Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

I want to hurt you just to hear you screaming my name

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Wto Lis 28 2017, 15:15;

First topic message reminder :

I want to hurt you just to hear you screaming my name
Diego, Elia / Buenos Aires, lipiec 2118



Wymykanie się nocą było bardzo kiepskim pomysłem, nawet jak na nastoletni umysł Elii. Niestety rządza przygody i chęć bycia takimi, jak normalne dziewczyny w ich wieku przeważyła, stąd też szalona idea wymknięcia się w nocy do Milongi, poprzedzona oczywiście złodziejską przebieżką po bogatszej dzielnicy, w poszukiwaniu kreacji tylko czekającej na sznurku do prania, by ktoś ją zakosił.
Cały szkopuł tkwił jednak w tym, by wpierw się wyszykować, tak, żeby nikt nie zauważył wściekle czerwonej szminki, a potem wymknąć niepostrzeżenie, zanim któraś z opiekunek zauważy. Później wszystko zależało już od pozostałych mieszkańców sierocińca: solidarnie będą je kryć, czy wydadzą przy pierwszej, lepszej okazji? Na pewno rozsądniej byłoby, gdyby się jednak nie solidaryzowali, a wydali plan zanim w ogóle wszedł w życie. Okres nastoletni rządził się jednak swoimi prawami i jakoś ani Elia, ani Maria, nie zastanowiły się zbyt głęboko nad tym, co może je spotkać w nocy na ulicy. Skupione na wykonaniu planu, w ogóle nie brały pod uwagę różnych możliwości, głównie w postaci czynników zewnętrznych niebezpieczeństw. Takich jak wojny karteli. Mówiło się, że jeśli się nie jest w nie zamieszane, nic złego nie miało się prawa wydarzyć. W praktyce wyglądało to jednak bardzo różnie.
Odwalone jak nigdy i wyglądające przy tym znacznie dojrzalej, niż w rzeczywistości, wymknęły się przez okno, uważając oczywiście, żeby nie połamać nóg. Potem pod osłoną drzew przemknęły do bramy. Dopiero kiedy znalazły się za nią, mogły odetchnąć, a to nie była jeszcze natrudniejsza część planu.
Najbliższa Milonga nie znajdowała się zbyt daleko, zaledwie jakieś dziesięć minut marszu. To również nie było jednak najgorsze, bo dotarły na miejsce bez szwanku na ciele i umyśle, zaczepiane bardzo okazyjnie przez podpitych tequilą mężczyzn, którzy brali je za znacznie starsze, niż faktycznie były, co tylko utwierdziło je w przekonaniu, że makijaż potrafi zdziałać cuda. Najtrudniej było się dostać do środka, bo pod czujnym okiem goryla na bramce nie prześlizgnął się nikt niepowołany, zwłaszcza małolaty.
Elia i Maria stanęły zatem grzecznie w kolejce, starając się wyglądać, jakby to był ich chleb powszedni i wcale nie próbowały się tam wślizgnąć, choć nie powinny. Kiedy zatem nadeszła ich kolej, już, już miały przejść za bramkę z dumnymi minami, gdy ochroniarz cofnął Marię.
- Zmykaj stąd, mała - mruknął, wyraźnie poirytowany. Ziściło się tym samym najgorsze z możliwych założeń, że do środka dostanie się tylko jedna i będzie to prawdopodobnie Elia, jako ta starsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007

AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sob Sty 13 2018, 10:07;

You make me wanna die
październik 2218


Tygodnie mijały, a życie toczyło się dalej, choć nie dla Elii. Ta miała wrażenie, że dla świata stała się martwa. Tak na dobrą sprawę w ogóle czuła się martwa. I zupełnie pusta. W końcu zabrakło jej sił na bezcelowe próby ucieczki. Mogła się wściekać, wrzeszczeć, rzucać czym popadnie, a na nikim nie robiło to wrażenia. Mogła też milczeć w apatycznym letargu, a to także nie zmieniało w jej sytuacji zupełnie nic. Jej dzień opierał się na utartym schemacie, który nie zmieniał się bez względu na okoliczności. Znalazła w tym ukojenie. Nie mogła być co prawda pewna już niczego, zwłaszcza tego, co ją w końcu spotka,, ale chociaż ta rutyna dnia wydawała się utrzymywać ją przy zdrowych zmysłach.
Z czasem zaczęła podejrzewać, że każde działanie Ramireza było skrupulatnie zaplanowane. Przychodził, traktował ją przeróżnie. Raz zupełnie oschle, czasem niemal brutalnie; tylko po to, by kolejnego dnia być zupełnie normalnym. Ze zgrozą przekonała się, że da się z nim dogadać. Zawsze jednak kolejne spotkanie przynosiło tylko gorzkie rozczarowanie. I tak w kółko.
Martinez była zupełnie rozbita. Pogodzenie się ze swoim losem przychodziło z ogromnym trudem. Chwilami jakaś mroczniejsza część jej osobowości odgrażała się, że powinna go uwieść. Uzależnić od siebie do stopnia, gdzie będzie gotów zrobić dla niej wszystko. A potem to bezwstydnie wykorzystać. Nie była jednak pewna, czy on w ogóle jest skłonny do odczuwania jakichkolwiek emocji prócz gniewu. Czasem jednak je okazywał, a wtedy burzyło to jej światopogląd na jego temat. Przestawał być potworem. Był po prostu człowiekiem. Może trochę zagubionym. Nigdy nie pytała go o przeszłość, choć korciło ją bardzo. Możliwe, że tak odnalazłaby odpowiedź na pytanie, dlaczego jest... Taki. To jednak rodziło pytanie, dlaczego ją to w ogóle obchodzi. Sprytnie to sobie rozegrał. Mimowolnie pochłaniał sporą część jej myśli w ciągu dnia.
Co gorsza zauważyła, że świat któego stała się częścią, zaczął ją w jakiś sposób interesować. Ciężko stwierdzić, czy to kwestia tego, że nie miała wyboru, czy jej własnej fascynacji. Jedno było pewne. Czekała, czy dzisiaj przyjdzie Diego. Od czasu feralnego incydentu z widelcem sprzed dwóch miesięcy, jego wizyty stały się zupełnie nieregularne. Raz był, raz go nie było. W pamięci Elii nie zatarły się jednak jego słowa, żadne z nich. Nie zatarło się też, co zrobił Javierowi.
Jej nowym, zupełnie nieoczekiwanym sojusznikiem stał się Pablo. Od czasu jej ataku na Ramireza, to jemu przypadło w udziale przynoszenie jej wszystkiego jak leci, zaczynając od posiłków, na rzeczach codziennego użytku kończąc. Nie był z tego powodu zadowolony, a Martinez nawet mu się nie dziwiła. Z czasem jednak zmiękł i zdarzało im się zamienić parę szybkich słów, co zresztą ceniła. Nie miała poczucia, że jest tu tylko ona. I Diego.
Pochylona nad opasłym tomiszczem dotyczącym weterynarii, spędzała popołudnie nie próżnując. Skoro już i tak musiała tu siedzieć, równie dobrze mogła to jakoś wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Czw Sty 18 2018, 18:02;

Ramirezowi nie podobała się jej apatia. Owszem, chciał, żeby przestała z nim w końcu walczyć, chciał ją złamać. Ale osoba, która całymi dniami gapiła się w pustą ścianę nie była tą, której samolubnie oczekiwał. Urzekła go tym, jak naiwnie radosna była. I jaka ciekawa świata. Dlatego każde jej pytanie o to, co się dzieje w mieście, traktował jako swoje małe zwycięstwo i dowód na to, że powoli akceptowała taki stan rzeczy.
Diego dotrzymał też obietnic. Odpuścił sierocińcowi dług, a nawet zgodził się na przeznaczenie części środków na ten cel. Miał nawet pomysł, żeby jeżeli Martinez zacznie współpracować, pozwolić jej na spotkanie z przybraną siostrą. Pozostawało to jednak na razie w sferze dalekiej przyszłości. Podejrzewał że obecnie mogłoby się to skończyć próbą ucieczki.
Jego zachowanie w dużej mierze było zaplanowane, nie mógł jednak zaplanować tego, co sam odczuwał. A oprócz gniewu było tego sporo, co gorsza, w zupełnie sprzecznym wydaniu. Nie rozumiał już nic. W takich momentach ukojenie przynosiły interesy. Działał skuteczniej, skrupulatniej, bardziej bezwzględnie. Szybko udało mu się dzięki temu wyeliminować zagrażającą mu konkurencję. Zupełnie jakby sprowadzenie tu sobie Martinez dodało mu siły napędowej, bo poczuł namiastkę odpowiedzialności za kogoś, kto mógłby kiedyś stać się dla niego rodziną, którą dawno utracił.
Nie zdawał sobie sprawy z tego, że Elia postrzega Pablo jako swojego sojusznika. Gdyby tak było, zapewne zainteresowałby się tą sprawą wcześniej. Nie zrobił tego jednak, bo i nie widział powodu by podejrzewać swojego najbardziej zaufanego człowieka o niecne zamiary względem Martinez.
Ramirez zastanawiał się też, czy do Elii już dotarło, że drzwi nie są zamykane od jakiegoś czasu.
Zapukał zanim wszedł, co było według niego z pewnością jakimś przejawem dobrej woli. Niezależnie od tego, czy odpowiedź usłyszał, czy też nie, otworzył drzwi i przeszedł przez próg, od razu kierując swoje spojrzenie na Elię. Jak zwykle pochłaniała ją jakaś lektura. Diego sam od nich nie stronił, ale chroniczny brak czasu nie sprzyjał sięganiu po nowe pozycje, jak również z pewnością nie byłby w stanie poświęcać temu aż tyle uwagi, bo by go to znużyło. Podszedł do łóżka i oparł się o jedną z kolumn swobodnie, zerkając, co ją aż tak pochłania.
— Coraz częściej sięgasz po coś związanego z weterynarią. Masz jakieś plany? — Zapytał, prześlizgując wzrokiem po stronicy, na której otwarta była książka. W jego głosie nie było szyderstwa, tylko ciekawość. Od książki jego wzrok momentalnie powędrował z powrotem na Elię. Lubił na nią patrzeć. Robiła na nim nieodmiennie porażające wrażenie. Wciąż dokładnie pamiętał, co go tak urzekło. I to kryło się w jej oczach.
— Wiążesz z tym przyszłość? — Poprawił nieco swoje pytanie, jakby od niechcenia przysiadając na łóżku. Zapadł się nieznacznie w materac, a wzrok wciąż miał utkwiony w dziewczynie. Zmienił pozycję na bardziej wygodną. Nie był tak elegancki jak zazwyczaj, bez kamizelki, co prawda w garniturowych spodniach i butach, ale nieformalnej koszuli w bordowym kolorze. Podwinięte rękawy i odpięte dwa górne guziki też nie wskazywały raczej na to, że jeszcze wybiera się gdzieś w interesach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sob Sty 20 2018, 12:52;

Elia po jakimś czasie przestała sprawdzać, czy drzwi są otwarte. Czy przypadkiem ktoś nie zapomniał ich zamknąć. Nie widziała w tym już celu. Dobrze wiedziała, że nawet jeżeli wydostanie się z tego pokoju, to nie przejdzie przez rezydencję niezauważona. Chyba obawiała się też konsekwencji, które mogłyby ją czekać, gdyby chociaż spróbowała. To już nawet nie kwestia konsekwencji, które mogłyby dosięgnąć jej. Za bardzo się bała, że Diego mógłby posunąć się do skrzywdzenia któregoś z wychowanków jej dawnego domu. Tej świadomości by nie zniosła.
Nawet nie podniosła wzroku, kiedy usłyszała, ze przyszedł, chociaż serce zabiło jej trochę szybciej z ekscytacji, za którą z miejsca poczuła do siebie niechęć. Wystarczyły dwa miesiące, żeby czysty gniew, który na niego odczuwała, zamienił się jedynie w dalekie jego echo. Miała jeszcze dziesięć miesięcy na to, żeby wyprowadzić go z błędu, że nigdy nie będzie do niego należeć.
- Przyszłości? Jakiej przyszłości? - Zapytała z rozbawieniem, zakrawającym na drwinę.
- Marzyłam o tym od zawsze. Ale bądźmy realistami. Same książki to niewiele. Za mało, żeby podjąć pracę w takim zawodzie. Tu jest potrzebne wykształcenie, papiery... - wzruszyła lekko ramionami, wkładając między stronice zakładkę i zamykając głośno książkę. Odłożyła ją na bok i spojrzała w końcu na Ramireza, który rozsiadł się na łóżku.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile zwierząt razem z Marią odratowałyśmy. Tutaj raczej nikt się nimi nie przejmuje, niby nic dziwnego, skoro nawet ludźmi nikt się nie przejmuje... Ale kto im pomoże, jeśli nie my? - Wyjaśniła, nie wiedząc nawet, po co mu to mówi. Tak, jakby Diego miał się przejmować bezpańskimi psami i kotami biegającymi po ulicach.
Przestała się już łudzić, że uda jej się spełnić swoje małe marzenie. Im bliżej pełnoletności i ukończenia sierocińca była, tym bardziej to do niej docierało. Niby dzięki ciężkiej pracy można osiągnąć wszystko, ale to miałą wrażenie, że ci którym się to udaje to raczej wyjątki, nie reguły.
- A co z tobą? - Zapytała po chwili, obejmując kolana ramionami i opierając na nich brodę. - Kim chciałeś zostać? - Może to idiotycznie ryzykowne pytanie do zadania komuś, kto zawodowo generalnie chyba się spełnił, ale i tak była ciekawa, czy kiedykolwiek myślał o innej przyszłości dla siebie. Ta ciekawość doprowadzała ją do szału. Nie chciała jej odczuwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Nie Sty 21 2018, 12:03;

Elia zdążyła go zatem dobrze pod tym względem poznać, a Diego udało się to, co sobie zaplanował. Zbudowanie w kimś przeświadczenia, że jego działanie będzie miało przykre konsekwencje dla innych ludzi było tym, w czym się specjalizował. Co prawda nie w każdym przypadku było to skuteczne, ale prawie każdy miał kogoś, kogo darzył uczuciem na tyle głębokim, by cenić jego los ponad swój. Nieważne, czy chodziło tu o przyjaźń, miłość czy odpowiedzialność, a może honor. Motywy były nieistotne.
— Skąd ten pesymizm? — Zapytał w odpowiedzi na drwinę, którą wyczuł w jej głosie. Właściwie dobrze wiedział, skąd wynika ta niechęć, przecież nie był idiotą. Ale chciał to usłyszeć od niej. Chciał się dowiedzieć, jak postrzega przyszłość tego wszystkiego. Nie wiedział, czy Elia zdaje sobie sprawę, że wystarczył jeden telefon, a będzie tutaj miała na wyłączność najlepszych nauczycieli. Obstawiał jednak, że Martinez będzie zbyt dumna, żeby poprosić o coś takiego.
— Wiesz, że to nie jest problem — rzekł, choć nie wyjawił, dlaczego tak uważa. Spojrzał na nią jednak dość znacząco, licząc, że bez słów zrozumie, że wystarczy poprosić.
— To zabawne, jak zwykle najbardziej skorzy do pomocy są ci, którzy sami jej potrzebują — oparł się plecami o filar łóżka. Uśmiechnął się lekko, ale bez szyderstwa. Fascynowało go to, ile miała w sobie uwagi i troski dla wszystkiego dookoła. Mimowolnie zaczął zastanawiać się, czy kiedyś byłaby zdolna do takiej troski względem niego. To było bardzo niebezpieczne myślenie, życzeniowe. Zapragnął tego, ale nie było to czymś, do czego mógł ją zmusić. Nie, jeśli miało to mieć jakąkolwiek wartość.
— Ciężko wymagać zainteresowania bezpańskimi zwierzętami, które mnożą się na potęgę, kiedy ludzie cisną się w slumsach. Robiąc właściwie mniej więcej to samo, co zwierzęta — skrzywił się lekko na tę myśl. Nie to, że gardził biedotą. To była możliwie najlepsza grupa ludzi do wykonywania brudnej roboty. Nie żądali absurdalnych sum, ciesząc się każdym pieniądzem, w dodatku gdy nagle znikali, nikt ich nie szukał. Ciężko było jednak przymknąć oko na to, że częściowo sami są winni takiemu stanowi rzeczy, nawet jeżeli bardzo lubią podkreślać, że winni są wszyscy wkoło. Choćby Ramirez.
Diego nie czuł się ani spełniony, ani niespełniony. Nigdy nie miał okazji nawet przemyśleć innej ścieżki kariery, będąc na nią zwyczajnie skazanym i pogodzonym ze swoim losem.
— Nie miałem dużego wyboru, Elia — uśmiechnął się bez krzty wesołości. — Przed tym nie ma ucieczki. Nie wystarczy zmienić nazwisko i wyjechać za granicę. — Nie kiedy jest się synem właściciela całej tej mordowni. Zwilżył wargi i odwrócił na chwilę wzrok, skupiając go na zamkniętej książce leżącej obok Martinez. Czy kiedykolwiek rozważał podjęcie zupełnie innej drogi w życiu? Możliwe. Zawsze pozostawało to jednak w sferze bliżej niesprecyzowanych fantazji, które nie mają się prawa spełnić. Właściwie absurdalnym było, że jego pogląd na kwestię niemożności ucieczki wkrótce przejdzie na Elię i oplecie ją swoimi mackami ciasno.
— Gdy byłem dzieckiem... — przerwał na chwilę zastanawiając się, czy powinien jej mówić o takich rzeczach. Nigdy nikomu nie wspominał, bo nie wiedział jak to ubrać w słowa. — Jeśli wydawało mi się, że nie muszę tego robić, to ojciec szybko wyprowadził mnie z błędu. Zaczął mnie zabierać ze sobą, żebym mógł zobaczyć, jak się prowadzi interesy — uśmiechnął się do tego wspomnienia, choć nie należało wcale do dobrych.
— Miałem osiem lat, kiedy pierwszy raz mi pokazał, jak wygląda przestrzelony mózg na ścianie. Chyba wtedy do mnie dotarło, że fantazjowanie o zostaniu strażakiem albo astronautą mogę już sobie odpuścić — wbił w nią wzrok, w oczekiwaniu na jakąś reakcję. Nie powiedział tego, żeby zrobić na niej wrażenie, albo licząc na jej współczucie. Nie potrzebował tego. Po prostu chciał, żeby wiedziała. Jego ton był przy tym zupełnie wyprany z emocji, jakby już zapomniał, jak nim to wtedy wstrząsnęło. Do dzisiaj pamięta każdy, najdrobniejszy szczegół. Huk, rozbryzg krwi, strzępów mózgu i ostrych odłamków rozwalonej czaszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sro Sty 24 2018, 10:53;

Spojrzała na niego niemal z niedowierzaniem. Skąd ten pesymizm, śmiał pytać? Dobre sobie. Zacisnęła usta w wąską kreskę ale nie odpowiedziała na to pytanie. Nie było takiej potrzeby. rzecież nie był głupi, na pewno wiedział. To, że przestała próbować uciekać jeszcze nie znaczyło, że jej się taki stan rzeczy podoba.
- Oczywiście, że jest. Domyślam się, że raczej nie wchodzi w grę posłanie mnie na uniwersytet. Że nie wspomnę o edukacji, która przepada mi teraz. Bez matury raczej wiele nie wskóram - uśmiechnęła się kwaśno. Nie wszystko dało się załatwić pieniędzmi, chociaż to, czego obecnie pragnęła Elia, owszem. Czy byłaby jednak w stanie w całej swojej dumie poprosić go o coś? W tej chwili nie. Dopiero za jakiś czas.
- Bo wiedzą, jak to jest jej potrzebować. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - odparła ostrożnie, obserwując go. Nie wiedziała o czym myśli, ale gdyby tak było, to na pewno powiedziałaby mu, że nigdy nie będzie mógł się od niej spodziewać troski. Nigdy. Na tamtym etapie wydawało jej się, że to będzie takie proste go nienawidzić.
- Chyba nie masz zbyt dobrego zdania o ludziach - stwierdziła niepewnie. - To mimo wszystko co innego. Ludzie są bardziej świadomi tego, co robią. Przynajmniej w teorii znają konsekwencje swoich czynów. Zwierzęta natomiast kierują się po prostu instynktem - powiedziała. Dlatego też uważała, że zwierzętom pomóc trzeba, bo same sobie nie pomogą. Ludzie natomiast... Byli kowalami własnego losu. Uświadomiwszy sobie tę obrzydliwą hipokryzję, którą właśnie w sobie odkryła, prawie się wzdrygnęła. Kowalem swojego losu? Wychodziło na to, że Elia jest w takim razie beznadziejnym kowalem.
Spojrzała na niego z nowym zainteresowaniem, kiedy wspomniał o braku możliwości ucieczki. Zmarszczyła brwi. Nigdy nie pomyślała sobie o tym od tej strony. Z góry założyła, że Ramirez jest zadowolony ze swojego życia i tego, co ma, dlatego ten dziwny uśmiech ani trochę jej się nie spodobał.
Zamieniła się w słuch gdy postanowił podzielić się najwyraźniej jakimś wspomnieniem. To mu się nie zdarzało. Zwykle rozmawiali raczej o niej, Diego pozostawał zupełnie skryty. Czasem ciekawiły ją jakieś aspekty jego przeszłości, dlatego też zdziwiła się, że postanowił wspomnieć o nich sam, bez zachęty czy pytania o to.
- Osiem? - Powtórzyła głucho, jakby zastanawiając się, czy dobrze usłyszała. Jakie okropne wrażenie zrobił na niej widok mordowania człowieka strzałami z broni palnej, a co dopiero na dziecku!
- Myślisz, że gdyby twój ojciec cię do tego nie zmuszał, to byłbyś teraz gdzie indziej? - Zapytała. Nie było w niej litości, ale współczucie owszem, choć nie odmalowało się w żaden sposób w jej minie. Nie chciała czuć współczucia, nie w stosunku do niego. Ale wcześniej jakoś nie pomyślała, że to jaki był, musiało z czegoś wyniknąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Pią Sty 26 2018, 17:01;

Obserwował ją z miną kompletnie pozbawioną wyrazu, jakby coś rozważał. Zastanawiał się, czy jej tryb przypuszczający wynika z pewności, że tak jest, czy chęci sprawdzenia, czy Diego zaprzeczy. Przez chwilę milczał, wiercąc czernią spojrzenia dziurę w jej oczach.
— A kto powiedział, że uniwersytet nie może przyjść do ciebie? — Zapytał, nie odwracając wzroku. Miał ciarki na skórze, kiedy tak na nią patrzył i co stwierdził z niemałą fascynacją, wydawało mu się, że chyba zaczął coś... Czuć. Coś, co nie było prostym podnieceniem. Nie potrafił tego sprecyzować, właściwie już zawsze będzie miał z tym problem. Niemniej w chwili, kiedy odczuł to po raz pierwszy, dotarło do niego, jakie to straszne. I był kompletnie zdezorientowany, w związku z czym na chwilę umilkł, choć jego twarz nawet nie drgnęła, zastygła w beznamiętnej masce.
— Dlaczego nie powiedziałaś, że coś ci przepada? — Zapytał, uczepiając się jej odpowiedzi, byle tylko nie pozostać sam na sam z tą jedną, okropną myślą, która go właśnie nawiedziła. Odtrącił ją. Nie chciał nawet rozważać. Niezależnie od tego, co odpowiedziała, Diego już w myślach podjął odpowiednie działanie. Do realizacji przystąpi po wyjściu.
— To nie tak, że mam o nich złe zdanie — pokręcił powoli głową. — Po prostu niektórzy, tak jak wspomniałaś, nie potrafią przewidzieć skutków tego, jakie decyzje podejmują. Nie mogę znieść ich żalu i narzekań, kiedy coś, co w oczywisty sposób musiało się skończyć w sposób łatwy do przewidzenia, idzie nie po ich myśli. Oczywiście tylko wtedy, kiedy taka możliwość istniała, bo jak słusznie już zauważyłaś, wszystko zależy od perspektywy — urwał, nadal nie przerywając kontaktu wzrokowego, bez względu na to, czy zrobiła to Elia. — Patrząc na mnie wydaje ci się pewnie, że naiwne z mojej strony jest liczenie, że kiedyś przestaniesz się ze mną szarpać i się poddasz. Ale to tylko twój punkt widzenia, nie wiesz, co ja mam w planach — mówił z irytującą być może pewnością siebie, jakby każde słowo było w oczywisty sposób prawdą, która tylko czekała na odkrycie. Jakby to, co padło, wyrwał jej z samego końca języka, z jej głowy i myśli.
Trochę się rozluźnił po tej wypowiedzi i w końcu pozwolił sobie na to, żeby powieść wzrokiem po pomieszczeniu, zamiast krępować nim Elię. Skinął jedynie głową potwierdzając, że owszem, osiem. Co prawda z jednej strony się cieszył, że tak się stało, bo uodporniło go to na wszystko to, co działo się później. Pewnie dlatego z taką lubością zastrzelił Javiera na oczach Elii. Chciał i ją uodpornić. To w końcu nastąpi, a widok zwłok nie zrobi już na niej wrażenia.
Na słowa "twój ojciec" zwrócił gwałtownie głowę w jej stronę, ale wciąż był zupełnie spokojny, na granicy przepełnionego protekcjonalnością rozbawienia.
— Pozwól, że coś ci powiem — zaczął, nachylając się ku niej. Nie wyglądało to, jakby miał złe zamiary, ale z nim nigdy nic nie było pewne. Spojrzał jej z bliższej odległości w oczy. Był blisko, zbyt blisko, by było to komfortowe, ale przecież nie przejmował się czymś takim.
— Po jakimś czasie przestajesz się zastanawiać nad tym, czy ktoś cię do czegoś zmusza, tylko to akceptujesz. Uczysz się czerpać z tego przyjemność. A wiesz dlaczego? — Zniżył głos do szeptu i zbliżył się jeszcze nieznacznie, tak, że prawie mógłby ją pocałować. Prawie.
— Bo tak działa psychika. Nie da się cały czas walczyć z tym, co nieuchronne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sob Sty 27 2018, 14:42;

Spojrzała na niego nieufnie, nic nie mówiąc. To była kusząca wizja, warta przemyślenia. Dopiero teraz w pełni do niej dotarło, że przecież na pewno byłby jej w stanie załatwić coś takiego. Problem polegał na tym, czego oczekiwałby w zamian.
- A gdzie jest haczyk? - Zapytała, unosząc jedną brew.
- Bo nie pytałeś. Myślałam, że to raczej oczywiste, że skoro mam tyle lat, ile mam, to właśnie beztrosko wagaruję - dodała, chyba trochę zbyt protekcjonalnie niż powinna. Jakoś nie hamowała się nigdy szczególnie, mówiąc prosto z mostu, ale powinna chyba zacząć się trochę pilnować pod tym względem. Ramirez był kompletnie nieobliczalny i coś, co raz doprowadzało go do szału, innym razem zbywał stoickim spokojem. Nie rozumiała z tego zupełnie nic.
Wysłuchała go z rosnącym przerażeniem. Coś jej się chyba przewróciło w żołądku, gdy dotarł do meritum swojej ywpowiedzi. Nie dała jednak po sobie poznać, że miał rację. Właśnie tak myślała. Że jest idiotą, jeśli mu się wydaje, że po prostu będzie robił z nią, co mu się żywnie spodoba a ona nie zareaguje. O ironio.
- Plany można zmienić - odparowała hardo. - Poza tym nie możesz zaplanować cudzego działania. Coś zawsze idzie nie tak.
W ogóle nie była w stanie wymyślić żadnego sensownego powodu, dla którego to wszystko robił. Trzymał ją tu jak zakładnika, ku własnej uciesze, a ona mogła się tylko zastanawiać, dlaczego akurat ona.
Nie odsunęła się, kiedy on się zbliżył, tylko odwzajemniła spojrzenie, nie chcąc ustępować mu pola. Nie chciała pokazać, jak bardzo się boi. Tak naprawdę mógłby teraz zrobić z nią cokolwiek i nikt by się tym nie przejął. To jak bardzo była zależna od człowieka, który był z pewnością niezrównoważony, że dopiero teraz w pełni odczuła beznadziejność swojej sytuacji. Właściwie to codziennie odkrywała ją na nowo.
Czy jego słowa miały coś sugerować? Niewątpliwie. Wstrzymała zupełnie oddech, na chwilę gubiąc się w tej lodowatej czerni, która spozierała na nią z tak bliska.
- I co? - Syknęła. - Zamierzasz zrobić ze mną to samo, to ojciec zrobił z tobą? - Zapytała jadowicie. Ta rozmowa szybko przybrała negatywny obrót.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Pon Sty 29 2018, 16:08;

Roześmiał się, wyraźnie rozbawiony słowami o haczyku. Szybko się uczyła. Na tym świecie nic nie było za darmo i spodobało mu się, że zdawała sobie z tego sprawę. Nie wiedział co prawda, czy to jego zasługa, czy wyniosła taką naukę z życia w sierocińcu, co było równie prawdopodobne. Była to kolejna cecha, która stawiała ją w oczach Diego znacznie wyżej, niż podsuwane mu siostry partnerów biznesowych. Rozpuszczone bogactwem, roszczeniowe gówniary. A ona była zupełnie inna.
— Pomyślę nad tym — spoważniał, poluzowując kolejny guzik koszuli. Tak naprawdę nie musiał wcale o tym myśleć, bo decyzję już podjął, ale nie chciał o tym na razie mówić.
— Dlatego trzeba mieć właśnie plan awaryjny. Bardzo mądry człowiek powiedział kiedyś, że jeśli wszystkie możliwe scenariusze rozegrasz w głowie, to nic cię nigdy nie zaskoczy. Nie uważasz, że to rozsądne? — Zapytał. — Poza tym "zawsze" to bardzo mocne słowo. Podobnie jak "nigdy", nie sądzisz? Ludzie się zmieniają, coś, co obecnie wydaje im się nie do pomyślenia, za jakiś czas może stać się ich codziennością. Życie płata różne figle — zmarszczył nos rozbawiony tym, jak bardzo sugestywnie to wszystko brzmi. Martinez najwyraźniej uwielbiała szastać tymi dwoma słowami, bo to już kolejna sytuacja, w której to robiła. Był ciekaw, co będzie, kiedy jej to wszystko przypomni za parę lat. Jak dożyją, wcześniej się nie pozabijawszy.
— Nie powiesz mi chyba, że nigdy nie zdarzyło ci się zmienić zdania? — Dodał, jakby chciał ją skłonić do dalszej dyskusji. Zupełnie nie w jego stylu było to, jak się do niej zwracał, każdorazowo dopytując o jej zdanie, jakby miało dla niego jakąś wagę. Nigdy nie postępował tak z ludźmi, właściwie nie chciał ich wcale jakoś bardzo dobrze poznawać. Jego znajomości kończyły się w momencie, gdy miał już na kogoś haka, potem tracił zainteresowanie.
Nie przestał mierzyć jej oczu wzrokiem, przyszpilając ją nim intensywnie. Jakby chciał ją przebić na wylot. Nie odpowiedział, nie musiał, niejako z fascynacją dostrzegając, że dokładnie zgadła jego myśli. Miał ochotę ją pocałować, ale dobrze wiedział, że biorąc pod uwagę jakie wzburzenie wywołały jego słowa, jedynie by go odepchnęła. Widział w jej oczach tak czystą nienawiść, że aż ciężko było mu uwierzyć, że może się to pomieścić w jednej, tak drobnej istocie. Jednocześnie narodziła się w jego głowie myśl, jakie to z jego strony frustrująco naiwne, tak bardzo liczyć, że jej podejście się kiedyś zmieni. Ale nie potrafił przestać, napędzany sobie tylko znanymi podkładami siły.
— Ludzie cały czas się do czegoś przyzwyczajają, akceptują to. Uczą się czegoś nowego. Dlaczego więc po prostu nie możesz zaakceptować mnie i tego, jak dobrze może wyglądać twoje życie? Ty, która masz w sobie tyle sympatii i miłości do całego świata, mnie jednego z taką cholerną mocą nienawidzisz. Przecież nie jestem dla ciebie niemiły, nigdy nie będę — zniżył głos jeszcze bardziej, na chwilę przenosząc wzrok na pociągnięte szminką usta Elii. Nic na świecie nie wydawało mu się w tej chwili tak kuszące, co właśnie one. Ujął jej twarz i kciukiem powiódł po linii szczęki, a dotknięcie miękkiej skóry podziałało na niego porażająco. Miał milion myśli w głowie. Była delikatna, jak kolorowy motyl, którego nagle zapragnął zgnieść w dłoni, bo nie pasował do jego świata i nie miał prawa istnieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Wto Sty 30 2018, 10:19;

Odwróciła wzrok w stronę ściany i zacisnęła usta w wąską kreskę. Wcale nie chciała, żeby o tym myślał, niczego od niego nie chciała. Może poza tym, żeby ją w końcu wypuścił. Im więcej czasu jednak mijało, tym bardziej docierało do niej, że ta jej chęć wyjścia stąd słabła i obecnie opierała się chyba tylko i wyłącznie na tym, że wiedziała, że tak trzeba. Że powinna chcieć się stąd wydostać według wszelkich zasad logiki. Coraz mniej w to jednak wierzyła.
- Wciąż uważam, że nie na wszystko da się przygotować. Wiele czynników zależy nie tylko od n=innych ludzi, ale i okoliczności. Nie da się nad wszystkim zapanować i przewidzieć, co się stanie. Nawet jeżeli odegrasz sobie w głowie każdy możliwy scenariusz. - Nie mogła się z nim zgodzić, ale jego potrzeba kontrolowania wszystkiego wkoło wydawała jej się trochę niepokojąca.
Wyczuła sugestię w jego słowach, więc niczego nie odpowiedziała. Cała jego postawa zdawała się mówić, że on i tak wie lepiej, jak Martinez zachowa się za jakiś czas. Tak usilnie chciała mu w tej chwili zrobić na złość! Ale co jeśli to tylko kolejna część gry? Co jeśli tylko udaje, że chce, żeby zachowała się akurat w taki sposób, bo wie, że będzie chciała postąpić na odwrót? Była taka zagubiona i zmęczona próbami odgadnięcia jego myśli i zamiarów, że nie wiedziała już, co zrobić.
- Oczywiście, że mi się zdarzyło. Kiedy cię poznałam, wydawało mi się, że jesteś... Podobałeś mi się - rzuciła, jakby od niechcenia. Wiedziała, że mu tym dopiecze. - Dopiero teraz widzę, że za przystojną twarzą kryje się tylko bardzo pusty i skrzywdzony człowiek, a cała ta otoczka to chyba próba zrekompensowania sobie tego, jak przykre rzeczy cię spotkały - rzuciła, mrużąc lekko oczy i wbijając je w niego oskarżycielsko.
Z oburzenia prawie otwarła buzię. Właśnie doszła do wniosku, że wznieśli się na wyżyny absurdu.
- Porywanie ludzi jest niemiłe, Diego. Bez względu na to, co możesz sobie myśleć na ten temat - odcięła się, odsuwając od niego. Miała już dosyć tego mącenia jej w głowie, głównie dlatego, że powoli czuła, jak się temu poddaje. Walka była męcząca i coraz mniej opłacalna. Być może gdyby miała jakąś towarzyszkę lub towarzysza niedoli, byłoby jej łatwiej oprzeć się temu wszystkiemu, ale samotność do której nie przywykła dała jej się we znaki do tego stopnia, że była gotowa zdradzić własne przekonania. Jednocześnie jakieś resztki jej walecznej części osobowości jeszcze próboały się bronić i stąd te pyskówki. Ale to były już ostatnie podrygi.
- Nie zaakceptuję takiego życia. Nie zaakceptuję ciebie. Jak sobie to wyobrażasz? - Celowo pominęła swoje ulubione "nigdy".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sro Sty 31 2018, 15:48;

Była uparta. I to do stopnia, gdzie był jej nawet skłonny przyznać trochę racji. Wyglądało na to, że być może i jemu będzie dane się nauczyć czegoś od niej i z czasem tak się stanie, a sprawy zabrną za daleko nawet dla niego. Ale to później, bo obecnie wydawał się tym wszystkim raczej rozbawiony.
Nie wiedział może, jak bardzo Elia jest w tej chwili zagubiona, mógł się tylko domyślać, a było to dokładnie to, co chciał osiągnąć. W momencie, kiedy zacznie się zastanawiać, jaki będzie jego następny ruch i spróbuje go ubiec, wygra. Gdyby oboje spotkali się na neutralnym gruncie, być może byłoby inaczej, ale ona była na niego całkowicie zdana.
Nie zirytowały go jej słowa, może przez chwilę przyszło mu do głowy, że żałuje, że to wszystko nie stało się w bardziej naturalny sposób, niż pod aparatem przymusu. Ale nie zmanipulowałby jej wtedy aż tak. A może jednak? Wiązałoby się to jednak z bardzo długim okresem udawania, a nie przepadał za tym. Teraz przynajmniej mógł być zupełnie szczery.
— Nie jestem pusty, ani skrzywdzony — odparł spokojnie, podtrzymując kontakt wzrokowy. — Raczej uodporniony na pewne rzeczy. Na przykład na twoje próby rozwścieczenia mnie, Chyba, że myślenie o mnie jako o człowieku, którego kiedyś spotkało coś złego i dlatego jestem teraz taki, a nie inny, ci w jakiś sposób pomaga. Wtedy proszę bardzo — dokończył, a w kącikach ust zatańczył mu niecny uśmiech. Już któryś raz próbowała go sprowokować i nawet nie miał jej tego za złe, choć zaczynało go to nużyć. Nie Elia jako taka, raczej jej ciągłe stawianie oporu. Wyczuwał jednak, że to nie potrwa długo, bo słabła. Pozwalała mu na coraz więcej.
Mina zrzedła mu jednak, gdy wspomniane zostało porwanie.
— Rozkochiwanie w sobie ludzi i nieodwzajemnianie tego też jest niemiłe, a ci go nie wypominam — rzekł, nie pozwalając jej się odsunąć, poprzez złapanie jej za rękę i przytrzymanie w miejscu. Mierzył ją lodowatym wzrokiem, ale teraz zatlił się tam gniew i irytacja. Wcale nie planował tego powiedzieć, nie pomyślał o tym nawet, a mimo to te słowa padły. Ubodły go tym bardziej, że jeszcze nie był gotów sam przed sobą przyznać się do tego, co właśnie przyznał Elii. A to nie był dobry moment na takie wyznania.
— Bez trudu to sobie wyobrażam. Nie martw się, też wkrótce zaczniesz — puścił jej rękę i wrócił do poprzedniej pozycji, kiedy opierał się nonszalancko o kolumnę łóżka.
— Powiedz mi, tak szczerze. Czemu aż tak się opierasz? Co ci to daje oprócz paskudnej frustracji? Nawet nie wiem czy zauważyłaś, że drzwi tego pokoju nie są już zamykane — odezwał się po krótkiej chwili milczenia, która zapadła po jego poprzedniej wypowiedzi. — Przecież nie robię ci krzywdy — dodał, wbijając w nią wzrok. Znowu ten dobrze znany jej już ton osoby, która doskonale wie co mówi. Nie ocenia, ale sugeruje, że jej zachowanie jest nierozsądne z logicznego punktu widzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Nie Lut 04 2018, 11:46;

Ta zależność od Ramireza była okropna. Zdana na łaskę i niełaskę osoby jego pokroju, nie miała zbyt wielkiego pola do popisu w działaniu. Doprowadzało ją to do szału. Zdołała uwierzyć, że nie ma już dla niej ratunku. Najgorsze było to, że zasiał w niej też przekonanie, że opierając się mu i próbując stąd uciec, postępuje egoistycznie. Bo niby nic złego jej przecież nie robił, a w zamian za to przynajmniej reszta dzieciaków z sierocińca miała lżej. Straszył ją złamaniem danej jej obietnicy, jeśli ona złamię tę, daną jemu. Sytuacja patowa.
- To uodpornienie też nie wzięło się znikąd - odparowała. Ludzie raczej rzadko już się tacy rodzili, a biorąc pod uwagę strzępki informacji jakie miała o jego przeszłości, był skrzywdzony. To, że nie chciał się do tego przyznać tylko to potwierdzało. Ale nie drążyła już tematu, widząc jego uśmiech. To nie miało sensu. Jakby rzucała grochem o ścianę.
Zwróciła gwałtownie głowę w jego stronę i wbiła w niego gniewny wzrok. Czekała aż powie, że słowa, które właśnie wypowiedział, są żartem. Niemile się zdziwiła, gdy tak się nie stało. Nie mogła uwierzyć w to, jak był koszmarnie bezczelny, a jakie ona w tej chwili zaczęła mieć poczucie winy, choć nawet nie wiedziała skąd się ono wzięło. Przede wszystkim była jednak zła, kompletnie i do bólu. Wyszarpnęła mu rękę.
- To jest jakiś absurd, Diego! - Zaperzyła się. - Porwałeś mnie, do jasnej cholery i czego się spodziewasz? Zmusiłeś mnie, żebym tu została, ale nie zmusisz mnie do tego, żeby cię... - urwała, krzywiąc się. Słowo "kochać" jakoś nigdy nie chciało jej przejść przez gardło i z upływem lat niewiele się w tej kwestii zmieni.
- Po prostu nie. Zostanę z tobą, ze względu na sierociniec, ale nie oczekuj, że się z tym pogodzę - dodała dobitniej, pochylając się trochę w jego stronę.
- Czasem nie trzeba kogoś zbić, żeby zrobić mu krzywdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sro Lut 07 2018, 23:06;

Oczywiście, że się takim nie urodził. Nikt się nie rodził. Mimo wszystko należałoby tutaj też nadmienić, że wcale nie miał się za potwora czy psychopatę, nawet jeżeli Elia mogła mieć inne zdanie na ten temat. Był przekonany, że wręcz nie powinna tak o nim myśleć. Gdyby chciała mieć do czynienia z psychopatą, mógłby przyprowadzić tutaj niektórych ze swoich ludzi; ci owszem, pod tym względem byli dużo, dużo gorsi niż Diego. Bo Ramirez wbrew pozorom potrafił zachować zdrowy rozsądek, chyba, że ktoś go doprowadził do ostateczności. Problem z nim polegał na tym, że nigdy nie było wiadomo, co go do tej ostateczności doprowadzi. Bo coś co jednego razu go rozbawiło, kolejnego mogło wprawić w szał i na odwrót.
— Czy ty mi współczujesz? — Zapytał, spoglądając na nią z uwagą, której nie powstydziłby się wąż, obserwujący swoją ofiarę. Nie potrzebował niczyjego współczucia, ale miał wrażenie, że z jakiegoś powodu Elia właśnie coś na kształt tego może do niego żywić. Osobiście uczucie to znał jedynie w teorii, ale nie przeszkadzało mu to w zauważeniu, że coś tu się chyba nie zgadza.
Jej gniew mu się podobał. Miała wtedy takie zacięcie w oczach, a usta wyginały się w grymasie, który można by uznać za tryumfalny, gdyby nie to, że była skazana na bycie  na przegranej pozycji.
— Porwałem? Nie rozśmieszaj mnie — rzucił, patrząc na nią tak intensywnie, że nawet nie mrugał. Lodowate spojrzenie przeszywało ją na wylot. — Wyrwałem cię z bardzo gównianego miejsca, sama wiesz o tym najlepiej. Tutaj masz szansę na jakąkolwiek przyszłość. A gdybyś tam została? W najlepszym wypadku zostałabyś kurwą, w najgorszym ktoś by cię w końcu zadźgał w jakiejś ślepej uliczce — wycedził przez zęby, pochylając się w jej stronę, mimo, że wyszarpnęła rękę z jego uścisku. Podniosła mu tym ciśnienie, nie przeczył. I to do stopnia, gdzie miał ochotę pchnąć ją na to łóżko i zwyczajnie przelecieć. Bo przecież mógłby to zrobić. Wyładować na niej swój gniew i w końcu dać upust pożądaniu, które odczuwał, gdy tylko na nią spoglądał. Opanował się jednak, powściągając targające nim emocje.
— Żeby mnie co? — Zadrwił. — Nie musisz mnie kochać. To nie o miłość tu chodzi, słońce — rzekł, śmiejąc się cicho. Czy aby na pewno? Sądził, że owszem. Przecież nie potrafił kochać, a mimo to coś mu podpowiadało, że tym to właśnie lada chwila stanie.
— A ja myślę, że już się pogodziłaś. Sama zobaczysz, że za jakiś czas ten sierociniec będzie dla ciebie tylko wymówką, bo sama przed sobą nie będziesz chciała przyznać, że zostajesz tu z własnej woli — uśmiechnął się drapieżnie. Częściowo stosował taktykę powtarzania jednej rzeczy tak długo, aż w końcu stanie się prawdą. Bo nie to jest prawdą, co faktycznie nią jest, a to, w co kto wierzy.
— Sugerujesz, że cię krzywdzę? — Zapytał, poważniejąc w ułamku sekundy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Czw Lut 08 2018, 18:41;

Współczuła mu? Chyba tak. Miała niestety tę koszmarną cechę charakteru, która nazywała się nadmierną empatią. I chyba każdy, kto może poszczycić się taką cechą dobrze wie, że potrafi to utrudnić życie, zwłaszcza, gdy się żyje w skrajnie biednej i niebezpiecznej dzielnicy. Gdzie gdyby chciała się pochylić nad każdym potrzebującym pomocy i cierpiącym, to życia by jej nie starczyło. Więc tak, współczuła mu. Mimo tego, co jej zrobił. A może właśnie dlatego?
- Żal mi cię - oświadczyła. Chciała go chyba naprawdę dzisiaj sprowokować. Albo sprawdzić jego cierpliwość, sama już nie była pewna.
Zamrugała zaskoczona, najbardziej chyba trafnością jego słów. No bo tak naprawdę, co ją trzymało w tym sierocińcu? Maria? Te znajomości nie miały prawa przetrwać po opuszczeniu tej placówki, po prostu nie. A większość wychowanków sierocińca naprawdę kończyła tak, jak mówił Ramirez. To nie była jedna z tych państwowych, ładnych i zadbanych instytucji w centrum, skąd dzieciaki trafiały nawet do rodzin w Stanach. To była zatłoczona przechowalnia, gdzie nie mieli nic, mimo starań opiekunek.
- Ale przynajmniej byłabym wolna - również pochyliła się w jego stronę, mówiąc z naciskiem. Igrała w tej chwili z ogniem i sprawiało jej to przyjemność. - Ale co ty wiesz o wolności? Już od dziecka byłeś więźniem tego, co miałeś przejąć po ojcu - dodała z wyrazem satysfakcji na twarzy. I tylko na chwilę, bardzo krótką, opuściła wzrok na jego usta. W jej głowie spontanicznie pojawiła się myśl, jakby to było go pocałować i aż się przeraziła, że coś takiego w ogóle przyszło jej na myśl i skąd się wzięło. Trochę tym zdeprymowana odsunęła się gwałtownie.
- Więc o co ci chodzi? - Zapytała, unosząc jedną brew w sceptycznym geście. Trochę jej ulżyło kiedy to powiedział, ale jednocześnie sprawiło, że jeszcze mniej przestała rozumieć. To zagubienie ostatnimi czasy stało się stanem tak permanentnym, że nie pamiętała już jak to było, kiedy mogła być czegokolwiek pewna.
- Myślisz, że nie wiem co robisz? - Zapytała retorycznie, mimo uszu puszczając słowa o wymówce.
- Manipulujesz mną, a przynajmniej próbujesz to zrobić - zmrużyła oczy i wbiła w niego oskarżycielsko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Czw Lut 08 2018, 19:18;

Diego nie potrafił zrozumieć tej empatii. Poznał wielu ludzi w Buenos, również z tych dzielnic, gdzie aż piszczała bieda. I każdy, dosłownie, każdy martwił się o siebie, ewentualnie o swoich najbliższych. Skąd więc w Elii tyle umiłowania do wszystkich wkoło? Nie potrafił zrozumieć, ale to go tylko utwierdzało w przekonaniu, że podjął dobrą decyzję, wybierając akurat Martinez. Miała może jeszcze trochę zbyt niewyparzony język jak na jego gust, ale miało to swój urok. Raczej nie byłby usatysfakcjonowany, gdyby była tak potulna, jak powinna właściwie być, zważywszy na okoliczności, w jakich się znalazła.
— To już mnie nie nienawidzisz? — Zapytał, roześmiawszy się kpiąco. Elia tak bardzo starała się go sprowokować, ale wbrew pozorom nie było to takie proste gdy już sobie postanowił, że nie da się tak łatwo podejść. Miał na to chyba zbyt dobry humor, przynajmniej na razie.
— Wolna? Nie, mi amore. Byłabyś martwa. Poza tym jeśli ci się wydaje, że kurwy są w tym kraju wolne, to chyba żyjesz w jakimś wyimaginowanym świecie. — W finansowanie prostytucji Ramirez się nie bawił, ale zdarzało mu się zamawiać dziwki dla chłopaków, co by też trochę zabawy i przyjemności im sprawić. Wydajniej potem pracowali. I o ile może faktycznie, te droższe prostytutki nie miały aż tak strasznego życia, tak te z biedniejszych dzielnic? Przecież Martinez musiała je widzieć, kiedy wystawały na rogach ulic.
— Wszyscy jesteśmy więźniami czegoś — odparł, poważniejąc i znowu racząc Martinez przeszywającym spojrzeniem. Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak porażająco podziałało na niego jej spojrzenie, tylko na chwilę opuszczone na usta, zupełnie jakby za chwilę zamierzała go pocałować. Dawkował sobie jednak te wrażenia powoli, zupełnie jakby się tym delektował, wiedziony nową cierpliwością.
— Niech ci to nie zaprząta głowy. To mój problem — uśmiechnął się na sceptyczność dziewczyny. Zadawała tyle pytań! Wszystko chciała wiedzieć. Nie docierało do niej jeszcze, że czasem jest lepiej o niektórych aspektach pewnych spraw wiedzieć niewiele. Mówią, że lepiej się wtedy śpi. Diego byłby się skłonny z tym zgodzić, bo sam sypiał fatalnie.
Próbował zachować powagę przy jej ostatnim pytaniu, ale nie wytrzymał i prychnął śmiechem.
— Jesteś bardzo przenikliwa — skomentował. — A co jeśli tylko chcę, żebyś myślała, że tobą manipuluję, a tak naprawdę tego nie robię, a ty i tak robisz to, co zechcę? — Zapytał, błyskając w uśmiechu zębami. Trafił mu się naprawdę ciężki orzech do zgryzienia, zagwozdka. Podobało mu się to. Uwielbiał dreszcz towarzyszący pogoni za zwierzyną.
Swoją pracę na dzisiaj uważał za skończoną. Rozmawianie z dziewczyną sprawiało mu przyjemność i gdyby mógł, zostałby dłużej. Wypracował sobie jednak pewien system i zamierzał się go trzymać. I tak sporo zaobserwował podczas tej wizyty, przede wszystkim to, że sprawy zmierzają w dobrym kierunku. Niechętnie wstał, poprawiając spodnie i nie spuszczając oka z brunetki. Postąpił krok, by stanąć obok niej i ujął jej twarz w dłoń.
— Jeszcze siedem miesięcy. Jak sądzisz, kto się złamie pierwszy, ja, czy ty? — Zapytał, spoglądając na nią z góry. Przez chwilę pogładził opuszką kciuka gładki policzek dziewczyny i uśmiechnął się pod nosem rachitycznie. Minęło dobrych kilkadziesiąt sekund, nim w końcu ruszył się z miejsca i podszedł do drzwi, by w końcu przez nie przejść i zniknąć. Nawet wytężając słuch, Elia nie mogła dosłyszeć, by drzwi zostały zamknięte na zamek. Upragniona wolność była na wyciągnięcie ręki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Czw Lut 08 2018, 20:22;

I had plans to make you whole but all my threads couldn’t stop the bleeding
marzec 2219

Cztery kolejne miesiące.
Była tu już ponad pół roku i przestała się łudzić, że kiedykolwiek opuści to miejsce. Musiała oddać Diego sprawiedliwość o tyle, że załatwił jej nauczycieli tak, że mogła kontynuować naukę. Teoretycznie powinna być mu za to wdzięczna, w praktyce dopadła ją zupełna apatia, bo jego zachowanie się nie zmieniło ani trochę. Wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że jest coraz gorzej. Trzymała się jakoś, ale to był tylko pozór, który podtrzymywała, kiedy tylko ją odwiedzał. Tak naprawdę było jej już wszystko jedno. Skupiała się na nauce i pozwalało jej to jakoś utrzymywać się przy życiu, ale kiedy z każdym dniem dociera do ciebie, że tak naprawdę nic nie dzieje się z twojej woli, a wszystko jest częścią odgórnego planu Ramireza, to aż prosiło się o zrobienie czegoś, czego przewidzieć nie mógł.
Miała teraz więcej swobody, mogła poruszać się po całym domu, który był zresztą ogromny. Nie czuła się dzięki temu taka samotna. Ale wydawało jej się, że mimo wszystko Diego zepsuł w niej coś, czego już nigdy nie uda się naprawić. Nie próbowała ucieczki nigdy więcej, bo w końcu chyba udało mu się ją zastraszyć do stopnia, że to nie była dla niej nawet opcja. Powoli zdawała sobie sprawę, że nie wyobraża sobie życia poza murami tego miejsca.
Potrzebowała pomocy. Nie chciała tego sama przed sobą przyznać, ale było z nią coraz gorzej. Do stopnia, że chciała z tym skończyć, bo przecież co ją więcej czekało? Nic, pustka. Każda kolejna egzekucja, której była świadkiem z jakiegoś powodu, otępiała ją coraz bardziej. Już nawet nie wzdrygała się na dźwięk strzału, mimo iż wiedziała, z czym się on wiąże. Nienawidziła się za to, co było o tyle dziwne, że z Diego zaczęła wręcz sympatyzować, nie mając chyba innego wyjścia. Bo przecież nie traktował jej tak źle, prawda?
A mimo to przygotowania do dzisiejszego dnia zajęły jej długo. Musiała to zrobić tak, by nie wzbudzić żadnych podjerzeń, a to ciężkie, gdy jest się pod stałą obserwacją. Sporą pomocą okazał się tutaj Pablo, który zapałał do niej sympatią. Martinez zaczęła się skarżyć na bezsenność. Ostrą bezsenność. Leki dawkowano jej całkiem ostrożnie, aż w końcu zrobiła awanturę, że nie jest samobójczynią, ale taką się bez wątpienia okaże, jeśli się w końcu nie zacznie pożądnie wysypiać. I mimo że była to prawda, tabletek nie brała, tylko sobie zbierała. Na czarną godzinę, jak to sama o tym myślała.
Czarna godzina nadeszła dzisiaj. Nie było ku temu szczególnego bodźca. Pożegnała się z Diego jak zawsze, przynajmniej tak jej się wydawało. Właściwie mógł nawet odnieść wrażenie, że w końcu poddała się zupełnie, bo wyglądała, jakby cieszyła się naprawdę z tego, że go widzi. Diego wyszedł, Elia jeszcze pożyczyła dobrej nocy Pablo, choć poprosiła go, żeby zrobił jej drinka na dobry sen. Nie mógł przecież wiedzieć, do jak głębokiego snu Elia potrzebowała tego drinka.
Wiedziała, że do rana nikt nie powinien jej już niepokoić. Kiedy ją znajdą, będzie już dawno po wszystkim. A ona będzie miała w końcu spokój. Permanentnie.
Nawet się nie bała. Naprawdę było jej już wszystko jedno. Usiadła przed lustrem, jakby chciała mieć pewną świadomość tego, co robi. Spojrzała w swoje zmizerniałe odbicie i skinęła lekko głową, jakby chcąc sama sobie dodać otuchy. Cóż więcej jej zostało? I tylko Marii było jej szkoda. Wyszeptała ciche przeprosiny. Chyba bardziej sama do siebie, niż do świata.
A potem połknęła jedną tabletkę, zapijając drobnym łykiem alkoholu, drugą, dziesiątą... Po którejś przestała liczyć. Kiedy już się skończyły, wstała. Leki zaczęły działać szybko, szybciej niż sądziła. Senność przyszła znienacka, a Elia pożałowała. Ale było już za późno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sob Lut 10 2018, 00:26;

To były cztery miesiące, które minęły bardzo szybko. Nim zdążył się obejrzeć, okazało się, że Elia spędziła u niego już ponad pół roku. Nie było mu się jednak dane tym cieszyć, w związku z problemami w interesach, które zaczęły się przed nim piętrzyć na stosie, który nie malał mimo poświęcanemu mu czasu. Miał wrażenie, że zupełnie nie panuje nad tym, nad czym przyszło mu sprawować pieczę. Przekładało się to również na jego zachowanie i być może dlatego Elii mogło wydawać się, że sytuacja zamiast zmienić się na lepsze, gwałtownie się pogorszyła, jakby całą swoją frustrację przelewał na jedyną osobę, która przynajmniej udawała, że stara się go zrozumieć.
Dostała dzięki temu znacznie więcej swobody. Diego niestety nie miał na tyle czasu, by móc go poświęcać na dalsze otumanianie dziewczyny, w związku z czym sprawa Martinez została potraktowana odrobinę po macoszemu, choć fakt, że pozwolił jej swobodnie poruszać się po rezydencji był przejawem kiełkującego zaufania.
Jednak nie tylko to było powodem, dla którego zachowanie Diego uległo pogorszeniu. Zaczynało do niego powoli docierać, że na te momenty, kiedy mógł z nią zwyczajnie porozmawiać albo ją przy sobie mieć, sprawiały, że chociaż przez chwilę było dobrze. To było złudne uczucie, bardzo niebezpieczne; nie podobało mu się. Pewnie stąd brała się cała jego oschłość i agresja. Nigdy jej jednak nie uderzył, to akurat pozostało niezmiennym w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
Dzisiejsze spotkanie wydało mu się dziwne. Zawsze zwracał baczną uwagę na detale, stąd też dziwne podejrzenie, że coś jest nie tak, jak było zwykle. Po czasie ze wstydem przyzna, że udało jej się uśpić jego czujność, przeciwnie! Odczuć nawet pewien rodzaj satysfakcji, że w końcu udało mu się ją doprowadzić do ostatecznego poddania. Pomyślał, że odniósł zwycięstwo. Jakże perfidnie się mylił!
Nie zdarzało mu się nigdy wracać do pokoju Elii tego samego dnia. Co go zatem podkusiło, by akurat dzisiaj to zrobić? Głupie przeświadczenie, że jest mu to potrzebne, że zostanie zrozumiany, nawet jeśli to wszystko było tylko pozą. Zostawił dziewczynę wieczorem, wymawiając się sprawami do załatwienia. Wisiał na telefonie parę godzin, próbując załagodzić sprawę nalotu na jedno z większych laboratoriów, z którym niby nikt nie mógł go połączyć, ale stratę odczuł boleśnie mimo to. Tknięty dziwnym przeczuciem wrócił, a to, co zastał, nie spodobało mu się ani trochę.
Jak to jest przekroczyć próg, tylko po to, by zastać za nim kogoś, na kim ci zależy, wyglądającego na martwego? W pierwszej kolejności nie wierzysz, w drugiej próbujesz sobie wyprzeć to, co widzisz. Zracjonalizować to jakoś. Wpierw zwalając winę na zmysły, które zawiodły, a potem próbując zdeprecjonować samą tę osobę; przynajmniej tak zrobił Diego. Przecież nie była wcale taka ważna, żeby się przejąć, prawda? Dlaczego zatem widząc ją na podłodze, przypływ adrenaliny, jaki odczuł, był aż tak duży, że cała sytuacja zamiast tak jak zwykle, nie zrobić na nim wrażenia, sprawiła, że na chwilę stracił zimną krew?
Jeszcze przez chwilę nie przyszło mu w ogóle do głowy, co tak naprawdę mogło się stać. W kilku susach skrócił dzielącą ich odległość i przykląkł przy nieprzytomnej dziewczynie.
— Nie. Nie — wycedził jedynie, zbierając bezwładne ciało z podłogi, wpierw sprawdzając puls. Słaby, bo słaby ale wyczuwalny. Poklepał ją po policzku. Szybko rozejrzał się po pokoju, chcąc dostrzec, co mogło się stać. Pusta szklanka i kilka osamotnionych tabletek; szybko dodał sobie dwa do dwóch. Jeszcze nie zastanawiał się nad motywami, powodami. Po prostu złapał ją na ręce i pierwszym, co przyszło mu do głowy, tuż po tym, jak dosłownie ryknął, żeby służba wezwała lekarza albo karetkę, było zaniesienie jej do łazienki. Nie miał nawet czasu zastanowić się nad tym, co w związku z tym wszystkim poczuł, działał instynktownie. Nie mógł pozwolić jej umrzeć, nawet jeśli była tak zdesperowana, żeby targnąć się na własne życie,  to jedno było pewne. Potem zajmie się resztą.
— Nie umrzesz. Nie pozwolę ci — cały czas mówił do niej, jakby miała go usłyszeć. Jakby miała się w ogóle przejmować jego pozwoleniem. Niewiele myśląc, wpakował ją do wanny, nie dbając o to, że sam w niej był. Oparł ją o swój tors i włączył letnią wodę, nie lodowatą, żeby ją ocucić. Może nie mógł zrobić jej płukania żołądka, ale na pewno mógł jej włożyć palce do gardła, żeby wywołać odruch wymiotny, co też spróbował zrobić. Woda lała im się na głowę,  a on mamrocząc pod nosem, że Elia ma nie umierać, usiłował wykrzesać z niej ostatki życia. Już myślał, że to koniec. Docenisz, gdy stracisz, powiadają. Dotarło do niego, jak krucha jest kontrola, którą rzekomo sprawował.
Próbował ją ocucić do czasu, kiedy na miejscu pojawił się lekarz.
Towarzyszył w karetce, a potem także przy szpitalnym łóżku. Odratowali ją; zresztą spróbowali by nie. Siedział pod ścianą i wbijał czarny wzrok w śpiącą obecnie Elię, zadając sobie pytanie: "dlaczego?". Skąd u niego tego rodzaju gwałtowna reakcja? Dlaczego tak się przejął? Miał krew tylu ludzi na rękach, co mu zależało na kolejnej dziewczynie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Nie Lut 11 2018, 11:06;

Słowa Diego docierały do niej jak przez mgłę. Była w dziwnym stanie zawieszenia, pomiędzy snem a jawą. A może pomiędzy życiem a śmiercią? Nie zareagowała na strumień wody, właściwie nie wiedziała w ogóle co działo się dookoła. Wszystkie bodźce wydawały się takie odległe i nierzeczywiste, a ona taka ociężała i śpiąca. Odpłynęła.
Przebudziła się w szpitalu, choć nie od razu otwarła oczy, jakby zastanawiając się, co się stało. Wspomnienia powróciły szybko, a ona nie była pewna, czy jej się udało, czy nie. Zgadywała, że skoro odzyskuje świadomość i wyraźnie czuje pod skórą dłoni szorstkie prześcieradło, to się nie udało. Nie była jednak na ten moment w stanie stwierdzić, czy jest tym rozczarowana, czy się cieszy. Wydawało jej się to dobrym wyjściem, ale kiedy już przystąpiła do realizacji planu i zrozumiała, że jest za późno, nie była już niczego taka pewna.
W końcu zaryzykowała i uchyliła powieki, a widząc Diego pod ścianą, poczuła jak jakiś straszny ciężar wpada jej do opróżnionego żołądka. Nie wydawało jej się. Przez mgłę leków pamiętała tylko, że ktoś ją włożyl do wanny. Po co to zrobił? Po co ją ratował? Poczuła nagle irracjonalną złość. Przecież ją nienawidził, więc po co to wszystko? Raczej nie należał do osób, które ratowały kogokolwiek z poczucia obywatelskiego obowiązku.
Otwarła oczy szerzej i spróbowała się poruszyć. Czuła się okropnie, było jej niedobrze... Ale to fizycznie. Psychicznie czuła tylko masę wątpliwości. Co teraz? Ukaże ją za to? Obok wątpliwości pojawiło się coś jeszcze. Wstyd. Obezwładniający, dziwny, nieokreślony. Zastanowiła się nad tym przez chwilę. Skąd się wziął? Stąd, że w ogóle podjęła się targnięcia na życie, czy raczej, że jej się nie udało? Uznała, że będzie miała ogromny problem z tym, zeby spojrzeć mu teraz w oczy. Wcale nie pomogło, kiedy zrozumiała, że Ramirez się w nią bacznie wpatruje. Jeszcze na chwilę przymknęła oczy. Dotarło do niej, o ile prościej byłoby, gdyby jej się jednak udało. Nie musiałaby teraz stawiać czoła konsekwencjom.
- Jeśli chcesz kogokolwiek karać, to ukarz mnie. Nikt nie miał z tym nic wspólnego - powiedziała cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sro Lut 21 2018, 17:28;

Początkowo Diego nawet nie zauważył, że dziewczyna się przebudziła, był zbyt pochłonięty własnymi myślami. Nie pamiętał, kiedy ostatnio targało nim aż tyle emocji, nie ograniczających się jedynie do tych najprostszych, takich jak gniew, choć ten z pewnością również mu doskwierał. Przejmował kontrolę nad ciałem, sprawiał, że zaciskał bezwiednie palce w pięści, a zęby zagryzał z taką mocą, że niechybnie by je sobie połamał, gdyby wywarł choć trochę mocniejszy nacisk. Jak drapieżnik, który dopóki nie wyrwie kawału mięsa z ciała ofiary, nie puści, bo natura mu nie pozwala.
Niczego nie rozumiał. Wpierw, zaczynając od motywów dziewczyny. Samobójstwo? Był niemal rozczarowany. Nie spodziewał się po niej aż takiego aktu tchórzostwa; miał ją za znacznie bardziej odważną. Jednocześnie jednak miał... Wyrzuty sumienia? Nie, to raczej nie to. Bardziej przypominało żal spowodowany tym, że przez własną nieostrożność mógł zniszczyć coś, na czym mu zależało. W taki też sposób postanowił sobie tłumaczyć, dlaczego tak ważnym i naturalnym wydało mu się odratowanie jej. Nie z dobroci serca. Może nawet trochę z chęci zrobienia jej na złość? Skoro posunęła się tak daleko, bardzo musiało jej zależeć, żeby zniknąć z tego świata. A chciał, by miała świadomość, że nawet umrzeć nie wolno jej wtedy, kiedy ma na to ochotę. Jeżeli już ma ginąć, to chciał, żeby to była jego decyzja. On uzna, kiedy nastąpi odpowiedni moment. Przez wszystkie późniejsze lata wciąż będzie się karmił tym kłamstwem, że zabije ją, gdy przyjdzie odpowiedni czas. Ten wydawał się jednak nigdy nie nadchodzić. Zawsze było do zrobienia coś jeszcze, do powiedzenia... Może przyjdzie czas, gdy dotrze do niego w końcu, że to jedynie wymówki. Kiepskie w dodatku.
Nie poruszył się na dźwięk jej głosu, nie mrugnął nawet. Wciąż tylko patrzył, przyszpilając ją do łóżka i rozważając, co powiedzieć. Jej słowa go rozbawiły, nie wiedzieć czemu. Myśl, że w takiej sytuacji myślała o dobru innych wydała mu się deprymująca, zbiła go z tropu. Jeszcze nawet nie zdążył rozważyć tego, że ktoś mógł jej pomóc, ba! Ktoś musiał, wszak sama nie mogła załatwić sobie tabletek, a przynajmniej nie w takiej ilości.
Wstał z miejsca pod ścianą i nie przerywając kontaktu wzrokowego, stanął w nogach łóżka. Oparł się rękami o obręcz, zaciskając na niej palce tak mocno, że zbielały mu knykcie. Wyraz twarzy Diego pozostawał jednak niewzruszony, a oczy puste; jak zawsze. Nigdy nie sądził, że tak ucieszy go, że zobaczy, gdy ktokolwiek oddycha. Otwiera oczy. Mówi. W jego głowie mimowolnie pojawił się obraz podobnej sceny, kiedy tuż po dostarczeniu jej do rezydencji, również tak sobie leżała. Wtedy nie był to jednak szpital, a i same okoliczności nie były tak tragiczne.
— Wiem, że nie miał — odparł w końcu, po przedłużającej się, jak mogło się wydawać, w nieskończoność, ciszy. Przez chwilę w jego oczach pojawiło się coś dziwnego, obcego. Jakby wręcz uraziło go, że sugeruje, że w takiej chwili w głowie mu bieganie i karanie kogokolwiek, jej tym bardziej. Choć nie było to bezpodstawne myślenie. Po prostu był jeszcze chyba w zbyt ciężkim szoku, że posunęła się do czegoś takiego. W równym stopniu fascynowało go to, co doprowadzało do szału.
— Powiedz mi tylko, dlaczego? Skąd w tobie aż tyle desperacji? — Zapytał, przekrzywiając lekko głowę i wciąż przypatrując się jej intensywnie. Chyba nie mogła bardziej dobitnie dać mu do zrozumienia, co sądzi na jego temat, skoro wolała się nałykać środków nasennych, zamiast żyć w komforcie u jego boku. Zupełnie nie przyszło mu do głowy, że psychika mogła już powoli nie radzić sobie z przystosowywaniem do nowych warunków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Czw Lut 22 2018, 12:51;

Diego był podejrzanie spokojny, a tak jak jego deprymowała troska Elii o innych, tak ją właśnie ten spokój. Nie trzeba było nie wiadomo jak bystrego spojrzenia by wiedzieć, że z jakiegoś powodu gdy w grę wchodziła ona, nigdy specjalnie nie krył się z gniewem. Przypuszczała, że musiał być wściekły, więc dziwiło ją, że jeszcze tego nie zamanifestował w żaden sposób. Uczucie wstydu nasiliło się, nie wiedzieć czemu. Serce zaczęło jej szybciej bić, a dłonie pocić, gdy dotarło do niej ta nieprzyjemna myśl, że go... Zawiodła?
Miała ochotę trzasnąć się w twarz, tak na otrzeźwienie. Resztki rozsądku piszczały cicho w zakamarku jej świadomości, ale to były już ostatnie, agonalne podrygi. Potem nie zostanie jej nic, właściwie już nie zostało.
Chciała coś powiedzieć, ale miała zupełną pustkę w głowie. Dlaczego? Obróciła głowę w bok i wbiła wzrok w zasłonięte roletą okno, jakby spodziewała się tam natknąć na odpowiedź na zadane jej przez Diego pytanie. Zbierała siły, ale nie miała już czego zbierać. Czuła, że wzbierają łzy. Tak jak przez wszystkie te miesiące była twarda i nigdy o nic go nie błagała, bo nie pozwoliła jej na to duma, tak teraz rozkleiła się, choć nie zanosiła szlochem.
- Jeszcze pytasz? - Odezwała się w końcu, chrypiąc niemiłosiernie. Wyprostowała głowę i podniosła się ostrożnie na łokciach. Czuła się okropnie, ale fizycznie raczej nie dolegało jej nic, co uniemożliwiłoby wstanie. Było wiele rzeczy, które chciała mu powiedzieć na temat tego, jak ją traktował i co jej zrobił. Mogła wymieniać w nieskończoność wszystkie manipulacje, egzekucje dokonujące się przed jej oczami. Nie była już tą dziewczyną, którą tu sobie przywlókł i nie rozumiała, po co w ogóle ją odratował, skoro nawet on musiał zdawać sobie z tego sprawę.
- Zniszczyłeś mnie - dwa krótkie słowa wypowiedziane z naciskiem, a chyba najlepiej zawarły to wszystko, co kołatało jej się po głowie przez ostatnie miesiące. Zachowywała spokój, już tak, bo nie było potrzeby, żeby się szarpać. Wszystko było stracone. Nawet umrzeć nie mogła wtedy, kiedy sama chciała, najwyraźniej. Nie znajdowała już siły, by się temu przeciwstawić. Pozostało tylko to, czemu zawsze zaprzeczała: zaakceptować obecny stan rzeczy. Dlatego wlepiała w niego teraz rozszerzone, załzawione spojrzenie ciemnych oczu, ale nie było tam już nienawiści. Na tę też nie miała siły.
- Dlaczego mnie uratowałeś? - Pozwoliła sobie zadać pytanie, skoro ona odpowiedziała na jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Pią Lut 23 2018, 16:59;

Gniew Diego opadł równie szybko, co się pojawił. Nic z tego nie rozumiał. Przyznała, że ją złamał, że wygrał. Dlaczego zatem się z tego nie cieszył? Nie potrafił nazwać uczucia, które w nim wezbrało, ale z pewnością nie była to satysfakcja. Przez dłuższy czas niczego nie mówił, zaciskając na przemian palce na metalowej obręczy łóżka z taką mocą, jakby chciał ją powyginać według własnej woli. Metal nie chciał jednak ustąpić, tak jak dotąd Elia. Tymczasem nadszedł moment, którego oczekiwał tak długo i nie odczuwał z tego powodu choćby cienia euforii. Lubił wygrywać, ale w życiu zdążył zaznać też gorzkiego smaku porażki. Paradoksalnie, te dwa zupełnie przeciwne uczucia się w nim teraz kotłowały. Wygrał i przegrał jednocześnie. Nigdy wcześniej nie sądził, że to możliwe.
Żaden mięsień jego twarzy nie drgnął, ale wpatrywał się w nią intensywnie. Równie intensywnie rozważał, co zrobić z tym wszystkim. Po raz pierwszy odkrył właśnie, że nie zawsze wszystko jest takie proste, jakby tego pragnął. Nie wszystko mógł kontrolować, albo rozwiązać przemocą. To dla niego również cenna lekcja szacunku do Martinez. Doprowadziła go do szału, ale jednocześnie trochę zaimponowała determinacją, nawet jeśli uważał, że samobójstwo to pójście po najmniejszej linii oporu. Nie był bynajmniej skruszony tym, że doprowadził kogoś do takiej ostateczności, że zapragnął się zabić, właściwie zrozumiał to całkowicie opacznie i po swojemu.
Nie była tą samą dziewczyną, ale i on nie był tym samym chłopakiem. Nie to, że zmienił się na lepsze, w jego przypadku nie ma usprawiedliwienia dla popełnionych przez niego czynów. Łzy, które popłynęły z ciemnych oczu, którymi zawsze się tak zachwycał, również nie sprawiły mu, tak jak zwykle, chorej przyjemności. Ani trochę nie podobała mu się ta zmiana. Zupełnie, jakby nagle uświadomił sobie, że nie chce jej krzywdy. Bo tylko on mógł ją krzywdzić.
Dlaczego mnie uratowałeś? Dlaczego ją uratowałeś, Diego? Również szukał odpowiedzi na to pytanie i ona przyszła; nie chciał się jednak do niej przyznać i odepchnął ją na samo dno podświadomości. Nie miał czasu na coś takiego, nie potrafił, nie chciał, nie mógł. Irytująca w swej prostocie i tym, jak oczywista była.
— Wszystko zniszczyłaś. Cały mój świat legł przez ciebie w gruzach — odparł spokojnie, wciąż sztyletując ją czernią spojrzenia. Dał jej tymi słowami władzę, której nawet nie mogła sobie wyobrazić, obecnie była jednak zbyt słaba, by ją dobrze wykorzystać. — Więc ja zniszczyłem ciebie. Albo coś na tych gruzach zbudujemy, albo odejdź, jeśli chcesz, ale na moich warunkach — kontynuował, po czym wyprostował się, puszczając obręcz. Podszedł do łóżka od prawej strony, ale nie usiadł na nim. Gdy się zbliżył, mogła zauważyć, że choć mimika twarzy niczego nie zdradza, wyglądał na zmęczonego. Ciemne obwódki wokół oczu były na to  wystarczającym dowodem.
— Nie mogłem pozwolić ci po prostu odejść. Nie w taki sposób — dodał, zniżając głos do szeptu. Już wiedział, co musi zrobić. Zachowując tak samo beznamiętny wyraz twarzy, wyjął zza paska broń, po czym odbezpieczył i przystawił jej do głowy. Tak bardzo chciał odzyskać kontrolę nad sobą i nad swoim życiem, że mógłby ją właściwie zabić, tu i teraz. Sprawę byłoby łatwo zatuszować, a on byłby w końcu wolny od tych wszystkich emocji, których istnienia nie chciał przyznać. Jeszcze nie wiedział, czy chce ją jedynie sprawdzić, czy naprawdę zabić. Nie był pewien, czy chce wiedzieć, co czeka go na końcu tej drogi, jeśli Elia z nim zostanie.
— Powiedz — zaczął, wciąż szeptem, natarczywie wpatrując się w jej oczy. Czerń przeciw czerni. — Chcesz odejść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Pią Lut 23 2018, 17:57;

Zupełnie nieświadoma dylematów, które rozgrywały się w głowie Diego, Elia też miała swoje. Tak jak on nie rozumiał, dlaczego to robi, tak i Elia tego nie rozumiała. Skoro tak jej nienawidził, by robić to wszystko, po co ją ratował? Odpowiedź mężczyzny zdumiła nawet ją, aż łzy oschły, a ona wpatrywała się w niego spokojnie, jak na pana jej życia i śmierci. W tej chwili zresztą trochę nim był. Nic nie odpowiedziała, zupełnie zaskoczona. Ona zniszczyła jego świat? Co takiego?
Być może dawało jej to jakiś rodzaj władzy, ale obecnie była na niego zupełnie ślepa. Był taki czas kiedy przeszło jej przez głowę, że może on naprawdę do niej coś czuje, zaraz jednak wyprowadzał ją z błędu i dobitnie pokazywał, że nie jest zdolny do uczuć.
- Co chcesz zbudować? - Zapytała cicho. - Ilekroć wydaje mi się, że moglibyśmy jakoś się dogadać, miażdżysz mnie i za każdym razem coraz ciężej mi się pozbierać. Nie mogę tego już znieść. - Dużo o tym myślała. Wiedziała, że łatwiej będzie to zaakceptować. Miał rację, kiedy powiedział jej kilkanaście tygodni temu, że tak działa psychika - przystosowuje się, inaczej człowiek niechybnie by oszalał. Czy to oznaczało, że zaczyna wykształcać jakiś syndrom sztokholmski? Nie chciała o tym myśleć w ten sposób. A może już oszalała i dlatego czuła się, jak się czuła?
Chciała zapytać, w jaki sposób zatem zamierza pozwolić jej odejść, bo na to już dawno przestała mieć nadzieję, ale wtedy rozwiał wszystkie jej wątpliwości. Chłód lufy nie sprawił jednak, że się wzdrygnęła. Przecież dopiero co sama próbowała się zabić, więc czy naprawdę sądził, że teraz to robi jej jakąkolwiek różnicę? Nie odsunęła się z zasięgu strzału, który jeszcze nie padł. Nic jednak nie mogło jej zaskoczyć tak bardzo, jak słowa, które spontanicznie wyrwały się z jej ust.
- Nie chcę. Już nie. Ale mam dosyć... Więc strzel i skończ to, jeśli naprawdę tego chcesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Pią Lut 23 2018, 23:08;

