie będą je kryć, czy wydadzą przy pierwszej, lepszej okazji? Na pewno rozsądniej byłoby, gdyby się jednak nie solidaryzowali, a wydali plan zanim w ogóle wszedł w życie. Okres nastoletni rządził się jednak swoimi prawami i jakoś ani Elia, ani Maria, nie zastanowiły się zbyt głęboko nad tym, co może je spotkać w nocy na ulicy. Skupione na wykonaniu planu, w ogóle nie brały pod uwagę różnych możliwości, głównie w postaci czynników zewnętrznych niebezpieczeństw. Takich jak wojny karteli. Mówiło się, że jeśli się nie jest w nie zamieszane, nic złego nie miało się prawa wydarzyć. W praktyce wyglądało to jednak bardzo różnie.
Odwalone jak nigdy i wyglądające przy tym znacznie dojrzalej, niż w rzeczywistości, wymknęły się przez okno, uważając oczywiście, żeby nie połamać nóg. Potem pod osłoną drzew przemknęły do bramy. Dopiero kiedy znalazły się za nią, mogły odetchnąć, a to nie była jeszcze natrudniejsza część planu.
Najbliższa Milonga nie znajdowała się zbyt daleko, zaledwie jakieś dziesięć minut marszu. To również nie było jednak najgorsze, bo dotarły na miejsce bez szwanku na ciele i umyśle, zaczepiane bardzo okazyjnie przez podpitych tequilą mężczyzn, którzy brali je za znacznie starsze, niż faktycznie były, co tylko utwierdziło je w przekonaniu, że makijaż potrafi zdziałać cuda. Najtrudniej było się dostać do środka, bo pod czujnym okiem goryla na bramce nie prześlizgnął się nikt niepowołany, zwłaszcza małolaty.
Elia i Maria stanęły zatem grzecznie w kolejce, starając się wyglądać, jakby to był ich chleb powszedni i wcale nie próbowały się tam wślizgnąć, choć nie powinny. Kiedy zatem nadeszła ich kolej, już, już miały przejść za bramkę z dumnymi minami, gdy ochroniarz cofnął Marię.
- Zmykaj stąd, mała - mruknął, wyraźnie poirytowany. Ziściło się tym samym najgorsze z możliwych założeń, że do środka dostanie się tylko jedna i będzie to prawdopodobnie Elia, jako ta starsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007

AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Czw Sie 30 2018, 11:43;

Jako dziecko zawsze marzyła, żeby mieć coś swojego. Dom, rodziców, których nigdy nie poznała. Ale lata mijały szybko, a do niej docierało, że nikt po nią nie przyjdzie. Uciekała w mały świat, który dzieliła z Marią, a fantazje o tym, że ktoś ją wyciągnie z tamtego okropnego miejsca odstawiła na bok, zajmując się czymś, co jak sądziła da jej możliwość samodzielnego wyrwania się z Buenos Aires. Niczego nie wiedziała wtedy o życiu, swoją egzystencję ograniczając do prób życia tak, jak normalne dzieciaki, ale przecież nie miała pojęcia jak to jest. Marna namiastka, którą osiągały złodziejstwem, była niczym.
Kiedy pojawili się ludzie Diego, nie myślała, że się stamtąd wyrywa. Pogodziła się już ze swoim losem, a przyszłość widziała zupełnie inaczej.Bała się jej, ale chciała być wolna, a on jej to zabrał, oferując w zamian tylko niepewne jutro. Nie mogła przewidzieć, kiedy mu się znudzi i co wtedy nastąpi, ale teraz ogarnął ją całkowity spokój. Wiedziała na co się pisze, ostatni rok obfitował w stopniowe oswajanie się z tą myślą. Przez ten dom stale przewijali się modercy, kryjący się za maskami partnerów biznesowych, trzepiących grube pieniądze na cudzym nieszczęściu. Każda cegła tego budynku, była okupiona czymś nielegalnym. Tylko dlaczego właściwie miała się tym przejmować? Kiedyś nie miała niczego, a teraz mogła mieć wszystko. I zrezygnować z tego tylko dlatego, że ktoś uważa to za złe? Jeszcze kilka miesięcy temu sama tak uważała, ale gdy dotarła na skraj przepaści zrozumiała, że nie chce w nią spadać. Egoizm w czystej postaci? Nie, bo sądziła, że Diego jeszcze nie jest stracony i można mu pomóc. Młodzieńcza naiwność.
Opadła miękko na sofę, niepewna, co teraz. Wiedziała, czego chciała, ale nie była pewna, czy może o to prosić. Jego słowa ją ośmieliły. Zawahała się tylko przez chwilę, nie sięgając już po przypuszczenia.
- Chcę ciebie. Ze wszystkim, z czym to się wiąże - odparła w końcu, podchwytując muśnięcia warg i zamieniając je w pocałunek, kiedy złapała go za kark i przyciągnęła bliżej siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sro Wrz 05 2018, 00:38;


           
I call your name but you're not around
I think I'm losing my mind now. It's in my head, darling I hope that you'll be here, when I need you the most so don't let me down.


Ten wieczór stanowił raptem preludium do czegoś, czego żadne nie będzie rozumiało jeszcze wiele lat później. Pierwszy raz jeszcze nigdy nie smakował tak słodko, co wtedy. Zwycięstwo, a wraz z nim nagroda, na którą czekał tak długo. Nie chodziło jednak tylko o to. Pojął to tuż po wszystkim, gdy tulił ją nagą do swojego torsu i zrozumiał, że tu nie chodziło tylko o cielesny aspekt całej tej sytuacji. Gdyby tak było, znudziłby się już dawno i znalazł sobie kolejną zabawkę. Na swój pokrzywiony sposób kochał. W swoim mniemaniu. Dopiero powiedzenie tego na głos, pozwoliło mu uwolnić się od ciężaru lepkiej nieświadomości. Kolejne trzy lata będą najbardziej intensywnymi ale i najlepszymi, jakie Diego przeżył, w końcu bez poczucia wyobcowania i beznadziei wypełzającej z kątów zbyt dużej rezydencji. Wzloty i upadki; swojej natury nie mogli oszukać. Uczyli się siebie wzajemnie, dorośleli. Pasja zamieniała się w gwałtowne kłótnie, te w pełne pożądania wyciąganie ręki na zgodę. W pokrętny sposób się rozumieli, a choć potrafili na siebie równie zajadle wrzeszczeć, co później spijać sobie z dziobków, w tym szaleństwie była jakaś metoda, a z pewnością brak nudy. Zjeździli trochę świata. Gdziekolwiek był Diego, tam była i Elia, nawet jeżeli Ramirez na jakimś poziomie podświadomości wiedział, że popełnia okrutny błąd i jest nieostrożny. Był dumny, mając ją u boku. Taką piękną, dobrą i tylko jego. Pozwolił, żeby zaślepiło go uczucie, którego jednak nie nazwałby nigdy głupim. Nawet jeśli czasem dostrzegał, że to niezdrowe. Niebezpiecznie zakrawało na obsesję, co w połączeniu z jego potrzebą kontroli wszystkiego stanowiło zabójczą mieszankę. Wizja rodziny, którą mieli stworzyć, była w jego głowie tak silna, że bardzo krwawo był gotów manifestować niezadowolenie, jeśli ktoś tylko spróbowałby mu to odebrać. Pierwszym tak rozkosznie głupim idiotą był Pablo. Bezgranicznie mu ufał przez te wszystkie lata, miał go niemal za swojego brata; pewnie dlatego dopuścił go do Martinez tak blisko. Kosztowałoby go to drogo i to już dużo wcześniej, kiedy dziewczyna targnęła się na swoje życie. Miał jej pilnować, a nie dosyć, że tego nie zrobił, to jeszcze jej w tym niebezpośrednio pomógł. Ramirez puszczał płazem ukradkowe spojrzenia, niby przypadkowe gesty. Zaciskał zęby starając sobie wmówić, że to nic takiego. W końcu jednak nerwy puściły, a popuszczone wodze gniewu wpędziły Pablo prosto w piach. O parę słów za dużo. Sprowadzi na ciebie zgubę, Diego. Miał w dupie swoją zgubę, tym bardziej gdy wspominał o niej facet, który wodził za Elią maślanym wzrokiem i z owej zguby Ramireza niebywale by się ucieszył.
Gdy szał już opadł, a wrócił zdrowy rozsądek, Ramirez musiał przyznać mu trochę racji. Odrzucił na bok mrzonki o wspólnej ucieczce, która krążyła mu po głowie od pewnego czasu. Zrozumiał, że to nie rozwiąże problemu. Musiał się z tym uporać, taka była jego rola. Po to powołano go na ten świat. Zawdzięczał ojcu wszystko, jak mógłby zatem naszczać i zdeptać jego dziedzictwo dla własnej wygody? To nie wchodziło w grę. Elia zrozumiała, zawsze rozumiała. Decyzji pożałował szybko, a równie szybko okazało się, że historia zatoczyła koło i uderzyła go prosto w twarz. Otwarcie kolejnej Milongi pod koniec 2221 miało być ogromnym wydarzeniem. Lista specjalnych gości, drogi alkohol, miesiące długich przygotowań i najznakomitsza kapela, która miała uświetniać ten wieczór. Nawet nie przyszło mu do głowy, jak bardzo ta sytuacja coś mu przypomina. Dotarło to do niego dopiero w okolicach północy, gdy przyjęcie trwało w najlepsze. Gdy po pierwszym, otwierającym przyjęcie tańcu, nieodmiennie u boku Martinez, w tłumie mignął mu błysk lufy. Gdy zrozumiał, jakim był idiotą, nie wyciągając wniosków ze śmierci swojej matki. Gdy odgłos wystrzału idealnie skomponował się z szarpnięciami strun instrumentów.
Nie było wiadomo, kto miał być ofiarą tego zamachu, ale odruch kazał mu chronić to, co miał najcenniejsze. Padł tylko jeden strzał, nim napastnik został unieruchomiony, a później przesłuchany. Ból był niczym, w zestawieniu z tym, że Elia była cała, w porę zasłonięta. Nie chciał domniemywać, kto miał paść trupem. Rozszarpany łańcuchami przywiązanymi do motocykli, niedoszły sicario, również nie miał na ten temat wiele do powiedzenia.
Głupi incydent, a zmienił wszystko. Jesień 2222 roku przyniosła zatem widmo nieodwracalnych zmian. Po kuli nie było już śladu na ciele, ale została skaza w psychice i policja na ogonie. Wieczór 23 listopada spędzili gapiąc się w gwiazdy i snując plany na przyszłość, które nie miały się spełnić. To wtedy powiedziała, że gdyby kiedykolwiek ktoś miał się jej oświadczyć, najlepiej by zrobił to w lodowym tunelu w Patagonii. Szkoda, że gdy już do tego doszło, jej stosunek do Diego był równie lodowaty, co ściany rzeczonego lodowca. Gdzieś w tle piosenkarz sprzed lat prosił, by zabrać go z powrotem do nocy, w którym poznał się z osobą, do której kierował słowa łzawej piosenki, a im towarzyszyła druzgocząca świadomość, że gdy ciemność nocy zmieni się w światło poranka, będzie już po wszystkim. Elia nigdy nie spojrzy na niego tak, jak patrzyła wtedy, w trakcie kolacji na balkonie domku na uboczu, gdzie uciekli, żeby ukryć się na chwilę przed światem, nim ujrzy ich nową wersję. Jednak nawet w najczarniejszych scenariuszach nie zakładali, że nowa wersja będzie tak podobna do pierwowzoru. Tu był silny i afekt i tutaj, niestety w tym drugim wypadku, skierowany w zupełnie odwrotną stronę. Miłość i nienawiść dzieli cienka linia? Najwyraźniej. U nich te granice były mocno nieoczywiste od samego początku. Po zabiegu zniknęły. Wszystko dobre, co mogło jej się kojarzyć z Diego, zostało głęboko ukryte. Strzępki kłótni i nieistotnych informacji, które zostały, skutecznie utrzymały ją w przekonaniu, kto jest odpowiedzialny za każde nieszczęście, jakie ją spotkało. Zobaczyła obraz Ramireza, jakiego nigdy nie chciał, żeby oglądała. Ramireza, który obrócił Buenos Aires w plac zabaw dla gangsterów. Który napadał na sierocińce i mordował ludzi z zimną krwią. Wcześniej widziała dokładnie to samo, ale zakłamana percepcja i dobre serce kazały to usprawiedliwiać, aż wpadła w pułapkę własnej empatii. Teraz nie dał jej do niej powodu.
Ona — porwana dziewczyna, która zresztą była. Sierota, która nienawidziła swego oprawcy z taką mocą, z jaką jeszcze dzień wcześniej go kochała. Szkopuł w tym, że nie miała o tym pojęcia. On z kolei... Mógł tylko patrzeć i udawać, że tak miało być. Nabrał wody w usta, on i jego ludzie, którzy z przerażeniem przyglądali się jego stopniowemu popadaniu w takie samo zacietrzewienie, w jakim taplał się jego ojciec po śmierci żony. Elia może żyła, ale zdawali sobie obydwoje sprawę, że lepiej byłoby, gdyby jednak nie. Nigdy nie odważył się jednak pociągnąć za spust. Nadzieja była niebezpieczna, a właśnie ją żywił. Zaciskał zęby z każdym jej spojrzeniem przepełnionym obrzydzeniem i miał ochotę strzelić sobie w łeb, gdy wzdrygała się, ilekroć próbował jej dotknąć. Jemu nie dane było błogosławieństwo niepamięci. Każdy szczegół, każdy rys jej twarzy, gest czy ruch, o czymś mu przypominał. Nieważne, czy jedną z niezliczonych lekcji tango, ostry seks po narkotykowym szale w którymś z klubów, czy może wieczór, kiedy przychodził, padał przed nią na kolana i się w nią wtulał, trzymając ją tak, jak tonący chwyta się ostatniej deski ratunku. W końcu coś pękło, wrócił dawny Diego, ten który w całkowitym wyobcowaniu, musiał jakoś sobie radzić sam ze sobą, bo nie było nikogo, kto by to z nim dzielił. Zmuszał ją do naprawdę okrutnych i okropnych rzeczy, nierzadko się z tego ciesząc. Czerpał satysfakcję ze sprawiania jej psychicznego bólu, karząc ją za własny błąd, jakim było zgodzenie się na zabieg, który wymazał go z jej pamięci. Potem było coraz gorzej; on posuwał się coraz dalej, ona nienawidziła go coraz bardziej. Lubił to, że go nienawidziła. Mówił przecież, że człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja i uczy czerpać z tego przyjemność, czyż nie? Plan się powiódł. Nie była go w stanie sypnąć, bo najistotniejszych informacji po prostu nie miała, nawet jeśli sądziła, że jest inaczej. Ale za jaką cenę? Dalszą część tej historii przerabiał już miliard razy; za każdym kolejnym czując tak samo ślepy gniew. Mógł mieć tylko nadzieję, że tak jak wielokrotnie wcześniej historia zataczała koło, tak stanie się i tym razem, a Martinez wróci, razem z jego spokojem ducha i równowagą. I znowu będzie się mógł poczuć jak w domu.

KONIEC
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ ;

Powrót do góry Go down

I want to hurt you just to hear you screaming my name

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu