Share|

Run Forest, run

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Run Forest, run  ♦ Pon Lut 05 2018, 17:48;

KTO: Vincent i Theo
KIEDY: pomiędzy świętami a Sylwestrem, grudzień

_________

Trochę Vincentowi i Theo kontakt podupadł przez ostatnie miesiące. Ciężko było stwierdzić, czy to bardziej z powodu Tayi, braki czasu czy jeszcze czegoś innego. Chambers idiotą nie był, wiedział przecież, jak sprawy stoją i na Edamsa jakoś mocno nie naciskał, nie wiedząc, czy zgrywając troskliwego kumpla nie rozwścieczy mężczyzny bardziej.
Gdzieś mu jednak brakowało zwykłej, choćby całkiem błahej i głupiej gadki, dlatego też kiedy miał w końcu wolne od lotów, a Crimson zajęta była pracą, skontaktował się z Vincentem (tym bardziej, że po wymianie świątecznymi upominkami wypadałoby się spotkać i podziękować) i umówili się, z braku czasu, na jakieś poświąteczne bieganko. Przyda się o tyle, że jak to zwykle bywa z takich okazji, jedzenie aż spada ze stołu. Święta były co prawda średnio wesołe w tym roku, choćby przez wzgląd na to, że spędzali je tylko w dwójkę z ojcem, który miał kolejną okazję do tęsknienia za matką. Mimo to uważał je za udane. Wiedział, że już niewiele takich świąt z ojcem spędzi, czuł to w kościach. Taka kolej życia.
Umówili się z Edamsem w dzielnicy południowej. Zdecydowanie bezpieczniejsza, niż północna. Chambers nie zamierzał ryzykować bieganiem w miejscu, gdzie Edamsa ktoś napadł i skopał, czy Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze. Na miejscu był chwilę przed czasem, wiercąc się w miejscu, żeby nie zamarznąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Pon Lut 05 2018, 18:03;

Fakt faktem, ciężko było jednoznacznie ocenić, dlaczego ta dwójka się ze sobą nie spotykała. W końcu mieli podobne poczucie humoru, wspólne tematy do rozmów (pomijając wspólne uczucie do tej samej kobiety) i tak naprawdę nic nie stało na przeszkodzi. Krótkiej wymiany zdań po uratowaniu pani Crimson, spotkaniem nazwać się nie da, więc kiedy Theo zaproponował wspólny jogging, Edams wiele się nie zastanawiał. Po poważniej rozmowie z Tayą, którą odbyli kilka dni wcześniej, było jakoś...lżej. Wciąż czuł duży niepokój, ale przynajmniej jej już nie okłamywał.
Problem w tym, że gdy parę dni wcześniej się umówili, Vinc zakładał, że dzień przed ich spotkaniem, wypije góra jedno - dwa piwka i grzecznie odkopytkuje do domu. Stało się inaczej  - spotkał Yvonne. Takim sposobem, z potężnym kacem zarówno fizycznym jak i moralnym, pojawił się w dzielnicy południowej. Wielką malinę od Craigowych ząbków ukrył pod golfem, wcisnął czapkę na głowę, założył ciepłą bluzę, rękawiczki i był gotowy.
Względnie. Bo blada twarz i podkrążone oczy świadczył o tym, że to nie będzie dobry dzień.
- Cześć - mruknął i uścisnęli sobie grabę na powitanie.  - To co...w kierunku doków? -z każdym oddechem, z ust wydobywał mu się obłoczek pary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Wto Lut 06 2018, 10:29;

Zdecydowanie pomijając to wspólne uczucie, dla własnego dobra. Dlatego też Theodore się ucieszył, że Vincent bez szemrania się zgodzi. Wyczuwał pomiędzy nimi jakąś dziwną... Obcość. Nie była to wrogość, ale też nie to, co mogłoby być, przypuszczalnie gdyby nie sprawa z Tayą. Ciężko było jednak ukryć, że dla Theo Crimson była na tyle ważna, że był skłonny poświęcić koleżeństwo z Edamsem, nawet jeżeli wolałby tego nie robić. Mieć ciastko i zjeść ciastko, innymi słowy.
Zauważył Vinca już z daleka, ale parsknął śmiechem na jego widok.
- Vincent, a tobie co? Wyglądasz jak gówno - stwierdził niezwykle szczerze i dobitnie, ale bez cienia złośliwości. Uścisnął rękę Edamsowi.
- Na pewno doki? - Uniósł brew. - Jeszcze ci mało biegania po tamtej dzielnicy? - Dopytał. Nie żeby się upierał i zamierzał mu coś wypominać, ale sam był zdania, że w miarę możliwości lepiej trzymać się stamtąd z daleka o tej porze. Co innego do hotelu (chociaż oboje już wiedzieli, że nawet tam bezpiecznie nie jest), a co innego do doków, gdzie strażnicy nie zawsze zwracali baczną uwagę na to, co działo się wokół.
- Może lepiej w stronę centrum? - Zaproponował.
- Chyba ktoś tu wczoraj ostro zabalował - dodał, uśmiechając się półgębkiem i jeśli Vincent się zgodził, niespiesznym tempem ruszył przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Wto Lut 06 2018, 10:49;

Może tak trochę było. Brzmiało to wybitnie gówniarsko, ale Vincent był trochę...cóż, zazdrosny. Startowali w zasadzie z podobnego miejsca w hierarchii, a to Chambers wyrósł na przystojniaka, znacznie wyższego od niego, z którym laski robiły sobie selfie, bo tak się zmienił. No i to on był z Tayą.
A on nadal był nazywany per "Vincencikiem" co go doprowadzało do szewskiej pasji. Jak bardzo się nie starał, wciąż był dla większości tym samym chłopczykiem z liceum.
Teraz jednak, gdy atmosfera z Tay była oczyszczona, już nic nie powinno stać na przeszkodzie, by ta dwójka stała się dla siebie przyjaciółmi.
- Jak zwykle szczery do bólu - sarknął z rozbawieniem - Owszem. I tak się czuję
Wciąż zapominał, że Theo i reszta jego znajomych uważała dzielnice północną za całe zło świata, z powodu tego, co się z nim tam wydarzyło. Nikomu nie powiedział jak było naprawdę, więc musiał udawać, że faktycznie dzielnica północna to zło.
- Może być centrum - wzruszył ramionami i zaczęli sobie truchtać. To będzie ciężki trening dla pana Edamsa. - No...trochę za bardzo. Kilka piw po takim okresie abstynencji okazało się zabójcze. - parsknął, choć czuł się okropnie. Nie tylko na żołądku.
No dobra, trzeba zacząć coś zagadywać. Musi się nauczyć rozmawiać z ludźmi.
- Jak święta ? - parsknął - Ja byłem u Karola i jego legendarnej babci - brzmiało jak tytuł dobrej książki fantasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Nie Lut 11 2018, 10:46;

Theo miał świadomość tego, że Edams może być trochę zazdrosny. Gdyby sytuacja była odwrotna, istniało duże prawdopodobieństwo, że też by był, choć wówczas z pewnością nie zrobiłby sobie nadziei na to, że z Tayą to może być coś więcej. Właściwie wciąż jakoś do niego nie do końca docierało, że podjął takie ryzyko i ono się opłaciło.
W związku z tym, że nie miał wglądu w to, co naprawdę wydarzyło się wtedy w dzielnicy północnej, miał solidne podstawy by tak myśleć. Zwyczajnie się o niego martwił; może w tamtym okresie nie żyli na najlepszej stopie, ale Theo nikomu, nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłby tego, co spotkało Edamsa. A przecież to, że ze sobą nie gadali nie znaczyło bynajmniej, że Theo czuł do Vincenta jakąś niechęć.
- Brzmi poważnie - uśmiechnął się półgębkiem. - Chyba podziwiam, że chciało ci się wyjść biegać, bo ja bym pewnie umarł gdzieś w pościeli - przyznał. Theo zawsze pił mało, a przy Tayi właściwie w ogóle wykluczył alkohol, poza jakimiś większymi okazjami. Nie miał więc bardzo mocnej głowy do picia.
- Dobrze, że nie postanowiłeś się pod wpływem wdać w jakąś bitkę - dodał żartobliwie, jakby sugerował, że to by mogło wydłużyć czas abstynencji o kolejne kilka tygodni.
- Serio? I co, już wygryzłeś Karola do końca, ze stanowiska ulubionego wnuka? - Parsknął śmiechem. Legenda Hiacynty będzie żywa i po jej śmierci, najpewniej. - U mnie w porządku, byłem z ojcem. Co prawda było trochę nieswojo, w sumie pierwsze święta bez matki i staruszek przeżywa. No ale taka kolej rzeczy niestety - pokręcił lekko głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Nie Lut 11 2018, 22:39;

Vincent na początku znajomości  z Tayą, w najśmielszych wyobrażeniach by nie pomyślał, że nsgle go trafi strzała amora. Jednego wieczoru, jak grom z jasnego nieba spadła na niego świadomość, że chyba pierwszy raz w życiu się w kimś tak zauroczy, a potem zakocha. Pech chciał, że źle wybral. No, ale nie miał osiemndziesięciu lat, być może kiedyś zów poczuje to samo, tylko do kogoś innego.
- Też siebie w tym momencie podziwiam
- parsknął.
Gdyby chodziło o kogoś innego, to by po prostu odwołał spotkanie. Jednak skoro Chambers wyszedł z inicjatywą i nie przekreślił tej znajomości, to i on nie chciał dawać mylnego wrażenia, że jemu nie zależy. Chciał mieć w nim kumpla, może przyjaciela, choć wiedział, że trzeba na to czasu.
- Weź, daj spokój. Przeraża mnie to. - sarknął - Pani Bucket stworzyła w swojej głowie jakąś wizję idealnego wnuka. Co Charles zrobi to jest źle, a co ja to świetnie. Coraz bardziej mnie to drażni. Nie chcę by Charles przez to się ode mnie odwrócil - za nic w świecie nie chciał by stracić przyjaźni Bucketa. Był mu jak starszy, fajniejszy od niego brat.  - I mogę jej wałkować, że nie docenia Charliego, że to świetny facet. Ona wie lepiej. - prychnął na koniec.
Słuchał o świętach Chambersa i w duchu mu współczuł. Wiedział jak to jest stracić bliskich, więc zakładał, że te świeta mogły być niewesołe dla niego i ojca.
-Czas leczy rany, stary. Na następne będzie znacznie lepiej, zobaczysz - a nóż, widelec Chambers senior, na nastepne święta będzie bawił wnuka? Póki co Vinc nie chciał nawet tego brać pod uwagę. Na samą myśl, że Taya i Theo mogliby się chajtnąć i zmajstrować bobasa (kolejność dowolna) oblewały go zimne poty.

Kosteczki, co by nie było nudno !

1- Panowie biegną dalej, a zima psotliwa jest, a chodniki bywają śliskie. Theo wykonuje olimpijski wręcz ślizg na jednej nodze, wywija orła i próbując się asekurować, łapie Vinca za ramię. Oboje tłuczą sobie tyłki.

2 - Vincent nie wygląda najlepiej, robi się  zielony na twarzy. Panowie zatrzymują się, by złapać oddech. Edams bierze głęboki oddech, pot leje mu się z twarzy
- Niedobrze mi...- mamrota, ledwo kończy frazę  i puszcza pawia, zahaczając przy okazji o buty Theo. Shame !

3 - Panowie biegną dalej. Edams widząc murek, nabiera ochoty na małe parkourowanie. Uśmiecha się szeroko i  wskakuje sprawnym ruchem na podwyższenie.
- Chodź! Pogimnastykujemy się trochę !- woła kolegę i biegnie dalej. Theo może podjąć wyzwanie Actimela i przejść mały test sprawnościowy

4- Panowie stają by złapać oddech. Vincowi robi się trochę gorąco. Nie przemyślawszy tego odchyla szalik, na moment odsłaniając ślady po ząbkach panny Craig. Wtopa, hehe.

5 - Vincent robi się blady na twarzy i zatrzymuje się. Zaczyna go poważnie boleć żołądek, ale z pewnością nie od wczorajszej alkoholizacji. Przyciska dłoń przez materiał kurtki, zaciskając szczękę.
- Mała przerwa, okej? - mamrocze

6 - Panowie biegną dalej, roztaczając wokół siebie aurę zajebistości. Panny na ich widok prawie mdleją z zachwytu. Poza tym nic absolutnie się nie dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Wto Lut 13 2018, 20:25;

Theo nie był zwolennikiem prowadzenia rozmów na tematy damsko-męskie, ale pewnie powiedziałby Vincentowi to samo. Może nie używając słynnej metafory o rybach w morzu, bo była idiotyczna. Ale skoro ludzie zakochują się nawet po 80, to czemu Edams miałby nie, jako wcale nie tak dawno upieczony dwudziestolatek?
- Beznadziejna sprawa - przyznał. - Charles jest spoko, nie sądzę, żeby się od ciebie odwrócił. W sensie, to nie twoja wina, jakby nie patrzeć. Ścieżki umysłu babki są nieprzeniknione chyba dla każdego - przechylił lekko głowę w stronę lewego ramienia. - Ona zawsze wie lepiej - dodał, parskając śmiechem. Tak naprawdę Karolowi współczuł. Może Babka to była stara hetera, ale ostatecznie to jego babcia i słabo, że nie potrafiła go docenić. W dodatku aż tak robiła mu pod górkę w kwestii Rosy, a to dopiero był problem.
- Jasne, że będzie lepiej - rzucił, zbywając trochę temat. Prawdę mówiąc nawet nie pomyślał o tym, co przyszło do głowy Vincentowi. Zresztą nawet gdyby przyszło, to na pewno nie powiedziałby nic na ten temat na głos, zdając sobie sprawę, że to delikatny temat.
Nie zauważył bladości Vincenta (umówmy się, i tak wyglądał niewyraźnie), dopóki się nie zatrzymał, przyciskając rękę do brzucha. Theo przystanął i spojrzał na niego zaniepokojony.
- Stary, nawet sobie nie żartuj. Co jest? - Zapytał. Ręka na wysokości żołądka momentalnie przypomniała mu o powodzie, dla którego Edams spędził tydzień w szpitalu. Rozejrzał się w poszukiwaniu jakiejś ławki i jeśli taką dostrzegł, to zaprowadził tam kolegę.
- Mam wzywać karetkę? Nie umieraj mi tu - powiedział, chcąc trochę rozluźnić atmosferę. Co prawda żartował z tą kartką, przynajmniej na razie, ale nigdy nic nie wiadomo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sro Lut 14 2018, 09:29;

-Wiesz... - zaczął powoli - Czasem się w duchu wściekałem na Charliego, że kłócił się z babcią. Myślałem, że dla świętego spokoju by poszedł do tego kościoła, zrobił coś o co go ta babcia prosiła...ale jak wiesz, każdy jest najmądrzejszy, jak nie ma pojęcia o czym mówi. - parsknął - Chyba trochę traktowałem panią Bucket, jak taką przyszywaną babcię, bo mojej nigdy nie było mi dane poznać. Myślałem czasem "ty mendo, uszanowałbyś jedyną rodzinę jaka ci została, inni nie mają takiego farta". Teraz wiem, że Charles naprawdę miał z nią bardzo ciężko. I nadal ma. - pokręcił głową. Niestety dorastanie miało swoje blaski i cienie. I tymże cieniem było zrozumienie relacji łączącej Bucketów.
Biegli dalej, gdy nagły skurcz żołądka aż go zgiął w pół. Poprosił o przerwę i skorzystał z pomocy kolegi by usiąść. Wziął głęboki oddech i podniósł dłoń na znak, że wszystko w porządku.
- Spokojnie. Lekarz mówił, że to może się zdarzać - wymamrotał, a na jego kolejną uwagę uśmiechnął się pod nosem - Nie umieram. - wziął kolejny głęboki wdech, wciąż trzymając dłoń na brzuchu. - Wczoraj trochę przegiąłem, ciało się buntuje - zaśmiał się pod nosem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sob Lut 17 2018, 22:40;

Pokiwał głową, chyba bardziej sam do siebie.
- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - zgodził się skwapliwie. - Ale nie miał z nią lekko. Nikt z nas poza tobą nie miał właściwie - parsknął. Nie miał zielonego pojęcia, co takiego urzekło babkę w Edamsie. Nie żeby mu ujmował czegokolwiek, ale właśnie: Vincent był normalny. Skąd to upodobanie do niego, nie sposób ocenić. Najwyraźniej wyroki babki są nieprzeniknione, niczym te boskie, którymi tak się zasłania.
- Poza tym też pewnie inaczej było ją spotykać raz na jakiś czas, a inaczej z nią mieszkać i to wszystko znosić - dodał. Rozumiał punkt widzenia Vinca, co prawda potrzebował chyba śmierci matki, żeby to zrozumieć, ale wciąż babki Bucket nie zamierzał bronić. Potrafiła koncertowo zniszczyć i uprzykrzyć innym życie. Drażniło go chociażby jej podejście do Rosy. Zamiast się starucha cieszyć, że wnuk szczęśliwy, to pod górkę!
- Z drugiej strony chyba każda rodzina ma swoje za uszami - dodał, krzywiąc się lekko, ale nie pociągnął tego tematu. Ostatecznie nie im oceniać, jakie były kontakty Charlesa i babki. Ale mógłby przysiąc, że dziwne pręgi, które widział kiedyś u Bucketa... Nie.
Przyglądał się Vincowi, a choć generalnie zatroskany, minę miał bardziej rozbawioną. Nie przepadał za panikowaniem w takich sytuacjach, więc robił to, co potrafił najlepiej, a zatem zwyczajnie nie był poważny.
- Mogę jakoś pomóc? Nie znam się, cholera. Będziesz rzygać czy co? - Zapytał, opierając łokcie na kolanach i spoglądając z boku na kumpla.
- Mogę przytrzymać ci włosy - parsknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Nie Lut 18 2018, 14:46;

Vincent sapnął niezadowolony.
- No właśnie. Z jakiegoś powodu lubi tylko mnie. On to każe się zastanowić, co jest kurwa ze mną nie tak. - stwierdził, oddychając powoli, by odgonić mdłości, które przyszły razem z bólem żołądka.
No właśnie. Był normalny, wręcz do bólu dupy. O co więc chodziło? O to chodzenie do kościoła? Pracę w urzędzie? Baby face? A może po prostu babka nie miała konkretnego powodu i było to na "chybił trafił" ?
Odetchnął głęboko i przez chwilę nie odpowiadał na pytania Chambersa. W końcu wstał i pokręcił przecząco głową.
- W porządku. - zapewnił go i zaczęli od truchciku. Lepiej się na razie nie forsować.
- jak z Tay? Doszła do siebie, czy cały czas na tabletkach nasennych? - zagadnął bo minęło zaledwie parę dni od pamiętnego wieczoru, a on też nie zasypywał Crimson wiadomościami. Wiedział, że to Theo powinien być na pierwszej linii wsparcia.
Miał też głęboką nadzieję, że niedoszły gwałciciel, nie wyjdzie z pierdla kilkanaście lat. I lepiej by nie trafił na duet Edams-Chambers, gdy już odzyska wolność.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sro Lut 21 2018, 16:12;

Znowu się roześmiał, a oparłwszy łokcie o kolana spojrzał krytycznym wzrokiem na Vincenta. To znaczy właściwie udawanie krytycznym.
- Też się zastanawiam, czemu akurat w tobie babka upatrzyła sobie Mesjasza naszego pokolenia. Ale chyba nie ma co próbować wejść w jej skórę i się przekonywać. Można dojść do jakichś niechcianych wniosków - skrzywił się lekko, samemu nie odnajdując powodu. Może nie było żadnego? Najgorszy typ czarnego charakteru, to taki bez motywów. Nie powiedział tego jednak na głos, choć uśmiechnął się do własnych myśli.
Ruszył za Edamsem, ale nie przestawał go obserwować, jakby miał się tu zaraz rozłożyć na środku chodnika. Może nadmierna troska, ale nie chodziło wszak o przeziębienie, a o poważny uraz, który prawie pozbawił go życia.
- Twierdzi, że doszła. Nie wierzę jej za bardzo - mruknął. Nie był zadowolony, pominął też pytanie o tabletki. Nie bardzo chciała się przyznać, ale wiedział, że je brała. Nie podobało mu się to, ale nie mógł jej ich przecież schować. Nie była dzieckiem, a jeśli to miało jej pomóc... Na razie jeszcze nie interweniował. Na razie.
- Wiem, że tu trzeba czasu, ale martwię się - przyznał, zupełnie absurdalnie wylewnie, jak na siebie. Nie chciał zasypywać Vinca problemami, być może stąd ta zdawkowość. Starał się nie zostawiać Tayi na dłużej samej, ale oboje zdawali sobie dobrze sprawę, że to niemożliwe, by przy niej warować dwadzieścia cztery godziny na dobę. Mieli pracę.
- Przesiaduje w pracy w nieskończoność, jak to Taya - dorzucił. Vincent też ją dość dobrze znał, zapewne zdawał sobie zatem sprawę, że pracą spróbuje sobie wybić z głowy wszystkie kiepskie myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sro Lut 21 2018, 21:49;

Twierdzi, że doszła. Nie wierzę jej za bardzo. Autorka posta parsknela właśnie śmiechem, bo ma spaczony, chory i zboczony umysł. Wracamy do opowieści.
- Tak myślałem - westchnął ciężko. - Cała Tay.
Wiedział, że Crimson, choć twierdziła, że jest inaczej, przeżyła i przeżywała to mocno. Był zresztą świadkiem jej łez i żałował, że nie mógł być jej większą pomocą.
- Tak sobie radzi z problemami. Jak pracuje, to o tym nie myśli - powiedział spokojnie, spojrzawszy na Theo.
Poczuł się...dziwnie. Jakoś zdał sobie, całym sobą sprawę, że obaj kochają tą samą kobietę i właśnie o niej rozmawiają. Westchnął cicho. Ta świadomość była męcząca.
Nie miał za bardzo o tym z kimkolwiek porozmawiać. Karol miał swoje problemy, Felix miał go w dupie, Fiona...na-ah. A rozmawianie z Tayą lub Theo, byłoby już ultra niezręczne. Tak naprawdę to Edams i Chambers, nigdy nie ruszyli tego tematu i zapewne nigdy tego nie zrobią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Czw Lut 22 2018, 13:23;

Autorka dochodzi do wniosku, że w tym kontekście rownież dalsze słowa o tabletkach są komiczne, ale tak, zostawmy to już.
Jasne, że cała Tay. Theo, choć dobrze rozumiał jej pracoholizm, bo sam nie potrafił zbyt długo usiedzieć na miejscu bez jakiegoś zajęcia, martwił się. Może na wyrost, bo w zasadzie Crimson zawsze przejawiała patologiczny ciąg do pracy i nie było to w jej wykonaniu niczym niezwykłym. Może sam dorabiał sobie do tego ideologię? Nie mógł jednak zignorować tabletek, które brała.
- Nie no, jasne - zgodził się. - Nawet bez tego typu problemów non stop siedziała w pracy i ja to rozumiem, sam jestem nieznośny, jak przez dłuższy czas ktoś mi każe odpoczywać - przyznał, schodząc trochę z tematu Tayi. Nie tyle, że czuł się niezręcznie rozmawiając o niej z Edamsem, ale... No dobra, czuł się niezręcznie. Miał wrażenie, że cokolwiek w tym temacie zdradzi, będzie to brzmiało, jakby się tym chwalił, a przecież nie o to chodziło.
Nie był typem człowieka, który w swoim szczęściu odczuwał wewnętrzną potrzebę rozprawiania na lewo i prawo o Tayi; w kontaktach z Edamsem miał jednak wrażenie, że poszedł w zupełnie odwrotną stronę, wpadając ze skrajności w skrajność. Żadna jednak próba podjęcia rozmowy o tym nie byłaby właściwa, Theo o tym wiedział. No bo co właściwie miał mu powiedzieć? Przeprosić? Nie miał za co.
- W każdym razie liczę tylko, że nie spotkam tego typa, bo go będą zeskrobywać z chodnika - podsumował jedynie, kręcąc głową, jakby odganiał się od natrętnej muchy.
- Ty mi lepiej powiedz, z kim tak wczoraj zabalowałeś - rzucił, zmieniając temat po krótkiej chwili milczenia, kiedy to wahał się, czy jednak drążyć temat dalej, czy lepiej nie.

Dobra, to teraz Twoja kolej.
1, 6 - chłopaki biegną sobie, prezentując się niczym w słonecznym patrolu, tylko że nie, bo chodnik jest oblodzony. Być może właśnie z tego powodu but Chambersowi oślizgnął i pojechał jak długi, utraciwszy równowagę. Przejażdżka skończyła się po trzech metrach, gdy to podciął nogi jakiejś kobiecinie, która niosła akurat zakupy. Ziemniaki z siatki, która wypadła jej z rąk, potoczyły się po całej ulicy i chodniku, a ona przewróciła się, drąc wniebogłosy.

2, 5 - po drugiej stronie ulicy bawili się mali chłopcy, którzy najwyraźniej znudzeni podczas przerwy zimowej, obrzucali się śniegiem na środku chodnika. Uznali, że będzie przezabawnie, jeśli na punkty wycelują w Theo i Vincenta - traf w głowę oznaczał wygraną. Zaraz zabrali się do realizacji planu:
    Jeśli wyrzucisz tę opcję, rzucasz kostką jeszcze raz:
    1, 2 - Theo obrywa w ramię
    3 - Theo obrywa w głowę
    4, 5 - Vincent obrywa w ramię
    6 - Vincent obrywa w głowę

3, 4 - tak się złożyło, że akurat pan Smith wyszedł na spacer ze swoimi słodziutkimi, trzema ratlerkami. Pieski, obecnie trzęsące się niczym osiki w miniaturowych kubraczkach, mimo słodkich mordek były złem wcielonym. Kiedy zatem dostrzegły przebiegających w pobliżu chłopaków, postanowiły pokazać im, gdzie raki zimują. Poderwały się do biegu tak ochoczo, że pan Smith nie mógł ich utrzymać i z wściekłym ujadaniem rzuciły się w pogoń za naszymi niestrudzonymi biegaczami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Czw Lut 22 2018, 13:47;

2,1 - Theo obrywa w ramię.

Fakt, cała ta sytuacja była bardziej niż problematyczna. Bo z jednej strony Vincent naprawdę chciał przyjaźni Chambersa, bo mieli ze sobą wiele wspólnego, z drugiej strony uczucie Edamsa do Tayi, było swoistym murem. No i zakładamy, że Theo mógł czuć się dziebko dziwnie, wiedząc, że kumpel wzdycha do jego kobiety.
Jedno jest pewne. Potrzeba było czasu i najpewniej wszystko się ładnie wyklaruje.
- Żałuję, że mu wtedy nie połamałem łap - burknął informatyk, wspominając napastnika. Łapa go jeszcze parę dni bolała, a tylko złamał mu nos. Mógł mu rozbić krzesło na głowie albo coś. Tylko wtedy by mógł mieć chyba problemy. Grunt, że Taya była bezpieczna.
Theo mógł po chwili zaobserwować niecodziennie, dość zabawne zjawisko. Edams na uwagę o balowaniu poczerwieniał. Ale nie spąsowiał dyskretnie, nie poróżowiały mu policzki, on wyglądał w tym momencie jak ta cegła, z której zbudowane były stare fabryki.
- Z...n-nie znasz. - bąknął, wściekle purpurowy.
Przed dalszymi tłumaczeniami uchroniło go nagłe "PLASK", gdy śnieżka wylądowała na ramieniu Chambersa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sob Lut 24 2018, 18:26;

Właściwie Chambers już czuł się dziwnie. Był może beztroski, ale nie był cymbałem. Co prawda ostatnimi czasy to dziwne uczucie, ze wie, co czuje Edams do Tayi trochę osłąbło. Być może było to zasługa tego, że rzadko widywali się w trójkę, nie mógł być tego zatem naocznym świadkiem, a nie lubił martwić się na zapas. Z tym, że gdzieś z tyłu głowy miał świadomość tego, że miłość to nie jest kran, któy można sobie dowolnie zakręcać i odkręcać, a Vinc z pewnością coś do Crimson jeszcze czuje. No ale co mógł z tym zrobić? Obić mu twarz? Przecież to bez sensu.
Pokiwał głową energicznie, chociaż po chwili zamieniło się to w kręcenie.
- Niby tak. Z drugiej strony iść siedzieć za taką szumowinę? Ciąganie po komisariatach, bo znając wymiar sprawiedliwości, byłby to jakiś rodzaj samosądu, blabla - odpowiedział. To bardzo rozsądne, co powiedział, sam był jednak świadomy, że gdyby to on nakrył tego faceta na tym wszystkim, to połamałby mu nie tylko łapy. Nic by go wtedy nie powstrzymało, bo w takich chwilach raczej nie myśli się o konsekwencjach.
Zaobserwował to zjawisko i wyszczerzył się jak głupi. No coś takiego! Vincent przybrał kolor moherowego beretu Gertrudy.
- O czyżby? - Zapytał podejrzliwie, ale nie zdążył pociągnąć tematu, gdy śniegowa kulka prasnęła go w ramię. Zaklął pod nosem i rozejrzał się, kto taki mądry, a dostrzegłszy sprawcę po drugiej stronie, sięgnął do zaspy leżącej przy drodze i uformował kulkę, po czym wycelował w gówniarza, nim ten zdążył uciec. Nie trafił w tego, w którego wycelował, kulka jedynie musnęła pompon jego wściekle zielonej czapki, ale za to ugodziła prosto w nos jego wyższego kolegi.
- Sto punktów, leszcze - odkrzyknął, po czym odchrząknął i wrócił do tematu. - Dobra, na czym stanęło? - Zapytał retorycznie, otrzepując rękaw bluzy ze śniegu.
- Cóż to za białogłowa? Bo gdybyś był tam z kumplem, to raczej nie prześcigałbyś się w konkursie na przybranie najbardziej dojrzałego koloru czerwieni - prychnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sob Lut 24 2018, 20:33;

Śnieżna piguła na niewiele się zdała. Co prawda Chambers odpłacił się gówniarzowi pięknym za nadobne, ale zaskakująco powrócił do tematu!
Szlag, by to! Jakby Edams nie miał już wystarczającego moralniaka.
- Weź - burknął, walcząc z królewskim szkarłatem na twarzy - To...nieistotne, byłem pijany, okej? - najwyraźniej go to gryzło. Chambers mógł sobie zwizualizować, że Vincent przeleciał jakiegoś paszteta z naturalnymi wąsami.
- Czuję się jak ściera. - powiedział grobowym głosem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Wto Lut 27 2018, 11:51;

Theo zauważywszy, że temat jest wyraźnie Edamsowi nie w smak, jedynie bardziej się zainteresował. Gwałtowna reakcja Vincenta była przezabawna, a tak naprawdę chyba bardziej czerpał przyejmność z przyjacielskiego zawstydzania go, niż faktycznego dowiedzenia się, z kim tam był. Chambers nie należał do szczególnie wścibskich, ale pokaż mu, że nie chcesz czegoś powiedzieć z jakiegoś powodu, to nie da ci żyć.
- Pijany - parsknął. - No daj spokój, brzmisz, jakbyś się uchlał z Alicią Jenkins. Pamiętasz Alicię? - Pozwolił sobie na dygresję, wracając pamięcią do lat szkolnych. Co prawda sam był wtedy popychadłem w najczystszej postaci, ale była też pulchna Alicia, z ogromnym aparatem na zębach i włosami na nogach. Też nie miała życia. Ciekawe, jak wyglądała teraz.
- Czujesz się jak ściera bo kac, czy jak ściera, bo kac moralny? - Dopytał, z miną pozornie niewinną. Sam już nie wiedział, co gorsze, ale podsyciło to tylko jego ciekawość, cóż takiego mogło się stać, że Edams był taki zażenowany.
- Co cię tak gryzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Wto Lut 27 2018, 14:31;

Vincenta aż otrzepało, na wspomnienie Alicji Jenkins. Była wtedy tak gruba, że nawet nie chciał wiedzieć, jak wygląda teraz. Zapewne tak, że gdyby na nim usiadła, to by go zabiła.
Aż tak źle z nim nie było! Zresztą...Yvonne była niezłą laską. Tylko, że...eeeee...otwartą na nowe znajomości !
- Weź. Bez przesady - znów się wzdrygnął, jakby sama myśl go odrzucała.
Milczał chwilę. Gryzło go i to bardzo. No bo...to był Vincent. Był grzecznym chłopcem, nie odpierdalał takich manian!
- I to i to. - burknął
Znowu chwila milczenia. Zagryzł wargę, jakby się wahał, w końcu jednak odezwał się znowu.
- Moralniak polega na tym...że ona była bardziej pijana niż ja. Kumasz?
No jak już nie zrozumie tej aluzji, to jest idiotą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Czw Mar 01 2018, 13:01;

A może właśnie Alicia postanowiła wszystkich zaskoczyć i się za siebie zabrać? W końcu Vincent miał obok siebie namacalny dowód na to, że da się, a owszem. W końcu tyle lat minęło, że być może nawet nie poznałby panny Jenkins. O ile dalej była panną. Starzeli się wszyscy okrutnie, niedługo powinni się zacząć ustatkowywać, a zamiast tego obrzucali się śnieżkami na jarmarkach. Tak też można.
- Chociaż tyle - odparł rozbawiony, widząc, jak bardzo burkliwy zrobił się Edams. - Spokojnie, przecież cię nie ocenię, stary - zapewnił, podnosząc ręce jakby w obronnym geście. Nie wiedział, co mogło być aż tak straszne, żeby Vincenta tak to gryzło. Jasne, wiedział, że moralnie Edams wydawał się być zawsze absolutnie niezachwiany, ale Chambers nie widział nic złego w przygodzie na jedną noc, jeśli oboje byli singlami i oboje tego chcieli. Nie ma się co gryźć. I to właśnie chciał mu oznajmić, przynajmniej zanim nie zdradził, co tak naprawdę go martwiło.
Gwizdnął przeciągle.
- Słabo - podsumował. - Jak bardzo bardziej? - Zapytał nagle, niemal przestraszony. Nie podejrzewałby Vincenta o wykorzystanie nieprzytomnej laski, ale jakoś tak to pytanie samo cisnęło mu się na usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Czw Mar 01 2018, 15:18;

No nie był tego taki pewien. Co zresztą się potwierdziło, gdy usłyszał przerażenie w głosie kumpla. Nie dziwota, zabrzmiało trochę jakby przeleciał niezdolną do protestu pannę.
- Nie no...trochę,...ale wystarczająco, że uznała to za dobry pomysł
Umówmy się , wysokiej samooceny to on nie miał, zwłaszcza po tej serii koszy.
Widząc jego minę, parsknął pod nosem.
- Bez przesady, nie jestem nekrofilem. - bo to by można chyba zaliczyć do przelecenia nieruchomego ciała, nie? - W każdym razie czuję się z tym kwaśno. No, ale chyba nie jest za to smiertelnie obrażona, bo odpisała potem na sms-a.
Dotarli do większej ulicy.
- Ale wiesz...to nie bardzo w moim stylu, czaisz?
Pewnie nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Pon Mar 05 2018, 12:21;

Tak to właśnie zabrzmiało, pewnie i dlatego Theo, choć wiedział, że Edams to porządny chłopak, początkowo trochę się przeraził, nim dotarło do niego, że podejrzewanie go o takie rzeczy jest bez sensu. Chociaż z drugiej strony... Ludzie się zmieniają. To, co jednego dnia jest dla nich nie do pomyślenia, za kilkanaście miesięcy może stać się oczywistością. Nie żeby wróżył Vincentowi, że zacznie sypiać z nieprzytomnymi laskami, chodzi o samą regułę, że nic nigdy nie jest pewne. Chambers nawet za siebie nie mógł być pewny, co dopiero za drugą osobę?
- Skoro uznała to za dobry pomysł, to nie masz się co przejmować - wzruszył ramionami, ale odczuł też trochę ulgi, że jednak Vincent nie wkopał się w nic... Podejrzanego. Znowu.
- Wiem, że nie, ale tak to zabrzmiało - odparował. - Skoro odpisała, to niepotrzebnie się przejmujesz - zawyrokował. Tak jakoś na jego chłopski rozum, skoro podtrzymała kontakt, nie było o czym mówić. Gdyby było inaczej, pewnie zjawiłaby się w progu Edamsa z policją u boku i oskarżyła go o gwałt, czy coś w tym rodzaju. Nie wiedział przecież jeszcze, że chodzi o Yvonne, o której powtarzano w Rode z uporem maniaka, że musi obmacać wszystkich jak leci. O tej Yvonne, która jak reszta ich rówieśników, śmiała się z niego do rozpuku. No cóż, świat był mały.
- Wiem, że nie w twoim stylu. Ale przecież to nie tak, że zwiałeś stamtąd bez słowa, nie zostawiając po sobie nawet imienia, nie? - Przecież musieli się wymienić numerami, skoro w ruch poszły smsy. - Nie wiem co sądzisz na ten temat, ale zaskoczę cię: jesteś dorosły i możesz uprawiać co chcesz i z kim chcesz i nie powinieneś mieć z tego powodu wyrzutów sumienia - stwierdził, wciąż biegnąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Wto Mar 06 2018, 21:26;

Nie była chyba sensu tego bardzej roztrząsać. Stało się co się stało, czasu nie cofnie, sumienia nie oczyści. Bo co by Theo nie mówił i jak dużo sensu by to nie miało, on wciąż z tyłu głowy miał zakorzenione, że tak się nie robi. Zwłaszcza, że z Yvonne Craig, której reputacja była znana wielu. Co było najdziwniejsze, wcale mu to nie przeszkadzało się z nią umówić na kawę.
Cóż, wyglądało na to, że po prostu musi to przegryźć.
Wbiegli na chodnik przy większej ulicy i tu Edams wpierw zwolnił, a potem zatrzymał się. Skurcz znów go prawie zgiął w pół.
- Dobra. Ze mnie dzisiaj już nic nie będzie - wymamrotał oddychając głęboko - To...wpadniesz na kawę? Albo coś mocniejszego ? - zaproponował
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sro Mar 07 2018, 12:24;

Wiedział, że mu tego nie przegada, a wyraziwszy swoje zdanie na ten temat nie zamierzał drążyć tematu, chociaż Edams mógł być pewny, że może to jeszcze gdzieś w żarcie wypłynąć i to bynajmniej nie z powodu złych zamiarów Chambersa. Po prostu Theo nie uważał, by było się czym przejmować i liczył, że nonszalanckim podejściem sprawi, że Vincent poczuje choćby zalążek tego samego, że to nie jakiś temat tabu.
Theo też przystanął, wlepiając wzrok w Vincenta.
- Jasne, nie przemęczaj się lepiej. Coś mocniejszego w sumie brzmi nieźle, ale... Wolno ci już pić? - Zapytał, unosząc jedną z brwi sceptycznie. Nie pamiętał już dokładnie, jak miała wyglądać dieta Vinca, ale skoro wczoraj popił to należało się zastanowić, czy rozsądnie będzie to dzisiaj powtarzać.
- Jeśli tak to nie było tematu, chyba jeszcze nie mieliśmy okazji się napić, poza jakimiś grupowymi spędami - rzucił. Nie licząc kilku szybkich piwek to tu, to tam, jakoś nie było sposobności, żeby usiąść na spokojnie, we dwóch. Ostatecznie Theo nie pił też jakoś bardzo dużo, być może dlatego, a częściowo też z powodu całego tego ich dziwnego trójkąta. Był jednak pełen chęci i zapału do odnowy kontaktu z Edamsem. Może jak się z nim pokaże na mieście, to babki o nim też powiedzą coś milszego niż to, że jest biedny i głupi i dał się omotać czarnej wdowie Crimson? Ciągle miał z tego ubaw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sro Mar 07 2018, 15:01;

Vincent złapał oddech i wyprostował się. Trochę racji w tym było...ale było też i rozwiązanie !
- No to ja piwo na klin a ty coś mocniejszego - w końcu według każdego faceta, browar, to nie prawdziwy alkohol, prawda?
Tak też zrobili. Theo czy to niesiony dobrymi chęciami, czy chęcią zaplusowania w społeczeństwie, dotarł razem z lokatorem mieszkania. Theo zdaje się, jeszcze nigdy u niego nie był, co było trochę niefortunne.
Tak jakoś...wyszło. Tak, tak.
- Pozwól, że cię oprowadzę. - rzekł przesadnie uroczyście, machnąwszy ręką - To salonokuchniojadalnia. -wskazał na główne pomieszczenie.  - Tam klitołazienka - przeniósł palec na jedyne drzwi wewnętrzne - A tu jaskiniosypialnia - zatrzymał go na antresoli- Wbrew pozorom sporo tam miejsca - położył kupione browce na stoliku i podszedł do szafki, w której trzymał napoje wyskokowe.  
-Mam...whisky...ruską wódę co trzepie niesamowicie...jakieś wino...no i browary. - wskazał na to, co kupili - Co chcesz? - otworzył szufladę i wyjął otwieracz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sob Mar 10 2018, 11:57;

Theo co prawda miał wątpliwości czy łudzenie się, że na jednym piwie "na klin" się skończy, ale postanowił nie oponować, wszak okazja do napicia się była przednia. Nie myśląc wiele postanowił się zgodzić, a podesławszy po drodze smsa Crimson, skierowali się do mieszkania Edamsa, w którym Chambers jeszcze chyba nie miał okazji się znaleźć.
Rozejrzał się z zainteresowaniem i miną wskazującą jednoznacznie, że nie jest źle.
- No powiem ci, że całkiem nieźle się urządziłeś - zawyrokował, odpinając bluzę i rzucając ją na jakiekolwiek krzesło znalazło się w zasięgu jego wzroku. Mieszkanie było może niedużo, ale mądrze zagospodarowane i jak przypuszczał, dla jednej osoby idealne.
- Nie wątpię, że jest tam dużo miejsca, skoro zmieściłeś tam laskę - stwierdził z głupim uśmiechem, bo w sumie Vincent nie zdradził mu czy poszli do niej, czy do niego. Rzucił się na obiecująco wyglądającą sofę i rozsiadając wygodnie założył ręce za kark.
- Daj na razie to piwo, przecież nie będę sam pił wódki. Chyba że to twój niecny plan wyciągnięcia czegoś ze mnie - odparł żartobliwie. W oczekiwaniu aż Edams do niego dołączy, porozglądał się jeszcze trochę.
- Co tam w urzędzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Sob Mar 10 2018, 15:28;

Vincent parsknął, otwierając szafkę i rozglądając się za czystymi szklankami. Za dużo naczyń to on nie miał, więc chyba czeka go szybkie zmywanie.
- Pogło cię chyba. Nie byłem aż tak pijany, by ciągnąć obcą laskę do swojego mieszkania - no heloł, on tu miał bardzo drogi sprzęt elektroniczny! I rzeczy z urzędu!  - Byliśmy u niej, chciałem ją tylko odwieźć.  - dodał gwoli ścisłości, płucząc szklankę z piany.
W końcu był dżentelmenem. Taki był plan. A, że Yvonne miała inny, to skończyło się jak skończyło!
Skoro Theo się rozglądał, to cóż on takiego wypatrzył ? Pod stolikiem laptop, jakieś elektroniczne gadżety, pusty kubek... na parapecie holoramka, zdjęcia zmieniały się w niej co kilka sekund -: dwójka ludzi, mężczyzna z góra trzyletnim szkrabem na ramionach, którego tożsamości nietrudno było się domyślić. Obok uśmiechnięta kobieta, bardzo do niego podobna....
Na kolejnym ten sam szkrab tylko już w wieku nastoletnim, ze swoim wujostwem, które już Chambers mógł kojarzyć jako państwa Pierce.
Kolejne - tu i siebie mógł Theodor odnaleźć, bo pojawiła się fotka z czasów, gdy jeszcze ten był w Rode. Razem z Charlesem i Felixem, we czwórkę w warsztacie.
Dalej zdjęcie z ukończenia szkoły, już bez towarzystwa, Edams na nim nie wyglądał na zbyt szczęśliwego ( i nie dziwota, parę tygodni wcześniej był pogrzeb wujostowa)
Znalazła się i Taya. Wybitnie rozespana, trochę rozczochrana, z miną "Ale ossochozi?" Zapewne uwieczniona podczas któregoś z wieczorków filmowych.
Dalej...jakby jakiś konkurs programistyczny, Edams trzyma puchar, wyraźnie z siebie zadowolony. Obok kilku kolegów, w takich samych koszulkach z napisem "Hackaton"...
- Urząd jak urząd. Jestem najmłodszy z kadry, nic mi nie wolno, wszelkie innowacje są fe - wzruszył ramionami. -...no ale lepsza taka robota niż żadna. - podał mu piwo i rozsiadł się obok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27 lat
Ekwipunek podręczny: telefon, portfel, klucze

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Pon Mar 12 2018, 17:33;

Chambers mu zawtórował.
- Aż żałuję, że mnie przy tym nie było, mógłbym teraz zarzucić jakimś standardowym żartem z serii tych, które zaczynają się od "nie byłem aż tak pijany" - rzucił rozbawiony. Nie zmienił wygodnej dla niego pozycji na sofie, choć zaczął niekontrolowanie podrzucać kolanem. Tik, który wielu denerwował, ale co zrobić.
- Chciałeś dobrze, a wyszło jak zawsze - skomentował ze śmiechem. Nie to, że mu dogryzał, to raczej z czystej sympatii. Wręcz przeciwnie, cieszył się, że Edams ruszył w końcu do przodu po tym, co wydarzyło się pomiędzy nim a Tayą. Co prawda ciężko było mu ukryć dziwną emocję, która przemknęła po jego twarzy gdy dostrzegł Tayę wśród zdjęć wyświetlanych w ramce, ale nie skomentował tego w żaden sposób.
- Nie wierzę, że dalej trzymasz to tragiczne zdjęcie. Spalę chyba wszystkie, na których znajduje się mój ryj, jeśli mają datę zrobienia dłuższą, niż jakieś pięć lat temu - rzucił, wskazując na ramkę, gdy akurat wyświetlało się tam zdjęcie ich czwórki w warsztacie Charlesa. Mimo pozornego rozeźlenia, lubił tę fotografię; przypominała mu bardziej beztroskie czasy, choć nie tęsknił do nich szczególnie.
- Rode w pigułce, mogłem się w sumie tego domyślić. Nie ogarniam tego. Chcą postępu, żeby przestać być dziurą, ale jednocześnie postęp jest dla nich czymś, czego się wystrzegają - skrzywił się, biorąc od Vincenta browar i otwarł puszkę z cichym syknięciem. Kilka pierwszych łyków upił szybko, ostatecznie poniekąd spragniony po biegu, jaki sobie zaserwowali.
- Jasne, że lepsza taka - machnął ręką, jakby to nie podlegało dyskusji, odchylając się znowu wygodnie na oparcie i zapadając w sofie. - Może w końcu dorosną do zmian - uśmiechnął się półgębkiem. - Czyli co, zostajesz tu na razie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t243-theo-chambers#3142
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ Wto Mar 13 2018, 10:15;

Parsknął śmiechem i już nie wracali do tematu panny Craig. Jak się miało okazać, do ponownego ich spotkania miało nigdy nie dojść, więc bez sensu strzępić język. Podszedł do Theo, który wybitnie studiował jego holoramkę.
- Ej, co chcesz. Wszyscy wtedy wyglądali daremnie - zaśmiał się - Boże, zapomniałem, że Charles nosił tego dziewiczego wąsika...ale mi to wtedy imponowało! - dodajmy, że zarost Edamsa wyglądał wręcz prześmiesznie, więc informatyk codziennie golił buźkę na gładko. - Jezu, te Twoje binokle...jak denka od słoików... - komentował dalej - Och, czy to moje zdjęcie z wczoraj? A nie, to podstawówka - naprawdę z twarzy niewiele się zmienił. Z tylko sobie znanego powodu nie skomentował w ogóle Felixa, choć było z czego się nabijać. Theo mógł jedynie zgadywać o co chodziło.
Zdjęcie Tayi oboje...no cóż przemilczeli. Vincent starał się w tym momencie nie patrzeć na Chambersa więc nie widział tego dziwnego grymasu.
-Dokładnie - podsumował rodeański urząd i upił łyk piwa. Aż westchnął. Jak cudownie smakowało piwo na kacu!
Na pytanie Theo, zamyślił się na moment.
- Chyba tak. Nie sądzę jednak, że na długo - powiedział w końcu. - Wróciłem, bo myślałem, że tu magicznie zrozumiem, co chcę ze sobą zrobić. No i nadal jestem głupi jak byłem.
Nowy Jork pełen był klubów, barów, pełno było możliwości spędzania wolnego czasu. Spotkania, warsztaty, kursy....a tu? Nic. Decha zabita dechami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Run Forest, run  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Run Forest, run

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Dixie National Forest

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje :: Porzucone-