Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

Nic straconego!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

PisanieTemat: Nic straconego!   Pią Lut 02 2018, 00:30

 
Nic straconego!



KTO: Rosa i Charles
KIEDY: druga połowa grudnia, krótko po Bożym Narodzeniu
GDZIE: Warsztat samochodowy i kanciapa





Rosa spędziła co prawda z Charlesem bożonarodzeniowy wieczór, jednak nie można było tego w żaden sposób nazwać świętami. Właściwie, od kilku lat co roku (z jedną przerwą, kiedy to Bucket siedział w Nowym Jorku i ciupciał z każdą chętną dziewczyną jaka się napatoczyła) spędzali tak razem czas. Na oglądaniu Die Hard i piciu piwa. W tym roku do listy został dopisany seks po filmie. Na cześć wygranej Brucea Willisa.
Rosa widziała, że Charles był nieco nie w sosie, jednak nie dopytywała dlaczego. To przecież było oczywiste, w końcu musiał spędzić pół dnia ze swoją stukniętą babką, która na pewno dokładała wszelkich starań, by poczuł się gorzej. Tym razem nie mogło być inaczej. Wystarczyła wysłana następnej nocy pijacka wiadomość z okropnym wierszykiem i wzmianka o swetrze. Zorganizowała się więc Pankhurstówna całkiem sprawnie. Wysłała kilka wiadomości, wymieniła kilka smsów. W ten oto sposób zdobyła wszystko, czego potrzebowała. W większości. Zapakowała rzeczy do torby, część do plecaka i udała się do warsztatu. Miała klucz, Charles natomiast wędrował po mieście z Artemem. Podrapała na powitanie psa za uchem i zabrała się do roboty. Zawiesiła lampki od Max wokół okna. Wisiały trochę krzywo, jednak inaczej kabel nie sięgnąłby do kontaktu. Po zapaleniu wyglądały jednak uroczo i Rosa pomyślała, że mogłyby tu zostać na stałe. Drugi zestaw lampek zawiesiła na suficie. Kosztowało ją to niemało wysiłku, upadek z drabiny, kilka gwoździ i prawie popsuty przedłużacz, ale dopięła swego. Następne w ruch poszły błyszczące łańcuchy i choinkowe gałązki, którymi ozdobiła framugę przy drzwiach. Tak, jak w tych wszystkich świątecznych filmach, które oglądał dziadek tylko po to, żeby pokomentować i pokrytykować bohaterów. To właśnie na nich wzorowała się chcąc przystroić niewielkie mieszkanko. Choineczka, którą przyniosła była sztuczna, malutka i kiedyś znajdowała się na stole w recepcji kasyna. Młoda adeptka sztuk kelnerskich staranie pozamieniała bombki w kształcie monet na inne. Po włożeniu bateryjek, choineczka świeciła kolorowymi światełkami. Postawiła ją na stoliku, przy kanapie. Pech chciał, że w kanciapie nie było żadnego kominka. To utrudniało sprawę, ponieważ Rosa, wzorem filmów, kupiła w pobliskim sklepie skarpetę na prezenty. Zostało jej powiesić ją na najbliższym haczyku. W środku znajdowały się dwa pakunki.
Przeczesała włosy palcami i spojrzała na zegar. Zdążyła. Obok choineczki postawiła miskę, w którą wsadziła kilka pomarańczy i parę lizaków w kształcie laseczek. Wyciągnęła telefon i zamówiła chińszczyznę z knajpki nieopodal oraz namówiła dostawcę, by po drodze kupił też sześciopak korzennego piwa. Wolała nie bawić się w samodzielne gotowanie. Włączyła radio, z którego rozbrzmiewały świąteczne piosenki. Pozostało tylko czekać aż Charles wróci.
Tak, Rosa postanowiła sprawić mu szybkie święta po świętach. Najlepsze, na jakie było ją w tej chwili stać. Wziąć trzeba pod uwagę, że o świętach i ich przygotowaniu nie miała specjalnego pojęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Nie Lut 04 2018, 23:53

Całkiem miło mu się spędzało czas z Artemem, nawet jeśli o suchym pysku. Gadając o wszystkim i o niczym (Karol głównie o Rosie) zrobili obchód po całym miasteczku, jak po oddziale chorób zakaźnych - z ryjkami opatulonymi aż po same uszy. Nie do końca rozumiał, dlaczego mijając Tordivlera skręcili w boczną uliczkę, zamiast jak normalni ludzie wejść, ogrzać zmarznięte dłonie o kufel zimnego browara, ale nie oponował. Może Pamela mu zabroniła, może miał kolejny dyżur i wolał być trzeźwy jak świnia, albo postanowił dbać o wątrobę starym, sprawdzonym sposobem ograniczając wszystko, co dobre? Niemniej po kilku godzinach romantycznego spaceru, czochrania Pulpeta i innych takich, Artem zaprowadził go z powrotem do domu. Nieco rozczarowany, ale powlókł się był Karol na górę, zakończyć dzień jakimś serialem, może zadzwonić do Rosy i z butelką piwa w ręce kontynuować paplanie o głupotach.
Taki był plan.
Jakoś od progu wyczuł, że coś jest inaczej - nie dało się ukryć, że Karol wychodząc nie zostawił ozdobionej framugi i mógłby to zeznać nawet pod przysięgą! Wyczuwając, co się święci uchylił drzwi i wlazł do pomieszczenia, z którego uderzył go blask światełek i jego mała Różyczka. Na szczegóły wystroju w pierwszej chwili nie zwrócił szczególnej uwagi, wlepiając za to ślepia w sprawczynię całego zamieszania. Odwinął z ust szalik i rzucił w kąt, na krzesło. Nie wiedział, co powiedzieć.
- ...cześć? - Jakże elokwentnie zaczął konwersację Bucket. Uśmiech jednak mówił sam za siebie - nie tego spodziewał się dzisiejszego wieczora. Z głupkowatą miną rozglądał się na boki, przeglądając uważnie całemu wystrojowi.
- Ty to wszystko sama...? - Wyraźnie wzruszony jednocześnie rozmyślał intensywnie - znalazła pudełko z zamówionymi kilkanaście dni temu zabawkami, które leżało w szafce z ubraniami, czy nie zapuszczała się w tamte rejony? Nie to, żeby miał cokolwiek do ukrycia!

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Wto Lut 06 2018, 00:01

Nie, nie przebrała się za seksownego króliczka, choć przeszło jej to przez myśl. Nawet włożyła dziś bieliznę, którą zamówiła w sklepie, który poleciła jej Yvonne. Wydała na te słodkie koroneczki i pończochy więcej niż planowała. Dlatego miała nadzieję, że to będą dobrze wydane pieniądze! Zamiast swoimi tanimi, różanymi perfumami pachniała dziś lawendą. Poprawiła lampki rozwieszone wokół okna i sprawdziła zegarek. Dostawca chińszczyzny powinien już tu być! Może stał w kolejce za piwem? Słysząc, że Bucket wchodzi po schodach szybko usiadła na kanapie.
- Wesołych spóźnionych świąt! - zawołała uśmiechając się od ucha do ucha. A potrafiła się szeroko uśmiechać. Podekscytowana niespodzianką nie mniej niż Charles podniosła się, żeby do niego podejść i dać świątecznego buziaka. W radiu akurat puścili Last Christmas, lecz nie mogło im to popsuć nastrojów! - Rozbieraj się, zrobić ci herbatę. A potem coś zjemy, bo zaraz będzie dostawca. Ściągnęłam też Złego Mikołaja i w ogóle!
Musiałby być wyjątkowo głupi żeby się nie domyślić, że chciała mu wynagrodzić święta z babką. Najlepiej, jak potrafiła. Miała nadzieję, że wszystko zrobiła tak, jak powinno być. No, poza jedzeniem, ale na to nie było przecież rady.
- Zobacz, zobacz o tam - wskazała palcem na widzącą na ścianie skarpetę z prezentami. Aż przebierała nogami. Obiecała sobie, że na następne święta zaprosi karolowych przyjaciół, żeby atmosfera była bardziej rodzinna. Jak w filmach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Wto Lut 06 2018, 17:13

Przez ostatnie okołoświąteczne zawirowania i nawał pracy, kolacje, sracje i inne obiady oboje mieli naprawdę mało czasu tylko dla siebie. Może dlatego nie przeszkadzał mu zupełnie brak dodatkowego towarzystwa. Wzruszony, zaskoczony i szczęśliwy jak diabli przywarł do niej ustami jak glonojad do szyby, czyniąc świątecznego całusa naprawdę soczystym. Nawet nie zwrócił uwagi na to, co za okrucieństwo właśnie sączyło się z głośników i całe szczęście! Uwagę od tego odwróciła tajemnicza skarpeta z jeszcze bardziej tajemniczą zawartością.
- Dostawca czego? Rosa, nie musiałaś - korzystając z chwilowej bliskości wyściskał ją jeszcze tak mocno, jak tylko mógł nim wypuścił z objęć - przecież mogłem ci pomóc, a ty nasłałaś na mnie... Wysłałaś po mnie Artema, co nie? - Wyszczerzył się jeszcze bardziej, w co trudno było uwierzyć. Co tu dużo mówić, zrobiło mu się ciepło na sercu! O świętach z babcią i tym, jak go traktowała uparcie starał się zapomnieć, co wychodziło mu całkiem nie najgorzej, w takich chwilach jednak zdawał sobie sprawę ze swojej sytuacji jeszcze bardziej. Z jednej strony nieco go to dobijało, z drugiej podnosiło na duchu. Wszystko do kupy było takie trudne...
Rosa przebierała nogami, przebierał i on. Właśnie w momencie, gdy dobierał się do skarpety, na dole rozległo się szczekanie dzielnego warsztatowego stróża, Psa. Zapewne dostawca wystraszył śpiącego w najlepsze burka. Charles powinien nazwać go Chojrak. Byłby idealnym imiennikiem tego psa z pamiętnej kreskówki.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Sro Lut 07 2018, 14:12

- Jakbyś mi pomógł, to by nie było niespodzianki! - trąciła go palcem wskazującym w pierś. Nie potrafiła jednak ukryć jak bardzo jest z siebie zadowolona. I z tego, że niespodzianka się udała. - A tak, to mogłam wszystko w spokoju załatwić! O!
Kciukiem wskazała Charlesowi by szybko sprawdził swój prezent. Sama poszła po plecak, z którego wyciągnęła portfel i udała się na dół, żeby odebrać zamówienie. Po drodze kucnęła przy Psie, żeby go uspokoić i pochwalić za postawę godną dzielnego obrońcy. Żałowała, że tym razem nie ma dla niego nuggetsa z Kozy. Odebrała od dostawcy dwa pudełka z chińszczyzną oraz sześciopak korzennego piwa. Zapłaciła i uzbrojona w takie świąteczne atrybuty wróciła na górę, do Bucketa.
W tym samym czasie Charles zapewne sięgnął do prezentowej skarpety, żeby wyciągnąć z niej kilka pakunków. Rosa postarała się nawet o to, żeby odpowiednio je zawinąć. Wszystko jak w filmach! W pierwszej paczuszce znalazł papcie. Te duże, w kształcie samochodzików. W sam raz dla mechanika po pracy. W drugiej znajdował się świąteczny sweter. Zielony, z czerwononosym reniferem spoglądającym wesoło przed siebie. Trzecim pakunkiem okazał się jakiś smakowy lubrykant marki Purex.
Postawiła Rosa siatkę z jedzeniem na stoliku, obok piwa. Od razu dwa wyciągnęła i podała jedno mechanikowi. Bo na pewno mu zaschło w gębie z radości. Ugryzła się w język nim zapytała "i co, i co, i co?" jak jeden z Muppetów. Ten, który opowiadał nieśmieszne żarty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Czw Lut 08 2018, 14:47

- Ale bym ci pomógł! - Oburzył się teatralnie do jej pleców, kiedy wychodziła odebrać zamówione jedzenie. Rozpakowanie pieczołowicie zawiniętych prezentów trwało jakiś czas, przez który Rosa zdążyła zejść na dół, uspokoić roztrzęsionego Psa, uciąć krótką pogawędkę z dostawcą, który koniecznie chciał przy okazji wiedzieć, czy Karol na pewno będzie jutro o umówionej porze w warsztacie, by przyjrzeć się jego maszynie, która to okropnie dławi się przy odpalaniu. Kiedy Pankhurstówna dotarła na górę razem z plączącym się jej pod nogami Psem, Charles miał już na nogach nowe kapcie, na kolanach rozłożony sweter i rozpakowywał prezent numer trzy. Odrobinę nieporadnie walcząc z zawiniątkiem naderwał papier, który nie wiedzieć jakim cudem pozostał mu w rękach, a ukryta w środku butelka wyślizgnęła się i potoczyła po podłodze. Za nią zaś podążyło karolowe spojrzenie. Odrobinę zaskoczone zresztą.
- Cholera - zaśmiał się - też kupiłem!
Narzucając po drodze na siebie nieco obciachowy, świąteczny sweter polazł do komody, z której wyciągnął pudełko. W środku znajdowały się - oczywiście - buteleczka lubrykantu tej samej firmy o zapachu malinowym, mały pejczyk ozdobiony piórkami, czerwona opaska na oczy, wibrator i słynny już króliczy ogonek. Nim jednak pozwolił Różyczce zapoznać się z zawartością, przycisnął ją mocno do siebie. Aż gryzący materiał swetra lekko podrażnił jej delikatne policzki, które po chwili ukoił lekkim pocałunkiem - dziękuję, naprawdę nie musiałaś - odsunął się, by podnieść, co upuścił i wytarmosić Psa za ucho. Ukrywał przy tym swoje wzruszenie, jak tylko mógł.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]


Ostatnio zmieniony przez Charles Bucket dnia Pon Lut 12 2018, 17:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Pon Lut 12 2018, 00:43

- No nie dostaniesz tego, nawet nie proś! - powiedziała do Psa, który już przybierał ten swój głodny i biedny wyraz mordki. - Psy nie jedzą chińszczyzny!
Otworzyła drugie piwo i upiła łyk z puszki. Pokiwała z uznaniem głową na widok Bucketa w kapciuchach i sweterku. Prawie się oblała napojem, kiedy ją tak do siebie przytulał. Sweter nieco gryzł, ale innego z Felixem nie znaleźli. Z resztą, Rosa uparła się na taki wzór. Renifer, a nie bałwanek i już. Uśmiechnęła się tylko gdy podziękował. Radość Charlesa była dla niej najważniejsza i dawała jej największą satysfakcję.
- Co? Dwa opakowania Purexu? Ale będziemy się ślizgać! - powiedziała z twarzą wciśniętą gdzieś w karolowe ramię. Ucałowała Bucketa w nosek i zaraz odsunęła się i usiadła na wersalce by sprawdzić co też trzymał w pudełku. Pomachała zadowolona pejczykiem, lubrykant postawiła obok. Króliczym ogonkiem połaskotała się po nosie, bez konkretnej reakcji co świadczyło dobitnie o tym, że jeszcze nie załapała co to jest i jak się tego używa. Pomyślała, to że coś do gilgotania. Przytknęła opaskę do oczu i w końcu sięgnęła po wibrator. I dopiero wtedy spąsowiała i zaśmiała się głupkowato.
- O Bożeee! Kupiłeś wibratooor?! - obejrzała bliżej urządzonko ażeby poszukać włącznika. A kiedy już znalazła, nacisnęła guziczek by sprawdzić czy w środku są baterie. Jeśli były, znowu głupkowato zachichotała czując wibracje. Aż poczuła ciepło, i bynajmniej nie pod pachą. - Ale się dziś zabawimy! - aż chrumknęła z tych wszystkich podśmiechujek, czerwona po same uszy. Wyciągnęła ramiona przed siebie, żeby Bucket mógł ją przytulić, ale na kolana wlazł jej Pies merdając ogonem i domagając się uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Pią Lut 16 2018, 01:37

Psy nie jedzą chińszczyzny, choć zapewne gdyby przyjrzeć się diecie warsztatowego burka, można by się zastanowić, czy to aby na pewno najgorsze, co jadł... by. Jadłby.
Bo przecież psy nie jedzą chińszczyzny. Ani nie pożerają jabłek w całości. Nie powinny też rozrywać worków ze śmieciami i wyżerać z nich resztek ani jeść wszystkiego, co jadalne wcale nie było. Mimo tych oczywistych niedogodności, Bucket nie miał pojęcia że takie zachowania można i da się wyplenić. Prędzej jednak sam dałby się Pankhrustównie wytresować, niż wytresowałby swojego burka. Zbyt leniwy na intensywniejsze żebranie kundelek spoczął na chwilę w kącie, rzucając obojgu jedynie tęskne spojrzenia. Akurat świdrował smutnymi oczami Karola zapatrzonego w Rosę i otwierajacego puszkę piwa. Pies zapewne napiłby się również, takiego korzennego. Nawet podsumował wszystko głośnym westchnięciem. Charles tymczasem zachwycał się swoim reniferem na swetrze, niebieskim bolidom na stopach, wyrazem twarzy Pankhurstówny na widok świątecznej paczki sprośnych prezentów i - co w tej chwili najistotniejsze - cieszyła go świadomość, że to wszystko specjalnie dla niego. Od łakoci pod choinką aż po turlający się po podłodze lubrykant. On również był zachwycony, w pierwszej kolejności śmiałością Rosy. Bo jakim to sposobem bardziej zawstydzić mogły ją cztery tryby pracy wibrującej zabaweczki niż zatyczka analna z ogonem na końcu?! I jeśli ktokolwiek oczekuje, że Bucket zada na głos to pytanie, zawiedzie się srogo.
Zamiast zająknąć się choć słowem, ściągnął niesfornego, zaślinionego starca z Kolan Rosy i wskazał mu drogę na dół, do miski. Deser był dla Karola. Psy nie jedzą deserów.
- Jedz, bo wystygnie - mruknął, odbierając Pankhurstównie wesoły zestaw, a w zamian wręczając jedzenie, które w międzyczasie zdążył rozłożyć do talerzy. Miała więc Rosa czas, by zapoznać się ze wszystkim bardzo dokładnie. Wciąż poniekąd mogła, bo otwarte pudełko wciąż leżało w zasięgu jej wzroku. Mało dyskretnie również Bucket, w tym swoim świątecznym sweterku w renifery przyglądał się jej. I zupełnie nie przeszkadzało mu to, że akurat poplamiła bluzkę gęstym sosem. O dziwo swój entuzjazm trzymał w ryzach znakomicie, choć sam jeden Najwyższy wie, jak podziałał na niego widok Rosy w otoczeniu gadżetów erotycznych.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Pon Lut 19 2018, 22:56

Psy nie jedzą chińszczyzny, powtórzmy raz jeszcze. Dieta ta nie tyczyła nie tylko warsztatowego burka, któremu Rosa postanowiła w przyszłym tygodniu sprawić noworoczne szorowanie ale i pracowników komisariatu, którym makaron wok nie szkodził podobnie jak i czekolada lub pączki.
Pankhurstówna cały czas uczyła go podawania łapy czy proszenia gdy coś chciał. Psa, nie Charlesa. Ten drugi podłapał psie sztuczki przy okazji i przypadkiem. Sam z siebie.
- Ciekawe, czy mają znowu ten dobry sos - pozwoliła by zabrał pudełko z gadżetami i wzięła talerz. Mógł niczego nie przekładać, lubiła jeść chińszczyznę z tych kartonowych pudełeczek. Nie raz z resztą zamawiali w rzeczonym lokalu obiady, gdy zbrzydły im nuggetsy z frytkami. - Po tym jak wyjechałeś trochę go schrzanili, więc nie zamawiałam tam więcej. Ale Fanny mówiła, że już jest okej - sięgnęła po pałeczki i rozerwała je, żeby po chwili ułożyć dłoni. Zerkała co chwila na zawartość pudła. Rozsiadła się wygodniej z talerzem na kanapie, po turecku a naczynie oparła na nogach. Kiedy nabrała kolejną porcję makaronu, gęsta i duża kropla sosu skapnęła na jej bluzkę zostawiając za sobą pomarańczową smugę.
- No kurwa mać! - skrzywiła się odkładając na chwilę pałeczki. Zaraz potem uznała, że więcej do stracenia nie ma, i dokończy jedzenie. Lepiej tak, niż żeby następna plama miała się pojawić na nowym staniku. A ten zamierzała pokazać Bucketowi dopiero później. - A co tam u Artema? Zabiera swoją bździunię na sylwestra?
Rosa nie przepadała za Pamelą. Z resztą, z wzajemnością. Panna Anderson spoglądała na nią krzywo za każdym razem kiedy przychodziła tu odwiedzać Warleggana kiedy ten jeszcze tu mieszkał. - Zjedz, wykąp się i ogarniemy film. Pewnie jesteś zmęczony po robocie, co? - zdawać się mogło Bucketowi, że chciała dodać coś jeszcze, ale zamiast tego wciągnęła elegancko siorbiąc jedną z nitek makaronu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Today at 00:51

Po raz kolejny potwierdza się teoria o wilkołaczym rodowodzie Bucketa, który jak posłuszny piesek o bardzo psim spojrzeniu, sam się wyszkolił. Jego także nie dotyczyła dieta wykluczająca chińszczyznę, którą właśnie radośnie pochłaniał udając, że nie patrzy na wielką plamę na bluzce Pankhurstówny. Odrobinę cieszyło go, że jego nowy sweter nie podzielił jej losu. Mogłoby być odrobinę niezręcznie.
- W Nowym Jorku raz jadłem dobrą chińszczyznę. Może kiedyś się tam wybierzemy, co? - Zasugerował, kompletnie nic nie sugerując i podobnie, jak i Rosa, zajął się konsumpcją.
- Nie wiem, chyba ma już jej dość - odparł pomiędzy jednym a drugim kęsem, nieco dyskretniej próbując coś pałeczką wydłubać spomiędzy zębów - męczy go telefonami, mnie męczy telefonami... Chłop się normalnie pójść wysr... Nie może nawet pójść normalnie na spacer - odetchnął głęboko nad nieszczęsnym losem biednego kumpla, który miał nieszczęście trafić na kobietę, która do pięt nie dorastała jego Rosie. Rosa niestety była tylko jedna, a Karol nie zamierzał się nią dzielić. Ani z Artemem, ani z żadną inną Yv. Zostały Warlegganowi więc pielęgniarki, ewentualnie inne Lary Croft. No i Max, z którą swego czasu wymienił po jednym sprośnym esemesie. Niestety, nic a nic z tego nie wyszło.
Najedzony Bucket przeciągnął się leniwie na kanapie. Z zamkniętymi oczami, przez chwilę nie wyglądał, jakby gdziekolwiek się wybierał. W końcu wreszcie podniósł się i poczłapał w stronę drzwi.
- W sumie trochę jestem... - Ociągając się nieco, ale przespacerował do łazienki, której nawet nie zamknął. Nie było takiej potrzeby. Prysznic zamierzał odbębnić raczej szybko... chyba, że Rosa zamierzała go czymś zaskoczyć.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   Today at 03:17

Patrzyła na niego chwilę w milczeniu. No, prawie milczeniu, ponieważ znowu siorbnęła makaron. Cieszyła się, że po tylu latach bliskiej przyjaźni w końcu się dogadali. Że zrozumieli, w czym rzecz. Jak już podkulił ogon po powrocie z wielkiego miasta, jak już przestała się na niego boczyć... wszystko zaczęło się układać. Zazębiło się i sprawiło, że nabrało rumieńców.
- Rudolph sprezentował mi weekend w Nowym Jorku - powiedziała w końcu, próbując złapać pałeczkami kawałek kurczaka. Bucket dobrze wiedział jak się czuła Rosa otrzymując drogie prezenty. Niezręcznie to było dość proste określenie. Wiedział też, że marząc o tym wyjeździe nie potrafiła nawet próbować Heferthowi zwrócić niespodzianki. - Jest przelot, i hotel i chyba zwiedzanie czegoś...
Przez dłuższą chwilę ciumkali chińszczyznę w milczeniu uważając, by się nie poplamić bardziej niż już zostało poplamione. Zamierzała Pankhurstówna na przeczekanie odziać się w któryś z bucketowych t-shirtów.
- Ale ona mnie wkurwia. Ja nie wiem, gapiła się na mnie zawsze jakbym nie wiem - wzruszyła ramionami. Widać jednak było, że Rosa rzeczywście nie polubiła panny Anderson. - Po co w ogóle doktorek z nią jest?
Zostawiając część swojej porcji odstawiła talerz na stół. Nie znaczyło to bynajmniej, że nie doje. Przeciwnie, już w myślach planowała następne podejście co jedzonka. Musiała po prostu trochę odsapnąć. W końcu dojadła. Wstała i zaniosła talerze do miniaturowego kuchennego aneksiku. Niezamknięta łazienka zupełnie jej nie przeszkadzała. Chociaż pewnie by go mocno skrzyczała, gdyby poszedł tam na dwójkę. Rozłożyła kanapę, ustawiła holowizor na stoliku i podłączyła film. Poduszki ułożyła tak, żeby mogli się wygodnie oprzeć o ścianę, dopiero wtedy znowu zajrzała do pudełka by obejrzeć każdą z zabawek jeszcze raz. Wibrator, opaska, znowu ogonek. Obejrzała sobie przedmiot dokładnie, zgadując jego przeznaczenie. Woda w łazience pluskała w najlepsze, toteż bez problemu zrobiła przedmiotowi zdjęcie i zapytała Google co to jest.
- O kurwa, kurwa - skwitowała, kiedy wyświetliły się pasujące wyniki. Chwyciła pompon w dłoń i przyjrzała się ogonkowi. Dopiero teraz we właściwy sposób. Kilka chwil zajęło Rosie pokojarzenie wszystkich faktów nim nadęła policzki. Choć sama, poczerwieniała po sam czubek głowy. Nie bez powodu, wyszło w końcu z wora, że myślała o jednym a Bucket o drugim. Choć na tej samej płaszczyźnie. Zatyczka nie była duża. Właściwie to mała, ale za to z bardzo puchatą końcówką. Obejrzała sobie dokładnie ten ogonek rozważając wszelkie za i przeciw inicjatywy jaka pojawiła się w jej głowie.
- Ja pierdolę... - mruknęła do siebie. Złapała za plecak, potem natomiast za lubrykant, ogonek i pejczyk. Wszystko spakowała do środka. Dam radę. Kto jak nie ja, da?, myślała. Gdy Charles wyszedł powiedziała mu o czekającym na odpalenie filmie, coś o jakimś jedzeniu oraz że potrzebuje chwili. - Aa, bo ja muszę sobie najpierw zaprać tę plamę, hihi! p- popędziła do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: Nic straconego!   

Powrót do góry Go down

Nic straconego!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu