Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

Run Forest, run

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

PisanieTemat: Run Forest, run   Pon Lut 05 2018, 17:48

KTO: Vincent i Theo
KIEDY: pomiędzy świętami a Sylwestrem, grudzień

_________

Trochę Vincentowi i Theo kontakt podupadł przez ostatnie miesiące. Ciężko było stwierdzić, czy to bardziej z powodu Tayi, braki czasu czy jeszcze czegoś innego. Chambers idiotą nie był, wiedział przecież, jak sprawy stoją i na Edamsa jakoś mocno nie naciskał, nie wiedząc, czy zgrywając troskliwego kumpla nie rozwścieczy mężczyzny bardziej.
Gdzieś mu jednak brakowało zwykłej, choćby całkiem błahej i głupiej gadki, dlatego też kiedy miał w końcu wolne od lotów, a Crimson zajęta była pracą, skontaktował się z Vincentem (tym bardziej, że po wymianie świątecznymi upominkami wypadałoby się spotkać i podziękować) i umówili się, z braku czasu, na jakieś poświąteczne bieganko. Przyda się o tyle, że jak to zwykle bywa z takich okazji, jedzenie aż spada ze stołu. Święta były co prawda średnio wesołe w tym roku, choćby przez wzgląd na to, że spędzali je tylko w dwójkę z ojcem, który miał kolejną okazję do tęsknienia za matką. Mimo to uważał je za udane. Wiedział, że już niewiele takich świąt z ojcem spędzi, czuł to w kościach. Taka kolej życia.
Umówili się z Edamsem w dzielnicy południowej. Zdecydowanie bezpieczniejsza, niż północna. Chambers nie zamierzał ryzykować bieganiem w miejscu, gdzie Edamsa ktoś napadł i skopał, czy Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze. Na miejscu był chwilę przed czasem, wiercąc się w miejscu, żeby nie zamarznąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   Pon Lut 05 2018, 18:03

Fakt faktem, ciężko było jednoznacznie ocenić, dlaczego ta dwójka się ze sobą nie spotykała. W końcu mieli podobne poczucie humoru, wspólne tematy do rozmów (pomijając wspólne uczucie do tej samej kobiety) i tak naprawdę nic nie stało na przeszkodzi. Krótkiej wymiany zdań po uratowaniu pani Crimson, spotkaniem nazwać się nie da, więc kiedy Theo zaproponował wspólny jogging, Edams wiele się nie zastanawiał. Po poważniej rozmowie z Tayą, którą odbyli kilka dni wcześniej, było jakoś...lżej. Wciąż czuł duży niepokój, ale przynajmniej jej już nie okłamywał.
Problem w tym, że gdy parę dni wcześniej się umówili, Vinc zakładał, że dzień przed ich spotkaniem, wypije góra jedno - dwa piwka i grzecznie odkopytkuje do domu. Stało się inaczej  - spotkał Yvonne. Takim sposobem, z potężnym kacem zarówno fizycznym jak i moralnym, pojawił się w dzielnicy południowej. Wielką malinę od Craigowych ząbków ukrył pod golfem, wcisnął czapkę na głowę, założył ciepłą bluzę, rękawiczki i był gotowy.
Względnie. Bo blada twarz i podkrążone oczy świadczył o tym, że to nie będzie dobry dzień.
- Cześć - mruknął i uścisnęli sobie grabę na powitanie.  - To co...w kierunku doków? -z każdym oddechem, z ust wydobywał mu się obłoczek pary.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   Wto Lut 06 2018, 10:29

Zdecydowanie pomijając to wspólne uczucie, dla własnego dobra. Dlatego też Theodore się ucieszył, że Vincent bez szemrania się zgodzi. Wyczuwał pomiędzy nimi jakąś dziwną... Obcość. Nie była to wrogość, ale też nie to, co mogłoby być, przypuszczalnie gdyby nie sprawa z Tayą. Ciężko było jednak ukryć, że dla Theo Crimson była na tyle ważna, że był skłonny poświęcić koleżeństwo z Edamsem, nawet jeżeli wolałby tego nie robić. Mieć ciastko i zjeść ciastko, innymi słowy.
Zauważył Vinca już z daleka, ale parsknął śmiechem na jego widok.
- Vincent, a tobie co? Wyglądasz jak gówno - stwierdził niezwykle szczerze i dobitnie, ale bez cienia złośliwości. Uścisnął rękę Edamsowi.
- Na pewno doki? - Uniósł brew. - Jeszcze ci mało biegania po tamtej dzielnicy? - Dopytał. Nie żeby się upierał i zamierzał mu coś wypominać, ale sam był zdania, że w miarę możliwości lepiej trzymać się stamtąd z daleka o tej porze. Co innego do hotelu (chociaż oboje już wiedzieli, że nawet tam bezpiecznie nie jest), a co innego do doków, gdzie strażnicy nie zawsze zwracali baczną uwagę na to, co działo się wokół.
- Może lepiej w stronę centrum? - Zaproponował.
- Chyba ktoś tu wczoraj ostro zabalował - dodał, uśmiechając się półgębkiem i jeśli Vincent się zgodził, niespiesznym tempem ruszył przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   Wto Lut 06 2018, 10:49

Może tak trochę było. Brzmiało to wybitnie gówniarsko, ale Vincent był trochę...cóż, zazdrosny. Startowali w zasadzie z podobnego miejsca w hierarchii, a to Chambers wyrósł na przystojniaka, znacznie wyższego od niego, z którym laski robiły sobie selfie, bo tak się zmienił. No i to on był z Tayą.
A on nadal był nazywany per "Vincencikiem" co go doprowadzało do szewskiej pasji. Jak bardzo się nie starał, wciąż był dla większości tym samym chłopczykiem z liceum.
Teraz jednak, gdy atmosfera z Tay była oczyszczona, już nic nie powinno stać na przeszkodzie, by ta dwójka stała się dla siebie przyjaciółmi.
- Jak zwykle szczery do bólu - sarknął z rozbawieniem - Owszem. I tak się czuję
Wciąż zapominał, że Theo i reszta jego znajomych uważała dzielnice północną za całe zło świata, z powodu tego, co się z nim tam wydarzyło. Nikomu nie powiedział jak było naprawdę, więc musiał udawać, że faktycznie dzielnica północna to zło.
- Może być centrum - wzruszył ramionami i zaczęli sobie truchtać. To będzie ciężki trening dla pana Edamsa. - No...trochę za bardzo. Kilka piw po takim okresie abstynencji okazało się zabójcze. - parsknął, choć czuł się okropnie. Nie tylko na żołądku.
No dobra, trzeba zacząć coś zagadywać. Musi się nauczyć rozmawiać z ludźmi.
- Jak święta ? - parsknął - Ja byłem u Karola i jego legendarnej babci - brzmiało jak tytuł dobrej książki fantasy.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   Nie Lut 11 2018, 10:46

Theo miał świadomość tego, że Edams może być trochę zazdrosny. Gdyby sytuacja była odwrotna, istniało duże prawdopodobieństwo, że też by był, choć wówczas z pewnością nie zrobiłby sobie nadziei na to, że z Tayą to może być coś więcej. Właściwie wciąż jakoś do niego nie do końca docierało, że podjął takie ryzyko i ono się opłaciło.
W związku z tym, że nie miał wglądu w to, co naprawdę wydarzyło się wtedy w dzielnicy północnej, miał solidne podstawy by tak myśleć. Zwyczajnie się o niego martwił; może w tamtym okresie nie żyli na najlepszej stopie, ale Theo nikomu, nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłby tego, co spotkało Edamsa. A przecież to, że ze sobą nie gadali nie znaczyło bynajmniej, że Theo czuł do Vincenta jakąś niechęć.
- Brzmi poważnie - uśmiechnął się półgębkiem. - Chyba podziwiam, że chciało ci się wyjść biegać, bo ja bym pewnie umarł gdzieś w pościeli - przyznał. Theo zawsze pił mało, a przy Tayi właściwie w ogóle wykluczył alkohol, poza jakimiś większymi okazjami. Nie miał więc bardzo mocnej głowy do picia.
- Dobrze, że nie postanowiłeś się pod wpływem wdać w jakąś bitkę - dodał żartobliwie, jakby sugerował, że to by mogło wydłużyć czas abstynencji o kolejne kilka tygodni.
- Serio? I co, już wygryzłeś Karola do końca, ze stanowiska ulubionego wnuka? - Parsknął śmiechem. Legenda Hiacynty będzie żywa i po jej śmierci, najpewniej. - U mnie w porządku, byłem z ojcem. Co prawda było trochę nieswojo, w sumie pierwsze święta bez matki i staruszek przeżywa. No ale taka kolej rzeczy niestety - pokręcił lekko głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   Nie Lut 11 2018, 22:39

Vincent na początku znajomości  z Tayą, w najśmielszych wyobrażeniach by nie pomyślał, że nsgle go trafi strzała amora. Jednego wieczoru, jak grom z jasnego nieba spadła na niego świadomość, że chyba pierwszy raz w życiu się w kimś tak zauroczy, a potem zakocha. Pech chciał, że źle wybral. No, ale nie miał osiemndziesięciu lat, być może kiedyś zów poczuje to samo, tylko do kogoś innego.
- Też siebie w tym momencie podziwiam
- parsknął.
Gdyby chodziło o kogoś innego, to by po prostu odwołał spotkanie. Jednak skoro Chambers wyszedł z inicjatywą i nie przekreślił tej znajomości, to i on nie chciał dawać mylnego wrażenia, że jemu nie zależy. Chciał mieć w nim kumpla, może przyjaciela, choć wiedział, że trzeba na to czasu.
- Weź, daj spokój. Przeraża mnie to. - sarknął - Pani Bucket stworzyła w swojej głowie jakąś wizję idealnego wnuka. Co Charles zrobi to jest źle, a co ja to świetnie. Coraz bardziej mnie to drażni. Nie chcę by Charles przez to się ode mnie odwrócil - za nic w świecie nie chciał by stracić przyjaźni Bucketa. Był mu jak starszy, fajniejszy od niego brat.  - I mogę jej wałkować, że nie docenia Charliego, że to świetny facet. Ona wie lepiej. - prychnął na koniec.
Słuchał o świętach Chambersa i w duchu mu współczuł. Wiedział jak to jest stracić bliskich, więc zakładał, że te świeta mogły być niewesołe dla niego i ojca.
-Czas leczy rany, stary. Na następne będzie znacznie lepiej, zobaczysz - a nóż, widelec Chambers senior, na nastepne święta będzie bawił wnuka? Póki co Vinc nie chciał nawet tego brać pod uwagę. Na samą myśl, że Taya i Theo mogliby się chajtnąć i zmajstrować bobasa (kolejność dowolna) oblewały go zimne poty.

Kosteczki, co by nie było nudno !

1- Panowie biegną dalej, a zima psotliwa jest, a chodniki bywają śliskie. Theo wykonuje olimpijski wręcz ślizg na jednej nodze, wywija orła i próbując się asekurować, łapie Vinca za ramię. Oboje tłuczą sobie tyłki.

2 - Vincent nie wygląda najlepiej, robi się  zielony na twarzy. Panowie zatrzymują się, by złapać oddech. Edams bierze głęboki oddech, pot leje mu się z twarzy
- Niedobrze mi...- mamrota, ledwo kończy frazę  i puszcza pawia, zahaczając przy okazji o buty Theo. Shame !

3 - Panowie biegną dalej. Edams widząc murek, nabiera ochoty na małe parkourowanie. Uśmiecha się szeroko i  wskakuje sprawnym ruchem na podwyższenie.
- Chodź! Pogimnastykujemy się trochę !- woła kolegę i biegnie dalej. Theo może podjąć wyzwanie Actimela i przejść mały test sprawnościowy

4- Panowie stają by złapać oddech. Vincowi robi się trochę gorąco. Nie przemyślawszy tego odchyla szalik, na moment odsłaniając ślady po ząbkach panny Craig. Wtopa, hehe.

5 - Vincent robi się blady na twarzy i zatrzymuje się. Zaczyna go poważnie boleć żołądek, ale z pewnością nie od wczorajszej alkoholizacji. Przyciska dłoń przez materiał kurtki, zaciskając szczękę.
- Mała przerwa, okej? - mamrocze

6 - Panowie biegną dalej, roztaczając wokół siebie aurę zajebistości. Panny na ich widok prawie mdleją z zachwytu. Poza tym nic absolutnie się nie dzieje.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   Wto Lut 13 2018, 20:25

Theo nie był zwolennikiem prowadzenia rozmów na tematy damsko-męskie, ale pewnie powiedziałby Vincentowi to samo. Może nie używając słynnej metafory o rybach w morzu, bo była idiotyczna. Ale skoro ludzie zakochują się nawet po 80, to czemu Edams miałby nie, jako wcale nie tak dawno upieczony dwudziestolatek?
- Beznadziejna sprawa - przyznał. - Charles jest spoko, nie sądzę, żeby się od ciebie odwrócił. W sensie, to nie twoja wina, jakby nie patrzeć. Ścieżki umysłu babki są nieprzeniknione chyba dla każdego - przechylił lekko głowę w stronę lewego ramienia. - Ona zawsze wie lepiej - dodał, parskając śmiechem. Tak naprawdę Karolowi współczuł. Może Babka to była stara hetera, ale ostatecznie to jego babcia i słabo, że nie potrafiła go docenić. W dodatku aż tak robiła mu pod górkę w kwestii Rosy, a to dopiero był problem.
- Jasne, że będzie lepiej - rzucił, zbywając trochę temat. Prawdę mówiąc nawet nie pomyślał o tym, co przyszło do głowy Vincentowi. Zresztą nawet gdyby przyszło, to na pewno nie powiedziałby nic na ten temat na głos, zdając sobie sprawę, że to delikatny temat.
Nie zauważył bladości Vincenta (umówmy się, i tak wyglądał niewyraźnie), dopóki się nie zatrzymał, przyciskając rękę do brzucha. Theo przystanął i spojrzał na niego zaniepokojony.
- Stary, nawet sobie nie żartuj. Co jest? - Zapytał. Ręka na wysokości żołądka momentalnie przypomniała mu o powodzie, dla którego Edams spędził tydzień w szpitalu. Rozejrzał się w poszukiwaniu jakiejś ławki i jeśli taką dostrzegł, to zaprowadził tam kolegę.
- Mam wzywać karetkę? Nie umieraj mi tu - powiedział, chcąc trochę rozluźnić atmosferę. Co prawda żartował z tą kartką, przynajmniej na razie, ale nigdy nic nie wiadomo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   Sro Lut 14 2018, 09:29

-Wiesz... - zaczął powoli - Czasem się w duchu wściekałem na Charliego, że kłócił się z babcią. Myślałem, że dla świętego spokoju by poszedł do tego kościoła, zrobił coś o co go ta babcia prosiła...ale jak wiesz, każdy jest najmądrzejszy, jak nie ma pojęcia o czym mówi. - parsknął - Chyba trochę traktowałem panią Bucket, jak taką przyszywaną babcię, bo mojej nigdy nie było mi dane poznać. Myślałem czasem "ty mendo, uszanowałbyś jedyną rodzinę jaka ci została, inni nie mają takiego farta". Teraz wiem, że Charles naprawdę miał z nią bardzo ciężko. I nadal ma. - pokręcił głową. Niestety dorastanie miało swoje blaski i cienie. I tymże cieniem było zrozumienie relacji łączącej Bucketów.
Biegli dalej, gdy nagły skurcz żołądka aż go zgiął w pół. Poprosił o przerwę i skorzystał z pomocy kolegi by usiąść. Wziął głęboki oddech i podniósł dłoń na znak, że wszystko w porządku.
- Spokojnie. Lekarz mówił, że to może się zdarzać - wymamrotał, a na jego kolejną uwagę uśmiechnął się pod nosem - Nie umieram. - wziął kolejny głęboki wdech, wciąż trzymając dłoń na brzuchu. - Wczoraj trochę przegiąłem, ciało się buntuje - zaśmiał się pod nosem
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   Sob Lut 17 2018, 22:40

Pokiwał głową, chyba bardziej sam do siebie.
- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - zgodził się skwapliwie. - Ale nie miał z nią lekko. Nikt z nas poza tobą nie miał właściwie - parsknął. Nie miał zielonego pojęcia, co takiego urzekło babkę w Edamsie. Nie żeby mu ujmował czegokolwiek, ale właśnie: Vincent był normalny. Skąd to upodobanie do niego, nie sposób ocenić. Najwyraźniej wyroki babki są nieprzeniknione, niczym te boskie, którymi tak się zasłania.
- Poza tym też pewnie inaczej było ją spotykać raz na jakiś czas, a inaczej z nią mieszkać i to wszystko znosić - dodał. Rozumiał punkt widzenia Vinca, co prawda potrzebował chyba śmierci matki, żeby to zrozumieć, ale wciąż babki Bucket nie zamierzał bronić. Potrafiła koncertowo zniszczyć i uprzykrzyć innym życie. Drażniło go chociażby jej podejście do Rosy. Zamiast się starucha cieszyć, że wnuk szczęśliwy, to pod górkę!
- Z drugiej strony chyba każda rodzina ma swoje za uszami - dodał, krzywiąc się lekko, ale nie pociągnął tego tematu. Ostatecznie nie im oceniać, jakie były kontakty Charlesa i babki. Ale mógłby przysiąc, że dziwne pręgi, które widział kiedyś u Bucketa... Nie.
Przyglądał się Vincowi, a choć generalnie zatroskany, minę miał bardziej rozbawioną. Nie przepadał za panikowaniem w takich sytuacjach, więc robił to, co potrafił najlepiej, a zatem zwyczajnie nie był poważny.
- Mogę jakoś pomóc? Nie znam się, cholera. Będziesz rzygać czy co? - Zapytał, opierając łokcie na kolanach i spoglądając z boku na kumpla.
- Mogę przytrzymać ci włosy - parsknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   Nie Lut 18 2018, 14:46

Vincent sapnął niezadowolony.
- No właśnie. Z jakiegoś powodu lubi tylko mnie. On to każe się zastanowić, co jest kurwa ze mną nie tak. - stwierdził, oddychając powoli, by odgonić mdłości, które przyszły razem z bólem żołądka.
No właśnie. Był normalny, wręcz do bólu dupy. O co więc chodziło? O to chodzenie do kościoła? Pracę w urzędzie? Baby face? A może po prostu babka nie miała konkretnego powodu i było to na "chybił trafił" ?
Odetchnął głęboko i przez chwilę nie odpowiadał na pytania Chambersa. W końcu wstał i pokręcił przecząco głową.
- W porządku. - zapewnił go i zaczęli od truchciku. Lepiej się na razie nie forsować.
- jak z Tay? Doszła do siebie, czy cały czas na tabletkach nasennych? - zagadnął bo minęło zaledwie parę dni od pamiętnego wieczoru, a on też nie zasypywał Crimson wiadomościami. Wiedział, że to Theo powinien być na pierwszej linii wsparcia.
Miał też głęboką nadzieję, że niedoszły gwałciciel, nie wyjdzie z pierdla kilkanaście lat. I lepiej by nie trafił na duet Edams-Chambers, gdy już odzyska wolność.

Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: Run Forest, run   

Powrót do góry Go down

Run Forest, run

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Dixie National Forest

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu