Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

Grudzień w hrabstwie Pankhurst

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

PisanieTemat: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Sro Sty 31 2018, 20:45

 
Grudzien w hrabstwie Pankhurst


KTO: Hubert Pankhurst, Rosa Pankhurst, Ethelyn Hollingsworth, Charles Bucket, Rudolph Heferth.
KIEDY: druga połowa grudnia
GDZIE: Rosa postanowiła wyprawić obiad, na który zaprosiła całą swoją przybraną, patchworkową rodzinę. Przed nią nie lada wyzwanie - pierwszy raz zdecydowała się zorganizować taką imprezę.





Rosa już od kilku dni chodziła poddenerwowana i któregoś razu oberwało się nawet Charlesowi. Ustawiała stół i krzesła tak, żeby nie przeszkadzały w swobodnym poruszaniu się, a nawet wyszorowała kafelki w łazience i kuchni. Dzień przed przyjęciem zrobiła większe zakupy, a wieczorem, nie mogąc zasnąć, przygotowała kukurydzianą sałatkę. Dziadek nie pomagał grymasząc przy kolacji. Następnego dnia już od rana była na nogach. Specjalnie wzięła wolne w pracy, żeby móc wszystko przygotować.
Stres zamienił się w ekscytację w momencie, w którym zaczęła obierać ziemniaki. Dziarsko łuskała drobnymi rączkami jeden za drugim nie bacząc na to, że może być ich za dużo. W końcu pyr nazbierał się cały gar, który zalała Rosa wodą i wstawiła na kuchenkę. Zapomniała, żeby je posolić. Spiker w radiu zapowiedział kolejną listę świątecznych przebojów kiedy nasza pannica brała się za marchewkę i groszek. Była w trakcie siekania marchewki, kiedy w garnku zaczęło wrzeć i kipieć.
- Fakenszit! - rzuciła więc wszystko, rozsypując nieco na podłogę, by ratować ziemniaki. Złapała za pokrywkę i... - Kurwa! - syknęła upuszczając ją. Zapomniała o ścierce czy innej rękawicy, przez co poparzyła sobie palce. Jeśli coś miało się podczas tej kolacji spartolić, to właśnie zaczynało to robić. Po godzinie zarówno ziemniaki jak i marchewka z groszkiem były gotowe. Przyszedł czas na indyka. Położyła kawał mięcha na blasze i popatrzyła zdając sobie sprawę z tego, że nie do końca pamięta przepis, który podsunęła jej Clementine pracująca w kuchni Kozy. Zerkając na zegarek złapała za telefon, żeby znaleźć coś w internecie. I znalazła, dziesiątki najróżniejszych przepisów na najlepszego indyka. Nieco zagubiona w setkach porad, sposobów pieczenia i doprawiania uznała, że to nie może być aż tak skomplikowana sztuka. Wyciągnęła przyprawy i wysmarowała nimi mięso. Już chciała je wsadzić do piekarnika kiedy przypomniała sobie, że indyka warto by było czymś nafaszerować. Pierwsze, co nasunęło jej się pod oczy były jabłka. Zapewne byłby to strzał w dziesiątkę gdyby nie sposób, w jaki postanowiła to zrobić. A trzeba jasno powiedzieć, że Rosa brzydziła się włożyć weń rękę. Jabłka i owszem, nieco podgrzała, doprawiła cynamonem i miodem, a następnie  z nieukrywanym obrzydzeniem zaczęła przekładać je w kuraka.
Gdy indyk się piekł w najlepsze, nadszedł czas na puree. Tym razem nie miała większych problemów z przygotowaniem, dziadek nie bardzo mógł gryźć, toteż często serwowała mu takie danie. Z brukselką poradziła sobie gorzej. Nigdy jej nie lubiła. W internetowych przepisach świątecznych zawsze się ta zielona kulka jednak przewijała. Gotowała ją Rosa na czuja, a następnie ułożyła na półmisku z nieco przypaloną bułką tartą, obok marchewki z groszkiem.
Wreszcie przygotowała stół. Ułożyła na starym meblu obrus, ustawiła wokół niego krzesła a na nim przygotowane przez siebie dania, talerze i sztućce. Z całą pewnością do udanych potraw należało zaliczyć placek z jabłkiem, który Pankhurstówna po prostu kupiła w sklepie. Czy dziadek był gotowy? Spojrzała na zegarek.
- A dziadek włoży koszulę co mu kupiłam ostatnio, co? - rzuciła przez ramię, żeby sprawdzić jak ma się indyk. Złapała za widelec i skubnęła odrobinę brukselki niemal od razu się krzywiąc - Jakie to gorzkie, do chuja pana! Ale to chyba ma tak być, co? - postanowiła jednak zaryzykować i posypała warzywa cukrem. Po całym domu roznosił się całkiem przyjemny zapach pieczeni, cynamonu i przypalonej bułki tartej.

(na stole: wielgachna micha puree, marchewka z groszkiem, brukselka w bułce tartej, kukurydziana sałatka, placek jabłkowy) STÓŁ WYGLĄDA TAK.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Sro Sty 31 2018, 21:27

A nie tylko jedna Rosa tego dnia chodziła jakby z deczka podminowana. Charles łatwo dał się ponieść panującym nastrojom i nie pozostał Rosie dłużny, kiedy raczyła wyładować na nim swoje frustracje. Wtedy też nieco się poprztykali. Powód znerwicowania obojga był niemal ten sam, a jednak nieco odmienny. Charles bowiem, choć oczywiście się do tego nie przyzna, regularnie od kilku dni odwiedzać wychodek musiał co najmniej dwa razy częściej. Organizm zapewne przygotowując się do strawienia pankhurstowego obiadu konfrontacji z Dziadem władował w Bucketa tyle hormonów stresu, że ten biedny aż wziął i się zesrał. Co jednym może wydawać się zabawne, było najlepszym podsumowaniem tego, jak Karol radował się perspektywą takiej rodzinnej kolacji. Dlatego uderzył do Artema po środki, spowalniające nieco te gnające dokądś jelita.
Zjawił się ubrany najlepiej, jak tylko było go stać. Choć w kościach wyczuwał już katastrofę, nie posłuchawszy głosu intuicji pod elegancką marynarką świecił świeżo wyprasowaną, białą koszulą. Z bukietem róż dla Różyczki i butelką alkoholu prewencyjnie opakowaną ozdobnym papierem od środka obłożonym folią bąbelkową przystanął przy drzwiach, by jeszcze nabrać kilka głębokich wdechów. Usilnie starał się nie przyglądać futrynie noszącej jeszcze znaki ich poprzednich harców. Tych z Hubertem, oczywiście.
Zapukał, hehe, trzy razy.
Pierwsza rzecz, jaka uderzyła go już od wejścia, był charakterystyczny zapach gotującej Rosy. Za dobrze wiedział, na co ją stać w tej dziedzinie i aż poluzował kołnierzyk koszuli. W szczelnym pojemniku ukrytym w plecaku schował przygotowaną w domu pieczeń z dziczyzny, którą dostał od Max. Awaryjnie, by wszyscy przypadkiem nie pomarli dziś wieczorem z głodu. Wtedy otworzyły się drzwi.
- No hej - rzucił Rosie nieco ciszej, niżeli wypadało. Nawet nie wiedział, czy Hubert życzy sobie, by łachudra się z nim witał! W ręce Pankhurstówny od razu trafiły kwiaty, a na policzek - lekki buziak. - Przyniosłem jeszcze pieczeń. - Dodał jeszcze ciszej. Wyraźnie coś Karola męczyło dziś od środka.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Sro Sty 31 2018, 21:43

A marudził! Tradycji miało się stać zadość? To proszę bardzo! Zdenerwowany nie mniej niż Rosa, dziad najpierw kilka dni próbował wnuczce wybić z głowy głupie kolacje - prośbą, groźbą, buntem w łykaniu tabletek, aż mając wszystkiego po owłosione dziury w nosie, trzasnął drzwiami swego pokoju. Koniec! Na żadną kolację dziad się nie pisał!
Głośno zapowiedział to wnuczce i jeszcze wczoraj wyglądało, że Hubert na dobre obraził się na cały świat i nie zamierza wyściubić nosa. Rano jeszcze nim kręcił, pykając fajeczkę dwa razy szybciej i częściej niż zazwyczaj. Unikając spotkania z wnuczką, mógłby zostać posądzony o kombinowanie. Rosa pewnie już dawno podejrzliwie łypnęłaby na niego wzrokiem, ale zbyt zajęta kafelkami i gotowaniem, nie wiedziała nic!
A dziad wiedział, nie powiedział.
W tajemnicy przed Roską, zaszył się w łazience z nożyczkami, golarką i przyborami toaletowymi, burząc ład, wniesiony przez wnuczkę. Czyste kafelki zostały zachlapane mydłem i pianką a na umywalkę i podłogę posypały się włosy. Nie mając zbyt wielkiego doświadczenia z higieną, dziad postarał się doprowadzić pysk i łepetynę do porządku. Nawet całkiem mu to wyszło. Nawet postarał się, zmieść bałagan za sobą, ale kilka kłaków na umywalce zostało i kilka wbiło się w dywanik pod nogami.
Trudno.
Rosa nic nie widziała, w tym samym czasie klnąc na indyka. Dziad zamknął się znowu w swym pokoju, nie zamierzając wpuścić dziewczyny, nawet gdyby groziła mu miesięczną dietę na soczkach, marchewce i hummusie.
Miał wyjść wcześniej. Przed głupim Karolem się pokazać. Zbyt długo jednak guzdrał się z protezą.
Gdy w końcu wylazł do przedpokoju, był zmieniony nie do poznania. Jak inny człowiek! W marynarce i nowej koszuli od Rosy, wygolony jak pupka bachora, stojąc bez kuli bo... z protezą! Ale mina pozostała mu ta sama. Ubiję cię Bucket.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Czw Lut 01 2018, 03:27

Lubił święta. Imię nawet zobowiązywało do tego. Nigdy nie miał nic przeciwko temu, aby spędzać czas ze swoją rodziną - prawdziwą czy dobraną przez los lub własne preferencje estetyczne (jakkolwiek by to nie zabrzmiało).
Rudolph miał też jedną tajemnicę. Nikt o tym nie wiedział. Możliwe, że on sam również nie miał pojęcia, że państwo Heferth, gdy zabawiali się w wigilijną noc to mieli inspirację do nazwania swojego syna po obejrzeniu Rudolfa Czerwononosego Renifera. Bądź co bądź, to wszystko by wyjaśniało, że dowcipny (wówczas dosłownie) pan Heferth i równie żartobliwa Heferthowa postanowią nazwać syna tak jak nazwali. Ot, nie ma to jak rodzina.
Po wymianie multum wiadomości tekstowych, w końcu umówił się z Rosą, dał jej poszukiwane przez nią ozdoby, a potem ustalił szczegóły rodzinnego spotkania.
Wiedział, że będzie doskonale.

Pod domem Pankhurstów był jeszcze przed czasem. Domyślał się jak to może się skończyć, więc liczył, że humor będzie wszystkim dopisywał.
Ubrany był odświętnie - pod czarnym płaszczem miał białą koszulę i ciemną marynarkę. O spodniach czy butach, skarpetkach i bieliźnie też nie zapomniał. Zarost miał nawet bardziej ogarnięty!

Do domu Rosy i Huberta wszedł jak do siebie; miał swój komplet kluczy. Miał nawet pakunki ze sobą; dwa zapakowane niczym prezenty, a dwa następne były pojemnikami na jedzenie, w których miał sałatkę.
Panie Pankhurst! — odezwał się, trafiając na Huberta w korytarzu. Nie był speszony. — Niby dużo czasu nie minęło od szpitala, ale widzę, że pan się zmienił diametralnie. Z nerwów trochę włosów poszło, ale za to lifting twarzy niesamowity — przywitał się, spodziewając się, że lada moment dostanie opierdol za bezczelność. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni raz.
Po przywitaniu się z panem domu, przywitał się również z Charlesem i Rosą, której dodatkowo dał wspomniane wyżej pojemniki z jedzeniem.
Nie wypada przychodzić z pustymi rękami.

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Sob Lut 03 2018, 16:30

Od momentu incydentu z Kandelem Ethelyn musiała się wykłócać z Raphaelem o każde samotne wyjście. Był gorszy niż matka. Ostatecznie Hollingsworth stawiała prawie zawsze na swoim, przy wprowadzeniu pewnych kompromisów. Tak, jak teraz. Bradford odwiózł lekarkę do Pankhurstów. Pewnie swoim samochodem, bo przecież nie podarowałby sobie obsikiwanie terenu. Tyle miał testosteronu. Niemniej jednak, zanim Ethel trzasnęła ze złością drzwiami, pocałowała mężczyznę. Potem wyciągnęła naczynia z potrawami, znajdujące się na tylnym siedzeniu. Zrobiła sałatkę z mięsem i żeberka w sosie na bazie wina. Nie to, że nie wierzyła w umiejętności kulnarne Rosy... No dobra, nie wierzyła. I choć trzymała za nią kciuki, to wolała mieć jednak jakąś alternatywę. Oczywiście osobiście zje to, co ugotowała Rosa. Po prostu nie miała pewności czy inni również postąpią tak heroicznie.
Ubrała się elegancko, ale neutralnie. Pod ciemnym płaszczem miala klasyczne ciemne spodnie i marynarkę. Nic, co mogłoby uwłaczać czemukolwiek. Trzymając naczynia w obu dłoniach, jedno na drugim, zapukała putem do drzwi. Zrobiła to na tyle łagodnie, by nikt nie podejrzewał nie używania dłoni.
Poczekała aż ktoś jej otworzy, po czym weszła do mieszkania z szerokim uśmiechem na ustach. Chociaż Pankhurst pewnie będzie chciał zatruć wszystkim wieczór, to jednak mogło to być również zabawne. Dla Ethelyn tak naprawdę nawet wielka awantura byłaby relaksująca. Proste, przyziemne sprawy często ratowały ludzi przed szaleństwem.
- Dobry wieczór. - przywitała się uprzejmie. Każdemu posyłając przyjazne spojrzenie. Charlesowi nawet puściła oko w ramach otuchy. Gdy jej wzrok przeszedł na Huberta, aż otworzyła szerzej oczy. - Widzę, że pośpieszył się pan z noworocznymi zmianami.
Nie dodała, że bez brody i włosów twarz Pankhursta wyrażała więcej niż tysiąc słów. Żadnej emocji nie dało się ukryć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Nie Lut 04 2018, 02:48

