Share|

Hawana, druga połowa grudnia 2225

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Pon Sty 15 2018, 16:52;




Hawana, Kuba

Zgodnie z obietnicą wybrania się w miejsce cieplejsze niż Rode grudniową porą, wybór padł na Kubę, gdzie o tej porze roku temperatura optymalnych 28 stopni, zapewniała klimat bardzo podobny do tego, co zastaliby w Argentynie, gdyby to właśnie tam postanowili się wybrać. Z zamiarem wypoczęcia i odzyskania równowagi po wydarzeniach ostatnich miesięcy, wstępnie przeznaczyli na ten niedługi urlop nieco ponad dwa tygodnie, które przypadały w okresie świątecznym. Jeden z ludzi Diego pozostał w Rode, by móc obserwować ewentualny rozwój wypadków, w czasie gdy Ramirez będzie próbował podratować relację ze swoją narzeczoną.


***

Diego miał nadzieję, że odciągnięcie Elii od Rode opłaci się i pozwoli sprawom wrócić do dawnego porządku. Uznał, że łatwiej będzie to osiągnąć na neutralnym gruncie, bez towarzystwa osób trzecich. Poza tym jemu też przydałaby się odskocznia od ciągłych telefonów i prób naprawienia tego, co działo się właśnie w Buenos Aires. A działo się nieciekawie. Nalot za nalotem. I choć wszystkie dowody zostały zatarte, niepewni ludzie ku przestrodze zgładzeni, a pieniądze wyprane, zawsze pozostawało ryzyko, że coś pójdzie nie tak, jak powinno. I w myśl tego właśnie postanowił, że do odwołania zostaną w Rode. Elia wydawała się natomiast nalegać na wyjazd, liczył zatem, że trochę ją choćby i te krótkie wakacje ułaskawią. Nie chciał jej przecież denerwować, bo od kilku dni miał jakieś swoje podejrzenia, odnośnie jej stanu. Nie był ich jednak pewien. Ostatecznie dawno się nie widzieli i jak sama twierdziła - zmieniła się. Pytanie, czy przypadkiem zmianie nie uległ też on.
Na lotnisku zjawili się w nocy, skąd taksówką dojechali do jednego z lepszych hoteli w mieście, nieopodal całkiem przyjemnej, piaszczystej plaży. Z daleka od zgiełku głównych dzielnic, które tym samym nie były też wyjątkowo bezpieczne, chociaż miały na pewno swój niepowtarzalny klimat. Zupełnie, jakby czas się tam zatrzymał.
Sam hotel, wyposażony na modną obecnie modłę, sprawiał wrażenie kurortowe, a zatem mało pasujące do zabytkowego charakteru Hawany. W niczym to jednak nie przeszkadzało, gdy miało się do dyspozycji wygodny apartament dla nowożeńców, którymi de facto nie byli. W porównaniu z tym, do czego Elia mogła się przez cztery miesiące przyzwyczaić w Rode, było to na pewno coś zupełnie innego. Trochę bardziej przywodzącego na myśl ich wcześniejsze życie. Ramirez nie tyle sądził, że bogactwem ją przekupi, co po prostu liczył, że przypomnienie tego, co było sprawi, że zapomni o cholernym incydencie z Rode. Cztery miesiące, które marzył, żeby się nie wydarzyły. Chciał na powrót odzyskać kontrolę nad czymkolwiek. Skoro interesów mógł pilnować tylko na odległość, potrzebował, by chociaż na polu ich relacji było tak, jak powinno.
Było już tak późno, że aż wcześnie, gdy przekroczyli próg swojego pokoju. Poza dobą hotelową, ale za odpowiednią kwotę obsługa jest w stanie przymknąć oko na wiele nieścisłości. Ich bagaże już czekały, pozostało się jedynie rozgościć. W tym też celu Diego wyjął szampana, który chłodził się w przeznaczonym do tego wiaderku i otwarł, rozlewając do kieliszków.
— Za udane wakacje, Elia. Umówmy się, że przez te dwa tygodnie nie będziemy wracać do tematu Rode i jego mieszkańców — rzekł, podając jej jedno z wysokich, eleganckich naczyń.
— Skupmy się na tym, co naprawdę powinno nas interesować — powiedział nieco ciszej, łapiąc ją za rękę, tę, na której pysznił się pierścionek zaręczynowy. Podniósł ją do ust, żeby delikatnie pocałować, nie spuszczając oka z prawie czarnych tęczówek Martinez.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Pon Sty 15 2018, 19:39;

Mimo wszystko Elia cieszyła się na ten wyjazd. Liczyła, że już nie będzie musiała wracać, że jakoś go przekona, żeby osiedli gdzie indziej. Co prawda świadomość, że wyjechała praktycznie bez pożegnania wcale nie ułatwiała jej sprawy, ale... Tak byłoby chyba wygodniej. Nie chciała przekonywać się empirycznie, do czego jest zdolny w stosunku do mieszkańców miasta.
Od kilku dni nie czuła się dobrze. Winą za taki stan rzeczy obciążyła jednak stres, który towarzyszył jej nieustannie od samego początku grudnia, kiedy ujawnił się Diego. Gdzieś z tyłu głowy miała diagnozę, ale nie przyjmowała jej do świadomości. Dobrze wiedziała, że gdyby naprawdę była w ciąży, nie zniosłaby tego, choćby miała sobie to dziecko osobiście wydrapać z brzucha. Nie łudziła się nawet, że odczułaby jakiś matczyny instynkt.
Z tego też powodu lot był dla niej katorgą, mimo, że samolot był naprawdę wygodny. Ciągle było jej niedobrze i potwornie bolała ją głowa, co było być może kwestią ciśnienia. Dopiero w taksówce udało jej się na krótką chwilę przymknąć oczy, kiedy wygodnie oparła się o Ramireza.
Kuba była gorąca i to do stopnia, od którego zdążyła się odzwyczaić w trakcie pobytu w Rode. Tam nawet letnie miesiące nie obfitowały takie temperatury, jakie tutaj panowały, jakby nie patrzeć, zimą. W trakcie podróży do hotelu nie zdążyła zobaczyć zbyt wiele z zabytkowych uliczek i staromodnych, kolorowych samochodów, bo uśpiona przez lekkie kołysanie i przyjemny, chłodny nawiew, ocknęła się dopiero jak musieli wysiadać. Hotel zrobił na niej dobre wrażenie. Nigdy nie zdążyła przyzwyczaić się do luksusów, które oferował jej Diego, dobrze z resztą wiedział, że ona wcale o nie nie dba. Dużo raźniej czuła się choćby i w tym zakichanym Rode, które pozbawione było tej wszechobecnej pompatyczności, która otaczała ją przez ostatnie lata. Czasem dziwiła się, że przy tym wszystkim i Diego nie był rozpuszczonym bogaczem. Ceniła to.
Gdy znaleźli się w apartamencie, rozejrzała się z zainteresowaniem. Był piękny, przestronny i dwupokojowy, z łazienką w białych marmurach. Duża wanna wyglądała obiecująco. Pierwszym co zrobiła, było otwarcie okna balkonowego i wyjście na zewnątrz. Roztaczał się stamtąd widok na część miasta i wybrzeże, to pierwsze o tej porze pięknie oświetlone. Hawana nie spała. Odetchnęła kilka razy głęboko, czując, że jest jej lepiej. Wystarczyło wyjechać z Ameryki. Kiedy nie towarzyszył jej strach przed tym, co może spotkać innych z ręki Ramireza, odprężyła się.
Wróciła do środka akurat, gdy Diego zabrał się za otwieranie szampana. Przez krótką chwilę zawahała się przed wypiciem, ale w końcu całkiem szybko opróżniła kieliszek.
- Oczywiście. Zapomnijmy o tym - zgodziła się skwapliwie. Jej też było to potrzebne.
- To znaczy na czym tak naprawdę? - Zapytała cicho, obserwując go z równą uwagą. - Kiedy będziemy mogli wrócić do Buenos Aires? - To ją chyba najbardziej interesowało w tym wszystkim. Nie puściła jego ręki, tylko wyciągnęła go na balkon, wcześniej polewając jeszcze alkoholu do kieliszków.
- Podoba mi się tutaj. Trochę jak w domu - stwierdziła, opierając się o barierkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Wto Sty 16 2018, 14:36;

