Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

So what are we so afraid of?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: So what are we so afraid of?   Pon Sty 22 2018, 19:48

KTO: Ethel i Raphael
KIEDY:listopad, 4 dni po akcji z Kandelem
GDZIE: trochę w mieszkaniu Ethel, a trochę w Rode

Na posterunek rzeczywiście poszła następnego ranka. Złożyła zeznania, opisała napastnika, wniosła oskarżenie. Wszystko z kamienną twarzą i jeśli spotkała się z nieuprzejmym komentarzem, to nie wahała się przed zjadliwym komentarzem. Następnie podpisała odpowiednie dokumenty i wróciła do domu. Zadzwoniła do szpitala, by opisać sytuację (bo w końcu Rode było małe, więc i tak by to wyszło) oraz by wziąć tydzień wolnego. Oczywiście z zastrzeżeniem, że jeśli to będzie konieczne - przyjedzie do przychodni. Ordynator oddziału naurologicznego bardzo mocno jej pomógł po wypadku, więc uznała, że jest coś winna całemu szpitalowi.
Teraz siedziała na kanapie, jadła winogrona i czytała artykuły na holoekranie. Zamki zostały wymienione, a Raphael miał swoje klucze.  Minęło cztery dni, a oni jeszcze się nie zabili. Całkiem dobry początek.
Kot pomrukiwał kobiecie na kolanach. Czuła się spokojna, choć oczywiście byłaby spokojniejsza, gdyby Kandel był już złapany. No ale. Wierzyła Raphaelowi, gdy powiedział, że go dorwie. I że będzie ją chronić.  Zaufała mu z niewiadomego dla siebie powodu, choć nigdy nikomu przecież aż tak bardzo się nie oddala. No, może Rudiemu.
Drzwi otworzyły się, gdy Bradford wrócił. Gdziekolwiek był.
- Obiad jest w piekarniku. Możesz sobie podgrzać.  - powiedziała i wpakowała sobie winogron do ust. - Zaraz wychodzę, tak dla twojej wiadomości. Tylko nie zaczynaj dramatyzować.
Chociaż nie mówiła tego Raphaelowi, to ogarnęła sobie małe strzykawki, które napełniła trucizną. Oczywiście własnej roboty. Jeśli Kandel ją będzie chciał dorwać, to się zaskoczy. Ale teraz jeszcze się nie bała.  W końcu Raphael miał dwa tygodnie.  Podejrzewała, że lęki przyjdą po tym deadlinie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   Pon Sty 22 2018, 22:37

Bradford otworzył drzwi i pojawił się w mieszkaniu Ethel. Wcześniej, dzisiejszego popołudnia zahaczył o swoje mieszkanie i spakował sobie sporą torbę z rzeczami. Nie było sensu co chwilę po coś tam jeździć. Miał też inny cel. Sprawdził swoją skrzynkę pocztową czy przypadkiem znowu tam coś na niego nie czeka, ale okazała się pusta. Widocznie temu cwaniakowi wydawało się, że jego informacja była wystarczająco wymowna. Skurwysyn, odstrzeli mu łeb jak go dorwie.
No właśnie jak go dorwie, bo przez ostatnie cztery dni nie posunął się w swoich poszukiwaniach ani na krok. Złościło go to i frustrowało. Dzisiejszy wieczór miał zamiar spędzić w przekopywaniu się przez poszlaki. Kandel na pewno nie opuścił Rode, a przynajmniej nie legalnymi środkami transportu. Zgłoszenie złożone przez Ethel, sprawiło, że jest poszukiwany i nie będzie mu tak łatwo lawirować. Wracając jednak do jego pracy na wieczór wychodziło na to, że będzie musiała poczekać.
- Dzięki.- odpowiedział i rzucił torbę przy ścianie. Później ją wypakuje.Ruszył w kierunku piekarnika uświadamiając sobie, że od dawna nie czekał na niego obiad po powrocie z pracy. Nałożył sobie i spojrzał uważnie na Ethel.
-Gdzie wychodzimy?- zapytał, bo przeciez nie puści jej samej. Już jej to tłumaczył ale jak widać do tego uparciucha nic nie docierało.- Mężczyźni nie dramatyzują, tak dla twojej informacji.- wycelował w nią widelcem, a później kontynuował posiłek czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   Wto Sty 23 2018, 18:25

Tylko kątem oka zerknęła na pozostawioną pod ścianą torbę. Tylko pokręciła nieznacznie głową. Nie odpowiadało jej to, jak bardzo Bradford zaczyna się wprowadzać, jednak wiedziała, że wywalenie go teraz, przed złapaniem Kandela, byłoby bardzo trudne. Oczywiście nie niemożliwe. Nic nie było niemożliwe i Ethel tej dewizy postanowiła się trzymać.
Gdy Raphael podgrzewał obiad, po pomieszczeniu rozszedł się przyjemny zapach pieczonego mięsa, sera i makaronu. Nic nadzwyczajnego. Nie można było jednak odmówić i zapachom i potrawom smakowitości.
- Nie ma sprawy. - odpowiedziała odruchowo, naturalnie.
Przerzucała kolejne strony, nie zwracając większej uwagi na przymusowego współlokatora. Nawet nie próbowała niczego analizować. To wszystko było trochę pojebane. Byli tylko kochankami, a jednak przyszło im funkcjonować na jednej płaszczyźnie. I choć spali razem, to przez ostatnie dni Ethel nie pozwoliła na żadne zbliżenie, nawet jeśli Raphael próbował się do niej dobrać. Trudno było zdefiniować tę relację.
- My? - odwróciła głowę w stronę mężczyzny. - Jakie my? - oderwała winogrono od kiści i rzuciła nim w Bradforda, celując w talerz. Nie agresywnie, zaczepnie. - Ty nigdzie nie idziesz. Wybieram się na randkę. - położyła łokieć na oparciu kanapy. - Wiesz. Taką prawdziwą. Z kimś kto nie traktuje mnie przedmiotowo i kto ewentualnie ma jakieś perspektywy co do budowania związku. - prychnęła i znowu odwróciła się do czytanego artykułu. - Idę na zakupy. Zaparkuję blisko wejścia. Nie sądzę, żeby Kandel pchał się tam, gdzie jest dużo ludzi. - wpakowała sobie winogrono do ust. - Zresztą. I tak pewnie nic nie zrobi przed upływem tych dwóch tygodni. Potem co najwyżej z wkurwienia na ciebie, obetnie mi głowę. Ale teraz pewnie nic mi nie grozi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   Czw Sty 25 2018, 14:08

Bradford wcale się nie wprowadzał. On tylko dbał o swój komfort i wygodę. W końcu ileż można pachnieć damskim żelem pod prysznic. Jeszcze by go kumple w końcu wyniuchali i nie miałby życia. Nie mógł się też obejść bez kilku drobiazgów, które znajdowały się w torbie. W ogóle byłby miło ze strony Ethel, gdyby mu zrobiła jakąś wolną półkę w szafie. Oczywiście nie miał jej zamiaru o to prosić, ale może stosik ubrań na krześle da jej do myślenia.
Bradford złapał winogrono a potem zgarnął swój talerz i zamiast przy stole ulokował się na kanapie. Otworzyłby sobie do tego piwo, ale jak mieli gdzieś jechać to nie może tego zrobić, chyba, że sam sobie wystawi mandat. Pochłonął część dania, kiedy Ethelyn prowadziła swój monolog. Taka właśnie była, potrafiła gadać jak najęta. Ciekawe jak Rudolf sobei z tym radził, aż go o to zapyta przy najbliższej okazji.
- Świetnie, poszukasz sobie kogoś takiego za jakiś czas, będziecie mieć tuzin dzieciaków i jeszcze ze dwa koty.- oczywiście, że nie puściłby ją na jakąś głupią randkę a może by puścił i pozwolił jej uświadomić sobie, że on jest zdecydowanie lepszym towarzystwem.
- Idę z tobą.-stwierdził i w duchu już przeklinał, bo nienawidził zakupów, ale nie chciał jej puścić samej. Oczywiście nie podjął dyskusji z argumentami Ethelyn tylko zakomunikował jej ten fakt i spokojnie dokończył posiłek. Przechylił się lekko i ukradł jej kilka winogron.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   Czw Sty 25 2018, 22:58

Przesunęła się nieznacznie, gdy obok niej siadał. Poruszenie sprawiło, że i kot musiał zmienić pozycję. Nawet nie wyraził niezadowolenia, po prostu odnalazłam nową odpowiednią pozycję. Na Raphaela nawet nie spojrzał, jakby już zupełnie przyzwyczaił się do nowego lokatora. W nocy tylko czasem był niezadowolony, że nie może się położyć obok swojej pani, co oznajmiał głośnym miauczeniem. Ethel była do tego przyzwyczajona, nawet lubiła to zawodzenie. Ale Raphael?
- Za jakiś czas? - oburzyła się i prychnęła z rozbawieniem. - Teraz jeszcze mi będziesz mówić kiedy mogę chcieć się z kimś związać? - rzuciła w Raphaela winogronem. Tym razem odbiło się od jego czoła i upadło na podłogę. Henry Marsh zerwał się i pognał za zdobyczą. - Nie jesteś moją prawdziwą matką. - wydęła usta patrząc wprost na mężczyznę. W oczach igrały jej rozbawione i złośliwe ogniki.
- Jak chcesz. - wzruszyła beznamiętnie ramionami. Gest, który mówił “Ok. Jeszcze tego pożałujesz”. - Acha, i posprzątaj ten pierdolnik z krzesła. Masz wolną szufladę. - uniosła brew. - Wiedziałbyś, gdybyś po prostu zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   Pon Lut 05 2018, 19:45

A Raphael przy każdym takim zawodzeniu obiecywał sobie, że przerobi kota na dywanik obok łóżka i te groźby zupełnie nie przeszkadzały mu w podrzucaniu kotu od czasu do czasu smakołyków, oczywiście tak by jego właścicielka o tym nie wiedziała.
- Ej.- oburzył się na to rzucone winogrono a potem bezczelnie się uśmiechnął do Ethel.- Oczywiście, że będę mówił.- nawet się nie zawahał, bo w końcu taki był. Lubił mieć ustawione wszystko tak jak chciał w tym i Ethel, tyle że ona stawiała opór i nie chciała dać się włożyć w ustalone relacje.- I nawiasem mówiąc twoja matka musiała być świętą kobietą.- spokojnie dokończył sobie konsumpcję posiłku. Przepychanki słowne były między nimi codziennością i tak naprawdę to bawiły go, ale przecież nie powie tego Ethelyn. I tak już siedziała zadowolona z siebie.
Bradford podniósł się i włożył brudny talerz do zmywarki, przez sekundę korciło zostawić go na stoliku i sprowokować Hollingsworth do kolejnego monologu, ale odpuścił tym bardziej, że kolejna informacja go zaskoczyła.
Oparł się o blat. Zaplótł ręce na piersi i spojrzał kpiąco na panią doktor.
- Odstąpiłaś mi kawałek swojej życiowej przestrzeni. Normalnie nie mogę uwierzyć.- uniósł kpiąco brwi.- A nie pomyślałaś, że nie chcę pytać?- oczywiście jak już wcześniej było wspomniane wolałby by stosik ubrań dał jej do myślenia. Zasadniczo jego pytanie można było interpretować również w ten sposób, że nie pytał o szufladę bo nie chce do niej pakować swoich ubrań, bo w ostateczności zbyt by to przypominało związek. Ethelyn pewnie będzie miała w tym temacie jeszcze inną teorie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   Pon Lut 05 2018, 22:58

Odpowiedziała prześlicznym uśmiechem, za którym kryły się zdecydowanie i upór. Nie przywykła do tego, by ktoś jej mówił co może, a czego nie może robić. Raphael nie należał tutaj do wyjątku. Jedyne do czego mógł dojść, to sprawienie, że Ethel będzie szanowała jego opinie i by ewentualnie chciała coś zrobić dla niego. Jak na razie był od tego daleki. Wszak oboje bronili się przed jakimkolwiek obciążeniem emocjonalnym.
- Nie masz nade mną żadnej władzy. - wzruszyła ramionami. Może nawet trochę rozbawiona tym, że Raphael ma takie przerośnięte ego. - Jeśli ci to nie odpowiada, wiesz, gdzie są drzwi. - włożyła sobie winogrono do ust, obejmując je ustami i zasysając. Zrobiła to celowo. - Nasz romans przestał mnie satysfakcjonować, więc i tak niczego już ode mnie nie dostaniesz.
Wiedziała, że to deklaracja na wyrost. Bradford wywoływał w niej pożądanie, a świadomość, że (prawie) daje jej w łóżku to, czego Ethel potrzebuje, wcale nie pomagała. Jednak prawdą było, że jak na razie odeszła jej ochota na seks.
- Dlaczego niby? - zapytała, gdy padło stwierdzenie o Theresę. A właściwie Holly Hollingsworth.
Całkiem przyjemnie było patrzeć, jak jednak Raphael okazuje odrobinę ogłady i kultury, sprzątając za sobą. Choć wewnętrznie zdziwiła się, że nie chciał sprowokować żadnej awantury. Właściwie to zaskakujące było to, jak bardzo nie wchodzili sobie w drogę w codziennym życiu. Oczywiście, zaczepki i próby dominacji były normalne. Była to jednak gra, której zasady oboje znali.
- Odstąpiłam ci kawałek komody. - prychnęła. - Nie jestem aż tak małostkowa, a nie znoszę bałaganu. Więc z dwojga złego wolę, żebyś ten swój mały grajdołek trzymał poza zasięgiem moich oczu. - przewróciła oczami, jakby informacje, które przekazywała były oczywistością. - Pomyślałam. Ale subtelnie daję ci do zrozumienia, że masz problemy z komunikacją.
Wstała, związała gumką włosy, po czym po prostu przeszła do przedpokoju i zaczęła się ubierać. Płaszcz, gruby szal i puchata czapka. Spod tego opatulenia wystawał tylko nos i ciemne oczy kobiety.
- Zbieraj się, nie będę czekała w nieskończoność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   Wto Lut 06 2018, 22:11

Raphael pewnie nigdy się nie zmieni. Zawsze będzie rządził i dyrygował, chciał by Ethelyn dostosowywała się do niego, przynajmniej do póki się bzykają, chociaż ostatnio tego nie robili, co również go frustrowało i wpływało na jego samopoczucie, chociaż póki co nie dawał tego po sobie poznać. Z drugiej strony nie obiecywał nikomu wierności, więc mógł przelecieć pierwszą z brzegu laskę i tyle. Lekki problem stanowiło to, że nie miał ochoty na inne laski, ale cały czas spychał to w głąb swojej podświadomości.
- Naprawdę?- dopytał i oczywiście chodziło mu ostatnią część jej wypowiedzi bo pierwszą wpuścił jednym uchem a wypuścił drugim. Pewnie bedzie tak marudzić jeszcze nie raz.
Podszedł do niej a ta w tym czasie prowokująco pochłonęła winogrono. Pochylił się nad nią i mocno ją pocałował, czuł smak winogron na języku i sprawił, że obydwojgu im przyspieszyły oddechy. Mogła oszukiwać samą siebie ale nei Bradforda, który ruszył w kierunku balko. Liczył, że zapali przed wyjściem, ale jak widać chyba nie zdąży.
- Nie wiesz?- posłał jej kpiący uśmieszek. Był pewien, że doskonale wiedziała o co mu chodzi, ale takie gierki należały do ich codziennego życia, które ku jego zaskoczeniu przez ostanie cztery dni toczyło się nawet całkeim gładko. Jedyny mankament stanowiła konieczność palenia na balkonie.
- Nie mam najmniejszych problemów z komunikacją, naprawdę nie mam pojęcia dlaczego sobie to ubzdurałaś.- to, że nie klepał ozorem jak baba nie znaczyło, że nie potrafił się komunikować. |Jak miał zamiar coś powiedzieć to mówił.- I to nie było subtelne.- wycelował w nią palec a w sekundę później ruszył do przedpokoju ubrać się w kurtkę. Czapki i szalika nie posiadał więc nie musiał się w nic zwijać.
Po chwili wyszli z mieszkania i po przekroczeniu progu klatki schodowej Bradford zaraz
odpalił papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   Czw Lut 08 2018, 19:42

- Naprawdę. - odpowiedziała zdecydowanie.
Podchodził do niej, ale przecież nie zamierzała się wycofać, choć wiedziała jakie mogą być jego zamiary. Czując smak ust Raphaela i nikotynowego języka, musiała się bardzo powstrzymywać, by nie odpowiedzieć pocałunkiem. Dodatkowo zrobiło jej się przyjemnie ciepło w podbrzuszu. Wszystko mogła ukryć, ale nie przyspieszone bicie serca i szybszy oddech. Tego pierwszego nie mógł wyczuć, o ile nie był naprawdę blisko.
- Nie mam pojęcia. - utrzymywała swoje klamsywo. Oczywiście, że wiedziała. Zgrywała się, bo liczyła na kolejną przepychankę słowną. Im dłużej grali w te gierki, tym wyraźniej widziała, jakim człowiekiem jest Bradford.
Obserwowała, gdy się ubierał.
- Byłam subtelna. - upierała się. - Jak cała ta nasza wspaniała relacja. - ironizowała.
Pokręcił głową na ten brak szalika i czapki, a potem wyciągnęła dłonie by odsunąć zamek kurtki Raphaela i poprawić kołnierz tak, by jak najmniej wiatru mu zawiewało.
- Mam ci kupić na święta czapkę, szalik i rękawiczki? - prychnęła.
Zachowali się jak para. Widziała to. Nie była upośledzona. I totalnie nie wiedziała jeszcze, co ma z tym zrobić.
Na dole odpaliła samochód i poczekała, aż policjant dopali papierosa. Gdy wsiadł, ruszyła z piskiem opon. Dojazd do centrum zajął im zaledwie kilkanaście minut. Ethel zaparkowała przed jedyna galeria handlowa w Rode.
- To nie potrwa długo. - powiedziała to takim tonem by brzmiało jak wierutne kłamstwo. Chciała by miał świadomość w jak bardzo głębokie szambo wdepnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   Pią Lut 09 2018, 22:20

- Ethelyn Hollingsworth, strasznie z ciebie słaba kłamczucha.- uśmiechnął się i nie komentował więcej tematu. Bradford naprawdę uważał, że ten romans dobiegnie końca wtedy, kiedy on będzie chciał, a póki co ku swojemu zaskoczeniu nie chciał.Ten ostatni fakt naprawdę go zaskakiwał, ale skutecznie spychał go do swojej podświadomości by nie musieć tego analizować.
- Zapytaj ją kiedyś, może ci wyjaśni.- zaraz jej odpowiedział w duchu rozbawiony jej zachowaniem, wiedział doskonale, że go prowokowała do kolejnej przepychanki słownej, zazwyczaj stosował wobec niej dokładnie tę samą taktykę. Ktos patrząc na nich z boku mógłby pomyśleć, że są chłopcem ciągnącym za warkocze koleżankę siedzącą w ławce przed nim lub koleżankę wpuszczającą temuż koledze mrówki za koszulkę.
- Nasza relacja nie ma nic wspólnego z subtelnością.- skrzywił się lekko. Doskonale widział, jak mężczyzna powinien zabiegać o kobietę i prawdę mówiąc nic z tego nie robił. Zamiast tego wolał ją pieprzyć, ot choćby teraz mógłby ją rozebrać z tej warstwy ubrań, oprzeć o ścianę i zatopić się w niej zapominając o wszystkich problemach.
W te jego rozmyślania wdarł się jej gest. Co prawda okraszony komentarzem w jej stylu, ale jednak. Nie pamiętał, kiedy ktokolwiek zatroszczył się o to by nie zmarzł lub o jego komfort. To było nowe i przyjemne uczucie, nie pozwolił jednak by wypłynęło na wierzch.
- Nie musisz, jestem dużym chłopcem, ale dalej pozostaje dla mnie zagadką jak ty potrafisz się w tym wszystkim ruszać.- opanował chęć pochylenia się i cmoknięcia jej w nos. Głupi pomysł.
Droga do centrum minęła im całkiem szybko. Pozwolił prowadzić Ethel tylko dlatego, że chciał mieć wolne ręce w razie jakichś problemów, bo oczywiście broń miał przy sobie jak zawsze.
- Uhm, akurat ci wierzę.- musiał w biegu wypalić papieros anim weszli do budynku, bo przecież nie będzie siedział w samochodzie i czekał na Ehelyn, aż ta skończy zakupy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: So what are we so afraid of?   

Powrót do góry Go down

So what are we so afraid of?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu