Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

You will always find a place here

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny: klucze, portfel, scyzoryk, smartfon, notes, ołówek, szminka, papierosy, zapalniczka

Pisanie You will always find a place here  ♦ Sro Sty 31 2018, 19:30;

KTO: Ethelyn, Evandra
KIEDY: druga połowa grudnia
GDZIE: mieszkanie Ethelyn


Początkowo była nastawiona trochę sceptycznie do pomysłu powrotu do Rode. Zapomniała już, jak to jest mieszkać w takim małym miasteczku. A choć daleka była od myślenia, że to wielkie miasta wiodą prym jeśli chodzi o komfort życia, miała obawy, czy po tak długim czasie spędzonym w biegu i zgiełku Nowego Jorku, uda jej się znaleźć kąt dla siebie w bądź co bądź cichym Rode. Argumenty przedstawione jej telefonicznie przez Ethelyn trochę ją jednak przekonały i ostatecznie wizja cichej pracy nad książką, w małym, wynajętym mieszkanku, wydała jej się na tyle kusząca, by w końcu zapakować najpotrzebniejsze rzeczy, wrzucić je w samochód i przyjechać. Do miejsca, które już do końca życia będzie jej się kojarzyło dobrze.
Pierwsze przyjaźnie, pierwsza miłość. Pierwsze piwo i groźba spisania przez policję; uniknęła jej tylko dzięki czarującemu uśmiechowi. Pogaduchy do późna i nocne spacery nad jezioro, z groźbą ataku ogarów na karku. Pierwsza jazda samochodem, pierwszy seks, pierwszy skręt... Można byłoby tak wymieniać bez końca. Z biegiem czasu mózg ma ponoć tendencję do zapominania o tym, co złe i skupiania się na miłych wspomnieniach. Był to z pewnością materiał na dyskusję z Ethelyn, która część z tych wspomnień dzieliła z Evandrą.
Pewnie dlatego wszystkie wątpliwości zostały przyćmione, gdy po raptem trzech godzinach jazdy, znalazła się w zupełnie innym świecie. Z adresem lekarki wstukanym w nawigację, rozglądała się z zainteresowaniem, chcąc rozeznać się w zmianach, które przez te blisko siedemnaście lat mogły zajść w miasteczku. Nie zmieniło się zbyt wiele, szczęście w nieszczęściu. I zapewne tylko skład kółka różańcowego był inny, może również bohaterowie plotek. Pojawiło się następne pokolenie, które gorszyło starszyznę.
Zatrzymała samochód pod kamienicą, w której miało znajdować się mieszkanie Ethelyn. Zgasiła silnik i wysiadła, zatrzaskując drzwi i omal nie wywracając się na oblodzonym chodniku. W porę złapała się dachu pojazdu, ale zdążyła zakląć szpetnie zastanawiając się, czy przypadkiem nie złamała obcasa. Upewniwszy się, że do niczego podobnego nie doszło, już zdecydowanie bardziej ostrożnie obeszła auto i wyciągnęła z drugiej strony torebkę, w której odszukała smartfon. Zerknęła raz jeszcze na adres wysłany przez Hollingsworth, a upewniając się, że jest na miejscu, weszła na górę.
Nie wiedziała, co zrobiłaby bez Ethel. W pierwszej kolejności zapewne nawet by tu nie przyjechała, ale też nie miałaby tak szybko mieszkania do wynajęcia, które podsunęła jej przyjaciółka. Miały się tam zresztą właśnie wybrać.
Stanąwszy pod drzwiami, jak mniemała właściwymi, zapukała, zdejmując czapkę. W oczekiwaniu na otwarcie, przeczesała włosy palcami, starając się zignorować to, jak zdążyły się naelektryzować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t520-evandra-price#10953
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Sob Lut 03 2018, 13:33;

Ethelyn była egoistką. Trochę. Tak jakby. Z jednej strony naprawdę uważała, że wyciszenie jest teraz Evandrze postrzebne, z drugiej - potrzebowała przyjaciółki. Obie kobiety łączyły nie tylko wspomnienia, ale i podejście do życia niemal w każdym jego aspekcie. Dlatego Hollingsworth była przekonana o zbawiennym działaniu wspólnego przebywania. Obie były w dość nieciekawych sytuacjach. Trudno było się nawet licytować, ktora gorsza. Jednak, gdyby  Ethel miała wskazać palcem na którąś z nich, to Evandra jednak by wygrała. Rozwód z pewnością dostarczył nowej przestrzeni na oddychanie, lecz dla perfekcjonistki pokroju Price... No właśnie.
Ethel otworzyła drzwi i od razu wciągnęła przyjaciółkę do środka, przyciskając ją do siebie. Dopiero po chwili odsunęła się i przyjrzała kobiecie.
- Chyba musimy porozmawiać o twojej odżywce do włosów, co? - ze śmiechem musnęła włosy Evandry.
Sama wyglądała nienagannie. A przynajmniej na tyle, na ile mogła w swoim obecnym stanie. Czający się gdzieś podskórnie strach przed groźbami Kandela dawał o sobie znać. Niemniej jednak Ethel ubrana była w naturalny makijaż maskujący zmęczone oblicze i wygodne, choć całkiem eleganckie ciuchy.
- Napijesz się czegoś, czy od razu wyruszamy do twojego nowego, wspaniałego gniazdka w mieście pośrodku totalnie niczego? - zaśmiała się.
Co prawda obiecała Raphaelowi, że nie będzie się ruszać z domu bez niego, no ale! Aktualnie go nie było, prawda? Może jak się o nią trochę pomartwi, to bardziej go to zmotywuje do złapania Kandela? W każdym razie - Evandra była teraz ważniejsza, a Ethelyn nie zamierzała zachowywać się, jakby była zamknięta w klatce. Choć może powinna. Dla swojego własnego bezpieczeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny: klucze, portfel, scyzoryk, smartfon, notes, ołówek, szminka, papierosy, zapalniczka

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Nie Lut 04 2018, 11:12;

Czasem pewna doza egoizmu nie była niczym złym, a nawet przeciwnie. Evandra z pewnością nie miałaby tego Ethelyn za złe. Można było śmiało uznać, że jej przybycie wiązało się z korzyściami dla obu stron. Poza tym tak naprawdę zwyczajnie stęskniła się za Hollingsworth. Dorosłe życie nie obfitowało w okazje do spotkań, a teraz będą miały dla siebie dużo czasu, żeby nadrobić stracone lata.
Uśmiechnęła się szeroko, widząc Ethelyn w progu i odwzajemniła uścisk z dużą mocą, przelewając w ten gest całą radość, jaką czuła, widząc w końcu przyjazną twarz. Miała sporo znajomych w Nowym Jorku, ale to nie było to samo. Jedną z rzeczy, które najbardziej ceniła w przyjaźni z panią doktor było to, że nieważne jak długo by się nie widziały, gdy już dochodziło do spotkania, zawsze było dokładnie tak, jakby rozstały się poprzedniego dnia.
— Jestem na etapie przyswajania, że nie wszystko da się kontrolować, i jak widzisz, nawet moje włosy dają mi ciche znaki, że tak właśnie jest — roześmiała się, przyglądając uważnie Ethelyn. Jak zwykle jej powierzchowności nie można było nic zarzucić, ale wprawne oko wychwyciło zmęczenie, czające się pod makijażem. Akurat kto jak kto, ale Eva zdawała sobie doskonale sprawę z tego, ile makijaż jest w stanie ukryć i nie dawała się już na niego nabrać. Przez chwilę w jej oczach mignęła troska, ale uznała, że pytać będzie jak już dotrą na miejsce. A pytań miała wiele, bo Ethelyn nie wydawała się ostatnimi czasy zbyt wylewna w kwestii tego, co u niej słychać. Eva nie mogła co prawda podejrzewać, jakie spotkały ją... Nieprzyjemności. Nie będąc ich w ogóle świadoma, przypuszczała, że to po prostu jakiś mężczyzna pojawił się w życiu Hollingsworth, dlatego zamierzała ją o to bezwstydnie wypytać.
— Prawdę mówiąc jedyne, czego mam się ochotę napić, to wino. A musimy tam jeszcze jakoś dotrzeć, więc może zostawmy to sobie na potem — zasugerowała, spoglądając na zegarek. Było dość wczesne południe. — Nie żeby picie o tej porze było w jakimkolwiek stopniu normalne, ale przecież mam urlop — dodała pospiesznie, choć przecież wiedziała, że Ethel jej nie oceni. Ethel zrozumie.
— Całe szczęście, że podsunęłaś mi to mieszkanie i jest umeblowane, bo jak pomyślę sobie, że miałabym tu targać z całym dobytkiem, to mi słabo. Jest chyba na trzecim piętrze i mam wrażenie, że nawet w dwójkę miałybyśmy problem, żeby tam coś wnieść — parsknęła. Chwilowo podsycając swoją porozwodową nienawiść do świata, ukierunkowała swoją niechęć gdzieś w okolice przedstawicieli płci męskiej. Nie to, że nienawidziła ich bezpośrednio, raczej była zdania, że jej żaden potrzebny nie jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t520-evandra-price#10953
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Czw Lut 08 2018, 23:16;

To prawda - mogły się nie widzieć miesiącami i w żaden sposób nie wpływało to na ich przyjaźń. Prawdopodobnie sekret tkwił w mieszance zażyłości, jaką do siebie żywiły i wolności, którą obie ceniły ponad wszystko. Ponadto relacja ta była głeboko emocjonalna, oparta na wielu rozmowach, podjętych decyzjach, sytuacjach, które zaważyły na życiu. Żadne pitu pitu przy alkoholu czy tematy urywające się na relacjach z imprez. Evandra była uzupełnieniem egzystencji Ethel w takim stopniu, w jakim był nim również Rudolph. Bez nich nie była by tym, kim jest teraz.
- Bzdura! Wygląd zawsze da się kontrolować. - machnęła ręką, jakby z lekceważeniem. Choć w słowach Ethel krył się żart, doskonale rozumiała co Eva miała na myśli. Była przecież na podobnym etapie. Czy jednak godziło się rozklejać już od pierwszych minut spotkania? Lekarka zdecydowanie wolała dźwięk śmiechu Price. Nawet jeśli dotyczył teraz błahych rzeczy.
Słysząc kolejne słowa przyjaciółki uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Cieszę się, że nic się nie zmieniłasz. - białe zęby błysnęły pomiędzy czerwonymi ustami.
Ethel na tę okazję również wzięła urlop. Co prawda każdy dzień wolnego w takiej pipidówie rozwalał harmonogram innym lekarzom, ale gdy rozniosło się, że Hollingsworth została napadnięta, a sprawcy nadal nie odnaleziono, miała jakąśtam kartę ulgową. Już trochę przygasającą, ale jednak. Po nowym roku pewnie nikt o niczym nie będzie pamiętać. Życie wszystkich wróci do normy. Oprócz życia samej Ethelyn. Dopóki Kandel będzie na wolności, dopóty będzie się oglądała za siebie.
- Daj spokój. - zaczęła się ubierać. - Przecież nie targałybyśmy niczego same. - zrobiła wymowną minę. - Gdybyśmy obie napadły Rudiego, to nie miałby wyjścia. Musiałby nam pomóc. Wolałabym nawet taką opcję, niż wynajmowanie ekipy przeprowadzkowej. Przynajmniej wszyscy mielibyśmy niezłą zabawę. - zaśmiała się, dokonując ostatniego namaszczenia w ubiorze, zakładając czapkę. - Naprawdę mam nadzieję, że mieszkanie ci się spodoba. Teraz po prostu musi. - znowu się zaśmiała. Ach, jakże dobrze było mieć Evę znowu przy sobie. Sama jej obecność sprawiała, że Ethelyn stawała się odrobinę szczęśliwsza.
Zamknęła drzwi i mogły się udać do sklepu po alkohol, a potem do mieszkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny: klucze, portfel, scyzoryk, smartfon, notes, ołówek, szminka, papierosy, zapalniczka

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Sro Lut 28 2018, 15:32;

Śmiech Evy pierwszy raz od dłuższego czasu nie był wymuszony naciskami otoczenia, żeby podniosła głowę do góry. Poczuła ogrom ulgi, widząc Ethelyn, poza tym Rode dawało jej swego rodzaju anonimowość i brak poczucia, że znajduje się na świeczniku. Mogłaby biegać w powyciąganym dresie, bez makijażu, a nikt nie obsmarowałby jej później w gazecie. Nie znaczyło to oczywiście, że zamierza tak zrobić, ale sama świadomość, że gdyby zaszła taka potrzeba to nic się nie stanie, była pocieszająca.
— Tak długo jak ma się do tego siłę i cierpliwość faktycznie — zgodziła się. Może zabrzmiało to gorzko, albo co najmniej tak, jakby zamierzała się zaniedbać, co było oczywistą bzdurą. Po prostu ostatnio ze zdwojoną siłą do niej dotarło, że kolejny zabieg na zmarszczki i drogi fryzjer w gruncie rzeczy niczego nie zmienia, a jeśli ktoś być z tobą nie chce, to nie zostanie i tak. Szybko odsunęła od siebie te myśli.
— Wiesz ile za to zapłaciłam? — Pokręciła głową z kwaśną miną, po czym wybuchnęła perlistym śmiechem. Jakby sugerowała, że gdyby nie kosmetyczka, mogłaby jednak zmienić się i to drastycznie. Któż to wie. Nie miała wcale dobrych genów, jej matka zestarzała się szybko, może dlatego stało się to małą obsesją Evandry. Wciąż nie mogąc podejrzewać niczego o porwaniu, czy istnieniu człowieka o nazwisku Kandel, nie przypisała pozornemu zmęczeniu przyjaciółki nic, ponad przepracowanie.
— Rudolph z pewnością miałby szampański ubaw — parsknęła. — Jakie to dziwne, że część osób wciąż tu jest. Czuję się, jakbym cofnęła się w czasie — przyznała. Dotychczas jakoś nie pomyślała, że Ethelyn nie będzie jedyną znaną jej twarzą, przeciwnie: będzie ich tu znacznie, znacznie więcej. Część lubianych, część znacznie mniej. Potrzebowała tego, by choć na chwilę znaleźć się w przychylnym środowisku, z daleka od bezlitosnych świateł kamer.
— Wierz mi, mogę mieszkać nawet w kartonie, byle z daleka od dużego miasta — odpowiedziała śmiechem na śmiech Hollingsworth, po czym ruszyła za nią posłusznie, całkowicie zdając się na nią, jako na swoją przewodniczkę, zupełnie jakby Rode w latach nieobecności Evy miało się zamienić w istną, poplątaną dżunglę.
Po szybkich zakupach, w trakcie których głowa nie przestawała jej się obracać z zaciekawieniem na boki, ruszyły pod wskazany adres. Okolica nie wyglądała źle jak na to miasto, właściwie było jej to obojętne, o ile znajduje się z daleka od północnej dzielnicy. Jakoś nie przekonywały jej tamte rejony, może ze względu na urzędujących tam rzezimieszków. Naturalnie, jeśli ci dalej tam byli, po tylu latach, kto wie?
Zatrzymała pojazd pod klatką schodową, po czym wysiadły i taszcząc po jednej walizce, pospieszyły na górę. Eva odebrała klucze już wcześniej, zatem bez zbędnej zwłoki od razu weszły do środka. Poprosiła właścicielkę, by włączyłą ogrzewanie przed jej przyjazdem, żeby nie musiały siedzieć w płaszczach. Mieszkanie było niewielkie, urządzone raczej minimalistycznie, czyli dla Evandry w sam raz. Odstawiła walizkę pod ścianą, po czym weszła głębiej, przyglądając się wnętrzu.
— Jest idealne. Nie wiem, jak odwdzięczę ci się za pomoc, Ethel. To dla mnie tyle znaczy — westchnęła, zdejmując okrycie i odwieszając je na wieszak przy wejściu. Potarła dłonie, w głowie już układając sobie plan, co gdzie ulokuje. Potrzeba organizacji nawet w takiej chwili wydawała się o tyle kojąca, że pozwalająca na pomyślenie o czymś innym, niż o sypiącym się jak domek z kart życiu. Otworzyła jedno z zakupionych win, po czym rozlała do kieliszków, które znalazła w szafce aneksu kuchennego. Jedno z naczyń podała brunetce.
— Za spotkanie po latach, moja droga — uśmiechnęła się, wznosząc toast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t520-evandra-price#10953
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Sob Mar 10 2018, 22:31;

Ethelyn nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. Doskonale wiedziała, co dzieje się w jej mózgu - dopamina i oksytocyna zalewały neurony. Nie tylko one. Gdyby ktoś zeskanował teraz mózg Ethelyn, świeciłby pewnie jak neon albo jarzeniówka. I każdy neurolog wiedziałby, co to oznacza. Hollingsworth kochała Evandrę jak siostrę i cieszyła się niesamowicie na jej obecność w Rode. Owszem, okoliczności były nie do pozazdroszczenia, ale... Miały teraz siebie, prawda? Umiały żartować i z tragizmu właznego życia i z samych siebie. Na pewno im się to przyda w obecnych sytuacjach.
- Nie wiem ile, ale na pewno przepłaciłaś. - ze śmiertelnie poważną miną musnęła policzek przyjaciółki. - Zapomnieli o kilku zmarszczkach!
Zaśmiała się w końcu i pewnie śmiech Evandry jej zawtórował. W dobrych nastrojach opuściły mieszkanie, a do mieszkania Price weszły pewnie w jezcze lepszych. W końcu miały wino! A co mogłoby być lepszego od wina, przyjaźni i przytulnego mieszkania? Ethel rozbierała się, prowadząc pewnie resztki konwersacji. Z pewnością miały sobie wiele do powiedzenia.
- Jakieś magiczne dźwięki docierają do moich uszu! - wyszczerzyła zęby, podchodząc do Evandry, gdy nastąpiło sakramentalne "pyk" przy otwieraniu wina. Wzięła kieliszek w dłoń, również go uniosła. - I za przyszłość.
Wypiła chyba z połowę kieliszka na raz, a potem opadła bezwiednie na kanapę.
- Zobaczysz, wszystko nam się poukłada. - zapewniła. - A odwdzięczać się nie musisz. - zrobiła zamyśloną minę. - No, może kiedyś. Na pewno się coś znajdzie! Schowanie jakiegoś ciała, czy coś. Jak Rudi już wyczerpie wszelkie pokłady mojej cierpliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny: klucze, portfel, scyzoryk, smartfon, notes, ołówek, szminka, papierosy, zapalniczka

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Pią Mar 16 2018, 12:20;

Chyba tylko resztki i pozory dobrego humoru, mogły je obecnie utrzymać w dobrym zdrowiu i kondycji. Przynajmniej tak sądziła Evandra na swój temat, będąc jeszcze w Nowym Jorku, choć chyba sama w to nie do końca wierzyła. Teraz natomiast jakby na krótką chwilę o tym zapomniała, pozwalając sobie na, choćby złudne myślenie, że wszystko jakoś się ułoży i będzie dobrze. W końcu była gdzieś, gdzie miała do czynienia z przychylnymi jej ludźmi.
— Zdziercy — odpowiedziała, parskając śmiechem. Chyba tylko Ethelyn takie słowa mogły ujść płazem. — Twoje oko jest bezlitosne. W domu po prostu stawałam w odpowiedniej odległości od lustra i nie było widać — dodała jeszcze. Wszystko to nagle wydało jej się takie zupełnie bez znaczenia, a to uczucie będzie towarzyszyło jej jeszcze wielokrotnie w trakcie pobytu w Rode. Z daleka od pędu miasta, wszystko wydawało się takie miałkie i nierzeczywiste.
Stuknąwszy się delikatnie kieliszkami z Ethel, skinęła głową na jej słowa. Oby przyszłość okazała się łaskawsza, dla obu. Również nie szczędziła, nie ograniczając się do małych łyków. Przed sobą nie musiały udawać dam, zgorszonych nieco większą ilością alkoholu.
— Musi! — Zapewniła. — Ale pierwszy raz od dłuższego czasu jestem dobrej myśli. To już jakiś postęp, wylazłam z mojej pesymistycznej dziury. Może być tylko lepiej — a przynajmniej chciała w to wierzyć z całego serca. Skoro jednak mówią, że wiara przynosi cuda, czy inne dyrdymały wyjęte rodem z podręczników trenerów personalnych, można było spróbować, skoro wszystkie inne możliwości gdzieś po drodze się wyczerpały.
— Z chowaniem ciała nie ma problemu, przecież wiesz. Lasy wokół Rode są rozległe, pełne dzikich zwierząt... Mam tylko nadzieję, że ktokolwiek ci podpadnie, nie będzie zbyt duży. Będziemy śmiesznie wyglądać taszcząc ogromny pakunek — uśmiechnęła się, w końcu dołączając do Ethelyn na kanapie, nie zapominając jednak o butelce z winem. Jej bystre, błękitne oczy przesuwały się z zaciekawieniem po twarzy Ethelyn, częściowo chcąc się nacieszyć jej widokiem, a częściowo w poszukiwaniu wszelkich zmartwień, które mogły ją trapić. Eva przybrała wygodniejszą pozycję, nie przejmując się już właściwie niczym i ciesząc się z tego, że mogła w końcu spuścić z tonu. Nie przejmować się przez chwilę tym, jak wygląda, co robi i czy ktoś ją za to oceni i zgani. Była w domu.
— Rudolph aż tak dokazuje? Mój boże, opowiadaj mi o wszystkim! Nie mam pojęcia, co tu się działo. Co nowego u ciebie? — Zapytała. Miała ogrom pytań, które chciała zadać, była taka ciekawa tego, co się tu działo. Jednocześnie słuchanie o innych miało ją trochę odwieść od myślenia o tym, co gnębiło ją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t520-evandra-price#10953
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Sob Kwi 28 2018, 15:25;

- No wiesz. Chirurgiczna precyzja! - zażartowała.
Jednak zaraz potem przez twarz Ethelyn przeszedł cień. Kiedy ostatni raz operowała? Prawie rok temy. Nie zanosiło się, by ten stan szybko minął. Ludzie co prawda już dawno zapomnieli o wpadce z Blackiem i zrobieniem z niego warzywa. W szpitalu nie patrzyli na Hollingsworth tak krzywo, jak kiedyś. Ba! Znowu zaczynała być lubiana. Jednak brakowało jej odwagi, by spotkać się z ordynatorem oicjalnie, wnieść o przywrócenie prawa do wykonywania zawodu. Badź co bądź to było tylko wewnętrzne zarządzenie, nie prawne. Mimo wszystko bała się, że dostanie odmowę. Nawet jeśli Rode potrzebowało neurochirurga.
- Może i wylazłaś z pesymistycznej dziury, ale wlazłaś w Rode. - z rozbawieniem poklepała przyjaciółkę po ramieniu. - Nie ma za co.
Z zadowoleniem obserwowała, jak Eva zachowuje w swoim nowym mieszkaniu. Od razu się zadomowiła. Z jednej strony to był dobry znak, a z drugiej pani prawnik po prostu taka była - swobodna, pewna siebie. W sumie jedno łączyło się z drugim. Ethelyn miała świadomość bacznego spojrzenia przyjaciółki. Co prawda nie chciała przed nią niczego ukrywać, ale jednocześnie zrzucanie na Evę jeszcze jakichś zmartwień było zupełnie niepotrzebne. Zwłaszcza, że groźby Paula nie były drobiazgiem.
- Dokazuje, jak zawsze.- upiła łyk wina z lekkim uśmiechem. Heferth zawsze wywoływał w niej ciepłe uczucia. - Wiesz, jaki potrafił być. I nic a nic się nie zmienił. A ja... - zastanowiła się przezchwilę, nie wiedząc za bardzo, jak ująć sprawę Bradforda. - W sumie... - westchnęła, musiała to powiedzieć prosto z mostu. - Tak się złożyło, że z kimś mieszkam. A jeszcze tak niedawno groziłam Rudiemu, że jak do czterdziestki nikogo nie będziemy mieć, to po prostu nie będzie wyjścia i trzeba będzie się pobrać. - zaśmiała się trochę nerwowo. Potrafiła sobie wyobrazić przyjacielskie małżeństwo z Heferthem, ale nie do końca umiała przewidzieć, jaki finał będzie miał jej romans... związek z Bradfordem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny: klucze, portfel, scyzoryk, smartfon, notes, ołówek, szminka, papierosy, zapalniczka

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Pon Cze 04 2018, 21:00;

Zauważyła cień, który przemknął przez twarz Ethelyn. Znała sytuację, wiedziała, co się stało i pożałowała, że temat wypłynął nie wierzch. Prędzej czy później zawsze wypływał. Miała nadzieję, że Ethel zdaje sobie sprawę, że jeżeli tylko będzie chciała o tym porozmawiać, to Eva zamieni się w słuch. Zresztą gdyby tylko okazało się, że będzie jej w stanie w jakikolwiek sposób pomóc, to Hollingsworth wiedziała już, gdzie może ją znaleźć.
— Pewnie jeszcze odbije mi się to czkawką, ale na razie jestem zadowolona — parsknęła śmiechem. Zapadła się w wygodną sofę, a choć słuchała przyjaciółki uważnie, wzrokiem wodziła po wnętrzu, chcąc się zaaklimatyzować. Przywykła już do swojego mieszkania w Nowym Jorku, choć od czasu rozwodu było przytłaczająco puste. Za duże dla niej jednej. Starała sobie wypełnić pustkę, ale praca nie pozwalała na przygarnięcie jakiegoś futrzaka, musiała się zadowolić kwiatami, do których z resztą nie miała ręki i usychały z kretesem, wytrzymując w najlepszym wypadku kilka tygodni.
— Pomyślałby kto, że z wiekiem mu przejdzie — odparła rozbawiona, przez chwilę jeszcze nieświadoma plotkarskiej bomby, jaką za chwilę zrzuci Ethelyn. Podkuliła nogi na mebel i objęła kolana ramionami, upijając łyk wina, którym o mało nie zakrztusiła się, kiedy lekarka wspomniała, że z kimś mieszka. — Rozumiem, że nie chodzi tu bynajmniej o twojego kota — stwierdziła zaczepnie, posyłając jej znaczący uśmieszek. Ucieszyły ją te wieści. Choć obecnie miała powyżej uszu mężczyzn i związków, kibicowała Hollingsworth, która jak dotąd nie miała szczęścia do facetów. Tak na dobrą sprawę Eva nie czuła się obecnie zbyt swobodnie w kwestii osądzania takich spraw, bo miała świadomość, że przecież sama nawaliła na tym polu z kretesem; cóż mogła zatem wiedzieć na ten temat?
— Prawdę mówiąc zawsze obstawiałam, że tak to się właśnie skończy, że zostaniecie małżeństwem — dodała żartobliwie i bezpośrednio, tylko na chwilę odkładając w czasie moment, w którym wypyta ją bezwstydnie o szczegóły tajemniczego współlokatora. Choć tak naprawdę, w żarcie tym było ziarno prawdy; przypuszczała, że wiedział to każdy, kto na jakimkolwiek etapie znał tę dwójkę. — Zamieniam się zatem w słuch — spojrzała na nią wyczekująco, choć w kącikach pomalowanych na czerwono ust krył się wciąż ten sam, znaczący uśmiech, sugerujący, że nie zamierza odpuścić i powściągnąć ciekawości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t520-evandra-price#10953
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Nie Cze 17 2018, 21:57;

Chociaż sytuacja zawodowa Ethel nie była do pozazdroszczenia, a wyrzuty sumienia ciągle nadgryzały lekarkę od środka, to jednak potrafiła odsunąć te myśli całkiem szybko od siebie. Przynajmniej w tym momencie, bo jeszcze rok temu rozkleiłaby się, wypiła butelkę wina, a jakby trzeba było to i dwie. Dlatego odsuwała wtedy od siebie nie tylko Hefertha, ale i Evę, Rosę i wszystkich, dla których mogła być ważna. Nie chciała nikogo martwić. Zachowywała się przy tym, jakby zupełnie nie znała się na istocie przyjaźni.
Zamyśliła się, upijając wino. Naprawdę się zamyśliła - przymknęła oczy, przygryzła wargę i wlepiła wzrok w ścianę, jakby widziała przed sobą coś zupełnie innego.
- Wiesz, chyba był taki moment, że ta przyjaźń naprawdę mogła się tak skończyć. - założyła nogę na nogę i pomachała nóżką. - W końcu wszystkie laski w szkole kochały się w Hefercie, a ja nie byłam wyjątkiem. - zaśmiała się ciepło na to wspomnienie. - Na szczęście chyba o tym nie wiedział. Mam nadzieję. - znowu parsknęła śmiechem i zamyśliła się. - Cieszę się, że jest moim przyjacielem, nie kochankiem.
Trochę się zagalopowała, bo przecież Evandra chciała usłyszeć o Raphaelu, a nie o Hefercie.
- To nie jest nic poważnego. - zaczeła w końcu. - Po prostu... - nie mogła znaleźć odpowiedniego sformułowania, więc wzruszyła ramionami. - ... to ze względów bezpieczeństwa. Chyba. Raphael po prostu chce mnie chronić, bo jego przeszłość dopada mnie. - parsknęła ze złością, a potem się wzdrygnęła. - Jest policjantem z popapraną przeszłością. - wyjaśniła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny: klucze, portfel, scyzoryk, smartfon, notes, ołówek, szminka, papierosy, zapalniczka

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Pon Cze 18 2018, 11:16;

Nie była do pozazdroszczenia, a i Evandra nie zazdrościła. Praca była wszystkim, co jej zostało, gdyby zatem stanęła przed wydarzeniami podobnymi do tych, które spotkały Ethelyn, nie wiedziałaby, na co przelać natłok myśli. Obecnie potrzebowała odpoczynku, głównie dlatego w ogóle siedziała na tej kanapie obok lekarki, niemniej główną wymówką do przyjazdu, była przecież chęć napisania bliżej niesprecyzowanej jeszcze książki. Liczyła, że inspiracja spłynie na nią z braku innych wrażeń.
Na chwilę również umilkła, pozwalając przyjaciółce na zastanowienie się nad czymkolwiek się zastanawiała; również zniknęła na chwilę za kieliszkiem, ciesząc się znajomym smakiem i perspektywą świętego spokoju. Jej myśli nawet nie zahaczyły o rozwód; można było zatem uznać, że wszystko zmierzało w dobrym kierunku.
— No tak, Heferth był bożyszczem połowy szkoły — parsknęła śmiechem. — Och myślę, że wiedział. Nie obrażajmy jego inteligencji. Chociaż z drugiej strony chyba dobrze się z tym krył — dodała rozbawiona, wracając myślami do tamtych czasów. Gorsze wspomnienia, o ile były, zatarły się. Rola matki zeszła na boczne tory, pamiętała za to wszystkie ich wypady nad jezioro Derpskie, gdzie swoją drogą, planowała się wybrać, wyrzucając sobie, że wybrała akurat zimową porę na przyjazd.
— Cieszysz się? A to dlaczego? — Zainteresowała się nagle, łokieć kładąc na oparcie i podpierając na nim głowę, roziskrzone rozbawieniem spojrzenie kierując na przyjaciółkę. Owszem, chciała słyszeć o Raphaelu, niemniej takie rewelacje nie mogły przejść jej obok nosa niezauważone.
— Nic poważnego? — Powtórzyła, uśmiechając się znacząco, choć grymas wesołości szybko znikł z jej twarzy na wieść o popapranej przeszłości policjanta. — Jak to cię dopadła? Ethel, mam nadzieję, że nie wplątałaś się w żadne poważne kłopoty? — Zapytała zaniepokojona. — Co to za facet? I jak bardzo popaprana przeszłość? Przysięgam, że jeśli w coś cię wciągnął, osobiście spuszczę mu powietrze z opon w samochodzie, a to będzie dopiero początek — zagroziła, nawiązując do dawnych dziejów. Komuś już kiedyś spuszczały powietrze z opon, choć wspomnienia płatały jej figla i nie mogła przypomnieć sobie, komu dokładnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t520-evandra-price#10953
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ Pon Cze 18 2018, 22:01;

Mimo trudnych tematów, na które już wchodziły, albo na które wejdą, Ethelyn cieszyła się na ten czas spędzony z przyjaciółką. Wino, cisza i szczerość. Mogła się po prostu wygadać. I nawet jeśli jej życie nie było ostatnio kolorowe, to przecież doskonale zdawała sobie sprawę, że Evandra dostała w kość od życia o wiele mocniej.
Teraz jednak miały czas plotkowania. Ethelyn przybrała podobną pozycję, lecz choć łokieć połozyła na oparciu, to dłoń zwisała luźno. W drugiej kręiła kieliszkiem, by wprowadzić czerwoną winną ciecz w ruch.
- No wiesz. - zaśmiała się. - Bylibyśmy tak cudowną parą, że zawstydzalibyśmy wszystkich zakochanych w promieniu tysiąca mil. Nie mogła tego zrobić światu. - zaśmiała się, ale gdzieś tam głeboko zastanawiała się czy rzeczywiście by tak było. Pokręciła głową. - Jest wspaniałym przyjacielem i za to go kocham. - zakończyła.
Musiały zejść z miłego tematu Hefertha, bo przecież ten Raphaelowi był ważniejszy i bardziej burzliwy.
- To możesz już przygotować ostry nóż do cięcia opon. - parsknęła gorzko. - Ma na nazwisko Bradford i wierzę, że w twojej adwokackiej karierze nie raz się na nie natchnęłaś. - skrzywiła się lekko, przypominając sobie wszystkie artykuły insynuujące, że Bradfordowie wykupili wolność syna. - Brat Raphaela nie należy do najuczciwszych. Podejrzewam, że nawet nie stał obok moralności. Raphael użył swoich kontaktów, by go wyciągnąć z więzienia, a potem przeprowadził się tutaj, uciekając od poprzedniego życia. Tak, jakby można było uciec od przeszłości. - znowu parsknęła. - Jego brat znowu potrzebuje pomocy, a jego wspólpracownicy stwierdzili, że grożenie mi to świetny sposób, by Raphael zrobil to, czego chcą. - ręka jej się zatrzęsła, gdy upijała potężny łyk wina. - Nieźle najadłam się strachu. - skrzywiła się. - I po raz pierwszy dostałam od mężczyzny po twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: You will always find a place here  ♦ ;

Powrót do góry Go down

You will always find a place here

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu