Share|

Bar Koza Chloe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Bar Koza Chloe  ♦ Sro Lip 19 2017, 14:41;




BAR KOZA CHLOE

Do baru Koza Chloe prowadzi boczna, wąska uliczka, wciśnięta między dwa stare budynki. Sam lokal nie należy do największych, kilka lat temu będąc przerobiony z małego magazynu na obecne miejsce rozrywki. Stoliki rozsiane są obok metalowych kolumn, podpierających wysoki sufit, poprzecinany grubymi rurami wentylacji i małymi oknami a lada barowa ciągnie się wzdłuż ściany, naprzeciwko wejścia. Ciemne, obdrapane drewno mebli kontrastuje z jasnymi ceglanymi ścianami i betonową niewykończoną podłogą.
Przy barze stoją metalowe schody, prowadzące na zabudowaną antresolę, gdzie mieści się biuro a za barem znajduje się zaplecze i wyjście na podwórze, gdzie znajdzie się tylko kontenery na śmieci.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pon Lip 24 2017, 22:20;

/ Start

Od rana trwał festyn, a co za tym idzie od rana ludzie kręcili się po mieście i korzystali z promocji oraz atrakcji, jakie były dziś oferowane między innymi w lokalach. Jak w zeszłym roku udało jej się wziąć tego dnia wolne tak tym razem musiała pojawić się w Chloe. Przebrana w swój pracowy mundurek stawiała właśnie krzesła na podłogę kiedy zobaczyła idącą na mszę Babkę Bucket. Skrzywiła się do siebie i wycofała nieco w głąb lokalu. Na najbliższe kilka dni miała tej kobiety powyżej uszu. Starła się z nią w piątek, po południu. A że utrzymać języka za zębami, tak samo jak dziadek, to zarobiła torbą w głowę. Pod okiem wciąż miała siniaka, nie miała czasu żeby pójść do lekarza i się go pozbyć. Siniaka, nie lekarza. Splunęłaby na podłogę z pogardą ale nie miało to najmniejszego sensu- zaraz musiałaby iść po mop i wszystko zetrzeć.
Z tego wszystkiego przypomniała sobie, że Charlie wrócił. Jakiś miesiąc temu, jak opowiadała jedna z jej koleżanek, która go spotkała. Przez ten czas nie odezwał się ani słowem. Nie zadzwonił, nie odwiedził jej wieczorem, jak to czasem miał w zwyczaju - wspiąć się po elewacji domu i zapukać cicho by dziadek nie usłyszał. Nie wysłał nawet krótkiej wiadomości. Zdenerwowała się zaraz tak jak powinien się zdenerwować zignorowany przyjaciel. Dopiero jednak w okolicach południa, podczas krótkiej przerwy postanowiła wysłać mu sms. Po krótkiej, obrażonej wymianie zdań zobaczyła na wyświetlaczu rysunek smutnej bajgla. Odłożyła telefon i wróciła do pracy.
Klientów było pełno, przez co raz zdarzyło jej się pomylić zamówienia. Jak każdy, nie znosiła pracować w takie dni. Nie mogła jednak narzekać na napiwki, które może i tak niewielkie, były bardziej okazałe niż zwykle.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 36
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pon Lip 24 2017, 22:55;


Nie znosił tłumów i krzyków ale uwielbiał zapachy, to one przyciągnęły go tutaj po powrocie zza muru. Jedzenie, piwo i zapachy. Jason jako jeden z niewielu, chyba, nie korzystał z najnowszych technologii a jego stara chałupa była zacofana o co najmniej dwa stulecia. Miał mądre ale i zarazem dzikie spojrzenie, wygląd również. Nosił się tak aby było wygodnie, luźno i nic nie krępowało ruchów, tak aby stopy chronione były twardym czubkiem buta- który jak potrzeba może i mocno w zadek trafić- a kostki wysoką cholewą. Dzikiego wyglądu dopełniała broda i średniej długości włosy. Prawdziwa osobistość. Bać się czy być ciekawym?
Usiadł przy jednym ze stolików i zaczął się rozglądać. Obserwacja, ulubione zajęcie łowcy. Po chwili mógł nawet przestać robić za atrakcję, prawie tak jakby jego aura zniknęła a on popadł w zapomnienie- kolejna cecha której uczy jego zawód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pon Lip 24 2017, 23:12;

Postawiła na tacy koszyczek z frytkami, obok talerz z burgerem z podwójnym serem o poszła zanieść panu O'Shea, który najwyraźniej miał szansę wyrwać się dziś z domu by odpocząć od krzyków swojego pięciorga dzieci. Uśmiechnęła się do niego, zamieniła kilka słów i udała się po dzbanek z kawą by zrobić rundkę po lokalu i zapytać czy ktoś nie potrzebuje dolewki. W ten sposób dotarła do siedzącego przy jednym ze stolików brodatego mężczyzny. Już na pierwszy rzut oka wiedziała, że to żaden z uczęszczających regularnie do kościoła obywateli miasta.
- Dzień dobry, życzy pan sobie kawy? Herbatę? Coś do jedzenia? - zapytała podpierając się pod bokiem wolną ręką. Dokładnie tak, jak te wszystkie barowe kelnerki w filmach. Biały fartuszek na różowej sukieneczce miała już pobrudzony od tłuszczu. Przekrzywiła głowę zastanawiając się czym mógłby się ktoś taki jak ten facet zajmować.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 36
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Wto Lip 25 2017, 14:11;

Pierwszą reakcją na ruch w pobliżu stolika było pociągnięcie nosem. Zapach, nie musiał jej słyszeć ani widzieć żeby wiedzieć, że kobieta. W tej mieszance zapachu jedzenia, napojów i innych osób z którymi miała styczność przebijała woń o wiele delikatniejsza od pozostałych, taki typowy zapach płci pięknej.-Czarnej kawy... Macie jedzenie które nie jest robione w dwie minuty albo już gotowe? Chodziło mu o coś bardziej sycącego aniżeli dmuchany burger i frytki. Przetarł lewe oko i w końcu spojrzał na nią. Przekrwione ślepia doskonale kontrastowały z niesamowicie niebieskimi tęczówkami łowcy. Widocznie był więcej niż niewyspany i zmęczony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Wto Lip 25 2017, 14:29;

Rzeczywiście, gdzieś pomiędzy zapachem burgerów, frytek i jajecznicy od Rosy można było wyczuć zapach różanych perfum. Niedrogich. Trzeba było jednak naprawdę mieć nosa do takich spraw. Jason go miał.
- Jajecznica, tosty, kucharz kilka minut temu skończył piec dwa kurczaki - zaczęła wymieniać zapamiętując, że ma mu przynieść kubek z kawą. - Może podwójną kawę?
Zapytała przyglądając się jego oczom. Wyglądał jakby zarwał całą noc, co najmniej. Poniekąd rozumiała, nawał pracy. Dlatego nie wzięła go za przypadkowego narkomana, jakich można było w Rode spotkać.
- Był pan już na festynie? Ciekawe jak będzie w tym roku z fajerwerkami - uśmiechnęła się.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 36
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Wto Lip 25 2017, 14:38;

Nie zastanawiał się za długo, był głodny i ogółem do drobnych facetów nie należał, ani takich co się pracy nie boją.-Jajecznicę i kurczaka proszę. Przynajmniej choć trochę ogłady miał jeszcze w sobie by poprosić. A nosa miał od zawsze, właściwie był to dla niego najważniejszy zmysł.-Zwykła wystarczy ale dziękuję. Co do festynu- nie przepadam za takimi zabawami. Ale Panna będzie tam pewnie miła atrakcją dla oczu nie jednego mężczyzny. Posłał jej coś co miało być uśmiechem ale... niekoniecznie musiało tak wyglądać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Wto Lip 25 2017, 17:03;

- Danie będzie za pięć minut- poinformowała. Bo kurczak był może gotowy, ale jajecznicę trzeba będzie dopiero zrobić. Odstawiła na moment dzbanek na stolik, żeby zaznaczyć sobie zamówienie i przesłać je do kuchni. Uniosła brew słysząc uwagę dotyczącą bycia atrakcją. Zrozumiała Jasona na opak. Miała przecież siniak pod okiem i pomyślała, że mężczyzna się z niej naigrywał. To na szczęście było za mało, żeby napluła mu do talerza.
Podziękowała za zamówienie i wróciła do barowej lady by poprosić o kubek a w międzyczasie zanieść zamówienie kolejnym klientom. Kilka minut później, zgodnie z zapowiedzią wróciła do Morningstara niosąc mu na tacy pachnącego kurczaka z chrupiącą skórką, jajecznicę oraz kubek z kawą.
- Ja tam lubię kiedy wieczorem wypuszczają fajerwerki.
Wyglądają zachwycająco.
- Powiedziała z uśmiechem, najwyraźniej wybaczywszy mu uwagę odnośnie wyglądu.
Chwaliła fajerwerki w Rode, bo innych nigdy nie widziała na żywo. A w holowizji to nie to samo.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 36
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Wto Lip 25 2017, 17:13;

Skinął głową na znak, że rozumie i w sumie dobrze, ze nie potrafił czytać w myślach. Nigdy by nie przypuszczał, że zrozumie jego słowa na opak. Urodziwa kobieta pozostanie taka nawet z sińcem pod okiem.
Gdy wróciła czyścił właśnie o szmatkę nóż, który nosił przy sobie, trochę uszczerbiony, ewidentnie z latami i tylko dbanie uchroniło go od rdzy i większych skaz na ostrzu.-Księżyc za murem, po za światłami miasta wygląda lepiej Panienko. Mruknął. Wydawałoby się, że zmęczenie i fryzura wraz z brodą postarzają go o kilka lat, jak nie o dekadę, jednak znów posłał jej uśmiech. Ten z rodzaju uprzejmych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Wto Lip 25 2017, 17:57;

Między Bogiem a prawdą Rosa za darmo tego siniaka nie zdobyła. Wystarczyło nie odszczekiwać Babie i nie nazywać jej starą kutwą. Ale co zrobić, jak dziadek tak nauczył?
- Za murem? - ach, pewno chodziło o miejskie zabudowania. Nigdy nie zapuszczała się za miasto dalej niż znajdowała się hodowla chocobów. Wiedziała jednak, że moze być tam niezbyt bezpiecznie. - Wierzę. Często zapuszcza się pan za miasto?
Strzeliła, że musi być jednym z myśliwych. Wielu znała, miasteczko nie było duże. Nie da się jednak znać wszystkich.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 36
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pią Lip 28 2017, 16:18;

-Przepraszam, za miastem. Mówił za murem bo po zmroku miasto otaczało się barierą odgradzającą je od dzikości z zewnątrz. Taki nie murowany mur. -Z tego żyję, jestem łowcą i tropicielem... Przyjrzał się jej z lekka. Czemu nie, zapyta.-Skóry nie chce Panna kupić? Właściwie to już kurtki z niej bo i wiem do kogo pójść żeby ładnie obrobiono. Żartował w sumie ale co mu tam. Ledwo się na nogach trzymał to i żarty mu we łbie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pią Lip 28 2017, 18:17;

- Skóry? - wyobraziła sobie elegancką kurtkę motocyklową z porządnej skóry. Nie miała jednak ani motoru ani pieniędzy. Jeździć na takiej maszynie też nie potrafiła, chyba, że w wyobraźni. - A droga by była? - zapytać zawsze mogła, pytania nie kosztowały! Nie takie. - Powinien się pan porządnie wyspać.
Może ta uwaga nie była na miejscu w stosunku do klienta, ale nie mogła się powstrzymać. Za długi miała jęzor niekiedy. Kiedyś, zupełnym przypadkiem znalazła pod łóżkiem znajomego kilka świerszczyków; chlapnęła o tym widząc się że swoją koleżanką. Ale nikomu więcej, mogła przysiąc na dziadka.
Zamienili jeszcze kilka słów po czym Rosa wróciła do pracy.

zt.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 36
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Wto Sie 01 2017, 09:41;

-Tak, dokładnie tak. A cena zależy od rodzaju i trudności ubicia tego na co się poluje.
Motocykl, skóra i wiatr we włosach. Dobrze to sobie wyobrażała bo pewnie gdyby miała i skórę i hajs na motocykl to by tak jeździła po Rode. Jason miał skórę i własną i dodatkową. Dał jej pomacać rękaw najtańszego materiału, zawsze prawdziwego a nie syntetyk, bo te droższe sprzedawał. Nie było sensu zostawiać sobie najlepszych kąsków bo szybko je zniszczy.
Porozmawiali jeszcze chwilę i co było to było...


z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
OgólneAge : 21
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 20
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Czw Wrz 21 2017, 23:44;

/początek

Laura była bliska płaczu. Czy ona zawsze musiała mieć takiego pecha? Od jakiegoś czasu była pogodzona ze swoim życiem. W końcu postanowiła przebaczyć ojcu i wrócić do domu. Wiedziała, że jej szukał, ale cały czas zręcznie mu umykała. Kilka godzin temu była pewna, że wsiada do pociągu, który zawiezie ją do Filadelfii, skąd do Springfield już prosta droga. Jakże wielkie mogło być jej zdziwienie, kiedy po wyjściu z autobusu jej oczom ukazało się popadające w ruinę miasteczko. Zostało jej pieniędzy ledwo na kilka nocy i to w jakimś obskurnym motelu, nie miała telefonu, ani nawet nie znała numeru do domu.
Czując, że już powoli coś zaczyna się w niej gotować, ruszyła przed siebie. Dochodziła dwudziesta druga, niebo przybrało kolor głębokiego granatu. Dobrze, że był piątek, dzięki temu na ulicach nie było tak pusto.
Kiedy tak przemierzała alejki całkowicie nieznanego jej miasta, czuła niepokój. Nie pierwszy raz była gdzieś sama, zdana tylko na siebie. Była to jednak pierwsza sytuacja w jej życiu, kiedy nawet nie miała pojęcia jak nazywa się miejsce, w którym przebywała, do tego była sama w nocy i nie wiedziała w którą stronę iść by dojść w jakieś sensowne miejsce, a przy tym nie dać się okraść, zgwałcić ani zabić.
W końcu jej oczom ukazał się średnio zachęcający szyld jednej z tutejszych restauracji. W brzuchu burczało jej tak, że pewnie słyszano ją na drugim końcu miasteczka.
Weszła do środka, zajęła miejsce przy barze i mając nadzieję, że serwują tu jakieś żarcie, zamówiła frytki i mocne piwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t256-laura-araujo
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 19
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pią Wrz 22 2017, 02:28;

/start

To był ciężki dzień. Odkąd Lance został sanitariuszem często miewał ciężkie dni, ale lubił tę robotę. Dobrze, że większość babci, którym zbałamucił wnuczki nie poznawała w nim tego nicponia McDonalda, bo jeszcze oberwałby kijem. Uniform sanitariusza i uśmiech anioła stanowił jednak wystarczająco dobry kamuflaż, by nawet dorobić się napiwku. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj dorobił się zarzyganej koszulki. Dwa razy. Dobrze było znaleźć się w domu i spłukać z siebie te zapachy. A do tego wieczorem miał wyjść z kolegami, co już kompletnie miało poprawić mu zrujnowany dzień. No właśnie i tutaj dochodzimy do punktu, gdzie Lance znalazł się w barze sam jak palec, bo koledzy go wystawili. Dopiero nazajutrz miał się dowiedzieć, że jednemu z nich strzelił wyrostek, więc drugi eskortował go w tym wypadku do szpitala, nie myśląc za bardzo o trzecim przyjacielu, który na darmo słał smsy.
- Ale chujnia - mruknął do siebie i wcisnął telefon z powrotem do kieszeni. No i chociaż miał na co popatrzeć. Tak sobie przynajmniej pomyślał, kiedy do baru weszła całkiem ładna dziewczyna i usiadła dwa miejsca dalej przy barze.

Laura ledwie zdążyła złożyć zamówienie, ale widać nie miała zaznać szybko spokoju, bo... No właśnie, co? Niech rozstrzygnie ślepy los!
1,4 - Krzesło barowe, na którym usiadłaś już od jakiegoś czasu się chwiało. A teraz poszła ostatnia śruba, która jak to tako to trzymała i trach! Z hukiem zlatujesz z siedzenia, ale na szczęście poza drobnymi obiciami wszystko z tobą w porządku. No, tylko gapi się na ciebie połowa lokalu.
2,5 - Kilku wstawionych typów grało sobie w lotki, kiedy weszłaś do baru. Jeden z nich uznał, że to rewelacyjny pomysł poderwać cię na lotkę. Strzał w dziesiątkę? Na szczęście nie! Lotka nie trafia bezpośrednio w ciebie, ale zaplątuje ci się we włosy.
3,6 - kelnerka sprawdziła ci dowód. Nie dostaniesz piwa. A może jednak?
- Ej maleńka, może chcesz łyczek ode mnie? - zagaduje do ciebie jakiś stary dziadyga, rechocząc jak żaba. Właściwie to nawet wyglądał trochę jak taka stara ropucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t249-lancelot-mcdonald
OgólneAge : 21
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 20
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Sob Wrz 23 2017, 19:47;

Oczywiście nie wystarczyło, że było źle. Musiało się zrobić przeokropnie beznadziejnie najgorzej. Laura miała nadzieję, że chwilę odpocznie, usiądzie sobie i odetchnie, ale nie! Okazało się, że akurat to krzesło, które sobie wybrała było zepsute. Nie, żeby prawie cały lokal był pusty i mogła wybierać spośród jakiś 20 krzeseł...
Przewracając się narobiła masę hałasu, a przy tym stłukła kość ogonową i pewnie nabiła kilka siniaków. Czuła jak coś się w niej gotuje. Miała ochotę złapać to co zostało z tego cholernego krzesła i rzucić nim w tych wszystkich starych dziadków, którzy podśmiewali się z niej pod nosem.
Była zła i załamana. Jak jednego dnia można spieprzyć tyle rzeczy? Nagle łzy zaczęły napływać jej do oczu i nie zastanawiając się nad swoim zamówieniem, choć burczało jej w brzuchu jak diabli, wyszła na zewnątrz, żeby choć trochę ochłonąć. Trzęsącymi się rękami wyciągnęła z plecaka paczkę fajek i odpaliła jedną.
Obok stało jakieś metalowe wiadro. Zamachnęła się nogą i kopnęła je z całej siły. Gdzieś musiała skumulować całą swoją frustrację, doprowadziła jednak tylko do tego, że promieniujący ból przeszedł od stopy po całej nodze.
W efekcie zamiast ochłonąć, kucnęła przy ścianie i całkiem się rozkleiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t256-laura-araujo
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 19
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Nie Wrz 24 2017, 00:08;

Lance miał przyjemność obserwować całe zajście z dość bliska. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, a jednocześnie zdarzyło się tak szybko, że dziewczyna zdążyła zrobić w tył zwrot i znowu zniknąć za drzwiami baru nim chłopak zdążył się nawet ruszyć. Bo właściwie chciał pomóc jej jeszcze, kiedy upadła. Był w końcu sanitariuszem, przysięga Hipokratesa i te sprawy...
Zeskoczył z krzesła i pobiegł za nieznajomą. Nie trudno było ją na zewnątrz znaleźć.
- Hej, nic ci się nie stało? Mocno huknęło jak z tego stołka zleciałaś. Nic cię nie boli? Jestem sanitariuszem - dodał, żeby nie było wątpliwości, że chciał dobrze.
Choć oczywiście dobre serce nie obudziłoby się w nim gdyby miał zgrywać Samarytanina przed jakimś tłustym pasztetem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t249-lancelot-mcdonald
OgólneAge : 21
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 20
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Nie Wrz 24 2017, 22:56;

Laura potrzebowała sobie po prostu popłakać i poużalać się nad własnym ciężkim losem. Sama o sobie powiedziałaby, że całkiem twarda z niej babka, ale jak widać każdy ma czasem trudniejsze chwile.
Kiedy usłyszała głos chłopaka tylko się na siebie wkurzyła. Pierwszy dzień w nowym mieście i już zostanie zapamiętana jako mięczak.
Otarła łzy wierzchem dłoni i posłała rzekomemu sanitariuszowi mordercze spojrzenie. W ogóle nie interesowała jej pomoc ze strony chłopaka. Radziła sobie sama.
- A jeśli boli to co? Rozmasujesz mi tyłek? Chyba podziękuję - może nie powinna traktować go tak szorstko, musiała się jakoś wyżyć, a że wiadro jej oddało, to padło na biednego chłopca, który tylko chciał jej pomóc. Czyżby?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t256-laura-araujo
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 19
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pon Wrz 25 2017, 15:11;

Lance parsknął tylko śmiechem, kiedy tak na niego fuknęła. Oho, trafiła mu się złośnica. I to jaka ładna.
- Nie denerwuj się tak. Złość piękności szkodzi! - wiedział, że takim tekstem pewnie tylko bardziej ją wkurzy, ale uznał, że warto. - Gdybyś chciała to bym pomasował - dodał i mało nie zarechotał przy tym głupkowato. No, ale jakoś udało mu się powstrzymać.
- Ale mogę też zaproponować chusteczkę na dobry początek - to powiedział już milszym tonem. Dzięki Sum wiedział, że propozycja chusteczki to zawsze dobra opcja kiedy kobieta płacze. Ale niestety na tym kończyła się jego wiedza, więc Lance zazwyczaj stawiał wszystko na jedną kartę i miał nadzieję to wystarczy. Nie miał pojęcia co robić dalej. Typowy facet. Uśmiechnął się jeszcze tylko na zachętę, a uśmiech miał akurat naprawdę ładny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t249-lancelot-mcdonald
OgólneAge : 21
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 20
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Wto Wrz 26 2017, 19:35;

Laura spojrzała na chłopaka spode łba, choć było to już zdecydowanie łagodniejsze spojrzenie niż chwilę wcześniej.
- Dobra, dawaj - wcale nie podobało się jej, że skorzysta z jego pomocy, ale nie miała własnych chusteczek, więc trochę nie miała wyboru.
- Wybacz, że byłam dla ciebie nie miła, mam jakiś gorszy dzień - westchnęła i uśmiechnęła się krzywo.
Pewnie podał jej tą chustkę, więc wytarła twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t256-laura-araujo
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 19
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Wto Wrz 26 2017, 21:37;

No proszę jaka odmiana! Dlatego właśnie tak trudno było mu zrozumieć kobiety. Bujały się na takich huśtawkach nastrojów, a potem oczekiwały, że facet zawsze będzie wiedział jak zareagować. Dobrze, że znał ten trik z chusteczką!
- A tam - machnął tylko ręką. Sam uśmiechnął się jeszcze szerzej i przykucnął by podać dziewczynie chusteczkę. - Na mnie narzygał dziś pacjent, więc cokolwiek nie powiesz raczej tego nie przebijesz - wzruszył ramionami.
On też miał zły dzień. Zabawne, że możliwość zgrywania gentlemana mu go poprawiła.
- Mogę się dosiąść? - zapytał, bo głupio się czuł stojąc tak nad nią. - Czy chcesz wrócić do środka?
No, on tam chętnie dokończyłby swoje papu, ale może ona wolała jeszcze trochę na zewnątrz ochłonąć.
- Nie jesteś chyba stąd, nie? - zagadnął, bo wydawała się być mniej więcej w jego wieku. A Rode było małe. Kojarzyłby ją na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t249-lancelot-mcdonald
OgólneAge : 21
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 20
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Sob Wrz 30 2017, 20:24;

Dziewczyna poklepała parapet na znak, że zaprasza go do dołączenia się do papierosa smutku.
- Och jesteś pewien? Jeszcze wczoraj podziwiałam uroki Louiseville w Kentucky, a dzisiaj jestem tu. W jakiejś zapyziałej norze z dwudziestoma dolarami przy sobie i bez wizji na jakiś sensowny nocleg. Nawet jakbym chciała wrócić do domu, to nie mam jak ani za co, a potem to krzesło w tej Kozie. Jechałam stopem, koleś mówił, że podrzuci mnie do Waszyngtonu, ale po drodze się trochę posprzeczaliśmy i wyobraź sobie, że skurwiel wyrzucił mnie tutaj - prychnęła.
- Och, może nie powinnam tak mówić o tym mieście, wybacz - westchnęła.
Już zaczynało się ściemniać, a ona na prawdę nie miała co z sobą zrobić. Bardzo przytłaczające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t256-laura-araujo
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 19
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Nie Paź 01 2017, 15:20;

Nie musiała powtarzać dwa razy. Dosiadł się do niej i nawet sam zaproponował fajeczkę taki był z niego gentleman. Słuchał jej historii, nawet wykrzesał z siebie trochę współczucia, bo szkoda, żeby taka ładna dziewczyna się gdzieś po ulicach w Rode poniewierała. Lepiej już żeby znalazła się w czyimś łóżku. Oczywiście od razu pomyślał o swoim. Szybko jednak stanęła mu przed oczami Summer. No i ten wspaniały plan diabli wzięli. Nawet nie byli razem na tyle długo, by mógł się wykręcić, że i tak się nią znudził. Zresztą po tylu latach przyjaźni był jej winien chociaż wierność w związku. Już abstrahując od tego, że naprawdę nie chciał jej stracić. No ale jak on miał teraz ratować damy z opresji?
- A to chuj - przytaknął jej, gdy wspomniała jak facet wyrzucił ją z samochodu. - Nie krępuj się, to miasto to dziura jakich mało - zaśmiał się, no bo taka prawda.
- Słuchaj mamy tutaj bankomaty i całkiem przytulny hotelik, ale jak serio jesteś spłukana to mogę zaproponować ci moje łóżku. Bez podtekstów, ja przekimam się na kanapie, mam dziewczynę - zaznaczył od razu. Przynajmniej nie będzie myślała o nim jak o jakimś napaleńcu. Poza tym to była bezpieczna opcja, kto wie co jeszcze się dzisiaj wydarzy? Może upiją się oboje w trzy dupy, a wtedy Lance pomyśli czymś innym niż głową i źle się to skończy. A tak przynajmniej mógł częściowo oddać kontrolę w ręce towarzyszki.
- W ogóle to jestem Lance - wyciągnął dłoń w jej stronę. No bo jak miał ją dzisiaj nocować to miał prawo wiedzieć z kim ma przyjemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t249-lancelot-mcdonald
OgólneAge : 21
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 20
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pon Paź 02 2017, 21:15;

Słysząc propozycję chłopaka mało się nie zapluła ze śmiechu. Serio wyglądała na AŻ TAK łatwą? Albo na AŻ TAK głupią? Rzuciła mu spojrzenie pełne niedowierzania i wróciła do palenia papierosa.
Z drugiej strony jaki miała wybór? Za dwie dychy może i uda się znaleźć jakiś śmierdzący motel, ale wtedy nie będzie miała przy sobie ani grosza. Czyli jeśli nie chciała dzisiejszej nocy spędzić pod gołym niebem, to musiała przystać na pomysł.
- Nawet nie wiesz jak bardzo mam ochotę odrzucić twoją propozycję... - westchnęła.
Tak bardzo chciała unieść się dumą i wymyślić coś lepszego, ale nie bardzo miała pomysł. Gdyby chociaż znała miasto, albo miała tu jakiś znajomych, których zna dłużej niż dziesięć minut.
- Jestem Laura - przedstawiła się. - Co to za dziewczyna, która godzi się na przygarnianie obcych lasek pod swój dach?
Gdyby ona była jego dziewczyną to ich związek przeżywałby przynajmniej miesiąc cichych dni.
W tym momencie z restauracji wyszła kelnerka i oznajmiła, że zamówienie, o którym Laura już dawno zapomniała już było gotowe.
- I ja mam tam teraz wrócić? - westchnęła, przypominając sobie swój głośny upadek.
No cóż, gorzej już chyba nie będzie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t256-laura-araujo
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 19
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Czw Paź 05 2017, 18:10;

Rzeczywiście rzadko robił dziewczynom takie propozycje. I pewnie gdyby wciąż był singlem nie skończyłoby się tylko na ustąpieniu łóżka. No, ale Lance lubił stawiać sprawy jasno. Bo tak naprawdę nie musiał zwabiać do siebie kobiet podstępem. Właściwie to on często czuł się oszukiwany. Ile to już razy spodziewał się ładnego biustu u dziewczyny,a tu nie! Wszystko wypchane jakimś push upem. To gorsze niż otworzyć czipsy i przekonać się, że dwie trzecie zawartości to tylko powietrze.
I niezależnie od tego jak potoczyła się reszta wieczoru Laura postanowiła spędzić chociaż tę jedną noc w mieszkaniu Lance'a, który dotrzymał słowa i nie dobierał się do dziewczyny.

[zt, reszta w retro: TUTAJ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t249-lancelot-mcdonald
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Sob Gru 02 2017, 19:34;

/ Z maleńkiej kawiarenki w dzielnicy północnej

No proszę, wojownika rodem z Green Peace się nie spodziewała.
- Nawet nie wiesz jak duże ze mnie ziółko - odparła jedynie, pozornie żartobliwie, poruszając brwiami, choć mina na krótką chwilę jej zrzedła, co wprawnie ukryła za kubkiem za kawą. Przyjrzała się z zainteresowaniem Paddlerowi.
- Postanowiłyśmy z Rosą pożyczyć pościel sąsiadki Theo, a ona wezwała policję. Mało to spektakularne - wzruszyła ramionami. Postanowiła pominąć całkowicie epizod z namiotem, kłótnią i majtkami Rosy, jakby wyczuwając, że to nie jest temat na rozmowę w miejscu publicznym.
Na słowa mężczyzny jedynie się roześmiała. Popijąc kawę, poszli w siną dal, zwiedzać miasto od strony, której Elia miała nie znać. Bardzo zresztą możliwe, że tak było.
Właściwie zaszli całkiem daleko, bo aż do Kozy Chloe. Matt uparł się, żeby coś zjeść, zatem koniec końców wylądowali właśnie tam, mimo że wiązało się to z dłuższym spacerem. Przynajmniej w jego trakcie udało im się wypić całą wysokoprocentową kawę, mimo że wystygła bardzo szybko. Do środka weszli zatem we wspaniałych humorach i rozsiedli się przy którymś ze stolików. Martinez rozglądała się z żywym zainteresowaniem, bo jej tu jeszcze nie było. Nie miała też pojęcia, że to miejsce pracy Rosy, w przeciwnym wypadku pewnie już by się ucieszyła. Nie zdążyły się wymienić numerami, a nie chciała Charlesowi truć o to głowy.
- No to pochwal się, gdzie się szlajałeś po tej imprezie, skoro już ustaliliśmy, że lubisz się szwendać po nocy. Może masz jakieś sprawdzone miejscówki, gdzie po dwudziestej drugiej nie grasują ogary? - Zagaiła, unosząc jedną brew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Sob Gru 02 2017, 19:51;

Dziwnym trafem, dzisiaj często się uśmiechał. Dosłownie co chwilę. Może to jej zasługa? Może to pogoda albo inne jego myśli? Spojrzał na Elię, utrzymał śmiały wzrok na ciemnej oprawie jej oczu, zauważając szczegóły lekko egzotycznego, w końcu argentyńskiego wyglądu, żeby pokręcić z lekka głową.
Przez resztę drogi wypytywał o szczegóły akcji z prześcieradłami i kilkakrotnie poprzekomarzał się z nią, że przecież nie może być aż takim ziółkiem! Jako ten niewierny Mateusz, stwierdził, że jak nie zobaczy to nie uwierzy. Była to prawdopodobnie zapowiedź na przyszłe spędy w gronie znajomych.
- W sumie to jak ogarnąłem, że jestem już na tyle daleko, że nie chce mi się wracać to przyjechał autobus, więc wsiadłem i potem poszedłem jeszcze na dwa kielony do znajomych. - rozłożył ręce chowając głowę w ramiona w wymownym geście "panie, nic pan nie poradzisz". - Także to chyba była jedna z moich miejscówek. W sumie znam też taką jedną świetną miejscówkę. - wyszczerzył się znowu. Miał na myśli swój własny, osobisty lokal o użytku jak najbardziej mieszkalnym. Tego jej raczej na razie nie miał zamiaru mówić. Nie żeby był jakimś gwałcicielem, ale uznał to za rzecz całkiem zabawną.
Miał przy sobie plecak, więc w trakcie podróży z kawiarenki aż do Kozy, zakupił co nieco prowiantu, będącego istotnym połączeniem dla kawy i piersióweczki. Niczego jednak zawczasu nie wyciągał.
- Powinienem ci co prawda powiedzieć coś w stylu... panno Ramirez - pomylił się niefortunnie. Wysunął w jej kierunku piersiówkę, którą proponował już ze dwa razy podczas spaceru. - noc jest ciemna i niebezpieczna. I pełna zasadzek. - pokiwał głową w imię wszystkich tych myślicieli, którym nigdy nie dorówna.
Było około piętnastu minut do zamknięcia Kozy. Pech chciał, że akurat Rosa obsługiwała na tej zmianie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t186-matthew-paddler#1327
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Sob Gru 02 2017, 23:43;

Był już wieczór. Rosa zbierała ze stolików ostatnie talerze odziana w swój uniform kelnerki. Wujek Fiony wciąż nie zdecydował się na zmianę ich długości. Tłumaczył, że fartuchy są u krawca, który ma trochę roboty i przełożył jego zamówienie na później. Z resztą, kto by się spieszył z taką drobnostką? Dziadek wyszedłjuż ze szpitala, gdzie przypisano mu specjalną dietę. Trzeba było ograniczyć klopsiki oraz inne rzeczy, toteż Rosa nie mogła mu nawet wziąć kolacji z Kozy na jutro.
W ostatnich dniach tyle się działo! Zniknięcie i odnalezienie się Felixa, kolejne badania dziadka, mdłości, które mylnie wzięła za oznakę ciąży (a wystarczyło zrobić od razu test dla pewności!). Przez jakiś czas odwiedzała też po pracy Max, żeby pomóc jej przy obiedzie, sprzątaniu czy też myciu włosów. Nie wiedziała o jej długu, ale to i lepiej.
- Za piętnaście minut zamykamy, nie zdążymy już nic przygo... Elia! - uśmiechnęła się na widok koleżanki. - Matt - uśmiechnęła się i do niego. Nie miała powodów by się złościć, ostatnio nie był dla niej złośliwy. - Serio, zaraz zamykamy. Kuchenka już jest wyłączona.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Nie Gru 03 2017, 10:41;

Elia spojrzała na niego z niekrytym rozbawieniem.
- Jeszcze na dwa kielony? Mnie by to chyba zabiło - podparła głowę na dłoni, palcami drugiej bębniąc delikatnie w stół. Uniosła brwi. - A cóż to za miejscówka? - Dopytała z żywym zainteresowaniem. Obserwowała, jak znowu wyciąga swoją poręczną piersiówkę.
- Czego ty nie masz w tym plecaku, hmm? - Zapytała retorycznie, po czym rozejrzała się ukradkiem, czy nikt ich nie obserwuje i napiła się. Trochę siara przynosić własny alkohol do knajpy, ale pracownicy pochłonięci sprzątaniem na zamknięcie chyba nawet nie zwrócili na nich uwagi licząc, że jak ich zignorują to sobie pójdą. Już miała przełknąć alkohol, gdy przez stwierdzenie Matta, wszystko gwałtownie wypluła. Dobrze, że w bok, a nie na Paddlera na przykład. Zerknęła na niego nieufnie. Nie mógł wiedzieć. Nie mógł. Tętno jej przyspieszyło, ale starała się nie wyglądać na zbyt wstrząśniętą. Parsknęła nieco wymuszonym śmiechem i serwetką starła ze stołu, siebie i podłogi efekt swojego zaskoczenia.
- Martinez - poprawiła. - Ale nie winię cię, mamy setki podobnych nazwisk, łatwo się pomylić - machnęła lekceważąco ręką, po czym zmięła mokrą chusteczkę. Odchrząknęła.
Wtedy podeszła do nich Rosa, a Elia była niemal za to wdzięczna licząc, że temat jej nazwiska odejdzie w zapomnienie. Wstała i mimo, że Rosa była w pracy, podniosła się z krzesła i ucałowała ją w oba poliki.
- Chyba będziemy musieli się zatem obejść smakiem Matt - uśmiechnęła się, po czym znowu spojrzała na Pankhurst.
- Świetnie cię widzieć Rosa, nie zdążyłyśmy wymienić się numerami! - Powiedziała, zerkając z zainteresowaniem na uniform dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Nie Gru 03 2017, 18:54;

- Nazwiska mają jakieś ukryte znacznie w Buenos Aires? - zapytał zaciekawiony. Nie zdążył zainteresować się mocniej, gdy na horyzoncie pojawiła się Pankhunrstówna. Mateusz odchylił się na krześle, płaty jego kurtki rozsunęły się razem z jego zjeżdżającymi pod stół nogami. Trącił przez przypadek Elię stopą, ale szybko posłał jej przepraszający uśmiech.
- Niekoniecznie, niekoniecznie... - powiedział, ale nie przerywał ich pogawędki. Przyjrzał się Rosie. Od góry do dołu. Ze szczególną uwagą ku dołowi.
- Lancelot, mój współlokator, upiekł jakieś ciastka. Nie chcecie wpaść? - zaproponował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t186-matthew-paddler#1327
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowana
Ekwipunek podręczny: trzydzieści kredytów, telefon, gumka do włosów, czasem Karol

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Nie Gru 03 2017, 19:23;

- O boże, jak rano sobie przypomniałam co mówiłam Riosowi w radiowozie to skisłam. Zaniosłam mu kartkę z przeprosinami na posterunek. Dobrze, że mnie nie zamknął! - zachichotała wspominając swoje pijackie wybryki z Elią. Była pijana jak karuzela, ale nie urwał jej się film. Pamiętała mniej więcej co się działo.
- Teraz? - spojrzała na Paddlera, który zdążył rozsiąść się przy stoliku niczym panisko. - Ale to... będziecie musieli na mnie chwilę poczekać.
Gdzieś pomiędzy zapachem frytek we włosach i pieczonego kurczaka przedzierał się od Rosy różany zapach jej tanich perfum. Dała im znać, że wraca do pracy. Podeszła do kolejnego stolika, żeby przesunąć stojaczek na serwetki na środek. Z kolejnego zgarnęła talerz, który zaniosła do okienka, do którego znosiło się naczynia.
Nie była pewna czy zna Lancelota innego, niż tego z opowieści o Królu Arturze. No, ale skoro piekł ciastka, to pewnie równy był z niego chłop. Zawsze mógł na przykład zrobić dziecko jakiejś nieletniej i próbować uciec od odpowiedzialności, czy coś.
Pół godziny później przebrana była już w swoje ubrania i gotowa do wyjścia. Koza była już zamknięta a światła na sali pogaszone. Matt i Elia zapewne musieli wyjść nieco wcześniej, przed obsługą.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t117-rosa-pankhurst#322
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pon Gru 04 2017, 11:51;

Tym bardziej rada, że temat nazwisk w Buenos Aires odszedł w zapomnienie, uczepiła się wypowiedzi Rosy. Choć to akurat było ciekawe. Chciała nawet powiedzieć, że Leon nic jej nie wspominał, ale ugryzła się w język.
- Daj spokój - machnęła ręką. - Ja urządziłam scenę i musiał mnie uspokajać, co za wstyd - roześmiała się, mniej więcej wtedy przypominając sobie, że jakby nie patrzeć, Rosa pokazała mu tyłek, więc podsumowując całą tamtą sytuację, Elia koniec końców wyszła na tym wszystkim chyba lepiej. Tak czy inaczej świadoma plotek sprzed dwóch tygodni postanowiła jednak zmienić temat, żeby ktoś w końcu nie zadał jej pytania, które mogłaby uznać za niewygodne.
Przeniosła uwagę na Paddlera, nie kojarząc jego współlokatora. Uniosła jednak brew na dźwięk słowa "ciastka", po czym się roześmiała.
- No cóż, dawno nie jadłam domowych ciastek - spojrzała na Rosę.
- Poczekamy! - Zapewniła, po czym zapewne wyszli z Mattem przed Kozę, żeby pozwolić pracownikom na zamknięcie lokalu. Cieszyła się, że Rosa pójdzie z nimi, nie tylko dlatego, że zdążyła ją polubić. Elia chyba dziwnie czułaby się pozostając sam na sam z dwoma, jakby nie patrzeć, obcymi facetami.
Pewnie podyskutowali jeszcze z Mattem trochę, być może w dalszym ciągu sukcesywnie opróżniając przyniesiony przez Paddlera prowiant. Nie zdążyła nawet zmarznąć, napojona piersiówką, gdy Rosa wyłoniła się z wnętrza.
- No to prowadź, Matt! - Zwróciła się do mężczyzny. I poszli.

z/t x3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny: klucze, portfel, scyzoryk, smartfon, notes, ołówek, szminka, papierosy, zapalniczka

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Sro Mar 28 2018, 11:04;

    | Z głównej ulicy w centrum

Kilkuminutowy spacer trasą, którą przecież dobrze znała, bo do Kozy chodziło się kiedyś na frytki i hamburgerapo lekcjach, jeszcze chyba nigdy aż tak się nie dłużył. W innych okolicznościach tak by pewnie nie było. Mogłaby po prostu ucieszyć się z towarzystwa starego znajomego i porozmawiać o tym, co u niego słychać i ile zmieniło się, bądź nie, w Rode pod jej nieobecność. Powspominać, pośmiać się, sprawdzić, czy ich ówczesne problemy z perspektywy czasu faktycznie stały się tak miałkie, jak się jej wydawało. Wypytać o starych znajomych. Tymczasem szła i zastanawiała się, dlaczego tak młoda osoba musiała stracić życie i osierocić córkę. Jednocześnie nie pytała o to, jeszcze nie, chyba zbyt oszołomiona, by coś wykrztusić.
Kiedy dotarli do Kozy, bez wątpienia zdecydowali się na jakiś stolik w kącie, byle jak najdalej od innych klientów, których zresztą o tej porze nie było zbyt wielu. Zdjęła płaszcz, pozbyła się czapki i rękawiczek. Zajmując miejsce na krześle, wyjęła z torebki chusteczkę i wydmuchała nos. Ciężko było stwierdzić, czy to z powodu mrozu, czy przygnębienia. Niedługi spacer pozwolił jej jednak na opanowanie emocji i zamknięcie żalu, przynajmniej na jakiś czas. Dopóty, dopóki nie zostanie sama i nie będzie sobie mogła na niego pozwolić, postanowiła o nim nie myśleć, skupiając się na faktach.
Wlepiła spojrzenie w Scotta, nie zadając już dodatkowych pytań, przynajmniej chwilowo. Jeśli kelnerka podeszła do nich, by przyjąć zamówienie, zapewne nie czuła się skrępowana, by zamówić drinka. W końcu po to tu przyszli, a choć picie o tej porze nie należało być może do najnormalniejszej czynności, nie dbała o to. Splotła dłonie na blacie przed sobą.
— Nie wiedziałam. Pisałyśmy do siebie po moim wyjeździe, później wysyłałyśmy kartki... W końcu przestały przychodzić. Sądziłam, że to naturalna kolej rzeczy, brak czasu, ważniejsze sprawy na głowie... — powiedziała cicho, przecierając twarz dłonią, by w końcu oprzeć na niej głowę. Na chwilę utkwiła wzrok w sztucznym kwiatku, który stanowił jedyną ozdobę stołu. Kiepsko imitował żyjącą roślinę. Evandra brzmiała już spokojnie; nie chciała obarczać nikogo swoim żalem, nie teraz.
— Co z Liz? — Zapytała, podnosząc zaniepokojony wzrok, co sugerowało, że to pytanie właśnie pojawiło się w jej głowie wraz z całą feerią scenariuszy w różnych odcieniach szarości i czerni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t520-evandra-price#10953
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: Papierosy, pudełko zapałek, notatnik z ołówkiem, klucze

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pią Kwi 06 2018, 00:51;

W dzieciństwie rodzina Scotta miała tradycję jadania odświętnego obiadu w barze. Każdej soboty wraz z Penny zajadał się burgerem i frytkami. Miło wspominał rodzinne wypady podczas których rodzice zachowywali się swobodnie i nie było w ich ruchach ani słowach nic fałszywego. Nie sposób było zabłądzić i nie dotrzeć do obranego celu. Przytrzymał drzwi przepuszczając Evandrę pierwszą. Miała swobodę w wyborze miejsca. Z niemą wdzięcznością przyjął ciszę w drodze jaka im towarzyszyła. Zbierał się w sobie aby nie pęknąć. Gdy już myślał, że sobie radzi nadchodziło załamanie. Tak samo bolesne gdy uświadamiał sobie, że już nigdy nie ujrzy Penny.
Westchnął, nieco za głośno niż było to grzeczne. Dłonie miał schowane pod stołem.
— Ja czasami z nią rozmawiałem, żałuję że... Dowiedziałem się po fakcie. Nie zdążyłem na pogrzeb. — powiedział ze słyszalną nerwowością i zarazem żalem w głosie. Dręczyły go wyrzuty sumienia. Wielokrotnie zastanawiał się czy gdyby rozmawiał z Penny częściej to zapobiegłby jej śmierci. Przypominały mu się sytuacje w których nie miał dla niej czasu.
— Lizzy jest pod moją opieką. — powiedział już pewniej. — Penny zastrzegła już wcześniej, że w razie czego mam zająć się małą. — jako chrzestny i najbliższe pokrewieństwo miał niepisane pierwszeństwo w objęciu nad dziewczynką patronatu. Evandra znała Scotta na tyle, aby wiedzieć iż ten nigdy szczególnie nie był pro dziecięcy.
— Dajemy sobie jakoś radę. — dodał pospiesznie, może nie chcąc martwić swojej rozmówczyni, a może i uciąć jej ciche spekulacje. Kelnerka przyniosła zamówione drinki. Scott zamierzał uraczyć się szkocką. Viva la alcoolisme!

_________________

We’ll never be those kids again.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t342-scott-randall#5232
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny: klucze, portfel, scyzoryk, smartfon, notes, ołówek, szminka, papierosy, zapalniczka

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Nie Kwi 08 2018, 23:37;

Evandra była w tej chwili rozeźlona, głównie sama na siebie. Jak mogła bardziej się tym nie zainteresować? W swoim mniemaniu zawsze była osobą obdarzoną bardzo silną intuicją; dlaczego zatem ta okazała się ślepa na ewentualne oznaki tego, co mogło się wydarzyć? Wyrzucała sobie, że nie zadała sobie w natłoku coedziennych obowiązków tyle trudu, żeby wykonać chociaż jeden głupi telefon. To niezwykłe, jak bardzo można pożałować czegoś, na co dotąd nie zwracało się uwagi. Oparła łokcie o stół i na krótką chwilę ukryła twarz w dłoniach. Powiodła nimi po włosach i zatrzymała na karku, wbijając zwykle przejrzyste i bystre spojrzenie, teraz jakby zamglone, w blat stołu. Chyba nigdy nie widziała równie paskudnych, sztucznych kwiatków, niż te, które ozdabiały stół.
— Jak dawno...? — Nie dokończyła licząc, że Scott rozumie, o co pyta. Z jakiegoś powodu zwykłe "jak dawno Penny odeszła" wydało jej się zupełnie nie na miejscu. Nie mogło jej to przejść przez gardło, co zauważyła nie bez złości. Mówienie było jej pracą, radzenie sobie z podobnymi sytuacjami również. Była taka na siebie wściekła; rozżalona. Że nie zainteresowała się bardziej, ba, nawet jej tu było. A gdyby nie to, że przypadkiem wpadła na Randalla, dalej o niczym by nie wiedziała. Nie oceniała tego, że nie zdążył na pogrzeb, choć pewnie sama miałaby na jego miejscu wyrzuty sumienia. Ba, już je miała, ze świadomością, że ona w ogóle się tu nie pojawiła.
— Chociaż tyle — odetchnęła. Oczywiście, że pamiętała Scotta jako zupełnie pozbawionego jakichkolwiek instynktów rodzicielskich, ale w tej chwili najbardziej liczyło się dla niej to, że Lizz opiekuje się jej bliski krewny. Zapragnęła nagle zobaczyć tą małą; nie teraz, w tym momencie, ale na pewno w niedalekiej przyszłości. Teraz marzyła tylko o drinku i pozbyciu się dławiącej guli z gardła, która uniemożliwiała jej normalne mówienie.
— W to akurat nie wątpię. W końcu musisz być silny dla Liz — powiedziała, zniżając ton. Może brzmiało to jak banał, ale mniej więcej tak rysowała się sytuacja z perspektywy Price. Kelnerka postawiła przed nią drinka, a ona nie zamierzała zgrywać mimozy i czekać, aż lód się rozpuści. Uniosła szklankę do ust i pociągnęła kilka szybkich łyków, jakby bynajmniej nie zamierzała się delektować.
— Wybacz, ale muszę zapytać... Co się stało? — Zwróciła się do Scotta, odstawiając szklankę na blat, choć nie wypuszczając jej z dłoni. Czuła, że Randall nie chce o tym mówić, ale wiedziała również, że tylko od niego ma szansę dowiedzieć się prawdy, jakakolwiek by ona nie była. Rode miało już pewnie swoje teorie spiskowe, a Eva nie zamierzała marnować na nie czasu. Dlatego zamierzała Scotta przycisnąć; choć nie powinna rościć sobie prawa do tych informacji przez wzgląd na znajomość z Penny, bo tę najwyraźniej koncertowo zmaściła, skoro nie miała wiedzy o tak okropnym zdarzeniu, postanowiła zadowolić się każdą, jaką Randall zdecyduje się podzielić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t520-evandra-price#10953
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: Papierosy, pudełko zapałek, notatnik z ołówkiem, klucze

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pią Kwi 13 2018, 00:31;

Długo patrzył w martwy punkt obok Evandry zanim odpowiedział. Po lokalu roznosił się zapach gotowanych ziemniaków. Samotnie siedzący mężczyzna przy barze zaczął się wykłócać o kolejną dolewkę. Przez ułamek sekundy Scott skupiał się na wypowiadanym przez niego bełkocie.
— Koniec sierpnia. — powiedział z wahaniem i zaraz dodał dla pewności. — Tak, pod koniec sierpnia.
Obracał szklankę w dłoni by po chwili ponownie zwilżyć wargi. Evandra przez swój późniejszy przyjazd do Rode straciła gorący okres kiedy mieszkańcy komentowali żarliwie losy grzesznicy, za jaką uznali Penelope Randall. W końcu samobójstwo było grzechem ciężkim, a takie smaczki bardzo szybko docierają do ludzi. Scott słyszał to głównie od Rudolpha. Mieszkańcy na tyle go szanowali, że oszczędzali mu bolesnych dyskusji na temat przyczyny podjęcia tak drastycznego kroku. Spróbował się uśmiechnąć lecz efekt był daleki od ideału.
— Jest grzecznym dzieckiem. — w głosie bruneta pobrzmiewała ulga. Po pierwszym szoku, kiedy okazało się, że od tej pory będzie opiekował się Lizzy, przyszła panika. Nie miał w tym żadnego doświadczenia. Lubił dzieci, a raczej nie okazywał im negatywnych zachowań. Raz czy dwa, Penny dawała mu potrzymać małą wówczas Elizabeth i wychodziła na zakupy lub zajmowała się sobą. — Całe szczęście.
Zaszurał butami, próbując skrzyżować nogi ale po chwili zrezygnował z tego pomysłu. Ponownie się napił, przelotnie patrząc na Evandrę.
— Samobójstwo. — przyznał dość niechętnie i z wewnętrznym oporem, jakby Price wyszarpywała z niego te informacje. — Zostawiła małą u wujostwa, a sama zrobiła to w mieszkaniu, w Nowym Jorku. Ona... Ona się powiesiła.
Gdy Scott o tym myślał, ganił się za głupie pytanie jakie rodziło się w głowie - dlaczego Penny wybrała tak nieromantyczną śmierć? Machnął w kierunku kelnerki, aby ponowić kolejkę. Chciał pić.

_________________

We’ll never be those kids again.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t342-scott-randall#5232
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny: klucze, portfel, scyzoryk, smartfon, notes, ołówek, szminka, papierosy, zapalniczka

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Pon Kwi 16 2018, 17:50;

Zapach ziemniaków przypomniał jej, że miała ograniczyć węglowodany, a całkowicie przestała zaprzątać sobie głowę dietą, odkąd przyjechała do Rode. To absurdalne, że pomyślała o tym akurat w chwili, w której jej mózg z pewnością był umęczony czymś znacznie innym, ale dało jej to chwilowe poczucie ulgi. Bardzo pozorne, zwłaszcza, gdy Scott wspomniał o końcówce sierpnia. Zastanowiła się przez chwilę, jak gdyby próbowała wrócić myślami do tamtego okresu. Co właściwie wówczas robiła? Pewnie użalała się nad sobą, całkiem nieświadoma tego, jakie tragedie rozgrywały się w cudzych życiach. Potrzebowała jednak ówczesnej dawki egoizmu; nie znaczyło to jednak, że obecnie nie miała w związku z nim żadnych wyrzutów sumienia.
Insynuacjami mieszkańców Evandra byłaby pewnie oburzona i nie miałaby skrupułów im tego wytknąć. Samozwańczy strażnicy moralności miasteczka napawali ją tym większym obrzydzeniem, im bardziej rościli sobie prawa do wydawania podobnych osądów. Nie od dzisiaj wiadomo było jednak, że ich bezczelność nie zna granic.
— Nie wątpię — uśmiechnęła się smutno. — Widziałam ją tylko na zdjęciu, gdy była maleńka — dodała, wyjaśniając pokrótce. Okres narodzin Liz był jeszcze czasem, gdy wymieniały się z Penelope listami. Obie były fankami takich starodawnych rozwiązań, wszak kto w dobie tak zaawansowanych telefonów zawracał sobie w ogóle głowę listami? One tak. Evandra od maleńkości doceniała siłę słowa pisanego i uznawała jej wyższość nad słowem mówionym; nie żałowała jednak, że jej kariera potoczyła się w stronę tego drugiego.
W jej oczach można było dostrzec zdumienie; zdumienie i potężny ból, a także brak zrozumienia. Aż odsunęła od siebie na chwilę szklankę, zaciskając usta w wąską kreskę. Pokręciła delikatnie głową, uporczywie, aż złotawe loki zafalowały pod wpływem tego ruchu. Nawet nie wiedziała, co ma na to odpowiedzieć, bo przede wszystkim nie mogła uwierzyć, by Penny była zgodna posunąć się do takiego kroku. Podejrzewałaby o to chyba każdego, nawet siebie, ale ona? Co musiało się zmienić w jej życiu, że zdecydowała się zostawić Liz? Szalała z miłości do małej.
— Przepraszam Scott — zaczęła, skrywając na chwilę twarz w dłoniach. — Powinnam tu była przyjechać i jakoś wam pomóc — powiedziała, choć bardziej sama do siebie, niż do niego. Nie chciała go swoimi wyrzutami sumienia wprawiać w zakłopotanie; wszak miał swój bagaż, który musiał nosić, ale czuła, że skrewiła na pełnej linii. Sięgnęła po szklankę i upiła kolejne kilka szybkich łyków. Dlaczego coś jej tu nie pasowało? Nie mogła uwierzyć w to, że Penny by to zrobiła. — Jeśli obecnie potrzebujecie z Liz czegokolwiek, wystarczy zadzwonić — dodała. Znając Randalla nie sądziła, by podobny dzień nastał, ale chciała żeby miał świadomość, że choćby miała zająć się małą, to chętnie to zrobi. Jeśli kelnerka się do nich zbliżyła, również zamówiła kolejnego drinka.
— Posłuchaj... Wiem, że to zabrzmi dziwnie i pewnie nie chcesz o tym mówić, ale... — urwała, pochylając się nieznacznie w stronę Scotta. I choć zwykle w zadawaniu pytań nie miała skrupułów, wszak była według niektórych dziennikarską hieną, w przypadku znanych jej osób nie do końca mogła pozwolić sobie na na niejednokrotnie bolesną bezpośredniość. — Macie stuprocentową pewność, że to było samobójstwo? — Niczego nie sugerowała, po prostu nie mogła w to uwierzyć i być może miała do tego prawo. Zrozumiałaby jednak, gdyby Scott kategorycznie odmówił chęci rozmowy na ten temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t520-evandra-price#10953
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: Papierosy, pudełko zapałek, notatnik z ołówkiem, klucze

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ Nie Kwi 22 2018, 02:36;

Scott wiedział dużo, a zarazem bardzo niewiele. Dorosłe życie pokazało czym są dziecięce, młodzieńcze marzenia. Pamiętał jak obiecywał sobie z Penny czy nawet z Rudolphem, że nic im nie przeszkodzi w utrzymaniu kontaktu. Mieli często się spotykać, co drugi weekend. Odwiedzać, spędzać razem wakacje, pisać i zadbać o to, aby móc później opowiadać swoim wnukom o wspaniałej przyjaźni i więzi. Scott czuł, że zawiódł na całej linii. Teraz, po śmierci Penny zdał sobie sprawę jak wiele spraw było dla niego niewiadomych. Nawet nie wiedział, że Evandra utrzymywała z nią kontakt albo jakich przyjaciół czy znajomych miała jego siostra. Pokiwał delikatnie głową, częściej gapiąc się w szklankę i na swoje dłonie niż na twarz swojej rozmówczyni. Uchwycił jednak ten moment kiedy w jej błękitnych oczach pojawiło się zdumienie i ból.
— Nie, dajemy sobie radę. Nie powinnaś czuć się zobowiązana do czegokolwiek. — zaprotestował. Nie żądał od niej pomocy, nawet nie oczekiwał. To była jego sprawa, jego problem. Randallów. Być może głupie myślenie, ale dosyć typowe. Podniósł na nią wzrok, zaalarmowany słowami. Na bladym czole Scotta pojawiło się kilka zmarszczek, a mięśnie szczęki delikatnie zarysowały się po skórą. Milczał. Czy miał pewność? Nie zastanawiał się. W jakimś znaczeniu, klamka zapadła, szuflada z Penny się zatrzasnęła. Wspomnienia, roztrząsanie wszystkiego na nowo i próby zrozumienia były bolesne. Randall miał jedną, słuszną (według siebie) metodę na oswobodzenie się z tego co ten ból miałoby wywołać. Alkohol. Kwestią czasu było gdy zostanie przyłapany przez Jenny, swoją współlokatorkę lub Rudolpha, który za punkt honoru uznał co tygodniowe, jak nie częstsze odwiedziny. Za każdym razem gdy myśli mężczyzny wybiegały w niebezpieczny obszar, sięgał po butelkę. Był na to za wrażliwy, za słaby. Potrzebował przy sobie kogoś silnego, kiedyś była to właśnie Penelope. Wiedziała czego chce od życia, była pełna optymizmu oraz wewnętrznego spokoju, którym oddziaływała na innych. Po śmierci rodziców miał tylko ją i małą Lizzy. To była o jedna strata za dużo.
— Jak zauważyłaś, nie chcę o tym rozmawiać. — głos zabrzmiał chłodniej niż chciał. — Dziękuję za... Troskę, ale Jej już nie ma. Nie wróci. Gdybanie o powodach Jej śmierci  również Jej nie zwróci. — zauważył szorstko i wychylił do dna zawartość szklaneczki. — Będę się już zbierał.

_________________

We’ll never be those kids again.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t342-scott-randall#5232
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Bar Koza Chloe  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Bar Koza Chloe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Felicia Chloe Boreau
» Chloe Sternkaiser

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnica Południowa-