Ilekroć dziad próbował podstępem wybić Rosie z głowy ten rodzinny obiad, tylekroć tym bardziej upierała się by je zrobić. I noc sobie nie robiła z dziadkowych zapowiedzi jakoby zamierzał się zamknąć w swoim pokoju. Powtórzyła mu za to, że ma być dla wszystkich miły.
Pobiegła w końcu przebrać się w swoją jedyną elegancką sukienkę i po chwili była gotowa. W szarej, dzianinowej sukieneczce z kołnierzykiem wyglądała trochę jak sierotka (brakowało tylko by włosy miała zaplecione w warkoczyki), ale miało to na upartego swój urok. Ostatnie pieniądze, jakie miała wydać na jakieś wyjściowe ubranie wyrzuciła na słuchawki z mikrofonem, dzięki czemu gdy grała w swoje gry komputerowe każdy głośno i wyraźnie słyszał czyją matkę ruchała Rosa i kto jest największym frajerem. Nieświadoma zupełnie tego jak niechętny spotkaniu dziadzia się wystroi, poszła otworzyć drzwi.
- Charles! - powitała radośnie pierwszego gościa. - O lala, ale wyglądasz - kiwnęła brwiami na widok marynarki i koszuli. Ostatni raz widziała go w takim wydaniu gdy stroił się na licealny bal. Wzięła od niego bukiet uśmiechając się głupkowato i zzezowała, czy dziadek nie patrzy przypadkiem. Hubert akurat wyszedł ze swojej sypialni. Rosa szeroko otworzyła oczy ze zdumienia.
- Dziadku! - Mogłaby się spodziewać, że może się ogolić. Ale że zdecydował się wcisnąć protezę? Do dziś mu nie powiedziała, ile pieniędzy ją to ustrojstwo kosztowało. Tym większa była więc jej radość. Długo nie przyszło im czekać na kolejnego gościa. Rudolph zawsze cieszył się największą sympatią Huberta z całej tej dzisiejszej zbieraniny osobowości.
- No no! Dziadek wygląda dziś jak nie dziadek! - z każdą chwilą ekscytacja Rosy rosła. Wzięła od Hefertha pudełka i zaniosła do kuchni, żeby... żeby zanieść je zaraz na stół, bowiem nie znalazła w szafkach żadnego odpowiedniego naczynia. Spora część się potłukła, i nikt nie przejmował się by kupić nowe. Mieszkając we dwoje nie potrzebowali wiele zastawy. Miała nadzieję, że nikt nie zauważy. Na stole z resztą każdy talerz pochodził z innej parafii.
Uścisnęła Rosa dłoń Bucketa widząc bladość na jego twarzy. Nie miała pojęcia o jego jelitowych problemach, z którymi borykał się od kilku dni, ale to i lepiej. Gorzej, jak coś echem pójdzie, obije się po ścianach gdy mechanik zniknie w toalecie. Podgłośniłaby radio, gdyby wiedziała. Ale nie wiedziała!
- Cześć, Ethel - uściskała lekarkę gdy tylko ktoś zabrał od niej przykryte folią talerze. W oczach jej pojawiły się dwa blaski wesołe, które można nazwać było kurwikami bądź też ognikami. W końcu, po wszystkich powitaniach, poczuła się panią domu. - Siadajcie, siadajcie wszyscy...
Dumna była z tego, co przygotowała. Nawet nie pomyślała o tym, że wszyscy przynieśli jedzenie nie dlatego, że to była impreza składkowa a dlatego, że każdy znał jej kulinarne umiejętności. Co gorsza, wszystko co rozłożyła w talerzach czy półmiskach wyglądało całkiem ładnie, więc stanowiło dodatkową pułapkę. Wątpliwości mogła budzić brukselka, ale ta z natury wyglądała brzydko. Ziemniaczane puree posypane było koperkiem, wzbudzało apetyt. Nawet marchewka z groszkiem nie wyglądała źle. Złudzeń nie pozostawiał jedynie sos w sosjerce, który wyglądał jak wymioty, i który już na pierwszy rzut oka mógł smakować podobnie, mimo wszelkich starań. Indyk cały czas się jeszcze piekł.
- Dziadzia, ile chcesz ziemniaczków? - zapytała, kiedy już wszyscy usiedli.- A sałatki? Tej, czy tej? Ethel? Rudi? - pytała, jak na gospodynię przystało.
To było widać jak na dłoni. Rosa była szczęśliwa, że jej dobierana i przyszywana rodzina jest razem. Był okres świąteczny, obok nie miała matki i ojca, żadnego rodzeństwa. Tylko ona i Hubert. I właśnie oni. Ethel, Rudolph i Charles. Najważniejsi ludzie w jej życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Pon Lut 05 2018, 20:08

Wdech, wydech. Tylko spokojnie.
Coraz mniej sekund dzieliło Bucketa od rychłego zawału serca, kiedy skrzyżował wzrok z Hubertem. Przejęty całą sytuacją ledwie resztkami świadomości zarejestrował komplement od Rosy, kwitując go cichym "Ty zawsze lepiej". Miał się przy tym uśmiechnąć, jednak wyszedł mu grymas jak po zjedzeniu cytryny, któremu zabawniejszego wydźwięku mógłby dodać tylko rozbieżny zez. Zacisnął mocniej palce jednej dłoni na dłoni Rosy, drugą na szyjce butelki.
Cholerny Dziad się ogolił. A Karol nie.
Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. - Już miał powiedzieć, zreflektował się w ostatniej chwili.
- Do twarzy panu - powiedział zamiast tego, po uprzednim odchrząknięciu. I znów, jak tych kilka miesięcy temu wyciągnął w jego stronę rękę z trunkiem, który - tym razem nauczony doświadczeniem - szczelnie okleił folią zabezpieczającą i - ponownie nauczony doświadczeniem - nie wypuszczał butelczyny z rąk, póki stary nie zacisnął na niej swoich powykręcanych reumatyzmem paluchów. Jeśli tego nie zrobił, Karol niezrażony odłożył butelkę na stół. Swoją część roboty wykonał. Rosa, gdzie głaski?
- Dobry wieczór - przywitał się z Ethel i Rudim, po czym sam wyciągnął z plecaka swoją pieczeń, by za chwilę znaleźć dla niej miejsce na stole. Nie kłopotał Rosy szukaniem naczynia zastępczego, nie to przecież było najważniejsze! W komplecie czuł się znacznie pewniej, o czym świadczyła sylwetka nieco bardziej wyprostowana... A przeczyło donośne bulgotanie w żołądku, mogące równie dobrze zwiastować głód. Bucket wiedział aż za dobrze, co oznaczało, dlatego nim usiadł przy stole obok Różyczki skorzystał z chwili na ściągnięcie kurtki i pospiesznie włożył do ust jeszcze jedną tabletkę cudownego leku Artema. Oby tylko od takiej dawki nie zaskoczył go następnego dnia efekt zgoła odwrotny od męczarni, którą przeżywał w tej chwili! Pozornie niezrażony bliskim, niemal intymnym kontaktem z dziadkiem Hubertem Charles wziął na celownik pierwszą z brzegu sałatkę. Niezwykle skromną jej porcję. Co jak co, ale twarzy stracić nie chciał. Nie przy Ethel i Rudolphie.
Zajęte miejsce przy stole

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Pon Lut 05 2018, 20:52

- Co dziadku, co dziadku.
Mruknął, bo nie wystroił się, żeby wszyscy gapili jak ciele w malowane wrota! Złapał za klapy marynarki i pociągnął materiał, prostując się, bo w odróżnieniu od dzisiejszej młodzieży, jeszcze garba nie wyhodował.
- Indyka nie spaliłaś?
Odchrząknął, bo żadna wnuczka nie będzie go zawstydzać przy innych. A szczególnie przy Bucketcie. Machnął ręką, by się innymi zajęła, chociaż ciepło na sercu mu się zrobiło, że Rosiczka doceniła. Chyba w takim razie przygotowania nie poszły na marne. Dziad zerknął na zegarek, prawie głuchy na wejście Rudolfa. Ale nie, nie. Miał cwaniaczka na oku już od dawna. Żadna jego wizyta nie mogła Hubertowi umknąć. W końcu miał wnuczkę na wychowaniu!
- A ty durny jak zawsze.
Odpowiedział Heferthowi, gromiąc go spojrzeniem i ściągając brwi, co powiększyło zmarszczki wokół oczu i na czole. Dla dziada jak na razie było tu co najmniej o jedną osobę za dużo.
Łypiąc na następnego gościa, zignorował słowa Ethel i odwrócił się, chcąc ruszyć do stołu, ale nadział się na Karola. Popatrzył na niego ze złością i olewając tę butelkę pokoju, powoli wyminął Bucketa.
Znowu spojrzał na swój zegarek i porównał godzinę z tym na ścianie. Niecierpliwy jakiś, chyba chciał, żeby wybiła już godzina pożegnania. Najchętniej zapaliłby fajeczkę, ale chwilowo powstrzymując się przed pokusą, usiadł na swoim miejscu. Sztywno na protezie kuśtykajac, dotarł na swe miejsce i opadła na krzesło z głośnym sapnięciem.
- A ty co Bucket taki niecierpliwy, Rosie nałóż najpierw. Napracowała się.
Zbeształ zapędy Karola, nie spuszczając go z oka. Przełożył nóż bliżej siebie i postukał palcem w obrus. Spojrzał w okno, pozwalając Rosie nałożyć mu co chciała i ile chciała.
- No powoli. Usiądź.
W końcu i Rosie zwrócił uwagę, bo coś za szybko tu dzieliła wszystko. Popatrzył na Hefertha, który wyglądał jakby się bał, że jedzenia zaraz zabraknie i zmrużył oczy podejrzliwie, patrząc na Hollingsworth. Odwrócił od niej wzrok, gdy za oknem przejechał samochód.
Odchrząknął, nerwowy jakiś. Złapał za szklankę z wodą i wypił dwa duże łyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Czw Lut 08 2018, 00:46

Rudolph patrzył z rozbawieniem na Rosę, która nerwowo krzątała się po domu z pudełkami jedzenia jakie mężczyzna (i nie tylko) przyniósł. Nie dziwił się, że była podenerwowana. Spodziewał się jak może skończyć się takie spotkanie.
Przywitał się z Ethel, która była ostatnim gościem. Spojrzał po zebranym towarzystwie. Był przekonany, że będzie dobrze.
Nie wiedział tylko dla kogo.
Dziad nie musiał się martwić o Rudolpha i jego zachowanie wobec Rosy. Kiedyś traktował ją jak siostrę, a teraz mógłby figurować jako przybrany i jakże przystojny ojciec.
Rudi to właściwie usiadł po prawicy dziada. Instynkt pewnie zadziałał. Heferth dał Hubertowi możliwość odezwania się do niego zamiast do Charlesa, który już teraz musiał obawiać się swoje życie, pouczany przez Pankhursta.
Sam na spokojnie odczekał. Co prawda, patrzył zdziwiony i przerażony. Obawiał się, że Rosa w swojej nerwowości zaraz wywróci którąś z sałatek.
Na spokojnie, mam ręce — uśmiechnął się do Rosy, żeby się nie zamartwiała. Potem spojrzał na Ethel.

Rudi siedzi po prawej dziada, naprzeciw Charlesa

_________________
rudolph heferth
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t104-rudolph-heferth#301
avatar
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Czw Lut 15 2018, 01:55

Gdy tak sobie organizowali kolację, dbając o stół i o to gdzie kto usiądzie, do Rode zawitali goście. Jedna z nich, młodsza o wdzięcznym imieniu Emilka, była tu po raz pierwszy. Przyzwyczajona do życia na przedmieściach Filadelfii nie mogła zrozumieć dlaczego jej matka tak chciała tu przejechać. Troska oraz zdziwienie pogłębiły się jeszcze bardziej gdy GPS ze wschodnim akcentem rasputinowskiej tirówki obwieścił, że dotarli do celu. Starsza z kobiet, poprawiła fryzurę w lusterku, upewniła się, że nie ma szminki na zębach, a na rzęsach nie ma grudek z tuszu. Zapewniona o olśniewającym wyglądzie zdecydowała się wysiąść. Podała Emilce blachę ciasta. Upiekła dwa - sernik i szarlotkę. Trzask zamykanych drzwi od samochodu był na tyle wymowny, aby któryś z domowników to usłyszał.
W całym domu rozległ się dzwonek, o ile działał! Jak nie to puk, puk. Ten, kto otworzył drzwi ujrzał Rose Munro i jej córkę Emilkę.

dla tego kto otworzy drzwi

parzyste - udaje się bez przeszkód
nieparzyste - nieszczęśliwy upadek w skutek którego delikwentowi poluzował się przedni ząb.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 70
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Czw Lut 15 2018, 20:36

3

Trzask drzwi samochodu, poderwał dziada momentalnie. Aż szklankę  przewrócił! Woda rozlała się po obrusie, ale Hubert nawet nie zwrócił na to uwagi. Machnął rękę na ewentualne próby Roski zagrania gospodyni - Otworzę, otworzę - Pomyślałby kto, że taki gościnny albo po prostu chce przegonić natrętów. Ale nie, dziad naciągnął klapy marynarki, żeby wszystko dobrze leżało i wyszedł z pokoju, ciężko kierując się do drzwi. Jeszcze nie osiągnął wprawy w szybkim poruszaniu się na protezie.
Dzwonek zapiszczał na cały dom, wyraźnie potrzebując naprawy, ale dziad już był prawie u drzwi. Szarpnął za klamkę, pociągnął za drzwi i... poleciał!
Prosto pod nogi Rose i Emilki. Jak huknęło!
Dziad podniósł się na kolana, krzywiąc i trzymając za brodę w którą walnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t126-h-pankhurst#358
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Czw Lut 15 2018, 22:58

Może to i lepiej, że Karol się nie ogolił. Wtedy to by dopiero wyglądał jak uczniak.
- Indyk się jeszcze piecze - oznajmiła wciąż czując dumę, że sobie poradziła z faszerowaniem. Kręcąc się pomiędzy stołem a kuchnią dopytała jeszcze kto czego by się napił. Była kelnerką, więc mogli być pewni, że przynajmniej niczego nie pomyli i nie porozlewa po drodze. A przynajmniej tak się wydawało. Zerknęła przy okazji na Huberta, którego zachowanie było co najmniej podejrzane. I po co się tak rozglądał, za kim tak zerkał w okno, a na zegar?
- Ale nic nie szkodzi, siedźcie, ja nałożę, ja wszystko... - zanim Bucket zdążył coś powiedzieć, na jego talerzu znalazła się, obok tego co nałożył, kukurydziana sałatka. Tak samo u Ethel, Rudolpha i Huberta. - A może marchewki? Brukselkę? Dziadku, no przecież on jest gościem!
Dopytywała niemalże przebierając z nogi na nogę. Po całym domu rozchodził się zapach dochodzącej pieczeni. Usiadła wreszcie naprzeciwko Hollingsworth i napiła się dyniowego soku, którego dzbanek także można było znaleźć na zastawionym stole. Schowała zaraz jedną z rąk pod stołem ażeby pocieszycielsko i wspierająco pogładzić Charlesa po udzie. Była dumna, że wytrzymuje, w dodatku wybrawszy miejsce obok Huberta.
Wtem zadzwonił dzwonek do drzwi a Rosa uniosła głowę i brwi. Nikogo więcej się nie spodziewała. Na doręczyciela paczek też było już za późno. Poza tym, niczego nie zamawiała! Co miało do niej przyjść, już przyszło.
- Dziadku, a ty co? - zapytała widząc, jak ten wygładza marynarkę, jak pędzi do drzwi. W następnym momencie usłyszała huk, toteż poderwała się w te pędy z krzesła i pobiegła sprawdzić co się stało. Dziadek leżał jak długi pomiędzy przedsionkiem a niewielką werandą. Przez to nawet nie zwróciła uwagi na to, kto na niej stoi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   Yesterday at 20:40

Gdyby tylko Hubert wiedział, jak wiele Rosa z Karolem wiedzieli o zawstydzaniu... Trwający już ponad dekadę staż jako „tylko przyjaciele” zdołał przygotować go na wiele sytuacji, przy których spalony indyk był niczym. Ona nasłuchała się od jego babki, on od jej dziadka. Bucket dziś jednak miał nasłuchać się jeszcze więcej... Na co do końca głuchy nie pozostał, bo nim jeszcze Pankhurstówna zdążyła usiąść, już miała nałożoną sałatkę. Tę samą, co Bucket, który właśnie nie odrywał spojrzenia od oczu dziada. Może odrobinę mimowolnie, ale prowokował starego. Oczy te, prócz prowokować, mówiły wyraźnie "a teraz? Już jesteś zadowolony?"
Od awantury wybawił go dzwonek do drzwi. Dotychczas Bucket odrobinę lekce sobie ważył dziwne zachowanie starego, teraz jednak jakby... zdębiał. Nawet nie spojrzawszy na nałożoną mu kukurydzianą sałatkę znów podążył wzrokiem za kuternogą. Na swojej własnej nodze splótł palce z palcami dłoni Rosy. Nie był gospodarzem i zdecydowanie nie czuł się zobligowany do otwierania drzwi. No, chyba, że do wyjścia, co zresztą bardzo chętnie by uczynił. Napięcie nie chciało opuścić go nawet przez chwilę, co znów zasygnalizowało donośne bulgotanie z trzewi.
Radosne (bądź nie) rozważania przerwał huk. Charles wzorem Rosy zerwał się na równe nogi, swojego miejsca jednak nie opuścił. Wypatrywał jedynie co, lub kto sprawcą jest całego harmidru.
Cóż. Łatwo było się domyślić.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: Grudzień w hrabstwie Pankhurst   

Powrót do góry Go down

Grudzień w hrabstwie Pankhurst

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» GRUDZIEŃ 2014

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu