Share|

Pub Pijany Tordivler

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Pub Pijany Tordivler  ♦ Sro Lip 19 2017, 23:27;




PUB PIJANY TORDIVLER


Całkiem elegancki lokal jak na standardy Rode. Urządzony w stylu przywodzącym na myśl dawne, irlandzkie puby. Wysoki strop z czerwonej cegły, zakurzony parkiet, którego deski przypominają nieco wiśniowe drewno, z podobnych desek wykonana długa lada, za którą wystawione rzędami na półkach czekają różnorakie trunki. Część upędził sam właściciel lokalu. Większość jednak to alkohole, które akurat przywieziono z ostatnim transportem, z dwukrotnie podniesioną ceną. W najdalszym rogu od wejścia znajduje się tarcza do gry w rzutki. Ponadto rozstawione są cztery holowizjery, na których od czasu do czasu miejscowi oglądają mecze, czy inne zmagania sportowe, jak wyścigi chocobów. Cały lokal oświetlony jest ciepłym, nieco przygaszonym światłem, nadającym mu przytulnej atmosfery. Wzdłuż lady ustawiono rząd wysokich krzeseł, oprócz tego znajdują się tam kilkuosobowe stoliki z wygodnymi, skórzanymi kanapami.
Właściciel przybytku warzy własne, nieprzyzwoicie drogie piwo, na które stać głównie przyjezdnych. Oprócz tego w ofercie dostępne jest także zwykły tani browar. Przy większych świętach barman wystawia na środek lokalu beczkę nieco odwodnionego, zimnego piwa, którym goście mogą się raczyć aż do wyczerpania zapasu. Wtedy ceny wszystkich innych alkoholi idą jeszcze bardziej w górę.
W budynku mieście się także niewielki hotelik, w którym zatrzymują się głównie  piloci statków handlowych oraz transportowców.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sob Sie 12 2017, 00:42;

/ z festynu

Artemis zapewnił Karola o tym, że dzieciakom nic nie będzie. Rios z pewnością mógł się poszczyć kolejnym osiągnięciem za które komendant dźwignie mu pensje. Zdawał się nie zauważać potępiających spojrzeń dookoła gdy tak się pochylali w swoją stronę i szeptali. Na lekceważenie zasad higieny pokręcił głową i tylko westchnął oszczędzając godzinnego wykładu na temat zarazków. Najwyżej potem będzie Bucketa czopkował i dawał zastrzyki w dupencje. Myślał o Kozie ale wylądowali w zgoła innym miejscu. Całkiem przypadek, nie żeby Warleggan przypomniał sobie o tym kto pracuje w barze śniadaniowym.
— Na mój koszt. — klepnął Charlesa w plecy, zamawiając im dwa kufle piwa. Artem uraczył się napitkiem z odpowiednią wkładką, mogło to budzić kolejne plotki ale tym się nie przejmował.
— Coś jakiś zmartwiony jesteś. — zauważył, gdy siedli przy stoliku niedaleko szafy grającej na żetony. Wpakował sobie orzeszki do buzi. — Jak mówiłem, dzieciakom nic nie będzie. Znasz pewnie Riosa dłużej ode mnie, wydaje się facetem na właściwym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sob Sie 12 2017, 01:20;

Rios był dobrym człowiekiem, cierpliwym. Cierpliwość była cechą, którą Charles bardzo cenił sobie u ludzi, zwłaszcza na wysokich i znaczących stanowiskach, a to wszystko przez wzgląd na charakterną babcię, która i w świętym potrafiłaby rozbudzić mroczniejszą stronę osobowości. Błogosławiona między niewiastami, wyznawczyni prawdziwej i jedynej wiary, pełna cnót i najsprawiedliwsza ze sprawiedliwych potrafiła kilkanaście razy w tygodniu okupować posterunek, by donieść na uczynki co bardziej niegodziwych mieszkańców Rode. Pan Rios miał z nią prawdziwe skaranie boskie, zatem i jego na pewnym etapie swojego życia Charles spieszył przeprosić za babcię.
Duszkiem wypił jedną czwartą kufla krzywiąc się, i to bynajmniej nie na smak trunku. Prostując kolano miał po prostu wrażenie, że w ranie utknął mu kamyczek z betonowego chodnika.
- Byłbym mniej, ale zostawiłem wszystkie bajgle przy basenie z rybkami - podjął temat w swoim stylu, czyli od dupy strony. Przypomniał mu się pomysł ze smutnym bajglem i aż go zemdliło. Teraz to na pewno dostanie w mordę. Jeśli nie od Rosy, to od Rudolpha. A Ethel podziurawi mu brzuch obcasem. A dziad doprawi strzelbą, tak przy okazji.
- Rios sobie poradzi, urodził się w Rode i zna ten syf. Mam po prostu gówniany dzień, mogłem zostać jednak w pracy. - Był Artemowi wdzięczny, że - celowo, bądź czystym przypadkiem - wybrał właśnie tę knajpę, nieskażoną buzującym estrogenem, który mógłby tu wpaść i zrobić mu awanturę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Nie Sie 13 2017, 15:11;

Pił wolniej. Jego dzisiejszą klęską był jedynie przegrany zakład z Mason lecz nawet i o tym zapomniał po scenach z Panią Bucket oraz szukaniu Riosa tylko po to, aby złapał dzieciarnię. Jak się nad tym zastanowił to czuł lekkie wyrzuty sumienia wobec Charlesa, który w pojedynkę próbował zatrzymać chłopców. Widocznie dzisiaj nie był ich dzień i pozostało im poprawić sobie nastrój męskimi ploteczkami przy piwku i to nie byle jakim. W końcu Pub Pijany Tordivler nie należały do najtańszych. Przekrzywił głowę patrząc na swojego kumpla. Wiele przeszli w krótkim czasie. Artemis nigdy mu nie zapomni ratunku sprzed ołtarza. Gdyby nie Charles to kto wie gdzie skończyłby Warleggan. Wzdrygnął się na wspomnienie Nanny Charisse.
— Nie jest źle, połapaliśmy rybki, posiłowaliśmy się... Ty przynajmniej wygrałeś. — pocieszył Bucketa i upił spory łyk z kufla. — Dobrze, że jutro mam wolne. Powinniśmy skoczyć gdzieś za miasto. — rzucił luźnym pomysłem. Przejażdżka na motorach na przykład. Nie żeby potrafił dobrze jeździć, szło mu to średnio ale lubił się uczyć nowych rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Nie Sie 13 2017, 16:29;

To nie żwirem w kolanie tak się Bucket zmartwił. Choć bolało jak diabli, nie równało się z wyrzutami sumienia, które znów nie zamierzały go opuścić. Pociągnął solidny łyk i wyjął fajki z kieszeni. Bez słowa rzucił je na stół, uprzednio wyciągając jedną. Sygnał był jasny, częstuj się, doktorku.
- No... Nie jest. Rosa do mnie napisała. Chyba jest wściekła - zerknął w bok, na półkę z mocniejszymi alkoholami, które kusiły woltażem, a odstraszały ceną. Poprosił barmana o dwie kolejki, dla niego i Artemisa. Za obie zapłacił. Jeden raz po nadużyciu wysokoprocentowego dobra wzięło go na zwierzenia i od tamtej pory doktor Warleggan jak mnich po złożeniu ślubów milczenia, musiał trzymać język za zębami na temat trwającego niemal dekadę friendzone oraz, co jeszcze bardziej obciążające psychicznie, o snach z udziałem Rosy, które swego czasu Bucket miewał zatrważająco często. Był jedynym człowiekiem na ziemi, który znał aż takie szczegóły. Błogosławieństwo i przekleństwo zarazem. Na propozycję przytaknął żwawo. Właściwie to Charles sam chętnie wyrwałby się z Rode na cały dzień. Praca nie pozwalała mu dotychczas porządnie wypocząć.
- Skoczymy za miasto, a potem wyzwę Max na pojedynek. Nie opuszczę sobie przyjemności sprawdzenia, co potrafi - nie był takim ostatnim chamem, by po raz wtóry pytać kumpla, czy aby na pewno uprzejmie się pannie Mason nie podłożył. Wystarczająco się biedak najadł wstydu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Sie 15 2017, 19:45;

Artemis nie miał nawyku palacza lecz nie ganił Charlesa. Przynajmniej nie teraz. Mechanik wielokrotnie był pouczany i motywowany do rzucenia. Dzisiejszego wieczoru jednak mógł liczyć na Artemisa, a nie doktora Warleggana. Lekarz sięgnął po paczkę i poczęstował się używką, sam sobie odpalił, zaciągnął się spoglądając na Charlesa, potem na ludzi w otoczeniu. Zabawa trwała w najlepsze i gdyby nie pokazy na zewnątrz z pewnością musieliby obejść się ze smakiem, pijąc i ucztując w warsztacie przy słoiku kiszonych ogórków.
— Młode kobiety są podatne na histerię. — powiedział skupiając wzrok na jątrzącym się końcu papierosa. — Co takiego napisała? — nie był zainteresowany w sposób jaki robiły to dziewczęta w szkole średniej. Zbierał materiał do tego, aby właściwie doradzić i po prostu wysłuchać. Nawet mężczyźni potrzebowali kogoś kto wysłucha, zakrzyknie kilkoma kurwami, charknie i wzniesie patetyczny, emanujący testosteronem toast. Blondyn złapał za szklankę i wypił do dna. Rosa, Rosa, garbatonosa. Miał ochotę jej to wytknąć ale niestety taki pyskaty najczęściej był w swojej głowie.
— Ech Max. — westchnął ciężko, sugestywnie. Strzepnął popiół ze stołu na podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Sie 15 2017, 20:51;

Charles wydawał się być pod względem używek niereformowalny. Nigdy nie tknął tych nowoczesnych narkotyków sprzedawanych na każdym nieco bardziej obskurnym rogu w Bronxie czy innym Queens, zwykle nie nadużywał też alkoholu. Fajki jednak kurzył już od całkiem młodych lat, by z czasem awansować do miana pełnoprawnego nałogowca. W tej kwestii Artem i Rosa mogli podać sobie ręce - oboje marudzili na ten paskudny nawyk Bucketa. I obojga równie uparcie w tej kwestii nie chciał słuchać. Zaciągnął się i znów skrzywił. Kolejkę zapił piwem, jako że zależało mu na piorunującym efekcie. Chwilę później jego życzenie się spełniło - błogi spokój spłynął na niego począwszy od gardła, wzdłuż przełyku i zatrzymał się na żołądku. Dziękował sobie w duchu za roztropność i że przedtem tak obżarł się bajglami. Dziś bowiem do domu trzeźwy nie wróci, a żołądek musiał wytrzymać próbę siły.
- "Musimy porozmawiać" - zacytował treść wiadomości z fajką w ustach, jednocześnie wystukując odpowiedź. Najoczywistszą z oczywistych. By nie jątrzyć ani nie szukać zwady przyznał jej w niej rację i przystał na spotkanie. Na wiadomość zwrotną wywrócił oczami i wyprostował się na drewnianym krześle, odzyskując kontakt wzrokowy z kumplem. Podskórnie wiedział już, co go czeka, a biedny Artem wciąż był zapewne nieświadomy, jak wielka awantura przypadnie Charlesowi w udziale. Choć może właśnie wiedział o tym lepiej od niego? Aż mimochodem wspomniał kreaturę, którą to on, nieborak niemal poślubił. Przeszło mu przez myśl, że jego czekać może to samo. A jednak po coś wrócił do Rode. Nie szkodziło mu przecież sprawdzić, czy cokolwiek zmieniło się przez rok, skoro przez poprzednich siedem nie miał na nic szans. Przywitała go wielka pretensja.
- Ano są. Rano, przed tą całą awanturą przy basenie uprzejmie mi podziękowała za to, że nie nie przywitałem się po powrocie. Potem uznała, że nie chce mnie widzieć, a przed chwilą właśnie napisała mi, że to wszystko moja wina - wzruszył ramionami. Stan umysłu sprzyjać zaczął głębokim, filozoficznym rozmyślaniom. Głupi Charles, nawet próbował ją rozśmieszyć i rozczulić obrazkiem smutnego bajgla, wszystko na nic. Nagle poderwał się lekko z krzesła i sięgnął po telefon jeszcze raz.
- Może przegiąłem, nazywając ją głupią kozą? - Mruknął, wystukując jeszcze jedną wiadomość, z przeprosinami. - Ale jak mam ją inaczej nazywać, skoro nadal nic nie rozumie...? - Zacisnął usta, wodząc oczami po stoliku. Dopiero zauważył, że narozlewał piwo. Nagle pochylił się do przodu i ściszył głos.
- Powiedz mi lepiej, co z Max. Nie po to was zostawiłem samym sobie, żebyś wdupił zakład i nic z tego nie miał. Mogę jakoś pomóc? - jeden kącik ust powędrował do góry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sro Sie 16 2017, 23:38;

Artem idealnie miarkował wszystko w swoim życiu. Dla wielu kolegów i koleżanek był po prostu... Nudny. Nie organizował imprez, ani nie brał w nich udziału. Uczył się, chodził na zajęcia szachowe i oglądał sadistic.pl z konta premium, wstawiając zdjęcia z sali operacyjnej wujka Konrada. Różnił się od Charlesa, być może dzięki temu się dogadywali. Podparł się lewą ręką, ćmiąc w ustach papierosa. Obserwował swojego kumpla, to jak toczy bitwę ze samym sobą. Musiał okazać cierpliwość i ugryźć się w język. W końcu najlepszymi metodami są te najprostsze. Zmarszczył wyraźnie brwi, widząc jak Bucket wystukuje wiadomość na telefonie, czuł iż powinien mu go wytrącić z ręki zanim ten zrobi błąd. Wielki, niewybaczalny. Siedział jednak na zadzie, paląc i pijąc, co prawda mniej od współtowarzysza.
— Nie daj się wciągnąć w tą jej gierkę. Gra na twoich emocjach. Niczego złego nie zrobiłeś. — pochylił się do przodu, gasząc peta w popielniczce wykonanej z blaszanego kubka. — Nazwałeś ją głupią kozą? Kozy akurat to mądre zwierzęta. — wytknął. — Sprostuj, że jest goldenką i marzysz o tym, aby zatopić w jej włosach swoje palce. — podsunął zaraz, popisując się romantyzmem.
Przy rozmowie o Max już nie było Artemisowi tak wesoło. Zadąsał się, chowając usta za kuflem.
— Nie rozumiem. Ja nie wiem, ona chyba jakieś sterydy bierze, myślałem, że mi rękę urwie. Kompletnie nie rozumiem... Raz jest miła, raz nie, a jeszcze innym razem okazuje się, że ze mnie szydzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Czw Sie 17 2017, 00:47;

Rozkoszował się w błogim milczeniu lekkością swojego umysłu i dogasającym petem. Kolejny już czekał na rozpalenie leniwie obracany w palcach. Słowa Artema docierały, ich znaczenie nie do końca, rozmywało się gdzieś po drodze. Mimochodem w wyobraźni postawił Charles obok siebie przeciętnego goldena i naprawdę głupią kozę. Być tym drugim było jednak znacznie większym przekleństwem. Uśmiechnął się do swoich myśli, unosząc naczynie do ust.
- Max to łowczyni. Od dziecka w lesie, dziwisz się? Ja nie. Dziwię się tylko, że do tej pory nie zacząłeś grać w jej stylu. Czyli zdecydowanie - podjął, opierając prawą łydkę o lewe udo. Zdążył zapomnieć o krwawiących kolanach, co przypłacił kolejną porcją bólu. Aż się skrzywił i przerwał na chwilę. Zaraz jednak wrócił do tematu, odklejając spodnie od rany - nie będzie miała czasu, ani głowy na szyderstwa oparta o ścianę, z twoimi ustami na swojej szyi - uniósł brew i kufel, dopijając zawartość. Zaraz zamówił kolejny, podświadomie obawiając się nieco porannej kontroli zawartości portfela. Czuł, że po tej popijawie tydzień palenia będzie miał z głowy.
- A co do Rosy... Już raz jej powiedziałem, co myślę, przed samym wyjazdem z wypizdowa. Czegokolwiek jeszcze ode mnie oczekuje... - wzruszył ramionami - ...nieistotne. Na rozmowę zasłużyła i ją dostanie. Mnie to już nic nie obchodzi, mogę jej wszystko powtórzyć i jeszcze raz zrobić z siebie idiotę. Nic mnie to nie kosztuje. - Więcej niż oczywiste było, że Charles wcale nie ma gdzieś. Tylko lista kontaktów w telefonie dawała mu jako taki pogląd na to, ile dziewczyn zaliczył na rocznej emigracji, a mimo to nie czuł się ani trochę bardziej gotowy na spotkanie z tą jedną, którą zostawił w Rode. Dorwał się do dostawionego mu kufla i pił, jakby przez ostatni tydzień łaził po pustyni. Jeszcze jedna wiadomość, nim do reszty straci kontakt z bazą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sob Sie 19 2017, 02:16;

Warlegganowi nie podobał się obrót spraw. Wolał insynuować Charlesowi rozwiązania dotyczące zdrowego stylu żywienia oraz rozwiązywania problemów z Babką i Rosą. To było coś pewnego, coś w czym mógł się wymądrzać ponieważ go nie dotyczyło. Nawet on był wygodnicki. Patrzył na kumpla z coraz to kwaśniejszą miną. Dopił to co jeszcze mieli w kubkach, kieliszkach i zamówił nową kolejkę gdy akurat przechodziła koło nich kelnerka. Przypominała Artemowi nowojorską Amandę.
— Ja się nawet jej nie podobam. — żachnął się — Prędzej mi przyłoży i tyle dobrego, że nie układa się z policją więc nie złożyłaby skargi o molestowanie.
Oboje szastali pieniędzmi jak i tracili kontrolę nad tym ile faktycznie mogą wypić. Przez chwilę nawet wyobraził sobie jak przyciska Max o ścianę, ale wizję zakłóciła druga, gdzie obrywa w klejnoty i pada na ziemię. Pokręcił głową do tych myśli, wyglądało to tak jakby nie zgadzał się z tym co mówi Bucket.
— No to porozma--chik--cie, sobie. — czknął — Przepraszam. Przynajmniej nie będziesz miał sobie nic do zarzucenia. Tylko pamiętaj żeby nie weszła ci na głowę, jesteś dumnym mężczyzną. Inaczej skończysz jak ja z Nanną Charisse. — wzdrygnął się, zachciało mu się siku. — Muszę do toalety. Przypilnujesz? — wskazał na piwo i telefon, w końcu teraz różnych świństw dosypują do drineczków. Polazł się odlać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sob Sie 19 2017, 16:43;

Charles oczywiście czuł się bardzo komfortowo jako teoretycznie bezstronny doradca oraz rad z tego, że udało mu się taktycznie zejść z tematu jego i Rosy. Artemis miał ten przywilej, że o rozterkach Charlesa wiedział najwięcej. Nikomu poza nim nie udało się dotychczas wyciągnąć z niego tak wiele emocji. Choć nawet Warleggan nie wiedział wszystkiego - Charles nie pisnął mu słowem o rozbieranych zdjęciach Rosy, które znalazł na swojej karcie pamięci. Tę część historii zachował tylko dla siebie.
Powiedział już, co myśli o Max i jej preferencjach, resztę zamierzał zostawić Artemisowi i jego rozsądkowi. Zamilkł więc wreszcie i odpalił kolejnego papierosa, odprowadzając spojrzeniem kelnerkę. Mógłby przysiąc, że kiedy tylko zauważyła gapiącego się na nią Bucketa, zakołysała tyłkiem jeszcze bardziej. A może mu się tylko zakręciło w głowie?
- Gdybym dał sobie wejść na głowę, nigdy nie miałbyś okazji potrącić mnie samochodem - mruknął, nim Artem oddalił się na stronę. Zerknął nieśmiało na powierzony mu w zaufaniu telefon i aż zaświerzbiły go paluszki. Rozejrzał się spokojnie po otoczeniu aż skrzyżował spojrzenia z wcześniej wspomnianą kelnerką. Nie czekając, aż ta pochyli się, by podnieść przed chwilą upuszczony widelec, upił spory łyk piwa i zaciągając się fajką chwycił telefon Artema, tym razem bez żadnych podchodów. Wysmarował szybką wiadomość do Max, odłożył aparat na miejsce i zaraz wsadził nos w swój własny, odpowiadając na wiadomości dobrego ziomka, Felixa. Dobrze wiedział, że ma rację i Artem jeszcze mu kiedyś za to podziękuje. Nikt tak nie zadba o jego szczęście, jak Charles Bucket!
- Mój ziomuś, Felix zaprasza nas na bimberek - rzucił do kumpla po jego powrocie ze świątyni dumania. Nie potrafił ukryć cwanego uśmieszku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Nie Sie 20 2017, 03:51;

Niczego nieświadomy oddawał się czynnościom fizjologicznym w pomieszczeniu do tego wyznaczonym. Oparł się ręką o ścianę, starając się nie patrzeć na boki, na kuśki sąsiadów. Nie miał pojęcia skąd takie zwyczaje, że panowie zawsze musieli w publicznych toaletach porównywać swoje przyrodzenia. Sikając, myślał o słowach Charlesa, o Max. Wypity alkohol nie sprzyjał wyciąganiu odpowiednich wniosków. Umył ręce, ochlapał twarz i wrócił. Nie posądzałby kumpla o takie gierki i wysyłanie sprośnych smsów. Gdyby tylko miał świadomość...
— Dzięki. — kiwnął głową , chowając telefon do kieszeni. — Felix? Jaki Felix? Dziwnie się uśmiechasz Charles, a ja muszę nakarmić Dione i Frasera. Trociny im wymienić, robaków nałapać... — przypomniał sobie niespodziewanie o swoich gryzoniach. Wiele dla niego znaczyły, lubił gdy hałasowały w kołowrotku. Bucket musiał skuteczniej namówić doktorka na kolejny etap imprezowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Nie Sie 20 2017, 12:07;

- Felix, kolega ze stacji benzynowej. Ma bimber! To lepiej, niż uchlanie się tutaj. Nie bądź dzik, poznaj trochę normalnych mieszkańców, zamiast patrzeć na Rode przez pryzmat klubu seniora - znów zabrzęczał telefon Charlesa. Wymiana wiadomości trwała jeszcze trochę. Rozmowa z Felixem natchnęła głupiego Bucketa, by jeszcze raz napisać do Rosy. Nakręcany procentami entuzjazm szybko go opuścił. Znów popełnił niewybaczalny błąd i dał się ponieść emocjom. Rzucił swoim telefonem na blat przed Artemem i wyzerował stojące przed nim piwo.
- Zabierz to ode mnie i nie oddawaj póki nie wytrzeźwieję. - Mruknął, odpalając kolejną fajkę, nim jeszcze do końca wypalił poprzednią - nie wiem, jak ty, ale ja idę. Impreza jest nad jeziorem, poza miastem. Wiesz, gdzie. - Zerwał się z krzesła. Gdzieś miał ten cały festyn, a jeszcze głębiej miał fajerwerki. Cokolwiek Rosa od niego oczekiwała - nie dzisiaj, powoli przestawał ją rozumieć i tracił chęć na próbę odbudowania popsutej relacji - pozdrowię Max od ciebie, jeśli też przyjdzie się uchlać - zgarnął paczkę fajek ze stołu i zajrzał do środka. Dwie, zajebiście.
- Do później... i możesz wyłączyć mój telefon, chociaż nikt już chyba nie zadzwoni - obrócił się i wyszedł.

/zt > nad jezioro
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Nie Sie 20 2017, 15:51;

Warlaggen pomyślał sobie w głębokim zastanowieniu co jego kumpel miał na myśli mówiąc, że bimber jest lepszy od uchlania się w porządnej i nie tak taniej knajpie. Nawet nie miał w sobie energii, aby zaprotestować i poprawić Charlesa w kwestii poznawania normalnych mieszkańców. To wcale nie było tak!
— Jesteś pewien? A jak zadzwoni twoja babcia? — ta sama która rozpaczała, że umiera na korzonki. Blondyn poruszył się na krześle i przecierając kąciki ust. Zrobił się głodny pomimo uczucia opicia. Wziął telefon patrząc na wyświetlacz.
Był za porządny na to żeby wyczyniać takie świństwa jak Bucket. Dlatego lekko nietrzeźwy umysł wymyślił o wiele lepszą wiadomość tekstową.
— Dobrze, uważaj na siebie. — powiedział jeszcze na odchodne, patrząc jak mechanik kiwa się, przeciska i znika.
Artemis podparł się jedną ręką, a drugą wystukał wiadomość do Rosy. Niedługo potem również opuścił pub.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sro Sie 23 2017, 11:17;

---> Kilka dni po wyskoku Ash godz.: 4:00 pm

Bar. Praca nieambitna jak lubiłem. Zresztą przecież nie byłem ambitny. Postępowałem według schematu, standardowo przeciętnie, można by powiedzieć, że ni jak. Jedyną różnorodnością jaką miałem były moje dwie córki i ich jakże ambitne cele. Ha pomyśleć że po ojcu, bo na pewno nie po matce. Aha i wciąż nie piłem. Taki to mój dzień.
Bar otwarty, ale o tej porze świecił pustkami. Może za godzinę dwie wejdzie pierwszy gość. Czy czekałem na niego? Nie koniecznie. Miałem czas dla siebie, a właściwie na uporządkowanie rzeczy i tak uporządkowanych. To że byłem alkoholikiem, nie przepraszam pijakiem nie zmieniało faktu, że byłem trochę pedantyczny. Na barze nie było ani kurzu, ani brudnej szklanki, błyszczał w promieniach wpadających przez okno słońca skradającego się ku zachodowi. Ha spojrzałem w okno, taki romantyk ze mnie był, romantyk śmieszek.
Pod barem stała szklanka z czystym, przezroczystym płynem. Tak kiedyś stała tam wódka, obecnie woda. Nigdy jej nie wypiłem, a codziennie nalewałem nową czystą wodę. Dla przypomnienia i pamięci. Nikomu nic nie musiałem udowadniać, robiłem to dla siebie, no i dla Max i Ash. Chociaż od nich nie musiałem słyszeć pochwał. Nie potrzebowałem.
Właśnie wytarłem ostatnią szklankę ustawiając ją w szeregu niczym żołnierze, szklane, smukłe, delikatne, paradoks, niezła armia do podboju co najwyżej ludzkich gardeł.
Uśmiechnąłem się lekko, podniosłem wzrok na drzwi, opierając ręce o krawędź baru.
- No wchodź… - rzuciłem pod nosem, wzrokiem przyciągając pierwszego, jeszcze nieznanego klienta.


Ostatnio zmieniony przez Marilyn Mason dnia Pią Sie 25 2017, 08:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Czw Sie 24 2017, 20:45;

Rode nie wydawało się odpowiednim miastem na samotne przechadzki. Zwłaszcza w przypadku kobiety. W dodatku ubranej w droższe odzienie i noszącej niezgorszą biżuterię. Pewnie, mogła przez to przyciągać niechciany wzrok, lecz taki był już jej styl. Pewne rzeczy się nie zmieniały. Dla co poniektórych spacery przed starczym wiekiem były zjawiskiem co najmniej dziwnym, komentowanym zazwyczaj: “a co ty, stara babcia jesteś?”. Carolynn kobietą w sędziwym wieku się nie czuła, jednak takie wypady zawsze — mniej lub bardziej — pozwalały poznać okolicę, ludzi, tutejsze zwyczaje. Dowiedzieć się gdzie co jest. Technologia mimo wszystko nie zastąpi rzeczywistości.
Pogoda nie należała do najcieplejszych, ale i też nie było zimno. Zachodzące słońce zawsze dodawało okolicy swoistego uroku; Lynn lubiła wpatrywać się w niebo i obserwować zmiany zachodzące na nieboskłonie. Dlatego też przystanęła obok pewnego budynku — i jeśli Marilyn spojrzał w okno to mógł zobaczyć rudowłosą kobietę z rękami w kieszeniach kardiganu. Chyba najbardziej osobliwą rzeczą w jej wyglądzie było spojrzenie skierowane ku niebu… Melancholijne, odległe, zamyślone. W pewnym momencie opuściła jednak głowę i przez okno zajrzała do środka. Jakiś bar. Kompletne pustki. Mason stojący z rękami wspartymi o krawędzie baru. Choć patrzyła przez chwilę na mężczyznę to jednak zdawała się go widzieć jak przez mgłę. Niby tak, niby nie…
Poruszyła się i postąpiła kilka kroków ku drzwiom Pijanego Tordivlera. Lekko otworzyła drzwi, jakby się nie spieszyła. Szpilki wystukiwały miarowy rytm tworząc swego rodzaju muzykę pośród ciszy. Carolynn podeszła do baru, a spojrzenie — tym razem już całkowicie przytomne i obecne — skierowała bezpośrednio na facjatę Marilyna, a potem zawiesiła wzrok na półkach z alkoholem szukając single malt whisky.
— Dzień dobry. Czy ma Pan Aberlour?


/pierwszy post fabularny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t157-carolynn-lshandt#788
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Sie 25 2017, 09:21;

Weszrdł, wyprostowałem się, zanim podniosłem wzrok na klienta, a w zasadzie klientkę przymrużyłem oczy. Około pięćdziesięciu pięciu kilo, szczupła. Teraz podniosłem wzrok, lekko przegiąłem głowę wbijając spojrzenie w rudowłosą kobietę która zmierzała w moją stronę. Lekki uśmiech, przecież nie odstraszę kobiety swoją zakrzywioną mordą. Nawet jak byłem pijany starałem się przyciągnąć do baru klienta i nalać mu jak najwięcej. Hm chyba o to chodziło, by sprzedać produkt, najpierw jednak potrzeba.
Aberlour – usłyszałem. Ja preferowałem zwykłą wódkę. Jednak wiedziałem o co prosi mnie klientka.  I tu był problem w naszym mieście. Mimo, że staraliśmy się dogonić świat ciągle wlekliśmy się w ogonie.
Podążyłem wzrokiem za kobietą na póki z alkoholami wyszukując jej wymarzonego Aberlour’a. Poniekąd dobry wybór, a zadowolenie klienta przecież najważniejsze.
Wróciłem do niej wzrokiem, zacisnąłem usta i pokręciłem przecząco głową. Trochę rozczarowany, no bo w takim miasteczku kto prosi o Aberlour. Przyjezdny. Ona była nowa.
Postawiłem przed nią pustą szklankę na whiskey, dając tym samym do zrozumienia, że coś dostanie i będzie zadowolona. Uśmiechnąłem się ponownie.
- Ale zaproponuję Glenfiddich’a lub… - uniosłem palec do góry niczym profesor – jeśli boi się pani nieznanego smaku polecam starego złotego Walkera?! – tak, tego pana znał chyba cały świat. Uśmiechnąłem się ponownie do rudowłosej kobiety, wrzucając jednocześnie do szklanki trzy krystaliczne kostki lodu. Nie raz strzeliłem sobie w kolano zbytnią pewnością siebie, ale zawsze miałem te pięćdziesiąt procent szans, że klient nie zmieni zdania co do zamówienia i upatrzonego trunku.
- Więc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sob Sie 26 2017, 14:30;

Lynn po wejściu do baru rozejrzała się dookoła chcąc się przyjrzeć charakterystyce wnętrza. To był całkiem… Wysmakowany lokal. Czerwona cegła i wiśniowe drewno ładnie się ze sobą komponowały. Carol musiała jednakowoż przyznać w duchu, że nazwa pubu nie zachęcała; zwłaszcza jeśli chodzi o przyjezdnych — i tych miejscowych również — którzy w smakowaniu alkoholu nie upatrywali wyłącznie doprowadzania się do stanu nietrzeźwości. Ona sama, nawet gdyby chciała, to nie mogła — wykonywana praca wymagała gotowości przez całą dobę. Chociaż… Może nazwa nie była aż tak przypadkowa? Może miała komuś coś przypominać? Zazwyczaj nazwy lokali nie były dla Carolynn ważne w perspektywie ich znaczenia, lecz ta sprawiła, że odczuła potrzebę chwilowego zastanowienia się. Ostatecznie, gdy już podchodziła do lady, skierowała swe zielone oczy bezpośrednio na facjatę Marilyna. Choć nie interesowało ją męskie piękno w kontekście uczuciowym to jednak barman, nawet gdy zdawał się wyglądać na pijanego, był całkiem przystojny. Byłby bardziej gdyby zdecydował się o siebie odpowiednio zadbać. Lekki uśmiech na jego wargach sprawił, że Carol odpowiedziała mu równie lekkim uśmiechem. Usiadła na krześle przed ladą; torebkę miała przewieszoną przez ramię, więc po prostu przesunęła ją sobie na tył.
Chociaż nie westchnęła to jednak musiała się przed samą sobą zreflektować… Była przecież w Rode. Nie Nowym Jorku czy Ottawie. Tu nie dostanie tak wytrawnych trunków. To jednak nie szkodzi; powrót do starych, wcale przecież nie gorszych, whisky nie był taki zły. Dlatego nie zareagowała na przeczenie Marilyna, bo nawet jeśli nie ma Aberlou`a, to na pewno coś się znajdzie. Uniosła jedynie brew ku górze widząc, że mężczyzna stawia przed nią pustą szklankę. W tym momencie zastanowiła się czy chce za wszelką cenę coś sprzedać czy jednak wie, co dobre.
— Walkera nigdy nie lubiłam. Poza czarnym. — Odpowiedziała przenosząc wzrok z półek na barmana. — Poproszę więc Glenfiddicha… — Spojrzała na ilość wrzuconych kostek lodu. O jedną za dużo jak na pojedynczą porcję whisky. — Podwójnie. Bez dodatkowego lodu. — Dodała. Skoro już je wrzucił to szkoda żeby się zmarnowały. Podwójna porcja wymuszała na niej dłuższe zostanie w barze, miała więc nadzieję, że nie będzie to zmarnowany czas.
— Ile Panu płacę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t157-carolynn-lshandt#788
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pon Sie 28 2017, 12:50;

Zielone oczy absolutnie mi nie przeszkadzały. Nigdy nie unikałem spojrzenia, mogłem nawet więcej. Mogłem tak trwać. Ciekawe kto by był w tym skuteczniejszy. W moich po za kolorem i tak nic nie było.
Przytaknąłem bez słowa, sięgnąłem po butelkę i nalałem zatrzymując się przy połowie. Zamówiła przecież podwójnego. Dolałem, po czym zakręciłem butelkę odstawiając na bok, nie na półkę ale tuż obok, by móc sięgnąć ponownie po alkohol.
- Pięć – rzuciłem tylko, albo aż tyle. Nigdy na siłę nie starałem się wciągać kogoś w rozmowę. To klient miał decydować. Jednak to ja zazwyczaj ją rozpoczynałem, nie lubiłem martwej ciszy. Te kilka słów miało ośmielić klienta, a przecież jeszcze ruchu nie było. Właściwie byliśmy tu tylko we dwoje.
- Na długo? – zapytałem krótko na chwilę zawieszając spojrzenie na kobiecie, na krótką chwilę jakbym wyczekiwał odpowiedzi. Nie było jednak to namolne spojrzenie. Jedynie wykazanie zainteresowania odpowiedzią, nie palącego zainteresowania, ale jednak. Przeniosłem wzrok na szklanki, które wydawały się stać nie równo. Zacząłem je poprawiać odrywając swoją uwagę od klientki. Celowe? A kto tam mnie wie. Być może, taki zabieg. Byłem w końcu w pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sro Sie 30 2017, 00:09;

Carol też mogła tak trwać i wpatrywać się w Marilyna. Patrzeć mu w oczy. Sytuacja jednak nie zachęcała do takiego kroku.
— Dziękuję — Rzekła po czym wręczyła mu pieniądze. Przezorny zawsze ubezpieczony; Carolynn nie miała grubych pieniędzy w portfelu, sporej ilości też tam nie było. Rode było małą miejscowością, a i też nie spodziewała się, by Alexandrowi coś strzeliło do głowy. A przynajmniej nic, co wymagałoby natychmiastowego wyłożenia sporej ilości gotówki.
Czasami była dobra i martwa cisza. Milczenie w akompaniamencie cichych dźwięków otoczenia. Spojrzała gdzieś w bok w zamyśleniu i niespiesznie sięgnęła po szklankę z single maltem. Drgnęła usłyszawszy głos Masona.
— To zależy. — Odpowiedziała, chociaż nie dodała od czego. A raczej od kogo. Sir Beaumont przybył tu anonimowo, więc nie mogła go zdradzić. — Mogę wyjechać w każdej chwili. — Dodała. Zawiesiła wzrok na barmanie gdy ustawiał szklanice. Ten krótki moment pozwolił jej przyjrzeć się mężczyźnie. I jego tatuażowi.
— Czy można tu palić? — Spytała niespodziewanie, ale nie sięgnęła do torby. Jeszcze nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t157-carolynn-lshandt#788
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Wrz 01 2017, 09:45;

Po jej słowach zawiesiłem myśli w martwej pustce. Zabrzmiało to trochę jakbym miał zaraz ją wygonić, z Pubu, z Rode i skądkolwiek jeszcze. Tajemnicza. Nie miało to dla mnie większego znaczenia. Była kolejną klientką która wpadała do Tordivler’a na drinka lub dwa.
- Tak oczywiście – uśmiechnąłem się lekko przysuwając do kobiety szklaną popielnicę. Drugą dłonią sięgnąłem po zapalniczkę. Ha oczywiście że byłem dżentelmenem i to jakim. Jeszcze tylko się wyczesać i jechać na podrywy do wielkiego miasta.
Mimo, że dziura z tego Rode Pup trzymał pewne standardy. Taya o to dbała. Może dlatego mnie tu trzymała po umiałem te standardy utrzymać. To że byłem pijakiem, a teraz jestem nie pijącym pijakiem gdzieś tam pod moją głupią czaszką siedziały schematy pewnych zachować. Tak chciałem się zmieniać.
- Czyli tylko przejazdem, jak większość – skomentowałem jej poprzednie słowa – tutaj nawet wiatr nie chce się zatrzymywać – dodałem.
Od jaki ja mądry byłem zaraz wyjdzie, że jestem filozofem i myślicielem w jednym. Myślicielem trochę byłem, a filozofem to kiedyś zwłaszcza po paru głębszych. Podsumowując, byłem nijaki, nudny jak flaki z olejem.
Nie chciałem być niegrzeczny, by zarzucać pytaniami kobietę. To ona sama musiała chcieć. Zacisnąłem w pięści zapalniczkę opierając się końcem nadgarstka o krawędź lady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Wrz 01 2017, 11:24;

< Festyn

Zimne, ciemne mieszkanie nie nosiło na sobie znaków przeprowadzki. Nie czekały pudła, nie spoglądał leniwie z tapczanu na oknie, żaden przywieziony z innego miejsca kot. Klucze wylądowały głucho na szafce obok. Za niechętnym dotykiem miały się zablokować. Nie włączyła jeszcze ani kodu, ani rozpoznawania. Zwyczajnie nie miała na to ochoty. Zimny i ciemny, ale niewielki przedsionek zaprowadził ją prędko do głównego pomieszczenia, serca domu. Powoli ściągnęła z siebie dziwnie szorstkie, dziwnie nieprzyjemne ubrania. Telefon wylądował gdzieś na kanapie. Jakiś czas później wychodziła z łazienki z wilgotnymi włosami.

Poranek przywitał ją nietrzeźwością umysłu. Bynajmniej zeszłowieczornej potrzeby picia whisky do snu. Miała jeszcze na to wszystko dzień. Zaraz po tym dniu będzie musiała stawić się na posterunku, zacząć całą farsę. Komendant wiedział. Może nie wszystko, ale z pewnością był więcej niż świadom, że nie będzie łatwo. Złam ją albo sama ciebie złamie, powtarzał sobie być może. A może miał ją zwyczajnie w głębokim poważaniu. Bardziej niż prawdopodobne.

Do baru zajrzała zupełnym przypadkiem. Jakie przypadki ludzi ze sobą spotykają w jednym miejscu, o jednej porze? Przy jednym kontuarze, na kilku krzesłach. Jakie przypadki splatają wzrok, jakie każą się do siebie odezwać? Milczeć?

W milczeniu rozejrzała się po wnętrzu. Przesunęła dłonią przed oczami, delikatnie poruszając grzywką, która ledwie się zakołysała, wracając zaraz na swoje miejsce.

Barman w Tordivlerze powinien wiedzieć więcej niż barmani w innym miejscu. Odrobiła zadanie, dowiedziała się czegoś. Miała może wrażenie, że prędko wszystko i wszystkich rozpracuje? Nie potrafiła nie zachowywać się w ten sposób. Wyuczony, wycofany, wstrzemięźliwy. Podeszła do przypadkowego kontuaru. Usiadła na wysokim krześle obok rudowłosej kobiety i choć właściwie niezbyt jej się przyjrzała, zagaiła do barmana:

— To samo co ona.

Posłała mu ledwie widoczny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t116-fladrowanie#321
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Nie Wrz 03 2017, 23:53;

To prawda. Marilynowi wystarczyło się wyczesać i jechać na podryw do miasta — i Carol mogłaby się założyć, że niejedna kobieta okazałaby mu zainteresowanie. To, że nie interesowała się mężczyznami pod względem fizycznym nie oznaczało, że była zupełnie ślepa. Widząc zapalniczkę w ręce Masona, kąciki jej ust uniosły się lekko ku górze. Carolynn wyciągnęła z torebki cygaretki i zapałki. Stare, tradycyjne zapałki.
— Skoro już Pan oferuje ogień, to czy mogłabym prosić zapałką? Filtr z zapalniczek nieco psuje smak tytoniu. — Rzekła nieznacznie wyciągając rękę z zapałkami. Do ust przyłożyła cieńszy koniec cygaretki. Po chwili podsunęła też pudełko barmanowi gdyby zechciał się poczęstować.
— Cóż, to zależy od tego jak czasochłonne będzie moje zlecenie. — Nie kłamała, ale i też nie mówiła całej prawdy. — Dla kogoś kto zwiedził część świata Rode wydaje się… Mało intensywnym, cichym miastem na uboczu. Choć zgaduję, że niewiele z tego ma. — Odpowiedziała tym samym dając znać, że chętnie nawiąże z nim rozmowę. Gdy zacisnął zapalniczkę lub zapałki w piąstkę, Carol nie omieszkała spojrzeć mu bezpośrednio w oczy w trakcie pochylania się.
Nieznacznie odwróciła głowę ku kolejnej klientce. Akurat zaciągała się tytoniem gdy ta usiadła na krześle obok niej. Zamówiła to samo co ona, ciekawe… Florence się jej nie przyjrzała, ale za to Carolynn blondynce owszem. Była ciekawa czy nieznajomej przypadnie do gustu Glenfiddich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t157-carolynn-lshandt#788
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sro Wrz 06 2017, 13:55;

Oczywiście, że sięgnąłem po pudełko z zapałkami, po papierosy jednak nie. Gdzieś tam na twarzy pojawił się uśmiech, a potem wzrok kobiety spotkał się z moim. Spojrzenie które rozdzielał płomień z zapalonej zapałki. Ha wzrok myśliwego, trzeźwego myśliwego tak jak mój kiedyś był bystry i wyostrzony. Skupiony na celu, gdzieś z jakąś głębią w źrenicach. Tego nauczył mnie mój ojciec, akurat to wychodziło mi bardzo dobrze. Jedna z niewielu rzeczy w życiu które mi wychodziły. Ustrzelić zwierzynę. Nie to że rudą, ogólnie zwierzynę. Uśmiechnąłem się do siebie w duchu.
Słuchałem jej z uwagą zapamiętując każde słowo, tak by nawiązać kontakt, a potem kontynuować rozmowę. Byłem typem słuchacza, ale potrafiłem też zadawać pytania. Nie dla własnej wiedzy a wykazaniem zainteresowania rozmówcą.
- Zlecenie? Czasochłonne… Jest pani bardzo tajemnicza… Mam nadzieję że nie przyjechała pani nikomu łba uciąć? – uniosłem brew do góry, całkiem poważnie przy tym wyglądałem, takie przecież poważne pytanie, chwila milczenia, powaga no i w końcu uśmiech – Nie to nie to, kolonia karna dawno zlikwidowana… - dodałem luźno i dalej by trwała nasza konwersacja gdyby nie kolejny klient. Chociaż nikt nie powiedział że nie będzie.
Przeniosłem wzrok na nowego klienta, ho kobietę, no nie, nie wierze. Całkiem odmienna od tej przy barze ale też nowa. Czyżby sterowiec zrobił sobie dłuższą przerwę, albo dostarczał hurtowo nowe niewiasty?! Tego nie wiedziałem, ale zaraz się dowiem. Oczywiście oszacowałem jej wagę, taki ze mnie był mierniczy, szybkim ruchem źrenicy zlustrowałem niewiastę, zatrzymując wzrok na jej twarzy. Dałem krok po ukosie jak by w walcu.
- Podwójny Glenfiddich – rzuciłem, informując kobietę o tym co za chwilę wypije. Po przecież stwierdziła, nie pytała, po prostu zapragnęła tego samego drinka.
Automatycznie ustawiłem szklankę przed kobietą, wrzuciłem trzy kostki lodu, a po chwili zalałem ów kostki rdzawo brązową whisky, przysuwając na papierowej podkładce szklankę bliżej kobiety. Przeniosłem wzrok na rudowłosą kobietę, uniosłem kącik ust. Jednak nie wróciłem do konwersacji. Byłem przecież w pracy, a co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie. Odstawiłem butelkę tuż pod bar. No przecież obie kobitki nie skończą na jednym. Chyba.
- Dla pani powtórzyć? – zapytałem spoglądając na szklankę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Wrz 08 2017, 04:03;

Podwójny Glenfiddich... — powtórzyła, jakby w zamyśleniu, włócząc wzrokiem po barze. Niech będzie. W środku było naprawdę niewiele ludzi. O tej porze mogła się spodziewać, jednak nie oczekiwała od tego miejsca, całego Rode, niczego co mogłoby się wpisywać w klimat małych miejscowości. Nie po pierwszym dniu konfrontacji z miejscowymi. Przyszedł czas na kolejne próby charakteru. Na własną prośbę.
Miała słuszne wrażenie, że przerwała im w rozmowie. Niestety, niezbyt tym faktem przejęta, nie podnosiła swojego tyłka znad barowego stołka. Rozsiadła się na nim co najmniej na jednego drinka. Szkocką whisky, której brunatnej zawartości miała się za chwilę z dziecięcą fascynacją przyjrzeć.
Mi możesz powtórzyć — wyprzedziła nieznajomą rudowłosą. Musiała przerwać tę jakże buńczuczną i pełną pewności siebie zagrywkę, przybliżając szkło do ust. Uniosła brwi, odsunęła szklankę w ten zabawny sposób — z jednym palcem odstającym od szklanej tafli tak jakby parzyła, będąc małą filiżaneczką z gorącą herbatą do kruchego ciasteczka na piątych urodzinach najmłodszej latorośli. — swoje imię. — dodała, rozwiewając wszelką wątpliwość co do swoich pijackich skłonności. Prośba zawoalowana śmiałością w błyszczących nutą rozbawienia oczach.
Whisky miało w sobie tę gorycz, której potrzebowała, aby na jej z podniebieniem powitanie, westchnąć przeciągle. Najchętniej zamówiłaby całą butelkę, jako uśmierzenie prószącego od czasu do czasu, od rana z przerwami krótkimi do teraz, niby śniegiem na jej umyśle, irytującego bólu w skroniach.
Ach tak. Pasowałoby się  do płomiennowłosej odezwać, aby nie wyjść już na i tak złośliwą osobę. Wybiegła poza swój naturalny sposób funkcjonowania wczoraj, wrzucona do baseniku z rybkami. Przez jakąś starą babę z bardzo ciężką torebką. Naturalna próba nawiązywania kontaktu, czy jak kto woli, "zaprzyjaźniania" się, została odstawiona na bok.
Rozważyłabyś, ewentualnie, poczęstowanie mnie papierosem? — zapytała, obserwując krótko jak dym unosi się ulotną smugą nad końcówką trzymanego przez Carolyn świństwa. — Whisky, papieros, przydałaby się jeszcze kokaina. — zażartowała spoglądając na faceta za kontuarem. Dwie kobiety, jeden barman, wolne piętro i kokaina.
Może nie w tym uniwersum.
Jestem Florence.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t116-fladrowanie#321
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pon Wrz 11 2017, 10:36;

Kontynuując barowe czynności i temu podobne sprawunki usłyszawszy słowa nowo przybyłej kobiety sięgnąłem po kolejną szklankę. Postawiłem koło siebie czekając aż skończy pierwszego drinka. Zerknąłem jak wlewa do gardła jego zawartość. Musiał smakować zacnie w końcu to był mój dobry wybór. Niestety jakże bardzo się rozczarowałem, jak ona mogła nie wziąć drugiego. Biłem się w myślach czy jednak nie nalałem jakichś szczochów. Ale zaraz ona pytała o moje imię.
Obejrzałem się odruchowo za siebie, czy aby nie stoi ktoś za mną kelnera, kucharz, szefowa. O ile pierwsza dwójka miała się zaraz pojawić tak ostatnia wpadała często gęsto z zaskoczenia. Nie było tam nikogo. Uśmiechnąłem się chodziło o mnie.
- Marilyn… – rzuciłem tylko w kierunku atomowej blondynki. Była pewna siebie zupełnie inna niż ta siedząca obok. Ile ludzi tyle charakterów. A ja lubiłem ich obserwować, zachowania, reakcje. Dlatego po jej pytaniu przeniosłem wzrok na rudowłosą. Florence jak się później dowiedziałem była bezpośrednią kobietą, zdecydowaną, odważną może trochę roztrzepaną. Druga pewna siebie, dystyngowana taka trochę dama z dystansem do otoczenia. Hm no zobaczymy.
Kątem oka spojrzałem na blondynkę po jej słowach. Nie było tutaj zaskoczenia, ani dziwnej reakcji. Raczej spokój. Szybko przeanalizowałem sytuację w jakiej się znalazłem. Nowa w mieście i strzeliła niemal w dziesiątkę, kokaina na prośbę mogła by się znaleźć na ladzie baru, ha może i bym jej zrobił kreskę na zapleczu. Problem był jeden, nie znałem jej.
- Pani też woli zapałki? – zapytałem, wyprzedzając upodobania rudowłosej.
Mogłem powiedzieć Florence ty też wolisz zapałki?! Po godzinach czemu nie, teraz była klientką i na pewno jeśli sama nie zaproponuje ja tego nie zrobię. Generalnie ładne imię, może po godzinach szybciej bym zmienił z pani na ty. Nie wiedziałem też do kogo kierowała swoje ostanie zdanie. O czerwoną cegłę razem z powietrzem rozbiło się tylko jej imię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pon Wrz 11 2017, 21:39;

Spojrzenie Carolynn z kolei było jakby oddalone; jakby kiedyś tliły się w nich uczucia, których teraz nie potrafi, ani tym bardziej nie chce, wyrazić. W przeciwieństwie do Marilyna nie uśmiechnęła się skupiając swoją uwagę na krańcu cygaretki. Palący się płomień z zapałki przypomniał jej jedynie żar Saharyjskiej pustyni.
Uniosła wzrok na mężczyznę w pierwszej chwili będąc zupełnie poważną. Jeśli chodziło o Alexandra — to tak, mogłaby komuś ukręcić łeb gdyby została do tego zmuszona. Oczywiście nie dosłownie, ale… Troszczyła się o Alexandra jak o brata. Była jego żoną-nie-żoną. Po chwili jednak spojrzenie Carolynn zelżało, stało się mniej chłodne.
— Nie, nic z tych rzeczy. — Odparła uspokajająco. Wszak nie miała zamiaru nikogo straszyć. Ani uchodzić za kogoś kto przyjechał ustawiać do pionu ludzi w mieście, które nie należało do niej. Tak na dobrą sprawę przecież żadne miejsce na świecie nie należało do niej. Ani na do żadnego. Była… Wszędzie i nigdzie.
Absolutnie nie przeszkodziła jej buńczuczna postawa Florence, której zresztą nie czuła potrzeby przerywać dając barmanowi czas na odpowiedź. Dopiero później sama się odezwała.
— Nie, dziękuję. Więcej nie wypiję. — Odparła pokręcając głową dla podtrzymania swoich słów. Lynn rzadko kiedy piła nie wspominając już o tym, że nigdy w dużych ilościach. Kwestia upodobania.
Nawet jeśli Panna Chamberlain poczuła się zobowiązana do czegokolwiek nie chcąc wyjść na złośliwą, to i dla Carol i tak nie miało to większego znaczenia. Nie przejmowała się takimi rzeczami. Nie wtedy gdy nie czuła potrzeby ani chęci zawierać głębszej znajomości. Te tutaj były jedynie przelotne.
Carolynn milczała. Przez chwilę zdawało się, że nie usłyszała prośby Florence, ale jednak po parunastu sekundach wyciągnęła do niej paczkę z cygaretkami otwierając ją i częstując. Podała też zapałki gdyby kobieta miała podobne upodobania co do zapalania tychże.
— Carolynn. — Przedstawiła się nie odpowiadając też na kwestię kokainy. Sir Beaumont na pewno jej próbował i pewnie po takiej akcji musiała go w jakiś sposób ratować. Gdy on mówił “Carpe diem!”, ona trzymała głowę na karku będąc absolutnie trzeźwą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t157-carolynn-lshandt#788
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Wrz 15 2017, 02:26;

— Urocze. — uśmiechnęła się pod nosem, dodając cicho jedno jedyne słowo. Co było urocze? Oba imiona, w ten czy inny sposób, kończyły się na 'lyn". Postanowiła ich w tej akuratnej chwili nazwać Lynami. Kto wie, może przerwała im w intymnej sytuacji? W momencie, który mógł przerodzić się w coś więcej? O ile co do tego pierwszego miała uzasadnione wątpliwości, tak w kwestii drugiego nie miała żadnej pewności. Życie to chichot losu. Trzepot motylich skrzydeł. Czy fakt, że utrzymała wzrok na niespokojnych oczach Marylina nieco dłużej niż spodziewane kilka sekund świadczy o tym, że cokolwiek innego się stanie? Czy ukradkowe spojrzenie znad szklanki na, płomiennie rude w świetle barowych lamp, włosy Carolynn sprawi, że wydarzy się odwrotność chwili?
— To nie tak, że dyskryminuję zapalniczki, ale jeśli masz tylko zapałki, w porządku. — odpowiedziała, niezbyt poważnie. Przeniosła wzrok z barmana na rudowłosą. Miała dziwną ochotę na to, aby opowiedzieć żart o blondynce, która przyszła do baru z drabiną, ale zamiast tego rozciągnęła usta w kolejnym, osobliwym uśmiechu. Zresztą, co z tego żartu, skoro nie miała drabiny?
— Marylin, powiedz, która z nas wygląda na bardziej nietutejszą? — zwróciła się do Masona. Bez konkretnego powodu. Tak jak cały jej pobyt w tym miejscu. Przecież nawet nie wynajmowała pokoju. — Oczywiście, nie czuj się w żaden sposób urażona, szukam neutralnego gruntu do niezajmującej rozmowy, dla naszej trójki.
Zachowywała się... nietypowo. Jakby kokaina była jej drugim i ulubionym imieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t116-fladrowanie#321
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Wrz 15 2017, 13:04;

- To dobrze – rzuciłem tylko w kierunku rudowłosej. Można by powiedzieć, że trochę odetchnąłem z ulgą. Przecie Rode to spokojne miasteczko. Dawno zapomniane przez świat. Tylko było coś co przyciągało tu ludzi. Jakiś magnes. A teraz przede mną siedziały całkiem atrakcyjne dwie młode kobiety. Nawet trochę nie pasujące do tego miejsca. No może trochę do tego pubu i do mnie, hihi taki żartowniś trochę był ze mnie. Szkoda że nie byłem pewnym siebie, przystojnym amantem. Rwał bym je obie jak chłop gruszki wczesną jesienią. Ja byłem… właśnie barmanem byłem tylko.
Na alkohol też nie miałem zamiaru namawiać. Szanowałem jej decyzję.
Podążyłem wzrokiem za dłonią kobiety wyciągającej papierosy wraz z zapałkami, smukła niczym strzałka wskazująca gdzie mam spojrzeć. Jedynie źrenice przesunęły się w tamtym kierunku. I właśnie one zatrzymały się na wzroku blondynki. Testowała mnie, czy po prostu zwykłe spojrzenie. Nie rozstrzygałem tego w umyśle, nie miałem w zwyczaju, nie grałem spojrzeniami, a moje spojrzenie było iście naturalne. Spojrzenie barmana jakkolwiek wyglądało spojrzenie barmana.
Bezpośrednia, tak na pewno ta druga była bardziej. Ale obie tajemnicze w chuj i do tego obce. O ile blondynka zdecydowała, że jesteśmy na ty, rudowłosa wciąż była panią, panią Carolynn. A ja byłem w robocie, spoufalanie się z klientkami było tym czym szefowa nie lubiła. Z resztą ja byłem już wdowcem z dorastającymi córkami. Jedna była już dorosła, ale czasami zastanawiałem się czy nie jest w wieku tej młodszej. Te jej dąsy. Eh! Westchnąłem w duchu i dopiero pytanie Florence wybiło mnie z moich kontemplacji dotyczących równowagi dojrzewania moich córek i właściwego im wieku.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Hm, obie – rzuciłem tylko. Taki milczek ze mnie też trochę był.
- Ale… - dodałem po chwili – obie tajemnicze, Tordivler pasuje do wielu przyjezdnych, bo nie pasuje do tego miasta, nie pasuje do Rode, to Tordivler ma wpasowywać się w przyjezdnych, w nietutejszych, w ich inność – nachyliłem się lekko w kierunku Flo, ściszyłem nieco ton głosu – w eleganckie sukienki, stukot obcasów o drewnianą podłogę, garnitur pasujący do ścian, zapach tytoniu wymieszany z alkoholowym aromatem, ciepłość ścian – wyprostowałem się, rozejrzałem w koło, a w końcu uśmiechnąłem.
- Witamy w Rode – spojrzałem na obie panie. Nie wiem co Florence jarała ale musiałem tego spróbować. Wciąż jednak nie miałem zamiaru po nic sięgać i nic proponować innego niż to co stało na pułkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sro Wrz 20 2017, 02:08;

W przypadku Carolynn ciężko mówić o tym, by jej relacja z jakimkolwiek mężczyzną mogła kiedykolwiek przerodzić się w coś głębszego, poważniejszego. Tak właściwie jedynym mężczyzną w jej życiu był Sir Alexander, którego zresztą traktowała bardziej jak brata, któremu zawsze i wszędzie pomoże.
— Zapalniczki psują smak tytoniu. — Odpowiedziała Florence na kwestię dyskryminacji tychże. Gdy uczyła się palić cygaretki pierwszą lekcją było właśnie to, by nie używać zapalniczek, ale zapałki. Nigdy nie próbowała tego zmieniać i zawsze miała je przy sobie.
Pytanie zadane przez blondynkę spotkało się z dłuższym spojrzeniem na jej personę ze strony rudowłosej. Nie spodziewała się, że wpadnie na to, by zadać akuratnie takie pytanie. Odpowiedziała też na sprostowanie jeszcze zanim barman podjął odpowiedź.
— Ależ nie ma najmniejszego problemu. W gruncie rzeczy sama jestem ciekawa. — W przeciwieństwie do Florence, Lynn bez względu na wypowiadane słowa wciąż wydawała się być zdystansowana i nieufna. Z tym ostatnim nie było zresztą u niej łatwo. Przeniosła zielone oczy na Marilyna. Nie mogła wiedzieć o czym myśli, ale tak, niełatwo przechodziła na “Ty”. Nie wspominając już o tym, że nie przepadała za skracaniem swojego imienia. Carolynn. Tak lubiła.
To była dyplomatyczna odpowiedź ze strony Masona. Lynn była ciekawa czy barman zdecyduje się na odrobinę szczerości czy jednak pozostanie na niezbyt spoufalającym się gruncie pozostawiając pole do popisu na później. Tak, zdecydowanie wybrał to drugie.
Jeszcze nie zdążyła dopić single malta ani tym bardziej wypalić swojej cygaretki gdy z torebki rozległ się dźwięk telefonu. Nie odebrała. Nie tutaj. Podniosła głowę na swych rozmówców i wypaliła cygaretkę w popielniczce, a następnie wstała i założyła bagaż.
— Wybaczcie, pilne sprawy mnie wzywają. Udanego wieczoru. — Tymi słowami się pożegnała; na ladzie pozostała paczka cygaretek z zapałkami… Czy zapomniała o nich celowo czy też nie — w środku było jeszcze pięć sztuk.

[z/t — wybaczcie, ale jednak przeceniłam swoje możliwości czasowe i będę Was jedynie mocno spowalniać]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t157-carolynn-lshandt#788
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Wrz 22 2017, 00:07;

Uśmiechnęła się tak jak poprzednio. Wyglądała na rozbawioną, ale rozumiejącą wszystkie zachodzące w tej krótkiej chwili dziwne lub osobliwe rytuały. Może warto przyjrzeć się tej rudej chwilę dłużej, zobaczyć kim jest i w jakim celu przyjechała do tej dziury? Na pewno nie pozwiedzać. Każdy by się domyślił. Nie były tu obie dla zwykłego zwiedzania.
— Ciekawa teoria. — kiwnęła głową. — Zapałki więc poproszę.
Kiedy w końcu udało jej się zaciągnąć, podtrzymała tę chwilę na dłużej. Upuściła papierosową chmurę dymu gdzieś obok. Powoli, z lubością, ulgą. Przesunęła popielniczkę bliżej siebie, jednak zadziwiająco równej odległości od Carolyn.
— Witaj Rode. — mówiła do siebie, do niego, a może o nim? Barman wybrał wersję "pośrodku", tymczasem bezpieczna wersja nie pokrywała się w tym co Florence miała na myśli po jego krótkiej i bez wątpienia ciekawej prezentacji. Zaszufladkowała go? Może powiedziałaby więcej gdyby nie rudowłosa i jej nagły wypadek. Zostali sami. Z paczką zapałek i cygaretkami, po które sięgnęła blondynka.
— Palisz, Marilyn? — odezwała się do barmana. Zaoferowała mu zarekwirowane używki. Zapałki trzymała w drugiej ręce, obracając je w palcach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t116-fladrowanie#321
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Wrz 22 2017, 10:07;

A miało być tak pięknie, alkohol, tytoń, kokaina, dwa żywioły ogień i woda, no i piętro. Suma sumarum nie umiałem powiedzieć która z nich to woda, a która ogień, rude, ogniste włosy mogły być mylące, hm. Chwilę zadumałem się unosząc wzrok na wychodzącą kobietę. Aż tak byłem nudny, nudny jak flaki z olejem. Pewnie tak, jak już wcześniej zauważyłem mistrzem flirtu to ja nie byłem.
- Do zobaczenia - rzuciłem tylko za kobietą niemal wybiegającą z pubu. No cóż pilne sprawy.
Dopiero głos Florence wybił mnie z moich kontemplacji. Spojrzałem na nią potem na paczkę papierosów, potem znowu na blondynkę, tak to ona była ogniem już wiedziałem.
- Palę Florence… - urwałem zdanie na krótką chwilę – na zapleczu, nie przy klientach, po godzinach pracy – dodałem. Jakiż zły to był nałóg, czy gorszy od mojego pierwszego, nie umiałem określić. A po za tym Silver mówił, że kobietom od palenia czarnieją sutki. Czy miał rację, nie wiele ich w życiu widziałem. Moja świętej pamięci żona nie paliła, miała normalne, tzn. tak mi się wydawało. W każdym bądź razie nie widziałem czarnych okopconych kobiecych sutków. Czyli mit?!
- Na długo do Rode? Przejazdem? Do rodziny? – niemal każdemu zadawałem to samo pytanie. Bo o czym innym i w jaki sposób można zacząć urwaną rozmowę. Podniosłem wzrok na blondynkę patrząc na jej twarz przysłoniętą chmurą szarego dymu. Obraz niczym z filmu detektywistycznego z lat trzydziestych. Pub jak zwykle spełniał swoje zadanie i wpasowywał się w klimat i sytuację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Nie Wrz 24 2017, 02:25;

Palę, nie palę. Zaplecze zabrzmiało prawie jak propozycja. Zamiast się uśmiechnąć, odwróciła nieznacznie głowę, przesuwając delikatnie wzrokiem po prawie pustym lokalu. Po wysłuchaniu wszystkiego co mówił o tym miejscu Marilyn, pub zdawał się być bramą, przez której magiczne wrota przechodzą przyjezdni, otrzymując w ten sposób bilet na zaopatrzoną w kilka atrakcji wycieczkę. Prawdziwy, choć prawdopodobnie nie tak kolorowy, Disneyland na własną miarę.
— Brzmisz jak człowiek z jasno określonymi zasadami. — zauważyła, zanim jeszcze zwróciła mu całą swoją uwagę. Tak, z pewnością był człowiekiem, który przynajmniej próbował utrzymywać pewien rodzaj zobowiązań wobec samego siebie. Niektórzy nazywają to zapobiegliwością. Nie zrobisz czegoś ponad swoje zasady, nie doczekasz się niechcianych skutków. Z tym, ze nie wszystkie nieprzewidziane skutki muszą być negatywne. Ale zasady to zasady.
Kiedy zadał pytanie, ona uniosła szklankę do ust. Alkohol zapiekł ją w gardło przywołując świeże wspomnienie o zakopanej w obowiązkach Carolyn.
— To też pewien rodzaj rytuału? Musisz być kopalnią wiedzy, Marilyn. — prychnęła. Wbrew pozorom, miała swoje powody. Mimo koloru włosów można było ją nazwać przebiegłym lisem. Poukładała sobie odpowiedź w głowie. — Sama nie wiem. Nazwałabym to wycieczką biznesową. Na tyle długą, że może jeszcze parę razy odwiedzę twój bar. — powiedziała. — A jaka jest twoja historia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t116-fladrowanie#321
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pon Wrz 25 2017, 11:48;

- Brzmię, aż tak poważnie – uśmiechnąłem się lekko, a może tak źle ze mną nie było. Surowa krytyka samego siebie nie do końca była słuszną. Pomimo tego moja samo ocena zostawała moją własną. Zamilkłem gdy rozglądała się po pubie, badała grunt, teren, sprawdzała gdzie się znajduje. O czym myślała? Nie miałem zamiaru się zastanawiać, wszelkie domysły utrudniały konwersacje.
- Co myślisz o tym miejscu? – pytanie nie na miejscu, ależ skąd, po prostu. Może i byłem kopalnią wiedz. Może i nie. Nie należałem do plotkarzy, byłem po prostu barmanem, a to wiązało się z wiedziałem nieco więcej. Praca polegająca na nalewaniu drinków i słuchaniu wywodów klientów. Tak wiedziałem dużo ale czy byłem kopalnią?
Wsłuchałem się w to co mówiła, nie przerywałem czekałem aż skończy, starając się ułożyć sobie w głowie i zapamiętać jak najwięcej. Kolejne pytania i kolejne. Tajemniczy wypytywacz. Ale czemu nie, nie byłem biurem informacji turystycznej ale coś tam mogłem powiedzieć. A ostatnie jej pytanie trochę wybiło mnie ze schematu.
- Moja historia? – zapytałem, trochę z zaskoczeniem w głosie. Jaka była moja historia, każdy miał jakąś, ale jaką miałem ja. Nudną nieciekawą jak ja sam. Dlatego nie potrzebowałem wielu zdań by ją opisać.
- Urodziłem się tutaj, pracuję za barem, wychowuje dwie córki, hmm w zasadzie została mi jedna – och gdybym wiedział jak młodszą wychowałem – a po za tym… – wzruszyłem ramionami – po za tym zapewne tutaj zakończę swoją przygodę.
Uśmiechnąłem się ponownie. Nie byłem nikim istotnym aby rozwijać więcej.
- Oczywiście zapraszam jak najbardziej… - dodałem, była w cholere tajemnicza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sro Wrz 27 2017, 16:36;

— Masz na myśli pub czy Rode? — zapytała, nie oczekując jednak odpowiedzi. Kontynuowała po króciutkiej przerwie na ostatni papierosowy dymek. — Pub zdaje się spełniać swoje zadanie. Zgaduję, że nie narzekasz na brak klientów. — Zgasiła peta w popielniczce, przez chwilę nie odrywając od niej wzroku zanim znowu nie skupiła uwagi na Masonie.
— Miasto, cóż. W porównaniu do metropolii, przeniesienie się tutaj to zupełnie nowe doświadczenia do zdobycia. Nie mam jeszcze głębszych przemyśleń na temat Rode. — Poza nonszalanckim podejściem miastowej? Żadnych. Rode zapowiadało się na cholernie nudny lub cholernie tajemniczy rozdział w jej życiu. Denerwowało ją to. Trudno powiedzieć co mocniej. Może będzie to tylko akapit? Kilka stron? Miała nadzieję, ale nadzieja matką głupich.
— Nigdy nie wiesz. — podparła brodę dłonią wypuszczając z ust coś na rodzaj westchnięcia. Drugą wychyliła szklankę z nadzieją na kolejną. — Możesz zacząć od wypicia drinka z nieznajomą kobietą z innego miasta. — uniosła brew. Zdaje się, że pominęła całą tę część o córkach i tak dalej. Racja. Nie powiedział czy taki stan rzeczy mu przeszkadza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t116-fladrowanie#321
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Paź 03 2017, 11:50;

- To dobry lokal, miejscowi siedzą zazwyczaj u Slivera w Pechowcu – rzuciłem tylko, a może aż tyle. Jak była inteligentna, a wydawało się że jest łatwo wywnioskuje że to tam uzyska więcej informacji. Oczywiście w takich miastach jak Rode ludzie są nie ufni. Ale warto spróbować.
- Tutaj głównie przyjezdni, hotel, pup, jednak standard jak sama zauważyłaś jest nieco wyższy.
Oderwałem się od pracy skupiając teraz całą uwagę na kobiecie. Słuchałem tego o czym mówiła. W końcu byłem barmanem. A to barman ma słuchać, klient mówić. Tak chyba było najlepiej.
No tak nigdy nie wiedziałem, zwłaszcza nie wiedziałam kiedy ktoś mi zaproponuje drinka. Czy w ogóle byłą to propozycja. Musiałem odebrać to w przekorny sposób, jako niedomyślny chłop.
- Może – rzuciłem, jednak zaraz urwałem, mogłem jej powiedzieć to samo co wspomniałem o paleniu. Nie tutaj, nie przy klientach, może na zapleczu, może kiedyś. Spuściłem głowę, czułem jak okazja przechodzi mi koło nosa, okazja wypicia rzecz jasna. Oczywiście okazja poznania się bliżej z blondwłosą Florence. Pokręciłem przecząco głową by w końcu ją podnieść. Wbiłem wzrok w kobietę. Chwilę myślałem, właściwie zastanawiałem się czy mogę być szczery, czy mogę spróbować.
- Wiesz Florence ja nie piję… - chwila ciszy by w końcu dodać krótkie „już” – już nie piję, ale wciąż palę – dodałem jakby to miało jakieś większe znaczenie. Byłem w końcu nudnym barmanem. Słuchaczem, nic nie wnoszącym ani do tego miejsca, do tego pupu, ba nawet do tego miasta. Czy mogło by być inaczej? Być może kiedyś w dalszej przeszłości, hm, a może i przyszłości.
- Ale tobie mogę nalać – uśmiechnąłem się jeszcze szerzej unosząc prawą brew ku górze. To była, jednocześnie propozycja a także stwierdzenie. Postawiłem nową szklankę na ladzie, zatrzymując na ułamek sekundy butelkę w próżni, jakby czekał na jej szybkie przytaknięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Paź 10 2017, 01:54;

Może zdawał sobie z tego sprawę, że odrobinę go wykorzystywała. Gdyby się zastanowić, każdy kogoś na co dzień w ten czy inny sposób używa do rzeczy mniej lub bardziej szlachetnych lub podłych. Używa, lecz nie zużywa. Co dzień z rana oglądając tę samą twarz w lustrze, co noc kładąc się do łóżka nie o tej porze co trzeba. Sam na sam, z innym kimś.
Odetchnęła, aby za moment wolniutko, z ulgą i spokojem, wciągnąć powietrze. Przez chwilę obie z dłoni kobiety stykały się ze sobą jak do modlitwy. Potarła nimi wolno, jak gdyby szukając ciepła, objęła nadgarstek jednej, z drugą zrobiła to samo aż w końcu, jakimś dziewczęcym gestem, być może zapomnianą nonszalancją młódki, ułożyła na tych dłoniach głowę. Właściwie to wsparła kawałek brody, tak by móc spoglądać na barmana szeroko otwartymi oczyma.
Decyzja o wyjściu z mieszkania okazała się trafna. Nie spotkała po drodze żadnych rozwścieczonych emerytek, ani wtórujących im wnucząt. Przyszła się czegoś dowiedzieć, ale słuchając odpowiedzi Marilyna, została aby się napić. Kiwnęła głową na przyzwolenie.
— Wspominałeś o córkach... — zagaiła, w końcu o jednej wspomniał tak, jakby od jakiegoś czasu nie żyła. Dla przyjezdnej jak Florence nie mogło być oczywiste, ze starsza ze wspomnianych latorośli, znalazła własną glebę do rozwoju.


//Przepraszam Cię, że tyle czasu nie było odpisu. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t116-fladrowanie#321
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Czw Paź 12 2017, 12:16;

Niestety nie zdawał, pewnie by mnie wykorzystała i nawet bym nie wiedział. Taki byłem.
Zerknąłem na nią gdy przyjęła pozycję trochę znudzonego dziecka. Wcale jej się nie dziwię. Flaki. Cóż począć. Taki byłem nudny. Mógłbym powiedzieć, że nawet uroczo tak wyglądała. Przez moment wyobraziłem sobie ją w takiej pozycji lecz w innym miejscu. Nagą, w białej pościeli, przykutą do pasa, oparta o białą poduszkę. Z rozwianymi białym firankami w oknie przez które wpadały poranne, czyste promienie słońca. I ja siedzący przy łóżku na fotelu z drewnianymi podłokietnikami, w śnieżnobiałej koszuli, elegancki czarnych spodniach. W dłoni trzymałem rdzawą, drogą whiskey…
Wróć. Zgrzyt płyty na starym adapterze w mojej głowie szybko przywrócił mnie do barowej roboty. Przymknąłem oczy by odpędzić od siebie tą jakże uroczą wizję. Nie była moją to tylko moje ciche fantazje. Za długo byłem sam, za długo jestem sam i za długo jestem niewolnikiem swoich postanowień i swojej trzeźwości. Dla kogo? I wtedy ponownie jej głos rozbił moje myśli. Dla córek!
- Tak jedna jest dorosła ma… - zamyśliłem się na chwilę by się upewnić, uśmiechnąłem się, Boże jaka ona jest już stara - … ma dwadzieścia sześć lat, a druga szesnaście i obie są równie niesforne… chyba po matce – dodałem z uśmiechem na ustach. No bo przecież nie po mnie.. Chyba. No bo urodę to zdecydowanie po ojcu, ten czar i wdzięk.
- Maxima i Ashley – dodałem po krótkiej chwili -… a Ty Florenc masz rodzinę, dzieci męża? – Nie mój interes zapytałem po prostu. By potrzymać rozmowę. No może trochę z ciekawości, tak im dłużej tu siedziała tym bardziej byłem jej ciekawy. Inna od opatrzonych gęb Rode. Tyle mojego że sobie pogadam z atrakcyjną kobietą przy barze. Szkoda że byłem tylko barmanem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 29
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Paź 17 2017, 21:51;

Fruzia, szarobura polna mysz, która od dwóch tygodni nie dawała Cougar spokoju, wreszcie zdechła. W normalnych okolicznościach Cougar otworzyłaby z tej okazji butelkę wina, zapaliła zapachową świeczkę i świętowała śmierć tego obrzydliwego gryzonia do białego rana. Tym razem paskudny stwór zabrał za sobą całą tabliczkę białej czekolady. Ostatnią i cholernie potrzebną białą czekoladę do wypieku czekoladowych Jezusków. Cougar dobrze wiedziała, że Babka Wiadro dokonałaby wszystkich starań, aby zwolniono ją z pracy katechetki, jeśli zamiast białej czekolady użyłaby czarnej. A ostatnią rzeczą, na jaką Pappercat mogłaby sobie pozwolić, jest utrata stałych dochodów.
Świętowanie należało zatem przełożyć na jutro, a dziś, póki do zamknięcia sklepu spożywczego została jeszcze godzina, należało w te pędy wsiąść na rower i kupić najpotrzebniejszy składnik. Potrzebowała jeszcze pięciu Jezusków na jutrzejsze nabożeństwo części radosnej Różańca.



- Łooo! - wyrwało jej się, kiedy hacząc o krawężnik rymsnęła z roweru na betonowy chodnik. - Jooo jebię - dodała, podnosząc się z kolan. Jasne, jeśli się zbłaźnić, to tylko przed Pijanym Tordivlerem. Już tylko Pechowiec byłby gorszy. - A mogłeś być Jezu murzynem…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t273-cougar-papercat
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Paź 17 2017, 22:47;

Pies pilnujący terenu, na którym mieścił się warsztat mechaniczny Bucketa nie mógł narzekać na brak jedzenia. Rosa często przyjeżdżała na swoim przyrdzewiałym rowerze żeby przywieźć mu coś dobrego. Jemu, albo samemu Bucketowi, którego akurat nie zastała. Zostawiła mu więc pudełko przy tylnym wejściu, żeby sobie odgrzał po powrocie do tej swojej kanciapy. Wcale się nie dziwiła, że nie chciał mieszkać ze swoją babcią. Starą, wredną kundą.
Wyjeżdżała akurat zza zakrętu, trzęsąc się nieco z niezadowoleniem - nierówne podłoże w tym miejscu było lubiane jedynie przez jeżdżące bez siodełka zakonnice, a do tych Rosa się nie zaliczała. Dziadek wychował ją należycie, wedle wszelkich wymogów niewierzenia w żadne bóstwo.
Pełzającą po chodniku, tuż przy wejściu do Tordivlera Cougar zauważyła w ostatniej chwili, dzięki czemu zdołała wyhamować i jednocześnie nie przelecieć przez kierownicę ani nie przejechać katechetce po dłoni.
- Wszystko w porządku? - zapytała, jakby wykopyrtnięcie się na rowerze w miejscu publicznym mogło w ogóle takie być. Rozejrzała się odruchowo, czy ktoś widział. Widział. Mery Cherry, tutejsza prostytutka zakryła dłonią usta, żeby nie pokazać po sobie rozbawienia. Jeden z pracowników doku obejrzał się, by móc lepiej zobaczyć jak Papercat wypina się wstając. - Dziadek mówił, że historycznie i geograficznie rzecz biorąc, Jezus był prawie czarny - podała jej rękę, aby pomóc wstać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 29
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Paź 17 2017, 23:26;

Szczęście w nieszczęściu, że wśród gapiów nie było nigdzie Morningstara i tego jego parszywego, szyderczego uśmieszku. Cougar prawdopodobnie zbłaźniłaby się raz jeszcze, kiedy w odwecie za wykrzywioną w uśmiechu mordę tej szui, wybiłaby mu przednie zęby. Nazajutrz by szeptano, że ma nierówno pod sufitem i nie powinna uczyć dzieci religii. Kolejny powód do zwolnienia.
- W porządku - odparła i wspomogła się pomocną dłonią, aby wstać na równe nogi i otrzepać z brudu poobijane kolana. Zakonnice w dowcipach zazwyczaj miały mnóstwo roboty na kolanach, ale z pewnością żadna nie mogła konkurować z sińcami na nogach Cougar. Były wyjątkowo spracowane. - No… na pewno nie był Azjatą. Azjata uwinąłby się w góra dwa dni.
Czekoladowe Jezuski! Cougar złapała się za głowę i naprędce pochwyciła kierownicę roweru, by przyciągnąć ją do siebie i wskoczyć na siodełko jak rasowy kowboj. Nie przewidziała tylko jednego - Rosa również przyjechała rowerem i rower, za który ciągnęła teraz mocno Cougar, należał do panienki Pankhurst. Zanim się zorientowała, pod nosem obraziła kurkę wodną i psią kostkę.
- Przepraszam, jestem dzisiaj jakaś nieogarnięta... - dzisiaj, wczoraj, jutro. Dzień jak co dzień. - Mysz zdechła przez Jezuska i muszę znaleźć białą czekoladę, bo inaczej nigdy tego nie odpokutuję, zwłaszcza jak przyjdzie jutro Babka… aaa… jak zdrowie dziadka? - zmieniła temat, jak gdyby rzeczywiście interesował ją dziadek Rosy. W gruncie rzeczy nie miała bladego pojęcia kim jest jej dziadek, ale Cougar uważała, że jeśli już Rosa o nim wspomniała, to warto udawać, że ma się to pojęcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t273-cougar-papercat
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Paź 17 2017, 23:53;

- Chyba powinna pani to czymś przesmarować, albo przemyć - stwierdziła mądralińsko, patrząc na kolana katechetki. Jasne, że miała je spracowane, na pewno się dużo modliła. Jak to katechetki. Tak przynajmniej się Rosie wydawało, że w tym zawodzie trzeba zmawiać wiele modlitw. Charlie mówił, że jego babka zawsze zmawia w kościele różaniec. Papercat pewno robiła to samo.
W tym momencie uśmiech Pankhurstówny zmalał, ponieważ rychło uświadomiła sobie, że skoro zmawia różaniec, to pewnie należy do tego kółka różańcowego, które było jak szajka. Niebezpieczny gang złożony głównie ze starszych pań uzbrojonych w ciężkie torebki. Aż zerknęła, czy i Cougar nie ma jakiejś przy sobie. W dodatku zorientowała się, że chciała jej ukraść rower! Szybko złapała za metal bagażnika, choć prawdę powiedziawszy wyszłaby na tym z dużą korzyścią. Rower katechetki był dużo ładniejszy.
- W porządku, w porządku... - zmrużyła oczy słysząc pytanie o zdrowie dziadka. W myślach dokładnie analizowała mimikę twarzy kobiety. Nic podejrzanego jednak nie wypatrzyła poza szminką, która nieco wystawała poza krawędź ust. - Dobrze, dziadek czuje się dobrze.
Ha, głupiutka nie wiedziała jeszcze, że to nie prawda. Hubert był właśnie transportowany do szpitala, przechodził kolejny zawał. A wszystko przez Bucketa, który jak zwykle nikogo nie słuchał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 29
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sro Paź 18 2017, 22:07;

Chwała Bogu, że Cougar nie znała myśli Rosy i nie musiała wstydzić się za własne kolana bardziej, niż wstydziła się do tej pory. Z pośpiechu zapomniała o rajstopach i nie zdążyła wydepilować ud, o czym lada moment sobie przypomniała, kiedy podmuch chłodnego wiatru postanowił postawić delikatne jasne włoski dęba. Przeszły ją ciarki i już sama nie wiedziała, czy jest to efekt zażenowania, czy zbyt krótkich spodenek, które nie przystoiły katechetce.
- Cougar - przestawiła się z uśmiechem i podniosła z ziemi swój rower. - Jesteśmy w podobnym wieku, nie ma co sobie paniować. A to małe miasto.
Och, małe. Cougar kojarzyła Rosę i jej, jak sądziła, chłopaka. To ta, która kręciła (z) loczkiem - całkiem przystojnym mechanikiem z dość dziwnymi, tycieńkimi ślepkami. Siłą rzeczy musiała kojarzyć Charlesa. Jego babkę znało całe Rode i każdy, kto choć raz spotkał ją na swojej drodze wiedział, że jest świętojebliwą miłośniczką nabożeństw każdej części różańca. Czekoladowe jezuski na pewno były jej pomysłem.
- Jestem brudna? - spytała, kiedy Rosa zaczęła się jej uważniej przyglądać. Odruchowo otarła wierzchem dłoni brodę i usta, rozmazując szminkę po obu policzkach. - Już?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t273-cougar-papercat
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Sro Paź 18 2017, 23:09;

Cougar, niczym ten jeżozwierz się zjeżyła na udach, na których pojawiła się gęsia skórka. Dzięki nim aż tak nie marzła. Pewnie już się zabezpieczała na zimę, całkiem rozsądnie. Rosa nagle zdała sobie sprawę z tego, że odkąd zaczęła sypiać z Charlesem nie będzie już miała tej ochrony i będzie musiała zacząć nosić rajstopy pod spodniami w grudniu.
- Rosa - również się przedstawiła choć z góry założyła, że Papercat ją zna. Z barwnych opowieści starej Bucketowej. Ciekawe, jak ta stara torba zareaguje na czekoladowe Jezuski, o których wspominała katechetka. Pankhurstówna wcale nie była przekonana, że to pomysł staruchy!
- N...- zaczęła, ale Cougar już smarowała sobie policzki paluchami brudnymi od szminki. Uniosła brwi z pewnym przestrachem obserwując jak na jasnej skórze kobiety pojawiają się czerwone barwy wojenne. Jak u Indian. - Ni... trochę tu...? - powiedziała niepewnie dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że na twarzy rozmówczyni pojawią się kolejne pręgi. A gdyby tak to rozetrzeć chusteczką? Policzki wyglądałyby na muśnięte różem. Albo jakby Cougar dostała różyczkę. Albo inną poważną chorobę.
- Możemy wejść na moment do Tordivlera, na pewno mają tam lustro i jakiś ręcznik - pokiwała głową czując się winna powstaniu makijażu klauna na licu bogobojnej katechetki.

Sesja przeniesiona do RETROSPEKCJI


Ostatnio zmieniony przez Rosa Pankhurst dnia Nie Paź 22 2017, 21:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Paź 20 2017, 04:24;

Nie miała nic lepszego do roboty lub... w jakiś dziwny i niewiarygodny do końca sposób, satysfakcjonowała ją rozmowa z Marilynem. Nie przyszła tu po to, aby go wsłuchać, ale być może dowiedzieć jakim jest człowiekiem? Zupełnym przypadkiem spotkali się więc w barze, akurat podczas jego zmiany, kiedy drugi barman, o ile takowy w ogóle istniał, zajmował się swoimi prywatnymi sprawami.
Kiedy tak wpatrywała się to w salę, to w niego, przyszły jej na myśl wspomnienia nęcące zniechęconą do rozpamiętywania ich głowę. Uśmiechnęła się mimowolnie, przypominając sobie podobny bar i podobne otoczenie. Tyle, że nie była sama, na wysokim krześle obok powinien siedzieć nad wyraz rozmowny mężczyzna, troszkę od samej Florence starszy.
Obejrzała się na maszynę grającą. Prychnęła pod nosem, a może było to tylko chichot gdzieś z głębi lokalu?
— Jesteś pewien, że nie po ojcu? — zapytała figlarnie, tak samo jak zapytałaby każda kobieta w lekkich flirtach ku interesującemu mężczyźnie. Ach, może to tych trunków zasługa? Nikt nie powiedział, że miała twardą głowę. Być może, być może nie. I jeśli przez chwilę pomyślała o zaciągnięciu tego faceta na zaplecze z wypróbownaiem jego najlepszej kokainy, przeszło jej po wzmiance o matce, chociaż powinno po dzieciach.
— Jestem w separacji. — odpowiedziała zgodnie z prawdą. Nie było potrzeby utrzymywać tego w tajemnicy. Usłyszawszy pytanie, po prostu odpowiadała. A to, że sięgnęła po paczkę papierosów, aby włożyć sobie jednego z nich między wydatne wargi, nie miało najmniejszego znaczenia. Zerknęła na zapałki, sięgnęła po nie i leniwie odpaliła, przytykając pod końcówkę ćmika.
— Jesteś przykładnym ojcem, prawda? — zapytała, z świdrującym wzrokiem dostrzegającej niuanse sędziny. Miał coś za uszami, ale nie chciała tego z niego wydobywać. Dlaczego więc pytała o nieoczywistość, której wolała nie być świadkiem bezpośrednim? — Mówisz w ten sposób... — poruszając dłonią z papierosem między dwoma palcami, nie dokończyła. Wolała żeby sam sobie dopowiedział. Troskliwy, dobry. W pewien sposób trochę się tych słów brzydziła, jednak temat dzieci był jej nieobojętny. Nie po ostatniej, feralnej sprawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t116-fladrowanie#321
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pon Paź 23 2017, 14:44;

- Hehe po takim brzydalu… daj spokój – uśmiechnąłem się w jej kierunku całkiem szczerze, machnąłem przy tym ręką. Nie udając, w zasadzie rzadko udawałem, byłem sobą. Trzeźwy, pijany ale sob. Oczywiście w każdej sytuacji na inny sposób.
- W separacji… – powtórzyłem za nią i nic więcej. Każdy ma jakieś życiowe problemy, ja nigdy nie miałem odwagi, albo nie chciałem być w separacji z matką moich córek. Póki nie zmarła. A teraz po tych kilu dobrych latach. Czy czuję się wolny? Hm też byłem poniekąd w separacji, nas sparowało dwa metry piachu.
- Przykładnym? – zapytałem trochę zdziwiony tym stwierdzeniem. Nie zdążyłem odpalić jej papierosa, chyba nawet na to nie czekała. Obserwowałem jej ruchy, każdy gest, teraz jeszcze bardziej skupiłem swoją uwagę na jej ruchach. Może nie powinienem, ale czemu nie. Czemu nie mogę patrzeć na kobietę z wyraźnym zainteresowaniem? Aha bo byłem nikim!
- Nie mi to oceniać – dodałem po krótkiej chwili – najlepiej zapytać moich córek… Ale wiesz co, tak całkiem szczerze, tak bez zbędnych ceregieli i mówiąc całkowitą prawdę i ja to wiem, myślę że nie jestem przykładnym ojcem… W jaki sposób? W jaki sposób mówię Florence?
Lokal się zapełniał kolejnymi gośćmi. Uświadamiało mi to jak szybko płyną czas, przy niej. Przy Florence. Gdyby to był inny czas inne miejsce, na chwilę oderwać się od Rode, wyjechać w inne miejsce być anonimowym, nie alkoholikiem, po prostu anonimowym, nie znanym. A tutaj, wciąż przygniatała mnie niska samoocena, wciąż stawiałem siebie na szarym końcu łańcucha pokarmowego. Poświecenie uwagi przez atrakcyjną kobietę wydawało mi się nieprawdziwe. Wiedziałem że za trzydzieści, a może czterdzieści minut pojawi się mężczyzna który przysiądzie się do baru, zaczepi atrakcyjną Florence, a ja będę musiał wrócić do wycierania szklanek. Taki nikt ja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Paź 24 2017, 01:22;

Kiwnęła głową zaciągając się papierosem. Wyciągnęła szyję, jak kotka na gorącym dachu, gotowa zaraz się przeciągnąć, odchylić głowę w tył i spod półprzymkniętych powiek uśmiechnąć się oczyma wszystko wiedzącymi. Żadnej z tych rzeczy nie uczyniła, zasłaniając twarz złożonymi jak do modlitwy rękoma, między którymi — w niemal centralnym punkcie między palcami lewej ręki — tlił się płomień podrażnionego wdechem papierosa.
W separacji? Och. Och, nie było żadnego och. Och cóż za szkoda, och cóż za utrapienie. Och i och raz jeszcze. Przecież to takie smutne, takie prywatne i takie ochczywiste. Była wdzięczna, że nie zapytał o szczegóły — bo zdarzały się takie przypadki szczególnej wścibskości. Nie miałaby jednak najmniejszego problemu rozmawiać o tym konkretnym zagadnieniu jako elementu jej życia. Prawdopodobnie nie widziałaby również sensu się nad tym konkretniej, o ironio, rozwodzić.
— W sposób pełen przejęcia, który pozwala mi domniemywać, że mylisz się co do siebie. — Co do córek? Co do własnej, niskiej samooceny? Tego nie mógł wiedzieć. Tego z pewnością nie chciałaby mu teraz zdradzać, pociągając kolejny łyk alkoholu, który zaczął powoli szumieć w jej głowie jak coraz mocniejsze odgłosy rozmów w tle. Papierosy i alkohol smakowały wygodnie.
Ale przyszedł czas na odsunięcie fajki od ust, zamknięcie jej w dymiącej się jeszcze z lekka parę chwil popielniczce. Nie upijała ostatnich łyków na pośpiech. Zostawiła szklankę opróżnioną do połowy. Może zrobiła to specjalnie? Zgodziła się na rozmowę, a kiedy wybiło wpół do whisky, zostawiła mu pytanie i wybór. Może niosła coś za sobą ta szklanka, a może była li szklanką bez większego sensu i przeznaczenia.
— Muszę wracać. — powiedziała. — Do następnej rozmowy, Marilyn. — Zsunęła się z barowego stołka. Obcasy stuknęły dźwięcznie w posadzkę. Stuk, puk. Pochyliła się delikatnie nad blatem. — Może następnym razem będziesz miał coś mocniejszego. — Zdaje się, że chciała mu mrugnąć jednym okiem, ale tylko na zdawaniu się skończyło. A skoro już się ze sobą zadawali posłała mu lekki uśmiech. Na pożegnanie. Chociaż to jeszcze nie był ich znajomości koniec.

ZT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t116-fladrowanie#321
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 46
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Wto Paź 24 2017, 08:58;

Kątem oka niezauważenie, przynajmniej się starałem dyskretnie obserwować każdy gest, każdy ruch, wnikliwie. Na pewno to widziała, trochę chciałem, trochę nie chciałem by mogła to widzieć. Na pewno chciałem by była świadoma, że poświęcam jej swoją uwagę. Taki po prostu byłem. Czy to coś więcej czy uwaga po uwadze, sam nie wiedziałem.
Tajemnicza. Tyle, albo aż tyle mogłem sobie w myślach powiedzieć o atrakcyjnej blondynce z wielkiego świata, trochę figlarnej, trochę zadziornej.
Tak samo jak obserwowałem, tak samo słuchałem co do mnie mówiła. Człowiekowi było ciężko ocenić samego siebie zwłaszcza w sposób obiektywny, ja nie wiedziałem.
Nic nie mówiłem, uśmiechnąłem się na jej słowa. Mimo swoich rozważań i niskiej samo oceny twarz za zwyczaj miałem pogodną. Dlatego też uśmiech był całkiem szczery.
Przysunąłem do siebie popielniczkę pochylając się lekko nad barem, niemal w tym samym czasie co Florence.
- Może... – rzuciłem krótko na jej propozycję o mocniejszych wrażeniach, ale nic więcej. Krótko ale dając do myślenia.
- Zatem do zobaczenia Florence – odwzajemniłem uśmiech, szybkim ruchem źrenic zlustrowałem niedopitą whisky jednak nie ona był teraz istotna, a odchodząca kobieta, odchodząca Florence. Nie słuchałem teraz jak tupie obcasami, patrzyłem jak wychodzi i znika za barowymi drzwiami. Może trochę łakomo. Przymrużyłem oczy tak jak zawsze mierząc swoją myśliwską strzelbą tuż przed celowaniem do zwierzyny. Florence była wyjątkowym okazem. Przez krótką chwilę pomyślałem czy była w moim zasięgu.
Potem wróciłem do wycierania szklanek. Zabierając tą jej, nie dopitą. Na chwilę zatrzymałem wzrok na szmince która została na jej brzegu.
- Coś mocniejszego – pokręciłem z rozbawieniem głową mrucząc pod nosem do siebie.
Dzisiejszy dzień w pracy miną ”szybko” haha, a ja wracając do domu nie czułem głodu alkoholowego, nie czułem potrzeby wypicia, tego dnia poranek wydawał się spokojniejszy, tego dnia miałem myśli zaprzątnięte jednym klientem. A przeważał kolor zieleni na tle blondu.

ZT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t135-marilyn-mason
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Paź 27 2017, 17:38;

/początek

Po powrocie ze stacji, pomimo wypalenia połowy paczki, dalej był dziwnie wyprowadzony z równowagi. W końcu stwierdził, że dobrze zrobi mu zimne piwo i chwilowa chociaż zmiana tematu. Napisał więc smsa do Bradforda. Mijali się ostatnimi czasy gdzieś na posterunku i prawdę mówiąc od dobrego miesiąca nie było jeszcze okazji, żeby na spokojnie usiąść na dupie przy piwie i pogadać.
Umówili się w Tordlivlerze, jako że wybór mieli raczej ograniczony. W Pechowcu raczej nikt nie powitałby ich z otwartymi rękami, a Riosa po przesłuchaniu Silvera tym bardziej. Był już zmęczony tym cholernym miastem i tym, że gdziekolwiek się człowiek ruszy, wszystko zna na pamięć. Zajął jeden ze stolików, byle jak najdalej od tego, który ostatnio dzielił z Elią i zamówił piwo, po czym odpalił kolejnego papierosa, łypiąc to tu, to tam i wypatrując Bradforda.
Dziwił mu się, kurewsko mu się dziwił. Raphael nie był tutejszy. Na jego miejscu już by go tu dawno nie było. Chyba, że faktycznie ta dziura miała jakąś moc przyciągania i kto raz tu przyjechał, już jej za nic nie zostawi. On też mógł wyjechać, dlaczego zatem wciąż tu tkwił? Dobre pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ Pią Paź 27 2017, 20:45;

Bradford wparował do knajpy z fajką w ustach. Rozejrzał się po pomieszczeniu szukając wzrokiem Riosa. Warga już mu się prawie zagoiła, ale rana na boku jeszcze nie do końca. Na pewno zostanie mu tam blizna, ale nie miał zamiaru jej usuwać. Jakby nie patrzeć mógł na jej temat snuć fantastyczne opowieści, oczywiście każdej kochance inną i wychodzić na dzielnego policjanta, a tak naprawdę ten ślad na ciele miał mu przypominać, dlaczego siedział w tej zapadłej dziurze.
W końcu dostrzegł Leonela przy jednym ze stolików, siedzącego i obserwującego otoczenie, z nieodłącznym papierosem w ustach. Ruszył w jego stronę. Nie zwracał zbytniej uwagi na otoczenie, bo nie spodziewał się by tutaj ktoś chciał im wbić nóż w plecy, choć zapewne ten  i ów krzywo patrzył na pojawienie się psów w lokalu. Bradford jak zawsze miał to głęboko w dupie.
W kilku krokach znalazł się obok kumpla.
- Cześć.- wyciągnął rękę by się przywitać i zajął wolne miejsce, jednocześnie gasząc  peta w popielniczce.- To co dzisiaj serwuje bar?- dopytał zerkając na kufel piwa. Mogli w sumie zacząć od piwa a skończyć na whiskey. Kto wie jak się wieczór rozwinie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Pub Pijany Tordivler  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Pub Pijany Tordivler

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Similar topics

-
» Ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnica Północna-