Kiedyś pewien człowiek, którego ojciec Diego bardzo cenił powiedział, że "nie jest bogaczem, tylko biedakiem z pieniędzmi". Ramirez senior uwielbiał to powtarzać. Od zera do miliardera, sen, który spełnia się jedynie nielicznym. Być może stąd nie zaszczepił nigdy w Diego poczucia, że to co ma, będzie wieczne. Jeśli się o coś nie dba, to się to straci i nie było co próbować czarować rzeczywistości, że jest inaczej. Był taki czas, że wydawało mu się iż Elię da się kupić. Zaraz na początku, gdy logika podpowiadała, że ktoś kto wychował się w skrajnym ubóstwie, będzie łasy na pieniądze. Pomylił się.
Obserwował z pewną dozą ostrożności to jej pogarszające się samopoczucie, mając moze jakieś swoje jeszcze nie do końca sprecyzowane podejrzenia. Nie mógł wiedzieć, jak bardzo załamałyby ją wieści, które dla niego byłyby z pewnością jednymi z najlepszych, jakie przyszło mu w życiu usłyszeć. Co jednak zrobiłby z tą wiedzą? Co byłoby dla niego ważniejsze, potomek, czy sama Martinez? Dość nieoczekiwanie, chyba to drugie. Chciał rodziny. A głowa bez szyi jest bezużyteczna, bo może patrzeć tylko na wprost.
Zwrócił szczególną uwagę na to, czy Elia napije się alkoholu, czy nie. Skoro to jednak zrobiła, to odrzucił, przynajmniej na razie, swoje śmiałe przypuszczenia odnośnie jej stanu. Fakt, że tak chętnie przystała na zapomnienie o Rode, trochę go uspokoił i wzmocnił poczucie, że odzyskuje powoli kontrolę nad sytuacją. Wydawało się też, że poczuła się lepiej, bo nie była taka markotna jak w Ameryce.
— Na sobie — odparł krótko, idąc za nią na balkon. Stanął za nią i objął w pasie jedną ręką, drugą wciąż trzymając kieliszek. Widok cieszył oczy, można było na chwilę zapomnieć, że za nimi długa podróż i najlepiej byłoby pójść spać. Co zresztą naprawdę powinni lada chwila uczynić.
— Nie wiem, mi reyna. Na razie to niemożliwe. Nie zaryzykuję wszystkiego tylko dlatego, że wolałbym wrócić... Ty pewnie też. Dopóki nie dotrzemy do większości policji, która nagle doszła do wniosku, że to co im płacimy to za mało, istnieje zbyt duże prawdopodobieństwo, że zrobią nalot. Musieliśmy spalić wszystkie dokumenty — rzekł cicho, racząc się szampanem.
— Zresztą, nie chcę rozmawiać o interesach. Ty się niczym nie przejmuj — sprostował. W końcu mieli odpocząć, nie stale lawirować w pobliżu tematów, które prędzej czy później skończą się pracą. — Nie mogę powiedzieć, kiedy dokładnie, ale kiedyś na pewno. Co znaczą wszystkie pieniądze świata, jeśli nie można wrócić do domu? — Zapytał retorycznie, kończąc tym samym temat powrotu, przynajmniej na razie.
Umilkł i chwilowo dzielili się ciszą, przerywaną dalekimi odgłosami miasta i szumu wody. Powietrze było rześkie i wilgotne, o tej porze idealne.
— A jeśli będzie trzeba, znajdziemy dom gdzie indziej. Z czasem do wszystkiego da się przyzwyczaić — odezwał się po dłuższej ciszy, w której kontemplował widoki. Dopił resztę szampana i odstawił szkło na barierkę. Objął Martinez dwoma rękami i oparł podbródek o czubek jej głowy. Z pewnością wiedziała coś o przyzwyczajeniu, prawda?
— Dopiero jutro, choć właściwie dzisiaj, ci się spodoba. Gwarantuję. Ale teraz proponuję się jednak położyć — przytknął usta do zagłębienia w szyi Elii i trwał tak dłuższą chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Sro Sty 17 2018, 21:59;

Znowu uległa tej głupiej iluzji, że teraz musi być już lepiej. Nie dlatego, że była naiwna, a dlatego, że to było jedyne, czego mogła się kurczowo trzymać, żeby nie oszaleć. Zatęskniła za czasem, kiedy nie miała takich dylematów, tylko po prostu nauczyła się z nim żyć.
- Wszystkie? Dlaczego? Przecież to było potwierdzenie, że zarobki są czyste. To jest strzelenie sobie w kolano - powiedziała, zanim Diego stwierdził, że koniec rozmów o interesach. Ciężko było nie przyznać mu racji. Mimo to była chyba trochę ciekawa, jak się sprawy miały, ostatecznie trochę jej w rodzinnych stronach nie było, a zdążyła przywyknąć, że orientowała się w miarę w sytuacji.
To właśnie czyniło ją współwinną. Nie stroniła od tego. Nie odcięła się kategorycznie. Słuchała. Dopytywała. W niketórych wydarzeniach brała udział. To stanowczo wykraczało poza rolę porwanej dziewczyny, któa wpadła w oko nie temu, komu trzeba. Nie czuła się jednak winna, bo wiedziała, że to był najrozsądniejszy wybór. Przecież nie mogła siedzieć w zamknięciu przez sześć lat, odmawiając rozmowy z kimkolwiek.
Uśmiechnęła się gorzko na słowa o znaczeniu pieniędzy w obliczu niemożności powrotu. Pięknie ujęte.
- Pewnie, że się da - skinęła lekko głową. - Ale dobrze wiesz, że to nie jest do końca to samo - westchnęła, odwracając się do niego przodem. Zarzuciła mu ręce na szyję i spojrzała w oczy. Mimo wszystko, każda wyglądała z jej perspektywy lepiej, niż powrót do Rode. Mogliby zostać nawet tutaj. Byle nie wracać do wspomnienia życia, którego mieć nie będzie nigdy. Pogładziła go subtelnie po karku, po czym puściła.
- Jestem już chyba tak zmęczona, że nie odczuwam zmęczenia - potarła oczy, całkowicie zapominając o makijażu i rozmazując sobie tusz do rzęs. Nie żeby miało to teraz jakiekolwiek znaczenie. - Jutro moglibyśmy się jednak najpierw wyspać, dopiero potem gdziekolwiek iść. Myślisz, że mają tu jakieś świąteczne atrakcje? - Zapytała, wchodząc do środka. Odpięła walizkę i wyciągając rzeczy zastanawiała się nad tym, jakie to wszystko jest przerażające. Rozmawiali sobie, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. Jakby Maria nigdy nie istniała... Na tę myśl poczuła nieprzyjemne ukłucie w sercu. Musiała zapomnieć. Nie myślenie o tym wszystkim było może chwilową ucieczką, ale jakże potrzebną.
Zniknęła w łazience, decydując się jednak na szybki prysznic. Wanna może i kusiła, ale o tej porze było zbyt duże prawdopodobieństwo, że zaśnie w trakcie kąpieli. Postanowiła to sobie zostawić na jutrzejszy dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Czw Sty 18 2018, 16:07;

Diego też musiał nauczyć się z nią żyć, wbrew temu, co można by o nim pomyśleć. Na początku ich relacji natrafił wokół Elii na mur i pojął prawdę, której do czasu porwania mu oszczędzono: nie da się w pełni kontrolować innych ludzi. Co prawda postawił sobie za wzniosły cel zmanipulować ją i dążył do tego cierpliwie, nie przejmując się, że to czasochłonne. Mimo to zawsze pozostawała w jakimś stopniu niezależna, nawet jeśli sama myślała o sobie inaczej. Manifestowała to właśnie tego typu wypowiedziami, jak ta o strzale w kolano; Ramirez to sobie cenił. Mało kto pozwalał sobie w stosunku do niego na szczerość tego typu, mało komu by na nią pozwolił. Ale w przypadku Elii było inaczej, a z jej zdaniem się liczył.
— Tylko te, do których można się było przyczepić. Nazwiska, adresy... Pozostałe są bezpieczne u księgowych. Spokojnie. Dobrze wiesz, że gdybym już miał do samego siebie strzelić, celowałbym raczej w głowę — uśmiechnął się, choć na próżno doszukiwać się było w wyrazie jego twarzy wesołości. Absolutnie nie miał zadatków na samobójcę, jego słowa były równie metaforyczne, co wypowiedź Martinez. Hołdował przekonaniu, że ekstremalne rozwiązania robią wrażenie, a choć być może nie do końca zależało mu na robieniu wrażenia na kimkolwiek, takie wyjścia okazywały się zwykle nadzwyczaj skuteczne.
To zabawne, jak momentami widział w niej partnerkę. Nie ofiarę. Nie swoją własność. Zwykle trwało to jednak bardzo krótko, do chwili, kiedy zamieniał się z powrotem w swojego ojca. Wiecznie targały nim tak sprzeczne emocje, że nie potrafił określić, czy Elię kocha, czy nienawidzi. Na pewno była ważna. W przypływach rozsądku wiedział, że źle robi, powielając zachowanie człowieka, którego sam jako dziecko nienawidził, ale co znaczą takie etapy normalności? Można poskładać coś, co się w złości stłukło, w jedną całość, ale wciąż będzie widać rysy i pęknięcia.
— Nie to samo — zgodził się i skinął niemal niezauważalnie głową. — Ale obecnie moim priorytetem jest, żebyśmy się nie rozdzielali. Nic dobrego z tego nie wynika — wyznał tonem, który sugerował, że to oczywiste. Poczuł na sobie jej dotyk, odszukując spojrzeniem jej niesamowite, ciemne oczy. O dziwo w jego, choć zwyczajowy chłód, nie gościła pustka. Krótka, wyrwana z kontekstu ich dziwnej relacji chwila, a do Ramireza dotarło, że nie ma znaczenia gdzie są, bo tak naprawdę to ona jest dla niego domem. Który cierpliwie znosi jego burzliwe nastroje. Dlatego była taka cenna.
Nim wróciła do środka, złapał ją oburącz za policzki i pocałował w czoło, po czym puścił i sam również znalazł się z powrotem w apartamencie. Z nikłym uśmiechem obserwował, jak wyciąga rzeczy z walizki.
— To zależy. Co prawda lodowiska i kuligi odpadają z przyczyn oczywistych, ale może trafimy na coś ciekawego. Na pewno musimy zahaczyć o jakieś kluby muzyczne, bo słyszałem że warto. Może mało świąteczne w tradycyjnym znaczeniu tego słowa, ale ostatecznie gdyby nam na tym zależało, zostalibyśmy w Ameryce, prawda? — Powiedział, idąc za Elią do łazienki. Oparł się ramieniem o framugę drzwi i przyglądał, jak się rozbiera.
Nie do końca miał poczucie, że rozmawiają, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. Zwykle ich stosunki przywodziły na myśl pojedynek bokserski. Teraz z kolei wydawało mu się, że to raptem początek walki, kiedy przeciwnicy ostrożnie próbują wyczuć, z której strony nastąpi atak. To nie do końca wynikało ze skrępowania, raczej lęku przed nieznanym. Kiedy przez sześć lat, prawie siedem, widuje się kogoś niemal codziennie, nagłe cztery miesiące, gdy tak się nie dzieje, wydają się czymś absurdalnie nie do przejścia. Elia zrujnowała mu życie. I dlatego tak ją za to karał.
Zdjął ubranie i kiedy tylko pierwsza para spowiła pomieszczenie, dołączył do Martinez pod gorącym strumieniem wody.
— Niezła sauna — skwitował, uśmiechając się półgębkiem. Stanął naprzeciwko niej, pozwalając, by gęsta para skryła ich w swoich przepastnych objęciach.
— Elia — zaczął, a jego głos potoczył się echem po pomieszczeniu, choć nawet go nie podniósł. — Czy ty się mnie boisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Pią Sty 19 2018, 16:43;

Gorące strumienie wody tryskały wesoło nie zważając na zaistniałą nagle powagę sytuacji. Para roznosiła się po łazience niczym ciepły podmuch lata, zasnuwając całe lustro nim w końcu znajdowała ujście przy oknie. Uff, gorąco tu prawda? Ślepy los chyba też tak pomyślał bo...

1,6 - nagle w całym budynku rozlega się alarm przeciwpożarowy! Mija może pół minuty nim alarm ustaje. Co się stało? Po ostatnim zwarciu zautomatyzowany system sprawdzał, czy wszystkie syreny wciąż działają. Chyba zapomnieli wam powiedzieć w recepcji... Ale jak się okazuje notatka z informacją leży też na szafce nocnej obok łóżka.
2,4 - przez otwarte w łazience wpada wam do środka mewa! Alarmując was trzepotem piór i głośnym ptasim skrzekiem zaczyna miotać się po pomieszczeniu.
3,5 - nagle zamiast gorącej z słuchawki prysznicowej zaczyna lać się strumieniami lodowata woda! Trwa to zaledwie kilka sekund, a potem wszystko znowu wraca do normy. Wystarczyło jednak by wziąć was z zaskoczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Sob Sty 20 2018, 12:27;

6.

Nie wiedziała nawet co odpowiedź na słowa o tym, że nie chce, żeby się więcej rozdzielali. No bo co mogła powiedzieć? Miała tak namieszane w głowie, że obecnie chyba była nawet skłonna w to uwierzyć. Naiwna wiara w to, ze będzie lepiej stawała się chyba jedynym luksusuem, na który mogła sobie pozwolić.
Elia nie wiedziała, że aż tyle dla niego znaczy. Nie rozumiała, dlaczego to wszystko się działo, nie mogąc się nadziwić, że nie zdążyła mu się jeszcze znudzić po tylu latach, jak nakazywałoby przypuszczać logiczne i chłodne spojrzenie na sprawę. Czasem wydawało jej się, że może naprawdę kryje się za tym coś więcej, niż zwyczajna chęć posiadania jej na własność, ale szybko potrafił ją wyprowadzić z błędu.
- Klubów muzycznych? Szukasz inspiracji? - Zapytała, jeszcze zanim zniknęła w odmętach łazienki. Niby nie przyjechali tutaj w interesach, ale miała co do tego mieszane uczucia. Miała wrażenie, że Diego niczego nie robi bez powodu, a wszystko musi mu się z jakiegoś powodu opłacać.
Czuła na sobie jego wzrok, ale podkręciła temperaturę wody do stopnia, że niemal parzyła w skórę, więc w pomieszczeniu szybko zrobiło się siwo od pary. Mimo wszystko nie krępowało jej to w żaden sposób. Czasy niepotrzebnej nikomu pruderii w stosunku do tego człowieka miała już za sobą. I tak robił z nią co chciał.
Spojrzała na niego spokojnie, kiedy pojawił się tuż za nią i obrócił w swoją stronę. Mimowolnie jej wzrok prześlizgnął się po umięśnionym torsie.
- Co, za gorąco? Lubię taki wrzątek - stwierdziła ze śmiechem, jakby chciała go odwieść od mówienia czegokolwiek. Zupełnie jakby czuła, że zaraz padnie pytanie, na które odpowiedź mogłaby się Diego nie spodobać. Dłońmi odgarnęła włosy do tyłu, ocierając twarz z wody.
Nie dała po sobie poznać, że pytanie trochę ją zdziwiło tym, jak było wyrwane z kontekstu. Zastanowiła się przez chwilę, nie spuszczając z niego przepełnionego ostrożnością wzroku.
- Ciebie? Nie, Diego. Ale czasem boję się tego, do czego jesteś zdolny - odpowiedziała w końcu, choć sama nie była pewna tego, ile w jej słowach jest prawdy. Nie zdążyła jednak kontemplować tej sprawy dłużej, bo zupełnie nagle rozległ się alarm przeciwpożarowy. Serce podeszło jej do gardła i aż podskoczyła.
- Pożar?! - Cicho krzyknęła, zaskoczona, zakręcając wodę i wyskakując spod prysznica. Wciągnęła na siebie hotelowy szlafrok i wyłoniła się z łazienki w obłokach pary, po czym niewiele się zastanawiając, otwarła drzwi do apartamentu i wychyliła głowę za próg. Nikt nie biegał w popłochu po korytarzu, nie czuła też dymu. Zamknęła drzwi i wyszła na balkon, skąd również nie dostrzegła niczego niepokojącego. Czyżby los postanowił ją ocalić przed skutkami ryzykownej rozmowy?
- Dziwne, coś za spokojnie - stwierdziła wątpliwie, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie fałszywy alarm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Nie Sty 21 2018, 13:58;

Oprócz oczywistych chęci odnowienia dobrych relacji z Elią faktycznie miał nieco bardziej dalekosiężne plany. Jeszcze nie był ich jednak, zupełnie do siebie niepodobnie, pewien. Mogłoby się to okazać opłakane w skutkach, jeśli coś pójdzie nie tak, a ryzyko było chyba zbyt duże, żeby podjąć je bez zastanowienia. Tak czy inaczej na podjęcie decyzji zostały mu jeszcze ponad dwa tygodnie, więc teraz, gdy był zwyczajnie zmęczony, nie zamierzał się nad tym rozwodzić.
— Może podpatrzymy coś nowego, kto wie — przyznał. Co prawda nie to było jego celem, ale nie mógł wykluczyć, ze przy okazji dostrzegą coś, co mogliby wykorzystać będąc już w domu. Zakładając, że w najbliższym czasie tam wrócą.
Przyszpilał ją wzrokiem, jakby samym tylko tym chciał zmusić do mówienia prawdy. Nie miał podstaw by sądzić, że jej słowa były nieszczere, a Elia chyba do perfekcji opanowała sztukę mówienia mu dokładnie tego, co chciał usłyszeć. Gdyby po prostu zaprzeczyła, na pewno by jej nie uwierzył. Stawiając jednak sprawę w taki sposób, w jaki to uczyniła, uśpiła nieco jego podejrzliwość. Miał przez to niebywałą ochotę, by mimo zmęczenia pchnąć ją na ściankę prysznica i zerżnąć, ale nie było mu to dane, bo rozległ się alarm.
Poirytowany koniecznością zmiany planów, poszedł w ślady Elii i zamiast pod gorącym strumieniem wody, znalazł się znowu na marmurowej podłodze łazienki. Owinął sobie ręcznik wokół bioder i wyszedł, akurat gdy Elia rozejrzała się po korytarzu. Istotnie było trochę za cicho, jak na ewentualny pożar, poza tym alarm ustał w końcu samoistnie. Dopiero wtedy rzuciła mu się w oczy kartka, leżąca obok łóżka, która informowała o takim, a nie innym zajściu.
— Środek nocy to wspaniały moment na wypróbowywanie działania systemu — warknął, mnąc kartkę i wrzucając do kosza.  Był ciekaw, ilu gości zostało właśnie postawionych na nogi i skoro zostali wyrwani ze snu, ilu z nich pomyśli, że to nie są ćwiczenia.
Stracił już chęci na cokolwiek poza położeniem się do łóżka. Wciągnął ją z powrotem pod prysznic, ale poza kilkoma wymienionymi naprędce pocałunkami, nic jej więcej nie zrobił, dochodząc do wniosku, że są zwyczajnie zmęczeni i to nie jest dobra pora.
Porozmawiali jeszcze przez chwilę w ciemności, zanim zmógł ich sen. Długo przyzwyczajał się do tego, że śpi z nią w jednym łóżku. W Buenos Aires to się nie zdarzało, nigdy. Jakby był to akt tak intymny, że nie mogą sobie na niego pozwolić. Nie wiedział, skąd wynika jego niechęć do spędzenia nocy w ten sposób. Kiedyś myślał że to dlatego, że w trakcie snu jest zupełnie bezbronny. Nie to, że jej nie ufał, ale... Właściwie nie powinno tu być żadnego ale. Po prostu nigdy razem nie sypiali w dosłownym tego słowa znaczeniu. Pierwszy raz zdarzyło się to dopiero w Rode, przed dwoma tygodniami, przy ich pierwszym spotkaniu od czasu rozłąki. Wcale nie było to tak niekomfortowe, jak sobie wyobrażał, że może być, a wręcz przeciwnie, czerpał przyjemność z tego, że wystarczyło wyciągnąć rękę w bok, by namacalnie przekonać się o jej nieobecności.

    | Kostka losowa k6:

    ▪️ Parzyste: spędzasz resztę nocy spokojnie, śpiąc głęboko. Budzisz się po południu, w pokoju przyjemnie schłodzonym pracującą na wysokich obrotach klimatyzacją, czując się świeża jak skowronek. Po zmęczeniu nie ma ani śladu.

    ▪️ Nieparzyste: coś bardzo nieprzyjemnego wyrywa cię ze snu o pewnym przystojnym policjancie z Rode. Budzisz się czując, że cokolwiek jadłaś wcześniej, podchodzi ci do gardła i domaga się natychmiastowego opuszczenia twojego organizmu. Próba powstrzymania nieuniknionego może poskutkować co najwyżej zadławieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Pon Sty 22 2018, 18:46;

1 - nieparzyste

Jechała szybkim, sportowym samochodem, a Rodeńskie słońce rozpalało do czerwoności ostatnie mile stanowej drogi, która prowadziła prosto do miasteczka. Nieznośny ukrop sprawił, że skąpa koszulka przykleiła jej się do pleców, ale nie przejmowała się tym, bo pęd powietrza chłodził rozgrzaną skórę. Poprawiła na nosie oprawki okularów przeciwsłonecznych w kształcie serc, a robiąc balon z różowej, słodkiej gumy do rzucia, nie zauważyła nawet suszącego pobocza policjanta. Dopiero gdy w górnym lusterku dostrzegła mignięcie czerwono-niebieskiego światła, klnąc cicho pod nosem zjechała na bok i zatrzymała się.
Policjant podszedł do samochodu, a Elia poczuła, że jej lędźwia zapłonęły.
- Leon? Co ty tutaj robisz? - Zapytała zaskoczona.
- Wysiadaj - skwitował krótko zza czarnych pilotek. To, jak bardzo był męski, wbiło Elię w fotel. Była pod takim wrażeniem tego i jego wąsa, że wysiadła posłusznie. Policjant rzucił ją na maskę samochodu i spiął kajdankami. Poczuła na pośladkach wielką, twardą, policyjną pałę.
Zupełnie nagle tło rozmyło się, a akcja przeniosła się z jakiegoś powodu na komisariat, a konkretnie salę przesłuchań. Teraz role się odwróciły i to ona była policjantką w kusym stroju, a w rękach dzierżyła pałę. Rios z kolei siedział na krześle przed nią. Z całej siły trzasnęła pałą w blat stołu, aż huknęło.
- Dosyć tego! - Powiedziała, choć nie wiedziała, czego tak naprawdę miało być już dosyć. Usiadła mu na kolanach i zbliżyła się, jakby chciała go pocałować, gdy zupełnie niespodziewanie i on się odezwał.
- Myślisz, że psy chodzą za właścicielami do toalety dlatego, że właściciele też idą się z nimi załatwiać? - Zapytał.
A potem Elia obudziła się z przeczuciem, że coś jest grubo nie w porządku.
Wystartowała spod kołdry jak torpeda i w mgnieniu oka znalazła się w łazience, klękając przy białym tronie. Torsje wstrząsnęły nią momentalnie, zdążyła w ostatniej chwili. Opierając się łokciami o deskę była bliska załamania nerwowego. Chwilę zajęło jej, zanim nie miała już czego zwracać. Została tak na kilka minut, zbyt słaba, by wstać. W końcu rozbolały ją kolana. Opierając się na rękach wstała, by przepłukać usta nad umywalką. Perspektywa konieczności zrobienia testu ciążowego przyprawiła ją o kolejne mdłości, nie miała jednak już czego zwymiotować.
Kurwa mać. Miała tylko nadzieję, że Diego się nie obudzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Wto Sty 23 2018, 22:20;

Ramirez nie miewał snów. Albo miewał, a zwyczajnie ich nie pamiętał. Niezależnie od tego, która z tych odpowiedzi była poprawna, wszystko sprowadzało się do tego, że przynajmniej nocą miał spokój od kwestii, które mogły go dręczyć. To właściwie całkiem zabawne, że chciał kontrolować każdy aspekt życia Martinez, a na sny wpływu nie miał. Zapewne był szczęśliwszy bez wiedzy o tym, co też roi się najwyraźniej w jej podświadomości.
Przebudził się, kiedy Elia wyskoczyła z łóżka i usiadł, obserwując ją zmrużonymi oczyma. Sięgnął po smartfona i sprawdził godzinę - było już całkiem późne popołudnie. Dobrze byłoby jednak wstać i się rozejrzeć, w końcu nie przyjechali tutaj spać cały dzień, choć regeneracja była im potrzebna. Z zaspania wyrwał go dźwięk sugerujący, że Elia znowu wymiotuje. Odsunął kołdrę i po chwili stanął w drzwiach łazienki, obserwując poczynania Martinez stojącej nad umywalką.
— W porządku? — Zapytał, podchodząc bliżej. Położył rękę na jej karku i pomasował, przyglądając się ich odbiciu w lustrze. Podejrzenia sięgnęły zenitu.
— Coś podejrzanie często ci się to zdarza ostatnio — zauważył, nie przestając lekko gładzić skóry kobiety. Wbił wzrok w jej odbicie, jakby intensywnością czarnego spojrzenia chciał ją zmusić do tego, żeby powiedziała na głos to, co sam podejrzewał.
Miał mieszane uczucia odnośnie całej tej sytuacji. Nie chciał żywić płonnej nadziei, z drugiej strony gdyby przypuszczenia okazały się trafne, musiałby sobie przemianować priorytety. Zrobiłby to jednak z ochotą.
— Może się czymś strułaś? — Zapytał bez przekonania, wciąż obserwując ją z uwagą. W kącikach ust zatańczył mu uśmiech, który zdawał się sugerować, że sam nie wierzył w swoje słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Sro Sty 24 2018, 10:55;

Gdyby Elia miała jakikolwiek wybór, bez wątpienia wolałaby nie mieć TAKICH snów. Wyprowadzały tylko z równowagi i kłóciły się z postanowieniem, że do Rode myślami wracać nie będzie. Jeszcze brakowało, żeby do kompletu przyśnił się jej Felix, wtedy w ogóle zrobi się wesoło.
Nawet się nie zdziwiła widząc Diego w odbiciu lustra, stojącego w drzwiach łazienki. Tak się jakoś ostatnio przyjęło, że jeśli coś może pójść źle, to bez wątpienia pójdzie. Skoro więc żywiła nadzieję, że Diego się nie obudzi, mogła mieć sto procent pewności, że tak się właśnie stanie. Nie odpowiedziała na pierwsze pytanie, bo za oczywiste uznała, że nic nie jest w porządku. Myśl, że mogłaby rzeczywiście właśnie nosić w sobie zalążek życia spłodzonego przez Ramireza sprawiała, że kolejna fala torsji chciała usilnie nią wstrząsnąć.
Zamarła. Skoro i on zaczynał coś podejrzewać, sprawa robiła się coraz bardziej beznadziejna. Jak się dowie, to ciężko będzie się pozbyć ewentualnego intruza ze swojej macicy, nie pozwoliłby jej na to. Również podniosła spojrzenie na ich odbicie i wbiła nienawistny wzrok w Diego. Jej oczy złagodniały jednak po chwili. Musiała przecież dobrze się sprawować, a może jakoś się z tego wyplącze. Coraz bardziej w to wątpiła.
- A może to po prostu zmiana klimatu - zasugerowała, przepłukując usta raz jeszcze. Nie chciała się rozwodzić nad powodami swojego złego samopoczucia.
- Czy ja wiem, czy tak często? Ostatni raz na festynie. A tam równie dobrze mogła mi zaszkodzić ta nieszczęsna czekolada - wzruszyła ramionami lekko, bagatelizując sprawę i starając się zabrzmieć jak najbardziej przekonująco. Wiedziała, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał, ale miała serdecznie dosyć.
Przez resztę dnia czuła się już mimo wszystko lepiej. Zjedzenie lekkiej obiadokolacji postawiło ją na nogi, na tyle, że mogli gdziekoliwek się wybrać. Poszli się przejść wzdłuż el Malecon, w poszukiwaniu zejścia na jakąś plażę. Było niemiłosiernie ciepło, a widoki kojarzyły się Elii z domem. Ale nic nie było w stanie poprawić jej humoru. Głupi sen kompletnie wybił ją z rytmu, a podejrzenia odnośnie swojego stanu sączyły jad do jej myśli. Ściemniało się już powoli, ale w żółtawo-pomarańczowym świetle latarni wszystko wydawało się zupełnie inne. Bardziej przytulne.
- Mogłabym tu zostać na stałe - stwierdziła, wbijając wzrok w morze. Dłonią przesuwała po murku oddzielającym deptak od wybrzeża. - Co zrobimy po urlopie? Gdzie pojedziemy? - Zapytała w końcu, nie mogąc dłużej ignorować pytania, które cisnęło jej się na usta od samego początku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Sro Sty 24 2018, 15:58;

Przyjął jej tłumaczenia, choć w nie nie uwierzył. Uznał jednak, że tę rozmowę można przeprowadzić na pewno w bardziej sprzyjających warunkach, niż wnętrze łazienki, zatem chwilowo odłożył to w czasie. Tylko chwilowo. Ramirez nie miał w zwyczaju zapominać o niczym, tym bardziej gdy jawiło się to jako kwestia aż tak istotna, jak ewentualna ciąża. Tak naprawdę nie chciał tego nawet nazywać po imieniu, jakby słowo miało stać się ciałem, albo jakby to miało coś zapeszyć. Nie kontynuowali zatem tematu, ani szykując się do wyjścia, ani w końcu na tarasie, gdzie zjedli obiadokolację. Zajmując się rozmową dotyczącą lekkich tematów, nie zauważyli nawet, nim zaczęło się ściemniać.
Spacer wydawał się bardzo dobrym pomysłem, choćby dlatego, że w rodzinnym Buenos nie było ku temu zbyt wielu okazji. Diego był zbyt rozpoznawalny, a ryzyko duże na tyle, by nie móc zignorować, że ktoś mógłby spróbować jakichś sztuczek. Ludzi, którzy życzyli mu źle było sporo.
El Malecon jako jedno z najbardziej popularnych miejsc do spacerów w Hawanie, przetrwał wszystkie te lata w całkiem dobrym stanie. Co prawda renowacji wymagały niektóre fragmenty deptaka, ale dało się spokojnie przejść bez konieczności uważania, gdzie stawia się stopy.
Elia była jakaś nieswoja, widział to wyraźnie. Zwykle nie zwracał na to aż tak bacznej uwagi, albo zwracał wtedy, gdy mu akurat było wygodnie. W tych momentach, gdy odczuwał do niej przypływ troski, nie tępego gniewu, który domagał się ją natychmiast zniszczyć i pognębić. Tak dla zasady, bo mógł. Bo była dla niego zbyt ważna. Strach przed tym, że ktoś to w końcu wykorzysta przeważał ku temu, żeby ją w końcu zabić. Coraz częściej nosił się z takim zamiarem, odkrywając, że po tym co stało się w Rode może już nigdy nie być tak samo. Ewentualna ciąża zmieniałaby jednak wszystko. Wcale nie dlatego, że uważał życie za święte. Mógł sto razy powtarzać, że nie ma na tym świecie żadnej świętości i za każdym razem nie zmienić zdania, bez względu na przytaczane mu argumenty. Dla niego nie grało roli, komu odbiera życie. Liczył się tylko powód. Bo gdy ten się znajdzie, nie ma zmiłuj. A jeśli chodzi o Martinez, taki powód miał.
— Podoba ci się bardziej, niż Argentyna? — Spojrzał na nią z niedowierzaniem. Śledząc wzrok Martinez natrafił na uspokajający widok morza, wyjątkowo spokojnego o tej porze.
— Jak to gdzie? — Powtórzył, zdumiony, że o to pyta. Myślał, że to oczywiste.
— Do Rode. Nie skończyłem z tym miastem — łamał tym samym obietnicę nie wspominania o miasteczku, ale tak zdziwiło go, że Elia miała jakieś wątpliwości odnośnie tego, co zrobią dalej, że postanowił jednak poruszyć temat. Jednocześnie był ciekaw, czy ją to ucieszy, a może zasmuci?
— Mój ojciec kiedyś robił w Rode interesy. To nie było bardzo dochodowe, jak się domyślasz, ale chodziło o coś innego. W lesie rosły jakieś szczególne rośliny, które chcieli sprawdzić pod kątem działania, rozumiesz, spróbować wytworzyć coś nowego. W końcu mu się nie udało, bo jakikolwiek bęcwał brał od niego prochy, wpadł. I ojciec się wycofał. Głupio byłoby uciekać przed wymiarem sprawiedliwości tyle lat i wpaść przez jakiegoś drobnego przestępcę z dziury zabitej dechami, prawda? — Rzekł, roześmiawszy się nisko. Nie wspominał o tym nigdy Elii, bo i nie pytała, pewnie zakładając, że do Rode została wysłana tylko z powodu Riosa. Oczywiście nie była to prawda.
— Właśnie, skoro o tym mowa... — Przypomniał sobie, nawet rad, że koniec końców Elia poruszyła ów temat. — Jeśli poznałaś tyle nowych osób, to może kojarzysz kogoś, kto zna się na tym lesie? Podobno aż roi się tam od zmutowanego szajsu i wolałbym nie ryzykować. A tak moglibyśmy dać komuś zarobić. Wiesz, że zapłacę sporo — objął ją ramieniem, a widząc już z daleka zejście na plażę, to właśnie tam się skierowali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Pią Sty 26 2018, 12:40;

Wzruszyła lekko ramionami. Czy bardziej? Ciekawe jak by zareagował na słowa, że najbardziej podobało jej się w tym Rode, na którym wszyscy tak bardzo wieszają psy. Na co jej te wszystkie luksusy, wielkie miasto i piękna pogoda, skoro i tak siedziała tam zamknięta jak w klatce? Mógł ją sobie ozłacać jak chciał, a ich relację wywyższać do rangi wielkiej miłości. Ale ani jedno ani drugie nie było prawdziwe. Stąd chyba Rode tak jej przypadło do gustu. Było małe, brzydkie i zacofane, ale przynajmniej nie udawało czegoś, czym nie jest.
- Nie no, bez przesady - uśmiechnęła się lekko, ale mina bardzo szybko jej zrzedła, kiedy oznajmił, że wracają z powrotem. I choć normalnie byłaby nawet bardziej niż zachwycona perspektywą powrotu, tak świadomość, że znowu będzie musiała żyć ze świadomością, że ktoś może oberwać bo podpadnie Ramirezowi była przytłaczająca.
- Myślałam, że zostawimy w końcu to zadupie za sobą - mogła sobie przynajmniej pozwolić na okazywanie zawodu, bo to idealnie współgrało z tym, że chciała przecież wrócić z Diego do domu. Przynajmniej tak to wyglądało.
Potem już tylko słuchała, z każdą chwilą mając coraz gorsze przeczucia. Robił w Rode interesy. Kolejny istotny aspekt, o którym Ramirez nigdy nie wspomniał...
- W Rode? Ile lat temu to było? - Dopytała, brzmiąc neutralnie, ale tak naprawdę jej myśli już galopowały daleko wprzód. Z jakiegoś powodu do głowy przyszedł jej Felix i dopiero po chwili zrozumiała, dlaczego. Przecież jej powiedział, że jego biologiczny ojciec dorobił się na prochach. Niby głupie, czy mógłby to być aż taki zbieg okoliczności? Choć uznała to za absurd, mimo wszystko powinna to rozważyć. W końcu ile osób mogło zajmować się prochami i je dostarczać do takiego małego miasta?
Rozważyła jego słowa szybko. Nie chciała podstawiać mu nikogo do interesów, ale jeżeli tego nie zrobi, to poszuka sobie kogoś sam i to kto wie, z jakim skutkiem.
- Właściwie tak - powiedziała po chwili namysłu, myśląc o Paddlerze. - Poznałam chłopaka, który się tym zajmował. Polowaniem, w sensie. Te lasy naprawdę są niebezpieczne, czasem nie trzeba nawet wchodzić wgłąb, bo zwierzyna wychodzi. Choćby nad tym jeziorem, gdzie był festyn, zaatakowały nas kiedyś ogary - odparła, chcąc odruchowo strącić jego rękę. Zacisnęła jednak zęby i odwracając wzrok na chwilę, odzyskała wewnętrzny spokój.
- W każdym razie Matt gdzieś wyjechał jeszcze przed naszym przyjazdem tutaj, ale kojarzę, że miał znajomą, która zajmowała się tym nawet dłużej. Max Mason, zdaje się - kontynuowała, trochę się ociągając. Nie miała okazji zbyt dobrze poznać Max, ale Paddler na pewno o niej mówił w kontekście polowań. Podsunęła mu to nazwisko tylko i wyłącznie dlatego, że skoro sugerował, że sowicie zapłaci, to tak z pewnością zrobi.
- Ale jak zamierzasz to zrobić? Będziesz sprawdzał każdy okaz na jaki natrafisz? - Dopytała, uważając na schodkach prowadzących na plażę. Kiedy tylko stanęła na przyjemnie nagrzanym po całym dniu piachu, zdjęła sandały i ruszyła w stronę wody, przystając tuż przy granicy fal. Nie cieszyło jej to, wcale. Zdecydowanie bardziej wolałaby to wszystko dzielić z kimś innym. Szybko przestała o tym myśleć, nie chcąc sprawiać sobie więcej niepotrzebnego bólu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Pią Sty 26 2018, 16:12;

Trzeba było oddać Elii sprawiedliwość, że udawać potrafiła doskonale. Bo ani przez chwilę przez myśl mu nie przeszło, że w jej głowie może roić się coś podobnego. Oczywiście paranoiczna część jego osobowości czasami podejrzewała, że to, w jaki sposób Elia jest traktowana, może się pewnego dnia obrócić przeciw niemu. Ale miał ją chyba za zbyt potulną i zmanipulowaną, przynajmniej na tym etapie, żeby podjęła drastyczne kroki przeciw niemu. Byłoby to zapewne krytycznym błędem gdyby nie to, że czasem z kolei doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowiła. Ciężko się jednak zastanawiać nad takimi rzeczami, gdy się spaceruje wybrzeżem Hawany w upalny wieczór.
— Wiem, mi amor. Ale wytrzymasz to jakoś. Bez konieczności spotykania się z Riosem — odparł, przyciskając ją nieco mocniej do siebie, jakby chciał podkreślić wagę słów o Riosie. Zabiłby go bez wahania, gdyby do jego uszu dotarły wieści, jakoby się spotkali inaczej, niż przez całkowity przypadek. Fakt, że jeszcze tego nie zrobił mógł akurat zawdzięczać tylko i wyłącznie prośbie Martinez i tego, że jak na razie nie dała mu wątpliwości odnośnie jej szczerości. Jeszcze. A wiarygodność jest stracić bardzo, bardzo łatwo, wystarczy drobna wpadka w postaci nieprzemyślanego do końca gestu lub miny...
— Pojęcia nie mam — zbył temat lekceważąco. — Z ponad dwadzieścia na pewno. Byłem wtedy mały, ale wspomniał mi o tym później, kiedy już się przygotowywałem do przejęcia interesu — wyjaśnił krótko, bynajmniej nie uważając takiego pytania za podejrzane, a raczej całkiem naturalne w tej sytuacji.
Akurat w przypadku, gdy kogoś do czegoś potrzebował, to tak długo jak ktoś wywiązywał się z zadania i nie próbował żadnych numerów, nie miał się czego obawiać. Liczył, że Elia zdaje sobie z tego sprawę i zwyczajnie kogoś wskaże. Nie wątpił, że w Rode znajdzie się jakiś myśliwy trochę bardziej łasy na perspektywę dobrego zarobku przy stosunkowo niewielkim wysiłku. A przynajmniej nie odbiegającym znacznie od tego, co robił zazwyczaj.
— Dlatego właśnie potrzebujemy przewodnika — przyznał gładko, wbijając w nią wzrok, mimo, że jej twarz zwrócona była ku bezkresowi morza. Posługiwał się może liczbą mnogą, faktem było jednak, że miał na myśli siebie, Jorge i co najwyżej Alejandro. Nie było nawet mowy, żeby Elia poszła z nimi do lasu. Chociaż... Męczyło go to rozbicie pomiędzy tym co dawniej, a tym, co teraz. Nie wiedział do końca co z nią zrobić.
— Ataki ogarów mnie nie dziwią, to małe miasto. U nas jest zbyt dużo hałasu i świateł, żeby się odważyły. Chociaż, kto wie co by człowiek znalazł, gdyby zapuścił się gdzieś dalej w las — nie wiedział, bo go to nigdy szczególnie nie interesowało. Od czasu nuklearnej zagłady, która spadła na nich wszystkich jak grom z jasnego nieba, fauna i flora zdecydowanie odmówiły jakiejkolwiek współpracy. Minęło może dwieście lat, ale natura wciąż nie wróciła do równowagi i chyba już nigdy nie wróci.
— Masz na nią jakiś namiar? — Zapytał, chcąc pójść po najniższej linii oporu. — A jeśli nie, to może jesteś w stanie załatwić? — Zabrzmiało to co najmniej tak, jakby zakładał, że musi to załatwić, bez względu na to, czy jest w stanie, czy nie. On wyglądałby raczej podejrzanie, chodząc po mieście i szukając kolejnej osoby.
— Dlatego potrzebuję profesjonalisty. Wiem mniej więcej czego szukać i liczę, że znajdzie się ktoś, kto wie gdzie tego szukać — podał jej rękę gdy schodziła po schodach, po czym nieco wolniej niż ona podszedł do wody. Kawałek dalej dostrzegł jakiś bar, więc po zdawkowym poleceniu, żeby zaczekała, poszedł w tamtym kierunku. Wrócił trzymając dwa naczynia z czymś kolorowym, jedno z nich podając Martinez.
— Proszę — rzucił, samemu upijając swojego drinka. Dla Elii sok. Tak na wszelki wypadek.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Nie Sty 28 2018, 16:48;

Powoli zapadał zmrok. No, nie do końca. Niebo wprawdzie pociemniało, ale światła latarni szybko zdążyły rozjaśnić ścieżki promenady. Ukrop gorącego dnia wciąż dawał się we znaki, gdy jednak słońce nie paliło już skóry gorącymi promieniami, człowiek mógł odetchnąć pełniejszą piersią. Oczywiście nie mówimy tu o Kubańczyakch – ci przyzwyczajeni byli do wysokich temperatur – ale może Elia poczuła się nieco lepiej.
Na szarzejącym niebie łatwiej też było wam dostrzec skupisko świateł na oddalonym odcinku promenady. Dźwięk skocznej muzyki roznosił się stamtąd wzdłuż plaży. I choć tam tam promenada zdawała się tętnić życiem, w miejscu gdzie znaleźli się Diego i Elia zrobiło się jakoś pustawo. Ale czy na pewno?

Przy barze, z którego wracał właśnie Diego, czaiła się banda młodych mężczyzn. Wszyscy czworo wyglądali na około dwudziestu lat. Ich spojrzenia mówiły, że byli ludźmi bez perspektyw, którzy w całej reszcie świata szukali za to zadośćuczynienia. I chyba winną skłonni obarczyć byli każdego. Z sobie tylko znanych powodów cała banda ruszyła za Diego, by ustawić się półkolem wokół niego i Elii.
- No. Nie świętujecie dzisiaj la Nochebuena? – odezwał się jeden z nich, najwyraźniej przywódca. – To i dobrze, bo przegapilibyście dobry wpierdol, nie chłopaki? – zarechotał, a reszta zawtórowała mu śmiechem. – Chyba, że się dogadamy... No, kolego? Ty nam oddasz kasę i dziewczynę to nikt nie ucierpi – powiedział, oblepiając przy tym Elię obleśnym wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Nie Sty 28 2018, 23:20;

Nie powiedziała nic na słowa o Riosie, bo cokolwiek by nie powiedziała, zapewne zostałoby źle odebrane. Zaczęła się zastanawiać, co będzie, jak wróci do tego Rode. Przecież nie będzie mogła unikać ani Leona ani Felixa bez końca. I co wtedy? Nie miała wątpliwości, że jego słowa są poważne. Żartował wyjątkowo rzadko.
- To w sumie trochę dziwne. Skąd on o tym wiedział? No i przecież chyba żeby pozyskać cokolwiek z takich roślin potrzebowałbyś kogoś, kto sprawdzi czy to jest możliwe, prawda? Nie sądzę, żeby w Rode ktoś taki urzędował prawdę mówiąc. A przecież nie przetransportujesz tego do laboratoriów w Buenos - od razu zmieniła zupełnie temat i tak skierowała swoje słowa, jakby faktycznie interesowała ją sama perspektywa tego, co zaplanował sobie Diego, a nie aspekt przeszłych interesów jego ojca. Ponad dwadzieścia lat... To by się przecież zgadzało. Ale to byłoby tak absurdalnie niemożliwy zbieg okoliczności, że aż nie chciało jej się wierzyć, że to w ogóle możliwe.
- W naszych temperaturach faktycznie kto wie - skinęła głową, ale sama była myślami zupełnie gdzie indziej, nie do końca skupiając się na temacie rozmowy. Zastanawiała się, czy dobrze zrobiła podając mu nazwisko Max. Jedyne co ją tutaj pocieszało to to, że Diego słowa dotrzymywał i jeśli Mason zwyczajnie zrobi to, na co się umówią, to może po prostu nieźle zarobić, przy naprawdę niewielkim wysiłku.
- Myślę, że dam radę załatwić. Gdy już wrócimy - drugie zdanie wypowiedziała ciszej, przygryzając wargę i uporczywie wpatrując się w wodę, która spokojnymi falami obmywała jej stopy. Miała ochotę rzucić się w ciepłe odmęty i przepaść na zawsze. Nie myśleć. Nie martwić się. Nie istnieć. Gdyby nie istniała, niektórym ludziom z pewnością wygodniej by się żyło.
Przez chwilę zafascynowana tą myślą, przestała słuchać Ramireza. To nie były bezpieczne rozmyślania. Już kiedyś miała podobne.
- To zmienia postać rzeczy. W sumie myśliwi muszą być uważni, więc jeśli przy tropieniu coś zauważą, to pewnie będą kojarzyć o co chodzi - wbiła wzrok w horyzont na chwilę. Skinęła głową, gdy Diego oświadczył, że za chwilę wróci i zerknęła na telefon. Już w trakcie kolacji czuła wibrację, ale nie sprawdziła. Na ten numer mógł pisać tylko ktoś z Rode. Elia zdążyła co prawda pousuwać wszystkie kontakty i wiadomości, ale gdyby Diego zerknął w ekran, a z pewnością by to zrobił...
Prawie upuściła telefon do wody i poczuła, jak serce wpada jej do żołądka. Felix. Ze wszystkich ludzi w Rode chyba tylko on mógł być na tyle nieodpowiedzialny, żeby do niej napisać. Co gorsza, ucieszyła się. Głupio i samolubnie ucieszyła się, choć przez chwilę doznając tego miłego uczucia, że ktoś o tobie pamięta. Potem uświadomiła sobie jednak, że przecież lepiej byłoby, gdyby o niej zapomniał. Początkowo chciała nie odpisywać. Usunęła wiadomość, ale... Jednak odpisała. Wymienili kilka wiadomości zanim Diego wrócił, mając ogon. Martinez po tym, jak już usunęła wszystkie smsy, w których jak z nut kłamała o rzekomym dobrym samopoczuciu, udawała, że fotografuje morze. Wzięła od Diego podaną szklankę, wcześniej schowawszy aparat, a potem wlepiła wzrok w obcych mężczyzn nieufnie. Wzdrygnęła się mimowolnie, czując na sobie wzrok obcego.
- Nie chcemy problemów - stwierdziła w końcu ostrożnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Pon Sty 29 2018, 15:37;

Nie do końca przypadło mu do gustu, że w żaden sposób nie skomentowała tego co powiedział. Diego uznał jednak, że być może istotnie katowanie tego tematu nie jest rozsądnym posunięciem, dlatego też już do tego nie wrócił i nie naciskał na uzyskanie odpowiedzi. Już wcześniej wymógł na niej obietnicę, że się z Riosem nie spotka. Pozostało tylko liczyć, że tak będzie w istocie. W końcu jego dotrzymywanie obietnic kończyło się tam, gdzie ktoś łamał te dane jemu.
— Elia — spojrzał na nią pobłażliwie. — To jest biznes jak każdy inny. Czasem trzeba wprowadzić na rynek coś nowego. Zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że sięgnie po to więcej osób, które wcześniej nie brały nic. Nie ma się co dziwić, że ojciec interesował się czymś, czego jeszcze nikt nie zrobił — to nie do końca była odpowiedź na jej pytanie, ale musiała się nią zadowolić. To, skąd te informacje wyszły, było o tyle nieistotne, że informator był godny zaufania. I to wszystko, co należało na ten temat wiedzieć, skoro ojciec też chciał to sprawdzić.
— I czemu miałbym nie transportować? — Wzruszył ramionami.
Wracając z baru, czuł na karku spojrzenia obcych, początkowo jednak jakby nic sobie z tego nie robił. Wcale nie dziwił go taki stan rzeczy. W miejscu, z którego pochodzili, coś podobnego też nie było zjawiskiem rzadkim. Młodzież wywodząca się z biedoty, zwykle z gardłami suchymi od narkotyków, rekompensowała sobie to, że nie udało im się w życiu, wyżywając się na turystach. Nie było to może zbyt mądre, ale nie wydawali się czymś takim przejmować. Właściwie ich twarze myślą nieskalane, w ogóle nie wskazywały na to, że są skłonni do głębszej refleksji. W drodze powrotnej zatem, Diego rozglądał się w poszukiwaniu ewentualnych świadków. Co jednak dziwne, było dość pusto; być może była to kwestia tego, że o tej porze większość Kubańczyków zasiadała do świątecznej kolacji? Nieistotne. Wcale ich nie lekceważył. Było ich czterech i nie mieli wiele do stracenia, to nie jest bezpieczna kombinacja. A tutaj nie mógł powołać się na to, kim jest i co mógłby im zrobić.
Wrócił do Elii, podając jej szklankę i zastanawiając się, czy banda będzie na tyle uprzejma, by ich kłopotać swoją obecnością. Okazało się, że owszem, dzięki czemu nawet nie zwrócił baczniejszej uwagi na to, co Elia robiła z telefonem. Zresztą, w tej chwili nie miało to najmniejszego znaczenia.
Uśmiechnął się tylko, niezbyt wesoło, gdy podeszli i otoczyli ich półkolem. Zerknął od jednego do drugiego, z uwagą wbijając w nich uważne, czarne spojrzenie, na dłużej zatrzymując je na herszcie bandy, wtórując sztucznym śmiechem, kiedy wspomniał o przegapieniu wpierdolu. Stanął tak, żeby zasłonić Elię. Żarty się skończyły. Próba złodziejstwa to jedno, pieniądze nigdy nie grały dla niego większej roli. Miał ich w nadmiarze. Ale Martinez była święta, a wzrok którym obdarzył ją obcy, nie spodobał mu się wyjątkowo.
Podniósł jedną rękę i zrobił przepraszającą minę, jakby sygnalizując, żeby zaczekali chwilę. Sięgnął do tylnej kieszeni i wyciągnął niewielki plik banknotów. Ktoś kto z takim widokiem obcował rzadko, mógł nie rozpoznać, ale to była Kuba. I amerykańska waluta robiła tu od kilkuset lat tak samo piorunujące wrażenie.
— Ile? — Podniósł wzrok na  chłopaka, cały czas ciągnąc w języku hiszpańskim. — Sto? Tysiąc? — Po każdym, rzuconym od niechcenia pytaniu, w ślad za słowem, w powietrze leciał banknot. Nie zdążyły nawet dotknąć piasku, a korzystając z tego, że mogło to wywołać zamieszanie, zza paska wyciągnął broń i szarpnął w swoją stronę przywódcę, przykładając mu lufę do skroni.
— Bierzcie kasę i spierdalajcie, to nikomu nic się nie stanie. Gliniarza atakować? Przemyślcie to sobie — kłamstwo opuściło jego usta tak gładko, że nie pozostawiło złudzeń, że to nie są żarty. Potwierdzenia jego słów można było się upatrywać także w samym rodzaju broni. To nie był łatwo dostępny model, z tych nowszej generacji broni energetycznej. Jeśli ktoś miał taką mieć, to tylko policja, albo strażnicy. Albo ci, których na to było stać. Jednocześnie dalej osłaniał przede wszystkim Elię, żeby któremuś nie strzeliło do łba to jej zaatakować. W takim wypadku byłby gotów od razu odepchnąć od siebie nieszczęśnika i zastrzelić, który tylko odważyłby się tknąć dziewczynę. Diego w swoim życiu wpierdol dostał już doprawdy niezliczoną ilość razy, więc to nie ta perspektywa tak go wyprowadziła z równowagi. To również nie perspektywa ewentualnego upokorzenia, bo życie nauczyło go już wiele razy, że czasem należy schować dumę do kieszeni i odpłacić się dopiero wtedy, gdy nadarzy się ku temu stosowna okazja. Ale nikt nie ruszał jego własności i to przeżywał, nikt. A choć Elii jeszcze nikt nie tknął, to sama taka sugestia pozbawiała Ramireza skrupułów. A jeśli któryś zaatakuje, to strzeli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Wto Sty 30 2018, 16:38;

Cała czwórka zachłannie wpatrywała się w pieniądze, które rozrzucał Diego. Rzeczywiście żaden z nich nie spodziewał się późniejszego rozwoju akcji. Jeszcze chwilę temu tak wyszczekany herszt bandy zamilkł czując chłód przy skroni. Człowiek z bronią przy głowie zwykle staje się niezwykle potulny. Koniec końców życie każdemu było miłe, a w obliczu bezradności wobec śmierci kilka banknotów i ciupanie niechętnej dziewczyny wcale już nie wydawały się takie zachęcające. Ale reakcja Diego nie obeszła się bez odpowiedzi reszty grupy.
- ¡Puta madre! - warknął jeden z trojga pozostałych. Mimo upału narzuconą miał na siebie luźną, podartą bluzę. Źrenice miał tak ogromne, że niemal całkowicie zasłaniały spojówki. To zły znak, ludzie pod wpływem prochów stawali się nieobliczalni A Diego nie był w ten sytuacji jedynym, który miał w ręku broń. Schowanym w rękawie bluzy paralizatorem celował w mężczyzn.
- Hacete culiá! Pierdol się psie! - rzucił jeszcze nim sekundę później wystrzelił z paralizatora. Ale kogo trafił?

Kostki dla Diego:
Parzyste - Trafił ciebie
Nieparzyste - Trafił swojego szefa, który po chwili pada bezwładnie na ziemię.

Jeśli parzyste: Rzucasz kolejny raz kostką:
1 - Masz szczęście! Twój napastnik nie sprawdził ustawień urządzenia. Przechodzi cię dreszcz, ale udaje ci się zachować pozycję. Wciąż trzymasz broń przy skroni jednego z napastników... i palec na spuście. Jeśli chcesz strzelaj.
2-5 - Szczęściem w nieszczęściu jest to, że urządzenie jest stare i nie działa poprawnie. Krótki szok elektryczny jaki zapewnił ci paralizator powoduje, że na chwilę tracisz panowanie nad mięśniami. Mimo bólu udaje ci się jednak odratować bez upadku na ziemię. Broń jednak wypada ci z dłoni.
6 - Masz pecha, paralizator ustawiony był na maksimum. Wiotczeją wszystkie twoje mięśnie, w konwulsjach padasz na ziemię.

Kostki dla Elii (jeśli chce rzucać):

Niezależnie od wyniku rzutu Diego możesz skorzystać z zamieszania i spróbować obezwładnić jednego z przeciwników. Ten, stojący najbliżej ciebie wlepia ślepia w kolegę z paralizatorem i z rozdziawionymi ustami przygląda się rozwojowi wydarzeń. To dobry moment by zaatakować! Koniec końców trzymasz w ręce szklankę. Jeśli decydujesz się roztrzaskać ją na głowie przeciwnika rzucasz kostkami na rezultat:

Kondycja + Reakcja + 2k = 31
Jeśli wyrzucisz równo 31: Przeciwnik pada na ziemię, ale wciąż jest przytomny. Sok zmieszany z krwią zalewają mu oczy.
Jeśli więcej: Powalasz przeciwnika na ziemię. Oberwawszy w głowę traci przytomność
Jeśli mniej: Udaje ci się wprawdzie roztrzaskać szklankę, ale okazuje się, że szkło było tak kruche, że poza małym bólem twojemu przeciwnikowi nic się nie stało. Sok zmieszany z krwią zalewają mu oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Sro Sty 31 2018, 12:15;

Wystraszyła się nie na żarty i jak nigdy dotąd pożałowała, że nie zatrzymała broni, którą dostała od Riosa. Właśnie w takiej sytuacji mogłaby okazać się przydatna, ale Diego dość sceptycznie podchodził do kwestii powierzania jej nie tylko broni palnej, ale nawet głupiego noża. Tak jakby miała go dźgnąć w plecy, kiedy tylko się odwróci. Nie żeby o tym nie myślała, w przypływach zdrowego rozsądku.
Chyba równie zaskoczona zachowaniem Diego, co ta naćpana banda, przez chwilę zamarła obserwując, jak pieniądze w jakimś dziwnym tańcu opadają ku ziemi. Potem kilka rzeczy wydarzyło się naraz. Była pewna, że odpuszczą, nie chcąc kłopotów, ale wyszło na to, że się przeliczyła. Nie wątpiła, że Diego byłby w stanie zastrzelić tego faceta. Miał już tyle krwi na rękach, że jeden w tę czy we wtę nie robił mu większej różnicy. Nie czekała na reakcję pozostałych mężczyzn, a postanowiła brać sprawy w swoje ręce. Co prawda miała do dyspozycji tylko szklankę, ale jeśli wyceluje dobrze...

13 + 13 + 6 + 2 = 34 > 31
Powalasz przeciwnika na ziemię. Oberwawszy w głowę traci przytomność.


Sama była zaskoczona celnością swojego rzutu, bo po chwili facet już leżał na piachu pozbawiony przytomności. Momentalnie podniosła głowę i obserwowała dalszy rozwój wypadków, gotowa się bronić choćby durnym pilnikiem, który miała w torebce. Mogła oczywiście zwyczajnie zadzwonić na policję, oczywiście, ale to wiązałoby się z koniecznością późniejszego składania zeznań, a nie sądziła, żeby Ramirez miał na to ochotę. Tak naprawdę miała tylko nadzieję, że to napastników zniechęci i uciekną, żeby zaraz nie skończyło się to strzelaniną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Sro Sty 31 2018, 15:06;

    | Wynik rzutu: 5

Diego sam doskonale wiedział, że ludzie po narkotykach są kompletnie nieobliczalni. Jedyne co mu zawsze w takich sytuacjach przeszkadzało to to, że istniało całkiem duże prawdopodobieństwo, że czymkolwiek się naćpali było jego wyrobem. Na chwilę obecną eksportowali kokainę prawie na cały teren Ameryki Północnej i Południowej, istniało zatem takie prawdopodobieństwo, nawet jeżeli niewielkie. To była dopiero ironia losu.
Zaklął paskudnie widząc lufę paralizatora i jedyne co mógł spróbować zrobić, to jak najbardziej osłonić się szefem bandy. Popłaciło, bo brawurowy wyczyn chłopaka, który chciał wspomóc swojego przywódcę, skończył się tym, że trafił nie tego, którego trzeba. Diego natychmiast puścił mężczyznę, nie mając czasu zastanawiać się nad tym, czy przypadkiem nie ma na sobie czegoś, co mogłoby przewodzić prąd. Dostać rykoszetem z paralizatora byłoby dość niefortunnym wydarzeniem. Niezwłocznie po tym, jak ciało herszta padło na piach, Diego strzelił w rękę temu, który trzymał paralizator, żeby pozbawić go możliwości użycia go po raz kolejny. Jeśli to nie poskutkowało, po prostu wytrącił mu go z ręki i spróbował zabrać. Gdyby mu się ta sztuka udała, podałby paralizator Elii. Niezwykły gest, jak na jego możliwości.
Pozostało dwóch przeciwników, o czym przekonał się odwróciwszy głowę w stronę Elii. Zrobił to co prawda by upewnić się, że kobiecie nic nie jest, ale widok bezwładnego ciała z raną na głowie tylko to potwierdził. Nie dzieląc już swojej uwagi dłużej pomiędzy Elię, a pozostałych na nogach mężczyzn, wycelował lufę broni w tego, którego jeszcze żaden wypadek nie spotkał.
— To jak będzie? — Zapytał, o dziwo brzmiąc niemal uprzejmie, jakby wszystko to, co się właśnie stało, w ogóle nie miało miejsca, a tylko doznali zbiorowej halucynacji. — Wiesz co zwykle piszemy w takiej sytuacji w raportach? — Zagaił, zmieniając zupełnie temat, a jego ton brzmiał tak, jakby rozmawiał właśnie ze starym znajomym, którego przypadkiem spotkał na drugim końcu świata.
— Użycie broni w obronie własnej. Jest z tym trochę papierkowej roboty, ale mogę się poświęcić, specjalnie dla was, za przeszkadzanie mi w urlopie — w jego głosie zabrzmiało dalekie echo groźby, która mogła albo poskutkować, albo wręcz przeciwnie. Diego nie pozostawił jednak złudzeń, że jeżeli którykolwiek z nich znowu spróbuje ataku, to strzeli. Właściwie w normalnych warunkach już dawno by to zrobił, ale hamował go fakt, że byli właśnie na środku publicznej plaży. I jakkolwiek to, co zrobił do teraz, spokojnie mieściło się w granicach obrony własnej, tak zastrzelenie któregokolwiek z nich oznaczałoby kłopoty. A święta chciał spędzić miło i przyjemnie, bez konieczności wciskania łapówek lokalnym glinom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Sro Sty 31 2018, 22:25;

Zdecydowanie macie przewagę. Nawet głupi by to pojął. Mężczyzna z paralizatorem z łatwością dał sobie odebrać paralizator. Diego co prawda jedynie zadrasnął jego dłoń, ale z bólu i tak puścił urządzenie na ziemię. Elektrody skoczyły z powrotem na swoje miejsce, czyniąc urządzenie na nowo uzbrojonym. W 23 wieku takie ulepszenia były już na porządku dziennym. Istniały wciąż modele, gdzie haczyki wbijały się w ludzkie ciało, a potem trzeba się było namęczyć, by je wyciągnąć. Ale jak smutno to nie zabrzmi takie stare modele były jeszcze w obiegu tylko w krajach trzeciego świata.
Niemniej macie przed sobą dwójkę przeciwników, których obiektywna ocena sytuacji przyćmiona jest przez krążące we krwi narkotyki.

Napastników, których uzbrojeni w broń energetyczną i paralizator z łatwością będziecie w stanie pokonać. Pytanie tylko, czy macie do czynienia z wariatami, czy jednak uda wam się uniknąć ewentualnego rozlewu krwi?

Każde z was rzuca jedną kostką na ucieczkę jednego z przeciwników.
Parzyste - przeciwnik ucieka.
Nieparzyste - przeciwnik rzuca się na ciebie z pięściami.


Jeśli oboje wyrzucicie parzystą liczbę oczek uciekają obaj napastnicy.
Jeśli tylko jedno z was wyrzuci "parzyste" ucieka jeden z napastników, drugi zostaje i rzuca się na to z was, które wyrzuciło "nieparzyste"
Jeśli oboje nieparzyste obydwaj postanawiają atakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Czw Lut 01 2018, 11:21;

Oba rzuty: wyniki parzyste (napastnicy uciekają)

Bez zbędnej zwłoki przyjęła od Diego paralizator, tylko przez bardzo, bardzo krótką chwilę myśląc o tym, co by było, gdyby to w niego wystrzeliła... Bardzo prędko otrzeźwiła ją jednak obecność dwóch pozostałych członków bandy. Elia naprawdę liczyła na to, że nie będą debilami i po prostu uciekną, bo że Diego by ich teraz z chęcią zabił, to akurat nie miała żadnych wątpliwości.
Wyglądało jednak na to, że ich osąd, mimo że zaburzony przez narkotyki, nie był aż tak upośledzony, a insynkt samozachowawczy okazał się silniejszy niż substancje odurzające. Odetchnęła z ulgą widząc, jak mężczyźni puścili się biegiem w stronę deptaka i zniknęli pomiędzy staromodnymi kamienicami.
Dopiero wtedy pozwoliła sobie na opuszczenie danego jej paralizatora i zmęczone westchnienie. Przysiadła na sporym kamieniu, obok którego przyszło im stać i wbiła wzrok w Diego.
- Mało brakowało - rzuciła. Choć była zdenerwowana, na przestrzeni lat nauczyła się panować nad sobą w stresujących sytuacjach. Ostatecznie to nie pierwsza taka akcja, w której ta dwójka brała udział. Kiedy największy stres opadł, dotarło do niej, że wciąż ma w ręce paralizator. Chęć użycia go na Ramirezie znowu doszła do głosu i przez chwilę chyba nawet rozważała to i to całkiem na poważnie. No ale co potem? Zanim wróci do hotelu, weźmie pieniądze i wezwie taksówkę na lotnisko, on powinien już do siebie dojść. Nie wspominając o tym, że byłaby skazana na ucieczkę, bo nie puściłby jej tego płazem. Odwróciła wzrok w stronę wody i zrezygnowana przeczesała włosy palcami.
- Nikt mi nie powie, że narkotyki nie niszczą ludzi - stwierdziła kategorycznie, przenosząc spojrzenie na mężczyznę, którego ogłuszyła szklanką.
- Chodźmy stąd już, zanim się obudzą, bo jak rzucę pilnikiem to efekt może nie być tak spektakularny, a szklanki już nie mam - powiedziała wstając i łapiąc Diego pod rękę. Coś tak czuła, że był nabuzowany i czekał ją ciężki wieczór, ale w miarę możliwości wolała znaleźć się już w hotelu, gdzie żadne młodociane ćpuny ich nie zaatakują. Tym razem mogą nie mieć tyle szczęścia i w końcu jakąś krew przelać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch, latarka, krótkofalówka, plecak

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ Czw Lut 01 2018, 13:46;

Diego był niemal rozczarowany tym, że napastnicy postanowili jednak uciec. Już nieźle rozsierdzony ich bezmyślnym atakiem z chęcią wyładowałby gniew na którymś z nich, nie bacząc na to, ile musiałby potem zapłacić glinom za to, żeby ktoś się tym zajął. Prawdę mówiąc nie sądził, że trafi tu na zagorzałego obrońcę jakiejkolwiek moralności, a tym bardziej, gdy w grę wchodziłyby zwłoki jakiegoś przestępcy, który w wigilię chodzi po ulicach pod wpływem narkotyków i szuka zaczepki.
Odprowadził ich beznamiętnym wzrokiem, gdy znikali z zasięgu jego spojrzenia, pohamowując chęć, by strzelić któremuś w plecy. Dopiero kiedy miał pewność, że żaden nie wróci, schował broń z powrotem za pasek i odwrócił się w stronę Elii. Wyraz twarzy znacznie mu złagodniał, choć czerń spojrzenia prześlizgnęła się odruchowo po paralizatorze. Nie czytał w myślach dziewczyny, ale również naszła go refleksja, czy gdyby miała okazję, to by strzeliła?
— Ludzie sami się niszczą, mi reyna. Nikt im tych narkotyków na siłę do gardła nie pchał — stwierdził krótko, niemal z obrzydzeniem spoglądając na ogłuszonego przez Martinez mężczyznę. Doszedł tym samym do bardzo błędnego i niebezpiecznego wniosku, że Elii może ufać. Wszakże skoro była skłonna zrobić coś takiego przy pomocy szklanki, gdyby miała wobec niego samego niecne zamiary, już by je pewnie uskuteczniła. Nie zauważył przy tym, jakie takie myślenie było krótkowzroczne, ale nie miało to znaczenia. Widział chyba to, co chciał widzieć.
— Dobry strzał. Wiedziałem, że wciąż stanowimy dobrany duet — pochwalił ją mimo wszystko, uśmiechając się półgębkiem zanim skierowali się do zejścia z plaży. Chłopakom raczej nic nie będzie, co najwyżej obudzą się zesztywniali za parę godzin. O ile ten z raną na głowie przeżyje. Urazy tego typu miały to do siebie, że bardzo łatwo mogły okazać się śmiertelnymi. Z drugiej strony chłopak był młody, może się wyliże. Nie żeby Diego na tym specjalnie zależało, bo jeśli o niego chodziło, to mogli tam zdechnąć. Wielkiej straty świat nie poniesie.
Reszta urlopu minęła im już kompletnie bezstresowo. To znaczy dla Diego na pewno bezstresowo, z Elią zapewne było inaczej, choć maskowała się doskonale, bo niczego nie podejrzewał. Nie wrócili już do tematu Rode, nie było takiej potrzeby. Nie były to też może najbardziej tradycyjne święta, jakie przyszło im spędzać wspólnie, ale nie żałował, mimo niezbyt wesołego początku, bo w końcu pomyślał, że odzyskali to, co było kiedyś. Mylnie oczywiście, ale ułuda była dla niego stanowczo bezpieczniejsza od prawdy.
Docenił pomysł wyjazdu, bo zrobił się dzięki temu trochę spokojniejszy i mniej spięty. Licząc, że najgorsze mają już za sobą, mógł się w pełni poświęcić temu, co sobie zaplanował, dzięki czemu nawet dla Elii był znośniejszy niż zwykle jakby wyczuwając, że po długim czasie rozłąki to nie zastraszenie jej będzie najefektywniejsze, a przeciwnie: danie nadziei na to, że trochę się zmienił. Na lepsze.
Nie wiedział, że na takie zmiany było już za późno.
    | Koniec
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hawana, druga połowa grudnia 2225  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Hawana, druga połowa grudnia 2225

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Cytat Grudnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: RESZTA ŚWIATA-