Share|

Dom Państwa Harper

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Dom Państwa Harper   Czw Sty 04 2018, 22:02






Dom Państwa Harper



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Czw Sty 04 2018, 23:05

/koniec grudnia

Zmierzch już zapadł nad Rode i tylko gdzieś z oddali można było dostrzec łunę bijącą od świątecznych ozdób rozświetlających co niektóre domostwa. Niby noc, a świat dookoła siebie widział Bucket doskonale. To znaczy widziałby, gdyby patrzył przed siebie, a nie wzrok miał jak zwykle wlepiony w swoje stopy w starych, lecz wciąż niezawodnych butach. Właśnie wracał od Rosy z tym razem wyjątkowo krótkiej schadzki - spanie razem w jednym, wąskim łóżku nad chrapiącym dziadem było ostatnim, o czym by marzył. Szczęściem w nieszczęściu, świąteczny czas nie wydawał się być czasem wymarzonym na naprawianie maszyn samochodowych, dlatego Bucketowy warsztat od kilku dni świecił pustkami. Dlatego też Charles nigdzie się nie spieszył, ani nie pędził nie wiadomo dokąd bo też i mróz nie dokuczał mu tak bardzo, jak mógłby. Może to dlatego właśnie wybrał dziś okrężną drogę? Może to była dziwna, niewytłumaczalna chęć obejrzenia raz jeszcze fikuśnie ozdobionego domu pana Rando, który to z okazji świąt postanowił ozdobić swój dach światłami ułożonymi w uroczy, falliczny kształt? Charles nie potrafił powstrzymać uśmiechu, który zniknął jednak równie szybko, jak się pojawił. Bo któż to mieszkał vis a vis pana Rando? Bucket nie zapomniał, choć myślał o tym ostatnio nadzwyczaj mało. Minęło w końcu tyle lat... Nie zmieniało to faktu, że na widok świateł w oknie niedawno zmarłego pana Harpera przeszedł go dreszcz nieokreślonej natury. Podekscytowanie przemieszane z żalem za minionym. To wcale nie musiała być Flo i Charles bardzo dobrze o tym wiedział.
Przyspieszył kroku, ostatnie metry niemal przebiegł, zdając sobie sprawę jak nikt inny, że starego nie stać byłoby na taki wóz, jaki stał na podjeździe. Choćby sprzedał dwie takie chałupy jak ta, przed którą właśnie stanął. Uderzył trzy razy w drzwi, zdecydowanie. Niewiele przy tym robił sobie z tego, że zachowuje się, jak typowy wnuk swojej babci, zatruwający tyłki nowym nabywcom domu Harperów.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]


Ostatnio zmieniony przez Charles Bucket dnia Pią Sty 05 2018, 22:05, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Pią Sty 05 2018, 00:33

Cóż za syf! Och, jak tu brudno.
Flo przyjechała z Nowego Yorku o świcie. Nie spała od co najmniej dwudziestu czterech godzin, ale nie czuła takiej potrzeby. Najpierw szaleńcze nocne pakowanie, trwające więcej niż powinno. Flo uroiła sobie, że wszystko musi złożyć w bardzo równą kostkę... aby tego dokonać dokładnie mierzyła krawędzie złożonych ciuchów... linijką. Nie pomogły zapewnienia męża, że i bez tego bardzo ładnie składa swoje rzeczy. Dostała ataku perfekcji i nic ani nikt nie mógł ją powstrzymać przed jej zachowaniem. Potem pakowanie samochodu... i podróż. Dotarła na miejsce... i po rozpakowaniu przeraził ją bałagan. Zaczęła sprzątać. Zajęło jej to cały dzień. Obecnie była na etapie szorowania szczoteczką do zębów starych kafli w kuchni. Właśnie kończyła czwartą fugę od lewej... kiedy stary przygłuchy Panicz zerwał się ze swojego posłania. Z wściekłym jazgotem godnym prawdziwego psa stróżującego pomknął ku drzwiom. Pędził z prędkością bardzo leniwego powiewu powietrza jak na starszego pana psa przystało.
Dopiero gdy psi alarm dobiegł do drzwi, Flo skończyła czyścić fugę przywracając jej dawną biel. Pogratulowała sama sobie dobrej roboty i ruszyła do drzwi... oczywiście nie były zamknięte. Kto by się przejmował kradzieżą, mordem czy gwałtem to przecież taka spokojna i miła okolica.
Podniosła wściekłego Panicza na ręce, ten zaczął rzucać się jak wesz na grzebieniu i gryźć ją po rękach swoją bezzębną paszczą. Pociągnęła za wyczyszczoną przed kilkoma godzinami klamkę. Stanęła w progu, ubrana bardzo modnie, w biały sweter dziergany grubą włóczką, teraz już brudny i pozaciągany. W spodniach od znanego projektanta w których zdążyła już przerwać na kolanie. Skupiona całkowicie na bezsensownej próbie uspokojeniu bardzo wściekłego zwierzątka, nie przyjrzała się zbytnio osobie stojącej przed nią. Poprzez rzucające się na wszystkie strony ciałko zdołała tylko zaobserwować tylko sylwetkę która na 80% należała do mężczyzny
- Dobry wieczór! Pan z gazowni?! - spytała starając się przekrzyczeć jazgot. Dzwoniła do nich z dwie godziny temu... nie bacząc na to, że było już grubo po 19. - W kuchni czuć gaz! - powiedziała usuwając się na bok aby rzekomy robotnik mógł swobodnie przejść nie narażając się na pełne agresji obślinienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Pią Sty 05 2018, 16:32

Wewnątrz zapanował jazgot, a Bucket w swoim amoku z początku wzdrygnął się nie wiedzieć czemu i odsunął o krok od drzwi. W pierwszym napływie powracającego rozsądku chęć miał nawet odejść i nie zawracać głowy nowym lokatorom. Jednak zanim podjął ostateczną decyzję, a Panicz łaskawie przestał ujadać, rozwarły się drzwi, a jego oczom ukazała się postać. Minęło całych czternaście lat, jaką więc mógł mieć pewność, że rudowłosa dziewczyna na pewno jest rudowłosą dziewczyną? Nie chcąc zgrywać idioty większego, niż już jest, postanowił więc odpowiedzieć na pytanie uprzejmym uśmiechem... Tylko jak bez narzędzi miałby udawać pana z gazowni?!
- Eeee... Ja tu z pomocą sąsiedzką - wydął policzki. O 19 wieczorem. Faktycznie, wcale nie zabrzmiało od rzeczy, pomyślał, przekraczając próg. Nie postawił tutaj nogi od dramatycznego wyjazdu Flory, dlatego cała sceneria wydała mu się podwójnie dziwna. Jak powrót do przeszłości, tylko inaczej.
- Znaczy... Jak ma pani narzędzia to mogę pomóc i z gazem - zagaił uprzejmie, chociaż on w salonie otwartym na całą kuchnię nie czuł kompletnie nic. Może to kwestia zmysłów przytępionych przez papierosy...? Musi pamiętać, by odruchowo tutaj nie odpalić dymka. Rozejrzał się raz jeszcze po niemal już uporządkowanej przestrzeni.
- Tam na podjeździe to Tesla 998? - Zagapił się na okno, skąd widać było jeszcze kawałek maski pojazdu - bardzo dobry wóz, edycję z 2218 roku w warsztacie widziałem raz. Najczęściej lubią siadać elementy zawieszenia, zwłaszcza przy energicznym prowadzeniu, ale to wada prawie wszystkich aut tego typu. Nie każdy podzespół chyba nadąża za technologią. Serwis co dziesięć tysięcy kilometrów zaleca przegląd akumulatorów ze względu na możliwość przegrzania, technologia ponoć jeszcze bywa wadliwa... Ile już ma na zegarze? Pewnie z daleka do nas tu pani przyjechała - nadawał, jak najęty, dopóki kobieta nie wręczyła mu albo narzędzi, albo nie wykopała za drzwi mówiąc, że za pomoc sąsiedzką dziękuje serdecznie.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Pią Sty 05 2018, 23:43

Był małym psem o wielkim duchu, ogromnym ego i wrednym charakterze. Za młodu szczekał godzinami, używał zębów które jeszcze wtedy wypełniały jego paszczę... Jednak miał już swoje lata. Szczek szybko przeszedł w zachrypły warkot, a następnie w bardzo szybkie dyszenie. Zmęczył się tym wszystkim chłopak. Jego długi różowo-fioletowy jęzor zwisał bezwładnie z pyska, gdy pies starał się desperacko dostarczyć swoim komórkom tlen. Jego oczka błyszczały nienawistnie zwrócone prosto w oczy mężczyzny. Och gdyby tylko miał tyle siły co kiedyś...
Flo pocałowała psiaka w czubek głowy i postawiła go na ziemię.
- Hmm- zamruczała patrząc jak pies kładzie się na zimnej posadzce, powarkując od czasu do czasu.- To bardzo miłe z pana strony, przyda mi się pomoc- ..i zamknęła drzwi za Karolem. Nie wyglądała na zbyt rozsądną kobietę... a przynajmniej na pewno się tak nie zachowywała. Przecież równie dobrze obcy mężczyzna mógłby... no właśnie wiele mógłby, a biorąc pod uwagę to, że właśnie zaczął swój monolog o samochodzie... zapewne poprosiłby grzecznie o kluczyki do samochodu oczywiście przykładając jej jakąś broń do głowy. Z jego monologu Flo zrozumiała niewiele. Nawet bardzo niewiele. Nie widziała nawet jak się sprawdza ten cały zegar bo jak się domyśliła nie pytał o godzinę. Ba! Nie do końca nawet pamiętała model swojego samochodu chociaż jeździła nią już półtora roku. Przekrzywiła tylko głowę na bok, jak mały owczarek niemiecki i zaczęła mu się przyglądać. Bardzo uważnie, aż zmrużyła oczy. Coś jakby déjà vu, jakby już kiedyś widziała tą twarz.
- Tak, to Tesla. - odpowiedziała z poważną miną zupełnie jakby wiedziała o czym mówi, dodała. - Już dawno nie patrzyłam na zegar. Jeśli pan chce może pan zerknąć... ale najpierw. - wskazała palcem na kuchnekę gazową. -... gaz. - i ruszyła do schowka pod schodami, gdzie jej tata zawsze trzymał narzędzia. Nadal pamiętała czerwoną skrzynkę którą podniosła. Zabawne... kiedyś była tak ciężka, że nawet ona i Charles nie potrafili jej ponieść a teraz... sama daje radę, nawet iść potrafi nie zataczając się na boki. Zaraz zaraz... Skrzynka wypadła jej z rąk. Spadłą ciężko na podłogę, otworzyła się i z hukiem wyrzuciła z siebie wszystkie metalowe narzędzia. Panicz , do tej chwili odważny poderwał się z skowytem i w trzech susach znalazł się pod fotelem. Flo stała, patrząc się na mężczyznę. Starając się doszukać chłopięcych rysów, słodkiego dziecięcego tłuszczyku na policzkach, potarganych włosów... Coś w nim było coś bardzo znajomego... Odruchowo sięgnęła pod sweter, złapała zawieszoną na łańcuszku starą nakrętkę. Zacisnęła ją mocno w pięści.
- Charles? - spytała cichutko lekko drżącym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Sob Sty 06 2018, 01:56

Charles starał się ignorować starego szczerbatka. Aż za dobrze znał temat i wiedział, że ignorowanie szczerbatych i rozwrzeszczanych bestii to czasem jedyne wyjście z sytuacji. Ach, za jakże cholernie trafne uważał porównanie Hiacynty do athwala, które Rosa poczyniła jakieś osiem lat temu! Wszystko tak pięknie układające się w całość, wszystko tak aktualne. Aż do porzygu. Przez tyle lat prawie nic się nie zmieniło.
Skoro pomoc by się przydała, Bucket wszedł głębiej do pomieszczenia. I on także, stojąc jak sierota pośrodku salonu, doznawał uczucia deja vu. On jednak znacznie lepiej je ukrywał, zasłaniał za kotarą przewlekłego gadulstwa. I to nawet w momencie, kiedy dziewczyna wlepiała już w niego bezczelnie szarozielone ślepia, zdawała nawet rozpoznawać.
- Mhm, gaz - rozczochrał i tak już zmierzwione kudły, Rosa już skrupulatnie zadbała dziś o ich nieład. Dopełniając jej dzieła myślał intensywnie, w jaki sposób zaczepić o miejsce pochodzenia dziewczyny, upewnić się co do przypuszczeń i nie wyjść na głupka... Postanowiła go w tym wyręczyć. Z hukiem.
Poderwał się z początku z miejsca, w którym stał, gotów do ewentualnej pomocy, szybko jednak powstrzymał odruch i bezrozumnie przyjrzał się Flo raz jeszcze. No tak, pomyślał. Głupi Bucket. Nie umknęło jego uwadze, co dziewczyna nosiła na szyi i mógłby przysiąc, że ziemia na dobrą chwilę usunęła mu się spod nóg.
- Flo - wyszczerzył się i sam skrócił dystans pomiędzy nimi, złapał dziewczynę w objęcia. Nie zapomniał o ich głupich zabawach, dawno nieodwiedzanej jaskini, czy przysiędze, jaką przed jej wyjazdem sobie złożyli... I było mu głupio. Okropnie, niemożliwie wręcz głupio. Przycisnął ją do siebie mocniej ignorując fakt, że nagle zrobiła się od niego prawie o pół głowy wyższa!

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Sob Sty 06 2018, 12:59

Wystarczył jej uśmiech i nagle była już pewna.
Zmienił się jego głos, urosły mu kłaki, również w miejscach gdzie wcześniej nie zwykł ich mieć. Nawet oczy nieco się zmieniły... brak im było tego dziecięcego blasku. Jednak uśmiech, uśmiech nadal się nie zmienił. Ona nie ruszyła ku niemu. Zamiast tego w jej oczach nie wiadomo skąd pojawiły się łzy. Mała dziewczynka w jej wnętrzu wyrywała się do przodu, jak mały zagubiony psiak który po wielu latach dostrzega swojego najlepszego kumpla. Dorosła kobieta walczyła aby zachować się jak najbardziej powściągliwie. Bo nie wypada... Przytulona na moment zamarła, starając się utrzymać emocje na wodzy. Choroba psychiczna, która objawiała się między innymi znaczną impulsywnością bardzo szybko ukróciła jej starania. Objęła przyjaciela i zaczęła płakać tak już na dobre. Wśród ciąp i łez uśmiechała się szeroko, najwyraźniej nie będąc w stanie wydusić z siebie ani słowa.
Tyle przyjemnych wspomnień i nagle wróciły wszystkie. Przytłaczając ostatnie mroczne lata jej życia. Czułą stare zapachy, słyszała dawno zapomniane dźwięki. Widziała piękne wieczory, czuła dawno zapomniany spokój. Zupełnie jakby tamto życie wróciło, tamte beztroskie proste lata w których człowiek po prostu cieszył się życiem. Gdzie dobro i zło było rozgraniczone grubą czerwoną linią. Gdzie czyjeś słowo było święte. To nie wróciło gdy przekroczyła ten próg, albo gdy zobaczyła stara obdartą tabliczkę z napisem "Witamy w Rode" wróciło dopiero teraz, w ciągu tego krótkiego momentu. Znowu poczuła się bezpiecznie.
Wróciła do domu.
- Wcale nie urosłeś. - wykrztusiła pociągając nosem i wydając z siebie coś na kształt krótkiego chichotu. Wtuliła twarz w jego ramię.
Witaj przyjacielu.
Tęskniłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Sob Sty 06 2018, 14:26

Mało rzeczy wzruszało Bucketa na tyle, by się rozkleił. Przez ostatnie lata zresztą całkowicie oduczył się płakać, niekiedy tylko dając się porwać emocjom na tyle, by pozwolić sobie na nieprzyjemne uczucie ściśniętego gardła i nic ponad to. Teraz również i to nawet wtedy, gdy Flo rozkleiła się na dobre. W żadnym scenariuszu, jaki snuł w myślach stojąc jeszcze przed zamkniętymi drzwiami, nie spodziewał się tak wylewnego powitania. Pozwolił jej się wypłakać. Głaskał ją przy tym miarowo po plecach, co trwało długie minuty. Jeszcze bardziej, niż dotychczas przestało mu się spieszyć z powrotem do domu. Mieli sobie tak wiele do powiedzenia... Stanowczo zbyt wiele, jak na jedną noc. Jednak to zawsze jakiś początek.
- Aż tak źle tam było? - Zapytał, uśmiechając się tylko na przytyk odnośnie wzrostu. Kiedyś prawie się nim nie różnili, ostatecznie jednak to Flo zgarnęła więcej z puli centymetrów. Nic dziwnego, skoro Bucket palił regularnie od siedemnastego roku życia, wcześniej także okazyjnie popalając. A i pewnie po niewysokiej babci odziedziczył co nieco. Szczęśliwie, nie mierzył żadne metr pięćdziesiąt. Nawet się nie poruszył, jeśli chciała powisieć jeszcze na jego ramieniu, pozwolił jej na to.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Sob Sty 06 2018, 15:34

Wszystko było super. Flo co jakiś czas roniła łezkę ni to ze szczęścia ni to z żalu ni to z tęsknoty za tym co minęło. Do czasu...
Wystarczyło jedno proste pytanie, aby typowa impulsywność, która męczyła ją od wielu miesięcy ponownie pokierowała jej umysłem i ciałem. Chalres nie mógł widzieć zmieniającego się grymasu jej twarzy, zupełnie jakby właśnie została postrzelona w lewe kolano. Pytanie zabolało, tym bardziej, że nie mogła odpowiedzieć na nie szczerzę. To nic, że Charles nawet nie oczekiwał odpowiedzi. Ono wystarczyło aby uruchomić cały łańcuch samonapędzających się reakcji, paskudnych myśli. Wspomnienia z dzieciństwa odpłynęły niczym woda z starej wanny babci Hiacynty gdy wyjęło się korek. Zalało ją bardzo nieprzyjemne uczucie odrzucenia, ale zamiast zacząć płakać mocniej, jej łzy wyschły. Oczy przestały produkować nowe. Zalała ją wściekłość. Zupełnie niespodziewanie, odepchnęła od siebie Charlesa z całej siły.
- TY dupku! - ryknęła jak krowa podczas rui. Sięgnęła po pierwszą rzecz w zasięgu ręki, akurat stary pusty wazon i z wściekłością rzuciła Karolowi pod nogi rozbijając go w drobny mak. Jej zielonkawe oczy płonęły nienawiścią, a ręka sięgnęła po kolejny przedmiot. - Ty jezuito zasrany! - bum rzuciła w niego miętą starą serwetą leżącą na komodzie. - Tyle razy do ciebie pisałam! Tyle kurwa razy! I co?! I gówno! - tym razem w ruch poszła stara popielniczka, która z gracją robiła się na lewo od mężczyzny. - Ani razu!! Ahh wrrrr! - dała upust swojej rudej wściekłości i najwyraźniej jeszcze się nie skończył. Biedny Charles. To ona miała drzwi za plecami. Jedyna droga ucieczki to okno... ale szkoda okna prawda? Panie Bucket?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Sob Sty 06 2018, 16:28

I po raz kolejny tego wieczora - nie takiej reakcji, nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Chwilę przed wybuchem zdołał się tylko zorientować, że ciało Flory zesztywniało. Miękka, stęskniona, drżąca klucha po zadanym pytaniu wystrzeliła kolce, by porządnie zakłuć starego kumpla, który przecież stęsknił się nie mniej, niż ona. Odepchnęła go mocno. Mocniej, niż spodziewałby się po kobiecie jej postury. Zastała go z głupim wyrazem twarzy, aż do pierwszego przedmiotu, który zepsuła w ramach rozładowania napięcia.
- ...co? - Zapytał głupio, usiłując zrozumieć. Szczęśliwie, Flora sama postanowiła go oświecić, przy okazji obrzucając serwetką. Jasny materiał odbił się na centymetr i wylądował pod jego stopami. W miejscu, gdzie leżały smętnie kawałki rozbitego wazonu.
- Jakie... Jakie pisałam, kiedy?! - Także on podniósł głos, nie usiłował jej jednak przekrzyczeć. Był daleki od liczby decybeli, jakie ona wydawała ze swojego gardła. - Po wyjeździe nie dostałem nawet słowa, adresu też nie miałem, o telefonie mogłem zapomnieć, nawet na fejsie cię szukałem! Jakie wiadomości?! - Postawił krok w potłuczone szkło, uniknął rzuconej popielniczki. To akurat mogło im się przydać, a na pewno Charlesowi. Zapaliłby bowiem tu i teraz, gdyby tylko nie pamiętał o gazie. Miał stąd uciekać...? Bynajmniej! Podszedł za to jeszcze bliżej, ostrożnie, żeby w tym szale nie wydłubała mu oczu.
- Co miałem zrobić jako dzieciak, co?! Uciekać z domu i cię szukać?! - Dotknięty i dogłębnie poruszony jej oskarżeniami znów stanął bezpośrednio przed nią, rękami lekko dotknął jej ramion. Miało ją to uspokoić.
Tak, akurat.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Sob Sty 06 2018, 18:47

Ja Ci dam kluchę!!
Oczy wieszczące śmierć, wściekle wyszczerzone zęby gotowe przegryzać aortę, śmiercionośne hybrydy na końcach zagiętych w szpony palców... a on nie zwiewa. Zero instynktu samozachowawczego. Zaklinacz wściekłych bab się znalazł. Przydałby się jeszcze tylko pejcz i kombinezon ochronny, aby w razie niepowodzenia nie odnieść śmiertelnych ran.
Ściany domu Harperów zdawały się odetchnąć z ulgą. Tyle lat bez krzyków, rodzinnych awantur, tylko pijackie jęki starego Harpera.... a teraz? Wszystko wraca do normy, nawet gaz zaczął wesoło, bardziej dziarsko się uwalniać, jakby urzeczony głosem kłócących się ludzi. Nowe pokolenie nadeszło. Początki pięknych miłych dla starego tynku awantur.
Rozdęła nozdrza, jak dzika świnia przed atakiem, a na jej bladym licu pojawiło się jeszcze więcej czerwonych plam.
- Tych które do Ciebie pisałam i wysyłałam, kołku niedobity! - huknęła nie szczędząc swojego głosu. Yhy, jutro pewnie nie będzie umiała mówić. - Przez jebany rok! Cały jebany rok, jak jakiś zasrany dziennik! Jak nie dostałeś!? Kurwa, cały blok rysunkowy na nie zużyłam i... - przerwał jej kiedy przełykała ślinę. Zaczął podchodzić bliżej. Patrzyła na niego w sposób bardzo nieprzyjemny, sugerujący zbliżający się atak . - Cokolwiek - warknęła krótko cofając się o krok, aby ręce Charlesa nie dotknęły jej ramion. Zupełnie zapomniała, że za nią stoi ulubiony fotel jej taty, nie raz zarzygany i obsikany, śmierdział jak cholera więc wyciągnęła go na środek salonu aby wyrzucić. Potknęła się, a jako,że wysoka była upadła pupą na środek oparcia. Zamachała rękoma starając się zachować równowagę... na próżno. Runęła razem z fotelem, który przebulił się i wylądował oparciem na podłodze. Dzięki temu pupa Flo się nie stłukła. Gorzej z głową. Rypnęła nią o stare panele aż miło. Białe światło zobaczyła. Nie zemdlała na szczęście. Z nogami w górze, plecami i głową na podłodze leżała gapiąc się w sufit i z sykiem pocierała tył głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Nie Sty 07 2018, 00:27

Musiał Bucket przyznać, nie taką ją zapamiętał. Może nie nazbyt delikatna, czy specjalnie grzeczna, bo zawsze umiała wydobyć z siebie diabła, jednak to... Nawet Rosa nie powitała go aż taką furią, a miała chyba lepsze ku temu powody. Przynajmniej tak wyglądało to z jego perspektywy, bowiem nie wiedział nic o żadnych listach, a i pewien był, że Flora całkowicie świadomie urwała z nim kontakt. Charles nie zwykł boczyć się o takie rzeczy, choć nie mógł zaprzeczyć - przez pierwsze miesiące było mu przykro. Sam już dobrze nie pamiętał, którego to dnia zdecydował ukryć swoją obrączkę na samym dnie jednego z pudeł. Uniósł obie ręce do góry, gdy się odsunęła. Zupełnie tak, jakby jego cała postawa mówiła nie strzelać, choć jego czekać mogło ewentualnie coś dużo gorszego. Hybrydy mianowicie.
- Nie. Dostałem. Nawet. Je... - Wyartykułował powoli z szeroko otwartymi oczami. Wszystko w momencie, kiedy Wątpliwej jakości fotel załamał się pod ciężarem dziewczyny. Przeżył on nieszczęsny całe dzieciństwo Flory, służył im za jeden z fundamentów kocykowego fortu, później za miejsce, gdzie jej ojciec rozważał kwestie filozoficzne na trzeźwo, a niekiedy też po pijaku. Nieodzowny kompan każdej jego posiadówy przed holowizorem i świadek jego załamań nerwowych stał się teraz świadkiem jednego z epizodów Flory... I było to prawdopodobnie ostatnią rzeczą, jaką w tym domu ujrzy. Charles nie zdążył z odsieczą, płomiennorudy kaczan odbił się od podłogi, by zaraz ogarnął ją chłód zmarzniętej, Bucketowej dłoni. Pomógł jej podnieść się z nieszczęsnego fotela.
- Nic ci nie jest? - Dopytał, podciągając ją, by wróciła do pozycji pionowej - nie będziesz go chyba już potrzebowała, co nie? Mogę wywalić - sięgnął dłonią raz jeszcze do jej potylicy, gapiąc się jak cielę w jej szarozielone oczy. Mimo wieloletniej przyjaźni po tylu latach miał wrażenie, że do pewnego stopnia stali się sobie obcy. Niezależnie od powodów ich urwanego kontaktu, fakt pozostawał faktem. Musieli poznać się na nowo.
- Nie dostałem żadnych listów. Ani jednego - powtórzył, czego przedtem dokończyć nie zdołał. Nie mogła wątpić w jego prawdomówność, nie oderwał bowiem od niej wzroku nawet na chwilę. Zdarzało mu się kiedyś kłamać, nigdy jednak nie patrzył przy tym w oczy. Tak było kiedyś.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Pią Sty 12 2018, 23:26

Cios w głowę jest bardzo fajnym środkiem uspakajającym. Tani, skuteczny, szybki i w dodatku bez recepty. A działania niepożądane?! Kto by się nimi przejmował, wstrząs mózgu mija, rozbita czaszka się zrasta. Wszytsko wraca do normy... Na szczęście w przypadki pani Janeczek nie miało co wracać do normy i niestety leczenie choroby dwubiegunowej nie polega na radosnym biciu po głowie... także u niej wszystko zostało po staremu, tylko humor jakby lepszy się zrobił. Zamrugała kilka razy, przyjmując pomoc Karola podniosła się do pionu i stanęła pewnie na nogach. Pomasowała potylice.
- Ale będę miała guza. - zamruczała do siebie z żalem i jęknęła cicho gdy natrafiła palcem na rosnącego już krwiaczka. Źrenice miała równe jakby je ktoś od cyrkla odrysował. Obie tej samej wielkości uściślając. Wszystko z nią ok!
- Yhm... ale jutro, jutro przyjeżdża śmieciarz, zamówiłam wielkogabarytowe. - zamruczała chwilę potem w odpowiedzi.
Powtórzył to... i przypomniał. Oblizała usta, patrząc chwilę w przestrzeń. Po chwil zagryzła mocno zęby, tak że aż zatrzeszczały. W jej oczach pojawiła sie ponownie furia, jednak tym razem szybko zgasła. Obiekt jej nienawiści był nieobecny. Niewiele myśląc splunęła, jak się okazało krwawo na ziemię; musiała przygryźć sobie policzek upadając.
- Pierdolona suka. - nazwała swoją matkę po imieniu. - Miała je wysyłać, a ja głupie dziecko... aghhhr! - krzyknęła krótko równie szybko się uspokajając. Furia, gniew nienawiść płonęły radośnie w środku jej ciałka i tylko rude włosy świadczyły o tlącym się w niej płomieniu nienawiści. Ale nie zamierzała mówić na głos tego co zamierza. Takich rzeczy nie mówi się na głos, potem osoba która słucha jest wzywana na świadka... w sądzie.
- Pewnie jesteś głodny. Chodź, podgrzeję ci lasagne. Sama robiłam. - uśmiechnęła się do niego szeroko ukrywając wściekłość na matkę. Zapomniała się nieco i złapała go za rękę ciągnąc do kuchni, zupełnie jak wtedy gdy byli małymi dziećmi. Nie wydawała się być ani trochę speszona. - Siadaj- wskazała na krzesło pzy małym okrągłym stole. Ale go nakarmi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Sob Sty 13 2018, 13:24

Flora się złościła, a Karol nadal nic nie rozumiał. Ograniczył się tylko do pomocy po upadku i przyglądaniu, jak wyraz twarzy Flo zmienia się, jak w kalejdoskopie. Zmrużył nawet oczy, kiedy znów odczytał z nich furię, by ostatecznie nie skomentować tego ani jednym słowem w obawie, że wróci do poprzedniego stanu umysłu i przypadkiem, przez nieuwagę znów spróbuje rozerwać go na strzępy!
- Jaka su... - Żachnął się w desperackiej próbie zrozumienia, co właściwie jest nie tak - kto, twoja matka? Moja babcia...? - Drążył, świadom tym razem, że może to ponownie rozgniewać Flo. Bardziej dla własnej satysfakcji, niż z wyraźnej potrzeby zrobienia miejsca, odepchnął nogą resztki fotela i grzecznie podreptał za przyjaciółką w stronę kuchni. Zupełnie nieskrępowany faktem fizycznego kontaktu, bo i co to był za kontakt? Od łapania za rękę nikt jeszcze w ciążę nie zaszedł! To już nie był przecież ten sam Karolek, który za młodzieńczych lat płonął ze wstydu, kiedy przyszło do całowania narzeczonej. Miał teraz na sumieniu znacznie więcej świństw, może dlatego chwycenie za dłoń za takowe nie uważał. Zwłaszcza w takim kontekście.
- Niee, chyba nie jestem gło... A zresztą, daj - uśmiechnął się, w międzyczasie sięgając do zamrażalnika w poszukiwaniu czegokolwiek, co mógłby przyłożyć Flo do obitej potylicy, aby choć trochę zmniejszyć spustoszenie po tym felernym uderzeniu. O ile coś tam znalazł, bo i kiedy panna Harper mogła się tu na nowo wprowadzić?
- Kiedy wróciłaś? Zdążyłaś nagotować, posprzątać... - Rozejrzał się po pomieszczeniu i nie umknął jego oczom widok szczoteczki oraz świecących się, jak psu jajca kafelków - przecież mogłaś poprosić o pomoc. Mnie choćby. - O ile dowiedziałby się o jej powrocie. Bo i kiedy ostatnio przesiedział w domu dłużej, niż przez godzinę? Nie mówiąc nawet o towarzystwie Hiacynty, od którego może nie tyle stronił, co zwyczajnie ograniczał. Dla własnego psychicznego zdrowia.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 26
Reputacja: Akceptowana
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Sob Sty 13 2018, 23:47

- Nie, babcia jest fajna. - rzuciła urywając temat. W jej głosie było słychać napięcie. Może więc lepiej nie drążyć tego tematu? A może wręcz przeciwnie.
Wpadłszy do kuchni od razu skierowała się ku lodówce. Uśmiechnęła się do niego zadowolona gdy dał się namówić na spożycie posiłku. Och jak ona lubiła karmić innych, to akurat się w niej absolutnie przez te lata nie zmieniło. Lodówka była pełna, tak pełna, że nic więcej nie dałoby rady tam upchnąć. Zamrażarka również była pełna po same brzegi... a nawet nieco poza, bo gdy tylko Bucket uchylił drzwiczki wyleciały na niego domowej roboty pierogi, a zaraz potem jakaś zamrożona pieczeń. Tyle jedzenia dla jednej osoby? Cóż. Być może gotuje z nerwów, a może spodziewa się gości... kto ją tam wie. Podeszła do piekarnika z blaszką z lasagne na ręce. Włączyła go, chociaż nie było to zbyt rozsądne... wszędzie przecież było czuć gaz, jednak nic nie wybuchło... na razie. Jako, że potrawa miała być tylko odgrzana, wsadziła ją do piekarnika od razu i ruszyła zająć się gościem. Zapominając zupełnie, że powinna zaoferować również coś do picia, usiadła przy stole i podparła rękoma podbródek patrząc uważnie na przyjaciela.
- O piątej rano. - powiedziała beztrosko... co ciekawe nie wyglądała na zmęczoną mimo tylu godzin n nogach, wręcz promieniała energią i chęcią do działania. - Jak mi się nudzi to sprzątam albo gotuje, nie lubię bałaganu ani złej kuchni... a część z tego wszystkiego- wskazała na lodówkę. - Zrobiłam już w domu, zanim przyjechałam. Lubię to robić, nie potrzebna mi pomoc - uśmiechnęła się czarująco.
- Ale rozmowa z koleżką jak najbardziej. Siadaj. - wskazała na krzesło przed sobą. - I powiedz mi dlaczego zapuściłeś brodę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   Nie Sty 14 2018, 15:33

Bucket pojął przekaz kryjący się za chłodną odpowiedzią Flory i więcej tematu nie drążył. Wolał nie zastanawiać się nad tym, co matka zrobiła dziewczynie, że ta ośmieliła się wyjść z założenia, że Hiacynta w porównaniu do niej jest niewspółmiernie mniejszym złem, a nawet jest fajna. Czyżby to konflikt rodzinny sprowadził Harper w te strony, czyżby to matka okazała się większym potworem, niż rodzony ojciec podnoszący na je obie rękę? Wolał nie dopytywać. Jeszcze. Wkrótce tak czy inaczej powie mu wszystko sama, bez ciągnięcia za język. Znał ją przecież, jak wiele mogło się przez te lata zmienić? Z odmętów zamrażalnika wyjął torbę mrożonych warzyw, które owinął ścierką i przyłożył Flo do potylicy. Trzymał tam, dopóki sama nie chwyciła chłodnego zawiniątka. Nieco krępował tym jej ruchy, czy to przypadkiem jej nie rozzłości...? Wszystko jedno. Trzymał dzielnie, rycerski rycerz, niezrażony faktem, że fizyczny kontakt posunięty do takiego stopnia, może zostać uznany za dwuznaczny. Przecież tutaj chodziło o pierwszą pomoc!
- Mhm - przytaknął, siadając obok, kiedy Flo wreszcie przejęła torbę z chłodnymi warzywami - przytrzymaj, będzie mniejszy guz. Nie jesteś zmęczona? - Pochylił się nad blatem, przyglądając jej się troskliwie i ze zdumieniem zauważając brak jakiegokolwiek zmęczenia. Zlekceważył więc odpowiedź na to pytanie - skoro ma się dobrze i wygląda dobrze, nie będzie jej przecież gonić do spania, jakby był jej matką, czy coś! Dopiero teraz jego nozdrza podrażnił lekki zapach gazu.
- Nie pytałabyś , jakbyś zobaczyła mnie bez brody - odruchowo sięgnął do twarzy, by poczochrać nareszcie bujne owłosienie, odwracające uwagę od nieco zbyt dziecięcych policzków, nijak współgrających z całą resztą - tak jest lepiej. A ty, widziałaś się już z kimś z Rode? Czy się ukrywasz? Tyle lat cię nie było, nie masz pojęcia, co tu się... No. Edams zdążył wyjechać z Rode i wrócić, a pamiętasz Theo? Tego kujona, co robiłaś mu na złość? Też niedawno wrócił. Pewnie go nie poznasz, jak go spotkasz na ulicy, Rosa się nim strasznie jarała ostatnio - wywrócił oczami z odrobinę nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Znaczy no, Pankhurst. Na pewno pamiętasz.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: Dom Państwa Harper   

Powrót do góry Go down

Dom Państwa Harper

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Similar topics

-
» Środek kręgu
» Dom państwa Everett - Walia
» Severus Snape
» Mieszkanie rodzeństwa Rosierów
» Miedziane żołnierzyki / Aldo Iadanza, Sam Swarek, Jonathan Harper

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-