Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuShare|

So what are we so afraid of?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie So what are we so afraid of?  ♦ Pon Sty 22 2018, 19:48;

KTO: Ethel i Raphael
KIEDY:listopad, 4 dni po akcji z Kandelem
GDZIE: trochę w mieszkaniu Ethel, a trochę w Rode

Na posterunek rzeczywiście poszła następnego ranka. Złożyła zeznania, opisała napastnika, wniosła oskarżenie. Wszystko z kamienną twarzą i jeśli spotkała się z nieuprzejmym komentarzem, to nie wahała się przed zjadliwym komentarzem. Następnie podpisała odpowiednie dokumenty i wróciła do domu. Zadzwoniła do szpitala, by opisać sytuację (bo w końcu Rode było małe, więc i tak by to wyszło) oraz by wziąć tydzień wolnego. Oczywiście z zastrzeżeniem, że jeśli to będzie konieczne - przyjedzie do przychodni. Ordynator oddziału naurologicznego bardzo mocno jej pomógł po wypadku, więc uznała, że jest coś winna całemu szpitalowi.
Teraz siedziała na kanapie, jadła winogrona i czytała artykuły na holoekranie. Zamki zostały wymienione, a Raphael miał swoje klucze.  Minęło cztery dni, a oni jeszcze się nie zabili. Całkiem dobry początek.
Kot pomrukiwał kobiecie na kolanach. Czuła się spokojna, choć oczywiście byłaby spokojniejsza, gdyby Kandel był już złapany. No ale. Wierzyła Raphaelowi, gdy powiedział, że go dorwie. I że będzie ją chronić.  Zaufała mu z niewiadomego dla siebie powodu, choć nigdy nikomu przecież aż tak bardzo się nie oddala. No, może Rudiemu.
Drzwi otworzyły się, gdy Bradford wrócił. Gdziekolwiek był.
- Obiad jest w piekarniku. Możesz sobie podgrzać.  - powiedziała i wpakowała sobie winogron do ust. - Zaraz wychodzę, tak dla twojej wiadomości. Tylko nie zaczynaj dramatyzować.
Chociaż nie mówiła tego Raphaelowi, to ogarnęła sobie małe strzykawki, które napełniła trucizną. Oczywiście własnej roboty. Jeśli Kandel ją będzie chciał dorwać, to się zaskoczy. Ale teraz jeszcze się nie bała.  W końcu Raphael miał dwa tygodnie.  Podejrzewała, że lęki przyjdą po tym deadlinie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pon Sty 22 2018, 22:37;

Bradford otworzył drzwi i pojawił się w mieszkaniu Ethel. Wcześniej, dzisiejszego popołudnia zahaczył o swoje mieszkanie i spakował sobie sporą torbę z rzeczami. Nie było sensu co chwilę po coś tam jeździć. Miał też inny cel. Sprawdził swoją skrzynkę pocztową czy przypadkiem znowu tam coś na niego nie czeka, ale okazała się pusta. Widocznie temu cwaniakowi wydawało się, że jego informacja była wystarczająco wymowna. Skurwysyn, odstrzeli mu łeb jak go dorwie.
No właśnie jak go dorwie, bo przez ostatnie cztery dni nie posunął się w swoich poszukiwaniach ani na krok. Złościło go to i frustrowało. Dzisiejszy wieczór miał zamiar spędzić w przekopywaniu się przez poszlaki. Kandel na pewno nie opuścił Rode, a przynajmniej nie legalnymi środkami transportu. Zgłoszenie złożone przez Ethel, sprawiło, że jest poszukiwany i nie będzie mu tak łatwo lawirować. Wracając jednak do jego pracy na wieczór wychodziło na to, że będzie musiała poczekać.
- Dzięki.- odpowiedział i rzucił torbę przy ścianie. Później ją wypakuje.Ruszył w kierunku piekarnika uświadamiając sobie, że od dawna nie czekał na niego obiad po powrocie z pracy. Nałożył sobie i spojrzał uważnie na Ethel.
-Gdzie wychodzimy?- zapytał, bo przeciez nie puści jej samej. Już jej to tłumaczył ale jak widać do tego uparciucha nic nie docierało.- Mężczyźni nie dramatyzują, tak dla twojej informacji.- wycelował w nią widelcem, a później kontynuował posiłek czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Wto Sty 23 2018, 18:25;

Tylko kątem oka zerknęła na pozostawioną pod ścianą torbę. Tylko pokręciła nieznacznie głową. Nie odpowiadało jej to, jak bardzo Bradford zaczyna się wprowadzać, jednak wiedziała, że wywalenie go teraz, przed złapaniem Kandela, byłoby bardzo trudne. Oczywiście nie niemożliwe. Nic nie było niemożliwe i Ethel tej dewizy postanowiła się trzymać.
Gdy Raphael podgrzewał obiad, po pomieszczeniu rozszedł się przyjemny zapach pieczonego mięsa, sera i makaronu. Nic nadzwyczajnego. Nie można było jednak odmówić i zapachom i potrawom smakowitości.
- Nie ma sprawy. - odpowiedziała odruchowo, naturalnie.
Przerzucała kolejne strony, nie zwracając większej uwagi na przymusowego współlokatora. Nawet nie próbowała niczego analizować. To wszystko było trochę pojebane. Byli tylko kochankami, a jednak przyszło im funkcjonować na jednej płaszczyźnie. I choć spali razem, to przez ostatnie dni Ethel nie pozwoliła na żadne zbliżenie, nawet jeśli Raphael próbował się do niej dobrać. Trudno było zdefiniować tę relację.
- My? - odwróciła głowę w stronę mężczyzny. - Jakie my? - oderwała winogrono od kiści i rzuciła nim w Bradforda, celując w talerz. Nie agresywnie, zaczepnie. - Ty nigdzie nie idziesz. Wybieram się na randkę. - położyła łokieć na oparciu kanapy. - Wiesz. Taką prawdziwą. Z kimś kto nie traktuje mnie przedmiotowo i kto ewentualnie ma jakieś perspektywy co do budowania związku. - prychnęła i znowu odwróciła się do czytanego artykułu. - Idę na zakupy. Zaparkuję blisko wejścia. Nie sądzę, żeby Kandel pchał się tam, gdzie jest dużo ludzi. - wpakowała sobie winogrono do ust. - Zresztą. I tak pewnie nic nie zrobi przed upływem tych dwóch tygodni. Potem co najwyżej z wkurwienia na ciebie, obetnie mi głowę. Ale teraz pewnie nic mi nie grozi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Czw Sty 25 2018, 14:08;

Bradford wcale się nie wprowadzał. On tylko dbał o swój komfort i wygodę. W końcu ileż można pachnieć damskim żelem pod prysznic. Jeszcze by go kumple w końcu wyniuchali i nie miałby życia. Nie mógł się też obejść bez kilku drobiazgów, które znajdowały się w torbie. W ogóle byłby miło ze strony Ethel, gdyby mu zrobiła jakąś wolną półkę w szafie. Oczywiście nie miał jej zamiaru o to prosić, ale może stosik ubrań na krześle da jej do myślenia.
Bradford złapał winogrono a potem zgarnął swój talerz i zamiast przy stole ulokował się na kanapie. Otworzyłby sobie do tego piwo, ale jak mieli gdzieś jechać to nie może tego zrobić, chyba, że sam sobie wystawi mandat. Pochłonął część dania, kiedy Ethelyn prowadziła swój monolog. Taka właśnie była, potrafiła gadać jak najęta. Ciekawe jak Rudolf sobei z tym radził, aż go o to zapyta przy najbliższej okazji.
- Świetnie, poszukasz sobie kogoś takiego za jakiś czas, będziecie mieć tuzin dzieciaków i jeszcze ze dwa koty.- oczywiście, że nie puściłby ją na jakąś głupią randkę a może by puścił i pozwolił jej uświadomić sobie, że on jest zdecydowanie lepszym towarzystwem.
- Idę z tobą.-stwierdził i w duchu już przeklinał, bo nienawidził zakupów, ale nie chciał jej puścić samej. Oczywiście nie podjął dyskusji z argumentami Ethelyn tylko zakomunikował jej ten fakt i spokojnie dokończył posiłek. Przechylił się lekko i ukradł jej kilka winogron.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Czw Sty 25 2018, 22:58;

Przesunęła się nieznacznie, gdy obok niej siadał. Poruszenie sprawiło, że i kot musiał zmienić pozycję. Nawet nie wyraził niezadowolenia, po prostu odnalazłam nową odpowiednią pozycję. Na Raphaela nawet nie spojrzał, jakby już zupełnie przyzwyczaił się do nowego lokatora. W nocy tylko czasem był niezadowolony, że nie może się położyć obok swojej pani, co oznajmiał głośnym miauczeniem. Ethel była do tego przyzwyczajona, nawet lubiła to zawodzenie. Ale Raphael?
- Za jakiś czas? - oburzyła się i prychnęła z rozbawieniem. - Teraz jeszcze mi będziesz mówić kiedy mogę chcieć się z kimś związać? - rzuciła w Raphaela winogronem. Tym razem odbiło się od jego czoła i upadło na podłogę. Henry Marsh zerwał się i pognał za zdobyczą. - Nie jesteś moją prawdziwą matką. - wydęła usta patrząc wprost na mężczyznę. W oczach igrały jej rozbawione i złośliwe ogniki.
- Jak chcesz. - wzruszyła beznamiętnie ramionami. Gest, który mówił “Ok. Jeszcze tego pożałujesz”. - Acha, i posprzątaj ten pierdolnik z krzesła. Masz wolną szufladę. - uniosła brew. - Wiedziałbyś, gdybyś po prostu zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pon Lut 05 2018, 19:45;

A Raphael przy każdym takim zawodzeniu obiecywał sobie, że przerobi kota na dywanik obok łóżka i te groźby zupełnie nie przeszkadzały mu w podrzucaniu kotu od czasu do czasu smakołyków, oczywiście tak by jego właścicielka o tym nie wiedziała.
- Ej.- oburzył się na to rzucone winogrono a potem bezczelnie się uśmiechnął do Ethel.- Oczywiście, że będę mówił.- nawet się nie zawahał, bo w końcu taki był. Lubił mieć ustawione wszystko tak jak chciał w tym i Ethel, tyle że ona stawiała opór i nie chciała dać się włożyć w ustalone relacje.- I nawiasem mówiąc twoja matka musiała być świętą kobietą.- spokojnie dokończył sobie konsumpcję posiłku. Przepychanki słowne były między nimi codziennością i tak naprawdę to bawiły go, ale przecież nie powie tego Ethelyn. I tak już siedziała zadowolona z siebie.
Bradford podniósł się i włożył brudny talerz do zmywarki, przez sekundę korciło zostawić go na stoliku i sprowokować Hollingsworth do kolejnego monologu, ale odpuścił tym bardziej, że kolejna informacja go zaskoczyła.
Oparł się o blat. Zaplótł ręce na piersi i spojrzał kpiąco na panią doktor.
- Odstąpiłaś mi kawałek swojej życiowej przestrzeni. Normalnie nie mogę uwierzyć.- uniósł kpiąco brwi.- A nie pomyślałaś, że nie chcę pytać?- oczywiście jak już wcześniej było wspomniane wolałby by stosik ubrań dał jej do myślenia. Zasadniczo jego pytanie można było interpretować również w ten sposób, że nie pytał o szufladę bo nie chce do niej pakować swoich ubrań, bo w ostateczności zbyt by to przypominało związek. Ethelyn pewnie będzie miała w tym temacie jeszcze inną teorie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pon Lut 05 2018, 22:58;

Odpowiedziała prześlicznym uśmiechem, za którym kryły się zdecydowanie i upór. Nie przywykła do tego, by ktoś jej mówił co może, a czego nie może robić. Raphael nie należał tutaj do wyjątku. Jedyne do czego mógł dojść, to sprawienie, że Ethel będzie szanowała jego opinie i by ewentualnie chciała coś zrobić dla niego. Jak na razie był od tego daleki. Wszak oboje bronili się przed jakimkolwiek obciążeniem emocjonalnym.
- Nie masz nade mną żadnej władzy. - wzruszyła ramionami. Może nawet trochę rozbawiona tym, że Raphael ma takie przerośnięte ego. - Jeśli ci to nie odpowiada, wiesz, gdzie są drzwi. - włożyła sobie winogrono do ust, obejmując je ustami i zasysając. Zrobiła to celowo. - Nasz romans przestał mnie satysfakcjonować, więc i tak niczego już ode mnie nie dostaniesz.
Wiedziała, że to deklaracja na wyrost. Bradford wywoływał w niej pożądanie, a świadomość, że (prawie) daje jej w łóżku to, czego Ethel potrzebuje, wcale nie pomagała. Jednak prawdą było, że jak na razie odeszła jej ochota na seks.
- Dlaczego niby? - zapytała, gdy padło stwierdzenie o Theresę. A właściwie Holly Hollingsworth.
Całkiem przyjemnie było patrzeć, jak jednak Raphael okazuje odrobinę ogłady i kultury, sprzątając za sobą. Choć wewnętrznie zdziwiła się, że nie chciał sprowokować żadnej awantury. Właściwie to zaskakujące było to, jak bardzo nie wchodzili sobie w drogę w codziennym życiu. Oczywiście, zaczepki i próby dominacji były normalne. Była to jednak gra, której zasady oboje znali.
- Odstąpiłam ci kawałek komody. - prychnęła. - Nie jestem aż tak małostkowa, a nie znoszę bałaganu. Więc z dwojga złego wolę, żebyś ten swój mały grajdołek trzymał poza zasięgiem moich oczu. - przewróciła oczami, jakby informacje, które przekazywała były oczywistością. - Pomyślałam. Ale subtelnie daję ci do zrozumienia, że masz problemy z komunikacją.
Wstała, związała gumką włosy, po czym po prostu przeszła do przedpokoju i zaczęła się ubierać. Płaszcz, gruby szal i puchata czapka. Spod tego opatulenia wystawał tylko nos i ciemne oczy kobiety.
- Zbieraj się, nie będę czekała w nieskończoność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Wto Lut 06 2018, 22:11;

Raphael pewnie nigdy się nie zmieni. Zawsze będzie rządził i dyrygował, chciał by Ethelyn dostosowywała się do niego, przynajmniej do póki się bzykają, chociaż ostatnio tego nie robili, co również go frustrowało i wpływało na jego samopoczucie, chociaż póki co nie dawał tego po sobie poznać. Z drugiej strony nie obiecywał nikomu wierności, więc mógł przelecieć pierwszą z brzegu laskę i tyle. Lekki problem stanowiło to, że nie miał ochoty na inne laski, ale cały czas spychał to w głąb swojej podświadomości.
- Naprawdę?- dopytał i oczywiście chodziło mu ostatnią część jej wypowiedzi bo pierwszą wpuścił jednym uchem a wypuścił drugim. Pewnie bedzie tak marudzić jeszcze nie raz.
Podszedł do niej a ta w tym czasie prowokująco pochłonęła winogrono. Pochylił się nad nią i mocno ją pocałował, czuł smak winogron na języku i sprawił, że obydwojgu im przyspieszyły oddechy. Mogła oszukiwać samą siebie ale nei Bradforda, który ruszył w kierunku balko. Liczył, że zapali przed wyjściem, ale jak widać chyba nie zdąży.
- Nie wiesz?- posłał jej kpiący uśmieszek. Był pewien, że doskonale wiedziała o co mu chodzi, ale takie gierki należały do ich codziennego życia, które ku jego zaskoczeniu przez ostanie cztery dni toczyło się nawet całkeim gładko. Jedyny mankament stanowiła konieczność palenia na balkonie.
- Nie mam najmniejszych problemów z komunikacją, naprawdę nie mam pojęcia dlaczego sobie to ubzdurałaś.- to, że nie klepał ozorem jak baba nie znaczyło, że nie potrafił się komunikować. |Jak miał zamiar coś powiedzieć to mówił.- I to nie było subtelne.- wycelował w nią palec a w sekundę później ruszył do przedpokoju ubrać się w kurtkę. Czapki i szalika nie posiadał więc nie musiał się w nic zwijać.
Po chwili wyszli z mieszkania i po przekroczeniu progu klatki schodowej Bradford zaraz
odpalił papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Czw Lut 08 2018, 19:42;

- Naprawdę. - odpowiedziała zdecydowanie.
Podchodził do niej, ale przecież nie zamierzała się wycofać, choć wiedziała jakie mogą być jego zamiary. Czując smak ust Raphaela i nikotynowego języka, musiała się bardzo powstrzymywać, by nie odpowiedzieć pocałunkiem. Dodatkowo zrobiło jej się przyjemnie ciepło w podbrzuszu. Wszystko mogła ukryć, ale nie przyspieszone bicie serca i szybszy oddech. Tego pierwszego nie mógł wyczuć, o ile nie był naprawdę blisko.
- Nie mam pojęcia. - utrzymywała swoje klamsywo. Oczywiście, że wiedziała. Zgrywała się, bo liczyła na kolejną przepychankę słowną. Im dłużej grali w te gierki, tym wyraźniej widziała, jakim człowiekiem jest Bradford.
Obserwowała, gdy się ubierał.
- Byłam subtelna. - upierała się. - Jak cała ta nasza wspaniała relacja. - ironizowała.
Pokręcił głową na ten brak szalika i czapki, a potem wyciągnęła dłonie by odsunąć zamek kurtki Raphaela i poprawić kołnierz tak, by jak najmniej wiatru mu zawiewało.
- Mam ci kupić na święta czapkę, szalik i rękawiczki? - prychnęła.
Zachowali się jak para. Widziała to. Nie była upośledzona. I totalnie nie wiedziała jeszcze, co ma z tym zrobić.
Na dole odpaliła samochód i poczekała, aż policjant dopali papierosa. Gdy wsiadł, ruszyła z piskiem opon. Dojazd do centrum zajął im zaledwie kilkanaście minut. Ethel zaparkowała przed jedyna galeria handlowa w Rode.
- To nie potrwa długo. - powiedziała to takim tonem by brzmiało jak wierutne kłamstwo. Chciała by miał świadomość w jak bardzo głębokie szambo wdepnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pią Lut 09 2018, 22:20;

- Ethelyn Hollingsworth, strasznie z ciebie słaba kłamczucha.- uśmiechnął się i nie komentował więcej tematu. Bradford naprawdę uważał, że ten romans dobiegnie końca wtedy, kiedy on będzie chciał, a póki co ku swojemu zaskoczeniu nie chciał.Ten ostatni fakt naprawdę go zaskakiwał, ale skutecznie spychał go do swojej podświadomości by nie musieć tego analizować.
- Zapytaj ją kiedyś, może ci wyjaśni.- zaraz jej odpowiedział w duchu rozbawiony jej zachowaniem, wiedział doskonale, że go prowokowała do kolejnej przepychanki słownej, zazwyczaj stosował wobec niej dokładnie tę samą taktykę. Ktos patrząc na nich z boku mógłby pomyśleć, że są chłopcem ciągnącym za warkocze koleżankę siedzącą w ławce przed nim lub koleżankę wpuszczającą temuż koledze mrówki za koszulkę.
- Nasza relacja nie ma nic wspólnego z subtelnością.- skrzywił się lekko. Doskonale widział, jak mężczyzna powinien zabiegać o kobietę i prawdę mówiąc nic z tego nie robił. Zamiast tego wolał ją pieprzyć, ot choćby teraz mógłby ją rozebrać z tej warstwy ubrań, oprzeć o ścianę i zatopić się w niej zapominając o wszystkich problemach.
W te jego rozmyślania wdarł się jej gest. Co prawda okraszony komentarzem w jej stylu, ale jednak. Nie pamiętał, kiedy ktokolwiek zatroszczył się o to by nie zmarzł lub o jego komfort. To było nowe i przyjemne uczucie, nie pozwolił jednak by wypłynęło na wierzch.
- Nie musisz, jestem dużym chłopcem, ale dalej pozostaje dla mnie zagadką jak ty potrafisz się w tym wszystkim ruszać.- opanował chęć pochylenia się i cmoknięcia jej w nos. Głupi pomysł.
Droga do centrum minęła im całkiem szybko. Pozwolił prowadzić Ethel tylko dlatego, że chciał mieć wolne ręce w razie jakichś problemów, bo oczywiście broń miał przy sobie jak zawsze.
- Uhm, akurat ci wierzę.- musiał w biegu wypalić papieros anim weszli do budynku, bo przecież nie będzie siedział w samochodzie i czekał na Ehelyn, aż ta skończy zakupy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 04 2018, 23:22;

- Och, naprawdę jesteś taki pewny swego? - wywróciła oczami. - To, że lubię uprawiać z tobą seks, nie znaczy, że dam ci się wykorzystywać tak długo, jak sobie tego zażyczysz. - prychnęła, nagle całkowicie rozdrażniona.
Taka już była, potrafiła zmieniać swoje humory momentalnie i bez ostrzeżenia. Nigdy nie wiadomo było kiedy nagle zaatakuje, albo stanie się balsamem na trudy minionego dnia.
- Przestało mi się podobać to, co nas łączy i przestało mi się podobać, że traktujesz mnie przedmiotowo. I że ze mną mieszkasz.
Przy tych słowach poprawiała mu kołnierz, delikatnymi ruchami zakrzywiała materiał i robiła to z iście chirurgiczną precyzją. Doskonale mógł wyczytać z jej wyrazu twarzy skupienie. Nawet przygryzła lekko wargę nieświadomie. Potem beztrosko poklepała mężczyznę po klatce piersiowej.
- Ale możemy zostać przyjaciółmi. - uśmiechnęła się szeroko. - Jestem miłą dziewczyną.
Resztę jego słów puściła mimo uszu, kierując się już do windy.
Przed wejściem do galerii oczywiście nie zamierzała czekać, aż Bradford spokojnie wypali papierosa. To był jej czas, więc jeśli chciał za nią wszędzie łazić, to postanowiła postarać się, by to on się dostosowywał do niej. Za bardzo ingerował w jej życie, a to naprawdę nie odpowiadało Ethel.
Przeszli niemal całą niewielką galerię, by dotrzeć do jedynego sklepu, w którym Ethel ewentualnie mogła znaleźć coś dla siebie. Po drodze obejrzała się na niewielkie stoisko z ciastkami francuskimi. Aż jej się oczy zaświeciły i na chwilę zwolniła, lecz zaraz znowu podjęła równy krok.
Sklep, chociaż jawiący się jako jeden z lepszych w Rode, i tak nie dorównywał standardom Hollingsworth. Prawdę mówiąc większość rzeczy zamawiała online z dostawą do domu. Czasem wypuszczała się na weekendy do większych miast, by kupić kilka ciuchów i akcesoriów. Wypad do galerii był tylko po to, by podnieść Bradfordowi ciśnienie. I zniechęcić do siebie. Naprawdę nie potrzebowała ochroniarza.
Jedyne ryzyko, które dostrzegała to takie, że pół miasta zobaczy ich razem. A dodatkowo pewnie już się rozniosło, że w środku nocy się do niej dobijał i że się kłócili w drzwiach. Ech. Mogła jednak to jakoś przełknąć.
Zaczęła się kręcić po sklepie. Wzięła jedną sukienkę, drugą… A potem jeszcze dziesięć. Przechodząc do przymierzalni ze wszystkimi tymi szmatami popatrzyła na Bradforda i posłała mu sztucznego, ironicznego buziaka.
Potem zasunęła się w przymierzali. Odwiesiła sukienki, rozebrała się i usiadła na znajdującej się w środku pufie. Rzuciła holoobraz na ścianę, włączyła film i włożyła słuchawki do uszu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pon Mar 05 2018, 22:42;


Bradford odpowiedział równie szerokim uśmiechem na ten, który zaserwowała mu Hollingsworth.
- Nie przyjaźnię się z kobietami.- nie musiał tłumaczyć dlaczego, było to dla niego oczywiste i zapewne dla kobiety, z którą podążał również. Miał nadzieję, że tym razem już sobie odpuści komentarze o przedmiotowym traktowaniu kobiet. Ostatnio strasznie często mu to powtarzała, jakby nie wiedziała kim jest a przecie nie udawał kogoś innego niż był. To był odwieczny problem z kobietami. Chciały więcej niż mogły dostać.
Gdyby Bradford wiedział, jak bardzo irytuje Ethel jego obecność, w jej uporządkowanym życiu to pewnie wziąłby dwa tygodnie urlopu i siedział jej dwadzieścia cztery godziny na dobę na karku. Istniała szansa, że potem wsadziliby ją za morderstwo na nim, ale w końcu wszystko miało swoją cenę.
Raphael usiadł na kanapie przygotowanej dla takich nieszczęśników jak on i wyjął tablet , na którym zatopił się w przeglądaniu powiązań Paula. Przygotował się na potakiwanie, kiedy Ethel będzie się wychylała by ocenił co przymierzyła, tyle że za jakieś czterdzieści minut zorientował się, iż nie pokazała się ani razu. Wydało mu się to mocno podejrzane. Schował urządzenie i ruszył do przebieralni, gdzie po odsunięciu zasłony ukazała mu się Ethel oglądająca film. Jeżeli chciała go wkurzyć to naprawdę się jej udało ale nie pokazał tego po sobie, być może miał tylko bardziej lodowate spojrzenie i szczęki zaciśnięte tak, że istniała obawa, iż pękną.
Wyjął jej słuchawkę z ucha.
- Interesujący?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Wto Mar 06 2018, 20:59;

Nie przestraszyła się, gdy zasłona się odsunęła. W końcu na to przecież czekała, a przynajmniej się spodziewała. Wyraz twarzy Bradforda wywoływał satysfakcję, której nawet nie próbowała ukryć na swojej twarzy. Ręka Bradforda sięgnęła po słuchawkę w uchu, a Ethel nawet się nie poruszyła. Dopiero po zadaniu pytania, uśmiechnęła się jednym kącikiem ust.
- Nie tak bardzo, jak ty teraz, kochanie.
Ostatecznie wzruszyła ramionami i wstała. Komórkę i słuchawki schowała do kieszeni płaszcza, rzucony na hologramie obraz rozmył się momentalnie. Ogarnęła włosy do tyłu i westchnęła.
- Myślę, że jednak przymierzę kilka z tych sukienek. - wzdychała jak egzaltowana pannica, grając swoją jedną z najlepszych ról. Nic sobie przy tym nie robiła z wyraźnej irytacji Bradforda. Chyba nie myślał, że bezkarnie zamknie ją w klatce?
Wykonała ruch palcem, który wskazywał na wyproszenie mężczyzny z przymierzalni.
- Teraz naprawdę pokażę ci się w jednej bądź w dwóch.
Oczywiście, że kłamała. Chciała obejrzeć resztę filmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Mar 07 2018, 14:27;


Widok satysfakcji na twarzy Ethel uświadomił mu jak bardzo było to zaplanowane. Doskonale się bawiła pogrywając sobie z nim więc nie miał zamiaru pozostać jej dłużnym. Wiedział, że odgrywa się na nim, ale to zachowanie przypominało mu tylko zagrywki panienek z jego dawnego życia i zupełnie nie pasowało mu do Ethelyn. Tylko czy mógł być tego pewien? W końcu wcale jej tak dobrze nie znał, pomimo dokładnego prześwietlenia. Być może była taką gówniarą, która nigdy nie dorośnie.
- Myślę, że owszem, przymierzysz.- odpowiedział bardzo spokojnie. W tonie głosu nie było rozkazu, ani najmniejszego nakazu, tylko i wyłącznie stwierdzenie.
Ethel wykonała swój ruch z wypraszaniem a Bradford korzystając z tego, że jest zajęta, chwycił ją i wpakował sobie na ramię. Drugą ręką chwycił naręcze sukienek i ruszył do kasy.
-Proszę zapakować.- odezwał się spokojnie do ekspedientki, która stała z rozdziawioną buzią obserwując co się dzieje. Potomek dynastii Bradfordów miał chyba dosyć zakupów na dzisiaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Mar 07 2018, 18:57;

- Cieszę się, że się zgadza…
Nie dokończyła zdania, ani nawet nie zdążyła posłać Bradfordowi cwaniackiego uśmiechu. Nigdy czegoś takiego by się nie spodziewała w sklepie. Ale może powinna? Biorąc pod uwagę, że publicznie klepał ją po tyłku.
- Co ty wyprawiasz?! - zaprotestowała podniesionym głosem i szarpnęła się tak, że zbiła obcasem szybę w przymierzalni. Nie doszczętnie. Od skruszonego okrągłego miejsca po obcasie rozeszły się promieniście pęknięcia.
- Torebka! - rzuciła jeszcze i nawet zdążyła ją chwycić, bo wisiała na wieszaku,
więc nawet w tej niefortunnej pozycji zdołała po nią sięgnąć.
Podczas drogi do kasy szarpnęła się jeszcze raz, jednak wiedziała, że na nic się to zda. Uparty osioł! Oparła się łokciem o jego plecy, a podbródek na ręce. Zadbała by kość wbijała mu się w nerkę.
- Niech pani tego nie pakuje. Lepiej niech zapłaci za szkody. - zaprotestowała znudzonym głosem. - Mój narzeczony jest nadgorliwy, jak pani widzi. Ma mało cierpliwości. Myśli pani, że po ślubie będzie tak samo? - postarała się przechylić tak, by widzieć ekspedientke.
Nie mogła się wyzwolić z uścisku, to przynajmniej im obojgu nabruździ. Zresztą, i tak pewnie jej reputacja leciała na łeb na szyję.
- Możesz mnie już puścić? - warknęła, gdy byli już poza sklepem, na holu galerii. Oczywiście wszyscy na nich patrzyli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Mar 07 2018, 22:59;

Ekspedientce chwilę zajęło zamknięcie ust i zabranie się za swoją pracę.
-Rachunek za zbitą szybę proszę wysłać ...- i tutaj padł adres Ethel. Zachciało się jej wygłupów to niech teraz płaci. Przynajmniej tak w chwili obecnej myślał Raphael, bo jak przyjdzie pewnie co do czego to i tak wyciągnie kasę ze swojej kieszeni. Pewnych nawyków nie udawało się wykorzenić, a akurat na ten kobiety nigdy nie narzekały.
Prawdę mówiąc spodziewał się większej awantury i szarpaniny, ale Ethel najwidoczniej zamierzała uprzykrzyć mu życie w zupełnie inny sposób. Ciekawe dla kogo odbije się to większym rykoszetem.
- Po ślubie zakupy będziesz robić online.- zripostował pod nosem regulując rachunek i zabierając torbę pełną sukienek. Nawet się nie zastanowił, czy któraś rzeczywiście będzie na nią pasowała.
- Nie.- odpowiedział ze spokojem, którego wewnętrznie nie czuł, dalej był zły. Przemaszerował więc z Ethel przewieszoną przez ramię do samego samochodu. Dopóki jej nie spotkał to wiódł całkiem spokojne życie, a obecnie wszystko stawała na głowie. Na bank się pojawią jakieś artykuł na temat tego incydentu a jak sprzedawczyni puści z ust parę na temat narzeczonych to pewnie będzie miał telefon od matki na karku.
Kurwa- zaklął w myślach i odstawiając Ethel na ziemi przy samochodzie, asekuracyjnie zwinął jej kluczyki. Musiał zapalić a znając ją, to pewnie wsiadłaby do samochoduu, wcisnęła gaz do dechy i tyle by ją widzieli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Mar 07 2018, 23:30;

Dała się nieść bez większych protestów, doskonale zdając sobie sprawę, że i tak są atrakcją. Właściwie powinno być już jej wszystko jedno - większa czy mniejsza awantura nie robiła tu żadnej różnicy. A mimo to była spokojna. G
- Mam ochotę na ciastko francuskie. - powiedziała z żalem, gdy wychodzili na zewnątrz. A raczej, gdy Raphael wychodził, wynosząc ją na ramieniu.
Z ulgą przyjęła grunt pod nogami. Nawet uniosła nieco ręce, by Bradfordowi było wygodniej wyciągnąć kluczyki z kieszeni jej płaszcza. Poprawiła włosy i ubranie. W oczach miała zaciętość. W milczeniu patrzyła, jak Raphael zapala. Miała ochotę wyciągnąć mu tego papierosa i rzucić w śnieg. Dopiero by była chryja.
- Nie umiem, nie lubię i nie będę żyć na łańcuchu. - powiedziała ze złością, lekceważąco wkladając dłonie w kieszenie płaszcza. - Albo trochę spasujesz, albo nic z tego nie będzie.
Urwała, jakby miała jeszcze coś powiedzieć, ale się rozmyśliła. Bo niby co cholera miała na myśli, mówiąc, że nic z tego nie będzie. Co to było to “to”. Aż zezłościła się jeszcze bardziej.
- Więc jeśli pozwolisz, to pójdę po francuskie ciasteczko, bo mam na nie cholerną ochotę.
Po tych słowach starała się wyminąć Bradforda i wrócić do galerii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Czw Mar 08 2018, 21:24;

A on miał ochotę sprać ją po tyłku ale jak widać wbrew obiegowym opiniom nie zawsze robił to na co miał ochotę, chociaż w chwili obecnej pokusa naprawdę była mocna. Zaciągnął się kilka razy papierosem i wypuścił dym z płuc na mroźne powietrze. Prawdę mówiąc ni chciało mu się nawet oddzywa słowem. Najchętniej wróciłby do domu i napił się whiskey, ale moment nie mógł wrócić do siebie, bo starał się ochronić tego uparciucha, który uparł się robić mu na przekór, pokazać jak fantastycznie sobie radzi. Szkoda tylko, że nie pamiętała w jakim stanie była, kiedy do niej przyszedł.
- Nie masz pojęcia co to znaczy żyć na łańcuchu.- wytknął Ethel.- A "to" jest tylko tymczasowy układ dla twojego dobra jeśli tego nie potrafisz zrozumieć to już twój problem.- lekko wzruszył ramionami.- Po za tym naprawdę mogłaś sobie urządzić zakupy i mogliśmy normalnie spędzić czas, ale wolałaś wyprowadzić mnie z równowagi. Zastanówmy się jak to o tobie świadczy Ethelyn Hollingsworth?- badawcze spojrzenie Bradforda spoczęło na jej twarzy, często go analizowała i wytykała mu różne rzeczy, ale czy potrafiła w ten sam sposób podejść do siebie. Jego gniew opadał a twarz jak zawsze chowała się za nałożoną maską, jeżeli celem kobiety było dotarcie pod nią to nie tędy droga.
- Chodźmy po to cholerne ciastko.- westchnął gasząc peta butem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pią Mar 09 2018, 21:52;

Roziskrzonymi oczami patrzyła na Raphaela i to roziskrzenie nie miało nic wspólnego z namiętnym ogniem, który łączył ich w łóżku. Prawdę mówiąc, obopolna złość nawet nie przypominała słownych zaczepek, które lubili sobie urządzać. O nie, oni weszli na kolejny level.
- O nie. - warknęła, wyciągając ręce z kieszeni. Wycelowała w Raphaela palcem, jakby mu groziła. - Nie zrobisz tego. Nie odwrócisz kota ogonem. Wydaje ci się, że ty masz do wszystkiego prawo. Do wyznaczania granic. Do kontroli. Do robienia tego co ty uważasz za słuszne. Zauważ, że sam stawiasz mnie tylko przed faktami dokonanymi, nie pytasz mnie o zdanie. Nie prowadzisz dialogu. - rozkręcała się nie na żarty. - I co? Oczekujesz, że będę potulną panienką, padającą na kolana przed swoim rycerzem na białym koniu? - pokręciła głową. - I nie, nie mam pojęcia, jak żyje się na łańcuchu, bo nigdy nie dopuściłam, żeby ktoś mnie w nie zakuł. A jeśli tu musiałeś uciekać przed łańcuchem swojego nazwiska, to możesz sobie te gadki zachować dla siebie. Wcale nie prosiłam, żeby dopadła mnie TWOJA przeszłość!
Była tak zła, że łzy bezsilności zaczęły jej napływać do oczu i nosa. Nabrała w płuca powietrze, odetchnęła głęboko, przykładając dłoń do skroni.
- Świadczy to o mnie tak samo, jak o tobie. - powiedziała już ciszej, próbując się opanować. - Oboje jesteśmy beznadziejni.
Wytarła nos rękawem, jak mała dziewczynka. Przez chwilę zastanawiała się czy tak czuła się mała Rosa na polu walki w podstawówce. Pewnie nie. Ostatecznie Bradford nie rzucał w Ethel kamieniami.
- Lubisz ciastka francuskie z kremem? - zapytała, patrząc pod nogi, by przerwać towarzyszącą im w drodze do galerii ciszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 11 2018, 11:38;

Nic sobie nie robił z tego wyciągniętego palca w jego kierunku. I o ile w niej wściekłość narastała to on już opanował pierwszy gniew i wracał do swojego "normalnego" stanu bytowania. Przez chwilę zastanawiał się czy zachowanie Ethelyn to nie jest jakaś opóźniona reakcja na stres. Szok pourazowy czy cholera wie jak się to nazywało. Będzie musiał się skonsultować z jakimś lekarzem, ale na pewno nie z tym, który aktualnie stał przed nim, chociaż była uznanym specjalistą w swej dziedzinie.
- Nie odwracam kota ogonem. Zrobiłaś to celowo a mogliśmy spędzić miłe popołudnie na zakupach.- wzruszył ramionami. Naprawdę tak uważał. I spokojnie poczekał, aż wyrzuci z siebie wszystko co miała do powiedzenia.- To tylko zalezy od tego jak to interpretujesz. Obstawiam, że gdyby nie sytuacja z Paulem to nie miałbyś nic przeciwko wspólnemu spędzaniu czasu w taki czy inny sposób.- lekko wzruszył ramionami.- Ten łańcuch jest tylko w twojej wyobraźni kobieto.- dodał jeszcze i wtedy Ethel się rozmazała.
O nie. Nie było nic gorszego. Nie miał bladego pojęcia co robić w takiej chwili, co innego kiedy na niego krzyczała czy usiłowała go wyprowadzić z równowagi, te gierki doskonale znał. Już prawie pochylił się by ją przytulić i powiedzieć by się nie mazała, ale na jego szczęście Ethelyn nie rozkręciła się z tym płakaniem tylko się opanowała sama. W środku pozostawało mu jednak jakieś dziwne uczucie, którego nie potrafił nazwać.I tylko dlatego przemilczał, że chyba ona jest beznadziejna bo on jest w żadnym wypadku.
- Z kremem czekoladowym. W ogóle mam słabość do czekolady.- przyznał się.- mogą byc ciastka, ciasto cokolwiek.-kątem oka zerknął na Ethel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 11 2018, 14:34;

Był jeszcze inny powód, dla którego Ethel się uspokoiła i przestała wygłaszać swoje tyrady. Mianowicie Bradford już któryś raz z kolei wspomniał o miłym spędzaniu czasu razem, dodatkowo sugerując, że to lekarka wszystko psuje. Nie do końca wiedziała, jak ma to interpretować. I nie do końca była przekonana, że Raphael zdaje sobie sprawę, jak dużo razy to powtórzył w tej krótkiej, napiętej konwersacji.
- Nie mam nic przeciwko spędzania z tobą czasu. - mruknęła, odwracając głowę. Trochę, jak obrażone dziecko, które niechętnie przyznaje się do sympatii do kogoś innego. Nie dodała, że chyba to stanowi największy problem w tej sytuacji. Zamiast tego powiedziała coś nieco innego. - Nie czuję się z tym komfortowo.
To jednonocne spotkanie wymykało się spod kontroli, a Ethelyn nie lubiła braku kontroli. Najbardziej jednak nie lubiła tego, ile emocji wywołuje w niej Bradford. Dobrych. Złych. Nie ważne. Było ich zdecydowanie za dużo. Znała siebie. Wiedziała, co to oznacza.
Zaczynało jej zależeć.
- Uhm. - odpowiedziała, jakby jej to w ogóle nie interesowało, ale zanotowała w pamięci tę słabość do czekolady. Nadal była nieco roztrzęsiona awanturą i kłótnią. Jednak nie czuła wyrzutów sumienia. Uważała, że Bradfordowi należał się pstryczek w nos.
Po wejściu do galerii podążyła za zapachem i stoiska z ciastkami francuskimi. Z uśmiechem wskazała na kilka rodzajów - z budyniem, z jagodami, truskawkami i oczywiście czekoladą. Jednak po zapłaceniu nie wszystkie pozwoliła zapakować. Jedno ciastko z jagodami wsadziła sobie do ust, a to z czekoladą wepchnęła w usta Bradforda. Podniosła wymownie brwi. Potem złapała mężczyznę pod ramię i poprowadziła go do samochodu. Wyraźnie oblicze jej złagodniało. Nie zamierzała jednak za nic przepraszać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 11 2018, 17:49;

Raphael nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu, który błąkał mu się po ustach, sprawiał to widok nadąsanej i obrażonej Ethel. Ta kobieta miała taką huśtawkę nastrojów, że bardzo ciężko było za tym nadążyć. Bradford już chyba nawet nie próbował.
- Z tym, że podoba ci się jak wspólnie spędzamy czas?- zerknął na Ethel badawczo upewniając się, że to miała na myśli.- Przestań to analizować i po prostu korzystaj z tego co jest.- doradził jej. On sam tak robił. Było mu całkiem dobrze w towarzystwie pani doktor. Jedno nocna przygoda przemieniła się w jakąś tam relację, oczywiście w nic poważnego, ale nie panikował z tego powodu, w końcu wszystko miało swój koniec, więc ich drogi też się kiedyś rozejdą.
-Ummm.- mruknął Bradford, konsumując ciastko, które wpakowała mu do buzi Ethel. Ciastko było świeże i pyszne no i z czekoladą, do której miał słabość.
- Mamy jeszcze jedno?- zapytał nim ruszyli spod galerii. Wychodził z niego łasuch.
- Wracamy do ciebie czy chcesz gdzieś jeszcze podjechać.- odezwał się, chociaż cholera wie czy dobrze robił bo kto wie co kobiecie jeszcze do głowy przyjdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 11 2018, 18:22;

Nic nie odpowiedziała na słowa Raphaela. Nie znosiła, gdy miał rację. Dodatkowo czuła, że robi się przy nim strasznie chaotyczna. Emocje brały górę, do czego nie była przecież przyzwyczajona. Wcześniej zawsze postępowała tak, jak teraz radził jej Bradford - korzystała z tego, co jest. Bez większej analizy. Teraz powinna zrobić tak samo, odetchnąć i pozwolić sobie na dobrą zabawę. Przeszkadzał jej w tym tylko jeden fakt. Chociaż wiedziała, że Bradford to dupek i tak ją do niego ciągnęło. Lubiła patrzeć na te cwaniackie półuśmiechy, na to, jak twarz zamienia się w maskę, gdy jest wściekły. Lubiła gdy ją dotykał. I gdy nie ulegał. A przynajmniej, gdy nie ulegał tak łatwo.
Zanim wsiedli do samochodu, Raphael zadał pytanie o większą ilość ciastek. Popatrzyła na niego z uśmiechem. Bo przecież zupełnie się nie spodziewała, że siedzi w nim miłośnik słodkości. Ale z drugiej strony przecież zainteresował się Ethel!
Zauważyła pozostałości czekolady w kąciku ust mężczyzny. Bez zastanowienia wyciągnęła dłoń, by zetrzeć je kciukiem. Gdy już jednak jej dłoń spoczywała na policzku Bradforda, totalnie odruchowo stanęła na palcach i pocałowała go mocnym pocałunkiem, który jednak w końcowej fazie był czymś bardzo delikatnym.
Cofnęła się. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek miała ochotę pocałować Bradforda bez żadnego powodu, zawsze to wiązało się z seksem. Przynajmniej z jej strony, bo policjant czasem całował ją zaczepnie ot tak.
- Ciastko za kluczyki. - wyciągnęła dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 18 2018, 11:31;

Bradford w głębi ducha miał nadzieję, że pojadą prosto do domu i będzie miał chwilę wytchnienia, obawiał się jednak, że w obecnym nastroju Ethel będzie chciała wymyślić coś jeszcze. Rozumiał jej niepokój, który kładł na karby spotkania z Paulem i tylko dlatego wydobywał z siebie całe pokłady cierpliwości, gdyby wiedział, że to w nim tkwi przyczyna to kto wie co by zrobił. Istniało całkiem spore prawdopodobieństwo, że zignorowałby to jak inne niewygodne rzeczy, o których nie miał zamiaru rozmyślać.
Oparty o maskę samochodu spodziewał się, że Ethel raczej rozpęta kolejną awanturę o kluczyki a nie, że go pocałuje. Jego ręce bezwiednie powędrowały na jej talię by przyciągnąć ją bliżej siebie. Odwzajemnił pocałunek. Sprawiał mu przyjemność. Lubił jej bliskość i jej ciało. Szkoda, że byli w miejscu publicznym. Odsunęła się zbyt szybko.
Zmrużył oczy i spojrzał na kobietę z lekko zaciśniętymi ustami, jakby się nad czymś bardzo głęboko zastanawiał. W końcu uśmiechnął się szelmowsko do Ethelyn.
- Trzy ciastka za kluczyki.- zamierzał wycyganić ile się dało jeżeli miał znowu być w roli pasażera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 18 2018, 11:34;

Bliskość Bradforda była czymś czego potrzebowała, więc zupełnie nie przeszkadzało jej, że całują się w miejscu publicznym. Liczyło się tylko to, że przyciąga ją do siebie. Liczył się smak jego ust i nikotyna na języku. Szybko i dyskretnie oblizała usta po pocałunku. Nie wiedziała, co kryje się za tymi zaciśniętymi ustami, ale pomyślała, że chodzi właśnie o te publiczne czułości. W końcu naczelną zasadą kobieciarza było zachowanie dyskrecji, prawda? A to co dzisiaj odstawili w sklepie miało mało wspólnego z dyskrecją. Zastanawiała się czy Raphael zastanawia się, jak bardzo mu to zaszkodzi w przyszłym uwodzeniu kobiet. Z zaskoczeniem musiała się przyznać przed samą sobą, że wolałaby zupełnie inną wersję.
- Trudno. - opowiedziała i z rozbawieniem wzruszyła ramionami. - W takim razie wygląda na to, że ty prowadzisz. - przeszła na stronę samochodu od strony pasażera i otworzyła drzwi. Zanim wsiadła, oparła się przedramieniem na dachu samochodu. - Wiesz, z takimi kobietami, jak ja, się nie negocjuje. - posłała mu uśmiech, po czym wsiadła.
Tak naprawdę była przerażona. Czuła, jak w każdej komórce ciała gromadzi się stres. Bo jeśli Raphael nie złapie Kandela lub nie będzie umiał jej ochronić, to Ethel czeka bardzo przykry koniec. Coś jej mówiło, że ostrzeżenie, jakie otrzymał Raphael nie było żartem.
Gdy policjant wsiadł od strony kierowcy, Ethel zagryzała kolejne ciastko. Drugie trzymała w ręce i znowu, kolejny raz, wsadziła je w usta Bradforda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 18 2018, 15:54;

Mężczyzna naprawdę spodziewała się, że uda mu się wytargować te trzy ciastka za kluczyki. Oceniał Ethel, według siebie, według kalkulacji , zysków, strat i korzyści, zapominając o tym, że pani doktor jest nieprzewidywalna i nie pozwala mu się wtłoczyć w znane schematy. Z jednej strony bywało to irytujące, bo jak wiadomo Bradford bardzo lubił jak wszystko szło po jego myśli, z drugiej obstawiał, że to trzyma go przy kobiecie. Nigdy nie wiedział czego się po niej spodziewać. Utrzymywał się pewien stan podekscytowania i niepewności, który nadawał ich relacjom taki a nie inny charakter. Nie łudził się jednak, z czasem mu to spowszednieje jak wszystko inne.
- Świetnie.- uśmiechnął się kącikiem ust i wcale nie dał po sobie poznać, że go zaskoczyła. Podrzucił klucz w górę i złapał je w locie. Obszedł samochód i zajął miejsce kierowcy.
- Zapięłaś pas?- otworzył usta by zapytać a ta chytra lisica wykorzystała ten moment by wpakować mu kolejne ciastko do ust. Oczywiście, nie składał żadnych protestów w tej kwestii, mało tego liczył, że dostanie jeszcze jakieś, w końcu kupili ich całkiem sporą ilość.
Odpalił silnik i ruszył z parkingu. Nie pojechał jednak prosto do mieszkania doktorki, wręcz przeciwnie. Odbił nieco i skierował się w stronę parku miejskiego. Przyszło mu do głowy, że może dobrze jednak będzie przespacerować się i przewietrzyć głowę. Po chwili byli na miejscu. Ruszył by otworzyć Ethel drzwi nim ta wysiądzie i oczywiście o ile go nie ubiegła w tym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 18 2018, 18:47;

Zaśmiała się, bo oczywiście mina Raphaela była bezcenna, gdy wpychała mu ciastko do buzi. Nie dawała po sobie znać, jak bardzo się boi. Starała się być tak beztroska, jak zawsze. Jakby nic nigdy nie mogło ją zranić. Poza, którą udawało się przejrzeć chyba tylko Rudiemu. A i to nie zawsze. Ethelyn roztaczała wokół siebie aurę kobiety niezależnej, samowystarczalnej. A przecież takim kobietom nie należą się chwile słabości.
- Zawsze zapinam. - powiedziała swobodnie i zgodnie z prawdą. - Nie potrzebuję drugiej blizny, którą będę sobie zatrzymywać ku pamięci.
Całkiem dobrze czuła się, gdy Bradford prowadził jej samochód. Oczywiście nie powiedziałaby tego na głos. Nie było trudno się zorientować, że droga nie prowadzi do mieszkania Hollingsworth. Słowem się nie odezwała, ciekawa co planuje Raphael.
Parku miejskiego się nie spodziewała.
- Szkoda, że nie możemy pojechać za miasto. Tam byłoby widać gwiazdy. - powiedziała, wychodząc z samochodu. Mężczyzna nie zdążył otworzyć drzwi. Nie zrobiła tego jednak specjalnie. Po prostu nie spodziewała się, że Raphael mógłby chcieć to zrobić.
Wyciągnęła sobie jeszcze jedno ciasteczko, otwartą papierowa torbę skierowała w stronę kochanka.
- Niestety nie ma już z czekoladą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 18 2018, 22:08;

- Tej pierwszej dorobiłaś się w wypadku samochodowym?- zapytał, skoro już poruszyła ten temat. Prawdę mówiąc był ciekaw ale o ironio, nie chciał jej dopytywać sam z siebie. Z jednej strony stanowiło to próbę zachowania dystansu a z drugiej przecież właził w jej życie z buciorami na całej linii. Miał wrażenie, że jego nieskomplikowany żywot w Rode diabli wzięli.
- Jak zapuszkuję Kandla to możemy pojechać za miasto.- jakoś tak bez zastanowienia jej to obiecał. Powinien się zastanowić czy mają tam jakiś hotel bo Bradforda na biwaku raczej trudno sobie wyobrazić. W zasadzie znał kilka miejsc, w które można by się wybrać i obejrzeć gwiazdy w całym ich majestacie, może nawet zabierze tam kobietę, jak uda się im uporać z Paulem.
Mężczyzna podejrzewał, że Hollingsworth celowo wyszła wcześniej z auta by nie mógł jej otworzyć drzwi. Trochę go to irytowało. Był przyzwyczajony do takich drobnych gestów jak otwarcie drzwi, przytrzymanie płaszcza, odsunięcie krzesła.
- Szkoda.- zrobił prawdziwie rozczarowaną minę i wyjął z torby jakieś ciasto z kremem, które też zjadł. Chwycił dłoń Ethel i spokojnym krokiem ruszył w stronę parku. Przy swoim ubraniu trochę zmarznie ale może mu się to przyda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Mar 18 2018, 22:51;

- Brawo, Sherlocku! - zaśmiała się beztrosko, choć wewnętrznie wcale nie było jej do śmiechu. Starała się żyć tak, by przeszłość nie zatruwała dnia codziennego. Z niektórymi rzeczami przecież nie można zrobić nic innego, jak tylko się pogodzić. - Drobnostka. - dodała grzebiąc bez celu w torebce. Chyba tylko po to, by nie patrzeć Raphaelowi w oczy. - Niektórzy nie mieli tyle szczęścia.
Szukała w odmętach torebki czegoś, co mogłaby wyciągnąć, by nie zdradzać, że całe to poszukiwanie było odwróceniem uwagi. Bynajmniej nie Raphaela, ale jej własnej. Doskonale wiedziała, że z pozoru drobne czy bzdurne czynności potrafią trzymać wspomnienia na dystans.
- Myślę, że za miastem czekają nas groźniejsze stworzenia niż ten twój cały Kandel. - westchnęła, krzywiąc się trochę na dźwięk znienawidzonego nazwiska. Nie myliła się. Wszystkie te zmutowane stworzenia, które czekały na zeżarcie ludzi… Do Kandela przynajmniej docierały jakieś słowa. Choć pewnie i tak nie cofnąłby się przed niczym.
Uśmiechnęła się czule na to chłopięce rozczarowanie malujące się na twarzy Raphaela. Ciągle ją zaskakiwało, że jednak może przyjmować takie niewinne oblicze. Zupełnie to do niego nie pasowało. Nie do jego codziennej postawy. A mimo to gdzieś tam w głębi serca właśnie tego się spodziewała. Nikt przecież nie był tak doszczętnie gruboskórny by nie czuć kompletnie niczego.
- Och. - wyrzuciła z siebie zduszone westchnienie, gdy Raphael chwycił jej dłoń. Z jednej strony była zaskoczona, z drugiej po prostu palce Bradforda były zimne. Zdarzało mu się robić takie głupotki, gdy byli w towarzystwie. Wtedy miało to charakter przekomarzania. Nigdy jednak, gdy byli sami. Chociaż… Czy na pewno? Przypomniała sobie, jak bezwiednie gładził jej nogę, gdy oglądali film. Albo, gdy ją obejmował. Gdy całował na powitanie… Stop! Aż wewnętrznie musiała potrząsnąć głową. Co się ze mną dzieje?! - pomyślała ze złością. Tyle tylko, że już zaczynała rozumieć odpowiedź.
- Poczekaj. - zatrzymała się gwałtownie, wyciągając swoją dłoń z dłoni Raphaela niemal gwałtownie. - Chyba nie myślisz, że pozwolę ci tak łazić, co? - przekrzywiła głowę, choć pewnie jeszcze nie wiedział, co Ethelyn ma na myśli. Ściągnęła czapkę, wspięła się na palce i naciągnęła ją na głowę Raphaela. - Nie pozwolę ci się przeziębić. Przeziębiony mężczyzna w domu to skaranie boskie. Poza tym to unisex i i tak nikt cię tu w tym nie widzi. Przeżyjesz tę skazę na wizerunku.
Jeszcze raz poprawiła mu kołnierz kurtki, po czym zarzuciła sobie na głowę część obszernego szalu, którym była owinięta. Żeby jej zaraz Raphael nie zaczął marudzić, że ona łazi z odsłoniętą głową. Sama miała rękawiczki, więc gdy już splotła palce z palcami Raphaela, wsadziła obie dłonie do Bradfordowej kieszeni kurtki.
- Masz zimne palce. - popatrzyła na mężczyznę z lekkim uśmiechem. - To by się w sumie zgadzało. Podobno kto ma zimne dłonie, ten jest gorący w łóżku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pon Mar 19 2018, 23:15;

Dlaczego ten beztroski śmiech w jego uszach brzmiał jakby wcale nie była tak beztroski jak Ethel chciała by uważał. Obserwował jak kobieta grzebie w torebce. Ciekawe czego tam szukała jak niczego nie potrzebowała. Zmyłka taktyczna. Sam stosował podobne, tyle, że nie miał torebki, w której mógłby grzebać.
- Uh.- mruknął tylko i jeszcze nie zdecydował czy sobie przejrzy akta policyjne w poszukiwaniu informacji o tym wypadku, czy poczeka aż kobieta sama wszystko mu opowie. W sumie po zastanowieniu wolałby tę drugą opcję, ale nadal nie wykluczał pierwszej.
- Czyli jednak nie chcesz za miasto? W sumie masz rację. Sam bym wolał jakieś Malediwy albo Karaiby ewentualnie Aspen, przynajmniej o tej porze roku. Jeździsz na nartach?- posłał dziewczynie pytające spojrzenie. W sumie mogli by tak spędzić Sylwestra. Dzień na stoku i gorąca noc w łóżku. Podobał mu się taki plan. Mógł jej nawet opłacić lekcje jazdy jeśli tego nie potrafiła.
- Co znowu?- obruszył się lekko, kiedy kazała mu się zatrzymać i spojrzał na nią podejrzliwie. Nie miał pojęcia o co jej chodzi a jak wspinała się na palce to prawdę mówiąc liczył, że go pocałuje a nie, że ubierze mu czapkę.
- Jesteś lekarzem, wyleczysz mnie, po za tym ja się nigdy nie przeziębiam.- w sumie to było miłe, że się o niego troszczyła, nawet jeśli robiła to z obowiązku. Nie miał czapki na głowie od dziecinnych lat i dziwnie się z nią czuł. Opanował chęć poprawiania jej co trzy sekundy.
- Kolejny komplement, rozpieszczasz mnie pani doktor.- Bradford uśmiechnął się kącikiem ust jak to miał w zwyczaju i troszkę mocniej zacisnął palce Ethel, a potem spokojnym krokiem ruszył w głąb parku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sob Mar 24 2018, 13:55;

Jeśli nie zapyta, to Ethel na pewno sama z siebie nie zacznie mu niczego opowiadać. Nie była gotowa i nie chciała mu mówić o rzeczach, które były ważne i znaczące w jej życiu. Które na nią wpłynęły. Na razie rzucała tylko półsłówka, bo jednak coraz częściej miała ochotę puścić parę z ust przy Raphaelu. Na razie jednak ograniczała się do robienia tego w sensie dosłownym - gdy mówiła, para wydobywała się jej z ust. Tak było zimno.
- Nie powiedziałam, że nie chcę za miasto. - zauważyła. - Chciałabym za miasto, ale w jakichś bezpiecznych warunkach.
I wtedy zaczął mówić o tak zwanych ciepłych krajach. I o tych zimnych.
- Nie. - odpowiedziała bez cienia wahania. - Najpierw nie było mnie stać na takie przyjemności, potem liczyła się tylko nauka. I imprezy. A potem lekarska śmietanka towarzyska wciągnęła mnie zbyt mocno. Także Aspen odpada. - wyszczerzyła zęby do Raphaela. - Pewnie popisywałbyś się na stoku niemiłosiernie.
Powiedziała to tak, jakby sobie już wyobraziła, że gdzieś razem pojechali. I trochę tak było. To zaczynało być silniejsze od niej. Ponadto rzeczywiście miała ochotę go pocałować. Ale już raz dzisiaj to zrobiła i nie zamierzała znowu popełniać tego błędu.
- Masz rację. Lekarzem. Nie cudotwórcą. - uśmiechnęła się kącikiem ust. - Przeziębienie trzeba wyleżeć i tyle. Nie ma w tym żadnej magii. Można łagodzić skutki, ale i tak organizm musi sobie poradzić z tym sam.
Było cholernie zimno, ale podobał jej się ten spacer. I dłoń zaciśnięta na jej palcach. Przytuliła się bardziej do mężczyzny.
- To przez ten chłód, panie władzo. - odparowała za tę panią doktor. - Opowiadam same głupoty. Co mi pan zrobi? Rzuci na ziemię i skuje? - zaśmiała się znowu, rozbawiona dwuznacznością, która nasunęła jej się już po wypowiedzianych słowach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pon Mar 26 2018, 13:16;

Bradford miał jeszcze jeden powód by nie dopytywać, gdyby to zrobił, automatycznie dałby prawo Ethelyn do tego samego a to byłoby dla niego niewygodne. Zbyt zacieśniałoby ich relację a przecież wszystko miało pozostać na dystans, bo ich ścieżki wcześniej czy później się rozejdą. Fakt, sytuacja troszkę się ostatnio skomplikowała i ta relacja wylądowała na nieoczekiwanych torach, ale przecież to nie zmieniało pierwotnego założenia, nawet jeśli dobrze się czuł w towarzystwie kobiety, która kroczyła obok niego i którą trzymał za dłoń.
- Jest w ogóle taka możliwość?- uniósł lekko brwi, ale zarzucił temat wyprawy za miasto bo przeszli na tematy wakacyjne. NIby nic go nie interesowało, ale w głowie zapisywał wszystkie informacje, które do niego docierały.
- Kto? Ja? Nigdy w życiu! Doskonale jeżdżę na nartach a szusowanie po oślej łączce to żadna przyjemność, wolę poczuć trochę adrenaliny jeżdżąc poza trasą.- zerknął na kobietę kątem oka.- Musilibyśmy ci kupić kask i ochraniacze na tyłek, a do tego taki fikuśny różowy kombinezonik. Podwójne ochraniacze na tyłek.- dodał po sekundowym namyśle. Proszę jaki był troskliwy i przecież nikt by nie podejrzewał, że ma jakiś ukryty cel w ochronie tej konkretnej części ciała.
- Przeziębienie może być śmiertelne. Ja nie wiem czego was na tej medycynie uczyli.- pokręcił lekko głową jakby z dezaprobatą, chociaż się nabijał.
Spodobało mu się jak przytuliła się do niego, choć podejrzewał, że to dlatego, iż marzła a nie z chęci oparcia się na jego ramieniu.
- Kusząca propozycja pani doktor. Niewykluczone, że ją wykorzystam i będę musiał urządzić bardzo dokładne przeszukanie.- uniósł brwi w górę w bardzo sugestywnym geście i roześmiał się razem z Ethel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Mar 28 2018, 20:50;

- Jaka możliwość? - popatrzyła na Raphaela, wyczuwając jego zainteresowanie. Zatrzepotała rzęsami, jak najbardziej niewinne stworzenie na świecie. Mimo wszystko na pewno zauważył uśmiech w kącikach ust kobiety. Wiedziała, że wspólny urlop z Bradfordem należałby do przyjemnych chwil. Była niemal pewna, że by ją rozpieszczał. A w nocy posiadał. Na tę myśl, przez twarz Hollingsworth przeszedł nieokreślony grymas. Była dla niego tylko maskotką i właśnie przez to coś skręcało ją w żołądku.
- Nie martw się. Potrafię pozostać w stanie nienaruszonym. - powiedziała trochę z przekąsem. - Jeszcze byś się zdziwił.
Maskotka. Aż jej ta pierwsza myśli utkwiła w głowie i zaczęła uwierać. Cholera jasna. Zaczynała rozumieć dlaczego denerwuje się przy Raphaelu bardziej niż ustawa przewiduje i dlaczego nie potrafi zachowywać się tak, jakby nic jej ta cała relacja nie obchodziła.
Bo zaczynała obchodzić.
Pogoda nie sprzyjała spacerom. I chociaż całkiem ciepło było jej w głowę od szala, to jednak czuła, jak zaczyna jej marznąć nos. Ale to nie tylko to sprawiało, że przytulała się do Bradforda. Na szczęście nie musiał o tym wiedzieć.
- Oby nie tutaj, bo będę miała tyłek zimny, jak dwie kostki lodu. - zastrzegła i z rozbawieniem pokręciła głową. Zatrzymała się, zmuszając też do tego mężczyznę. - Wracajmy do domu. Proponuję gorące wino, koc i dobry film. - wznowiła krok. - No chyba, że uważasz, że twój pomysł lodowatej randki w parku jest lepszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sob Kwi 07 2018, 22:16;

I niech teraz mówią, że kobiety to nie są przewrotne istoty. Wystarczy spojrzeć na Ethel, jak zalotnie mrugała powiekami, jak się uśmiechała, no i jak się przytulała do jego ramienia. Ktoś kto by ich nie znał mógłby powiedzieć, że kobieta jest w nim zakochana a przecież ledwo go tolerowała.
- Nie obruszaj się tak.- powiedział nieco rozbawiony jej przekąsem. - Jeszcze byś mi dziękowała za te ochraniacze na tyłku.- zupełnie nieświadom tego, gdzie powędrowały myśli Ethelyn zaczął sobie planować ten wypad na narty. W sumie to byłoby całkiem dobre rozwiązanie. Oczywiście o ile do czasu Sylwestra będą nadal ze sobą sypiać, bo nie można było przewidzieć, kiedy nadejdzie znudzenie sobą. Póki co jednak ten stan wydawał mu się dosyć odległy a towarzystwo Ethelyn było tak samo atrakcyjne, jak tego wieczoru, kiedy się poznali.
- Masz rację, wracajmy. Twój nos zrobił się tak czerwony, że zaraz zacznie świecić a po za tym nie znoszę zimnych tyłków.- zawrócił w stronę zaparkowanego samochodu. Podejrzewała, że realizując plan kobiety na wieczór po pięciu minutach zaśnie, ale zrobi to przynajmniej na jej cyckach więc będzie zadowolony z życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Kwi 15 2018, 14:11;

Raphael był chyba na tyle w sobie zadufany, by myśleć, że Ethel jest z nim tylko dla niesamowitego seksu i jednocześnie ignoruje swoją niechęć do niego. Bo przecież nie będziemy w tym miejscu mówić o wadach Bradforda. Wszak w swoim mniemaniu był ideałem. Akurat ta cecha bardzo bawiła Ethel. Było jednak kilka innych rzeczy, które szczerze lubiła. I wcale nie był to seks, który, tak swoją drogą nie był jej najlepszym doświadczeniem życiowym. Raphael miał jednak predyspozycje, by to zmienić.
- Na pewno nie! - zaprzeczyła. Gdy się śmiała, wydychane powietrze tworzyło przy jej twarzy parę, która szybko się rozwiewała na otwartej przestrzeni. - Zapamiętaj, że nie jestem ci nic winna, kochanie. - poklepała go po klatce piersiowej, a potem naciągnęła mu czapkę trochę bardziej na głowę.
Papierową torbę po ciastkach już dawno wyrzuciła gdzieś do jakiegoś kosza po drodze. Jej zawartość zjedli ze smakiem. Może nawet podzielili się ostatnim ciasteczkiem na pół? Choć, jak się okazało, Raphael wcale nie musiał być wzorem do naśladowania jeśli chodzi o dzielenie się słodkościami. Albo dzielenie się w ogóle.
- Świecący i czerwony nos? Pasowałabym teraz do Rudolpha. - zaśmiała się dźwięcznie i beztrosko, nieświadoma, jak mogło zabrzmieć to zdanie. Z drugiej strony Bradford chyba nie miał wątpliwości, jak bliskie i zażyłe stosunki mają Hollingsworth i Heferth. A może nie zdawał sobie z tego sprawy?
Wyciągnęła mu rękę z kieszeni i pociągnęła za nią, prowadząc go w stronę samochodu.
- Mój już jest zimny. Jak nie lubisz, to będziesz go musiał jakoś ogrzać.
Wcale nie było tak, że Ethel zapomniała co ją spotkało kilka dni temu, ani że nie rozumiała konsekwencji. Wręcz przeciwnie. Doskonale rozumiała i… bała się. Mimo wszystko nie umiała i nie chciała się zamartwiać. Mogła to robić tylko, gdy była sama, gdy nikt nie patrzył na jej utrapienie. Bradford się wprowadził i odebrał jej komfort samotnego smutku.
Gdy wsiedli do samochodu, ściągnęła rękawiczki i roztarła dłonie.
- Mimo wszystko zdołaliśmy jakoś spędzić ten wieczór miło. - uśmiechnęła się łagodnie, zerkając na Raphaela. Nie wiedziała, że oczy jej się trochę błyszczą, a źrenice są rozszerzone. Nieświadomy dowód na to, jak dobrze czuła się w towarzystwie Bradforda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pon Kwi 16 2018, 20:20;

Bradford był ideałem i to nie podlegało żadnej dyskusji, wszak to był fakt ogólnie znany i uznawany. Ethel tylko nie chciała tego przyznać sama przed sobą, chociaż jeszcze kiedyś zmieni zdanie. Wszak nie na darmo był potomkiem Olivera.
- Na pewno tak.- przedrzeźnił ją i skrzywił się, kiedy naciągnęła mu mocniej czapkę na uszy.
Wizja Ethel i Rudolfa wzbudziła w nim gwałtowny protest. Nie dał po sobie nic poznać ale na myśl, że ta dwójka miałaby razem...Po moim trupie - pomyślał, wykazując się w stosunku do Ethelyn zaborczością, o którą by się nie podejrzewał. Przez myśl mu przemknęło, że może pod ta otoczką przyjaźni jest coś więcej. Zaraz się jednak zreflektował, bo jakie właściwie miało to znaczenie. Ta kobieta i tak zniknie z jego życia. Dał się jej pociągnąć za rękę i po chwili już siedzieli w samochodzie.
- Znam na to kilka doskonałych sposobów.- pochylił się i niczego nie spodziewającą się Ethel cmoknął w nos, a potem odpalił samochód i ruszył w stronę mieszkania.
- Ze mną zawsze zawsze jest miło.- posłał jej firmowy cwaniacki uśmieszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Pon Kwi 16 2018, 21:35;

Ethel nie tylko nie zauważyła wewnętrznej reakcji Raphaela, ale również nie była świadoma, jakie myśli odwiodły go od zazdrości. Po takich wieczorach, podczas których zapewniali sobie miliony emocji, a mimo tego wracali do przyjemnego i całkiem troskliwego współbycia, lekarka zapominała, że to miała być relacja na jedną noc. Góra kilka nocy. Wręcz przeciwnie - nie miała nic przeciwko, by ilość tych nocy się wydłużała.
Zatrzepotała rzęsami, otwierając szerzej oczy, gdy cmoknął ją w nos. Ciepłe usta niemal parzyły zmarzniętą skórę. Powrót do równowagi zajął Ethelyn kilka długich sekund.
- Doprawdy? - ona również pozwoliła sobie na cwaniacki ton. - To ciekawe. Nie wiem czy ci na jakikolwiek sposób pozwolę.
I to nic, że jeszcze chwilę temu sama go prowokowała o to rozgrzanie. Może teraz to był ten sam zabieg? Ostatecznie chyba nie był to taki zły plan, by utonąć w ramionach Raphael.
- Uhm. - mruknęła z rozbawieniem. - Ciekawe do którego momentu…
Dojechali pod kamienicę Ethel, a gdy wysiadali to pewnie kilka wścibskich spojrzeń padło na nich z ukrycia. Kobieta nic sobie z tego nie robiła. Po tej akcji w galerii żadne plotki najbliższych sąsiadów nie będą gorsze. Nawet nie zainteresowała się torbą z sukienkami, które kupił Raphael. I tak pewnie trzeba będzie je zwrócić.
Obejrzała się tylko raz zalotnie na mężczyznę, a potem otworzyła drzwi na klatkę schodową i zaczęła wchodzić po schodach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Czw Kwi 19 2018, 15:53;

Jeśli Bradford zauważył te kilka sekund, które Ethel zabrało pozbieranie się to nie dał tego po sobie poznać. Skupił się na prowadzeniu samochodu. Na drodze było dosyć ślisko a chciał by dojechali w jednym kawałku do mieszkania. Jeśli miał się gdzieś rozwalić samochodem to wolałby jechać samemu a potem trafić pod opiekę Hollingsworth, bo wiedział, że ta zajęłaby się nim najlepiej, w końcu była świetnym lekarzem.
- Twój wybór. Nie narzekaj tylko potem na zimny tył.....nos.-odpowiedział jej takim samym tonem. Lubił się z nią przekomarzać, sprawiało mu to przyjemność. Ethelyn nigdy nie pozostawała w tyle na tym polu i dorównywała mu kroku. Powinien się tego spodziewać już pierwszego wieczoru, kiedy się poznali.
- Zawsze kochanie, zawsze.- podkreślił, bo przecież był chodzącą słodyczą a kobiety nigdy nie narzekały na jego towarzystwo.
Znowu nie poczekała, aż otworzy jej drzwi, tylko uciekła z auta jakby się paliło. Tym razem miało to jednak zaletę, bo mógł sobie popatrzeć na jej tyłek jak wchodzi po schodach. Ukłonił się przechodzącej sąsiadce, która zaglądała na niego z ciekawością, ale nie odważyła się go pociągnąć za język. Jedna czy dwie przekonały się już, że to nic nie daje. Po chwili ruszył schodami za Ethel i znalazł się we wnętrzu ciepłego mieszkania, które dzielili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Kwi 25 2018, 17:48;

Obejrzała się, gdy Raphael kłaniał się i nawet nie była zła, że policjant wchodzi w jakieś interakcje z sąsiadami. Ostatecznie zaczynał być coraz częstszym gościem na korytarzach kamienicy, więc nawet się uśmiechnęła na tę uprzejmość wobec sąsiadki.
Otworzyła drzwi, westchnęła. Zanim jednak zaczęła się rozbierać, wydała polecenie głosowe, by komputer włączył muzykę. Podśpiewując, odwiesiła płaszcz, czapkę i szalik. Ściągnęła buty.
Totalnie zmarzła i jedyne o czym teraz myślała to ciepła herbata. I grzane wino. I łóżko. Lecz nawet w takich chwilach Kandel zatruwał spokój, więc znowu westchnęła mimowolnie, zabierając się za włącznie czajnika i przygotowanie herbaty.
- Chcesz też? - zapytała, nie odwracając się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Kwi 25 2018, 22:28;

Bradford wszedł do mieszkania zaraz za Ethel. Rozejrzał się czy przypadkiem nikt ich nie odwiedził podczas ich nieobecności ale wyglądało na to, że nie. Torby rzucił gdzieś w kąt i zdjął kurtkę. Nie musiał się rozwijać z tonów szalików czy rękawiczek bo nie miał tego na sobie. Zrzucił buty i ruszył w stronę Ethelyn.
Prawdę mówiąc najchętniej wyłożyłby się na kanapie z nogami na stoliku ale do jego uszu dobiegło westchnienie doktorki. W ciągu ostatnich dni często się jej to zdarzało a, że wiedział z jakiej to przyczyny to niestety nie mógł tego zignorować. To znaczy mógłby, ale jednak nie. Dlatego też znalazł się za plecami kobiety i przytulił do jej pleców obejmując ją z przodu rękami by ją nieco do siebie przyciągnąć. Pochylił głowę i jego usta wylądowały w zagłębieniu pomiędzy szyją a barkiem i zaczęły sunąć w górę w stronę ucha.
- Nie .- mruknął tylko i jego język przesunął się po małżowinie usznej. Znał lepsze sposoby na to by się im ciepło zrobiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Czw Maj 03 2018, 12:39;

Była zamyślona, ale to nie Kandel sprawił, że wyłączyła się na rzeczywistość. Wciąż nie mogła się nadziwić, jak mocno Raphael wpływa na jej humory i jak bardzo jest skłonna je zmieniać. Przez niego. I dla niego. Tak, jak dzisiaj - normalnie nie spuściłaby z tonu, po awanturze w galerii zrobiłaby jeszcze jedną, większą i pewnie zaszyłaby się u Rudolpha z odmową na jakiekolwiek spotkanie. Powinna była tak zrobić. To by było w jej stylu, jeśli chodzi o schemat postępowania z mężczyznami. A jednak dla Bradforda potrafiła się opanować, stonować. Przejść do porządku dziennego po ich darciu kotów. Na pewno miał na to wpływ, że po prostu to lubiła. To. Bradforda samego w sobie. Ich wspólne chwile, te spokojne, normalne, opozycyjny do pieprzu, który mieli w zwyczaju rzucać sobie w oczy. Dlatego właśnie, gdy ją przytulił, uśmiechnęła się mimowolnie. Dobrze, że nie mógł tego zobaczyć. A może źle?
- Chcesz mnie rozgrzać, rozluźnić czy zaspokoić własne żądze? - zapytała z rozbawieniem w głosie, nie przerywając przygotowywania herbaty.
Tak czy inaczej zaczynało robić się jej gorąco. Odruchowo położyła dłoń, na obejmującym ją przedramieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Maj 09 2018, 13:07;

Bradford na swoje własne szczęście był zupełnie nieświadom rozważań, które zaplątały głowę Ethelyn. Zmusiłyby go do tego by sam się nad tym zastanowił i doszedł do jakichś sensownych refleksji, bo póki co przyjmował sytuację taką jaka była. Lubił towarzystwo Ethel, lubił seks z nią i lubił jak gotowała dobre rzeczy. W sumie to po latach samotności okazywało się, że mieszkanie z kimś było całkiem przyjemne, nawet tego futrzaka dało się tolerować.
- A może wszystko naraz?- wymruczał do ucha kobiety, owiewając je swoim ciepłym oddechem. Jego usta z ucha zsunęły się na szyję by przez chwilę muskać ją drobnymi pocałunkami. Skutecznie usiłował ją odciągnąć od zaparzenia tej herbaty.
W nozdrzach łaskotał go zapach jej ciała wymieszany z zapachem perfum, których używała. Cholera jasna w jej towarzystwie był gotowy w dwie sekundy, jak nastolatek, który dopiero co poznał smak kobiety. Raphael obiecywał sobie, że zwiększy pomiędzy nimi dystans jak tylko złapie Kandla, którego oczywiście ani widu ani słychu. Odsunął od siebie tę frustrującą myśl i skupił się na przytulonej do niego kobiecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Maj 09 2018, 23:02;

Odwróciła się, pozwalając na frontową konfrontację. Przy okazji poczuła w jakim stanie są spodnie w okolicach rozporka mężczyzny. Świadomość, że działała na niego w mgnieniu oka była całkiem przyjemna. Właściwie był w tym również podziw, bo pomimo natychmiastowej reakcji Bradford był w stanie całkiem długo powstrzymać się przed dojście. Wprawny kochanek. Ale czego innego miałaby się po nim spodziewać? W końcu miał przed nią całkiem sporą ilość kobiet pod sobą. Myśl, że jest kolejną kobietą do porzucenia, uwierała Ethelyn coraz bardziej. A jednak lekarka nie powstrzymywała się przed czułością.
Choć pocałunki Bradforda ją rozgrzewały, to odsunęła mężczyznę lekko od siebie, na tyle by mogli sobie patrzeć w oczy. Podniosła dłoń, pogładziła zarośnięty policzek. Uwielbiała, gdy skórę drażniła ta szczecina.
- Jak zawsze niekonkretna odpowiedz. - zaśmiała się cicho. - Mam nadzieję, że chociaż przed samym sobą jesteś szczery.
Objęła mężczyznę za szyję, przyciskając się mocniej do niego. Palce zatopiła w ciemnych włosach. Działał na nią tak, że pewnie w chwilach słabości dałaby mu się przelecieć w każdych warunkach i na każdy sposób. Z trudem odsunęła od siebie te pragnienia.
- Może powinnam wyjechać? - zaproponowała nie opuszczając spojrzenia. Chciała widzieć jego wyraz oczu. - Zaszyć się gdzieś, znam kilka takich miejsc. Bo trochę mnie przeraża to, co może się stać, gdy go nie złapiesz przed upłynięciem terminu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Czw Maj 10 2018, 07:41;

Przesunął Ethel nieco w bok, bo skoro odwróciła się w jego stronę to nei chciał by przez nieuwagę się poparzyła, być może nawet w takiej sytuacji czułby się winny, chociaż i tak pewnie maskował to w typowy dla siebie sposób.
Nadal zaskakiwały go takie czułe gesty jak ten, kiedy Ethelyn pogładziła go po twarzy. Zdecydowanie lepiej szło mu dobranie się do kobiet, kiedy chciał jej zaliczyć. Wiedział jak postępować z kobietami, by chciały sypiać z nim, aż się nie znudził a nawet i potem, ale nie potrafił sobie poradzić z tym dziwnym uczuciem, które ogarniało go ilekroć doktorka wpatrywała się w niego, jakby chciała wydrzeć z niego wszytskie sekrety, których nie zamierzał jej powierzać. Pewnie uznawała go za emocjonalnego kalekę, chociaż Bradford oczywiście nie zgodziłby się z tą opinią.
Kącik ust mu się podniósł, kiedy usłyszał jej śmiech, lubił ten odgłos. Oczywiście nie odpowiedział na jej pytanie. Właściwie nawet nie sądził by ona oczekiwała tej odpowiedzi. Zbyt dobrze go znała pod tym względem.
Przytulił ją do siebie i miał ochotę posadzić ją na tym blacie a potem zaliczyć, tyle że Ethel na chwilę odwróciła jego uwagę od tematu jakie majtki ma dziś na sobie.
Zmrużył lekko brwi jakby się zastanawiał nad jej pomysłem.
- W sumie to jest niezły pomysł. Mógłbym cię ukryć.- już w głowie sobie analizował ten plan. Miał kilka osób, które były mu coś winne.- W tym czasie ja znajdę Paula i ....wsadzę go do pudła.- dokończył, choć chyba nie to chciał powiedzieć. Spojrzenie miał w tej chwili twarde. Złapie Paula, a potem ten pożałuje, że ośmielił się podnieść rękę na Ethelyn.
- Ciepłe kraje? Co ty na to? Wypoczniesz, zabawisz się a w tym czasie ja wszystko załatwię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Maj 13 2018, 16:25;

Przez cały czas palce kobiety sunęły nieznacznie po karku i włosach Raphaela - to w jedną, to w drugą stronę. Jakby bawiła się tym dotykiem. I nie miała w tym żadnego celu, nie chciała go rozpraszać podczas odpowiedzi. Jej gesty były odruchowe, wynikały tylko i wyłącznie z czułości, która już u siebie zdążyła zauważyć i której się obawiała.
Przestała poruszać palcami, gdy spojrzenie mężczyzny zmieniło się przy mówieniu o Kandelu. Tym razem to Ethel zmarszczyła brwi. Doskonale pamiętała to, co mówiła w dniu całego wydarzenia i porwania. Wiedziała, co mogły sugerować jej słowa i na co dawała Bradfordowi przyzwolenie. Ale przecież wycofała się z tego. Wycofała się, idąc na posterunek.
- Nie zrób niczego głupiego. - pogroziła, stukając palcami w kark mężczyzny. Ciemne oczy wpatrywały się w kochanka, jakby mogą czytać w jego duszy, choć oczywiście nie mogła. - Nie zrób niczego, co zmieni cię w kogoś podobnego do niego.
Później uśmiechnęła się trochę pogodniej, ukrywając niepokój.
- Stawiasz? - posłała mu zaczepne spojrzenie - Zabawić się. - pokiwała głową. - Z miłą chęcią bym sobie przygarnęła jakieś ciepłe ciało na długie, parne noce. Nie powinieneś mieć z tym problemu, prawda? - uniosła brew. - Może nawet byłoby ci to na rękę. Mógłbyś sobie na spokojnie znaleźć inną.
Drażniła się z nim. Wiedziała, że przynajmniej w tym momencie nie myśli o żadnej innej. Mógł się opierać. Ale prawda była taka, że zaczęli tworzyć coś na kształt karykaturalnego związku.
Znów oczy jej trochę przygasły.
- Nie lubię uciekać, ale w tej sytuacji to wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem. Bo chyba nie będzie mu się chciało mnie szukać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Sro Maj 16 2018, 16:25;

Przyjmował dotyk Ethel jako coś zwykłego i normalnego. Zdążył się chyba przyzwyczaić, że lubiła również werbalną komunikację, a on nie był takim idiotą by protestować, kiedy dłonie pięknej kobiety błądziły po jego ciele. I będąc szczerym wobec siebie, że dotyk Ethelyn zdecydowanie sprawiał mu przyjemność, nawet jeżeli nie było w nim podtekstu seksualnego.
- Nie masz się czym martwić.- wyciągnął rękę i wygładził kciukiem te zmarszczki pomiędzy jej brwiami. Zrobi to co będzie musiał i nie było się nad czym zastanawiać. Jego spojrzenie było nieprzeniknione. Ethel nie mogła nic z niego wyczytać.- Nie martw się, nigdy nie stanę się kimś takim jak on.- Pochylił się i pocałował kobietę w czoło, mógł ją tym zaskoczyć, bo tego typu teksty raczej nie było w jego stylu.
- Jasne. Wybierz tylko miejsce.- nie miał problemów by zapłacić za "wakacje" doktorki, byle ta zmyła się z Rode na jakiś czas. I choć wiedział, że się z nim droczy to poczuł nieprzyjemny ucisk koło żołądka na myśl, że mogłaby pójść z kimś innym do łóżka. Pierwotny męski instynkt posiadania zaprotestował w nim, ale tylko wewnętrznie bo na zewnątrz podjął grę kobiety.
- Może mógłbym, w sumie trochę urozmaicenia jeszcze nikomu nie zaszkodziło.- zaczął się droczyć z Hollingsworth czekając na jej reakcję i obserwując jej minę.
- Nie wiem Ethel. Jak dla mnei to dobry pomysł ale znam też Paula, jest zdolny do wszystkiego.- był szczery i nie mydlił jej oczu, ale prawda była taka, że najchętniej by ją na Marsa wysłał by jej zapewnić bezpieczeństwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Czw Maj 17 2018, 22:32;

Nie mogła i nie wyczytała. Zaczynała rozumieć Raphaela coraz lepiej, ale… Nie umiała jeszcze widzieć tego, co siedzi głęboko, więc musiała wierzyć mu na słowo. I wierzyła. Choć przecież mógł ją okłamywać, a ona na tym etapie jeszcze by się nie zorientowała. A jednak dawała mu kredyt zaufania.
- Mam nadzieję. - uśmiechnęła się leciutko, pochylając głowę, gdy całował ją w czoło.
Owszem, nie spodziewała się tego gestu, lecz przyjęła go w naturalny sposób. Jakby nie był niczym dziwnym. Tak samo, jak Bradford przyjmował jej pieszczoty.
Choć sama zaczęła to droczenie w związku z innymi partnerami, to w niej również budziła się zazdrość, gdy myślała o tym, że mógłby kochać się z inną kobietą, podczas gdy Ethel byłaby uwięziona na przymusowych wakacjach.
- Nie zrobisz tego. - powiedziała z pewnością w głosie i przycisnęła się mocniej do mężczyzny, jakby na znak tego, że nie zamierza się nim dzielić. Przyciągnęła go za kark i pocałowała. Lekko, eterycznie wręcz, kusząco. - Bo coś mi się wydaje, że na razie nie jesteś w stanie myśleć o żadnej innej kobiecie.
Powiedziała to przekonywującym tonem głosu, ale doskonale wiedziała, że jeśli zniknie mu z oczu, chęć przelecenia kogoś weźmie nad Raphaelem górę. Pewnie jedyne co mogła osiągnąć to to, że myślałby o niej, pieprząc inną.
- Wyspy Karaibskie brzmią dobrze. - szepnęła, bo byli przecież bardzo blisko siebie. - Lub jakiejś inne miejsce. Naprawdę nie będę się awanturować. Jeśli uważasz, że tutaj coś mi grozi, wyślij mnie gdziekolwiek. - pogładziła mężczyznę po szorstkim policzku. - Przecież nie jest tak, że będę tęsknić, prawda? - mruknęła i jeszcze raz pocałowała go lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Czw Maj 17 2018, 22:47;

Herbata już dawno poszła w zapomnienie, kiedy oni zajmowali się zupełnie innymi tematami, które były nie mniej ważne.
Rozbawiła go pewność siebie tkwiąca w głosie Ethelyn. Postanowił się z nią nieco bardziej podrażnić. Właściwie był jej to winien za tę akcję w centrum handlowym. Jak się trochę powkurza to oderwie myśli od Paula.
Pozwolił się jej przyciągnąć i kusić pocałunkami, podejmując jej grę a potem jego usta powędrowały po jej szyi, tuż w stronę ucha do, którego wyszeptał.
- Kochanie, czy nikt ci nie mówił, że co z oczu to i z serca.- prawie jakby czytał jej w myślach, chociaż nie miał pojęcia co w chwili obecnej działo się w tej ślicznej główce. Sam też wiedział, że to co mówi to nie do końca prawda, bo od czasu jak zaczął sypiać z EThel inne kobiety go nie interesowały. Przelotny stan, który wcześniej czy później mu minie. Fakt, że z żadną kobietą nie był tak związany ale tłumaczył sobie, że to przez te zawirowania z Paulem.
- Mogą być Karaiby.- kiwnął głową i wyprostował się bo w głowie już układał plan tej wyprawy a słysząc jej słowa tylko uniósł lekko brwi w górę. Najpierw były awantury, że odbiera jej przestrzeń, i że jest nadgorliwy pilnując jej na każdym kroku a teraz potulnie się godzi by ją wysłać gdziekolwiek. I zrozum tu człowieku kobiety. No nie da się.
- Oczywiście, że nie.- odparł i pochylił się by wpić się w usta Ethel, mocno i z pożądaniem, którego nawiasem mówiąc nigdy nie ukrywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Maj 20 2018, 19:08;

Wyczuwała podjęcie gry i z satysfakcją z tego korzystała. Smak ust Raphaela stał się jej bliski, nawet jeśli nikotyna na języku drażniła. Paradoksalnie dodawało to iskry do kontaktu cielesnego. Nadstawiła szyję, czując pocałunki na skórze. Nawet westchnęła cicho, bo ciało coraz chętniej reagowało na pieszczoty Raphaela.
Nie do końca podobało jej się to, co usłyszała, lecz nie chciała pozostawać dłużną. Sama sięgnęła ustami do ucha kochanka. Przygryzła je lekko, zaczepnie.
- To działa w obie strony. - zaśmiała mu się cicho do ucha. - A coś mi mówi, że łatwiej zniosę twoje kochanki niż ty dłonie innego mężczyzny na moim ciele, pieszczoty które mnie rozbawia i seks z innym, który mnie usatysfakcjonuje. Ale przecież masz rację. Co z oczu, to z serca. A będę wystarczająco daleko byś nie musiał patrzeć.
Wierutne kłamstwa. Na ten moment nie chciała między swoimi nogami nikogo innego, jak tylko Raphaela.
Mógł ją wysłać gdziekolwiek. Zdążyła się zorientować, że stać go na takie atrakcje. Tylko nie do końca była pewna czy to rozwiąże problem. W końcu Raphael sam przyznał, że po Paula można się spodziewać wszystkiego.
- Myślisz, że będzie próbował pójść moim śladem? - zapytała, wchodząc na trochę poważniejsze tony. - Co może mi zrobić, jeśli ciebie nie będzie w pobliżu? Czy w ogóle chciałoby mu się ogarniać takie działanie? - przełknęła ślinę, choć starała się wyglądać na hardą. W wyobraźni pojawiły się obrazy tego, co może zrobić taki człowiek jak Kandel gdy ma dużo czasu i nie musi się martwić, że ktoś go zatrzyma.
Przyjęła pocałunek z nie mniejszą pożądliwością. Działał na nią, działał na nią i to mocno. Dlatego utonęła w tym pocałunku, zapominając się na chwilę. Ścisnęła go mocniej za kark, jakby domagała się więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t148-dr-ethelyn-hollingsworth
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 38
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ Nie Cze 03 2018, 14:42;

Uwielbiał te gierki, które prowadzili z Ethel, to że ją podjęła świadczyło o tym, iż przynajmniej chwilowo odsunęła z pamięci wydarzenia, które ostatnio miały miejsce. Cieszyło go to, bo choć grała twardą babkę to miał świadomość, jak cała sprawa się na niej odbijała.
Poczuł jak krótkie włoski zjeżyły mu się na karku, kiedy przygryzła jego ucho. Przytulił ją mocniej do siebie i najchętniej zaraz zaniósłby ją do sypialni by nie wypuścić jej do samego rana. I pewnie by to zrobił, gdyby nie słowa Ethel.
Odsunął się nieco od niej, spojrzał na nią i lekko uniósł do góry jeden kącik ust. Kobieta zapewne doskonale znała ten gest.
- Kochanie, z nas dwojga to ty jesteś monogamistką.- i to nie było tak, że olewał wizję jakiegoś faceta pomiędzy jej nogami. Wręcz przeciwnie. Pewnie by ukatrupił takiego delikwenta, co zaskakiwało samego Bradforda, i który nie chciał się nad tym zastanawiać. Normalnie odwróciłby się na pięcie i miał to w dupie, ale gdyby doktorka serio coś takiego zrobiła..nawet nie brał tego pod uwagę.
Pocałunek, który odwzajemniła Ethelyn rozproszył go skutecznie ale tylko na jakiś czas ponieważ w głowie nadal mu dźwięczały jej słowa i choć miał ochotę wpakować jej ręce pod bluzkę to zatrzymały się na jej pasie.
- W sumie to bardzo możliwe, że Cię śledzi i kogoś wyśle za Tobą albo sam pojedzie.- Bradford na chwilę się zamyślił i przeczesał włosy z frustracją, bo to jemu chciał dokopać Kandel, ale mógł do tego wykorzystać Ethel jeszcze bardziej a do tego oczywiście Raphael nie mógłby dopuścić.- Kurde ja się teraz nie mogę ruszyć z Rode. Wiesz co, wstrzymaj się jeszcze kilka dni z wyjazdem, zobaczymy jak się sytuacja rozwinie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t160-raphael
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: So what are we so afraid of?  ♦ ;

Powrót do góry Go down

So what are we so afraid of?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: POCZĄTEK :: Strefa Gracza :: Retrospekcje-
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu