Share|

Speluna "Pechowiec"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Speluna "Pechowiec"  ♦ Czw 20 Lip 2017, 08:09;

First topic message reminder :




SPELUNA „PECHOWIEC”


Wiecznie skrzypiące drzwi są pierwszym punktem charakterystycznym tego miejsca, poza wystrojem, obsługą oraz – oczywiście – klientelą. Proste krzesła stojące przy równie prostym barze, za którym zazwyczaj można spotkać barmana o imieniu Jim, podającego klientom podłe alkohole. W pracy wspomaga go zwykle kelner – Brice, obsługujący gości przy nielicznych, okrągłych stolikach po drugiej stronie lokalu. Jedno z krzeseł tam stojących ma poluzowaną śrubę, w efekcie czego chyboce się na wszystkie strony przy najmniejszym ruchu. Legenda głosi, że to od czasu tego feralnego krzesła, speluna nosi taką, a nie inną nazwę. Równie skrzypiącą jak drzwi podłogę speluny nieustannie zamiata niezastąpiony sprzątacz imieniem Chester. Renomę lokalu dopełnia fakt odbywających się tam regularnie walk na pięści. W ten sposób część mieszkańców usiłuje spłacić swoje długi, czy dorobić trochę grosza.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 19
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Wto 30 Sty 2018, 09:26;

Wyłożywszy karty na stół, Lance mógł tylko obserwować reakcję Silvera. Człowieka, z którego twarzy niekoniecznie dało się cokolwiek wyczytać, jeśli tego nie chciał. Tym bardziej, że tę chwilę ciszy zakłóciło pojawienie się jednego z ludzi Silvera. A przynajmniej Lance zakładał, że tym właśnie był człowiek, który wyłonił się zza drzwi do piwnicy, czy też schowka. Obrócił papierosa w palcach i zaciągnął się nim głęboko. Nikotyna przyjemnie koiła nerwy.
- Ta - mruknął w odpowiedzi. Nie było teraz istotne w co wierzył w trakcie stosunku. Z tabletkami czy bez i tak powinien używać gumek. A teraz dziecko było w drodze. Jeszcze.
- Ashley Mason - odpowiedział, nie widząc powodów by okrywać jej tożsamość. Prędzej czy później i tak musiałby mu powiedzieć, choć wątpił, że Silver w jakikolwiek sposób ją kojarzył.
Zwrócił uwagę na zranione knykcie mężczyzny, ale nie skomentował tego. Komukolwiek Silver obił mordę nie leżało w jego interesie. O ile oczywiście nie była to jego twarz, wtedy jak najbardziej.
- Niezależnie od tego za kogo cię mam, nie chcę nikogo zabijać - sprecyzował. - Wystarczy pobić dziewczynę, a problem rozwiąże się sam - dodał, mówiąc oczywiście o odrzuceniu płodu, na który tak liczył. Z kominiarką na głowie sam mógłby się tym zająć, ale po pierwsze nie wiedział, czy naprawdę byłby w stanie samemu wykonać coś tak okropnego, a po drugie zawsze istniała szansa, że jakiś trop w końcu poprowadzi do niego, że Ashely go rozpozna, albo ktoś ich nakryje.
- To jak? Dobijemy targu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t249-lancelot-mcdonald
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Nie 04 Lut 2018, 16:28;

- Ashley Mason... - powtórzył za McDonaldem jak echo. Kojarzył ją, choć wcale nie doskonale. Dobrze jednak wiedział, że to bachor Masona. Co za zjebana rodzina, pomyślał o nich ciepło. Jedna smarkula zadłużona, druga zaciążona a ojciec zamierzał prać się podczas organizowanych przez Silvera wieczorków dżentelmeńskich w piwnicy. Nie ukrywał jednak, był ciekaw ile Marilyn wytrzyma. Nie był już młody, a i dochodziło wyniszczenie nałogiem. Że też nie udało mu się wmusić w niego całej butelki wódki. Uparty sukinkot.
Przyglądał się McDonaldowi w milczeniu. Smarkacz miał problem, w dodatku za rozwiązanie którego zabrał się dość późno. Nie powinien być tym zdziwiony, chłopak miał twarz nie bardzo skalaną myśleniem.
- Widzę, że wszystko sobie zaplanowałeś - odezwał się w końcu. Przyszło mu do głowy kilka pomysłów, o żadnym jednak nie zamierzał mu wspominać. Przynajmniej nie teraz. - Niech będzie. Nie mogę ci jednak obiecać, że wszystko się uda. Bez względu na to, będziesz musiał to odpracować. Zrzucasz na moje barki naprawdę spory ciężar! - uśmiechnął się rozkładając ramiona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 19
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 07 Lut 2018, 15:46;

Nachylał się na krześle, oczekując odpowiedzi Silvera. Gdy ją wreszcie usłyszał odchylił się do tyłu jakby rozluźniony. A jednocześnie gdzieś tam wewnętrznie poczuł, że ściska go w żołądku. Może dopiero teraz uświadomił sobie co naprawdę zrobił? Kogo nasłał na niewinną dziewczynę. Ale, ale! - odezwała się zaraz druga strona jego sumienia. Przecież tak będzie dla wszystkich lepiej. Dla niego, dla niej, dla Summer. Bo jak miałby wyglądać ich związek, gdyby miał dziecko z jej najlepszą przyjaciółką? Nie, to nie mogło się udać. Robił to dla dobra wszystkich. Kiwnął głową i podniósł tyłek z krzesła.
- Dzięki, Silver. Nie pożałujesz. - odezwał się.
A potem opuścił nie tylko zaplecze, ale i Pechowca. Postanowił się przejść. Odreagować wewnętrznie. Pomyśleć...

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t249-lancelot-mcdonald
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 07 Lut 2018, 16:20;

    | Pierwsza połowa stycznia

Powrót w lodem i śniegiem plujące obecnie Rode, był dla Diego średnio przyjemny. Nie chciał tu wcale wracać, mimo planów, które wiązał nie tyle z samym miastem, co lasami je otaczającymi. Sęk w tym, że o ile spędzili mile czas w Hawanie, tak nadto zdawał sobie sprawę, że ktoś się z Elią będzie chciał skontaktować, kiedy tylko wrócą. Zamierzał nieco więcej uwagi poświęcić temu, co Martinez robiła. Ale wszystko po kolei.
Dotarcie do Silvera, który rzekomo trzymał miasto w szachu, nie było tak trudne, jak mogłoby się wydawać osobie, która w mieście jest nowa. Ramirez rozsiał witki, choć nie w sposób oczywisty. Posłańcem był Alejandro; nie rzucał się w oczy, ot, imigrant jakich wielu, chcący się dorobić szybko i małym nakładem pracy. Prędko zasłyszał nazwisko "Silver", a i sama Elia mu na temat Srebrnego Pana wspominała to i owo. Nie żeby Diego był taki pierwszy do układania się z kimkolwiek. Czasem nie było jednak wyboru, a Diego nie był na tyle niepoważny by sądzić, że włażenie z buciorami w cudze w interesy ujdzie mu na sucho, nawet jeżeli to taka dziura, jak Rode. Ramirez nie miał w zwyczaju nikogo lekceważyć. I rzecz nawet nie do końca dotyczyła interesów jako takich, bo tych miał aż nadto. Po prostu chciał działać w spokoju i robić swoje. Zabrać to, co do niego należało, uspokoić tego i owego osobnika, a potem zniknąć i nie wracać więcej.
W Pechowcu pojawił się z Jorge stosunkowo późno. Nie miał głębszych przemyśleń odnośnie standardu lokalu, bo i nie spodziewał się nowoczesnego klubu. Nie tutaj. Ramirez nie należał do pretensjonalnych osób; miał głęboko w swoim latynoskim tyłku, czy to remiza strażacka, czy największa dziura w Rode. Tylko właściciel i to, co mógł mu zaoferować, obecnie go interesowało.
Podszedł do baru i rozejrzał się, wbijając wzrok w barmana. Diego nie prezentował się jakoś wyjątkowo wyszukanie, chociaż mógł przyciągać wzrok, bo mimo wszystko nie wyglądał też na przeciętnego klienta tej rudery.
— Macie tequilę? — Zapytał. Jeśli odpowiedź była twierdząca, zamówił po kieliszku dla siebie i towarzysza, które bez zwłoki i drgnięcia powieki opróżnili. Trunek był z pewnością podłej jakości, ale nie wyglądali na kogoś, kto się tym bardzo przejął. Nie mieli wygórowanych oczekiwań. Jeśli żadnej tequili nie sposób było uświadczyć, przeszedł od razu do meritum.
— Chcę się zobaczyć z szefem — zwrócił się do barmana neutralnym tonem, odstawiając kieliszek na blat i wbijając w niego naglące, puste spojrzenie. Mimo to nie brzmiało to roszczeniowo, albo podejrzanie
Nie wiedział, czego się spodziewać. Równie dobrze mógł tu dostać w zęby i nie byłby tym pewnie bardzo zszokowany. Nigdy nie hołdował przekonaniu, że poza Buenos Aires jest kimś więcej, niż kolejnym jebanym meksykańcem, zwłaszcza z perspektywy mieszkańców takich dziur jak Rode. Pytanie tylko, czy się przejmował, bo odpowiedź była prosta i oczywista - ani trochę.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sob 10 Lut 2018, 09:28;

Silver nie oceniał zachowania McDonalda. No, może trochę. Smarkacz wydawał się albo nie mieć skrupułów, albo kompletnie nie wiedział co tak naprawdę robi. Postanowił jednak spełnić jego wolę. Żeby wiedział, że należy uważać, czego sobie życzymy.
- Niedługo się do ciebie odezwę. Wykonasz dla mnie pewien drobiazg. Tak na początek - zgasił papieros w szklanej popielniczce i powiódł spojrzeniem za wychodzącym dzieciakiem.

Święta John Silver spędził w atmosferze rodzinnej. To właśnie w tym czasie pomyślał, że przyda mu się od McDonalda jeszcze jedna rzecz. Wszystko dzięki żonie, której pękła warga przy spotkaniu z jego pięścią. Tyle tej swojej lubej zawdzięczał. Dobry nastrój nie opuszczał go także i w Nowy Rok, jak i później.

Przy barze stał Jim. Postawny mężczyzna o dłuższych włosach związanych w kitkę z tyłu głowy. Łypnął na Ramireza, potem na jego kompana, Jorge. Nie byli stałymi klientami, których Pechowiec - jakby nie było- miał sporo, więc przykuli jego uwagę. Skinął na potwierdzenie i nalał im dwa kieliszki tequili. Parszywej jakości, bo głównie taki alkohol można było tu dostać.
- Nie potrzebujemy pracowników - odparł odkładając szklankę, którą zaczął chwilę temu czyścić. - Chyba, że masz jakieś obiekcje co do obsługi? - uniósł nieco podbródek. Mierzyli się tak przez dłuższą chwilę spojrzeniami aż Jim skinął ręką na sprzątającego jeden z kątów Brice'a. Ten udał się na zaplecze. Ramirez mógł być jednak pewien, że póki nie poda powodu spotkania, nigdzie nie wejdzie.
Plotki o Diego Silver słyszał, ale nie skojarzył ich z tą konkretną osobą. Jakiś tam brat suki Riosa to było jedno, a brudas chcący się z nim zobaczyć to drugie, teoretycznie zupełnie ze sobą nie powiązane. "Jakiś Latynos chce z tobą gadać" niewiele znaczyło nie dawało się z niczym powiązać.
- Dowiedz się, czego chcą. Jak im gorzała nie smakuje, to niech spierdalają - rzucił do Brice'a. Sięgnął po jabłko leżące na blacie stołu i wyciągnął z kieszeni nóż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Pon 12 Lut 2018, 15:58;

Diego nie wydawał się specjalnie zrażony, ani parszywym alkoholem, ani powitaniem, za które w normalnych warunkach Jim dostałby w zęby. Był zbyt rozsądny, żeby się panoszyć po cudzym terenie, w każdym razie - na razie. Nie wiedział bowiem jeszcze, na ile skuteczna jest lokalna policja. Oczywiście skuteczna w wyłapywaniu przestępczości, nie posuwaniu cudzych kobiet, bo z tym drugim wydawało się, że radzą sobie jebańce koncertowo. Wciąż jeszcze był wściekły z powodu tego wszystkiego, mimo że rzekomo wszystko rozeszło się po kościach. Cóż, Diego jeszcze nie wie, jak bardzo się nie rozeszło.
— Skądże. Dopóki nie plujesz mi do tequili, nie mam uwag — machnął lekceważąco ręką, odwzajemniając spojrzenie barmana. W jego oczach była tylko pustka, być może czaiło się tam też zapewnienie, że to nie są żarty i nie przyszedł się tutaj wydurniać. W każdym razie ciężko byłoby się tam doszukiwać strachu, czy jakiejkolwiek negatywnej emocji. Jednocześnie coś w postawie Diego zdawało się sugerować, że nie jest pierwszym lepszym brudasem, który przyjechał tu szukać roboty, choć takie niuanse mogły Jimowi umykać i Ramirez by się wcale za to na niego nie pogniewał.
— Pracowników? — Roześmiał się nisko, błyskając zębami. To nie był zbyt wesoły śmiech. — Żeby być potem posądzonym o podbieranie pracy miejscowym? — Pokręcił lekko głową. Jim na pewno doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie kontrowersje wywołałoby podobne posunięcie akurat w tego typu lokalu.
— Mam dla niego ofertę, która go zainteresuje. A nawet jeśli nie zainteresuje, to mu się na pewno opłaci — rzucił krótko, rozsiadając się na niewygodnym, barowym stołku swobodniej. Zaczął obracać bezwiednie kieliszek w ręku, a jego uwadze nie umknął mężczyzna znikający na zapleczu. Nie chciał rozwlekać się na temat celu wizyty przy tylu świadkach; im więcej osób wiedziało o czymkolwiek, tym słabsza robiła się jego przykrywka, choć spod tej akurat wychodzić nie zamierzał, bo dawała mu względną anonimowość. Bycie bratem Elii wydawało się najbezpieczniejszą opcją. Nawet tutaj, dzisiaj, nie zamierzał udawać kogokolwiek ponadto, choć wierzył w inteligencję Johna i to, że nie da się tak łatwo zwieść. W grę wchodziły zbyt duże pieniądze.
Diego domyślał się, że to wszystko nie będzie proste. To już nawet nie kwestia zdobycia zaufania, bo o to trudno, a zwyczajnej wiary w to, że jego oferta jest poważna i nie jest podstawionym gliniarzem. Ramirez chciał informacji, chciał wiedzieć, jak sprawy się tutaj mają. Przyzwyczajony do wielkiego miasta nie wiedział, jak postępować w małym. Nie wiedział, jakie lokalne opryszki mają stosunki z policją. W Buenos wszystkich dało się przekupić, a tutaj? Z drugiej strony pozostawała kwestia zweryfikowania ewentualnych informacji. Nic nie było pewne. Zdradzenie za dużo również nie wchodziło w grę.
— Polej jeszcze kolejkę, zanim twój amigo wróci — rzucił do barmana, mając oczywiście na myśli tego, który zniknął gdzieś w przepastnych korytarzach zaplecza. Ohydny smak alkoholu był chyba w gruncie rzeczy otrzeźwiający i przypominał mu, po co tu jest. I dlaczego.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Wto 20 Lut 2018, 17:23;

Policja jak to policja. Silver musiał przyznać sam przed sobą, że niedawno te cholerne kundle zrobiły mu dzień. Za punkt honoru obieca sobie przesłać im karton pączków. Niech dostawca położy go prosto na biurko Riosa. Leniwy pies zasłużył na nagrodę. Mimo tej opieszałości w śledztwie Silver zaprzestał tymczasowo działań związanych z fabryką. Nie zamierzał się podstawiać.
Jim nie odpowiedział. Uśmiechnął się jedynie zdawkowo jednak Diego mógłby przysiąc, że barman gdyby miał powód i sposobność, niechybnie by mu do tego kieliszka napluł. Jego uwadze nie umknęło spojrzenie Latynosa. Wywnioskować po nim mógł jednak jedynie, że być może mylił się w szybkiej ocenie klienta.
- Zobaczymy, kolego. Zobaczymy - uniósł nieco podbródek. Nie zaczepnie, ale jednocześnie sugerując nieco, że to on jest u siebie. Jimowi można było zarzucić wiele rzeczy, łącznie z posiadaniem sporego pecha. Swoją robotę wykonywał za to dobrze, sprawnie i całkiem szybko.
Po chwili wrócił Brice. Skinął Jimowi głową i wrócił do swoich obowiązków. Barman sięgnął po butelkę i wlał Ramirezowi oraz jego towarzyszowi kolejną kolejkę tequili.
- Na koszt właściciela - rzucił. Hasło to otwierało im drzwi na zaplecze, gdzie chwilę później zostali wpuszczeni.
Papierosowa dymna poświata uderzyła w ich twarze. Korytarzyk prowadzący na zaplecze spowity był szarawą mgiełką co jasno mówiło - tu się sporo pali. Podłe, niewielkie światełko oświetlało drogę, w pomieszczeniu nie było żadnych okien. Szybko trafili we właściwe miejsce. Obdrapane ściany i skromne umeblowanie. Zapewne gabinet szefa. Silvera zastali przy obskurnym stoliku. Ostrzem noża dłubał coś przy palcach, zapewne wyciągał coś spod paznokcia. Za jego plecami znajdowały się jeszcze jedne drzwi. Podniósł głowę gdy tylko weszli (chyba, że Diego wszedł sam, wtedy liczba pojedyncza).
- Szanowni panowie chcieli się ze mną widzieć? - zapytał, a Ramirez nie mógł nie pomyśleć, że w jego głosie kryje się nuta kpiny. Słusznie przypuszczał, że może nie być łatwo. Właściciel Pechowca z góry przyjął założenie, że mogą być jakimiś brazylijskimi psami. Że może zbyt szybko ucieszył się z nieudolności i lenistwa Riosa. Że ściągnął tu jakiś pierdolony, latynoski Interpol. Z drugiej strony, zasraniec i isaurojebca* nie miał wystarczających dowodów by ściągnąć tu choćby pogotowie gazowe. Mimo wszystko wolał podmuchać na zimne.  Obrócił w dłoni nóż. Sprzęt nie byle jaki, solidny, wojskowy. Wolną dłonią wskazał wolne krzesła.


*Silver lubi seriale i doskonale wie, kim jest Isaura.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 21 Lut 2018, 09:23;

Silver pewnie po prostu nie wiedział, że Rios miał na głowie sporo innych spraw, a najwyraźniej uznając je za priorytetowe, tak a nie inaczej potraktował śledztwo w sprawie jakiegokolwiek-gówna-dopuścił-się-Silver. Właściwie oboje nie mieli wiedzy na temat tego, jak zupełnie przypadkowo i niezamierzenie Ramirez pomógł Johnowi. Gdyby był tego świadom, z pewnością użyłby tego jako kolejnego argumentu dla słuszności tego, po co tu dzisiaj przyszedł, choć tak naprawdę jeszcze nie miał żadnych konkretów. Ot, wizyta czysto orientacyjna.
Dopiwszy jeszcze jedną kolejkę, wciąż tak samo paskudną, jak poprzednie, wstali niespiesznie ze stołków i również bez szczególnego pośpiechu, skierowali się na zaplecze. Dym papierosowy uderzył Diego w twarz, zupełnie jakby wszedł w ścianę, którą ktoś niepostrzeżenie postawił na jego drodze. Sam palił cygaro, od czasu do czasu. Paskudny nałóg, ale każdy ma jakiś swój, czyż nie? Argentyńczyk był ciekawy Silvera, nie krył więc nawet badawczego spojrzenia, którym obrzucił całe pomieszczenie, w jakim przyszło im się znaleźć, jak i samego właściciela lokalu. Na próżno doszukiwać się w tym spojrzeniu jakiejkolwiek emocji, ot, po prostu kalkulował sobie i jak to zwykle w jego przypadku bywało, dopatrywał się ewentualnego podstępu. Choć zupełnie nic na to nie wskazywało, wszakże kłamcą był wyborowym.
Roześmiał się nisko na słowa mężczyzny, zaledwie prześlizgując wzrokiem po nożu, który trzymał w rękach. Zmyślny. Ramirez przepadał za tą bronią. Mała, poręczna, łatwa do ukrycia i szybka w użyciu, a jaka efektywna! Wystarczyło taką wyciągnąć przy przesłuchiwanym, a śpiewał jak słowik. Z drugiej strony, w rękach Ramireza nawet foliowy worek stawał się pretekstem do sprzedania informacji. Tutaj dopatrywał się albo znudzenia, albo chęci uświadomienia im, obcym na jego terenie, że mają nie próbować sztuczek. Kiwnął Jorge ręką, a ten rzucił na stół średnich rozmiarów sportową torbę, po czym wyszedł i stanął za drzwiami zaplecza, dostatecznie blisko, by w razie czego zareagować stosownie do sytuacji, ale jednocześnie na tyle daleko, by John wiedział, że to nie dotyczy jego człowieka.
— Nie ma potrzeby zwracania się do mnie per pan — odparł, również nie bez kpiny, choć w jego wykonaniu brzmiało to bardziej jak żartobliwa uwaga podszyta jedynie drwiną. Zachowywał się bardzo swobodnie, wcale nie przytłoczony atmosferą, czy tym bardziej nożem.
— Owszem, chciałem. Nietrudno się domyślić, że jakość alkoholu raczej mnie tu nie przyciągnęła — rzekł, zajmując miejsce naprzeciwko Johna. — Carlos Martinez — przedstawił się i podał mu rękę, jak zwykle nieodłącznie skrytą za skórzaną rękawiczką.  Bez względu czy ją uścisnął, czy nie, rozsiadł się swobodnie, nie kłopocząc zasadami dobrego wychowania. Krótka obserwacja wystarczyła mu by stwierdzić, że wyrafinowanie Silvera prawdopodobnie kończyło się na lewym sierpowym, sprzedawanym co jakiś czas żonie, zbyt zastraszonej, żeby od niego uciec. Być może gdyby pochylił się nad tym trochę dłużej, doszedłby do wniosku, że jednak sporo między nimi podobieństw. Przerzucił rękę przez oparcie krzesła, nogę w kostce opierając o kolano drugiej. Słynna amerykańska czwórka. Już choćby to wskazywało, jeśli oczywiście John był na tyle spostrzegawczy, że choć Diego to imigrancki brudas, to nie jest biednym brudasem.
— Cenię sobie mój i twój czas, zatem przejdę od razu do rzeczy — zaczął bez ogródek, wbijając w Johna intensywny  i kompletnie pusty, gadzi wzrok. — Doszły mnie słuchy, że jesteś drugą władzą w tym mieście — to nie brzmiało jak pochlebstwo, raczej znudzone stwierdzenie faktu. Zresztą była to dość powszechna opinia wśród bardziej szemranej części miasta i Silver pewnie miał tego świadomość.
— Mam tu kilka rachunków do wyrównania, jestem jednak dobrze wychowanym facetem. Pomyślałem sobie, że zanim zacznę bruździć, spotkam się z tobą i zapytam, czy ci to pasuje. Za odpowiednią cenę oczywiście. Bo widzisz, wiem doskonale, jakie to niefortunne, kiedy ktoś wpada ci do domu i robi rozpierdol na podwórku — przy końcu wypowiedzi pochylił się nieznacznie do przodu. Nonszalancja jego wypowiedzi mogła irytować. Kwestia dobrego wychowania była oczywistym pozorem, dało się zresztą zasłyszeć w jego słowach dalekie echo ironii. Pozostałe słowa były o tyle szczere, o ile John nie był świadomy, że z jego zgodą czy bez niej, Ramirez i tak zrobiłby swoje.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Pon 26 Lut 2018, 17:40;

Gdyby tylko wiedzieli, jak nawzajem pomagali sobie przy obrzydzaniu Riosowi życia, zapewne od razu przybiliby sobie piątkę. Zanim to nastąpi musi jednak minąć trochę czasu. Silver bowiem czerpał przyjemność z dokuczania policji samą w sobie. Rios go irytował, za dużo robił. Na szczęście miał ludzi, którzy informowali go, gdy zamierzał wtykać ten swój krzywy, latynoski nos w sprawy związane z Pechowcem. Nie było tak, że zostawił cholerny, Trzynasty Posterunek bez swojego człowieka.
Niewiele wyczytał z miny Ramireza. Musiał więc przyznać, że skurwysyn był dobry. Sięgnął po jabłko obracał krótką chwilę w dłoni by zaraz potem odciąć kawałek owocu. Nabił go na czubek noża i wsunął do ust. Przyglądał się Latynosowi uważnie chcąc wyłapać jakiekolwiek nerwowe ruchy, spięcie na twarzy, przełknięcie śliny wywołane stresem. Nic z tych rzeczy, niczego takiego się nie dopatrzył. Powiódł jeszcze spojrzeniem za za jego towarzyszem tylko upewniając się dosadniej kto rządził w tym duecie leniwych Meksykańców. Odłożył na moment nóż, żeby uścisnąć Ramirezowi dłoń. Rękawiczki nie umknęły jego uwadze. Domyślał się ich głównej funkcji. Sam ich w Pechowcu nie nosił. Ani nigdzie tam, gdzie miał zostać zobaczony. Właśnie po to, by pozostawiać tam po sobie ślady. Szczególnie w Pechowcu uważał, że są pożądane.
- John Silver. Ale to już wiesz, Martinez - odkroił sobie kolejny kawałek jabłka. Diego właściwie go ocenił, choć powiedzmy sobie szczerze, to nie było trudne zadanie. Jeśli chodziło o niektóre rzeczy, z Silvera można było czytać jak z otwartego pliku e-booka. Łysy nie pozostał dłużny. Równie nie trudno było domyślić się statusu Ramireza. Gdyby był niewiele znaczącym meksykańskim biedakiem szukającym nowego życia w śmierdzącym Rode, mowa jego ciała byłaby zupełnie inna. Pewność siebie i nonszalancja wypływały mu jednak uszami. Silver postawił na dwie możliwości. Albo był zadufanym, pewnym swej wygranej agentem (co gorsza słusznie pewnym), albo szykował się Johnowi naprawdę dobry interes.
- Ooch, drugą władzą - mimo wszystko czule go to połechtało. Miał w sobie trochę próżności, jak każdy. - Mój lokal nie jest najwyższych lotów, ale rzeczywiście, przyciąga klientów.
Bańka komplementu prysła szybko, gdy tylko Silver wyczuł, że mężczyzna rzeczywiście zrobi swoje i bez jego przyzwolenia. Jeśli zacznie mu bruździć, będzie musiał odbić piłkę. Później mogła się w to wplątać policja, a tej nie chciał mieć na karku w takich okolicznościach. Nawet, jeśli był to gówno znaczący posterunek. Mogli się za ich sprawą dołączyć do sprawy strażnicy doków, a to by tylko wszystko skomplikowało. Nawet, jeśli miał pośród nich układy. Nie wiedział też, czym dysponuje Martinez. Jebany wpierdalacz fasoli.
- Żeby tylko mi twoje rachunki nie popsuły moich szyków - mówił. Dalej tym samym, niedbałym tonem, choć wewnętrznie robił dobrą minę do złej gry. - A co, jeśli przypadkiem stracę pracownika? Będę musiał zatrudnić nowego, a tu niełatwo o porządnych ludzi. Co z tego będę miał?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 28 Lut 2018, 04:44;

Wielka szkoda, że Diego nie wiedział, jak bardzo zgadzają się co do Riosa, to by wiele ułatwiło w ich wspólnych kontaktach. Ramirez nie zamierzał jednak tak szybko się zdradzać; kolejną, paradoksalnie zabawną stroną całej tej sytuacji było to, że oboje podejrzewali się o współpracę z policją. Argentyńczyk nie mógł wykluczyć, że Silver płaci psom za zostawienie jego i interesów Pechowca w spokoju, a także od czasu do czasu podsuwa im mylne tropy. Jakże wygodnie byłoby im podstawić takiego Ramireza, czyż nie?
Od przybycia do Rode rękawiczki zdjął publicznie może dwa razy. Uważał na zostawiane przez siebie ślady, tym bardziej, że prześladował go pech. Już i tak nie wszystko poszło zgodnie z planem, wszak zwłoki sąsiadki Riosa aż krzyczały, że sprawa śmierdzi. Poza tym Edams mógł wsypać, nawet jeżeli Ramirez wyraźnie zaznaczył, z jakimi konsekwencjami będzie się to wiązało. Na razie jeszcze nie przyszło mu za to zapłacić, ale nie mógł zakładać, że tak się nie stanie. Doświadczenie nauczyło go, że bardzo często tego typu, głupie wpadki były przyczynami katastrofy, nie pozornie poważne przewinienia. O ile zostawianie śladów tam, gdzie było to pożądane w przypadku Silvera było błyskotliwe, tak w przypadku Diego byłoby raczej nierozsądne. Nie mógł ryzykować. Konkurencja nie wiedziała, że tu był i lepiej by tak pozostało.
— Domyślam się. Pewnie ciężko było tu rozkręcić biznes — rozłożył ręce, na słowa o lokalu. Mógł go zrozumieć na tym polu, sam był przecież właścicielem lokali. Może innego pokroju, może na większą skalę, ale tak naprawdę, jaka to różnica? Zasady pozostawały takie same. Dość jednak czczych pogawędek, wszak nie przyszedł tu, by wymieniać uprzejmości.
Właściwie był autentycznie ciekaw, czy było aż tak ciężko. Rode było małe, z drugiej strony było miasteczkiem przekształconym z kolonii karnej. Wszelkie zasady logiki podpowiadały, że większość mieszkańców miała w swoim drzewie genealogicznym jakiegoś przestępcę, albo mordercę, a nawet jeżeli niektórzy jak gdyby nigdy nic, opowiedzieli się po przeciwnej stronie barykady, zawsze znajdzie się ktoś, kogo taka speluna i nielegalny zarobek przyciągnie. Wystarczyło przejść się główną ulicą by zauważyć gołym okiem, że tu nikt nie śmierdzi groszem.
— To kwestia tego, jakie są twoje szyki — odparł z rozbawieniem, bynajmniej nie sugerując, że chce je poznać. Łokcie oparł o podłokietniki i pochylił się do przodu. Rozprostował nogi i skrzyżował je przed sobą w kostkach. Dalekosiężne plany dotyczące miasta nie bardzo go obchodziły, bo nie sądził, że zabawi tu tak długo. Chciał tylko zabrać co jego i zniknąć. Wcześniej uświadamiając niektórym, że Ramirez zawsze spłaca swoje długi.
— Mam swoich ludzi, nie oczekuję od ciebie takiego poświęcenia. To nic wielkiego — wtrącił, machając ręką lekceważąco. Nie spuszczał jednak z Silvera uważnego spojrzenia. Miał wrażenie, że to, na co teraz patrzy, to tylko fasada, maska, którą przybierał, żeby go wybadać. Diego nie zlekceważyłby go tak łatwo, pozory mogą mylić. Nikogo nigdy nie lekceważył, stamtąd prosta droga za kraty więzienia o zaostrzonym rygorze.
— Parę osób jest mi coś winnych. Zapewniam, że żadna z nich nie jest twoim pracownikiem — wyjaśnił nieco enigmatycznie, na chwilę opuszczając wzrok na torbę, którą Jorge położył na stole. Spodobało mu się, że John wpierw pytał o korzyści dla siebie, na boczny tor spychając, o jakie porachunki chodzi. Konkretny facet. Liczył, że dzięki temu łatwiej będzie go przekupić.
— Przede wszystkim pieniądze — rzekł niedbale, odchylając się z powrotem na oparcie niezbyt wygodnego krzesła. Splótł palce na brzuchu, by po chwili uśmiechnąć się, choć grymas ten nie objął oczu. Nie był tak głupi by sądzić, że pieniądze załatwią wszystko, nawet jeżeli w zatrważającej ilości przypadków tak właśnie było. Jeśli czegokolwiek nauczył się od Elii, to z pewnością była to miażdżąca świadomość, że nie wszystko i nie wszystkich da się kupić. Mógł mu zaoferować gotówkę, równowartość w towarze, jeśli miałby z nim co zrobić. Sęk w tym, że na razie mu jeszcze na tyle nie ufał, zapewne z wzajemnością. Nawet jeśli miał kryty tyłek, pieniądze były skrupulatnie wyprane, a towar ukryty, ryzyko było zbyt duże. Wpaść przez nieostrożność w takiej dziurze? Już z samej swojej niechęci do funkcjonariuszy policji, nie pozwoliłby sobie na podrzucenie im takiego smakowitego kąska.
— Może się jednak okazać, że przypadkiem wyświadczam ci przysługę, ale to zależy — zaczął, mrużąc oczy. — Zależy od tego, w jakich stosunkach żyjecie tu z policją — zakończył bezpośrednio, skanując mimikę twarzy Johna, jakby spodziewał się, że ta mu cokolwiek podpowie.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 07 Mar 2018, 19:10;

W kwestii interesów Silver nie wybrzydzał. Mógł je prowadzić z brudasami, nic nie stało na przeszkodzie, jeśli miałby mieć z tego jakąś korzyść. Tak samo, jak mógł oglądać latynoskie telenowele. Miał podwójne standardy i zdaje się, że nawet tego nie ukrywał. Ramirez znów się nie mylił. Przez głowę łysego przeszła myśl, że w razie czego mógłby coś zrzucić na kark rzekomego Martineza. Można by było powiedzieć, że sam mu się właśnie teraz podłożył gdyby nie to, że Silver węszył w nim szwindel. Tymczasem łączyła dżentelmenów kolejna osoba. Vincent Edams, który może nie podpadł właścicielowi speluny tak bardzo jak Ramirezowi, ale i tak zirytował go swoją ochoczą pomocą policyjnemu kundlowi. Gdyby nasz rezolutny Argentyńczyk okazał się jeszcze fanem kolejnej wersji Brzyduli Betty, mogliby się naprawdę zaprzyjaźnić.
- Niełatwo. To dziura. Ale każdy przędzie jak może. Jedni idą do Toldivlera, inni... tutaj - uciął kolejny kawałek jabłka, który zaraz ugryzł. - A walki z plotkami, ze starymi prukwami... niełatwo było otworzyć.
Bujdy to był na resorach. Niemal dwadzieścia lat temu kupił lokal za niewielkie pieniądze podczas jakiejś aukcji komorniczej. Krzyków było przy tym zaledwie trochę, bo nikogo ta speluna nie obchodziła. Jak plotkowano o tym miejscu kiedyś, tak plotkowano w ten sam sposób i teraz. Jakby nic się nie zmieniło. Pechowiec przyciągał wszystkich, którzy lubowali się w podłej jakości alkoholach, szemranym towarzystwie i dostawaniu okazjonalnie po mordzie.
- Szyki są proste - oblizał wargi i wyprostował wskazujący palec dłoni, którą trzymał tę swoją finkę. Nie w sposób oskarżycielski, ni też grożąc. Ot, zwykła gestykulacja. - Mam do zrobienia swoje. I nie chciałbym, żeby mi coś przeszkodziło, robota sama się nie wykona. Jak któryś z moich ludzi nawinie się gdzieś na zasraną ścieżkę twoich interesów i oberwie, to i ty oberwiesz - postawił sprawę jasno. Nie zamierzał w razie czego tracić. Utrzymywanie dobrych stosunków z podwładnymi było dla Silvera ważne. Nawet, jeśli te dobre stosunki mieszały się ze wzbudzaniem strachu. Nigdy ich nie oszukał, jeśli chodziło o interesy, kasę zawsze dostawali odpowiednią, nikt nikogo nie wsypywał bez powodu. Może dlatego do tej pory to wszystko funkcjonowało.
- Masz owsiki w dupie, że się tak wiercisz? - w całej tej gadaninie nie przestawał go obserwować. Żadna zmiana pozycji Ramireza nie umknęła jego uwadze. - Poprawnych. Zdarzają się tu czasem bójki, ale nikt tego nie zgłasza. Mam dla ciebie propozycję, Martinez. Wpadnij tu za tydzień, po dwudziestej trzeciej.
Zamierzał go sobie trochę sprawdzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Czw 08 Mar 2018, 02:26;

Diego wprawnie maskował, że ma głęboko w swojej brązowej dupie walki ze starymi prukwami i prawo popytu i podaży w Rode. Nie był jednak na tyle nierozsądny, by to okazać. Ojciec zawsze mu powtarzał, że jeśli czegoś od kogoś potrzebujesz, to nie możesz przyjść, napluć mu w ryj i oczekiwać, że pójdzie ci na rękę, gdy pomachasz mu banknotami przed nosem. Dlatego żaden mięsień jego twarzy nie drgnął, gdy słuchał, co Silver ma do powiedzenia.
— Ryzyko zawodowe — odparł jedynie, rozkładając ręce. Tak to działało, niezależnie od szerokości geograficznej, skrewisz i czekają cię tego skutki. Co prawda powziął już pewne kroki, by w razie potrzeby umknąć konsekwencjom, ale gdyby sytuacja okazała się być aż tak tragiczna, pewnie nie byłoby wyboru. Tłumaczył to już kiedyś Elii, bardzo obrazowo zresztą, robiąc sobie ze swojego pracownika tarczę strzelecką.
Zgodziłby się natomiast z poglądem, że z podwładnymi trzeba żyć w dobrych stosunkach. W końcu stanowili fundament jakiegokolwiek biznesu, a jeśli byli niezadowoleni, rosło prawdopodobieństwo, że zwrócą się do policji. Przy czym Diego był w stosunku do nich w porządku tyko do momentu, gdy nie zawiedli jego zaufania i oczekiwań. Nie wiedział jak załatwia się podobne sprawy tutaj, w Argentynie natomiast zwykle w sposób spektakularny. Kilku swoich byłych pracowników miał okazję podziwiać, gdy niczym makabryczne, okaleczone bombki, dyndali na wietrze pod jednym z większych wiaduktów w Buenos Aires. Milczał jednak na ten temat, nie kusząc się o żaden dalszy komentarz, nie chcąc, by John odniósł wrażenie, że rozmawia z kimś więcej niż kolejnym meksykańcem, który dorobił się na drobnych przestępstwach, albo jest jedynie którymś z ogniw większej, zorganizowanej przestępczości.
— Szukam wygodnej pozycji, bo twoja łysina razi mnie w oczy — powiedział, wzdychając i wciąż nie spuszczając z Johna czujnego wzroku, w którym nie kryło się nic prócz pustki, choć na ustach pojawił się nikły uśmiech, który nie zniknął, mimo że słowa Silvera o dacie kolejnego spotkania średnio przypadły mu do gustu. Nie dlatego, że zbył go o tydzień; tego akurat się spodziewał. Nie oczekiwał, że zaufa mu od razu, tak jak on nie ufał jemu i nie zamierzał. Kto mógł mu jednak dać gwarancję, że gdy stawi się tu za tydzień, nie będą czekały na niego psy?
— Dlaczego akurat wtedy? Organizujecie wieczorek taneczny? — Zapytał, odchylając się z powrotem na oparcie. Nie drwił, nie kpił, właściwie kalkulował ryzyko. Cokolwiek miało się tu za tydzień wydarzyć, istniało prawdopodobieństwo osiemdziesięciu procent, że może mu się to nie spodobać. John mógł go chcieć sprawdzić i temu wcale by się nie dziwił; martwiły go jednak te poprawne stosunki z policją. Wiedział, że musi być jeszcze bardziej ostrożny niż zwykle, jeśli nie chce wpaść przez bandę jebanych skurwieli, których chroniło tylko i wyłącznie to, że nie mógł na razie wyjechać i wrócić do ojczystego kraju. Bo tak naprawdę tylko to powstrzymywało go przed rozpętaniem tu piekła.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Pon 12 Mar 2018, 17:06;

Silver podrapał się po brodzie zastanawiając z kim tak naprawdę ma do czynienia. Brudas znikąd. Na pewno nie było tak, że zamierzał zostawić ten temat. Zamierzał się dowiedzieć co to za jeden. Czy przypadkiem nie jest jakąś cholerną wtyką.
- Tak... ryzyko zawodowe - powtórzył za nim wsadzając do ust ostatni kawałek jabłka.
W przeciwieństwie do Argentyńczyka, Silver wolał załatwiać takie rzeczy po cichu. Nie lubił ściągać na siebie więcej uwagi niż było to konieczne. Ostatnie zainteresowanie policji jego osobą było wystarczające.
Uniósł brwi, kiedy Ramirez - Martinez mu odpyskował. Proszę, proszę!, pomyślał i zaśmiał się gardłowo. A to dopiero, sam przed sobą przyznał, że polubił gnoja. Miał tupet, pyskaty kurwik.
- Tak - skinął łysą głową. - Liczę na to, że pokażesz jak tańczysz flamenco czy inne gówno. Ubierz ładne trzewiki - informacja ta była niewiele mówiąca. Diego mógł jednak domyślić się, że chodzi o rzecz odwrotną, i że lepiej by się nie stroił. - Mam nadzieję, że nie jesteś cienkim bolkiem.

* * *

Marilyn Mason stał przed lustrem w łazience. Rękami opierał się o ścianę. Ze spuszczoną głową w końcu spojrzał na swoje odbicie. Wiedział, że nie będzie łatwo, że nie będzie lekko. Sam złożył taka propozycję. Nie robił tego jednak dla siebie. Od tego wszystkiego zależała przyszłość Max i Ashley. Młodsza córka spodziewała się dziecka. Chciał to wszystko zakończyć, żeby wszyscy troje mieli nowy start.
Czas by wyjść z domu. Spojrzeć prawdzie w oczy.

* * *

Tydzień później Ramirez stawił się w Pechowcu. Tak, jak się umawiali. Z pozoru wszystko wyglądało normalnie. Ci sami klienci, ten sam barman, ten sam kelner. Gówniane alkohole na półkach również się nie zmieniły. Silvera nie było na sali. Mężczyzna bez problemu mógł się domyślić, gdzie jest łysol. Na zapleczu. Odpowiednio zagadując stojącego za barem Jima otrzymał przepustkę dalej. Był z resztą umówiony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 14 Mar 2018, 06:46;

Diego zawsze nosił ładne trzewiki, więc dzisiejszy wieczór nie stanowił odstępstwa od tej reguły. Ostatnie spotkanie nie okazało się przełomowym czy odkrywczym i nie pozostało mu nic ponad to, by zaakceptować warunki łysego, zazgrzytać zębami już za progiem Pechowca i zająć się swoimi sprawami przez tydzień, który miał upłynąć, nim cokolwiek w tej kwestii ruszy do przodu. Mimo pozorów bezużyteczności, rozmowa z Silverem przyniosła mu jednak kilka dość istotnych informacji na temat samego Johna. Nie wyciągał z niej jeszcze żadnych wniosków, zbyt ciekaw, co takiego ma się wydarzyć pod koniec tygodnia. Do tematu podszedł jednak z właściwa dla siebie ostrożnością, świadom ryzyka, jakie niesie ze sobą całe przedsięwzięcie. Pozostało liczyć, że Rios zaprzątając sobie obecnie głowę swoją ciężarną dupą, to jej będzie pilnował, zamiast zastanawiać się, jak tu przyskrzynić Ramireza. Nawet Leonel musiał zdawać sobie sprawę, że jeśli chodzi o skrupuły, to Diego ich nie posiadał. Skrzywdzenie niewinnej ciężarnej napawałoby go zatem ogromnym smutkiem, ale jeśli tego wymagałyby okoliczności, trudno. Czasem należy poświęcić czystość nieistniejącego sumienia na rzecz czegoś większego.
Stawił się w Pechowcu na czas, choć nie od razu przeszedł do rzeczy. Przywitali się z Jimem, ponownie napili z Jorge kolejkę paskudnej tequili, choć tylko jedną. Nie wiedział, co będzie się działo, mogło się okazać, że zachowanie trzeźwości umysłu okaże się kluczowe. Zostawiwszy barmanowi napiwek (wszak nie jego wina, że kazano mu serwować takie gówno), przeszli na zaplecze.
Miał kilka podejrzeń odnośnie dzisiejszego wieczoru, milczał jednak, nawet nie patrząc na Jorge, który stanowił swego rodzaju ubezpieczenie i w razie czego mógł komuś odstrzelić łeb, jeśli coś pójdzie niezgodnie z planem. Planem, który nie istniał, bo mgliste pojęcie jakie mieli o sytuacji w tej chwili, doprowadzało go do ślepej furii. Nawet jeśli miałoby to być pułapką, Ramirez nie zamierzał tanio oddawać skóry. Równie możliwym było, że tajemnicza otoczka kryła w gruncie rzeczy nieciekawy środek, a tydzień zwłoki miał go jedynie przetrzymać i sprawdzić, czy w tym czasie coś się stanie. Tak naprawdę wszystkie możliwości jawiły się jako jednocześnie absurdalne i prawdopodobne. Tylko spokój mógł mu pomóc, jego się zatem uczepił, choć wszystkie zmysły, wyostrzone do granic możliwości, wszędzie upatrywały się zagrożenia.
Wyniósł to już z domu. Niczego nigdy nie można być pewnym. Ojciec mawiał, że wystarczy przez moment pomyśleć, że coś idzie dobrze, a wszystko szlag trafi. Dlatego też z podobną ostrożnością podchodził do tego, co miało się dzisiaj wydarzyć, cokolwiek to było. Mam nadzieję, że nie jesteś cienkim bolkiem. Słysząc te słowa tydzień temu, tylko się roześmiał, nie doszukując w tych słowach nic ponad średnio udany przytyk. Możliwe jednak, że była to swego rodzaju wskazówka. Nie wiedział. Prawdę mówiąc, miał to w dupie. Jeśli chciał go sprawdzać, proszę bardzo. Przybywając tu z Argentyny to nie on był na dogodnej pozycji do dyktowania warunków, przynajmniej na razie.
— Mogłeś chociaż załatwić jakąś kapelę Mariachi — rzucił zamiast powitania, w nawiązaniu do wieczorka tanecznego sprzed tygodnia. Jak zwykle twarz zastygła mu w grymasie bez żadnego wyrazu. Tylko patrzył, obserwował. Wiedział, że jest w nieprzychylnym mu środowisku, więc szukał czegoś, co podziała na jego korzyść.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 14 Mar 2018, 12:47;

Silver był ciekaw, czy Martinez stawi się w umówionym terminie. Niekoniecznie jednak wypatrywał eleganckich lakierków czy kastanietów. Obawy, co zabawne, miał takie same jakie miał Diego - że drugi jest jakimś szpiclem, który zamierza dorwać się do jego interesów. Ciekaw był, na co stać cholernego Latynosa, który wziął się w Rode nie wiadomo skąd. Po jego wyjściu zawołał do siebie Brice'a. Podał kelnerowi imię i nazwisko jakimi przedstawił się Ramirez i kazał szukać. Dowiedzieć się o nim czegokolwiek.

Na dworze było już ciemno, w dodatku zimno. Pogoda była tej nocy bardziej kapryśna niż poprzednich. Temperatura spadła o kilka stopni, a mróz szczypał w uszy, gdy się je wystawiło na za długo spod czapki czy kaptura. Co można było uznać za dobry omen, nie padał śnieg, jeszcze. Marilyn jeszcze nigdy nie był tak punktualny. Nigdy jeszcze nic tak wiele nie znaczyło dla niego jak teraz. Postawił wszystko na jedną kartę, cholerny układ z Silverem. Zamierzał się wywiązać ze wszystkiego. Od tego zależał los Max i Ash. Młoda miała niebawem urodzić, miał zostać dziadkiem. Nie mógł ich tym razem zawieść. Choć ten jeden raz chciał im dać to, czego nie był w stanie do tej pory.
Wszedł do Pechowca nawet nie rozglądając się na boki. Dobrze wiedział, gdzie podziewa się łysol. Na zapleczu, razem z pozostałymi cwaniakami i szukającymi wrażeń. Strzelił, że będzie miał do czynienia z jakimś gnojkiem, który wisi Silverowi kasę. Tak samo jak on, ale pewnie mniejszą. Cholera, Max, na co ci tyle było? Wygrana do wygranej, kolejne wypłaty w pracy... do końca roku powinno udać się to jakoś spłacić. Będzie ciężko, a przecież trzeba było zapewnić dziecku Ash godny byt.
Rozmasowując nadgarstek kiwnął głową w stronę Jima, a następnie udał się na zaplecze.

W lokalu nie było wielu klientów. Kilku pijanych strażników z doków, jakiś niegroźny pijaczek przy barze. Przysypiający na prześle w kącie stary Harag. To wszyscy, ale Ramirez mógłby się założyć, że kątem oka widział kilka osób ubyło, choć nikt nie szedł w stronę wyjścia.
Silver siedział jak ten kocur przy piecu, na swoim zapleczu. Ćmił papierosa, który zagryzł między zębami. Na widok Diego uśmiechnął się szeroko. Wcale jednak nie ciepło i sympatycznie. Kryło się w tym uśmiechu coś nieprzyjemnego.
- Martinez - rozłożył ramiona w powitalnym geście. - Już myślałem, że się rozmyśliłeś.
Cichy odgłos kroków na piwnicznych schodach zwiastował pojawienie się kogoś jeszcze. Nie inaczej, zaraz po tym drzwi się otworzyły. Wyjrzał zza nich Brice.
- Jest komplet? - zapytał spoglądając na Ramireza i jego towarzysza.
- Tak. Nie ma Hefertha, więc niech spierdala - stwierdził Silver. - Zasady są proste, panie Martinez. Co jakiś czas urządzamy sobie mała zawody - zwrócił się ponownie do Latynosa. - Weźmie pan udział? Zobaczymy sobie, co pan potrafi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Pią 16 Mar 2018, 03:56;

Dowiedzieć się czegokolwiek o Diego było ciężko, choćby z tak prozaicznego powodu, że personalia jakimi obecnie się posługiwał, były w rodzinnych stronach Argentyńczyka równie powszechne, co swojski "John Smith" tutaj, w Ameryce. Człowiek widmo, innymi słowy, przynajmniej gdy posługiwał się tym imieniem i nazwiskiem. Nie przeszkadzało to jednak próbować znaleźć coś więcej. To jednak wymagałoby dokładnej znajomości miejsca jego pochodzenia, a sprawdzanie każdego miasta Ameryki Południowej, wymagałoby sporej dozy cierpliwości i samozaparcia. Kwestią do przedyskutowania było, czy warto poświęcać temu aż tyle uwagi. W końcu był tylko meksykańskim brudasem, prawda?
Obrzucił uważnym, choć zupełnie beznamiętnym wzrokiem zebranych w pomieszczeniu. Tylko spokój mógł mu w czymś pomóc, spodziewał się jednak ewentualnego ataku w każdej chwili. Byłoby to co prawda marnotrawstwem energii ze strony Johna, ale nie siedział mu w głowie i nie wiedział, co łysol może planować. Na pierwszy rzut oka nie wydawał się szczególnie bystry, ale Ramirez nie miał w zwyczaju nikogo lekceważyć. Mógł mieć przecież do czynienia z wygodnie przybraną na potrzeby kontaktów z nim maską. Doszukiwał się prób ewentualnego oszustwa, jako że sam był przecież oszustem, choć nigdy by się takim nie nazwał.
— Silver — odpowiedział na to zdawkowe powitanie i również błysnął zębami w uśmiechu, choć podobnie jak u Johna, ciężko było doszukiwać się w nim wesołości. Wcale nie wydawał się przytłoczony czy nieswój w towarzystwie obcych mężczyzn, którzy gdyby zostali tu zwołani, żeby go skopać, pewnie zrobiliby to z nawiązką i nie miałby większych szans, biorąc pod uwagę, że był tylko on i Jorge. Pozostawał czujny.
Roześmiał się cicho na słowa o zawodach, choć nic nie odpowiedział. Nie żeby nie spodziewał się, że Silver nie będzie chciał go sprawdzić. Był jedynie ciekaw, w jaki sposób. John wyglądał mu na faceta, do którego trafia tylko mówienie w jedynym, znanym mu języku: przemocą. Pozostawało jedynie zastanawiać się, na czym owe zawody mają polegać. Pluciu na odległość? Rosyjskiej ruletce? Obijaniu mordy? Na pół ciekawy, na pół poirytowany koniecznością udowadniania czegokolwiek, nawet jeżeli w żaden sposób tego nie manifestował, ulokował spojrzenie w twarzy Johna.
— I co będę z tego miał, Silver? — Zapytał, brzmiąc całkowicie neutralnie. I choć jego słowa mogłyby sugerować, że nie jest do całego przedsięwzięcia przekonany, zdjął wpierw jedną rękawiczkę, a potem drugą, nie spuszczając oka z Rodeńczyka, jakby dając do zrozumienia, że podejmuje wyzwanie. Albo że po prostu jest mu gorąco. Czekał, aż powie mu cokolwiek więcej na ten temat.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Wto 20 Mar 2018, 19:56;

Rzeczywiście, wiele ludzie Silvera nie znaleźli. Na pewno nie cokolwiek, co wskazywałoby na to, że Argentyńczyk jest powiązany z glinami. Nazwisko Martinez doprowadziło ich do pracującej w hodowli chocobów kobiety. Tej samej, którą łączono z Riosem. Silver był ciekaw, czy tego tutaj coś łączy z policyjną suką. I bynajmniej nie miał na myśli samochodu. Ciekawa, zaprawdę ciekawa sprawa.
Wbrew ewentualnym oczekiwaniom, nic nie zwiastowało by Diego i Jorge mieli zostać zaatakowani przez ludzi Silvera. Brice choć miał umięśnioną sylwetkę, nie wyglądał na trudnego przeciwnika. Co innego Silver, który już na pierwszy rzut oka wydawał się zaciętym skurwysynem.
- Trochę rozrywki. Możesz się odstresować, zdobyć trochę respektu w oczach innych. A jak wygrasz, to i nawet trochę kasy - dobrze wiedział, że Ramirez nie potrzebuje pieniędzy. Wystarczyło spojrzeć na rękawiczki, jakie nosił. Z porządnej skóry, eleganckie. Od razu wiadomo też po co je nosił. Ubiór i postawa Martineza wiele Silverowi mówiły. Brice zniknął za drzwiami wracając na dół. Zostali z łysym sami. Mężczyzna wstał z krzesła, zaciągnął się po raz ostatni papierosem. Niedopałek rzucił na podłogę i przydeptał buciorem. Dym wypuścił nosem. - Mam nawet dla ciebie dobrego przeciwnika.
Ruszył w stronę drzwi prowadzących do piwnicy i otworzył je niczym dżentelmen puszczający przodem swoją wybrankę. Diego mógł się wycofać w każdej chwili. Albo podjąć wyzwanie i zejść na dół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 21 Mar 2018, 10:09;

Sprawa istotnie była ciekawa, całe szczęście jednak, że Silver nie postanowił jej, przynajmniej na razie, poruszyć. Bo tak jak Diego w pewnym stopniu był w stanie kontrolować swój gniew, żyjąc z nim wszak już tyle czasu, tak nie potrafił tego zrobić tak efektywnie, kiedy w grę wchodził temat Elii i Riosa. Doprowadzało go to do szału, choć przecież w teorii już się nim nie widywała. Kiedyś to jednak robiła i obraz ten zapisał się już w głowach mieszkańców; Ramirez powinien uświadomić sobie, że ktoś to w końcu powie i powinien się na taką możliwość przygotować.
Pieniędzy nie potrzebował, respektu też nie, bo tak naprawdę miał w dupie co myślą sobie o nim bandyci z takiej dziury jak Rode. Potrzebował jednak zdobyć tyle zaufania Silvera, ile mógł w tak krótkim czasie; tyle ile pozwoli mu zrobić to, co sobie zaplanował. A to co będzie się działo później, było już najmniejszym problemem.
Śledził wzrokiem trajektorię niedopałka i zastanawiał się, czy godzić się na to, czy nie. Wielkiego wyboru nie miał. Taka szansa raczej mu się już nie trafi, postanowił zatem pójść na ten interes.
— To prowadź — odparł krótko, słów o rozrywce i pieniądzach nie komentując. Odstresowanie faktycznie by mu się przydało, ostatnio trochę przyhamował swoją rządzę przemocy i tylko czekała, by w końcu ukazać się w pełnej krasie. Nie widać było w jego twarzy wahania, gdy schodził do piwnicy, chociaż wciąż pozostawał czujny; czarne spojrzenie przesuwało się po ścianach, suficie i podłodze, jakby zapamiętując wszystkie szczegóły. W końcu utkwił wzrok przed sobą. Nie dowcipkował jak zwykle; zostawiał sobie siły, cokolwiek miało go czekać.
Zastanawiał się, czy mówiąc o przeciwniku, miał na myśli samego siebie. Gdyby tak było, Ramirez przypuszczał, że miałby ciężką, jeśli nie samobójczą przeprawę. Swoje potrafił, ale nie miał w zwyczaju mierzyć swojej siły nad zamiary. Łatwo było się wdać w bitkę; zwłaszcza, gdy wyczuł choć krztynę krwi. Wówczas nawet sama ręka boska nie mogłaby go powstrzymać. Nie oznaczało to jednak, że nie trafi w końcu na kogoś, kto spierze go tak, że zakwestionuje swoje istnienie. Rany się jednak zawsze zagoją, a lekcja, którą otrzyma, zaowocuje na przyszłość.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Nie 25 Mar 2018, 12:38;

Zeszli na dół, do pozornie ciemnej piwnicy. Nie była ogrzewana, co Diego mógł szybko wyczuć. Nieodmalowywane od dawna ściany pachniały wilgocią, może nawet jakąś stęchlizną. Betonowa podłoga wyłożona była folią i kartonami. Drewniane skrzynki z alkoholem i szklankami znajdowały się pod dwiema ścianami, poustawiane jedna na drugiej by nie zajmowały miejsca. Stary świetlik zamontowany na suficie raził w oczy bladym, nieco trupim światłem.
W pomieszczeniu znajdowało się już kilkunastu mężczyzn, kilkoro nie miało na sobie koszul i butów. W kącie siedział Brice, przeliczał pieniądze z zakładów. Mimo wszystko nie wyglądało to na żaden Dallas Buyers Club. Szczęśliwie dla Diego.

Marilyn był gotów. Nie tylko chciał mieć już tę walkę za sobą. Chciał ją też wygrać. Miał dla kogo się starać. Pomyślał o Ashley, której termin porodu zbliżał się coraz większymi krokami. Jej dobro było teraz najważniejsze. Nie będzie długu Max, nie będzie wielkich zmartwień. Zostaniesz dziadkiem, Marilyn.
Widząc młodego obcego faceta, który szedł za łysym wiedział, z kim przyjdzie mu dziś się tłuc. Rodriguez nie wyglądał na groźnego przeciwnika. Mason dobrze wiedział, że pozory mogą mylić. Szczególnie teraz, w tej sytuacji. Zaklął cicho pod nosem. Nie będzie łatwo. Wziął głęboki oddech.

- Ściągaj płaszcz i koszulę, pięknisiu. Takie zasady - rzucił Silver łapiąc za poły swojej kamizeli. Wkroczyli między zebranych mężczyzn, którzy tylko czekali aż się zacznie. Jason Anderson przekrzywił głowę obserwując Latynosa. Nie kojarzył go. Aleksander, pracujący na co dzień w miejskiej bibliotece ściągnął usta i wymienił spojrzenia w z Raghavanem, nauczycielem tańców hinduskich. Wiedzieli, że będzie na co popatrzeć. Lazar Rasputiński, który był drwalem ścinającym brzozy splótł ramiona na piersi. Marilyn Mason przeczesał palcami włosy i czekał aż wszystko się zacznie. Gdy Diego zdjął koszulę i buty, wyszedł na wyłożony kartonami środek pomieszczenia. Zabezpieczenie to nie miało w żadnym razie służyć tłukącym się. Zabezpieczać miało za to podłogę i pomagać przy sprzątaniu. Krew wsiąkała w karton; później wystarczyło tylko je pozbierać, zawinąć folię i gotowe. Nic nie zostawało rozchlapane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Wto 27 Mar 2018, 13:59;

Obawy, jeśli jakieś miał, zostawił za drzwiami. Wężowy wzrok obserwował uważnie wszystkich i wszystko; choć twarz nie wyrażała zupełnie nic. Ani rozbawienia, ani strachu, ani ekscytacji. Zupełna pustka, tak, jak na zewnątrz, tak i wewnątrz. Czy był gotów na bitkę? Gdzieś w głębi podświadomości czaiły mu się podobne przypuszczenia, że właśnie o to może chodzić. Silver wyglądał na kogoś, dla kogo pokaz surowej i prymitywnej siły będzie znaczył więcej niż słowa. Nie dziwił się temu, sam pewnie postąpiłby podobnie. Jorge zerknął na niego, najwyraźniej z opóźnieniem przyjmując do wiadomości, co działo się wokół. Był silny; nie bystry. To nie miało teraz jednak nic do rzeczy. Nie mógł się wysłużyć przydupasem, zresztą może to nawet dobrze? Była mu potrzebna możliwość odreagowania i wyżycia się.
Zdjął płaszcz, nie spiesząc się zanadto. I tak siedzieli tu już długo, kilka sekund niczego nie zmieni. Podał zbędne już okrycie Jorge, a jakby od niechcenia rozpinając guziki czarnej koszuli, przyglądał się Masonowi. Nie znał go, niczego o nim nie słyszał. Musiałby usłyszeć nazwisko, by skojarzyć go z Max, o której wspominała mu Elia. Nie było mu to jednak do niczego potrzebne, tak było łatwiej. Odczłowieczenie przeciwnika pozwalało wyzbyć się resztek przyzwoitości. Nie, żeby było mu to potrzebne. Nie takie rzeczy widział, nie takie rzeczy robił. Nie takich ludzi ciął i zabijał. Nie szczycił się tym, bardziej postrzegając jako konieczność i obowiązek.
Koszulę także rzucił Jorge, odsłaniając tym samym całkiem przyzwoicie umięśniony tors. Wszedł na kartony, nie zaszczycając ich baczniejszym spojrzeniem; dobrze wiedział, po co tu były i że bynajmniej nie po to, by zamortyzować ewentualny upadek. Wbijając pusty wzrok w Masona, przekrzywił głowę w lewo i prawo. Coś nieprzyjemnie zachrzęściło mu w karku. Wyzbył się zbędnego myślenia, bo to nie pomagało w walce. Zaraz pozostanie mu tylko instynkt. Najważniejszym z jego perspektywy było doprowadzenie do pierwszego rozlewu krwi. Gdy jucha już się poleje, ciężko było go zatrzymać i powiedzieć, żeby się uspokoił. Zakręcił młynek barkami, a coś znowu chrupnęło; rozciągał się, budził ciało do życia i przygotowywał na wysiłek. Nie oceniał w żaden sposób zdolności fizycznych przeciwnika, bardziej obserwował jego reakcję na sytuację, którą można było nazwać bez wątpienia stresującą, jeśli ktoś nie przywykł do podobnego rodzaju bitki. Sam Diego wolałby dzierżyć w ręce nóż, ale domyślał się, że to wbrew zasadom. Czekał zresztą, aż ktoś postanowi je przedstawić, chyba, że nie istniały żadne. Stanął naprzeciw Masona, konfrontując z nim spojrzenie. Jego mina w dalszym ciągu nie zdradzała ani zamiarów, ani odczuć. Czekał na sygnał.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 04 Kwi 2018, 11:34;

Niestety, w piwnicy nie było żadnej niewiasty, która westchnieniem i tęsknym spojrzeniem uraczyłaby mięśnie Ramireza. Może innym razem. Marilyna to nie ruszyło, podobnie jak Silvera, który usiadł na schodach, skąd miał niczego sobie widok na walczących.
Mason zmrużył oczy. Zaklął w myślach, właśnie poczuł, że cholernie chce mu się palić. Nie było na to czasu. O organizowanych przez łysego spotkaniach dobrze wiedział, parę lat temu nawet brał w nich udział dla rozładowania napięcia; dzięki temu nie ciągnęło go tak do alkoholu. Teraz wszystko wracało. Nie rozgrzewał się, miał to już za sobą.
- Zasady są proste - odezwał się Silver unosząc podbródek, jak dumny kogut. - Nie używamy żadnej broni, nie walimy po jajach i nie gryziemy. Walka trwa do momentu nokautu lub gdy przeciwnik się podda. Po utracie przytomności czy poddaniu nie ma kolejnych ciosów - splunął na ziemię i zapalił kolejnego papierocha. - Kto je złamie, dostanie wpierdol od wszystkich.

Mason więcej nie czekał. Któryś z nich musiał zadać pierwszy cios, nie mogli krążyć wokół siebie w nieskończoność jak jacyś tancerze. Założył, że Ramirez jest w stanie wykonać unik, toteż postanowił go zaskoczyć. Kilka kroków, kilka łypnięć na Latynosa i szybki cios. Prawy prosty. Drugą ręką zamierzał się do wykonania bloku w razie kontry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Czw 05 Kwi 2018, 08:22;

Nie patrzył nawet w stronę Silvera, ale nie sądził, by uświadamianie go, że zasady zrozumiał, było konieczne. Splunął gdzieś w bok. Niespieszno było mu do dostania w mordę od wszystkich tych chłopów; a choć hołdował przekonaniu, że ryj to nie szklanka i się nie stłucze, miał poważne wątpliwości, czy dałoby się to odnieść do sytuacji, w której wystąpiłby przeciwko takiej ilości przeciwników. Może najpiękniejszy nie był, ale swoją twarz lubił i wolał, żeby została na miejscu.
Zmierzył Masona wzrokiem, a gdy ten wymierzył cios, raczej dość przewidywalny, w dodatku informujący Ramireza o tym, którą rękę facet ma sprawniejszą, spróbował uniknąć uderzenia, uginając lekko nogi w kolanach i pochylając się w lewo, wykonując tym samym standardowy, bokserski unik. Jeśli ta sztuka mu się udała, wyprowadził lewy sierpowy, wycelowany w żebra Masona, korzystając z obniżonej pozycji w jakiej znajdował się po uniku. Liczył, że przeciwnik spodziewa się raczej odpowiedzi w postaci ciosu prostego, nie sierpowego i będzie mu go ciężej skontrować. Niezależnie od tego, czy cios został zablokowany czy nie, wyprowadził od razu kolejny cios prawą pięścią. Na cel obrał brzuch, chyba, że Marylin się pochylił; wówczas próbował uderzyć w twarz.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sob 07 Kwi 2018, 12:50;

Co mógł wywnioskować na szybko? Mason był praworęczny. Unik Ramirezowi się udał choć przyznać trzeba, że miał przy tym szczęście. Pięść przeciwnika świsnęła tuż przy jego uchu. Udało mu się też wyprowadzić cios w żebra mężczyzny co poskutkowało tym, że Marilyn zrobił kilka kroków w tył.
Szybki skurwysyn, zdążył pomyśleć barman nim oberwał w twarz. Cios choć mocny, nie zdołał sprawić, że Mason zatracił się na moment pomiędzy gwiazdami, które zobaczył. Nie chciał przegrać i pierwsze minut dostarczyły mu sporą dawkę adrenaliny. Nieco oszołomiony, ale wciąż sprawny zamiast znów się odsunąć - zbliżył się. Po to, żeby spróbować złapać Latynosa za głowę i pociągnąć ją w dół, prosto na spotkanie ze swoim kolanem. Jeśli ten postanowił go zablokować, wystosował ten sam kopniak w brzuch blokując mu ręce własnymi.
W tle rozległo się kilka okrzyków, niektórzy kibicowali Masonowi, kilka osób za to zawiwatowało za obcym. Silver poruszył się z zaciekawieniem. Miał nadzieję, że Marilyn go nie rozczaruje.


PODCZAS SESJI BÓJKI, MOŻNA PISAĆ POSTY KRÓTSZE NIŻ 10 LINIJEK.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Nie 08 Kwi 2018, 14:47;

Nieważne, kto komu kibicował. Ramirez był już głuchy na cokolwiek działo się poza prowizorycznym ringiem. Nie spodziewał się, że kolano pójdzie w ruch tak szybko; pierwszy cios Masona trafił go w szczękę i aż przygryzł sobie boleśnie język. Od kolejnego kopniaka udało mu się w porę odsunąć. Jednak zanim ruszył do ataku, splunął na bok krwią, która wezbrała mu w gębie i uśmiechnął się szpetnie, co z juchą na zębach nie wyglądało zbyt wesoło. Doskoczył do Masona po raz kolejny, wystosowując szybki, lewy sierpowy, licząc, że skoro tę stronę przeciwnik ma słabszą, trudniej będzie mu w porę skontrować. Gdyby jednak blok się Marylinowi udał, Diego nie dał mu czasu na zastanowienie się nad kolejnym ciosem, odskoczył, po czym spróbował obalić Masona na ziemię kopnięciem hakowym.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Nie 15 Kwi 2018, 13:29;

Mason popełnił błąd, po udanym ciosie w łeb miast od razu zadać kolejny, choćby wystosowując uderzenie łokciem między łopatki, odsunął się. To zadziałało na jego niekorzyść. Bo choć zdołał zablokować uderzenie Ramireza nie przewidział, że ten podetnie mu nogi. Runął na wyłożoną kartonami podłogę uderzając o nią boleśnie kolanem. Wokoło rozległo się kilka okrzyków.
- Kurwa...! - wydał z siebie ciche syknięcie. Dobrze wiedział, że nie będzie mógł łatwo się podnieść. Najlepszą opcją wydało mu się powalić przeciwnika do swojego poziomu i jak najszybciej znaleźć się nad nim. Ręką przesunął gdzieś po zmieszanej ze śliną krwi, którą wypluł Diego. Nie przejął się tym ani trochę, to nie był teraz powód do zmartwień. Gdy Latynos się zbliżył, spróbował pociągnąć go do siebie. Cały czas kołatała mu w głowie jedna myśl: nie możesz przegrać, Marylin. Robisz to dla swoich córek!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Pon 16 Kwi 2018, 09:12;

Wydawać by się mogło, że przewaga Marylina polegała na tym, że robił to wszystko dla kogoś, kiedy Diego po prostu przyszedł się ponapierdalać, a z każdą chwilą nakręcał się na to coraz bardziej. Niedobrze; skrupułów wyzbywał się szybko, z każdą sekundą. Kiedy Mason padł na ziemię, niestety nie do końca zgodnie z jego przewidywaniami, bo na kolana, zamiast na plecy, wyprowadził kopnięcie z półobrotu w głowę, które jednak Mason, jeśli się postara, mógł sparować, o ile zdążył go złapać w porę. Sprowadzenie mężczyzny do parteru było intencją Ramireza.
Nie słyszał nawet krzyków z zewnątrz, jakby kartonowy ring zakończony był z każdej strony wysokim, dźwiękoszczelnym murem. Jeśli Masonowi faktycznie udało się go przewrócić, nie tracił czasu i nie pozwolił mu na pewno na to, żeby znalazł się nad nim. Przetoczył się na bok i wstał za wszelką cenę. O ile Marylin jeszcze się nie pozbierał wyprowadził kolejnych kilka kopnięć. Jeśli jednak zdążył wstać, doskoczył do niego racząc go mocnym prawym sierpowym, w który włożył naprawdę sporo siły. Odskoczył, by za chwilę natrzeć ponownie, znowu z prawej strony, a potem lewej.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Wto 17 Kwi 2018, 03:34;

Silver przypatrywał się im z żywym zainteresowaniem poczytaniom walczących. Nawet nie ukrywał, że jest ciekaw jak wypadnie Martinez.
Mason chwycił Latynosa za nogę uwieszając się na nim swoim ciężarem. Powalenie mężczyzny na ziemię kosztowało go sporo wysiłku, przez co nie miał szansy na to, by na dłużej znaleźć się nad nim. Zdołał jednak zadać mu cios w żebra, całkiem mocny. Widział jego gębę nim krew spływająca ze skroni zalała mu oczy. Machnął na oślep, ale Diego już stał. Nie miał nawet kiedy zakląć w myślach - oberwał dwa razy w brzuch, a gdy się odruchowo skulił i odwrócił, w nerki. Splunął krwią próbując mimo wszystko wstać. Bolało jak diabli i był pewien, że ma złamane co najmniej jedno żebro. O plecach nawet nie chciał myśleć.
- Sz... szlag...!
Już na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka widać było, że z Masonem jest nie najlepiej. Mimo tego, że chwiał się na nogach nie zamierzał się poddać. Nie teraz, kiedy jeszcze wierzył, że ma szansę. I być może właśnie ta naiwna wiara i adrenalina krążąca w żyłach sprawiły, że udało mu się wziąć mocny zamach i uderzyć Ramireza w gębę.

K6 LOSOWA
2,4,5,6 - Diego gubi ząb ( możesz wybrać, który )
1,3 - wszystkie zęby są całe

Bez względu na wynik: Widać było wyraźnie, że Marilyn opada z sił. Ból brzucha i pleców stawał się nie do zniesienia, ale wciąż nie chciał przegrać.
- Dobra, Mason! - rzucił jeden z mężczyzn. - Daj sobie siana, następnym razem!
- Ale ci się byczek trafił, Mason!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 18 Kwi 2018, 01:01;

    | Wynik rzutu: 3

Nie pozwolił się przyprzeć w parterze zbyt długo; wiedział, że często to decyduje o wyniku walki, zatem za wszelką cenę nie chciał do tego dopuścić. Mimo to, Mason dość dotkliwie trzasnął go w żebra. Ramirezowi ciężko było jednak ocenić, czy coś mu złamał, bo tępy ból rozmył się po zakończeniach nerwowych, kiedy adrenalina uderzyła mu do krwi. Na ocenę obrażeń przyjdzie czas później, bo obecnie w ferworze walki i krwi, która się polała, Diego widział świat jak za mgłą furii i daleko było mu do racjonalności, co tylko spotęgował kolejny cios pięści Marylina, która wylądowała prosto na jego szczęce. Na szczęście zęby były całe. Splunął krwią po raz kolejny i nie bacząc na komentarze dobiegające ich z boku, raz jeszcze doskoczył do Masona z taką energią, jakby walka odbywała się na śmierć i życie. Kolejna seria ciosów spadła na przeciwnika z lewej strony, a jeśli Mason pochylił się, chcąc markować ciosy, Diego spróbował go złapać za ramiona i docisnąć do dołu, prosto na spotkanie ze swoim kolanem.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Sro 18 Kwi 2018, 04:51;

Dzikość, z jaką walczył Ramirez nie była tym, czego Mason się spodziewał. Zniszczony wieloletnim piciem alkoholu organizm szybciej się męczył, a i sam Marilyn nie był najmłodszy. Ledwo widział nie tylko przez spływającą z czoła krew ale i pulsujący ból jaki odczuwał z każdej strony torsu; mimo to spróbował zadać kolejny cios, nawet na oślep. Trafił w powietrze, a Latynos migiem znalazł się obok niego. Jedno, drugie, trzecie uderzenie - to ostatnie udało mu się jakoś zablokować, jednak zaraz potem został szarpnięty za ramiona. W uszach mu szumiało, znowu splunął krwią. Wiedział, że nie da rady, w końcu zrozumiał. Nie tym razem. Podniósł rękę na znak, że się poddaje w duchu przeklinając swoją słabość.
Jeśli Diego wciąż nie chciał odpuścić, Raghavan i Lazar Rasputiński stojący najbliżej odciągnęli go (dając mu w ryj na ostudzenie emocji, jeśli było trzeba). Mason siedział na podłodze dysząc ciężko. Ktoś pomógł mu wstać, chyba Azhar, który sprzedawał najmodniejsze w mieście okulary przeciwsłoneczne. Niejedna się za nim oglądała na ulicy, szczególnie latem.
- Wygląda na to, że nasz nowy kolega zmiótł konkurencję! - zawołał Silver. Kilka razy, to miały być brawa na pokaz. - Niech ktoś go opatrzy - rzucił w stronę Masona. Biedny, biedny Marilyn. A był taki pewien swoich wygranych. Nie te czasy, mój drogi. Nie spłacisz tak szybko swojej córki. Podszedł do Ramireza i pokiwał z uznaniem głową.
- Kto by pomyślał, żeś taki byczek - zarechotał nieprzyjemnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Pią 20 Kwi 2018, 06:07;

W pierwszej chwili faktycznie wcale nie chciał przestawać; częściowo dlatego, że wpadł już w swego rodzaju ciąg, którego nie tylko chciał, ale i nie mógł przerwać. Podniesiona ręka wcale mu nie wystarczała jako znak na to, że już dość. Nie chodził na kompromisy, a choć Mason naprawdę nic takiego złego mu w życiu nie uczynił, tutaj i w tej chwili zapragnął go dosłownie rozszarpać na strzępy, przynajmniej tak podpowiadał mu instynkt. Domagał się zmiażdżenia go i dalszego rozlewu krwi. W porę się jednak otrząsnął, mniej więcej w momencie, gdy jacyś mężczyźni z widowni chcieli go pacyfikować. Wycofał się na koniec kartonu, strzepując zdrętwiałą od silnych ciosów rękę. Pełną moc obrażeń odczuje pewnie dopiero za chwilę, na razie cieszył się jeszcze resztkami buzującej mu we krwi adrenaliny. Nie czuł satysfakcji, miał kompletną pustkę w głowie. Walka o nic, nigdy nie przynosiła mu żadnych głębszych odczuć, pozwalała jedynie na wyładowanie ciągotek do bezsensownej przemocy, którą zdarzało mu się niejednokrotnie wykazywać. Poruszył się, chcąc sprawdzić, czy żebra ma całe. Wyglądało na to, że owszem, a prócz większych stłuczeń i kilku rozcięć, chyba nic takiego mu nie było. Pewnie powie Elii, żeby rzuciła na to okiem, jak wróci do domu.
Przeniósł beznamiętny wzrok na Silvera, by po chwili uraczyć go grymasem, który miał zapewne przypominać uśmiech.
— Starszy o jakieś dziesięć lat, jak nie więcej, sądząc po postawie najlepszy okres życia spędził chlejąc. Nie przesadzaj — odparł, zgodnie zresztą z prawdą. Na co komu ta farsa? Nie przeczył, Marilyn potrafił dobrze i mocno trzasnąć, poczuł to na własnej skórze. Natomiast z pewnością nie była to walka wyrównana, o czym wiedział zapewne każdy, kto tutaj siedział. Albo po prostu faktycznie nie docenili Ramireza; pewnie sam by siebie nie docenił, patrząc z boku. Nie wyglądał na kogoś, kto potrafił się bić, raczej jak ktoś, kto jeśli już zaistnieje taka konieczność, wysługuje się innymi. Na szczęście nie bał się brudzić sobie rąk. Na szacunek swoich ludzi też musiał sobie swego czasu zapracować, jako raptem gówniarz z mlekiem pod nosem. Szerokość geograficzna w której się wychował była może inna, odległa, ale zasady analogiczne, przynajmniej pod pewnymi względami. Jedyne na co miał w tej chwili ochotę, to prysznic.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 52
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Nie 22 Kwi 2018, 11:09;

Ktoś inny pomógł Marilynowi wstać. Mężczyzna nie wyglądał najlepiej, choć i tak się nieźle trzymał. Syknął z bólu prostując się. Plecy znowu dały o sobie znać tak, że na moment rozmyła mu się ostrość widzenia. Zachwiał się, ale został przytrzymany przez Zachary'ego, który czasem dorabiał w Pechowcu za barem. Był jednym z tych, którzy też potrzebują pieniędzy; miał na utrzymaniu młodszą siostrę. Skinął głową, Brice udał się na górę by znaleźć gdzieś regenerator. Trzeba było pozasklepiać porozcinane łuki brwiowe, popękane wargi i skórę a kościach policzkowych. Mason jeszcze raz splunął krwią, która jak po złości, ciągle zbierała się w jego ustach. Pieprz się, Silver...
John uśmiechnął się nie mniej krzywo. Prawda była taka, że liczył na przegraną Masona. Chciał mu utrzeć nosa i dać nauczkę, by na przyszłość nie był taki pewien swego. Nie gdy negocjuje z nim, Johnem Silverem.
- Trafiłeś na jego gorszy dzień - ni to skłamał, ni powiedział prawdę. Chciał, żeby Mason długo musiał się męczyć ze spłacaniem długu. Łysy był mściwą i złośliwą bestią. - Ciosy w pysk odczujesz pewnie jutro, zawsze miał parę w łapie. Nawet najebany.
Jakkolwiek życzył Marilynowi, powyższe musiał przyznać chcąc nie chcąc. Masona zniszczył alkohol, ale wciąż pozostał mu hart ducha, którego niejeden mógł pozazdrościć. Hartem ducha jednak nie wygrywa się bijatyk ani nie spłaca długu.
- Brice zaraz przyniesie regenerator i lód. Możesz zostać i popatrzeć na innych - skinął ręką. Następny w kolejce miał być Raghavan i pewien chłystek o imieniu Pancho. Jeden z pracowników Silvera przyniósł butelkę z burbonem. Na pewno nie żadnym drogim, a sikaczem. Jak z resztą było z każdym alkoholem tutaj.
Jeśli Diego zdecydował się zostać, obejrzeć mógł kolejną bijatykę. Przeciwnicy byli na pierwszy rzut okaz bardziej dobrani wiekiem i wymieniali równo ciosy aż miło. Pancho skończył ze złamanym nosem, wygrał Raghavan.
Jeśli postanowi wracać do domu, Silver umówił się z nim na kolejne spotkanie i puścił w drogę.

Mason miał dosyć na dziś. Już dano nie czuł tak wielkiej ochoty by napić się wódki. Nie zamierzał jednak dawać po sobie niczego znać. Nie po to ją odstawiał tyle razy, żeby znów sięgnąć. Tyle już wytrzymał. Regenerator zasklepił rany na twarzy; pozostały po nich różowe blizny. Z pomocą Brice'a wszedł z powrotem na górę, gdzie posiedział kilka, zaledwie kilka chwil. Nie chciał przebywać tu dłużej niż to było konieczne. Bez słowa wyszedł z Pechowca odprowadzony wzrokiem kilku maruderów, którzy nawet na moment nie zeszli do piwnicy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ Czw 26 Kwi 2018, 03:17;

Słuchał Silvera jednym uchem, rozmasowując nadgarstki. Z każdą chwilą i stopniowym wyparowywaniem adrenaliny, która tętniła mu w żyłach, coraz bardziej odczuwał stłuczenia. Nie wątpił, że Mason miał sporo pary, odczuł to przecież, a za kilka godzin odczuje zapewne jeszcze dotkliwiej. Liczyło się jednak to, co tu i teraz, a wydarzenia ostatnich minut dobitnie wskazywały, że najlepsze lata Mason ma za sobą. Wyniszczony organizm nie działał już tak, jak powinien. Ramirez jednak nie poświęcał temu już więcej myśli, wszak Marilyn był osobą, o której istnieniu Diego miał nawet nie wiedzieć, bo nie było mu do niczego potrzebne. Stało się jednak inaczej, a los przekornie postanowił, że ich ścieżki się spotkają. Z marnym skutkiem dla któregoś z nich.
— Nie pierwszy i nie ostatni raz — odparł z wolna, narzucając na grzbiet koszulę i krzywiąc się nieznacznie, gdy poczuł, jak materiał przylepia mu się do pleców. Wyprostował barki i skrzywił się, czując, że żebra były jednak słtuczone dotkliwiej, niż przypuszczał. Skinął jedynie głową Johnowi, a zamiast lodu i regeneratora, zdecydował się na wypitą duszkiem szklankę burbonu, niezależnie od tego, jak fatalnej jakośi by nie był. Wolał, żeby to Martinez zajęła się stłuczeniami.
Jeszcze przez chwilę zostali wraz z Jorge, by poprzyglądać się kolejnej bitce. Przywoływała nieco wspomnień z Argentyny; tam też brał udział w takich walkach, choć zazwyczaj raczej w formie sponsora, a na pewno nie zawodnika. Dzisiejszy wieczór stanowił dla niego zatem w jakiś sposób powrót do dawno zapomnianych korzeni, kiedy nawalał się w taki sposób z ludźmi ojca. Mniemał, że skoro Silver wyznaczył datę kolejnego spotkania, cokolwiek miał mu udowodnić, to właśnie zrobił. A dzięki wyzuciu się z prymitywnej agresji, wyładowanej na Masonie, nawet wyjątkowo nie miał ochoty Johnowi ukręcić tego łysego łba za to, jak się panoszy. Ostatecznie jednak był u siebie, jego prawo. Diego liczył chyba na to, że walka, której był widzem, będzie miała mimo wszystko krwawszy finał. U nich na samym końcu szło się już na noże; wpisujący się ryzykowali życiem. Tutaj wydawało się, że wszystko ma łagodniejszy charakter, chociaż kto wie, jak wyglądało to zazwyczaj.
W końcu zdecydowali się na powrót. Ramirez był już zmęczony, a stłuczenia dotkliwie dawały o sobie znać. Dlatego też skinął na Jorge i po schodach skierowali się na górę. Mijając w milczeniu łypiących na nich spod byka bywalców baru, szybko znaleźli się na lodowatym powietrzu. Smagani mocnym wiatrem, który niósł ze sobą śnieg, wsiedli do auta, by w końcu zniknąć równie znienacka, co się pojawili.
    | z/t
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Speluna "Pechowiec"  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Speluna "Pechowiec"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnica Północna-