Bardzo dawno nic nie wymknęło mu się spod kontroli do tego stopnia, że nie wiedział, jaki powinien być jego następny krok. Starał się wygrzebać w pamięci cokolwiek, co mogłoby mu podpowiedzieć, jak ma się zachować, ale nie znajdował żadnego scenariusza, według którego mógłby postąpić. Absurdalnym było, jak nikłe wrażenie robiło na nim odbieranie życia, obracanie się w kręgach, mogących uchodzić za niebezpieczne. Walki na gołe pięści, umykanie policji... A tak ciężko było stanąć twarzą w twarz z przyznaniem, że zależy mu na czymś innym, niż władzy i pieniądzach. Na czymś, czego nie da się kupić.
To było dobre pytanie. Co chciał budować? A może chciał zacząć jeszcze raz, od początku? Nie, to nie było możliwe, przecież wiedział. Równie możliwe, że przesadzał. Przecież nawet jego ojciec miał kogoś, na kim mu zależało: matkę Diego. Sęk w tym, że Ramirez aż nadto dobrze wiedział, jaki ta historia miała koniec. Bardzo nie chciałby zostać doprowadzony do takiej ostateczności, do jakiej doprowadzono jego ojca. Paradoksalnie się tego bał, choć przecież każdy się czegoś boi. Jednak odkrycie tego strachu i zlokalizowanie go, było dla niego czymś nowym. I to z rodzaju tych niemiłych, nowych wniosków, do których dochodzi się w miarę dorastania w jakiś sposób.
Wciąż stał z bronią przystawioną do czoła Elii, nie drgnąwszy ani o centymetr; otrząsnął się z zamyślenia, a zamglony wzrok dopiero teraz odzyskał ostrość. Uzyskał w końcu czysty obraz, a zobaczył jedynie wlepione w siebie, ciemne oczy. Nie zaskoczyły go jej słowa, w dalszym ciągu nie odczuwał też satysfakcji z powodu tego, że się poddała. Tak naprawdę jednak, ostatnie tygodnie go na to przygotowały. Od pewnego czasu był już pewny swojego zwycięstwa, więc nie cieszyło go ani trochę. Bardziej martwił się, że sytuacja z targnięciem na swoje życie może się powtórzyć, jeśli coś się nie zmieni. Popełnił tym samym niewybaczalny błąd, uzależniając swoje szczęście od życia drugiej osoby. A ono było kruche, nietrwałe, ulotne.
Tak jak nigdy z jego twarzy nie dało się wyczytać ani grama emocji, tak teraz wyraźnie malowało się tam wahanie; było wręcz absurdalnie oczywiste. Zaczynające się w oczach, szeroko otwartych i utkwionych w Elii, kończące na ustach, które dziwnie drgały, jakby chciał coś powiedzieć. Jak u Miltona, speszony diabeł stał i czuł, jak straszna jest dobroć, gdy już został z nią bezpośrednio skonfrontowany. Docenił to dobro w Elii dopiero wtedy, kiedy, jak się wydawało, doszczętnie je zniszczył. A ona wciąż była taka oporna, choć w tej chwili jakby już mniej.
— Jakim cudem rewolwer cię nie przeraża, a serce wyciągnięte na dłoni owszem? — Zapytał, a w jego głosie dało się chyba słyszeć coś na kształt kpiny. Mierzył jej prosto w głowę, a ona nie okazywała strachu. Wystarczyło jednakże tylko wspomnieć o tym, że mogło być między nimi coś więcej, a zaczynała się szarpać jak mucha złapana w pajęczą sieć. Nieświadoma tego, że tym szarpaniem wpędza się w większe tarapaty.
Ręka mu drgnęła, jak nigdy, a w końcu opadła. Zabezpieczył broń i schował z powrotem, wciąż wlepiając w nią wzrok. No i co miał powiedzieć? Co mógł powiedzieć? W końcu przysiadł jednak na łóżku, choć tego nie planował. Sięgnął ku dziewczynie i przyciągnął ją ku sobie, by w końcu objąć kurczowo, jakby tonął, a ona była rzuconym mu na ratunek kołem. Może nawet tak było.
— Przepraszam — szepnął. Jak ciężko było mu wypowiedzieć to słowo! Nigdy nie sądził, że ono w ogóle przejdzie mu przez gardło, tymczasem proszę, pojawiło się w zupełnie niespodziewanym momencie, tym razem wyjątkowo nie będąc obliczoną na efekt farsą. W objęciu, w jakim się znaleźli, wyjątkowo nie było gorączkowego pożądania; chyba pierwszy raz w życiu szczerze kogoś przeprosił, bez doszukiwania się w tym własnych korzyści. No, może trochę, liczył na to, że Martinez spojrzy na niego łaskawszym wzrokiem, ale przede wszystkim, że nie będzie już próbowała takich numerów, jak dzisiaj. Mimo to, coś było inaczej. Bardzo chciał, by łzy, które popłynęły i słowa, które padły z jej strony były jego wyznaniem, ale nie potrafił tak.
— Cofnąłbym czas, gdybym mógł. Nie pojawiłbym się w twoim życiu, gdybym wiedział, że z mojego powodu będziesz sobie próbowała je odebrać — wplótł jej rękę we włosy, jeśli mu na to pozwoliła. Cieszył się, że nie może teraz zobaczyć emocji kłębiących się w jego oczach. Nic jednak więcej nie powiedział, i tak przekraczając granice, których przekroczyć nie powinien. Elia nie była już może w stanie się nad tym zastanowić, ale tak naprawdę należałoby głębiej pochylić się nad tym, czy jego słowa były szczere, czy to tylko kolejna manipulacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sob Lut 24 2018, 18:30;

Nie próbowała nawet doszukiwać się w jego twarzy żadnych emocji, bo już pogodziła się z tym, że ich tam nie znajdzie. Wydawało jej się, że nawet go rozgryzła, dochodząc do wniosku, że zachowuje się tak, bo inaczej nie potrafił. Nie czyniło to sytuacji lepszą, ale przynajmniej dawało jej poczucie, że nie robił tego wszystkiego z czystej przekory tylko dlatego, że inaczej nie umiał. Bo tak go wychowano. Dlatego też zdziwiła się widząc zawahanie, choć nie wahał się nigdy, co już tyle razy mogła podziwiać w pełnej krasie. Nie bała się już, że ją zastrzeli, pogodziła się ze swoją śmiercią, przecież dopiero co umknęła przed jej objęciami.
- Bo umrzeć jest łatwo. Sam tak kiedyś powiedziałeś - odpowiedziała, po dłuższej chwili milczenia, kiedy opuścił broń. Nie wiedziała jak się z tym czuje, że podjął taką, a nie inną decyzję. Tym też ją zaskoczył, bo była pewna, że pociągnie za spust i to wszystko skończy.
- Nie potrzebuję twojego serca, mam swoje - odpowiedziała, pozwalając sobie nawet na słaby uśmiech, jakby to miał być jakiś śmieszny żart. Wydawało jej się, że jego słowa to tylko kolejna część gry, a potem jak zwykle czymś jej dokopie. Chociaż tak naprawdę chyba najbardziej dokopał jej właśnie tego typu pytaniem, uświadamiając, że i ona nie jest tak w porządku, jak chciałaby o sobie myśleć. Na upartego i w jej przeszłości można byłoby się dokopać do zdarzeń, które wpłynęły na to, że jest, jaka jest. Diego wydawało się, że ma w sobie tyle miłości do świata, ale to nie było tak. Empatii było w niej dużo, ale czy miłości? Wątpliwe. Nie wiedziała, czym ona jest. Nie miała rodziców, nikt jej tego nigdy nie nauczył. Mimo to nie chciała już tracić czasu na nienawidzenie Diego. I kiedy pomyślała sobie, że może istotnie powinna po prostu dać temu wszystkiemu szansę, objął ją.
Od czasu ich tańca w milondze właściwie dobrowolnie nigdy mu na to nie pozwoliła, z czasem przestał próbować, więc ta bliskość wydała jej się czymś dziwnym i niewłaściwym. I choć początkowo całkowicie zesztywniała, w końcu rozluźniła wszystkie mięśnie i odwzajemniła ten gest, ostrożnie i z wahaniem, jakby zastanawiała się, czy to aby nie kolejna pułapka, a gdy pochwyci ją w objęcia, będzie jak owad złapany przez muchówkę. Powinna była sobie zdać sprawę, że już dawno wpadła w pułapkę, ale było za późno, żeby z niej uciec. Szczęki się zacisnęły.
- Wybaczam - odparła krótko i tak cicho, że zabrzmiało to jak westchnienie. Popełniała właśnie błąd, ale bardzo chciała wierzyć, że postępuje słusznie. Sytuacja wydawała się tak odrealniona, że miała wręcz wrażenie, że stoi obok i obserwuje to jako osoba trzecia, nie główna bohaterka całej tej sieci dziwnych wydarzeń.
- Czasu nie da się cofnąć, ale zawsze można spróbować jeszcze raz - zasugerowała, wciąż z tym dziwnym, odrealnionym wrażeniem, że jej się to wszystko śni. Bo jak inaczej wyjaśnić ten spokój, który ją ogarnął?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sro Lut 28 2018, 14:44;

If you fall for me, I'm not easy to please.
I might tear you apart but I told you from the start
maj 2219

Powiedziała, że wybacza. Ciężar czegoś takiego jak przebaczenie, był dla Diego nie do udźwignięcia. Szedł w zaparte, że nie jest mu potrzebne. W głębi duszy chyba za bardzo się nienawidził, żeby potraktować to poważnie, na pewno natomiast postarał się być trochę mniej okropny po sugestii, że mogą spróbować jeszcze raz. Przecież tego chciał. Mimo to zdarzały mu się momenty zapomnienia i wybuchów agresji, to raczej nie mogło zupełnie się zmienić i nie zmieni się nigdy. Karał Elię za to, że okazała mu jakiekolwiek pozytywne uczucia bo czuł, że na to nie zasłużył. A ona trwała w tym, nie wiedzieć czemu, już nie próbowała uciekać. Prawdopodobnie nikt poza ich dwójką nie był już w stanie tego zrozumieć, bo sami mieli z tym wyraźny problem. Miotali się pomiędzy wspólną nienawiścią za uczucia wbrew rozsądkowi, których żadne nie potrafiło nazwać. Ramirez wybudował wokół siebie mur ze swojej niezachwianej niczym dumy i przebicie się przez niego wymagałoby cierpliwości, jakby śmiałek, który się tego podejmie, miał do dyspozycji tylko łyżeczkę do herbaty. Mimo to, wydawali się jeszcze podchodzić do siebie z niebywałą ostrożnością, jakby próbowali wybadać, na co stać drugą stronę.
W ramach rozejmu Diego zgodził się na spotkanie Elii z Marią. Później tego pożałował, bo Martinez wyraźnie coś gryzło od tamtego czasu, choć nie mieli okazji o tym porozmawiać, bo jak zwykle pochłonęła go doszczętnie praca. Było tyle aspektów, których trzeba było dopilnować, zwłaszcza w zagranicznych laobratoriach. Ramirez jeszcze nie chciał ciągnąć tam ze sobą Elii, w zasadzie nigdy tego nie chciał. Żył w przeświadczeniu, że to nie są miłe widoki i nie musi mieć z tym do czynienia. Czuł się pewnie, zostawiając ją pod czujnym okiem zaufanego pracownika i służby ufając, że dziewczyna już nie posunie się do tego, co przed kilkoma tygodniami. Chyba sobie wszystko wyjaśnili.
Dzisiejszego wieczoru wyczuwalne było zamieszanie w rezydencji; mieli mieć bowiem gości. Kilku wspólników z rodzinami, niby nic wielkiego, ale z właściwym dla swojego ojca rozmachem, Diego musiał jakoś podtrzymać tradycję gościnności.
To też pierwsza taka impreza, w której miała wziąć udział Elia i interesowało go, jak sobie poradzi z rolą, było nie było, gospodyni tego przybytku. Co prawda Pablo uświadomił Ramirezowi, że skoro będzie jej dane zobaczyć tych wszystkich ludzi, to jeśli ucieknie albo dostanie się w czyjeś niepowołane ręce, będą mieli spore kłopoty, ale Ramirez pozostawał głuchy na sugestie; był pewien, że nie ucieknie. W każdym razie już nie. Opcja z wpadnięciem w niepowołane ręce była już bardziej prawdopodobna, ale chwilowo nie zaprzątał sobie tym głowy. Jeszcze, bo w czasie o którym mowa, panował względny spokój.
Ściemniało się już, kiedy zapukał do drzwi pokoju Elii, nim nacisnął na klamkę. Wsunął się do środka, by oprzeć plecami o drzwi i odszukać wzrokiem Martinez. Jeśli nie skrywała się za drzwiami łazienki, to z pewnością powiódł po niej wzrokiem. Czas leciał, jego obietnica wciąż była aktualna rok, który miał lada chwila minąć.
— Zdenerwowana? — Zapytał, uśmiechając się rachitycznie. Dłonie wsunął do kieszeni jasnych spodni, pasujących do białej koszuli, którą miał na sobie. Wszedł głębiej do pomieszczenia powolnym, nonszalanckim krokiem. Zerknął na zegarek. Nie mieli dużo czasu, nim pojawią się pierwsi goście, ale jak to mawiają, w dobrym tonie jest spóźnić się. Poza tym miał dla Elii prezent.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sro Lut 28 2018, 20:08;

To był bardzo dziwny okres w jej życiu. Poddanie dotychczas kojarzyło jej się z czymś złym, niepożądanym. Tymczasem okazało się być dokładnie na odwrót. Gdy już pozwoliła sobie na to, żeby pogodzić się z tym wszystkim, było jej łatwiej. W dodatku dając szansę na przywyczajenie się sobie, dała ją także Diego. I choć wciąż potrafił prędko ją strzaskać na kawałki, zdarzało się to znacznie rzadziej.
Poza tym mogła spotkać się z Marią - to dopiero było bezcenne. Spotkanie to jednak nie przyniosło wyczekiwanego ukojenia. Zamiast tego Elia jedynie odkryła, jak bardzo się różnią. Zupełnie jakby kilka miesięcy rozłąki uczyniło z nich zupełnie obce dla siebie osoby, a jednym, co je łączyło, było wychowywanie się w sierocińcu. Nie chciała o tym jednak nawet myśleć; sprawiało jej to niepotrzebny teraz ból i smutek. Nie mogła zdawać sobie sprawy z tego, że to akurat zasługa Ramireza. Wszystkie słowa, które kierował do niej przez te wszystkie miesiące, nie poszły na marne. Niby nie chciała ich słuchać, ale one zostały i kołatały jej po głowie, odpierając każdy argument Marii na temat tego, że powinna uciekać.
Dzisiejszym wieczorem była, o zgrozo, umiarkowanie podekscytowana. Rzadko zdarzała jej się okazja wzięcia udziału w jakimkolwiek przyjęciu, więc częściowo nieufnie, a trochę z niecierpliwością wyczekiwała tego wydarzenia. Nie bardzo wiedziała, jaką rolę ma odegrać, nie miało to jednak znaczenia. Dawna Elia pewnie byłaby przerażona tym, że zamiast planować ucieczkę w związku z zamieszaniem w rezydencji, nowa Elia zastanawiała się, jak wypadnie. Jakby to wszystko było zupełnie normalne i naturalne. Nawet nie pomyślała o tym, że mogłaby znowu próbować ucieczki. Nie widziała takiej potrzeby. Przecież tu było jej dobrze.
Nie odwróciła się, gdy usłyszała pukanie, bo miała widok na drzwi w lustrze. Uśmiechnęła się, widząc Ramireza w progu i dokończyła nakładanie czerwonej szminki.
- Może trochę. Nie miałam okazji bywać na zbyt wielu imprezach - przyznała, odkładając pomadkę na blat toaletki. Odwróciła się od tafli lustra i wbiła wzrok w mężczyznę. Zawsze wzbudzał w niej skojarzenia z wężem, albo jakimś innym drapieżnikiem. Jednak dopiero od pewnego czasu zaczęła to postrzegać jako zaletę, nie wadę. Może dlatego, że dopiero teraz umysł jej na to pozwalał. Zawsze uważała, że jest przystojny, nie zawsze jednak była skłonna się do tego sama przed sobą przyznać. Bo przecież to nie miało wtedy znaczenia.
- Jeśli masz dla mnie jakieś wskazówki, to jest dobry moment żeby mi je zdradzić - dodała jeszcze, znów odwracając się na chwilę, by skontrolować swoje odbicie. Sukienka w odcieniu pomarańczu dodawała jej trochę koloru i opinała się na zgrabnej sylwetce, choć nie w sposób wulgarny.
- Może być? - Zapytała, unosząc brwi, wyczekująco spoglądając w odbicie Diego w tafli lustra ponad swoim ramieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Czw Mar 08 2018, 11:02;

A czyż nie to Diego powtarzał jej od samego początku? Że gdy się podda, wszystko będzie łatwiejsze? Po raz kolejny okazało się, że miał całkowitą rację. Nie przywykł jeszcze do tego, że przestała mu się tak opierać i traktować jak najgorsze zło tego świata, uznał również za wyjątkowo ironiczne, że musiała otrzeć się o śmierć z własnej ręki, by zrozumieć, że w gruncie rzeczy on nie chce dla niej źle. To, jak to okazywał było co prawda kwestią zupełnie osobną i być może dla niektórych sporną. Tym jednakże się nie przejmował; oboje mieli najwyraźniej spory problem z relacjami międzyludzkimi, których nie potrafił zrozumieć nikt, skoro nawet oni sami nie byli w stanie. Przyglądał jej się w sposób oczywisty i nieskrępowany, również wtedy, gdy stała tyłem. Dłonie ukryte w kieszeniach zacisnęły się w pięści i rozluźniły. Pożądał jej, absurdalnie i niecierpliwie, ale nie tknął jej palcem od czasu incydentu z tabletkami, jak to nazywał jej nieudaną próbę samobójczą, którą udaremnił osobiście. Częściowo dlatego, że nie chciał, by sytuacja się powtórzyła, jak również licząc, że sama w końcu się przełamie, a być może dzisiaj nadarzy się ku temu okazja.
— Niepotrzebnie. Spodoba ci się — odparł, zbliżając się kilka kroków. Nie sądził, że doczeka momentu, gdy patrząc w jej oczy nie zobaczy tam tej niechęci i nienawiści, a emocje zbliżone do tego, co wydarzyło się wiele miesięcy temu w Milondze. Tak mogło być od początku, gdybyś był bardziej cierpliwy - przemknęło mu przez myśl. Ostatecznie był z siebie jednak wyjątkowo zadowolony. Pierwsze miesiące od porwania mógł ją zniszczyć, żeby teraz zacząć budować od nowa. Na razie szło mu chyba całkiem nieźle, jak oceniał, zawieszając wzrok na ustach dziewczyny. Błyszczały jak czereśnie, kuszące głęboką czerwienią z najwyższych gałęzi drzewa zza płotu sąsiada.
Stanął bezpośrednio za nią i położył ręce na jej nagich ramionach, gładząc je lekko przez ulotną chwilę. Głęboko wciągnął powietrze i opanował się przed posunięciem się dalej.
— Po prostu się uśmiechaj i o nic nie wypytuj. I pamiętaj, że jesteś tam ze mną. — W ostatnich słowach zabrzmiało dalekie echo groźby. Nie ufał jej jeszcze na tyle by być przekonanym w stu procentach, że nie wpadnie jej do głowy żaden dziwny pomysł. Zamierzał ją w związku z tym bacznie obserwować, również dlatego, że był po prostu ciekaw, jak sobie poradzi rzucona na głęboką wodę. Miało być tutaj dzisiaj wielu ludzi, z wieloma grzechami, ukrytymi za drogimi strojami i uprzejmymi uśmiechami. Intrygowało go, czy Elia wniknie w tej świat, czy zatrzyma się u jego progu. Wymagał dużo od młodej przecież dziewczyny, którą barbarzyńsko wyrwał ze środowiska, w którym wydarzenia jak to dzisiejsze nie występowały.
Na ostatnie pytanie nie odpowiedział, tylko się zaśmiał. Wyglądała zjawiskowo, jak zwykle, ale nie powiedział tego na głos; zamiast tego wyjął z kieszeni podłużne pudełko, które otworzył za plecami Martinez.
— Brakuje czegoś — stwierdził, wyjmując z pudełka naszyjnik. Ten sam, którego nie będzie zdejmowała przez następne lata. Ten sam, który odnajdzie w domu pewnego policjanta za kilkadziesiąt miesięcy. Odgarnął na jedno ramię włosy Elii i zapiął biżuterię na jej szyi. Przez chwilę przyjrzał się jej odbiciu z rachitycznym uśmiechem, by w końcu odłożyć pudełko na pobliski blat, robiąc to w sposób, który wymagał, by nie odsuwał się od dziewczyny zanadto. — Tak lepiej — ściszył głos do szeptu. Zawieszony nad jej ramieniem, wdychając zapach perfum, stracił ochotę na jakiekolwiek przyjęcie. Wolałby raczej zostać tutaj i...
Odsunął się o kilka kroków, krzyżując ręce na torsie i wciąż wbijając w nią wzrok, który mimo polepszenia ich relacji, wciąż był pusty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Czw Mar 22 2018, 11:31;

Elia jeszcze nie do końca rozumiała, co oznaczają te spojrzenia i głód, który okazyjnie dostrzegała w jego oczach. To nawet nie kwestia głupoty i naiwności, co po prostu dotychczasowego braku styczności z czymś podobnym. Jej kontakty z płcią z płacią przeciwną ograniczały się do relacji czysto koleżeńskich z chłopakami z sierocińca, nie w głowie były jej jakieś miłosne dyrdymały. Wiadomo, jak to każda nastolatka obdarzała czasem uważniejszą uwagą kogoś, kto w jej mniemaniu był przystojny, ale nie wychowywała się w miejscu, gdzie powszechnym było wzdychanie do plakatów boys bandów takich jak Two Directions czy THEY4. Poza tym nie oszukujmy się, gdy już ktoś jej wpadł w oko i wzięła go za istnego księcia z bajki, porwał ją i na jej oczach mordował ludzi. O tym jednak obecnie zdawała się nie myśleć. Jej świadomość występków Diego została uwięziona w pudełku z podpisem "do zapomnienia dla własnego bezpieczeństwa i zdrowia psychicznego". Przestała zastanawiać się nad tym, co powinna i co trzeba, a skupić na tym, żeby to wszystko przeżyć. A nie myślenie o tym, kim był Ramirez, wydawało się być w tym celu najlepsze.
Drgnęła czując ciepło jego rąk na ramionach, ale nic nie powiedziała, wpatrując się z uwagą w jego twarz w odbiciu ponad jej ramieniem.
- Ciężko byłoby zapomnieć - odparła. Nie bardzo rozumiała, co ma poprzez to na myśli i czego się po niej spodziewa. Może była młoda, ale nie była głupia. Próbowanie sztuczek przy takiej ilości ludzi, którzy zabiliby ją bez mrugnięcia okiem? No pewnie. Potrzebowała nieudanej próby samobójczej by docenić, jak cenne jest życie.
Spojrzała na niego pytająco, gdy stwierdził, że czegoś brakuje i śledziła wzrokiem naszyjnik, który znalazł się na jej szyi. Niewątpliwie był piękny, tym bardziej z perspektywy osoby, która w swoim życiu nosiła biżuterię głównie z kolorowego plastiku. Ozdoba istotnie dopełniła kreacji.
- Jest piękny, dziękuję - szepnęła, muskając opuszkami palców wisiorek. Zauważyła też coś dziwnego, co nie miało nic wspólnego z prezentem. Nabrała powietrza w płuca i zatrzymała je tam, wstrzymując oddech. Jego dotyk jej już nie odrzucał, ba! Była prawie rozczarowana, że się odsunął. To był coś nowego, co ją przerażało. Odwróciła się tyłem do lustra i odwzajemniła spojrzenie mężczyzny dać znać, że jest gotowa i właściwie mogą iść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Pią Mar 23 2018, 12:57;

Można byłoby pokusić się o stwierdzenie, że właśnie jej nieświadomość myśli, które towarzyszyły Diego w jej obecności, dodatkowo go do niej przyciągała. Coś ekscytującego czaiło się w kontaktach z dziewczęciem, dla którego to wszystko było pierwsze i nowe; bez trudu to odgadnął, bo było widoczne na pierwszy rzut oka, jak zachowywała się pod wpływem jego zachowania. Nie znaczyło to jednak, że dostrzegł zmianę, która zaszła odkąd ich relacja uległa zmianie. Choć oczywistym stało się, że nie wycofuje się z jego zasięgu z taką zajadłością, jak to miało miejsce wcześniej, nie wiedział, czy to kwestia zmiany jej podejścia, czy może tego, że jest zwyczajnie ostrożniejszy i mniej nachalny.
Nie marnowali już więcej czasu, który upływał szybciej, niż by sobie tego życzył. Gestem wskazał jej drzwi i gdy do nich podeszła, przepuścił ją przodem. Zdążyła już poznać wszystkie te korytarze, nie powinna mieć zatem problemu z odnalezieniem drogi wśród ich plątaniny; mimo to, kładąc dłoń na dolnej części jej pleców, kierował ją w odpowiednią stronę. Chyba nie wspominał jej, gdzie dokładnie ma odbyć się przyjęcie, co zresztą nie było istotne, nawet jeśli fakt, że miało mieć miejsce w ogrodzie, mógłby przypaść Martinez do gustu. Nie ufał jej jeszcze na tyle, by pozwolić zagłębiać się w jego najdalsze zakamarki. Dzisiaj miało się to zmienić; oby tylko nie pożałował, wszak główną przyczyną, dla której się tam pojawiał były interesy i danie pracownikom poczucia, że są szanowani i traktuje ich jak rodzinę; niekolejny aspekt wychowywania sobie przyszłej żony, choć liczył po cichu, że uda mu się załatwić obie te kwestie.
— Lepiej nie odchodź ode mnie za daleko. Ktoś mógłby odnieść mylne wrażenie, że przyszłaś sama. Nie chcę burdy na własnym podwórku — lekkość tonu nie pasowała do treści wypowiedzi, która jednoznacznie sugerowała, że jeśli ktoś się postanowi do niej przykleić, to się to źle skończy. I nawet jeśli można byłoby przypuszczać, że dla Elii, nic bardziej mylnego. Diego nauczył się już, że posłuszeństwo okazywała nie wtedy, kiedy coś zagrażało jej, tylko wówczas, gdy komuś, kogo zdążyła polubić. To dawało gwarancję, że będzie grzeczna. Przynajmniej chciał tak myśleć.
Po kilku minutach wyszli tylnym wyjściem prosto do ogrodu, który na ten wieczór obstawiony był okrągłymi stolikami. Teren był rozległy, nie było zatem potrzeby upychać ich jeden na drugim. Zadaszenie w postaci otwartych, czworobocznych namiotów, pełniło funkcję czysto dekoracyjną, bo raczej nikt nie spodziewał się deszczu. Panował już gwar, kelnerzy przechadzali się z tacami wyłożonymi śmiesznie małymi i zapewne przy okazji śmiesznie drogimi przekąskami. Ramirez odruchowo przyciągnął Elię bliżej siebie, ciężko jednak stwierdzić, kogo chciał tym gestem bardziej uspokoić: ją, czy siebie. Nienawidził takich tłumów, kojarzyły mu się nieodłącznie z wieczorem, w którego trakcie życie straciła jego matka. Prędzej puściłby cały świat z dymem, niż pozwolił historii się powtórzyć.
Nie trzeba było specjalnie zapowiadać jego przyjścia, szybko rzucili się w oczy. Powitał wszystkich z uprzejmością, która wskazywała na taką stronę jego charakteru, której jak dotąd Elia nie miała okazji poznać; przedstawił również Martinez, obrzucając przy okazji spojrzeniem, które można by odczytać jako uwielbienie, gdyby nie niejednoznaczny uśmiech, czający się gdzieś w kącikach jego ust. Gdy formalności mieli za sobą, poprowadził ją w stronę przynależnego im stolika. Po drodze zatrzymani jeszcze kilka razy przez najróżniejszych jego gości, przystawali, by zamienić z nimi parę słów. Dzięki temu Elia, w dużej mierze nieświadomie, bo unikał przedstawiania ich jako współpracowników na konkretnych stanowiskach, podkreślając raczej rzekome więzy rodzinne, poznała co ważniejszych w jego interesie ludzi. Brnęła tym samym w to paskudne bagno nielegalnych interesów; jej zeznania mogłyby go przecież z łatwością pogrążyć, ale tym samym również i ją samą.
Dotarli w końcu do stolika, gdzie mogli siąść do wyczekiwanej kolacji. Diego przyglądał jej się badawczo cały ten czas, który już minął od czasu ich wyjścia z odmętów posiadłości.
— Jak wrażenia? — Zapytał, upijając kilka łyków wina. Od czczej gadaniny zaschło mu w gardle, wszak z każdym wypadało zamienić, choć dwa słowa. Poza tym czerpał chorą satysfakcję z oglądania, jak dobre wrażenie robi na jego pracownikach Martinez. Cieszył się nią jak trofeum, tym cenniejszym, że zdobytym siłą. — Prawdę mówiąc, nienawidzę organizowania takich imprez — rzucił, wiodąc wzrokiem po sąsiednich stolikach. Odszukał spojrzeniem Pablo i prawie nieznacznie skinął mu głową. ­ — Strasznie to ryzykowne, choć koniec końców zwykle się opłaca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Wto Cze 05 2018, 10:44;

Też czuła, że jest inaczej, choć jeszcze nie wiedziała, z czego dokładnie to wynika. Miała zwyczajnie dosyć. Przez ostatnie miesiące bezskutecznie się z nim szarpała i nie miała już siły, by robić to dalej, tym bardziej odkąd dotarło do niej, że gdy tego nie robi, jest lepiej. A choć w każdej chwili mogła się spodziewać, że znowu mu odwali, zdarzało się to znacznie rzadziej, kiedy odpuściła i postanowiła zwyczajnie pójść za ciosem. Nie chciała nawet wracać myślami do jego słów o upływie roku, czy o swoich zapewnieniach, że nigdy nie będzie do niego należeć. Wspominanie tego sprawiłoby jej jedynie niepotrzebny ból i przypomniało o palącym wstydzie; a jednak tutaj była bezpieczna. Nikt jej nie oceniał, bo nie miał kto. Nie musiała przyglądać się szyderstwu w oczach innych, gdy widzieli ją z Ramirezem. Zresztą czy ktokolwiek poza najbliższymi pracownikami Diego wiedział o tym, jak to wszystko wyglądało?
Zachwyt był pierwszym, co poczuła znalazłwszy się na zewnątrz. I nie zrozumiałby tego zapewne nikt, kto podobnie jak ona nie wychował się w murach zapyziałego sierocińca. Ogród widywała tylko z okna, a to nie oddawało mu sprawiedliwości, gdy był tak oświetlony i pełen elegancko ubranych ludzi. Do jej uszu wpadła nie tak odległa muzyka i gwar głosów przyciszonych rozmów, które ucichły całkowicie, kiedy pojawił się gospodarz. I niby wiedziała, że w pewnych kręgach jest kimś ważnym, bo przecież widziała na własne oczy, jak traktują go inni. A jednak dopiero teraz dotarło to do niej z pełną mocą; czuła się tutaj nieswojo, gdy zwrócone było na nią tyle oczu. Młoda, głupia, onieśmielona tym wszystkim, chłonęła cały ten widok z zapałem, każdym dostępnym jej zmysłem. Choćby miała nie dożyć jutra, wydarzenie to przypominało jej tak przecież odległe wślizgnięcie się do Milongi. Wszystko było takie nierzeczywiste, a jedyne, co było prawdziwe, to dotyk Diego na talii. Nie należała do bardzo nieśmiałych osób, ale w starciu z ludźmi, z którymi rozmawiał Ramirez, nie mogła uwierzyć, że w ogóle tutaj jest. Przestała być choć na chwilę dziewczyną z sierocińca; słuchali jej i uważali za równą sobie, na tyle, ile jakaś dupa gangstera może być komukolwiek równa. Czuła na sobie spojrzenia, zaciekawione, oceniające każdy jej mankament, jakby sprawdzano, czy jest go warta. I nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak sprawa wyglądała od kuchni.
Usiedli przy stoliku, a oczy błyszczały jej od nadmiaru wrażeń. Częściowo dlatego, że to było jej pierwsze wyjście od... Dawna. Częściowo dlatego, jak przytłaczające były te wszystkie wspaniałości, do których nie zdążyła przywyknąć. To wszystko było jak sen, tylko połowicznie dobry; bo przecież wciąż była w pułapce, która zaciskała się tym mocniej, im bardziej chciała się wyswobodzić.
- Nie sądziłam, że będzie tu aż tyle ludzi - przyznała, sięgając po kieliszek. Jej spojrzenie na chwilę powędrowało w stronę Pablo w ślad za wzrokiem Ramireza; zauważywszy, że człowiek Diego patrzy w ich stronę, odwróciła wzrok. - Nie wyglądasz, jakbyś nienawidził - dodała lekko. Wydawał się raczej zadowolony z tego, że tu jest, ale wiedziała już przecież, że potrafi grać z wprawą aktora teatralnego. - Szanują cię - zauważyła, wodząc palcem po podstawce kieliszka. Właściwie słowa te kierowała chyba bardziej do siebie; patrząc na niego w tej chwili aż nie mogła uwierzyć, że potrafił być taki potworny. - Dlaczego ryzykowne? - Zapytała, podnosząc do ust naczynie i upijając łyk trunku. Liczyła, że zrobi się jej trochę lepiej, kiedy się rozluźni, choć zestresowanie i tak powoli odchodziło w niepamięć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Sro Cze 06 2018, 14:04;

To było dziwne. Spoglądał w jej oczy, wyjątkowo roziskrzone dzisiejszego wieczoru i cieszył go ten widok. Ostatni raz widział go wiele miesięcy temu, później zgasł niemal całkowicie, by obecnie znów objawić się w pełnej krasie. A może to tylko blask świec odbijał się w przenikliwych ciemnościach jej spojrzenia? Chciał ją uszczęśliwić, choć chyba docierało do niego powoli, że źle się do tego zabrał. Z beztroską i uporem dziecka, które chcąc dobrze, zabiera znalezione w polu pisklę do domu, a nie umiejąc się nim odpowiednio zająć, patrzy jak umiera. Nie potrafił obchodzić się z ludźmi i był to jeden z wniosków, które wyciągnął z tych wszystkich miesięcy. I chyba po cichu upatrywał się w Martinez jedynej szansy na to, żeby to zmienić. Sprawy zabrnęły bowiem za daleko, by teraz powtórzyć całą taką akcję raz jeszcze, nie sądził również, by potoczyło się to dokładnie tak samo jak za pierwszym razem. Czuł do niej coś, czego jeszcze nie rozumiał, choć potrafił już nazwać, to jedno wiedział na pewno.
— Nie tylko w tym świecie gra się w pozory, Elia — odparł jedynie, uśmiechając się rachitycznie. Odchylił się na oparcie i oparł nadgarstki o stół, nakryty białym obrusem, cały czas nieskrępowanie wbijając czerń wzroku w Martinez. Hołdował przekonaniu, że życie było jak sztuka teatralna. Każdy miał do odegrania różne role, a na potrzeby dzisiejszego wieczoru przybrał jedynie kolejną z repertuaru tych, na które decydował się, chcąc zamydlić innym oczy. Uprzejmy, konkretny, rzeczowy ale i nieznoszący sprzeciwu; mniej więcej tak jawił się w cudzych oczach, dopóty dopóki nie poznawali go bliżej. Na to pozwalał jednak za rzadko, by wiele osób mogło się szczycić podobnym osiągnięciem.
— To nie jest szacunek, tylko strach. Mają rodziny na utrzymaniu, a z łask wypaść łatwo. Za błędy się płaci. Ojciec mi wpoił, że nie ma czegoś takiego jak druga szansa. Jeśli ktoś raz zawiedzie, zrobi to po raz kolejny — wzruszył od niechcenia ramionami, na chwilę opuszczając wzrok na palec dziewczyny, wodzący po podnóżku kieliszka. Przyłapał się właśnie na pewnym absurdzie. Nie dawał drugich szans? A co zrobił z Elią? Co zrobi jeszcze milion innych razy na przestrzeni nadchodzących lat? Skąd to się brało, z naiwności, czy może zaślepienia?
— Wszędzie tam, gdzie zbiera się zgraja szemranych typów, łatwo coś może pójść nie tak — wzruszył ramionami. — W trakcie jednej z takich imprez zginęła moja matka. Rozumiesz więc, że jestem dość przeczulony na punkcie bezpieczeństwa — wyjaśnił. Nie wspominał jej o tym nigdy, nie uznając tego za aż tak istotne. Kolacja trwała nadal, a oni po wzniesionym toaście, skończonym posiłku i jeszcze kilku ładnych godzinach zabawy w latynoskich rytmach, w trakcie których nie przyjął odmowy zaproszenia Elii do tańca, w końcu mogli pozwolić sobie na nieco większą prywatność. Goście się rozeszli, prawdopodobnie raczej zadowoleni z wieczoru; pozornie docenieni za swoją ryzykowną i ciężką pracę pod płaszczykiem biznesów legalniejszych, niż handel narkotykami.
— Przejdziemy się? — Zapytał towarzyszki, choć raczej jasnym było, że i tutaj o odmowie raczej ciężko domniemywać. Ogród opustoszał, krzątali się jedynie kelnerzy uprzątający ślady zabawy. Tereny wokół domu były jednak na tyle rozległe, by mogli pozwolić sobie na spacer bez konieczności deptania po piętach personelu. Poprowadził brunetkę wzdłuż jednej z brukowanych alejek, pomiędzy bliżej mu nieznanymi krzewami. Miały dobrze wyglądać; innych wymagań nie miał. Nie ciągnął tu jednak Elii bez celu, jak również nie tylko po to, by skorzystać jeszcze z jej towarzystwa.
— Chciałbym ci coś pokazać — stwierdził. Skręcili w stronę podświetlonego basenu, choć to nie o niego tu chodziło. Zaprowadził ją do kompletu wypoczynkowego, który stał nieopodal i poczekał aż usiądzie na plecionej sofie, by zająć miejsce obok. Z kieszeni wyciągnął niewielkie pudełko, po czym uchylił wieczko, a jeśli Elia zdecydowała się zajrzeć, mogła zauważyć biały proszek i domyślić się, o co właściwie chodzi. Kelnerka podała drinki, a on dosypał do jednej i drugiej szklanki odpowiednią ilość, po czym zamieszał i podał Elii jedną, samemu dzierżąc drugą. Upił łyk, jakby chciał zasygnalizować, że to nie jest niebezpieczne. Pewnie miała podstawy, żeby mu jeszcze nie ufać. Wyczekując jakiejś jej reakcji, rozparł się wygodnie, obserwując. Zaryzykuje, czy nie zaryzykuje? — Twoja kolej — zachęcił, kiedy jego szklanka opróżniła się dość szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Pią Cze 08 2018, 15:22;

Przegapiła moment, w którym z całego tego ogromu nienawiści i niechęci, jaką do niego czuła, zwyczajnie dobrze jej się z nim rozmawiało. Kiedy zapominała o wszystkich niedogodnościach, na jakie ją naraził, mogłaby się nawet cieszyć tym wszystkim, w pełni akceptując to, co ją spotkało. Gdyby tylko doszło do tego w dowolnie inny sposób; ale przeszłości nie dało się wymazać, albo zastąpić miłymi wspomnieniami. Mówił o pozorach - no właśnie, to też były chyba tylko pozory. Spełniała swoją rolę dobrze, na tyle naturalnie, że w pewnym momencie zapomniała o tym, co tak naprawdę zaszło. Jak to stała tylko stopień wyżej od szpanerskiego samochodu, którym można było się popisać przed innymi. Nie miała co prawda tak wysokiego mniemania o sobie, by postrzegać się przez pryzmat kogoś, kto mógłby się podobać i wzbudzać czyjekolwiek pożądanie. Dopiero to odkrywała, a jeszcze całkowicie nie potrafiła wykorzystać, mimo swoich pobożnych życzeń i swego czasu mrzonek o zemście na Ramirezie. Nie wiedziała o jego matce, więc poprosiła, żeby opowiedział. I znów żałowała, że odkrył przed nią kolejny fragment swojej historii. Nie chciała tego słuchać, ale i nie mogła się powstrzymać, by zapytać. Wiedziała przecież, że w momencie, w którym zacznie mu współczuć i rozumieć, będzie stracona.
Skłamałaby mówiąc, że wieczór minął jej w nieprzyjemnej atmosferze. Spięcie w końcu zniknęło, zastąpione dobrą zabawą na kształt tej w Milondze, przed tyloma miesiącami, że miała wrażenie, że to było w zupełnie innym życiu, kiedy była inną osobą. Zresztą pewnie faktycznie tak było, bo ze starej siebie nie zachowała praktycznie nic, łącznie z wyglądem. Gdzieś w tym wszystkim zniknęła na jakiś czas Maria. Dawna przyjaciółka nie potrafiła jej zrozumieć, a w natłoku gorzkich słów, które padły, nie upatrywała się szansy na to, by jeszcze kiedykolwiek miało być tak, jak dawniej. Nie masz przyszłości wykrzyczała jej przed kilkoma tygodniami, a Elia puściła to mimo uszu. Głównie dlatego, że w głębi duszy wiedziała, że przyszywana siostra miała rację.
Ogród się wyludnił, gdzieś jeszcze w uszach szumiało jej od muzyki i niewielkiej ilości alkoholu. Nie chciała jeszcze wracać do pokoju i do swoich myśli, z ulgą przyjęła więc propozycję o pokazaniu jej czegoś. Co prawda tak, jak ją to cieszyło, tak i się tego obawiała. Zwykle gdy Diego chciał jej cokolwiek demonstrować, nie kończyło się to dobrze dla osób postronnych, ale wierzyła, że skoro sam mężczyzna jest w dobrym humorze, odbędzie się tym razem bez okrucieństwa na pokaz. Skinęła zatem głową, niewiele rozumiejąc, ale idąc wgłąb ogrodów za Diego.
- Nawet nie wiedziałam, że tyle tu miejsca - stwierdziła po drodze, rozglądając się po zakamarkach, które widziała pierwszy raz w życiu. Wszystko zadbane, przystrzyżone, wypielęgnowane. Nie było tu miejsca na przypadkowość. Napadło ją nagłe uczucie żalu. Dlaczego ludzie żyli w taki sposób, a oni wszyscy wychowywali się w skrajnym ubóstwie? Dała się zaprowadzić na sofę, po czym z uwagą obserwowała, co Ramirez wyciąga. Zamarła na widok pudełka, choć bynajmniej nie wywołało w niej skojarzeń z zaręczynami. Takie aspekty życia znajdowały się na razie poza obszarem jej myśli.
- Co to jest? - Zapytała wątpiąco, przyjmując szklankę. Kiedy jednak i on wypił zawartość, uznała, że chyba nie postanowił jej otruć. Narkotyki? Powąchała drinka, ale z niczym jej się ten zapach nie kojarzył. Ile tak naprawdę miała do stracenia? Nawet jeśli to kolejny podstęp. Wypiła więc napój, nie odnotowując dużej zmiany w jego smaku. Odstawiła szklankę na stół i spojrzała pytająco na mężczyznę. - Mam nadzieję, że nie zamierzasz mnie otruć - mruknęła, odchylając się na oparcie wygodnie, wciągając głęboko w płuca ciepłe powietrze, pachnące jeszcze słońcem i roślinnością, która ich otaczała. - Mówiłeś coś o strachu... Nie uważasz, że zastraszeni ludzie się w końcu zbuntują? - Zapytała po chwili. Cokolwiek znalazło się w jej drinku, jeszcze nie zaczynało działać. Wlepiła więc w niego pytające spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ Pią Cze 15 2018, 00:15;

Już dawno była stracona, mogła się teraz tylko oszukiwać, że tak nie jest, choć sądził, że ten etap pozostawiła już za sobą. Nie byłby zadowolony wiedząc, że postrzegała jego podejście do niej w tak przedmiotowy sposób; to nie do końca funkcjonowało w ten sposób. Oczywiście, czuł satysfakcję, mając ją ze sobą, była jak trofeum, które zdobył ciężką pracą. Nie zdawała sobie jednak prawdopodobnie sprawy z tego, jak ogromny wpływ na niego miała. Zapewne dlatego, że nie dał jej ku temu zbyt wiele okazji, ale przecież zmienił się, prawda? Nawet ona musiała o tym wiedzieć, wszak i ich relacje zaczęły się przez to poprawiać. Oczywistością było zatem dla niego, że jego uczucie sięga głębiej, niż powierzchowne pożądanie. Wciąż nie zapominał, co go w niej tak urzekło, choć obecnie wszystko to ewoluowało w trochę inne rejony, przekształciło w coś, czym nie miało szansy być na samym początku. Mówił jej rzeczy, o których wcześniej z nikim nie rozmawiał, nie było przecież z kim. To niewielkie uchylenie maski, na jakie sobie pozwalał w jej towarzystwie, zdarzało się za rzadko, by uznać je za pewnik. W świecie, gdzie każdy czekał na twoje potknięcie, a w każdej słabości upatrywał się powodów do szantażu, nie było na coś takiego miejsca. Dlatego też Elia z dnia na dzień stawała się coraz cenniejsza; wiedziała o nim więcej, niż powiedział komukolwiek wcześniej i później.
Pewnie dlatego spodziewał się rewanżu i czekał, aż Martinez poruszy w końcu temat siostry. Ramirez wiedział, jak przebiegła tamta rozmowa, ale nie chcąc naruszać kruchej nici zaufania, postanowił udawać, że nie ma o niczym pojęcia. Poświęcenie godne odnotowania; zwykle nie przejmował się takimi detalami, uderzając, gdzie mu się żywnie podobało, nie bacząc na konsekwencje. Nie chciał jej jednak krzywdzić. Skoro ona sprawiała, że rzeczy miały się lepiej, dał sobie mocne postanowienie, aby i z jego strony wyglądało to podobnie. Dlatego ją tu dzisiaj przyprowadził. Swojej natury nie mógł oszukać, ale mógł ją stłumić. Przynajmniej na chwilę.
Obserwował zwątpienie na jej twarzy z rozbawieniem tańczącym w kącikach ust; mimo wszystko liczył, że nie zapyta go co to, tylko to wypije bez gadania. Gdzieś w jego oczach pojawił się na chwilę gniewny błysk, ale zniknął tak szybko, że można było wątpić, że w ogóle tam był. Miał problem z odmową, od zawsze i na zawsze. Z czasem nauczy się co prawda nad tym panować, by ograniczyć zachowanie rozkapryszonego dziedzica fortuny, którym zresztą nigdy nie był. Dziedzicem owszem, rozkapryszonym niekoniecznie. Majątek łatwo stracić, pamiętał o tym.
— Gwóźdź programu — odparł wymijająco. Wiedział, że nie będzie trzeba czekać długo na efekty. Sam już czuł, że narkotyk działa. Zastrzyk energii, dobrego nastroju, napięcie ulatniające się, jakby go nie było i nigdy miało nie być. Świat się wyostrzył, jakby założył okulary, które otworzyły mu oczy na prawdziwe piękno, a ciało przestało ciążyć. Wlepił czerń spojrzenia w Martinez; intensywnie, po czym roześmiał się na jej słowa, odchylając głowę na oparcie i na chwilę spoglądając w gwiazdy. Szybko wyprostował się jednak, wracając na ziemię. Po co tracić czas na gwiazdy, skoro przy sobie ma księżyc?
— Otruć? A co ja bym bez ciebie robił? — Zapytał, opierając głowę na ręce, tę z kolei na podłokietniku. Czekał tylko, aż na Elię zadziała specyfik. Potem musieli wstać, w przeciwnym razie ogarnie ich kompletna niemoc. Najbardziej interesowało go chyba, czy dziewczyna przeciwstawi się jednemu z najprostszych w działaniu narkotyków. Czy pokona swój wewnętrzny opór i przełamie dzielącą ich dotychczas barierę kontaktu fizycznego w jakiejkolwiek postaci? Nie wziął tylko pod uwagę, że sam przestał się pod wpływem mety nad tym zastanawiać. Zwyczajnie cieszył się wieczorem.
— Oczywiście, że w końcu tak. Ale bunt da się stłumić. Jeśli zrobisz to wystarczająco krwawo, ludziom odechce się w końcu próbować. Trzeba tylko pilnować, by odbierać im to, co kochają po trochu, nigdy wszystko na raz. Ci, którzy stracili wszystko są niebezpieczni — odparł, nie do końca planując równie poważne dyskusje. Położył Elii rękę na kolanie, opuszką palca wskazującego wiodąc po kości pieszczotliwie. Utkwił w niej wzrok. Zdawał sobie sprawę, że działanie narkotyku tylko potęguje to, co znał już ze swojej codzienności, ale nie sądził chyba, że pożądanie tak uderzy mu do głowy. Chociaż czy na pewno? Mógł się tego spodziewać. Przesunął rękę tylko kawałek w górę, po czym oderwał od skóry dziewczyny, jakby go oparzyła.
— Przejdźmy się jeszcze, szkoda nocy na siedzenie — rzucił, wyciągając do niej dłoń. Jeśli ją ujęła, poprowadził ją kawałek dalej, obok basenu, w stronę drzewek pomarańczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: I want to hurt you just to hear you screaming my name  ♦ ;

Powrót do góry Go down

I want to hurt you just to hear you screaming my name

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu