Share|

Mieszkanko Yv

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Mieszkanko Yv   Sob Sty 06 2018, 00:41




Prywatna graciarnia Iwonki

Obraz wart jest więcej niż tysiąc słów!








Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Sob Sty 27 2018, 22:46

<- z baru

Prowadziliście kiedyś pijanego ? To zapewne wiecie, że to ciekawe doświadczenie, zwłaszcza gdy samemu jest mocno dziabniętym. Droga wydłuża się, linia prosta zaczyna się nieco krzywić, a każda "prawie wywrotka" jest taka śmieszna, że człowiek śmieje się w głos. Dlatego też Vincent nie miał zamiaru ryzykować. Zamówił taksówkę, którą podjechali do dzielnicy południowej. Pomógł Yvonne wysiąść, jak na dżentelmena przystało.
- Dobra. Jesteśmy - wysiadł, bo miał zamiar odprowadzić kobietę pod drzwi i upewnić się, że nie uśnie na schodach.
W końcu nasze dwa pijane gołąbeczki, dotarły pod wrota jej casa.
- Em... - zawahał się, bo jednak jakieś tam strzępki zdrowego rozsądku pozostały. - Poradzisz sobie?
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Sob Sty 27 2018, 23:12

Oh, to podtrzymanie było takie miłe z jego strony! Nie, żeby nie zrobiła tego z pełną premedytacją... No ale trzeba było coś zrobić. Siedzenie w barze było nieproduktywne i kosztowne, a wątpiła w sukces próby zwabienia go do siebie innym sposobem, niż poczucie odpowiedzialności. I jeszcze taksówkę zamówił, co by nie musieli dylać na piechotę! Wyjątkowo słodki facet...!
Bez sprzeciwów dała się władować do auta i zawieźć na miejsce, wyjątkowo trzymając rączki przy sobie. Co zresztą zostało jej wynagrodzone, gdy podtrzymywał ją w trakcie podprowadzania do drzwi. Bez zażenowania objeła go i nieco na nim zawisła, niby to mając problem z wejściem po schodach. Gdy znaleźli się pod drzwiami, wyjęła klucze do mieszkania i podała mu. - Otwórz, jeśli uda ci się trafić kluczem gdzie trzeba. Nic nie widzę w tych ciemnościach... - odparła. Rzeczywiście na jej piętrze było w cholerę ciemno - żarówka przepaliła się jakiś czas temu i nie znalazł się jeszcze nikt, kto by ją wymienił. Jedynie lampa z dołu dawała ciepły poblask, dzięki któremu jakoś udawało się ludziom nie zabić na schodach. Cóż... przynajmniej było tanio.
Gdy już uporali się z zamkiem, Yv dała się wprowadzić do środka. Objęła Vincenta mocniej i oparła mu głowę na ramieniu, zamykając na moment oczy. - Daj mi chwilę, świat mi zawirował. - mruknęła. Stała tak przez dłuższy moment. Następnie uniosła spojrzenie na jego twarz. - Bardzo miły z ciebie facet, wiesz? - stwierdziła, nadal nie robiąc nic aby się od niego odkleić. Zamiast tego niby niechcący przesunęła mu palcami po karku i znów uśmiechnęła się lekko i ślicznie, spuszczając wzrok. - Rzadko się na takich trafia... - dodała jeszcze, tym razem nieco ciszej i z nutą zakłopotania w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Sob Sty 27 2018, 23:30

Czyli to wszystko było zaplanowane?! Bogowie, Yvonne mogłaby aspirować na stanowisko polityka, doprawdy. Zrobiłaby karierę, bez dwóch zdań.
W ciemnościach ciężko było operować, udało mu się jednak przejąć klucze od panny Craig, otworzyć na oślep mieszkanie i wprowadzić ją do środka. Już od samego wejścia zauważył, że wystrój był co najmniej...interesujący. Nietuzinkowy. I parę innych dyplomatycznych słówek, które by przyszły mu do głowy. Mial w tym wprawę.
- Ach, jasne - kiwnął głową, gdy kobieta poprosiła o chwilę, nim odzyska równowagę. Jakoś do tej pory nie myślał o tym, że mógł się tu znaleźć w konkretnym celu. - Może chcesz usiąść? - zaproponował po chwili.
Wtedy też Yvonne postanowiła przypadeczkiem przejechać palcami po jego karku, co wywołało baaaardzo przyjemny dreszcz, napięcie mięsni i gęsią skórkę na ramionach. O kurczę.
- Naprawdę? - odwrócił twarz w jej stronę i uśmiechnął się nieco niepewnie. Obcowanie z Tayą nauczyło go, że nawet BARDZO bliski kontakt fizyczny, wcale nie musi czegoś oznaczać. Można rzec, że nabył pewien rodzaj odporności. - Ty też jesteś bardzo miła... i nie oceniasz po pozorach. A to się w moim przypadku zdarza jeszcze rzadziej. -przyznał, nie zmieniając pozycji. Z tej odległości, mógłby z łatwością policzyć jej rzęsy.
Także no !
- Czekaj, pomogę ci usiąść - powiedział, myśląc wciąż naiwnie, że była bardziej pijana niż wyglądała. Podszedł z Yvonne do kanapy i pochylił się z nią, by ta mogła sobie wygodnie klapnąć.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Nie Sty 28 2018, 21:21

On chyba nie doceniał wystroju... W tym bałaganie była metoda, to był bałagan ukierunkowany i nieprzypadkowy! Miał obrazować Iwonkową energię życiową, tworzyć odpowiednią atmosferę swojskości i przytulności oraz zapewniać szybki dostęp do najważniejszych rzeczy. Ludzie nie doceniali zaplanowanego burdelu w domu. Vincent najwyraźniej też. A Yv doskonale wiedziała gdzie wszystko jest! No... może prawie wszystko. Ale większość! Na pewno połowa...!
Nadal perfidnie korzystała z jego dobroci i zamierzała bezczelnie korzystać nadal. Na razie jednak cieszyła się jego bliskością i niewinnością. Czyżby był dla niej zbyt porządny...? Nieeee. W końcu jej też należy się miły facet od czasu do czasu, w ramach urozmaicenia. Gdy odwrócił się w jej stronę, ponownie na moment uciekła wzrokiem. Po chwili jednak zerknęła na niego nieco przekornie i delikatnie poprawiła ułożenie grzywki, która nieco mu się rozczochrała nie wiadomo kiedy. A może nie rozczochrała...? Vincent nie mógł tego sprawdzić - lustro było w innym pokoju.
- To dlatego, że poznałam już całą masę różnych ludzi. Można powiedzieć, że mam doświadczenie w nieocenianiu. - zaśmiała się krótko. Na propozycję pomocy w przeniesieniu się na kanapę jedynie kiwnęła lekko głową. Przy usadzaniu asekurowała się jedną ręką, jednocześnie starając się wyczuć moment, w którym Vinc będzie na granicy zachowania równowagi. W czasie tej krótkiej chwili na moment, gwałtownie, uwiesiła się na nim całym ciężarem (niedużym, ale zawsze!) - niby to niechcący omsknęła się jej ręka, którą się podpierała i tak dalej...

Kostki! A co!
parzyste: wszystko cacy, ale Vincent nie dał się tak łatwo obezwładnić! Ustał twardo na nogach mimo jej usilnych prób, żeby ściągnąć go również na kanapę. Za to sama Yv w wyniku tych wygibasów klapła ciężko na tyłek, co byłoby może śmieszne, gdyby nie to, że jednocześnie walnęła potylicą w drewnianą ramę za poduszką. Nic poważnego się nie stało, ale jutro guz będzie jak ta lala!
nieparzyste: szczęście nie opuszcza Iwonki - plan wykonany! Vincent, wytrącony z równowagi, ląduje tam gdzie trzeba. Znaczy wylądowałby, gdyby w ostatniej chwili nie oparł się na wolnej ręce. Która jakimś cudem wylądowała na Yv i to w miejscu w którym dłoń dżentelmena nie powinna się znaleźć bez wyraźnego pozwolenia! No kto to widział! Przyprowadziła do domu jakiegoś macanta! (nie żeby jej się to nie podobało...)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Nie Sty 28 2018, 22:18

2 - parzyste

Yvonne poprawiła jego grzywkę, aprzynajmniej tak mu się wydawało, bo jak słusznie wspomniano, nie mógł tego zweryfikować. Poczuł dziwną falę gorąca, ale też ciągle myślał w duchu, żeby sobie nie wyobrażał za dużo. Nawet jak ciało dawało mu już wyraźne sygnały, że jest inaczej.
Bo kurdę umówmy się, on w sumie nie miałby nic przeciwko! Bo mimo świętoszkowatego wyglądu, był facetem!
I pewnie niecny plan Yvonne doszedłby do skutku i pan Edams wylądowałby tam, gdzie by się nie spodziewał, gdyby nie jego wyćwiczony zmysł równowagi. Parkour wymagał go w dużych ilościach, a pan nformatyk znow okazał się być silniejszym niż wyglądał na pierwszy rzut oka. Skutkiem tego, biedna panna Craig upadła na kanapę i przyrżnęła głową w drewnianą ramę.
- O szlag! - zaklął
YOU HAD ONE JOB, EDAMS ! ONE !!!
- Nic ci nie jest ?  - usiadł szybko obok i pomógł się jej wrócić do pozycji siedzącej. - Nie spodziewałem się, że się tak odchylisz. - wyciągnął dłoń i bardzo ostrożnie zanurzył palce w jej włosach, delikatnie badając potencjalne miejsce uderzenia - Głowa chyba cała... - powiedział niepewnie
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Pon Sty 29 2018, 22:59

Gdy jej potylica w niekontrolowany sposób zetknęła się z twardym drewnem, aż jej łzy stanęły w oczach z bólu. Na moment zapomniała o planach dobrania się do Vincenta, skupiając tylko na tym, czy właśnie nie rozwaliła sobie czaszki. Z cichym jękiem złapała się za głowę i pochyliła do przodu, praktycznie dotykając czołem kolan. No niech to trafi jasny szlag! A było tak miło! Musi wreszcie rozwalić i spalić ten przeklęty mebel! Co prawda kanapa, dzięki swojemu pięknemu wzorzystemu obiciu, broniła się przed zamordowaniem od roku, ale jednocześnie nie pierwszy raz już próbowała zamordować właścicielkę, więc kres jej żywota był w tej chwili bliższy niż kiedykolwiek!
Gdy poczuła na sobie dłonie Edamsa, momentalnie zrobiło się jej lepiej. Szczególnie gdy przeczesał palcami jej włosy, przeszedł ją przyjemny dreszcz. Mimo tego syknęła, gdy dotarł do bolącego miejsca i odruchowo uciekła nieco od jego dotyku. - Ał! Nie, chyba nic. Tak czy siak przeżyję. - uśmiechnęła się krzywo. Przez moment zamierzała go poprosić, żeby przyniósł jej ratunkowy kompres z lodówki, czekający tam specjalnie na takie okazje. W porę jednak ugryzła się w język. Nie, lepiej niech nie zagląda do lodówki... Sama nie otwierała jej co najmniej od półtora tygodnia, więc nie wiadomo co by tam zastał. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej, jak zostanie obok niej.
- Nie pierwszy raz ten wredny mebel mi to robi. Chyba zaczynam się przyzwyczajać. - zaśmiała się. - A to co zrobiłeś, było miłe. Kontynuuj proszę... - uśmiechnęła się, kierując jego dłoń w stronę swoich włosów. Przymknęła lekko oczy i nie spuszczając z niego wzroku, otarła się o nią lekko, jak kot łasy na pieszczoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Wto Sty 30 2018, 09:57

Vincent cofnął dłoń, gdy trafił w miejsce, w którym wyrośnie Yvonne guz jak tralala. Jej syknięcie i odsunięcie się potwierdziło jego przypuszczenia.
-Sorki. - upuścił dłoń, patrząc na nią wciąż nieco zaniepokojony. - Może lepiej się położysz? - nie wiedział z jaką siłą Yv uderzyła w potylicę, ale było to dość...głośne. Jeszcze się okaże, że załatwił jej mini wstrząs mózgu i dopiero będzie !
Wszystkie te myśli wyfrunęły mu z głowy, gdy Yv dosięgła jego dłoni i pokierowała z powrotem do włosów. Z tymi półprzymkniętymi oczętami, wpatrywała się w niego, żądna kontynuacji. Znaczy?...
...Oh.
- Serio?... - miał wrażenie, że na moment stracił zdolność oddychania, gdy panna Craig zaczęła się łasić do jego ręki. Normalnie by pewnie coś wymyślił i się zwinął- żelazko na gazie, dzieci w domu płaczą, kot za nim tęskni, a tak w ogóle jesteś pijana. Problem był taki, że w tej chwili on też był na rauszu, w głowie mu szumiało, a cichy głosik w jego głowie podszeptywał mu coraz ciekawsze propozycje. Podsunął się bliżej, opuszki palców drażniły wrażliwą skórę głowy panny Craig, a Edams, nieco tym wszystkim oszołomiony, czuł jakby stąpał po polu minowym.
- A...to ? - dłoń zsunęła się na jej kark, a zaraz dołączyła druga, wodząc po jej kolanie.
A ciul z tym. Całe życie robił to, czego oczekiwali od niego inni. I co z tego do tej pory miał ? No właśnie.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Sro Sty 31 2018, 14:22

Pokręciła głową przecząco w odpowiedzi na jego pytanie. Co ona, z porcelany była? Nie raz i nie dwa gorzej oberwała, i to bynajmniej nie od przeklętego mebla. Chociaż Vincent miał prawo o tym nie wiedzieć, w końcu nie robiła wrażenia kogoś, kto regularnie bierze udział w bójkach. A już w szczególności kogoś, kot w tych walkach zwykle wygrywa. Więc naprawdę, niedawne uderzenie - chociaż bolesne - to był dla niej pikuś. Szybko więc przeszła nad tym do porządku dziennego i skupiła się na... hmm... bardziej interesujących rzeczach.
- A czemu nie? - wymruczała, przysuwając się i bezczelnie kładąc mu dłoń na udzie. Koniec podchodów. Zresztą Edams wyraźnie już wiedział co się święci. Teraz tylko trzeba go uziemić, żeby jej nie zwiał, bo to byłoby wybitnie irytujące. Na szczęście chyba nie zamierzał, chociaż jego mina na początku na to wskazywała.
Uśmiechnęła się lekko i zmrużyła oczy z zadowolenia, czując jego dotyk na karku i kolanie. Sama wsunęła wolną rękę pod ten jego paskudny sweter i przesunęła nią w górę, po jego żebrach i do tyłu, na łopatkę. Nagle wycofała się, złapała za brzeg ubrania i nieco niecierpliwym ruchem go z niego ściągnęła.
- Przepraszam, ale nie mogłam już patrzeć na to swetrzysko. - zaśmiała się, a następnie pochyliła i musnęła jego usta w delikatnym pocałunku, w tym samym momencie głaszcząc go po szyi i karku. Trochę zaczynało ją nosić. Najchętniej wzięłaby się za niego solidnie tu i teraz, ale musiała się powstrzymać - w końcu nie chciała go spłoszyć zbyt gwałtownymi akcjami. Z drugiej strony... wybitnie nie miała nastroju na to romantyczne miętolenie. No ale cóż poradzić... Twardym trzeba być i jakoś to zdzierżyć. Coś za coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Sro Sty 31 2018, 18:32

Vincent nie wiedział (póki co) o buntowniczej naturze panny Craig. No bo umówmy się - nie wyglądała na taką, która spuszcza wpierdol większym od siebie. Z drugiej strony Edams nie wyglądał na takiego, który potrafi robić salta, skakać po ścianach i dachach. Pozory potrafią mylić, istotnie. W każdym razie, na razie o tym nie wiedział i chyba lepiej by się empirycznie nie dowiedział.
Nie odpowiedział na jej pytanie. I z pewnością nie miał zamiaru wiać. Może gdyby był trzeźwy...ale nie był, zdecydowanie.
Zadrżał, gdy dłoń Yvonne wsunęła się pod materiał ubrania. Minęło sporo czasu od jego ostatniego sam na sam z jakąś kobietą a do tego nie wspominał tego zbyt dobrze. Czyżby trema?... Sapnął, gdy zdejmowany sweter utknął na chwilę na jego głowie.Gdy wyraziła zdanie na temat jego odzienia, parsknął śmiechem.
- No wiesz? To mój ulubiony. - stwierdził z rozbawieniem w głosie, nim ich usta połączyły się. Pocałunki początkowo delikatne, dość szybko nabrały namiętności. Vinc przyciągnął ją do siebie dość niecerpliwie, sadzając na sobie okrakiem. Materiał obcisłej sukienki Yv podwinął się przy tym ku górze. Dłonie powędrowały na jej uda, potem pośladki, zaciskając się na nich mocno.
Miał za sobą...półtoraroczny, przymusowy celibat. Do tego pani Crimson, przez parę miesięcy stosowało wobec niego Friendzone Level Taya. Na koniec, po sporej przerwie wypił kilka piw. Innymi słowy, mimo zwyczajowej oziębłości seksualnej, był teraz napalony na Yv, jak szczerbaty na suchary.
Oddychając plytko, chwycił ją tak, by objęła go nogami w pasie, po czym przechylił tak, że Craig wylądowała na plecach, a on na niej. Wyprostował się, by sięgnąć za materiał Marvelowskiej koszulki i ściągnąć materiał przez głowę. Z pewnością nie był Arnoldem Shwarzenegerem, ale atletyczna sylwetka potwierdzała, że nie koloryzował o skakaniu po dachach. Cieńka blizna po niedawnej operacji, biegła od żeber po pępek. Uśmiechnął się na widok leżącej pod nim Yv, po czym wrócił do niej i zaczął całował wpierw jej szyję, potem dekolt.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Pią Lut 02 2018, 00:01

Nic dziwnego, że tyle o sobie nie wiedzą, skoro ich znajomość trwa zaledwie kilka godzin. Co prawda do Vincenta mogły dotrzeć plotki, ale ta forma zdobywania informacji miała tę znaczącą wadę, że nigdy nie można było być pewnym co do jej prawdziwości. A czy będą mieć szansę poznać się lepiej - czas pokaże. Tak naprawdę dużo zależało od Vincenta, chociaż nie zdawał sobie z tego sprawy.
To miał być ulubiony sweter? Cóż... może był... wygodny... albo co. Zresztą nie jej oceniać. Grunt, że już nie leżał na drodze. Zresztą zaraz o tym zapomniała, przyciągnięta stanowczo przez mężczyznę. Zamruczała cicho - ciężko było ustalić czy z niezadowolenia, czy z zachwytu. A może po trochę tego i tego? Na jego pocałunki odpowiedziała równie żarliwie, natychmiast przyspieszając tempo. Objęła go udami. Dłonie powędrowały pod koszulkę, kreśląc na jego plecach zawiłe wzory, a czasem zatrzymywały się i wbijały lekko paznokcie, w reakcji na jakieś wyjątkowo miłe doznanie.
Ubrania szybko zaczynały ją drażnić. Chciała poczuć jego skórę własną nagą skórą. Nie dane jej było jednak zedrzeć z niego ostatniej warstwy, bo po chwili wylądowała na plecach. Spojrzała na niego z wyraźnym niezadowoleniem, gdy nieco się odsunął, ale szybko zastąpiło je żywe zainteresowanie gdy zdała sobie sprawę, dlaczego to zrobił. Sama wygięła plecy w łuk i uniosła się lekko, aby w tym samym momencie ściągnąć z siebie sukienkę. Poszło jej to nadzwyczaj sprawnie. Następnie wbiła spojrzenie w ciało Vincenta, przesunęła palcami po świeżej bliźnie. Gdy ponownie się pochylił i zaczął ją całować, zamruczała z zadowoleniem. Przeczesała mu pieszczotliwie włosy, aby następnie zsunąć dłoń na jego kark i kręgosłup. Zgięła jedną nogę, pocierając nagląco kolanem o jego biodro. Wciąż było jej mało!
Po dłuższej chwili straciła cierpliwość i odsunęła go od siebie. Następnie wstała i stanowczym ruchem pociągnęła w stronę stołu. Co prawda był zawalony różnymi rzeczami, ale niczym, czego nie można by zwalić na ziemię w razie potrzeby zrobienia miejsca. Oparła się o blat, zarzucając Edamsowi ręce na szyję. Przyciągnęła go do siebie, pocałowała. Następnie jej usta zsunęły się na jego bark, a ręce pozbawiły paska od spodni. Jej ruchy z każdą chwilą stawały się bardziej nerwowe, naglące. W pewnej chwili mógł poczuć na ramieniu lekkie ugryzienie. Jeśli w tym momencie spojrzy w dół, na bank zobaczy prowokujące i żądające spojrzenie Yv.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Pią Lut 02 2018, 11:17

Och z pewnością skojarzyłby ją z nazwiska, wszak babcia Charlesa pomstowała na nią regularnie. Według plotek panna Craig dopadła i zmolestowała każdego mężczyznę w wieku rozpłodowym. Jednakże bohaterowie dzisiejszej historii, przedstawili się sobie jedynie z imienia, i tak koniec końców, wylądowali na tym stole. Czy Vincent chciałby kontynuować znajomość? Zapewne tak. To też zależało jak się potoczy ta stołowa inicjacja i co będzie po niej.
Pod sukienką, którą Craig zdjęła z siebie z zadziwiającą łatwością, kryło się bardzo ponętne ciało. Otaksował ją spojrzeniem z góry na dół, podziwiając krągłości i zapewne dobraną bieliznę. Wiecie, jest takie powiedzenie " Jeżeli kobieta ma pasujące biustonosz i majtki, to ona cię zaciągnęła do łóżka, nie ty ją.
Gdy Yvonne pociągnęła Vinca za sobą i oparła się o blat, on zaparł się o niego rękoma z dwóch stron, zamykając ją w swoich ramionach. Zamruczał cicho w jej usta i pozwolił by te zjechały niżej.Kiedy dłonie Craig zaczęły gmerać przy jego pasku, mogła wyczuć, że lokator rozporka się rozpycha i usilnie domaga uwolnienia.  Edams odchylił głowę do tyłu, nie mogąc powstrzymać cichego westchnienia. Przez myśl przemknęło mu "Boy, that escalated quickly. " Tempo z jakim to wszystko się działo, przyprawiało go o delikatne zawroty głowy.
Widząc jej naglące spojrzenie, musiałby być skończonym debilem, by się nie domyślić, czego oczekuje jego partnerka. Wpił się w jej usta niecierpliwie, dłuższą chwilę walcząc z jej biustonoszem (te cholerne haftki!! Kto to w ogóle wymyślił?!), po czym szybkim ruchem ręki, przesunął najbliższe przedmioty ze stołu (zapewne kilka zrzucając). Yv poczuła znów jego dłonie na biodrach i chwilę później już leżała nagimi plecami na blacie.
Chwila...czy..on miał w ogóle gumki ?! Chyba ich nie wyciągał z portfela, ale może kiedyś, w przypływie ponurego nastroju, je stamtąd wywalił i nawet nie pamiętał? Sięgnął do kieszeni, otworzył portfel i...uffff, są. Z pewnością nie tak stare, jak te Bridget Jones z 3 części filmu, ale zapewne kupione jeszcze w Nowym Jorku. Grunt, że były !
Portfel wylądował na ziemi, tak samo spodnie (przy których zdejmowaniu cudem się nie wyjebał),bokserki z Batmanem (widać kto tu kogo upolował) i opakowanie gumki, które otworzył sprawnie zębami. Pozostała jeszcze kwestia dolnej bielizny Yvonne, którą prawie, że z niej zerwał i już zabezpieczony przyciągnął niecierpliwie kobietę za biodra, wbijając się w nią z głośnym westchnieniem. Kubeczek stojący na krawędzi stołu, zarzegotał niebezpiecznie i w końcu spadł, rozbijając się z głośnym hukiem o podłogę.
Cicha woda, brzegi rwie !
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Sob Lut 03 2018, 00:18

Bielizna była pasująca. A co do tego kto kogo i gdzie zaciągnął, to też raczej nie było wątpliwości. Zauważyła, przyprowadziła i zatrzymała, a Vincent odpowiedział na jej zabiegi. Nie zapowiadało się, żeby coś miało się zmienić, więc chyba mogła uznać swój cel za osiągnięty. Pozostało tylko skonsumowanie nowej znajomości, do czego oboje dążyli w coraz szybszym tempie. Yv to przyspieszenie bardzo się podobało, co można było zauważyć po błyszczących ślepiach, lekkim rumieńcu i przyspieszonym oddechu. Jemu najwyraźniej też, wnioskując po reakcji...
Zadrżała, gdy udało mu się pozbyć z niej biustonosza i westchnęła cicho z zadowolenia. Tak jak się spodziewała, po chwili wylądowała na zimnym blacie, od którego od razu dostała gęsiej skórki. Zresztą zaraz po tym, jak zniknęły z niego jej szpargały. Kto widział tak traktować czyjeś rzeczy...? Ale tak po prawdzie, to kij z tym. Korzystając z przerwy, w trakcie której Vincent szukał gumek, podniosła się do pozycji siedzącej, przysunęła i zaczęła delikatnie, wręcz drażniąco i łaskocząco, pieścić jego ucho, a potem tors. Przeszkadzała mu tym i opóźniała, ale trudno. Czuła dziwną przyjemność widząc, jak jego ruchy z każdą chwilą stają się coraz bardziej gorączkowe. Na szczęście sama nie musiała się odrywać, co niewątpliwie by nastąpiło, jeśli Vincent ostatecznie nie znalazłby prezerwatyw. Oczywiście miała zapas na szczególne okazje, ale to wymagało by wędrówki do przedpokoju i przeszukania kieszeni płaszczy i kurtek. Dlatego cieszyła się, że została w tym wyręczona.
Gdy Edams miał już co trzeba i pozbył się z nich obojga ostatnich ubrań, reszta poszła już szybko. Nawet odrobinę zbyt szybko, co Yv wyraźnie poczuła, gdy została wzięta praktycznie z miejsca. Zaklęła cicho, przez zęby. Zamiast jednak dać mu po głowie (na co niewątpliwie zasłużył, nawet mimo tego, że został sprowokowany), oplotła go nogami w pasie i przyciągnęła mocno do siebie. Wygięła plecy w łuk i zmrużyła oczy, czując pierwsze dreszcze rozkoszy.
Nie trzeba było długo czekać, aż zaczęła odpowiadać na jego ruchy. Wraz z tym jej westchnięcia i jęki stawały się coraz głośniejsze, w pewnym momencie może nawet aż do przesady. Iwonka stanowczo nie należała do nieśmiałych, więc jak było jej dobrze, nie lubiła się powstrzymywać. Zresztą była u siebie, a to sprawiało, że już w ogóle nie miała żadnych oporów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Sob Lut 03 2018, 11:21

Vincent zawsze był grzecznym chłopcem. Piątkowy uczeń, spokojny, niekonfliktowy (no chyba, że ktoś go nazwał karzełkiem, wtedy kopał i szybko uciekał), co niedzielę w kościele, pupilek babki Bucket, która za punkt honoru sobie postawiła go utuczyć (mimo, że wtedy przecież wychowywało go wujostwo i miał co jeść). Potem egzaminy, studia, staż w Google teraz praca w urzędzie od poniedziałku do piątku i mieszkanie bez współlokatorów. Brzmi wręcz idealnie. Problem w tym, że on z tym "idealnym życiem" wcale nie był szczęśliwy. Cały czas był tak bardzo...poprawny, że w końcu mu się to ulało. Ktoś by mógł złośliwie stwierdzić, że to opóźniony bunt młodzieńczy lub przedwczesny kryzys wieku średniego...ale tego wszystkiego nagromadziło się ostatnio za dużo. Taya, Theo, Taya, Felix, Taya, Ramirez, Gwen, znowu Taya, znowu Ramirez i jeszcze dużo Tayi pomiędzy.
Potrzebował resetu. I to z gatunku hard. I takim właśnie sposobem, mocno wcięty, uprawiał seks na stole, z gorącą laską, której w zasadzie nie znał. I wcale nie czuł się z tym źle.
Sądząc po jękach i westchnieniach Yvonne, szło mu całkiem nieźle. To dodało mu nieco więcej odwagi i pozwoliło się rozluźnić, bo gdzieś z tyłu głowy, wciąż się zastanawiał, czy czegoś nie partoli. Pozycja ta, choć całkiem wygodna, bo miał dla siebie sporo przestrzeni, mógł w tym czasie pieścić dłońmi jej piersi (z czego korzystał) i podziwiać całokształt, to jednak nie dawała mu takiej satysfakcji jakiej chciał. Jasne, czuł czysto fizyczną przyjemność rozlewającą się po ciele, ale on potrzebował czegoś więcej.
Vincent zatrzymał się i chwycił Yv tak, by przy podnoszeniu za biodra, oplotła go ramionami. Przemaszerował z nią tak, z powrotem na kanapę, na której oparciu Craig zaparła się plecami. Chłopak spojrzał na nią rozpalonym spojrzeniem, oddychając co raz szybciej, po czym pocałował ją zmysłowo, rozkoszując się każdą sekundą. Przyciągnął ją znów do siebie tak, że byli praktycznie ze sobą spleceni, a nogi Yv oplatały go ściślej w pasie. Z każdym kolejnym ruchem czuli siebie coraz bardziej.
- Yv... - jęknął cicho, zupełnie nieświadomie. Bliskość jej ciała po którym błądziły jego dłonie, jej zapach, jęki które słyszał przy uchu, dawały mu pokręconą przyjemność, która zaczynała go wręcz obezwładniać.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Pon Lut 05 2018, 00:06

Stanowczo Yv i jej życiorys stanowiły kompletne przeciwieństwo. Od początku niepokorna, nieznośna, wiecznie się z kimś lała albo wagarowała (albo wszystko na raz), nadepnęła na odcisk chyba wszystkim nauczycielom i opiekunom, rodziców regularnie przyprawiała o zgrozę. Uczyła się tylko na tyle, żeby można było przepchnąć ją do następnej klasy. Studia olała. Żyła chwilą, szalona i bezczelna, zero poczucia przyzwoitości, a do tego głęboko w odwłoku miała napominania czy złą opinię o swojej osobie. Możliwe, że gdyby miała nieco bardziej poukładane życie, to trochę by się uspokoiła. Nie znalazł się jednak jeszcze żaden śmiałek, który podjąłby się próby ugłaskania tej małej, wściekłej i nienasyconej bestii w ludzkiej skórze. Wszystko to miało jednak jedną zaletę - nigdy nie zrobiła czegoś naprawdę głupiego. Oczywiście patrząc z perspektywy innych ludzi regularnie pakowała się w kłopoty. Nie bez powodu wychodziła jednak z tych sytuacji z małym albo bez żadnego szwanku.
Zawarczała z niezadowolenia, gdy zwolnił tempo i zaczął procedurę przenosin na kanapę. Wyraźnie to pokazała, chwilę później gryząc go mało delikatnie w szyję. Oj, będzie ślad. Zaraz potem jednak zaczęła zasypywać go gorącymi pocałunkami, od barku, przez szyję, uszy, a w końcu twarz i usta. W trakcie tego ataku czułości z jej strony aż dziw, że po drodze nie wywalili się zahaczając o porozwalane wszędzie po podłodze ubrania. Ostatecznie jednak Vincentowi udało się bezpiecznie dotrzeć do celu, gdzie mogli kontynuować. Zanim to się jednak stało odpowiedziała spojrzeniem na spojrzenie, wplotła mu palce we włosy i pocałowała agresywnie, na koniec znów gryząc lekko, tym razem w dolną wargę - zupełnie jakby same pocałunki przestały jej wystarczać. Mimo tego nie próbowała w żaden sposób przejmować kontroli nad tym, co się działo, zostawiając mu możliwość decydowania gdzie i jak.
Przyciągnęła go mocniej nogami, czując, że zbliżają się do pięknego finału. Złapała za drewniane oparcie, zadrżała gwałtownie. Na koniec krzyknęła, zamykając oczy i odrzucając głowę w tył. Znieruchomiała na moment, skupiając się w pełni na rozlewającej się po jej ciele rozkoszy. Dopiero gdy już nic więcej nie mogła wyciągnąć z tego momentu, powolutku zaczęła się rozluźniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Pon Lut 05 2018, 11:44

Procedura zmiany pozycji i miejsca nie przebiegła tak sprawnie, jak zakładał na początku. Gdy ząbki Yvonne wbiły mu się w szyję, zasyczał głośno, bo do delikatnych pieszczot to nie należało. Zapewne załatwiła mu tym, chodzenie z zapiętym kołnierzykiem przez minimum tydzień, a po pracy w golfie. Szybko jednak wyfrunęły mu te myśli z głowy, bo panna Craig zaczęła go zasypywać czułościami, potem zaś znów agresywnie całować. Odpowiadał w takim tonie, jaki ona dyktowała, bardziej polegając w tym momencie na niej, niż na sobie. Z pewnością miała o niebo większe doświadczenie niż on i sama wiedziała co lubi najbardziej.
Czując nadchodzący szczyt partnerki, wykrzesał z siebie wszystkie siły by zintensyfikować jej doznania. Palce zacisnęły się mocniej, ciała przyspieszyły. Kilka jego głośniejszych westchnień, napięcie całego ciała i wyczekiwany la grande final. W porównaniu z głośnym orgazmem Craig, jego był praktycznie niemy, ale nie powinno mieć to dla niej wielkiego znaczenia. Raczej nie będzie w to wnikać, w końcu był to tylko szybki numerek z nieznajomym.
Vincent musnął ostatni raz usta Yvonne, skubnął zębami szyję, po czym odsunął się i padł obok, na tą nieszczęsną, morderczą kanapę. Wraz ze spadkiem całego napięcia, przyszła mu do głowy tylko jedna myśl.
Co tu się właśnie odjebało?
To znaczy wiedział, ale no kurna!
Chyba już wytrzeźwiał. Siedział chwilę stabilizując oddech, nawet już nie próbując tego wszystkiego analizować.
- To...było... - odchrząknął - ...dosyć zaskakujące.
Zaiste. To była ostatnia rzecz, o jakiej by pomyślał, że dzisiejszy wieczór tak się zakończy. Pozbył się dowodu zbrodni, w postaci prezerwatywy, która jakimś cudem (chyba) wytrzymała ten maraton i spojrzał  na Yv nieco niepewnie. Napięcie i nadmiar testosteronu zeszły, to i wrócił niezbyt pewny siebie chłopaszek.
- Emm...mogę skorzystać z łazienki ? Chciałbym się trochę ogarnąć
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Wto Lut 06 2018, 23:14

Cóż, nie było jej zamiarem wykrzesać z Vincenta jakieś dźwięki. Tak po prawdzie, to w ekstazie nawet nie zwróciła szczególnie na to uwagi. Może przejmie się bardziej następnym razem. Bo co do tego, że będzie następny raz, nie było wątpliwości - przynajmniej ze strony Yv, bo co do niego, to się jeszcze okaże. Próba z jej strony na pewno zostanie podjęta, bo wspólnie spędzone chwile były bardziej niż miłe. Szczerze powiedziawszy nie spodziewała się aż tyle po kimś o tak słodkim i niewinnym wyglądzie... stanowczo było to przyjemne zaskoczenie. A że lubiła takie zaskoczenia, to na pewno jeszcze kiedyś go zaczepi - choćby po to, żeby sprawdzić, co jeszcze można z niego wykrzesać.
Mruknęła niezrozumiale, gdy po wszystkim jeszcze ją zaczepiał. Nie było to nie miłe, ale w swoich minutach poświęconych na wyciszenie niedawnych doznań, nie przepadała za byciem dotykanym bardziej, niż to niezbędnie konieczne. Na jego stwierdzenie nie zareagowała w żaden sposób. Przez chwilę leżała na boku odwrócona do niego plecami, stopniowo wyrównując oddech. Gdy ochłonęła, odwróciła się powoli, starając się jednocześnie nie spaść z wąskiej kanapy. - Nie wierć się przez chwilę. - znów mruknęła, tym razem z nieco karcącą nutą w głosie. Następnie bez słowa go objęła, wtulając się w jego ramię i kładąc dłoń na wysokości mostka. Zamknęła oczy i wydawała się drzemać, korzystając z jego ciepła. W ten sposób został unieruchomiony na dłuższą chwilę.
Słysząc jego pytanie zmarszczyła brwi, skrzywiła się lekko i mocniej do niego przylepiła, co najwyraźniej oznaczało "nie". Ostatecznie jednak westchnęła i go puściła. - Pierwsze drzwi. - wymamrotała, machając ręką gdzieś w stronę wnętrza mieszkania. Zresztą bez znaczenia... duże nie było, na pewno jakoś trafi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Sro Lut 07 2018, 09:47

A to było w sumie ciekawe, co by było gdyby faktycznie doszło do spotkania numer dwa. Nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji. Paradoksalnie, kolejny raz mogło pójść znacznie trudniej, zwłaszcza gdy pan Edams nie będzie tak dziabnięty. Miał znacznie uboższe potrzeby, niż przeciętny mężczyzna w jego wieku, a zbyt mocno przyparty do ściany, mógł zacząć się wykręcać.
Tak, ich kolejne spotkanie, mogło być jeszcze ciekawsze.
Gdy Yv wtuliła się w niego po wszystkim, poczuł się...dziwnie. Ale dziwnie miło, nie dziwnie-dziwnie. Jakoś nigdy się mu nie zdarzyło, by po wszystkim okazywać sobie czułość. No, ale umówmy się....dużo okazji to on nie miał. Jego trzy jednonocne partnerki, w porównaniu z doświadczeniem panny Craig...Vincent objął ją również, wtulając twarz w jej włosy i przymykając na moment powieki. Ależ mu się zrobiło na moment błogo. W takich okolicznościach, z pewnością wstrzymał się z tym pytaniem dłuższą chwilę. Jego oddech stał się już na powrót spokojny, klatka piersiowa unosiła się powoli i rytmicznie. Gdy kobieta się od niego odsunęła, dość niechętnie wstał i pochylił się, by podnieść bokserki i spodnie. Musiał choć trochę się ogarnąć, zanim stąd wyjdzie. No bo raczej nie planowała go nocować, a on nie planował tu zostać do rana.
Łazienkę odnalazł bez problemu. Pochylił się, obmył twarz zimną wodą i ocierając ją, spojrzał na swoje odbicie. Ależ będziesz mieć jutro moralniaka, Edams. W końcu "Vincencik", nie odpierdala takich manian, co ? Uśmiechnął się blado do swoich myśli i parę minut później, wrócił do Yv, już ubrany w dolne części garderoby.
- Em...lepiej już pójdę.  - mruknął i założył wpierw podkoszulek, a potem ten "ulubiony" sweterek Yvonne, który skutecznie zamaskował wysportowaną sylwetkę. Spojrzał znów na Yvonne. Takżetego...
- Eee...wiem, że tak zaczęliśmy trochę od...- ugryzł się w język, by nie użyć niefortunnego w tej chwili "od dupy strony" - ...końca... - odchrząknął - ...ale może byśmy się zgadali niedługo...na jakąś kawę...czy coś.
Czy coś. To mogło brzmieć dwuznacznie. Ale naprawdę nie miał tego na myśli!
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Czw Lut 08 2018, 18:13

Oh, gdyby Yv to usłyszała, to jeszcze chętniej podjęła by próbę. W jej przypadku było bardzo różnie - mogło być dużo, duuuużo łatwiej, ale istniała też opcja,w której nie mogło być nawet mowy o powtórkach. Druga wersja zdarzała się jednak rzadziej i trzeba było spełnić pewne warunki, aby zostać wykluczonym z jej zainteresowań.
Mimo, że do seksu podchodziła bardzo... konkretnie..., po wszystkim lubiła to wspólne leżenie i chwilę bliskości. Nie było to niezbędne, ale po prostu miłe. Dosyć dobrze też obrazowało jej stosunek do kochanka (lub kochanki), ale o tym akurat mało kto wiedział. Vincenta polubiła, dlatego z przyjemnością się do niego przytulała i głaskała go delikatnie po ramieniu i plecach.
Wszystko co dobre musiało jednak w końcu się skończyć. Gdy zniknął za drzwiami łazienki, Yv podniosła się niespiesznie i zaczęła zbierać swoje rzeczy. W sukienkę nie zamierzała się wciskać, więc włożyła na siebie wyłącznie bieliznę i znaleziony na krześle bordowy sweter, którego nie kojarzyła. Czyżby ktoś go tu zostawił? Powąchała materiał, zastanawiając się. Zapach był stanowczo obcy. No ale nie ważne - jeśli ktoś się tu rozbierał, to na pewno nie będzie miał za złe jak na chwilę go pożyczy.
Edams wrócił akurat w momencie, gdy oglądała szczątki nieszczęsnego kubka, który strącili w czasie korzystania ze stołu. - Okej. - odparła tylko na jego oświadczenie, próbując zgadnąć który kubek tak właściwie zabili. Ten od ziółek...? Ale co by tu robił kubek od ziółek...? Po chwili jednak podniosła wzrok, słysząc jak Vincent się plącze. Był słodki! Mimo tego zmarszczyła lekko brwi. W tej chwili nie była do końca pewna, czy ponowne umawianie się z nim to dobry pomysł. Jeśli w głowie pojawiła mu się myśl o szansach na stały związek, to nie chciała tego przekonania umacniać. Poza tym teraz nie był dobry czas na tłumaczenie jak to u niej wygląda, wolałaby przedstawić sprawę w bardziej dogodnych warunkach. Z drugiej strony... seks był bardzo dobry i obiecujący, więc czemu miałaby to tak szybko ucinać? A nóż widelec uda się znów skorzystać...?
- Coś. Tak... Czemu nie? - odparła, po czym uśmiechnęła się. Wstała, znalazła długopis i kawałek kartki, po czym szybko coś na niej naskrobała. Złożyła ją na pół i podała mu. - Daj znać jak będziesz mieć chwilę na tę... kawę. - zaśmiała się wesoło, odgarniając włosy za ucho.
Odprowadziła go do drzwi, w których obdarowała go jeszcze krótkim pocałunkiem na do widzenia. Gdy już poszedł, powędrowała prosto do łóżka. Zwinęła się na nim w kłębek, owijając ciasno kołdrą i momentalnie zasypiając. Sprzątanie zostawiła na za tydzień jutro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t465-yv-craig#9302
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   Czw Lut 08 2018, 21:23

No tak. Zapomniał o tym nieszczęsnym kubku. Będzie musiał jej jakiś sprezentować, jako, że biedak dokonał żywota, podczas tego wybuchu namiętności.
Trochę faktycznie się plątał. Zwykle takie propozycje kończyły się albo odmową, albo wykręcaniem się, albo jak w przypadku Gwen niedopowiedzeniem i niesmakiem. A każdy kosz, to jednak był pewien cios w męska dumę, która była mocno poobijana. Zmarszczenie brwi nie wróżyło za dobrze, ostatecznie jednak na jej twarzy pojawił się uśmiech, a on dostał zielone światło.
- Zdzwonimy się - schował karteczkę do kieszeni spodni. - Jakoś po Nowym Roku?
Odpowiedział na pocałunek z pomrukiem zadowolenia i wrócił do domu.
Ostatecznie.... Końcówka tego przeklętego roku, okazała się zaskakująco przyjemna

/Zt
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t292-vincent-edams
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: Mieszkanko Yv   

Powrót do góry Go down

Mieszkanko Yv

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-