Share|

Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Ulica  ♦ Czw Lip 20 2017, 18:39;




ULICA

Droga ciągnie się przez północną dzielnicę Rode i prowadzi aż do autostrady. Przeważają tutaj trzy- czteropiętrowe budynki mieszkalne, część z nich jest zamknięta za metalowymi, przeżartymi rdzą ogrodzeniami. W tej dzielnicy właśnie zwykli pomieszkiwać przyjezdni, głównie w hoteliku „Śpiąca pod Aniołem”. W tym samym budynku mieści się również pub „Pijany Tordivler”. Parędziesiąt metrów dalej przyjezdni mogą zostawić swoje pieniądze w kasynie. Bliżej centrum mieści się warsztat samochodowy, a nieco w głębi zabudowań, pomiędzy lokalami, w jednej z ciemnych uliczek można usłyszeć skrzypiące drzwi prowadzące do speluny „Pechowiec”. Na granicy miasta, w pewnej odległości od zabudowań mieszkalnych znajduje się lotnisko. Wygląd dzielnicy Północnej bynajmniej nie cieszy oka. O wystrój tej części Rode dbają tu głównie wandale i szemrani klienci pobliskiej speluny. Można tu znaleźć wszystko – od zwyczajnie podniszczonej miejskiej architektury, przez wywrócone śmietniki i dziury w drogach, aż po graffiti. Jedyny czysty skrawek chodnika to ten naprzeciw wejścia do pubu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 16
Ekwipunek podręczny: Ciążowy brzuch, telefon

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pią Lip 28 2017, 10:20;

/Z warsztatu

Już coraz mniej słaniała się na nogach. Niestety mdłości nadal nie odpuszczały, dlatego uszła ledwie na pogranicze północnej dzielnicy i centrum i tam usiadła na jednej jedynej, nieco osranej przez ptaki ławeczce. Oczy miała nieźle podkrążone, a nieszczęsny olej spływał po blond kosmykach. Obraz nędzy i rozpaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t132-ash-mason#402
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pią Lip 28 2017, 10:50;

---> Dom

Nie odpisywałem, po prostu wyszedłem z domu i poszedłem ulicą w umówione miejsce. Było już ciemno, tutejsze ledwo żarzące się latarnie lekko rozświetlały półmrok. Nie przeszkadzało mi to, chyba nikomu to nie przeszkadzało, nawet owadom uwiezionym w kloszach lamp. Same się tam dostały, ich skrzydełka nerwowo stukały o ich obudowę. Dlaczego były takie niecierpliwe, kto im kazała tam włazić? Paradoks?
Jeśli patrzyła w moją stronę to mogła zobaczyć wolno poruszającą się sylwetkę i iskrzący się papieros w dłoni. Gdy podszedłem do ławki chwilę stałem nad dziewczyną, moją córką. Zmierzyłem ją wzrokiem wolno od butów aż po blond włosy, będzie ładną kobietą. Teraz jednak wyglądała fatalnie. Westchnąłem lekko lecz widocznie potem usiadłem koło niej patrząc przed siebie w ciemną ścianę budynku z naprzeciwka. Nie, nie rzuciłem się jak głupi kundel do jej stóp. To nic, że czasami się tak czułem, to nic że była dla mnie księżniczką którą tak mocno kochałem.  Nie byłem po prostu człowiekiem wylewnym, albo po prostu nie umiałem. Uśmiechnąłem się lekko , zaciągnąłem papierosem, a gdy wypuściłem dym w końcu spojrzałem na dziewczynę.
- To co się stało? – zapytałem, może i trochę z troską w głosie.
- Nic ci nie jest, chyba nie byłaś u fryzjera i nie miałaś zamiaru malować się na czarno? – rzuciłem, kącik ust drgną do góry jakby to miał być uśmiech, ot taki mój żarcik. Dowcipny tatuś. Zapewne i tak jej nie rozśmieszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 16
Ekwipunek podręczny: Ciążowy brzuch, telefon

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pią Lip 28 2017, 16:07;

W żadnym wypadku, nie było Ash do śmiechu. Jeszcze liczyła na to, że poradzi sobie ze wszystkim sama, lecz niestety. Jak zawsze, musiała błagać o ratunek. Jeszcze za bardzo kręciło jej się głowie, była wręcz szczęśliwa, że udało jej się wyjść z warsztatu bez kolejnych trudności. Jeszcze by się wydało, że z jej strony był to najzwyklejszy, ordynarny włam. Skuliła się w sobie jeszcze mocniej, kiedy zobaczyła nadchodzącego z południa ojca. Instynktownie próbowała wyglądać na jeszcze bardziej chorą, niż jest. Byleby nie unosił głosu.
- Drobny wypadek, nic wielkiego. Trochę mi się kręci w głowie, nie zjadłam obiadu – kolejny wykręt z jej strony. Nikt jej niczego nie udowodni, rzygi już dawno pewnie zlizał Pies Bucketa. Chciała się przytulić, choćby oprzeć głowę o jego ramię. Nie poruszyła się jednak. Spodziewała się kary, troskliwego ojcowskiego objęcia, krzyku - kompletnie wszystkiego. Marilyn bywał nieobliczalny. Wiele zależała od zawartości procentów, choć nigdy nie uświadczyła z jego rąk przemocy.

_________________
Sleep well.
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t132-ash-mason#402
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Ekwipunek podręczny: Telefon, karabin, nóż, nieprzemakalny płaszcz, plecak, piersiówka, lina

Pisanie Re: Ulica  ♦ Nie Lip 30 2017, 22:03;

< festyn

Nie bawiąc się już w wymianę wiadomości z siostrą, po prostu udała do warsztatu, z którego zamierzała Ash wyciągnąć. Jeszcze nie wiedząc, że w tym samym czasie siostra doprowadziła do spotkania z ojcem i zwinęła się z miejsca zbrodni. Odczuwając małe wyrzuty sumienia z pwodu porzucenia doktorka, miała nadzieję, że chłopina da sobie radę. Bo był facetem czy nie!? Przez myśl jej przemknęło, by sprawdzić to przy okazji masażu, zmarszczyła czoło, gdy uszy ją zapiekły.
Pewnie stara Wiadro ją obgadywała!
Docierając do warsztatu i ku swemu utrapieniu zastając go pustym, Max zaczęła się martwić. Decydując się na skierowanie do domu, najprostszą drogą, była pewna, że siostra tam właśnie ruszyła. Nie rozumiejąc co też wpadło jej do głowy, zza rogu wyszła z posępną miną.
Tym bardziej kwaśną na widok ojca, siedzącego przy blondynie, wyglądającej jak siedem nieszczęść.
Serio?
Max z trudem powstrzymała się, by nie ryknąć do nich z odległości kilkunastu metrów. Dlaczego stary jeszcze nie zgarnął Ash do domu? Przyspieszając, zgarbiła się lekko, wciskając dłonie w kieszenie kurtki. Reszta Masonów szybko mogła zorientować się jak bardzo Max była zła.
- Co się stało?
Podniosła głos, będąc kilka kroków od rodzinki. Na ojca spoglądając krótko i przelotnie, skupiła się tylko na siostrze, przed którą stanęła i wyciągnęła dłonie do jej twarzy. Złapała siostrę za brodę i obejrzała ją ze wszystkich stron. Za dużo doktorka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t112-max-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lip 31 2017, 09:04;

- Widziałem - mruknąłem w swoim stylu. Dziwny spokój jakbym czuł że krzyk nic nie da, była cała siedziała, nie wyglądała najlepiej ale żyła. Nie dostrzegłem nic, po za plamą oleju we włosach, ubrudzonym ubraniu. Była przecież prawie do rosła, prawie. Dla mnie zawsze będzie małą dziewczynką. To się tyczyło zarówno jej jak i Max.
Półmrok pozwalał na więcej śmiałości, nabrałem powietrza w płuca, otworzyłem usta i chciałem powiedzieć coś szczerego, coś życzliwego, troskliwego opiekuńczego, coś co mogło dać jej poczucie bezpieczeństwa i ojcowskiej troski. Bo przecież nie byłem taki ostatni. Nooo może w oczach pierworodnej. Nie powiedziałem. Chciałem i zrobił bym to gdyby nie ów pierworodna.
Patrzyłem na nią gdy obejmowała dłońmi twarz młodszej siostry, patrzyłem na jej dłonie, twarz, była bardzo podobna do matki. Mogła być, gdyby dwadzieścia sześć lat temu stały obok siebie… Gdyby.
- Czy to ważne? – rzuciłem w odpowiedzi na Max pytanie – jest cała, właśnie miałem zabrać ją do domu – dodałem. Jednocześnie wstałem z ławki. Rzucając przed siebie wypalony papieros. Nie chciałem dręczyć jej pytaniami, co, dlaczego, po co. Ważne że tu była cała i zdrowa.
- Zaparzę herbatę, dasz rade iść? Pójdziesz z nami – przeniosłem wzrok na Max wyczekując jej odpowiedzi. Dawno nie siedzieliśmy razem przy stole. Krzesła zawsze były cztery.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 16
Ekwipunek podręczny: Ciążowy brzuch, telefon

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lip 31 2017, 18:05;

Przy odrobinie szczęścia, Max mogła jeszcze zobaczyć psa zlizującego rzygi Ash z podłogi warsztatu. Oprócz tego, oczywiście, wywalona kłódka. Poza tym wszystko na miejscu. Mogła to stwierdzić, o ile była dobrze zaznajomiona z warsztatem, czego Ash była niemal pewna. Już majacząca z oddali sylwetka krzyczała wręcz „Ash, masz przerąbane”.
Dała jej się zbadać, obejrzeć umazane smarem włosy. Cały czas uparcie unikała jej spojrzenia, patrzyła gdzieś w bok. Zawsze musiała coś zmalować, zrobić coś na opak i nie myśląc. Było w tym jednak coś pozytywnego – Max i Marylin stali obok siebie, połączeni w trosce o wspólną i bliską im osobę. Choć na chwilę. Kto pierwszy kogo obwini o taki stan rzeczy?
- Chyba dam radę. Max, pójdziesz z nami? - Nadal nie patrzyła nikomu w oczy, wszystko powiedziała do brudnego chodnika.

_________________
Sleep well.
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t132-ash-mason#402
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Ekwipunek podręczny: Telefon, karabin, nóż, nieprzemakalny płaszcz, plecak, piersiówka, lina

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lip 31 2017, 19:39;

- Ważne.
Burknęła na odpowiedź ojca, nawet go nie racząc spojrzeniem. Nie unikając tego, jak to czyniła Ash w stosunku do niej, bardziej nie miała ochoty niż się tego obawiała.
W duchu starając się utrzymać cierpliwość, po raz kolejny zaczęła odliczanie od dziesięciu do jednego. Chciała jednak wiedzieć, co młoda narobiła, aby wybić jej z głowy podobne pomysły.
Skoro stary nie potrafił!
- Dobra.
Odsunęła się w końcu od siostry i to na jej pytanie tym razem odpowiedziała. Wciąż spoglądając na Ash, niewerbalnie pozostawiła między nimi obietnicę. Obietnicę, że nie odpuści nastolatce, póki nie dowie się co też zmalowało. Z chodnika złażąc na ulicę, ruszyła obok siostry. Nie tęskniąc za żadnym z czterech krzeseł w kuchni, zamierzała wysłać Ash do kąpieli i dowiedzieć się dlaczego włamuje do warsztatu.
Nie preferując wsypywania innych, nie zapytała o to w drodze. Miała czas.

ztx3?
pisz tatko w domu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t112-max-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pią Wrz 22 2017, 15:54;

/pod hotelem, z domu Riosa

Choć Leonel skupiony był na drodze, odnotował nieco mocniejszy ucisk na pasie kilka razy, na co uśmiechnął się pod nosem, czego oczywiście widzieć nie mogła. Dotarli na miejsce po kilkudziesięciu minutach. Rios zajechał pod hotel i wyłączył silnik, po czym dał Elii czas, by zeszła jako pierwsza, a za chwilę sam poszedł w jej ślady. Sięgnął ręką ku włosom, by choć trochę je przygładzić i znów przywołał na twarz krzywy uśmiech.
- No to jesteśmy - powiedział i opuścił wzrok, chcąc chyba ukryć to, że tak naprawdę wcale nie miał ochoty iść do na ten cholerny dyżur. I nie żeby była to wymówka przed pójściem do pracy samym w sobie.
- Jeśli cokolwiek będzie się działo, niezależnie od tego, czy tuzin ludzi Ramireza będzie ci się dobijał do drzwi, czy trzeba będzie wymienić żarówkę, pamiętaj, żeby do mnie dzwonić - wtrącił już nieco poważniej, w międzyczasie opierając się o motocykl i zakładając ręce na torsie, obserwując brunetkę z uwagą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pią Wrz 22 2017, 16:45;

Była nawet trochę zawiedziona, że przejażdżka dobiegła końca, ale oczywiście nie dała tego Leonelowi odczuć. Być może kiedyś przewiezie ją znowu? Kto wie. Zsiadła z motoru i też poprawiła się na tyle, ile pozwalały jej i tak splątane od wiatru włosy.
Roześmiała się w odpowiedzi i zamilkła, jakby odrobinę skrępowana. Nie bardzo wiedziała jak ma się wobec niego zachowywać, tym bardziej w obliczu jego słów na temat tego, że jest pod telefonem. Posłała mu chyba najsłodszy uśmiech, na jaki było ją stać.
- Dziękuję ci jeszcze raz, za wszystko. Wiem, że tego nie lubisz - od razu uprzedziła jego protesty. - Ale pamiętaj, że jeśli kiedykolwiek i ty będziesz czegoś potrzebował, wystarczy powiedzieć - westchnęła cicho. Wciąż miał rozwiane włosy i cudem opanowała w sobie chęć poprawienia ich. Chociaż w takich rozwalonych chyba nawet było mu bardziej do twarzy. Zakołysała się na piętach, przeklinając się w myślach.
- Nigdy nie zapomnę ci tego, co zrobiłeś. No i obiecuję nie dzwonić bez potrzeby - dodała jeszcze żartobliwie, mając ochotę przeciągać ten moment najdłużej, jak tylko mogła. W końcu jednak wyczuła, że przedłużanie tego pożegnania zaraz stanie się oczywiste, podeszła więc do Riosa, a wspiąwszy się na palce, złożyła na jego policzku szybki pocałunek. Trochę niefortunnie trafiła nieco niżej niż zamierzała, prawie w kącik ust, a gdy to do niej dotarło, pewnie była czerwieńsza niż piwonia. Wykrzyknąwszy jakieś szybkie pożegnanie, zapewne odwróciła się na pięcie i śmignęła do holu, zastanawiając się, czy upozorować własną śmierć, czy od razu zadzwonić do Ramireza i mu powiedzieć, że ma spierdalać na drzewo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pią Wrz 22 2017, 17:17;

Faktycznie chciał zaprotestować, ale nie zdążył. Uśmiechnął się jedynie i odwrócił wzrok, przygryzając policzek. Niech jej będzie, ale wciąż nie lubił, gdy ktoś mu dziękował, czuł się nieswojo i nie wiedział kompletnie, jak ma się zachować.
- Nie mów do mnie, jakby to był ostatni raz kiedy się widzimy - wtrącił już bez cienia uśmiechu, przekrzywiając głowę identycznie, jak wcześniej zrobiła to ona. Z jej słów naprawdę zabrzmiało ostateczne pożegnanie, a Rios raczej nie brał pod uwagę, że mogłaby teraz wyjechać, czy cokolwiek roiło się w jej głowie.
- Dzwoń nawet bez potrzeby - zapewnił ją, wręcz naglącym tonem.
- Spróbuję czegoś dowiedzieć się na komisariacie - dodał jeszcze. Zrobiło się jednak jeszcze dziwniej, gdy dziewczyna do niego podeszła. W pierwszej chwili chciał się odsunąć, biorąc pod uwagę, że od kilkunastu godzin próbował się ogarnąć, ale koniec końców został na miejscu. Nie wiedział, na ile to nietrafienie w policzek było celowe, ale mimo, że wyglądało na wypadek, odruchowo chciał ją pocałować. Na szczęście dla Riosa dziewczyna zrozumiawszy swój błąd od razu postanowiła się wycofać. I choć początkowo odetchnął z ulgą, coś go jednak tknęło i zamiast pozwolić jej odejść, złapał ją za nadgarstek i zatrzymał. Jeśli odwróciła się w jego stronę, spojrzał jej w oczy i przez dłuższą chwilę naprawdę sam nie wiedział, co do kurwy nędzy próbował właśnie zrobić. W końcu ograniczył się tylko do odezwania się.
- Uważaj na siebie. I pamiętaj o mnie - na jego twarz powrócił połowicznie złośliwy uśmiech i znowu wszystko wydawało się być jak zwykle. Tylko że nie było. Żartobliwie jej zasalutował, po czym wsiadł na motor i nieco za mocno przygazowując, ruszył w stronę komisariatu. Jak już tam dotrze, najpewniej włoży głowę pod kran z lodowatą wodą. Tak na otrzeźwienie.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pią Wrz 22 2017, 18:47;

Zanim więc uciekła do holu, po tym dziwacznym pożegnaniu, nie zdobyła się już na żadne słowo, nie mogąc nic wykrztusić. Chciał ją pocałować, czy jej się wydawało? Samo myślenie o tym wprawiało ją w zakłopotanie. Kilkadziesiąt godzin temu chciała go zabić, a teraz zastanawiała się nad tym, jak zinterpretować jego zachowanie. Pospiesznie zbyła jednak takie myśli. To nie był czas i miejsce. Podążyła za nim wzrokiem, zastanawiając się, w co się wpakowała. Szybko jednak zracjonalizowała sobie całą tę sytuację po drodze do pokoju, tłumacząc samej sobie jak krowie na rowie, że to dużo od niej starszy policjant który nie pozwoliłby sobie na pewno na to, by po mieście krążyły jakieś plotki na ich temat. Elia miała ten plus, że jak na razie pozostawała anonimowa, a Rios... Riosa praktycznie każdy tutaj znał.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Wrz 27 2017, 08:17;

/początek

Słońce chyliło się ku zachodowi, rzucając ogniste promienie na stare elewacje budynków. Pomarańczowe linie przylepiały się do urbanistycznych kształtów, malowały światłocienie na przewróconych śmietnikach i pordzewiałych ogrodzeniach. Gdzieniegdzie hologramy reklamowe pobłyskiwały urywanym światłem. Być może nie jeden fotograf uznałby scenerię za magiczną. Jednak zwykłym mieszkańcom umykała tego typu estetyka. Zwykli mieszkańcy nasłuchiwali odgłosów dochodzących z "Pechowca". Zwykli mieszkańcy oglądali się, gdy gdzieś w oddali został przewrócony śmietnik. Zwykli mieszkańcy oglądali się za siebie, gdy słońce zaczynało rzucać długie, wieczorne cienie.
Ukryta w cieniu jednego z zaułków postać zdecydowanie nie należała do grupy zwykłych ludzi, ani tym bardziej mieszkańców - choć nie miał jakichś specjalnie szczególnych cech, wyróżniających go z tłumu. Prócz tego, że jego twarz wydawała się miejscowym obca.
Zaułek był ślepą, parunastometrową uliczką, zakończoną brzydkim, zardzewiałym ogrodzeniem, wystarczająco wysokim, by sprawiać problemy przy przeskakiwaniu. Nad głowami wiły się pozostałości starego rusztowania, nikt nie zadał sobie żadnego trudu, by je zdjąć. Odrapane ściany i nieliczne drzwi zabite blachami nie pozostawiały złudzeń.
zaułek:
 
Czekał. O tak, czekał z pewną dozą ekcytacji. Jak zawsze, gdy coś mogło pójść nie tak. Oparty o ścianę, tylko czasem sprawdzał godzinę. Dużo bardziej zajmujące było odpalanie papierosa za papierosem. Ciężkie buty, przywodzący na myśl wojskowy styl, już nie jednego kiepa wcisnęły w ukruszony chodnik. Staromodna zapalniczka strzeliła ogniem, oblepiając nikłym, krótkim światłem ostre rysy twarzy ukrytej pod obszernym kapturem ciemnej bluzy. Po chwili w cieniu dało się widzieć już tylko białka oczu i żarzący się na końcu papieros.
Czekał. Nie miał wątpliwości, że Bradford się pojawi. Nie ignoruje się przeszłości, gdy ta puka do drzwi, niczym spragniona kochanka. A przynajmniej takiej przeszłości. Bo taka przeszłość rozpierdala drzwi siekierą, gdy jej nie otworzysz. Mężczyzna aż usmiechnął się do tego, co zrobił noc wcześniej - Raphael mógł znaleźć w skrzynce liścik, bez koperty: "Przez wzgląd na dawne czasy zajrzyj do zaułka na przeciw "Pechowca". Będzie nam tam miło i przyjemnie. Przygotuję Ci specjalne miejsce. Benjamin". Zapisany odręcznie. Pismem innym niż pismo jego brata. Intrygujące? Miał, kurwa, nadzieję. Bo jakoś niespecjalnie chciało mu się fatygować do mieszkania Bradforda. To cholerne, plotkarskie miasteczko miało oko na obcych, a w tej sytuacji potrzebna była dyskrecja. Przynajmniej do pewnego momentu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Nie Paź 01 2017, 21:13;

Raphael znalazł w skrzynce ten cholerny liścik. Podpis przywodził mu na myśl tylko jedną osobę, ale charakter pisma się nie zgadzał i za cholerę nie mógł sobie wyobrazić, cóż jego "kochany" braciszek mógłby tutaj robić. Bradford był przekonany, że Ben nie przekroczy nawet palcem stopy granic tego miasta, przecież dlatego je wybrał. Stanowiło jego azyl, który ktoś teraz naruszał.
Wypalił całą paczkę papierosów i praktycznie nauczył się tych kilku skreślonych do niego słów na pamięć. Zastanawiał się czy iść do zaułka za pechowcem. Z jednej strony chciałby się dowiedzieć kto i dlaczego usiłował go tam ściągnąć a z drugiej nie bardzo miał na to ochotę. Rozważał również to, na ile możliwym jest pojawienie się Benjamina. Mamrocząc pod nosem przekleństwa zdecydował się w końcu "skorzystać z zaproszenia".
Kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi Bradford zmierzał w kierunku "Pechowca". Miał na sobie znoszone jeansy i bluzę z kapturem zarzuconym na głowę i chowającym twarz. Nie przyglądał się ludziom, więc i oni nie przyglądali się jemu. Zresztą wrastał w to środowisko i jakim byłby policjantem, gdyby nie potrafił się wtopić w tłum.
Pojawił się w umówionym miejscu ale przez chwilę obserwował postać, która na niego czekała, zza rogu. W końcu ruszył w kierunku mężczyzny wyjmując ręce z kieszeni. Zatrzymał się przed nim bez słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Paź 02 2017, 20:10;

Słysząc kroki, mężczyzna uniósł głowę, nasłuchując. Dopiero, gdy Raphael wszedł w uliczkę, odbił się od ściany płynnym, kocim ruchem. Kaptur zasłaniał oczy, ale nie uśmiech - szeroki, wąski, ukazujące idealne zęby. Tyle razy miał obity ryj, że już nic oryginalnego nie pozostało z danego przez naturę uzębienia. Silne dłonie powędrowały w górę, odrzuciły kaptur na plecy, a mężczyzna rozłożył szeroko ręce, jakby się spodziewał, że Bradford wpadnie mu uradowany w ramiona.
- Raph! - przywitał się zdrobnieniem, które zabrzmiało teraz jak szczeknięcie psa.
Mężczyzna nie miał ani głosu Benjamina, ani jego twarzy. Trudno, żeby miał, skoro nim nie był.
Skóra opinała się na chudej, pociągłej twarzy. Marszczyła się w kącikach oczu, nadając im wyraz szczery i poczciwy. Na ustach błądził lisi uśmiech, zdradzający cwaniaka i kombinatora. Gdyby Bradford żył na przełomie XX i XI wieku, pewnie miałby nieodparte wrażenie, że widzi przed sobą współczesną wersję Clopina Trouillefou. Ale to nie tak nazywał się mężczyzna. Raphael znał jego prawdziwą godność. Dosłownie i w przenośni.
Paul Kandel. Przyjaciel Benjamina. Jego prawa ręka, jego pies, jego cień. Niejednokrotnie również prowokator ciemnych interesów. Sierota o gigantycznych ambicjach, która w Benjaminie znalazła brata. W nim i w całej podejrzanej grupce, którą stworzyli jeszcze z innymi podobnymi sobie. Czy tworzyli gang? Mafię? Kiedy Bradford opuszczał rodzinne miasto jeszcze nie można było tak tego nazwać.
Opuścił ręce wzdłuż ciała. Postapił krok do przodu, ale gdzieś w bok. Zupełnie nieinwazyjnie.
- Kopę lat! Dziwnie na ciebie patrzec, gdy nie jesteś ubrany w drogie garnitury, a na nadgarstku nie świeci zegarek, za który można by było kupić połowę tego zapchlonego miasta. Opłacało się? Uciekać do takiej dziury? Zostawiać rodzinę? Zostawiać brata? Rodzina jest najważniejsza, wiesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Paź 04 2017, 19:37;

Raphael spokojnie przyglądał się jak mężczyzna odrzuca kaptur i pokazuje swoje oblicze. Mógł się tego spodziewać. Benjamin nigdy w życiu nie pofatygowałby swojej dupy to takiej dziury jak Rode. Mógłby przypadkiem ubrudzić swoje kosztowne mokasyny w pyle brudnych ulic.
Mentalnie skrzywił się słysząc zdrobnienie, ale jego twarz pozostała obojętna jak jeszcze chwilę temu na widok oblicza, które wyłoniło się z kaptura.
Zastanawiał się co robi tutaj przydupas jego brata. Powodów mogło być kilka lub nawet kilkanaście, a Bradford nie miał ochoty mieszać się do żadnego z nich. Obstawiał, że Ben wpakował się ponownie w gówno i potrzebował pomocy, ale tym razem nie miał zamiaru kiwnąć palcem. Dalej miał swoje wtyki i kontakty, jednak być może najwyższy czas, by jego brat za cokolwiek poniósł w swoim życiu odpowiedzialność.
Przez sekundę lub dwie miał ochotę przywalić Paulowi w jego porcelanowe licówki i przysporzyć zysku jego dentyście, ale nie zrobił tego.  Niezbyt często ulegał swoim impulsom, no chyba, że chodziło o klepanie wypiętego tyłka Ethel. Prawie się uśmiechnął na wspomnienie ich ostatniej rozmowy. Wrócił jednak myślami do stojącego przed nim mężczyzny.
- Czego chcesz?- zapytał bez zbędnych wstępów, nie dając się nabrać na całą przemowę, którą zaserwował mu Kandel. Nie byli na jednym z przyjęć jego matki, gdzie bawiono się w tego typu rozgrywki, tylko w zatęchłym zaułku Rode, gdzie w każdej chwili jakiś pijaczek mógł im obrzygać buty, lub sprzedać kosę pomiędzy żebra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Czw Paź 05 2017, 15:49;

Paul wyglądał na zmartwionego tym chłodem bijącym od Bradforda. I to wyglądał bardzo wiarygodnie. Nic dziwnego, że w ci, którzy go znali, nazywali kameleonem. Oszukałby zastępy aniołów przywdziewając oblicze niewiniątka i nawet Bóg by się nie zorientował, że to bujda na resorach.
- Tęsknię za czasami, w których konkrety nie były ci do szczęścia potrzebne. - westchnął naprawdę szczerze, a potem wyszczerzył zęby w lisim uśmiechu. - No chyba się domyślasz, nie? Psy za bardzo węszą. Trzeba by im nosy pozatykać. Jeśli cię to pocieszy, to powiem, że Ben jest niewinny. Chcesz, żeby został skazany bezpodstawnie? Rodzina jest najważniejsza. - zmruzyl oczy. - I ma bardzo doba pamięć. - dodał jakby ku przestrodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sob Paź 07 2017, 12:11;

Obserwował uważnie Paula. Miał ochotę włożyć ręce do kieszeni ale tego nie zrobił, wolał je mieć wolne, z tego samego powodu nie odpalał kolejnego papierosa. Nie przypuszczał, by Kandel chciał coś odjebać, ale wolał mieć swobodę ruchów.
Oblicze mężczyzny było uosobieniem niewinności i Bradford był pewien, że często działa na ludzi. Na swoje szczęście wiedział z kim ma do czynienia no i jego towarzysz nie był kobietą. Oczywistym było, że tylko dziewczyna z takim niewinnym wyrazem twarzy mogłaby nieco zmiękczyć Raphaela.
- No spójrz a ja za nimi zupełnie nie tęsknię.- wyszczerzył zęby w uśmiechu, ale było to bardziej na zasadzie ostrzeżenia niż prawdziwego uśmiechu.
Mógł się spodziewać, że chodzi właśnie o coś takiego. Powstrzymał się od puszczenia soczystej wiązanki przekleństw. Czy rodzinka zawsze i wszędzie będzie się go starała wykorzystać? Wyraźnie zakomunikował ojcu, że nic z tego, ale ten jak zawsze usiłował manipulować.  Nawet nie chciał wiedzieć w co Ben się tym razem wplątał. Był jego bratem i Raphael czuł się przez to rozdarty ale wiedział, że jeżeli się ugnie to będą kolejne razy i nigdy się z tego kręgu nie wyrwie.
- Jeżeli jest niewinny, to nie ma się czym martwić.- wzruszył ramionami i spojrzał twardo na Paula.- Ojciec mu wynajmie najlepszego prawnika i załatwi sprawę.- jasnym było, że nie ruszy swoich kontaktów w "Jabłku".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Paź 11 2017, 18:13;

Kandel wsadził sobie resztki papierosa w usta, zaciągnął się mocno, po czym wyrzucił wciąż tlącego się kiepa gdzieś w bok. Nie ważne gdzie. Ważny był tylko Raphael stojący z opuszczonymi rękoma. Paul też miał duszę wojownika, wiedział, co to oznacza. Dodatkowo słowa Bradforda potwierdzały kierunek przebiegu wydarzeń. Mężczyzna aż poczuł ciarki ekscytacji. Lubił ich - rodzeństwo Jesteśmy-Kurwa-Tacy-Wspaniali-Bradfordowie - naprawdę ich lubił, mimo że tak bardzo się od siebie różnili. Nie zmieniało to jednak faktu, że z przyjemnością przekrzywi Raphaelowi szczękę. W końcu dopiero, gdy zabijamy coś, co jest dla nas ważne zyskujemy siłę i poznajemy siebie. A przynajmniej taka była dewiza Kandela. Wygodny frazes do zmywania krwi z wyrzutów sumienia.
- Skąd w ogóle myśl, że masz jakiś wybór? - Paul uniósł brwi, szczerze zdziwiony. - To nie są negocjacje. To jest ultimatum.
Rozłozył ręce w geście rozczarowania. Myślami zaś powędrował do noży ukrytych w cholewie buta i w rękawie. Broń za paskiem była tylko asekuracją. W bliskich starciach z Kandelem niewielu miało jakiekolwiek szanse.
- To nie jest przyjacielska prośba angażująca tylko ciebie, mnie i Bena. Odmówisz mi, przyjdą kolejni. Ale już nie po to, żeby prosić. Zniszczą cię. W końcu znajdzie się coś, czego utrata cię zaboli. Kobieta? Rodzina? Dzieci? - uniósł brwi, obserwując pewnie niewzruszoną twarz Raphaela. - Nie? Zajebiemy ci nawet psa, jeśli kiedykolwiek będziesz go mieć. Zajebiemy ulubionego barmana. Sprzątaczkę, która się do ciebie uśmiecha na schodach. Tego chcesz? Naprawdę? - pokręcił głową. - Rodziny się nie zdradza, Raph.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pią Paź 13 2017, 19:36;

Raphael uważnie przyglądał się Paulowi. Nie pozwolił sobie na rozluźnienie podczas tej rozmowy, bo nie miał pojęcia co odwali kumpel jego brata. W zasadzie mógł się domyślać i spodziewać, dlatego rąk do kieszeni nie wkładał i nie odpalał kolejnego papierosa, ale miał nadzieję, że Kandel przyjmie jedgo odmowę do wiadomości i pójdzie sobie w cholerę, do tej samej dziury, z której tutaj wypełzł.Bradford nie miał zamiaru przebywac w tym zaułku dłuzej niż to było konieczne. Miała zamiar wyrzucić tę rozmowę z głowy, wolał zastąpić ją wspomnieniem smukłych nóg Ethel oplatających go w pasie.
Raphael słysząc słowa, które padły z ust Paula, zmróżył oczy i prawie parsknął głośnym, rozbrajającym śmiechem. Nikt mu nie będzie stawiał ultimatum i jeżeli Kendel razem z Benem wyobrażali sobie coś onnego, to lepiej niech przestaną w końcu ćpać. Nie ma najmniejszej możliwości by znowu dał się w to wmanewrować.
Zdusił gdzieś tam w środku siebie, ten cichy głos, który podpowiadał mu, że przecież to jego brat. Nie mógł całe życie ponosić za Benjamina odpowiedzialności, a że był uparty i zawzięty przy raz podjętych decyzjach, to łatwiej było wypchnąć te myśli do podświadomości.
- Głuchy jesteś czy uszu nie myłeś?- głos Raphaela był spokojny ale oczy błyszczały mu niebezpiecznie. Zaczynała go ta rozmowa irytować. Zaczynał go irytować Kandel i jego śmieszne groźby, których nawet przez minutę nie brał poważnie. Już nawet pomijając to, że nie miał nic do stracenia, to był najgorszy z możliwych sposobów postępowania z Bradfordem. Ben zjebał wybierając do tego spotkania Paula.
- Nie ma mowy bym ruszył choćby małym palcem i zrobił cokolwiek. Radźcie sobie sami. I nie wyjeżdżaj mi tu z rodziną.- bo w kim końcu była Paul jak nie przydupasem jego brata, nigdy nie będzie się liczył jak Bradfordowie. - Powiedz mojemu bratu, że ma sam załatwiać swoje sprawy.- najchętniej by się odwrócił na pięcie i odszedł ale nie był tak głupi by się wystawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sob Paź 14 2017, 22:10;

Stali w zaułku, oświetleni ledwie dychającymi żarówkami. Za plecami Bradforda śmignął samochód powietrzny, kurz uniósł się gwałtownie, opadł powoli. Kandel zazgrzytał zębami, jakby ten kurz utkwił mu w zębach. Lubił zaparcie Bradfordów, ale w przypadku Raphaela szło to w kurwa bardzo nieodpowiednią stronę. Że też musiał tu być. Stary Bradford zrobilby to przecież o wiele lepiej. Jak pokazała historia ostatnim razem Raphael zrobił wszystko to, co należało. Trudno. Przecież Kandelowi nie przeszkadzało uprzykrzanie komuś życia. Prędzej czy później temu niewdzęcznemu dezerterowi puszczą nerwy, zacznie mieć wyrzyty sumienia, że bogu ducha winni ludzie cierpią przez niego.
- Wiesz co... - zaczął złowrogo i urwał, zagryzając wargi. Podszedł krok. - Pożałujesz tego. Następna kobieta, którą będziesz pieprzyć, wyląduje potem pode mną. Następny kumpel, z którym będziesz pić piwo, dostanie butelką w łeb. Gardzisz mną, nie? To będziesz mnie też nienawidzić.
Kolejny krok do przodu, tym razem szybszy i wykonany po to, by wyprowadzić cios.

2K6 na reakcję
jeśli suma 2K6 + reakcja = 12 - Raphael dostaje tak mocno, że aż się przewraca
próg 15 - jeśli próg zostanie przekroczony, Raphael unika ciosu, ale nie ma zbyt wiele czasu na kontratak.
próg 18 - jeśli próg zostanie przekroczony, Raphael unika ciosu wystarczająco szybko, by móc wyprowadzić swój
jeśli suma 2K6 + rekacja = 22 - Kandel nie będzie mieć czasu na kontratak Raphaela
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Paź 16 2017, 19:46;

14

Naprawdę wątpił by Ethel wylądowała pod Paulem. Raphael obstawiał, że by go przeżuła i wypluła po kawałeczku. I właściwie to sam nie wiedział dlaczego pomyślał, że to pani doktor będzie następną kobietą, która wyląduje w jego łóżku. W każdym razie to chyba wystarczająco go rozproszyło by dać Paulowi szansę na skuteczny atak.
Raphael poczuł mocne uderzenie i tracąc równowagę wylądował na dupsku. Nie po to jednak go szkolono by nie potrafił zareagować. Szybki ruch nogi w kolano Kendla powinien go pozbawić równowagi i p[przysporzyć mu sporo bólu, przy odrobinie szczęścia mógł mu je przetracić. Zamierzał to wykorzystać i szybkim ruchem się podnieść a wymierzyć broń w mężczyznę. Jak będzie musiał to go zabije i akurat w tej materii nie zawaha się do użycia swojego stanowiska i pozycji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Wto Paź 17 2017, 19:16;

Kendel - jak cała masa typków spod ciemnej gwiazdy - lubił rozkoszować się zadanym bólem. Zwłaszcza jeśli mógł przywalić komuś, kto uważał się za kogoś lepszego. Na przykład takiemu Bradfordowi. Pięść rozcięła Raphaelowi wargę i posłała na łopatki. (Raphaela, nie wargę). Aż żal ścisnął serce napastnika, bo nie mógł w kiepskim świetle podziwiać tej niewielkiej czerwonej kreski. Stopniowanie okaleczeń było czymś, w czym Paul chciał być naprawdę dobry. Myśl o świetlanej przyszłości trwała o sekundę za długo - kopniak ściągnął Kandela na ziemię. Co prawda nie przetrącił mu kolana, ale sprowadził do tego samego poziomu, co Bradford.
Ani jeden, ani drugi mężczyzna nie był amatorem. Kandel działał szybko. Dlatego wyciągnięcie broni i precyzyjne wymcelowanie z niej w takich warunkach nie było najłatwiejszym zadaniem na świecie. Zaraz po uderzeniu o bruk, napastnik rzucił się na Raphaela, by przywalić mu jeszcze raz w szczękę. Będąc jeszcze na kolanach chciał złapać policjanta za bluzę i wyprowadzić cios prosto w jego śliczną buźkę.

2k6 na reakcję:
jeśli żaden próg nie zostanie przekroczony, Raphael dostaje w papę, aż mu zęby dzwonią.
przekroczony próg 12 - w trakcie podnoszenia się Kandel łapie go za bluzę, by ponownie zwalić na bruk. Raphael może mieć problem z równowagą.
przekroczony próg 14 - Raphael się podnosi i wyciąga broń, lecz nie ma czasu na wycelowanie. Kandel ma szansę wytrącić mu spluwę z dłoni.
przekroczony próg 17 - Raphael podnosi się, wyciąga broń i nawet ma szansę wycelować, lecz Kandel stoi już na nogach
jeśli wynik jest równy 22 - Raphael stoi z wyciągniętą spluwą, a Kandel wciąż na kolanach.


Ostatnio zmieniony przez Wodzirej dnia Czw Paź 19 2017, 19:57, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Czw Paź 19 2017, 19:40;

13

Nawet nie poczuł tej rozciętej wargi. W przypływie podniesionej adrenaliny i skupieniu na walce ból i krew były tylko gdzieś w podświadomości, zapewne jak będzie po wszystkim i emocje opadną odczuje wszystkie skaleczenia i ból.
Nie udało mu się top co zamierzał, ale tym bardziej jego determinacja by spuścić wpierdol Paulowi wzrosła. Nie miał zamiaru mu pobłażać. Pilnował broni by jej nie wypuścić z rąk i w razie czego mieć możliwość wykorzystać. Póki co chciał użyć ruchu Kendla na swoja korzyść i kiedy ten chwycił go za bluzę i pociągnął, pozwolił mu na to i dołożył do tego swoją ruch by z całej siły przywalić mu głową prosto w nos i jeżeli by mu się to powiodło, uderzyć kolbą pistoletu pozbawiając przytomności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Czw Paź 19 2017, 20:17;

Paul oczami wyobraźni widzial już, jak sprzedaje Bradfordowi kolejny cios. Wyciagnął zakrzywione palce w stronę mężczyzny, jak drapieżny ptak atakujacy swoją ofiarę. Tyle tylko, że w tym momencie pojęcia drapieżnika i ofiary się zacierały. Obaj mieli czym rozszarpywać przeciwnika. Kandel złapał za materiał bluzy i szarpnął mocno, chcąc zwalić policjanta na ziemię. Gdy nie poczuł oporu, już wiedział, co planuje Raphael - chciał wykorzystać nadany mu pęd do ataku. Paul starał się ocenić rodzaj ciosu, po ruchach ciała Bradforda, a potem być może odparować cios.

2k6 na kondycję
jeśli próg 21 zostanie przekroczony, Raphael uderza Kandela głową w nos, rozcinając mu skórę. Krew tryska z obu dziurek. Mężczyzna, mimo bólu, unosi rękę, by sparować uderzenie w skroń, a potem odskoczyć niezdarnie do tyłu i klapnąć na tyłku. Wściekły, zakrwawiony i nabuzowany adrenaliną.
jeśli próg 27 zostanie osiągnięty, Raphael osiąga cel.
jeśli żaden próg nie zostanie przekroczony, Kandelowi udaje się uniknąć ciosu. Obaj mężczyźni lądują na bruku, przy czym Kandel jest na dole. Jego przewagą jest to, że w rękawie miał ukryty sztylet. Teraz, szybkim ruchem palca uruchamia mechanizm i ostrze wysuwa się do dołoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Czw Paź 19 2017, 21:32;

18

Ralphael jak widać co najwyżej mógł popieścić Paula a nie złamać mu nos, kiedy temu zgrabnie udało się uniknąć ciosu. Obydwaj wylądowali w śmieciach zaułku. W tym brudzie i syfie, który Bradford będzie szorował ze cztery godziny pod gorącym prysznicem. Dobrze, że mieli skuteczne szczepionki, bo po takich przytulankach cholera wie jak by kończył.
Zauważył, że Kendel wyjął nóż, więc musiał mu go wytrącić. Miał przewagę będą z góry i mając możliwość by chwycić go za rękę i zmusić do puszczenia ostrza. Nie chciał mieć uszkodzonego swojego idealnego oblicza. Skoro atakował Paula z góry dla zyskania przewagi miał zamiar również wpakować mu kolano w krocze. Z doświadczenia wiedział, że to najskuteczniejszy sposób znokautowania mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Czw Paź 19 2017, 22:35;

Celem Kandela nie była twarz Bradforda, choć może większe rezultaty zostałyby osiągnięte, gdyby groźby dotyczyły facjaty policjanta, a nie jego rodziny czy choćby znajomych. "Narcystyczny dupek!" - wiedząc, że tak ma się sprawa, Paul pewnie takie słowa by wypowiedział. Zamiast tego po prostu splunął krwią, bo jucha z nosa zalewała mu twarz. Czerwone zęby szczerzyły się jak u wściekłego wilka. W oczach dało się wyczytać zajadłość.
Wytrącenie noża nie było łatwe. Kandel skierował ostrze w brzuch Raphaela, napiął mięśnie, licząc, że siłowanie przeciwnika w końcu ustąpi. Tak jak w siłowaniu się na rękę.
Aby przycisnąć Paulowi jaja, Bradford musiał nieco unieść się, by wyprowadzić cios kolanem. To sprawiło, że przeniesiony ciężar ciała osłabił nacisk ramion. Przydupas Bena aż wydał z siebie triumfalne stęknięcie. Nie spodziewał się jednak wysłania jego głosu na wyższe oktawy. Nóż zdążył sięgnąć zaledwie boku policjanta, rozcinając bluzę i zahaczając o ciało. Zabolało. Nic groźnego, pokrwawi, a Bradford będzie miał kolejną bliznę do kolekcji (o ile nie zażyczy sobie jej usunięcia).
Stosunkowa niewielka cena za reakcję Kandela. Wessał w płuca powietrze z takim świstem, jakby chciał pochłonąć cały świat i jakby to miało ukoić ból. Zęby miał nówki sztuki, ale stalowych jąder jeszcze się nie dorobił. Mężczyzna odruchowo złapał się za krocze. Nóż uderzył ze zgrzytem o bruk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Paź 23 2017, 14:33;

Raphael czuł pulsowanie w głowie. To, że Paul oberwał było jednym, ale jego głowa również odczuwała skutki tego ciosu, które póki co ignorował. Nie miał ochoty wylądować na ostrym dyżurze w tutejszym szpitali. Kto raz tam był, wie że lepiej trzymać się od tego miejsca z daleka.
Z ust dzielnego policjanta wyrwał się jęk na wpół wymieszany z przekleństwem. Poczuł jak nóż rozcina jego ciało, ale z tej pozycji nie był w stanie stwierdzić jak głęboka jest rana, ale wilgoć odczuwalna w tym miejscu była wymowna.
Bradford nie tracił jednak czasu na sprawdzanie swojego stanu tylko korzystając z tego, że Paul się zwija z bólu reagował błyskawicznie, przynajmniej na tyle na ile mógł. Chwycił nóż, który upadł na bruk by Kendel nie mógł się do niego dorwać, choć pewnie miał gdzieś ukryte kolejne i kiedy ten obmacywał swe klejnoty, Raphael podniósł się by wycelować w jego głowę broń.
- Spierdalaj i żebym Cię na oczy tutaj nie widział.- wycedził ze spokojem, którego wcale nie czuł. Krew plamiła mu ubrania a do tego przyciągali coraz większą uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Paź 23 2017, 17:58;

Kandel nie musiał być Sherlockiem, by zdawać sobie sprawę, że tę bitwę przegrał. Uderzenie w jaja przesądziło wszystko. Gdzieś przelotnie, otępiały z bólu, pomyślał, że stalowe ochraniacze na jądra to jednak całkiem przydatna rzecz. Zdecydowanie powinien w nią zainwestować.
Podczas, gdy Bradford wstawał, zajmował się nożem i wyciąganiem broni, Kandel starał się opanować ból. Był nawe w stanie podnieść się na ugiętych nogach. Wyciągnięta w jego stronę lufa przyciągała wzrok bardziej niż krocze. Kątem oka dostrzegał ciemną plamę na bluzie policjanta. Może rana była wystarczająco głęboka, by mieć jeszcze szansę? Może nie wszystko stracone? Może...
Paul wyszczerzył zakrwawione zęby.
- Bardzo, kurwa twoja mać, chętnie. - powiedział zduszonym, nieco wyższym niż powinien mieć tonem głosu.
Nie groził, nie mówił, co zamierza zrobić. W tej sytuacji byłoby to wysoce niebezpieczne. Bradford dawał szansę wycofania się, co mężczyzna zamierzał wykorzystać. A potem wrócić. O tak. Takich spraw się nie zostawia. Raphael mógł się tego domyślać, bądź nie. Jakkolwiek by nie było Kandel stęknął.
- Jeśli pozwolisz... - rzucił tylko i odwrócił się, by odejść.
Jedna bitwa, to nie wojna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Paź 23 2017, 20:09;

Raphael przez chwilę czuł naprawdę mocną pokusę by pociągnąć za cyngiel i odstrzelić łeb Paulowi. Wystarczyłby jeden delikatny ruch palca i miałby problem z głowy. Wiedział, że bez większych ceregieli zamiótłby sprawę pod dywan i uniknął kary, bo cóż innego mogłoby wykazać wewnętrzne dochodzenia, jak nie to, że działał w obronie własnej.
Tylko, że wtedy niezbyt różniłby się od Paula i od swojego brata. Być może przydupas Bena nie osiągnąłby tego co zamierzał, ale odniósłby zwycięstwo w zupełnie innej sferze a do tego Raphael nie miał zamiaru dopuścić. Nie po to przeniósł się aż do tej dziury, by jednym impulsywnym zachowaniem wszystko zniszczyć.
Obserwował jak jego przeciwnik podnosi się z gleby i opanował chęć dociśnięcia dłoni do rany na swoim boku i zatamowania krwawienia. Zresztą widział, gdzie powędrował wzrok Paula. Okazanie najmniejszej słabości zapewne spowodowały kolejny atak, chociaż wycelowany w głowę pistolet powinien stanowić wystarczający argument, by odpuścił.
- Już cię tu nie ma. I przekaż Benowi, że ma sam załatwiać swoje sprawy.- Bradford oczywiście liczył się z tym, że jego brat tak łatwo nie odpuści, ale miał nadzieję, że wyplątywanie się z nowych kłopotów zajmie skutecznie na jakiś czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Paź 23 2017, 21:51;

Na pogróżki Bradforda Kandel tylko parsknął z pogardą. Doskonale wiedział dlaczego jeszcze nie dostał kulki. Uważał, że to trochę przykre, bo był w stanie oddać życie za to, żeby to kurwa dręczyło Raphaela jeszcze przez jakiś czas. Może przez całą wieczność? O tak. Życie Kandela było tego warte. Zdecydowanie.
Odwrócił się i zaczął iść wolno, modląc się do nienazwanych bogów, by Bradford pociągnął za spust. Stałby się wtedy jednym z nich. Stałby się, jak jego brat, dzięki czemu cel zostałby osiągnięty.
Jeden krok. Następny. Kolejny. Paul Kandel odchodził w spokoju. Raphael nie mógł tego dostrzec, ale rzezimieszek uśmiechał się szeroko i nawet krew mu słodko smakowała. Żył. A to oznaczało, że wojna się nie skończyła.

Bradford krwawił. Mógł użyć kodeinowych biożeli przyspieszających krzepnięcie. Mógł udać się na pogotowie. Mógł próbować sam się zaszyć... Cokolwiek uważał za słuszne. Jakakolwiek nie byłaby jego decyzja, musiał się z tym uporać.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Nie Lis 26 2017, 12:51;

/początek października

Półtora miesiąca! Był już tu półtora miesiąca, kiedy to minęło?  Sporo się zmieniło. Zdążył dostać dwie prace, nieszczęśliwie się zadurzyć w dziewczynie współlokatora, a dziś podpisał umowę na wynajem swojego M2 i pół! Pierwsze mieszkanie bez współlokatora ! I dziś wpłynęła na konto wypłata. Czuł, że bardzo powoli, ale jednak wychodzi na prostą.
Tak jak codziennie, nieco pod wieczór, trenował. Włożył na siebie przydużą bluzę z komiksowym motywem, zarzucił na głowę kaptur, w uszy włożył słuchawki i biegał. Co jakiś czas zahaczał o boczne uliczki , by wspinać się po drabinach, pokonywać przeszkody  czy krawędzie przeskakując je. W końcu wrócił na jedną z większych uliczek, by złapać oddech i napić się wody.
Dzień jak co dzień. Pozornie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lis 27 2017, 14:38;

Diego był tu raptem od trzech dni. Nie wychylał się, pozostawał w cieniu i tylko się przyglądał. Chciał zobaczyć, jak to miasto funkcjonuje, czego należy się wystrzegać i gdzie nie pojawiać, żeby nie ściągać na siebie niepożądanej uwagi. Mimo, że poruszał się niemal po omacku, musiał sobie jakoś radzić, nie mając innego wyjścia. Cały ten czas był dla niego również istnym sprawdzeniem siły charakteru. Elia była przecież tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, a jednak postanowił się jeszcze nie ujawniać, zduszając w sobie pokusę spotkania po trzech miesiącach. Od prawie siedmiu lat nie zdarzyło się jeszcze, by pozostawała tak długo poza jego zasięgiem. Ponadto kierowanie interesami na taką odległość było zwyczajnie czasochłonne. Musiał ustabilizować swoją sytuację tak, żeby mógł później bez przeszkód wrócić, czego już wyczekiwał z niecierpliwością. Nie znosił Ameryki, jej obywateli, pogody, klimatu, jedzenia... A jednak był tutaj.
I był bardzo niezadowolony.
Choć to na jego wyraźną prośbę Martinez miała tutaj przyjechać, a na kolejną prośbę uwieść Riosa, plotki, które krążyły po mieście doprowadzały go do furii. Gdzieś w jego głowie zakiełkowała myśl, że być może Elia wcale nie była mu tak lojalna, jak sądził. A to byłoby z jej strony niezwykle ryzykowne posunięcie. Musiał brać pod rozwagę taką możliwość, nawet jeżeli aż dławił się żółcią na samą myśl o tym. Nie podobało mu się też, że mieszkała z ów Novakiem, kimkolwiek on by nie był. W każdym razie tego właśnie chciał dowiedzieć się Diego. Zmęczył się przepytywaniem nastolatek i uznał, że to czas zasięgnąć języka tam, gdzie wachlarz informacji może, ale nie musi, być szerszy.
Szemrana dzielnica była do tego doskonałym miejscem, przynajmniej tak uznał. Zamierzał kogoś zaczepić i co tu dużo mówić: po prostu przekupić. Być może w czymś mu to pomoże, a już na pewno w ustaleniu, czy Elia zdążyła się zainteresować jakimiś brudnymi interesami i przede wszystkim, czy ktoś jej w tym przypadkiem nie pomaga. Na przykład rzeczony Felix.
Wieczór spełzł mu jednak na niczym. Nocne życie Rode nie było bynajmniej tak bujne, jak w Buenos Aires, kiedy więc Jorge, który towarzyszył Diego, znalazł w końcu jakiegoś faceta, szybko dotarło do Ramireza, że nic z tego nie będzie. Tym bardziej, że mieli wątpliwe szczęście natrafić na jakiegoś pijaczka, który był praktycznie nieprzytomny i nawet bardzo wyraźnie wymawiane przez Jorge nazwisko Novak, niczego mu nie mówiło. Już mieli się zabierać z tej uliczki, bo nie chciał mieszać w to większej ilości osób, niż to konieczne, gdy jego oczom ukazał się dzielny biegacz, który fatalnie wybrał sobie porę i miejsce na trening. Ramirez niezauważalnie skinął głową Jorge, ale nie ruszył się z miejsca, twarz skrywając pod rondem kapelusza.
Hola. Piękny wieczór na spacer, nieprawdaż? — Zapytał, niemalże uprzejmie, uchylając nakrycia głowy. Czarny, pusty wzrok wbił się w twarz Vincenta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lis 27 2017, 15:00;

Już był w ogródku, już witał się z gąską. Vincent wziął głęboki oddech i zatrzasnął wieczko od bidona, gotów biec dalej, gdy usłyszał za sobą czyjś głos.
Hiszpański. Rany, ale się tu ostatnio imigrantów namnożyło. Co ich ciągnęło do tej dziury? Przecież nie dostaną tu sensownej roboty, do pracy w fabryce trzeba było mieć dobre wykształcenie i w ogóle...
Wyciągnął słuchawki z uszu i odwrócił głowę w kierunku nieznajomego. Zaś jakiś południowiec.
-Tak, cał... - słowa ugrzęzły mu w gardle, gdy do niego dotarło w czyją twarz patrzy. -...kiem, całkiem.
No kurwa, bez jaj.
Nope.
NOPENOPENOPENOPE. On ma to w dupie, on się w to nie miesza, ma głęboko i szeroko ten cały argentyński trójkącik. Uśmiechnął się nieco nerwowo, kiwnął ręką, że on to sobie jednak stąd pójdzie i ruszył przed siebie, przyspieszywszy kroku. Miał wrażenie, że w brzuchu tańcuje mu właśnie bryła lodu.
A co, jak on przez tą całą Martinez, trafi do Felixa i jej babci? Włożył rękę do kieszeni, zaciskając ją na telefonie. Oddech mimowolnie mu przyspieszył, z każdym szybciej stawianym krokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lis 27 2017, 15:45;

Reakcja Vincenta wydała się Ramirezowi co najmniej przesadzona i nieadekwatna do sytuacji, w której się znalazł. Wszakże nie przyłożył mu do głowy gnata. Nie groził nożem. Nawet nie wyglądał podejrzanie, ten cały Diego. Ot, zadał zwykłe pytanie. Dlatego też w umyśle Argentyńczyka pojawiła się dość szalona myśl, że ten dzieciak chyba wie, kogo przed sobą ma. Nigdy nie był typem osoby przewrażliwionej na swoim punkcie, ale zachowanie biegacza było jednoznaczne i wzbudzało nie tylko niepokój, ale i ciekawość. Okazja na rozwiązanie tej tajemnicy w szybkim tempie chciała się zmyć z pola widzenia, ale co innego przykuło uwagę Diego: on sięgał po telefon. To już nie było przywidzenie. I to nie mógł być przypadek.
Zareagował instynktownie. Szybka orientacja w sytuacji pozwoliła mu ustalić, że na ulicy nie ma nikogo więcej. Tylko on, Jorge i rudawy dzieciak, który chyba do teraz nie zdawał sobie sprawy z tego, jak fatalnie trafił. Vincent mógł oczywiście być po prostu jakimś dziwakiem, bojącym się obcych. Może nawet rasistą. Nic nie tłumaczyło jednak natychmiastowej potrzeby wykonania telefonu. I to wymagało sprawdzenia. Bo zakładanie, że chciał natychmiastowo skontaktować się z urzędem emigracyjnym byłoby w tej sytuacji raczej żartem.
Ruszył zatem za chłopakiem, kiwając ręką osłoniętą czarną, skórzaną rękawiczką w stronę Jorge. Szedł szybkim krokiem, ale nie biegł. Nie musiał. I tak go dopadnie, po co więc miał się dodatkowo męczyć pościgiem? Wsunął dłonie do kieszeni płaszcza i przyspieszył tempo, wciąż jednak był daleki od biegu. Poruszał się cicho, choć nie musiał. Edams z pewnością dobrze wiedział, że za nim idzie. I tylko czekał, aż chłopak poderwie się do ucieczki. Zmniejszając dzielący ich dystans i upewniając się, że wokół wciąż nie było żywej duszy, postanowił zatrzymać tę niepotrzebną nikomu komedię.
— Mierzę w twoje plecy z czterdziestki czwórki. Jesteś pewny, że chcesz zobaczyć, jaką zostawia dziurę wylotową przy takiej odległości od lufy? — Zapytał. Nie musiał nawet podnosić głosu. A Vincent mógł empirycznie przekonać się, że Diego nie blefuje. Wystarczyło spojrzeć za siebie. Technologia bardzo poszła do przodu, ale broń wciąż bazowała na tym, co już było. Stąd też gnat, który dzierżył w dłoni, skrytej w specjalnie do tego rozprutej kieszeni płaszcza, był wiernym odwzorowaniem Magnum .44. Powiadają, że klasyka zawsze w cenie. Broń niegdyś używana do polowania na jelenie, duży kaliber. Przy odpowiedniej odległości można było komuś odstrzelić twarz. Na szczęście Vincentowi to nie groziło, bo Diego mierzył w plecy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lis 27 2017, 16:04;

Zareagował zbyt nerwowo. Być może ta kumulacja ostatnich wydarzeń sprawiła, że był zbyt przewrażliwiony. Wpierw ta cała sytuacja z Felixa, spotkanie z Riosem, całonocne poszukiwanie przyjaciela...Zapewne był to jego błąd. Nigdy nie mieszał się świadomie w żadne kłopoty. A teraz wpierdolił się w nie po pas i powoli zaczynał tonąć.
Miał wrażenie, że słyszy szalone bicie swojego serca i urywany oddech. Wiedział, że Ramirez za nim idzie, miał nadzieję, że szybko uda mu się odbić w boczną uliczkę i przeskoczyć przez ogrodzenie. Argentyńczyk był jednak zdecydowanie szybszy i zdawał się przewidywać jego ruchy.
Jak na komendę Edams zatrzymał się, próbując uspokoić oddech. Można by to zrzucić na karb wcześniejszego fizycznego wysiłku, gdyby nie cała ta sytuacja. Dłoń w której zaciskał smartfona już była mokra od potu. Przełknął ślinę i spojrzał na mężczyznę przez ramię. Nie kłamał. To była zdecydowanie duża lufa. Wystarczająca by pozbawić go połowy czaszki przy strzale. odwrócił głowę z powrotem, zaciskając na moment powieki.
Myśl Edams, MYŚL. Uruchom szare komórki, ukończyłeś jedną z bardziej prestiżowych uczelni w kraju!
- Koleś, nie mam pieniędzy. - odpowiedział mu w końcu - Chcesz , to mi sprawdź kieszenie, nie zabieram hajsu na trening
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lis 27 2017, 16:46;

Ramireza nawet nie zdziwiło, że chłopak usłuchał. Nie miał wyjścia. Czy aby na pewno? Życie mogło być mu niemiłym. Ludzie mieli jednak tendencję do nagłej zmiany zdania, gdy ich życie istotnie było zagrożone i sięgania ku tak silnemu instynktowi przetrwania, że byli w stanie dokonać rzeczy, na które normalnie by się nie zdobyli. Mając to na uwadze, Diego postąpił kilka kroków i upewnił się, że Vincent na pewno poczuł lufę na plecach. Na wypadek, gdyby wpadł na jakiś genialny pomysł, który mógłby chcieć wprowadzić w życie. A potem położył mu rękę na ramieniu, w geście, który gdyby nie kontekst, można by uznać za niemal przyjacielski. Klepnął dwa razy.
— Pieniędzy? — Powtórzył, po czym zacmokał i się roześmiał, ale na próżno dopatrywać się w tym śmiechu wesołości. — Nie chcę twoich brudnych pieniędzy, gringo wyjaśnił nonszalancko, mocniej zaciskając rękę na ramieniu chłopaka. Znalazł się właśnie w stalowym uścisku rozczapierzonych palców, które schwytały go niczym sidła rozstawione przez myśliwego w lesie. Zmusił go do odwrotu i cały czas szedł za nim, nie popuszczając chwytu ani o jotę i kierując go do jednego ze ślepych zaułków.
— Telefon — rzucił krótko, wyciągając rękę przed siebie, żeby Vincent widział, czego dokładnie od niego chce. Chłopak mógł sobie pomyśleć, że to telefon chciał mu ukraść, ale nie była to prawda i być może już się tego domyślał. Jeśli istotnie Edams podał mu urządzenie, wsunął je do swojej kieszeni. Natomiast jeśli postanowił stawiać opór, komórkę zabrał Jorge. Mniej uprzejmie, niż zrobiłby to Diego.
— Bo widzisz... — zaczął. W jego głosie wyraźnie było słychać obcy akcent, choć angielszczyznę miał perfekcyjną. Nie żeby przypuszczał, że w tak kiepskim położeniu Vincent będzie kontemplował jego poprawność językową. — ... Mój przyjaciel i ja odnieśliśmy przedziwne wrażenie, że mogłeś we mnie rozpoznać kogoś, kogo znać nie masz prawa. Wyjaśnisz nam to? — Zapytał, wciąż niemal uprzejmym tonem, prowadząc go na sam koniec zaułka. Światło latarni już tam nie docierało, podobnie jak szansa na to, że ktoś zobaczy, co się tutaj wyprawia. Jorge i tak przystanął nieco bliżej kręgu światła docierającego z ulicy, żeby mieć oko na to, czy nie pojawi się ktoś niepożądany.
Postawił Vincenta pod ścianą, ale ręki z ramienia nie zdjął. Zaułek, w którym się znaleźli był o tyle niewdzięczny, że miast zakończyć się siatkowym ogrodzeniem, był tam jedynie lity, gładki mur, po którym ciężko będzie się wspiąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lis 27 2017, 17:38;

Nikt, nigdy wcześniej mu nie groził bronią a tym bardziej nie przystawiał lufy pistoletu do pleców. I zdecydowanie Vincent zaliczał to doświadczenie, jako jedne z najmniej przyjemnych. Nie dziwota, że oddech pana Edamsa, daleki był od spokojnego i miarowego.
No i stracił telefon. Sam go oddał, bo jednak cenniejsze dla niego było jego życie, a nie trochę elektroniki.
- Rozpoznać? - uspokój się Edams, nie panikuj. Nie palnij nic głupiego.
Nie żeby ktokolwiek za Tobą płakał. Rodziny nie miałeś, przyjaciół też nie bardzo, bo nikt się nawet nie odezwał by zapytać co chciał od Ciebie Rios...dziewczyna którą darzysz uczuciem cię friendzonuje i woli Twojego współlokatora...ale jednak to nie był powód, by podejmować durne decyzje.
- Kiedyś podobny koleś mi zwinął portfel i telefon, myślałem, że to znów on - bąknął cicho.
Analizował sytuację. Ucieczka - niemożliwa. Pomoc? - nie ma opcji. Zrobienie hałasu? - samobójstwo. Musiał więc czekać co dalej, mając nadzieję, że Ramirez łyknie haczyk.
- Słuchajcie...może się dogadamy, co ? Nie mam kasy, ale zabiorę tylko kartę z telefonu i go wam zostawię i sobie pójde, okej? - nadal rżnął głupa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lis 27 2017, 19:14;

Diego tak na dobrą sprawę nie potrzebował tego telefonu, ale wolał upewnić się, że Edams nie wezwie pomocy. Nie zamierzał go krzywdzić... Trwale. Chyba, że naprawdę odwali coś, czego oboje mogliby żałować. Wierzył jednak w jego zdrowy rozsądek. Na pokrętne wyjaśnienie chłopaka parsknął gromkim śmiechem, spoglądając na Jorge. Rzucił mu zabrany telefon i wzrokiem wrócił do Edamsa, już bez cienia wesołości. Złapał go za przód koszulki i przygwoździł do murowanej ściany, na tyle mocno, że mogło mu na chwilę braknąć tchu. Pochylił się w jego stronę. Jeśli Edams spojrzał mu w oczy zobaczył czerń tak głęboką, że mógł zacząć się zastanawiać, czy Ramirez w ogóle ma jakiekolwiek tęczówki. Bo wyglądało to tak, jakby jego gałka oczna składała się tylko z białka i źrenicy.
— Albo ktoś tu nie potrafi uczyć się na błędach, albo łże jak pies. Jak na kogoś, komu już raz ukradziono portfel i telefon, coś zbyt ochoczo biegasz po dzielnicy, która nie uchodzi za katalogową — odpowiedział bezbarwnym tonem, ale coś w nim wskazywało na to, że to nie są żarty.
— Dogadamy? — Puścił go na chwilę i nawet poprawił wygnieciony materiał na jego torsie, po czym zrobił ruch, jakby chciał się odsunąć. Westchnął, zupełnie jakby był rozżalony, że się go do tego zmusza. Kiwnął Jorge, żeby chwycił chłopaka, a sam zdjął czarne rękawiczki z dłoni, po czym złożył na pół i schował do kieszeni. Po chwili zdjął również płaszcz, zostając w granatowej, dopasowanej koszuli i kamizelce od garnituru.
— Pozwól, że powiem ci jak będzie — zaczął, upewniając się, że Vincent patrzy mu w oczy i dokładnie widzi, co Diego ma na myśli.
— Powiesz nam prawdę, albo pokażę ci, jak się bawimy w Argentynie. Co ty na to? — Zapytał, podwijając rękawy koszuli, wciąż jednak nie spuszczał uważnego, gadziego wzroku z chłopaka. Co zabawne jego ton nie pobrzmiewał groźbą, czy złością. Był zupełnie neutralny. Zabrał telefon od Jorge i włączył ekran, jakby chciał sprawdzić, która godzina. Tak naprawdę chciał się jedynie przekonać, czy telefon jest zablokowany.
— Mam ci przypomnieć, o co pytam? W twoim wieku skleroza to nie jest powszechna przypadłość — rzekł, po czym sięgnął za pasek. W ręku błysnął mu nóż. Zatrzymał się pół metra od Vincenta i trzymającego go Jorge. Uśmiechnął się i spojrzał znacząco na nóż, a przekręcając go między palcami, jakby nic nie ważył, zwrócił twarz w stronę chłopaka. Był rozbawiony, zupełnie jakby pytał "To jak będzie?".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Pon Lis 27 2017, 21:04;

Na moment zapomniał jak się oddycha, gdy Diego przygwoździł go do ściany. Był silny, zdecydowanie silniejszy od Edamsa, który mógł się wić jak piskorz, ale nic nie wskórać. Samo jego spojrzenie mroziło programiście krew w żyłach. Jego oczy, był niczym okiennice opuszczonego, zrujnowanego domu. Albo jak oczy drapieżnika, gotowego zagryźć.
Telefon szczęśliwie miał blokadę papilarną, plus należało narysować palcem specjalny wzór by go odblokować. Zanim więc Ramirez dobrałby się do zawartości, musiałby się sporo nagimnastykować. W zasadzie nie znalazłby tam obecnie, nic co by mogło mu pomóc.
Iskierka nadziei zatliła się w piersi Vincenta, gdy Diego go puścił, szybko jednak zgasla, gdy Jorge go chwycił od tyłu, blokując mu możliwość poruszania się. Wierzgał się chwilę, ale równie dobrze mógł się siłować z betonowym słupem. Serce tłukło się w piersi chłopaka tak mocno, jakby miało zaraz wyskoczyć.
- Serio nic nie wiem, tylko mi kogoś przypomniałeś, nie mam pojęcia kim jesteś... - wysapał w ostatnich próbach uwolnienia się.
Potem jednak w ruch poszedł nóż. Z każdym kolejnym ruchem Diego, propocjonalnie wzrastała panika Vincenta. Ostatkiem sił próbował się wyrwać i choć nie wyglądał, to pod tymi luźnymi dresami było trochę mięśni, gotowych walczyć. Jorge miał więc nieco utrudnione zadanie, bo Edams okazał się zaskakująco wygimnastykowany.
- Nienienienie...Naprawdę nic nie wiem, to jakaś pomyłka, nikomu nic nie powiem, błagam puśccie mnie! - nikt chyba nie był zdziwiony, że w jego głosie słychać było strach a Jorge musiał się postarać, by go utrzymać. I jak tak dalej pójdzie, ktoś w końcu ich usłyszy i zaalarmuje policję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Ulica  ♦ Wto Lis 28 2017, 17:49;

W tym miejscu na chwilę się zatrzymajmy. Telefon tak naprawdę nie stanowił obiektu zainteresowania Diego sam w sobie. Bynajmniej nie oczekiwał, że odnajdzie tam odpowiedzi na nurtujące go pytania. Edams robił się męczący i żenująco mało przydatny, a jedyne co powinno go w tej sytuacji cieszyć to to, że nie byli w Argentynie. W przeciwnym wypadku już byłby martwy. Vincent jednak nie wiedział, że Ramirez musi pohamowywać swoją rządzę krwi przynajmniej względnie, stąd też miał pełne prawo być nawet bardziej, niż przerażony.
Uwadze Ramireza nie umknęło, że wiercący się jak przynęta na haczyku chłopak, zaczyna się powoli i skrupulatnie wyplątywać ze stalowego uścisku Jorge. W połączeniu z odpowiedziami, które doprawdy nie zmieniły w życiu ich trójki zupełnie niczego, stanowiło to wystarczający powód dla Diego, żeby stracić swoją i tak anielską cierpliwość. Uderzył znienacka, używając do tego pięści, która zaciśnięta na nożu, celnie trafiła prosto w brzuch. Edams mógł nawet odnieść mylne wrażenie, że Argentyńczyk przebił go ostrzem; w każdym razie po tym ciosie odsunął się kawałek, na wypadek, gdyby komuś zebrało się na zwracanie zawartości żołądka, co po takiej sile uderzenia nie byłoby nawet szokujące. Być może chłopak zgiął się wpół, a jeśli tak się stało, Jorge chwycił go nieco pewniej. Sam Diego natomiast ujął go pod brodę i spojrzał na niego beznamiętnie.
— Nudzisz mnie — westchnął, po czym ostrzem noża powiódł mu po twarzy jakby zastanawiał się, czy wyłupić mu oko, odciąć język, a może poderżnąć gardło?
— Oczywiście, że nikomu nic nie powiesz — prychnął, jakby uznał to za oczywiste. — Kiedy z tobą skończymy nawet nie będziesz miał okazji — błysnął w uśmiechu zębami, co mogło znaczyć, że żartował, ale równie dobrze, że cieszy się z tego, co ma nastąpić, a przyjemne to to na pewno nie będzie.
— Miło by się z tobą rozmawiało, gdyby nie to, że tak paskudnie łżesz. Ale dam ci jeszcze jedną szansę, amigo, bo czas ucieka. Zapytam o co innego — stwierdził w końcu. Jeżeli Vincent się wyprostował, lub stał wyprostowany cały czas, pięść Ramireza ponownie wylądowała na miękkim ciele jamy brzusznej chłopaka. Można to było uznać za upewnienie się, że przestanie być tak... Energiczny.
— Znasz Elię Martinez? Jeśli tak, to co wiesz na temat jej znajomości z Felixem Novakiem? — Powiedział w końcu, wciąż bawiąc się od niechcenia nożem i obracając go między palcami. Niezależnie od tego, jakiej odpowiedzi udzielił Vincent, Diego wyszarpał jedną z jego rąk z uścisku Jorge, po czym na siłę posłużył się palcem Edamsa, żeby zdjąć przynajmniej jedno z zabezpieczeń jego telefonu. Jeśli się udało, Diego pewnie bardzo uprzejmie i nie pozostawiając złudzeń co do tego, co stanie się, jeśli Edams nie spełni jego prośby, powiedział, żeby zdjął pozostałe zabezpieczenie w postaci wzoru do wpisania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Lis 29 2017, 07:49;

Pierwszy cios spadł równie niespodziewanie, co... boleśnie. Przez jeden głupi moment Edams myślał, że właśnie został dźgnięty nożem i to koniec jego wesołej drogi przez życie. Szczęśliwie się pomylił, co nie zmieniło faktu, że aż się zgiął w pół i zaczął kaszleć jakby miał zaraz zwymiotować. Do tego też, póki co nie doszło, ale Bogowie, jak było blisko!
A z każdym słowem Ramireza utwierdzał się w przekonaniu, że on nie żartuje. Gdyby nie trzymający go Jorge, nogi by się pod nim ugięły ze strachu. Wiedział, że teraz nikt mu nie pomoże, nawet Charles.
Kolejny cios odebrał mu na dłuższy moment zdolność poprawnego oddychania. Dusząc się i kaszląc, walczył o odrobinę tlenu.
- ... Nie... znam... - wydusił zgodnie z prawdą. Widział ją na oczy raz, nie zamienił ani słowa. Wiedział tyle, że była ex-laską złola , który go właśnie okładał.
- Wynajmuje...u nich...pokój - głos mu się łamał, ale raczej z niemożliwości złapania oddechu niż złamania jego ducha. Lepiej by Diego nie zrobił tego po raz trzeci, bo od nieprzytomnego wiele się nie dowie.
Palec Vincenta znalazł się na ekranie, przez co zabezpieczenie papilarne zostało dezaktywowane, ale ciężko było nakreślić w taki sposób wzór na telefonie, więc Ramirez musiał się uzbroić w cierpliwość. W końcu jednak telefon był do jego dyspozycji.
- Nic więcej nie wiem ... Naprawdę.... - kolana mu drżały z wysiłku

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Lis 29 2017, 18:02;

Diego zaczął przyglądać się Vincentowi co najmniej tak, jakby był jakimś bardzo przykrym odpadkiem, który przykleił mu się do podeszwy drogich butów i za nic w świecie nie chciał się odczepić. Choć próbując odnaleźć jakąś analogię do zaistniałej sytuacji, Ramirez wdepnął w niego raczej celowo. Tylko teraz próbował się drastycznie pozbyć. W czasie gdy Vincent dukał kolejną porcję kłamstw, Diego przeglądał sobie w najlepsze jego telefon, zaczynając od kontaktów, w których oczywiście, czarno na białym, widniał Felix. A zatem mógł już na pewno stwierdzić, że się znają. Ileż Feliksów mogło być w takiej zasranej dziurze, jak ta? Podniósł na chwilę wzrok na dzieciaka i prychnął cichym, szyderczym śmiechem, przenosząc spojrzenie na Jorge.
— I co dalej? — Zapytał dobitnie, w międzyczasie wchodząc w wiadomości tekstowe. — Zależy mi raczej na szczegółach. Wysil się trochę — dodał, ponownie błyskając zębami w uśmiechu nie sięgającym oczu.
Nie interesowało go życie Edamsa; to było oczywiste. Mimo to mógł wywnioskować na pewno kilka rzeczy, choćby na przykład, że coś go łączy z niejaką panną Tayą, z którą wymieniał wiadomości równie namiętnie, co teraz próbował złapać oddech. Ramirez powiększył ikonę zdjęcia kobiety i odwrócił ekran w stronę Vincenta.
— Niezła. Twoja? — Spojrzał na niego znacząco. Nie groził mu, jeszcze nie, ale chłopak mógł się domyślać, że fakt, iż pokazał mu to zdjęcie, nie był zupełnie pozbawiony znaczenia. Rode było małe, a dotarcie do kogoś, wiedząc jak wygląda i znając jego imię nie było tak trudne, jak mogłoby się wydawać. Zwłaszcza, jeśli ten ktoś się nawet nie ukrywał. Ze znudzenia przeleciał wzrokiem ich rozmowę tekstową i tak nie odnajdując innych smsów w telefonie. I już chciał zamknąć aplikację, gdy jego palec zatrzymał się gwałtownie, a na twarz Argentyńczyka wpełzł uśmiech, który bynajmniej nie wskazywał niczego dobrego. Z wiadomości wynikało, że Felix gdzieś im się zgubił. Co prawda kawałek dalej znalazł informację, że się odnalazł, ale sugestia, że ma jakieś kłopoty nie do końca przypadła Diego do gustu. Nie połączył tego ze swoją osobą, nie miałby powodu, nawet jeśli coś podejrzewał. Informacja ta natomiast martwiła go w kontekście Elii. Ramirez byłby też zapewne skonsternowany określaniem Martinez mianem jego eks, choć być może na razie lepiej było, żeby tak myślał.
— Kończy nam się czas, Vincent — westchnął w końcu, upuszczając telefon na ziemię. Cały czas patrzył jednak na Edamsa, jak wąż, który zaraz ukąsi, jeśli tylko ofiara się poruszy.
— Jak na zmartwionego o Felixa kumpla, zadziwiająco mało wiesz o jego relacji z Elią. Czy to nie dziwne? — Zapytał retorycznie. Tak naprawdę miał to głęboko w swojej argentyńskiej dupie. Interesowała go tylko Martinez. Podszedł do Edamsa i przytknął mu ostrze noża do gardła. Nacisnął, a nóż wbił się w ciało, upuszczając kroplę juchy. Wyglądało, jakby miał ciąć dalej. Czekał, czy Edams coś powie. Ramirez odjął narzędzie od chłopaka i z uwagą przyjrzał się posoce.
— Jak wolisz. Zawsze możemy pójść porozmawiać z Tayą. Z pewnością będzie wiedziała więcej na ten temat, kobiety kochają plotkować — powiedział to z taką nonszalancją, jakby naprawdę zamierzał uciąć sobie z dziewczyną Edamsa miłą pogawędkę przy kawie. Tymczasem rozejrzał się po zaułku i podniósł jakiś zaplątany worek, który pałętał się luzem i obijał na wietrze od ściany do ściany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Lis 29 2017, 19:22;

Kurwa. Kurwakurwakurwa ! KURWA MAĆ ! Czemu to stało się tak nagle, dlaczego w tak krótkim czasie od wynalezienia informacji o Ramirezie, ten go spotkał zupełnym przypadkiem w ciemnej uliczce ?! Czemu w ogóle przekazał te informacje Felixowi, czemu w ogóle się w to mieszał ?!
Wiele "czemu" kłębiło się teraz w jego głowie, ale na żadne nie mógł sobie w tej chwili odpowiedzieć.
- Nie wiem nic więcej, widziałem ją na oczy raz, nawet z nią nie zamieniłem słowa. - wydusił do Diego, gdy ten bawił się jego telefonem.
Ujrzał twarz Tayi. Z pewnością nie "jego" Tayi , choć bardzo by tego chciał. Sama myśl, że Ramirez mógłby próbować ją odnaleźć, sprawiła, że żołądek zacisnął mu się niebezpiecznie. Nigdy, przenigdy by nie chciał na nią sprowadzić kłopotów. A gdyby jej się stała przy tym krzywda? Nawet nie chciał myśleć. Nie zniósłby tego. Żyłby z poczuciem winy do końca życia. Ostrze noża, które właśnie nacieło skórę na jego szyi, nie było dla niego tak straszne, jak myśl, że mógłby stracić Crimson. Nawet jeżeli nigdy nie będzie jego.
-Koleś, powiedziałem Ci wszystko! Nie znam jej, była z Felixem na mojej domówce, powiedziałem, że może ją zabrać jak chce, ale nic ich nie łączy!
Nie mógł wyrzucić z głowy myśli, co będzie jak Ramirez znajdzie Tayę, gdy ta będzie sama, bez Theo. Praktycznie słyszał jej rozpaczliwy krzyk w głowie. Zacisnął zęby, spuścił głowę, zaciskając powieki. Strużka krwi popłynęła z małej ranki, plamiąc bluzę krwią.
- Nie rób jej krzywdy, błagam. - głos mu się w końcu załamał.
Nastąpił po tym moment ciszy, przerywany jego urywanym oddechem. Walczył ze sobą. Miał wybrać między lojalnością wobec Felixa, a uczuciem do Tayi i jej bezpieczeństwem. Wybór...był ciężki...ale dość oczywisty i chyba nikogo, łącznie z Novakiem by nie zdziwił.
-Nic ich nie łączy poza przyjaźnią, przyrzekam. Martinez podobno kręci z jednym z tutejszych gliniarzy. - uniósł głowę, z powrotem, patrząc w oczy Ramireza. I Diego mógł być pewien, że Edams mówi prawdę.
- Błagam...powiem Ci co chcesz...- pękł.
Nie złamała go przemoc fizyczna, a strach przed utratą jedynej kobiety, na któej kiedykolwiek mu zależało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Lis 29 2017, 20:37;

Cóż, przypadki chodzą po ludziach. Czasem miłe, a czasem, tak jak w tym przypadku, wręcz zabójczo niemiłe. Z rozbawieniem przyglądał się całej gamie emocji, które odmalowały się na wykrzywionej bólem twarzy Vincenta. Wiedział, że trafił na czuły punkt i to było dokładnie to, czego oczekiwał. Postępował tak z każdym na swojej drodze. Każdy kogoś lub coś kochał. Wszyscy bezmyślnie szastali słowem "kochać"  na prawo i lewo, ale co ono właściwie oznaczało? Nieistotne. Grunt, że każdy miał coś, czego rozpaczliwie nie chciał stracić i był gotów za to zginąć.
Słuchał Vincenta, bawiąc się znalezioną plastikową reklamówką i owijając ją sobie wokół palca, odezwał się w końcu, wciąż z zupełnym spokojem.
— Przyjaźnią — powtórzył, po czym wydał z siebie nieokreślony pomruk.
— Powiedz mi więcej o tym całym Felixie. — Sam nie wiedział, jak się czuje z taką informacją. Na pewno nie był zadowolony, nawet jeśli tego w żaden sposób nie okazał. Za to omal nie przewrócił oczyma, gdy padła informacja na temat Elii kręcącej z gliniarzem. Tak, o tym akurat wiedział dużo więcej, niżby sobie życzył. Teraz bardzo żałował swojej decyzji, ale nie mógł jej cofnąć. Oby tylko nie pożałował jej bardziej.
Mógł się spodziewać, że tak będzie, biorąc pod uwagę, jaka jest Elia. W tym gównianym świecie obrała sobie za cel zbawianie tych, którym jest źle. Najprostszym sposobem na zwrócenie na siebie jej uwagi, było cierpienie.
— Co z tym gliniarzem? — Zapytał po chwili. Lubił myśleć, że Martinez postępowała zgodnie z planem, ale miał świadomość, że coś mogło ulec zmianie. Nawet jeżeli taka myśl napawała go furią w czystej postaci, skoro Edams zrobił się nagle gadatliwy i poszedł po rozum do głowy, postanowił podpytać jeszcze o rzeczy, o które początkowo nie zamierzał w ogóle zahaczać. Diego się zastanawiał. Chciał zyskać przewagę przed spotkaniem się z Elią, ale wyglądało na to, że to trudniejsze niż przypuszczał i będzie to musiał załatwić tak, jak planował od początku, a zatem po prostu porozmawiać z nią osobiście.
Teraz jednak ponownie skupił się na Edamsie.
— Dlaczego miałbym ją krzywdzić? Nie jestem taki — rzekł, szczerząc zęby w drwiącym uśmiechu.  — Nieprawdaż? Właśnie dlatego, jeżeli ktoś zapyta, co ci się stało, odpowiesz, że napadł cię jakiś typ, który chciał ci zakosić portfel — powiedział, bez najmniejszego drgnięcia powieki, patrząc Vincentowi w oczy.
— A już na pewno nie poinformujesz policji, Felixa, Elii... Kogokolwiek, o naszym małym, jak wy to gringos mówicie... Tête-à-tête. A jeśli przypadkiem okaże się, że jednak to zrobiłeś, pofatyguję się osobiście. Nie do ciebie — przerwał na chwilę, żeby się uśmiechnąć i pokręcić głową. — Tylko do Tayi. Może nawet wytnę jej na ciele nożem twoje imię, żeby dobrze wiedziała, dlaczego ją to spotyka? — Udał przez chwilę, że się zastanawia, po czym poklepał go po twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Lis 29 2017, 21:01;

Reklamówka owijana wokół Ramierozwego palca podpowiadała mu, że to może skończyć się bardzo źle. Na przykład z tą reklamówką, zaciśniętą ciasno wokół jego głowy. Wolał jednak grać na zwłokę i odsuwać niebezpieczeństwo od pani Crimson.
- Felix...nie wiem co się z nim działo, nie było mnie sześć lat w mieście, studiowałem w Nowym Jorku i kontakt się urwał. Robi chyba na stacji beznynowej - oddech się już mu w miarę ustabilizował po ciosach pięścią, ale i tak był zdenerwowany - Przyjaźniliśmy się za szczeniaka, trzymaliśmy we wspólnej grupie znajomych. Naprawdę w porządku koleś. - naprawdę nie wiedział za wiele. Dopiero sie na nowo aklimatyzował.
Nie powiedział chyba niczego, co mogłoby wpędzić Felka w kłopoty. W każdym razie nie większe, niż te, które ma przez Martinez.
Było mu niedobrze i od ciosów w brzuch i z samych nerwów. Dawno nie był tak przerażony, jak w chwili obecnej. Sytuacja z zakupów w Filadelfii to było nic, przy tym co czuł teraz. Jego twarz drżała w grymasie.
- Słyszałem tylko z plotek. Ponoć sypia z Riosem, ale informacje z plotek w tym mieście, trzeba podzielić przez dziesięć - wziął głęboki wdech nosem, by zwalczyć mdłości.
Patrzył mu w oczy, tak bardzo różne od jego. Puste, zimne, pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. Edams miał wrażenie, że chyba mu już ścieło krew w żyłach.
- Nikogo... - wychrypiał kręcąc przecząco głową - Tylko ją zostaw w spokoju... - skrzywił się, gdy Diego poklepał go po twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Lis 29 2017, 21:37;

Słuchał, co ciekawego ma do powiedzenia Vincent, choć w myślach już sobie wszystko kalkulował. Nie bardzo obchodziły go wybrane fragmenty z życiorysu Edamsa, zresztą, sam Felix gdyby nie kontekst Elii, też nie interesowałby go bardziej, niż przeżuta guma przyklejona do ściany za Jorge. Zamyślił się na chwilę, wyłapując jedynie strzępy. W porządku koleś, coś tam, coś tam... Mógł być nawet pieprzoną matką Teresą z Kalkuty. Jeżeli chociażby palcem tknął Martinez, to już w gestii Diego będzie, żeby za to odpowiedział. Elia należała do niego.
Zazgrzytał zębami mimowolnie, bo choć wiedział, po co ją tutaj przysłał, usłyszenie tego z ust obcej osoby, rozzłościło go nie na żarty, co zresztą odmalowało się też na jego twarzy. Sytuacji nie zmieniło nawet to, że Vincent wspomniał o plotkach, dzielonych przez dziesięć. Chyba liczył po cichu na to, że Rios się nie nabierze na ten podstęp, ale z drugiej strony, kto by się nie nabrał?
Nie miał już więcej pytań, jedynie analizował sytuację. Włożył na powrót rękawiczki, cały czas nie spuszczając jednak oka z Vincenta, co mogło dać wrażenie, że tak naprawdę zastanawia się, co zrobić z nim.
— Miło się rozmawiało, amigo. Powiedziałbym, że do zobaczenia, ale coś mi podpowiada, że jeśli spotkamy się następnym razem, to może skończyć się dla ciebie znacznie gorzej, niż dzisiaj — powiedział, uśmiechając się. Jorge wciąż jednak Edamsa nie puszczał. Chłopak musiał wiedzieć, że miał dzisiaj sporo szczęścia, bo zazwyczaj takie akcje kończyły się znacznie, znacznie gorzej.
Kiedy już się wydawało, że jest po wszystkim, kryzys zażegnany, a Vincent zostanie puszczony wolno, Diego znienacka jednak zrobił użytek z trzymanej reklamówki. Tak żeby chłopak zapamiętał sobie, że nie grzebie się tam, gdzie nie powinno się grzebać. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a Edams mógł się poczuć, jakby właśnie się w takim znalazł. Każdy oddech, który próbował zaczerpnąć, kończył się zassaniem wszędobylskiej folii. Ramirez wiedział jednak dokładnie, co robi, a choć namacalnie czuł wzbierającą w nim furię i rządzę doprowadzenia tego do końca, wiedział, że narobi tym sobie tylko problemów. Poza tym obiecał. A sporo można było mu zarzucić, tylko nie łamanie obietnic.
Kiedy wyczuł, że Vincent słabnie i jest na granicy utraty przytomności, gwałtownym ruchem szarpnął za reklamówkę i zdjął ją z jego głowy. Jorge puścił chłopaka, a Diego założył płaszcz, kapelusz i sprawnym, choć nie pospiesznym krokiem, wyszli z uliczki. Po drodze nie omieszkał nadepnąć na ekran telefonu, przypadkiem lub nie, tak niefortunnie, że ekran się rozbił, a bebechy aparatu rozbryznęły się na boki.
— Jorge, nie masz przypadkiem ochoty na hot-doga ze stacji benzynowej? — Zapytał, już po hiszpańsku, kiedy wyszli na ulicę.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sro Lis 29 2017, 22:07;

Obserwował z rosnącym niepokojem całą gamę emocji, na twarzy arhentyńczyka. Od wściekłości, po rozbawienie. Było to zwyczajnie przerażające, bo nie miał pojęcia, czego się spodziewać. Czy ujdzie z życiem, czy skoro już napastnik wiedział co chciał, strzeli mu w łeb? Spełniła się jednak jego przepowiednia i obecnie największy lęk. Po jakże uprzejmym pożegnaniu z Diego Ramirezem, reklamówka wylądowała na jego głowie.
To było...straszne. Tlen szybko się skończył i każda próba oddechu powodowała przylepienie folii do jego nosa, powiek, ust, co z kolei wywoływało napadowy kaszel i rosnące uczucie paniki. Nie mógł pomóc sobie rękoma, bo Jorge tym razem trzymał go znacznie mocniej. Pojawił się rozrywający ból w płucach, zawroty głowy, usta siniały, obraz się zamazywał a świadomość powoli odpływała. Osuwał się powoli w ciemność, gdy nagły dopływ tlenu, uratował go przed najgorszym. Opadł na ziemię, kaszląc i chwytając rozplaczliwie powietrze. Diego i Jorge zniknęli w ciemnościach.
VIncent leżał dobre kilka minut, drżąc na całym ciele jak w gorączce. Dopiero gdy adrenalina zaczęła opadać, zaczął czuć miejsce dwukrotnego spotkania z pięścią argentyńczyka i pieczenie w okolicach szyi. Gdy względnie się uspokoił, usiadł na ziemii i sięgnął po telefon, a raczej to co z niego zostało. Drżącymi dłońmi wpakował zwłoki smartfona do kieszeni, upewniając się, że jest tam karta SIM. Wstał i nieco chwiejnie ruszył do domu
Ja pierdolę. Kurwa mać !

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Ulica  ♦ Sob Kwi 28 2018, 17:57;

/Po kościele

Pomyśleć można byłoby, że wszystkie ciężkie grzechy oraz pomniejsze winy Bucketa zostały zmazane za sprawą ostatniej wizyty w kościele, gdzie to równie tajemniczy, co rezolutny klecha wyłożył mu w dość rewolucyjny, jak na Rode sposób, podstawowe prawdy dotyczące wiary oraz miłowania swych bliźnich. Przyznać musiał Charles, iż było to bliskie jego sercu. Niemal tak samo bliskie, jak wspomnienie rozlewającego się po przełyku przyjemnego ciepełka. Pierwszy łyk gorzałki wszak miał już dziś za sobą. Może to ją właśnie powinien podejrzewać o podły nastrój, jaki wciąż go nie opuszczał?
Bo w istocie, tak właśnie było. Wyspowiadał się był ze wszystkich grzeszków, które to przez rok przerwy od uskuteczniania chrześcijaństwa zabrudziły jego sumienie, obsmarował babcię, a nawet całe kółko... Jednak, czy z tego to właśnie powodu czuł się nadal tak, jakby o czymś zapomniał?
Z takich rozważań pełną głową, mijał kolejną rodeńską ulicę. Gdzieś nieopodal jakiś pies (Charles miał nadzieję, że to był pies) postanowił zaspokoić fizjologiczną potrzebę. Jeszcze jedna przecznica i znajdzie się w swoim ukochanym warsztacie, gdzie przemyśli fakt, dlaczego za swoją paskudną listę grzeszków nie otrzymał żadnej pokuty!
Na razie człapał krok za krokiem, ubijając nieco stopami niechlujnie odśnieżoną ulicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 28
Ekwipunek podręczny: dziecko w brzuchu

Pisanie Re: Ulica  ♦ Wto Maj 01 2018, 21:42;

Długo nie roztrząsała w pamięci spotkania z Elią, koleżanką Leonela. Domyśliła się, w czym może leżeć problem, ale nie drążyła z Riosem tematu uznawszy, że jeśli będzie chciał, to sam go poruszy. Któregoś ranka zabrakło kawy, a i nie miała składników do obiadu, który chciała przygotować. Przyznać trzeba, że odkąd policjant z nią mieszkał, jadał naprawdę nieźle. Może nawet mu się odrobinę przytyło?
W przeciwieństwie do Bucketa nawet nie przeszła obok kościoła, nie czując najmniejszej potrzeby na rozmowę z Bogiem. Spotykała się z nim w niedziele. Poznała w szanownym przybytku kilka osób, w tym parę członkiń kółka różańcowego. Dowiedziała się też w końcu kim jest słynna Konstancja, o której to tyle kobieciny mówiły. Marchantowa zaproponowała jej przejażdżkę na hulajnodze, ale uprzejmie podziękowała. Lepiej, żeby w swoim stanie nie fiknęła koziołka. Jak już urodzi, będzie mogła sobie jeździć do woli i następnym razem pojadą gdzieś razem.
Dotarła do Północnej dzielnicy. Pamiętała, że znajdowała się tam niewielka kawiarenka, w której mieli całkiem niczego sobie kawę. Może herbatę będą mieli równie dobrą? Niosąc niewielkie zakupy ostrożnie stąpała po chodniku. W głowie powtarzała kolejne przekleństwa. Na litość boską, przez ten brzuch nie widzę co mam pod nogami!
Oboje zapewne patrzyli w dół nie chcąc się na niczym poślizgnąć, toteż wędrując przecinającymi się uliczkami - wpadli na siebie!
- O mój Boże! - zachwiała się, ale utrzymała równowagę. Podobnie jak i siatkę z paczką ryżu i kurczakiem.

_________________
Stara miłość nie rdzewieje
tylko przysparza wiele kłopotów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t458-juanita-vargas#9071
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Ulica  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Similar topics

-
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica
» Ulica czerwonych latarni
» Główna ulica
» Ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnica Północna-