Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

I want to hurt you just to hear you screaming my name

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Wto Lis 28 2017, 15:15

I want to hurt you just to hear you screaming my name
Diego, Elia / Buenos Aires, lipiec 2118



Wymykanie się nocą było bardzo kiepskim pomysłem, nawet jak na nastoletni umysł Elii. Niestety rządza przygody i chęć bycia takimi, jak normalne dziewczyny w ich wieku przeważyła, stąd też szalona idea wymknięcia się w nocy do Milongi, poprzedzona oczywiście złodziejską przebieżką po bogatszej dzielnicy, w poszukiwaniu kreacji tylko czekającej na sznurku do prania, by ktoś ją zakosił.
Cały szkopuł tkwił jednak w tym, by wpierw się wyszykować, tak, żeby nikt nie zauważył wściekle czerwonej szminki, a potem wymknąć niepostrzeżenie, zanim któraś z opiekunek zauważy. Później wszystko zależało już od pozostałych mieszkańców sierocińca: solidarnie będą je kryć, czy wydadzą przy pierwszej, lepszej okazji? Na pewno rozsądniej byłoby, gdyby się jednak nie solidaryzowali, a wydali plan zanim w ogóle wszedł w życie. Okres nastoletni rządził się jednak swoimi prawami i jakoś ani Elia, ani Maria, nie zastanowiły się zbyt głęboko nad tym, co może je spotkać w nocy na ulicy. Skupione na wykonaniu planu, w ogóle nie brały pod uwagę różnych możliwości, głównie w postaci czynników zewnętrznych niebezpieczeństw. Takich jak wojny karteli. Mówiło się, że jeśli się nie jest w nie zamieszane, nic złego nie miało się prawa wydarzyć. W praktyce wyglądało to jednak bardzo różnie.
Odwalone jak nigdy i wyglądające przy tym znacznie dojrzalej, niż w rzeczywistości, wymknęły się przez okno, uważając oczywiście, żeby nie połamać nóg. Potem pod osłoną drzew przemknęły do bramy. Dopiero kiedy znalazły się za nią, mogły odetchnąć, a to nie była jeszcze natrudniejsza część planu.
Najbliższa Milonga nie znajdowała się zbyt daleko, zaledwie jakieś dziesięć minut marszu. To również nie było jednak najgorsze, bo dotarły na miejsce bez szwanku na ciele i umyśle, zaczepiane bardzo okazyjnie przez podpitych tequilą mężczyzn, którzy brali je za znacznie starsze, niż faktycznie były, co tylko utwierdziło je w przekonaniu, że makijaż potrafi zdziałać cuda. Najtrudniej było się dostać do środka, bo pod czujnym okiem goryla na bramce nie prześlizgnął się nikt niepowołany, zwłaszcza małolaty.
Elia i Maria stanęły zatem grzecznie w kolejce, starając się wyglądać, jakby to był ich chleb powszedni i wcale nie próbowały się tam wślizgnąć, choć nie powinny. Kiedy zatem nadeszła ich kolej, już, już miały przejść za bramkę z dumnymi minami, gdy ochroniarz cofnął Marię.
- Zmykaj stąd, mała - mruknął, wyraźnie poirytowany. Ziściło się tym samym najgorsze z możliwych założeń, że do środka dostanie się tylko jedna i będzie to prawdopodobnie Elia, jako ta starsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Wto Lis 28 2017, 17:20

Wśród licznych wartości (bardzo wątpliwych co prawda, ale wciąż wartości), które wpajał mu ojciec, znajdowało się na pewno zamiłowanie do pielęgnowania tradycji. Stąd też Diego, nawet po śmierci Carlosa dość skrupulatnie dbał o to, co mu przekazano w spadku, choćby zatem i o lokale, nad którymi sprawował pieczę. Jednymi z nich były Milongas, ulubione miejsca do spędzania wieczorów wśród większości ludności Argentyny, niezależnie od stanu majątkowego i wieku. Miejsca, gdzie tańczyło się tango. Nie ekscentryczne, widowiskowe tango rodem z amerykańskich filmów, a tradycyjne, argentyńskie, od lat niemal niezmienne.
Dlatego Diego miał się tu dzisiaj zjawić. Piątkowy wieczór stanowił świetną okazję do tego, żeby oprócz doglądnięcia interesów, zwyczajnie się zabawić. Nie był stałym bywalcem własnych lokali, częściowo tylko ze względów bezpieczeństwa, a bardziej z powodu zapracowania. Zawsze znajdowało się coś do zrobienia i ostatecznie niewiele czasu pozostawało na rozrywkę. Dzisiaj postanowił coś z tym więc zrobić, choć prawdopodobnie pracownicy lokalu mieli odmienne zdanie na ten temat. Zwykle gdy Ramirez pojawiał się na miejscu, zwiastowało to jakieś kłopoty, nawet jeśli początkowo nic na to nie wskazywało. Nie to, że przepadał za robieniem burdy we własnym lokalu. Zwykle jednak po przybyciu na miejsce okazywało się, że szereg umów nie jest dotrzymywany i już w gestii Diego leżało dopilnowanie, żeby wszystko działało jak trzeba.
Mimo, że praktycznie zawsze towarzyszyły mu jakieś przydupasy, nigdy nie opierał się na tym całkowicie. Większość spraw wolał załatwiać sam, bo dobrze wiedział, że jeśli chce mieć coś zrobione jak trzeba, to lepiej zająć się tym osobiście. Dzisiejszy wieczór nie stanowił wyjątku, jeśli o towarzystwo goryli chodzi. Do środka weszli wejściem dla pracowników, żeby nie robić zamieszania przy głównym, gdzie pewnie już czekała kolejka. To nie była byle jaka speluna i cieszyła się sporą popularnością, tym lepiej dla Ramireza, bo oznaczało to zyski. Choć przeciętny bywalec tego miejsca nie miał pojęcia, że może zastać wewnątrz właściciela i kto nim właściwie jest, pracownicy taką informację otrzymywali.
W związku z tym ochroniarz, który cofnął uroczą koleżankę Elii na wejściu, właśnie dostał cynk, że szef jest w lokalu. A jako że ów ochroniarz miał pewne machlojki na sumieniu, zdenerwował się i odwrócił na chwilę, by ukryć grymas złości przed wchodzącymi i zaczął coś gorączkowo mówić do komunikatora. Tutaj decyzja należała do dziewcząt: zrezygnują, zrażone przykrym incydentem, czy zaryzykują i prześlizgną się ochroniarzowi za plecami, korzystając z tego, że był zajęty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Lis 29 2017, 14:12

Zaszły już zbyt daleko, żeby tak po prostu zrezygnować z wycieczki. Tym bardziej, że cel był tak blisko! Nie zraziły się więc reakcją ochroniarza, choć śmiało można było założyć, że były bliskie dostania zawału, nawet jeśli przecież nic złego się nie działo. Po prostu wróciłyby do sierocińca i tyle.
Postanowiły prześlizgnąć się za plecami łysola, wymieniając znaczące spojrzenie. Udało im się śmignąć tak szybko, że raczej nie powinien był ich nawet zauważyć, pochłonięty jakąś kłótnią. Zresztą, nieistotne czym, grunt, że nie patrzył kto wchodzi i one skorzystały.
Wnętrze przywodziło na myśl dawne czasy. Drewniany parkiet, przygaszone światło i okrągłe stoliki, nad którymi były zawieszone kolorowe lampy. Był także bar i tłumy ludzi, i najważniejsze: scena, na której zespół przygrywał obecnie jakiś nieznany Elii utwór. Dziewczyna chłonęła te widoki wiedząc, że nieprędko będzie jej dane wrócić tu po raz kolejny, o ile w ogóle. Obiecała sobie jednak, że po osiągnięciu pełnoletności przyjdzie na pewno, a wtedy może nawet nauczy się tańczyć? To by dopiero było coś. W końcu otrząsnęła się, choć nie całkowicie. Atmosfera tego miejsca była nie do podrobienia i już zastanawiała się, co opowiedzą dziewczynom po powrocie. Na pewno napomkną, żeby żałowały, że same tu nie przyszły i nie widziały tego wszystkiego na własne oczy.
Żeby się nie pogubić, złapały się z Marią za rękę i ruszyły przez tłum w stronę baru. Elia czuła się tak dorośle będąc tutaj, że właściwie nie musiała nawet nic robić, a raczej nie wyglądało na to, by miało jej się nudzić. Znalazłszy się przy barze zwróciła na siebie uwagę barmana. Była odpowiedzialna za powodzenie całej misji, pewnie dlatego, że zawsze opiekowała się Marią i wolała ją mieć na oku, tak też było i w tej chwili. Zamówiły po szklance soku, nie chcąc przeginać zamawiając alkohol, po czym usiadły tuż przy parkiecie, by móc podziwiać tańczące pary. Szeptem komentowały między sobą co ciekawsze figury taneczne, kreacje kobiet i poziom atrakcyjności mężczyzn, niespiesznie popijając sok, który wydawał jej się teraz najpyszniejszym sokiem, jaki miała okazję pić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Lis 29 2017, 20:02

W trakcie gdy Elia i Maria doznawały właśnie zalążka dorosłego życia, zupełnie nieświadome tego, jak prowadzenie tego biznesu, który tak je zachwycił,  wygląda od kuchni, Diego podążał wąskim korytarzem, łączącym wejście dla personelu z zapleczem, gdzie już czekali na niego pracownicy. Powód jego wizyty był banalny: otrzymawszy informację, że prawdopodobnie ktoś układa się z policją, której jeszcze nie zdążył przekupić, musiał załatwić tę sprawę jak najszybciej. Zanim wymknie się spod kontroli. A jak to jego ojciec zwykł mawiać, problemy lepiej zduszać w zarodku.
— Panie, panowie — zaczął, wiodąc wzrokiem po wszystkich zebranych w pomieszczeniu. Zdjął z głowy kapelusz i trzymając go w rękach, na których wówczas jeszcze obsesyjnie nie nosił czarnych rękawiczek, uśmiechnął się do wszystkich. Wyglądało to bardziej tak, jakby przybył tu, by wybrać pracownika miesiąca, a nie dowiedzieć się, kto był tak nieodpowiedzialny, żeby go orżnąć. Zwracał baczną uwagę na to, kto się jak zachowuje. Kto wygląda, jakby się denerwował, a kto sprawia wrażenie najbardziej pewnego siebie. Wolnym krokiem przeszedł się wzdłuż rzędu pracowników. To był czas, kiedy jeszcze pracował na szacunek ludzi ojca. Nie mógł pozwolić sobie na pobłażliwość.
— Doszły mnie słuchy, że ktoś z was nieco za mocno zaprzyjaźnił się z praworządnymi funkcjonariuszami naszego wspaniałego miasta — rzucił po chwili, wciąż prześlizgując czarnym spojrzeniem po każdym obecnym w pomieszczeniu, za wyjątkiem trzech dryblasów, którzy przyszli tutaj z nim. — Co jest bardzo niewdzięczne, biorąc pod uwagę, że płacę wam niemałe pieniądze za to, żebyście trzymali swoje zasrane gęby na kłódkę — dokończył, a ton znacznie stwardniał mu na koniec wypowiedzi. Nie wyglądał jednak na wytrąconego z równowagi. Spojrzał po zebranych raz jeszcze i wybrał sobie jednego z nich, który nie wzbudzał zaufania. Diego nie wiedział, czy to on jest istotnie winny, czy nie. To nie miało jednak znaczenia. Podszedł do niego i trzasnął go pięścią w twarz, a gdy zgiął się w pół, doprawił kolanem, które wylądowało na jego brzuchu. Mężczyzna padł na ziemię, krzycząc, mamrocząc i zalewając się krwią, a cała reszta nie zrobiła z tym zupełnie nic. Byli świadomi, że to mogłoby skończyć się dla nich równie nieprzyjemnie.
Ramirez był jak rekin. Gdy wyczuł krew, chciał więcej. Kiedy obiekt jego demonstracji, jak postępuje się ze zdrajcami, leżał już na drewnianej podłodze, przygwoździł go kolanem, żeby się nie ruszał, po czym wyjął nóż. Poczuł, jak zalewa go fala endorfin na samą myśl o tym, co zaraz zrobi. Ostrze opadło i wbiło się w miejsce, gdzie szyja łączy się z ramieniem. Ofiara wrzasnęła dziko, a ktoś z obecnych krzyknął. Ramirez już nie zwracał na to uwagi. Ostrze opadło raz jeszcze, a potem po raz kolejny. Mężczyzna przestał w końcu wrzeszczeć, a jego ciało stało się bezwładne, jak worek kości. Dopiero wtedy Diego wstał, ocierając zakrwawiony nóż, pokryty strzępami ciała, o ubranie mężczyzny. Jeszcze raz spojrzał po zebranych, na twarzach których mógł dostrzec cały wachlarz emocji: od strachu, poprzez złość, aż do obrzydzenia. Nic więcej już nie powiedział, tylko poszedł umyć ręce.
Dopiero wtedy wyszli na salę główną. Kelnerka, wciąż jeszcze lekko się trzęsąc, zaprowadziła ich do loży, która znajdowała się nieopodal parkietu, dokładnie naprzeciwko stolika, przy którym siedziała Elia i Maria. Diego rozsiadł się wygodnie i zamówił alkohol, po czym drapieżnym wzrokiem rozejrzał się po sali, zadowolony z tego, że ludzie się bawią. W końcu od tego była Milonga. I wtedy jego wzrok zatrzymał się na Elii, odzianej w alarmującą czerwień. W miejscu takim jak to, nawiązanie kontaktu wzrokowego było zaproszeniem do tańca. Przepiękna brunetka była jednak zbyt pochłonięta obserwowaniem parkietu, by spojrzeć nieco w górę, na miejsce, gdzie siedział Diego. Przywołał kelnerkę raz jeszcze i poprosił, by zaniosła do stolika nieznajomej najlepszą tequilę, jaką mieli w ofercie. Nie przestawał jej obserwować, jakby chciał się upewnić, że kelnerka załatwi to jak należy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Czw Lis 30 2017, 12:07

Dziewczyny całkowicie nieświadome krwawej jatki, która rozgrywała się nieopodal, za zamkniętymi drzwiami pomieszczenia dla personelu, w dalszym ciągu cieszyły się tym wieczorem, pochłonięte ożywioną rozmową. Przynajmniej do momentu, gdy nie zagrano kolejnego utworu, kiedy to też zamilkły i w niemym zachwycie wbiły wzrok w parkiet. Ludzie tańczyli różnie, mniej lub bardziej profesjonalnie, niektórzy jedynie bujali się na boki w takt przygrywanej przez zespół melodii, ale Elia i tak czuła ukłucie żalu, że to nie ona tam jest. Nigdy jednak nie tańczyła w taki sposób, więc jej rozsądna część osobowości podpowiadała, że to raczej marny pomysł.
Wbiła akurat wzrok w parę, która zwracała na siebie uwagę otoczenia poprzez najwidoczniej wyćwiczony, profesjonalny układ, gdy poczuła na sobie czyjś wzrok. Przez chwilę myślała, że to złudzenie, ale to dziwne uczucie nie znikało. Nieco uważniej omiotła spojrzeniem salę, ale mimo to nie namierzyła sprawcy. Zwaliła to na karb dusznej atmosfery, ale nie wiedzieć czemu, wciąż czuła niepokój.
Wtedy też do stolika podeszła kelnerka z tacą, na której stała butelka i kieliszki. Elia spojrzała na nią pytająco i na migi chciała jej pokazać, że to pomyłka, ale kobieta pochyliła się ku niej.
- To od tamtego pana - powiedziała, podnosząc trochę głos tak, żeby muzyka jej nie zagłuszyła. Wyprostowała się i dłonią wskazała na lożę oddaloną o parkiet, jednocześnie ustawiając naczynia i alkohol na stole. Kiedy Elia powiodła wzrokiem za jej ręką, poczuła jak serce wpada jej do żołądka i zalewa ją fala gorąca. Szybko odwróciła wzrok, spłoszona. Na policzki z pewnością wstąpił jej rumieniec, ale w czerwonawym świetle i tak wszystkie kolory były przekłamane. Brunetka podziękowała kelnerce, wdzięczna, że ma pretekst do tego, by nie patrzeć na mężczyznę, który sprezentował im coś takiego, a kiedy ta odeszła, spojrzała na Marię, jakby pytała, co teraz zrobić z całą butelką tequili. Przecież nie mogły jej wypić. Zawstydzona takim obrotem spraw, nie miała nawet odwagi ponownie podnieść wzroku na tajemniczego nieznajomego, a w dodatku zmieszanie w jej przypadku objawiało się uśmiechem, którego nie potrafiła ukryć. Z pomocą przyszła Maria. Może młodsza niż Elia, ale znacznie bardziej odważna w pewnych kwestiach, złapała za butelkę i polała. Kiedy kieliszki były pełne, Elia nieco podbudowana reakcją młodszej koleżanki, zdobyła się na odwagę i spojrzała na mężczyznę. Pomyślała, że chyba musi być kimś ważnym, skoro siedzi w loży. Uniosła kieliszek, jakby wznosiła toast w kierunku nieznajomego, po czym się napiła. Alkohol zapiekł ją w gardle, a oczy aż zaszły łzami, nie skrzywiła się jednak. Tequila miała przyjemny posmak. Czy miała pojęcie, że właśnie podpisała na siebie wyrok? Nawet najbledszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Czw Lis 30 2017, 17:28

Diego tylko patrzył. Na próżno doszukiwać się na jego twarzy choćby cienia uśmiechu, wyglądał wręcz, jakby samym wzrokiem chciał przyszpilić Elię do krzesła, żeby przypadkiem nie przyszło jej do głowy gdzieś pójść. Albo co gorsza z kimś gdzieś pójść, nawet jeśli tylko na pobliski parkiet. Miał też na oku, czy kelnerka aby na pewno spełniła jego prośbę, choć po przedstawieniu na zapleczu raczej wątpił, by tego nie zrobiła. Kiedy pracownica odeszła od stolika dwóch nieznajomych, zauważył, że brunetka się zmieszała. Dopiero wtedy na jego twarzy pojawił się enigmatyczny, niejednoznaczny uśmiech. Przez krótką chwilę był nawet pewien, że odeślą butelkę, alkohol został jednak otwarty, a dziewczyna wzniosła kieliszek. To był moment w którym Diego wiedział, że tę bitwę wygrał.
Uniósł szkło, trzymane w dłoni na wysokość oczu, dobijając niewypowiedzianego toastu. Wzroku nie odwrócił ani na chwilę, jak drapieżnik, który namierzył właśnie swoją ofiarę. Upił łyk whiskey, ale miał wrażenie, że nawet nie poczuł smaku trunku, zbyt pochłonięty obserwacją. Chciał, żeby tutaj przyszła, ale ona stale umykała gdzieś wzrokiem i nie mógł jej do siebie zwabić, a tym samym poprosić do tańca. Mógł pójść po najmniejszej linii oporu i wysłać po nią towarzyszącego mu Pablo, ale nie chciał jej przestraszyć. Jeszcze nie. Pociągnął głęboki haust, dopijając bursztynowy płyn i odstawił szklankę. Wstał z miejsca i zniknął na chwilę w tłumie, w który wtopił się bez większego trudu. Ubrany elegancko, jak większość mężczyzn tutaj, nie rzucał się w oczy. Wciąż obserwował, choćby po to żeby sprawdzić, czy dziewczyna zainteresowała się nim na tyle, by teraz próbować odszukać go wzrokiem. Zataczał wokół nich coraz węższe kręgi, z każdym krokiem upewniając się w przekonaniu, że chciał ją mieć. Było w niej coś niepokojąco niewinnego, a zarazem znajomego. Nie wiedział jeszcze, co to takiego, ale chciał się dowiedzieć.
Zaszedł od strony, gdzie siedziała Elia. Przyglądając się jej z bliska uznał, że jest  młodsza, niż mu się początkowo wydawało, ale to nie miało dla niego większego znaczenia. Jego wzrok prześlizgnął się leniwie po jej ciele, począwszy od zgrabnych łydek, poprzez materiał sukienki, odkryte ramiona i szyję, na twarzy kończąc. Przez dłuższą chwilę zawiesił oko na jej ustach, by zakończyć obserwacyjną fiestę spojrzeniem w tęczówki, które były jaśniejsze niż jego własne tylko o parę tonów. Zbliżył się i błysnął zębami w uśmiechu.
— Pierwszy raz w Milondze? Jak się panie bawią? — Zapytał, a pytanie choć kierowane do obu pań, zawisło w przestrzeni pomiędzy nim, a Elią.
— Mam nadzieję, że trafiłem w wasze gusta — dodał dość dwuznacznie, na chwilę  tylko spoglądając na butelkę alkoholu stojącą na ich stoliku. Przeszedł też na mniej pretensjonalny ton i zaniechał nazywania ich per pani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pią Gru 01 2017, 14:13

Czuła jak policzki jej płoną, sama nie wiedziała czy to od tequili, czy uporczywego spojrzenia mężczyzny, choć bardzo prawdopodobnym było, że jedno i drugie. Maria o coś zapytała, ale Elia puściła to mimo uszu, pochłonięta uciekaniem przed miażdżącym spojrzeniem nieznajomego. To było dziwne, niepodobne do niczego, co dotychczas ją spotkało. A nieznajomy w niczym nie przypominał znanych Elii chłopców. Gdyby była odważniejsza, na pewno by tam poszła, ale nie była w stanie, zupełnie jakby przyrosła do krzesła. Czar bardzo prędko jednak prysł, a mężczyzna gdzieś zniknął, co niemal sprawiło jej zawód. Przeczesała wzrokiem parkiet w poszukiwaniu go, niemal spodziewając się, że zobaczy go wirującego w tańcu z jakąś kobietą i na samą myśl o tym poczuła się niekomfortowo, choć było to nawet bardziej niż kretyńskie. Przecież go nawet nie znała! Nie wiedziała, że tym samym połknęła haczyk i postąpiła zgodnie z tym, czego od niej oczekiwał.
Zapatrzona w tłum na parkiecie nawet nie zauważyła, że ten, którego tak usilnie próbowała znaleźć, sam się pojawił. Drgnęła, słysząc głos, odwróciła głowę w jego stronę i zamarła, jakby ktoś przyłapał ją na robieniu czegoś złego. Zmieszała się, a tym samym na jej twarzy pojawił się niekontrolowany uśmiech. Dopiero z tak bliska dostrzegła, jak osobliwe spojrzenie miał mężczyzna, że był bez wątpienia starszy. I przystojny jak sam diabeł.
Wtedy nie wiedziała jeszcze, kogo przed sobą ma. Pewnie zachowałaby się inaczej wiedząc, że stoi przed nią człowiek odpowiedzialny za sianie śmierci i zniszczenia w jej rodzinnym mieście. Z drugiej strony była wówczas młoda i głupiutka. Pochlebiło jej, że ktoś o tak przyjemnej aparycji zwrócił na nią uwagę. Dała się ponieść atmosferze miejsca i faktu, że to wszystko jest dla niej nowe.
Pokiwała więc głową.
- Bawimy się świetnie. Dziękujemy za tequilę, bardzo smaczna - odparła, siadając nieco dostojniej. Wyprostowała się i uniosła brodę do góry, odzyskując rezon i spoglądając w oczy nieznajomego z zainteresowaniem wymieszanym z nieufną ostrożnością. Coś w tych oczach nie do końca jej się spodobało. Były intrygujące, ale jeśli miały być oknami jego duszy, to wydawało się, że wypełnia go tylko pustka.
- Na to wygląda. Napijesz się z nami? - Zapytała, wiedziona jakimiś nowo odkrytymi pokładami odwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pią Gru 01 2017, 18:43

Zmieszanie, które odmalowało się na jej twarzy wydało mu się niebezpiecznie podniecające. Podobał jej się, co nie umknęło jego uwadze i mile połechtało mu ego; pewnie prędzej czy później bezwstydnie to wykorzysta. Ostrożność, z jaką mu się przyglądała była ujmująca, ale bezcelowa, choć o tym pewnie będzie jej dane przekonać się dopiero za jakiś czas.
— Tak myślałem, że to wasza pierwsza wizyta. Pozwólcie, że wam coś podpowiem — rzekł, jakby chciał podzielić się z nimi jakimś niebywałym sekretem. Nachylił się nieznacznie w stronę Elii. — Jeśli ktoś w Milondze patrzy wam w oczy to znak, że zaprasza was do tańca. Odwzajemnienie spojrzenia oznacza zgodę, odwrócenie go z kolei, analogicznie, jej brak — wyjaśnił, zniżając ton. Te same reguły od trzystu lat, czyniły z tego zjawiska coś, co ściągało do takich lokali turystów. Tych jednak w ostatnich latach zrobiło się jakby mniej. To już nie była ta sama Argentyna, co przed wojną, tak często nazywana "europejskim krajem, który przypadkiem znalazł się w Ameryce Łacińskiej". Proces degradacji był powolny, ale w końcu nastąpił, a ludzie pokroju Diego i jego ojca mogli się z tego jedynie cieszyć. Ponownie, mimo że pozornie zwracał się do obu dziewcząt, wzrok utkwiony miał w brunetce. Nawet nie mrugnął, gdy ich oczy się spotkały, jakby tylko akcentując, co próbował zrobić od kilkunastu minut, wtedy gdy próbował podłapać z nią kontakt wzrokowy ze swojej loży.
Uznał jednak, że jeśli się z nimi napije, to nie zaszkodzi. Miał poważne wątpliwości, czy towarzyszka jego nowego obiektu zainteresowania była pełnoletnia, ale dopóki stał tu z nimi, nikt nie będzie robić im z tego tytułu problemów. Ani Maria ani Elia nie mogły wiedzieć, kim tak naprawdę jest uprzejmy nieznajomy. Miałby nawet poważne wątpliwości, czy mogły kojarzyć jego ojca. Nie wyglądały mu na zaplątane w przestępczy światek. Uśmiechnął się ujmująco, po czym przysunął sobie krzesło. Pozwolił sobie przejąć inicjatywę i wezwał kelnerkę, żeby przyniosła kolejny kieliszek, co też niezwłocznie uczyniła. Rozlał tequilę i podsunął swoim towarzyszkom.
— Za udany wieczór — rzekł znacząco, po czym nie spuszczając z Elii spojrzenia, które słusznie uznała za niepokojące, wlał sobie alkohol do gardła. Rzadko pijał, wbrew temu, co można by sobie o nim myśleć. Równie okazyjnie kosztował towaru, który sprzedawał. Cenił sobie jasność umysłu, poza tym wiedział, co sprzedaje, a tym samym również to, jak łatwo się uzależnić i jak ciężkie jest odbicie się od dna. Ojciec mawiał, że w tym biznesie uchowanie się bez uzależnienia, to już połowa sukcesu. Wielu próbowało, nęconych wizją wielkich pieniędzy, a kończyli w rynsztoku. We wszystkim trzeba było według Carlosa zachować balans, a Diego podzielał jego zdanie.
Wyprostował się i wzrokiem odszukał Pablo, który choć nie ruszył się z loży, obserwował uważnie bawiących się ludzi, zupełnie jakby oczekiwał, że ktoś nagle wyciągnie gnata i zacznie strzelać. Wbrew pozorom nie było to tak nieprawdopodobne; zaledwie trzy tygodnie temu policja zrobiła nalot w dzielnicy obok i tak się to właśnie skończyło.
— Może dołączycie do mnie i mojego znajomego? — Gestem wskazał lożę po drugiej stronie i mimo wszystko nie zabrzmiało to, jakby spodziewał się odmowy. — Stamtąd lepiej widać parkiet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pon Gru 04 2017, 12:54

Wymieniła z Marią znaczące spojrzenia, starając się nie wyglądać na zbyt podekscytowaną tym, co się dzieje. Zdawała sobie sprawę z istnienia takiej reguły, ale miejsce w którym siedziały, wykluczało możliwość sprawdzenia, czy ktoś aby na pewno nawiązuje kontakt wzrokowy. Poza tym Elia nie potrafiła tańczyć, stąd też wolała raczej pozostać na miejscu. Mimo to przeciwstawiła się naporowi czarnego spojrzenia mężczyzny i odwzajemniła je, jakby rzucała mu wyzwanie. Brzmiało to, jakby sugerował, że on właśnie próbuje ją zaprosić, to wrażenie jednak minęło, gdy przysunął krzesło.
- Tylko tańczyć jeszcze trzeba umieć. Bezpieczniej chyba w tym wypadku patrzeć w podłogę - odparła rozbawiona, obserwując jak wzywa kelnerkę. Elia miała wrażenie, że kobieta patrzy na nie z dziwnym wyrazem twarzy, ale nie mogła zidentyfikować, jaka to mogła być emocja. Przestała jednak zwracać na to uwagę, gdy brunet podsunął jej kieliszek. Wzięła go do ręki.
- Salud - odparła krótko i również się napiła. Tym razem alkohol znacznie gorzej wszedł, niż pierwszy kieliszek i pożałowała, że jednak nie ma czegoś do zagryzienia. Nie była co prawda bardzo doświadczona w imprezowych kwestiach, ale wiedziała, jak pije się tequilę. Wyglądało jednak na to, że ta gatunkowo była zbyt dobra, żeby podawać ją z cytrusami i solą. Odstawiła kieliszek, wprawnie maskując wzdrygnięcie i spojrzała na Marię, która zrobiła się strasznie milcząca. Chciała ją jakoś wciągnąć do rozmowy, gdy mężczyzna zaproponował przejście do jego loży. Powiodła wzrokiem za gestem jego ręki, po czym znowu spojrzała na Marię, jakby chciała zapytać bez słów, czy to dobry pomysł. Nie wyglądała, jakby miała coś przeciwko, choć zerkała dość nieufnie na Argentyńczyka.
- Chyba nie zaszkodzi, wygląda, jakbyście mieli tam wygodniej niż tutaj - wzruszyła lekko ramionami, wstając i uśmiechając się lekko.
- Tak w ogóle to mam na imię Elia, a to jest Maria - przedstawiła krótko. - Często tu bywasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pon Gru 04 2017, 17:06

Diego zauważył, że brunetka nieco się ośmieliła. Nie uciekała już od niego wzrokiem, co jedynie spotęgowało to, że miał ją ochotę wyciągnąć na parkiet i zobaczyć, co potrafi to zgrabne ciało. W związku jednak z tym, że nie mógł pozbyć się wrażenia, że jest spięta, a także wyraźnie zaabsorbowana młodszą koleżanką, musiał ją wpierw jakoś odciągnąć. Byle mądrze, żeby jej nie zrazić. W tamtym czasie wyznaczane sobie cele osiągał ostrożnie, dopiero kilka lat zajmie mu całkowite pozbycie się skrupułów. Osobną sprawą było to, że nie miał powodów, przynajmniej na razie, żeby działać tutaj na siłę i stosować aparat przymusu. Przyszedł się tu rozerwać, a towarzystwo ładnych dziewczyn zdecydowanie w tym pomagało.
— Niekoniecznie. Wystarczy partner, który dobrze poprowadzi, bonita odparł, zwracając się do Elii w sposób, który bezsprzecznie sugerował, że ma na myśli siebie. Wypowiedź okrasił szarmanckim uśmiechem. Nie była to arogancja, a raczej świadomość, że uczono go tego tańca od dziecka. Rodzice byli wielkimi patriotami i każdy element argentyńskiej kultury wałkowano mu do znudzenia. Ten natomiast element sam wyjątkowo lubił, nawet jeżeli wydawać by się mogło, że to do niego zupełnie nie pasuje. Był pełen sprzeczności.
Kolejka została wypita, zgoda na przejście do loży wyrażona. Na odległość skinął Pablo, że wracają, a potem swoją uwagę skupił już tylko na Elii. Sam miał zapytać o imię dziewczyny, ale przedstawiła się nim zdążył to zrobić.
— Diego — odparł krótko. Wyciągnął do niej rękę, jakby chciał się przywitać. Zamiast jednak potrząsnąć jej dłonią i puścić, złapał i pociągnął ją w swoją stronę, robiąc krok w tył, na parkiet. Roześmiał się krótko i bez wstępów złapał w talii brunetkę, a korzystając z siły rozpędu obrócił się. Trzymał Elię mocno i odgiął do tyłu, opierając jej ciężar tylko na swojej ręce. Pozostali w tej pozycji na chwilę, bo chciał sprawdzić, czy się wystraszyła. Czerń jego spojrzenia wbiła się w jej oczy, choć po chwili ześlizgnęła niżej. W końcu wrócili do pionu, a Diego uśmiechnął się półgębkiem.
— Zdaj się na mnie. Poprowadzę cię — powiedział cicho, pochylając się ku szyi dziewczyny, by te słowa dotarły tylko do niej. Jeśli na to przystała, podstawowym krokiem ruszył przez parkiet, a Diego instruował ją cicho, gdy doszło do pomyłki.
— Sama widzisz, że to nic trudnego — rzekł w końcu, przyspieszając tempo kroków zgodnie z muzyką. — Pytałaś, czy często tu bywam. Nieszczególnie, jestem dość zapracowany. Tym bardziej cieszy mnie, że przyszedłem akurat dzisiaj — odpowiedział po czasie, ale dając tym znać, że nie zignorował jej pytania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Wto Gru 05 2017, 16:48

Trochę onieśmieliła ją jego odpowiedź, ale nie dała tego po sobie poznać. Uśmiechnęła się jednak.
- Taki z ciebie dobry tancerz? - Zapytała, trochę z przekąsem, ale nie brzmiało to złośliwie. Nie sądziła, że będzie jej się dane przekonać o tym tak szybko. Wyciągnęła do niego rękę, faktycznie sądząc, że to w geście przywitania. Kiedy więc ją pociągnął do siebie, aż wydała z siebie cichy okrzyk zaskoczenia. Przez chwilę chciała się zaprzeć, tak żeby nie utracić równowagi,  ale poczuła, że podtrzymuje ją ręką. Mimo to spięła się, jakby miało jej to w czymś pomóc.
Jeśli chciał w jej oczach dostrzec strach, to pewnie mu się to udało. Nie był to co prawda strach z rodzaju tych prawdziwych, po prostu była zaskoczona tym nagłym, dosłownym porwaniem jej na parkiet. Ona była przede wszystkim ciekawa tego, co się wydarzy i chyba po raz pierwszy przestała czuć się jak biedna dziewczyna wychowana praktycznie na ulicy. Choć przez krótką chwilę mogła się poczuć jak kobieta i wyobrazić sobie, że odwiedza takie miejsca co tydzień. Wiedziała, że prędzej czy później ten czar pryśnie, a ona wróci tam, skąd przyszła, ale teraz jeszcze nie chciała o tym myśleć. Dotychczas czytała o czymś takim tylko w książkach.
W nos uderzył ją zapach wody kolońskiej. Usłuchała i zdała się na partnera, dość pilnie śledząc jego kroki. Uwagę dzieliła pomiędzy Diego, a skupianie się na tym, co robi, tak żeby się nie potknąć, czy go nie daj Boże nie nadepnąć. Była co prawda skoordynowana ruchowo, ale też świadoma, że im bardziej czasem starała się dobrze wypaść, tym gorzej wychodziło. Pierwsza pomyłka nieco ją poirytowała, ale kiedy trochę się rozluźniła, przywyczajając do kroków i tempa, poszło jej już lepiej. Przynajmniej na tyle, że przestała całkowicie myśleć o krokach, a skupiła się bardziej na Diego. Jego oddech połaskotał ją w szyję.
- To raczej twoja zasługa - odparła rozbawiona. Faktem było, że pewnie gdyby trafiła na kogoś innego, być może nie wyglądałoby to tak różowo. Głupia. Gdyby trafiła na kogoś innego, to w ogóle nie poszłaby na ten parkiet.
- Zapracowany? Czym się zajmujesz? - Zapytała, skoro już o tym wspomniał. W dalszym ciągu nawet nie podejrzewała, że ma właśnie do czynienia z właścicielem tego przybytku. Chociaż to akurat w przypadku Diego Ramireza była chyba najmniej szokująca pozycja na liście biznesów, w które inwestował.
- Też mało brakowało, a by mnie tu nie było - odparła cicho. Stał tak blisko, że nie było potrzeby podnoszenia głosu. Czuła bijące od niego ciepło. Uległa właśnie jakiemuś przeświadczeniu, że inni ludzie przestali istnieć. Było to tym bardziej intensywne, że odczuła coś takiego po raz pierwszy. - Dobry z ciebie nauczyciel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Gru 06 2017, 15:01

Nie widziała tego co prawda, bo trzymał wszak głowę ponad jej ramieniem, ale uśmiechnął się rachityczne. W tańcu nie było potrzeby mówienia, ale chciał ją przy okazji poznać, stąd też mimo że odwlekał w czasie odpowiedzi, miał je na uwadze.
Diego Ramirez miał wiele wad, z czym zapewne każdy kto miał go okazję poznać się zgodzi. Jedno pozostawało jednak niezmienne - nigdy nie kłamał. Zdarzyło mu się przesunąć w czasie wyznanie prawdy, ale to nie kłamstwo, przynajmniej nie według jego osądu, choć można by z tym dyskutować. W przestępczym światku, w jakim było mu dane się obracać, było to raczej rzadko spotykane, choć niekoniecznie cenione. Zanim udzielił jej odpowiedzi na to, czym się zajmuje, rękę z talii przesunął po jej boku i umieścił na udzie, podnosząc jej nogę i zaczepiając o swoją. Uprzedzając, by chwyciła go mocniej, zrobił kilka kroków w tył, ciągnąc ją za sobą. Jak na pierwszy raz, nie szło jej najgorzej. Gdyby miała okazję poćwiczyć, coś bez wątpienia mogłoby z tego być. Argentyńczyk był zadowolony, że miał okazję pokazać jej chociażby skrawek kultury, którą powinna dobrze znać.
— Urodziłaś się tutaj? — Zapytał. Wbrew pozorom miało to dla niego znaczenie. Unikał cudzoziemek, zwłaszcza spoza Ameryki Łacińskiej. Czy był ksenofobem? Może trochę. Z największą radością wykurzał z Argentyny gringos, gdy miał ku temu dogodną okazję. Nie potrzebowali tutaj pierdolonych Amerykańców, wciskających się wszędzie tam, gdzie nie było dla nich miejsca. Od nich zaczynało się większość konfliktów od jakichś dwustu lat. Nie podobali mu się też ci, którzy emigrowali stąd do USA, jakby mogło ich tam spotkać coś lepszego niż tutaj.
Przypomniał sobie, że przecież miał jej powiedzieć, czym się zajmuje. Znowu odchylił ją do tyłu, opierając na swoim przedramieniu i spojrzał jej w oczy, chcąc mieć widok na jej ewentualną reakcję.
— Sprzedaję narkotyki — uśmiechnął się ujmująco, a jego ton zabrzmiał jakby oświadczył, że jest lekarzem albo prawnikiem. A w każdym razie zajmuje się czymś, co jest w pełni legalne. Właściwie będąc ze sobą całkowicie szczerym, nie widział w swoich działaniach niczego wybitnie nielegalnego. Jest popyt, jest podaż.
— Jak wszyscy w naszym pięknym Buenos Aires. Większość dochodów tego miasta pochodzi z takich interesów. — Elia miała pełne prawo pomyśleć, że żartuje. Można byłoby uznać, że przyznawanie się komuś, kogo dopiero poznał, do udziału w takich praktykach, nie było zbyt roztropne. Przecież mogła być podstawiona. Ale on miał już swoje plany wobec tej dziewczyny i raczej nie będzie miała okazji mu zaszkodzić. Poza tym niestety miał rację. Jego słowa bynajmniej nie wskazywały na to, że jest tym, kim jest. Równie dobrze mógł być na szarym końcu długiego łańcucha dostaw. Nic nie znaczyć.
— A z ciebie uczennica. Uważam jednak, że powinniśmy umówić się na kolejną lekcję. Umiejętności nie używane, w końcu zanikają, a byłaby szkoda to zaprzepaścić. Zgodzisz się ze mną? — Pochylił głowę, pytanie wypowiadając jej do ucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Gru 06 2017, 19:45

Powinna i właściwie znała. W Buenos Aires jeszcze do niedawna można było spotkać tancerzy nawet na ulicach przed tymi co lepszymi knajpkami. To było jednak zanim na ulicach zrobiło się średnio bezpiecznie. Nikt nie chciał dostać się w krzyżowy ogień porachunków ludzi, gotowych ginąć dla pieniędzy i nie wahających się przed niczym.
- Tak. Urodziłam i nigdy nie miałam okazji wyściubić stąd nosa - uśmiechnęła się nawet trochę smutno. Marzyła o tym, żeby wyjechać. Nic jej tutaj nie trzymało. Miała zresztą dużo innych marzeń, choćby weterynaria. Zdążyła się jednak już pogodzić z tym, że życie przygotowało dla niej inny scenariusz, a ten daleki był od wymarzonego.
- Oczywiście nie zrozum mnie źle. Buenos Aires jest piękne, ale... Chciałabym zobaczyć choćby resztę Argentyny - wyjaśniła, nie dlatego, że wyczuła, że to chyba dla niego ważne. Lubiła być tu, gdzie jest, choć z pewnością lubiłaby mocniej, w bardziej sprzyjających warunkach.
- Sądząc po tym, jak dobrze tańczysz, strzelam, że ty również jesteś tutejszy - roześmiała się cicho. Początkowe onieśmielenie jego bliskością rozmyło się, a obecnie nie było już po nim nawet śladu. Stąd też gdy złapał ją za udo nawet nie poczuła się jakby to było coś niewłaściwego. Poza tym wiedziała przecież, że to tylko figura w tańcu, choć wstrzymała na chwilę oddech.
Roześmiała się na słowa o sprzedawaniu narkotyków, szukając w jego twarzy oznaki, że żartuje. Nie dostrzegła jej jednak i na krótką chwilę mina jej zrzedła.
- Przez takie interesy to miasto kiedyś upadnie - odparła, kiedy już podniósł ją do pionu. Tak, wzięła jego słowa za żart. Miał rację, nawet ona zdawała sobie sprawę z tego, że ten biznes był tutaj najbardziej opłacalny. Ale nie miała z tym nic wspólnego. Widziała przecież, co to wszystko robi z ludźmi. Uznała, że z jakiegoś powodu po prostu nie chce jej powiedzieć, czym się zajmuje. Nie było w tym chyba nic złego, choć uznała, że to odrobinę podejrzane. Nie myślała o tym już więcej.
- Skoro tak mówisz - uśmiechnęła się, trochę figlarnie.  - W porządku. Nie chciałabym, żeby twój czas poszedł na marne, skoro jesteś taki zapracowany - dodała, wciąż w tym samym tonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Czw Gru 07 2017, 16:11

Tak naprawdę nikt chyba nie był gotowy ginąć za żadną sumę pieniędzy. Problem polegał na tym, że bardzo często ci, którzy ładowali się w takie interesy, nie mieli pojęcia na co się piszą. Dostawali pieniądze i broń, a potem szli w świat z przeświadczeniem, że są niezniszczalni. Nie byli, nikt przecież nie jest. A życie ma się tylko jedno i w dodatku stracić je, jest bardzo łatwo. Zwłaszcza w takim miejscu, jak to. Osobną kwestią było też, ile takie uliczne potyczki zabierały ze sobą niewinnych ofiar. W postaci ludzi, którzy mieli pecha pojawić się w złym miejscu, o złym czasie. To dlatego ulice były nocami tak puste.
— To źle? — Zapytał, z wyraźnie odmalowanym na twarzy rozbawieniem. Wykonał dość gwałtowny zwrot i zmianę kierunku, po czym obrócił dziewczynę wokół jej osi i pochwycił znowu w stanowcze objęcie.
— Piękne, ale zepsute. To musi być rozczarowujące dla kogoś, kto tu przyjeżdża po raz pierwszy. Zupełnie jak pięknie wyglądający owoc, który okazuje się robaczywy — rzekł, ożywiając się, gdy wyraziła chęć zwiedzenia pozostałych części Argentyny. — Reszta kraju zasługuje na więcej uwagi, jeśli chcesz znać moje zdanie, nawet jeśli mogłoby się wydawać, że większość zabytków znajduje się tutaj, w Buenos Aires — skomentował, w odpowiedzi na jej słowa.
— Tutejszy — zgodził się, uśmiechając swawolnie.
— Miałem jednak okazję włóczyć się trochę tu, trochę tam. Kolumbia, Brazylia... U nas mimo wszystko i tak najbezpieczniej. — Być może był po prostu subiektywny, bo lubił ten kraj i gdyby nie musiał, to by stąd nie wyjeżdżał. Interesy czasem go jednak do tego zmuszały. Mimo wszystko miał pewnie tak radykalne poglądy w tej kwestii, bo ktoś dał mu wybór, czy chce być tutaj, czy gdzie indziej. Zgadywał, że Elia tego wyboru nie miała i nagle zapragnął jej go dać. Żeby mogła się przekonać, że nie ma tam czego szukać, w tym wielkim świecie, bo cały świat był tutaj.
Spochmurniał nieco na jej słowa.
— Dlaczego tak uważasz? Gdyby nie takie interesy, być może dalej wszystko byłoby w ruinie — zapytał, zainteresowany jej słowami, a uśmiech zniknął, zastąpiony nieokreśloną miną. Wrócił jednak ponownie, wraz z zapewnieniem o tym, że nie chciałaby, aby marnował swój czas. Nie przywykł do kobiet zwracających się do niego w ten sposób i jeszcze nie wiedział do końca, czy mu się to podoba, czy nie. Zainteresowała go jednak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Czw Gru 07 2017, 18:32

Elia nie miała pojęcia, że za jakiś czas przyjdzie jej stać się częścią świata, który obecnie wzbudzał w niej raczej coś na kształt umiarkowanego lęku. Nie można było powiedzieć, żeby jej strach był realny. Tak naprawdę nigdy nie miała styczności z jakąś niebezpieczną sytuacją, no, prawdziwie niebezpieczną. Chroniły ją przed tym chociażby godziny policyjne sierocińca. A także to, że była sierotą. Nie było kogo szantażować tym, że ktoś ją skrzywdzi, bo nie było nikogo, kto by się tym przejął.
- Zależy jak na to spojrzeć. Jak dla kogoś, kto chciałby zobaczyć coś ponad Buenos, to nawet bardzo źle - zdążyła powiedzieć, zanim wykonała obrót i wróciła znów do partnera. Chwilowo straciła równowagę i naparła na niego całym ciężarem ciała, próbując ją odzyskać.
Roześmiała się niezbyt głośno, cała ta rozmowa zresztą była dość cichą wymianą zdań. Taniec wymógł na nich bliskość, a co za tym szło, nie było potrzeby podnoszenia głosu. Poza tym Milonga to nie hałaśliwe kluby.
- To by chyba znaczyło, że my jako mieszkańcy jesteśmy robactwem - odparła, choć spodobało jej się to porównanie. - Tak? Na przykład? - Zapytała z zainteresowaniem. Lubiła go słuchać, nawet gdyby mówił coś zupełnie pozbawionego sensu. Tym razem jednak faktycznie chciała usłyszeć, co takiego ma do zaoferowania Argentyna. Być może podpowie jej coś więcej, niż zdawkowe przewodniki turystyczne, które okazyjnie udawało się zawinąć jakiemuś nieuważnemu turyście.
Oczy prawie jej się zaświeciły gdy powiedział, że był za granicą. Dla tak ubogiej osoby jak ona, coś takiego było nawet nie do pomyślenia. Podbudowującym wydał jej się fakt, że mimo wszystko uważał Argentynę za... Najbezpieczniejszy kraj?
- A gdzie najlepiej i najpiękniej? - Zapytała, bo to to było głównym przedmiotem dyskusji. Bezpieczeństwo, jak już zostało wspomniane, wydawało się nie grać dla niej aż takiej roli. Właśnie dlatego, że nie było jej jeszcze dane zaznać smaku prawdziwego niebezpieczeństwa.
- Nie da się budować sukcesu na ludzkim nieszczęściu. Nie na dłuższą metę. A czym innym jest sprzedawanie narkotyków? - Odpowiedziała, niezrażona tym, jak nagle spoważniał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pią Gru 08 2017, 17:58

Diego natomiast ten świat znał od podszewki. Co gorsza zamiast zrobić coś, by zapobiec dalszemu rozlewowi krwi, jedynie kontynuował to, co przed nim zaczęli inni. Wiedział, że to prawdziwa walka z wiatrakami.
Podtrzymał ją, mimo jej utraconej równowagi na tyle mocno, że nawet nie dało się zauważyć, że coś było nie tak jak powinno. Nie żeby sądził, że ktoś ich obserwuje. No, może urocza koleżanka Elii, o której brunetka chyba chwilowo całkowicie zapomniała. Jaka szkoda. Nie wiedział natomiast, że już dzisiaj rozpocznie się proces, który eskaluje dopiero za siedem lat i będzie miał ścisły związek z tą dziewczynką, którą wziął za pozornie niegroźną.
Krótko się zaśmiał, trochę chyba porażony prawdziwością jej stwierdzenia. Co prawda metafora, której użył, nie odnosiła się do tego, na co zwróciła uwagę Elia, ale ciężko było jej nie przyznać racji.
— Niektórzy na pewno — szarpnął głową lekko w bok. Wbił spojrzenie w jej twarz i przyjrzał się jej badawczo. — Chociaż wiesz co? To chyba bardziej takie życie w symbiozie — stwierdził po krótkiej chwili milczenia. A może wręcz przeciwnie? Mieszkańcy wykańczali miasto, a ono odpłacało się tym samym. Chociaż przecież miasto to mieszkańcy. Mogliby tak dywagować do samego rana, a chyba nie doszliby do żadnych wniosków.
— Na przykład Perito Moreno. Już nie taki wspaniały jak przed laty, ale wciąż robiący wrażenie. Obecnie to marna atrakcja turystyczna, przynajmniej według niektórych. Wodospad Iguazú... Na samej granicy, ale wciąż nasz. Nie słuchaj, jeśli ktoś ci powie, że tylko od strony brazylijskiej granicy wygląda efektownie — odpowiedział. Pomyślał przez chwilę, wciąż ją obserwując.
— Andy po naszej stronie też prezentują się wspaniale, choć nimi akurat przyszło nam się dzielić — dodał jeszcze. W kwestii faktycznych zabytków, które wyszły spod ręki człowieka milczał, bo większość z nich znajdowała się w stanie gorszym lub lepszym w Buenos Aires. Chociaż nawet będąc tutaj urodzonym, ciężko było zobaczyć każdy z osobna.
— W Argentynie, oczywiście — uśmiechnął się szeroko. Nie powinna była spodziewać się od niego innej odpowiedzi.
Spojrzał na nią, nawet z czymś na kształt niedowierzania i zainteresowania. Nie mógł co prawda wymagać od niej wiedzy na temat tego, do kogo to mówi, był też ciekaw czy gdyby tę wiedzę miała, to użyłaby równie niefortunnego sformułowania.
Nie było mu jednak dane nic na to odpowiedzieć, bo u ich boku zmaterializował się znikąd Pablo. Ramirez spochmurniał i zatrzymał się, patrząc wyczekująco na swojego człowieka. Nie odprawił go z kwitkiem tylko dlatego, że musiało to być coś ważnego, skoro im przeszkodził. Mężczyzna nachylił się ku Diego i powiedział mu coś, co umknęło uszom Elii. Ramirez nie wyglądał na zadowolonego. Odesłał Pablo poirytowanym machnięciem ręki, po czym odzyskując uśmiech, zwrócił swoją uwagę z powrotem na Elię.
— Czas na mnie, obowiązki  wzywają. Dziękuję za taniec — powiedział.
— Mam nadzieję, że nasze drogi się jeszcze skrzyżują, Cariña. — Spojrzał na nią znacząco. Już on na pewno postara się, aby się skrzyżowały. Wypowiedziawszy te słowa, odwrócił się i zniknął wśród tłumu, tracąc się Martinez z oczu. Dołączył do Pablo, a przechodząc obok niego, rzucił:
— Znajdź mi ją. Chcę ją mieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pią Gru 08 2017, 19:27

Słuchała go z uwagą, choć zdarzały się momenty, gdy zapatrzona w czerń jego spojrzenia, przestawała kontaktować ze światem zewnętrznym, a jego głos stawał się odległy, jakby to wszystko było tylko dziwnym snem.
- Och, Iguazu! - Ucieszyła się wręcz. Czytała o tym miejscu i to sporo, głównie pod kątem występujących tam gatunków zwierząt. - Widziałam na zdjęciach, musi być piękny - potwierdziła. Zapamiętała sobie jego słowa, na wypadek gdyby kiedyś stanęła przed możliwością zobaczenia wszystkich tych miejsc. Może kiedyś, jak już opuści sierociniec i uda jej się wyrwać? Kto wie. W tej chwili zresztą wszystko wydawało jej się możliwe.
Była niemal zła, kiedy znajomy Diego podszedł i im przerwał tę miłą rozmowę, ale spostrzegła, że chyba stało się coś poważnego, bo mężczyzna wyglądał na rozzłoszczonego. Odwróciła wzrok, nie chcąc wyjść na wścibską i wtedy też dostrzegła Marię, która wyglądała na bardziej niż wściekłą. Elia poczuła się, jakby ktoś przyłapał ją na czymś bardzo złym i wstydliwym, aż odruchowo sięgnęła ku palcom swojej prawej dłoni i zaczęła je niekontrolowanie wykręcać, jak zawsze wtedy, kiedy się denerwowała. Przygryzła wargę i poczuła się fatalnie. Jak mogła tak okropnie się zachować?! Wyrzuty sumienia już zaczynały ją gryźć.
Gdy Diego podziękował, dopiero wtedy przestała spoglądać na Marię przepraszająco i zwróciła twarz w stronę mężczyzny.
- To ja dziękuję za lekcję - odparła, trochę chyba zaskoczona tym, jak szybko to wszystko się zakończyło.
Coś w jego ostatnich słowach zanim odszedł sprawiło, że zrobiło jej się gorąco. Kiedy zniknął jej z oczu, dopiero wtedy pozwoliła sobie na głębokie zaczerpnięcie powietrza. Przytknęła dłonie do twarzy i pokręciła lekko głową. Co to było?!
Wciąż zdezorientowana zeszła z parkietu i podeszła do Marii, która była wyraźnie obrażona, a Elia nawet jej się nie dziwiła.
- Przepraszam cię. Strasznie cię przepraszam. Całkiem straciłam poczucie czasu - wyrzuciła jednym tchem. Przyłapała się jednak na tym, że przeczesywała wzrokiem parkiet, jakby chciała go zobaczyć jeszcze raz. Nie była jednak głupia. Wiedziała, że nie pojawi się już tutaj i go nie spotka. Nie wymienili się też danymi. To nie była bajka. Odnaleźć kogoś, znając tylko jego imię, w tak wielkim mieście graniczyło z cudem. Czuła ukłucie zawodu, ale mimo to postanowiła cieszyć się, że chociaż przez krótką chwilę mogła przeżyć coś tak niesamowitego. Ależ będzie miała co opowiadać! I o czym rozmyślać.
Do sierocińca wróciły w ciszy. Opiekunki nie dowiedziały się o tej eskapadzie, a Maria nie odzywała się do Elii przez kolejnych kilka dni. Martinez myślami była jednak gdzieś zupełnie indziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sob Gru 09 2017, 11:10

throw me into deep and watch me drown
Buenos Aires, sierpień 2218


Kiedy kilka tygodni temu został wywabiony z Milongi, nie miał czasu na bycie wytrąconym z równowagi. Pablo przyszedł go poinformować, że ktoś dał cynk glinom, że tam był. Diego opłacał większość policji, ale zdarzały się wyjątki od tej reguły, ostoje prawilności w tym zepsutym mieście. Godne podziwu, ale cholernie niepraktyczne. Nie mógł ryzykować. Mimo więc swojej niechęci do tego, by wychodzić tak wcześnie, nie miał większego wyboru. Poprosił jednak Pablo, by odszukał Elię. Dla chcącego nic trudnego.
Tak się szczęśliwie dla Diego złożyło, że Elia okazała się być wychowanką lokalnego sierocińca. Placówki, która wisiała mu kasę. Sporo kasy... Nie był uzależniony od pobieranych haraczy, była to tylko forma utrzymania wszystkich w ryzach. Wyglądało jednak na to, że w tym konkretnym wypadku, przyjdzie mu wyciągnąć z takiego stanu rzeczy więcej korzyści. Nie tylko dlatego, że łatwiej będzie mu przekonać Martinez do tego, żeby opuściła tamto miejsce. Im mniej łączyło ją z poprzednim życiem, tym łatwiej będzie ją zatrzymać przy sobie. Sporo rozmyślał ostatnimi czasy na ten temat. Pablo wytknął mu, że mógłby mieć przecież każdą kobietę, jakiej by zapragnął. Po co zatem aż tak się trudzić, żeby pochwycić jakąś sierotę, w dodatku nawet jeszcze niepełnoletnią? Diego nie potrafił znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Przypominała mu o czymś, co kiedyś stracił. A może to było coś, czego nigdy nie miał?
Wysłał tam trójkę ludzi, pod pretekstem odebrania haraczu. To nie był jeszcze termin, nie sądził więc, aby tym zapracowanym wychowaniem przyszłych przestępców obywateli kobietom, udało się uzbierać należną kwotę. To i tak było kłamstwo. Utkane grubymi nićmi w dodatku. Nikt jednak nie dociekał, gdy w progu jego domu stawali ludzie z gnatami w ręku, domagając się tego, co się im należy.
Nie wszystko potoczyło się jednak zgodnie z planem. Mimo wyraźnego polecenia, że Elii ma włos z głowy nie spaść, stało się inaczej. W teorii wszystko było proste. Javier, Gustavo i Pablo mieli się tam pojawić, poinformować o konieczności spłacenia haraczu natychmiast, a skoro nie ma takiej możliwości - zabierają Martinez w formie karty przetargowej. Proste, łatwe i niekoniecznie przyjemne. Z oczywistych względów Diego nie mógł wziąć udziału w akcji, czego pożałował, gdy po powrocie zobaczył Pablo trzymającego na rękach Elię, którą ktoś postrzelił. Omal nie stracił panowania nad sobą. Cudem udało mu się powstrzymać chęć zamordowania skurwiela, który to zrobił, na miejscu. Mimo ich pokrętnego tłumaczenia, że to Elia wlazła im przed lufę. Wątpił, by w tym przypadku przemoc była konieczna. W końcu to kobieta, jak trudne musiało być spacyfikowanie siedemnastolatki?
Zorganizowanie dyskretnego lekarza nie stanowiło problemu, sęk w tym, że Ramirez nie mógł zrozumieć, jakim cudem mogli skrewić tak proste zadanie. Z wydawaniem osądów postanowił się jednak wstrzymać, nim Elia się wybudzi i przedstawi swoją wersję wydarzeń. Zakładając, że po tym wszystkim zechce współpracować. Potraktowano ją regeneratorem i jej życiu już nic nie zagrażało, mimo znaczącej utraty krwi. Jeden z pokoi oddał jej na wyłączność. Pierwszego dnia nawet do niej nie zajrzał, zbyt wściekły sam na siebie, że wszystko tak się potoczyło. Poza tym spała. To nie to, że miał wyrzuty sumienia. Tych nie miał od... Właściwie nigdy nie miał. Nie dawało mu to jednak spokoju.
Poszedł tam dopiero drugiego dnia, pod wieczór. Wszedł do środka ostrożnie, bo chyba jeszcze spała. Na twarzy miała opaskę; nie chcieli, żeby doznała szoku po przebudzeniu. Nie mógłby więc spojrzeć w jej niesamowite, ciemne oczy. Kazał przygotować ten pokój, był zresztą wyposażony całkiem nieźle. Z pewnością lepiej niż to, do czego mogła przywyknąć w sierocińcu. Coś mu jednak podpowiadało, że w związku z postrzeleniem, piękne wnętrze niczego nie zmieni. Stanął naprzeciwko obszernego łóżka i przyjrzał jej się. Wydawała się taka drobna wśród poduszek, wyglądała jednak dokładnie tak, jak ją sobie zapamiętał z Milongi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sob Gru 09 2017, 13:47

Obudziła się ze straszliwym bólem w całym ciele, szczególnie pulsującym w okolicach klatki piersiowej. Ciężko było jej oddychać, a wokół było ciemno. Wyczuła, że chyba jest sama. Cała była ociężała, a ból przy każdym ruchu jedynie się nasilał, wobec czego znieruchomiała. Umysł miała jak zasnuty mgłą. Urywki wspomnień, które równie dobrze mogłyby być koszmarnym snem, wracały do niej, by po chwili umknąć, nim zdążyła je pochwycić. Strzelanina, pieniądze, jacyś ludzie... Chciała krzyczeć, ale szczęki miała zaciśnięte, zupełnie jakby odmówiły jej posłuszeństwa. Po chwili dopiero uświadomiła sobie, że zaciskała je tak mocno, bo to dawało głupie poczucie, że mniej ją wtedy boli. W tak dziwnej i koszmarnej dla siebie sytuacji zastanawiała się, czy szczęka może pęknąć pod własnym naporem? Z taką myślą odpłynęła z powrotem w sen, w trakcie którego miała dziwne przebłyski. Odległe głosy, ręce, które jej dotykały i dziwny chłód łagodzący ból.
Jakiś czas później obudziła się ponownie, przynajmniej tak jej się wydawało, bo gdy spróbowała otworzyć oczy, zobaczyła tylko ciemność. Ćmiło jej w głowie, a kark zesztywniał jej do takiego stopnia, że aż palił żywym ogniem. Spróbowała się poruszyć, ale czuła się okropnie obolała. Zebrała w sobie resztki siły i determinacji, które jej pozostały i spróbowała wstać, ale ciało zupełnie odmówiło jej posłuszeństwa. Co się do cholery działo?!
Wydarzenia ostatnich, jak jej się wydawało godzin, zaczęły do niej powoli wracać. Trzech mężczyzn przyszło po haracz. Opiekunki nie miały pieniędzy, więc chcieli wziąć Elię jako gwarant spłaty. Marina się na to nie zgodziła, jeden z nich wymierzył... Ale kula trafiła Elię, która osłoniła kobietę. Potem nie pamiętała już niczego.
Czy oni ją do cholery porwali?! Zaczynała panikować. Poruszyła głową, próbując pozbyć się opaski, ale nic jej z tego nie przyszło poza spazmem bólu, który przeszył jej kark. Musieli ją czymś naszprycować, na pewno. Połykając palące łzy paniki postanowiła wyczuć swoje położenie. Na pewno leżała na czymś miękkim. Poduszka? Bez sensu. Poza tępym bólem w okolicach obojczyka, który wydawał się tylko wspomnieniem bólu, który czuła wcześniej, chyba była cała. Przełknęła ciężko ślinę, rozumiejąc, że jej ciało chyba nie doznało aż takiego uszczerbku.
Mniej więcej wtedy też wyczuła czyjąć obecność w pomieszczeniu, gdzkiekolwiek się znajdowała. Ciężko było powiedzieć czemu, po prostu czuła na sobie czyjś wzrok. Pożałowała, że nie może nakryć się tym, czymkolwiek jest przykryta bardziej. Schować przed światem. Przed porywaczem. Zwilżyła niepewnie wargi zastanawiając się, czy język też odmówi jej posłuszeństwa i nie będzie w stanie się odezwać.
- Kim jesteś? - Głos jej drżał. Odchrząknęła. Nie chciała brzmieć tak żałośnie, jak zabrzmiała.
- Gdzie jestem? - Czuła się jakby była pijana i jej własne słowa, wraz z ich sensem docierały do niej dopiero po czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Nie Gru 10 2017, 16:39

Przyglądał jej się z beznamiętnym wyrazem twarzy, jak się budzi i jak narasta w niej panika. Podali jej środki uspokajające, żeby nie była zbyt energiczna, gdy już odzyska przytomność. Już nawet nie z powodu tego, że mogłaby próbować uciec. Diego chciał wierzyć, że będzie rozsądna i gdy przedstawi jej, jakie ma wyjścia, sama podejmie decyzję o pozostaniu. Chodziło raczej o to, by nie naruszała świeżo zagojonej rany. Gdy się odezwała, wezbrała w nim fala wspomnień z Milongi. Jej głos, wtedy tak pełen zachwytu, teraz drżał. Poczuł się prawie źle, że zrobił to, co zrobił. Prawie. Był chyba jednak zbyt samolubny na to, by tak po prostu przyznać się do popełnienia błędu.
Ruszył ze swojego miejsca i powoli podszedł bliżej łóżka, wciąż nie spuszczając z niej uważnego spojrzenia, które rejestrowało każdy jej ruch. Nawet jeśli nie było ich na razie zbyt wiele. Całkowicie puścił mimo uszu pytanie o to, kim jest, stwierdzając, że jeszcze przyjdzie czas na to, by się przedstawić. Na razie chciał ją tylko uspokoić na tyle, ile było to możliwe w tak przykrej dla niej sytuacji.
— Dobrze, że w końcu się obudziłaś. Już się bałem, że coś ci się stało — powiedział cicho. Być może gdyby nie warunki, można by uznać jego ton za kojący. Nie było jednak co łudzić się, że ją to w jakimś stopniu uspokoiło.
Usiadł na łóżku i milczał przez chwilę. Korzystając z tego, że wciąż niczego nie widziała, przyglądał jej się nieskrępowanie. Zdecydował się udzielić odpowiedzi na pytanie, które mu zadała, dopiero po kilkudziesięciu sekundach. Powinien był się spieszyć. Leki będą działały z minuty na minutę coraz słabiej.
— Jesteś tam, gdzie być powinnaś — pewność z jaką to powiedział, mogła być deprymująca. Wyciągnął rękę i musnął jej policzek, po czym opuścił palce na linię żuchwy i wędrując poprzez szyję, na dłużej zatrzymując się przy grubym opatrunku, który osłaniał obojczyk.
— Liczę że zdajesz sobie sprawę, że sytuacja w której się znalazłaś jest wyjątkowa. Muszę cię też przeprosić za niedogodności — zaczął w końcu, cofając rękę, choć z ociąganiem, bo najwyraźniej nie miał na to ochoty.
— Nie taki był plan. Mam też dla ciebie pewną propozycję, ale to będzie musiało poczekać, nim umysł bardziej ci się rozjaśni — ciągnął powoli. Domyślał się, że po podanych jej środkach musi czuć się fatalnie i jest pewnie zdezorientowana. Mówienie jej teraz o czymkolwiek wiązało się z ryzykiem, że albo niczego nie zapamięta, albo wyciągnie mylne wnioski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Nie Gru 10 2017, 18:01

Ton głosu mężczyzny zmroził jej krew w żyłach. Oddech jej przyspieszył, a panika stała się bliższa niż kiedykolwiek wcześniej. Jednocześnie wydawało jej się, że skądś zna ten głos, nie mogła sobie jednak przypomnieć skąd. Jej myśli uporczywie krążyły wokół próby przypomnienia sobie, ale ilekroć wydawało się, że rozwiązała tę zagadkę, okazywało się, że niekoniecznie. Kiedy wyczuła ciężar na materacu obok, zdusiła w sobie chęć wrzaśnięcia. Gdyby tylko mogła, poderwałaby się i uciekła. Gdziekolwiek mogła się znajdować. Przez krótką chwilę przeraziła się na myśl, że mogliby ją wywieźć z kraju, ale potem przypomniała sobie, że chodziło tylko o gwarancję, że sierociniec spłaci należność. Oby.
- Znam cię? - Zapytała po chwili, nie bardzo wiedząc co jeszcze mogłaby mu odpowiedzieć na takie dziwne słowa. Tak jakby porywacza mogło obchodzić, czy coś jej się stało! Poza tym stało się, oberwała. Obecnie była jednak zbyt przerażona, by móc się boczyć. Była jak ranione zwierzę w potrzasku, a fakt, że nie mogła się ruszyć tylko dolewał oliwy do ognia. Spróbowała znowu poruszyć palcami, tym razem nawet jej się to udało. Jeszcze tylko trochę!
Drgnęła, gdy poczuła chłodny dotyk na twarzy. Tak delikatny, że gdyby kontekst był inny, pewnie uznałaby go nawet za przyjemny.
- Niedogodności? Plan? - O czym ten facet do cholery mówił? W głowie wciąż jej ćmiło  i nie mogła się na niczym należycie skupić. Mdliło ją. W dodatku wciąż uparcie krążyło jej po głowie, że zna skądś ten głos. Skoncentrowała wszystkie swoje siły, zwilżyła wargi, po czym znowu podjęła.
- Wypuść mnie, proszę. Nikomu nic nie powiem - zabrzmiała błagalnie, ale głos już się jej tak nie trząsł. Miała też wrażenie, że cokolwiek jej podano, przestaje powoli działać. Czuła się jakby była uwięziona w bryle lodu, która powoli się topiła i uwalniała ją ze swoich okowów.
- Chcę tylko wrócić do domu. Proszę - podjęła znowu, niezależnie od odpowiedzi, której udzielił znajomy nieznajomy. To było głupie, przecież skąd mogłaby go znać? I kim on w ogóle był? Żrący strach porwał ją w swoje objęcia i nie chciał za nic puścić. Serce waliło jej jak młotem. Co się z nią teraz stanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pon Gru 11 2017, 15:15

Obserwowanie, jak powoli wraca do świata przytomnych i jak narasta w niej panika, sprawiało Diego wiele przyjemności. Podobnie jak to, że miał ją w końcu w swoich rękach, pod kontrolą. Nie pragnął jednak jej krzywdy, a ludzie, których po nią wysłał, nie byli tego w stanie uszanować. To musiało się spotkać z konsekwencjami, wszystko jednak w odpowiednim czasie.
Roześmiał się cicho, gdy zapytała, czy go zna. Zatem jednak musiała skojarzyć po głosie. Nie sądził jednak by była w stanie powiedzieć dokładnie, z kim ma teraz do czynienia. Mylące mogły się okazać okoliczności jej porwania. Ciężko byłoby połączyć z czymś takim uprzejmego Diego, którego poznała w Milondze. Chociaż? Przecież wciąż był uprzejmy.
— Jeszcze nie — odparł zgodnie z prawdą. Ich znajomość była przecież powierzchowna, nie skłamał więc. Poza tym nie przedstawił się wtedy niczym, poza imieniem. Na upartego nie można tego było uznać więc za "znanie". Kwestią do przedyskutowania było, czy istotnie nie jest to kłamstwo, ale Diego tak postępował. Tworzył sobie furtki, które mógł potem wykorzystać, koniec końców nie kłamiąc.
— Niedogodności — zgodził się. — Zapewniam cię, że ktokolwiek do ciebie wycelował, zostanie za to ukarany — ciągnął, wciąż cichym, wypranym z wszelkich emocji tonem. Nadrabiał spojrzeniem, którego jednak Elia zobaczyć nie mogła. Chłonął jej widok, zanim będzie musiał skonfrontować się z nienawistnym wzrokiem, którym obdarzy go, gdy tylko opaska opadnie, a oczom Martinez ukaże się prawda w pełnej krasie.
— Obawiam się, że nie mogę tego zrobić — odparł, niemal z troską, co w związku z okolicznościami, mogłoby wydać się bardziej upiorne, niż stanowiące faktyczną pociechę.
— Choć właściwie mogę, ale po prostu nie chcę.
Przez myśl przemknęło mu, że rozsądnie byłoby wstać i nie siedzieć tak blisko, gdy leki przestaną działać. Diego postanowił jednak, że zdradzi jej w czym rzecz, a Elia będzie na tyle rozsądna, by to wpierw przemyśleć. Zwlekał z tym, obserwując z fascynacją jak narastał jej strach. Serce biło jej tak mocno, że widział to wyraźnie pod cienkim materiałem koszuli, którą na sobie miała. Kazał ją przebrać i wykąpać po tym, jak ją tu przywlekli, całą ubrudzoną krwią. Na samą myśl o tym, znowu poczuł znajome ukłucie gniewu. Nie lubił, kiedy ktoś postępował wbrew jego woli.
— To niemożliwe. Ale możemy się dogadać — odparł po chwili, która być może Elii wydawała się wiecznością, choć dla niego czas się zatrzymał, odkąd wszedł do pokoju.
— Zostaniesz tu przez jakiś czas. Obiecuję, że nic ci się nie stanie. W zamian za to kupisz trochę czasu swoim opiekunkom, na zebranie odpowiedniej kwoty — wyjaśnił. Choć cała ta sprawa z kartą gwarancyjną była blefem, teraz właściwie nie kłamał. Zostać zostanie, włos z głowy jej nie spadnie, a haracz sierocińcowi w ogóle odpuści. O ile będzie grzeczna. Tego jednak nie powiedział na głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pon Gru 11 2017, 16:07

Ta odpowiedź zbiła ją z tropu, bo naprawdę spodziewała się, że porywacz potwierdzi to, że się znają. Ten głos... Myśl, Elia, myśl! Wciąż nic jej jednak nie przychodziło do głowy. W końcu przestała tracić na to energię. To czy się znali i tak niczego nie zmieniało. Musiała się stąd wydostać. Z ulgą zauważyła, że była już w stanie poruszyć nadgarstkiem. Co prawda wciąż wszystko ją bolało, ale świadomość, że odzyskiwała władzę nad własnym ciałem była kojąca.
Zrobiło się jeszcze dziwniej, gdy padły słowa o ukraniu tego, który ją postrzelił. Albo miała właśnie do czynienia z najmniej zdecydowanym porywaczem świata, albo kryło się za tym coś więcej, niż początkowo myślała.
- Jeśli chcesz wziąć za mnie okup, to cię rozczaruję. Nikt ci nie zapłaci - odparła, nawet zdziwiona swoją odwagą. Właściwie powinna kazać swojemu nowemu, odważnemu "ja" zamknąć buzię, bo przez nią zginą.
Świat aż zapulsował czerwienią, gdy oznajmił, że mężczyzna wcale nie chce jej wypuszczać. Z gardła wydarł jej się bezsilny pomruk. Co to wszystko miało znaczyć? Zacisnęła zęby z całych sił, żeby się nie rozpłakać. Już sama nie wiedziała czy ze smutku nad własnym losem, czy z bezsilnej wściekłości i frustracji.
Potem tylko czekała, zdana na łaskę i niełaskę nieznajomego. Odkryła jednak, że była już w stanie nieznacznie zmienić swoją pozycję. Była jednak ostrożna, jakby bała się poruszać pod naporem wzroku porywacza. Coś jej podpowiadało, że tenże cały czas był w nią badawczo wbity. Czuła to na sobie, jakby podświadomie.
- Po co mam tu zostać? - Zapytała już nieco spokojniej. Poruszyła nogą. Zupełnie jakby chciała sprawdzić, co musi zrobić, żeby obcy zareagował. Zdziwiło ją, że nie jest związana ani nic w tym rodzaju. Wiedziała jednak, że jeśli spróbowałaby się zerwać do ucieczki, nogi mogłyby jej odmówić posłuszeństwa. Nic nie rozumiała z tego, co porywacz mówił. Jaki miałby cel w zostawianiu jej tutaj? A może to był jakiś burdel? Zacisnęła mocniej powieki modląc się, żeby nie. To byłoby chyba gorsze od śmierci.
- Jaką mam gwarancję, że naprawdę nic mi nie zrobisz? - Dodała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Wto Gru 12 2017, 12:35

Dostrzegł, że jej ruchy stały się odważniejsze. Ewidentnie testowała jego cierpliwość lub spostrzegawczość, a na pewno wystawiała to pierwsze na poważną próbę. Roześmiał się cicho i niemal szyderczo na słowa o okupie. Akurat pieniądze grały dla niego najmniejszą rolę i rozbawiło go, że mylnie spostrzegła całą tę sytuację jako jego okazję do zarobku.
— Niepotrzebnie sobie umniejszasz — odrzekł jedynie, choć wiedział, że pewnie miała rację. Placówki takiej jak sierociniec, nie było stać nawet na to, żeby się z nim rozliczyć, co dopiero bawić się w prowadzenie pertraktacji z terrorystą? Podziwiał przy tym wszystkim jej zadziorność. Przypuszczał jednak, że to swoista reakcja obronna, chociaż już w Milondze pokazała mu, że nie ma problemu z mówieniem tego, co myśli naprawdę. Brakowało mu tego w relacjach z ludźmi, którzy go otaczali. Ci, zwykle woląc uniknąć wybuchu ze strony Diego, obchodzili się z nim z ogromną dozą ostrożności. Co zabawne, wybuchy zdarzały mu się niezwykle rzadko, lęk ten był więc w dużej mierze przesadzony. Nie miał na to jednak wpływu.
— Dobre pytanie — przyznał, po czym zrobił pauzę, jakby udał, że zastanawia się nad odpowiedzią. — Bo cię o to proszę — powiedział. Na próżno doszukiwać się w jego tonie szyderstwa czy sarkazmu. Jego prośby zwykle były podszyte groźbą i jedynie udawały to, czym miały być w jego mniemaniu. Tym razem zabrzmiało to jednak całkiem przyjaźnie. On jej nie chciał straszyć. Problem polegał na tym, że zupełnie nie wiedział jak postępować z ludźmi, żeby tego nie robić.
Zauważył, że pozycja w której leżała, zmieniła się. Uznał, że to dobry moment, żeby się tym w końcu zainteresować. Nie chciałby, aby przyszło jej do głowy coś głupiego, a coś mu podpowiadało, że może tak być. Gdy w grę wchodził instynkt przetrwania, nie sądził by jego słowa i zapewnienia o tym, że nie spotka jej żadna krzywda, na coś się zdały.
— Masz moje słowo. Nie łamię danych obietnic i nigdy nie kłamię — wyjaśnił. — Oczekuję tylko współpracy. Każde twoje działanie spotka się z odpowiednią reakcją z mojej strony — uznał, że warto o tym wspomnieć. Innymi słowy, właśnie bardzo uprzejmie jej oznajmił, że jeśli spróbuje uciekać, może się z tego zrobić jakiś problem. Skoro Elia była już w stanie się ruszać, postanowił zrobić w końcu to, przed czym z jednej strony się wzbraniał, a z drugiej czekał z niecierpliwością.
Ujął jej rękę, delikatnie ale stanowczo, po czym lekko pociągnął, żeby usiadła.
— Pomogę ci wstać, a potem zdejmę opaskę — uprzedził, żeby się nie wystraszyła i nie zaczęła wyrywać. Wstał z łóżka nie puszczając jej ręki i przesunął Elię, żeby było jej łatwiej wstać. — Tylko powoli, na pewno będzie ci się kręcić w głowie, jak wstaniesz. Leżałaś przez dwa dni — usłyszała szept tuż przy swoim uchu. Podtrzymał ją, gdyby kolana odmówiły posłuszeństwa. Jednocześnie starał się opanować niepohamowanie rosnące podniecenie, wywołane jej bliskością.
Poprowadził ją na środek pokoju. Chciał, żeby rozprostowała trochę nogi. Zatrzymał się przed dużym lustrem w rogu pomieszczenia i stanął za nią, podtrzymując, jeśli jeszcze było to konieczne. Po kilku dłużących się sekundach, powolnym ruchem zdjął jej opaskę z oczu. Pierwsze co dostrzeże, to zapewne swoje mizerne odbicie w lustrze. Później, jeśli będzie patrzeć dalej, dostrzeże znajomą twarz ponad swoim prawym ramieniem. Diego nie uśmiechał się, tylko patrzył czarnym, pustym wzrokiem na ich odbicie w tafli. Położył ręce na jej ramionach, przyciskając lekko. Pomyślał wtedy, że jej miejsce jest tutaj, z nim, w jego rękach. Zdania na przestrzeni lat nie zmieni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Wto Gru 12 2017, 16:39

Z każdą kolejną odpowiedzią zamiast coraz lepiej orientować się w swojej sytuacji, była coraz bardziej zagubiona i skonsternowana. Umniejsza sobie? Bo ją prosi? Jej myśli były tak gorączkowo rozbiegane, że nie mogła w pełni zastanowić się nad tym, co zrobić dalej. Wciąż była przekonana, że to jakiś burdel, w którym spędzi resztę swojego nędznego życia. Zastanawiała się, jakie pytanie mu zadać, by się tego dowiedzieć.
Wyczuła subtelnie zakamuflowaną groźbę w słowach o reakcji z jego strony, a może jej się tylko wydawało? Miała ku temu jakieś podstawy, choćby dlatego, że została bezczelnie porwana i postrzelona, a teraz on siedział tu sobie ze swoją uprzejmą gadką i Bóg jeden raczy wiedzieć, co też mógł chcieć od niej. Nie mając jednak innego wyboru, postanowiła na razie przynajmniej dać mu kredyt zaufania, że nie zrobi jej krzywdy. Mimo to drgnęła, gdy poczuła dotyk dłoni na swojej ręce. Zdumiwająco delikatny jak na kogoś, kto zrobił to, co zrobił.
Pokiwała słabo głową, zbierając siły i koncentrując się na tym, żeby z pomocą wstać. Kolejny szok przeżyła słysząc, ile czasu już tutaj spędziła. Dwa dni?! Polegając na nieznajomym, po omacku szła gdzie ją prowadził, choć nie mogła powiedzieć, aby był to najbardziej komfrotowy spacer jej życia. Głowa jej pękała, okolice gdzie trafiła ją kula pulsowały bólem. Nogi odmawiały jej posłuszeństwa i miała ewidentny problem z utrzymaniem równowagi. Gdyby nie pewny chwyt porywacza, pewnie już dawno leżałaby na podłodze. Musiała tym samym zebrać się w sobie. Wstępnie obmyśliła sobie, że spróbuje go jakoś obezwładnić gdy już zdejmie jej opaskę. Zorientuje się w sytuacji, czy jest tu jakiś okno lub coś, przez co będzie mogła z powodzeniem uciec. Nic jej jednak nie przygotowało na szok, który odczuła, gdy opaska przestała jej przysłaniać widok.
W pierwszym odruchu zmrużyła oczy, oślepiona nagłą jasnością. Dopiero gdy wzrok przyzwyczaił się do niezbyt mocnego światła, dostrzegła swoje odbicie. Nie wyglądała najlepiej, jednak to nie to było tak kontrowersyjne, że aż zatoczyła się do tyłu.
- To ty - brzmiało to jak stwierdzenie faktu, pytanie i oskarżenie jednocześnie. W jej oczach można było teraz czytać jak w otwartej księdze. Wyzierało z nich oskarżycielskie poczucie zdrady. Wszystkie elementy układanki od razu wskoczyły na swoje miejsce, a głos, którego nie potrafiła nikomu przypisać, od razu sam znalazł właściciela. Przez pierwsze sekundy tylko stała, zupełnie nic nie rozumiejąc i wyglądając, jakby miała się zaraz albo rozpłakać, albo zemdleć. Tak na prawdę ostatkiem sił zmusiła swój organizm do podjęcia desperackiej próby ucieczki. Były tu co prawda okna, ale działając instynktownie, skupiła się tylko i wyłącznie na drzwiach. Pochyliła się na chwilę do przodu, po czym gwałtownie odchyliła do tyłu wspinając na palce, rąbiąc boleśnie tyłem głowy w nos Diego. Nie wiedziała, kogo zabolało to bardziej, ale jeśli tylko przestał ją ściskać, rzuciła się ku drzwiom. Gdyby miała więcej czasu na zastanowienie pewnie wiedziałaby, że postąpiła w sposób nieprzemyślany, ale działała instynktownie. A instynkt kazał jej uciekać i to natychmiast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Gru 13 2017, 12:20

Gdy Elia zatoczyła się do tyłu wpadając na niego, z trudem opanował się, żeby jej do siebie nie przycisnąć, jakby przeczuwając, że to spowoduje jej próbę ucieczki. Nie zrobił tego jednak.
Przez bardzo krótką chwilę być może nawet poczuł się zawstydzony, gdy zobaczył ten straszny zarzut w jej oczach, które go tak urzekły. Równie szybko mu jednak przeszło. Nie miał innego wyboru. Zdobywanie jej tradycyjną drogą byłoby czasochłonne, a on nie chciał czekać. Nie miał na to czasu ani chęci. Mogła go za to nienawidzić, ale nie będzie tego czuła wiecznie. Nie będzie jej tutaj przecież źle.
Już chciał jej o tym powiedzieć, gdy zupełnie znienacka rąbnęła go głową. Być może celowała w nos, w praktyce, mimo wspięcia na palce była na to zbyt niska i trafiła w usta. Mimo to, Diego cofnął się o krok, mimowolnie podnosząc ręce do rozciętej wargi, całkowicie zaskoczony. Tym samym puścił ją, a ona miała ułamki sekundy na to, żeby się wywinąć i pobiec w kierunku drzwi. Te były zamknięte na klucz, zatem nie spieszył się z pochwyceniem jej. Bezgłośnie poruszył wargami, chcąc pozbyć się resztek bólu, które spowodowało uderzenie, po czym wierzchem dłoni otarł krew i przyjrzał się jej, jakby ją widział pierwszy raz w życiu.
Zupełnie nieoczekiwanie się roześmiał. To nie był jednak zbyt wesoły śmiech, brzmiał raczej jak gniewny pomruk.
— Co ja ci przed chwilą powiedziałem, mi amore? — Zapytał, ale mimo pieszczotliwego zwrotu, w jego głosie na próźno było doszukiwać się troski.
— Czyżbyś miała problemy ze zrozumieniem? — Dodał po chwili retorycznie, wolnym krokiem idąc w jej kierunku. Z tego pokoju nie było ucieczki, chyba, że on postanowi inaczej, nie zamierzał więc gonić jej dookoła pomieszczenia. Mierzył ją napastliwym, czarnym wzrokiem, jakby samym tylko tym, chciał ją przyszpilić do podłogi.
Jeśli była przy drzwiach, dopadł do niej. Uśmiechnął się szeroko, odsłaniając zęby uwalane teraz krwią z rany. Złapał ją za nadgarstki ze zdumiewającą delikatnością, po czym przygwoździł do skrzydła drzwi nad jej głową i spojrzał jej intensywnie w oczy.
— Podoba mi się, że jesteś taka waleczna — zaczął, na chwilę zerkając na jej pełne wargi, delikatnie teraz rozchylone. Aż szkoda było ich nie pocałować. Nie zrobił tego jednak, mimo że jej bliskość powodowała teraz u niego rosnące podniecenie.
— Ale musisz zrozumieć, że jeśli jeszcze raz mnie uderzysz, umowa przestanie obowiązywać. Pomyśl o twoich braciach i siostrach z sierocińca, Elia. Nie będą jedli, żeby opiekunki mogły spłacić dług? A ty możesz go umożyć w tak łatwy i przyjemny sposób — jego głos stał się miękki, kusił. Brzmiał niemal jakby sugerował, że Diego jest rozczarowany decyzją o ucieczce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Gru 13 2017, 23:56

Nie miała pojęcia co sobie myślała, próbując stąd uciec. Właściwie niczego nie myślała, bo kontrolę przejął instynkt. Gdy dopadła do drzwi szybko zrozumiała, że są zamknięte, więc jak spanikowane zwierzę obróciła się i rozejrzała za kolejną drogą ucieczki. Nie znalazła jej jednak, a widząc pochmurną minę Diego, zapragnęła, by ziemia się pod nią rozstąpiła i ją pochłonęła. Poza tym ten nagły zryw kosztował ją naprawdę sporo energii i teraz oparła się ciężko o drewno, wbijając bezradny wzrok w porywacza. Pokręciła lekko głową, a widząc, że się zbliża, naprawdę miała ochotę uciekać. Gdziekolwiek. Strach sprawił jednak, że skamieniała i została w miejscu obserwując, jak jest coraz bliżej.
Przez chwilę myślała, że ją uderzy. Ten był jednak dziwnie delikatny i nie rozumiała z tego już zupełnie nic. Przymknęła na chwilę powieki, nie chcąc patrzeć w te oczy wypłenione pustką, ale w końcu otwarła je i skonfrontowała spojrzenie z mężczyzną, choć tylko po to by odkryć, że on wpatruje się w jej usta. Zbiło ją to z tropu i poczerwieniała, przy okazji też zdąrzyła się znienawidzić za niekontrolowane reakcje swojego zdradzieckiego ciała.
W końcu użył chyba jedynego argumentu, który mógł do niej naprawdę przemówić. Wspomnienie o reszcie wychowanków sierocińca, podziałało na nią jak kubeł zimnej wody i jakby uszło z niej całe powietrze. Nie miała siły się szarpać, poza tym ból obojczyka się nasilił i to tak, że aż ją od tego mdliło.
- Co mam ci dać w zamian? To jest jakiś burdel, tak? - Zapytała słabym głosem. Mógł bez problemu wyczuć, że straciła już siły i chęci.
- I jak długo to potrwa? - Miała dużo pytań i zamierzała je zadawać tak długo, jak Diego będzie chciał jej odpowiadać. O ile wcześniej nie padnie na podłogę. To by chyba wiele ułatwiło. Przez chwilę zrobiło jej się zupełnie wszystko jedno i marzyła już tylko o tym, żeby to wszystko się skończyło. Chciała po prostu zejść mu z oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pią Gru 15 2017, 14:38

To, że nie poddała się od razu, spodobało mu się bardziej, niż gdyby zachowała bierną postawę już od samego początku. Tym samym wydała mu się jeszcze bardziej interesująca, zapewne dzięki temu, że w pogoni za czymś, zawsze odczuwał silniejszy dreszcz emocji. W tym akurat wypadku, pogoń odbędzie się za jej przywiązaniem i lojalnością. Bo ją samą miał już u siebie i ani myślał oddać.
Dostrzegł, że osłabła, oraz że leki przeciwbólowe najpewniej przestały działać. Rana musiała ją boleć, a Argentyńczykowi sprawiało to pewien rodzaj satysfakcji, choć wciąż był wściekły na tego, kto jej to zrobił. Zostanie jej potem blizna, a ona już do końca życia będzie pamiętała, kto się do tego przyczynił.
— Oczekuję tylko lojalności — odparł na jej pierwsze pytanie, wciąż przewiercając ją na wylot czernią spojrzenia. Nie odsunął się od niej ani o milimetr, choć wyraźnie spochmurniał na pozostałą część pytania. Sama sugestia, że mógłby porwać ją w takim celu, niemal go oburzyła. Na boczny tor zeszło realistyczne myślenie, że tak istotnie mogło to wyglądać.
— Burdel? — Zapytał chłodno, a grymas złości na jego twarzy powoli topniał, by w końcu przerodzić się w gromki śmiech. Puścił jej ręce, wciąż nie przestając cieszyć się z czegoś, co było wiadome tylko jemu. Wzroku nie odwrócił, ewidentnie czerpiąc przyjemność z przyglądania jej się, gdy na jej twarzy gościły tak skrajne emocje, być może wywołane też jego nagłym wybuchem wesołości.
— Nie pozwolę nikomu tknąć cię palcem. Będziesz traktowana jak królowa. A w zamian masz być tylko lojalna. To dobry układ, nie sądzisz? — Zapytał. Nie dał jej jednak czasu na odpowiedź, bo zaraz pociągnął dalej. Jego dłoń dotknęła krawędzi opatrunku i musnęła delikatnie skórę.
— Potrwa tyle, ile uznam za słuszne — zabrzmiało to jakby sugerował, że zostanie dopóty dopóki się mu nie znudzi. W dodatku bez względu na to, czy jej się to podoba, czy też nie.
— Boli cię? — Zapytał, nagle zmieniając temat. Opuszkiem palca powiódł wzdłuż bandaża.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pią Gru 15 2017, 17:26

Nie ufała mu ani trochę. W jej oczach jawił się jako gad, miał zresztą tak samo puste spojrzenie.
Niczego nie odpowiedziała, zaciskając usta w wąską kreskę. Lojalność? Wobec niego? Co to w ogóle miało znaczyć? Miałaby mętlik w głowie nawet wtedy, gdyby jej myśli nie były przytępione lekami i bólem. A choć mu nie ufała, widząc jego dziwną reakcję na słowa o burdelu, chyba jej trochę ulżyło.
Prawie parsknęła szyderczym śmiechem i nim zdążyła się powstrzymać, wypaliła:
- A cóż to za królowa, którą byle parobek może postrzelić? - Mimo wszystko w jej głosie nie było złości. Był surowy, kompletnie obdarty z emocji. Nie miała już siły cedzić każdego słowa z nienawiścią, ból sprawiał, że stawała się potulna, nawet jeśli jej odważne słowa temu przeczyły. Nie wiedziała, czemu go tak prowokuje, to było głupie, co też zaraz do niej dotarło.
Wzdrygnęła się ponownie, kiedy jej dotknął, nawet jeżeli było to trochę kojące. Nienawidziła go w tej chwili, a jeszcze bardziej siebie, bo zamiast czuć się pod wpływem jego palców obrzydliwie, nie przeszkadzało jej to, a co gorsza było nawet przyjemne. Odwróciła głowę w bok i zagryzła wargi aż do krwi, nie chcąc już na niego nawet patrzeć.
- Dlaczego mi to robisz? To przez ten taniec? Sama to na siebie sprowadziłam? - Zapytała, a zebrawszy się w sobie zdobyła się na to, by podobnie spojrzeć mu w oczy. Tak jak wtedy, w Milondze. Choć okoliczności były przecież drastycznie inne.
Nie odpowiedziała, czy boli, ale skrzywiła się. To mogło śmiało posłużyć za odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pon Gru 18 2017, 18:43

Diego dostrzegał ten brak zaufania w jej oczach i ani odrobinę się mu nie dziwił. Miała prawo się tak czuć. Zdradzona, oszukana. A on miał prawo to zignorować, uznając, że się przyzwyczai. Kiedyś, w końcu, to na pewno nastąpi. I na tym postanowił bazować. Spojrzał na nią z uwagą, ale nie skomentował słów o królowej, mimo że uznał je za wyjątkowo trafne. Tak bardzo starała się ukryć targające nią emocje, że aż pomyślał, że to ujmujące.
Wzrok opuścił na usta, które teraz przygryzała do krwi. Drgnęła pod jego dotykiem, a Diego mimowolnie pomyślał, że to dziwne, że aż tak ze sobą walczy. W końcu ludzie nie byli zaprogramowani do walczenia z czymś, co sprawia im przyjemność, prawda? Mógł użyć przemocy, tak, jak zresztą zwykle, gdy miał coś do załatwienia. Łatwo było grozić bronią, bić, ciąć i torturować, a to były główne narzędzia jego mocy, o ile można to tak nazwać. Ale to sprawienie komuś przyjemności strącało z pantałyku i czyniło równie oszołomionym, co młody ptak, który właśnie wleciał prosto w szybę, której zupełnie się nie spodziewał.
— Ja tutaj rządzę — odparł w końcu z naciskiem. — Jeśli mówię, że już nic złego cię nie spotka, to znaczy, że nie spotka — wyjaśnił cierpliwie, zakładając jej włosy za ucho.
Bolało ją, więc dzisiejszą rozmowę uznał za skończoną. Odsunął się o krok. Nie odpowiedział na jej pytanie, bo musiałby ją zmartwić. Tak, w pewien sposób to była jej wina, a Ramirez dobrze wiedział, że ona nie chce tego usłyszeć. Gdyby z kolei jej powiedział, że to nie jej wina, musiałby skłamać. Byłoby to dla niej dobre kłamstwo. Zrzucenie z siebie ciężaru odpowiedzialności za znalezienie się w takiej sytuacji, byłoby dla niej z pewnością sporą ulgą... Ale nie. Ramirez nie kłamał. Poza tym Elia była zwyczajnie uparta i nie chciała przyjąć do wiadomości, że naprawdę nic złego jej tu nie spotka, wręcz przeciwnie, dostanie dokładnie to, czego chciała: wyrwie się ze swojego szarego świata, prosto w objęcia czegoś, czego jak dotąd nie doświadczyła nigdy.
Z kieszeni spodni wyjął coś, co wyglądało trochę jak pen do insuliny sprzed dwustu lat. Środki przeciwbólowe i nasenne. Złapał ją za rękę, choćby siłą, gdyby chciała się wyrywać, po czym wstrzyknął jej leki w żyłę na nadgarstku. Ukłucie było ledwo wyczuwalne, ale już wkrótce powinna poczuć się senna i nieważka.
— Proponuję, żebyś wróciła do łóżka. Zaraz będziesz zbyt słaba, żeby zrobić to o własnych siłach — zaproponował.
Mniej więcej wtedy rozległo się pukanie do drzwi, a do Diego dotarło, Że miał tutaj wejść tylko na chwilę, a wizyta nieco się przeciągnęła. Miał przecież obowiązki. Westchnął, bo po raz kolejny im przerywano. Elia się opierała, a leki zaczynały działać coraz silniej, więc Ramirez nie bacząc na protesty i korzystając z tego, że osłabiona specyfikiem nie będzie wierzgać, podłożył jej jedną rękę pod kolana, drugą pod plecy i podniósł. Nie spiesząc się, zadowolony z takiego obrotu spraw, położył ją na łóżku.
Nie powiedział jej nawet, że drzwi, przez które chciała uciec, prowadziły tak na dobrą sprawę do łazienki. Powiódł palcem po jej szczęce i odczekał, aż znowu straci przytomność.
Dopiero wtedy wyszedł z pomieszczenia, wchodząc prosto na Pablo, który miał dla niego informację o tym, że przybył wyczekiwany gość. Diego zamknął drzwi pilotem i ruszył wzdłuż korytarza za pracownikiem. Myśli ukierunkował obecnie już tylko na pracę, choć wciąż miał na uwadze, że musi rozliczyć się z tym, który zbyt ochoczo poczynał sobie z gnatem i tak wzburzył ich pięknego gościa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pon Gru 18 2017, 20:14

who is in control?
druga połowa sierpnia, 2218


Elia była już tutaj od trzech tygodni. Niewiele zmieniło się na polu jej relacji z porywaczem, chociaż zdecydowanie miała okazję na własnej skórze przekonać się, że chyba rzeczywiście nie ma zamiaru jej zrobić jakiejś strasznej krzywdy. Odwiedzał ją średnio co dwa dni, a choć ich spotkania zwykle były dość burzliwe, bo na przemian zachowywał się albo jak dupek, albo jak całkiem przyzwoity człowiek, wyczekiwała ich.
Była tutaj samotna. Poza okazyjnym widzeniem małomównych służących, które przynosiły jej jedzenie o określonych porach, nie miała do kogo otworzyć buzi. Pierwsze kilka dni uparcie sama milczała, odmawiając rozmowy nawet wtedy, gdy przychodził Diego. Po tygodniu jednak zmiękła.
Na samym początku próbowała uciec raz jeszcze. Po tym, jak zostawił ją pierwszego dnia, otumanioną lekami, gdy się obudziła i odzyskała siły. Wtedy też zrozumiała, że jej pierwsza, nieudana próba ucieczki była kompletnie bezsensowna, bo chciała uciec... Do łazienki. Wnętrze jej więzienia było piękne, ale to wciąż więzienie. W innych warunkach z pewnością byłaby zachwycona przestronnością i gustem, z jakim urządzono zarówno sypialnię jak i łazienkę. W obecnych jednak, miała ochotę wziąć coś ciężkiego i wszystko zniszczyć. Nawet tak zrobiła, piątego dnia. Potargała pościel, a pierz gęsto wyścielił posadzkę w całym pokoju. A potem na przemian płakała i wrzeszczała z furii i bezsilności. Nawet jeśli ktoś ją usłyszał, to nie przyszedł z pomocą.
Siódmego dnia próbowała napaść na pokojówkę, która przyniosła jej jedzenie. Kiedy jednak przyszło co do czego, nie była w stanie użyć widelca, który udało jej się zachować. Przecież ta kobieta była niewinna i niczego jej nie zrobiła... Chciała z tym zatem poczekać, aż odwiedzi ją Ramirez i to jego dźgnąć - z nim nie miałaby takich dylematów. Ale kiedy już przyszedł, była jak sparaliżowana. Odłożyła to w czasie, na bardziej dogodny moment.
Czekała na niego dzisiaj. Wedle jej rachunków, powinien się tu pojawić, skoro zwykle przychodził co dwa dni... Liczyła, że dzisiaj przyszedł odpowiedni moment. Siedziała na łóżku i czytała książkę na przeznaczonym do tego czytniku. Diego sprowadził jej ich tutaj całe mnóstwo i to był chyba jedyny plus całej sytuacji.
Wciąż czuła się idiotycznie. Dała się podejść w tak durny sposób. Taka głupia, taka naiwna... Po ich spotkaniu w Milondze była cała w skowronkach i cały czas o nim myślała, fantazjowała, że spotykają się raz jeszcze. No i miała co chciała. Aż zagryzła mocniej wargę, nie chcąc znowu rozpłakać się z frustracji. Ręką upewniła się, że widelec, który wsunęła sobie do rękawa, jest gotowy do wysunięcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Wto Gru 19 2017, 17:13

Choć minęły raptem trzy tygodnie, Diego już zapomniał jak to było, zanim ją tutaj ściągnął. Czekał aż dziewczyna odzyska siły, a przy tym obserwował, czy jej zachowanie zmieni się choć o jotę. Na to się jednak nie zapowiadało. W ciągu pierwszego tygodnia dość szybko tracił cierpliwość, gdy uparcie milczała, ale później dotarło do niego, że najwyraźniej tak być musi, zanim się przyzwyczai. Uznał, że bezpieczniej będzie po prostu czekać, aż zmęczy się tym szarpaniem na uwięzi i po prostu zaakceptuje nową sytuację. Nawet jeżeli wolał, by nastąpiło to jak najszybciej, nie żywił szczególnych nadziei. Aż do dzisiaj.
Nie był do końca w porządku. W swojej hipokryzji, w samym porwaniu nie widział nic złego, to prośba skierowana do służby, żeby nie rozmawiała z Elią sprawiła, że poczuł nie tyle wyrzuty sumienia, co pewien dyskomfort posuwania się zbyt daleko. Chciał ją złamać. Chciał, żeby w końcu się do niego odezwała. To jednak zdawało się nie wzbudzać w nim żadnych dylematów moralnych.
Elia nie miała żadnego zegarka w pokoju, ale mogła wyczuć, że się spóźnił. Zastał ją pochłoniętą książką, na łóżku. Wszedł bezszelestnie, choć na pewno słyszała cichy szum rozsuwanych drzwi.
Zamknął je za sobą i przystanął nieopodal, wsuwając ręce do kieszeni garniturowych spodni. Jak zwykle elegancki, nawet jeżeli przyszedł tutaj dzisiaj w celu, który nie do końca można było za taki uznać. Przez chwilę tylko na nią patrzył, ciekaw, czy zdążyła już przywyknąć do intensywności pustej czerni jego oczu. W ostatnich dniach, za wszelką cenę starał się jej udowodnić, że nie ma w stosunku do niej złych zamiarów. Niestety do zadania podszedł bardzo łopatologicznie. Wpierw zaczął od kupna ubrań. Drogie, świetnej jakości, z pewnością nie takie, które znajdzie się w pierwszym lepszym sklepie, tym bardziej tutaj... A ona zagroziła, że uplecie sobie z nich sznur i się na nim powiesi. Rozbawiła go tym wtedy. Dzisiaj zauważył z zadowoleniem, że miała na sobie jedną z sukienek, która była prezentem od niego.
Później nastąpił czas na biżuterię. Kolie, drogie kamienie, ciężkie pierścionki. Jednym omal nie oberwał, gdy Elia ekspresyjnie wyraziła, gdzie dokładnie ma te jego prezenty. Wtedy akurat nerwy mu puściły, choć nic takiego jej nie zrobił poza tym, że ją nastraszył. Uderzył w ścianę ponad jej ramieniem, nic wielkiego, a podziałało. Co było dla niego fascynujące, zupełnie nie była łasa na pieniądze. W życiu do którego przywykł, na nic innego nie było miejsca. Za kasę dało się kupić wszystko, a jej najwyraźniej nie. Frustrowało go to, a Elię czyniło cennym nabytkiem
Dopiero wtedy do niego dotarło, że biżuterią i perfumami nic nie wskóra. I zaczął jej przynosić książki, nawet te w formie papierowej, do których normalnie nie miałaby dostępu. To okazało się strzałem w dziesiątkę, bo chyba spojrzała na niego łaskawszym okiem, a w każdym razie przestała grozić, że się zabije (w co zresztą Ramirez nie do końca wierzył).
— Co czytasz? — Zapytał w końcu, zbliżając się o kolejne kilka kroków. — Będziesz musiała mi dzisiaj pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Gru 20 2017, 20:04

Usłyszała, że drzwi się rozsuwają, ale nie podniosła głowy znad lektury. W lepszych momentach, gdy był całkiem miły, nie mogła powstrzymywać się przed robieniem mu na złość. Bardzo szybko potrafił ją jednak sprowadzać na ziemię, a wtedy docierało do niej, że to nie są przelewki. Można było śmiało przyznać, że w jakiś tam sposób temperował jej charakter, chociaż na takie osądy jeszcze za wcześnie. Była tu niespełna miesiąc. I choć wtedy liczyła jeszcze, że uwolni się szybko, nie mogła przewidzieć, że skończy się na tym, że nawet nie będzie tego chciała.
- Sen nocy letniej - westchnęła, podnosząc w końcu wzrok znad czytnika. Stresowała się, ale starała tego po sobie nie pokazać. Czuła się jak wtedy, gdy z Marią wślizgiwały się do Milongi. Gdyby mogła przewidzieć, jakie będą tego konsekwencje, to nigdy by się nie zgodziła na tę eskapadę. Mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy Maria choć trochę za nią tęskni...
Nawet świadomość bycia uzbrojoną w widelec zbladła na słowa Diego. Pomóc? Jemu? Brzmiało... Podejrzanie.
- Jak to? - Zapytała nieufnie. Gdyby tylko mogła wyjść z tego pokoju, z pewnością byłaby nawet skłonna odłożyć użycie widelca w czasie! Mogłaby rozejrzeć się po miejscu, w którym się znalazła. Bo na chwilę obecną nie była w stanie nawet określić, jak jest duże. Chociaż przypuszczała, że niemałe, skoro była tutaj i służba.
- Myślę, że masz całkiem sporo ludzi do pomocy - zauważyła ostrożnie, odkładając czytnik na łóżko obok siebie. Wolała ostrożnie podchodzić do jego ofert. - Więc dlaczego akurat ja?
Tak, miała na sobie tę sukienkę. Wszystkie prezenty jakie jej przynosił były piękne, nie przeczyła, a dla kogoś, kto wychował się w skrajnej biedzie, to było jak sen. W dodatku jak sen, który kosztuje ją bardzo drogo, bo jej wolność. Ale książki... To było co innego. Zamiast godzinami gapić się w ścianę, mogła robić w końcu coś, co lubiła. Nie zmieniało to jednak faktu, że była nieprzekupna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Czw Gru 21 2017, 22:40

Korzystając z tego, że nie podniosła głowy, poprzyglądał się jej dłużej. Co prawda był prawie pewny, że musiała usłyszeć, że tutaj jest, ale biorąc pod uwagę jej zachowanie, zapewne celowo postanowiła go zignorować.
Trochę zdziwił go taki, a nie inny dobór lektury.
Gdyby moją była ziemia cała zacytował, zakładając ręce na torsie. Roześmiał się nisko. Ramirez nigdy nie chodził do szkoły, bo nauczycieli przysyłano mu do domu. Zyskał jednak całkiem solidne wykształcenie, stąd też miał wiedzę dotyczącą większości tych bardziej znanych dzieł literackich, nawet jeśli były one sprzed wielkiej wojny. Niektóre zdążył zapomnieć, uznając za niewarte uwagi, niektóre zapadły mu w pamięć. Nie był niestety szczególnie wrażliwą na sztukę duszą.
Był rozbawiony, ale tego nie okazał. Nie chciał, żeby odniosła mylne wrażenie, że to co zrobią, będzie miłe. Albo że jej się spodoba. Coś mu jednak podpowiadało, że mogłaby w takiej eskapadzie upatrywać okazji do ucieczki.
— Oczywiście, że mam. Ale co to za zabawa? — Wzruszył ramionami, wciąż wbijając w nią intensywny wzrok. Dostrzegł, że jego prośba zasiała w niej ziarno niepewności, a chęć wyjścia z pokoju, w którym spędzała czas od trzech tygodni, okazała się silniejsza niż duma. Nie dziwił się temu; sam pewnie już dawno by tutaj oszalał. Jednak ona trzymała się twardo. Odwaga i duma zakrawające już na głupotę.
A jednak mimo to, Diego tym bardziej nie odpuszczał, gdy ona próbowała się wycofać. Mógł domniemywać, czy robiła to celowo. Właściwie wątpił.
— Dlaczego akurat ty? — Zrobił zdziwioną minę. — Bo tego chcę — odparł od razu, robiąc kilka kroków w jej stronę. Zatrzymał się pół metra od łóżka.
— I myślę, że ty też tego chcesz. Wyjść stąd i zobaczyć, gdzie właściwie jesteś. Pewnie chcesz się także zastanowić, jak stąd uciec... — urwał na chwilę, wpatrując się w nią z uwagą. Zbliżył się jeszcze i przysiadł na łóżku, wciąż nie odwracając wzroku.
— Mam nadzieję, że pamiętasz, jaka obowiązuje cię umowa, mi amore dodał, a jego ton nie był podszyty groźbą, choć taką bez wątpienia był. Zakamuflowaną pod miłym tonem i pieszczotliwym zwrotem. Wyciągnął ku niej rękę, sygnalizując, że życzyłby sobie, żeby ją ujęła. Jeśli to zrobiła, wstał, po czym po raz pierwszy wyprowadził ją z jej więzienia.
Nie puścił jej ręki, bez względu na to, co mogła na ten temat myśleć. Prowadził ją korytarzami domu, który widziała po raz pierwszy. Duży, to pierwsze, co mogło jej przejść przez myśl. Rezydencja w Buenos Aires istotnie była sporych rozmiarów, zlokalizowana na uboczu. Korytarze wydawały się nie mieć końca. Wnętrze podobnie urządzone do sypialni Elii, wzbudzało raczej chłodne i mało przytulne skojarzenia. Szli i szli, a Diego po drodze uparcie milczał, nie chcąc jej zdradzać, co czeka na końcu tej wędrówki. Mijali sporo pomieszczeń, a ilekroć wydawało się, że to właśnie to, z którego skorzystają, okazywało się, że jednak nie.
W końcu dotarli na miejsce, a Ramirez przepuścił Elię przodem. Rozsuwane drzwi zamknęły się za jego plecami, a przestronny pokój pochłonął ich w swoim wnętrzu. Przypominał salon, z dużych rozmiarów sofą, która stała w centrum pokoju, stanowiąc jednocześnie jego jedyne wyposażenie, poza rzutnikiem naściennym. Uwagę Elii mogło jednak zwrócić, że czekało na nich już trzech mężczyzn, z czego każdy  z nich był jej znany przynajmniej z widzenia - to oni zostali wysłani po nią do sierocińca. Ramirez skierował się na skórzaną sofę, kładąc rękę na talii Martinez i popychając ją lekko w stronę kanapy, na której sam w końcu usiadł. Przyciągnął ją do siebie, żeby siedziała tak blisko, jak to możliwe. Nachylił się ku niej.
— Wspominałem, że ktokolwiek cię postrzelił, za to odpowie — szepnął jej na ucho, chłonąc jednocześnie zapach dziewczyny. Pożądał jej teraz jak niczego innego na świecie, ale to jeszcze nie był dobry moment.
— Który z nich to zrobił? — Zapytał w końcu, niemal pieszczotliwym gestem odgarniając jej włosy za ucho, na które podszeptywał wszystkie te słowa. Szyderczy wzrok skierował na swoich pracowników i dzielił go pomiędzy nich, a reakcję Elii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pią Gru 22 2017, 13:57

Po raz kolejny zaskoczył ją znajomością tego cytatu. Przyjrzała mu się przez chwilę uważniej, doszukując się w jego minie jakiejś kpiny, lub czegoś w tym rodzaju. Nie dostrzegła jednak.
Nie miała pojęcia, w co właściwie z nią pogrywa mówiąc takie rzeczy, ale niezbyt jej się to podobało. W swojej nieufności zakładała, że w każdej chwili może obrócić złożoną jej obietnicę na jej niekorzyść. Można się było o nim spodziewać wszystkiego.
- Pamiętam - odparła szybko, starając się nie myśleć o widelcu ukrytym w jej rękawie. Ciekawe, czy gdyby o tym wiedział, wciąż byłby tak miły? Postanowiła wziąć udział w tej grze, mimo, że nie znała reguł. Nachyliła się ku niemu trochę bliżej, tak, że ich twarze dzieliło raptem kilka centymetrów.
- Przecież obiecałam, że nie będę próbowała uciec, prawda? - Szepnęła. Odsunęła się dopiero za jakąś chwilę, znajdując w sobie na tyle odwagi, by nie odwracać wzroku, kiedy na nią patrzył. Zrobiła to dopiero wtedy, gdy dostrzegła wyciągniętą rękę, którą ujęła.
Dom był ogromny, to fakt. Większy nawet niż sierociniec, a przeznaczony przecież dla mniejszej liczby mieszkańców. Mimo to wydawał jej się mało przyjazny, chociaż z drugiej strony... Była tutaj więźniem, to stąd mogło wynikać takie poczucie. Rozglądała się z zainteresowaniem, przyglądając się każdemu obrazowi i każdym mijanym drzwiom. Mogła tylko zgadywać, co się za nimi znajduje.
Całkowicie zdała się na prowadzącego ją Diego. I jemu, przyglądając się z tyłu, poświęciła trochę uwagi. Zauważyła, że idąc, zwykle wbija wzrok w podłogę, co wydało jej się trochę dziwne, bo był osobą, która emanowała pewnością siebie. Zatrzymując wzrok na dłużej na jego karku zaczęła się zastanawiać, po co w ogóle ją porywał. Wystarczyło niewiele wysiłku, a pewnie i tak byłby ją skłonny omotać. Elia nie rozumiała, po co to zrobił i przypisywała jego motywom jakieś ukryte znaczenie, którego jeszcze nie rozumiała.
Trochę zdziwiła się widząc trzech mężczyzn w pokoju, do którego dotarli. Aż skurczyła się w środku. Od tamtego wydarzenia minęły trzy tygodnie, ale wciąż słyszała w głowie wyraźnie, wszystkie te krzyki, przekleństwa i dźwięk odbezpieczanej broni. Mimowolnie przybliżyła się do Ramireza, jakby z jakiegoś durnego powodu oczekując, że ją przed nimi obroni. Głupie, ale przecież tak było.
Kiedy kazał jej wskazać, który z nich to zrobił, zdziwiła się, choć ani drgnęła, zupełnie jakby szept Diego ją zahipnotyzował. Poza tym sądziła, że on dobrze wiedział, który to zrobił. Powiodła po nich wzrokiem powoli, nie chcąc patrzeć im w oczy. Co Ramirez zamierzał? Bała się zapytać.
- Ten z lewej - powiedziała cicho, wbijając wzrok w swoje ręce, złożone na podołku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pią Gru 22 2017, 18:43

Obiecała, a jakże. Tylko że Diego jeszcze nie wiedział, na ile może jej ufać. Stąd też pewny sceptycyzm odnośnie tego, jak się zachowa. Dotychczas dawała mu raczej same powody do wątpliwości, ale Ramirez nie poddawał się łatwo. Właściwie nigdy. Nie wtedy, kiedy mu na czymś zależało.
Uznał, że jest warto, kiedy zaczęła szukać u niego ochrony. Zupełnie niespodziewanie, z oprawcy stał się obrońcą, co uznał za całkiem interesujący bieg wydarzeń. Objął ją ramieniem, ale wzrok utkwił w pracownikach. Oczywiście, że dobrze wiedział, który to. Oni też mieli przecież szansę się wytłumaczyć. Poza winowajcą, oczywiście. Ten nie miał żadnego wytłumaczenia, zresztą, co tu tłumaczyć? Wyraźnie sprzeciwił się rozkazom, a to było traktowane jako brak lojalności. Diego nie mógł pozwolić sobie na trzymanie ludzi, którzy postępują wbrew jego woli, nieważne z jakiego powodu.
Uśmiechnął się szeroko, gdy Elia wskazała na jednego z nich. Pozostałych dwóch odesłał machnięciem ręki. Ich obecność tutaj była czysto dekoracyjna.
— Jesteś pewna? — Zapytał, spoglądając na nią. Czy zdawała sobie sprawę, że skazała właśnie tego człowieka na śmierć? Pewnie nie, zresztą, jego los przesądzony został już dawno temu. Diego nie chciał jednak, żeby o tym wiedziała.
Wstał ze swojego miejsca i odchrząknął.
— Javier — zaczął, zwracając się do pracownika. — Jak brzmiały rozkazy? — Zapytał, a choć odpowiedzi oczekiwał od mężczyzny, intensywne spojrzenie wbijał właśnie w Elię. Chciał widzieć dokładnie każdą emocję, która będzie miała odzwierciedlenie na jej twarzy. Wciąż mu nie ufała i chyba nie dowierzała, że Diego jest na tyle słowny, by krwawo egzekwować niedotrzymane warunki umów.
— Dostarczyć dziewczynę w nienaruszonym stanie. Ale... — odparł pospiesznie brunet, imieniem Javier. Był jednym z ludzi, którzy pamiętali jeszcze koniec kadencji ojca Diego. Nie miało to jednak znaczenia. Stare przyjaźnie bladły w zestawieniu z nieposłuszeństwem. Czyż nie tego uczył go ojciec? Gdyby był bardziej pobłażliwy, z pewnością nie pożyłby długo.
— Dlaczego zatem kiedy ją przynieśliście, prawie się wykrwawiła? — Wpadł mu w słowo. Jego głos był całkowicie wyprany z emocji. — Nie powiesz mi chyba, że trójka dorosłych mężczyzn, miała problem ze spacyfikowaniem siedemnastolatki i musiała unieruchomić ją kulą? — Zapytał, a mimo wszystko na próżno doszukiwać się w jego głosie pogardy, choć zupełnie niespodziewanie się uśmiechnął.
— Nie, ale... — Javier niestrudzenie próbował chyba ratować sytuację. Właściwie Diego zaczął się zastanawiać, dlaczego mężczyzna nawet nie próbował uciec po całym zajściu. Wywieźć stąd rodzinę. Nic z tych rzeczy.
— Milcz — przerwał mu po raz kolejny, przenosząc wzrok z powrotem na Elię. — Widzisz? Nie planowałem tego — rzekł do niej. Sięgnął po rewolwer do kabury przy pasku i wymierzył w Javiera.
— Jedno twoje słowo, a zobaczy jak to przyjemnie łykać ołów — ciągnął tonem, który zupełnie nie pasował do zaistniałej sytuacji. Diego wcale nie zamierzał do niego strzelać; dając Martinez chwilę na reakcję, puścił rękojeść, pozostawiając palec na spuście, przez co broń obróciła się lufą w jego stronę. Przełożył ją do drugiej ręki i podał dziewczynie.
— Oko za oko — powiedział to z taką pasją, że nie sposób było się nie zastanowić, czy przypadkiem cała ta scena nie sprawia mu przyjemności. Javier z kolei, zupełnie nie wiedząc, jak się zachować, odetchnął z ulgą, licząc najwyraźniej, że dziewczyna nie odważy się na akt odpłacenia mu pięknym za nadobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Wto Gru 26 2017, 21:52

Już niczego nie była pewna. Poza tym, że była w naprawdę paskudnych tarapatach. Wpatrywała się we wszystkich trzech, dopiero po chwili zyskując na tyle odwagi, by spojrzeć im w twarze. Na dłużej zatrzymała wzrok na środkowym z mężczyzn, zdaje się, że miał na imię Pablo. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że był wtedy z Diego w Milondze. Gdy przyszli do sierocińca nie miała czasu się nad tym zastanawiać, choć faktycznie wydawał jej się znajomy.
Gdy Diego kazał im wyjść, ponownie wbiła wzrok w podłogę. Chciała, żeby cokolwiek Diego planuje, skończyło się już. Nie chciała patrzeć na Javiera. Wzdrygnęła się na słowo "spacyfikować". To brzmiało jak eufemizm w porównaniu z tym, co wydarzyło się naprawdę. Podniosła ciemne, uważne spojrzenie na Diego. Wstrzymała oddech, gdy Ramirez wyjął broń, ale głos uwiązł jej w gardle, kiedy wycelował w mężczyznę.
Bez słowa wpatrywała się w broń, którą jej podał i pokręciła głową lekko, jak skamieniała. On chyba nie myślał, że mogłaby...? Zerkała to na broń, to znów na Diego, który wyglądał, jakby świetnie się bawił. Martinez pomyślała, że znalazła się właśnie w jakimś pieprzonym koszmarze.
- Nie zrobię tego - powiedziała, a choć w sekundzie, w której te słowa opuściły jej usta, bardzo ich pożałowała, głównie ze względu na to, jak desperacko i bojaźliwie zabrzmiały, nie było już odwrotu.
- Nie jestem mordercą - oświadczyła, po czym zwilżyła wargi i przeniosła wzrok na Javiera. Była wściekła, ale nie tak, by go zabijać. By zabijać kogokolwiek.
- W porządku, nie planowałeś tego, wierzę ci - przełknęła głośno ślinę, ponownie na niego spoglądając. Dopiero teraz pomyślała, że mogłaby przecież wziąć tę broń i to Ramireza zastrzelić, ale pospiesznie odgoniła od siebie tę myśl. Nie byłaby w stanie tego zrobić, zresztą, nawet gdyby po prostu trafiła go w nogę, nie sądziła, by uszło jej to płazem. Nie uszłaby daleko.
- Nie zabijaj go. To był wypadek - wyrwało jej się jeszcze. - Tam było wtedy zamieszanie. Nie zrobił tego celowo, sama wlazłam mu przed lufę - dodała, nie patrząc nawet na Javiera. Nie chciała być powodem, dla którego Ramirez go zabije. A co, jeśli on ma rodzinę? Być może był zmuszony do pracy dla Diego?
Jedno było pewne - ona nie była w stanie nikogo zabić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Czw Gru 28 2017, 19:24

Diego roześmiał się nisko, widząc, jaki jego propozycja wywołała w Elii popłoch. Była taka niewinna, co z jednej strony budziło jego fascynację, a z drugiej złość. On nigdy tego nie miał, odkąd pamiętał. Jego ojciec zupełnie nie krępował się w jego towarzystwie i Ramirez był świadkiem brutalnych śmierci od najmłodszych lat. Chciał zniszczyć tę dziewczynę, co było o tyle absurdalne, że była dla niego święta. Wiedział, że tak nie zostanie długo. Nie w miejscu takim, jak to, gdzie święte nie jest nic, nawet kaplica. I własnoręcznie chciał jej to zabrać, wszystko. Aż będzie taka zepsuta, jak on sam, zbyt uwikłana w chaos, żeby się z niego wyplątać.
Obserwował ją przez chwilę, gdy zapewniała, że to był wypadek. Troska o człowieka, który był winien jej krzywdy, wydała mu się doprawdy urzekająca. Opuścił rękę z bronią, nie wyciągając jej już w stronę dziewczyny, a przez chwilę ważył rewolwer w dłoni.
— Nie zabiję — powiedział w końcu, brzmiąc trochę zbyt nonszalancko jak na to, co się działo. Podrapał się lufą broni po gładko zaczesanych do tyłu włosach. — Możesz odejść, Javier — rzucił, zerkając na mężczyznę. Ten najwyraźniej nie był do końca pewny tego, co się właśnie stało, odwrócił się jednak i ruszył do wyjścia szybkim krokiem, jakby chciał się jak najszybciej stracić Ramirezowi z oczu, póki ten ma względnie dobry humor.
Nie zdążył dojść do drzwi, bo Diego strzelił mu w plecy. Celował w rdzeń kręgowy.
Jego mina nie zdradzała żadnych większych emocji, ot po prostu, jakby nie stało się nic strasznego. Bo z jego perspektywy się nie stało. Nie miał skrupułów wobec nieposłuszeństwa, a każdy, kto godził się na współpracę z nim, musiał się z tym liczyć. Transakcja wiązana.
Podszedł do Javiera, który upadł na ziemię nie mogąc się ruszyć i tknął go czubkiem buta. Jęknął, co wskazywało na to, że jeszcze żyje i paskudnie się męczy. Złapał go za tył koszuli i pociągnął te kilka metrów po ziemi. Skurwiel nie był ciężki, ale i tak wymagało to sporego nakładu sił, bo dolną część ciała miał całkowicie bezwładną. Rzucił go, niebyt delikatnie, tuż przed Elią.
— Męczy się. Nie będzie mógł chodzić. Dalej nie zamierzasz strzelić? — Zapytał dziewczyny, wciąż tym samym, zupełnie beznamiętnym tonem. Javier zaczął krztusić się krwią i wyklinać, głównie Diego, ale ten wydawał się tego nie słyszeć, bez reszty pochłonięty wbijaniem czerni spojrzenia w Elię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pią Gru 29 2017, 13:54

Wszystkie mięśnie napięła, gdy Diego wyglądał, jakby się zastanawiał. Poczuła naprawdę ogromny przypływ ulgi, gdy przestał wyciągać do niej broń i gdy powiedział, że go nie zabije. Elia nie wiedziała jeszcze, że trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do tego, co Ramirez mówi, bo to, że go nie zabije, nie oznaczało, że nie skrzywdzi w żaden inny sposób. Zdążyła się trochę rozluźnić, gdy zupełnie nieoczekiwanie i nagle, rozległ się strzał. Wpatrywała się w ciało Javiera, które opadło głucho na podłogę, jakby ktoś podciął mu nogi i nie wierzyła w to, co się właśnie stało. Była tak zaskoczona, że nawet nie była pewna, jak się z tym czuje i czy czuje cokolwiek.
Diego zaczął targać krwawiącego Javiera w jej stronę, a ona zupełnie nieracjonalnie i odruchowo wcisnęła się w kąt kanapy, zbyt przerażona tym, że właśnie na jej oczach zastrzelono człowieka, by zwrócić uwagę, że i ją Javier wyzywa, mamrocząc pod nosem. Cała ta scena była tak nierealna, że Elia miała ochotę się uszczypnąć i sprawdzić, czy to aby na pewno nie sen.
Wpatrywała się jak zahipnotyzowana w powiększającą się plamę krwi i dostrzegała to, o czym mówił Ramirez, ale równocześnie pozostawała na to głucha. Mogła tylko patrzeć na podrygujące ciało i zastanawiać się, dlaczego Diego aż tak zależy, żeby zastrzeliła swojego niedoszłego oprawcę.
Przez chwilę naprawdę pomyślała, że ukrócenie mu tego będzie aktem łaski, ale kim była, żeby o tym decydować? Im więcej myślała, czy byłaby w stanie wystrzelić, tym bardziej utwierdzała się w kategorycznym przekonaniu, że w żadnym razie. Pokręciła więc głową, zaciskając usta w wąską kreskę, milcząc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sob Gru 30 2017, 19:03

Obserwował Elię intensywnie i musiał przyznać, że był zaskoczony jej uporem. Spodziewał się, że dziewczyna się podda, widząc, że mężczyzna naprawdę cierpi, a wielkich szans na wiedzenie normalnego życia także nie ma, w każdym razie nie, jeśli natychmiast nie otrzyma pomocy. A ta jak na złość znikąd nie mogła nadejść. Javier krwawił i tracił siły, a Ramirez bynajmniej nie wydawał się być przejęty tym, że ktoś mu się właśnie wykrwawia na dywan. Roześmiał się, widząc, że Elia usilnie próbuje zniknąć mu z oczu wciskając się w poduszki sofy. Zrobił kilka kroków w jej stronę, nie spiesząc się i przekładając broń z ręki do ręki, jakby była zabawką. Na jego ustach wciąż tańczył rachityczny uśmiech, który ciężko było jednoznacznie zinterpretować.
— Chyba pomyliłem się co do ciebie, Elia — zagaił nonszalancko, zajmując miejsce po drugiej stronie kanapy i wbijając w brunetkę przyszpilający wzrok przepełniony pustką. Zupełnie jakby zapomniał o tym, że przed chwilą połowicznie posłał kogoś na drugą stronę. Wciąż nie zwracał uwagi na mamrotane przez Javiera obelgi i pojękiwania, zdawał się ich w ogóle nie słyszeć, jakby widział tylko Elię i nic poza tym.
— Widzę, że kieruje tobą samolubne przeświadczenie, że postępujesz właściwie. Że robisz coś dobrego. Że przebaczasz — przerwał na chwilę i powiódł językiem po zębach. — Ten sam rak toczy większość dzisiejszego społeczeństwa. Chcesz się pozbyć wyrzutów sumienia, żeby poczuć się lepiej sama ze sobą. Ignorując przy tym, że jemu byłoby lepiej, gdybyś po prostu wpakowała mu tę kulę w łeb — szarpnął głową w bok, wskazując na Javiera, jakby dopiero teraz go dostrzegł.  Poruszył się i przysunął do Elii. Każdy jego ruch był płynny, jakby dokładnie go sobie zaplanował. Objął ją ramieniem w geście, który według niego miał być uspokajający. Właściwie bijący od niego spokój, mógł dawać taką ułudę. Lufą wskazał mężczyznę leżącego na podłodze.
— Spójrz tylko — szepnął, gładząc ją lekko po ramieniu. Podniecenie niebezpiecznie uderzyło mu do głowy, ale zignorował je. Dzisiaj chciał jej dać lekcję, której nie zapomni. — Chciałabyś być na jego miejscu? Leżeć na ziemi i się wykrwawiać, w perspektywie mając jeśli nie śmierć, to kalectwo? — Zapytał, a jego głos brzmiał łagodnie, jakby opowiadał jej coś naprawdę miłego.
Gdy mówił, niepostrzeżenie sięgnął po dłoń Elii i włożył w nią pistolet. Zacisnął na nim palce dziewczyny, swoją dłonią nakrywając jej i wycelował w Javiera, po czym zamarł. Oparł nadgarstek o udo brunetki.
— Będzie sparaliżowany. Cały. A wiesz, co to oznacza tutaj, w Buenos? — Zapytał retorycznie, czubkiem nosa już niemal dotykając ucha Martinez. W tym czasie delikatnie zsunął jej palec na spust broni. — Być może w jakimś wysoko rozwiniętym kraju, byłby sens go odratowywać. Ale tutaj? Czy ktoś się tym przejmie? W miejscu, gdzie od lat rządzi prawo najsilniejszego, nie ma miejsca na takie przypadki. Myślę, że dobrze o tym wiesz — niski szept wciąż sączył się do ucha dziewczyny niczym trucizna. Każde jego idealnie wyartykułowane słowo, brzmiało jak szeptane przez demona, który usilnie próbuje, ustępując pierwotnym instynktom, namówić do czegoś, na co można mieć ochotę tylko w najczarniejszych i najskrytszych fantazjach. I za nic się do nich nie przyznawać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pon Sty 01 2018, 23:14

Milczała, a mimo że czuła na sobie wzrok Diego, starała się na niego nie patrzeć. Bardzo chciała ignorować jego słowa, ale zupełnie jakby nie mogła tego zrobić. Tym bardziej, gdy przysiadł się bliżej i zaczął jej mącić w głowie i to do stopnia, w którym naprawdę zaczęła rozważać jego słowa jako coś, co ma trochę sensu.
- Nie znasz mnie - odparła kategorycznie. Nie wiedziała co robić. Czas uciekał, ranny mężczyzna potrzebował pomocy, a oni prowadzili sobie pogawędkę.
Otrzeźwił ją chłód broni, która znalazła się w jej ręku. Chciała się oswobodzić, ale dłoń Diego jej to uniemożliwiła.
- A kim jesteś, żeby o tym decydować? - Zapytała głucho, wlepiając spojrzenie w Javiera. Na Ramireza nawet nie spojrzała, irracjonalnie nie chcąc kusić losu.
Poczuła się bardzo dziwnie, gdy jej palec został przesunięty na spust broni. To było coś wstydliwego, o czym się nie mówi, bo wie, że to nie jest zdrowe. Ani normalne. Dzierżenie w ręku załadowanej broni dawało poczucie władzy i być może niektórzy dawali się temu ponieść i skusić. Nie Elia. Nie wtedy. Dla niej to było przerażające doświadczenie. Jak mało wystarczy, żeby odebrać życie? I ile ono jest warte?
Z drugiej strony podświadomie wiedziała, że Ramirez ma rację, co zauważyła nie bez zdumienia. Wcale nie chciała myśleć w ten sposób, a jednak nasunęło się to samo, mimowolnie. Przełknęła ślinę. Czy i ją czeka taki los, jeśli się sprzeciwi? Bała się poruszyć, jakby samo to miało sprawić, że broń w końcu wystrzeli.
- Nie możesz bawić się w boga - dodała ciszej, mniej pewnie, jakby samo sugerowanie, że Diego może wierzyć w coś takiego jest absurdalne. Ale czy wierzył? Tego nie wiedziała. Mogła tylko zgadywać, widząc srebrny krzyżyk zawieszony na jego szyi. Podły hipokryta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Wto Sty 02 2018, 19:04

Z pierwszym stwierdzeniem musiał się z bólem zgodzić. Miesiąc to przecież zbyt mało, żeby kogoś poznać, tym bardziej, gdy ów ktoś miał dla ciebie w repertuarze tylko pogardę i złośliwość. Diego liczył jednak, że jej to w końcu przejdzie. Gdy już do niej dotrze, że innego wyjścia nie ma. I że w gruncie rzeczy, nigdy nie będzie jej tutaj źle. Jak już ją złamie.
Roześmiał się nisko.
— Jestem jego szefem — odparł, jakby to była oczywistość. — Kto wchodzi w ten biznes musi liczyć się z tym, że jeśli nawali, to na szali położył własne życie. Każdy chce zarabiać krocie i żyć wygodnie w tym gównianym mieście, ale tylko nieliczni mają na tyle odwagi, by po to sięgnąć. I zmierzyć się z ewentualnymi konsekwencjami — spojrzał na Javiera.
— Ten tutaj miał odwagę, ale zabrakło samozaparcia — na ustach Diego zatańczył pobłażliwy uśmiech. Trochę mocniej zacisnął palce na dłoni Elii czując, że dziewczyna najchętniej by się oswobodziła. Nie wiedziała, że postrzelenie jej nie było jedynym grzechem Javiera. Kontaktował się z policją. Ostatnimi czasy to była prawdziwa plaga, której nie można było pobłażać, bo ani się obejrzy, a skończy w więzieniu.
Dostrzegł, że chyba dał jej co nieco do myślenia, bo nad czymś się zastanawia. Zdumiewała go. Fascynowała. A jej zachowanie sprawiało, że jeszcze bardziej chciał ją przekonać do swoich racji.
— Nie bawię się w Boga, mi amore — wydawał się rozbawiony tą uwagą. — Jego tutaj nie ma. Musimy sobie radzić sami. I jak widzisz, wszystkim nam idzie fatalnie — uśmiechnął się szyderczo. Był wierzącym hipokrytą. Nie czyniło go to ani lepszym, ani gorszym niż inni wierzący. Ciężko znaleźć kogoś, kto skrupulatnie przestrzega wszystkich zasad. W tym wszystkim nie dostrzegał, że miał na sumieniu niezliczone grzechy ciężkie. Zabójstwa. Diego był jednak zdania, że nigdy nie zabił kogoś, kto byłby niewinny.
Elii na razie nic nie groziło. Nie była wtajemniczana w nic, czego zdradzenie mogłoby kosztować ją życie. Zagrożenie mogło stanowić jednak to, że Diego w jakimś stopniu zależało na jej bezpieczeństwie. I ktoś kiedyś może zechcieć to wykorzystać. Na razie jednak pozostawało to tylko w granicach domysłów i przewidywań na przyszłość, które mogą, acz nie muszą się ziścić.
— Nie odpowiedziałaś mi — ponaglił, kładąc delikatny na razie nacisk, na palec Elii na spuście. — Gdybyś była na jego miejscu, wolałabyś umrzeć od razu, czy cierpieć tak, jak teraz Javier, którego na to skazujesz swoim uporem? — Powtórzył, doprecyzowując swoje pytanie.
— Czego się boisz? Co cię hamuje? Sumienie, wiara? Bo wychowano cię tłukąc do głowy, że tak nie można? — Dodał, trochę lekceważącym tonem. Błysnął zębami w szyderczym uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Sty 03 2018, 11:54

Pewnie gdyby zdawała sobie sprawę, jakie Diego ma wobec niej plany i że w ogóle rozważając jego słowa, wchodzi właśnie w paszczę lwu, starałaby się tego jakoś uniknąć. Jej rozsądek wydawał się być jednak uśpiony, po pierwsze zmęczony ciągłym przebywaniem w zamknięciu i samotności, a po drugie wprawnie oszukany przez Ramireza. Wydawał się w idiotyczny sposób rozważny jak na kogoś, kto właśnie kogoś zastrzelił. O wszystkim mówił rzeczowo i z takim przekonaniem, że ciężko było mu nie uwierzyć, choć gdyby się nad tym głębiej zastanowić, były to tylko mrzonki kogoś, kto pogubił się w życiu. A może to narzucone na człowieka zasady i konwenanse są tylko mrzonką? Był kompletnie zdezorientowana.
- Czyli co? Gdybym cię teraz zastrzeliła to byś to zaakceptował, bo wiesz, że musisz zmierzyć się z konsekwencjami podejmowanych decyzji? - Zapytała cicho, wciąż wlepiając oczy w powiększającą się plamę krwi. Jeszcze chwila i nie będzie potrzeby go dobijać, bo i tak umrze. Czy będzie wtedy za to odpowiedzialna, skoro ciągnęła rozmowę, zamiast rzucić mu się na pomoc? Przełknęła ciężko ślinę.
Przeniosła spojrzenie na spust broni, który został lekko naciśnięty pod naporem palca Diego.
- Wolałabym umrzeć - odparła, zanim zdążyła się nad tym zastanowić. Ale tak, w gruncie rzeczy jej odpowiedź była szczera, choć wstydziła się jej. Na miejscu Javiera zastrzeliłaby się chyba sama. Nigdy nie myślała o tym, jak przyjdzie jej umrzeć, ale gdy już się to stanie, wolałaby żeby odbyło się to na jej warunkach. Uznała za strasznie okrutny fakt, że przychodzi jej się zmierzyć z takimi dylematami w tak młodym wieku. Zatęskniła za domem.
- Bo tak nie można. Nie można zabijać ludzi, bo ma się taki kaprys - odparła szybko, choć z każdą chwilą sama coraz mniej wierzyła, czy to naprawdę jej własne myśli, czy coś, co nakładziono jej do głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Sty 03 2018, 18:22

Spojrzał na nią i roześmiał się znów, jakby wcale nie debatowali właśnie nad dobiciem człowieka. Faktem było, że podobne zdarzenia przestały robić na nim wrażenie już wieki temu. Nie było nic brutalnego w strzale z broni palnej, to nie to samo, co pocięcie kogoś nożem, a i to miał już na sumieniu.
— Oczywiście, że tak. W końcu zamykając cię tutaj, poniekąd musiałem się liczyć z tym, że możesz spróbować różnych sztuczek. Wciąż możesz. Mogłem podjąć pewne kroki, by temu zapobiec, ale co ty z tym zrobisz, to już twoja sprawa — odparł, rozbawiony tym, jak szybko obróciła kota ogonem. Jego odpowiedź była całkowicie szczera. Mogła postąpić wbrew rozsądkowi i próbować stąd uciekać. Najwyraźniej ta dwójka postrzegała działania zgodne z rozsądkiem, na dwa zupełnie różne sposoby.  
Uśmiechnął się tak, jakby powiedziała właśnie dokładnie to, co chciał usłyszeć. Zacisnął swoje palce na jej, przypominając o tym, że może to zakończyć w każdej chwili.
— Nie bądź więc samolubna. Nikt mu tutaj nie pomoże — szepnął, znów prosto do jej ucha. Javier ostatkami sił próbował wezwać pomoc, ale ta nadejść nie mogła. Słabe okrzyki mężczyzny zaczynały Diego drażnić. Nie lubił błagań, tym bardziej z ust kogoś, kto sobie nie zasłużył na łaskę.
Gdyby nie to, że odczuwał irytację, choć nie z winy Elii, to z pewnością dalej podjąłby dyskusję. Nie zauważyła tego, ale jedynie potwierdziła dokładnie to, o czym przed chwilą powiedział. Ktoś kiedyś wymyślił, że nieetycznie jest zabijać, a Diego korciło, by to podważyć i zapytać, dlaczego właściwie. Kto o tym decyduje? I dlaczego on miał stosować się do reguł, do których nie stosowali się inni, zagrażając tym samym jemu i jego bliskim?
— A kto powiedział, że nie można? — Zapytał tylko retorycznie i nacisnął na spust, posługując się właściwie palcem Elii. Gdyby ktoś zdjął odciski palców z broni, to znalazłby tam tylko te, które należały do Martinez. A potem strzelił ponownie, jeszcze raz i jeszcze raz. Strzelał do momentu, w którym cały magazynek został opróżniony, a z głowy i pleców Javiera została krwawa miazga. Kilka czerwonych kropek znalazło się też na czubku buta dziewczyny.
Diego puścił w końcu jej rękę, ale broń zostawił, żeby oswoiła się z ciężarem. Nie było w niej już amunicji, stąd nawet gdyby spróbowała do niego strzelić, na nic by się to nie zdało. Odchylił się na oparcie sofy i odetchnął głęboko.
— Kontaktował się z policją. Myślisz, że jeśli zrobią tutaj nalot przez takiego właśnie zdrajcę i cię znajdą, to będą chcieli słuchać, że tak naprawdę zostałaś porwana i nie masz z tym nic wspólnego? — Uśmiechnął się pobłażliwie i czubkiem buta szturchnął bezwładne ciało.
— Pablo, zabierzcie go stąd — zawołał, a na te słowa w drzwiach pojawił się jeden z mężczyzn, którzy wcześniej również byli w pomieszczeniu. Spojrzał ze współczuciem na Elię, ale bez słowa pozbierał ciało z podłogi. Diego tego nie zauważył, odprowadził natomiast bezlitosną czernią spojrzenia mężczyzn, gdy wychodzili. Kiedy został sam na sam z Elią, wbił w nią wzrok.
— Chcesz się czegoś napić? — Zapytał nieoczekiwanie, brzmiąc niemal na zatroskanego. Jakby było mu przykro, że musiała być świadkiem czegoś podobnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Czw Sty 04 2018, 18:29

Jego słowa wydały jej się niezwykle odkrywcze z jakiegoś powodu. Tak jakby dotychczas przypuszczała, że porwał ją nie bacząc na konsekwencje i z góry założył, że ona się podda. Fakt, że tak nie było zbił ją trochę z tropu ale też załamał. Dotarło do niej, że jest przygotowany na takie ewentualności. Teraz nawet przewaga w postaci ukrytego widelca wydawała jej się idiotyczna. To było jak porywanie się z motyką na słońce. Co z tego, że zaatakuje jego, skoro po drodze powstrzymają ją inni jego ludzie? Nie wyjdzie stąd żywa. To jedno było pewne.
Teraz dość samolubnie pochyliła się raczej nad beznadziejnością swojej sytuacji, nie Javiera. Ten, jak już Diego zauważył, był zupełnie stracony. Ale ona nie zamierzała być tą, która go straci. Egoistka? Być może, trudno.
Nie zdążyła należycie zareagować, nim spust został pociągnięty i wydała z siebie okrzyk zaskoczenia odrzutem broni, odpowiednio zmniejszonym przez to, że właściwie Diego trzymał rewolwer, nie ona. Huk dudnił jej w uszach, a obserwowanie, jak ludzkie ciało powoli staje się dziurawą miazgą przyprawiło ją o mdłości. Kiedy puścił jej rękę, zamiast trzymać broń dalej, upuściła ją. Dłonie trzęsły jej się tak, że nawet gdyby chciała, to nie byłaby w stanie jej utrzymać.
Rozszerzony z szoku i przerażenia wzrok skierowała na swój but, gdzie dostrzegła krew. Wolała patrzeć tam, niż na zmasakrowane, bezwładne ciało kogoś, kto jeszcze przed chwilą też miał jakieś nadzieje, pragnienia, rodzinę. Myśli. Swoje życie. Było jej niedobrze. Słowa Diego choć słyszała, to chyba nawet nie do końca do niej docierały. Coś o kontaktach z policją... Więc to nie tylko dlatego, że ją postrzelił. Jeśli mogła poczuć się choć odrobinę lepiej, to właśnie tak było. Znowu, zupełnie egoistycznie, nie chciała tego mieć na sumieniu. Zauważyła tym samym, że to jest dokładnie tak, jak wcześniej powiedział Diego. I za to, że miał rację, poczuła do niego nową falę nienawiści. Kim był, żeby wchodzić w jej życie w ten sposób i przewracać wszystko do góry nogami?! Tak bardzo chciała wrócić do sierocińca. Co prawda nie było tam przyszłości i aż piszczało biedą, ale przynajmniej nie musiała być świadkiem takich scen.
Odwzajemniła spojrzenie Pablo, wyglądając zapewne jak wystraszone zwierzę zapędzone w pułapkę. Nie chciała patrzeć, jak wywlekają zwłoki.
- Po co to wszystko? - Zapytała, ignorując pytanie o to, czy się napije. Objęła się ramionami i spojrzała na Ramireza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Nie Sty 07 2018, 21:07

Oglądanie, jak była taka roztrzęsiona i przestraszona, sprawiało mu naprawdę sporą przyjemność. Tym bardziej, że sam wiedział dobrze, że kwestią czasu jest, aż przyzwyczai się do takich widoków. Po którymś tego typu wypadku, widok krwi przestaje robić wrażenie. I tego połowicznie od niej oczekiwał. Skoro chciał, żeby mu towarzyszyła, nie mogła wzdrygać się ilekroć ktoś strzeli. W głębi duszy liczył, że uda mu się ją kiedyś złamać do stopnia, w którym nie będzie miała skrupułów, by sama pociągnąć za spust. Czekało go jednak w związku z tym wiele pracy, to było pewne. Miał jednak czas, a Elia nigdzie się nie wybierała. Już o to zadbał.
Zignorował jej pytanie, przynajmniej chwilowo, zupełnie tak jak ona zignorowała jego propozycję. Popatrzył na nią jednak z nieokreślonym wyrazem twarzy, po czym się roześmiał. Nic nie mówiąc, wstał i wolnym krokiem podszedł do jednej ze ścian, gdzie ukryty był barek. Otwarł się po naciśnięciu odpowiedniego przycisku. Nie dlatego, że był tak cenny, to raczej zacny gadżet, służący oszczędności miejsca i czasu, który ktoś musiał spędzić na wycieraniu kurzu z butelek.
Diego sięgnął po wyglądającą zachęcająco butelkę oznaczonej dwunastoma gwiazdkami metaxy. Rozlał trunek do dwóch szklanek i jedną podał Elii, gdy już wolnym krokiem wrócił znów na swoje miejsce. Jedną rękę założył wygodnie za oparcie i ponownie utkwił wzrok w dziewczynie.
— Pij — rzucił krótko. — Poczujesz się lepiej — wyjaśnił, a choć nie była to prośba, nie brzmiało również jak rozkaz. Głos pozostał miękki, a ton zupełnie odmienny od tego, którym porozumiewał się ze swoimi ludźmi. Niezależnie od decyzji Elii o napiciu się, sam uraczył się łykiem, nie spuszczając z niej wzroku. Lubił na nią patrzeć. Początkowo sądził, że to trochę jak z patrzeniem na ładny samochód, albo obraz. Dopiero po czasie zaczął podejrzewać, że może kryć się za tym jednak coś więcej. Lubił z nią rozmawiać i spędzać czas, a gdy już zadbał, by nie miała żadnego innego towarzystwa niż jego, zrobiła się znacznie bardziej potulna i skłonna do współpracy.
— Powiedzmy, że chcę ci uświadomić, z kim tak naprawdę masz do czynienia. Wolałbym, żebyś o tym nigdy nie zapomniała, Elia. Mam nadzieję, że to małe przedstawienie będzie ci stawać przed oczami zawsze wtedy, kiedy znowu będziesz próbowała uciec — uśmiechnął się ujmująco, jakby wcale  jej nie groził. Nie bezpośrednio, ale wciąż, była to groźba. A Martinez miała właśnie szansę się przekonać, że nie żartuje.
— Albo co gorsza, gdybyś spróbowała w jakikolwiek sposób kontaktować się z policją. To jednak wydaje ci się nie grozić. Niech Javier posłuży za przykład — wzruszył ramionami i znowu uraczył się łykiem wyśmienitej metaxy. Zdawał sobie sprawę, że tym kraju niechęć do policji przekraczała nawet granice klasowe. I najpewniej Elia również na jakimś etapie swojego młodego życia takiej doświadczyła. Policja kojarzyła się z nieróbstwem i szukaniem przestępców nie tam, gdzie należy. Diego było to być może na rękę, ale tylko potęgowało poczucie niesprawiedliwości.
— Myślę, że na dzisiaj wystarczy — westchnął, wstając. Dopił jednym haustem resztę trunku. Podał Elii rękę. Niezależnie od tego, czy ujęła ją, czy nie, poprowadził ją z powrotem do jej pokoju, po drodze opowiadając kilka słów o każdym mijanym przez nich obrazie. Tak jakby chciał odciągnąć jej myśli od tego, czego właśnie była świadkiem.
Kiedy dotarli pod drzwi pokoju (choć Elia z pewnością wolałaby trafniej określić to "więzieniem"), Diego bez zbędnej zwłoki je otworzył, ale wszedł do środka za dziewczyną. Zanim Elia zdążyłaby zniknąć w głębi pomieszczenia, złapał ją za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę, chwytając w objęcia. I spróbował ją pocałować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Pon Sty 08 2018, 13:34

Obserwowała jego poczynania w całkowitym milczeniu, z minuty na minutę coraz bardziej przerażona tym, w czyje ręce tak naprawdę trafiła. To dziwne, że potrzebowała na to aż miesiąca, ale tak naprawdę jak dotąd nie miała okazji być świadkiem... Czegoś takiego. Morderstwa. Z zimną krwią. I to jeszcze z tak upiorną ideologią, która, co najbardziej ją przerażało, miała trochę sensu.
Spojrzała nieufnie na szklankę, ale w końcu po nią sięgnęła i upiła duży łyk, bardzo się przy tym krzywiąc. Nie zasmakowało jej, cokolwiek to było, ale wypiła do dna licząc, że to stłumi przerażenie i tęsknotę za domem. Ile jeszcze będzie musiała oglądać? Czy tak będzie teraz wyglądała jej codzienność? Nawet nie chciała o tym myśleć.
Ciężko powiedzieć, czy to wina sugestii czy tego, że miała pusty żołądek i była zmęczona, ale alkohol poczuła bardzo szybko. Nic nie odpowiedziała na groźby Diego, nie było takiej potrzeby. Oddała się całkowicie dalekiemu szumowi w jej głowie, któy choć wiedziała, że ulotny, to przynosił ukojenie. Żeby jednak całkowicie zagłuszyć emocje, musiałaby wypić całą butelkę, a na to się nie zapowiadało, bo Ramirez wstał.
Nie podała mu tej ręki, po prostu wstała i poszła przodem, czekając, czy idzie za nią. Nie chciała na niego patrzeć. Nie chciała go znać. Nie chciała przebywać z nim w jednym pokoju. On mówił, a ona choć nawet tego nie chciała, każde jego słowo rejestrowała. Kiedy po latach ktoś ją zapyta, jaki obraz wisi w danym miejscu, będzie to bezbłędnie pamiętała. Tyle razy je mijała... Mózg wykazuje doprawdy przedziwną tendencję do pamiętania rzeczy, które nie są istotne.
Już liczyła, że zostawi ją samą. I będzie mogła w końcu wybuchnąć, bez dawania mu tej satysfakcji. Niestety wszedł do pokoju za nią, co gorsza wystarczyła chwila nieuwagi, a już ją obejmował. Ale to dopiero próba pocałunku doprowadziła ją na skraj desperacji. Zacisnęła mocno usta i się szarpnęła, próbując oswobodzić i odpychając go od siebie.
- Chyba zwariowałeś, ty pieprzony psychopato! - Krzyknęła piskliwie, wycofując się aż pod łóżko. Byle jak najdalej od niego. Nie wiedziała, co zamierza z nią zrobić i nawet nie chciała się przekonać. W jednej chwili była pewna, że ją zabije, a w następnej, że spróbuje pocałować. Sama nie wiedziała, co by wolała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Wto Sty 09 2018, 17:59

Był tylko ciekawy, czy gdyby do porwania nie doszło, a do podobnej sytuacji doprowadziłby przed miesiącem, w Milondze, to byłaby równie oporna? Nie przywykł do tego. Kobiety zwykle mu ulegały, nawet jeśli nie wiedziały, kim tak naprawdę był. Nie można było mu odmówić, że jest przystojny, a gdy się postarał, mógł być naprawdę ujmujący w obejściu. Elia doświadczyła tego na własnej skórze. Jak większość południowców, słynął z gorącego temperamentu, który mógł się podobać. Poza tym wbrew pozorom był całkiem oczytany. Elia jednakże nie wydawała się być szczególnie zainteresowana sztuką, choć mógł zgadywać, że to z powodu morderstwa, którego była świadkiem.
Odsunęła się aż pod samo łóżko, a Diego ruszył za nią, choć kilka razy wolniej. Nie spuszczał z niej wzroku, jakby podejrzewał, że spróbuje się bronić. Nawet jeśli nie miała czym, wszakże mężczyzna pojęcia nie miał o widelcu, który ukrywała w rękawie. I którego mogłaby użyć. Wyraz twarzy Argentyńczyka nie wskazywał na to, że sytuacja go bawiła, ani że rozzłościła. Była tam tylko ciekawość. Niczego nie mówił, mimo przykrego oskarżenia, które rzuciła mu w twarz. Nie uważał się za psychopatę i nim nie był, nawet jeżeli Elia wolałaby, żeby tak było. Wtedy na pewno łatwiej przyszłoby jej tłumaczenie się samej przed sobą z tego, co stanie się w najbliższym czasie.
Wciąż nie mówiąc ani słowa, popchnął ją na łóżko. Nie zamierzał jej gwałcić. Znacznie bardziej wolał, by za jakiś czas oddała mu się z własnej woli. Poczeka, cóż innego mu pozostało? Zawsze był cierpliwy i potrafił się zdyscyplinować, gdy zachodziła taka potrzeba. Elia jednak tego nie wiedziała i miała solidne podstawy, żeby mu nie ufać. Odpiął guzik marynarki i wszedł na łóżko, blokując jej możliwość wstania. Roześmiał się nisko, spoglądając na nią z góry.
— Masz mnie za psychopatę, Elia? — Przedłużył literę "l" w jej imieniu, tak, że zabrzmiało melodyjnie. — Bo jeśli rzeczywiście nim jestem, mógłbym ci teraz zrobić coś bardzo, bardzo złego... — przerwał na chwilę, chcąc sprawdzić, czy takie słowa wywołają w niej jakiekolwiek emocje. Intymny szept, jakim ją obdarzył, mógł śmiało przyprawić o dreszcze, jeśli istotnie tak bardzo się go bała. Przybliżył swoją twarz do jej i czubkiem nosa przesunął od żuchwy, po ucho.
— Ale równocześnie tak samo przyjemnego — szepnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Sro Sty 10 2018, 10:18

Już po raz kolejny zaczęła się zastanawiać, co takiego złego zrobiła w życiu, że przyszło jej za to teraz pokutować tak drastycznie. Zauważając, że się zbliża, chciała wycofać się jeszcze dalej, ale natrafiła już tylko na łóżko. Nie ruszyła się stamtąd uznając, że bieganie po całym pokoju w popłochu to jest pomysł nie dość, że wyjątkowo głupi, to jeszcze niczego tym nie ugra.
Złość uderzyła jej do głowy, kiedy ją popchnął i straciła równowagę. Odwróciła głowę, zaciskając powieki. Była na siebie taka wściekła! Czyż nie marzyła o tym? Głupie, nastoletnie fantazje miały się teraz właśnie ziścić, ale zupełnie nie tak, jak to sobie wyobraziła. Nigdy nie miała się za bardzo naiwną osobę, tymczasem właśnie okazywało się, że jednak taka była. Chociaż ile jej winy było w tym porwaniu? Pozostało jej tylko walczyć.
Wtedy z kolei przypomniała sobie o zwłokach, rozstrzelanych na krwawą miazgę i ją zemdliło. Nie mogła jednak pohamować instynktu, na wspomnienie Diego o czymś złym, ale równocześnie przyjemnym. Przeszedł ją dreszcz strachu. No przecież chyba jej tu teraz nie zgwałci? Nie zamierzała czekać, by się o tym przekonać. Co prawda nie mogła wstać, ale ręce miała wolne. Korzystając z tego, że skupiał się teraz na niej i był schylony, wysunęła widelec z rękawa.
- Nigdy ci na to nie pozwolę - wycedziła przez zęby, po czym zamachnęła się i dźgnęła go ile miała sił, w dłoń rozłożoną płasko na pościeli. Może i nie miała aż tyle siły, żeby drastycznie wbić widelec głęboko, ale na pewno go to zabolało. Gdy stracił gardę, spróbowała się wyślizgnąć. Co prawda gdy emocje opadły, pożałowała takiego ruchu, ale nie było już odwrotu. Odsunęła się od niego jak najdalej, w niedalekiej odległości do drzwi łazienki. Zawsze mogłaby się tam zabarykadować w razie potrzeby. Na razie obserwowała, gotowa na ucieczkę, gdyby tylko nadarzyła się ku temu okazja.
Wiedziała, że może teraz słono zapłacić za tę chwilę słabości, ale nie dbała o to. Wolałaby już chyba umrzeć, niż żyć pod jednym dachem z kimś takim jak on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   Czw Sty 11 2018, 14:15

Nie spodziewał się tego, co miało nastąpić. Tępy ból rozlał się po jego dłoni i sięgnął aż do samego ramienia, powodując, że gwałtownie wstał, wykrzyknąwszy wyjątkowo paskudne przekleństwo. Odruchowo sięgnął, żeby rozmasować bolące miejsce, tylko po to by odkryć, że rozorała mu wierzch dłoni widelcem. Siły wystarczyło, by przebić skórę i upuścić mu trochę krwi, ale mógł bez większych przeszkód zacisnąć i wyprostować palce. Ze swego rodzaju fascynacją przyjrzał się ranie, chwilowo ignorując istnienie Elii. Te nieliczne momenty, gdy komuś udawało się go fizycznie skrzywdzić, były dla niego przypomnieniem. Że mógł być posiadaczem nie wiadomo jak wielkiej władzy i pieniędzy, ale i tak był żałośnie śmiertelny. Krwawił jak każdy. A jego krew niczym nie różniła się od krwi drobnego kieszonkowca ze slumsów.
Dopiero wtedy podniósł harde, puste spojrzenie na Martinez. W ręku trzymał widelec. Jej jedyną broń. Musiał jej przyznać, że go zaskoczyła. I trochę mu zaimponowała. Nie tylko tym, że się na to zdobyła, ale też swoim sprytem. Ciekawa od jak dawna miała w zanadrzu taką broń. Czyżby czekała na odpowiedni moment, którym okazała się ochrona cnoty?
Nie przywykł do tego, żeby ktoś stawiał mu opór. Fakt, że robiła to ona, czynił ją w jego oczach jedynie bardziej atrakcyjną. Diego uwielbiał dreszcz gonitwy. Polowania. Zdobywania.
Dlatego w późniejszych latach będzie się nią szczycił jak trofeum, na które zapracował sobie poświęconym jej czasem i uwagą. Obecnie jednak nie postrzegał tego w ten sposób. Postrzegał ją jako wyzwanie, a widelec trzymany w ręku jako rzucenie mu rękawicy.
— Daję ci rok — powiedział stanowczo, nie spuszczając z niej wzroku.
— Rok, a oddasz mi się sama — wytłumaczył cierpliwie, bawiąc się teraz widelcem. Krew z rany zaczęła kapać na podłogę, a gdy pierwszy szok minął, ból zrobił się bardziej wyraźny, pulsujący.
Na twarz przywołał trochę protekcjonalny uśmiech, jakby słowa, które właśnie wypowiedział, były oczywistością. Faktem. Z jego perspektywy to nie pozostawiało żadnych złudzeń. Będzie ją miał.
Wolnym krokiem ruszył do wyjścia, przyglądając się jej i bawiąc trzymanym widelcem. Wyglądało na to, że będzie trzeba zwrócić uwagę służącym, by pilnowały, co Martinez im zwraca. Nie podejrzewał jej o taki akt desperacji.
Odwrócił się w jej stronę, będąc już przy drzwiach.
— I lepiej tak więcej nie rób. Nie zmuszaj mnie, żebym wysłał Pablo do sierocińca po kolejnego dzieciaka. Nie mam już miejsc w pokojach gościnnych i musiałbym go zastrzelić — uśmiechnął się nieznacznie, po czym wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Nim Elia została sama ze sobą, mogła usłyszeć szczęk klucza, przekręcanego w zamku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name   

Powrót do góry Go down

I want to hurt you just to hear you screaming my name

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu