Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

Grudzień w hrabstwie Pankhurst

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sro Sty 31 2018, 20:45;

 
Grudzien w hrabstwie Pankhurst



KTO: Hubert Pankhurst, Rosa Pankhurst, Ethelyn Hollingsworth, Charles Bucket, Rudolph Heferth.
KIEDY: druga połowa grudnia
GDZIE: Rosa postanowiła wyprawić obiad, na który zaprosiła całą swoją przybraną, patchworkową rodzinę. Przed nią nie lada wyzwanie - pierwszy raz zdecydowała się zorganizować taką imprezę.





Rosa już od kilku dni chodziła poddenerwowana i któregoś razu oberwało się nawet Charlesowi. Ustawiała stół i krzesła tak, żeby nie przeszkadzały w swobodnym poruszaniu się, a nawet wyszorowała kafelki w łazience i kuchni. Dzień przed przyjęciem zrobiła większe zakupy, a wieczorem, nie mogąc zasnąć, przygotowała kukurydzianą sałatkę. Dziadek nie pomagał grymasząc przy kolacji. Następnego dnia już od rana była na nogach. Specjalnie wzięła wolne w pracy, żeby móc wszystko przygotować.
Stres zamienił się w ekscytację w momencie, w którym zaczęła obierać ziemniaki. Dziarsko łuskała drobnymi rączkami jeden za drugim nie bacząc na to, że może być ich za dużo. W końcu pyr nazbierał się cały gar, który zalała Rosa wodą i wstawiła na kuchenkę. Zapomniała, żeby je posolić. Spiker w radiu zapowiedział kolejną listę świątecznych przebojów kiedy nasza pannica brała się za marchewkę i groszek. Była w trakcie siekania marchewki, kiedy w garnku zaczęło wrzeć i kipieć.
- Fakenszit! - rzuciła więc wszystko, rozsypując nieco na podłogę, by ratować ziemniaki. Złapała za pokrywkę i... - Kurwa! - syknęła upuszczając ją. Zapomniała o ścierce czy innej rękawicy, przez co poparzyła sobie palce. Jeśli coś miało się podczas tej kolacji spartolić, to właśnie zaczynało to robić. Po godzinie zarówno ziemniaki jak i marchewka z groszkiem były gotowe. Przyszedł czas na indyka. Położyła kawał mięcha na blasze i popatrzyła zdając sobie sprawę z tego, że nie do końca pamięta przepis, który podsunęła jej Clementine pracująca w kuchni Kozy. Zerkając na zegarek złapała za telefon, żeby znaleźć coś w internecie. I znalazła, dziesiątki najróżniejszych przepisów na najlepszego indyka. Nieco zagubiona w setkach porad, sposobów pieczenia i doprawiania uznała, że to nie może być aż tak skomplikowana sztuka. Wyciągnęła przyprawy i wysmarowała nimi mięso. Już chciała je wsadzić do piekarnika kiedy przypomniała sobie, że indyka warto by było czymś nafaszerować. Pierwsze, co nasunęło jej się pod oczy były jabłka. Zapewne byłby to strzał w dziesiątkę gdyby nie sposób, w jaki postanowiła to zrobić. A trzeba jasno powiedzieć, że Rosa brzydziła się włożyć weń rękę. Jabłka i owszem, nieco podgrzała, doprawiła cynamonem i miodem, a następnie  z nieukrywanym obrzydzeniem zaczęła przekładać je w kuraka.
Gdy indyk się piekł w najlepsze, nadszedł czas na puree. Tym razem nie miała większych problemów z przygotowaniem, dziadek nie bardzo mógł gryźć, toteż często serwowała mu takie danie. Z brukselką poradziła sobie gorzej. Nigdy jej nie lubiła. W internetowych przepisach świątecznych zawsze się ta zielona kulka jednak przewijała. Gotowała ją Rosa na czuja, a następnie ułożyła na półmisku z nieco przypaloną bułką tartą, obok marchewki z groszkiem.
Wreszcie przygotowała stół. Ułożyła na starym meblu obrus, ustawiła wokół niego krzesła a na nim przygotowane przez siebie dania, talerze i sztućce. Z całą pewnością do udanych potraw należało zaliczyć placek z jabłkiem, który Pankhurstówna po prostu kupiła w sklepie. Czy dziadek był gotowy? Spojrzała na zegarek.
- A dziadek włoży koszulę co mu kupiłam ostatnio, co? - rzuciła przez ramię, żeby sprawdzić jak ma się indyk. Złapała za widelec i skubnęła odrobinę brukselki niemal od razu się krzywiąc - Jakie to gorzkie, do chuja pana! Ale to chyba ma tak być, co? - postanowiła jednak zaryzykować i posypała warzywa cukrem. Po całym domu roznosił się całkiem przyjemny zapach pieczeni, cynamonu i przypalonej bułki tartej.

(na stole: wielgachna micha puree, marchewka z groszkiem, brukselka w bułce tartej, kukurydziana sałatka, placek jabłkowy) STÓŁ WYGLĄDA TAK.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sro Sty 31 2018, 21:27;

A nie tylko jedna Rosa tego dnia chodziła jakby z deczka podminowana. Charles łatwo dał się ponieść panującym nastrojom i nie pozostał Rosie dłużny, kiedy raczyła wyładować na nim swoje frustracje. Wtedy też nieco się poprztykali. Powód znerwicowania obojga był niemal ten sam, a jednak nieco odmienny. Charles bowiem, choć oczywiście się do tego nie przyzna, regularnie od kilku dni odwiedzać wychodek musiał co najmniej dwa razy częściej. Organizm zapewne przygotowując się do strawienia pankhurstowego obiadu konfrontacji z Dziadem władował w Bucketa tyle hormonów stresu, że ten biedny aż wziął i się zesrał. Co jednym może wydawać się zabawne, było najlepszym podsumowaniem tego, jak Karol radował się perspektywą takiej rodzinnej kolacji. Dlatego uderzył do Artema po środki, spowalniające nieco te gnające dokądś jelita.
Zjawił się ubrany najlepiej, jak tylko było go stać. Choć w kościach wyczuwał już katastrofę, nie posłuchawszy głosu intuicji pod elegancką marynarką świecił świeżo wyprasowaną, białą koszulą. Z bukietem róż dla Różyczki i butelką alkoholu prewencyjnie opakowaną ozdobnym papierem od środka obłożonym folią bąbelkową przystanął przy drzwiach, by jeszcze nabrać kilka głębokich wdechów. Usilnie starał się nie przyglądać futrynie noszącej jeszcze znaki ich poprzednich harców. Tych z Hubertem, oczywiście.
Zapukał, hehe, trzy razy.
Pierwsza rzecz, jaka uderzyła go już od wejścia, był charakterystyczny zapach gotującej Rosy. Za dobrze wiedział, na co ją stać w tej dziedzinie i aż poluzował kołnierzyk koszuli. W szczelnym pojemniku ukrytym w plecaku schował przygotowaną w domu pieczeń z dziczyzny, którą dostał od Max. Awaryjnie, by wszyscy przypadkiem nie pomarli dziś wieczorem z głodu. Wtedy otworzyły się drzwi.
- No hej - rzucił Rosie nieco ciszej, niżeli wypadało. Nawet nie wiedział, czy Hubert życzy sobie, by łachudra się z nim witał! W ręce Pankhurstówny od razu trafiły kwiaty, a na policzek - lekki buziak. - Przyniosłem jeszcze pieczeń. - Dodał jeszcze ciszej. Wyraźnie coś Karola męczyło dziś od środka.

_________________
Jestem piękny.
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sro Sty 31 2018, 21:43;

A marudził! Tradycji miało się stać zadość? To proszę bardzo! Zdenerwowany nie mniej niż Rosa, dziad najpierw kilka dni próbował wnuczce wybić z głowy głupie kolacje - prośbą, groźbą, buntem w łykaniu tabletek, aż mając wszystkiego po owłosione dziury w nosie, trzasnął drzwiami swego pokoju. Koniec! Na żadną kolację dziad się nie pisał!
Głośno zapowiedział to wnuczce i jeszcze wczoraj wyglądało, że Hubert na dobre obraził się na cały świat i nie zamierza wyściubić nosa. Rano jeszcze nim kręcił, pykając fajeczkę dwa razy szybciej i częściej niż zazwyczaj. Unikając spotkania z wnuczką, mógłby zostać posądzony o kombinowanie. Rosa pewnie już dawno podejrzliwie łypnęłaby na niego wzrokiem, ale zbyt zajęta kafelkami i gotowaniem, nie wiedziała nic!
A dziad wiedział, nie powiedział.
W tajemnicy przed Roską, zaszył się w łazience z nożyczkami, golarką i przyborami toaletowymi, burząc ład, wniesiony przez wnuczkę. Czyste kafelki zostały zachlapane mydłem i pianką a na umywalkę i podłogę posypały się włosy. Nie mając zbyt wielkiego doświadczenia z higieną, dziad postarał się doprowadzić pysk i łepetynę do porządku. Nawet całkiem mu to wyszło. Nawet postarał się, zmieść bałagan za sobą, ale kilka kłaków na umywalce zostało i kilka wbiło się w dywanik pod nogami.
Trudno.
Rosa nic nie widziała, w tym samym czasie klnąc na indyka. Dziad zamknął się znowu w swym pokoju, nie zamierzając wpuścić dziewczyny, nawet gdyby groziła mu miesięczną dietę na soczkach, marchewce i hummusie.
Miał wyjść wcześniej. Przed głupim Karolem się pokazać. Zbyt długo jednak guzdrał się z protezą.
Gdy w końcu wylazł do przedpokoju, był zmieniony nie do poznania. Jak inny człowiek! W marynarce i nowej koszuli od Rosy, wygolony jak pupka bachora, stojąc bez kuli bo... z protezą! Ale mina pozostała mu ta sama. Ubiję cię Bucket.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Lut 01 2018, 03:27;

Lubił święta. Imię nawet zobowiązywało do tego. Nigdy nie miał nic przeciwko temu, aby spędzać czas ze swoją rodziną - prawdziwą czy dobraną przez los lub własne preferencje estetyczne (jakkolwiek by to nie zabrzmiało).
Rudolph miał też jedną tajemnicę. Nikt o tym nie wiedział. Możliwe, że on sam również nie miał pojęcia, że państwo Heferth, gdy zabawiali się w wigilijną noc to mieli inspirację do nazwania swojego syna po obejrzeniu Rudolfa Czerwononosego Renifera. Bądź co bądź, to wszystko by wyjaśniało, że dowcipny (wówczas dosłownie) pan Heferth i równie żartobliwa Heferthowa postanowią nazwać syna tak jak nazwali. Ot, nie ma to jak rodzina.
Po wymianie multum wiadomości tekstowych, w końcu umówił się z Rosą, dał jej poszukiwane przez nią ozdoby, a potem ustalił szczegóły rodzinnego spotkania.
Wiedział, że będzie doskonale.

Pod domem Pankhurstów był jeszcze przed czasem. Domyślał się jak to może się skończyć, więc liczył, że humor będzie wszystkim dopisywał.
Ubrany był odświętnie - pod czarnym płaszczem miał białą koszulę i ciemną marynarkę. O spodniach czy butach, skarpetkach i bieliźnie też nie zapomniał. Zarost miał nawet bardziej ogarnięty!

Do domu Rosy i Huberta wszedł jak do siebie; miał swój komplet kluczy. Miał nawet pakunki ze sobą; dwa zapakowane niczym prezenty, a dwa następne były pojemnikami na jedzenie, w których miał sałatkę.
Panie Pankhurst! — odezwał się, trafiając na Huberta w korytarzu. Nie był speszony. — Niby dużo czasu nie minęło od szpitala, ale widzę, że pan się zmienił diametralnie. Z nerwów trochę włosów poszło, ale za to lifting twarzy niesamowity — przywitał się, spodziewając się, że lada moment dostanie opierdol za bezczelność. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni raz.
Po przywitaniu się z panem domu, przywitał się również z Charlesem i Rosą, której dodatkowo dał wspomniane wyżej pojemniki z jedzeniem.
Nie wypada przychodzić z pustymi rękami.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sob Lut 03 2018, 16:30;

Od momentu incydentu z Kandelem Ethelyn musiała się wykłócać z Raphaelem o każde samotne wyjście. Był gorszy niż matka. Ostatecznie Hollingsworth stawiała prawie zawsze na swoim, przy wprowadzeniu pewnych kompromisów. Tak, jak teraz. Bradford odwiózł lekarkę do Pankhurstów. Pewnie swoim samochodem, bo przecież nie podarowałby sobie obsikiwanie terenu. Tyle miał testosteronu. Niemniej jednak, zanim Ethel trzasnęła ze złością drzwiami, pocałowała mężczyznę. Potem wyciągnęła naczynia z potrawami, znajdujące się na tylnym siedzeniu. Zrobiła sałatkę z mięsem i żeberka w sosie na bazie wina. Nie to, że nie wierzyła w umiejętności kulnarne Rosy... No dobra, nie wierzyła. I choć trzymała za nią kciuki, to wolała mieć jednak jakąś alternatywę. Oczywiście osobiście zje to, co ugotowała Rosa. Po prostu nie miała pewności czy inni również postąpią tak heroicznie.
Ubrała się elegancko, ale neutralnie. Pod ciemnym płaszczem miala klasyczne ciemne spodnie i marynarkę. Nic, co mogłoby uwłaczać czemukolwiek. Trzymając naczynia w obu dłoniach, jedno na drugim, zapukała putem do drzwi. Zrobiła to na tyle łagodnie, by nikt nie podejrzewał nie używania dłoni.
Poczekała aż ktoś jej otworzy, po czym weszła do mieszkania z szerokim uśmiechem na ustach. Chociaż Pankhurst pewnie będzie chciał zatruć wszystkim wieczór, to jednak mogło to być również zabawne. Dla Ethelyn tak naprawdę nawet wielka awantura byłaby relaksująca. Proste, przyziemne sprawy często ratowały ludzi przed szaleństwem.
- Dobry wieczór. - przywitała się uprzejmie. Każdemu posyłając przyjazne spojrzenie. Charlesowi nawet puściła oko w ramach otuchy. Gdy jej wzrok przeszedł na Huberta, aż otworzyła szerzej oczy. - Widzę, że pośpieszył się pan z noworocznymi zmianami.
Nie dodała, że bez brody i włosów twarz Pankhursta wyrażała więcej niż tysiąc słów. Żadnej emocji nie dało się ukryć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Nie Lut 04 2018, 02:48;

Ilekroć dziad próbował podstępem wybić Rosie z głowy ten rodzinny obiad, tylekroć tym bardziej upierała się by je zrobić. I noc sobie nie robiła z dziadkowych zapowiedzi jakoby zamierzał się zamknąć w swoim pokoju. Powtórzyła mu za to, że ma być dla wszystkich miły.
Pobiegła w końcu przebrać się w swoją jedyną elegancką sukienkę i po chwili była gotowa. W szarej, dzianinowej sukieneczce z kołnierzykiem wyglądała trochę jak sierotka (brakowało tylko by włosy miała zaplecione w warkoczyki), ale miało to na upartego swój urok. Ostatnie pieniądze, jakie miała wydać na jakieś wyjściowe ubranie wyrzuciła na słuchawki z mikrofonem, dzięki czemu gdy grała w swoje gry komputerowe każdy głośno i wyraźnie słyszał czyją matkę ruchała Rosa i kto jest największym frajerem. Nieświadoma zupełnie tego jak niechętny spotkaniu dziadzia się wystroi, poszła otworzyć drzwi.
- Charles! - powitała radośnie pierwszego gościa. - O lala, ale wyglądasz - kiwnęła brwiami na widok marynarki i koszuli. Ostatni raz widziała go w takim wydaniu gdy stroił się na licealny bal. Wzięła od niego bukiet uśmiechając się głupkowato i zzezowała, czy dziadek nie patrzy przypadkiem. Hubert akurat wyszedł ze swojej sypialni. Rosa szeroko otworzyła oczy ze zdumienia.
- Dziadku! - Mogłaby się spodziewać, że może się ogolić. Ale że zdecydował się wcisnąć protezę? Do dziś mu nie powiedziała, ile pieniędzy ją to ustrojstwo kosztowało. Tym większa była więc jej radość. Długo nie przyszło im czekać na kolejnego gościa. Rudolph zawsze cieszył się największą sympatią Huberta z całej tej dzisiejszej zbieraniny osobowości.
- No no! Dziadek wygląda dziś jak nie dziadek! - z każdą chwilą ekscytacja Rosy rosła. Wzięła od Hefertha pudełka i zaniosła do kuchni, żeby... żeby zanieść je zaraz na stół, bowiem nie znalazła w szafkach żadnego odpowiedniego naczynia. Spora część się potłukła, i nikt nie przejmował się by kupić nowe. Mieszkając we dwoje nie potrzebowali wiele zastawy. Miała nadzieję, że nikt nie zauważy. Na stole z resztą każdy talerz pochodził z innej parafii.
Uścisnęła Rosa dłoń Bucketa widząc bladość na jego twarzy. Nie miała pojęcia o jego jelitowych problemach, z którymi borykał się od kilku dni, ale to i lepiej. Gorzej, jak coś echem pójdzie, obije się po ścianach gdy mechanik zniknie w toalecie. Podgłośniłaby radio, gdyby wiedziała. Ale nie wiedziała!
- Cześć, Ethel - uściskała lekarkę gdy tylko ktoś zabrał od niej przykryte folią talerze. W oczach jej pojawiły się dwa blaski wesołe, które można nazwać było kurwikami bądź też ognikami. W końcu, po wszystkich powitaniach, poczuła się panią domu. - Siadajcie, siadajcie wszyscy...
Dumna była z tego, co przygotowała. Nawet nie pomyślała o tym, że wszyscy przynieśli jedzenie nie dlatego, że to była impreza składkowa a dlatego, że każdy znał jej kulinarne umiejętności. Co gorsza, wszystko co rozłożyła w talerzach czy półmiskach wyglądało całkiem ładnie, więc stanowiło dodatkową pułapkę. Wątpliwości mogła budzić brukselka, ale ta z natury wyglądała brzydko. Ziemniaczane puree posypane było koperkiem, wzbudzało apetyt. Nawet marchewka z groszkiem nie wyglądała źle. Złudzeń nie pozostawiał jedynie sos w sosjerce, który wyglądał jak wymioty, i który już na pierwszy rzut oka mógł smakować podobnie, mimo wszelkich starań. Indyk cały czas się jeszcze piekł.
- Dziadzia, ile chcesz ziemniaczków? - zapytała, kiedy już wszyscy usiedli.- A sałatki? Tej, czy tej? Ethel? Rudi? - pytała, jak na gospodynię przystało.
To było widać jak na dłoni. Rosa była szczęśliwa, że jej dobierana i przyszywana rodzina jest razem. Był okres świąteczny, obok nie miała matki i ojca, żadnego rodzeństwa. Tylko ona i Hubert. I właśnie oni. Ethel, Rudolph i Charles. Najważniejsi ludzie w jej życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Pon Lut 05 2018, 20:08;

Wdech, wydech. Tylko spokojnie.
Coraz mniej sekund dzieliło Bucketa od rychłego zawału serca, kiedy skrzyżował wzrok z Hubertem. Przejęty całą sytuacją ledwie resztkami świadomości zarejestrował komplement od Rosy, kwitując go cichym "Ty zawsze lepiej". Miał się przy tym uśmiechnąć, jednak wyszedł mu grymas jak po zjedzeniu cytryny, któremu zabawniejszego wydźwięku mógłby dodać tylko rozbieżny zez. Zacisnął mocniej palce jednej dłoni na dłoni Rosy, drugą na szyjce butelki.
Cholerny Dziad się ogolił. A Karol nie.
Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. - Już miał powiedzieć, zreflektował się w ostatniej chwili.
- Do twarzy panu - powiedział zamiast tego, po uprzednim odchrząknięciu. I znów, jak tych kilka miesięcy temu wyciągnął w jego stronę rękę z trunkiem, który - tym razem nauczony doświadczeniem - szczelnie okleił folią zabezpieczającą i - ponownie nauczony doświadczeniem - nie wypuszczał butelczyny z rąk, póki stary nie zacisnął na niej swoich powykręcanych reumatyzmem paluchów. Jeśli tego nie zrobił, Karol niezrażony odłożył butelkę na stół. Swoją część roboty wykonał. Rosa, gdzie głaski?
- Dobry wieczór - przywitał się z Ethel i Rudim, po czym sam wyciągnął z plecaka swoją pieczeń, by za chwilę znaleźć dla niej miejsce na stole. Nie kłopotał Rosy szukaniem naczynia zastępczego, nie to przecież było najważniejsze! W komplecie czuł się znacznie pewniej, o czym świadczyła sylwetka nieco bardziej wyprostowana... A przeczyło donośne bulgotanie w żołądku, mogące równie dobrze zwiastować głód. Bucket wiedział aż za dobrze, co oznaczało, dlatego nim usiadł przy stole obok Różyczki skorzystał z chwili na ściągnięcie kurtki i pospiesznie włożył do ust jeszcze jedną tabletkę cudownego leku Artema. Oby tylko od takiej dawki nie zaskoczył go następnego dnia efekt zgoła odwrotny od męczarni, którą przeżywał w tej chwili! Pozornie niezrażony bliskim, niemal intymnym kontaktem z dziadkiem Hubertem Charles wziął na celownik pierwszą z brzegu sałatkę. Niezwykle skromną jej porcję. Co jak co, ale twarzy stracić nie chciał. Nie przy Ethel i Rudolphie.
Zajęte miejsce przy stole

_________________
Jestem piękny.
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Pon Lut 05 2018, 20:52;

- Co dziadku, co dziadku.
Mruknął, bo nie wystroił się, żeby wszyscy gapili jak ciele w malowane wrota! Złapał za klapy marynarki i pociągnął materiał, prostując się, bo w odróżnieniu od dzisiejszej młodzieży, jeszcze garba nie wyhodował.
- Indyka nie spaliłaś?
Odchrząknął, bo żadna wnuczka nie będzie go zawstydzać przy innych. A szczególnie przy Bucketcie. Machnął ręką, by się innymi zajęła, chociaż ciepło na sercu mu się zrobiło, że Rosiczka doceniła. Chyba w takim razie przygotowania nie poszły na marne. Dziad zerknął na zegarek, prawie głuchy na wejście Rudolfa. Ale nie, nie. Miał cwaniaczka na oku już od dawna. Żadna jego wizyta nie mogła Hubertowi umknąć. W końcu miał wnuczkę na wychowaniu!
- A ty durny jak zawsze.
Odpowiedział Heferthowi, gromiąc go spojrzeniem i ściągając brwi, co powiększyło zmarszczki wokół oczu i na czole. Dla dziada jak na razie było tu co najmniej o jedną osobę za dużo.
Łypiąc na następnego gościa, zignorował słowa Ethel i odwrócił się, chcąc ruszyć do stołu, ale nadział się na Karola. Popatrzył na niego ze złością i olewając tę butelkę pokoju, powoli wyminął Bucketa.
Znowu spojrzał na swój zegarek i porównał godzinę z tym na ścianie. Niecierpliwy jakiś, chyba chciał, żeby wybiła już godzina pożegnania. Najchętniej zapaliłby fajeczkę, ale chwilowo powstrzymując się przed pokusą, usiadł na swoim miejscu. Sztywno na protezie kuśtykajac, dotarł na swe miejsce i opadła na krzesło z głośnym sapnięciem.
- A ty co Bucket taki niecierpliwy, Rosie nałóż najpierw. Napracowała się.
Zbeształ zapędy Karola, nie spuszczając go z oka. Przełożył nóż bliżej siebie i postukał palcem w obrus. Spojrzał w okno, pozwalając Rosie nałożyć mu co chciała i ile chciała.
- No powoli. Usiądź.
W końcu i Rosie zwrócił uwagę, bo coś za szybko tu dzieliła wszystko. Popatrzył na Hefertha, który wyglądał jakby się bał, że jedzenia zaraz zabraknie i zmrużył oczy podejrzliwie, patrząc na Hollingsworth. Odwrócił od niej wzrok, gdy za oknem przejechał samochód.
Odchrząknął, nerwowy jakiś. Złapał za szklankę z wodą i wypił dwa duże łyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Lut 08 2018, 00:46;

Rudolph patrzył z rozbawieniem na Rosę, która nerwowo krzątała się po domu z pudełkami jedzenia jakie mężczyzna (i nie tylko) przyniósł. Nie dziwił się, że była podenerwowana. Spodziewał się jak może skończyć się takie spotkanie.
Przywitał się z Ethel, która była ostatnim gościem. Spojrzał po zebranym towarzystwie. Był przekonany, że będzie dobrze.
Nie wiedział tylko dla kogo.
Dziad nie musiał się martwić o Rudolpha i jego zachowanie wobec Rosy. Kiedyś traktował ją jak siostrę, a teraz mógłby figurować jako przybrany i jakże przystojny ojciec.
Rudi to właściwie usiadł po prawicy dziada. Instynkt pewnie zadziałał. Heferth dał Hubertowi możliwość odezwania się do niego zamiast do Charlesa, który już teraz musiał obawiać się swoje życie, pouczany przez Pankhursta.
Sam na spokojnie odczekał. Co prawda, patrzył zdziwiony i przerażony. Obawiał się, że Rosa w swojej nerwowości zaraz wywróci którąś z sałatek.
Na spokojnie, mam ręce — uśmiechnął się do Rosy, żeby się nie zamartwiała. Potem spojrzał na Ethel.

Rudi siedzi po prawej dziada, naprzeciw Charlesa

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Lut 15 2018, 01:55;

Gdy tak sobie organizowali kolację, dbając o stół i o to gdzie kto usiądzie, do Rode zawitali goście. Jedna z nich, młodsza o wdzięcznym imieniu Emilka, była tu po raz pierwszy. Przyzwyczajona do życia na przedmieściach Filadelfii nie mogła zrozumieć dlaczego jej matka tak chciała tu przejechać. Troska oraz zdziwienie pogłębiły się jeszcze bardziej gdy GPS ze wschodnim akcentem rasputinowskiej tirówki obwieścił, że dotarli do celu. Starsza z kobiet, poprawiła fryzurę w lusterku, upewniła się, że nie ma szminki na zębach, a na rzęsach nie ma grudek z tuszu. Zapewniona o olśniewającym wyglądzie zdecydowała się wysiąść. Podała Emilce blachę ciasta. Upiekła dwa - sernik i szarlotkę. Trzask zamykanych drzwi od samochodu był na tyle wymowny, aby któryś z domowników to usłyszał.
W całym domu rozległ się dzwonek, o ile działał! Jak nie to puk, puk. Ten, kto otworzył drzwi ujrzał Rose Munro i jej córkę Emilkę.

dla tego kto otworzy drzwi

parzyste - udaje się bez przeszkód
nieparzyste - nieszczęśliwy upadek w skutek którego delikwentowi poluzował się przedni ząb.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Lut 15 2018, 20:36;

3

Trzask drzwi samochodu, poderwał dziada momentalnie. Aż szklankę  przewrócił! Woda rozlała się po obrusie, ale Hubert nawet nie zwrócił na to uwagi. Machnął rękę na ewentualne próby Roski zagrania gospodyni - Otworzę, otworzę - Pomyślałby kto, że taki gościnny albo po prostu chce przegonić natrętów. Ale nie, dziad naciągnął klapy marynarki, żeby wszystko dobrze leżało i wyszedł z pokoju, ciężko kierując się do drzwi. Jeszcze nie osiągnął wprawy w szybkim poruszaniu się na protezie.
Dzwonek zapiszczał na cały dom, wyraźnie potrzebując naprawy, ale dziad już był prawie u drzwi. Szarpnął za klamkę, pociągnął za drzwi i... poleciał!
Prosto pod nogi Rose i Emilki. Jak huknęło!
Dziad podniósł się na kolana, krzywiąc i trzymając za brodę w którą walnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Lut 15 2018, 22:58;

Może to i lepiej, że Karol się nie ogolił. Wtedy to by dopiero wyglądał jak uczniak.
- Indyk się jeszcze piecze - oznajmiła wciąż czując dumę, że sobie poradziła z faszerowaniem. Kręcąc się pomiędzy stołem a kuchnią dopytała jeszcze kto czego by się napił. Była kelnerką, więc mogli być pewni, że przynajmniej niczego nie pomyli i nie porozlewa po drodze. A przynajmniej tak się wydawało. Zerknęła przy okazji na Huberta, którego zachowanie było co najmniej podejrzane. I po co się tak rozglądał, za kim tak zerkał w okno, a na zegar?
- Ale nic nie szkodzi, siedźcie, ja nałożę, ja wszystko... - zanim Bucket zdążył coś powiedzieć, na jego talerzu znalazła się, obok tego co nałożył, kukurydziana sałatka. Tak samo u Ethel, Rudolpha i Huberta. - A może marchewki? Brukselkę? Dziadku, no przecież on jest gościem!
Dopytywała niemalże przebierając z nogi na nogę. Po całym domu rozchodził się zapach dochodzącej pieczeni. Usiadła wreszcie naprzeciwko Hollingsworth i napiła się dyniowego soku, którego dzbanek także można było znaleźć na zastawionym stole. Schowała zaraz jedną z rąk pod stołem ażeby pocieszycielsko i wspierająco pogładzić Charlesa po udzie. Była dumna, że wytrzymuje, w dodatku wybrawszy miejsce obok Huberta.
Wtem zadzwonił dzwonek do drzwi a Rosa uniosła głowę i brwi. Nikogo więcej się nie spodziewała. Na doręczyciela paczek też było już za późno. Poza tym, niczego nie zamawiała! Co miało do niej przyjść, już przyszło.
- Dziadku, a ty co? - zapytała widząc, jak ten wygładza marynarkę, jak pędzi do drzwi. W następnym momencie usłyszała huk, toteż poderwała się w te pędy z krzesła i pobiegła sprawdzić co się stało. Dziadek leżał jak długi pomiędzy przedsionkiem a niewielką werandą. Przez to nawet nie zwróciła uwagi na to, kto na niej stoi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Wto Lut 20 2018, 20:40;

Gdyby tylko Hubert wiedział, jak wiele Rosa z Karolem wiedzieli o zawstydzaniu... Trwający już ponad dekadę staż jako „tylko przyjaciele” zdołał przygotować go na wiele sytuacji, przy których spalony indyk był niczym. Ona nasłuchała się od jego babki, on od jej dziadka. Bucket dziś jednak miał nasłuchać się jeszcze więcej... Na co do końca głuchy nie pozostał, bo nim jeszcze Pankhurstówna zdążyła usiąść, już miała nałożoną sałatkę. Tę samą, co Bucket, który właśnie nie odrywał spojrzenia od oczu dziada. Może odrobinę mimowolnie, ale prowokował starego. Oczy te, prócz prowokować, mówiły wyraźnie "a teraz? Już jesteś zadowolony?"
Od awantury wybawił go dzwonek do drzwi. Dotychczas Bucket odrobinę lekce sobie ważył dziwne zachowanie starego, teraz jednak jakby... zdębiał. Nawet nie spojrzawszy na nałożoną mu kukurydzianą sałatkę znów podążył wzrokiem za kuternogą. Na swojej własnej nodze splótł palce z palcami dłoni Rosy. Nie był gospodarzem i zdecydowanie nie czuł się zobligowany do otwierania drzwi. No, chyba, że do wyjścia, co zresztą bardzo chętnie by uczynił. Napięcie nie chciało opuścić go nawet przez chwilę, co znów zasygnalizowało donośne bulgotanie z trzewi.
Radosne (bądź nie) rozważania przerwał huk. Charles wzorem Rosy zerwał się na równe nogi, swojego miejsca jednak nie opuścił. Wypatrywał jedynie co, lub kto sprawcą jest całego harmidru.
Cóż. Łatwo było się domyślić.

_________________
Jestem piękny.
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sob Lut 24 2018, 15:28;

Nic nie powiedział jak Rosa wbrew jego woli nałożyła sałatki. Żołądek miał dość mocny, więc być może nie zejdzie z tego świata dzisiaj. Całe szczęście, że po jego prawej była lekarka, która choć jakiś czas temu chciała na nim sprawdzić swoją strzykawkę z wkładem zwiotczającym czy paraliżującym, to nadal była bliską przyjaciółką. Miał nadzieję, że w tak strasznych sprawach, jakimi są zatrucia żołądkowe, może liczyć na Hollingsworth.
W przeciwieństwie do wiercącego się (może przez hemoroidy i owsiki) dziada, Rudi siedział spokojnie. Zerkał po towarzystwie, co rusz popijając wody czy polanego alkoholu. Chyba tylko on z Ethel zachowywali spokój. Rudolphowi to nawet wesoło było. Nie miał powodów do smutku, siedział więc rozluźniony.
Poprawił nawet krawat, z którym piętnaście minut siedział przed lustrem. Dobrze, że nie musiał wiązać na nowo!
Wyprostował się jak tylko zauważył wyskakującego zza stołu dziada. Zdziwił się, że ten był w stanie tak szybko ruszyć do drzwi. Zerknął pytająco na Rosę, bo nie spodziewał się gości. Nawet nie widział, żeby dodatkowy talerz był przygotowany, więc się zastanawiał.
Huk, trzask i prask spowodował, że Rudi, który był niesamowicie ciekawski, wychylił się podobnie jak Charles. W ostateczności nie podniósł się, spojrzał na mechanika, a potem na Ethel, która najpierw zajęta była ziemniaczkami, a potem zniknęła z telefonem przy uchu w którymś z pomieszczeń.
Najwidoczniej dziad znowu musi zapuścić brodę i włosy. Brak oporu powietrza nie uchronił go przed upadkiem — skomentował do Bucketa. — Szybko runął — dodał żartobliwie i jak gdyby nigdy nic napił się znowu.
Gdyby tajemniczy goście pojawili się w pomieszczeniu, Rudi wstałby z zamiarem przywitania się.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Pią Mar 02 2018, 03:04;

Obie panie nie spodziewały się, że ich przybycie wywoła takie zamieszanie. W szczególności upadek samego gospodarza do samych stóp. Brakowało tylko żeby je ucałował, oddając hołd najwspanialszej kobiecie jaką kiedykolwiek nosiła ta planeta. Na twarzach kobiet wymalowało się zdziwienie, przez chwilę nawet przerażenie, aż w końcu skończyło się na nerwowości oraz uśmiechach. Przez zajęte dłonie (trzymały blachy z ciastem) nie mogły pomóc dziadowi wstać. Tutaj z pomocą ruszyli inni domownicy, a i samo dziadzisko zaczynało odzyskiwać rezon.
— Ooochhh, Berti. — westchnęła — Jesteś cały? — Rose zrobiła krok do przodu, odstawiła blachę z sernikiem na sąsiedni stoliczek czy też komodę i wyciągnęła czule ręce w stronę mężczyzny. Zauważyła zaczerwienione dziąsło przy jednym z przednich zębów. Emilka z zainteresowaniem obserwowała scenerię oraz wnętrze posiadłości Pankhurstów.
Dostarczyła sobie w ten sposób kolejnych wątpliwości co do działania matki. Zerknęła na Rosę, na pana Huberta i znowu na matkę.
— To jest moja najmłodsza córka, Emilka. — przedstawiła pociechę i sama zauważyła obecność wnuczki swojego obiektu zainteresowania. — Ty na pewno jesteś Rosą, o której tyle słyszałam. — słowa były lekkie, a głos kobiety przyjemny i ciepły.
Ząb dziada chwiał się, gdy ten tylko szturchał go ozorem. Głos kobiety był słyszalny dla osób przy stole, lecz goście nadal niewidoczni.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sob Mar 03 2018, 19:56;

- Nic mi nie jest.
Burknął, sam zbierając się z podłogi. Zażenowany upadkiem pod nogi Rose i Emilki, zdążył oprzeć się na jednym kolanie i stękając, próbował podnieść dalej, opierając o ścianę.
Już na sam koniec przyjął pomoc kobiety, bo przecież na nią burczeć nie mógł. Czasem mu się zdarzało, ale nie chciał już na samym wstępie i to jeszcze gdy z taką troską do niego się zwróciła. Złota kobieta.
- Dobry wieczór.
Odchrząknął, unikając spojrzenia na córkę Rose. Dotknął swej wargi i ze złością poczuł jak ząb mu się rusza. Nic jednak nie mówiąc, zamknął drzwi za goścmi i spojrzał na wnuczkę.
- Rosiczko, przygotuj dwa talerze. Wejdźcie dalej. Dajcie mi płaszcze.
Mimo bólu w kolanie i zębie, zabrał się za pomoc kobietom i odebrał od nich wierzchnie okrycia, popychając w stronę pokoju, gdzie siedziała reszta gości. Wykopałby ich na zbity pysk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sro Mar 07 2018, 01:37;

Siedzący naprzeciwko Rudolph mógł się zorientować, że Charles i Rosa zsunęli dłonie ze stołu. Mógł być również pewien że zrobili to po to, by się chwycić za rączki jak papużki - słodziuszki. Nie trwało to długo, gdyż panna Pankhurst rzuciła się za dziadkiem, by pomóc mu wstać z podłogi (i ewentualnie pozbierać z niej jego zęby). Hubert jednak doskonale sobie radził sam.
- Dziadku, wszystko w porządku? Nic nie połamałeś? Nie potłukłeś się? Nie boli nic? - zaczęła pytać. Dopiero wtedy zwróciła uwagę na gości. Berti? Spojrzała zdziwiona na kobietę, później na drugą, młodszą. Kim one w ogóle były? Zerknęła i pytająco na dziadka, który właśnie obmacywał jęzorem swoje uzębienie.
- Yyy... taa... aaak. Jestem Rosa - przedstawiła się, nadal nie rozumiejąc co tu się właściwie działo. - Ale dziadku! - szepnęła podchodząc do Huberta. - Nie mamy więcej miejsc przy stole! I kto to w ogóle jest? Zapraszałam tylko Rudiego, Ethel i Charesa. O co chodzi?
Takiego scenariusza nie przewidziała. Wzięła pod uwagę to, że lepiej niektóre dania wpakować do plastikowych misek, w razie gdyby dziadek zamierzał którąś z nich rąbnąć Bucketa w głowę. Domyśliła się, że każdy pewnie coś przyniesie, dlatego nie robiła za dużo. Ale nie wpadła na to, że może przyjść ktoś jeszcze. W dodatku znany najwidoczniej tylko Hubertowi! I niby gdzie ona miała je usadzić?! Oczywiście, że domagała się odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sob Mar 10 2018, 22:57;

Ta starsza Różyczka popatrzyła na Huberta, a potem na swoją młodszą pociechę. Emilka bardzo szybko chciała uwolnić się z tej dziwacznej wieczerzy. Miała swoje sprawy do załatwienia w Nowym Jorku i nie chciała sprawiać kłopotu. Poza tym nie ukrywajmy, że ta kolacja zakrawała o nudy dla starych ludzi. Brewki Emilki podskoczyły, a usteczka przybrały życzliwy i nieco pobłażliwy dla całej sceny wyraz.
— Nie, nie. Ja tylko przywiozłam mamę, muszę wracać do miasta. — zaprotestowała gdy dziad chciał zabrać okrycie. Munro pozwoliła na ten gest dżentelmeństwa i wzięła jedną blachę, którą przekazała Rosie szepczącej coś na ucho dziadkowi.
— Upiekłam sernik i jabłecznik, Hubert twierdzi, że to twoje ulubione. — przemówiła życzliwie do wątłej gąski. Spojrzała na Emilkę i kiwnęła na salon. Przywitać się mogła. Przeszli do kolejnego pomieszczenia gdzie wzrok Rose spoczął na Rudolfie.
— Dobry wieczór. — przywitała się, a jeśli blondyn pofatygowałby się do bliższego kontaktu, przedstawiłaby się i uścisnęła rękę. Kolejnym osobnikiem w pokoju był czarnowłosy chłopak.
— Charlie?! — wyrwało się Emilce, której różowawe usta wygięły się w zdziwione "o". — Ojeju, nie sądziłam, że się jeszcze spotkamy! Co u Artema? Zamilkł jakoś. — zbliżyła się w stronę Bucketa, szczerząc zęby. Oczy zrobiły się skośne. — Dobry wieczór. — dodała widząc, że w pokoju jest nie tylko poznany w klubie nocnym Karol. — Czy możemy zamienić słówko? — spojrzała wyczekująco na mechanika. Najwyraźniej chciała coś powiedzieć mu w cztery oczy. Kobieta dziada podpatrywała to na niego, to na Rosę i najwyraźniej nie wiedziała gdzie może usiąść i czy w ogóle!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Nie Mar 11 2018, 00:05;

2!

Charles również z bezsilnością musiał przyznać, że kompletnie nie nadążał za tym, co też zaczęło rozgrywać się na kolacji u Pankhurstów. Głupim i naiwnym by się okazał, gdyby choć przez myśl mu przeszło, że dzisiejszy wieczór przebiegnie cicho i spokojnie, ale to? Na to nikt go nie przygotował. Wszelkie inwektywy starego Huberta skierowane w jego stronę, różyczkowe krzepiące poklepywanie go po udzie przez cały wieczór, aż któregoś razu jej dłoń powędrowałaby stanowczo za wysoko, co spowodowałoby kolejną niezręczną sytuację, czy nawet ostatecznie biegunka, którą sprezentowałyby mu jego własne, spracowane od nadmiaru hormonów nadnercza nie były tym, co ostatecznie pozbawiło go dziś rezonu. Z początku nie dosłyszał, bo i mało to po świecie chodzi dziewcząt obdarzonych tak delikatnym, dziewczęcym głosem? Zresztą, czy kiedykolwiek słyszał ją przemawiającą aż tak cicho? Z nocnych klubów wszak wychodziło się już połowicznie głuchym. Nie rozpoznał Emilki po głosie, skonfundowaną Rosę zaś rozpoznał bez problemu. Odsunął nawet krzesło i odszedł z zajmowanego przez siebie miejsca.
- Z brodą miałby chociaż miękkie lądowanie - odparł półgłosem na żarcik Rudolpha, odrobinę nerwowo zresztą. Jelita bowiem umyśliły sobie akurat w tej chwili zatańczyć wesoło, aż Karol odruchowo, przez ścianę brzucha usiłował powstrzymać je przed wypełznięciem, jak jakieś obrzydliwe stado robali. Fizycznie wręcz czuł, jak skręcają się i paradoksalnie wolałby to od nieco innej niespodzianki. Skrzywiony wyraz twarzy był więc tym, czym Karol przywitał nowo przybyłe niewiasty. Zamierzał się oczywiście zrehabilitować, w końcu obiecał Rosie, że będzie gotowy na wszystko! Zamierzał więc się przynajmniej postarać.
- Dobry wie... - Zaczął, połowę zdania jednak przerwało donośne Charlie. Wtedy też znów, jak przystało na Bucketa, zamarł z głupią miną zerkając to na Emilkę, to na jej matkę, to na Rosę, za to za wszelką cenę omijając srogie spojrzenie starego Huberta. Ostatecznie spoczęło ono na Rudolphie, ostoi spokoju na tej zwariowanej kolacji, z której Ethel przytomnie wymiksowała się pod pretekstem pilnego telefonu. Że też ja na ta nie wpadłem - skarcił Bucket sam siebie, omijając stolik. Minę w tej chwili miał podobną tej, jaką przybrała na jego widok Emilka.
- Eeemmm... - Zaczął elokwentnie, jeszcze raz posyłając spojrzenie pannie Pankhurst - przepraszmnachwile - mruknął niezrozumiale i zniknął w przedpokoju z Emilką. Tam oczywiście, z tym samym głupim wyrazem twarzy, czekał na wyjaśnienia. Co niezwykłe, nie rzucił się na szyję starej koleżance! Wyglądał wręcz jak przyłapany na jakimś bezeceństwie.

_________________
Jestem piękny.
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Mar 22 2018, 17:07;

Odwiesił płacz Rose i machnął ręką na podszepty Rosiczki. Co nie mają, co nie mają? Zdawała się mówić skrzywiona mina dziada. Jak nie mają, to się zaraz wywali Bucketa, Hefertha i tą całą lekarkę.
Tego też nie powiedział, ale Rosa mogła się domyślać co też jej dziadek może sobie myśleć. Zgadzał się na zapraszanie całej trójki? Nie zgadzał! A nie marudził! No dobra, marudził.
Jak przystało na dżentelmena (!), przepuścił przybyłe kobiety przodem i złapał wnuczkę za łokieć.
- Zaprosiłem je. Przynieś talerze, przestań mnie denerwować.
Mruknął pod nosem i zaraz dokuśtykał do Rose, obok której stanął i spojrzał na Rudolfa. Machnął ręką, pokazując mu, że ma się ruszyć i łypnął na Karola podejrzliwie.
Jakim cudem znał się z córką pani Munro?
- Zrób miejsce, Heferth! Pomóż Rosie! Krzesło sobie z góry znieś.
Rozkazał jak przystało na pana i władcę tej chałupy. Nieśmiało spojrzał na Rose i dotknął jej pleców, wskazując miejsce Karola. A co się będzie. Dwóch typów wysiuda z krzeseł obok siebie.
- Usiądź, Rose.
Do kobiety zwrócił się łagodnie i z lekkim uśmiechem, niewidocznym na jego ustach od ponad dwudziestu lat! Jak nie dłużej, bo sam nie pamiętał i nie doliczyłby się. Pamięć już nie ta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sro Mar 28 2018, 21:05;

Tak naprawdę Ethel aż tak długo nie rozmawiała. Rzeczywiście telefon zadzwonił, lecz była to krótka sprawa i kobieta szybko się rozłączyła. Nie wróciła jednak do pomieszczenia. Wciaż markowała romowę. Wysłała tylko Hefertjowi smsa: "Frajer!". Do pokoju gościnnego, gdzie odbywała się kolacja, powróciła dopiero zwabiona zamieszaniem spowodowanym przybyciem nowych osób.
- Dobry wieczór. - przywitała się z pięknym uśmiechem. - Jestem Ethel. - przedstawiła się uprzejmie.
Równie czarujące szczerzenie zębów posłała Heferthowi. Po słowach Huberta już wiedziała, że to dopiero teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. Trochę było jej tylko szkoda Rosy, która przecież chciała, by wszystko wypadło w miarę w porządku, a tutaj sypało się już w przedbiegach. Krzesło Ethel pewnie też było zagrożone, bo przecież nowi goście przybyli w liczbie dwóch.
- Zaraz tu wszystko ogarniemy. - powiedziała pogodnie, nauczona, że przy Hubercie nie warto się denerwowac. - Rudi. - rzuciła mężczyźnie porozumiewawcze spojrzenie. - Pomogę ci z tymi krzesłami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Mar 29 2018, 00:53;

Cały czas nie rozumiała co właściwie się stało.
- Jak zaprosiłem, jak zaprosiłem? Kto to jest? - zdążyła zapytać nim Rose wcisnęła jej w ręce blachę z ciastami. Nie przepadała za szarlotką inną, niż można było dostać w jednej z kawiarni w centrum. Sernika w ogóle nie lubiła chyba, że był z paczki. Zamrugała oczami uśmiechając się niepewnie. Nie wiedziała co ma powiedzieć! Idąc za dziadkiem zobaczyła, jak ten wskazuje kobiecie miejsce, które zajmował Charles. Miał nawet nałożone jedzenie na talerz, przecież było widać, że zajęte!
Bez słowa zaniosła blachę do kuchni, żeby pokroić ciasta. Wewnętrznie aż nią zatrzęsło ze złości, że dziadek mógł jej zrobić coś takiego. Uprzedzała go już dawno, tyle czasu wiedział o kolacji. I nic jej nie powiedział o żadnej babie i jej wnuczce? Czy tam córce! Poczuła, że robi jej się strasznie, ale to strasznie przykro. Ona przecież powiedziała dziadkowi o Charlesie. Nie od razu, ale nie urządziła mu takiej sytuacji. Spojrzała na piekarnik i zorientowała się, że nie pamięta, o której wstawiła indyka. Zignorowała to jednak na rzecz wyjścia z kuchni z uniesioną głową. Niech Huber wie, że ją zranił!
- Niech te krzesła tu zostaną - zarządziła. - My z Charlesem usiądziemy tam - wskazała niewielką kanapę, przy równie niewielkim stoliku. - Zostańcie przy stole.
Zabrała z blatu talerz swój i Bucketa, wróciła się po sztućce i szklanki. Wszystko zaniosła na mały, telewizyjny stoliczek w kącie pomieszczenia. Przyniosła też dwa nowe talerze dla gości dziadka. Ten dla Rose ustawiła przy Hubercie, drugi obok. Na miejscu, które sama chwilę temu zajmowała. Starała się jakoś zamaskować ogarniającą ją złość i rozczarowanie. Przybyła kobieta wyglądała na taką, co nie ma pojęcia o tym, że Rosa nic nie wie. To nie była jej wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Mar 29 2018, 17:41;

Nie wiem czy ta broda by mu pomogła, ale nie wyglądałby przynajmniej tak zabawnie — skomentował Rudolph, który spojrzał na Charlesa, gdy temu symfonia w brzuchu zaczęła grać. Udał, że nie usłyszał. Taki z niego był poczciwy człowiek, który od czasu do czasu potrafił być kulturalny. Nie można było narzekać.
Jadł na spokojnie, nie interesując się szczególnie towarzystwem przebywającym w tamtym momencie na korytarzu. Całe szczęście, że skończył podjadać, gdy kolejni goście weszli już do salonu czy jadalni, w której wszyscy zostali posadzeni.
Dobry wieczór — przywitał się, dodając naprędce: — Rudolph.
Wtedy też dziad zaczął go gonić. Zapewne gdyby nie chęć wywarcia dobrego wrażenia na koleżance z brydża i jej wnuczce to dziad już dawno protezą potraktowałby czerep właściciela kasyna. Zgoniony ze swojego miejsca, westchnął pod nosem i kiwnął do Ethel, gdy zaoferowała pomoc z przyniesieniem krzeseł. Dźwignął się na proste nogi, poprawił rękawy koszuli, którą miał na sobie. Niewiele zdążyli zrobić, kiedy Rosa wyszła z propozycją zmiany miejsca.
Daj spokój, Rosa — odezwał się. — Przyniesiemy krzesła i usiądziecie przy stole — mówił to, nie wyrywając dziewczynie z rąk naczyń czy sztućców. Jeszcze tego brakowało, aby pojawiła się przepychanka między nimi, efektem czego byłoby żarcie na ubraniu, podłodze, a może i pozostałych gościach! — To nie jest koniec świata. Potem najwyżej puścimy muzykę, zabierzemy jedno krzesło i będzie wyścig o to, kto wyląduje na podłodze — zażartował, nie myśląc o tym, że to nienajlepszy moment na bycie lekkoduchem. Ważne, że chciał dobrze.
Rudi zwrócił się do Ethel, dając jej znać, że mogą ruszyć na poszukiwania dodatkowych krzeseł, o których wspomniał Dziad.
Nie sądziłem, że Hubert kogoś poznał. Bo co, podryw na pukawkę, protezę czy w trakcie badań na ciśnienie porozmawiali o służbie zdrowia? — zagadał, zniżając swój głos, aby lekarka słyszała.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Wto Kwi 10 2018, 00:30;

Dla Karola

Emilka wygląda na niepocieszoną zachowaniem Charlesa.
— Nie mów, że nie pamiętasz naszej wspólnej nocy. Ty, Artem, Dżesika i ja! — prychnęła obruszona typowo samczym zachowaniem. Nachlać się to jeden z drugim potrafił, ale z pamięcią to już gorzej.
— Nowy Jork, późne godziny nocne, klub Figo Fago na Avenue 23? — grube jak gąsienice brwi poruszyły się niebezpiecznie. Z każdym zaprzeczeniem Bucket na pewno pogorszy swoją sytuację.
— Wylałeś na mnie swoje martini. Chciałeś je zlizać z mojego dekoltu ale na szczęście Artem znalazł ci inne zajęcie. — kontynuowała z nadzieją, że Charles w końcu dozna oświecenia. — Bożeee, weź wyświadcz światu przysługę i nie pij. — fuknęła, klepnęła go nawet w pierś po czym odwróciła się w stronę salonu. Upewniła się, że z mamą wszystko w porządku. Zerknęła na chudą szczapę pod którą kryła się Rosa po czym grzecznie się pożegnała przypominając Rose o której ją odbierze.

Wszyscy

Rose była doświadczoną kobietą. Pochowała dwóch mężów, miała trzy córki, które po części samodzielnie wychowywała. Ciężko pracowała, rozwijała się i prowadziła dom. Charakter Huberta w żaden sposób jej nie zniechęcał ponieważ znaleźli wspólny język. Potrafiła wpłynąć na jego zachowanie. Roztaczała wokół siebie urok, który kojarzył się z ciepłem i niedzielnymi obiadkami. Przywitała się z Ethel, Rudolphem lecz zaraz poczuła się zagubiona, a wszystko to przez awanturę o krzesła. Zamierzała rozmówić się z Bertiem na osobności i zganić za brak taktu. Nie mówił nic o tym, że na obiedzie będą inne osoby niż on z wnuczką. Rozejrzała się za Emilką, która sztorcowała Charlesa.
Hollingsworth i Heferth znaleźli jedynie dwa taboreciki z czego jeden kiwał się przy nieostrożnych ruchach. Ostatecznie wszystkim udało się zasiąść do stołu oraz rozpocząć kolację. Rose nakładała sobie niewiele, skupiając się głównie na napoju.
— Czym się zajmujesz Ethel? — zagadnęła brunetkę, którą miała najbliżej. Zdawało się jej iż lepiej będzie dać Hubertowi załagodzić sytuacje z niezadowoloną wnuczką. — Oboje jesteście z Rode? — zwróciła się do Hefertha.
Ot, kurtuazyjna pogawędka przy kolacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Nie Kwi 22 2018, 21:59;

Sytuacja przy stole u Pankhurstów rozwijała się na tyle dynamicznie, że Charles siłą rzeczy musiał poświęcić komfort bycia na bieżąco z całym tym szaleństwem na rzecz płynięcia z prądem i modlenia się by to, co porywa go ze sobą okazało się bardziej czystą, źródlaną wodą, niż lekko capiącym szambem. Emilka paradoksalnie pomogła mu złapać kilka głębokich wdechów. W pewien metaforyczny sposób wyłowiła go wręcz. Właśnie z tego szamba.
- Eeee... no. - Skomentował jej monolog, zaraz po chwili dodając - sory.
Przepracowane na kilkudziesięciu kobietach szczenięce spojrzenie tylko dopełniło obrazu skruszonego Bucketa, którego stopy siłą woli skręcały z powrotem w oko cyklonu, gdzie dziad i jego miejsce przy stole, które nagle przestało być jego. Pozostało mu tylko mieć nadzieję, że Emilka nie wyczuje sytuacji i nie zapragnie w jakiś sposób zemścić się za jego nietaktowne zachowanie w klubie. Na przykład szepcząc o tym słówko, bądź dwa, do Rosy.
Tylko i wyłącznie dlatego odetchnął z ulgą, gdy obwieściła swoje wyjście. Przedstawił się szybko nowej kobiecie Huberta zorientowany słusznie, że jest przynajmniej odrobinę mniej marudna od szanownego gospodarza. To dawało pewną nadzieję na ugłaskanie zrzędy. Nawet karolowy brzuch przez chwilę przestał dawać o sobie znać! Można było więc odnieść przez chwilę wrażenie, że wszystko jakoś się ułoży.
- Spoko, usiądę sobie tutaj - zreflektował się przytomnie, chwytając którykolwiek z taboretów, na wszelki wypadek czekając uprzejmie, aż najpierw usiądzie Rosa. Ewentualną uwagę od dziada zagryzłby w ustach jak Pies podgryzał kiedyś jego kable od prostownika. Gdzieś pod stolikiem poszukał rosiczkowej dłoni.

_________________
Jestem piękny.
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Pon Kwi 23 2018, 16:18;

Spojrzał na wnuczkę i ściągnął krzaczaste brwi, poruszając zamkniętymi ustami, jakby walczył teraz z wypowiedzeniem słów, których nigdy sobie nie żałował. Gdyby miał kule, to trzasnąłby jedną w podłogę ze złości. Patrząc jak każdy robi co zechce, zaczął się wkurzać coraz bardziej. Rosa z fochem ucieka pod okno, Karol wierci się jakby go do kibla goniło, Heferth z doktorką spiskowali pod jego dachem.
No i nie wytrzymał! Trzasnął pomarszczoną łapą w stół, aż zastawa zadźwięczała a widelec podskoczył w miejscu. Był panem domu czy nie był, do jasnej cholerki? Chciał zapytać.
- Wszyscy siedzą przy stole!
Podniósł głos i popatrzył na Rosiczkę. Już on sobie z nią porozmawia na osobności. Jeśli ktokolwiek jeszcze chciał urządzić sobie samowolkę, Hubert spiorunował go spojrzeniem i nie usiadł, póki towarzystwo nie zajęło miejsce jak przystało.
Gdy w końcu mógł usiąść, odetchnął głęboko i z kieszeni wyciągnął chustkę, którą otarł czoło. Przeklęta proteza zbyt dużo wysiłku go kosztowała.
- Smacznego.
Mruknął gburowato, ale grunt, że życzenie wypowiedział. Starał się! Złapał za szklankę i napił się cokolwiek tam akurat było. Nerwowo zaczął szperać po kieszeniach, czując potrzebę sięgnięcia po fajeczkę. Ależ by zapalił! Ale sam, bo Rose kręciła nosem. Jedna i druga, zawzięta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sro Kwi 25 2018, 00:48;

Wcale a wcale Rosie nie podobała się kwaśna mina dziadka. Nie pozostała mu też dłużna, ściągnęła groźnie swoje gęste brwi; i patrz, coś narobił! Trzeba było mnie uprzedzić! mówiło jej rozgniewane spojrzenie. Uprzedzić, że w ogóle z kimś romansuje! Dodatkowo swoje zrobiły spojrzenia Emilki, które Rosa odebrała jako pogardliwe. Pewnie myślała, że Charlie znalazł sobie kolejną kochanicę, tym razem w Rode. O to z resztą pożarła się z Bucketem tuż przed sylwestrem. Dostała okres i nawarczała na mechanika, on też nie pozostał dłużny i cały dzień siedzieli nabzdyczeni na siebie na jednej kanapie próbując przekupić Psa, by zwierzak był po ich stronie. Zapomnieli przez to o popołudniowym spacerze i Pies się zsikał na środku pokoju, co wywołało kolejną kłótnię o to, czyja to wina. Koniec końców Rosa wygrała, ponieważ rozpłakała się z powodu braku czekoladowych batoników w kuchennej szafce i poczucia ogólnego niezrozumienia ze strony świata.
Usiadła przy stole na podstawionym krześle posyłając dziadkowi rozzłoszczone spojrzenia. To był jej obiad! Zerknęła przepraszająco na Ethel i Rudolpha i uścisnęła dłoń Bucketa. Mógł wyczuć jej złość.
Obiadokolacja trwała dalej, kiedy w końcu do ich nozdrzy doszedł dym. Nie tylko zapachowo, ale pojawił się też wizualnie.
- O kurwa, mój indyk! - krzyknęła Rosa nawet nie myśląc o tym, że w towarzystwie nie wypada przeklinać, szczególnie przy takiej okazji. Złapała się za głowę, wstała zamaszyście i pobiegła do kuchni. Zapomniała nastawić czas pieczenia, a potem zupełnie zapomniała o kuraku. Otworzyła piekarnik i buchnął na nią kolejny kłąb gorącego dymu, aż odskoczyła. - Nie, nie, nie... tylko nie to...! - z wierzchu był cały spalony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sob Kwi 28 2018, 01:50;

Heferth nawet nie wiedział, co mówić i jak reagować. Znaczy, wiedział może i doskonale, co mógłby powiedzieć, ale też był świadomy tego, że lepiej ugryźć się w język niż dolać oliwy do ognia. To było niepotrzebne, stwierdził podczas obserwacji pozostałych gości i gospodarzy, którzy chyba sami nie mieli pojęcia jak odreagować chwilowe napięcie.
Poprawił w milczeniu mankiety swojej koszuli i mrugnął w stronę Rosy, gdy ta posłała mu przepraszające spojrzenie. Nie miał za złe. Był najwyżej skołowany. Tym bardziej, kiedy z uszu Dziada uszło trochę dymu, a huk po stuknięciu w stół (?) jeszcze przez chwilę rozbrzmiewał w uszach Rudolpha.
Ja tak, Ethel nie — odpowiedział towarzyszce Huberta z lekkim uśmiechem. — Znaczy, ja stuprocentowo jestem stąd, ale Ethel — zmarszczył nos i spojrzał na przyjaciółkę. Dość krytycznie, jakoby zastanawiał się nad wystawieniem opinii. Trwało to chwilę. — Tak w osiemdziesięciu pięciu procentach stąd — napomknął, dodając do tego żartobliwy ton. Na ewentualny kuksaniec, który mógłby otrzymać od lekarki, parsknąłby. Albo zacząłby się bronić i asekuracyjnie odsunąłby się od kobiety.
A pani? — podjął na nowo. Uznał, że faktycznie jakaś niezobowiązująca rozmowa przynajmniej w jakimś stopniu pozwoli na to, aby napięcie w pomieszczeniu zależało. Choćby odrobinę.
Paniczny wyskok Pankhurstówny chwilowo zwrócił uwagę Hefertha, który zerknął na Charlesa i kiwnięciem głowy wskazał na kuchnię. Głupio byłoby przerwać rozmowę, skoro ta dopiero się zaczęła.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Nie Kwi 29 2018, 00:59;

Para z którą rozmawiała wydała się jej bardzo sympatyczna. Lubiła młodych, głównie za ich pełnię życia. Nigdy nie narzekała na problem z dogadywaniem się z młodszymi od siebie, nawet jeśli były to dwa, trzy pokolenia wstecz. Założyła siwe pasmo za ucho, zauważyć można było elegancki lecz skromny kolczyk z niewielkim, rubinowym oczkiem.
Na zadbanych dłoniach znajdował się tylko jeden pierścionek, a właściwie obrączka. Kolejna rzecz, która mogła zainteresować wnikliwego obserwatora. Uśmiechnęła się sympatycznie do Rudolpha.
— Nie, nie. Mieszkam niedaleko Filadelfii. — zaprzeczyła, potrząsając lekko głową. — W Rode jestem tylko i wyłącznie gdy pracuję w tutejszym szpitalu. Kilka godzin. — machnęła dłonią, wskazując że to tak właściwie nic istotnego. W gestach kobiety była naturalność oraz serdeczność. Pielęgniarka taka jak ona musiała być prawdziwym skarbem dla pacjentów. Drgnęła nieco wystraszona, kładąc dłoń między piersiami gdy Rosa pobiegła do kuchni krzycząc o indyku. Ciężko było ocenić czy zaszokował ją język dziewczyny. Spojrzała na Huberta. Ich również czekała poważna rozmowa. Miała jednak więcej taktu niż wszyscy zebrani w tym pomieszczeniu.
— Może z nią porozmawiaj. — zniżyła głos, pochylając się w stronę dziada. Może lepiej jak wytłumaczą to sobie teraz niż przez resztę wieczoru siedzieć jak przy zaparciu. Odchrząknęła.
— Proszę wybaczyć mi ciekawość, ale czym się pan zajmuje? — zapytała Hefertha. Miał prostoduszny wyraz twarzy, a z niebieskich oczu ziało prostolinijnością więc grzechem było nie kontynuować. Była ciekawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Nie Kwi 29 2018, 11:52;

Zignorowany? Zignorowany! A powiedział smacznego! Siedząc jak na szpilkach, popatrzył na Bucketa, wpatrzonego w Rosiczkę. Mieli go za idiotę? Dobrze widział te dłonie schowane pod stołem. Znaczące spojrzenie wnuczki, skierowane na tego cholernego przybłędę.
Pijąc wodę coraz bardziej nerwowo, przysłuchiwał się rozmowie Rosy z Heferthem i Hollingsworth. Rozmowie Rosy. Zaciskał zęby, czując się odsunięty na bok. A miało być zupełnie inaczej. Popatrzył na Rosę i Karola. Blondaska i doktorkę. Rosa miała być jego parą!
Czując się zdradzony, odstawił szklankę i wtedy wnuczka wystrzeliła jak z procy. Popatrzył za nią, mając już gdzieś indyka. Miał nadzieję, że się spalił na wiór.
Zerknął na pielęgniarkę, zwracającą mu uwagę i wracającą do rozmowy z Heferthem. Aż nim zatrzęsło ze złości.
- Mam tego dość! - Wstał, opierając się na stole i przewracając krzesło. Durna kolacja wyłaziła mu już uszami! A starał się. Starał, do cholery. Przesuwając krzesło nogą, by móc przejść, ruszył do tej kuchni. Do Rosy. Wlazł do kuchni. Podszedł do wnuczki. Złapał za ścierkę. Wyciągnął ręce po tego indyka. Złapał za brytfanę i pociągnął ją w swoją stronę. Tak niefortunnie, aż dotknął skórą gorącej ścianki i klnąc pod nosem na cały świat, puścił naczynie prosto na podłogę.
Łapiąc się za oparzenie, zasyczał wściekle.
- Koniec! - Wrzasnął, nie patrząc na nikogo. Cofnął się i ruszył do swojego pokoju, przeklinając nad oparzeniem. Nie pozwalając się dotknąć, zniknął z oczu wszystkich i trzasnął drzwiami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Maj 03 2018, 14:26;

- Może zanim stał się zgorzkniałym problematycznym dziadem był całkiem przystępnym człowiekiem. - szepnęła ze śmiechem. - Jak ty. - dała Rudolphowi lekkiego kuksańca w ramię.
Za wiele nie znaleźli, ale dwa taborety pozwoliły wszystkim usiąść przy stole. Zwłaszcza, że Hubert dobitnie sobie tego życzył, co pokazał gwałtownym gestem i podniesionym głosem. Usiedli zatem. Rudolph z pewnością odstąpił Ethel krzesło, sam zaś usiadł na stołku. Pewnie na tym o wątpliwej stabilności. (hehe)
- Mniej więcej. - zaśmiała się słodko, bo przecież najgorzej było się złościć w tym całym chaosie. Poza tym żarty Hefertha zawsze wprawiały ją w dobry humor. - Urodziłam się w Anglii. - wyjaśniła. - Moi rodzic przeprowadzili się do Rode, gdy miałam cztery lata. Potem odpowiedziała na pytanie kierowane do niej.
- Jestem lekarzem. - odparła uprzejmie, nie chcąc wchodzić w szczegóły. Nie miała ochoty się chwalić, że od roku nie działa w obrębie swojej specjalności. W dodatku tylko na pół etatu. Postarała się nie skrzywić, gdy kobieta poinformowała, że od czasu do czasu pracuje w szpitalu. Zastanawiała się dlaczego jej nie kojarzy. W każdym razie Rose na pewno słyszała jakieś plotki o Hollingsowrth. Świetnie.
Chciała się zerwać, by pobiec do Rosy, ale Huberth ją uprzedził. Dopiero gdy naczynie trzasnęło o podłogę, Ethel zerwała się z krzesła, by zobaczyć co się stało. Mniej obchodził ją Hubert, bardziej jego wnuczka. Lekarka popatrzyła na pobojowisko z kurczaka. Gdyby wiedziała, że dziad się poparzył pewnie chciałaby mu udzielić pierwszej pomocy. Nawet gdyby znowu chciał ją zastrzelić.
- Trudno. Na pewno był pyszny. - powiedziała po prostu i zaczęła sprzątać. - Nie ma co dramatyzować. - chciała opanować sytuacje i przejść z tym do porządku dziennego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Maj 03 2018, 22:08;

Zapach spalonego mięsa faszerowanego jabłkami czuć było już w całym domu. Rosa dobrze wiedziała, że to może się nie udać ale nie przypuszczała, że nie uda się aż tak bardzo. Chciała sięgnąć po kuchenne rękawice, ale najpierw doskoczyła do okna, które otworzyła by wywietrzyć kuchnię. Hubert był szybszy. Ba, okazywało się, że gdy Dziad chciał, to potrafił.
- Uważaj, bo się...! - nie zdołała dokończyć kiedy stary Pankhurst upuścił gorącą brytfankę, która z hukiem spadła na podłogę roztrzaskując się. Kawałki szkła zmieszały się z przypaloną resztką sosu i indykiem, który też się rozkraczył. Całe kafelki był zachlapane, jak nie w sosie, to w popalonych resztkach skórki mięsa, cebuli i czegokolwiek.
Stała Rosa tak bez słowa spoglądając na dziadka, na podłogę, to znowu na dziadka. Przecież to była kompletna katastrofa! Choć niezaprzeczalnie gorzej by było, gdyby razem z indykiem spłonęła kuchnia.
Hubert huknął aż podskoczyła. Kiedy wyszedł ukryła twarz w dłoniach i wybuchła głośnym płaczem. Wszystko poszło nie tak! To miał być miły wieczór spędzony w rodzinnym gronie. Mieli zjeść, porozmawiać i wspólnie pożartować. Jak dziadek mógł zachować się tak paskudnie? Łkała tak głośno, że nawet nie słyszała co powiedziała Ethel, a przecież powiedziała coś strasznie kochanego. Niestety, Rosa zaczęła dramatyzować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Czw Maj 17 2018, 22:48;

Rudolph nie skomentował żarciku przyjaciółki, która sugerowała mu, że być może za paręnaście lat on sam będzie zachowywał się jak dziad. Spojrzał jedynie na Ethel, która mogła być pewna, że ze względu na okoliczności, Heferth zrezygnował z dolania oliwy do ognia. Takie poświęcenie, takie dobre serce!

Zerknął na Ethel, gdy niezapowiedziany gość wspomniał o pracy w szpitalu. Sam nie był rozeznany w personelu zajmującym się służbą zdrowia, a i też niewiele uwagi temu poświęcał. Zachowywał się na tyle nieodpowiedzialnie i idiotycznie, że jeśli nie był umierający to niespecjalnie spieszyło mu się do tego, aby zawitać w szpitalu. Miał jeszcze czas, a losu nie chciał kusić. W takie zabobony wierzył, ot co.
Uwagę od razu przeniósł na dziada, który się obruszył. Walnięcie w blat stołu, burkliwy ton… Co prawda, nie było to niczym nowym w wykonaniu dziada, ale dziwiło o tyle Rudolpha, że w końcu Hubert miał gościa!
Zerknął niepewnie na mężczyznę, potem na Rose, a potem na Ethel wyrywającą się do kuchni. Nawet nie zdążył dobrze odetchnąć, a zaraz i dziad poszedł w swoją stronę, Charles zawiesił się.
Wesoło — podsumował cicho. Po wyrazie twarzy Rudolpha  trudno było powiedzieć czy jest zły, czy rozbawiony, czy skołowany. A może nawet poczuł się nieco zażenowany, bo był jedynym, który zachowywał się przyzwoicie (Ethel, oczywiście też, no ale - egocentryzm)?
Jestem właścicielem kasyna, ale aktualnie zastanawiam się czy nie wykupię jednej z firm i nie wrócę do budownictwa — odpowiedział Rudi, wracając do zadanego przez kobietę pytania. — Niby bardziej wykończeniówka, ale… — nie dokończył i wzruszył ramieniem.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Pią Maj 18 2018, 00:08;

Rose nie spodziewała się, że gorsi od dzieci mogą być tylko dorośli i to na tyle, aby popsuć innym wspólny posiłek. Tego wieczoru nie rozumiała bardzo wielu rzeczy, zachowań lecz usiłowała to sobie wytłumaczyć zdenerwowaniem Huberta. W końcu Rosa ani reszta gości nie miała zielonego pojęcia o jej istnieniu, a co dopiero o pojawieniu się na uroczystej kolacji. Czuła się jak intruz, a mina Karola, zdradzająca spore zatwardzenie w niczym nie pomagała. Dlatego skupiała się na sympatycznej parze przed sobą. Wkrótce i to zostało zakłócone przez gwałtowne zachowanie seniora domu. Upuściła widelec na talerzyk i odprowadziła mężczyznę wzrokiem. Współczuła Rosie, która przypominała jej środkową córkę, Liliankę. Też to było takie wrażliwe, chuchereczko takie!
— To kasyno na południu Rode? — możliwe, że się pomyliła i było na północy. — Nie sądziłam, że funkcjonuje. Z zewnątrz wygląda trochę na... Na wymagające odświeżenia. — uśmiechnęła się na tyle sympatycznie, aby blond egocentryk się nie uniósł honorem. — Na fachowców jest teraz spore zapotrzebowanie. W samym moim mieście znalazłbyś z dziesięć domów do odnowienia. — dodała — Jeden z moich zięciów prowadzi firmę budowlaną. Skupia się jednak  na hurtowni wszystkich tych surowców i takich tam... — machnęła dłonią, kolejny raz nadając rozmowie lekkiego tonu. Do uszu osób przy stole dobiegły głosy Ethel i Rosy, trzask drzwi do sypialni dziada był słyszalny już dawno.
— Myślę, że lepiej będzie jak już się ulotnię. Zajrzę tylko jeszcze do Huberta. Rudolphie, czy mógłbyś mnie podrzucić pod jakiś hotel albo do domu? Czułabym się zobowiązana. — uśmiechnęła się przepraszająco i patrzyła na Heferha niepewnie. Bez względu na odpowiedź wstała od stołu i udała się wprost do pokoju w którym przebywał Pankhurst.

Zapukała delikatnie i weszła do środka, zamykając za sobą drzwi.
— Hubercie. Przyszłam tylko powiedzieć, że wychodzę. Jest mi przykro z powodu dzisiejszej kolacji i tego... — aż zabrakło jej słów więc tylko westchnęła. — Wszystko w porządku? — podeszła bliżej, jednak nie obłapiała go i nie truła. Ot, sam musiał chcieć do niej przyjść i rozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Sro Maj 23 2018, 15:23;

Dziad stał nad stoliczkiem pod oknem, odwrócony tyłem do drzwi. Ale gdy te zaskrzypiały i się otworzyły, poczuł panikę z powodu przyłapania na niecnym czynie. Odwrócił się gwałtownie na słowa Rose i łokciem strącił wazon, z którego chwilę wcześniej wywalił bukiet kwiatów o nieznanej mu nazwie.
Jakoś musiał sobie ulżyć w oparzeniu, więc całą wodę z wazonu wylał na skórę. Podłoga u jego stóp była mokra, tak samo jak część stoliczka.
- Ymmm tak... - Odpowiedział, wodząc wzrokiem po podłodze, póki Rose nie podeszła. - Przykro mi, że nie wyszło jak mogłaś się spodziewać. - Postukał zdrową dłonią w stoliczek i zaczął nią macać się po kieszeniach, w poszukiwaniu fajki. Gdy ponownie jej nie znalazł, rozejrzał po pokoju.
Było mu wstyd, że dał się ponieść złości przy swoim gościu. Miało być miło. Wiedział, że Rosiczka pewnie już płacze, ale wolał jej teraz zejść z oczu, bo pewnie jeszcze dostałby ścierą albo usłyszał jak wnuczka go nie cierpi. Wolałby już kolejny zawał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Pon Maj 28 2018, 20:20;

A Charles się zawiesił. I to jeszcze jak!
Od momentu posadzenia swojego krągłego tyłeczka na jednym z taboretów, cała sytuacja zaczynała go z prędkością lawiny... po prostu przerastać. Wiszące w powietrzu napięcie, groźne spojrzenie Huberta, pod którym dzielny Bucket skurczył się jeszcze bardziej, równie mocno, jak Hubert wyprowadzona z równowagi Różyczka, ściskająca pod stołem jego dłoń... oraz swobodna, kurtuazyjna rozmowa w tle dawały razem poczucie dziwnego odrealnienia.
...Choć niewykluczone, że brały w tym udział także odczucia z jego jelit.
Robił, co mógł, by wydusić z siebie choćby zwykłe dziękuję na uprzejme smacznego Huberta, język jednak utkwił mu głęboko w gardle.
Upił więc zamiast tego łyk kompotu i rozejrzał się po biesiadnikach raz jeszcze, kiedy rozległ się krzyk Pankhurstówny. Wypuścił jej dłoń ze swojej i wzrokiem podążył za przytłumionym przez paskudny nałóg zapachem, który zdecydowanie przez zbyt długi czas nie raczył mu jeszcze zwiastować nadchodzącej od strony kuchni katastrofy. Dopiero, gdy trzask naczynia doszedł do jego uszu, poderwał się z miejsca, jak oparzony. Wtedy też dane mu było poczuć, że stanowczo przeholował z tabletkami od Artema. Okrutny ból ściskający go w trzewiach, spotęgowany jeszcze przez nerwową atmosferę zatrzymał go w salonie jeszcze kilka cennych sekund. W progu minął się z Hubertem, ale nie jemu poświęcił najwięcej uwagi, a temu, co skryło twarz w dłoniach drżąc, jak obrażona osika. W momencie, gdy stary Pankhurst zniknął za drzwiami swojego pokoju, jak na zawołanie w Buckecie obudziła się złość. Stary przerażał go i irytował jednocześnie, w tej chwili zaś przeważył gniew. Burcząc klątwy pod nosem szybkim krokiem przemierzył długość kuchni i ukrył Różyczkę za swoim barczystym korpusem. Schował ją nawet przed Ethel, próbował gładzić po włosach. O ile mu na to pozwoliła.
- Ćśśśś... Chcesz wrócić do domu? - Zapytał cicho absolutnie nie sugerując, że dom ma gdzie indziej. A już na pewno po tym, co dziś się tutaj wydarzyło.

_________________
Jestem piękny.
[mru]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ Wto Cze 05 2018, 19:21;

Rudolph miał ten komfort, że mógł unikać szpitala właściwie bezkarnie, w końcu miał swojego prywatnego lekarza w postaci Ethel, a ta nie pozwoliłaby, by Hefertha spotkała jakakolwiek krzywda, choćby miała go doglądać w domu, przynosić leki i miauczeć wiecznie nad uchem, że jest nieodpowiedzialny. Na szczęście nie był im dane rozmawiać na ten temat teraz, bo pewnie doszłoby do zwyczajowej przyjacielskiej przepychanki. A może nie "na szczęście", ale "niestety"? Bo oto Roska zaczęła dramatyzować, co nadawało całej kolacji charakter iście dynastiowy.
Charles przyszedł z pomocą zaraz po wyjściu Huberta, co Ethel przyjęła nawet z ulgą. Chciał chronić Rosę, to dobrze, nic tak nie koiło, jak ramiona ukochanego mężczyzny. Mimo napiętej sytuacji lekarka nie mogła się do siebie nie uśmiechnąć. Urocze dzieciaki, choć warunki do miłości mają niekorzystne.
- Liczę, że się tym zajmiesz. - powiedziała cicho, klepiąc Bucketa lekko po ramieniu. Oddawała mu Rosę pod opiekę, lepiej, żeby tego nie sknocił.
Sama zaś wyszła do pokoju, by ujrzeć, jak impreza powoli dobiega końca. Wydawało się, że Rose chciała załagodzić sytuacje. To smutne, że tylko ona mogła tego dokonać, a dla wszystkich była przecież obca. Nawet wnuczka Pankhursta nie potrafiła dzisiaj uspokoić dziadka.
Ethel westchnęła i spojrzała na Rudolpha. Pokręciła głowę i podeszła do przyjaciela, by stanąć obok niego i wcisnąć się pod ramię. Jak siostra, oczywiście.
- Chyba już po wszystkim. A jestem pewna, że masz jeszcze w zanadrzu parę cudownych komentarzy, które imiliłyby nam ten wspaniały wieczór. - parsknęła śmiechem, bo naprawdę ponure miny na nic się tu zdadzą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   ♦ ;

Powrót do góry Go down

Grudzień w hrabstwie Pankhurst

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» GRUDZIEŃ 2014

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu