Share|

Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Wrz 17 2017, 03:25




Dom Bucketów

Niewielki domek, jakich wiele w tej okolicy. bleble, rano dopiszę resztę

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Sob Lis 11 2017, 16:57

/Dwa dni po imprezie

Charlesa niemalże od zawsze częściej nie było w domu, niż był. Ostatnimi czasy jednak przeszedł sam siebie, wracając doń tylko w celu przespania się, a i to nie zawsze. Jak nie praca, to Rosa, jak nie Rosa to Artem i jego rychła wyprowadzka do nowego, lepszego lokum, a to inny niespodziewany wypadek losowy, nie mówiąc już nawet o ostatniej imprezie. W skrócie - nie było go. Bardzo, bardzo długo.
Może to z tego powodu, że go babcia niczym od dawna nie wkurzyła, papierosa zagasił nie w doniczce przed domem, a w śmietniku całą przecznicę od ich małej, wesołej chatki. Zbliżał się wieczór, pracy ostatnio miał niewiele i niewiele też pieniędzy na dokończenie kompletowania części do swojego potworka, który przecież wcale nie musiał mu wyjść, tak koniec końców. Zamknął więc dziś wszystko nieco wcześniej i celem porządnego odespania ostatnich przygód udał się do domu. Jak najciszej mógł nacisnął klamkę i uchylił drzwi. Jakiś miesiąc temu z hakiem dokręcał stare zawiasy w drzwiach wejściowych, które trzymały się już - dosłownie - na słowo honoru. Zajrzał do sklepu i wreszcie znalazłszy nowe, pasujące obiecał sobie, że naprawi te upierdliwe drzwi jutro z samego rana. Dopiero po robocie mógł z czystym sumieniem pokazać się na oczy babci i liczyć na to, że nie zeświruje od biadolenia. Starając się nie hałasować suwakiem, ściągnął kurtkę i powiesił w przedpokoju. Może nie zauważy, że wrócił wnuk marnotrawny...
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Lis 12 2017, 01:35

Babcia Bucket niedawno wróciła z popołudniowej mszy. Torebkę odłożyła na komodzie w przedsionku. W środku miała nowe Pismo Święte, ponieważ stare utonęło w fontannie podczas festynu, kiedy to jakaś jasnowłosa flądra próbowała Hiacyntę utopić. Charlesa jak zwykle nie było w domu. Zdążyła już się przyzwyczaić, był nieobecny przez cały rok, teraz w kwestii obecności niewiele się zmieniło. Nic mu ten wyjazd do wielkiego miasta nie dał, nic! Żadnego dodatkowego papierka, certyfikatu potwierdzającego dodatkowe wykształcenie. Żadnych pieniędzy, niczego. Dobrze, że przynajmniej długów nie pozaciągał, że żadnych aliemtów nie musiał płacić (chociaż tego nawet Karol nie mógł być pewien).
Drzwi tym razem nie zaskrzypiały. Chodziły całkiem gładko, śruby były w zawiasach podokręcane. Kto mógł to zrobić? Odpowiedź wydawała się oczywista, wszak ten we wszystkim lepszy wrócił do miasta.
Hiacynta usłyszała. Oczywiście, że usłyszała, głucha jak pień była tylko wtedy, kiedy jakiś biedak żebrał pod kościołem. Po domu roznosił się ostry zapach pieprznego kapuśniaku.
- I gdzieś ty się włóczył znowu? - zapytała wyglądając z kuchni. - Wiecznie cię w domu nie ma! Mogłabym tu sobie umrzeć i nawet byś się nie przejął! Łazisz nie wiadomo gdzie i tylko gadają o tobie na mieście! Taki wstyd mi przynosić- O ja biedna! pomyślała Hiacynta machając drewnianą łyżką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Lis 12 2017, 02:20

Zdziwił się srogo, kiedy jego wejściu w próg domu towarzyszyła głucha cisza, nieprzerwana żadnym skrzypieniem, czy szuraniem o podłogę lekko osuniętych drzwi. Słusznie domyślał się, kto mógł maczać w tym palce, daleki był jednak od złoszczenia się, że ktoś inny podebrał mu robotę. Przez bite (dosłownie) dwadzieścia lat zdołał się już przyzwyczaić, że we wszystkim był niedoskonały, a wręcz stanowił utrapienie. Zdawać by się więc mogło, że nie widując wnuka - wyłączając wszelkie okrutne plotki - Hiacynta powinna być najszczęśliwszą osobą w całym Rode. Tak jednak nie było.
Syknął cicho, kiedy usłyszał stroskany głos babuleńki i dźwięk szurających po podłodze kapci. Wiedział, że się zaraz nasłucha.
- Praca babciu. Pracuję - uśmiechnął się, a uśmiech ten był tak kwaśny, jak gar wrzącego na kuchence kapuśniaku. To w tę stronę właśnie skierował kroki Bucket. Jak już został pociągnięty za język, to nie wypadało przecież rozmawiać tak w progu! - Co ty opowiadasz, babciu, jakie umrzeć? Nie słuchaj plotek, to ciśnienie nie będzie ci tak skakać. No bo co znowu gadają, co? Może znowu sprzedawałem narkotyki na rogu przy Pechowcu? Po co tego słuchać i powtarzać takie brednie? - Mruknął, tłumiąc potężne ziewnięcie. Uchylił się przed machnięciem łyżki oblepionej kawałkami kapusty i klapnął sobie na kuchennym stołku. Znów przyjął na siebie niewdzięczną, ale jakże zaszczytną misję przemówienia do rozsądku swojej babci, ryzykując kolejną domową awanturą. Bo w przemówienie do rozsądku wierzył coraz mniej. Jak i w to, że ktoś choćby poklepie go za to po plecach.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Lis 12 2017, 20:04

Zadowolić Hiacyntę było rzeczą zapewne niemożliwą. Zawsze znajdywała coś, co było nie takie jak być powinno. Chyba, że rozchodziło się o nią. Ostry zapach pieprznej zupy aż drażnił oczy. Metalowa pokrywka pod wpływem wrzenia zupy uderzała miarowo i cichutko w krawędzie garnka.
- Co za praca, znalazł byś coś lepszego. Etaty w fabryce są. Trzeba było się uczyć, to byś może w ratuszu mógł robić. Nawet ten wyjazd nic ci nie dał, niczego tam w tym mieście nie osiągnąłeś - nawet nie minęło pięć minut, już zaczęła Charlesowi wypominać. - Twój ojciec to samo, zamiast zająć się czymś porządnym, to wolał się bawić w myśliwego. I teraz ojca nie masz.
Pokręciła głową niezadowolona i wróciła do mieszania kapusty. Samych zmartwień jej wnuk przyprawiał. Do kościoła ostatnio nie chadzał, w domu nie nocował. Sam wstyd jej przynosił, wnuczka Gertrudy pomagała jej przy każdych zakupach. Co gorsza...
- Że z tą lafiryndą, poganką wstrętną się pokazujesz. Pankhurstówną - spojrzała na Charlesa niezadowolona. - Jakbyś nie miał na co pieniędzy wydawać! A potem będziesz po lekarzach biegał i się leczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Lis 12 2017, 22:20

Świadom tego faktu, że Hiacyncie nie sposób dogodzić, Charles przepuszczać zwykł jej dobre rady przez palce. Znał już przybliżony obraz tego, jaki być powinien. I wcale mu się to nie podobało.
- Przestań wreszcie jeździć po ojcu - odpowiedział, gapiąc się gdzieś w podłogę. Jeszcze nigdy nie powiedział na głos za jak żałosne uważa wypominanie czegoś zmarłym, którzy nie mieli nawet możliwości się przed tym obronić. Jako przykładna katoliczka, Hiacynta winna o tym wiedzieć. Zawsze przy tym zapominała o choćby jednym dobrym słowie o swoim własnym synu. Charles miał jej to za złe. Przez cały czas jednak milczał - a jeśli zatrudniłbym się na pół etatu w fabryce, przestałabyś mi wypominać? - Myślał o tym coraz bardziej poważnie. Ostatnie miesiące dały mu do myślenia, bynajmniej nie były one tak bezrefleksyjne, jakimi zdawały się być. Charles naprawdę chciał coś zmienić i naiwnie wierzył, że babcia może wreszcie go w czymś poprze.
- Babciu... - Zaczął, kiedy ona tradycyjnie przystąpiła do obrażania jego przyjaciółki. To się akurat dobrze składało. Wstał z niskiego stołka i przespacerował przez kuchnię, by zatrzymać się po drugiej stronie garnka pełnego jego koszmaru z dzieciństwa.
- Po pierwsze, żadna lafirynda, rozmawialiśmy o tym. Nie chcę więcej słyszeć, że ją tak nazywasz - zaczął spokojnie, choć wewnętrznie trząsł się już z mieszaniny złości i żalu. Dlaczego musiało być właśnie tak? Dlaczego choć raz nie mogła to być normalna rozmowa? - A po drugie... Po drugie nigdy już nie chcę słyszeć, że to od ciebie wychodzą jakiekolwiek plotki na jej temat, zwłaszcza kiedy już... - Urwał, zaciskając dłoń na brzegu blatu. - ...zwłaszcza, że już zacząłem odkładać na pierścionek zaręczynowy i słuchaj mnie. Dam jej go. Nie wiem jak lepiej mógłbym wydać pieniądze - palce już mu zbielały od przytrzymywania się blatu, jednak nie odpuścił i dokończył myśl, uporczywie wpatrując się w jej twarz. Była dla niego bezlitosna, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Akceptacji i miłości szukał jak najdalej od świątobliwej Hiacynty. I znalazł. Była mimo to pierwszą osobą, której stanowczo i bez ogródek wyłuszczył swoje zamiary. Mogła czuć się tym zaszczycona.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Lis 12 2017, 22:57

Wcale a wcale się to babci Bucket nie podobało, że z jej wnuka wyrosło takie czuczło. Nie to, co Vincent. Chłopiec z dobryim ocenami w szkole, chodzący do kościoła, który ukończył dobre studia i przyjechał do Rode by wspomóc rozwój miasteczka.
- Jakby Oskar miał więcej oleju w głowie, to by mu się nic nie stało! W imię Ojca i Syna, jak można było być tak lekkomyślnym! Jakby nie bujał tyle z głową w chmurach, to Johanna by żyła! - przeżegnała się. Mocno wierzyła w grzech swojego syna; pychę, lekkomyślność, nedbalstwo i zapewne lenistwo. Jej słowa były ostre jak brzytwa. Kapuśniak w garze zakipiał, więc Hiacynta wyłączyła grzewczą płytę. Spojrzała na zawieszony nad drzwiami obrazek z Matką Boską.
- Lafirynda, lafirynda! - zawołała z oburzeniem swoim cienkim, acz surowym starczym głosikiem. Już chciała powiedzieć jeszcze więcej, kiedy Charles dorzucił do pieca. Zaniemówiła, po chwili pobladła na twarzy. Młody mechanik przysiącby mógł, że zaczynała zielenieć.
- Nie gadaj takich głupstw! - wypaliła w końcu. - Nie będziesz się zadawał z tą latawicą! To nieślubny bękart, w dodatku bezbożny, jak każdy Pankhurst! Tolerowałam to, że z nią rozmawiasz! Ale czegoś takiego tolerować nie będę! - w najgorszych snach nie spodziewała się, że spotka ją coś tak okropnego. - Mój własny wnuk! Taki podły! Tak się odwdzięcza starej, schorowanej kobiecie! Ty jesteś z porządnego domu! Kyrieleison! Nie tak cię wychowałam! - krzyczała wściekła machając łyżką. - Jezusie i Maryjo! O ja biedna! Taki niewdzięczny! Żeby do smarkuli od tej pijaka! Żyda! Masona! Wypluj mi te słowa! - płakała. - Słabo mi, słabo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lis 13 2017, 00:50

Więcej żalów na ojca Charles nie chciał już słuchać, postanowił więc się wyłączyć. Wyłączył się na to, co mówiła, co zarzucała Oskarowi już od lat ponad dwudziestu. Słyszał to już sto pięćdziesiąt razy, sto pięćdziesiąty pierwszy zatem miał prawo wywołać pewne zniecierpliwienie. Zwłaszcza, że wciąż w jego głowie tłukło się to, co chciał babci zakomunikować i co chwilę później zrobił. Skrzywiony za sprawą gorzkich słów i okropnego, kwaśnego zapachu babcinej zupy, ścisnął brzeg blatu tak mocno, że rozbolała go ręka. Ta bardziej wyćwiczona...
- Posłuchaj, nie robię ci tego na złość, naprawdę. Ja po prostu... - Przerwał, puszczając wreszcie blat. Bo czy dawno to już widział stan przedzawałowy? Miał się rozzłościć, był już na skraju wytrzymałości i lada chwila, a to on podnosiłby głos. Miał przecież do tego pełne prawo. Prawo jednak niezbywalne do zasłabnięcia miała też jego babcia. Pochylił się w jej stronę i ujął pod ramię.
- Już, już, spokojnie - mruczał nie do końca wierząc, że uspokajanie jej cokolwiek tutaj poradzi. Poprowadził Hiacyntę na krzesło i pomógł na nim usiąść. Przykucnął tuż obok.
- Kurwakurwakurwakurwakurwawpizdukurwajapierdolę - mruczał pod nosem, wybierając numer na pogotowie. Hiacynta była dla niego złośliwa, niekiedy wręcz okrutna. Ale nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby ją wykończył. Łzy stanęły mu w oczach (zapewne od tej zupy!), ujął pomarszczoną dłoń w swoją własną.
- Przepraszam, już. Powoli, oddychaj. Możesz oddychać? Przynieść ci z apte... Halo, pogotowie? - Mógł się tego spodziewać, idiota. Zawsze robił po swojemu, zawsze wiedział swoje najlepiej. I zawsze cierpieli na tym wszyscy dookoła. Tradycyjnie już, Charles zaczynał siebie o wszystko obwiniać. I jak zawsze miał rację.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lis 13 2017, 01:08

- Żeby się z pogańską, żydowską...! Taki... wstyd...! - krzyczała wciąż trzymając się za serce. - Taki... niewdzięczny!
Hiacynta była roztrzęsiona, to prawda. Wcale jednak nie miała żadnego zawału. Reagowała wręcz w sposób teatralny, by tylko wzbudzić w Charlesie poczucie winy. Skąd mógł to wiedzieć? Hiacynta była niezłą aktorką.
Nie mogła jednak dopuścić do tego, że jej własny wnuk, wychowywany w pocie czoła miałby się łajdaczyć z tą małą kurewką Pankhursta. To byli degeneraci, Żydzi, Masoni i oszuści! Antykatolickie łajdaki.
- Widzisz, coś narobił... - mówiła słabym głosikiem. - Ja tu wszystko dla ciebie, a ty... - wzięła głęboki oddech, dwa razy - a ty tak mnie traktujesz! Jakąś... puszczalską lafiryndę mieć za ważniejszą....! Niż własną babcię! - [płakała gorzko cały czas sapiąc. - A ja ci całe życie... a ty mnie tak...! Kyrie eleison! O Jezus Maria!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lis 13 2017, 13:00

Jak miał rozhisteryzowanej Hiacyncie udowodnić, jakimi słowami do niej przemówić, by zrozumiała, że to siedzi tylko w jej własnej głowie? Że to ona sama, z niewielką pomocą Kółeczka Wzajemnej Różańcowej Adoracji wypaliła na Rosie piętno. Że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością i z tym, jaka Rosa jest naprawdę. Ręce mu opadły. Dosłownie. Nadal jednak ciągnął tę farsę, uparty był w końcu.
- Babcia źle się poczuła... - Kontynuował rozmowę, starając się przekrzyczeć histeryzującą Hiacyntę, a podświadomie coraz bardziej zdając sobie sprawę, że właśnie zrobił najgorszą rzecz, jaką tylko mógł Rosie zrobić. Nie babci. Rosie.
- Pani poczeka - zniecierpliwiony babcinym jazgotem, na małą chwilę odsunął słuchawkę od ucha. Znów się poddał, pod wpływem ultradźwięków z hiacyntowego gardła rozpadał się na atomy, stawał galaretą. Cierpiętnicze, szczenięce oczęta mówiły same za siebie. Nie bij, babciu, już nie będę.
- Dobrze, już, spokojnie. Żadnej Rosy, dobra? Żadnej Rosy. Pójdziemy jutro do kościoła, pomodlimy się o moje zbawienie, Bóg na pewno wysłucha. Ciebie by nie wysłuchał? - Przyklęknął, by znaleźć się jeszcze niżej. Była tak zacietrzewiona... A przecież nawet stary Pankhurst odpuścił, kiedy śmierć mu w oczy zajrzała. Charles uniósł się lekko, pochylił do przodu i objął babcię w lekkim uścisku. Ile razy w ciągu swojej długiej kariery w Rode zdołała go nabić w butelkę?
- No już już, a ja się pomodlę za ciebie, co? Modlitwa dziękczynna. Za babcię - wciąż nie był pewny, chciał jednak czegoś spróbować. Co jak co, ale talent aktorski to jedna z niewielu rzeczy, które Charles w pewnym stopniu odziedziczył po babci. Co prawda nie umiał płakać na zawołanie, tę kwestię załatwiła za niego atmosfera pełna pieprznego kapuśniaku.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lis 13 2017, 14:21

- O mój Boże...! - sapała symulantka. - O Przenajświętsza Panienko!
Rosa była wnuczką bezbożnika Pankhursta, który to sprowadzał Harolda na złą drogę. Taka sama była, ta sama krew w niej płynęła.
- Żeby mój własny wnuk...! Mój własny wnuk! Żyły sobie dla niego wypruwałam, a on tak mnie nienawidzi! Takie rzeczy mi robi! - nie zważała na wystraszone, błagalne spojrzenia Charlesa. Nie miała już tyle siły, żeby iść po pas Harolda i wybić mu głupie pomysły z głowy. Nie teraz, kiedy udawała zawał. - Zostawia biedną babcię, darmozjad, na pastwę degeneratów! A żebyś mi się nie pokazywał na oczy w towarzystwie tej żydowskiej wywłoki!
Słowa o kościele podziałały na Hiacyntę jak leczniczy balsam. Zaczęła się uspokajać i myśleć, że może jednak nie wszystko stracone, że Charles się nawróci i pójdzie po rozum do głowy. Wiele razy wzbudzała w ten sposób poczucie winy we własnym wnuku. Obwiniając syna o śmierć jego żony, potem obwiniając go o osierocenie syna. Następnie obwiniając o wszystko samego Charlesa, który tylko to wzmagał robiąc wszystko po złości i na opak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lis 13 2017, 16:09

Irytował się z każdym słowem. Z każdą 'lafiryndą' i 'wywłoką' złościł się coraz bardziej. Nie, nie miał najmniejszej ochoty na żaden kościół, ani dziękczynne modlitwy. Zarzucała mu nienawiść... Ale czy i on w podobny sposób nie mógł odbić piłeczki? Ukrył twarz w dłoniach, wciąż połączony był z dyspozytornią szanownego rodeńskiego pogotowia. Pomysł przyszedł sam. Tak bardzo idiotyczny, że przez to okrutnie... Kuszący
- Nikogo nie zostawia, no Babciu! - Odparł na te jakże okrutne oskarżenie, po czym dodał nieco głośniej - Dobrze babciu, już dobrze... Żadnego ślubu nie będzie. Żadnego ślubu, żadnej Rosy, tylko już się nie denerwuj, dobrze? Już, lepiej? Zawieźć cię do doktora Beowulfa? - Spytał troskliwie, miarowo głaszcząc ją po siwiuteńkich kosmykach.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lis 13 2017, 22:11

- Nie tak cię wychowałam, żebyś się z dziwkami i kocmołuchami zadawał...! - zaczynała się męczyć tym udawaniem, jednak nie dawała za wygraną. - Przywozisz ze sobą jakichś obcych, mieszkasz z nimi, Bóg wie co ludzie mówią! U spowiedzi pewnoś nie był...!
Lamentowałaby dalej, jednak w którymś momencie padło nazwisko ulubionego lekarza mieszkańców Rode, doktora Beowulfa. Od razu zaczęła się lepiej czuć. Najpierw przestała się trząść, potem łkać.
- Nie, nie, nie trzeba lekarza... po prostu nie możesz babci denerwować... A jak już tak bardzo chcesz ten ślub, to zaproś gdzieś córkę Gertrudy - przeżegnała się raz jeszcze i otarła słone, krokodyle łzy ze swojej pomarszczonej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lis 13 2017, 23:10

Udawanie z pewnością było męczące, Charles także coś o tym wiedział. Uśmiechał się uspokajająco, wewnętrznie drżąc ze wściekłości. Nie liczyła się z nikim, ani z niczym. A z jego uczuciami już najmniej. "Jeśli tak Ci zależy, by wziąć ślub, wybierz tę kobietę" - czy ona z niego kpiła? Tak właśnie to odbierał. Kpiła z jednej z niewielu rzeczy, na jakiej naprawdę mu zależało, sprowadzając do nic nie znaczącego kaprysu. Od słowa do słowa, czuł się coraz bardziej usprawiedliwiony. Wreszcie wstał i przyłożył sluchawkę do ucha ponownie. Skoro nagle zdarzył się cud i babcia ozdrowiała...
- Już jestem, najmocniej przepraszam, droga pani! Babcia już czuję się lepiej, co za szczę... A samochód jak, dobrze się sprawuje, wszystko w porządeczku? Zjem zaraz kapuśniaczek, tylko odwołam tutaj alarm, bo pani się niecierpliwi - trajkotał, uparcie nie dając dojść do słowa kobiecinie po drugiej stronie. Niby od niechcenia przemierzył całą długość kuchni i znalazł się w salonie. Przystanął sobie przy oknie i ściszył nieco głos, by gumowe ucho Hiacynty nie wychwyciło dalszego ciągu rozmowy. A było czego posłuchać. No która znudzona pani w dyspozytorni pogardziłaby takimi szczegółami z życia powszechnie uwielbianej babci Hiacynty?!
- Bo babcia to taka wrażliwa jest, wzruszyła się, bo widzi pani, żenić się chciałem bo jak to tak, bez ślubu, ale babcia zabroniła, sama pani słyszała. Boi się, nie akceptuje... Ech, to co ja zrobię, nieślubne będzie. Ale chociaż babcia zdrowa, dobrze się czuje. Może boi się, bo sama co ona dzieci potraciła, zapomniał wół, jak cielęciem był... Ach, nie zanudzam pani, do widzenia, miłego wieczora życzę - odłożył telefon. Wcale nie zrobiło mu się lepiej, kiedy już zapuścił ziarno, z którego zamierzał wyhodować... plotkę na własną babcię.
- No już, alarm odwołany. Ziółka może, melisę nam zaparzę? - Zjawił się znowu w kuchni i kontynuował trajkotaninę, tym razem już z mniejszym entuzjazmem. Miał już wybitnie dosyć dzisiejszego dnia.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Wto Lis 14 2017, 00:38

To było oczywiste, że Hiacynta wolała tak, niż by wnuk jej próbował żenić się z wywłoką Pankhurst. Pochlipując jeszcze cichutko poszła pomieszać powolutku kapuśniaczek w garze. Ostry zapach pieprzu rozniósł się po całej kuchni. Przekonana o tym, że Charles odwołuje karetkę nawet nie podejrzewała, że ten zdradziecki łajdak zrobi jej coś takiego!
Wyciągnęła z szafki głęboki talerz, do którego nalała zupy i postawiła go na stole. Niewdzięczny czy podły, miernota czy lekkomyślny, obiad zjeść musiał.
- Zjedz, zjedz zupkę. Będę musiała zadzwonić i zgłosić, że ten stary warchoł ze swoim bękarciem demoralizują sąsiedztwo - może ich się w końcu uda wykurzyć z miasta? Powietrze tylko zatruwali. Zadzwonić musiała też do Gertrudy i powiedzieć jej, że wnuk jej nie dość, że nieudacznik, to jeszcze brudnym dziwkom się dawał omamiać.
A mógł być taki porządny, schludny i ułożony jak Vincent Edams. Miły, uczynny i pobożny chłopiec. Pewnie wyrósł na takiego łobuza, bo za mało razy dostał w skórę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Wto Lis 14 2017, 13:40

Nie uzyskał odpowiedzi na uprzejme zapytanie. Uznał jednak, że melisa mu się dzisiaj przyda. Wcale się nie pomylił, bo chwilę później znów wrócił temat "bezbożników", "bękartów" i innych potworów, którym niegrzeczne babcie z kółka różańcowego straszą swoje wnuki. A wnuczka Gertrudy zapowiadała się jako nowe pokolenie tychże. Znajomość z nią wydawała mu się być zatem podwójnie "obiecująca". Pomijając fakt, że lafirynda Rosa była sto razy skromniejsza, niż brzydka i w dodatku atencyjna wnuczka Gertrudy. Ileż to babcie nie wiedziały o swoich wnuczętach...
- Że gdzie zadzwonić? - Zapytał naiwnie, wgapiając się w talerz zupy, na którą tak naprawdę wcale nie miał ochoty. Alternatywna rzeczywistość, w jakiej żyła jego babcia była naprawdę porywającym tematem rozmów... Gdyby tylko nie wałkował go już od lat dwudziestu.
- I że kogo niby demoralizują? - Zadał drugie pytanie, nieco głośniej. A przecież znał odpowiedzi na oba. - Czy naprawdę uważasz, że mam dziesięć lat? - Upił pierwszy łyk melisy, aż poparzył się w język.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Lis 19 2017, 22:11

Sięgnęła po pieprzniczkę i doprawiła dodatkowo zupę w garze. Ostry kapuśniak Hiacynty był jedną z tych potraw, które paliły dwa razy.
- No, jedz szybciutko, a nie pacierz nad talerzem zmawiasz - skrzywiła się. No przecież tak się zawsze starała, żeby mu dobry obiad zrobić. Zawsze to samo! Wypruwała sobie żyły dla niego, a mu wiecznie było źle. Rozpuściła go, dlatego taki był rozkapryszony. - Kapustę ciężką niosłam aż z targu, tyle w kuchni siedziałam i gotowałam, a ty nawet nie pochwalisz. Zaniesiesz jak skończysz Vincencikowi w słoiku, biedaczek pewnie chętnie zje, tak chudziutko wygląda.
Wyjrzała przez firankę okna, żeby zobaczyć kto to właśnie przechodził obok jej domu. Zapuściła żurawia tak daleko jak tylko była w stanie. To Bradford, czy może to alfonsiarskie szatanisko, Heferth.
- Każdego porządnego, szanującego siebie obywatela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Lis 19 2017, 22:36

Charles i tak, pomimo babcinego jojczenia na cały świat, a w tym głównie na jego samego, zamierzał robić wszystko po swojemu. I tak go nie słuchała, zamknęła się w swoim świecie różańców i krzyży, czekała z fioletową torebką na wszelkich wrogów wiary. Przeszło mu przez myśl, że byłoby jej lżej, gdyby jednak wyciągnęła Pismo Święte z torebki i że to w istocie nie kapusta odpowiada za kondycję jej zwyrodniałego kręgosłupa. Pohamował się, jednak nie chcąc być na tyle chamski. Limit złośliwości wyczerpał już na dobrych pięć lat.
Hiacynta przecież wcale nie chciała źle, zrobiła nawet obiad! To nic, że kwaśna kapusta przeżerała dno miski, a pieprz aż piekł w oczy. Charles chciał wierzyć, że było w tym wszystkim choć minimum troski, którą cały czas mu wypominała na przemian z jego nieróbstwem. Uniósł wzrok znad miski.
- Co jest złego w pacierzu? - Zapytał spokojnie sięgając po łyżkę i mieszając nią w zawartości talerza. Zupa była gorąca jak diabli, dopiero ściągnięta z palnika.
- Wiesz co? Mam pomysł – mruknął i ryzykując życiem uniósł łyżkę do ust – w warsztacie mam parę części, jakieś dwa kółka też się znajdą. Masz rację, nie było mnie, ale mogę ci zrobić taki mały, lekki wózek. Może nawet na silnik elektryczny? Nie będziesz więcej dźwigać ciężkich zakupów, tylko wygodnie je sobie przewieziesz, gdzie chcesz. Może wtedy będziesz mogła ty mnie wreszcie za coś pochwalić. Bardzo dobra zupa – opanował grymas mięśni twarzy w reakcji na myśl o piekielnej defekacji, która czekać go będzie po tym specjale. Kubki smakowe miał już na szczęście przystosowane, pomógł mu w tym jego wierny przyjaciel, tytoń. Chwilę jadł w milczeniu, od czasu do czasu przepijając pieprzną mieszankę ziołami na uspokojenie. Język palił go podwójnie – od przypraw i gorąca.
- Przekażę mu słoik, na pewno będzie szczęśliwy. Był u mnie w warsztacie, pytał jak się czujesz – nawet nie zadał sobie trudu, by spytać, skąd wie, że Edams wrócił do miasta. To byłoby, jak zapytać krowę, dlaczego ryczy. Odpowiedź nasuwała się sama. Z głupią miną przyglądał się, jak staruszka zapuszcza „dyskretnie” żurawia do okna. Nawet nie interesowało go, co tam zobaczyła. Ile rzeczy widzianych z tego okna na przestrzeni lat zaraportowała koleżankom z kółka? Aż dziw go brał, że żaden dowcipny chłopaczek nie zaczął regularnie wystawać pod tym oknem, wygrzewając swoje opalone na złocisto cztery litery w promieniach słońca. On pewnie by tak zrobił.

_________________
Będę, jak wrócę
[mru]
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lis 20 2017, 00:00

To żaden Heferth czy Bradford. Tak przynajmniej wydało się Hiacyncie. Uznała, że to musiał być ten Bostwick. Nie mogła go baba rozgryźć, więc jej starczy umysł oraz bujna wyobraźnia dopowiedziały historię. Wiedziała, że mieszkał gdzie indziej, toteż uznała, że pewno mu się do kochanki spieszy. Albo kupować narkotyki. Albo je rozprowadzał, albo sam brał. Tak, tak, sam brał. Pewno dlatego chodził taki podejrzany.
- Pacierz się do Boga zmawia, do Matki Boskiej a nie do kapuśniaku! - rzuciła Charlesowi oburzone spojrzenie. Jak mógł tak bluźnić? Nie tego go uczyła. Zmrużyła swoje ślepia słuchając rewelacji o wózku. A, więc to tak chciał się babci jedynej pozbyć? Wózek elektryczny jakiś jej zbudować zamiast samemu pomagać i z babcią czas spędzać? Jak zwykle, leniwy! A ona pomagała przy jego przewijaniu! I nie zwalała obowiązku na żadne maszyny przewijające! Nie ważne, że takie nie istniały.
- No dobrze, dobrze. Jak uważasz, Charlesiku - zgodziła się wreszcie. - Jak miło, co za chłopiec złoty, że się moim zdrowiem interesuje - rozwinięcie tematu Edamsa od razu poprawiło babie humor. Rozczulała się przez jakiś czas nad wspaniałością Vincenta krytykując przy okazji pracę i zainteresowania własnego wnuka. Na koniec wcisnęła kapuśniaku do słoika z przykazaniem, żeby Charles uważał i nie potłukł. "Bo Vincencik będzie głodny".

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 27
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lis 20 2017, 00:11

- Ksiądz na kazaniu mówił, że Bóg jest wszędzie - wzruszył ramionami, kończąc zupę, której ostatki przypomniały mu o jego ostatniej biegunce. Zaraz po powrocie z Nowego Jorku, odzwyczaił się bowiem od babcinych specjałów i przypłacił to litrami wylanych łez... i innych płynów. Babcia uznała zapewne, że to kara Boża zesłana na nieudacznika, nie wyprowadzał jej z błędu. Podobnie nie wyprowadzałby jej z błędu, gdyby oburzyła się głośno na pomysł z wózkiem, który przecież także sam by się nie zrobił. Niepotrzebnie się uniósł na samym początku ich rozmowy, niepotrzebnie zawracał sobie głowę. Byleby teraz to wszystko nie odbiło się na Rosie.
- Tak, złoty złoty - przytaknął, po cichu dziękując Bogu, że to już koniec kapuśniakowego koszmaru. Koniec i początek zarazem. Charlesik był kolejną rzeczą, której na wszelki wypadek nie komentował. Podobnie, jak całej późniejszej tyrady, by kiedy przyjdzie czas, z poczuciem autentycznego psychicznego wyczerpania zawlec cztery litery na górę i zamknąć się w pokoju. Wieczór spędził na oglądaniu głupich komedii i obiecywaniu sobie, że kiedyś jeszcze jej pokaże. Akurat.

/zt
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t110-charles-bucket#310
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 42
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pią Gru 08 2017, 18:48

Maszerował raźno ulicą, co jakiś czas poprawiając ułożenie szalika i kurtki. Ile razy by jednak tego nie zrobił, wiejący mocno zimny wiatr zdawał się wciskać każdą, najmniejszą nawet szczeliną. Pozostało więc jedynie wcisnąć głowę w ramiona, zagryźć zęby i iść dalej. Od czasu do czasu spoglądał za siebie, na idące za nim dwa chude i kosmate kształty. Nie powinien brać ich ze sobą, wiedząc do kogo się udaje. Wiedział, że nie powinien, nawet bardzo nie powinien. Jednak jak na złość, kiedy chciał je zamknąć w domu, wstrętne sierściuchy tak rozdarły mordy, że momentalnie zwizualizowało mu się pobojowisko jakie zrobią, jeśli zignoruje żądanie. Pozostało mu więc tylko rzucać w ich stronę piorunujące spojrzenia, które najwyraźniej nie robiły na psiskach najmniejszego nawet wrażenia. Na dodatek wietrzysko zdawało się w ogóle im nie przeszkadzać, obie łajzy biegły truchtem z rozdziawionymi paszczami, wielce szczęśliwe. To wkurzało Lucę jeszcze bardziej. Westchnął. Poprawił szalik. Mocniej chwycił skrzynkę z narzędziami. Dochodzili do celu.
Nagle zatrzymał się kilka metrów przed płotem Bucket'ów. Odwrócił się. - Leżeć. Zostań. - warknął na psy, wskazując miejsce gdzie miały czekać. - Ruszycie włochate dupska, a obiecuję, że was oskóruje żywcem, pchlarze. - dodał jeszcze z wyraźną groźbą w głosie. Psy zastrzygły uszami, zamknęły pyski i przez chwilę mierzyły właściciela wzrokiem. A potem posłusznie położyły się, gdzie kazał. Obietnica brzmiała nad wyraz poważnie.
Lucas rzucił im ostatnie, podejrzliwe spojrzenie, pogroził jeszcze palcem na odchodne, po czym żwawo przekroczył ulicę, następnie granice podwórka Bucket'ów i zastukał w drzwi. - Pani Bucket? Lucas Laverne, przyszedłem w sprawie naprawy płotu! - odezwał się, po czym cofnął o krok, nasłuchując dźwięków płynących z domu. Chciał czy nie chciał, słyszał to i owo na temat babci Hiacynty. Nie lubił jednak plotek, więc starał się mieć na starcie neutralne nastawienie. Zawsze uważał się za człowieka, który przy odrobinie chęci jest w stanie dogadać się z każdym. Czas pokaże na jak trudną próbę zostanie wystawiona jego dobra wola.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t435-lucas-laverne#8489
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pią Gru 08 2017, 20:01

Całe przedpołudnie babcia Bucket spędziła na modlitwach w kościele. Kółko Różańcowe miało rano specjalne spotkania po porannych nabożeństwach. Zmawiano wtedy nie tylko kolejne tajemnice różańca, ale i omawiano to, co działo się w mieście. A miasto to, było pełne grzeszników! Choćby taki Rios, który wydawał się być porządnym stróżem prawa, nagle pokazał swoje diabelskie, żądne młodocianych ciał wcielenie.
- Ona jest nieletnia, ta Ukrainka z Wenezueli - powiedziała ostatnio Gertruda chowając różaniec do pudełeczka.- Nieletnia, i pracuje na czarno.
- Jak to Ukrainka - zawtórowała Eleonora. - A ile on ma lat? Czterdzieści! - prawie splunęła. Zorientowała się jednak, że jeszcze nie wyszła z kościoła, i że nie wypada. - Pilnuj lepiej, Gertrudo, czy młody Chambers dycha jeszcze. Spotyka się z tą szachrajką, Crimson, co męża ubiła dla majątku. Teraz będzie to samo, mówię ci!
Wyposażona w takie informacje Hiacynta wróciła do domu. Musiała przygotować obiad dla Vincencika, fasolkę w sosie własnym. Podania miejskie mówiły, jakoby sos zrobiony był z rozgniecionego, gotowanego grochu i ostrej papryki. Zapach roznosił się już po całym domu. Szybko uderzył w nozdrza pukającego do drzwi Lucasa.
Po chwili mu otworzyła. W brązowym sweterku i spódnicy do połowy łydki. Na stopach miała stare kapcie. Popatrzyła na mężczyznę z dołu, bo w swej starości zdążyła się już nieco skurczyć. Zerknęła też podejrzliwie na skrzynkę na narzędzia.
- Pan Laverne, tak? - zapytała dla upewnienia się. Poleciła go jej Gertruda, której naprawił dziurę w schodach. - Kilka sztachet się obluzowało, o tam, przy bramce - wpuściła go do środka, żeby się rozłożył z czym potrzebuje. - Może ma pan ochotę na obiad? - zapytała przymilnie pilnie go obserwując. A co, jeśli był złodziejem? Na psy, póki co, nie zwróciła uwagi. Obiadu też mu tak naprawdę nie żałowała. Jej wnuk, niedojda, warchoł i niewdzięcznik gardzieł jej obiadami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 42
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pią Gru 08 2017, 20:31

Pachniało obiadem. Lucas nie mógł jednak sprecyzować, czym dokładnie. Zresztą i tak nie miało to w tej chwili większego znaczenia. Zapach wzmógł się, gdy otworzyły się drzwi wejściowe, a jego oczom ukazał się nikt inny, jak szanowna pani Hiacynta Bucket. - Tak jest, proszę pani. Nikt inny niż ja we własnej osobie. - odpowiedział na jej pytanie, uśmiechając się lekko zza szalika. Następnie spojrzał w kierunku, który wskazywała. Oczywiście z tej odległości nie było szans, żeby zobaczył obluzowane sztachety, ale niektóre rzeczy człowiek robi odruchowo. - Od razu wezmę się do roboty, żeby nie trzymać pani w tym przeciągu. Straszne dziś mamy wietrzysko. - dodał jeszcze, poprawiając chwyt na rączce od skrzynki z narzędziami, w wyniku czego zawartość zagrzechotała cicho. Już miał się zbierać, gdy do jego uszu dotarło pytanie o obiad. Przez moment się wahał, bijąc z myślami, ale ostatecznie uznał, że jedzenia się nie odmawia. - Oh, jest pani zbyt uprzejma. - odpowiedział. - Jeśli to tylko nie będzie dla pani kłopot, to chętnie skorzystam z propozycji. Ale najpierw praca, jeśli pani pozwoli. Nie mógłbym spokojnie usiedzieć wiedząc, że robota czeka. - ponownie obdarzył babcię Hiacyntę lekkim uśmiechem, po czym zasunął mocniej zamek w kurtce i ruszył w stronę ogrodzenia.
Skrzynkę z narzędziami położył koło ścieżki, rzucił szybkie spojrzenie w stronę psów (na całe szczęście nie próbowały się ruszyć z miejsca, w którym je zostawił), po czym całą uwagę skupił na sztachetach. Rzeczywiście kilka z nich wyraźnie się ruszało przy pociągnięciu, a jedna trzymała się na ostatnim gwoździu. Naprawa nie była ani trochę skomplikowana, więc poszła szybko. Na wypadek przeszedł się jeszcze wzdłuż płotu tam i z powrotem, uważając na wszelkie ozdobne rośliny, jeśli jakieś rosły po drodze, i sprawdzając czy w innych miejscach też nie trzeba czegoś poprawić. Znalazł jeszcze dwie sztachety trzymające się na słowo honoru, a na koniec zainteresował się furtką. Dopiero gdy dokręcił śrubki przy klamce poczuł się usatysfakcjonowany na tyle, że był gotów zdać raport pani domu z wykonanych prac. W tym celu ponownie udał się do drzwi wejściowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t435-lucas-laverne#8489
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pią Gru 08 2017, 22:16

Pachniało, to mało powiedziane. Zapach fasoli na ostro aż wiercił w nosie. Hiacynta ponownie zmrużyła oczy i zmierzyła Lucasa spojrzeniem. Wyglądał trochę jak cygan! Na samą myśl o tym aż dreszcz przeszedł jej stare plecy. A ta skórzana kurtka? Kto to wdział? Takie nosiły bandziory jeżdżące na motocyklach.
- Zimno, zimno. Boże Narodzenie idzie, na roraty trzeba mimo to chodzić! - pokiwała głową. Co gorsza, w ogóle go nie widywała w kościele, więc pewno nie chodził na msze! Kogo ta Gertruda jej poleciła? Nie podpadł jednak ani jednym złym słowem czy zachowaniem, więc nie mogła go za nic zbesztać ani wykląć.
Bez słowa wypuściła Laverene z powrotem na zewnątrz, żeby naprawił płot. Sama udała się do kuchni, z której zerkała co kilka chwil przez okno, zza firany. Jakby chcąc upewnić się, że nie pokradnie jej sztachet czy nie podepcze rabatek. W tym czasie wyciągnęła z szafki półmisek i sztućce. Ostra fasola z sosem grzała się wesoło w garnku a Hiacyncie przez głowę przeszło, że powinna dodać do tego cebulę. Tak też zrobiła, szybko podsmażyła ją na małej patelence, a dom wypełnił kolejny zapach.
- Buty pan zdejmie, sprzątałam dzisiaj, zamiatałam. Żeby pan piachu nie naniósł - zaprosiła go gestem do kuchni. Na stoliczku obok leżał prawie skończony sweter. Czerwony, z bałwankiem. Zapewne później zostaną doszyte do niego płatki śniegu. Babcia Bucket chochlą nałożyła fasoli do talerza, dodała smażoną cebulę i postawiła naczynie za stole. -Żeby tylko nie wystygło. Ile się należy?
Nie wyglądał na młodego. Na oko jakieś czterdzieści lat, jak ten policjant. I co, i naprawiał płoty? A rodzina? Może rozwodnik? Zerknęła na dłonie mężczyzny w poszukiwaniu obrączki. Nic nie znalazła. Na pewno rozwodnik. Pewnie też alimenciarz, i w taki sposób dorabiał na dzieci. Dlaczego się rozwiódł? Pewno zdradził! Hiacynta już wszystko wiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 42
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pią Gru 08 2017, 22:58

Cóż powiedzieć, chyba tylko komuś tak odpornemu spożywczo jak Lucas mogło przejść przez głowę, że zapach unoszący się w całym domu ma coś wspólnego z byciem apetycznym. Może trochę kłuło w nosie, ale kto by się tam tym przejmował? Na darowane jedzenie się nie grymasi!
Posłusznie zdjął buty, zgodnie z poleceniem starszej pani i odwiesił kurtkę oraz szalik na wieszak. Następnie szybko potarł dłonie najpierw o siebie, a potem o uda, żeby się rozgrzać. Dopiero potem wszedł do kuchni i usiadł przy stole. Postawiony przed nim talerz z fasolą i cebulą wyglądał jak wyzwanie. - Bardzo dziękuję. Piętnaście kredytów. - odpowiedział, zanim włożył pierwszą łyżkę do ust. Jego kubki smakowe zaprotestowały słabo - przez pół życia narażał je na takie doświadczenia, że było to wszystko na co było je stać. Przeżuł. Zakręciło go w nosie. Przełknął. Teraz odezwało się gardło. Zamrugał. Po piątej łyżce poczuł lekkie poruszenie w okolicach żołądka, po dziesiątej jego organizm się poddał i Lucas mógł dokończyć obiad w spokoju. Na koniec wyskrobał jeszcze z dna talerza resztki sosu. Teraz powinny rozlec się oklaski i wiwaty w nagrodę za ten wyczyn, ale można było liczyć co najwyżej na potępiające spojrzenie gospodyni. Oczywiście nie zdawał sobie sprawy, że przez cały czas posiłku jest dokładnie oglądany i na podstawie tych obserwacji są wyciągane tak daleko idące wnioski. O nie, poświęcony w pełni opróżnianiu talerza, Luca pozostał w błogiej nieświadomości. Ba! Tym obiadem staruszka nawet zyskała w jego oczach!
- Wyśmienite. Doskonale pani gotuje, pani Bucket. Bardzo dziękuję. - powiedział, gdy nie udało mu się już nic więcej zdziałać łyżką. Bębny piekielne jeszcze nie odezwały się z jego żołądka więc nie było źle. Układ pokarmy wciąż był po jego stronie. - Jeśli ma pani jeszcze coś do zrobienia lub naprawienia, to chętnie się tym zajmę w zamian za ten wspaniały posiłek. - dodał i, o zgrozo, był w tym oświadczeniu całkowicie szczery. Ciężko w tym momencie określić, czy był koszmarem czy marzeniem kucharzy. Jednak jeśli chodzi o wszystkie babcie świata, to chyba jednak marzeniem - pytanie czy babcia Hiacynta okaże się wyjątkiem...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t435-lucas-laverne#8489
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Gru 10 2017, 22:17

Hiacynta może i miała serce z kamienia a duszę z drutu kolczastego. Ale była też babcią, co też sprawiało, że z nieukrywaną radością przyglądała się jak Laverne pałaszuje przygotowaną przez nią fasolkę z cebulką w sosie własnym. To, że Laverne wracając do domu po prostu odleci na własnym wietrze było sprawą drugorzędną.
- Piętnaście. Nie drogo, kochanieńki panie - powiedziała kiwając siwą głową. Zostawiła go na moment samego, żeby udać się do pokoju, w którym zostawiła swoją ciężką torebkę. Wyciągnęła z portmonetki pieniądze i wróciła do kuchni. Biorąc tyle za naprawy pewno nie utrzyma tych swoich dzieci i zdradzonej żony, alimenciarz jeden. Zamierzała po jego wyjściu natychmiast przedzwonić do Gertrudy i podzielić się z nią swoim spostrzeżeniem.
- Smakowało? Ojoj - uśmiechnęła się udając skromną, jak Pan Bóg przykazał. Tak naprawdę uważała, że jej fasola jest najlepsza na świecie, tak samo jak z resztą kapuśniaczek. - Drzwi miałam do naprawienia, bo skrzypiały. Ale mały Vincencik Edams wrócił ostatnio do miasta. I mi naprawił. Na wnuka niedojdę i nieroba liczyć to ja nie mogę, oj nie, nie! Wnuk mój to się tylko za panienkami lekkich obyczajów ogląda, i fiu bździu mu z głowie- pobiadoliła. - Złoty chłopiec z tego Vincencika, a jakie policzki rumiane ma! Zdolny, w ratuszu pracuje. Sam zarządza całym systemem informacyjnym i innymi pracownikami. - zaczęła zachwalać biednego Edamsa. Wszystko, co jej powiedział, poprzekręcała po swojemu. A jakże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 42
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Gru 10 2017, 22:54

Naprawdę fasolka babci Hiacynty nie była najgorszą z potraw, jakie skonsumował. To, że był skrajnie niewybredny, to jedno. Przede wszystkim wychodził z założenia, że jeśli jedzenie się (za bardzo) nie rusza, to zapewne jeszcze jest jadalne - trzeba tylko ewentualnie zdjąć wierzchnią, puszystą warstwę. Nie żeby fundował sobie tego typu atrakcje codziennie, ale się zdarzało - mógł się więc albo przekręcić, albo przyzwyczaić, jedno z dwojga. Jeszcze chodził po tym świecie i miał się całkiem nieźle, więc było jasne która opcja wzięła górę. Zatrucia pokarmowe to coś, co Lucasowi z zasady się nie zdarzało. Piekielna fasola nie była więc dla niego żadnym przeciwnikiem!
- Bo i robótka nietrudna, szanowna pani. - odparł z uśmiechem. Gdy wyszła z kuchni, podniósł się i odstawił talerz do zlewu, wcześniej go opłukując. Faktem było, że aktualnie mu się nie przelewało. Z drugiej strony - niczego mu też za szczególnie nie brakowało. Żył z dnia na dzień, nie przejmując się co będzie w przyszłości. Co prawda dostawał też pieniądze z wojska, ale wszystkie szły na konto, gdzie zalegały nigdy nie ruszone. Wyglądało to tak, jakby chciał coś przeczekać. Co dokładnie? To wie tylko Luca.
- To dobrze, że ma pani kogoś, kto pani pomaga. Taki chłopak to pewnie dla pani skarb. - odparł, odbierając zapłatę i chowając ją do kieszeni spodni. Tematu wnuka nieroba nie poruszył. Daleki był od osądzania kogoś, kogo na oczy nie widział. Oczywiście niechęć do pomocy własnej babci była godna nagany, ale nie jemu to oceniać. W końcu nie wiedział czym było spowodowane to zachowanie. Chociaż przez myśl mu przeszło, że ma to pewną dobrą stronę - więcej zajęcia dla niego. Daleko do domu Bucket'ów nie miał, droga przyjemna jeśli tylko wiatr nie próbował urwać człowiekowi głowy... Było to może nieco egoistyczne z jego strony, ale cóż... Świata nie zbawi, a za coś psy karmić trzeba. Tym bardziej, że ich podejście do jedzenia było dużo bardziej restrykcyjne od jego własnego. A właśnie... psy...!
- Jeśli nie ma już nic do zrobienia, to pozwoli pani, że będę się zbierał. - rzucił zasuwając krzesło i stawiając pierwsze kroki w kierunku korytarza. Miał przy tym nadzieje, że kundle nie ruszyły się z miejsca. Ostatnie na co miał chęć to szukać ich teraz po całej okolicy. - Jeszcze raz dziękuję za obiad. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł jeszcze w czymś pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t435-lucas-laverne#8489
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Gru 11 2017, 14:34

- Tak, tak. Prawdziwy skarbuś z tego Vincencika! - pokiwała siwą głową. Miała już udziergany dla chłopaka sweter. Dla Charlesa też zamierzała zrobić. Choć nie była pewna, czy zdąży. Chłopak był tak samo nieudany jak jego ojciec, nieudacznik!
Zapewniła Hiacynta Lucasa, że w razie potrzeby do niego przedzwoni i zachwalając swoją fasolkę odprowadziła do drzwi. Psów wciąż nie zauważyła, ale to i lepiej. Pewno by jeszcze co gorszego wymyśliła o Laverne. Gdy meżęczyzna wyszedł, od razu pobiegła żwawo do telefonu, ażeby przedzwonić do Gertrudy i podzielić się z nią tym, co odkryła. To nie mogło absolutnie czekać. Lucas miał dzieci na utrzymaniu, a nadchodziły święta. Pewno nie miał co do garnka włożyć. Tak właśnie kończyli ci, co zdradzają swoje żony.

2-zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pią Lut 02 2018, 10:11

Thomas bardzo szybko pojął, że chyba lepiej zrobiłby jednak oddając się w ręce sprawiedliwości, zamiast podejmować stanowisko klechy w takim miejscu jak Rode. Kiedy się jednak już powiedziało A, to nie miał wyjścia i musiał powiedzieć też B, dlatego dzisiaj dzielnie znosił wesołe kolędowanie małych ministrantów, siedzących z tyłu Impali i brudzących mu tapicerkę butami mokrymi od śniegu. Rzucali się czymś, co wyglądało na obierki od mandarynki, a Thomas dał sobie za mocne postanowienie, że do końca drogi ich nie zastrzeli, choć z każdym przejechanym metrem był coraz bliższy zmiany zdania.
Przy kolejnej zwrotce jakiejś wariacji na temat kolędy "Wśród nocnej ciszy", w końcu nerwy mu puściły i zahamował tak gwałtownie, że ministranci polecieli do przodu. Plus był taki, że przestali w końcu śpiewać, minus natomiast, że dotarli na miejsce i teraz zaczynały się schody.
Udawanie na ambonie to jedno, w konfesjonale drugie. Jednak chodzenie po domach obcych ludzi to trzecie i chyba najmniej przemawiające do Thomasa zajęcie. Wypadło jednak dzisiaj na niego i nie miał innego wyjścia, jak wysiąść z przyjemnie zagrzanego auta, pogonić ministrantów, po czym powlec się za nimi z miną cierpiętnika.
Pierwszym na trasie był dom legendarnej bestii z Rode.
Springfield nie był pewien, czy jeszcze nie zdążył jej podpaść, czy faktycznie aż tak dobrze udawał, ale na razie żadne paskudne ploteczki jeszcze się go nie imały. Jeszcze, bo jak sądził, może się to dzisiaj zmienić. Ociągając się jak tylko mógł, szedł za podzwaniającymi i przepychającymi się ministrantami, udając, że wcale nie słyszy ich klnięcia. Stając w progu domu Bucketów uznał, że jeżeli jest jakiś Bóg, to dobrze byłoby, gdyby właśnie mu pomógł, bo może nie wyjść z tego żywy.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Nie Lut 04 2018, 22:25

Baba dom miała przystrojony od rana. Jeszcze poprzedniego wieczora uprasowała biały obrus, który dzisiaj położyła na stole. To nie był byle jaki obrus. Hiacynta rozkładała go tylko podczas bardzo ważnych uroczystości, takich jak kolacja bożonarodzeniowa czy właśnie kolęda. Niech ksiądz wie, że jest w tym domu szanowany!
Od południa zdążyła przygotować pulpeciki w sosie cebulowym, uprzątnąć przedsionek oraz zmówić cztery tajemnice różańca. Kiedy Thomas zadzwonił do drzwi, żwawo skoczyła mu otworzyć. Zapewne zaczął swoją wizytę kolędą, toteż Babcia Bucket dołączyła do śpiewania. Zauważyć przy tym trzeba, że śpiewała tak głośno i żarliwie jak tylko mogła. Jak to mawiał święty Franciszek, kto śpiewa- modli się wszak dwa razy.
- Niech będzie pochwalony, niech będzie pochwalony! - zawołała, kiedy pastorałka się skończyła. Rozejrzała się szybko, czy wszystko w domu wygląda jak powinno, żeby wstydu przed księdzem nie było. Nie wiedziała jednak co jest gorsze: brak Charlesa czy jego ewentualna obecność. Nie było go w domu, a powinien być, modlić się razem z nią, porozmawiać z nowym księdzem, zrobić chociaż raz dobre wrażenie. Z drugiej strony, gdyby był, to pewno wyglądałby jak ten kocmołuch z komina i tylko musiałaby się wstydzić takiej zakały i nieudacznika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lut 05 2018, 11:27

Thomas nie miał zielonego pojęcia co robi, mniej więcej taka była prawda. Mógł jedynie wymawiać się nowatorskim podejściem do obrzędów religijnych wszelkiej maści, miał nawet przygotowaną wymówkę, na wypadek gdyby ktoś mu coś takiego zarzucił.
Teraz jednak miał poważniejszy problem na głowie. Wtórując mniej więcej co drugie zdanie kolędy, którą prowadzili ministranci (i chwała im za to, aż zaczął się cieszyć, że nie wystrzelał gówniaków gdy mógł), nadrabiał dobrą miną do złej gry, głównie ruszając ustami zamiast śpiewać, chyba, że akurat baba na niego spojrzała. Wtedy jakby zyskiwał nowe siły w płucach i zdołał odśpiewać parę wersów.
- Pokój temu domowi i jego domownikom - odparł, uśmiechając się uprzejmie i wchodząc głębiej do domostwa. Nie umknęło jego uwadze, że wszystko tutaj było gotowe na jego przyjście, co trochę zbiło go z tropu. Wiedział, że Hiacynta Bucket należała do najgorliwszych członkiń kółka, ale mimo kiedy już spojrzał diabłu w oczy, niesłusznie chyba jej nie docenił.
Na dobry początek suto skropił wszystko wkoło wodą święconą. Jakby to miało w czymś pomóc i odgonić od niego wszelkie zło, które miało się wydarzyć.
- Jak zdrowie, pani Bucket? Muszę bardzo podziękować za prezent od pań. Wszystko było wyborne - powiedział najbardziej serdecznym tonem, na jaki było go stać. Co prawda kapuśniakiem przetykał rury w umywalce, mając wątpliwości, czy ich nie poprzepalał, ale przecież nie świadczyło to o tym, że nie był wyborny. Otworzył swój nieśmiertelny kajet, gdzie odnotował, gdzie zaszedł, a gdzie jeszcze nie. Tak naprawdę tylko udawał, że coś zapisuje, poza zasięgiem wzroku Hiacynty rysując szlaczek z poważną miną.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lut 05 2018, 13:59

Łypała co chwila na Thomasa, chcąc sobie dokładnie obejrzeć z bliska nowego księdza. Aj, jaki był młody! Jak mu do twarzy było w sutannie! Ileż to młodych dziewcząt pojawiało się częściej w kościele, odkąd przyjechał ksiądz Springfield.
- Na wieki wieków, amen!- zaskrzeczała żarliwie, kiedy pobłogosławił jej skromne domostwo. - Ach, zdrowie! Ksiądz usiądzie, co będzie tak stać? Ksiądz się jeszcze nachodzi dzisiaj! - zaprowadziła go do stojącego nieopodal, nasiąkniętego naftaliną zapachem kapusty fotela. - Lepiej by było, gdyby wnuk mój częściej w domu bywał. Nic ten chłopak nie robi, tylko się pałęta po mieście z nieporządnymi osobami, podejrzanymi typami! Źle on skończy, ja to mówię! Do kościoła by poszedł, do spowiedzi, pacierz zaczął regularnie zmawiać. A może by tak po egzorcystę zadzwonić? Pewno opętany - poczęła Hiacynta się żalić na swoje nieszczęsne życie. Gdy tak mówiła, dała ministrantom po dwadzieścia kredytów, Springfieldowi wręczyła natomiast kopertę, w której znalazł kolejne dwieście. Z najlepszymi życzeniami, na nową elewację kościoła. - Smakowało? Aj, to wspaniale, to dobrze! Takeśmy się starały! - zanotowała w głowie, żeby przynieść księdzu kolejne słoiki z kapuśniakiem. - A ksiądz to z daleka? Gdzie ksiądz wcześniej urzędował? W dużym mieście? A tutaj to skromnie, bez przepychu, bo biednie...
Musiała wszystko wiedzieć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lut 05 2018, 14:42

Thomas za to szczególnie się babie nie przyglądał, skromnie opuszczając wzrok. Dał się zaprowadzić dalej i usiadł, zastosowując się do rady proboszcza, który mówił, że parafianom trzeba poświęcić więcej czasu. Thomas miał co prawda alergię na pierdolenie, ale nie miał jakiegoś dużego wyboru, stąd też usiadł i pozostało mu wysłuchać baby.
- Młodzi ludzie są teraz bardzo zapracowani, pani Bucket - odparł dyplomatycznie. - Ale jeśli bardzo się pani martwi, możemy pomyśleć o egzorcyście. Mogę się tym nawet zająć osobiście - uznał, że jeśli będzie się z nią zgadzał, to może da mu spokój. Tak po prawdzie mógł tylko młodemu Bucketowi współczuć, choć jeszcze go nie poznał. Właściwie nie musiał. Po Rode krążyło tyle plotek, że czuł się, jakby znał. Nie sądził jednak, żeby wdawanie się w dyskusję z naczelną członkinią kółka wspomogło jego wiarygodność jako księdza.
- Bardzo smakowało, bóg zapłać! - Uśmiechnął się, zamykając notes. - Aż mi się przypomniał dom rodzinny - dodał jeszcze, chcąc uczynić swoje kłamstewko bardziej wiarygodnym.
- Nie z daleka, z Westchester. To też nie jest bardzo duże miasto, więc jestem przyzwyczajony - wyjaśnił, trzymając się tej samej gadki, którą sprzedał Aiszy. Przyjął kopertę, choć odruchowo chciał oddać. Proboszcz kazał zbierać, bo mu brakowało do nowego modelu auta, rzekomo do wożenia niepełnosprawnych z koła Dzieci Maryi, ale poczuł się z tym tak idiotycznie, jak jeszcze chyba nigdy. Postarał się jednak tego nie okazać.
- Skromność to cnota - zapewnił gorliwie, myślami już krążąc wokół flaszeczki, którą sobie skitrał pod materacem łóżka. A na razie jakoś to wszystko wytrzyma.
- W Rode tkwi duży potencjał, pani Bucket. Dostrzegam to w... - urwał na chwilę, zastanawiając się, co właściwie chciał powiedzieć. - W tych wszystkich miłych twarzach, które uśmiechają się do mnie z pierwszej ławki podczas mszy! - Zakończył, kwitując to oczywiście zniewalającym uśmiechem. Ale pierdolisz, Springfield.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lut 05 2018, 23:00

Thomas miał na pierdolenie alergię, a baba pierdoliła i pierdoliła i pierdoliła... oby nie dostał wysypki.
- On nie jest zapracowany, tylko ugania się za pannami lekkich obyczajów! Kto to widział, żeby chłopak wychowany w porządnej, katolickiej wierze oglądał się za... tfu! żydowskim bękartem od Pankhursta! - już się nakręcała, już przybierała tę swoją minę Wojowniczki Wiary. - Tak, tak! Trzeba będzie sprowadzić egzorcystę!
To mówiąc zniknęła na chwilę w kuchni, żeby nalać ministrantom soczku, a Thomasowi przynieść kubek z herbatą. Zaparzyła mu najdroższą i najlepszą herbatę jaką miała w domu! Wystawiła też cukier, jakby nowy ksiądz słodził.
- To ja przyniosę na plebanię za tydzień jeszcze ze dwa słoiki, ksiądz musi w końcu dobrze zjeść. Trzeba o siebie dbać, jak tylu parafian pod opieką - mówiła zadowolona z siebie i swojego kapuśniaku. Dobrze wiedziała, że to najlepsza zupa jaką można zjeść w tym grzesznym mieście. Przysiadła na drugim fotelu i splotła swoje stare, pomarszczone dłonie opierając je kolana. - A u Gertrudy ksiądz już był? Podobno obraz z Matką Boską nowy kupiła. Jeszcze nie widziałam, bo dopiero wczoraj przyszedł, a ja zajęta byłam. A wnuczkę jej ksiundz widział? To z nią mój Karol powinien się widywać, taka ułożona dziewczyna. Na nauki przedmałżeńskie do księdza pójdą może? Prowadzi ksiądz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Wto Lut 06 2018, 09:24

Thomas miał niejasne wrażenie, że jeszcze chwila, a skiśnie jak babkowy kapuśniak. Postanowił zostawić temat Charlesa, kiedy to zupełnie przypadkowo PRAWIE zapytał, czy mają w Rode burdel, zanim zdążył się zreflektować, że po pierwsze rozmawia przecież z Hiacyntą, po drugie, jest księdzem (podobno), a po trzecie, to nie o takie panny lekkich obyczajów chodzi. Wyjątkowo z siebie zadowolony, że udało mu się uniknąć katastrofy, ukrył zmieszanie za kubkiem z herbatą. Co prawda nie widział żadnej różnicy w tym, czy była droga, czy nie - grunt, że nie pochodziła z Turcji czy innych Brabadosów, tak jak napój którym uraczyła go Aisza.
- To bardzo miłe z pani strony, pani Bucket. Mieszkańcy miasteczka muszą panią bardzo szanować, tak się pani o wszystkich troszczy - zapewnił, śmiejąc się w duchu ze swojego sformułowania, dosypując łyżeczkę cukru do herbaty.
- Niestety jeszcze nie, pani dom był pierwszy na liście. Ale z pewnością zwrócę baczną uwagę na ten obraz - odparł, mieszając w herbacie, jakby dzwonieniem łyżeczki chciał zagłuszyć całą tę rozmowę. Zaczął się zastanawiać, czy babka zauważy, jeśli doleje sobie do napoju trochę... Innego napoju. Wyskokowego. Te rozmyślania przerwało coś o naukach przedmałżeńskich, a jako rozwodnik przejawiał jakiś dziwny rodzaj alergii nie tylko na pierdolenie, ale i pierdolenie o małżeństwach.
- Co? - Zapytał odruchowo, robiąc dziwną minę. Zreflektował się szybko. - A tak! Nie, niestety, naukami zajmuje się ksiądz proboszcz. Ma więcej doświadczenia w tym zakresie - wyjaśnił, uśmiechając się przepraszająco. No, na pewno miał więcej doświadczenia.
- To bardzo rozsądne, że Charles już myśli o ślubie. Szepnę słówko proboszczowi, chociaż nie ma się co spieszyć. Tyle małżeństw się teraz rozpada - dorzucił, tylko trochę jąkając się przy słowie "rozsądne". Rozsądne my ass. Równie dobrze mogła to być fanaberia babki i wcale by się nie zdziwił. Nie rozumiał za dobrze, skąd ta nienawiść staruszki do młodej Pankhurstówny, bo o ile dziadka faktycznie miała specyficznego, tak sama dziewczyna wydawała się w porządku. Wcale nie dlatego, że wyglądała kropka w kropkę jak Nanna Johansen, o której oczywiście Thomas jako przykładny ksiądz nic nie wiedział.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Sro Lut 07 2018, 01:49

Herbata podana przez Hiacyntę pochodziła z angielskich upraw, które produkowano w Radomiu. Dlatego właśnie była o kredyt droższa od innych.
- Aj aj! - Thomasowi udało się to, co udawało się niewielu. Udało mu się bowiem babę zawstydzić. Tak bardzo, że nawet nie łypała ile słodził i czy nie za dużo (bo cukier był przecież drogi). - Ktoś musi być porządny w tym mieście - zaskrzeczała.
Jeśli Thomas się rozejrzał, mógł popodziwiać sobie elegancki wystrój saloniku. Kanapa i fotele przykryte były bawełnianymi kapami, które miały chronić przed wytarciem. Na komódce pod holowizorem znajdowała się natomiast serwetka (na hologranie ciężko byłoby ją położyć). Kilka figurek Matki Boskiej, książka będąca zbiorem biografii kilku świętych. Sztuczne kwiatki w wazoniku. Znalazło się też kilka zdjęć młodszej o dwadzieścia lat Hiacynty z małym Charlesem. Dorosłego Bucketa próżno było szukać, choć babie udało się wcisnąć do kolekcji zdjęcie Edamsa kończącego szkołę.
- Proboszcz, ano tak - pokiwała głową. A szkoda, nowy ksiądz na pewno by wzbudził zainteresowanie! - Dlatego się rozpada, że na nauki do kościoła nie chodzą młodzi! - jak zwykle wiedziała wszystko najlepiej. - A Charles jest już w tym wieku, że powinien się ożenić. Z wnuczką Gertrudy. Po ślubie doczekam się prawnuka. I coś temu Charlesowi w końcu w życiu wyjdzie!
Czas płynął, a domów do obejścia nie ubywało. Bucketowa nie wyglądała jednak na taką, co to szybko wypuści księdza w dalszy obchód. Niech inni czekają, kiedy ksiądz zażywa jej dobrodziejstw!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Sro Lut 07 2018, 10:37

Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to faktycznie, Thomas wyczuwał w herbacie lekką nutę chytrobaby, a ta roślina pochodziła właśnie z Radomskich, nasłonecznionych kartoflisk. Nie był jednak znawcą, więc milczał na ten temat. Jego myśli nieoczekiwanie wróciły do gosposi Achille, kiedy tak pił sobie tę herbatę.
- Tak, tak oczywiście - przytaknął, nawet nie wiedząc, co właściwie babka powiedziała, bo akurat przypomniał sobie opięty uniform Aiszy, czy raczej to, co w nim było. Chcąc ukryć zmieszanie, kiedy już dotarło do niego, że to nie jest dobry pomysł na takie rozważania, faktycznie rozejrzał się po salonie, a jego wzrok zatrzymał się na zdjęciu Edamsa. Skądś go kojarzył.
- Ale jestem przekonany, że jest tu wielu porządnych ludzi, którzy po prostu się zagubili. Błądzić rzeczą ludzką! Trzeba im pomóc odzyskać drogę do Boga i sądzę, że jest pani stworzona, by wspomóc nas, duszpasterzy w tym zadaniu - rzekł z najlepiej udawanym przekonaniem, na jakie było go stać. Zaczął się tym samym zgrywać, stwierdzając, że skoro i tak musi tu siedzieć, to niech się chociaż przy tym trochę pobawi.
- To pani wnuk, Charles? - Zapytał uprzejmie, wskazując na fotografię. Prawie zazgrzytał zębami słysząc o prawnukach i sukcesie w życiu, opartym na tychże, ale wciąż zachowywał umiarkowanie sympatyczny uśmiech.
- Och, dzieci to prawdziwy skarb - pokiwał głową, zerkając w stronę ministrantów, którzy podejrzanie ucichli. Omal nie oblał się herbatą widząc, że jeden z gówniarzy postanowił z jakiegoś powodu napluć do doniczki z jakimś wiechciem. Spiorunował go wzrokiem tylko po to, by za chwilę znowu się uśmiechnąć i spojrzeć na panią Bucket, jakby nic się nie stało. Był już znużony narzekaniem staruszki, ale udawał dzielnie, że to najbardziej pasjonująca rozmowa, jaką przyszło mu prowadzić.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 68
Reputacja: wróg publiczny
Ekwipunek podręczny: Torebka a w niej: pismo święte, herbatnki, różaniec, portmonetka

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Sob Lut 10 2018, 14:35

Trzeba przyznać, że Thomas z niebywałą wprawą wlazł Hiacyncie z dupę. Jakby robił to zawodowo.
- Oczywiście! - pokiwała głową. - W kółku różańcowym wszystkie pilnujemy, by to miasto stało się lepszym. I tak się dzieje! Chrystus jest z nami, proszę księdza.
Ministranci poszli dalej, zapowiadać księdza mieszkańcom pozostałych domów, a babcia Bucket poszła zamknąć za nimi drzwi. Thomas został z nią sam.
- To? A, tak, tak. To Charles. A to Vincencik Edams - wskazała zdjęcie młodego informatyka. - Taki zdolny chłopiec. Na studia się dostał, informatyczne. Robił staż w Bugle, a teraz z całą tą wiedzą przyjechał tutaj. I w urządzie im pomaga wszystko zabezpieczać - co baba niedosłyszała to zmyśliła i opowiadała dalej. Jeszcze trochę i będą mówić, że Edams pracował dla SNASA. - Taki Vincencik Edams to skarb! Biedaczek rodzinę stracił, więc jak mogę staram się chociaż cząsteczkę tej pustki wypełnić - aż się przeżegnała z tego wszystkiego.
Czas mijał i Thomas miał szansę się ewakuować. Hiacynta na drogę wcisnęła mu jeszcze kilka kawałków ciasta, które zrobiła. Było zakalcem, ale staruszka twierdziła, że każdy się tym keksem zachwyca, jest najlepszy na świecie, i wszyscy takie robią.
Kilka domów później, po wizycie w domu Gertrudy i obejrzeniu jej nowego obrazu z Matką Boską oraz jej nieco znudzonej wnuczki Thomas ruszył w dalszą drogę. W mróz i śnieg, za to z dobrą nowiną i kropidłem. Kolejnym okazał się...

k6 losowa:
parzyste - dom Konstancji
nieparzyste - dom Pankhurstów
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t106-babka-wiadro#303
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 34 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, biblia, telefon, trochę gotówki

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   Pon Lut 12 2018, 10:24

Zawodowo? Czego się nie robi dla świętego spokoju!
- Och nie wątpię - uśmiechnął się sztucznie, choć nie sposób było tego poznać, po czym schował się za kubkiem z herbatą tak ochoczo, że poparzył sobie język gorącym napojem.
- Bugle? - Zmarszczył brwi i spojrzał na babkę jakoś dziwnie. Nie miał zielonego pojęcia, czym są Bugle. Mniejsza zresztą o to.
- Vincent z pewnością to docenia, pani Bucket. Jestem pewny że godnie zastępuje mu pani rodzinę - uśmiechnął się znowu, tym razem niewinnie, jakby wcale nie sugerował, że śmie w to wątpić oczywiście. Jednocześnie wpadło mu do głowy pytanie, czy Edams również jest taki zadowolony z takiego obrotu spraw. Może miało to swoje plusy? Może kółko pomijało go w plotkach? Chęć uniknięcia takowych sprawiała przecież, że Thomas siedział tutaj i słodził Hiacyncie, chociaż najchętniej już pognałby dalej, byle szybko skończyć i zasiąść do flaszeczki na plebanii.
Thomas podziękował za poczęstunek, ciasto oczywiście przyjął bez szemrania, zapewne rzucając niezobowiązująco, że będzie na pewno przepyszne, bo ich gospodyni pracująca na plebanii robi straszne zakalce. Nie mógł przecież wiedzieć, że miała przepis od babki, zresztą nawet jakby wiedział, to pewnie wiele by to nie zmieniło. Nakreślił kredą oznaczenie na drzwiach, trochę koślawo i niewyraźnie, bo zapomniał jak to leciało, ale babka nie wydawała się mieć obiekcji.
Kiedy wyszedł na zewnątrz, w końcu mógł ochłonąć. U Gertrudy nie spędził już tyle czasu, pozachwycał się trochę obrazem, zarzucił żarcikiem w stronę wnuczki kobiety, z którą się identyfikował, bo ona również wyglądała, jakby wolała być gdzie indziej, po czym ruszył dalej.
Ministranci szli przodem, podzwaniając i śpiewając kolędy, a Thomas miał ochotę się powiesić, co zresztą zwiastowała jego mina. A gdzie tam dalej!
Kroki skierowali do domu Pankhurstów. Przodem poszli ministranci, Thomas przystanął przed schodami prowadzącymi na ganek.

z/t -> dom Pankhurstów.
Powrót do góry Go down
Online Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t430-thomas-springfield
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

PisanieTemat: Re: Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa   

Powrót do góry Go down

Dom Hiacynty i jej wnuka, Charlesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Rode :: Dzielnice mieszkalne-