Share|

Nic straconego!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Nic straconego!  ♦ Pią Lut 02 2018, 00:30;

 
Nic straconego!



KTO: Rosa i Charles
KIEDY: druga połowa grudnia, krótko po Bożym Narodzeniu
GDZIE: Warsztat samochodowy i kanciapa





Rosa spędziła co prawda z Charlesem bożonarodzeniowy wieczór, jednak nie można było tego w żaden sposób nazwać świętami. Właściwie, od kilku lat co roku (z jedną przerwą, kiedy to Bucket siedział w Nowym Jorku i ciupciał z każdą chętną dziewczyną jaka się napatoczyła) spędzali tak razem czas. Na oglądaniu Die Hard i piciu piwa. W tym roku do listy został dopisany seks po filmie. Na cześć wygranej Brucea Willisa.
Rosa widziała, że Charles był nieco nie w sosie, jednak nie dopytywała dlaczego. To przecież było oczywiste, w końcu musiał spędzić pół dnia ze swoją stukniętą babką, która na pewno dokładała wszelkich starań, by poczuł się gorzej. Tym razem nie mogło być inaczej. Wystarczyła wysłana następnej nocy pijacka wiadomość z okropnym wierszykiem i wzmianka o swetrze. Zorganizowała się więc Pankhurstówna całkiem sprawnie. Wysłała kilka wiadomości, wymieniła kilka smsów. W ten oto sposób zdobyła wszystko, czego potrzebowała. W większości. Zapakowała rzeczy do torby, część do plecaka i udała się do warsztatu. Miała klucz, Charles natomiast wędrował po mieście z Artemem. Podrapała na powitanie psa za uchem i zabrała się do roboty. Zawiesiła lampki od Max wokół okna. Wisiały trochę krzywo, jednak inaczej kabel nie sięgnąłby do kontaktu. Po zapaleniu wyglądały jednak uroczo i Rosa pomyślała, że mogłyby tu zostać na stałe. Drugi zestaw lampek zawiesiła na suficie. Kosztowało ją to niemało wysiłku, upadek z drabiny, kilka gwoździ i prawie popsuty przedłużacz, ale dopięła swego. Następne w ruch poszły błyszczące łańcuchy i choinkowe gałązki, którymi ozdobiła framugę przy drzwiach. Tak, jak w tych wszystkich świątecznych filmach, które oglądał dziadek tylko po to, żeby pokomentować i pokrytykować bohaterów. To właśnie na nich wzorowała się chcąc przystroić niewielkie mieszkanko. Choineczka, którą przyniosła była sztuczna, malutka i kiedyś znajdowała się na stole w recepcji kasyna. Młoda adeptka sztuk kelnerskich staranie pozamieniała bombki w kształcie monet na inne. Po włożeniu bateryjek, choineczka świeciła kolorowymi światełkami. Postawiła ją na stoliku, przy kanapie. Pech chciał, że w kanciapie nie było żadnego kominka. To utrudniało sprawę, ponieważ Rosa, wzorem filmów, kupiła w pobliskim sklepie skarpetę na prezenty. Zostało jej powiesić ją na najbliższym haczyku. W środku znajdowały się dwa pakunki.
Przeczesała włosy palcami i spojrzała na zegar. Zdążyła. Obok choineczki postawiła miskę, w którą wsadziła kilka pomarańczy i parę lizaków w kształcie laseczek. Wyciągnęła telefon i zamówiła chińszczyznę z knajpki nieopodal oraz namówiła dostawcę, by po drodze kupił też sześciopak korzennego piwa. Wolała nie bawić się w samodzielne gotowanie. Włączyła radio, z którego rozbrzmiewały świąteczne piosenki. Pozostało tylko czekać aż Charles wróci.
Tak, Rosa postanowiła sprawić mu szybkie święta po świętach. Najlepsze, na jakie było ją w tej chwili stać. Wziąć trzeba pod uwagę, że o świętach i ich przygotowaniu nie miała specjalnego pojęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Nie Lut 04 2018, 23:53;

Całkiem miło mu się spędzało czas z Artemem, nawet jeśli o suchym pysku. Gadając o wszystkim i o niczym (Karol głównie o Rosie) zrobili obchód po całym miasteczku, jak po oddziale chorób zakaźnych - z ryjkami opatulonymi aż po same uszy. Nie do końca rozumiał, dlaczego mijając Tordivlera skręcili w boczną uliczkę, zamiast jak normalni ludzie wejść, ogrzać zmarznięte dłonie o kufel zimnego browara, ale nie oponował. Może Pamela mu zabroniła, może miał kolejny dyżur i wolał być trzeźwy jak świnia, albo postanowił dbać o wątrobę starym, sprawdzonym sposobem ograniczając wszystko, co dobre? Niemniej po kilku godzinach romantycznego spaceru, czochrania Pulpeta i innych takich, Artem zaprowadził go z powrotem do domu. Nieco rozczarowany, ale powlókł się był Karol na górę, zakończyć dzień jakimś serialem, może zadzwonić do Rosy i z butelką piwa w ręce kontynuować paplanie o głupotach.
Taki był plan.
Jakoś od progu wyczuł, że coś jest inaczej - nie dało się ukryć, że Karol wychodząc nie zostawił ozdobionej framugi i mógłby to zeznać nawet pod przysięgą! Wyczuwając, co się święci uchylił drzwi i wlazł do pomieszczenia, z którego uderzył go blask światełek i jego mała Różyczka. Na szczegóły wystroju w pierwszej chwili nie zwrócił szczególnej uwagi, wlepiając za to ślepia w sprawczynię całego zamieszania. Odwinął z ust szalik i rzucił w kąt, na krzesło. Nie wiedział, co powiedzieć.
- ...cześć? - Jakże elokwentnie zaczął konwersację Bucket. Uśmiech jednak mówił sam za siebie - nie tego spodziewał się dzisiejszego wieczora. Z głupkowatą miną rozglądał się na boki, przeglądając uważnie całemu wystrojowi.
- Ty to wszystko sama...? - Wyraźnie wzruszony jednocześnie rozmyślał intensywnie - znalazła pudełko z zamówionymi kilkanaście dni temu zabawkami, które leżało w szafce z ubraniami, czy nie zapuszczała się w tamte rejony? Nie to, żeby miał cokolwiek do ukrycia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Wto Lut 06 2018, 00:01;

Nie, nie przebrała się za seksownego króliczka, choć przeszło jej to przez myśl. Nawet włożyła dziś bieliznę, którą zamówiła w sklepie, który poleciła jej Yvonne. Wydała na te słodkie koroneczki i pończochy więcej niż planowała. Dlatego miała nadzieję, że to będą dobrze wydane pieniądze! Zamiast swoimi tanimi, różanymi perfumami pachniała dziś lawendą. Poprawiła lampki rozwieszone wokół okna i sprawdziła zegarek. Dostawca chińszczyzny powinien już tu być! Może stał w kolejce za piwem? Słysząc, że Bucket wchodzi po schodach szybko usiadła na kanapie.
- Wesołych spóźnionych świąt! - zawołała uśmiechając się od ucha do ucha. A potrafiła się szeroko uśmiechać. Podekscytowana niespodzianką nie mniej niż Charles podniosła się, żeby do niego podejść i dać świątecznego buziaka. W radiu akurat puścili Last Christmas, lecz nie mogło im to popsuć nastrojów! - Rozbieraj się, zrobić ci herbatę. A potem coś zjemy, bo zaraz będzie dostawca. Ściągnęłam też Złego Mikołaja i w ogóle!
Musiałby być wyjątkowo głupi żeby się nie domyślić, że chciała mu wynagrodzić święta z babką. Najlepiej, jak potrafiła. Miała nadzieję, że wszystko zrobiła tak, jak powinno być. No, poza jedzeniem, ale na to nie było przecież rady.
- Zobacz, zobacz o tam - wskazała palcem na widzącą na ścianie skarpetę z prezentami. Aż przebierała nogami. Obiecała sobie, że na następne święta zaprosi karolowych przyjaciół, żeby atmosfera była bardziej rodzinna. Jak w filmach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Wto Lut 06 2018, 17:13;

Przez ostatnie okołoświąteczne zawirowania i nawał pracy, kolacje, sracje i inne obiady oboje mieli naprawdę mało czasu tylko dla siebie. Może dlatego nie przeszkadzał mu zupełnie brak dodatkowego towarzystwa. Wzruszony, zaskoczony i szczęśliwy jak diabli przywarł do niej ustami jak glonojad do szyby, czyniąc świątecznego całusa naprawdę soczystym. Nawet nie zwrócił uwagi na to, co za okrucieństwo właśnie sączyło się z głośników i całe szczęście! Uwagę od tego odwróciła tajemnicza skarpeta z jeszcze bardziej tajemniczą zawartością.
- Dostawca czego? Rosa, nie musiałaś - korzystając z chwilowej bliskości wyściskał ją jeszcze tak mocno, jak tylko mógł nim wypuścił z objęć - przecież mogłem ci pomóc, a ty nasłałaś na mnie... Wysłałaś po mnie Artema, co nie? - Wyszczerzył się jeszcze bardziej, w co trudno było uwierzyć. Co tu dużo mówić, zrobiło mu się ciepło na sercu! O świętach z babcią i tym, jak go traktowała uparcie starał się zapomnieć, co wychodziło mu całkiem nie najgorzej, w takich chwilach jednak zdawał sobie sprawę ze swojej sytuacji jeszcze bardziej. Z jednej strony nieco go to dobijało, z drugiej podnosiło na duchu. Wszystko do kupy było takie trudne...
Rosa przebierała nogami, przebierał i on. Właśnie w momencie, gdy dobierał się do skarpety, na dole rozległo się szczekanie dzielnego warsztatowego stróża, Psa. Zapewne dostawca wystraszył śpiącego w najlepsze burka. Charles powinien nazwać go Chojrak. Byłby idealnym imiennikiem tego psa z pamiętnej kreskówki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Sro Lut 07 2018, 14:12;

- Jakbyś mi pomógł, to by nie było niespodzianki! - trąciła go palcem wskazującym w pierś. Nie potrafiła jednak ukryć jak bardzo jest z siebie zadowolona. I z tego, że niespodzianka się udała. - A tak, to mogłam wszystko w spokoju załatwić! O!
Kciukiem wskazała Charlesowi by szybko sprawdził swój prezent. Sama poszła po plecak, z którego wyciągnęła portfel i udała się na dół, żeby odebrać zamówienie. Po drodze kucnęła przy Psie, żeby go uspokoić i pochwalić za postawę godną dzielnego obrońcy. Żałowała, że tym razem nie ma dla niego nuggetsa z Kozy. Odebrała od dostawcy dwa pudełka z chińszczyzną oraz sześciopak korzennego piwa. Zapłaciła i uzbrojona w takie świąteczne atrybuty wróciła na górę, do Bucketa.
W tym samym czasie Charles zapewne sięgnął do prezentowej skarpety, żeby wyciągnąć z niej kilka pakunków. Rosa postarała się nawet o to, żeby odpowiednio je zawinąć. Wszystko jak w filmach! W pierwszej paczuszce znalazł papcie. Te duże, w kształcie samochodzików. W sam raz dla mechanika po pracy. W drugiej znajdował się świąteczny sweter. Zielony, z czerwononosym reniferem spoglądającym wesoło przed siebie. Trzecim pakunkiem okazał się jakiś smakowy lubrykant marki Purex.
Postawiła Rosa siatkę z jedzeniem na stoliku, obok piwa. Od razu dwa wyciągnęła i podała jedno mechanikowi. Bo na pewno mu zaschło w gębie z radości. Ugryzła się w język nim zapytała "i co, i co, i co?" jak jeden z Muppetów. Ten, który opowiadał nieśmieszne żarty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Czw Lut 08 2018, 14:47;

- Ale bym ci pomógł! - Oburzył się teatralnie do jej pleców, kiedy wychodziła odebrać zamówione jedzenie. Rozpakowanie pieczołowicie zawiniętych prezentów trwało jakiś czas, przez który Rosa zdążyła zejść na dół, uspokoić roztrzęsionego Psa, uciąć krótką pogawędkę z dostawcą, który koniecznie chciał przy okazji wiedzieć, czy Karol na pewno będzie jutro o umówionej porze w warsztacie, by przyjrzeć się jego maszynie, która to okropnie dławi się przy odpalaniu. Kiedy Pankhurstówna dotarła na górę razem z plączącym się jej pod nogami Psem, Charles miał już na nogach nowe kapcie, na kolanach rozłożony sweter i rozpakowywał prezent numer trzy. Odrobinę nieporadnie walcząc z zawiniątkiem naderwał papier, który nie wiedzieć jakim cudem pozostał mu w rękach, a ukryta w środku butelka wyślizgnęła się i potoczyła po podłodze. Za nią zaś podążyło karolowe spojrzenie. Odrobinę zaskoczone zresztą.
- Cholera - zaśmiał się - też kupiłem!
Narzucając po drodze na siebie nieco obciachowy, świąteczny sweter polazł do komody, z której wyciągnął pudełko. W środku znajdowały się - oczywiście - buteleczka lubrykantu tej samej firmy o zapachu malinowym, mały pejczyk ozdobiony piórkami, czerwona opaska na oczy, wibrator i słynny już króliczy ogonek. Nim jednak pozwolił Różyczce zapoznać się z zawartością, przycisnął ją mocno do siebie. Aż gryzący materiał swetra lekko podrażnił jej delikatne policzki, które po chwili ukoił lekkim pocałunkiem - dziękuję, naprawdę nie musiałaś - odsunął się, by podnieść, co upuścił i wytarmosić Psa za ucho. Ukrywał przy tym swoje wzruszenie, jak tylko mógł.


Ostatnio zmieniony przez Charles Bucket dnia Pon Lut 12 2018, 17:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Pon Lut 12 2018, 00:43;

- No nie dostaniesz tego, nawet nie proś! - powiedziała do Psa, który już przybierał ten swój głodny i biedny wyraz mordki. - Psy nie jedzą chińszczyzny!
Otworzyła drugie piwo i upiła łyk z puszki. Pokiwała z uznaniem głową na widok Bucketa w kapciuchach i sweterku. Prawie się oblała napojem, kiedy ją tak do siebie przytulał. Sweter nieco gryzł, ale innego z Felixem nie znaleźli. Z resztą, Rosa uparła się na taki wzór. Renifer, a nie bałwanek i już. Uśmiechnęła się tylko gdy podziękował. Radość Charlesa była dla niej najważniejsza i dawała jej największą satysfakcję.
- Co? Dwa opakowania Purexu? Ale będziemy się ślizgać! - powiedziała z twarzą wciśniętą gdzieś w karolowe ramię. Ucałowała Bucketa w nosek i zaraz odsunęła się i usiadła na wersalce by sprawdzić co też trzymał w pudełku. Pomachała zadowolona pejczykiem, lubrykant postawiła obok. Króliczym ogonkiem połaskotała się po nosie, bez konkretnej reakcji co świadczyło dobitnie o tym, że jeszcze nie załapała co to jest i jak się tego używa. Pomyślała, to że coś do gilgotania. Przytknęła opaskę do oczu i w końcu sięgnęła po wibrator. I dopiero wtedy spąsowiała i zaśmiała się głupkowato.
- O Bożeee! Kupiłeś wibratooor?! - obejrzała bliżej urządzonko ażeby poszukać włącznika. A kiedy już znalazła, nacisnęła guziczek by sprawdzić czy w środku są baterie. Jeśli były, znowu głupkowato zachichotała czując wibracje. Aż poczuła ciepło, i bynajmniej nie pod pachą. - Ale się dziś zabawimy! - aż chrumknęła z tych wszystkich podśmiechujek, czerwona po same uszy. Wyciągnęła ramiona przed siebie, żeby Bucket mógł ją przytulić, ale na kolana wlazł jej Pies merdając ogonem i domagając się uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Pią Lut 16 2018, 01:37;

Psy nie jedzą chińszczyzny, choć zapewne gdyby przyjrzeć się diecie warsztatowego burka, można by się zastanowić, czy to aby na pewno najgorsze, co jadł... by. Jadłby.
Bo przecież psy nie jedzą chińszczyzny. Ani nie pożerają jabłek w całości. Nie powinny też rozrywać worków ze śmieciami i wyżerać z nich resztek ani jeść wszystkiego, co jadalne wcale nie było. Mimo tych oczywistych niedogodności, Bucket nie miał pojęcia że takie zachowania można i da się wyplenić. Prędzej jednak sam dałby się Pankhrustównie wytresować, niż wytresowałby swojego burka. Zbyt leniwy na intensywniejsze żebranie kundelek spoczął na chwilę w kącie, rzucając obojgu jedynie tęskne spojrzenia. Akurat świdrował smutnymi oczami Karola zapatrzonego w Rosę i otwierajacego puszkę piwa. Pies zapewne napiłby się również, takiego korzennego. Nawet podsumował wszystko głośnym westchnięciem. Charles tymczasem zachwycał się swoim reniferem na swetrze, niebieskim bolidom na stopach, wyrazem twarzy Pankhurstówny na widok świątecznej paczki sprośnych prezentów i - co w tej chwili najistotniejsze - cieszyła go świadomość, że to wszystko specjalnie dla niego. Od łakoci pod choinką aż po turlający się po podłodze lubrykant. On również był zachwycony, w pierwszej kolejności śmiałością Rosy. Bo jakim to sposobem bardziej zawstydzić mogły ją cztery tryby pracy wibrującej zabaweczki niż zatyczka analna z ogonem na końcu?! I jeśli ktokolwiek oczekuje, że Bucket zada na głos to pytanie, zawiedzie się srogo.
Zamiast zająknąć się choć słowem, ściągnął niesfornego, zaślinionego starca z Kolan Rosy i wskazał mu drogę na dół, do miski. Deser był dla Karola. Psy nie jedzą deserów.
- Jedz, bo wystygnie - mruknął, odbierając Pankhurstównie wesoły zestaw, a w zamian wręczając jedzenie, które w międzyczasie zdążył rozłożyć do talerzy. Miała więc Rosa czas, by zapoznać się ze wszystkim bardzo dokładnie. Wciąż poniekąd mogła, bo otwarte pudełko wciąż leżało w zasięgu jej wzroku. Mało dyskretnie również Bucket, w tym swoim świątecznym sweterku w renifery przyglądał się jej. I zupełnie nie przeszkadzało mu to, że akurat poplamiła bluzkę gęstym sosem. O dziwo swój entuzjazm trzymał w ryzach znakomicie, choć sam jeden Najwyższy wie, jak podziałał na niego widok Rosy w otoczeniu gadżetów erotycznych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Pon Lut 19 2018, 22:56;

Psy nie jedzą chińszczyzny, powtórzmy raz jeszcze. Dieta ta nie tyczyła nie tylko warsztatowego burka, któremu Rosa postanowiła w przyszłym tygodniu sprawić noworoczne szorowanie ale i pracowników komisariatu, którym makaron wok nie szkodził podobnie jak i czekolada lub pączki.
Pankhurstówna cały czas uczyła go podawania łapy czy proszenia gdy coś chciał. Psa, nie Charlesa. Ten drugi podłapał psie sztuczki przy okazji i przypadkiem. Sam z siebie.
- Ciekawe, czy mają znowu ten dobry sos - pozwoliła by zabrał pudełko z gadżetami i wzięła talerz. Mógł niczego nie przekładać, lubiła jeść chińszczyznę z tych kartonowych pudełeczek. Nie raz z resztą zamawiali w rzeczonym lokalu obiady, gdy zbrzydły im nuggetsy z frytkami. - Po tym jak wyjechałeś trochę go schrzanili, więc nie zamawiałam tam więcej. Ale Fanny mówiła, że już jest okej - sięgnęła po pałeczki i rozerwała je, żeby po chwili ułożyć dłoni. Zerkała co chwila na zawartość pudła. Rozsiadła się wygodniej z talerzem na kanapie, po turecku a naczynie oparła na nogach. Kiedy nabrała kolejną porcję makaronu, gęsta i duża kropla sosu skapnęła na jej bluzkę zostawiając za sobą pomarańczową smugę.
- No kurwa mać! - skrzywiła się odkładając na chwilę pałeczki. Zaraz potem uznała, że więcej do stracenia nie ma, i dokończy jedzenie. Lepiej tak, niż żeby następna plama miała się pojawić na nowym staniku. A ten zamierzała pokazać Bucketowi dopiero później. - A co tam u Artema? Zabiera swoją bździunię na sylwestra?
Rosa nie przepadała za Pamelą. Z resztą, z wzajemnością. Panna Anderson spoglądała na nią krzywo za każdym razem kiedy przychodziła tu odwiedzać Warleggana kiedy ten jeszcze tu mieszkał. - Zjedz, wykąp się i ogarniemy film. Pewnie jesteś zmęczony po robocie, co? - zdawać się mogło Bucketowi, że chciała dodać coś jeszcze, ale zamiast tego wciągnęła elegancko siorbiąc jedną z nitek makaronu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Sro Lut 21 2018, 00:51;

Po raz kolejny potwierdza się teoria o wilkołaczym rodowodzie Bucketa, który jak posłuszny piesek o bardzo psim spojrzeniu, sam się wyszkolił. Jego także nie dotyczyła dieta wykluczająca chińszczyznę, którą właśnie radośnie pochłaniał udając, że nie patrzy na wielką plamę na bluzce Pankhurstówny. Odrobinę cieszyło go, że jego nowy sweter nie podzielił jej losu. Mogłoby być odrobinę niezręcznie.
- W Nowym Jorku raz jadłem dobrą chińszczyznę. Może kiedyś się tam wybierzemy, co? - Zasugerował, kompletnie nic nie sugerując i podobnie, jak i Rosa, zajął się konsumpcją.
- Nie wiem, chyba ma już jej dość - odparł pomiędzy jednym a drugim kęsem, nieco dyskretniej próbując coś pałeczką wydłubać spomiędzy zębów - męczy go telefonami, mnie męczy telefonami... Chłop się normalnie pójść wysr... Nie może nawet pójść normalnie na spacer - odetchnął głęboko nad nieszczęsnym losem biednego kumpla, który miał nieszczęście trafić na kobietę, która do pięt nie dorastała jego Rosie. Rosa niestety była tylko jedna, a Karol nie zamierzał się nią dzielić. Ani z Artemem, ani z żadną inną Yv. Zostały Warlegganowi więc pielęgniarki, ewentualnie inne Lary Croft. No i Max, z którą swego czasu wymienił po jednym sprośnym esemesie. Niestety, nic a nic z tego nie wyszło.
Najedzony Bucket przeciągnął się leniwie na kanapie. Z zamkniętymi oczami, przez chwilę nie wyglądał, jakby gdziekolwiek się wybierał. W końcu wreszcie podniósł się i poczłapał w stronę drzwi.
- W sumie trochę jestem... - Ociągając się nieco, ale przespacerował do łazienki, której nawet nie zamknął. Nie było takiej potrzeby. Prysznic zamierzał odbębnić raczej szybko... chyba, że Rosa zamierzała go czymś zaskoczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Sro Lut 21 2018, 03:17;

Patrzyła na niego chwilę w milczeniu. No, prawie milczeniu, ponieważ znowu siorbnęła makaron. Cieszyła się, że po tylu latach bliskiej przyjaźni w końcu się dogadali. Że zrozumieli, w czym rzecz. Jak już podkulił ogon po powrocie z wielkiego miasta, jak już przestała się na niego boczyć... wszystko zaczęło się układać. Zazębiło się i sprawiło, że nabrało rumieńców.
- Rudolph sprezentował mi weekend w Nowym Jorku - powiedziała w końcu, próbując złapać pałeczkami kawałek kurczaka. Bucket dobrze wiedział jak się czuła Rosa otrzymując drogie prezenty. Niezręcznie to było dość proste określenie. Wiedział też, że marząc o tym wyjeździe nie potrafiła nawet próbować Heferthowi zwrócić niespodzianki. - Jest przelot, i hotel i chyba zwiedzanie czegoś...
Przez dłuższą chwilę ciumkali chińszczyznę w milczeniu uważając, by się nie poplamić bardziej niż już zostało poplamione. Zamierzała Pankhurstówna na przeczekanie odziać się w któryś z bucketowych t-shirtów.
- Ale ona mnie wkurwia. Ja nie wiem, gapiła się na mnie zawsze jakbym nie wiem - wzruszyła ramionami. Widać jednak było, że Rosa rzeczywście nie polubiła panny Anderson. - Po co w ogóle doktorek z nią jest?
Zostawiając część swojej porcji odstawiła talerz na stół. Nie znaczyło to bynajmniej, że nie doje. Przeciwnie, już w myślach planowała następne podejście co jedzonka. Musiała po prostu trochę odsapnąć. W końcu dojadła. Wstała i zaniosła talerze do miniaturowego kuchennego aneksiku. Niezamknięta łazienka zupełnie jej nie przeszkadzała. Chociaż pewnie by go mocno skrzyczała, gdyby poszedł tam na dwójkę. Rozłożyła kanapę, ustawiła holowizor na stoliku i podłączyła film. Poduszki ułożyła tak, żeby mogli się wygodnie oprzeć o ścianę, dopiero wtedy znowu zajrzała do pudełka by obejrzeć każdą z zabawek jeszcze raz. Wibrator, opaska, znowu ogonek. Obejrzała sobie przedmiot dokładnie, zgadując jego przeznaczenie. Woda w łazience pluskała w najlepsze, toteż bez problemu zrobiła przedmiotowi zdjęcie i zapytała Google co to jest.
- O kurwa, kurwa - skwitowała, kiedy wyświetliły się pasujące wyniki. Chwyciła pompon w dłoń i przyjrzała się ogonkowi. Dopiero teraz we właściwy sposób. Kilka chwil zajęło Rosie pokojarzenie wszystkich faktów nim nadęła policzki. Choć sama, poczerwieniała po sam czubek głowy. Nie bez powodu, wyszło w końcu z wora, że myślała o jednym a Bucket o drugim. Choć na tej samej płaszczyźnie. Zatyczka nie była duża. Właściwie to mała, ale za to z bardzo puchatą końcówką. Obejrzała sobie dokładnie ten ogonek rozważając wszelkie za i przeciw inicjatywy jaka pojawiła się w jej głowie.
- Ja pierdolę... - mruknęła do siebie. Złapała za plecak, potem natomiast za lubrykant, ogonek i pejczyk. Wszystko spakowała do środka. Dam radę. Kto jak nie ja, da?, myślała. Gdy Charles wyszedł powiedziała mu o czekającym na odpalenie filmie, coś o jakimś jedzeniu oraz że potrzebuje chwili. - Aa, bo ja muszę sobie najpierw zaprać tę plamę, hihi! p- popędziła do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Czw Lut 22 2018, 00:44;

Skoro Rudolph sprezentował Rosie wyjazd do Nowego Jorku, plan wycieczki Bucket mógł spokojnie przesunąć z dalszej przyszłości na przyszłość odrobinę bliższą. Święta dały zresztą im obojgu nieco po kieszeni, dlatego może nie będzie kazał Pankhurstównie pakować walizy już w styczniu, ale z pewnością już wkrótce, kiedy tylko odłoży dość pieniędzy oboje wyrwą się z tego miasta. Przynajmniej na tych kilka dni. To właśnie wyliczanie ewentualnych kosztów zaprzątało głowę Bucketa, kiedy opuszczał łazienkę. Nie przejmował się ubiorem. Ręcznik na biodrach zdecydowanie wystarczał. Nieświadom odkrycia Pankhurstówny, przeglądał szufladę w poszukiwaniu czegokolwiek, co mógłby na siebie narzucić. Widocznie nie tylko jemu zrobiło się znacznie cieplej, skoro i Różyczka raptownie poczerwieniała. Pomieszczenia były niewielkie, bardzo łatwo było zrobić z pokoju prawdziwą saunę za sprawą byle kąpieli. Mimo to prześlizgnął po Pankhurstównie spojrzeniem z pewnym niedowierzaniem w czarnych oczach. Zmieniała barwy szybciej, niż Winchester swoje bolidy. Tyle w kwestii bycia romantykiem.
- O... okej? - tym jednym słowem skwitował jej dziwaczne zachowanie i wzruszając lekko ramionami, wrócił do przegrzebywania szafy. Może dostała okresu? - Zaśmiał się w duchu wspominając, jak dała mu do pieca ostatnim razem. Ostatecznie wywnioskował, że musiała tak bardzo przejąć się plamą na chyba nowej bluzce, dlatego nawet jej nie zatrzymywał... Choć pewnie chętnie by jej pomógł... sprać to i owo.
Uśmiechnął się do swoich myśli, chwytając za jakąś ciemną koszulkę i spodnie. Ubierając się rzucił raz jeszcze okiem na wesoły zestaw w pudełku. Nie trzeba było być orłem, by zorientować się, że nagle zapodziały się niektóre elementy wyposażenia. A więc to dlatego Rosa nagle stała się taka... czerwononosa.
Nie poganiał jej. Ubrany już i ciekawy jak diabli rozsiadł się w fotelu. Do ostatniej chwili nie wierzył, że Pankhurstówna faktycznie odważy się wetknąć ogonek tam, gdzie słońce nie dociera. W międzyczasie kilka razy przełączył kolejne utwory na świątecznej liście przebojów i dokładnie przyjrzał świątecznym ozdobom, które tak bardzo chwyciły go za serce. Ostatecznie ściszył muzykę tak, że była ledwie słyszalnym szelestem, który zdołało zagłuszyć byle poruszenie się na kanapie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Sob Lut 24 2018, 02:22;

- Och, Karolu, możemy zmniejszyć koszty i przenocować u twojej koleżanki, Nanny Johansen.
Zamknęła się w łazience i zdjęła bluzkę, żeby w pierwszej kolejności zaprać plamę. Zdecydowanie wolałaby, żeby zeszła. Odkręciła wodę w kranie i zamoczyła materiał. Sos na szczęście jeszcze nie zasechł i potraktowany mydłem i potarciami poddał się. Przewiesiła bluzkę na jakimś sznurku czy innym kawałku kaloryfera i zajęła się resztą. Zdjęła spodnie, niestety razem z pończochami. Musiała je na nowo podciągnąć sprawdzając przy okazji, czy nie poszło w nich oczko. Byłoby szkoda, żeby poniszczyły się już przy pierwszym razie. Podciągnęła też majtki, żeby lepiej leżały. O ile to w ogóle było możliwe. Z plecaka wyciągnęła opaskę, która miała doczepione szare, welurowe królicze uszka a następnie włożyła ją na głowę. Tak wystrojona stała w dusznej łazience i spoglądała w zaparowane lustro. Wzięła głęboki wdech i sięgnęła do plecaka, w którym to pochowane miała skarby. Pantofle na obcasie postawiła na podłodze, zaraz wygrzebała nieszczęsny lubrykant i jeszcze bardziej nieszczęsny ogonek.
- Nie no, kurwa...- powiedziała cichutko do siebie.  K6 ->

parzyste
Spoiler:
 

nieparzyste
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Wto Lut 27 2018, 00:28;

2 8D

Nim Rosa wynurzyła się z pary wodnej w całym swoim króliczym majestacie, Charles dobrał się do słodyczy leżących pod choinką. Akurat pałaszował drugą laskę, kiedy szczęknięcie wysłużonego zamka w drzwiach łazienkowych obwieściło powrót panny Pankhurst po chwalebnym zwycięstwie z plamą po sosie... i niewątpliwie z czymś jeszcze. W najśmielszych swoich zepsutych do szpiku przez pornografię snach nie przyszło mu do głowy, ile poświęceń to Pankhurstównę kosztowało. Ślamazarny, nieporadny krok to widocznie zbyt mało, by Bucket się domyślił. Wybaczył jej też natychmiast pomyloną kwestię, zbyt zajęty wyrazami bezgłośnego zachwytu nad jej ciałem w tych kilku skrawkach materiału. Ze szczególnym uwzględnieniem pończoch.
- Arrr! - Warknął donośnie, odkładając niedojedzony słodycz na pierwszy lepszy stolik - wilk wskaże, ale nie za darmo! - Wlepił spojrzenie w słynny już ogonek. Daleko było Pankhurstównie w ruchach do rączej gazeli, czemu zresztą się nie dziwił. Bo on przecież nigdy nie włożyłby sobie do tyłka żadnego wilczego ogona! Przeszedł tych kilka kroków ich dzielących, by sięgnąć dłonią jej pośladka, którego litościwie nie ścisnął. Jeszcze.
- Pokażesz mi swoją norkę. Rrrrr - swoją kwestię Bucket zakończył głośnym plaśnięciem dłoni odbitej od pośladka biednego zajączka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Pią Mar 02 2018, 01:25;

Ależ jej z tym było dziwnie. Z każdym krokiem było nieco łatwiej, jednak pozostawała świadomość czynów. Po cholerę to zrobiła? Obiecała sobie jednak, że dzisiaj jest noc Charlesa, i że jeśli jej nie będzie pasowało, po prostu wyciągnie ten cholerny ogon i rzuci gdzieś w kąt. Cały czas powtarzała sobie, że przynajmniej jeśli chodzi o bieliznę - w końcu robi wrażenie. Do tej pory widział ją w tej zwyklutkiej, bawełnianej, skromniutkiej, zwykle niedopasowanej do kompletu.
- Ojej, ale króliki nie noszą ze sobą pieniędzy! - przypomniała sobie, że zapomniała zabrać z łazienki pejczyk. Zdążyła jeszcze po niego sięgnąć, nim rozochocony Bucket zlazł z fotela. Chciała go seksownie posmyrać po piersi, może po nosie. Ale złapał ją za tyłek i zgubiła na chwilę wątek. Niekoniecznie dlatego, że ją to tak podnieciło. Wciąż wszystko zahaczało o nieszczęsny ogon.
Miast zachować powagę, wypadła z roli i roześmiała się głośno nie potrafiąc powstrzymać chrumknięcia.
- Ojapierdolę...! - zakryła dłonią oczy, żeby się pośmiać w częściowym ukryciu. - Ale dojebałeś do pieca...!
Pociągnęła nosem uspokajając śmiech. Skoro zaczęli, to niech skończą! Starając się zachować powagę powiodła pejczykiem po ramieniu a następnie klatce piersiowej Charlesa. - To mnie najpierw złap!
Nie było to najfortunniejsze zagadnięcie. Rosa, w butach na obcasach i z zatyczką analną z puchatą końcówką imitującą króliczy ogon spróbowała umknąć Bucketowi. Nie było to łatwe zadanie i była świadoma, że to tylko nędzna próba podjęcia seksownej gierki. Że zaraz ją złapie, przerzuci prze ramię i tyle będzie z ganiania, chociaż to chyba była dobra rzecz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Sro Mar 07 2018, 01:22;

Pod jednym względem ich plany na pewno były zbieżne - Charles także zamierzał wszystko, co miała na sobie Rosa w pewnym momencie ściągnąć i rzucić gdzieś w kąt. Wszystko, z wyjątkiem oczywiście pończoch, które to absolutnie w niczym Bucketowi nie przeszkadzały, a sądząc po jego maślanych oczach, co i rusz zezujących w te rejony na mapie ciała panny Pankhurst, były jednym z bardziej pożądanych elementów. Nie był to widok, jaki miał na co dzień, nie omieszka go więc napatrzeć i namacać się na zapas.
Profesjonalny Bucket nieco wyszedł z roli, kiedy tylko Rosa ryknęła śmiechem. W swoim zażenowaniu przemieszanym z rozbawieniem Charles dawał jej jednak wyraźnie do zrozumienia, że wcale nie obraziłby się, gdyby odgrywanie ról przerwali nawet w tej chwili. Może to był wciąż ten widok opinającej Rosę bielizny, może ta królicza kitka, a może pejczyk drażniący nagą pierś Bucketa... a może te wszystkie rzeczy naraz! Efekt tego był jednak taki, że zamiast bezzwłocznie i warcząc wzorem groźnego wilka pogonić za zdobyczą, dał on chwilę Pankhurstównie na ucieczkę w obrębie niewielkiego pokoiku, jaki mieli do dyspozycji. Stał po prostu jak słup, przyglądając się rytmicznie podskakującym... króliczym uszom.
Długo już jednak trwać to nie miało. Nagle Bucket padł na cztery kończyny i w ten sposób, wracając do swojej roli złego wilka, gonił Pankhurstównę po pomieszczeniu. Jak na psowatego przystało - robił to na czterech łapach.
Wreszcie powarkując gardłowo i jakimś cudem nie dławiąc się ze śmiechu, upolował swoją zwierzynę, gryząc ją w tylną część uda. Dokładnie w miejscu, gdzie przebiegała podwiązka pończoch.
- Ghrrr, teraz cię zjem! - Warczał, oplatając ramionami smukłe nogi swojego króliczka. Nie unikając żenujących porównań, uczepił się jej nóg. Jak pies. Szczęśliwie bez innych, sugestywnych ruchów, choć widoczna erekcja niewątpliwie robiła wrażenie, że w tej chwili może zdarzyć się tutaj wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Sro Mar 07 2018, 03:48;

Gdzieś tam wyłapała maślane spojrzenia Bucketa. Przebrała raz jeszcze nogami niepewnie czując się z tym cholernym ogonem. W myślach sobie wyrzucała "po co?!", teraz było już za późno. Obcasy pantofli wystukały swoje. Nie było łatwo. Nie, gdy tylko zobaczyła co odprawia Bucket. Na czworaka, jak niedorozwinięty dopadł ją w momencie gdy znowu zaczynała pokładać się ze śmiechu. Inaczej nie była w stanie zareagować na widok zasuwającego na czworakach Charlesa.
- O kurwa, ałała! - zawołała gdy ją użarł. Jak nic by się wywróciła uderzając żuchwą o blacik kuchenny gdyby nie to, że objął jej nogi ramionami. To ją ocaliło! Pamiętała, jak się dziadek wyłożył na obiadokolacji. Która miała też zapewne swoje niesamowite wydarzenia (o których jeszcze nie wiemy, bo sesje idą równolegle).
- Jak ja cię, kurwa, zjem! - wciąż dziarsko stała na nogach, nawet nie zgubiła buta. Gdyby się jednak jeszcze trochę poganiali byłaby pewna, że wywinie orła. Pomiędzy ostatkami śmiechów przypomniała sobie co ma w dłoni. Postanowiła więc ten jeden raz podominować w tych sprawach. Wyprostowała się i przesunęła pejczyk po policzku Bucketa.
- A teraz mnie puść! Dokładnie tak, puść mnie! - uniosła podbródek. - Na kanapę, siad! - Poczuła się tak pewna swego, że, nawet drobną pierś wypięła do przodu. - Królik się nie da wykorzystać. - ogon w dupie wcale nie sprawiał, że czuła się lepiej. Podśmiechujki z ganianiny sprawiły, że na moment o tym zapomniała. - Powiedziałam, siad!
Tak, to był pierwszy raz, kiedy Rosa dominowała Charlesa w takich okolicznościach. Zawsze było na odwrót. Ale ale! Miał przecież dostać świąteczny prezent, prawda? Szła za nim gdy się cofał w stronę kanapy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Nie Mar 11 2018, 00:45;

Charles również aż za dobrze pamiętał dźwięk padającego na parkiet w przedpokoju Huberta, może to dlatego przytomnie przytrzymał Pankurstównę, nim podzieliła jego los w nieco bardziej... obciachowych okolicznościach.
Dobrze, że choć o tym pomyślał, bo zapędzony w swoim pragnieniu zrobienia z Rosą paru nieprzyzwoitych rzeczy, zacisnął zębiska na delikatnym udzie odrobinę zbyt mocno. Wycofał się pospiesznie dopiero na stanowcze podniesienie głosu, z początku jednak nie spieszyło mu się do opuszczenia wciąż oplatających ją rąk. Wręcz przeciwnie, nadal błądziły w okolicach ud, zahaczały raz o krawędź pończoch, a raz o bieliznę. Czy w tym wszystkim Charles potraktował jej rozkaz poważnie? Ależ skąd! Równie rozbawiony, jak ona odwrócił kudłaty łeb, by teraz chwycić zębami końcówkę pejcza i choć ostatecznie mu się to nie udało, nie odrywał od niej spojrzenia z wysoko uniesionymi brwiami. Nigdy dotąd nie miał okazji ujrzeć ją w takich okolicznościach. Może dlatego nareszcie puścił jej nogi, by - jak na ciekawskiego kudłatego mechanika przystało - oddalić się na kanapę. Niby nie podnosząc się z kolan, dopóki nie było to naprawdę konieczne, spojrzeniem wciąż rzucał jej wyzwanie.
- Króliczek jest dzisiaj pyskaty - usiadł na kanapie. Wyczekiwał na dogodny moment, by odebrać Pankhurstównie pejczyk. O ile dała mu na to okazję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Nie Mar 11 2018, 23:20;

Potarła dłonią ugryzione miejsce. Już go ona kiedyś też tak użre, postanowiła, kurwa jego mać!, dodając w myślach. Seksownym i uwodzicielskim - wedle własnego mniemania i możliwości, zbliżyła się do siedzącego Bucketa tak blisko, by końcówką pejczyka dźgnąć go w pierś.
- Jak króliczek chciał po dobroci, to wilk wolał inaczej - ja pierdolę, co ja pierdolę?. - Muszę nauczyć wilka dobrych manier.
Powiodła skórzaną końcówką niżej, po skórze brzucha, zatrzymując się na linii gumki od gaci. Nie była pewna na ile dobrym pomysłem jest pochylanie się. Zacisnęła zęby. Raz kozie śmierć, robiła to pierwszy i pewno ostatni raz.
- Łapy przy sobie, bo zapnę ci obrożę i smycz - odgroziła się, choć jedyne takie rzeczy które mieli należały do Psa, a nie stanowiły zawartość pudełka z rubasznymi zabawkami. Opuściła pejczyk i okrakiem, powoli usiadła na karolowych kolanach. Uniosła się lekko, drobnymi rączkami powiodła po umięśnionym torsie, przesunęła po ramionach. Jeśli Charles próbował ją dotknąć, dostawał po łapach. Musnęła ustami czoło, palce wplotła w ciemne, mokre loki. Lekko przygryzła płatek ucha mężczyzny, szyję, pocałowała obojczyk.
No, Rosa. Przez ostatni miesiąc zeżarłaś dużo ogórków, Felix udzielił ci porządną radę. Poradzisz sobie!
Owszem, Bucket mógłby się zastanawiać, dlaczego Rosa ostatnimi czasy tak często wcinała ogórki. Kupowała je dość często. Tajemnicą był fakt, że służyły wstydliwej praktyce! Zsunęła się powoli i ostrożnie na podłogę. Niestety, nie wyszło jej to tak zręcznie jak chciała - niechcący zaczepiła o coś obcasem i prawie zleciał jej but. Kolan na szczęście nie obiła, pończochy nadal były całe. Przeklęła w myślach, kiedy znowu poczuła cholerny ogon.
- I co, wilku? Nadal jesteś taki cwany? - zapytała zabierając się za zsuwanie mu majtów. A potem... potem zrobiła to, co radził jej Felix, co podpatrzyła w filmach, co podczytała w internecie w dziale z poradami na Samosi i co wyćwiczyła sama. Siorbnęła i czule poruszając dłonią spojrzała swojemu lubemu w oczy. Nie do końca było tak, jak sobie wyobrażała. Właściwie, to sama nie wiedziała jak to by miało wyglądać. Miała nadzieję, że wszystko robi dobrze. Stresowała się, to był pierwszy raz kiedy miała w ustach członka Charlesa. Jakiegokolwiek członka. Chociaż na taki pierwszy raz Rosy załapał się nasz mechanik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Wto Mar 13 2018, 02:17;

Gdyby tylko Bucket w tej chwili mógł połączyć to, co pomyślała o ugryzieniu z zamiarem, jaki właśnie kotłował się w jej głowie, na pewno uciekałby, gdzie pieprz rośnie! Przez cały rok obracania panien o różnym poziomie wrażliwości, empatii i o przeróżnym progu bólu, żadnej nie zdarzyło się przygryźć go na tyle, by zabolało. A mógłby się przecież tego spodziewać po takiej nowicjuszce! Czymś jednak Rosie z pewnością udało się go zaskoczyć.
- No no... - Mruknął, kiedy tylko pospiesznie musiał zabrać lepkie ręce z ud Pankhurstówny, gdzie odruchowo wylądowały, gdy tylko na nim usiadła. Przymykał oko na jej nieudolnie uwodzicielskie pozy, czy ruchy, bo ostatecznie finał zawsze był tego wart. Wręcz niekiedy sam prowokował, by do tej całej pikanterii dodać odrobinę wygłupów. To mniej więcej miał na celu, kiedy jak kretyn szorował kolanami po dywanie, udając złego wilka. Przed sobą nie musieli się wstydzić.
- Wystarczyłby sznurek - zaśmiał się, układając tył głowy na swoich splecionych dłoniach i odchylając się do tyłu. Zamknął oczy i wciągnął powietrze z sykiem, chętnie przyjmując pocałunki. Nie silił się na udawanie, że taka zamiana ról wcale mu nie odpowiada. Pozwolił jej na zejście pocałunkami tak nisko, jak tylko chciała i - jak na Bucketa przystało - dopiero w połowie zorientował się, co Różyczka zamierzała zrobić. Niecodzienna sytuacja zmusiła go wreszcie do opuszczenia głowy w dół i otwarcia oczu. Przez małą chwilę, dosłownie chwileczkę jego mina wyglądała tak, jakby to on za chwilę miał włożyć coś w usta. Przy zdejmowaniu bielizny Rosa nie natrafiła na żadną przeszkodę. Wręcz pomógł jej zsunąć, co trzeba, by jego erekcja mogła nareszcie wyskoczyć z bokserek.*
- Taak - skomentował pierwszy kontakt główki z jej ustami, automatycznie unosząc lekko biodra. Czymś jednak Charles, a raczej jego członek różnił się od ogórka. Z mięśni nóg powoli zanikało napięcie, rozchylone usta poruszały się bezgłośnie, a jedna z dłoni opadła na głowę kochanki, niemal znikając w jej włosach.

K6

1, 4:
 

2, 3, 5, 6:
 

* elia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Sro Mar 14 2018, 01:57;

3 :V

Rosa ani trochę nie czuła się mistrzynią w tym fachu. Nie to, co na przykład Nanna Johansen, która za takie ustne robótki brała się hobbystycznie. Uważnie więc słuchała uwag i próśb Charlesa chcąc wypaść jak najlepiej. Kolokwialnie rzecz ujmując, to był jej pierwszy lodzik i się stresowała. Początkowo była nieco niechętna, ale Bucket zaglądał pomiędzy jej nogi całkiem często. Nie chciała pozostać mu na wieki dłużna. A i przyznać trzeba, że m dłużej spoglądała na jego twarz, tym bardziej była zadowolona. Widziała, że jest przyczyną tego rozkojarzonego spojrzenia. Wszystko migłaby nawet nazwać idealnym, gdyby nie ten korek w dupie.
Sprawa ogonka był nieco niezręczna. Rosa nie czuła się w pełni komfortowo. Z drugiej strony jakiś tam fetysz, który im wypłynął sprawiał, że nawet podniecała ją myśl o takim dziwactwie. Mimo wszystko obiecała sobie, że następnym razem to Bucket będzie królikiem, czy innym zajączkiem.  
Miał łapami niczego nie dotykać, a jednak musiał złapać ją za włosy. Nie miała mu tego za złe, póki nie ciągnął. Co prawda w tym momencie nieco straciła na swoim wymyślonym wizerunku władczego królika mimowolnie ulegając bucketowej dominacji, którą lubiła. Mimo to wiedziała, że to ona trzyma berło.
Właśnie w najlepsze ssała miętosząc dłonią jądra gdyż zauważyła wcześniej, że to się sprawdza, kiedy wystękał swoje trzy grosze.
- No chyba żartujesz, mieliśmy się dziko kocha... - nie dokończyła. Bucket doszedł, zapewne szczęśliwy z przebiegu wydarzeń. Nachlapał Rosie w usta, ale i na policzek oraz rękę. Pankhurstówna była rozdarta. Z jednej strony była z siebie dumna. Z drugiej, miała nadzieję na to, że przebzykają połowę nocy. Tymczasem on właśnie skończył! Nie chcąc pluć na podłogę ani zrywać się gwałtownie, przełknęła ślinę z tym co zostawił, choć początkowo szukała wzrokiem miejsca na wyplucie. Następnym razem zamierzała wepchnąć w niego całego ananasa z truskawkami. Tak, jak pisali w internecie. Nie do końca przekonana do smaku cieczy, wolną ręką sięgnęła po puszkę stojącą na pobliskim stoliku. Upiła z niej spory łyk imbirowego piwa.
Ze spływającą kroplą spermy z podbródka, z członkiem w dłoni uśmiechnęła się niewinnie:
- Kocham cię, hehe!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Pon Mar 19 2018, 19:38;

Rzecz jasna, dopóki Rosa trzymała berło, Charlesowi nawet przez myśl nie przeszło, by próbować jakichkolwiek sztuczek. Było mu za dobrze, po prostu. Oparty grzecznie o nie tak dawno odkurzone obicie kanapy, liczył gwiazdy gdzieś nad swoją głową, pozwalając tymczasem Pankhurstównie na wyciśnięcie z niego co do jednej kropli. Charles mógł swój obecny stan nazwać naprawdę różnymi słowami, ostatnim jednak, które przyszłoby mu na myśl było dominujący. Ledwie podrygi mitycznej samczej dominacji Rosa stłumiła za którymś z kolei zaciśnięciem małej piąstki na sprzęcie wiadomym.
Bucket tymczasem mógłby przysiąc, że na moment go zamroczyło.
- Ojezu, przepraszam - wystękał, wzrokiem poszukując pudełka z chusteczkami, które zawsze było gdzieś pod ręką, wyciągnął od razu kilka i podał Rosce - to z tego... eee... - Wypuścił z ust głośno powietrze raz jeszcze, a później kolejny raz i kolejny. Podparł się na łokciach i podciągnął swój szanowny, lekko opadnięty zad. I jemu przydało się kilka chusteczek, bowiem wszystko, co nie przyczepiło się do Rosy, spływało właśnie po nim.
- Kocham cię, chodź tu - wysapał, kiedy oboje doprowadzili się do porządku. Miała niewiele czasu na ewentualne pozbycie się ogonka, bo oto Charles poczuł się w obowiązku odwdzięczyć się za tak udany debiut... Bo i nie miał podstaw orzekać, że jest inaczej! Usadził ją szybko na swoich kolanach, plecami oparł o swój tors. Jeśli miała głowę, by myśleć o czymkolwiek konkretnym z jego ustami przesuwającymi się raz to na szyję, a raz na kark mogła zorientować się, że ręce Karola przebyły powolną wędrówkę z jej ud, przez brzuch, piersi, aż do ramion, z których zsunęły ramiączka nowego biustonosza. Nie kłopotał się z zapięciem, ani ściąganiem jakiejkolwiek innej bielizny z Pankhurstówny, zamiast tego dobrał się do niej zwyczajnie tę bieliznę odsuwając. Prawa i lewa dłoń szybko podzieliły się zadaniami, z czego ta sprawniejsza trafiła pomiędzy Rosiczkowe uda. Zniknęła stamtąd tylko na chwilę, by zaraz powrócić z... wibratorem. Z czterech dostępnych trybów, Charles na początek wybrał najwolniejszy. On sam miał już za sobą pierwsze kroki z urządzeniem i wiedział, że nawet to będzie dla Pankhurstówny aż nadto. Niespiesznie krążył nim po orbicie, nie spiesząc się z wchodzeniem do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Pon Mar 26 2018, 21:25;

Charles nie mógł na pewno powiedzieć, że to najlepszy seks oralny jakiego doświadczył. Ale dzięki ogórkom nie mógł też powiedzieć, że najgorszy. Uznać można było, że było spoko, że Pankhurstówna podołała zadaniu jakie sobie wyznaczyła na dzisiejszy wieczór. Wzięła chusteczki i zadowolona z siebie po dziewiczym fellatio wytarła twarz i rękę. Żeby zapić smak tego, co przed chwilą w ferworze emocji połknęła, pociągnęła z puszki jeszcze  kilka szybkich łyków. Opaskę miała przekrzywioną, tak ją Bucket wytarmosił za włosy. Jedno królicze ucho aż oklapło, musiał zagiąć drucik ukryty w materiale.
Ledwie zdążyła odstawić puszkę na stolik, nic więcej, ten (Karol, nie stolik) ciągnął ją na swoje kolana. W pierwszej chwili pomyślała, że chciał się poprzytulać, jak baba.
- Och - wymsknęło jej się cicho gdy tylko uświadomiła sobie, że nie chodzi mechanikowi o żadne przytulanki. Wystarczyło, że szorstka dłoń znalazła się w jej gatkach a już wiedziała dokąd zmierza! Oparta o umięśniony tors odchyliła głowę do tyłu i postanowiła skupić się na najlepszym. Na tym, co czuła. Przyznać musiała również przed sobą, że cholerny ogonek przestał uwierać. Kolejne - oooch! - wydała z siebie gdy Charles zaczął na niej wypróbowywać nowy bajer, który kupił. Czując pierwsze wibracje odruchowo napięła się napierając mocniej na jurnego młodzieńca. Po chwili jednak rozsiadła się na nim wygodniej drżąc niczym Anastazja w pokoju zabaw Greja. Przyjemne dreszcze przebiegały od wzgórka łonowego w górę ciała. Jej wewnętrzna bogini szalała z rozkoszy. Okej, szanujmy się odrobinkę. Nie było żadnej wewnętrznej bogini.
Bzyczenie wibratora zainteresowała Psa, który do tej pory siedział w kącie i tylko obserwował poczynania Rosy. Że też ludzie potrzebują kogoś drugiego do wylizania jajek! Za umiem zrobić to sam! myślał wtedy zapewne. Podszedł do kanapy obok nich i oparł się przednimi łapkami o siedzenie zaglądając ciekawsko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Sro Kwi 04 2018, 23:45;

Ogórki z pewnością były dobrodziejstwem. Zaspokajając głód, służąc w swojej upersonifikowanej wersji jako postacie z bajek, a dla dorosłych będące obiektem świńskich żartów. Gdyby tylko Karol miał świadomość tego, jak wiele im zawdzięcza... Prędzej zresztą o podobne rzeczy podejrzewałby banany. Raz nawet widział Rosę jedzącą banana. Choć było to jakiś czas temu, widok ten sporadycznie do niego wracał. Dziś zapewne bez skrępowania zarzuciłby do tego stos wybitnie śmiesznych żarcików, wtedy jednak niczym nie różnił się samopoczuciem od Rosy z ogonkiem w miejscu wiadomym.
Jeszcze mógłby raz wrócić do wspomnienia tych ust zamkniętych wokół banana członka. Z tym, że nieco później. Teraz skupił się na trącaniu Wewnętrznej Bogini po jej nieistniejących krągłościach z początku jedynie pierwszym poziomem prędkości. Gładkim ruchem zaś znalazł się w środku wyczuwając, że będzie to właściwy moment.
Z poziomem numer dwa urządzenie zawyło jakby odrobinę głośniej, niczym się to jednak nie równało z poziomem trzecim, który Bucketowy krok mógł wyczuć przez rezonans, w jaki wprawił bioderka Pankhurstówny. Z czwartym się nie spieszył. Już to było dla niego zdecydowanie wiele. Sapnął cicho, raz za razem to wyciągając, to wsuwając wibrującego przyjaciela. Mniej więcej w tym czasie wyczuł - nie zobaczył - jak siedzenie obok ugina się pod ciężarem wcale nie tak małych łapek. W następnej kolejności zaciągnął się odorem z psiego pyska, zalatującym resztkami z bucketowego stołu. Kto wie, może nawet w ciągu ostatnich kilku godzin zasmakował on w hiacyntowym kapuśniaku.
Wpierw w ruch poszła więc noga, niecierpliwie spychająca ciekawskiego psiaka z fotela. Wciąż Karolowi nie śniło się nawet przerywać tego namiętnego koncertu rosiczkowej Wewnętrznej Bogini, w końcu jednak musiał skapitulować. Poruszył się niespokojnie i wlepił w psiaka spojrzenie.
- Uciekaj - warknął cicho, wyciągając przyrząd z Różyczki odrobinę zły na psiego kumpla za popsucie takiej chwili - do budy - dodał jeszcze w istocie zapominając o fakcie, że jedyną budą była ta, w której mieszkali obaj. On by mu zresztą na pewno nie przerwał, gdyby postanowił sobie przyprowadzić pannę i się zabawić! Wciąż przytrzymując Rosę jedną ręką, drugą machnął w powietrzu... Tą z wibratorem, oczywiście. Zamierzał tym gestem odgonić Psa, a on... cóż, wziął to za zabawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ Nie Kwi 08 2018, 01:27;

Nigdy nie przeszło jej przez myśl, że to, jak jadła banana mgło być dla Bucketa tak szalenie sugestywne. Przecież to tylko banan, tak sobie wtedy myślała, co najwyżej.
Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu całkowicie skupiając się na drganiach wibratora i tym, jakich dostarczał jej odczuć. Złapała się na poły Charlesa, na poły kanapy, czy czegoś i jęknęła głośno gdy wsunął z nią wibrujące urządzonko.
- O święty Barnabo! - wyrwało jej się gdy przełączył na kolejny tryb. Oddychając ciężko co kilka chwil napinała mięśnie. Widziała kiedyś coś takiego w Pięćdziesięciu Twarzach White'a, ale nigdy nie myślała o tym, jak taki wibrator może w rzeczywistości działać. Czuła, że zaraz zakręci jej się w głowie. A może już się kręciło? Już rozumiała o czym mówiła Samantha w Seksie w Mniejszym Mieście. Obiecała sobie w duchu, że to i ogonek jednak na dobre zagoszczą w ich sypialni. Wijąc się jak wija na mechaniku zgubiła buty, które opadły na podłogę uderzając z nią obcasami. Skupiona na osiąganiu rozkoszy i przyjemności zupełnie nie wyłapała momentu, w którym na kanapę zajrzał Pies.
- O fak, o tak... o tak... o ta... och, och, och...! - już była bliska, już czuła jak zbliża się oczekiwana fala orgazmu, kiedy... - Nie pójdę... do żadnej... budy... ach!
Wtedy przestał. Tuż przed samym końcem. Rosa otworzyła oczy żeby zobaczyć, dlaczego Charles przestał i dlaczego wibrator brzęczy gdzieś na wysokości jej uszu, a nie niżej. Oczom jej ukazał się pies podskakujący do brzęczyka.
- No kurwa mać! No ja pierdolę! - odwróciła się i spojrzała na mężczyznę. Miała ochotę wziąć talerz ze stygnącą chińszczyzną i nim go walnąć w głowę. A drugim rzucić w kundla. - Prawie doszłam!
Wyswobodziła się z uścisku i wstała podciągając stanik. Wzrok miała może wciąż niego nieobecny ale od razu było widać, że się wściekła. Ze złością popatrzyła na bawiącego się w najlepsze psa. Majtał ogonem jak durny, robiąc przy tym całkiem spory powiew. Nagle podskoczył i złapał wibrator w zęby, wyrywając Bucketowi aszynkę z dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Nic straconego!  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Nic straconego!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje :: Porzucone-