Share|

Nowy Jork, luty 2226

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pon Sie 13 2018, 20:29;




hotel „Four seasons”, Nowy Jork



Zabytkowy już obiekt pięciogwiazdkowy spod szyldu Four Seasons, usytuowany pomiędzy Park Avenue a Madison Avenue, a zatem w pobliżu Central Parku. Cieszy się sporą popularnością, nietrudno tu więc o pozostanie anonimowym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pon Sie 13 2018, 20:30;

    | po rozmowie z Elią.

Ramirez miał tę irytującą manierę, by nie palić za sobą żadnego mostu. Dlatego też każda zawierana przez niego znajomość, która nie zostawała powierzchowną, mogła w przyszłości okazać się przydatną. Żadnego numeru nigdy nie usuwał, jak również żadnej twarzy nie wymazywał z pamięci. I właśnie z tego powodu dziedzic fortuny Warlegganów otrzymał w lutym telefon z prywatnego numeru. Nie żeby Diego nie zdawał sobie doskonale sprawy z tego, że dziwnym zrządzeniem losu i Artemis osiadł w dziurze o niebywałym przyciąganiu kłopotów, jaką było Rode. Nie byłby jednak na tyle niepoważnym, by tak ryzykować i spotykać się z lekarzem w granicach miasta. Po co, skoro można było wykorzystać tę okazję do wyrwania się poza duszne, zasypane śniegiem po pas miasteczko i powrócenia do dawnych czasów, kiedy wszystko było znacznie prostsze. Nie pamiętał już dokładnie roku, w którym poznał Artema, na pewno było to jakoś przed 2222. Pojechał w interesach do Wenezueli, ale żal było nie skorzystać z plaż, które oferowała, więc wieczorami praca schodziła na boczne tory. Poza tym była z nim wtedy Elia, zanim jeszcze wszystko posypało się jak domek z kart. To były dobre czasy. Kojarzył ojca Artema, dlatego od samego początku miał na jego temat lepsze zdanie, niż gdyby nie miał pojęcia, kim jest ten nieszczęsny gringo. Zresztą Warleggan junior szybko zapracował sobie na własny rachunek i dołączył do puli kontaktów do wykorzystania na przyszłość. Jak sądził Diego, działało to w obie strony.
Umówienie się na spotkanie nie było specjalnie trudne. Warleggan był akurat w Nowym Jorku, Ramirez mógł tam bez trudu dojechać, poniekąd ciesząc się ze zmiany otoczenia i dając Elii chwilę wytchnienia po rewelacjach, które usłyszała. Poza tym Jorge został i miał na nią oko. Nie wątpił, że jego telefon mógł Artema zdziwić, tym bardziej że nie mógł zaoferować mu żadnej informacji ponad tę, że potrzebował przysługi. Mimo to mógł tylko liczyć, że lekarz nie zabłądzi i stawi się na spotkanie w loży hotelowego baru, małego pomieszczenia znajdującego się na uboczu, całkowicie ukrytego przed wzrokiem i słuchem osób postronnych. Tak naprawdę wątpliwości mogło budzić, dlaczego zdecydował się akurat na rozmowę z Artemisem. Towarzyszyła mu jednak świadomość, że chwilowo jego kontakty w ojczyźnie są całkowicie spalone. Pozostało korzystać z innych opcji. Pojawił się na miejscu nieco wcześniej, instruując na kogo czeka. Zamówił tequilę i pozostało mu jedynie cieszyć się tym, że jej smak jest znacznie lepszy niż szczyn z Pechowca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Sie 14 2018, 00:10;

| po wizycie w szpitalu oraz rodzinnym domu

Artemis wrócił do domu ale tylko po to, aby wkrótce przenieść się do hotelu przy Central Parku. Potrzebował czasu oraz przestrzeni na przemyślenia, gdzie nie musiałby narażać się na wyczekujące spojrzenia matki, ani syknięcia nadal obrażonej Apolliny. Obie kobiety wyglądały na zadowolone z wizyty u ojca. Doskonale wiedziały jaki wpływ na syna ma George. Artemis wiele im nie powiedział, zaszywając się w swoim dawnym pokoju i bijąc z myślami. Za każdym razem robiło mu się niedobrze. Z ratunkiem przyszedł niespodziewany telefon. Ciekawość oraz chęć wyrwania się z rodzinnego domu przeważyła nad niepewnością co do intencji rozmówcy. Minęło sporo czasu od ostatniej rozmowy i Warleggan od tamtej pory zachowywał dystans. Obecność Ramireza w Rode była zaskakująca, lecz wolał nie wychodzić z żadną inicjatywą kontaktu mając świadomość z kim ma się do czynienia. Logika podpowiadała ostrożność. Przysługa brzmiała dwuznacznie. I groźnie. Artem podpowiedział kilka miejsc, aż ostatecznie umówili się w Four Seasons.
Spóźnił się dziesięć minut przez wybór koszuli. Dorastając z Polą, nabył cząstkę kobiecego pierwiastka, która przykuwała uwagę do wyglądu. Odpowiednie ubranie, perfumy, fryzura i buty. Buty zawsze musiały wyglądać na nowe i czyste. Bez trudu odnalazł Diego, podchodząc najpierw do baru, aby zamówić chłodną piña coladę.
— W końcu mamy sposobność porozmawiać. — powiedział, na powitanie wyciągając rękę. Na blond włosach znikały ostatnie płatki śniegu, a ramiona płaszcza nosiły ślady wilgoci. Był ciekaw, a zarazem miał obawy. Latynos z pewnością nie fatygował się w błahej sprawie. Ostatnie czego życzył sobie Warleggan, to życiowe komplikacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Sie 14 2018, 18:12;

Na szczęście Diego jako bardzo typowy pod pewnymi względami przedstawiciel swojej nacji, nie miał w zwyczaju nigdzie się spieszyć, stąd też spóźnienie Artemisa umknęło jego uwadze w konfrontacji z butelką naprawdę niezłej tequili. Podobnie elegancki co reszta gości, Ramirez nie rzucał się specjalnie w oczy, w czarnym garniturze i z włosami zaczesanymi gładko do tyłu. Jedynym co mogło wzbudzać jakiekolwiek wątpliwości, były skórzane rękawiczki, których mimo wszystko nie zdjął. Nigdy się z nimi nie rozstawał i nie zamierzał tego robić teraz, nawet jeśli charakter rozmowy z zamierzenia był nieformalny. Intencje Ramirez miał krystalicznie czyste; przez większość czasu. Wystarczało nie narażać na szwank jego cierpliwości i nie próbować puszczać go kantem, a dotrzymywał danego słowa z nawiązką. Potrzebował pomocy lekarza, a zatem Artem nie miał się czego obawiać, choć oczywiście nie miał jeszcze o tym pojęcia, dość rozsądnie trzymając się od Diego, a zatem od kłopotów, z daleka.
— Artem, amigo! — Uśmiechnął się na widok Warleggana i wstał z wygodnego miejsca na sofie, rozkładając ręce. Zawsze bacznie przyglądał się rozmówcom, sprawiając wrażenie, jakby zamierzał przewidzieć każdy następny ruch, jaki może komuś przyjść do głowy. W skąpym oświetleniu baru, jego oczy wydawały się jeszcze bardziej ciemne, niż zazwyczaj. Uścisnął rękę mężczyzny i wciąż wyraźnie zadowolony, że go widzi, wskazał mu miejsce obok. Pojawił się kelner, by zabrać płaszcz Artemisa, a Diego usiadł dopiero wówczas, gdy zrobił to nowo przybyły. — Ile to już lat minęło odkąd się widzieliśmy? Nic się nie zmieniłeś — rzucił. — Cieszy mnie, że zgodziłeś się na to spotkanie. Tequili? — Spojrzał na Artema, tylko przelotnie przemykając wzrokiem po jego drinku. Pamiętał Warleggana juniora jako całkiem dobrego kompana do imprez, przypuszczał zatem, że na tym jednym się nie skończy, ale wpierw meritum sprawy.
— Jak leci? Wciąż zarabiasz nieprzyzwoite ilości pieniędzy, żerując na cudzych kompleksach? — Zażartował, rozlewając alkohol nawet jeżeli Artem nie wyraził chęci picia. Jak nie teraz, to potem, noc wszakże młoda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Sie 14 2018, 22:43;

Artemis w pierwszej chwili po prostu odwzajemnił uśmiech i pozwolił Ramirezowi mówić. Dało to chwilę na zebranie myśli. Rękawiczki nadal dziwiły po kilku latach, lecz nigdy o to nie pytał. Nie spuszczał wzroku, odnotowując, że czas nie zaszkodził Diego, a wręcz przeciwnie. Sprawdzało się tu powiedzenie "jak wino...". Jako plastyk zwracał szczególną uwagę na ludzką urodę. Dostrzegał mankamenty, rzadziej brak skaz.
— Chętnie. Dlaczego miałbym się nie zgodzić? — zapytał cicho parskając. Nie rozstali się w niezgodzie, wręcz przeciwnie. Obaj jednak wyczuli niuanse podczas przypadkowego spotkania w Rode. Dzięki temu jeszcze długo pożyją w dostatku i spokoju. Upił swojego drinka, słodkawy kokosowy posmak przywoływał miłe wspomnienia z wenezuelskich plaż i nocnych klubów. Może zabierze ojca na wakacje do ciepłych krajów?
— Już nie. Trochę się działo od naszego ostatniego spotkania. — zawahał się czy wspominać o swojej ucieczce sprzed ołtarza i zakręceniu kurka przez rodziców. — W Rode zająłem się chirurgią. Tym zawsze się interesowałem, ale myślę o powrocie na stare śmieci, aby się odkuć. — plastyka nadal cieszyła się sporym zainteresowaniem społeczeństwa. W obliczu straty ojca, Artemis musiał myśleć o swojej rodzinie. O matce i siostrze. Na bankowości się nie znał więc pozostawała medycyna estetyczna.
— Nie sądziłem, że spotkam cię w Rode. I to z Nią. — odchrząknął pomiędzy pina coladą, a tequilą. Kto nie miesza, ten się nie bawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sro Sie 15 2018, 00:32;

Jak to mówią: nie ma ludzi brzydkich, są tylko biedni. Bez względu na to, jak cynicznie by to nie brzmiało, akurat w przypadku Diego nie miało większego znaczenia. Można było to nazwać dobrymi genami albo fartem. Tak naprawdę rzadko kłopotał się wizualnymi aspektami starzenia, raczej brak potomka go niepokoił. Wpierw jednak należało rozwiązać inne problematyczne kwestie, które go tutaj dzisiaj sprowadziły.
— Choroba cywilizacyjna zwana brakiem czasu — odparował beztrosko. Też nie spodziewał się Warleggana w Rode, ale nawet najmniejszym gestem nie dał poznać, jakoby znał go choć trochę lepiej ponad to, co zasłyszał od pomocnych staruszek po niedzielnej mszy. Tak naprawdę nie łączyły ich przecież żadne nielegalne interesy, poza kilkoma imprezami z atrakcjami o wątpliwej legalności, w wenezuelskim zaciszu nagrzanych od słońca plaż.
— Wyobrażam sobie. Rodzice już zaciągnęli cię przed ołtarz? — Rozparł się wygodniej na sofie i przerzucił rękę przez oparcie. Pytanie było bezpośrednie, być może bezczelne, choć nie bezzasadne w ich wieku. Tym bardziej nie bezzasadne, jeśli miało się do czynienia z kimś, kto miał po ojcu dziedziczyć fortunę. Diego cała ta szopka ominęła, u nich funkcjonowało to inaczej. Poza tym paradoksalnie, Ramirez nie miał nic przeciwko ustatkowaniu się, to czynniki zewnętrzne zadecydowały inaczej. Dobór specjalizacji Artema nie dziwił. Rode to dziura. Prędzej trafia się pacjent, któremu trzeba poskładać kończyny, niż powiększyć cycki.
— Sam nie przypuszczałem, że się tam spotkam, a jednak oto jestem — urwał, wciąż zachowując całkowitą swobodę, nie zdradzając, jak bardzo konieczność siedzenia w Rode go drażni. — Miałem kilka rzeczy do załatwienia. Świat to jednak małe miejsce — dokończył lekceważąco i wyciągnął rękę z kieliszkiem w stronę Artemisa. — Salud — rzucił, nim wlał alkohol do gardła. Znajomo zapiekło w przełyku, ale nawet się nie skrzywił. Spoważniał natomiast, gdy tylko padło zdawkowe z nią. Nie tylko Artem musiał myśleć o swojej rodzinie.
— Sprawy się skomplikowały. Właśnie dlatego zadzwoniłem — przyznał, polewając nonszalancko następną kolejkę. Artemis znał jego i Elię z innych czasów, kiedy nie zastanawiali się jeszcze, jakby się tu wzajemnie pozabijać. Kiedy Martinez należała tylko do niego, dlatego że tego chciała. Wszędzie za tobą pójdę. I poszła, na własną zgubę. — Co wiesz o modyfikowaniu wspomnień? Spotkałeś się z tym kiedyś? — Wbił w mężczyznę badawcze spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sro Sie 15 2018, 16:13;

Na brak czasu nie narzekał. W Rode miał go pod dostatkiem, nawet jeśli codziennie w przychodni było co robić. Na początku ciężko było się przyzwyczaić. Artemis jedynie się uśmiechnął, nie podejmując tematu. Szybko jednak się skrzywił. Skąd Diego wiedział? Gdyby byli już po kilku głębszych to z ust Artema poleciałaby wiązanka przekleństw i potok zdań, które krążyłyby wokół niesprawiedliwości oraz wieszania psów na instytucji małżeńskiej. Wyprostował się i wbił spojrzenie w jasnego drinka.
— Prawie zgadłeś. Dwukrotnie, ale tym razem wspaniałomyślnie mogę sobie wybrać babsztyla z którym spędzę resztę życia. — skomentował z goryczą, opróżniając obie szklanki. Nie miał nic przeciwko następnej kolejce. Warleggan rzadko ukazywał pokerową twarz, tak jak w tej sytuacji można było czytać z niego jak z otwartej księgi. Nie chciał się żenić i miał to wypisane na czole. Temat źle wpływał na jego nastrój, dlatego też zerknął na Diego nieprzychylnie. Było to jedynie odbicie jego własnych emocji, niż faktyczne odczucie na temat latynoskiego problemu. Westchnął przenosząc uwagę na samotną kobietę podchodzącą do baru. Z głośników zaczęła sączyć się piosenka o niczym. Usłyszawszy pytanie o modyfikacje wspomnień zmarszczył czoło i odwzajemnił spojrzenie.
— Owszem, spotkałem. Zagadnienie dyskusyjne i wywołujące sporo emocji. Podobnie jak debata nad szkodliwością szczepień. — powiedział by zaraz wziąć porządnego łyka. — Na studiach poznałem kilku zapaleńców. Jeden nawet poszedł siedzieć na długie lata za zabicie dziewczyny i zjedzenie połowy jej mózgu, bo jak twierdził: był pewien, że w ten sposób dowie się czy go zdradzała. — uniósł brwi znacząco i nadstawił szklankę na kolejną rundę. — Komu chcesz namieszać w głowie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pią Sie 17 2018, 00:54;

Diego wyrobił sobie na przestrzeni lat nawyk obserwacji ludzi. Z ich mimiki dało się zwykle wyczytać więcej niż ze słów, często było nią też ciężej oszukać. Zwykle robił to w poszukiwaniu ewentualnych furtek i słabości, jednak nie tym razem. Nawet jeżeli stosował zasadę głoszącą, że znajomych należy szanować, a mimo to mieć w głowie plan, jak się każdego z nich pozbyć, ot na wszelki wypadek, nie dawał tego szczególnie odczuć. Roześmiał się nisko.
— Wybierz mądrze, skoro są tacy łaskawi. Nie sztuka wziąć ślub, sztuka w nim wytrwać i nie pozabijać się po drodze — rzekł, wbijając wzrok w pełny kieliszek, którego zawartość już po chwili wlał sobie bezceremonialnie w gardło. Alkohol zaczynał bardzo powoli działać i rozluźniać napięcie, ale w dalszym ciągu nie tracił z oczu celu, dla którego się tu dzisiaj pojawił. Ramirez pod pewnymi względami pozostawał bardzo konserwatywną osobą, a więzy małżeńskie były dla niego istotne, bo wszak rodzinne. Stąd też nie tolerował rozwodów. Niewierność załatwiało się w ich stronach inaczej, a pozostałe problemy dało się naprawić. Nie zareagował na nieprzychylne spojrzenie Artema w żaden sposób, bo i nie widział powodu, choć podpowiedziało mu to, że Warleggan istotnie nie przepada za tym tematem. Zapewne dlatego Diego uznał za stosowne go pociągnąć. — Która będzie tą szczęściarą? Nie ma sensu zbyt długo zwlekać z wyborem. Po prostu musisz ją zobaczyć i... — urwał, trzaskając pięścią w stół. Głuchy dźwięk który się rozległ, miał symbolizować skomplikowane procesy zauroczenia, nie stosowanie przemocy wobec kobiet. — Już wiesz — zakończył, rozkładając ręce. Myśli niebezpiecznie zboczyły w stronę Martinez. W końcu jego uwagę odwróciła piosenka, która wypełniła bar. Skrzywił się nieznacznie i sięgnął po butelkę, żeby zapełnić kieliszki. Ktokolwiek odpowiadał za muzykę w tym lokalu, bez wątpienia nie miał gustu.
Wbił puste spojrzenie w Warleggana i zamienił się w słuch. Tak naprawdę nie obchodziły go kontrowersje ani emocje, które mogły takie zabiegi wywoływać; był egoistą i zdanie reszty społeczeństwa naprawdę nie mogło go interesować mniej.
— I co, dowiedział się? — Przechylił głowę i roześmiał się dopiero po chwili, choć oczy pozostały zimne. Zazdrość robiła z ludźmi straszne rzeczy i prowadziła prosto w objęcia szaleństwa, więc już nawet historia desperata, którą przytoczył Warleggan, nie wydawała się aż tak gorsząca. To go jednak nie interesowało. Poderwał do góry rękę z kieliszkiem i wypił, zwlekając z odpowiedzią.
— Sęk w tym, że już namieszałem. Potrzebuję to teraz odwrócić. Cena nie gra roli. — Na jego twarzy odmalowała się tylko determinacja w czystej postaci; nie żartował, to jedno było pewne. Liczył też, że Artemis zdaje sobie sprawę, że mówiąc o cenie, niekoniecznie ma na myśli pieniądze. Za dobrze wiedział, że rozmawia z kimś, kto i tak ma ich sporo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pią Sie 17 2018, 08:51;

— Ha. Ha. Ha. — nie było mu do śmiechu, cierpiał gorzej niż Werter. Napił się i zakaszlał, bo poleciało tam, gdzie nie trzeba. Szaroniebieskie oczy lekarza zaszkliły od łez. — Dzięk-uję w-wielce khe khe za ra-ady. — otarł łezki. Zaraz też podskoczył na gwałtowne uderzenie w stół. Kilka osób, które były na tyle blisko, aby to usłyszeć również. Nikt jednak nie zwrócił na to szczególnej uwagi. Muzyka nadal sączyła się z głośników, samotna kobieta zamawiała drinka, a barman polerował szklanki.
— Chryste Panie, chyba tak jest tylko u was na południu. — powiedział. Nie rozumiał tego całego trzaskania i gromu z nieba. — To nie jest takie proste, a miłości od pierwszego wejrzenia nie ma. Co najwyżej feromony. Pameli na pewno nie widzę jako Warlegganowej, znasz chyba Pamelę? — na pewno znał, choćby z widzenia. Trudno było w Rode całkowicie kogoś nie znać.
— Ją to bym normalnie zabił! — nawet pokazał Diego jak, udusiłby! Miał jednak jakąś patologiczną słabość do pielęgniarki, a może po prostu był tym psem ogrodnika, albo gorzej, znacznie gorzej. — Nie masz jakiejś latino siostry pod ręką? — zapytał i zaraz sam sobie pokręcił głową. — Matka by mnie zabiła. Wiesz, rodzina jest trochę rasistowska, czyste geny i tak dalej... — wraz z kolejną zawartością szklanek świat robił się przystępniejszy, a w głowie pojawiały się głupsze myśli. Machnął w stronę kelnera.
— Taaa... — przeciągnął samogłoskę w zamyśleniu i pochylił się do przodu, opierając o stolik łokciami. — Czytałem o kilku metodach. Znam też jednego typka i skoro cena nie gra roli to powinniście się dogadać. Byłeś przy całym procesie zmieniania wspomnień? Wiesz, że to swoje źródło ma w przesłuchaniach CIA? — konspiracja!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pią Sie 17 2018, 18:42;

Werter prawdziwie zaczął cierpieć dopiero wtedy, kiedy strzelił sobie w łeb i nie trafił, co wiązało się z bardzo powolną śmiercią. Ramirez miał szczerą nadzieję, że Artema nie spotka podobny koniec. Roześmiał się, ale nie skwitował już słów o radach. Tak naprawdę słuchanie go w kwestiach związkowych, zakrawało na działanie co najmniej ryzykowne. Na szczęście Warleggan wcale nie musiał wiedzieć o tym, że kiedy to jemu kobieta wpadła w oko, postanowił ją sobie zabrać, nie bardzo przejmując się jej zdaniem. A potem zrobił jej ogrom okropnych rzeczy wierząc, że to w słusznej sprawie. Niestety przekonywał się powoli, że pod pewnymi względami nawalił. Nie zamierzał się nad tym jednak teraz zastanawiać.
— A kto tu mówi o miłości? — Diego nie lubił tego słowa, szalenie go bodło ilekroć je słyszał. Spojrzał na Artemisa z rozbawieniem i zaczął bawić się pustym kieliszkiem. — Pamela, Pamela... — Powtórzył pod nosem, chcąc odszukać ją w odmętach pamięci. Jak na wzorowego obywatela przystało, co niedziela siedział w kościele; nic zatem dziwnego, że jak najbardziej wiedział, o kim mowa. Opinię na jej temat pozostawił jednak dla siebie. — A tak na marginesie, co mi powiesz o pannie Mason? Tej starszej — wypalił po chwili, wbijając badawcze spojrzenie w Artemisa. Nie miał pojęcia, jak blisko się znają. Pytał właściwie tylko po to, by upewnić się, czy aby na pewno była tak dobrą łowczynią, za jaką się uważała. Skoro miał z nią wejść do lasu, wolał wiedzieć, na co się pisze, a Artem wydawał się całkiem rzetelnym źródłem informacji.
— Wszystko da się zrobić — odparł nonszalancko. Co prawda nie sądził, by Artem w tej chwili mówił akurat w stu procentach poważnie; trudno było też określić, na ile poważnie mówił Diego. Poza tym podobnie gwałtowne uczucia jemu samemu nie były obce, ale o tym nigdy nie mówił na głos. — Nie oddałbym ci mojej siostry, nawet gdybym ją miał, amigo. Pies na baby z ciebie — prychnął i błysnął zębami w uśmiechu. Przywykł do rasizmu, czasem nawet bazował na tym, że ludzie w Ameryce traktowali go z tego powodu z góry. Zabawne, biorąc pod uwagę, że sami byli imigrantami. Burzenie się przeciwko ich oburzeniu byłoby jednak walką z wiatrakami, a Diego zwykle wykorzystywał to na swoją korzyść.
— Zależy mi na czasie. Jak szybko dałbyś radę zorganizować jakieś spotkanie? — Zegar tykał. Elia mogła knuć nawet teraz, a on nie potrzebował dodatkowych problemów. Poza tym czuł, że jest u kresu wytrzymałości i może w końcu zrobić coś, czego będzie bardzo żałował za jakiś czas. Tylko ona mu została. — Byłem — skrzywił się na samo wspomnienie. — Wchodzisz z kimś, kto byłby za ciebie gotów oddać życie, a wychodzisz z kimś, kto patrzy na ciebie jakbyś był niczym. Mogę sobie wyobrazić, że to pomysł CIA, są skłonni wpaść na równie popieprzoną torturę — machnął ręką, a gdy kelner podszedł, zamówił kolejną butelkę. Zabrzmiało to co najmniej tak, jakby wiedział o czym mówi. Kiedy tylko donieśli im alkohol do stolika, polał następną kolejkę. Co jak co, ale na pewno nie tracił czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sob Sie 18 2018, 01:27;

Artemis nie należał otwarcie do tego typu mężczyzn, których określano romantykami. Widać to szczególnie po licznych związkach i kobietach na jedną noc. Ewidentnie miał jakiś problem lub lubił sobie po prostu poużywać. Zobowiązujące relacje zaczynały po jakimś czasie stresować, iluzja szczęścia pękała jak bańka mydlana i budził się sam.
— Jaaa? — wzruszył ramionami. — Nie przemawiają do mnie aranżowane małżeństwa dla materialnych korzyści. Poza tym... — urwał z westchnięciem. Dopił to co miał w szklance i poczekał, aż Diego poleje.
— Co, mieć żonę i tylko się wkurzać? — zapytał retorycznie. Najwidoczniej to go gnębiło odkąd tylko rodzice zaczęli wspominać o ożenku. — Poza tym... Muszę ci powiedzieć, że uwielbiam dobre rżnięcie. Ale zgrabne ciało to za mało, wiesz, o czym mówię? Musi być jeszcze t o  c o ś. — wykonał zamaszysty ruch ręką, prawie wywracając butelkę.
— Posuwałem tą całą Pamelę i na początku wszystko było wspaniale. Ona zadowolona, ja zadowolony i mógłbym tak non stop... Wspaniałe ciało, samo piękno, ale wiesz co? Nie mogłem w niej skończyć. Tak, po prostu. Wiesz czemu? Bo już skończyło się t o   c o ś. — widać było po Artemisie, że wlał w siebie zdecydowanie za dużo. Oczy błyszczały, policzki się zaróżowiły i mówił to co ślina na język przyniosła. Nie dał sobie przerwać. I to było najgorsze.
Zamrugał łapiąc butelkę, tym razem on rozlewał. Rozpiął guzik koszuli czując gorąco. Zaskoczyło go o pytanie o Max.
— Max? — i zaraz się głupio uśmiechnął. — Krnąbrna w każdym aspekcie. Mon petit sauvage. Myślałem, że to taka gra pozorów, że niedostępna, że nerwuska... — gestykulował i najlepiej było zabrać butelkę z zasięgu jego rąk — Ona... — dokończył przygłupim uśmiechem, podpierając ręką głowę. Myśli zbłądziły we wiadome wspomnienia. — A czego od niej chcesz? — gdyby był trzeźwy to spojrzałby podejrzliwie, teraz tego nie potrafił.
— Pies na baby. — zaśmiał się cicho pod nosem. — No i sam widzisz, jak to jest. La putain.
Oparł się o siedzisko i podniósł spojrzenie poza Diego. Chętnie by się poruszał, może powinni pójść na jakiś dancing? Albo do knajpy na wielkiego burgera. Przy omawianiu modyfikacji wspomnień, udało mu się jako tako zachować powagę.
— Tydzień? Dwa. Nie wiem, dawno z nim nie gadałem. Co zrobisz jak nikt się nie znajdzie? — nie bełkotał, nie leżał pod stołem, ani nie chichotał bez przyczyny. Jeszcze mogli mówić o biznesach, jeszcze bo Warleggan powstrzymał się na razie przed wysuszeniem zawartości szklanki. Jak za dawnych lat należało łapać za kołnierz, bo Artem choć mądry to w pewnych sytuacjach tracił głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sob Sie 18 2018, 19:30;

Tu się różnili. Może Diego nie nazwałby się romantykiem, co gorsza gdyby tylko próbował zagłębić się w to, czym było jego relacja z Elią, prawdopodobnie nie byłby w stanie tego wytłumaczyć, ale nie dla niego były przygodne skoki w bok i jedno nocne zabawy. Za mało ufał ludziom, by mogło tak być. Nie znaczyło to jednak, że w jakimkolwiek stopniu jego iluzja szczęścia się nie rozwiała; w zasadzie w ogóle jej nie było.
— A kto nie lubi dobrego rżnięcia? — Roześmiał się nisko, sięgając po butelkę. A jednak tym razem nim polał alkohol, zdjął rękawiczki. Choć można by się spodziewać, że skoro z takim uporem je nosi, coś jest nie tak z jego dłońmi, były o dziwo zupełnie normalne; na serdecznym placu błysnął niespecjalnie wystawny sygnet rodowy Tequila wylądowała w kieliszkach, a Diego słuchał wywodu Artemisa, coraz bardziej rozbawiony. — Wspaniałe ciało to nie wszystko. Popatrz — urwał na chwilę, wykonując dyskretny ruch dłonią w kierunku kobiet siedzących przy barze. Zgrabne ciała opięte sukienkami zwracały uwagę, ale to wszystko. — Piękne, zadbane, zdesperowane. Ale czy to jest materiał na żonę? Oczywiście, że nie. To c o ś, o czym mówisz. Lepiej bym tego nie ujął. Znajdź taką, która ma to coś, a nie będziesz się wkurwiać. — Proste i klarowne. Co prawda czasem nie sposób uniknąć nerwów, coś o tym doskonale wiedział. Wyjątkowo zdawał sobie sprawę z tego, że akurat było w tym sporo jego winy.
Uśmiech Warleggana był zbyt wymowny, by mógł go błędnie zinterpretować.
— Obracasz ją, Warleggan. — To nie było pytanie, nie musiał pytać, by wiedzieć. Nie znali się co prawda jak łyse konie, ale i tak nie miał problemu z rozszyfrowaniem, co jest na rzeczy. A choć nie mógł mniej dbać o to, z kim sypia Artemis, uznał to wszystko za zabawny zbieg okoliczności. — Ma mnie zaprowadzić do lasu, muszę coś sprawdzić. Chciałem podpytać co wiesz o jej umiejętnościach, ale jak sądzę, możesz mi się się tylko ewentualnie pochwalić umiejętnościami Mason zgoła innego rodzaju — uśmiechnął się, trochę tylko kpiąco. — I jak, ma to coś? — Dopytał, wypijając następny kieliszek. To była naprawdę dobra tequila, poczuł się niemal jak w domu. Tylko Elii mu tu brakowało, jednak z drugiej strony biorąc pod uwagę ich obecne relacje, potrzebował trochę przestrzeni.
Wybranie się na coś do zjedzenia nie było głupim pomysłem, nie mógł sobie jednak pozwolić na całkowite rozluźnienie, dopóki nie ustalą konkretów. Zabawa zabawą, ale choćby miał wyszarpać Warleggana za kołnierz, musieli doprowadzić tę kwestię do końca. A potem zostaną już tylko przyjemności, jak za dawnych lat.
— Lepiej tydzień — stwierdził krótko. — Będę szukał aż do skutku. Skoro się tym interesowałeś, wiesz przynajmniej w teorii jak to zrobić? — Przyjrzał mu się z uwagą. Właściwie niczego nie dało się wyczytać z jego twarzy, jeszcze nie. Wyraźnie się pilnował, traktując kwestię modyfikacji priorytetowo. Nie powiedział tego na głos, ale to nie były żarty. Albo proces da się odwrócić, albo... No właśnie, albo co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sob Sie 18 2018, 21:31;

— Otóż to, otóż to! — potakiwał, wyciągając w kierunku Ramireza szklankę z paluchem wskazującym. O to chodziło. Najlepiej gdyby wspaniałe ciało szło w parze z urokiem, inteligencją i t y m  c z y m ś. Popatrzył za Diego w stronę baru przy którym siedziały kobiety. Kuse sukienki, ostry makijaż i cycki spod ręki chirurga. Artemis był w stanie wydać osąd na odległość. Na wytknięcie, że obraca Max, zaczerwienił się i odwrócił wzrok z wyraźnym speszeniem.
— Noooo... Jakoś tak się złożyło... — zatopił wargi w alkoholu. — Była rozbita, śmierć ojca, sam wiesz...
Trochę naginał, ale czuł się po części głupio, a zarazem dumnie. Jakby zaraz mieli porównywać swoje rozmiary. Gdyby tylko Warleggan wiedział, że przyczyna kłopotów Max Mason siedzi naprzeciwko niego to prawdopodobnie rozmowa potoczyłaby się całkiem inaczej. Nawet jeśli na wspomnienie o śmierci Masona, Diego zareagował w jakiś sposób, to Artem tego nie dostrzegł.
— Max jest świetną łowczynią. — zapewnił szczerze. — Ale nie narażaj jej zbytnio, okej? Bez względu na to co chcesz tam sprawdzić. I tak ma już zbyt wiele kłopotów. — nawet spojrzenie zrobiło się wyraźniejsze, znak powagi. — I ją lubię. — dodał, zerkając na swoje dłonie. Nie odpowiedział czy Max ma t o   c o ś. Każda na początku to miała, a potem wszystko wracało do nudnej normy. Wątpił, aby powtórzyli wspólną noc. Nawet jeśli miło ją wspominali. Przerwał rozmyślania kolejnym tankowaniem, skrzywił się nieznacznie bo tequila gryzła w gardło.
— Tydzień. — powtórzył za Diego, by zaraz wywrócić oczami i pokiwać głową. — W teorii tak, nigdy jednak nie sprawdzałem tego w praktyce. Odświeżę swoją wiedzę w razie, gdyby nie udało mi się nawiązać kontaktu ze znajomym. — wyczuł, że rozmówca domaga się pewnego rodzaju zobowiązania. Choćby wstępnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Nie Sie 19 2018, 19:40;

Roześmiał się, gromko i szczerze, widząc zaczerwienienie i speszenie Artemisa. Kobiety z baru zeszły gdzieś na boczny tor, zresztą nigdy nawet nie pretendowały do miana głównego toru. Nie rozglądał się za babami. Mimo to niezmiernie ubawiła go reakcja Warleggana, z pozycji kogoś, kto kiedyś zachowywał się identycznie. Nie powiedział tego jednak na głos.
— Wykorzystałeś jej żałobę, ty chory popaprańcu — parsknął, wyraźnie żartobliwie, zatem Artem nie powinien tego mocno brać do siebie. Żaden mięsień na jego twarzy nie drgnął, gdy został wspomniany ojciec Max. Ramirez nie miał nawet cienia wyrzutów sumienia. Na kogokolwiek Mason trafiłby tamtego wieczoru, oberwałby. Miał wyjątkowego pecha, że Silver sparował go akurat z Diego. Jeśli zatem ktoś chciałby szukać winnych, łysol powinien otworzyć tę listę. Dla Argentyńczyka nie było to przecież nic osobistego. Zdawał sobie oczywiście sprawę z tego, że gdyby Warleggan wiedział o jego udziale w całej sprawie, to rozmowa wyglądałaby inaczej. Pytanie tylko, jak dokładnie, bo jedno było pewne: wdawanie się z nim w bójki nie popłaca.
— To tylko spacer do lasu — oparł się wygodnie uniósł ręce, zapewniając mężczyznę o krystaliczności swoich intencji. — Moja arogancja też ma swoje granice, nawet przechadzka mógłby się skończyć tragicznie, gdybym poszedł tam sam. Dlatego postanowiłem zasięgnąć pomocy specjalisty. Za odpowiednią stawkę oczywiście, a kasa jej się teraz przyda. Powinieneś o tym pomyśleć, amigo — dodał mimochodem, nie brzmiąc przy tym protekcjonalnie. Ciężko było stwierdzić, co właściwie sugeruje. Wbił w niego uważny wzrok i sam sobie odpowiedział na pytanie, czy miała to coś. Dawał mu jakieś pół roku, a zacznie się zachowywać jak zakochany szczeniak, albo ją znienawidzi. Rzadko bywało coś pomiędzy.
— To właśnie chciałem usłyszeć — odparł, wyraźnie zadowolony. Dopiero teraz pozwolił sobie na to, by się rozluźnić, bo przecież tylko skrajnie nieodpowiedzialny skurczybyk złamałby umowę z Diego Ramirezem, a Artem z pewnością zdawał sobie z tego sprawę. — Skoro najważniejsze mamy za sobą, możemy przejść do milszych spraw — zarządził, przywołując kelnera. Ten zaprowadził ich do prywatnej loży, która stanowiła osobne pomieszczenie, zamykane, zatem prawdopodobieństwo, że ktoś im przeszkodzi było nikłe. W środku prócz półokrągłej kanapy i okrągłego stołu nie było innego wyposażenia, a wystrój utrzymano w podobnej kolorystyce, co resztę baru.
— Może coś najpierw przekąsimy? Przywiozłem ci czystą, kolumbijską kokainę. Jak spróbujemy to nam się odechce, a podobno mają tu dobre jak na Amerykę steki — powiedział, wskazując Warlegganowi miejsce. W zależności od jego odpowiedzi zamówili coś bądź nie. — Powiedz mi, czemu akurat to pierdolone Rode? — Zapytał, rozsiadając się swobodnie. Tutaj muzyka była cichsza,a nic nie stało na przeszkodzie temu, by gdy najdzie ich ochota, wyruszyć w miasto. Niczego nie można było wykluczyć, a Ramirez potrzebował zwykłej, przyziemnej rozrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pon Sie 20 2018, 01:00;

Artem nie lubił się bić. Nie był młotkiem, a skalpelem. Jeśli spłynęłoby na niego oświecenie w sprawie zabójcy Masona, najpewniej w pierwszej chwili byłby zaszokowany i skołowany. Później dopiero zastanawiałby się co ma z tym fantem zrobić. Na pewno nie czułby się komfortowo z wiedzą oraz z utrzymywaniem wszystkiego w tajemnicy przed Max. Chrząknął zakłopotany na te żarciki ze strony Latynosa.
— Raz się zgubiłem, gdy urządzano sylwestra w lesie. Nie cierpię lasów. — pokręcił głową i zmarszczył nos. Zdecydowany mieszczuch, który wolał gubić się na licznych stacjach metra niż między jednakowo wyglądającymi drzewami. Przeczuwał, że Ramirez nie zdradzi dokładniejszego celu podróży i naciskanie się na nic nie zda. Z drugiej strony myśli Warleggana robiły się lekkie, co sprzyjało rozkojarzeniu. Podniósł spojrzenie na wysokość oczu rozmówcy.
Max zdecydowanie potrzebowała zastrzyku gotówki i żadną tajemnicą to nie było.
— Taa, przynajmniej weźmie zapłatę bez tego wiecznego marudzenia "nie potrzebuję pomocy". — przedrzeźniał łowczynię, starając się brzmieć śmiertelnie poważnie jak ona, z tą nutką gniewu i nawet przybrał podobną minę. To była chyba jedna z większych wad blondynki, która po kilku razach budziła irytację. Mógłby zakończyć jej problemy jednym naciśnięciem guzika, a ta zawsze była na nie. Sama, wiecznie wszystko sama.
Nie spodziewał się zmiany miejsca, lecz zarazem było to przyjęte z entuzjazmem. Alkohol spełniał swoją funkcję i Artemis miał ochotę na więcej. Już dawno się nie urżnął w trupa, ani nie zabawił tak, jak to miało miejsce w czasach prosperity. Nie miał nic przeciwko zamówieniu jedzenia. W brzuchu zaburczało, a menu kusiło zarówno stekami jak i innymi wykwintnymi daniami. Wspomnienie o koce natychmiast przywołało, gorące wspomnienia z Wenezueli, gdzie - gdyby nie szybka interwencja Diego - prawie stracił kontrolę nad samym sobą.
Przed zajęciem miejsca rozpiął marynarkę i rzucił ją obok siebie.
— Mógłbym cię zapytać o to samo. — odparował wesoło. — Zwiałem sprzed ołtarza, Bucket mnie zgarnął, a jako, że mieszkał od dziecka w tej norze to padło na Rode. Był wolny wakat w szpitalu, to postanowiłem zostać na jakiś czas. Chciałem wszystko sobie poukładać, spróbować czegoś nowego, sam wiesz. Polubiłem tych zwyczajnych ludzi. Nawet tą starą lekomankę, Konstancję. Błędem było jednak jako takie związanie się z Pamelą, bo to totalna szajbuska. Rodzice się ode mnie odcięli. Nie tak dawno odnalazła mnie siostra i namówiła do powrotu. Będzie mi wszystko wybaczone, jak oczywiście nałożę na siebie kajdany małżeńskie i spłodzę tuzin małych Warlegganów, którzy będą nieść chwałę temu światu. Boże. — wzdrygnął się. — Gdyby wszystko było tak proste, jak wtedy w Wenezueli...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Sie 21 2018, 15:25;

Kolejna drobna różnica pomiędzy tą dwójką, która jednakże w żadnym stopniu nie rzutowała na ich znajomość. Diego uwielbiał się bić. Na pięści, na noże. Wygrał i przegrał więcej razy, niż mógłby zliczyć, ale każda walka czegoś go nauczyła i uświadomiła mu własną śmiertelność. A także to, że bitka dla niego kończyła się w momencie, kiedy polała się pierwsza krew. Później kontrola, którą tak sobie ukochał, znikała zastąpiona szałem.
— Również nie przepadam za lasem, ale jak trzeba, to trzeba. A skoro przy okazji twoja znajoma może zarobić za coś, co i tak by robiła... To chyba tym lepiej — rzekł, z rozbawieniem przyglądając się zachowaniu Artemisa. Położył nacisk na słowo znajoma akcentując tym, że widzi doskonale, że to nie jest po prostu znajoma. To nawet nie kwestia tego, że lekarz robił się podpity; Diego również zaczynał odczuwać zbawienne wpływy trunku. To raczej ta subtelna acz zauważalna maniera, kiedy tylko wspominał łowczynię, przyprawiała Ramireza o niecny uśmiech. Nie interesował się życiem ludzi tak długo, jak nie byli mu do czegoś potrzebni, taki już był. Warleggan był mu potrzebny, a za epizod z narkotykami w Wenezueli poniekąd był mu winny przysługę. Nie zamierzał się o nią upominać.
Nie rościł sobie praw do stwierdzenia, że uratował mu życie, bądź coś w podobnie patetycznym guście. Po prostu cofnął go w momencie, gdy chciał wykonać krok poza krawędź przepaści, na której dnie było narkotyczne zapomnienie. Temat dla Ramireza drażliwy, bo miał z nim do czynienia na co dzień. Uzależnić się było dziecinnie prosto, ale na końcu tej drogi nie czekało nic innego, niż śmierć. Nie życzył tego Warlegganowi, choćby przez wzgląd na szacunek do jego rodziny. Przejrzeli kartę dań i złożyli zamówienie, nie omieszkując zadbać o kolejną butelkę alkoholu. Co prawda to, co już wypili przytępiło nieco głód, ale jeśli nie chcieli jutro obudzić się z kacem ciemiężycielem, dobrym wyjściem było zadbanie o dobry podkład.
— Zwiałeś sprzed ołtarza? Masz tupet. W takim świetle to ultimatum twoich padres nie dziwi, na miejscu twojego ojca chyba osobiście zatargałbym cię z powrotem do kościoła — roześmiał się, kręcąc głową z czymś na kształt niedowierzania. Na podobną beztroskę patrzył zwykle z pewną dozą zaintrygowania, ciekaw, gdzie delikwentów zaprowadzi. Gdyby podobny numer postanowił zastosować Diego, ojciec by go chyba powiesił. Dosłownie.
— O właśnie, to! — Wykrzyknął, kiedy tylko Artemis wspomniał o tym, jakie wszystko było wtedy proste. Nim kelner zjawi się z zamówieniem, rozlał następną porcję alkoholu i wzniósł kieliszek do toastu. — Żeby te proste czasy znowu wróciły! A kto wie, może na miesiąc miodowy znowu będzie ci się dane tam wybrać — dodał z pozorną powagą, ale zaraz znów się roześmiał, nie mogąc wręcz pohamować uporczywego powracania do tematu, który leżał Artemowi na wątrobie. — Czekam na zaproszenie — dodał, spoglądając na niego znacząco. Już Warleggan dobrze wiedział, jakie zaproszenie.
— Nienawidzę Rode — wyznał, odstawiając kieliszek na blat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Sie 21 2018, 23:53;

— Nah. — wydał z siebie cichy, gardłowy pomruk. Zajęcie Max nie było niczym szokującym, lecz odkąd bliżej ją poznał to częściej się martwił. Kłopoty lubiły młodą łowczynię, a życie nie szczędziło razów. Z początku kompletnie się nie dogadywali, dwa, kompletnie inne światy. Z biegiem czasu załapali jednak wspólny kontakt. Podobno na tym polegała sztuka kompromisu. — Mam nadzieję, że na twojej wyprawie należycie się odkuje i będzie mogła ułożyć sobie życie na nowo. Najlepiej z dala od Rode... — poruszył się na siedzisku, patrząc na Diego przelotnie. Długi, spłata szpitala i teraz jeszcze ciąża Ash. Co prawda nie wyobrażał sobie Mason w zwyczajnym zawodzie, ale zarazem nie chciał żeby narażała niepotrzebnie życie na łowach w czasach, gdy tak naprawdę futra i mięso to fanaberia.
Zaletą Artemisa był jego sposób bycia. Sympatyczny i otwarty, nie szukał problemów. Ciężko było go nie polubić. Pomimo światowego wychowania, nie gardził biedniejszymi i im pomagał. Posiadał dwuznaczną empatię, która w zawodzie lekarza była niezbędna. Jeżeli nawet domyślał się kim jest Diego i czym się zajmuje, to nie robił z tego problemu. Głównie dlatego, że to nie wchodziło mu w paradę.
— Jeeeeeeeeeeezu. — bluźnił — Mamy cholerny 2226 rok, a nie mroki XX wieku. — parsknął poirytowany. — Nie mów, że zrobiłbyś coś, bo tak kazał ojciec albo matka. Dlaczego tak ciężko zrozumieć moje stanowisko?
Wychylił za jednym razem całą zawartość szklanki. Podświadomie nie mógł się doczekać, kiedy w nosie zakręci go od śnieżnobiałego cukru pudru. Diego weselał, a Artemis irytował. Nawet po pijaku temat ślubu był okropny.
— Ech, prędzej chyba tam po prostu spierdolę i będę żył z robienia cycków zakompleksionym babskom. — dodał wznosząc toast za przykładem Ramireza. — Też ci mogę zoperować. — skontrował uśmieszki i znaczące spojrzenia.
Artemis oblizał wargi, w tym samym momencie przyniesiono jedzenie. Pozwolił, aby "nienawidzę Rode" powisiało trochę w powietrzu. Po kilkunastu frytkach i kawałkach mięsa, podjął wątek.
— Wyjedź. Po prostu. Jak ja. — odłożył widelec i sięgnął po telefon, aby sprawdzić czy ktokolwiek się dobijał. — Takie miasteczka nie są dla nas. Zabierz Elię do Waszyngtonu, Caracas albo do Europy. Naprawdę, nie wiem co cię przygnało na te zadupie. — zmarszczył lekko czoło patrząc na wyświetlacz telefonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sro Sie 22 2018, 19:55;

Dwa zupełnie różne światy. Skądś to znał? Z autopsji oczywiście. Kiedy nastąpiła kolizja dwóch skrajnie różnych środowisk, można było spodziewać się wybuchu, ale w końcu stawały się jednym. Nie widziałby powodu, dla którego przypadek Maximy i Artema miałby być inny.
— To prosta robota, mam nadzieję, że obędzie się bez komplikacji. Ale coś ci powiem, Warleggan — urwał nagle, wycelowując w niego palcem i mrużąc oczy. Można było spodziewać się niemal wszystkiego, od zarzucenia żartem do gróźb. — Trzymaj się jej, bo niezależnie od tego, co można by o niej powiedzieć, nie poleci na twoją kasę. Zaproponowała tak śmieszną stawkę za tę wyprawę, że zacząłem kwestionować, czy naprawdę ma aż takie kłopoty finansowe. Mogła zaśpiewać ile dusza zapragnie... Wyjątkowo starałem się nie wyglądać jak ubogi imigrant — uśmiechnął się znacząco, dając do zrozumienia, że gdyby cechą sztandarową Max był materializm, mogłaby zażądać stanowczo więcej od kogoś, kto nie wyglądał, jakby mu czegokolwiek brakowało. Nie zrobiła tego. Wnioski pozostawił Warlegganowi, ale sam zaczynał odczuwać skutki picia, co w jego przypadku odznaczało się wyjątkową potrzebą dzielenia się doskonałymi w swoim mniemaniu radami. Czy ktoś sobie tego życzy, czy też nie.
— XXI też był jeszcze całkiem mroczny — zaczął, ale urwał, machnąwszy ręką niedbale. Nie musieli teraz dyskutować o tym nieszczęsnym gorylu, Trumpie i erze remaków, których nikt nie chciał. — Kiedy ja cię rozumiem, amigo. Po prostu musiałbyś poznać mojego padre, żeby zrozumieć mnie. Był trochę nadpobudliwy — rozłożył ręce i powiedział o tym z żartobliwą lekkością, od której nie mógł być w tej chwili bardziej odległy. Szybko też urwał ten temat.
— Cycki? Byłoby to na pewno jakieś urozmaicenie, ale mam swoje. Tylko Elia nosi je za mnie — rzucił, śmiejąc się krótko, nim pojawiło się jedzenie. Nie silił się w tej chwili na wykwintne dania, bo i nie musiał. Stek pachniał fantastycznie, choć już po pierwszym kęsie wiedział, że nawet nie stał obok argentyńskich. Mimo to ochoczo zabrał się do konsumpcji.
— Taki jest plan, kwestia tego, jak szybko uda mi się go zrealizować. Wiesz jak to z planami bywa. Poza tym dopóki Elia nie odzyska wspomnień, to raczej nigdzie ze mną nie pojedzie — uśmiechnął się kwaśno, zajmując się swoją porcją, gdy Artem siedział w nosem w telefonie. Podniósł na niego wzrok, gdy ten zaczął sprawiać wrażenie, jakby coś się stało. — Nagły przypadek? Ktoś pilnie potrzebuje implantów? — Zapytał z rozbawieniem. Skończył jeść i odsunął od siebie talerz. Położył płasko na blacie kartę dań, a wyjąwszy zza pazuchy pudełko, które wyglądało na papierośnicę, usypał dwie kreski i wyrównał. — To jak, na poczet dawnych lat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Czw Sie 23 2018, 09:06;

— Myślisz? — oparł brodę o dłoń, patrząc i słuchając porad compadre z żywym zainteresowaniem. Nie sądził, że kiedykolwiek będzie o tym rozmawiał z Diego. Temat jasnowłosej łowczyni nie chciał ucichnąć. — Czy ta skromność jest naiwnością, czy jednak istnieją ludzie, którym nie zależy na dobrach materialnych. Ona nie wie kim jestem, inni też nie. Trochę to dziwne, ale co ja będę z błędu wyprowadzał... — z pewnością świadomość obecności miliardera w małym miasteczku wzbudziłaby niestosowne podniecenie. Porwanie, okup, pożyczki, żebranie i tak dalej. Każdy chciałby coś dla siebie uczknąć. Może nawet Maxima? Nie, zaczął w to wątpić jeszcze bardziej, gdy Diego podzielił się swoim spostrzeżeniem. Mason była zbyt dumna i uparta, aby żerować na jego kasie.
— Szkoda, że Max nie jest... — machnął ręką, nie kończąc. Wypuścił ciężko powietrze, wlewając do ust kolejną porcję. Sama myśl szybko uleciała z głowy chirurga. — Twój padre, a moja madre... Na pewno by się dogadali. — skwitował, również nie ciągnął tematu, uznając go za zbyt nieprzyjemny na tak przyjemne chwile.
Zaśmiał się w ślad za Ramirezem. Stwierdzenie noszenia cycków przez Elię wydało się w tej chwili niezwykle zabawne, przekładało się na to spożycie zawartości kolejnych kieliszków.
— Rozumiem, wrócimy do tego na trzeźwo. — zaznaczył, mając na myśli poruszenie dokładniejszego aspektu wspomnień Martinez. — Hm? Nie, hehe, sam zobacz. — zachichotał, podsuwając Diego swój telefon. — Obgadują nas. — stwierdził z powagą, zabierając kartę dań. Wciągnął sprawnie i szybko, zatykając na chwilę nos. Otarł go grzbietem dłoni, obserwując reakcję na filmik jaki dostał od Max. Weseliło go to. Chwaliła się dziewczynom? Oparł głowę o wygodny wezgłówek, było mu dobrze. Bardzo dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Czw Sie 23 2018, 16:15;

Artemis dyskutuje sobie w najlepsze ze swoim compadre, nie zdając sobie sprawy z tego, że jego wszędobylskie nasienie może właśnie torować sobie drogę ku staniu się pierworodnym potomstwem. Cóż za geny!

Kostki dla Artemisa:

parzyste - udało mu się zapłodnić Max
nieparzyste - try again!

Jeśli wyrzucisz parzystą liczbę oczek, rzucasz jeszcze raz:

wynik parzysty - jedno dziecko
wynik nieparzysty - bliźnięta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pią Sie 24 2018, 12:50;

Zrobił minę, która mogłaby wskazywać na oburzenie, gdyby nie to, że był jak na swoje możliwości nadzwyczaj wesoły. Z daleka od Rode mógł się w końcu rozluźnić, nie martwiąc tym, kto spogląda mu na ręce.
— Nie myślę, ja to wiem — zapewnił tonem znawcy. Naoglądał się w życiu wiele kobiet, którym oczy świeciły się na widok garnituru i drogiego zegarka. Jedne kryły się z tym lepiej, inne znacznie gorzej. I gdy w grę wchodziło wykorzystanie którejś do takich czy innych celów, nie było w tym nic złego. Kiedy jednak chodziło o wybór kobiety na całe życie, takie kandydatki odpadały w przebiegach i uznał, że choć to oczywiste, należy to od razu zaznaczyć. — Wiesz, to zabawne — zaczął nagle, marszcząc brwi. — Też na początku nie przyznałem się Elii do tego, kim jestem — zastanowił się przez chwilę, wracając pamięcią do tego odległego już wieczoru. Pomijając z oczywistych względów element porwania, bo przecież to było mało istotne i na dobre jej wyszło.
— Nie jest kim? — Podchwycił z zainteresowaniem, mimo że Artemis uznał chyba temat za zakończony. Skoro już tak sobie konwersowali, nie lubił porzucania raz podjętych wątków. — Albo by się dogadali, albo wzajemnie pozabijali. Nie wiem, co byłoby gorsze — roześmiał się nisko, choć niekoniecznie wesoło. Uważał, że dwa silne charaktery nie mogą iść w parze, ktoś musi być stroną bardziej skłonną do pójścia na kompromis. Choć niektórzy lubią całe życie zajadle ze sobą walczyć, Ramirez był zmęczony już po niecałych trzech latach takiego życia.
Nie odparł nic na obietnicę powrotu do sprawy na trzeźwo, ale ją odnotował. Oczywistym było, że podejmowanie podobnych tematów w ich obecnym stanie groziło zapomnieniem wszystkiego do jutra. Spojrzał na telefon z zainteresowaniem, co też mogło tak Warleggana rozbawić. Wytężył słuch, bo głos narratorki wydawał się znajomy, a po chwili w filmiku zamajaczyła też dobrze mu znana, ciemnowłosa postać. Roześmiał się, tym razem szczerze, przysuwając do siebie kartę dań, nieznacznie kręcąc głową.
— No proszę, nie tylko ty nie możesz się pohamować, żeby mówić o Mason — rzekł, po czym sam wciągnął resztę narkotyku. Odchylił się na oparcie, wciąż zerkając na telefon i mając tylko nadzieję, że Jorge ma Martinez na oku. Nie wyglądało jednak, by było się o co martwić, a fakt, że usłyszał znajomy głos, tak wesoły i roześmiany jak już dawno nie słyszał, wprawił go w jeszcze lepszy humor. Zastrzyk energii, który spłynął na niego falą, jedynie to spotęgował. — Zadzwoń do niej — stwierdził nagle, pociągając nosem. Ciało stało się lekkie, a w umyśle pojawiło się przekonanie, że czegokolwiek by teraz nie zrobili, wszystko musi się udać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pią Sie 24 2018, 15:27;

— Jak zareagowała? — nie zastanawiał się nad tym jak Max mogłaby to przyjąć. Najpewniej szyderczo lub coś w podobnym tonie. Charles jako jedyny wiedział o statusie Artemisa i jak na godnego miana przyjaciela, dotrzymał tajemnicy. Kobiety miały skłonności do histerii oraz wymyślania problemów tam, gdzie ich nie było. Co mogła zarzucić mu Maxima? Oszustwo? Udawanie kogoś kim nie jest? Niestety Diego nie dowiedział się kim nie jest Mason, wszelka myśl na ten temat po prostu wyparowała z głowy Artema.
Oparty o wygodne siedzisko, przymknął na chwilę oczy. Czuł rozpierającą energię, która sprawiała, że chciał skakać, biegać, siłować się i szybować wśród kolorowych świateł. Dodatkowo rozbudził się poprzez filmik z którego i Diego wydawał się zadowolony. Chirurg zmienił pozycję i pochylił się do przodu, zabrał telefon.
— I co mam jej powiedzieć? — zapytał. W neutralnej sytuacji zacząłby się denerwować, teraz to czuł jak młody bóg więc bez względu na rady Diego, wybrał numer Maximy.
— Cześć Maaax, dostałem twoją wiadomość. — uśmiechnął się, bawiąc się szklanką, którą podsunął towarzyszowi do napełnienia. Nieoczekiwanie resztę słów wypowiadał w języku francuskim, czasami przełamując do angielskim określeniem. Często powtarzały się takie słowa jak petit, sauvage, beauté, cul chaud. Diego doświadczył już czegoś podobnego w Wenezueli, kiedy po kilku kreskach i kilkunastu głębszych, Artemis zaczął śpiewać francuski hymn narodowy. Wiedział więc, że zaraz prawdopodobnie chirurg spali za sobą wszelkie mosty w niewieścim sercu, racząc ją jakimiś świńskimi uwagami. Od gorącej dupci (cul chaud) była niedaleka droga do samozagłady...
— Co? — powtórzył za Max, aż telefon wypadł z dłoni na stolik, przełączając na głośnomówiący. — Eee... — stracił wątek i popatrzył na Diego jak ryba, która właśnie została wyrzucona na ląd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pią Sie 24 2018, 17:03;

Roześmiał się mimowolnie, chyba do własnych wspomnień; pamiętał ten wieczór tak dokładnie, bo umysł miał wtedy nieskalany czy to żadnymi prochami, czy alkoholem w zbyt dużej ilości. W końcu był tam wtedy tylko po to, żeby kropnąć paru konfidentów. Nie miał pojęcia, jak wiele zmieni się w ciągu raptem kilku godzin.
— Nie chciała uwierzyć. Potem ją porwałem i zamknąłem u siebie w domu, po czasie w końcu do niej dotarło — narkotyk rozwiązał mu język, ale swoje słowa zakończył kolejną salwą śmiechu, zatem Artem mógł je odebrać jako żart. Nie spodziewał się zresztą, żeby w obliczu Mason z podkoszulkiem przylepionym do ciała na filmiku, lekarz zwracał uwagę na cokolwiek innego.
— To co podpowiada ci serce, zaskocz ją. — Wzruszył ramionami, racząc Artemisa kolejną złotą radą, nie wiedząc, że ten potraktuje ją tak poważnie. Rozumiał piąte przez dziesiąte, co mówił Warleggan i dla przyćmionego umysłu miało to sens. Poza tym śmiało mogliby sobie podać rękę. Diego w odpowiednim stanie całkowicie przełączał się na hiszpański, a i nie pogardził pośpiewaniem takich folkowych klasyków, jak słynne Despacito. Miał co prawda wątpliwości, czy Mason doceni poezję tak szczerą i płynącą prosto z zapijaczonego serca Warleggana, niemniej byłoby to z jej strony bardzo niewdzięcznym posunięciem.
Wbił równie zdziwiony wzrok w Artema, kiedy telefon upadł na blat. Gdzieś w głowie miał przeczucie, że nie Elia nie powinna wiedzieć, że jego wyjazd wiązał się ze spotkaniem z Warlegganem, ale właściwie dlaczego miałby się tym przejmować? Przecież był niepokonany i nikt nie stanowił dla niego żadnego zagrożenia!
— Hola Max — pochylił się ku urządzeniu. — Nie martw się, zaopiekuję się dobrze Artemem — dodał, nie zdając sobie sprawy, że po drugiej stronie telefonu mógł zabrzmieć dziwnie poważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pon Sie 27 2018, 23:53;

No to zaskoczył. Aż za bardzo. Kelner usłużnie doniósł im kolejną butelkę, tym razem również z przekąskami. Artemis nachylał się nad telefonem, jakby miał zaraz tam wskoczyć i zrobić porządek na imprezie u Max. Nie podobało mu się to co słyszał, ani tym bardziej fakt, że dostał zakaz dzwonienia. Na dodatek zakończono połączenie. Warleggan trzasnął otwartymi dłońmi o blat stolika. Biały, półprzezroczysty obłoczek wbił się w powietrze.
— Widziałeś? — zapytał z pełnym oburzeniem i zaraz prychnął, jakby została urażona jego duma. Powinni tam pojechać i pokazać im kto tu rządzi. Stan nietrzeźwości sprzyjał szowinistycznym nastrojom.
— Jesteś pewien co do tego Jorge? Ma tam trzy kobiety. — złapał za szklankę, trochę się ulało. Paluchem wskazującym wskazywał na Diego. Długo na niego nie patrzył, przenosząc wzrok na otoczenie. Nogi rwały się do tańca, choć muzyka za specjalnie nie była porywająca.
— Powinniśmy się zabawić. Porządnie. Dwie przecznice stąd jest klub. Co sobie będziemy żałować? — już wstawał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Sie 28 2018, 18:49;

Artem był wzburzony, Ramirez niekoniecznie. Iskra złości podszytej zazdrością Elii była warta tego niezbyt uprzejmego rozłączenia się, choć musiał przyznać, że gdyby tylko mógł, najchętniej by się tam teraz pojawił i dobitnie pokazał Martinez, co myśli na temat jej złości. Przegonił szybko sny na jawie podkręcone narkotykami, sponsorowane przez pas i BDSM. Zgarnął do ręki kilka irracjonalnie drogich orzechów, które wpakował sobie do ust obserwując, jak opada biaława mgiełka wzniesiona przez gwałtowny ruch Warleggana. Uśmiechnął się szeroko, a w stłumionym świetle jego zęby wydawały się jeszcze bielsze.
— W stu procentach. Musiałbyś widzieć, co się u nas robi z amatorami nie tych kobiet, co trzeba. Jorge widział, a nie jest idiotą. Tu tranquilo odparł nonszalancko. Za błędy się płaci, o czym jego pracownik doskonale wiedział. Wiedział również, jak ogromnym błędem byłoby nakierowanie swojego zainteresowania nie tam gdzie trzeba. A choć Argentyńczyk to przede wszystkim Martinez miał nie tykać, nie był pozbawiony świadomości, że jeśli będzie się oglądać za spódniczkami zamiast pilnować obowiązków, to skończy się to równie niemiło. Na wszelki wypadek wyjął jednak telefon i poniekąd na chybił trafił próbował napisać smsa. Szło mu źle, więc zdecydował się podyktować treść i w takiej formie wysłać. Nie ruszaj blondyny, bo wpierdol.
Uznał pomysł Artema za wyjątkowo dobry. Co prawda nie byłby taki pierwszy, żeby biec do nowojorskiego klubu, gdyby nie alkohol i spożyte inne substancje chemiczne, ale wprawiony w doskonały nastrój nie zamierzał tego marnować, dodatkowo podbudowany zagrywką Martinez.
— Chodźmy — zgodził się, również wstając, ale po chwili klapnął z powrotem na siedzenie, ciągnąc za ramię Artemisa. Posypał jeszcze po kresce, a kiedy i te zniknęły, wyszli w bezchmurną noc na spotkanie imprezowemu przeznaczeniu, a zatem prosto w progi klubu, o którym wspominał Warleggan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Sie 28 2018, 20:31;

Nasi niestrudzeni wędrownicy postanowili wyruszyć na podbój miasta, uwolnieni już od myśli o BDSM. Przynajmniej na ten moment, wszak każdy z nich podobno miał jakąś zacną białogłowę na oku. Po niezbyt długim marszu, stanęli w progu klubu zachęcającego neonowym napisem i gorylami selekcjonującymi skrupulatnie przy wejściu: byle plebsu nie wpuszczali. Diego i Artem nie byli byle kim, wpasowali się w dress code, zatem i im udało się bez trudu dostać do środka, gdzie powitały ich stłumione światła i dalekie echo dudniącej muzyki. Ubrana seksownie, choć gustownie, długonoga pracownica, poprowadziła ich na główną salę, do wolnej loży, skąd roztaczał się dobry widok na parkiet. Muzyka dudniła wam aż w klatkach piersiowych, czuliście ją całymi sobą; nakortyki wciąż wesoło kotłowały wam się przecież we krwi. Reszty efektu dopełniały światła, przyciemnione i ostro nasycone odcienie granatu, czerwieni i fioletu. Może wcale nie były aż tak nasycone, ale macie nieco wypaczoną percepcję. Na parkiecie kręcą się ubrani elegancko goście, większość loż jest zajętych. Podobnie ta naprzeciwko was, jak zauważacie dopiero wtedy, gdy atrakcyjna pracownica od was odchodzi, ze złożonym przez was zamówieniem, wcześniej informując, że dzisiejszego wieczoru odbywa się także karaoke w innej części klubu.
Z drugiej strony przejścia, wpatrują się w was uważnie dwie pary podkreślonych makijażem oczu, śledzących każdy wasz ruch. Czyżby to Jackie i Carolina? Nie wiecie. Na pewno uśmiechają się do was jednak i wyraźnie próbują zwrócić na siebie waszą uwagę. Nienachalnie i nie desperacko, więc może to nie dlatego, że wyczuły w was piniondz? Jedna ciemno, druga jasnowłosa, zerkają na was i o czymś między sobą szepczą, popijając kolorowe drinki.

Kostki dla Artema:
Kelnerka wraca z zamówionym przez was alkoholem. Tak się na ciebie zapatrzyła, że powinęła jej się noga przyodziana w buty na niebotycznym obcasie.
parzyste - taca upadła na podłogę, alkohol się rozlał, Ty pozostałeś jednak suchy. Pojawił się natomiast inny problem. Dziewczyna upadła tak nieszczęśliwie, że siedzi na Tobie okrakiem, w dodatku podwinęła jej się sukienka.
nieparzyste - taca wypadła jej z rąk,  przewróciła się na stolik, a cała zawartość szklanek wylądowała prosto na twoich spodniach. Przerażona kelnerka stara się ratować sytuację i rzuca się ze ścierką, by zetrzeć wilgoć ze spodni.

Kostki dla Diego:
Ciemnowłosa, egzotyczna piękność z loży naprzeciwko wstaje ze swojego miejsca, wyraźnie zerkając w Twoją stronę. Podchodzi z enigmatycznym uśmiechem i wyciąga rękę, podając ci zawiniętą kartkę, po czym odchodzi kołysząc biodrami.
parzyste - rozwijasz kartkę, na której niedbale napisano "Wasza dwójka, za 15 minut na dolnej sali". Nic się nie dzieje.
nieparzyste - okazuje się, że koleżanki z loży naprzeciwko nie są same. Obcokrajowcowi, który wygląda na rodaka ciemnowłosej piękności, wyraźnie nie spodobało się, że coś ci dała. Podchodzi do was i wyraźnie poddenerwowany zaczyna coś mówić w obcym języku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Sie 28 2018, 22:48;

nieparzyste

Artemis lubił to miejsce. Odwiedzał je odkąd uzyskał pełnoletność i znał każdy zakamarek klubu, z pokojami dla personelu włącznie. Z podekscytowaniem opowiadał Latynosowi o zaletach przybytku oraz czego mogą oczekiwać. Dobra muzyka, piękne kobiety i ocean wykwintnego alkoholu. Kokaina krążyła w krwi, ciało pulsowało w rytm dudnienia. Czuł się niezmordowany, nogi niosło na parkiet, gdzie pokazałby jak się powinno bawić. W drodze do loży, nie odrywał wzroku od krągłego tyłeczka blondynki. Gdyby nie to, że Diego szedł przed nim, to klepnąłby ją w pośladek.
— Mówiłem. — stwierdził, gdy zostali sami. Ciężko było połapać się do czego pije Warleggan, ale w tym całym ferworze nie to było najważniejsze. Nie zauważył dwóch, przystojnych pań, które wzięły ich na cel. Z głowy uleciała również Max z dziewczętami oraz Jorge. Pozostało mu wierzyć, że Diego miał rację. Uśmiechnął się na widok niesionych drinków, nie zamierzał poprzestać na jednym. Wypije dwa, trzy i ruszy na parkiet. Nieoczekiwanego wypadku się nie spodziewał, więc gdy zawartość szklanek wylądowała na spodniach, poderwał się z miejsca.
— Cholera jasna! — odepchnął dłoń pomocnej kelnerki, mamrocząc, że nie trzeba. W tym samym czasie do Diego podbiła kobieta, a wkrótce i facet.
— Won do domu, kozy pasać! — Artemis wykazał się niezwykłą elokwencją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sro Sie 29 2018, 18:21;

    | wynik rzutu: nieparzysty

Ramirez mógł tylko polegać na osądzie Artemisa. Jego dotychczasowe wycieczki do Nowego Jorku nie kończyły się wizytami w modnych klubach, poza tym właściwie stronił od klubów jako takich. Gdyby nie był urżnięty i porobiony, może nawet skrzywiłby się słysząc, że to bynajmniej nie najlepsza kapela w Argentynie przygrywa bogaczom do tanga, a po prostu DJ puszcza hałaśliwą muzykę z komputera, ale wyjątkowo nie grymasił. Kolorowe światła potęgowały rausz i nie zamierzał w tej chwili tego kwestionować, tym bardziej gdy przed oczami pojawiła mu się śliczna blondynka. I zrozummy się — Diego nawet nie przepadał za blondynkami. Wszystko to jednak do kupy stanowiło naprawdę miły dla oka obrazek.
— Może mogliśmy lecieć do Vegas? — Zastanowił się na głos ni stąd, ni zowąd. Zajęli swoją lożę, kelnerka zniknęła, a w przeciwieństwie do Artemisa dostrzegł dwie obserwujące ich panie, niemal jakby sam ich wypatrywał. Prezentowały się znacznie lepiej niż niewiasty w hotelowym barze, chociaż nie wykluczał, że to kwestia tego, jak piękny stał się nagle świat. Uśmiechnął się do tej ciemniejszej, ale wtedy jego uwagę przykuło poruszenie na jego własnym podwórku. Artem i mokre spodnie! Już miał zarzucić jakimś bardzo żartobliwym w swoim mniemaniu tekstem, że teraz będą musieli ustalić jakieś zadośćuczynienie, gdy egzotyczna brunetka podeszła i coś mu wręczyła. Niezbity z tropu, tylko przez chwilę pozwalając sobie na fascynację ruchem jej bioder, nie zdążył przeczytać co to, bo El Diablo we własnej osobie stanął przed nimi. Ramirez nie rozumiał ani słowa z jego gadki, nie zamierzał też ignorować zewu zabawy, który ciągnął się za brunetką i kusił powabnym kształtem. Nic zdrożnego oczywiście, bo wizja Elii i jej odzyskanych wspomnień była w nim silna... Chociaż nawet gdyby na coś sobie pozwolił, to byliby przecież kwita?
— Czego kurwa chcesz ode mnie? — Zapytał, nie mniej elokwentnie pochylając się ku obcemu, bawiąc się zwiniętą karteczką. Twarz zdobił mu uśmiech politowania. Ciapaty poirytował go, psując mu miłe chwile rozluźnienia. Po chwili przeniósł uwagę na kelnerkę i przywołał ją gestem dłoni. — Ten mężczyzna jest podejrzany, proszę kazać go sprawdzić. Nie chciałaby pani przecież tutaj zamachu — rzekł, odwołując się do ewentualnej ksenofobii pracownicy, nawet jeżeli sama wyglądała na Ukurwainkę. Podobno ludy słowiańskie były jeszcze większymi rasistami niż Amerykanie, więc miał spore szanse, że Araba przestraszy się bardziej, niż latynosa!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Czw Sie 30 2018, 14:21;

Może faktycznie mogliście lecieć do Vegas. Noc jeszcze młoda, wszystko przed wami. Na ten moment kelnerka wciąż nie na żarty przerażona tym, co narobiła, biorąc Artema (całkiem słusznie zresztą) za bogacza, przez którego straci tę robotę, bardzo chciała naprawić swój błąd. Lekarz odsunął jednak jej rękę uzbrojoną w szmatkę, oscylującą niebezpiecznie w granicach jego krocza, więc nie nalegała dłużej, choć wciąż przepraszała miłym dla ucha, głębokim głosem, który niknął w hałasie klubu.
Svietlana nie była rasistką, ale nie chciała już się bardziej panom narażać, więc zeszła z loży i skinęła na ochroniarza, który stał nieopodal. Gdy się zbliżył, szepnęła mu na ucho, żeby sprawdził wciąż gorączkującego się po arabsku jegomościa. Niestety El Diablo nie zamierzał czekać, aż ktoś go sprawdzi. Nie rozumiał też ani słowa, które wypowiedzieliście, ale domyślił się, że to obelgi. Zwinny, mahoniowy książę wskoczył na lożę.

Kostki dla jednego z was:
1, 6 - zanim ochroniarz zdążył do was dotrzeć, rozwścieczony mężczyzna, mimo garnituru i prezencji osoby, której niespieszno do bicia, trzasnął Diego prawym sierpowym i już odwraca się w stronę Artema. Macie jeszcze chwilę, nim ochroniarzowi uda się zjawić w loży. Co robicie?
4, 2 - ochroniarz zjawia się w porę i łapie nieznajomego z ramię, po czym prowadzi gdzieś na bok. Diego może w końcu przyjrzeć się wiadomości z karteczki, a Svetlana wraca z kuponem na darmowy bar dla obu panów, w ramach rekompensaty za rozlany alkohol. Składa go na ręce Warleggana, muskając przy tym jego dłoń palcami. Na odwrocie kuponu jest zapisany jej numer telefonu.
5, 3 - El Diablo złapał Artemisa za fraki i byłby coś z tym zrobił, gdyby nie to, że z pudrowania noska wróciła ciemnowłosa kobieta, od której cała afera się zaczęła. Nie spodobało jej się, że jej brat, Ahmed, tak nieprzyjemnie potraktował mężczyzn, których wraz z koleżanką obrały sobie na celownik. Uśmiechając się przepraszająco weszła na lożę i chciała odciągnąć niesfornego krewnego, ale ten się szarpnął, a ona z rozpędu wylądowała Diego na kolanach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pią Sie 31 2018, 08:30;

Artemis nie był takim chujem, żeby zaraz kobietę zwalniać z pracy lub jej błąd wykorzystać w jakiś niecny sposób. Uśmiechnął się do niej i zapewnił, że nic takiego się nie stało. Była ładna, o miłym głosie więc jak miałby na nią wrzeszczeć? Mahoniowy koziarz okazał się problemem, lecz nie na długo. Jak przystało na kogoś urodzonego w czepku, Warleggan znowu miał szczęście. Ochroniarz wyłonił się z cienia i pozbył się kłopotu.
— Ha! — chirurg pozwolił sobie na sarknięcie przepełnione zadowoleniem, które pogłębiło się wraz z powrotem Svetlany. Darmowy kupon na barek, brzmiał równie fantastycznie co wypad do Disneylandu. Ona musnęła jego, a on ją. Brakowało jedynie głębokiego patrzenia sobie w oczy. Odprowadził ją wzrokiem i dopiero gdy zniknęła z pola widzenia, odwrócił kupon. Wyciągnął telefon, wpisywanie numeru stanowiło poważne wyzwanie ale się nie poddawał.
Na tę chwilę, stracił zainteresowanie tym co robi Diego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sob Wrz 01 2018, 12:00;

Szybka interwencja kelnerki współpracującej z ochroniarzem, zepchnęła niesmak wywołany całą tą sytuacją na boczne tory. Rozluźniony alkoholem i narkotykami, wygodnie rozłożony na sofie, nie miał ochoty na to żeby się bić, nawet jeżeli wręcz rozpierała go energia. W normalnych warunkach pewnie całkiem chętnie poczułby pod zaciśniętą pięścią twarz araba, ale nie był u siebie. Używki nie odbierały mu rozumu całkowicie, takie jego błogosławieństwo i przekleństwo w jednym; nigdy nie doprowadził się do stanu, w którym nie był w stanie sprawować kontroli nad własnym zachowaniem. W każdym razie przy pomocy jakiejś substancji chemicznej.
Rozwinął kartkę, którą podała mu wcześniej brunetka i rozważył przez chwilę, czy dobrym pomysłem będzie skorzystać z tego lakonicznego zaproszenia. Szturchnął Artemisa i podał mu notatkę, rejestrując, że lekarz chyba próbuje wbić do telefonu jakiś numer.
— Dzwonisz znów do Mason, czy co? — Zapytał, zerkając mu w ekran. — Chodź, idziemy — zarządził po chwili, nie czekając na to, czy Artem notatkę przeczyta, czy nie. Uznał, że trochę rozrywki im się przyda, a pewne zaintrygowanie budziły dwie nieznajome. Jeśli więc udało mu się wytargać Warleggana z loży, odszukał wzrokiem Svietlanę i w jej stronę się skierował, nie omieszkując wpierw przyjrzeć się raz jeszcze sąsiadkom z loży obok. Spojrzał na nie znacząco, kiedy przechodzili.
— Zaprowadzisz nas na dolną salę? — Zwrócił się do Svietlany, która krzątała się w pobliżu tłocznego baru. Jak zwykle nie brzmiało to jak prośba, choć bardzo starał się by tak nie było, w końcu to nie w interesach tutaj przyjechali. Nie był zbyt łasy na przygodne podrywy, ale skoro już tutaj byli, nie zamierzał tego całkowicie ignorować, ciekaw, gdzie ich to zaprowadzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pon Wrz 03 2018, 12:53;

Svietlana krzątała się w pobliżu baru, ustawiając kolorowe i zapewne drogie drinki na srebrnej tacy. Miała zanieść je do stolika nieopodal; nowojorski biznesmen, który go zajmował, nie lubił czekać. Mimo ciągłej presji i sporego stresu, który spoczywał na jej barkach, ceniła sobie tę pracę. Może nawet za jakiś czas będzie mogła wrócić do kraju BMW? Podniosła błękitne spojrzenie prosto na Ramireza, przeszywając jego czarną duszę na wskroś, po czym uśmiechnęła się uroczo, po chwili spoglądając też na Artemisa. Jej uśmiech się poszerszył.
- Oczywiście! Pozwolą tylko panowie, że zaniosę to - podniosła nieznacznie tacę i odeszła od nich, kołysząc biodrami, na wypadek gdyby lekarz ją obserwował. Po chwili wróciła do panów, nieznacznie muskając dłonią ramię Artema. - Proszę za mną - powiedziała, po czym skierowała się w stronę schodów. Jeśli Diego zdecydował się raz jeszcze spojrzeć na panie, z których inicjatywy wyszło zaproszenie na tajemniczą, dolną salę, to zauważył, że ich loża była pusta.
Svietlana dobrze znalała rozkład tego ogromnego klubu, więc przy akompaniamencie coraz bardziej ogłupiającej muzyki i migających w sennym, narkotycznym rytmie świateł, poprowadziła ich stromymi schodami na dół. Przy drzwiach, przed którymi stanęli, czatowało dwóch goryli. Svietlana pchnęła ciężkie skrzydła, a oczom Diego i Artema ukazało się:

Rzuca jeden z was:
1, 6 - karaoke. Duża, dobrze oświetlona sala, świetne nagłośnienie, rozochocony tłum przy okrągłych stolikach. Ktoś akurat próbował zmierzyć się ze znanym hitem na scenie, znajdującej się w centralnej części pomieszczenia.
2, 5 - pokaz tańca na rurze. Na długim wybiegu zainstalowano trzy rury. Zgrabne tancerki prężnie popisywały się swoimi umiejętnościami w pole dancingu, a goście obu płci obserwowali ze swoich miejsc ich zmagania. Pomieszczenie skąpane w blasku fioletowo granatowych świateł i muzyka z wyraźną linią basową wprowadzały w narkotyczny nastrój.
3, 4 - kiedy przekroczyliście wraz ze Svietlaną próg, drzwi zamknęły się za wami. W równie eleganckiej co ta u góry sali, panowała przytulna, bankietowa atmosfera pełna przepychu. Muzyka grała tutaj nieco ciszej, nie zwracała na siebie aż takiej uwagi. Środek pomieszczenia pozostawiono pustym, pełnił rolę parkietu. Obrzeża sali zajmowały długie stoły, na których zamiast półmisków leżały nagie kobiety. Ich ciała były obłożone najróżniejszymi, wykwintnymi przystawkami. Kręciło się tu wielu gości, zajętych w największej mierze rozmową, kilka par tańczyło. Jeszcze o tym nie wiecie, ale trafiliście właśnie na zlot fanów BDSM.

Niezależnie od wylosowanej opcji, w kącie dostrzegacie sąsiadki z loży, które was tu ściągnęły. Ta z jaśniejszymi włosami wstała i pomachała do was zalotnie, zapraszając was do ich stolika i chcąc zwrócić na siebie waszą uwagę. Svietlana natomiast pożegnała się z panami i wróciła z powrotem na górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pon Wrz 03 2018, 23:11;

3, 4 - kiedy przekroczyliście wraz ze Svietlaną próg, drzwi zamknęły się za wami. W równie eleganckiej co ta u góry sali, panowała przytulna, bankietowa atmosfera pełna przepychu. Muzyka grała tutaj nieco ciszej, nie zwracała na siebie aż takiej uwagi. Środek pomieszczenia pozostawiono pustym, pełnił rolę parkietu. Obrzeża sali zajmowały długie stoły, na których zamiast półmisków leżały nagie kobiety. Ich ciała były obłożone najróżniejszymi, wykwintnymi przystawkami. Kręciło się tu wielu gości, zajętych w największej mierze rozmową, kilka par tańczyło. Jeszcze o tym nie wiecie, ale trafiliście właśnie na zlot fanów BDSM.

Artemis nie pozostawał obojętny na sekretne znaki Svetlany, wodząc za nią wzrokiem w sposób zdradzający zainteresowanie. Była ładna, miała cudowny głos, no i te biodra! Ledwo się powstrzymywał, aby nie wystartować do niej z rękoma. Cierpiał na tym Diego, który jeśli coś mówił do Artema to musiał uzbroić się w cierpliwość. Pomimo pijańskiej otoczki, chirurg miał wymalowane wow na twarzy, po wejściu na sekretną salę.

Przygładził włosy, jakby to miało mu dodać elegancji. Złapał Svetlanę za rękę i przyciągnął do siebie, nie pozwalając jej odejść. Szepnął na uszko romantyczną propozycję, tak więc na głowie Diego pozostawało nawiązanie kontaktu z dwoma innymi pięknościami.
— Możesz tu z nami posiedzieć? — zagruchał do Svetlany, odgarniając jej z twarzy blond kosmyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Wrz 04 2018, 17:23;

Diego był tak skoncentrowany na celu, którym okazała się egzotyczna nieznajoma, że niemal nie zwracał uwagi na wszystko to, co działo się wokół. Dlatego być może po początkowym zszokowaniu wywołanym widokiem sekretnej sali, której z pewnością się tu nie spodziewał, jego wzrok znowu szybko odszukał brunetkę. Miał już klapki na oczach, tylko potęgowane narkotykami, a mimo to wiedział doskonale co robi i co chce zrobić. Dlatego chwilowo nie dostrzegł nawet, że Artem dopadł Svetlany; poklepał tylko Warleggana po ramieniu, jakby chciał dać mu znać, gdzie idzie i od razu ruszył w stronę odległego kąta sali, do stolika jeszcze nie tak dawnych sąsiadek. Co prawda nie byłby sobą, gdyby nie rozeznał się w sytuacji, a choć zaalarmowali go goryle stojący na wejściu, nie zaprzątał sobie głowy tym, jakiego typu to impreza. Może powinien się domyślić, sądząc po widoku żywych półmisków na stołach, ale choć był skłonny doceniać piękno kobiecego ciała, gdy tylko jakaś idea zaświtała mu w głowie, nie miał czasu na zaprzątanie sobie głowy takimi detalami.
Uśmiechnął się i pochylił, opierając o stolik kobiet, blokując im możliwość obserwowania tańczących gości. Początkowo zerkał to na jedną, to drugą, ale bardzo szybko lodowata czerń jego oczu wbiła się tylko w brunetkę. Była piękna. Jak na jego gust trochę zbyt śmiała; nie lubił, kiedy kobieta sama wpadała mu w ręce, ale był skłonny pójść na pewne odstępstwa. Tylko dzisiaj, tylko przez chwilę.
— Dlaczego akurat tutaj? Muzyka na górze nie trafiała w pań gusta? — Zapytał nonszalancko. Wyprostował się powoli, nie odwracając wzroku. — A zatem jesteśmy. W czym mogę pomóc? — Dodał po chwili, rzekomo rozbawiony, opierając dłoń na oparciu krzesła, które odsunął i się przysiadł. W jego uśmiechu było coś niedobrego, ale zachowywał się swobodnie. Starał się rozluźnić szczękę, nie szło mu to najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Wrz 04 2018, 22:10;

Svetlana w pierwszej chwili sądziła, że coś jest nie tak, kiedy więc Artem ją do siebie nagle przyciągnął, spodziewała się wszystkiego, ale nie tego, co nastąpiło. Odruchowo nieznacznie się skuliła. Wstrzymała oddech z wrażenia. Uśmiechnęła się na jego słowa zniewalająco, opierając rękami o tors lekarza. Nawet jeżeli zauważyła rozszerzone źrenice, nie dała tego po sobie poznać. W przeciwieństwie do dwóch nowych na imprezie gości, Svetlana dobrze wiedziała, co to za przyjęcie. Nie spodziewałaby się po nieznajomym, który tak wpadł jej w oko, takich upodobań seksualnych, ale była też trochę ciekawa.
- Nie wiem co powiedziałby na to mój pracodawca - odparła, wprost do ucha Artema. Jej ciepły oddech połaskotał go w szyję. - Pana przyjaciel chyba odchodzi - zauważyła jeszcze, podchwytując z mężczyzną kontakt wzrokowy, za chwilę opuszczając go na jego usta. Pozwalała sobie na to tutaj, w klubie, tylko dlatego, że w tej sali nie sposób było dostrzec innych pracowników, którzy wydaliby ją szefostwu. Wydawała się cała ociekać seksem; a może po prostu Warleggan ma już dość narkotyków na dziś.

K6 dla Artema:
1-5 Svetlana zostaje
6 Svetlana niestety musi pójść.

Również dwie kobiety, które zaprosiły tu naszych dzielnych bohaterów, wiedziały, jaka to jest impreza. Najwyraźniej miały nadzieję na ciekawe towarzystwo, bo zwłaszcza Ramirez jawił im się jako dominujący samiec, który pokaże im, gdzie ich miejsce. Najpierw chciały go jednak wybadać, wszak o pomyłkę łatwo! Ciemnowłosa tylko obserwowała dużymi, piwnymi oczyma. Inicjatywę przejęła ta druga.
- Towarzystwo - odparła krótko i zalotnie jasnowłosa, opierając łokcie na stole i pochylając się w stronę Diego. Kiedy tylko Ramirez się dosiadł, jej ręka wylądowała na ramieniu Diego, a stamtąd prawie niezauważalnie posuwała się w dół. Uwagę zwracały jej pomalowane na czerwono usta. - Pana kolega jest chyba zajęty - powiedziała, spoglądając na Warleggana znacząco. - A tak się składa, że moja koleżanka pilnie potrzebuje kogoś, kto... - reszta jej słów utonęła w oklaskach. Coś się działo na parkiecie. Jeśli zdecydowaliście się spojrzeć w tamtą stronę, waszym oczom ukazała się osobliwa scena. Elegancko ubrany mężczyzna, wyprowadził na środek pomieszczenia nagą, zakneblowaną kobietę na smyczy.Czy coś już wam świta?

K6 dla Diego:
1-5 Usłyszałeś, choć wydaje ci się, że się przesłyszałeś, że jasnowłosa powiedziała coś w stylu "A tak się składa, że moja koleżanka pilnie potrzebuje kogoś, kto ją ukarze".
6 Oklaski całkowicie zagłuszyły słowa kobiety.

Każde z was wykonuje też drugi rzut kostką:
parzyste - dociera do ciebie, gdzie trafiłeś
nieparzyste - wciąż nic nie świta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sro Wrz 05 2018, 11:17;

1-5 Svetlana zostaje
parzyste - dociera do ciebie, gdzie trafiłeś


Artemis, choć nawiany, to nie zamierzał Svetlany tak łatwo wypuścić z rąk. Ciężko stwierdzić co mu się w niej spodobało, albo dlaczego akurat ona, skoro sala jak i klub był pełen ponętnych kobiet. Nie potrafił utrzymać rąk przy sobie, oklapł na wygodne siedzisko, sadzając blondynę na kolanach. Ręka ozdobiona drogim zegarkiem zaczęła sunąć po udzie Rosjanki. Nieobecność Diego została dobitniej zauważona, gdy chciał zaproponować niuch, niuch i wskazano na jego odejście.
— Nawet jeśli sowicie zapłacę? — zapytał dosyć składnie, uśmiechając się w te błękitne oczęta. Wydawały się takie głębokie, chyba się w nich zapadał. — A może rzucisz tę robotę?
Usta też miała atrakcyjne. Soczyste takie i na pewno mięciutkie. Oklaski wyrwały go z zauroczenia, rozejrzał się po sali i wtedy coś w głowie pyknęło.
— Czy to jedne z tych spotkań? Wiele o nich słyszałem, ale nie miałem okazji... — nowojorska elita lubiła nietypowe zabawy. Już na studiach słyszał to i owo. Jeśli Svetlana nie pozostawała obojętna na małe macanko, to Artem odłożył szukanie Diego na później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sro Wrz 05 2018, 16:23;

    | 6 i 1, innymi słowy, skrewiłam kostki

W ogóle nie podobało mu się zachowanie jasnowłosej, tym bardziej, że nie należał do mężczyzn, którym łatwo jest schlebić. Wbił na chwilę beznamiętny wzrok w jej usta, ale to tylko pogorszyło sprawę, bowiem w czerwonej szmince podobała mu się tylko jedna kobieta i bynajmniej nie była to żadna z obecnych. Trochę go to otrzeźwiło, choć tak naprawdę przecież nie planował zrobić nic zdrożnego. Być może właśnie dlatego, gdy jej dłoń zaczęła przesuwać się w dół, złapał ją gwałtownie za nadgarstek i ścisnął. Nie usłyszał, na co takiego miała nadzieję jej koleżanka, całkowicie zignorował też widok kobiety prowadzonej na smyczy kawałek dalej, na parkiecie. Tak samo zacietrzewiony jak przed chwilą, nie widząc w tej chwili nic poza błękitnymi oczami nieznajomej, uśmiechnął się trochę szyderczo. Żuł gumę, co kłóciło się z jego eleganckim wyglądem, ale przynosiło ulgę zaciśniętym szczękom. Przez chwilę milczał, przyglądając się kobiecie uważnie. Miał tak rozszerzone źrenice, że oczy wydawały się jeszcze czarniejsze niż zwykle.
— Co mówiłaś? — Wycedził, dokładnie artykułując każdy wyraz. Mogło się wydawać, że zaraz zrobi jej coś złego, ale w końcu puścił. Ucisk na nadgarstek blondynki zelżał, a Diego rozluźnił się i oparł wygodnie, jakby nic takiego się nie stało. Jego wzrok prześlizgnął się nawet po scence rozgrywającej się na parkiecie, ale kompletnie nie połączył faktów. Gdzieś tam mignął mu również Artem ze Svetlaną na kolanach, więc uśmiechnął się pod nosem. W końcu wbił wzrok w brunetkę, siedzącą naprzeciwko niego. Sam nie wiedział, czemu to akurat jej tak się uczepił, ale nie mógł przestać. — Jak ci na imię? — Zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Czw Wrz 06 2018, 16:06;

Usiadła bez protestów na kolanach lekarza, choć nie mogła w pełni się rozluźnić, zerkając co jakiś czas na drzwi jakby bała się, że któryś z ochroniarzy zaraz zainteresuje się, dlaczego jeszcze stąd nie wyszła. Nie miała w zwyczaju flirtować z klientami klubu, w każdym razie nie aż do tego stopnia, by pozwalać sobie na siedzenie im na kolanach, ale ten mężczyzna był inny i od razu wpadł jej w oko.
- Zwłaszcza, jeśli zapłacisz. Szef mógłby uznać, że to łapówka - szepnęła, uśmiechając się figlarnie. Wcale nie miała ochoty rozmawiać o swoim nieprzyjemnym szefie, nie chciała też żeby myślał, że to drogi zegarek który miał na ręku ją do niego przyciągnął. - Gdyby to było takie proste, to już by mnie tu nie było. - Zauważywszy, że Artemis nie odwracał wzroku od jej ust, podkreślała każdą samogłoskę. Nachyliła się nieznacznie w jego stronę, kładąc delikatną, ciepłą dłoń na jego karku, muskając skórę mężczyzny paznokciami. Nie sądziła, by chciał słuchać o tym, dlaczego nie mogła sobie pozwolić na utratę tej pracy. Było tak miło, po co zaprzątać sobie głowę nieprzyjemnymi rzeczami?
- Och, tak. Sądziłam, że o tym wiecie - odparła nieco zaskoczona, gdy tylko ucichły oklaski. Przesunęła dłoń z karku na ramię i nieco niżej, na tors. - Długo tu zabawisz? - Zapytała, unosząc jedną z wypielęgnowanych brwi. Znów podchwyciła kontakt wzrokowy. Zdawała się coś sugerować.

Kostki dla Artema:
1, 3, 6 - upolowałeś sobie naprawdę niezłą sztukę, doktorku! Svetlana nie pozostawała obojętną na twój dotyk i dawała do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko, żeby spotkać się z tobą po pracy. Niestety amory musiały zejść na boczny tor - na sali pojawił się wyglądający na zabijakę mężczyzna. Svetlana zerwała się z twoich kolan, wspominając coś o tym, że to jej szef. Zniknęła w pośpiechu, szepcząc, by zadzwonił do niej po godzinie trzeciej. Tylko niknący zapach jej kwiatowych perfum wskazywał, że przed chwilką tu była.
2, 4, 5 - nikt was nie niepokoił. Poruszyła się nieznacznie na Twoich kolanach, chcąc poprawić podsuwającą się niebezpiecznie do góry sukienkę. Później dłonie Svetlany z twojego torsu, wróciły na ramiona, a stamtąd na kark. Byłoby z pewnością wygodniej, gdyby usiadła na tobie okrakiem, niemniej na to się nie poważyła. Aż się prosiła, żeby ją pocałować.

Jasnowłosa kobieta wcale nie wydawała się zrażona szorstką reakcją Ramireza, przeciwnie: wyraźnie jej się to podobało, aż spojrzała na towarzyszkę i pokiwała głową nieznacznie, z aprobatą. Kiedy oklaski ucichły, mogła w końcu odpowiedzieć na jego pytanie, choć uwagę Diego mogła zwrócić dalsza akcja na parkiecie. Mężczyzna który wyprowadził kobietę na smyczy, wyjął zza pazuchy pejcz, którym z pasją zaczął ją okładać, a jej jęki niosły się nad zebranymi, rozochoconymi gośćmi. Po kilkunastu razach podał pejcz kolejnej osobie, by czyniła honory. Teraz nawet w głowie Diego mogło zaświtać, co tu się u licha działo. Brunetka pochyliła się w stronę Latynosa i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Jestem Nephthys przychodzę z innego uniwersum - powiedziała. Jej piwne spojrzenie hipnotyzowało. Wydawać się mogło, że chciała powiedzieć coś jeszcze, ale wtem do ich stolika podszedł jakiś mężczyzna, który podał jej pejcz wskazując, że teraz jej kolej na zadanie ciosów krnąbrnej niewolnicy. Kobieta wstała, ale nim udała się w stronę parkietu, podeszła do Diego i nachyliła się ku niemu, opierając dłoń na jego ramieniu.
- Mówiła, że potrzebuję kogoś, kto mi pokaże gdzie moje miejsce - szepnęła mu wprost do ucha, po czym poszła, odwracając się przez ramię tylko raz, by posłać Ramirezowi enigmatyczny uśmiech.

Kostki dla Diego:
2, 3, 4, 5 - po chwili Nephthys wraca, przekazując pejcz swojej koleżance. Ta odchodzi i w końcu masz egzotyczną piękność dla siebie.
1, 6 - po chwili Nephthys wraca, ale przekazuje pejcz tobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Nie Wrz 09 2018, 15:34;

1 :c

Szczęście nie trwało zbyt długo. Muskał dłońmi Svetlanę, spijając z jej ust każde słowo. Jawiła mu się jako królowa elfów, pani podziemnego świata, nimfa i rusałka! Alkohol i narkotyki szczęśliwie krążyły w żyłach, dodając młodemu bogaczowi uroku, jaki docenić może jedynie kelnerka w nocnym klubie. Wymamrotał coś niezrozumiałego, jaka łapówka. Dałby w łapę nawet szefowi, klub by kupił i ustanowił Svetlanę królową nocnego życia.
— Tak długo jak tylko chcesz. — odparł czarująco, będąc już blisko tego, aby zakosztować wyszminkowanych warg blondynki. Romantyczne plany popsuło pojawienie się goryla. — Nie oddcho... — z żalem puścił, jeszcze przez chwilę miał wyciągniętą rękę i czuł kwiatowy zapach perfum. Był pewien, że z tej nocy zapamięta właśnie to.
Wygrzebał telefon, aby sprawdzić która jest godzina. Westchnął, chcąc się poskarżyć Diego. Loża była jednak pusta i dopiero teraz zauważył brak towarzysza. Wstał, zaczynając szukać go wzrokiem. Stanął jak wryty na sadomaso scenę na podeście.
— Łoo... — co tu się działo. Oderwał w końcu wzrok i zdeterminowanym, nieco chwiejnym krokiem ruszył w stronę druha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Pon Wrz 10 2018, 21:31;

    | Wynik rzutu: 5

Diego nieświadom intensywności doznań Artemisa, sam pogrążał się w coraz większym gniewie, czego obydwie te dziewczyny niestety nie były świadome. Być może gdyby miały wiedzę na temat tego, do czego jest zdolny, nie pogrywały by sobie z nim tak frywolnie, ale cały czas rozchodziło się tutaj o kontrolę, której nie miał poczucia, jakoby sprawował w tej chwili. Krótkie rzucenie okiem na prawo sprawiło jednak, że chwilowo zapomniał o agresji, bo widok na parkiecie zbił go z tropu, nawet jeżeli w żaden sposób nie pozwolił sobie na okazanie tego. W końcu dotarło, gdzie się znaleźli; ciężko stwierdzić, czy to ze względu na dantejskie sceny rozgrywające się na ich oczach, przyniesiony Nephthys pejcz, czy może jej słów na odchodne. W każdym razie w końcu spłynęło na niego oświecenie, a wraz z nim wyjątkowe rozbawienie.
Odprowadził brunetkę wzrokiem, z nikłym uśmiechem obserwując jej poczynania, zastanawiając się jednocześnie, czy Elia nie dałaby się namówić na taką imprezę. Z pewnością zapyta, kiedy tylko wróci do Rode. Być może po tym, jak już Martinez odzyska wspomnienia. Jego zapijaczony umysł nie mógł w tej chwili krążyć wokół niczego innego niż narzeczona, a przy okazji zdążył całkiem zapomnieć o brunetce w klubie, kiedy zatem pojawiła się z powrotem, przez chwilę tylko ją obserwował zamglonym wzrokiem, który szybko odzyskał ostrość. W końcu złapał za nadgarstek dziewczyny i dość brutalnie pociągnął w swoją stronę, sadzając na kolanach. Przesunął ręką po jej ramieniu i wplótł palce we włosy, łapiąc w okolicach potylicy. Odchylił jej głowę do tyłu, tylko nieznacznie.
— Nie wiem czy jesteś świadoma tego, na co się piszesz — zniżył głos i powiedział to wprost do jej ucha. Nie zdążył jednak powiedzieć nic ponad to, bo w zasięgu jego wzroku pojawił się Warleggan.
— Gdzie zgubiłeś tę blondynę? — Zapytał, odpychając od siebie Nephthys. To nie ona będzie tutaj dyktowała warunki, a jeśli jej to nie odpowiada, musi poszukać sobie frajera z tłumu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Wrz 11 2018, 14:20;

Svetlana zniknęła niczym jutrzenka. Na szczęście do godziny trzeciej nie zostało zbyt wiele czasu, a wówczas Artemis znów będzie mógł zakosztować obcowania ze swoją królową nocy. Diego natomiast pokazał frywolnej Nephthys gdzie jej miejsce, niestety w żaden sposób jej to nie zniechęciło, a jedynie utwierdziło w przekonaniu, że oto w końcu pojawił się na jej drodze ktoś, kto godnie spełni się w roli Pana. Nie odzywała się, wlepiając w niego oczy jak w obrazek, kiedy zjawił się Artem. Postanowiła nie odzywać się niepytana.
Szef Svetlany, który pojawił się na sali, choć mógł być obiektem nienawiści Artema, okazał się dziwnie znajomy dla Diego. Pewnie dlatego, że jeśli pomyślał nad tym przez chwilę, robił z nim kiedyś interesy. Louis Ryder był odpychającym, postawnym, łysym typem, na siłę wbitym w garnitur, w którym wyglądał dość karykaturalnie. Kupował od Ramireza nieprzyzwoite ilości dragów, faszerował nim naiwne małolaty, a potem sprzedawał do szemranych burdeli, choć tego ostatniego akurat Diego mógł nie wiedzieć - zależy jak bardzo wnikał w pobudki swoich klientów. Był narwanym prostakiem, ale płacił dobrze wszystkim, tylko nie swoim pracownikom. Nigdy nie tracił też czasu, żeby przymilić się ważnym ludziom.
- Ramirez, czemu nie mówiłeś, że wpadniesz?! - Wykrzyknął jowialnie na widok Diego i od razu udał się w ich stronę. Uśmiechnął się szeroko, w buzi błysnęła mu pozłacana dwójka. - Załatwiłbym jakieś lepsze dupy - roześmiał się rubasznie, najwyraźniej nie przejmując się tym, jaki jest głośny i jak zwraca uwagę wszystkich. W końcu był u siebie, to mógł. - Brunetki, blondynki, Azjatki, czarne, karlice? - Zarechotał. - Mam jakie tylko dusza zapragnie. Nephthys, wstawaj - zarządził, gotów posłać ją po czegokolwiek panowie sobie zażyczą, chyba że postanowią nie brać udziału w szemranego pochodzenia praktykach, jak na prawdziwych gentlemanów przystało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Wto Wrz 11 2018, 23:02;

Zbliżył się śmielej, poświęcając Nephthys jedno spojrzenie. Nie była w jego guście, z resztą serce mu nadal krwawiło po ucieczce klubowej nimfy.
— Uciekła w strachu przed szefem. Wyobrażasz to sobie? Zostawiła mnie! A mógłbym to wszystko kupić, może kupię... Kazała zadzwonić do siebie po trzeciej. Chodź, wracajmy do hotelu... — pochylił się w stronę Diego, wyraźnie zafrasowany. Odechciało mu się zabawy w klubie, sam nie wiedział do końca czym się kieruje. Poderwał głowę na głos łysawego, Artem nie spodziewał się, że szef jego bogini zna Diego. Patrzył to na na jednego, to na drugiego.
— Chcę Svetlanę, to taka blondynka... — opisał nawet, aż go olśniło. Ugryzł się w język, zatrzymując się na piersiowych zaletach kelnerki. Rozjaśniło mu się w głowie. Na tyle, aby poczuć złość. Zacisnął pięści, co było widoczne dla Ramireza.
— Ty...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sro Wrz 12 2018, 19:25;

Przyjemna, narkotykowa relaksacja zmieniała się powoli w przejmujące rozdrażnienie. Zupełnie nagle hałas zaczął mu przeszkadzać, brak Elii doskwierać, a obecność Nephthys irytować. Dlatego nawet prędzej niż później chciał przystać na propozycję Artema o powrocie, woląc zakończyć ten wieczór w jeszcze względnie dobrym nastroju, jak się jednak okazało, nie zdążył. Oczywiście, że pamiętał Rydera, tej łysej pały i złotego zęba nie dało się zapomnieć. Ramirez skrupulatnie prześwietlał każdego klienta, nie chcąc natknąć się na jakiegoś tajniaka, stąd też doskonale zdawał sobie sprawę, co Louis robił z jego narkotykami, ale tak naprawdę, co go to obchodziło? Rozprowadzał te prochy poza granicami wpływów Diego, a skoro nie bruździł mu na jego własnym podwórku, niespecjalnie było mu spieszno do moralizowania gringo i szlachetnych zagrywek. Do tych jak wszak wiadomo, zdolny nie był. Dobre serce w tym biznesie oznaczałoby pustą kieszeń. Wstał i poprawił marynarkę, mierząc Rydera wzrokiem.
— Czego dusza zapragnie — powtórzył i uśmiechnął się krótko, robiąc ruch, jakby chciał zamknąć starego druha w niedźwiedzim uścisku. — To spierdalaj stąd — powiedział zamiast tego i przywalił mu czołem w nos, spodziewając się chrupnięcia. Zdrowy rozsądek na chwilę zasnął, stłamszony głupim gniewem, który musiał natychmiast znaleźć ujście. Nawet jakby miał oberwać w odwecie od Louisa albo któregoś z jego goryli, dobrze mu to zrobi na otrzeźwienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sro Wrz 12 2018, 20:31;

Nephthys poderwała się z miejsca, kiedy tylko Louis zauważył, że tam w ogóle była. Dało się zauważyć, że zarówno ona jak i Svetlana ze sporą niechęcią obcowały z szefem, trochę jakby się go bały albo brzydziły; nie było to jednak nic dziwnego. Wystarczyło jedno spojrzenie w jego kaprawe, świńskie oczka by zrozumieć je w stu procentach.
Louis doskonale wiedział, o jakiej Svetlanie mówił rudawy kumpel Ramireza. Jeden z jego najświeższych nabytków, strasznie oporna dziewczyna, święcie przekonana, że będzie tu pracować tylko jako kelnerka. Niedoczekanie. Zwietrzył jednak dobry interes, gdy tylko lekarz o niej wspomniał. Już miał pytać, ile zapłaci za noc, kiedy odezwał się Diego. Louis rozłożył ręce, żeby odwzajemnić uścisk, ale przeliczył się sromotnie. Nie spodziewał się tak nagłego ciosu, właściwie dotarło do niego co się stało dopiero wtedy, gdy kość chrupnęła, a krew buchnęła i zalała mu usta.
- Chryste, Ramirez, popierdoliło cię?! - Wrzasnął gardłowo. Wszystkie głowy obecnych w pomieszczeniu obróciły się w ich stronę, zamiast jednak biec na pomoc, zaczęli klaskać. Dlatego, że Ryderowi się należało? Nie, dlatego, że to pokaz BDSM, a krew to najwyraźniej widok podniecający dla publiczności. Louis sięgnął ku nosowi, który prawdopodobnie był złamany i odchylił głowę do tyłu. Nie mógł jednak wyjść na mięczaka przy takiej publiczności! Zamachnął się prawą pięścią w odwecie. Próg sparowania ciosu reakcja+2k6 > (lub równe) 28.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Sro Wrz 12 2018, 21:00;

Mówisz i masz, cios na otrzeźwienie, którego nie zdążył sparować. Miał ociężałe od narkotyków i alkoholu ruchy i oberwał, a cios rozciął mu wargę. Wystarczyło jednak, by poczuł chociaż odrobinę krwi na języku i obudziła się w nim żądza mordu. Tak jak jeszcze przed chwilą był skoncentrowany na Nephthys, teraz skupiał się na tym, żeby rozszarpać Rydera na strzępy, jakby miał mu odpowiedzieć za każde przewinienie i krzywdę, jakiej doświadczył przez ostatnie tygodnie. Niebezpośrednio się podkładał; był pijany, a umysł wciąż miał zaćmiony narkotykami. Potrzebował się jednak wyżyć, a nie popisywać, bo i nie było przed kim. Całkiem wypadła mu z głowy atrakcyjna brunetka.
Wytarł grzbietem dłoni usta i zerknął pobieżnie, czy faktycznie dobrze wyczuł. Czerwona smuga. Błąd, którego Louis nie powinien popełniać. Złapał go za poły marynarki i popchnął na pobliski stół, starając się włożyć w to jak najwięcej siły. Jeśli udało mu się go nie puścić, to przeorał nim kawałek po blacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Czw Wrz 13 2018, 10:56;

A zatem chaos, panie Ramirez! Pchnięty Ryder poleciał na stół jak szmaciana lalka, na szczęście dziewczyna, która leżała na blacie zdążyła w porę umknąć, zrzucając z powabnego ciała kawałki sushi i rozrzucając wokół stołu kieliszki, które goście mogli tam odstawić. Grzmotnął o szklany blat, który wytrzymał na szczęście jego ciężar, w przeciwieństwie do kilku kieliszków, które zmiażdżył plecami. Ześlizgnął się po powierzchni na drugą stronę, ściągając tym samym obrus i wszystko to, co jeszcze nie zostało strącone. Stękając wstał, wspierając się o mebel. Kawałek sushi przykleił mu się do czoła. Wycelował palcem w Ramireza i oddychał ciężko, jakby miał lada moment eksplodować. Jakkolwiek goryle powinni zainteresować się zamieszaniem, nie zrobili tego. Mieli pilnować, żeby nikt nie wchodził do środka, a dźwięki dobywające się zza drzwi niespecjalnie ich obchodziły, głównie dlatego, że podczas tych spotkań działy się naprawdę różne rzeczy.
Dopiero teraz Nephthys wyrwała się z odrętwienia i jeśli Diego dalej zamierzał atakować Louisa, stanęła mu na drodze, co może nie było zbyt mądrym posunięciem, skoro Ramirez szarżował odważnie niczym byczek Fernando. A choć nic jej dawno nie sprawiło takiej satysfakcji, jak oglądanie Rydera dostającego po gębie, wiedziała że jeśli nie zareaguje, potem Louis to na nich się wyżyje.
- Nie warto - powiedziała cicho, spokojnym tonem.

Kostki dla Diego:
Parzyste - Ryder odpuszcza. Zna Ramireza na tyle by wiedzieć, że nie ma sensu iść z nim na noże, poza tym ma chyba wbitą skorupę kryształowego kieliszka pod łopatką i nie w głowie mu bójki. Artemis i Diego mają możliwość zmycia się z miejsca zdarzenia. Jeśli odchodzicie, Louis cedzi za wami: "bierz sobie Svetlanę, bo tutaj nie ma już po co się pokazywać".
Nieparzyste - Ryder jest zły. Nie, Ryder jest wkurwiony. Nóżka kieliszka wbiła mu się w plecy, ból promieniował i wpędzał w furię. Przeskoczył przez stół i ruszył znów w stronę Diego. Odepchnął z drogi Nephthys i rzucił się ku Ramirezowi, byle tylko powalić go na glebę. Nie zauważył, że stanął na rąbku obrusa.

Jeśli Diego wylosuje opcję numer 2, kostkami rzuca również Artem:
1, 3, 4, 5 - Zauważasz, że Louis stoi na rąbku obrusa. Możesz pomóc swojemu compadre, złapać materiał i szarpnąć, a Ryder zaliczy popisową glebę.
2, 6 - Odepchnięta przez Rydera Nephthys, przewraca się na ciebie, co skutkuje upadkiem we dwoje. Przegapiasz akcję z obrusem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 31
Ekwipunek podręczny: telefon komórkowy, zegarek, długopis, portfel

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Czw Wrz 13 2018, 15:30;

1, 3, 4, 5 - Zauważasz, że Louis stoi na rąbku obrusa. Możesz pomóc swojemu compadre, złapać materiał i szarpnąć, a Ryder zaliczy popisową glebę.

Co prawda, Diego wyręczał w tej chwili Artemisa, ale ten nie zamierzał zostawiać compadre bez wsparcia. Widząc jak toczy się akcja, złapał za obrus i pociągnął z całej siły. Z satysfakcją i niewypowiedzianym TO ZA SVETLANĘ, KURWI SYNU, patrzył jak łysol się przewraca. Warleggan był również gotów złapać Nephthys i ją odciągnąć, aby Ramirez mógł dokończyć z honorem to co zaczął. Atmosfera podniecenia udzieliła się i jemu, każdy teraz na sali liczył na bitkę.
— Lepiej się odsuń. — rzucił do kobiety. Nie chciał oberwać, ani robić za przeszkodę. Szkoda, że Svetlana tego nie widzi. Przemknęło mu przez myśl. Warleggan wyciągnął telefon, aby spojrzeć na godzinę. Pilnował czasu, do trzeciej niedługo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t115-doktor-artemis-warleggan#
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Czw Wrz 13 2018, 17:12;

| wynik rzutu: oczywiście 1
Diego był już całkowicie skupiony na tym, żeby Rydera rozszarpać. Bez szczególnego powodu, ot, bo po prostu nawinął się pod rękę. Ramirez rzadko kiedy bywał tak agresywny, jeśli go nie sprowokować czymś konkretnym, ale już od dłuższego czasu gromadził w sobie gniew, który w końcu musiał gdzieś ujść. Obserwował, jak Louis wpada za stół i niemal od razu ruszył w tamtą stronę, chcąc dokończyć dzieła, ale zatrzymała go Nephthys. Podobny do Elii wzrost i kolor włosów sprawiły, że w pierwszej chwili, zaślepiony furią, myślał, że to Martinez. Pewnie dlatego przystanął, a wzrok odzyskał ostrość. Pierwsze oznaki trzeźwienia; zaczynał czuć pieczenie rozciętej wargi. I naprawdę byłby skłonny się uspokoić, ale nie! Ryderowi wciąż nie było mało. Diego przymierzał się do złapania go za uszy i zapoznania jego połamanego nosa ze swoim kolanem, ale nie zdążył, bo Louis padł jak długi. Nierówna podłoga? Zbłąkana skórka od banana? Nie, to Artem. Jeśli Ryder leżał na brzuchu, to Ramirez korzystając z tego faktu, docisnął butem nóżkę kieliszka, która sterczała groteskowo mężczyźnie z pleców.
— Mówiłem ci kiedyś, że nie znoszę dziwkarzy? — Zapytał retorycznie. Nie mówił. Przełknął krew, nie chcąc pluć po posadzkach i poprawił marynarkę. Jeśli towarzystwo liczyło na bitkę, to się przeliczyło, choć mało brakowało. Gdyby nie Nephthys, pewnie sytuacja wyglądałaby zgoła inaczej. Niezależnie, jakie było położenie Louisa, Ramirez docisnął go nogą do posadzki pilnując, żeby przeciwnik nie wykonał ruchu, który mógłby go pozbawić równowagi. O to nie było przecież trudno. — Co z tą Svetlaną dla mojego compadre?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Czw Wrz 13 2018, 17:35;

Ryder nie spodziewał się, że ziemia usunie mu się spod stóp. Zarył podbródkiem o posadzkę, a po chwili dotkliwie odczuł, że kryształ z Monako wbija mu się w ciało coraz dotkliwiej, aż zawył. Głos Diego docierał do niego z opóźnieniem, nie do końca rozumiał, czym podpadł temu pojebanemu brudasowi, ale chciał, żeby już wkurwiał z jego klubu i to w trybie natychmiastowym. Przy tym uległ też dziwnemu złudzeniu, że Ramirez z pewnością ma tutaj więcej ludzi, niż ten jeden ryżawy skurwiel. Pewne było tylko to, że potrzebował lekarza.
Louis na razie nigdzie się nie wybierał, starając się dojść do siebie. Macie zatem drogę wolną. Na odchodne, Ryder wycedził przez zaciśnięte zęby coś, co brzmiało jak czcze groźby.
- Bierz sobie tę jebaną Ukrainkę, Svetlanę, bo tutaj nie ma już po co się pokazywać - splunął, w przeciwieństwie do Diego nie krępując się zapluwać posadzki. Pozbierał się z ziemi dopiero wtedy, kiedy Latynos się odsunął. - Na co się gapisz?! Pomóż mi - sarknął do Nephthys. Ta uśmiechnęła się przepraszająco do Diego, a potem skupiła uwagę już tylko na szefie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ Czw Wrz 13 2018, 18:18;

Słowa które padły, były tak na prawdę dla Diego całkowicie wystarczające. Artem chciał Svetlanę? Proszę bardzo. Odszedł kilka kroków od wyciągniętego na parkiecie Rydera, ale nie wydawał się w pełni usatysfakcjonowany. Przeciwnie, narkotykowa euforia zmieniła się w narkotykowy zjazd. Stanął obok Warleggana, chowając dłonie do kieszeni spodni i obserwował przez chwilę, jak Nephthys zbiera z podłogi Louisa. Odwzajemnił uśmiech, jaki mu posłała, ale nie zamierzał kontynuować tej znajomości. W przeciwieństwie do Artemisa; Ramirez dostrzegał, z jaką pasją zerka w telefon. Jeszcze dzisiaj pozwolił mu robić głupoty. Wszak gdyby ta sama impreza miala miejsce za kilka dni, sytuacja wyglądałaby zgoła inaczej. Poklepał swojego compadre po ramieniu, wspominając, że zamawia taksówkę i wraca do hotelu. Nim wyszedł, wsunął do ręki Nephthys plik banknotów.
— Za straty — stwierdził krótko. Obrzucił Louisa jeszcze jednym, obrzydzonym spojrzeniem, po czym otarłszy wargę z nagromadzonej krwi, mrugnął do Warleggana w niemym "powodzenia" i wyszedł z sali, stamtąd zaś schodami w górę, by odebrać swój płaszcz i znaleźć się przed klubem.
    | z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nowy Jork, luty 2226  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Nowy Jork, luty 2226

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Similar topics

-
» Gothic "Nowy Początek"
» Appalachy, stan Nowy York.
» Luty miesiącem zmian
» Nowy pan - nowy koszmar

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: RESZTA ŚWIATA-