Share|

Achille Q. Arran

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Achille Q. Arran    Pon Gru 25 2017, 21:05




Dom Achille


tu będzie opis


_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pon Gru 25 2017, 22:17

/ z drogi stanowej nr 77

Po pytaniu Thomasa zapadła cisza przerywana trzaskami oraz szumami z radia. Nadchodząca burza zakłócała łączność lecz jej nie uniemożliwiała. Mógł już tracić nadzieję na uzyskanie odpowiedzi, gdy w końcu Achille się odezwał.
— Tak. Zdarzały się takie sytuacje. — przyznał ze spokojem choć wyczuwalna była niechęć w poruszaniu tego tematu. Nie od dziś wiadomo było, że większość adwokatury była sprzedajna niczym uliczna dziwka. Dla pieniędzy oraz renomy, brali sprawy, które miały przynieść im rozgłos. Bardzo często z korzyścią dla prawdziwych oszustów i morderców, mogących śmiać się ofiarom lub ich rodzinom prosto w twarz.
— Potępi mnie teraz Ojciec? — zapytał drwiąco, drwina jednak nie była wymierzona w Thomasa, a w kontekst. Interesowało go zdanie obcego mężczyzny, duchownego. Dla wielu był pasożytem, nastawionym wyłącznie na egoistyczne korzyści.

Zajeżdżając do Rode, oboje ujrzeli nędzną tabliczkę "WITAMY W (R)ODE", gdzie R było odrapane. Achille bardzo dobrze znał rozkład miasteczka, pomimo swojej wieloletniej nieobecności. Instruował Thomasa gdzie ma się kierować, pokazywał gdzie są sklepy i co najważniejsze, gdzie kościół, który akurat był widoczną budowlą wśród niskich kamienic i domków. Otoczenie wyglądało biednie, jeśli porównało się je z obrzeżami większych miast.
— Dostałem wiadomość, że stan mojej babci jest poważny i nie pozostało jej już zbyt wiele czasu. Udzieli jej ksiądz ostatniego namaszczenia? — zapytał, uprzednio wprowadzając go w swoją sytuację, która traktowała o byciu wspaniałym wnukiem, robiącym przerwę od pracy na rzecz czegoś o wiele ważniejszego. Historyjka brzmiała autentycznie i nie można było jej nic zarzucić. Może tylko ten wspominek o namaszczeniu, Achille jednak sprawiał wrażenie człowieka twardo stąpającego po ziemi. Zajechali pod średniej wielkości dom wokół którego rosły niewielkie drzewka, a trawnik wymagał gruntownych porządków. Arran wysiadł z samochodu, podchodząc do Impali.
— Wstąpisz na jednego? — zapytał proponując w domyśle coś do picia. Może potrzebował również tragarza ale o tym głośno nie wspomniał. Za wiele ciekawych rzeczy miał w swojej terenówce żeby tak angażować Springfielda, nawet jeśli spędzali czas na interesującej rozmowie w czasie całej drogi.

_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Sro Gru 27 2017, 12:30

Nie był zdziwiony odpowiedzią. Być może gdyby naprawdę był klechą, to faktycznie by to potępił? Z pewnością, bo takie postępowanie prawie na pewno kłóciło się z założeniami wiary chrześcijańskiej. Ale przecież Thomas księdzem nie był i nawet jeżeli nieszczególnie podobało mu się to z jego punktu widzenia, sam robił w życiu rzeczy, które śmiało mogłyby zostać potępione przez innych.
- A kim jestem, żeby cię osądzać? - Zapytał retorycznie, po krótkiej chwili milczenia. - Bóg osądzi nas wszystkich, kiedy przyjdzie czas - dodał jeszcze pospiesznie, uznając to sformułowanie za coś, co mógłby powiedzieć duchowny. Chociaż z tym akurat byłby nawet skłonny się zgodzić, zakładając, że jakiś Bóg faktycznie istnieje. Zupełnie nagle zaczął się zastanawiać, czy Arran byłby go w stanie wybronić, gdyby stanął przed sądem? Ostatecznie nie posunął się aż tak daleko...
Odrzucił jednak tę myśl na widok tabliczki informującej o wjeździe do Rode.
Faktycznie wszystko wyglądało tutaj nawet bardziej, niż biednie. Był nawet trochę zaskoczony, bo zupełnie nie przywykł do takich widoków wśród szklanych wieżowców i strzelistych budowli, ale nie narzekał. Była to pewna odmiana, poza tym w takiej dziurze nikt nie powinien go szukać.
- Oczywiście - odparł ze stoickim spokojem, jedną ręką zaczął jednak gorączkowo grzebać w schowku. Czy on miał ze sobą jakiś poradnik dla nowicjuszy, jak udzielać ostatniego namaszczenia? Kurwa jego mać.
Nie miał powodów, żeby nie wierzyć w historyjkę przedstawioną przez Achille, zresztą, co wstyd przyznać, Thomas zbyt pochłonięty koniecznością udzielania jakichkolwiek sakramentów raczej na tym się skupił, aniżeli prawdomówności rozmówcy. Jako że sam miał na podorędziu kilka naprawdę soczystych sekretów, nie próbował nawet podejrzewać innych, choć pewnie było to tylko kwestią czasu, zgodnie z myślą, że kłamca zawsze oczekuje kłamstw od innych.
Pytanie mężczyzny trochę wybiło go z rytmu, bo przypomniało Thomasowi o tym, że chętnie by się napił. Świadom jednak, że nie chodzi raczej o mocniejsze trunki, zastanowił się przez chwilę.
- Pomogę ci z gratami - skinął głową. Oczywiście nie pchał mu się z łapami do bagażnika, a raczej czekał na ewentualne podanie mu tego, co adwokat uzna za słuszne. Sam myślami krążył już jednak wokół piersiówki.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pią Gru 29 2017, 15:56

Rode zyska dosyć liberalnego księdza. Gdyby znał Hiacyntę i kółko różańcowe gospodyń, to mógłby ostrzec Thomasa, że takim podejściem podpadnie dziewięćdziesięciu dziewięciu procentom wiernych, którzy uczęszczali do kościoła. Wątpić można było w chęci zrewolucjonizowania podejścia do wiary. Odpowiedź Springfielda uznał za dyplomatyczną, zarazem dawała pewnego rodzaju świadectwo tego jakim człowiekiem był duchowny. Brak jazgotu nawiedzonego klechy pozwalał przypuszczać, a nawet rokować interesującą znajomość. Tak więc ostatnie namaszczenie miał już zapewnione. To znaczy seniorka rodziny Arran. Achille w tym momencie skinął z wdzięcznością głową. Byli mężczyznami, nie potrzebowali miliona słów. Czasami gesty wyrażały więcej niż słowo.
— Nie chciałbym nastręczać Ojcu kłopotów... — słabo zaprotestował, głównie dla samej zasady skromności. Spojrzał w kierunku swojego auta. Pies zaszczekał tubalnie, domagając się szybszego podjęcia decyzji. Tyle trawy do poskubania, tyle drzewek do obsikania! Achille otworzył bagażnik. Podał Thomasowi prostokątny karton, na tyle wymiarowy, aby ten miał trudności z utrzymaniem. W środku znajdowały się drobiazgi, nic więc ciężkiego. Sam złapał za drugi, już cięższy bo z książkami. Futrzasta akita i żółw Dorian musieli poczekać. Najpierw wypadało przywitać się z babcią.  Poprowadził Thomasa po schodkach do drzwi. Skrzypiały niemiłosiernie. Pomimo sytuacji w jakiej znalazła się rodzinna Arranów, dom wyglądał na zadbany. Nie za biednie, nie za bogato. Musieli chwilę poczekać, aż im otworzą. Najwyraźniej Rode nie było Kanadą, gdzie pozostawiono wejście niezamknięte.

Otworzyła im pielęgniarka, oboje mogli poznać po jej uniformie i plakietce. Siostra Aisza Nejem. Na widok księdza oniemiała i to na nim skupiła dłuższe spojrzenie.
— Zapraszam, pan to pewnie wnuk Josephine. — powiedziała, przepuszczając ich w drzwiach. Achille skinął głową, przedstawiając siebie i chwilę po tym towarzysza — Thomas Springfield, nasz nowy duchowny. Czy mógłbym zobaczyć się z babcią?
Poinstruowany gdzie ma iść, poszedł zostawiając pielęgniarkę z księdzem. Ta od razu przystąpiła do przesłuchania, najwyraźniej bardzo zaciekawiona.
— A ksiądz to z jakiej parafii tu przyjechał? Podać coś do picia? Zna ksiądz pana Arrana?— podrapała się po dłoni, która miała przyjemny kolor przywodzący ciemny, rozgrzany karmel. Pewnie tak smakowała, jak egzotyczny owoc. Dobrze się jej wiodło w Stanach Zjednoczonych, po tym jak uciekła z Arabii od swojej niewdzięcznej rodziny, która praktykowała groźby nabijania na pal. Tyle lat, wieków, a nadal dochodziło do tragedii rodem z XXI wieku.

_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Wto Sty 02 2018, 20:06

Thomas tylko machnął ręką w odpowiedzi. Żeby wypaść przekonująco, musiał być pomocny. Poza tym znajomość z adwokatem mogła się przydać. Nie żeby był interesowany, wszak bliźniemu trzeba pomóc.
Wziął od mężczyzny karton, nie pokazując po sobie, jak bardzo miał ochotę się skrzywić. Nie miał pojęcia, co też mogło kryć pudło, ale niesienie go było o tyle upierdliwe, że było bardzo obszerne. Uważając, żeby nic nie upuścić, ruszył za Arranem. Niezbyt przejmował się brakiem luksusów, właściwie domostwo przypominało mu trochę dom rodzinny. W każdym razie wzbudzało raczej pozytywne skojarzenia.
Zdziwił się trochę w pierwszej chwili na widok kobiety, jakby doznał jakiegoś dziwnego deja vu. Łypiąc zza kartonu przyjrzał się jej przez chwilę, by po chwili posłać pełen zakłopotania uśmiech. Chciał wejść do środka, ale zaklinował się w futrynie, więc musiał się cofnąć i wejść bokiem, witając ją skinieniem głowy. Odstawił karton, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja i rzucił okiem na plakietkę kobiety o egzotycznej urodzie, poznając tym samym jej imię.
- Niech będzie pochwalony - rzekł w końcu, uśmiechając się szeroko i tylko trochę sztucznie. No mógłby przysiąc, że skądś ją zna. Stąd też przyglądał jej się chyba trochę zbyt długo, niżby wypadało księdzu. W normalnych warunkach być może próbowałby ją poderwać. Obecnie nawet popatrzeć zbytnio nie mógł.
- Poznałem go dopiero co. Auto popsuło mu się na trasie i postanowiłem pomóc. Herbatę proszę, jeśli można - rzekł, rozglądając się po domostwie, nie sprawiając jednak wrażenia wścibskiego. - Przyjechałem z małej parafii w West Chester. - Kłamstwo przeszło mu przez usta gładko. W końcu był w tym dobry.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pon Sty 08 2018, 05:02

Drewniane schody skrzypiały pod ciężarem stóp. Nadchodząca rozmowa stresowała go pomimo tego, że był na nią przygotowany. Wszystko przemyślał po zebraniu najważniejszych informacji. Nie należało to do łatwych rzeczy ani takich na które można było się przygotować  w stu procentach. Wystarczył jeden błąd albo jedna niewiadoma, żeby domino ruszyło. Przystanął przy drzwiach, poprawił włosy. Niesforny loczek uparcie opadał na czoło. Wziął głęboki wdech, złapał za klamkę...
— Witaj Josephine.
Drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem.

Pielęgniarka poprowadziła ich do kuchni. Idąc za nią, Thomas mógł poczuć zapach przypraw, sianka i kóz. Może nawet wyłapałby sos czosnkowy jaki często występował w kebabach? Pomieszczenie było typowo amerykańskie - po środku wysepka z szafkami i szufladami, dookoła pełna zabudowa z lodówką, mikrofalą i zlewem przy oknie. Ściany jasne, z kwiecistym wzrokiem. Panował względny porządek. Aisza okręciła się zgrabnie.
— Ooooo, to dobry z księdza człowiek. Allah wynagrodzi. Zawsze wynagradza bogobojnych. — powiedziała z wyraźnym, arabskim akcentem. Thomas śmiało mógł przysiąść na wysokim taborecie. Aisza pokręciła się trochę bez celu po kuchni, aż w końcu wstawiła wodę na herbatę.
— West Chester? A gdzie to? — zapytała. — Spodziewałabym się, że skąd indziej. Księdza akcent brzmi znajomo. Tak mało amerykańsko! — zaakcentowała ostatnie zdanie z entuzjazmem Sherlocka Holmes'a. — I w ogóle z twarzy tak jakoś... — przystanęła na wprost Thomasa, przytykając dłoń do policzka. Jak babuleńka. Zauważyła, że jej się dłużej przygląda. Może jeszcze przed wieczorem zakosztuje kebaba Aiszy?
— Aaaa! Już wiem. Telenowela taka. Turecka. O bogatej rodzinie. Był tam taki jeden podobny do księdza. Przystojniak swoją drogą. Niestety w czwartym odcinku wyjechał do Chin i uchodził za zaginionego. Podobno jednak wrócił w drugim sezonie, ale ja już nie oglądałam bo nie było kiedy... — dostała słowotoku.

_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pon Sty 08 2018, 10:29

Thomas istotnie poczuł zapach sosu czosnkowego i pomyślał sobie, że zjadłby kebaba i to bardzo chętnie. Nie zwrócił przez to nawet zbyt bacznej uwagi na pomieszczenie, w jakim się znalazł, bo jego myśli zaczęły obsesyjnie krążyć wokół czegoś tłustego do zjedzenia. Dopiero teraz uświadomił sobie, że jest głodny, ale słowa Aiszy go od tego odwiodły.
Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi, nie bardzo wiedząc jak mógłby skomentować słowa o Allahu. Żaden katolicki dyrdymał nie przychodził mu do głowy, pomyślał więc, że może jak będzie się głupkowato szczerzyć i potakiwać, to da mu spokój. Udał więc z największym zaangażowaniem, że sadowi się na wysokim stołku, który swoją drogą był cholernie niewygodny.
- W Pensylwanii - odpowiedział, automatycznie, w końcu przyjmując optymalną pozycję. Zaczepił obcasem buta o poziomą poprzeczkę łączącą nogi krzesła i oparł się o blat. Aż mu się gorąco zrobiło gdy stwierdziła, że skądś kojarzy jego twarz. Nie odzwierciedliło się to jednak w jego minie, wciąż się uśmiechał, zastanawiając jednocześnie jak bardzo Achille się wścieknie, jak zejdzie na dół i zastanie ogłuszoną pielęgniarkę. Nie, to odpadało. Do czego doszedł po krótkiej chwili namysłu. Kiedy już był prawie pewny, że został przejrzany, a jego gęba obiegła media, choć nawet nie było to możliwe. Jego wzrok pobiegł to na lewo to na prawo, a mina trochę zrzedła, kiedy jej ręka wylądowała mu na twarzy.
Roześmiał się z zażenowaniem i odchylił się trochę do tyłu, bo jako księdzu raczej nie wypadało mu pozwalać na takie gesty, czy coś w tym stylu.
- Nasza gospodyni oglądała - wtrącił, uśmiechając się szelmowsko. To było oczywiste kłamstwo. Sam oglądał, gdy tułał się po motelach, gdzie nie było zbyt dużego wyboru w kanałach. Do piwka i hamburgera było w sam raz.
- W drugim sezonie miał zostać głową rodu. Ale musiał podjąć masę ciężkich decyzji, które zabiły w nim ducha - pokiwał głową z przekonaniem. - W każdym razie trzeci sezon został anulowany. Podobno jakieś spory w zarządzie spowodowały odejście aktorów, przynajmniej tak mówiła ta nasza gospodyni. Była niepocieszona - wzruszył ramionami, znowu okraszając wypowiedź czarującym uśmiechem, rad, że zeszli już z tematu jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pią Sty 12 2018, 18:58

Aisza była śliczną dziewuszką. Średniego wzrostu, szczupła o pełniejszych kształtach gdzie powinna. Mogło to się rzucić Thomasowi w oczy kiedy po coś się schylała lub pochylała, ukazując w dekolcie dwa, mięciutkie pagórki o ciemnej, karmelowej barwie. Miała pod koszulką złotawy biustonosz. Z twarzy brzydka nie była, wręcz przeciwnie. Jedynie brwi błagały o oskubanie pęsetą. Usta naturalnie większe, maźnięte pomadką ochronną. Długie czarne rzęsy nie wymagały tuszu. Nejem kręciła się po kuchni, nieświadoma grzesznych myśli swojego rozmówcy. Czekoladowe oczęta rozjaśniły się na głos Springfielda. Uważała, że ma naprawdę ładną barwę i chętnie posłuchałaby kazania na uszko.
— O, nie. Szkoda! A miało być tyle sezonów. Dziesięć podobno! Wyobraża to sobie ksiądz? Powinni jakoś lepiej pilnować tych wszystkich aktorów. — zamarudziła wzburzona takim obrotem. — Ludzi tak na lodzie zostawiać. Pewnie pazerne to na kasę było. — machnęła ścierką i podeszła do kuchenki, gdzie czajnik zaczynał już cicho gwizdać. Wyjęła dwa wysokie kubki, jak się okazało, miała dla Thomasa specjał ze swoich regionów. Jakaś turecka herbatka albo arabska z kozich bobków.
— Nie ma co teraz oglądać. Moja przyjaciółka, Subira, poleca Koronę Królów. To podobno europejska kontra na nasze Imperium. — kontynuowała. Wyjęła z szafki puszkę z maślanymi ciastkami i ułożyła na talerzyku.
— A może chce coś ksiądz większego na ząb? — zapytała po głębszym pomyślunku, patrząc jak Springfield patrzy na herbatkę i ciasteczka. Głupia kózka gąska z tej Aiszy!

_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pon Sty 15 2018, 10:17

Każde schylenie się pielęgniarki, dzielny ksiądz Thomas kwitował ostentacyjnym odwróceniem wzroku w zupełnie przeciwną stronę, niż złote Eldorado za dekoltem bluzki Aiszy. Prawie zdążył pożałować, że ze wszystkich możliwych zawodów, musiał wybrać akurat księdza. Ale teraz było już za późno, żeby zmienić zdanie.
Wpierw pokiwał głową, a potem pokręcił, jakby nie mógł się zdecydować.
- Kto wie, jak to tam było. Może naprawdę to ci z góry zawinili? W końcu jesteśmy tylko ludźmi, każdy popełnia jakieś błędy - stwierdził dyplomatycznie. Prawdę mówiąc niewiele go obchodziły cudze zakusy na kasę. Zakusy na kasę w ogóle. Gdyby nie pieniądze, nie byłoby go tutaj, bo cały cyrk z napadem w ogóle by się odbył. Może pracowałby sobie w zawodzie, do końca życia nie zdając sprawy z istnienia takiego miasta jak Rode?
- Europejska? A to ciekawe - stwierdził z tylko trochę udawaną grzecznością, po czym jeśli Aisza podała herbatę, to niewiele myśląc, pociągnął zdrowego łyka jakby miało go to ocalić przed dalszą koniecznością kontemplowania europejskich oper mydlanych. Czując jednak, że zwykła, czarna herbata to to na pewno nie była, przez chwilę poważnie wahał się z przełknięciem. Robiąc dobrą minę do złej gry i powstrzymując odruch wymiotny, tylko czekał, aż panna Nejem się na chwilę odwróci, żeby cichaczem mógł pozbyć się tego specjału i uraczyć nim jakąś roślinę doniczkową.
W końcu nie miał wyboru i przełknął, sięgając szybko po ciasteczko, żeby zagryźć przykry posmak.
- Nie, nie, Bóg zapłać. Nie chcę cię kłopotać bardziej niż to konieczne, właściwie powinienem pójść po resztę rzeczy, przynieść je tutaj, nim Achille przywita się z babcią... - wykręcił się, uśmiechając przepraszająco i podnosząc powoli ze stołka.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Wto Sty 23 2018, 00:22

Aisza zrobiła zawiedzioną minę. Nawet bardziej niż chciała pokazać przed księdzem. Wpadł jej w oko, czuła, że obustronnie! W końcu widziała jak Thomas zerczy na jej pupę w odbiciu szafki. Uśmiechnęła się najpiękniej jak tylko mogła i smutno pokiwała głową, prosząc aby chociaż czaju dopił i ciasteczka dojadł. Do noszenia ciężarów potrzebna była siła, a nie daj Panie Boże zemdleje? Arabska piękność w skali osiem na dziesięć wyraziła gorącą chęć pomocy. Zdawało się, że nie przyjmie odmowy Thomasa, kiedy na ratunek przyszedł nie kto inny jak Achille. Schody skrzypiały pod jego ciężkimi krokami.
— Aiszo, dojrzysz babci? Ja wraz z Ojcem Springfieldem uporamy się z bagażem. — od razu przydzielił każdemu obowiązki. Pielęgniarka prawie by dygnęła, obaj mogli podziwiać trzęsący się tyłeczek, który opinał uniform służby zdrowia. Arran odchrząknął, wskazując drzwi.
— Nie sądziłem, że będzie tak dziwnie. Wrócić do miasteczka po tylu latach. — zagadnął Thomasa, dzieląc się pakunkami. Żółw Dorian przylepił się do ściany akwarium, wystawiając swój mały, różowiutki języczek. Achille postawił szklane pudło na kuchenny blat.
— Jeszcze kilka kartonów i nie będę zatrzymywał. — powiedział, gdy rozpoczynali przedostatnią rundę z obciążeniem. — Co ksiądz sądzi o pielęgniarce? Nie wydaje się trochę... — zawiesił głos, licząc iż Thomas dokończy.

_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pią Sty 26 2018, 12:09

Może inaczej bez wątpienia wpadłaby w oko, gdyby nie to, że usilnie próbował udawać, że jego celibat był niczym niezmącony. Nie miał się nigdy za skretyniałego, nachalnego konesera kobiecych wdzięków, ale nie sądził nawet, że gdy nie będzie mu wolno choćby rzucić okiem, to będzie to nagle takie trudne.
Wciągnął jeszcze jedno ciasteczko, ociągając się z podejrzaną herbatą jak mógł, ale na szczęście w blasku chwały pojawił się Achille, a Thomas zerwał się z krzesła tak ochoczo, że je prawie przewrócił. Starając się zignorować Aiszę opiętą ciasno uniformem, spojrzał z czymś na kształt zamyślenia za okno, że niby piękno natury kontemplował. Kiedy kobieta zniknęła, poluzował trochę koloratkę, która zaczęła go nagle uwierać bardziej niż zwykle.
- A ile to już lat minęło? - Zapytał. - Pewnie wiele zdążyło się zmienić - zgodził się, idąc za Arranem i sięgając po pierwsze lepsze pudło. Wbił wzrok w żółwia. Nawet cholerny gad mu będzie dokazywał?
- Spokojnie, nie uprzedzałem o dokładnej godzinie przyjazdu. Miejmy nadzieję, że nie ryglują drzwi o punkt dwudziestej - uśmiechnął się, odstawiając niesiony karton. Tak naprawdę wcale nie było mu śpieszno do plebanii, bo to oznaczało spotkanie z innym księdzem. Krótka konfrontacja z Aiszą zasugerowała mu, że to wszystko nie będzie takie łatwe, jak to sobie wyobrażał.
- Jest bardzo... - sam urwał na chwilę, marszcząc brwi i szukając dobrego epitetu, który przystoi księdzu. Wahał się pomiędzy "absorbująca" a "nadzwyczaj towarzyska", ale w końcu zrezygnował z jednego i drugiego.
- Opiekuńcza - wyrzucił z siebie, ale głos mu się tak załamał, jakby tak naprawdę chciał powiedzieć coś zupełnie innego, ale został w porę powstrzymany przez swoją wewnętrzną cenzurę sługi bożego.
- Co u babci? - Zapytał, zmieniając szybko temat.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Czw Lut 01 2018, 23:41

— Długo w Rode nie pomieszkałem. Możemy więc traktować się na równi Ojcze, jeśli chodzi o odkrywanie uroków miasteczka. — usta pod wąsem wykrzywiły się w przyjacielskim uśmiechu. Gdyby nie profesja Thomasa, to mogliby śmiało wyskoczyć do  baru na piwo. Arran zamilkł na moment, gryząc się w język w samą porę. Dziwnie zabrzmiałoby zdanie jakie chciał wypowiedzieć. Jako zwykły przyjezdny, Achille nie miał prawa tego wiedzieć. Odkaszlnął biorąc kolejny z wielu kartonów.
— Opiekuńcza. — powtórzył z rozmysłem za księdzem. Nie tego epitetu akurat się spodziewał, ale pokiwał głową w zadumie. Ciemny lok opadł na czoło.
— Źle z nią. Ledwo mnie rozpoznała. To dosyć przykre, gdy tak bliska osoba bierze cię za za kogoś zupełnie obcego. — spojrzenie prawnika nie zdradzało jakichkolwiek emocji. Można było odebrać to dwojako. Achille niczego nie zostawiał przypadkowi, a kapryśny los sprzyjał jego planom. Zły stan zdrowia starszej kobiety stwarzał idealne podłoże pod historię Arrana. Jakiekolwiek słowa Josephine można było śmiało podważyć, był bezpieczny.
— Dzisiaj już późno, ale może przyjdziesz jutro i dodasz jej otuchy? — zapytał, nawiązując tym samym do swojej wcześniejszej prośby. Razem poradzili sobie z resztą pakunków. Achille podziękował za pomoc i zaoferował rewanż, gdyby Thomasowi miało czegoś brakować lub gdyby czegoś potrzebował. Aisza filowała zza firanki, machając księdzu na pożegnanie. Była pod wrażeniem jego czarnej fury. Arran odstał swoje po czym złapał za smycz Akity. Należało oprowadzić zwierzaka po nowym terenie.

z.t x 2 (lub możesz dać posta jeśli chcesz)

_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pon Lut 05 2018, 00:49

/Bilo, początek stycznia, po rozmowie telefonicznej

Przybył na wezwanie jak najszybciej się dało - to jest po niemal godzinie. Niestety, Rode choć było małe, to dystans pieszo pomiędzy szpitalem, a warsztatem już taki mały nie był. Potem trzeba było złapać Artema, zabrać auto, zapakować i przez ośnieżone drogi dostać się do niejakiego Arrana. Pomny słów kumpla Bucket zamierzał do nieznajomego nastawić się przyjaźnie, mimo że już podczas rozmowy telefonicznej był lekko skonfundowany. Arran zdawał się być dziwnym człowiekiem, a Karol, jak na drugiego dziwnego człowieka przystało nie znosił konkurencji.
Skręcił na podjazd przed domem o numerze 408, wedle podyktowanej instrukcji i szybko znalazł się pod drzwiami, by wywołać gospodarza. Na razie niczego nie wypakowywał, chcąc wpierw dokładnie przyjrzeć się sytuacji. Bo to mało już widział takich, którzy z dziwnej mieszaniny lenistwa i pośpiechu wzywali Bogu ducha winnych mechaników, by za psie pieniądze i ledwo zwrócony dojazd wymienili jakąś głupią uszczelkę? Kiedy się odpowiednio podkoloryzuje, wszystko brzmi poważnie. Zwłaszcza, kiedy jest się prawnikiem.
- Dzień dobry! - Uśmiechnięte od ucha do ucha kudłate czuczło powitało gospodarza od progu, kiedy tylko uchyliły się przed nim drzwi. Z grzeczności nie próbował włazić do środka, mimo cholernego mrozu. Nie przyszedł tu przecież na herbatę! - Naprawić pojazd miałem - wskazał za siebie, na stojącego na podjeździe rzęcha obładowanego potrzebnym do tego celu sprzętem.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pon Lut 05 2018, 21:29

Był przygotowany na przybycie Charlesa. Umówieni na następny dzień po rozmowie telefonicznej, mieli trochę czasu żeby ogarnąć siebie jak i pacjenta, który ucierpiał podczas drogi z Baltimore do Rode. Achilles obudził się u boku Aiszy chwilę po siódmej. Do spotkania było jeszcze kilka godzin, które wykorzystał na ćwiczenia, prysznic i bogate w węglowodany śniadanie. Nie zaglądał do babki, pogonił do tego pielęgniarkę. Drzwi otworzył w ciemnych spodniach oraz jeszcze czarniejszym niż smoła golfie. Wyszukane wzorki czy mała ozdoba na męskim cycuszku mogła uświadomić Bucketa, że gapił się na produkt powyżej tysiąca kredytów.
— Dzień dobry panie Bucket. — Achille wyciągnął rękę, czy też uścisnął tą wyciągniętą przez mechanika. Głos miał przyjemny dla ucha, brzmiał sympatyczniej niż przez telefon. Przy potrząsaniu dłoni, potrząsł się również loczek, który koniecznie musiał opadać na czoło. — Cieszę się, że już pan jest. Achille Arran. — Prawnik. Wegan. Ekolog. Superman i GlutenFree. Zza mężczyzny wychynęła ogromna bestia.
— To jest Kal El. — przedstawił swojego podopiecznego. — Proszę wejść, przestawiłem auto na tyły domu.
Zaprosił do środka, Charles chcąc czy nie musiał przejść obok psa, który jak szczeknął to wprawiał w drżenie wszystko dookoła.
— Napije się pan czegoś? Herbaty, piwa? Aiszo? — z innego pomieszczenia wyłoniła się arabska piękność, której to prawie uległby sam ksiądz Springfield. Zatrzepotała rzęsami w stronę Charlesa. Przywitała się słodkim głosikiem, gotowa spełnić zachciankę mechanika.

_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Wto Lut 06 2018, 16:03

Czego innego Bucket mógł się spodziewać po prawniku, jak nie nieprzyzwoicie drogiego przyodziewku? Rzucił nań przelotnie okiem, znawcą jednak nie był to i się nie wymądrzał. Uścisnął za to posiadaczowi tegoż dłoń. Przynajmniej nie powitał go w todze, to zawsze był jakiś plus.
- Charles Bucket - odparł, zezując na brązowego potwora, który wzorem właściciela powitał Karola w swoich progach. O tak, Karol lubił psy, sam nawet miał jednego, który oczywiście był od obecnego tutaj o niebo ładniejszy.
- Bardzo... ładny pies - skomentował, na wszelki wypadek trzymając dystans od masywnego pyska, by przypadkiem nie przekonać się o uścisku jego szczęk. Dużo przyjemniej patrzyło się za to na Aiszę. Do niej był skłonny uśmiechnąć się szerzej.
- Herbaty, prowadzę - po wszystkich powitaniach Bucket pozwolił udać się na tyły domu za gospodarzem. Wyminął psa, wyminął arabską piękność i starając się pozostawić po sobie jak najmniej mokrych śladów przeszedł całą długość korytarza.
- Co sprowadza Mecenasa w takie zadupie? - Zapytał wprost bardziej z potrzeby wypełnienia ciszy, niż zaspokojenia własnej ciekawości. A że w niewybrednych słowach? Cóż, gorsze rzeczy miasto widziało.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Czw Lut 08 2018, 22:03

— Bezalkoholowe. — skomentował Achille, nieco rozbawiony odpowiedzią Charlesa. Spodziewał się pryszczatego brzydala w poplamionym uniformie. Temu tutaj było bliżej do małpy, głównie przez ciemne owłosienie i rozwichrzony włos. Zabawne jakie człowiek może mieć pierwsze skojarzenia. Arran jednak nie oceniał. Na razie Bucket wydawał się miły, ale zarazem nieśmiały. I tak dobrze, że nie żuł tytoniu i nie spluwał na żółto czy tam zielono. Po Rode można było spodziewać się najgorszych wsiunów. Uwadze prawnika nie uszło to jak Charles wpatruje się w Aiszę oraz jej walory.
Cóż, natura hojnie obdarzyła Nejem urodą. Ta zatrzepotała rzęsami, uśmiechnęła się i poszła przygotowywać swój specjalny wywar, którego okazje miał posmakować już Ojciec Springfield.
— Mów mi po imieniu. Trochę tu pobędę i głupio sobie panować. — odpowiedział wychodząc za mechanikiem na tyły domu. Trzeba było przyznać, że pani Arran, nawet jeśli była schorowana to potrafiła przypilnować aby wnętrze było czyste oraz schludne. Charles nie znał Josephine, ale kto wie czy nie była to jedna ze znajomych Hiacynty, choć ta nigdy nie przejawiała skłonności do ultrakatolicyzmu. Prędzej częstowała wnuka Bucketowej wypiekami lub cukierkami.
— Wróciłem żeby zaopiekować się babcią w jej ostatnich dniach. Niestety rokowania nie są najlepsze. — tutaj przybrał wyćwiczoną postawę zasmuconego człowieka. Psisko podreptało za nimi. Zaczęło się bawić flakiem piłki do fussballu.
— Jesteś stąd? — poprowadził ich do terenówki. Wietrzyło się więc okno od strony kierowcy było otwarte.

_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Sob Lut 10 2018, 00:00

A może Charles wcale nie był małpą, a bardziej wilkołakiem? Żyjący na uboczu, zamknięty w warsztacie skąd niekiedy dobiegały odgłosy zaiste dzikie, do tego jak wspomniano kudłaty no i całkiem silny... Gdyby był nieco mniej litościwy dla swojej babci, mógłby szepnąć komu trzeba słówko o zbliżającej się pełni, czy o wielkiej chęci na krwistego steka! A później z piwem w dłoni czekać, aż pod warsztatem zbiegną się baby z różańcami i pochodniami. Gdyby tylko mu się chciało, napędziłby miasteczkowe paranoje do granic absurdu. Wtedy prawnicy i inni przyjezdni poznaliby, czym jest to miasto i jak niewiele się różni od Osady z pewnego starego filmu... Z tym, że mu się nie chciało.
- Jak wolisz - przystał na propozycję. Niestety nie kojarzył pani Arran, jak i wielu innych staruszek pomieszkujących tu w ostatnich latach i dokonujących żywota jedna po drugiej. Nigdy nie przejawiał nadmiernego zainteresowania starymi kobietami, choć bez wątpienia - jeśli się słuchało plotek - można byłoby posądzać go o jakieś "granny issues". Urzekła go jednak troska Ahille'a o jego własną babcię - nawet przy odprowadzaniu jej w ostatnią drogę, na co pokiwał żywo głową, rozwiewając gęste włosy na boki. Nigdy nie nauczył się nosić ze sobą gumek do włosów.
- Rozumiem - uciął temat, niekoniecznie chcąc wchodzić na grząski dla niego temat o emerytkach i innych rencistkach. Wolał nie zastanawiać się nad tym, co zrobiłby, gdyby opieki wymagała jego własna.
- Stąd. Pracowałem trochę w Nowym Jorku, ale wróciłem na stare śmieci. Dobra, pan pozwoli... - Zapomniał się znów i miast przeprosić za to panowanie, otworzył maskę, by sprawdzić stan silnika. Na razie przynajmniej powierzchownie.
- Kiedy wymieniałeś olej? - Dopytał, w międzyczasie sprawdzając jego poziom.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 47
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: portfel, kluczyki, wielofunkcyjny scyzoryk

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Sro Lut 14 2018, 16:22

Powiadasz, że to taki teen wolf Rode? Achille podparł dłonie na swoich biodrach spoglądając z zainteresowaniem na fachmana. Czy zazdrościł umiejętności? Być może. Sam ledwo ogarniał podstawy, wiedział jak zatankować, a opony to wymieniał gołymi rękoma, te od traktora też. Niemniej gdy siadała elektronika lub mechanizmu wprawiające pojazd w ruch, Achille wyskakiwał z karawany. Podszedł bliżej, co prawda nie dyszał młodemu w kark ale chciał podpatrzeć jakieś sztuczki, aby w przyszłości nie zostać zaskoczonym. Tak dobrzy ludzie jak Thomas Springfield trafiali się naprawdę rzadko.
— Ja? Przed wyjazdem z oddałem auto do warsztatu na gruntowny przegląd. Stąd moje zdziwienie gdy się wszystko rozkraczyło na środku pustkowia. Na szczęście ksiądz Springfield mnie doholował. Poznałeś już nowego duchownego? — Achille był ciekaw opinii Bucketa na temat mordeczki tak podobnej do aktora kina akcji i tureckiej telenoweli. Sam miał jak najlepsze choć nadal uważał, że z koloratką Thomasowi nie było do twarzy.
— W każdym razie z samochodem powinno być wszystko okej. Myślisz, że powinienem złożyć reklamacje? — albo, hehe pozwać partacza, który zajmował się pojazdem. Arran już się mógł postarać o to, aby zakład puścić z torbami. Może Charlesa również to czekało, gdyby odwalił manianę? Jak to napisał Artem? Uśmiech Bucket, uśmiech i zepnij poślady, aby zadowolić mecenasa. Hehehe.

_________________

I will love you till the end of time
Promise you'll remember that you're mine.

“deal with it.”

Obecność w kratkę do końca lutego 2018.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    Pon Lut 19 2018, 23:46

- Ksiądz? Nie miałem okazji przejść się na kazanie. To ten, co o nim w poczekalni gadają, że taki przystojny i co ma takie krótkie i treściwe kazania? Może się nawet przejdę, wyspowiadać. Ktoś konkretny by mi się przydał - parsknął, co mogło oznaczać, że jedynie sobie dowcipkował. Ale nic z tych rzeczy. Karol Wiadro już od dawna czaił się do konfesjonału. Nie wiedział jednak, który z rodeńskich duchownych przeraża go bardziej - natchniony katol,
któremu ciągle mało pieniędzy, czy miłośnik dzieci. Już wolał, by jego grzechów wysłuchiwał ktoś, kto w XXIII wieku wozi się Impalą. Trzeba się przecież szanować! - Najlepszym się zdarza czasami czegoś nie dokręcić. Albo zabrudzić silnik olejem. Czasami jest go tyle, że można fryty smażyć. I tak samo śmierdzi - jęknął, wychylając się do przodu, by palpacyjnie sprawdzić, czy faktycznie coś spod maski wycieka. Zasłonił tym samym całą wizję cwanemu mecenasowi. Niespecjalnie, oczywiście. W swoim "twórczym" szale zapomniał o ustąpieniu nieco i odsłonięciu tyłkiem pojazdu samozwańczemu pomocnikowi. Pogrzebał tam przez chwilę, po czym przeprosił mecenasa Arrana i oddalił w stronę własnego pojazdu. Szybko wrócił z niezbędnym sprzętem i zabrał się do roboty. Za to mu w końcu płacą. W międzyczasie zabawiał klienta rozmową... Na ile było go stać. Za to mu też nie płacił. Na szczęście. Wtedy Bucket na pewno zarabiałby znacznie mniej. A kto wie, może byłby na skraju bankructwa?
- Złożyć zawsze można. Takie prawo konsumenta. Czy coś - odparł z całym przekonaniem, zabierając się do sprawdzenia wszystkiego raz jeszcze, tym razem za pomocą narzędzi diagnostycznych, miast okiem i ręką. Z mądrą miną kontynuował wywód - nikt na pana tu zamachu nie szykował, zwykły błąd, ludzka rzecz - stanął murem za nieznanym sobie kolegą po fachu i zabrał się za naprawę usterki, którą tenże spowodował, po drodze objaśniając zapewne ciekawskiemu mecenasowi wszystkie niuanse. Czy zamierzał faktycznie ubiegać się o reklamację, czy nie, to już była jego sprawa. Charles jedynie tak rzetelnie, jak tylko był w stanie udzielił mężczyźnie informacji o stanie pojazdu, który to po tej naprawie miał znów stanąć, hehe, na nogi. Spinanie pośladów zaś było poniżej Bucketowej godności. Tych nie spinał nawet przed własną babcią... zazwyczaj.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: Achille Q. Arran    

Powrót do góry Go down

Achille Q. Arran

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-