Share|

Dom Rodzinny Craigów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 28
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sob Sty 27 2018, 14:29;






Dom rodzinny Craigów

Z zewnątrz dom nie sprawia przyjemnego wrażenia. Położony nieco na uboczu, otoczony zapuszczonym, zachwaszczonym ogrodem, brzydki, klockowaty, ponury i za duży. W środku jest jeszcze gorzej. Połączenie niefunkcjonalnego, staroświeckiego budownictwa i brzydkiego, staroświeckiego wystroju. Tapety w kwieciste wzory, wytarte pluszowe obicia kanap, niedopasowane meble w przypadkowych odcieniach drewna. Całość prezentowała się paskudnie jeszcze kiedy była zamieszkana, a teraz jest dodatkowo częściowo poukrywana pod pokrowcami, nieco opróżniona ze sprzętów i drobiazgów i wyraźnie niezamieszkana od wielu miesięcy.    
klimat:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t518-ephraim-craig
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 28
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sob Sty 27 2018, 16:27;

Chociaż pomysł powrotu do Rode wydawał się mu się jeszcze do niedawna znakomity, to na widok rodzinnego domu Ephraim nie zareagował entuzjazmem. Właściwie ta paskudna rudera wydała mu się, gdy teraz na nią patrzył, ucieleśnieniem wszystkiego, czego nienawidził w rodzinnym miasteczku. Było brzydko, ponuro i w dodatku zimno. Niekoszona przez całe lato trawa położyła się pod przygniatającą ją warstwą śniegu, a tkwiąca wśród niej tabliczka z napisem "WYNAJMĘ" zdążyła zblaknąć i złuszczyć się, nie wzbudzając najwyraźniej niczyjego zainteresowania. Nie, żeby to było zaskakujące. Kto chciałby mieszkać w takim brzydactwie? A nawet jeśli, to doprawdy, rodzice powinni podjąć w tym kierunku minimalnie większe starania. Przemknęło mu przez myśl, że skoro już jest na miejscu to może powinien się tym zająć, ale wizja ta nie była ani trochę kusząca. Nic nie było bardziej kuszące od perspektywy odespania zmiany strefy czasowej. Nie był pewien, czy głowa zaczyna boleć go bardziej z niewyspania, czy od widoku Francisa ekscytującego się obcowaniem z prawdziwą, niech to szlag, prowincją. 
Trzeba było wrócić do czystego, minimalistycznie pustego mieszkania w Nowym Jorku. Chociaż klucze do niego nadal miała Karen... Ach właśnie, klucze. Nie pomyślał o tym wcześniej, ale on nie miał kluczy od rodzinnego domu. Bo i nie sądził, by kiedykolwiek miału mu się przydać.
Klnąc w duchu na własną bezmyślność Ephraim przedarł się przez zaśnieżoną ścieżkę, wspiął na schody, po czym postawił swoją walizkę pod drzwiami i zajrzał pod jedną z pustych - czy raczej pełnych śniegu - donic pod którą zwykle leżały zapasowe klucze. Kluczy nie było. Oczywiście, jeden jedyny raz matka wykazała się elementarnym rozsądkiem, tylko po to, żeby utrudnić mu życie. Wyciągnął telefon, w czasie oczekiwania na połączenie zaglądając bez przekonania pod pozostałe donice.
- Yvie, kwiatuszku, nie przeszkadzam? Powiedz mi tylko, czy nie masz przypadkiem kluczy do domu rodziców... Nie? No tak, racja. Trudno poradzę sobie. Zadzwonię później. Pa. Kurwa - ostatnie słowo rzucił już nie słuchawki, tylko raczej w przestrzeń, zły na siebie, że wcześniej o tej kwestii nie pomyślał.
W końcu to był też jego dom, wydawało się oczywiste, że będzie mógł sobie po prostu wejść. Jeszcze czego, żeby cokolwiek miało go przez tym potrzymać.
Właściwie myśl o dostaniu się tam w mniej konwencjonalny sposób wydawała się nawet zabawna. Wyszczerzył się więc do Francisa cokolwiek złowróżbnie, zanim zeskoczył ze schodów na trawnik, wprost w sięgający powyżej kostek śnieg.
- Daj mi minutę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t518-ephraim-craig
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 18
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sob Sty 27 2018, 16:53;

Było w chuj zimno i stojąc na nieutwardzonej ścieżce przed domem, Francis tupał w miejscu, odruchowo choć raczej beznadziejnie usiłując zapaść się głębiej w kuse beżowe futerko okrywające jego ramiona. Zupełnie nie dysponował ubraniami przystosowanymi do takich warunków atmosferycznych, jakie obecnie panowały w Rode.  Nawet podjumany od Ephraima obszerny, czarny golf niewiele w tej chwili pomagał. Nie, żeby tak naprawdę chłopak wiele sobie z tego robił, zajęty rzucaniem wokoło wypracowanie zdawkowych, a jednak ciekawskich spojrzeń.
Ładny kurwa domek – mruknął, utkwiwszy na chwilę wzrok w pustych i ciemnych oknach tkwiących w ponurym klocu jakim był rodzinny dom Craigów. Obłażąca, brudna fasada! Krzaki! Kompletne odludzie, jak w jakimś post apokaliptycznym sci-fi!
Mógł sprawiać wrażenie marudzącego, ale w istocie oczy świeciły mu jasnym blaskiem. Siłując się trochę z walizką, której kółka grzęzły w śniegu i zmarzniętym błocie, przebył podwórko i porzuciwszy bagaż u podnóży schodków, stanął obok Epha, obserwując z zaciekawieniem jego poczynania. Akurat skończył krótka rozmowę przez telefon, podsumowując ją cichym „kurwa”.
No wiesz – żachnął się nieszczerze, ale jego uwaga była rozproszona. Właśnie wspiął się na palce, usiłując zajrzeć do środka przez matową szybkę tkwiącą we frontowych drzwiach. Z marnym skutkiem, nawet gdyby był w stanie coś dostrzec, w środku musiało być zupełnie ciemno. Na zewnątrz zresztą też nie pozostało już wiele światła, szybko zapadał zmrok. Francis był zmęczony po wielogodzinnej podróży i tylko ekscytacja związana z tymi wszystkimi nowościami sprawiała, iż nie stał się jeszcze nieznośny. To mogło się zresztą szybko zmienić. Szczęśliwie Craig nie zamierzał pozwolić mu tkwić w tym zimnie i sinym półmroku zbyt długo, by zdążyło mu się to sprzykrzyć. Francis zwrócił się w jego stronę, uśmiechając nieznacznie, z oczekiwaniem.
Masz minutę – zarządził łaskawie, skinąwszy głową. Wodząc za nim spojrzeniem, jednocześnie wcisnął skostniałe dłonie pod pachy, w poszukiwaniu odrobiny ciepła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t514-francis-dekarabia
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 28
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sob Sty 27 2018, 17:42;

Obszedł budynek dookoła, nie zważając za bardzo na to, że śnieg klei się do nogawek czarnych jeansów i podejmuje próby wtargnięcia mu do butów, ciasno zasznurowanych wokół kostek. Tył domu wyglądał jeszcze gorzej, nosił bowiem ślady po urządzonej tu imprezie - walające się puste puszki i butelki, ściana przyozdobiona nabazgranymi sprayem napisami. Cudownie. Jeszcze trochę i ktoś urządzi sobie tu squat, włamawszy się uprzednio przez drzwi tarasowe... A nie, to ostatnie akurat on zamierzał zrobić. Rozglądał się przez chwilę za czymś, co nadawało by się wprowadzenia zamysłu w czyn i szybko wypatrzył odpowiedni kamień.
Rozbijając szybę w tylnych drzwiach czuł przedziwną satysfakcję. Ten uczynek był nie tylko ekscytujący - sprawiał, że przez krótką chwilę wszystko, ale to wszystko, nabierało znamion celowości i sensu. Tryby wszechświata wskakiwały na właściwe miejsca. Ephraim wrócił do domu.
Gdy już otworzył sobie drzwi i wkroczywszy do środka zobaczył, jak ten dom wygląda zwątpił nieco. Nie był tu od dawna. I jeśli wydawało mu się, że nowe mieszkanie rodziców Nowym Jorku jest paskudne to tu było stanowczo gorzej... Starając się nie kontemplować tego przesadnie przemierzył parter, by już po chwili otworzyć drzwi frontowe od środka.
- Zapraszam - rzucił do czekającego grzecznie gościa i nawet jeśli chciał dodać coś jeszcze, to jego głos utonął w dźwięku alarmu, który rozwył się niemal w tym samym momencie.
Czując, jak przeraźliwy dźwięk odbija się echem w jego czaszce Craig odwrócił się do wiszącego na ścianie panelu, kontrastującego absurdalnie z kwiecistą tapetą (czy zawsze była aż tak ohydna?). Wstukując kod na dotykowym ekranie zastanawiał się przelotnie, czy komuś nie przyszło przez te wszystkie lata do głowy, żeby go zmienić, ale nie. Alarm umilkł.
- Cholera, ależ tu zimno, niech to diabli - mamrotał, w pośpiechu zmieniając ustawienia ogrzewania, tak, by podkręcić je do maksimum. Wewnątrz wyziębionych murów nie było wcale dużo cieplej niż na zewnątrz, a przynajmniej takie to sprawiało wrażenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t518-ephraim-craig
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 18
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sob Sty 27 2018, 18:18;

Odprowadził mężczyznę spojrzeniem, a potem, szacując że cokolwiek zamierza z pewnością zajmie to dłużej niż minutę, wyjął zza ucha papierosa i odpalił go zapalniczką zawczasu wyciągniętą z kieszeni jeansów. Zaciągnął się dymem, jednocześnie wciąż rozglądając się dookoła. Kontemplował rozpadające się betonowe schodki, popękane doniczki wypełnione śniegiem i zasuszonymi badylami, ogólna marność i brzydotę – i czuł, jak serce mu rośnie. Odnajdował przedziwną satysfakcje we wszystkim co było brudne i podłe. Dlatego nie zniechęciło go nic, co Ephraim powiedział mu o swoim rodzinnym miasteczku, a nie było to nic dobrego. Zresztą, jeszcze nigdy nie był na wsi! Francis tylko przez chwile zastanawiał się, dlaczego sprawiający wrażenie nienawidzącego Rode Eph zdecydował się tu wrócić, szybko doszedł tez do jedynego sensownego wniosku – Yvie. Uśmiechnął się lekko na myśl o kobiecie. Poznali się niegdyś, jeszcze w Nowym Jorku i od razu przypadli sobie do gustu. Cieszył się na myśl, że znów ją zobaczy, głównie dlatego, że to zapowiadało dobrą zabawę. No i chciał zobaczyć jej minę, gdy zjawi się niespodziewanie. Pełna uroku Yvonne nie była przesadnie podobna do swojego nieco gderliwego brata, choć trzeba przyznać, że żadnego z nich nie trzeba było szczególnie namawiać do odwalenia jakiegoś szajsu. A Fifi miał jeszcze tę zaletę, że w przeciwieństwie do siostry dysponował pieniędzmi, którymi bez większych oporów szastał. I tak naprawdę potrzebował towarzystwa. Francis miał nosa do takich rzeczy.
Z chwilowego zamyślenia wyrwał go wyraźny odgłos tłuczonego szkła, więc momentalnie zastrzygł uszami. Oh, Craig bawił się bez niego! Odrzucił niedopałek w piętrzącą się obok schodów zaspę śniegu i już miał udać się na poszukiwanie swego zacnego sponsora, gdy drzwi frontowe się otworzyły. Ah więc to tak, no oczywiście. Otworzył usta, by się odezwać i w tym momencie świdrujący czaszkę dźwięk alarmu rozległ się wszędzie wokół. Francis zaklął i przycisnął dłonie do uszu.
Ja pierdolę, ucisz to gówno! – rzucił w stronę mężczyzny, czego ten prawdopodobnie i tak nie usłyszał. Za to z pewnością słyszała ich już cała okolica. No pięknie. Niespodziewanie alarm umilkł, a Francis zatoczył się nieco od nagłego ataku wesołości.
Pierwszy raz jestem świadkiem, by ktoś włamywał się do własnego domu – chichotał – na pewno się nie podszywasz, albo coś w tym rodzaju?
To nawet nie była taka zła wizja, mogłoby być ekscytująco. Nie czekając na odpowiedź, zagłębił się w głąb domu. Wtem o czymś mu się przypomniało.
Fifi! – zakrzyknął do niego – weź moją walizkę, dobra?!
Zadowoliwszy się tym doskonałym rozwiązaniem, tupiąc głośno wbiegł po schodach. Najbardziej interesowały go rzecz jasna pokoje rodzeństwa. Otworzył pierwsze z brzegu drzwi – oj, to musiała być sypialnia starych Craigów, bowiem nawet mimo opróżnionych komód i łóżka w całości zakrytego szarą płachtą, od pomieszczenia aż biło nobliwe zadęcie. Poza tym wszystkie ściany pokryte były koszmarną tapetą w kwiatki, a jakoś nie sądził by Yv, a już zwłaszcza Ephraim godzili się na cos takiego. Bez żalu zatrzasnął drzwi i poszedł dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t514-francis-dekarabia
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 28
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sob Sty 27 2018, 19:19;

Niewątpliwie zdążyli już spłoszyć okoliczne ptactwo, a także postawić wszystkich sąsiadów w promieniu kilometra w stan wzmożonej czujności. Ciekawe, czy ktoś już zadzwonił na policję? Niby wszyscy mogli mieć to w dupie, ale chęć wtrącania się chyba jednak przeważała. No i nikt nie chciał, by w okolicy kręcił się bezkarny włamywacz. Ephraim obstawiał więc, że to więcej niż niewykluczone. Tak jakby było tu do kradzenia cokolwiek ponad pieprzone landszafciki. Zlokalizowawszy jeden w pobliżu interkomu od razu zdjął go ze ściany, a potem wyrzucił na zewnątrz, w śnieg.
- Nie możesz tego wykluczyć - zauważył w kwestii tego podszywania się, ale oczywiście, że cholerny dzieciak już nie słuchał.
- No chyba cię... - mruknął w kierunku schodów na piętro, wahając się przez chwilę między irytacją a rozbawieniem.
Ostatecznie parsknął jednak tylko, wtaszczył bagaże do środka i na razie porzucił je na korytarzu, wracając do grzebania w ustawieniach. Szybko zorientował, że chociaż mają światło i ogrzewanie, to nie przedłużono umowy na takie podstawowe usługi, jak chociażby internet. Od razu wybrał więc numer do operatora. Ciekawe, czy trzeba będzie zadzwonić też do ślusarza i wymienić nieszczęsne zamki... zdjął pokrowiec ze stojącej w korytarzu komody i zaczął przegrzebywać jej szuflady, trzymając jednocześnie komórkę przy uchu i tłumacząc kobiecie na infolinii, że z najwyższą przyjemnością uiści wszystkie potrzebne opłaty, muszą jednak w tym celu przywrócić mu usługę. Uśmiechnął się do siebie, kiedy znalazł klucze, odłożył je więc na blat mebla. Ślusarz odpada. Układał sobie w głowię listę spraw, którymi wypadałoby się zająć, gdzieś na jej czele plasując wstawienie nowej szyby w drzwiach tarasowych. Dzisiaj już raczej nikt się tym nie zajmie, trzeba więc będzie prowizorycznie zabić je jakąś dyktą... A poza tym doprowadzić ten dom do stanu używalności, kupić jakieś jedzenie. Wizja tego, że tu przyjedzie i nie będzie absolutnie nic robił rozmywała się stopniowo. A z Francisa nie będzie, o to mógł się założyć, żadnego pożytku. Zawsze możesz się jeszcze rozmyślić - szeptał zdrowy rozsądek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t518-ephraim-craig
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 18
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sob Sty 27 2018, 22:07;

Podczas gdy Ephraim mierzył się z rzeczywistością, Francis zwiedzał piętro. Za którymiś z rzędu drzwiami odnalazł w końcu pokój Yvonne – na końcu korytarza, z dostępem do własnej, małej łazienki. Najwyraźniej rodzice Craigów uważali, że córce należą się dziewczyńskie przywileje.
Fakt iż był to pokój po Yvie rozpoznał na pierwszy rzut oka przede wszystkim po panującym w nim burdelu. Ktoś – właściwie na pewno sama jego mieszkanka – starannie spacyfikował kwiecistą tapetę dużą ilością czarnej, czerwonej i ciemnofioletowej farby. Francis zamknął za sobą drzwi i stanął naprzeciw jeden ze ścian, by móc staranniej przyjrzeć się wysprejowanej na niej abstrakcji.
Późne Rokokoko – ocenił fachowo, rozpoznając w pozornie chaotycznej plątaninie motywy waginalno-waginalne i waginalno-falliczne. Poza tym przeciwległa ściana zaklejona była gęsto rysunkami w rożnym formacie, z pewną przewagą aktów i kolaży z użyciem zasuszonych roślin i zdjęć uwieczniających pozornie całkiem przypadkowe kadry.
Francis zwrócił uwagę na łóżko, również tutaj szczelnie pokryte szarą płachtą. Chwycił za jej róg i z cichym westchnięciem, w miarę płynnym ruchem ściągnął materiał, porzucając go na podłodze. Odczekał chwilę, aż opadnie kurz, po czym – tak jak stał – rzucił się na to łóżko, wtulając twarz w poduszki i wciągając w nozdrza ich zapach. Niestety, nie pachniały Yvonne. Głównie to woniały kurzem i trochę czymś jakby głębia szafy. Francis westchnął, przekręcił się na plecy i założył ręce pod głową. Zdecydował, że to będzie jego pokój. Mimo wszystko unosił się tu pokrewny mu duch Yv, a poza tym była łazienka.
Jakąś chwilę leżał tak, wpatrując się w sufit, nim doszedł do wniosku że jest straszliwie głodny i zmarznięty. Usiadł i przyjrzał się narzucie pod sobą. Była to grubo pleciona tkanina w jaskrawy wzór, obszyta frędzlami, dość obszerna by przykryć całe łóżko. Po krótkim namyślę wstał i owinął się nią. Potem zszedł na dół.
Tu cię zostawiłem – rzekł na widok Epha, zmierzając jednak wprost do swojej walizki. Wtoczył ją do salonu. Tu także musiał pozbyć się z kanapy narzuty, tym samym odsłaniając koszmarny mebel z częściowo wytartego, musztardowego pluszu. Otworzył swoja walizkę. Pamiętał, ze miał tu jeszcze prawie całe opakowanie markiz… O, są. Załadował jedno z ciastek do ust, jednocześnie kolonizując kanapę. Władował się na nią z butami. Dopiero wtedy ponownie uniósł wzrok na Ephraima.
Zimno tu jak w psiarni – poskarżył się a następnie, w przypływie dobrej woli, uniósł nieco skraj koca.
No już się tak nie wykrzywiaj, bo wyglądasz jak suszona śliwka – uśmiechnął się – chodź, dam ci ciastko.
Zamachał opakowaniem. Czuł się jak ktoś dysponujący nieodpartym argumentem w formie deficytowego w tej dziurze dobra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t514-francis-dekarabia
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sob Sty 27 2018, 23:30;

Dom rzeczywiście wyglądał nieco strasznie. Stał pusty już od lat i żeby przywrócić go do poprzedniego stanu trzeba będzie pozałatwiać sporo rzeczy. Zapadał już zmrok a na ulicy zapalały się pierwsze światła. Najbliższe budynku pozostawało jednak bez zmian. Wszystko przez to, że rok temu jakieś dzieciaki zbiły piłką żarówkę. Do tej pory nikt jej nie wymienił. Późne popołudnie i tereny wokół budynku prezentowały się wyjątkowo buro i nieciekawie. Nic dziwnego, że do tej pory nikt nie zdecydował się na wynajem.
Zarówno Ephraim jak i Francis nie mieli pojęcia, że są obserwowani przez baczne oczy Straży Sąsiedzkiej. Wartę pełniła stara Klotylda, której od trzech lat jedynym zajęciem było siedzenie w oknie i szpiegowanie sąsiadów. Zaczynała już od godziny siódmej. Na parapecie miała ułożoną poduszkę a obok niej stawiała z ziołową herbatą. Po drugiej stronie leżała krzyżówka, po którą zawsze łapała udając, że rozwiązuje, gdy ją ktoś przyłapał. Nie widziała co prawda dobrze w ciemnościach, jednak ze swoim sokolim i wścibskim wzrokiem bez problemu dojrzała kręcącą się wokół starego domu Craigów parę. Tyczkowatego młodzieńca i jakąś dziewczynę, chyba pannę lekkich obyczajów, patrząc po kurteczce.
Zmrużyła oczy i zacisnęła usta żeby przyjrzeć się tak dobrze, jak było to możliwe. U sąsiadów zaszczekał pies, akurat w momencie, w którym Ephraim wybił szybę by otworzyć sobie drzwi. Nie minęło wiele czasu, kiedy zaczął wyć alarm. Na jego dźwięk Klotylda poderwała się z krzesła jak oparzona. Po co? By zadzwonić na policję i zgłosić włamanie. Czuła się jak bohaterka. Niech no tylko w niedzielę opowie swoim koleżankom w koście co też się stało!

Dom był stary i zaniedbany. Właścicieli nie było przez lata, toteż większość sprzętu może nie być sprawna. K6 losowa:
parzyste: system grzewczy od dawna był popsuty. Nieaktualizowane oprogramowanie, przerdzewiałe rury i prawdopodobny brak wody robiły swoje, nie wspominając o okablowaniu. Panel ogrzewania zaczyna dymić!
nieparzyste: Gdy któreś z Was postanowi odkręcić wodę, czeka go niespodzianka. W rurach zaczyna dudnić a po domu rozchodzi się nieprzyjemny odgłos. Nagle z kranu wytryskuje śmierdząca, brązowa woda. Zamiast lecieć ciurkiem, chlapie co dwie sekundy brudząc ci ubranie!

_________________
Sesje:
- Artemis (retro u Pameli, Rosa)
- Dahlia (szpital, Rudi)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 28
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Nie Sty 28 2018, 13:44;

- Próbuję zapewnić ci podstawowe wygody - mruknął, ledwie łowiąc go wzrokiem.
Odłożył telefon na kredens obok kluczy, przeczesał włosy palcami, rozglądając się z pewną bezradnością. Tak po prawdzie cały cen dom, jak i reszta miasta, wydawał się pozbawiony podstawowych wygód. Chociażby poczucia komfortu, czy odpoczynku dla oczu. Czując się trochę jakby cofnął się w czasie o dziesięć lat Ephraim zatęsknił za zamknięciem się w swoim pokoju. Zwalczył jednak ten odruch, przemógł się, by wejść do salonu. Jakoś tak zupełnie odruchowo odsunął pokrowiec z oparcia fotela, zobaczywszy jednak kraciasty wzór pospiesznie naciągnął go z powrotem.  
- Sypialnia gościnna jest okropna, więc chciałem powiedzieć, że możesz zająć stary pokój Yv... - zmierzył wzrokiem obszytą frędzlami kolorowość, którą owinął się Francis i uśmiechnął się nieznacznie. - Ale widzę, że już się do niego dobrałeś.
Dołączenie do niego pod kocem było kuszące, ale tylko pokręcił przecząco głową i chuchnął w zziębnięte dłonie.
- Powinno już grzać... Noż kurwa, nie wierzę... - ledwie cofnął się do drzwi na korytarz dobiegł go charakterystyczny smród palonej elektroniki.
W pierwszym odruchu sięgnął do panelu, ale tylko prawie poparzył sobie palce. Akompaniując sobie długą, aczkolwiek w pewnym momencie już raczej powtarzalną wiązanką i przyświecając telefonem zagłębił się w składziku pod schodami na piętro w poszukiwaniu starszej technologii - nie żeby zamierzał jakoś rozwiązać ten problem, który stanowczo przerastał jego umiejętności techniczne, a po prostu odłączyć prąd, żeby cała elektronika nie usmażyła się do czasu, aż znajdzie kogoś bardziej kompetentnego. Chociaż po zapachu sądząc nie było do tego aż tak daleko.
- Ja pierdolę, powinienem po prostu polać to benzyną i niech cała ta cholerna buda spłonie - podsumował, kiedy jakieś upchnięte w składziku graty prawie spadły mu na głowę, gdy dokopywał się do skrzynki z korkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t518-ephraim-craig
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 18
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Nie Sty 28 2018, 14:23;

To był mój podstawowy cel – przyznał prostolinijnie, wyszczerzając zęby w uśmiechu. Już jakiś czas temu zorientował się, że Ephraim żywi pewną słabość do swojej siostry. Kompleks starszego brata...? Cóż, nie ważne, faktem było, że sympatia w stosunku do Yvie była jedną z tych rzeczy, która jednoznacznie ich łączyła i Francis sporo na to stawiał. Co do reszty, to nie było to już takie oczywiste, bo Fifi był zajebiście pokręconym typem. Ale to czyniło go ciekawszym, co bądź co bądź stanowiło istotną zaletę.
Chłopak skrzywił się w momencie, gdy jego nozdrzy doszedł charakterystyczna, ostra woń fajczących się kabli. Wstał i podreptał w kierunku z którego dochodził zarówno smród jak i soczyste wiązanki rzucane przez Craiga. Oczywistym było iż zarówno jedno jak i drugie jest ze sobą ściśle powiązane.
Nie zastał mężczyzny, ten bowiem udał się już na poszukiwanie bezpieczników. Zamiast zawracać sobie nim głowę, Francis – z bezpiecznej odległości – krytycznie i nieufnie przyjrzał się dymiącemu panelowi. Hm. Kłopoty.
Odruchowo pomyślał, iż mógłby znaleźć jakieś naczynie, napełnić je wodą i… W porę uświadomił sobie, że być może oblewanie wodą czegoś znajdującego się pod napięciem to nie najlepszy pomysł. Raczej taki, za który co najwyżej uhonorowano by go nagrodą Darwina.
Skoncentrował się, usiłując sobie przypomnieć co mówiono na temat takich przypadków na tych wszystkich śmiertelnie nudnych zajęciach z BHP i mętnie skojarzył, że gaśnica byłaby odpowiednia. To znaczy, któraś na pewno, bo cholerstwa było chyba z pięć rodzajów. A i tak bardzo wątpił by tu jakąś znalazł.
A zresztą… Zerknął na narzutę, którą był owinięty i postanowił, że gdyby pojawiły się płomienie, ostatecznie może spróbować zdusić je grubym materiałem. Póki co jednak po prostu otworzył drzwi frontowe, by w pomieszczeniu nie gromadził się dym, a następnie oparł się o framugę i obserwując rozwój wypadków, a raczej nasłuchując kolejnych trzasków i przekleństw dochodzących spod schodów, sięgnął po następne ciastko. No no, a to ci ambaras.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t514-francis-dekarabia
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 28
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Wto Sty 30 2018, 19:06;

Jeszcze kilka przekleństw - naprawdę zaczynał się już powtarzać - i trzasków później można było uznać, że sytuacja jest jako tako opanowana. Nie, żeby dobra. Raczej chujowa, ale przynajmniej stabilna. Chwilowo. Ephraim wyłonił się ze składziku z powrotem na korytarz, skostniałą dłonią odruchowo powędrował do włosów, ale zamiast opanować rozczochranie zrobił z niego tylko całkiem malownicze pobojowisko. Po korytarzu hulał przeciąg i wyglądało na to, że smród palonych kabli zacznie lada moment przegrywać z zapachem zimy. Chociaż ten drugi też miał w sobie nuty dymu, przynajmniej tutaj.
Zapaliłby.
Wydawać by się mogło, że wielkie miasto jak Nowy Jork będzie zanieczyszczone, ale to cholerne Rode miało w sobie coś takiego, że od razu chciało mu się sięgnąć po papierosa, po raz pierwszy od lat. Tutaj trudno było nie palić, wśród kopcących kominów, zadymionych sal w spelunach i kadzidełek matki. Na pewno gdyby przeszukał szuflady znalazł by trochę tego zwietrzałego gówna, ale czy będą jakieś świeczki? Przydałyby się świeczki, biorąc pod uwagę, że właśnie odłączył prąd, a zaczynało się ściemniać. I robić zimno. Chętnie napaliłby w kominku jakimś meblem, ale przy całym tym pechu mogło się jeszcze okazać, że przewód kominowy też jest czymś zapchany...
Prześmieszne. Nie wiedzieć czemu właśnie takie się to wszystko wydawało, więc zupełnie niespodziewanie jego wściekła, naburmuszona i nieco nieszczęśliwa mina przeszła w szeroki uśmiech, a potem po prostu się roześmiał. Głośno i tak niekontrolowanie, że niemal pozbawiło go to tchu. Oparł się wyciągniętą ręką o wytapetowaną ścianę i dobrą chwilę chichotał jak wariat.
Opanował się jednak w miarę szybko, odetchnął, otarł oczy wierzchem dłoni. Podszedł do Francisa, wyjątkowo pasującego do absurdu całej sytuacji, gdy tak stał w tym kolorowym kokonie. Pochylił się lekko, zbliżając nos do jego pachnących dymem włosów.
- I jak ci się podoba? - naprawdę nie sposób było stwierdzić, czy ton tego pytanie był podirytowany czy jednak rozbawiony. - Chcesz wynieść się do hotelu czy rozbić biwak w salonie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t518-ephraim-craig
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 18
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Wto Sty 30 2018, 20:18;

No cóż, Francis niemal do ostatniej chwili jakoś nie połączył wątków i nie zreflektował, że spalona instalacja elektryczna oznacza także brak światła, ciepła i najpewniej nawet wody, a przynajmniej takiej, która nie byłaby lodowata. Prawdopodobnie wynikało to z tego, iż nie czuł się za to wszystko w najmniejszym stopniu odpowiedzialny. No i w jakiś sposób bawiła go swoista "egzotyka" tej sytuacji.
Stał w drzwiach, szczelnie owinięty pledem i pomimo tego szczękając zębami. Nie był absolutnie pewien, ale chyba zrobiło się jeszcze zimniej. To podejrzenie wzbudziło w nim pierwsze wątpliwości. Zerknął w głąb ciemnego, ponurego korytarza i zmarszczył brwi. Przygoda przygodą, ale każda przestawała być zabawna, gdy w najbliższej perspektywie nie znajdowała się ciepła kąpiel i łóżko. Nie żeby nie zdarzało mu się już koczować w rozmaitych podłych warunkach, raz nawet spędził noc na dworcu po tym, jak kochanka wystawiła go razem z całym dobytkiem za drzwi. Ale nigdy w zimie.
Poczekał ze swymi wątpliwościami na Epha, bowiem w tej sytuacji - konkretnie na tym zadupiu - z nich dwóch to on mógł mieć pojęcie, co teraz zrobić. W końcu nie było tu barów całodobowych i stacji metra. Nawet niewzruszony w swojej pewności siebie Francis, wyjęty ze swego naturalnego środowiska, mógł poczuć się nieco bezradny. Jakkolwiek nie wątpił, że i tak by sobie poradził, byłoby to znacznie bardziej stresujące...
Ponadto pamiętał że Fifi wspominał mu coś o tym, że w Rode przebywanie w nocy poza terenem zabudowanym było równoznaczne z bezpośrednim ryzykowaniem życia... Francis obejrzał się przez ramię i szeroko otwartymi oczami spróbował wypatrzyć coś w mocno już zgaszonym półmroku. Uświadomił sobie, że noce na prowincji muszą mocno różnić się od nocy w centrum metropolii, gdzie nigdy tak naprawdę nie robiło się ciemno.
Wzdrygnął się lekko, czując nagły przypływ adrenaliny, aż zamrowiły go końce palców. Z tego specyficznego nastroju wyrwało go pojawienie się Ephraima. Westchnął cicho i odwrócił się w jego stronę, uśmiechając delikatnie.
- Podoba - przyznał - I teraz nawet zalatuje jak La Fin Du Monde - stwierdził może na wyrost, ale nie bez humoru, nieco przekrzywiając głowę. Strzepnął z Ramienia mężczyzny jakąś pajęczynę, co nie poprawiło istotnie jego ogólnego stanu. Po krótkiej chwili stwierdził:
- Ale nie chcę zostawać tu na noc. Wybieram hotel - teraz uśmiechnął się szerzej - I kolacje. Chyba, że istnieje opcja wbicia się do Yvonne na krzywy ryj. Wtedy chcę Yvie i kolacje dla naszej trójki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t514-francis-dekarabia
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sro Sty 31 2018, 18:16;

Rzeczywiście, Rode nie było takim miejscem jak Nowy Jork czy Seul. Tutaj w niektórych miejscach światła gasły po ciszy nocnej. Ludzie nie kłębili się na ulicach wędrując od jednego lokalu do drugiego - te z resztą były pozamykane, szczególnie w tej dzielnicy. Jeśli się czegoś potrzebowało, należało pędzić do centrum lub też aż do części północnej miasteczka. Tylko tam uświadczyć można było niegasnących neonów i błyskających świateł. Ubogo, bo to nie było San Francisco, a kretowisko.
Zapach spalonej instalacji elektrycznej powoli rozchodził się i znikał w zimnym, grudniowym powietrzu zwiastującym zbliżający się nowy rok. Całe szczęście, że spięcie zaszło jedynie w panelu sterowania, dzięki czemu wymiana bądź naprawa okażą się tańsze. Jeśli jednak Francis miał ochotę poczuć się jak w domu, miał okazję. Pod płot zajechał właśnie radiowóz świecąc kogutem. Na niebiesko i czerwono. Wysiadł z niego czarnoskóry policjant i poprawił pasek przy spodniach. Cezary, bo tak mu właśnie było na imię, wcale a wcale nie miał ochoty tu być. Był grudzień, niemal wszędzie leżał śnieg, było zimno, a on zostawił na ciepłym posterunku pączka. Wyciągnął latarkę, włączył ją i oświetlił sobie drogę wchodząc na teren posesji.
- Szlag by to wszystko... - mruczał pod nosem a śnieg i błoto chrzęściły pod jego stopami. Zatrzymał się na moment by sprawdzić w co wdepnął. Zauważył też ślady po ciągniętej walizce i podeszwy butów. Wystarczyła chwila, by zauważył wybitą szybę w oknie i choć wydawałoby się, że Cezary nie należy do najbystrzejszych - by wpadł na to, że ktoś wszedł do środka. - Wyłazić stamtąd! - zawołał sięgając po broń. Taka procedura. - To prywatna posesja!
A mógł ze sobą wziąć Arniego, zrobiły wszystko za niego.

_________________
Sesje:
- Artemis (retro u Pameli, Rosa)
- Dahlia (szpital, Rudi)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 28
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sro Lut 07 2018, 12:42;

- To chyba aż nazbyt pochlebne porównanie - zauważył, odnotowując w duchu, że chociaż Francis może być w swej bezużyteczności lekko irytujący, to jednak jego niefrasobliwe podejście jakoś tak automatycznie poprawia humor. Oczywiście przynajmniej do pewnego etapu, granice tegoż nie zostały jednak na razie przekroczone.
- Świetnie, w takim razie zadzwonię do niej i za... Noż kurwa, co znowu?!
Najwyraźniej nie będzie mu już dzisiaj dane zaznać spokoju. Cudownie. Ze stanowczą chęcią załatwienia tego najszybciej jak się tylko da przewrócił oczami do Francisa, sięgnął do kieszeni po portfel z dokumentami i tak uzbrojony wyszedł przed drzwi unosząc ręce w pojednawczym geście, żeby nadgorliwy policjant nie postanowił go przypadkiem zastrzelić.
- Dobry wieczór! Tak, wiem, że prywatna, ale tak się składa, że przy okazji moja - to ostatnie było stwierdzeniem trochę na wyrost, bo posesja nie była stricte jego własnością, ale hej, nadal był tam zameldowany! Pozostawało mieć nadzieję, że adres na dokumentach przedstawicielowi prawa wystarczy.
- Pan z powodu tego alarmu jak przypuszczam? Przepraszam za to, zamki się zacięły i w ogóle mam tu małe problemy techniczne z elektroniką. Nie orientuje się pan, kto by mi mógł naprawić interkom tak na już? No, może nie już dzisiaj, ale może by zaraz jutro...
Ephraim miał nikłe pojecie odnośnie faktu, jak powinien zachowywać się człowiek przyłapany na włamaniu do własnego domu, ale zakładał, że powinien zachowywać się, jakby nic takiego się nie stało. Ostatecznie to było tylko drobne nieporozumienie i wszyscy chcieli, żeby funkcjonariusz mógł po prostu wrócić spokojnie na komisariat, do swojego pączka. I żeby nie trzeba było dzwonić do rodziców. Stanowczo Craig chciałby uniknąć informowania o całej sytuacji matki. Już by chyba wolał aresztowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t518-ephraim-craig
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 18
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sro Lut 07 2018, 13:32;

Francis, który stał plecami zwróconymi do drzwi, nie od razu zauważył migające niebiesko-czerwone światło, jednak z intuicją właściwą dla kogoś, kto zwykł się nocami włóczyć po centrum miasta (gdzie wystarczyło skręcić w boczna uliczkę, by znaleźć kłopoty) bez udziału świadomości wyczuł zbliżającą się osobę trzecią. Może policjantowi but skrzypnął na śniegu, a może nawet w stanie pewnego zaaferowania nie tak trudno było przegapić odgłos samochodu toczącego się po nieutwardzonym podjeździe. Wystarczy rzec, że chłopak odwrócił się akurat w momencie, w którym funkcjonariusz przeszedł do procedury.
- O rety, policja! - ucieszył się Francis, zupełnie bez sensu. Zapewne miały z tym związek jego sensacyjne skojarzenia, szybko jednak uzmysłowił sobie, że obecność stróżów prawa zwykle oznaczała wyłącznie dłużące się, nudne formalności i nadęte miny pełne dystansu wobec takich podejrzanych nicponi, jak on. Co nie znaczy że nie zamierzał próbować umilić sobie wieczoru. Przybrał więc swój najbardziej niewinny, uroczy i - jak sądził - dziewczęcy wyraz twarzy i podreptał za Ephem, zupełnie ignorując przeczucie, iż ten wolałby, by mu się nie pałętać pod nogami. Ha, dureń. Francis był pewien, że pełen poczucia wyższości wobec świata Fifi nie był tak naprawdę predysponowany by właściwie poradzić sobie w takiej sytuacji! Ale mógł być dobrą, męską figurą, a chłopak był zdecydowany zabłyszczeć na jego tle.
- Dobry wieczór, Panie Oficerze - zwrócił się do policjanta. Otaksował go spojrzeniem spod długich rzęs. Całkiem przeciętna chłopina - odnotował w myślach. Przylgnął do Ephraima, obejmując jego ramie i uśmiechnął się bezradnie, jak przystało na uczciwą obywatelkę, która znalazła się w nieco niezręcznym położeniu.
- Tak mi przykro, że musiał się pan pofatygować i to z powodu takiego głupstwa. Fifi, przeprosiłbyś pana! - skarcił go, by w następnej chwili posłać drugiemu mężczyźnie kolejny zakłopotany uśmiech. - On jest taki roztargniony... Wyobraża pan sobie, tak zapomnieć kluczy, do własnego domu...?!
Oczywiście zakładał, że policjant mógłby je chcieć zobaczyć, a nie zdawał sobie najzupełniej sprawy z tego, że Ephraim w międzyczasie wynalazł w komodzie zapasowy komplet. Jaka szkoda, że nie mieli okazji uzgodnić wersji!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t514-francis-dekarabia
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ Sob Lut 10 2018, 15:33;

Zawiał wiatr i Cezary poczuł na plecach chłód. Przeklął po cichu pod nosem żałując, że zamienił się na ten nocny dyżur. A mogła to być spokojna noc!
- Ręce nad głowę, żebym je widział! - zawołał zgodnie z procedurą. Nie, żeby Ephraim właśnie w taki sposób postąpił od razu. Chłystek, który wyszedł na zewnątrz może i był wysoki, ale był też chudy jak trzcina. Cezary był pewien, że w razie czego to nawet i on sobie z nim poradzi. Opuścił powoli broń widząc, że chłopak nie ma złych zamiarów ani nie jest uzbrojony. Przycisnął jeden z guzików komunikatora przypiętego do kurtki, żeby dać znać w dyspozytorni co się dzieje.
- Wyszedł chudy typek. Mówi, że jest właścicielem - schował następnie broń do kabury i zbliżył się do Craiga. W tej samej chwili z domu wyszła dziewczyna. Tak przynajmniej myślał Cezary. - Pokaż mi te dokumenty.
Z pewną ulgą przyjął fakt, że zgłoszenie, choć zasadne, nie dotyczyło niczego poważnego. Nie miał ochoty ani na użeranie się z obcymi, ani tym bardziej ze złodziejami. Zdążył już zmarznąć, zgłodnieć, wspomnieć pozostawionego pączka i nabrać ochoty na gorącą herbatę z malinowym sokiem, który przyniósł ostatnio Stępień. Poza tym, mieli dziś ustalać posterunkowe bingo dotyczące Riosa.
- To w końcu zamki się zacięły, czy zapomnieliście kluczy? - zapytał podejrzliwie oglądając sobie dowód, który zapewne Craig mu podał. Kojarzył nazwisko, w dodatku całkiem dobrze. Ze wszystkich Craigów została tu tylko Yvonne, która od czasu do czasu lądowała na posterunku. Albo na językach połowy Rode. Poskładał więc sobie informacje do kupy. - Odwiedzasz siostrę?

_________________
Sesje:
- Artemis (retro u Pameli, Rosa)
- Dahlia (szpital, Rudi)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Dom Rodzinny Craigów  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Dom Rodzinny Craigów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Album rodzinny im. Hejterów Naczelnych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-