Share|

Hodowla Chocobów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Hodowla Chocobów  ♦ Pon Wrz 04 2017, 14:16;

First topic message reminder :




HODOWLA CHOCOBÓW

Hodowla chocobów oddalona jest od miasta o mniej więcej dwa kilometry. Nie jest to duża odległość, mieszkańcy bez problemu mogą pokonać ją na piechotę.
Jest to ogrodzony kompleks w skład którego wchodzą trzy budynki: jeden mieszkalny, jeden pracowniczo-socjalny oraz największy, w którym znajdują się boksy chocobów. Tuż obok niego wyznaczono teren pełniący funkcję wybiegu. Młode chocoby wykluwają się wczesną jesienią, wtedy też właściciel hodowli zatrudnia dwóch dodatkowych pracowników sezonowych, którzy po przeszkoleniu pomagają się zajmować dorosłymi osobnikami by stali pracownicy mogli poświęcić więcej czasu pisklętom.
Przed wejściem do każdego z budynków (poza halą  z boksami, gdzie teren jest nieco wydeptany) rośnie równo skoszona trawa. Przy ogrodzeniu oraz nieopodal wybiegu rośnie kilka drzew, w tym trzy wiśnie.
Dla klientów kompleks otwarty jest od godziny dziewiątej do dwudziestej drugiej, zimą do dwudziestej. Tutaj znajduje się również gabinet weterynaryjny.

Uwaga! Chocobów nie wolno dokarmiać bez pozwolenia pracownika! Klienci i zwiedzający winni uważać także na ostre dzioby ptaków oraz stosować się do zasad BHP.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Kwi 05 2018, 21:34;

— Ale on ma iść pod nóż więc po co mu opieka matki? — Gwen wyraziła brak logiki Elii poprzez wykrzywione wargi i zmarszczony nosek. — Jest na tyle duży aby napełnić brzuchy dwóch dorosłych. — podzieliła się swoim fachowym spostrzeżeniem, ostatni raz obrzucając chocoby łakomym spojrzeniem rzeźnika. Dziewczynka zadarła głowę zaciekawiona tym nagłym zainteresowaniem lubiącej psy, pani weterynarz. Odruchowo pogładziła przód swojego płaszczyka. Spojrzenie Elii odebrała jako pełne zazdrości. Pewnie też chciała tak dobrze wyglądać!
— Pan Barnabas i jego żona mnie przygarnęli. — obwieściła wzniośle dzięki czemu łatwo było wydedukować iż Gwen uwielbia swoich nowych opiekunów i bardzo jej na nich zależy. Dziewczynka miała jeszcze za mały zasób słownictwa aby wyrazić swój zachwyt oraz wdzięczność za nowe, lepsze życie. Pani Miller roztoczyła przed nią możliwości jakich wcześniej nie miała.
— Umiem już czytać i uczę się pisać! — można byłoby przysiąc iż Gwen napęczniała z dumy jaka ją rozpierała. — A pani? Różne plotki chodzą. Na przykład krzyżują panią z latawcem. Lata... Lata.. Latawica! To dlatego, że pani lata?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Kwi 06 2018, 12:25;

Do Elii dopiero teraz dotarło, skąd wyniknęło zainteresowanie małej chocobem.
- A skąd ten pomysł? One nie są hodowane na mięso - wyjaśniła spokojnie, choć zaczęła sądzić, że Gwen posądzi ją jedynie o dalszy brak logiki. W pewnym sensie mała miała rację. Gdyby ludzie głodowali, boksy pewnie nie byłyby tak pełne, a chocoby, choć nie hodowane na mięso, w końcu mogłyby tak skończyć. Na razie jednak nikomu w Rode głód nie groził.
- To wspaniale - ożywiła się Elia. Co prawda miała wrażenie, że pana Barnabasa i jego żonę czeka naprawdę ciężka przeprawa, ale cieszyła się mimo wszystko, że Gwen odnalazła normalny dom. Elia takiej szansy nigdy nie dostała; kto wie, jak wyglądałoby jej życie, gdyby tak się stało.
Uśmiechnęła się szeroko na słowa o czytaniu i pisaniu.
- Cieszę się. Wybierasz się do szkoły, czy uczysz się w domu? - Zapytała, przekładając tablet z ręki do ręki. Aż serce rosło na widok dumy, która rozpierała Gwen, przynajmniej do czasu wspomnienia o latawicy. Martinez musiała przygryźć mocno wargę, żeby nie parsknąć śmiechem. Odwróciła na chwilę głowę w bok udając, że przygląda się chocobom, w myślach licząc do dziesięciu i usiłując nie dostać ataku panicznego śmiechu.
- Nie warto słuchać plotek, Gwen - odpowiedziała w końcu jedynie, kiedy udało jej się względnie pohamować wesołość. - Gdybym ja na przykład ich słuchała, myślałabym, że jesteś złodziejką, a jesteś przecież dobrze wychowaną młodą damą, czy się mylę? - Zapytała retorycznie, pozwalając sobie w końcu na cień uśmiechu. Nie ubodłyby jej te plotki, niezależnie od tego jak brzmiały, bo to przerabiała tuż po przyjeździe tutaj. Jedyne co mogłoby ją ewentualnie zainteresować to to, jakie podboje przypisano jej tym razem, skoro z Felixem się nie widywała, z Riosem już też nie, a jedyne, co można było jej przypisać, to prowadzanie się z bratem. "Bratem". Odrzuciła jednak te myśli, bo ani to nikomu potrzebne, ani istotne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Kwi 11 2018, 00:12;

W odpowiedzi westchnęła ciężko, bez nadziei na zrozumienie strony Elii. Przecież nie będzie jej tłumaczyła tak prostych zależności. Od tego byli inni dorośli, Gwendolyne miała większe sprawy na swojej rudej głowie, pełnej kosmatych myśli. Gdy latynoska się ożywiła, małej zrobiło się przyjemnie. Rzadko ktoś okazywał zainteresowanie oraz entuzjazm więc Elia zdobyła w jakimś stopniu sympatię dziewczynki.
— W domu! Pani Irma mówiła, że najpierw trzeba wyjaśnić moją sytuację prawną. — odpowiedziała bawiąc się guzikiem płaszczyka. — Pan Barnabas powiedział, że to wszystko wina pierdolonych biuro... biurokaratów. Czy jakoś tak. — piegowaty nosek się zmarszczył pod wpływem usilnego przypomnienia sobie co mamrotał Miller gdy po raz kolejny został wraz z żoną odesłany z kwitkiem. Nieustannie wymagano coraz to nowszych papierów i potwierdzeń.
— Ale ja jestem złodziejką. — obruszyła się — I damą! Złodziejską damą. — zabujała się na piętach, nadmuchując policzki. — Pani Irma nie pozwala mi kraść ale czasami ciężko się oprzeć... — westchnęła jak styrana życiem babuleńka, którą życie naraziło na wiele pokus. Gwen nie wiedziała co to pytania lub twierdzenia retoryczne.
— Plotki są fajne. Staruchy mi płacą za informacje. — pochwaliła się — Są tak durne, że łyknęły plotę o sprzedawanym ludzkim mięsie u Andersona. — zachichotała. — Masz chłopaka? — zapytała nagle, a małe, chochlicze oczka Gwen rozjaśnił dziwny błysk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Kwi 12 2018, 14:16;

Westchnienie Gwen znaczyło więcej, niż tysiąc słów, a Martinez tak jak podejrzewała, na tej płaszczyźnie nie znajdzie porozumienia z dziewczynką o równie praktycznym podejściu do życia, co Gwen. Mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy kiedykolwiek jej to przejdzie, skoro w końcu odnalazła kochającą rodzinę i dom.
- Niestety tak to już jest - westchnęła. - Grunt, że pozwolili ci u nich zostać, do czasu aż się nie wyjaśni - dodała, puszczając mimo uszu wypowiedź o pierdolonych biurokratach. Była ciekawa, czy pan Barnabas, kimkolwiek był, zdawał sobie sprawę z tego, jak uważną słuchaczkę i uczennicę przyjął pod swój dach. Młoda wykazywała niezwykłą wręcz tendencję do wybierania sobie tych sformułowań, które były rynsztokowo wulgarne.
- Opowiesz mi coś o nich? - Zagaiła po chwili, mając oczywiście na myśli jej nowych opiekunów. Znacznie bardziej wolała się przejmować cudzym losem, niż swoim własnym, zwłaszcza jeśli ten tak diametralnie zmienił się dla Gwen na lepsze.
- Pani Irma ma rację - odpowiedziała, choć na chwilę musiała ukryć ręce za plecami i wbić sobie w dłoń pomalowane na czerwono paznokcie, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Mała właśnie w piękny sposób wytrąciła jej argument z ręki, choć sama Elia nie byłaby skłonna równie szybko zaakceptować przywarów, którymi obarczano ją w plotkach. Kiedy Gwen przyznała się do małego biznesu, który kręci ze staruszkami, nagle wiele spraw wskoczyło na swoje miejsce. Nic dziwnego, że pogłoski były takie wydumane, skoro narodziły się w wyobraźni McArthur.
- Uwierzyły w to? - Elia aż uniosła brwi. Chyba sobie na to zasłużyły, więc postanowiła nie ganić Gwen za ten wątpliwej moralności występek.
- Chłopaka? - Brwi Martinez uniosły się jeszcze bardziej. - Nie - odpowiedziała szybko, coś za szybko, jak na swój gust. Biorąc pod uwagę tendencję Gwen do tworzenia plotek, cokolwiek powie, obróci się przeciwko niej. - A co, masz dla mnie jakiegoś kandydata? - Zapytała żartobliwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Kwi 20 2018, 02:55;

— O kim? O państwu Miller? — zapytała dla upewnienia po czym zaciągnęła się powietrzem zbyt gwałtownie niż było trzeba. — Pani Irma jest dla mnie bardzo miła. Uczy mnie pisać i liczyć, czyta mi bajki. Wczoraj lepiłam z nią... progi. Nie, pierogi. To podobno przepis praprapra babki Pani Irmy. — zmrużyła oczy na samo wspomnienie pierożków ze skwarkami. Następne słowa nie powinny zaskoczyć Elii. — Kurwa, jakie to było dobre... — czuła jak ślinka napływa jej do ust.
— Pan Barnabas mniej mnie lubi, ale pozwala sobie pomagać w zakładzie. To znaczy sprzątam podłogi i zbieram śmieci. Chciałam Panu Barnabasowi pomagać przy sztywniakach, na co on pochrząkuje i każe mi iść sprawdzić czy mnie nie ma w pokoju obok. Nie wiem po co każe mi to robić skoro wie, że mnie tam nie ma? — zapytała oskarżycielsko, łypiąc na Martinez jakby ta miała pospieszyć z wytłumaczeniem. — Są dla mnie dobrzy. — widać, że często lubiła to powtarzać. Dobrze iż tego wybuchu śmiechu nie było bo Gwen mogłaby zareagować gwałtownie i się zezłościć.
— Ooooch, no tak. We wszystko wierzą. Stare dzidy. — błysnęły ząbki w krótkim uśmiechu, przypomniała sobie o zakazie szczerzenia zębów. — Rok temu namawiały klechę na egzorcyzmy Pana Riosa, bo uwierzyły, że jest el brujo i dlatego chocoby nie chcą się nosić, a krowy mleka dać. — nazwisko policjanta wymówiła z wyraźną sympatią, co mogło wskazywać, że dobrze go znała. Policjanci bardzo często jej pobłażali. I częstowali pączkami.
— Rzeźnik ma synów na wydaniu. Córkę już opchnął doktorkowi z Nowego Jorku, ale ten to chyba długo nie pożyje bo się kochanek nie idzie doliczyć, a Jason, syn rzeźnika już raz pobił prawie na śmierć takiego jednego co to mu siostrę zbałamucił. —  informacje z pierwszej ręki, czy Elia zorientowała się już jaki skarb przed nią stoi? — Babette zawsze powtarzała, że emigraty muszą się hajtać z amerykańcami żeby móc tu mieszkać. Mówiła, że brudasy kradną miejsca pracy porządnym obywatelom... Jak chcesz to pokaże ci gdzie mieszka ten Jason. Przypomina chodzącą szafffę... — musiała przełknąć ślinę —  Ale kilka dziewczyn mówiło, że ma sporego pytonga i chichotały. Co to jest pytong? —  na bladym czółko pojawiły się zmarszczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Kwi 21 2018, 10:17;

Skinęła Gwen głową na potwierdzenie. Był autentycznie zainteresowana nowymi opiekunami Gwen, tym, kim są i czym się zajmują. Mimo oczywistej ekstrawagancji, jaką wykazywała się dziewczynka oraz tym, że początek ich znajomości był poniekąd zniechęcający, lubiła tę małą i nie chciałaby, by okazało się, ze jej nowi opiekunowie są nieodpowiedzialni. Odetchnęła zatem, słuchając jej opowieści, uśmiechając się na komentarz okraszony oczywiście nieodłącznym przekleństwem. Pewnie długo minie, nim Gwen się tego oduczy.
- Cieszę się, że jest ci u nich dobrze, Gwen - odparła, choć uniosła brwi nieznacznie słysząc o panu Barnabasie. O ile dobrze zrozumiała, był grabarzem? W każdym razie miała taką nadzieję, bo wypowiedź Gwen równie dobrze mogła oznaczać, że jest seryjnym mordercą. - Myślę, że dla twojego dobra nie chce się na to zgodzić. Sztywniaki to wcale nie jest przyjemny widok. I brzydko pachną - poczuła się w obowiązku usprawiedliwić decyzję pana Barnabasa i zakwalifikować ją jako jedną z rozsądniejszych. Co prawda nie była zwolenniczką trzymania dzieci pod kloszem, ale wychowywanie się wśród trupów to średni pomysł.
- El brujo? Biedny pan Rios - Prychnęła śmiechem. Aż była ciekawa, czy Leon o tym wiedział, czy nieodłączne zdumienie budził fakt, że ksiądz mógł go okazyjnie skrapiać wodą święconą. Wiedziała już o małych zatargach Gwen z prawem i miała nadzieję, że wraz z odpowiedzialnymi opiekunami, takie wydarzenia przestaną mieć już miejsce. Kilka miesięcy temu, kiedy wszystko było jeszcze znacznie prostsze, rozmawiała przecież nawet na jej temat z Leonem. Stanęło na tym, że jak Gwen osiągnie pełnoletność, to on przechodzi na emeryturę. Może nie będzie musiał.
- Chyba jeszcze nie zdążyłam poznać Jasona - odparła dyplomatycznie Elia, nie będąc pewną, co na to odpowiedzieć. Plotki nigdy specjalnie jej nie interesowały, bo zwykle mało było w nich prawdy. Zaczęła się jednak zastanawiać, czy dziewczynka mówi jej to a propos sugestii o kandydacie na chłopaka i natychmiast pożałowała, że w ogóle powiedziała coś takiego. - Myślę, że skoro przypomina chodzącą szafę, nie będzie trudno go zauważyć - powiedziała ostrożnie. Nie chciała urazić dobrych chęci dziewczynki, ale miała wrażenie, że ostatnim, czego teraz potrzebuje to pogłoski, jakoby ostrzyła sobie zęby na syna rzeźnika. Słowa o pytongu prawie skwitowała śmiechem, ale jako że nie należała do szczególnie pruderyjnych osób, postanowiła podjąć się próby wytłumaczenia tego Gwen. Po chwili jednak oprzytomniała; czy naprawdę chciała wdawać się w dyskusję o pytongu jakiegoś faceta z dziewczynką, która dorabiała jako roznosiciel plotek?
- Masz ochotę napić się herbaty? Pewnie zmarzłaś - zasugerowała, zmieniając temat. - W gabinecie powinnam mieć też jakieś ciastka - dodała pojednawczo, byle odwrócić uwagę od niewygodnego tematu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Nie Kwi 29 2018, 00:35;

— A bo to ja nie widziałam sztywniaków? — prychnęła w sposób w który prychają młodzi, tuż przed tym jak się rozbijają na zakręcie. — W Kartonowisku, w zimę to można zawsze kilku takich naliczyć. — śmierć nie była dla niej niczym dziwnym, tak jak głód czy nędza. Żyła w końcu na ulicy, w kartonie pomiędzy innymi bezdomnymi, a szczurami. Mówiła o tym beznamiętnie, co było dosyć jasnym przekazem dla Elii. McArthur z pewnością nigdy nie będzie jak inne dzieci. Najważniejsze dla siebie lata spędziła w ubóstwie, wśród patologii.
— Och, pan Jason ma taaaaaakie muskuły. — pokazała dłońmi jakich rozmiarów powinna się spodziewać. Gwen nie rozumiała dlaczego Martinez śmieje się z pytonga. W sensie, tamte dziewczęta też się śmiały więc też powinna? Zaśmiała się ale mechanicznie i bez krzty wesołości. Nadal patrzyła uważnie, oczekując odpowiedzi. Samo spojrzenie mówiło wręcz WIĘC?
— Jestem ciepło ubrana. — musiała zaznaczyć swój nowy status materialny. Okręciła się, jakby prezentowała suknię na bal maturalny. — Ale napiłabym się kakao. — zrobiła kroczek w stronę gabinetu, wiedziała gdzie trzeba iść. A skoro miała obiecany napitek i ciastka to nie wypadało nie skorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Maj 02 2018, 11:30;

Trafna uwaga zbiła ją trochę z tropu. Spoglądając na tą małą w tej chwili, dokarmioną, uczesaną i ubraną, ciężko było pomyśleć, czego musiała się naoglądać, o czym zresztą dość dobitnie świadczyło chociaż jej słownictwo. Pozostawało mieć nadzieję, że nowa rodzina z czasem wypleni złe nawyki i uda jej się zapomnieć o trudnej przeszłości.
- Pan Barnabas pewnie po prostu się martwi, albo nie lubi, kiedy się mu przeszkadza - wzruszyła lekko ramionami, nie chcąc już drążyć tematu i podważać metod wychowawczych mężczyzny, kimkolwiek był. Z jakiegoś powodu w dalszym ciągu go nie kojarzyła, być może dlatego, że jeszcze nie miała okazji zawitać na cmentarz. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że być może jednak go widziała, w trakcie pogrzebu ojca Felixa. Odrzuciła szybko te myśli.
- Muskuły to nie wszystko - odparła pogodnie, mrugając do Gwen porozumiewawczo. Naprawdę niezbyt uśmiechało jej się kontemplowanie muskułów jakiegoś faceta z dziewczynką, która będzie to potem mogła odsprzedać jako najświeższą ploteczkę. Lubiła Gwen, ale ostatnim, czego jej teraz było trzeba to kolejne pogłoski.
Do Martinez szybko dotarło, że dziewczynka nie da się zbyć zmianą tematu, westchnęła zatem i wskazała ręką, w którą stronę powinny pójść.
- Coś się znajdzie - stwierdziła, choć niekoniecznie pewna, czy aby na pewno kakao. W drodze do gabinetu postanowiła podjąć nieszczęsny temat pytongów, niezależnie od tego, jak niekomfortowy by nie był. Cały czas miała bowiem świadomość, że jedno opacznie użyte słowo i będzie się musiała ostro tłumaczyć. - A co do tego pytonga... Czasem używa się takich nazw, żeby uniknąć mówienia innych. W tym wypadku pytong to pewnie penis. Dla własnego dobra lepiej, żebyś nie powtarzała nikomu, że to wiesz - wyjaśniła pokrótce. Spacer do gabinetu długo nie trwał, kiedy zatem znalazły się pod drzwiami, wpuściła Gwen przodem i poszła szperać w szafce w poszukiwaniu kakao i rzeczonych ciastek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Maj 11 2018, 00:34;

Gwen posłała jej spojrzenie 'aha, no na pewno muskuły się nie liczo'. Mała stareńka już swoje widziała i słyszała, nie jedną fachową poradę trzymała na końcu swojego różowiutkiego języka. Na razie te kwestie pozostawiała na później. Raźnie podskakiwała w drodze do gabinetu. Fachowym wzrokiem oceniła wyposażenie pomieszczenia, od razu zapamiętując gdzie są rozstawione najcenniejsze przedmioty. Za taki tablecik oddany na części uzbierałoby się z trzydzieści kredytów. Uśmiechnęła się jak łasica pod nosem. Odstawiła koszyczek, przespacerowała się i usiadła za biurkiem, na miejscu Elii.
— Bzium. — krzesło ze świstem opadło w dół by zaraz poszybować w górę. — Łiiii.
Podniosła wzrok gdy wrócił temat nieszczęsnego pytonga. — Penis. — powtórzyła to jedno słowo z rozmysłem i miną smakosza win. Zmarszczyła jednak nos i by się skrzywić. — Fuj. — podwinęła zdjęła płaszczyk, aby podwinąć rękaw.
— To to takie gumiaste...? — zaprezentowała ruchem bezwładnej ręki co ma na myśli. — Fuuuuuu! — zawołała z dziecięcym oburzeniem. — Czy penisy mają dziewczynki? Bo jednego takiego znalazłam w śmieciach Pankhurstów. — pochyliła się nad biurkiem, jakoby była święcie wzburzona i zarazem zafascynowana, że gada o kobiecych sprawach z Elią. — Może to dziada... — zamyśliła się na głos. — Poczerniał mu i odpadł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Maj 11 2018, 13:38;

Elia niestety aż nadto boleśnie zdawała sobie sprawę z tego, że Gwen swoje już widziała i wiedziała, co budziło jej nieodmienne przerażenie. Miała nadzieję, że tematu muskułów tudzież ich braku poruszać już nie będą, bo tematy okołomężczyźniane poruszane z małą McArthur mogły niebezpiecznie zacząć oscylować wokół rzekomych Martinez podbojów. Ostatnie, z czego chciałaby się teraz tłumaczyć, to upodobania do sporo od siebie starszych policjantów, choć być może była przewrażliwiona, a Gwen w ogóle nie zdawała sobie z tego sprawy. Oby.
Wyjęła z szafki pudełko ciastek, cały czas zerkając na małą kątem oka. Sympatia sympatią, ale wolała nie stawać przed koniecznością odkupowania sprzętu, który nieopatrznie mógł się dziewczynce przylepić do rączek, skoro sama tytułowała się złodziejską damą. Włączyła czajnik elektryczny, by zagotować wodę, po czym rozrywając opakowanie ciasteczek, postawiła na biurku przed kręcącą się na krześle Gwen.
- Gumiaste? - Uniosła brew w sceptycznym geście, wciąż zachowując powagę, żeby Gwen przypadkiem nie pomyślała sobie, że się z niej nabija. To raczej absurdalność tej sytuacji ją bawiła, nie same jej słowa, do których wszak miała prawo. Ile miała lat, z jedenaście? - Nie, dziewczynki nie mają penisów Gwen. Przecież sama jesteś jedną, pewnie dobrze o tym wiesz - odparła, wyjmując ciastka z opakowania i odwracając się po to, by przygotować dwa kubki. I całe szczęście, że stała akurat tyłem do rudzielca, bo musiała zagryźć wargę, żeby nie parsknąć śmiechem. Odwróciła się dopiero po chwili, stawiając parujący kubek przed dziewczynką.
- To nie tak. Czasem kiedy dziewczyny z różnych powodów nie chcą mieć faceta, kupują sobie taką zabawkę, która im go zastępuje - odparła, chwilowo jeszcze nie zdając sobie absolutnie sprawy z tego, jak bardzo nieszczęśliwie dobrała słowa. Upiła łyk herbaty, parząc sobie język, po czym dodała:
- Nie sądzę też, żeby grzebanie Pankhurstom w śmieciach było konieczne, no i to raczej nie należy do pana Pankhursta - wyjaśniła, czując się zobligowana, do naprostowania tej sytuacji, zanim wesołe ploteczki obiegną Rode. Chociaż jeśli łudziła się, że jest w stanie powstrzymać Gwen, to była w głębokim błędzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Maj 19 2018, 17:19;

Wyciągnęła chciwie rękę po ciastka, od razu łakocie znalazły się w jej dłoni. Pewne odruchy nigdy nie znikną! Jedno ciastko do buzi, drugie do kieszonki. Na czarną godzinę. Gówniane tematy nie odbierały jej apetytu.
— Czyli... — zawiesiła głos, a na piegowatej twarzy uwidoczniło się zamyślenie — Gumiasty ding dong należy do Rosy z Kozy... Zastępuje sobie tym faceta? — czółko się zmarszczyło, a potem na ustach wykwitły złośliwy uśmieszek — Może jej Kudłaty nie zaspokaja. Babette mówiła, że samce myślą tylko o swojej przyjemności i nie umieją sprawić jej kobiecie, bo uznają, że to tylko kwestia wsadzenia i wyjęcia. — pokazała dłońmi odpowiedni gest. Babette zdecydowanie nie zważała na to o czym i do kogo kieruje swoje słowa.
— To głupie. — stwierdziła z dziecinną prostotą, podsumowując w ten sposób tematykę pełną zakamarków i nieodpowiednich porównań dla dziecka w jej wieku. Zaczęła chrupać kolejne ciastko, czekając aż kakao ostygnie. Dmuchała w przerwach na mówienie. — A co robią faceci, gdy nie chcą mieć bab? — zapytała nagle, jakby jakaś myśl się pojawiła w jej głowie. Gdy i na to odpowiedziała Elia, Gwen przeszła do innego tematu.
— Facetka na targu mówiła, że zaginęła córka pijusa Barrowa. To ten, który twierdził, że porwali go kosmici czy inne scjento... sjentologii. Jakoś tak. — zamoczyła ciastko w ciepłym napoju. — Dzieciaki mówią, że uciekła bo ją stary bił i kazał się sprzedawać. Też bym uciekła. Choć może wcześniej kosę sprzedała, tak na pamiątkę i za karę... — nos zmarszczył się gniewnie jakby przypomniała sobie coś z czasów życia na ulicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Nie Maj 20 2018, 21:30;

Nie przeszkadzało jej, że Gwen tak nieskrępowanie poczęstowała się ciastkami. Elia ostatnio i tak praktycznie nie jadła, nie będąc w stanie nic przełknąć, co choć z pewnością korzystne dla jej linii, było mniej korzystne dla zdrowia, ale obecnie miała na głowie większe zmartwienia. Jeszcze nie wiedziała, że lada moment do takowych dołączy pokaźnych rozmiarów pożar.
- Znalazłaś go w śmieciach, więc najwyraźniej nie jest jej już potrzebny - wzruszyła ramionami, strając się wciąż zachować powagę na twarzy. Uznała, ze to chyba najmniej inwazyjne rozwiązanie tej sytuacji, a upieranie się i tłumaczenie, że to z pewnością należy do kogoś innego raczej wiele tutaj nie zdziała. - Chociaż wiesz co? - Zapytała po chwili, siadając naprzeciwko Gwen i nachylając się ku niej, jakby zamierzała jej sprzedać niezwykłą tajemnicę. - Myślę, że to należy do pani Bucket. Na pewno wstydziła się wyrzucić u siebie i podrzuciła Pankhurstowi, bo go nie znosi - oceniła Elia, co prawda kłamiąc jak z nut, ale raczej przekonująco. Jeśli mogła się jakoś zgryźliwej tetryczce odegrać za wszystkie te wstrętne plotki o niej i Riosie, to zamierzała skorzystać. Niech i ona skonfrontuje się z kilkoma na swój temat. Puściła całkowicie mimo uszu nauki Babette uznając, że to grząski temat.
- Faceci to świnie Gwen. Jak nie chcą mieć bab, to i tak się z nimi zadają, a potem wykorzystują i zostawiają - wycelowała w dziewczynkę łyżeczką. Z jakiegoś powodu uznała, że jeśli ma okazję ją przekonać, by trzymała się od płci męskiej z daleka jak najdłużej, to jest to świetna okazja i sposobność, by wygłosić podobne, kontrowersyjne poglądy. Trochę jednak wytrąciły ją z równowagi jej kolejne słowa.
- Summer? - Zapytała, zaniepokojona. Dziewczyna od dłuższego czasu nie pojawiała się na wolontariacie. A choć Elia zrzuciła to na karb nauki, dopiero teraz uświadomiła sobie, że przecież zwykle McDonaldówna uprzedzała, jeśli miało jej nie być, bo bardzo zależało jej na tym, by podglądać pracę weterynarza. Nawet, jeżeli nie było tu za dużo do roboty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 01 2018, 11:15;

/ z przyczepy McDonaldów
Prosto od McDonaldów zjawił się w hodowli, dzierżąc oburzone stworzenie pod pachą. Nie spodziewałby się, że kiedykolwiek przyjdzie mu brać pod opiekę osierocone świnki, stąd też raczej spieszno mu było do odstawienia jej do gabinetu weterynaryjnego z nadzieją, że Elia uwolni go od problemu małego kalibru. Nie mógł jej przecież wszędzie ze sobą wozić, zostawić w przyczepie nie miał serca. Przy okazji zamierzał zapytać Elię, jak dawno nie widziała Summer. I tylko gdzieś całkiem z tyłu głowy, próbując to całkowicie wyprzeć ze świadomości, cieszył się, że ma pretekst, żeby w ogóle tam jechać. Nie wiedział jeszcze tylko, że Elia ma gościa i to nie byle jakiego. W dodatku musiał brać pod uwagę, że nie będzie mile widziany. Rozmowa nad jeziorem nie przebiegła dokładnie tak, jak chciał, żeby przebiegła. Zaginięcie Summer krzyżowało plany zajęcia się w końcu Ramirezem, a Rios jeszcze nie wiedział, jak bardzo mylił się sądząc, że latynos ucichł.
Wysiadł z samochodu taszcząc Lolę i nie zwlekając już zbytnio, mając stanowczo dość przebywania na mrozie, skierował się do wnętrza budynku. Stanął pod drzwiami gabinetu i zapukał, ale poinformowany wcześniej przez jednego z pracowników, że nikogo nie ma, szarpnął za klamkę i znalazł się w środku. A choć minę starał się zachować pozbawioną wyrazu, żeby nie powiedzieć że surową, nie mógł nie uśmiechnąć się na widok Martinez. Nie zamierzał sobie jednak pozwalać na słabostki, w każdym razie, jeszcze nie.
- Elia... - zatrzymał się wpół słowa, chcąc wyłuszczyć, w jakim celu tu przyszedł. Szybko się zreflektował widząc, że jednak ktoś był w środku. Dawno nie widział młodej McArthur, doszły go słuchy, że przygarnął ją grabarz z żoną, ale w natłoku obowiązków puścił to mimo uszu. Odstawił Lolę na podłogę, bo zaczęła wierzgać jak szalona, najwyraźniej obawiając się wizyty u weterynarza.
- Dzień dobry Gwen - zwrócił się do dziewczynki, tylko trochę ciekaw, czemu w ogóle tu była. Dopiero wtedy przypomniał sobie, że Elia kiedyś mu wspominała, że zdążyła tego łobuza w sukience polubić. Miał jednak wrażenie, że to było tak dawno...
- Możesz mi pomóc? - Zapytał. Świadom Gwen "gumowe ucho" McArthur, z jednej strony chciał poprosić Elię o rozmowę na osobności, tylko trochę z egoistycznych pobudek. Stwierdził jednak, że po pierwsze to kuszenie losu, po drugie młoda miała lepsze wtyki niż policja i mogła coś usłyszeć. - Zaginęła Summer McDonald. Możecie przechować jej świnkę? Nie mamy co z nią zrobić - powiedział nieświadomy tego, że i one właśnie rozmawiały na ten temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pon Cze 04 2018, 03:22;

Gwen wydawała się zaszokowana wyznaniem Elii. Nie sądziła, że z niej taka plociura! Usteczka dziewczynki rozchyliły się w niemym "o", a długie rzęsy, których Martinez mogła zazdrościć zatrzepotały w przyswojeniu informacji. Bucketowa z gumowym przyjacielem...
— To dlatego tak nie lubi Dziada Pankhursta!? — zapytała z ożywieniem, węsząc lub też tworząc nową teorię spiskową. — Nie chciała mieć faceta więc kupiła P-E-N-I-S-A? — słowo to w jej ustach brzmiało cudacznie, a najgorsze, że był w tym jakiś urok. — Uuoah. — wydała z siebie złowieszczy pomruk i brakowało tylko złączonych rączek.
— Jak to świnie? — zapytała nie rozumiejąc i nie wiedząc, że jedna taka świnia do nich właśnie idzie, niosąc pod pachą małego warchlaczka. Przytaknęła o Summer, mówiąc tylko co słyszała na targu. Ludzie już swoje wersje powtarzali! Podczas gdy młoda pani weterynarz kontynuowała krzepiące nauki, drzwi do gabinetu nieoczekiwanie się otworzyły i pojawił się el brujo. Ruda czupryna od razu skierowała się na policjanta, a potem na Elię.
— Dzień dobry panie władzo. — odparła z taką grzecznością i słodyczą, że z pewnością cała trójka czuła się jak skąpana w miodzie. Uśmiechnęła się czarująco. Millerowie na pewno byliby dumni! Kilka miesięcy temu wołała "JP!" — Lola! — zawołała zrywając się z fotela. Znała podopieczną McDonald. Rzucała jej czasami rozgotowane kości co złościło Summer. — Czyli to prawda, że uciekła bo ją stary grzmocił? — zapytała, a modre oczka wbiły się w Riosa jak szpileczki. Dla niej grzmocenie było biciem, dorośli mogli pomyśleć zgoła o czym innym! Zgarnęła świnkę w szczupłe ramiona, mamrocząc do niej słowa pociechy w dialekcie miłośników zwierząt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Cze 05 2018, 09:54;

Elia nie przepadała za plotkami, tym bardziej, odkąd stała się ich niestrudzoną bohaterką, ale nie mogła przegapić takiej okazji do małego aktu pasywno-agresywnej zemsty na babce Bucket. Obserwowała z lekkim uśmiechem, jakie wrażenie zrobiła na Gwen ta informacja, co jedynie utwierdziło ją w przekonaniu, że może liczyć na to, że informacje te na pewno opuszczą to pomieszczenie. Nie odpowiedziała, uśmiechnęła się jedynie znacząco do Gwen, ani nie zaprzeczając ani nie potwierdzając wysnutej przez małą teorii. Niech pozostanie po tym lekki niedosyt. Poza tym musiała pilnować, żeby nie parsknąć śmiechem, bo brzmiało to tak cudacznie w ustach Gwen, że ledwo się powstrzymała.
- Ano świnie. Nic, tylko trzymać się od nich z daleka - pokiwała głową na potwierdzenie swoich słów, po czym zamieszała łyżeczką w herbacie. Gdyby sama potrafiła się dostosować do udzielanych właśnie rad, wszystko byłoby prostsze. W tej chwili była jednak wyjątkowo przekonana o prawdziwości swoich słów, a przynajmniej przez kilka następnych sekund, zanim drzwi do gabinetu stanęły otworem. Ciężko stwierdzić, na co zwróciła uwagę najpierw: na Riosa, czy na świnię. Wciąż trochę zbita z tropu wypowiedzią McArthur o Summer, poderwała się do góry z krzesła, nieco zaskoczona wbijając wzrok w Leonela. Nie znosiła tego, jak bardzo jego widok ją cieszył i jak momentalnie zapomniała o tym, co mówiła przed sekundą. Nad jeziorem ich rozmowa została urwana; Martinez nie była zadowolona z tego, jak się potoczyła. Zalał ją przypływ irracjonalnej złości, którą chciałaby odczuwać. Zamiast tego tylko serce zaczęło jej szybciej bić.
- Leon? - Zapytała zaskoczona. Chwilowo zapomniała też o obecności Gwen, dopiero po kilku przeciągających się sekundach ocknęła się z tego dziwnego letargu, w który wpadła. - Jasne, co się stało? - Dodała, odchrząknąwszy. Nie spodobało jej się, że Rios przywiózł Lolę. Faktycznie coś musiało się stać, przecież Summer nie porzuciłaby świnki. Elia wciąż pamiętała, w jaki popłoch wpadła nastolatka, gdy podejrzewała zwierzątko o jakąś chorobę. Była niemal zawiedziona, że przychodzi z tak złymi wieściami.
- Czyli to prawda? Od kilku dni nie pojawiała się na wolontariacie - odpowiedziała wzdychając. Przez chwilę utkwiła wzrok w Gwen, która wzięła Lolę w objęcia, a korzystając z tego, że dziewczynka była pochłonięta zwierzęciem, spojrzała na Riosa znacząco. Nie to chciała usłyszeć i miała tylko nadzieję, że nic złego się nie stało. - Szukacie jej już? Można coś zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Cze 05 2018, 11:40;

Kompletnie nieświadomy, że jeszcze przed sekundą został niebezpośrednio nazwany świnią, skupił uwagę na Martinez, wcześniej dziwiąc się zmianom jakie zaszły w Gwen. Pamiętał ją raczej z mocniejszego słownictwa a już na pewno nie z dobrych manier. Wiedział, że będzie mógł na Elię liczyć w związku z tym, co zrobić ze zwierzęciem, a pod okiem pani weterynarz, na pewno będzie bezpieczne.
- Summer nie uciekła. Ostatni raz widziano ją jak wyjeżdżała z miasta samochodem, który na pewno nie należał do jej ojca - odpowiedział dziewczynce, nie zamierzając wnikać w to, co miała na myśli poprzez grzmocenie. Chyba nawet nie chciał wiedzieć, co mogła mieć na myśli. Znał ją już za dobrze, by być specjalnie zszokowanym tym, że nie przebierała w słowach. Podchwycił spojrzenie Martinez i przez chwilę milczał. Żałował, że nie mogą spotkać się w przyjemniejszych okolicznościach. Sami i bez konieczności obawy, że doleci to do niepożądanych uszu. Zaginięcie dziewczyny znowu wszystko odwlekało w czasie, a sprawa Diego choć nagląca, musiała poczekać, bo nie mógł się nią zajmować oficjalnie. To było jak łażenie po polu minowym z zawiązanymi opaską oczami. Czas uciekał, a oni wszyscy mieli go coraz mniej. Przeszło mu przez myśl, że w tym zaginięciu mógł maczać palce Ramirez, ale z drugiej strony po co miałby?
- Dopiero dzisiaj zgłoszono sprawę oficjalnie, więc pewnie zostaną zorganizowane poszukiwania, skoro już wiemy na pewno, że coś jest nie tak - przetarł oczy dłonią, wyraźnie zmęczony, na co nie mógł sobie pozwolić. Trzeba było działać, zanim nie jest za późno, o ile już nie jest. To był dopiero początek, a on już miał dosyć. Priorytet miała dla niego stanowić Elia, po drodze pojawiła się jeszcze Juanita, a obecnie Summer, której zaginięcie, nie wiedzieć czemu, potraktował za bardzo personalnie. Rode było za małe, by tego tak nie traktować. Wszystko się zazębiło, a on znów musiał patrzeć Martinez w oczy i prosić ją o danie mu czasu, kiedy tak naprawdę ostatnim czego chciał, to żeby wracała znowu do Diego. Podszedł bliżej Elii i mniemając, że Gwen zajęta jest świnią, zniżył głos.
- Nie mógł mieć z tym nic wspólnego, prawda? - Zapytał, wlepiając w nią uważne spojrzenie. Dopiero teraz na nią patrząc uświadomił sobie jak się martwił. Szukał u niej jakichkolwiek oznak złego traktowania. Nie musiał tłumaczyć, kogo ma na myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Cze 06 2018, 02:21;

Dziewczynce nie uszło uwadze jak Elia zareagowała na policjanta. Leon, ehe. Bystre oczy przemknęły po dorosłych postaciach, powracając do małej świnki, która była spragniona ludzkiej obecności. Dawała się głaskać, wąchając znajome otoczenie. Prosiaki, w przeciwieństwie do tych dwunożnych, były inteligentne oraz odznaczały się doskonałą pamięcią. Gwen wróciła z Lolą za biurko, gdzie poczęstowała ją ciastkiem. Zerkała na Riosa i Martinez wtedy kiedy ci uważali, że nie patrzy. Jeśli kiedykolwiek rudowłosa ex-złodziejka postanowi zostać aktorką, to być może odniesie niespodziewany sukces w branży. Uszy jak radary, słuchały tego co mówili. Na szczęście lub też nie, gabinet nie był na tyle wielki, aby Gwen wszystkiego nie słyszała. Po pytaniu Leonela, zapadła cisza przerywana mlaskaniem świnki, która zajadała się ciastkami.

[przy dalszej rozmowie można pominąć Gwen o kolejkę, będzie po prostu grzecznie słuchała]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Cze 06 2018, 10:52;

O ile Elia byłaby skłonna zrozumieć ucieczkę Summer, biorąc pod uwagę nieciekawą sytuację rodzinną o której w Rode dość namiętnie dyskutowano, nie wierzyła, by uciekła bez Loli i zostawiła ją bez opieki. Wiedział to każdy, kto choć trochę znał nastolatkę. Jednak z drugiej strony zawsze miała ją za odpowiedzialną dziewczynę, a skoro pojechała bez uprawnień samochodem, to Elia wątpiła, by daleko. Stąd też taka przedłużająca się nieobecność była nawet bardziej, niż niepokojąca. Próbowała nawet odszukać w odmętach pamięci, czy Summer nie wspominała czegokolwiek o tym, że planowała się gdzieś wybrać, ale nic podobnego nie przychodziło jej do głowy.
- Przecież chyba nie mogła odjechać daleko - pokręciła lekko głową, krzyżując ręce na piersi. - Będziecie przeszukiwać okolice Rode? Jeśli tak, chcę pomóc - dodała pospiesznie, nie zamierzając nawet przyjmować odmowy. Zreflektowała się, w porę przypominając sobie o Ramirezie. Ten ostatnimi czasy spędzał większość czasu poza domem i o niczym jej już nie mówił, sądziła jednak, że jeśli przedstawi sprawę w formie grania dalej swojej roli, nie będzie nalegał, żeby trzymała się od sprawy z daleka. Ukłucie niepokoju, nieprzyjemne, lodowate uczucie zaczynające się gdzieś w żołądku, nie dawało jej spokoju. A co jeśli ktoś ją wywiózł? Albo miała wypadek? Wówczas pewnie szpital zawiadomiłby kogokolwiek; chyba, że nikt jej nie znalazł. Do głowy zaczęły przychodzić jej coraz czarniejsze scenariusze.
- Gwen, nie dawaj jej tyle ciastek, bo Summer cię ukatrupi jak wróci - zwróciła się szybko do dziewczynki, chcąc chyba samą siebie trochę pocieszyć. Przecież wróci, prawda?
Przyrosła do miejsca, kiedy Rios się zbliżył, ale nie okazała popłochu, który ją ogarnął, a który był należny poczuciu, że robi coś, czego nie powinna. Bo przecież bez względu na okoliczności nie miała z nim rozmawiać, prawda?
- Nie sądzę, po co miałby to robić? - Odpowiedziała, choć zwątpiła w swoje słowa dość szybko. Kto by nadążył za jego pobudkami? - Mogę spróbować się zorientować w sytuacji, ale nie wiem, czy to coś da. Zbywa mnie, a ja mu już kompletnie w nic nie wierzę - zniżyła głos niemal do szeptu, zerkając na Gwen i to, czy faktycznie była zajęta świnką, czy tylko udawała. Zawiesiła spojrzenie na policjancie, przyłapując go na badawczym wzroku, którym ją obdarzył. - Nie patrz tak na mnie, nic mi nie jest. Teraz trzeba się skupić na Summer - przypomniała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 08 2018, 11:26;

Pokręcił głową.
- Też myślę, że nie mogła. Trzeba będzie spróbować namierzyć ten samochód, ale informacje mamy raczej szczątkowe. Jeśli dojdzie do poszukiwań, to pewnie będą zbierani ochotnicy, ale wykluczone, żebyś brała w tym udział - spojrzał na nią znacząco dając do zrozumienia, że dyskusja na ten temat jest skończona. Wiedział dobrze, że będzie chciała pomóc, ale biorąc pod uwagę okoliczności był to średni pomysł. Abstrahując już od tego, że chodzenie po lasach było zwyczajnie niebezpieczne. Rios miał nadzieję, że Summer o tym wiedziała i cokolwiek się stało, dotarła do jakiegoś miasta, a nie została poza nim.
Przeniósł na chwilę wzrok na Gwen, która wpychała ciastka świni. Zadowolone zwierzę ani myślało protestować, skoro przez kilka dni prawdopodobnie niczego nie jadło.
- Ustaliliśmy chyba, że logika nie jest jego mocną stroną - odparował, spoglądając znów na Elię. Sypał się obraz, który przedstawił mu przed kilkoma tygodniami Ramirez. Czyżby sam w siebie w końcu zwątpił? Nie byłoby to korzystne. Z opowieści Martinez wyłaniał się człowiek, który nie baczy na konsekwencje i do celu dotrze po trupach. - No i nie powinnaś wierzyć - dodał cicho, odwracając wzrok. Był to na pewno jakiś postęp, choć i tak sama myśl, że musiała z nim mieszkać wypełniała go frustracją. Na szczęście powściągnięcie emocji zwykle nie przychodziło mu z trudem, więc wiedział, że jakoś zdławi to w zarodku, zanim narobi głupot.
Wyraźnie się zniecierpliwił, najbardziej chyba tym, że miała rację.
- Daj mi kilka dni, Elia. Potem wrócimy do tematu. - Nie wiedział przecież, że zostaną zmuszeni, by do niego wrócić, czy tego chcą czy nie, bo pożary strawią nieprzypadkowe punkty. Po chwili mina mu złagodniała i sięgnął ku identyfikatorowi, który miała przypięty do kitla i się przekrzywił i poprawił go, uśmiechając się pod nosem. Zapomniał o McArthur, choć wystarczyło jedno mlaśnięcie Loli, żeby oprzytomniał i się odsunął. - Będziemy w kontakcie z hodowlą, jak tylko się czegoś dowiemy. Ktoś ją wtedy odbierze - odchrząknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 08 2018, 14:56;

Spojrzała na niego z iskrą złości, ale niczego nie odpowiedziała. To nie był dobry moment na prowadzenie dyskusji, w każdym razie nie, kiedy Gwen nadstawiała ucha. Co prawda w świetle elektryzujących doniesień o dildo Hiacynty, raczej mało kogo obchodziłoby, że Elia wykłócała się z policjantem, niemniej jednak wolała dmuchać na zimne.
- Zobaczymy, jak będzie - odparła więc tylko neutralnie, wcale nie jakby to miała być groźba wyrażająca jej zamiary. Jeśli zostaną zorganizowane ekipy poszukiwawcze, z pewnością będzie chciała ich jakoś wspomóc. Zdążyła polubić Summer przez czas jej wolontariatu i współczuła jej nieciekawej sytuacji w domu, w której poniekąd dopatrywała się odbicia swojej własnej, nawet jeżeli sytuacja była zupełnie inna.
- Dlatego trzeba uważać, bo ciężko przewidzieć, co mu strzeli do głowy - mruknęła, opuszczając na chwilę spojrzenie mniej więcej na wysokość torsu Leonela, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Ramirez nie był przewidywalny i w tym tkwił problem. Obiecał, że nikogo nie skrzywdzi, ale ile był warte jego obietnice? Pewnie tyle samo, co jej. Poczuła do siebie nagły przypływ obrzydzenia, ale odrzuciła to szybko. Wiedziała, że nie może tego roztrząsać, bo zwariuje.
- To nie jest teraz ważne. - Wytrzymałam siedem lat, wytrzymam ile będzie trzeba, ale przede wszystkim, poradzę sobie sama. Nosiła się z tą świadomością coraz częściej. Pomoc z zewnątrz była kuszącą propozycją, ale miała przeczucie, że jeśli Ramirezowi nie powinie się w końcu noga, ostatecznie rozegra się to pomiędzy ich dwójką. Sam jej kiedyś powiedział, że tylko ona wie o nim tyle, żeby go zniszczyć i był to dobry moment, żeby z tego skorzystać.
Jej identyfikator urósł nagle do rangi problemu, który trzeba natychmiast rozwiązać. Niewinny gest, ale z jakiegoś powodu strasznie znaczący sprawił, że przyrosła na chwilę do podłogi. To dziwne uczucie szybko jednak minęło, Leon odchrząknął, ona odwróciła wzrok w stronę okna.
- Może zostać, ile będzie trzeba. Mamy kilka boksów, w ostateczności wezmę ją do siebie, chyba, że zgłosi się po nią jakaś koleżanka Summer - odezwała się w końcu, wycofując aż za biurko i opierając się o blat, jakby chciała się odgrodzić od własnych emocji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Cze 12 2018, 08:55;

Elia mogła się złościć, ale Rios miał tylko nadzieję, że spojrzy na tę sprawę rozsądnie i dojdzie do wniosku, że to nie jest dobry pomysł. Jakiekolwiek poszukiwania w okolicach poza miastem były ryzykowne, o czym doskonale wiedział, bo za gówniarza spędził w lasach więcej czasu, niż byłby skłonny przyznać. Koniec końców nic nie odpowiedział, jedynie na nią spoglądając. Niby nie mógł jej niczego zabronić, ale powoływał się w tej chwili na trzeźwy osąd.
- To jest ważne, nie neguj tego. Po prostu w przypadku Summer nie mamy czasu, już nie - wtrącił. Nie lubił, kiedy tak umniejszała tej sprawie, ale jeśli chcieli odnaleźć McDonaldównę żywą, to trzeba było się brać do roboty. Co mu przypomniało, że powinien się już stąd zbierać i pędzić dalej, tak, żeby zorganizować cokolwiek zanim zdąży się ściemnić. Pora roku również im nie sprzyjała. Nie dość, że brak śladów, przykrytych śniegiem, ziąb, to jeszcze zapadający szybko zmrok. A po zmroku przebywanie poza miastem było bardziej niż ryzykowne i zakrawało na głupotę.
Rozbawiony spojrzał na Martinez, gdy wycofała się za biurko i przygryzł wewnętrzną stronę polika, odwracając wzrok.
- Przekażę, że świnka tu jest. Jeszcze nie rozmawialiśmy z jej znajomymi - odpowiedział, jeszcze przelotnie zerkając na McArthur wciskającą zadowolonemu zwierzęciu ciastka. - Dziękuję. A na mnie czas, muszę wracać do pracy. Dam znać, jeśli tylko będę coś wiedział - wzrok wrócił do Martinez i przez chwilę zlustrował ją badawczo. Skinął jej głową na pożegnanie.
- Do widzenia Gwen - dodał, zwracając się do dziewczynki, po czym wycofał się i zniknął za drzwiami.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Cze 14 2018, 14:39;

Ależ Elia patrzyła na sprawę bardzo rozsądnie i wciąż chciała pomóc. Jej bezczynne siedzenie doprowadzało ją do szału, a konieczność trzymania się z boku irytowała. I dlaczego to wszystko? Dla złudnego poczucia bezpieczeństwa, które miała tym samym zapewnić sobie i kilku osobom? Nic już nie mówiła, ograniczając się do kiwnięcia głową.
- Będę czekać - stwierdziła na zakończenie, odprowadzając Riosa wzrokiem do drzwi, które szybko się za nim zamknęły. Martinez westchnęła. Czy jeszcze kiedykolwiek miało być normalnie? Coraz bardziej w to wątpiła. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że Gwen wciąż jest w gabinecie. Przeniosła na nią wzrok i obserwowała, jak bawi się ze świnką.
- Możesz ją tutaj odwiedzać, jeśli chcesz - rzuciła, by przerwać ciszę. Miała nadzieję, że cokolwiek Gwen podsłuchała, nie wykorzysta tego przeciwko niej. O naiwna! - Summer pewnie się ucieszy, że miałaś na nią oko - dodała, chwilowo nie myśląc o tym, że dziewczynka najpewniej świnkę zwyczajnie by utuczyła, żeby było z niej więcej bekonu. Chwilowo wyprowadzona z równowagi nagłym wtargnięciem policjanta, nie mogła się teraz należycie skupić.
- Muszę wracać do pracy. Chodź, pójdziesz ze mną znaleźć dla niej jakiś boks - zagaiła, chcąc odwrócić baczną uwagę dziewczynki od swojego własnego roztargnienia. Poczekała aż Gwen wstanie i Lola za nimi pójdzie, po czym wyszły z gabinetu i skierowały się w stronę budynku hodowli, zamykając za sobą drzwi na klucz.

z/t Gwen i Elia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Cze 14 2018, 18:39;

/początek, po pożarze

Do drzwi gabinetu, nie wiem czy wciąż zamkniętych na klucz czy nie, rozległ się łomot. Przyszedł pan Marlow, a on ma grację przecież i elegancję słonia w składzie porcelany. Na dodatek temu wszystkiemu ciekło mu z nosa, a to już preludium większej tragedii.
- Halo?! To ja! - (pędzę do Ciebie, światłowodem) oczywiście, przecież wszyscy wiedzą kto ja i że to on, najpewniej powinni też wiedzieć, że jest umierający i należy go obsłużyć w trybie ASAP, bo to Darcy. Załomotał jeszcze parę razy i oparł się czołem o drzwi.
Zmierzchało już, chociaż półmrok i chłód wieczora zdawał się być bardzo kojący po warunkach w jakich znajdował się jeszcze nie tak dawno temu. Stalowe ramię tak, jak dzięki bogu nie doskwierało mu żadnym bólem, tak niespecjalnie miało chęć współpracować zginając się w stawach z trudem w związku z czym zwisało niemal bezwładnie wzdłuż ciała mężczyzny. Robiło mu się trochę słabo na myśl, choć nigdy się do tego nie przyzna, że będzie musiał pójść do Willa i poprosić go o małą reperację, bo się domyślał co też brat zgotuje mu za te jego heroiczne próby bycia bohaterem. Jak mu jeszcze dorzuci, że spalił się bo ten, ratował Mary, no, to już w zasadzie żegnał się z symetrycznym układem twarzoczaszki.
Westchnął i pociągnął jeszcze prostym nosem i otarłszy go o rękaw dotknął miejsca złączenia stali z resztą ciała. Piekło jak w piekle, hehe, głupi nie był aż tak, żeby takiej prostej matematyki nie wykonać i dodał dwa do dwóch mając nadzieję, że to przecież tylko powierzchowne, że w środku nic się nie zepsuło.
- Halo! - pierdolnął w drzwi jeszcze raz- Ja muszę... eee... uświadczyć pomocy!
Pytanie na dziś, Darcy, dlaczego nie poszedłeś do lekarza? Pomacał się zdrową ręką po kieszeniach, gdzieś tu się jeszcze ukrywała seteczka, a co mu pomoże lepiej jak nie troszeczkie alkoholu, hihi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Cze 14 2018, 22:36;

| początek, druga połowa stycznia

Ostatnimi czasy zakład pracy naprawdę był jej drugim domem. Wolała przebywać tutaj, niż siedzieć w mieszkaniu, które przytłaczało ją i przyprawiało w najlepszym wypadku o duszność. Kogo jednak chciała oszukać? To nie wina mieszkania, tylko tego, kto ją zmusił, żeby w nim mieszkała. Pożar był kroplą, któa przelała czarę. Tę samą, którą jak sądziła, przelała się dawno temu. A jednak dało się zrobić z tego pieprzoną powódź. Najbardziej drażniło ją, że Diego w żywe oczy kłamał twierdząc, że nie ma z tym nic wspólnego. Udała, że mu wierzy. Za przykład podał pożar u Edamsa, którego podobno nie znał. Tak naprawdę nie uwierzyłaby już w nic, co by jej powiedział, nawet jeśli jeszcze kilka tygodni temu, co jak co, ale kłamstwa zarzucić nie można mu było.
Aż podskoczyła na krześle, słysząc łomot do drzwi; wbiła zlęknione spojrzenie w wejście i zamarła, tylko przez chwilę myśląc, że to na pewno Diego, który wie już o wszystkim i zaraz i hodowlę puści z dymem. Zaczynała się robić naprawdę znerwicowana, a to nie wróżyło nic dobrego. Czujna jak zając pod miedzą, podskakiwała przy każdym głośniejszym dźwięku. Głos wydał jej się jednak znajomy; pewnie dlatego w końcu wstała, odruchowo poprawiła kitel i donośnie zawołała, żeby wejść, co jednak przeszło bez echa. W końcu podeszła do drzwi i je otwarła, akurat żeby zastać Marlowa z setką w ręku.
- A wiesz, że wystarczyło wejść do środka? Jak widzisz, pacjenci zabijają się w kolejce - odparła, spoglądając z rozbawieniem na Darcy'ego, kreśląc wzrokiem trójkąt pomiędzy jego oczami, buteleczką w dłoni i drugiej ręce, dziwnie zwieszającej się przy ciele. - Co jest? - Zapytała, robiąc mężczyźnie miejsce na to, żeby wtarabanił się do środka, po czym zamknęła drzwi do gabinetu, wcześniej rozejrzawszy się, czy ten raban kogoś tu nie sprowadził. - Poza tym oczywiście, że imprezujesz beze mnie - dorzuciła żartobliwie po chwili. Wróciła za biurko ciekawa, co też może go sprowadzać i wymagać natychmiastowej uwagi. Może przyniósł kolejnego rannego gołębia, o którym Elia nikomu nie piśnie słowa, co by nie zaburzyć jego obrazu bezlitosnego samca? Na pierwszy rzut oka na pewno dostrzegła katar, choć to akurat nie było niczym dziwnym. Niemal każdy, kto wchodził z dworu do środka, siąpił nosem niemiłosiernie. Dlatego ciemne, wyraźnie zainteresowane spojrzenie wlepiła w Marlowa, bo coś jej mówiło, że to nie partnera do picia szuka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 15 2018, 09:27;

Brał już zamach ku kolejnemu w drzwi pierdolnięciu gdy te w końcu otwarły się przed nim, by mógł w swej męskiej męskości wkroczyć do środka niczym pan na włości. Pomijając, że to nie jego włości. I że na Pana to trzeba mieć prezencję i pieniądze. I kichnięcie. I tego nieszczęśliwego przygarba. I niesprawną rękę. I tę flaszkę w garści. Całkiem klasa panicho.
- Elia! - wykrzyknął, może trochę głośniej niż powinien, ale z pewnością podkreślając dramaturgię sytuacji - Ja... - opadł na najbliższe krzesło rozchłystując teatralnie kurtę- Chyba umieram.
Spojrzenie miał jakieś rzeczywiście mętne, ale to mógł równie dobrze być wcześniej spożyty alkohol. Że się nie sfajczył w pożarze to cud i chwała losowi. Przez chwilę siłował się z butelką jedną ręką, by za chwilę ścisnąć ją kolanami i próbować odkręcić w taki sposób.
- Nie czuje się najlepiej, wiesz. - powiedział już bardziej rzeczowym tonem- Po pierwsze, emm... - uniósł seteczkę w jej kierunku- ...możesz odkręcić? - a gdy kobieta wzięła od niego butelkę ten zdjął z siebie najpierw kurtkę, klnąc brzydko, a potem koszulkę, dodając bardziej barwne epitety. By uniknąć określenia coby Darcy śmierdział palony prosiakiem ujmę to w słowach, że czuć było od niego barbecue łamane przez aromat ogniska w lesie. Ten pożar co to się nim Elia trapiła najwyraźniej dokazał również ludziom z jej najbliższego otoczenia! A co jeśli to spiseg gangu latynosów? Hę?
Pod koszulką już nie trzeba było daleko szukać, rozognione rozległe poparzenie odcinało się rumieńcem od bladej skóry na torsie Marlowa, na plecach pewnie wcale nie było lepiej. Kiwnął ponaglająco zdrową ręką, żeby no podała mu tę flaszkę, bo przecież on cierpi i musi się kurować w trybie prędkim, inaczej dostanie zapaści i potrzebna będzie resuscytacja oddechowo-oddechowa, co wtedy, pani Martinez? Szach-mat, rzekłabym.
- Zanim Will urwie mi łeb przy samych pośladkach wolałbym wiedzieć, że to nic takiego... - uśmiechnął się słabiuchno, a że rzadko się uśmiechał, szala prawdopodobieństwa przechylała się coraz bardziej ku podejrzeniu stanu wesołego upojenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 15 2018, 11:12;

Nagle zupełnie rozbawiona swoją gwałtowną reakcją na pukanie, uniosła brwi pytająco, na wieści o rychłym schodzeniu z tego świata. Zastanawiając się w dalszym ciągu, o co może chodzić, obeszła biurko i się o nie oparła, stając nieopodal Marlowa rozchełstanego na krześle, zastanawiając się, ile zdążył wypić po drodze.
- Z jakiego powodu tym razem? - Dopytała, wypatrując jakichkolwiek śladu ran śmiertelnych poza katarem; ten jak wiadomo, w przypadku męskiej części społeczeństwa, był chorobą śmiertelną, zbierającą straszne żniwo. Spojrzała na niego badawczo i sięgnęła po butelkę, by ją odkręcić, po czym podała już odkorkowaną mężczyźnie, gdy ten się rozebrał. W pierwszej chwili nie do końca rozumiała, w czym rzecz, zatem stanie się nagłym świadkiem striptizu, w najlepszym wypadku ją zdziwiło. Dopiero gdy jej wzrok (siłą rzeczy) padł trochę niżej, niż Darcy'ego twarz, w mig pojęła, o co chodzi.
Zbliżyła się, łapiąc go pod brodę, odsuwając mu głowę trochę w bok, żeby mieć lepszy widok na uszkodzoną skórę.
- Nie prościej było wybrać się do lekarza? Jedyne co mogę ci zaoferować, to zastrzyk przeciwko wściekliźnie - powiedziała, uśmiechając się lekko, po czym przeszła za plecy poszkodowanego, oceniając oparzenie w tamtym miejscu. Nie dopatrzyła się żadnych pęcherzy, a to dobrze, bo znaczyło to, że sprawa nie była aż tak poważna, choć rana była zbyt rozległa, żeby zostawić ją do samodzielnego wygojenia. - Gdzie się tak załatwiłeś? Tylko nie mów, że gasiłeś pożar - dodała, przyglądając mu się badawczo. Wiedziała dobrze, że zgrywanie bohatera w miejscu, gdzie ktoś mógłby to nie daj boże widzieć, raczej nie było w jego stylu; stąd też to pytanie. Tak naprawdę wyrzucała sobie jedynie, że i jej tam nie było, ale zostawiona w mieszkaniu pod opieką Jorge miała marne szanse na to, żeby się wymknąć.
- Nie jest źle, ale mogę się mylić. Nie leczę ludzi, Darcy. W każdym razie oparzenie trzeciego stopnia to to nie jest - stwierdziła po chwili, poświęcając nieco więcej uwagi miejscu, w którym ciało łączyło się z protezą. Skłamałaby mówiąc, że nie wzbudzało to zainteresowania, które w normalnych warunkach byłoby pewnie niegrzeczne. Teraz poniekąd miała usprawiedliwienie.
- Miałeś jakieś pęcherze na tej ranie zaraz po tym, jak się oparzyłeś? - Zapytała, przenosząc wzrok na zamglone spojrzenie Marlowa. Miała wątpliwości, czy alkohol był dobrym pomysłem w tej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 15 2018, 11:36;

Striptiz w wydaniu Marlowa to coś co się może śnić po nocach, w te noce, kiedy budzisz się z krzykiem. Miał w sobie bowiem tyle gracji i ponętności, że robiąc striptiz mógłby damy doprowadzić do zadławienia się ze śmiechu, pozostawmy więc ten obraz w strefie dalekich fantazji. Rozbierać się rozbierał, czasem wolniej, czasem szybciej i choć z nagością to od dziecka nie miał żadnego problemu, wystarczy wspomnieć kąpiele w 'radioaktywnej' rzece na waleta w biały dzień bo chciał zdobyć supermoce, tak dziś siedział biedny, przygarbiony, obolały i pijany i jeszcze, na domiar wszystkiego, się przeziębił.
- Nie pójdę do żadnego patałacha w szpitalu. - zakomunikował jasno, nabierając nieco animuszu i stukając palcem wskazującym w blat biurka, dla podkreślenia swoich słów- Już ja wiem jak oni leczą ludzi. - pokręcił głową. Coś w jego gestach i sposobie wyrażania opinii kiedy był nietrzeźwy pozwalało zrozumieć dlaczego tak dobrze dogadywał się z babcią Bucketową.
Ujął ostrożnie buteleczkę w palce i zatoczył nią koło w powietrzu mówiąc:
- Poza tym, ty jesteś najlepszym lekarzem. - och prosze, jaki komplement. Pociągnął zdrowy łyk i kaszlnął jak dziecko. Dał się grzecznie obejrzeć, proszę bardzo, z przodu i z tyłu, nie żeby napinał nieco bicepsy podczas tej kontroli osobistej, no może troche, ale to taki odruch samca no, proszę mu wybaczyć i uniósł brwi na te pytanie o pożar. Powoli zacisnął usta w wąską linię uciekając gdzieś wzrokiem i rozkładając bezradnie ręce "Nimom pojęcia o czym mówisz" wypuścił trzymane w płucach powietrze.
- Pfffrt. - wzruszył ramionami - Możliwe? - pociągnął jeszcze łyk, zaraz mu setki zabraknie, masz tu pani doktor jakiś alkohol? Pęcherze, bąble, kto wie, nie przyglądał się przecież. Darcy przygląda się sobie raz w tygodniu, w niedziele przed mszą, żeby wiedzieć, czy Hiacynta spojrzy na niego przychylnie, czy go opierdoli za niezapiętą koszulę. Poza tym to mu jest wszystko jedno.
- Chodzi o to, że... - oparł się lekko, potrzebował alkoholu bo to, czego się obawiał, zaczynało mu doskwierać. Zmarszczył się lekko na twarzy, ale wcale nie mocno, nie chciał pokazać, ze jest słabeuszem, nie?- ...czuję dyskomfort w środku. - nie mógł być aż tak pijany, skoro użył tak trudnego słowa. Postawił niedopitą buteleczkę na blacie i znów dotknął torsu, fe, brudną łapą w to poparzenie, w okolicy mostka, płuca- Pali mnie w środku.
Może to od wódy, Darcy. Chociaż kto jak kto, ale on pewnie zauważyłby różnice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 15 2018, 12:19;

Istotnie nie sposób było przeoczyć pewnych podobieństw i analogii do zachowania Hiacynty Bucket. Tak długo jednak, jak Darcy nie biegał po Rode, powtarzając wyssane z palca plotki, mógł śmiało i radykalnie wyrażać swoje poglądy, Elii szczególnie to nie przeszkadzało. Choć bardzo starała się nie roześmiać na słowa o patałachach, mogąc jedynie domniemywać, skąd taka opinia, parsknęła cicho. Dyplomatycznie postanowiła nie dyskutować na temat sposobów leczenia ludzi w szpitalach. W Rode wiele rzeczy nie funkcjonowało jak trzeba, choć znaczna część osób naprawdę robiła, co mogła.
- Mówisz tak, bo nie chcesz zastrzyku? - Zapytała rozbawiona, konfrontując z nim spojrzenie. Bliżej nieokreślony dźwięk, który z siebie wydał, wzięła za tak, ale nie dopytywała wyczuwając, że to chyba temat tabu. Zresztą tak naprawdę przyczyna nie miała tutaj większego znaczenia, liczył się sam skutek, a ten wydawał się opłakany. Byłoby łatwiej, gdyby się jednak obejrzał. Elia co prawda nie zamierzała urządzać mu pogadanki, ale i tak działała całkowicie po omacku. Niby nie było aż tak dużej różnicy w przypadku postępowania z oparzeniami zwierząt, a ludzi, mimo wszystko nie czuła się na siłach, żeby wydawać pewne osądy. Z drugiej strony coś jej mówiło, że jeśli ona mu nie pomoże, to nigdzie indziej nie pójdzie, a to zobowiązywało.
Wyprostowała się, kiedy wyłuszczył, na czym naprawdę polega problem i mina trochę jej zrzedła.
- Nie dotykaj - strofowała go, kiedy dotknął rany. - Jak ci się oddycha? - Dopytała. Domniemana resuscytacja nagle stała się wcale nie tak odległą perspektywą. Jeśli miał poparzone drogi oddechowe, to chyba będzie go musiała spić jak szpadel i jednak do szpitala wywieźć, narażając się później na okrutny gniew. Zabrała mu butelkę i odstawiła na parapet, po czym sięgnęła po niewielką, ledową latarkę.
- Otwieraj buzię - zarządziła, podchodząc. I nie żartowała, nawet jeżeli chciał protestować. Zamierzała sprawdzić, czy ma jakiekolwiek poparzenia wewnątrz jamy ustnej, bo jeśli tak, to faktycznie był to problem i na zwykłym, powierzchniowym zastosowaniu maści chłodzącej raczej się nie skończy. I tak była w szoku, że tak dobrze się trzymał, bo mogła się tylko domyślać, jak cholery ból mógł to być. Zaoferowałaby nawet coś przeciwbólowego, ale biorąc pod uwagę popijany alkohol, pomysł był to raczej średni. Miała zresztą ochotę na niego nawrzeszczeć, że postąpił w tak mało odpowiedzialny sposób. - Jeśli masz poparzone drogi oddechowe, to wiesz, że nie mam za bardzo sprzętu, żeby ci pomóc? - Zapytała retorycznie. Sprzętu jak sprzętu. Wszystko sprowadzało się do tego, czy może swobodnie oddychać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 15 2018, 12:44;

Zarzucać Darciemu lęk przed zastrzykami! Biorąc pod uwagę fakt, że zamiast ramienia ma stalową protezę trudno zakładać, żeby bał się jakichśtam igieł. Był odważny! Męski! Bohaterski! Problem polegał na tym, że mimo upływu lat wcale nie docierało do niego, że łapa z metalu to nie jest normalna łapa i że te kable, które są na zewnątrz są też i w środku bo do czegoś to żelastwo musi być podłączone, a że postanowił zostawić w brzuchu arthwala również troche żeber i flaków to teraz należy ponosić konsekwencje swoich decyzji. Przykrym natomiast jest to, że Darcy jak wesoły by się nie robił po alkoholu miewał swoje humory, które zawsze, jakby się nie starał (a nie starał się wcale) wychodziły na wierzch. Will robił co mógł, by ułatwić mu życie z protezą, a on, niewdzięcznik śmierdzący (paloną świnią obecnie), wciąż wkurwiał się na fakt jej posiadania. Zawiesił się, wpatrzony w odstawioną dalej butelczynę, bo mimo procentów zaraz jego myśli powędrowały w mroczny zakamarek głowy autonienawiści i gburkowania. Westchnął odejmując rękę od swojego ciała.
- No, normalnie. - wzruszył koślawo ramionami. Humorek uleciał jak z przebitej dętki powietrze. Ani się znał na medycynie, ani specjalnie rozkminiał, czy równo oddycha. Wdech, wydech, wszystko działa, nie? Z trudem uniósł protezę wyżej- O tu. - stuknął się w płytki pokrywające fragment brakujących żeber- W środku. - całe szczęście nie miał plastikowego płuca, wtedy to by raczej nie podołał w bohaterowanie. Spojrzał na Elię tak smutnym wzrokiem, jakby na prawdę kończył się świat i dla podkreślenia dramaturgii chyba pociągnął jeszcze nosem, z tymi szklącymi się od przeziębienia oczami. Dał się grzecznie zbadać, mały Darcy u doktora, należy mu się lizak albo przynajmniej naklejka.
- Nie masz jakiejś tabletki? - zagaił niewinnie- Witaminki czy coś, wezmę ze dwie, poleżę jutro w domu i będzie git, nie? - pociągnął nosem rozglądając się za chusteczkami i po chwili rozważań podjął poważną desycję, by spróbować sięgnąć po swoją seteczkę.- Już zaraz tam poparzone drogi oddechowe. Nie jestem jakimś tam... - uniósł brwi szukając słowa- fakirem - pewnie miał na myśli połykaczy ognia- Pomogłem, ekhm, koleżance, wydostać się z płonącego budynku. Wszedłem, wyszedłem i no wielkie mi mecyje, teraz mnie boli. - przyglądał się jej dziwnym wzrokiem. Stara nauka poszła w las, a mógł zapamiętać, nie rób innym dobrze, a nie będzie Ci źle. Żeby się chociaż Mary zaproponowała z jakimś okazaniem wdzięczności, ale nie, jeszcze mu trochę w uchu dzwoniło od jej wrzasków
- Masz tu jakiś alkohol?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 15 2018, 13:30;

Powinien wziąć sobie poprawkę na jej słowa, w dużej mierze raczej żartobliwe, nawet jeśli Darcy nie wydawał się właśnie szczególnie skłonny do żartów. Nie umniejszając oczywiście jego odwadze. Ostatecznie nigdy nie zapytała, skąd wzięła się proteza, której zresztą początkowo nawet nie zauważyła. Kwestia taktu i niechęci do tego, by odebrał to jako wścibstwo. W końcu każdy miał prawo do swoich tajemnic, o czym wiedziała z autopsji.
Przeniosła wzrok na miejsce, które wskazał. Nie dostrzegając żadnych pęcherzy w jamie ustnej uznała, że nie jest tak źle.
- Proteza musiała się nagrzać i cię poparzyć od środka, ale skoro możesz oddychać normalnie, to raczej nie ma się czym przejmować - stwierdziła w końcu, gasząc latarkę. Patrzył na nią równie smutno, co obite szczenię, ale ona bynajmniej nie zamierzała się łamać. W każdym razie, jeszcze nie.
- Mogę ci dać coś przeciwbólowego, ale będzie trzeba po prostu czekać, aż zagoi się samo. To co na zewnątrz jeszcze jakoś zaleczę, ale w środku niekoniecznie - powiedziała, zdejmując z szyi stetoskop weterynaryjny. - Osłucham cię jeszcze na wszelki wypadek, nie-fakirze. Nie musiałeś długo przebywać w płonącym budynku, żeby nagrzać protezę, a lepiej sprawdzić, czy nie uszkodziłeś płuc - dodała łagodnie, jakby całkowicie przeoczając jego zepsuty humor. Mógł się boczyć, ale nie zamierzała mu pozwolić wyjść stąd w stanie budzącym wątpliwości. Nie chciała mieć go na sumieniu, skoro już tutaj przyszedł. Pochyliła się nad Marlowem i przyłożyła chłodny stetoskop do jego skóry, po czym kazała mu głęboko oddychać, obserwując jego minę, czy przypadkiem nie leci w kulki. Kiedy skończyła, odłożyła przyrząd. Umyła ręce, po czym wyjęła z szafki maść, po drodze zgarniając zabraną wcześniej butelkę. Postawiła na blacie obok Darcy'ego, choć nie przestała bacznie mu się przyglądać.
- Nie powinieneś pić w takim stanie - stwierdziła, choć nie liczyła, że choćby weźmie to pod rozwagę. Odkręciła tubkę z maścią chłodzącą i wycisnęła trochę na rękę, po czym delikatnie nałożyła w miejsce oparzeń. Powinien poczuć ulgę, o ile znieczulenie z alkoholu jeszcze nie działało jak należy. - Nie mów nikomu, że tu byłeś - dodała po chwili, kontynuując wcieranie maści w oparzenie, chyba, że Marlow wolał zrobić to sam; pewnie się nie upierała, choć wątpliwej czystości ręce były marnym narzędziem do posłużenia się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Cze 16 2018, 05:52;

Temat protezy był zawsze drażliwy i o ile mógł przecież ugrać na tym kilka westchnięć zgrywając bohatera większego niż powinien to zazwyczaj nie rozprawiał na lewo i prawo o tym co mu się przytrafiło. Nie było to bowiem ani nic ciekawego, ani chwalebnego ani nawet ekstremalnego. Był po prostu głupim dzieciakiem.
- No i to jest diagnoza, którą przyszedłem usłyszeć! - gdyby poszedł do szpitala na maści i "nie ma się czym przejmować" by się nie skończyło, a on musiał jeszcze przetrwać opierdol od brata, więc nie mógł sobie pozwolić na jakieś dłuższe posiedzenia i kuracje. Elia była rzeczowa, będzie żył, albo nie będzie, na dwoje babka wróżyła, czarne i białe, albo jest po co sobie dupe zawracać albo nie - przynajmniej tak ją postrzegał Darcy od tamtego pamiętnego dnia, które jest jednym z jego największych sekretów.
Podskoczył lekko, patrzcie go panieneczka, na dotyk zimnego stetoskopu jednak wdychał i wydychał jak pompa paliwowa, więc chyba jednak to tylko przeziębienie. Albo aż przeziębienie.
- Nie powinienem pić w żadnym stanie. Nie sądziłem, że komu jak komu ale Tobie przeszkadza alkohol. - uniósł brwi składając nieporadnie palce protezy w pięść, opierając się łokciem o biurko i podpierając na niej głowę. Znów zatoczył butelką koło w powietrzu, mrużąc jedno oko- Co tu robisz William i od kiedy masz cycki?
Maść była wbrew pozorom bardzo kojąca, chociaż może Darcy po prostu lubił kiedy dotykały go kobiety. Obstawiałabym, że to działanie zdwojonej siły, tylko nie mówcie tego Elce bo przestanie się z nim kolegować jak się dowie co to on sobie nawyobrażał, kiedy ona tak dzielnie dbała o jego dobrostan fizyczny.
Uśmiechnął się pod nosem jak mały chochlik i dopiwszy resztę wódy założył nogę na nogę zupełnie niemęsko.
- Co, wstydzisz się mnie? - uniósł brwi z pretensją szturchając ją butem w łydkę. Hę? Wstydzisz się? Wstydzisz?
Darcy, kto by się nie wstydził. Może jakbyś się ogolił równo, ubrał schludnie i przestał zionąć oparami destylarni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Cze 16 2018, 09:52;

Przynajmniej na tym polu była w stanie być rzeczowa, bo poza sprawami zawodowymi przejawiała pięćdziesiąt odcieni szarości, na co nie mogła wiele poradzić. Sprowadzenie wielu spraw do czerni i bieli sporo by uprościło, niestety świat nie funkcjonował według jej pobożnych życzeń. Gdyby tak było, nie doszłoby do wielu rzeczy; w tym również nieszczęsnego pożaru. Obawiała się nawet zapytać, ile osób ucierpiało. Skonfrontowanie się z odpowiedzialnością, obecnie ją przerastało, nawet jeśli nie wzięła w tym udziału, ba, nie wiedziała, że Diego posunie się do takiego skurwysyństwa. Niespodzianka.
- Nie przeszkadza mi alkohol, przeszkadza mi, że piłeś go nie wiedząc, czy nie masz spalonych wnętrzności - Elia również uniosła brwi. Wyglądało na to, że mówi poważnie, bo jakkolwiek nieobca była jej skłonność do dramatów, tak w murach tego gabinetu tendencja ta odwracała się w drugą stronę. Raczej nie roztkliwiała się bez potrzeby. Słuszna uwaga z jego strony; jeszcze parę miesięcy temu, liberalność jej podejścia do pijaństwa mogła przerodzić się w coś niepokojącego, ale nie zdążyła. - Od kiedy uznałem, że jeśli będę je miał, to będę mieć u ciebie większy posłuch - parsknęła, widząc jego minę. Nie dziwiła się Williamowi szczególnie, martwił się. Nawet jeżeli Darcy upierał się chyba, że radzi sobie doskonale.
Skończywszy smarowanie, odłożyła tubkę i wytarła ręce z resztek maści, a widząc jego uśmieszek pokręciła lekko głową z dezaprobatą, chociaż wciąż wyglądała jakby próbowała pohamować rozbawienie.
- Jesteś niemożliwy, Marlow. Nie ubieraj się jeszcze przez chwilę, niech się wchłonie - odezwała się, zakładając ciemne włosy za ucho. Szturchnięcie zbyła kolejnym parsknięciem, chwilowo zapominając o tym, w jak paskudnym nastroju była.
- Wstydzę? Musiałbyś się bardziej postarać, żebym zaczęła. Po prostu mam wątpliwości, czy mój pracodawca będzie zadowolony jeśli się dowie, że leczę na czarno miejskich bohaterów - uśmiechnęła się figlarnie. Tak naprawdę niezbyt się przejmowała opinią innych, sama mając paskudną. Niemal nie zdziwiłaby się, gdyby to zadawania się z nią się wstydzono, skoro jej rzekome podboje i niemoralne prowadzanie, były powszechnym obiektem dyskusji. Nawet jeśli dawno już nic nowego nie słyszała na ten temat. Poza tym podobno była niepełnoletnia.
- Co tam się stało, Darcy? - Spoważniała po chwili, wbijając w niego czujne spojrzenie. Nie musiała chyba naprostowywać, że miała na myśli pożar. Skoro już tu był, mogła zapytać, bo pewnie długo nie będzie miała okazji się dowiedzieć, co właściwie tam zaszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Cze 16 2018, 23:49;

Nie wiem, czy Darciemu pięćdziesiąt odcieni szarości byłoby tak bardzo nie w smak, gdyby się nad tym dobrze zastanowić, spojrzeć pod odpowiednim kątem. Ale Eli nie życzę tego, w żadnym wypadku, bo też i jakiego dramatu nie ma na głowie w swojej życiowej telenoweli latynoskiej - przynajmniej spotykają ją wzruszenia serca.
- Czyli gdybym miał spalone wnętrzności, to powinienem umrzeć trzeźwy? - prychnął z rozbawieniem - O niedoczekanie. - podniósł się z krzesła po całym procesie smarowania i zgodnie z przykazem pozostał toples jakim go pan bóg stworzył. Psiknął przy tym jak mały piesek i zajęczał coś pod nosem, rozglądając się po pomieszczeniu ponownie. Jakieś miał mgliste wspomnienie zasłyszenia informacji, jakoby lekarze dostawali flaszki jako łapówki. Taki dobry lekarz jak paniusia Martinez powinna ich mieć cały kredens! Gorzej, że jeśli wszyscy pacjenci są zwierzami pokroju Marlowa, to się sam powinien doliczyć jeden plus jeden ile w rzeczywistości dostaje od nich prezentów.
Co najwyżej kleszcza.
- Czy Ty mi rzucasz wyzwanie? - zmrużył jedno oko. Miał dobre wspomnienia prześmiesznych wieczorów spędzonych na pijackich przygodach z obecną tu panią weterynarz. Prawdą też było, że się przy niej specjalnie nie ograniczał z tym, co normalni ludzie nazywają upuszczaniem pary i jeśli do tej pory nie zawstydziła się znajomości z nim, to na prawdę pozostało niewiele do zrobienia, czego jeszcze nie uczynił, a co mogłoby wpłynąć na ich relację.
Zachwiał się lekko, łapiąc koszulkę w garść.
- Srutu-tutu. Powinien się cieszyć! - wystawił palec wskazujący w ostrzegawczym geście- Że taki bohater jak ja..! - pociągnął nosem i tycnął się w pierś - ...Się tutaj leczy. - widząc jednak powagę na twarzy Eli westchnął nazbyt dramatycznie, ale pijani ludzie mają to do siebie, że są niezwykle ekspresyjni, uniósł do ust dłoń i udał gestem, że zasuwa je na zamek, przekręca kluczyk, a potem, jakimś cudem, wrzuca go do tej zasuniętej japy i go połyka.
- Dej chusteczkie... - znów psiknął- Nie wiem, Elia. Wracałem spokojnie do domu kiedy kamienica przecznicę dalej pierdolnęła jak po zrzucie bomby. Normalnie bym się przecież nie przejął - machnął ręką, dla podkreślenia jak bardzo by się nie przejął i jak bardzo machnął by ręką - Ale się przejąłem! Znam tę kamienice, czasem odwiedzałem tam... znajomą... i chyba wszystkich ewakuowaliśmy. - wzruszył lekko ramionami- Poza Edamsem. Albo kimś, kto czaił się na niego pod jego drzwiami. Trudno było ocenić... - rozłożył bezradnie ręce na wspomnienie zmasakrowanej płomieniami i samym wybuchem postaci, która mignęła mu tam gdzieś kątem oka.


Ostatnio zmieniony przez Darcy Marlow dnia Wto Cze 19 2018, 19:24, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pon Cze 18 2018, 02:06;

Z pięćdziesięcioma odcieniami szarości tak to już bywa, że w zależności od tego, z której strony na nie spojrzeć, mogły sprawiać różne wrażenia. Kwestia interpretacji, taka sytuacja, ale to nie czas i miejsce na takie dyskusje, prawdaż. Wzruszenia serca przehandlowałaby bez mrugnięcia okiem, gdyby tylko miała taką możliwość, za kapkę świętego spokoju bez konieczności zastanawiania się, co będzie nazajutrz. I kto tego nie dożyje.
- Najlepiej w ogóle nie umieraj - odparowała, wzruszając lekko ramionami, okrążając biurko i zajmując miejsce na krześle. Obracając się z boku na bok, obserwowała z rozbawieniem poczynania Marlowa, mogąc się jedynie domyślać, co próbuje odnaleźć. Niestety, o ile dobrze kojarzyła to nawet spirytusu do odkażania nie sposób tu uświadczyć, płonne zatem jego nadzieje. Pacjenci tego przybytku byli specyficznie zwierzęcy, a w większości bezdomni albo dzicy. Choć, co zabawne, jedynym paskudztwem które załapała w trakcie pobytu w Rode, zaraziła się ze względu na pomoc dziecku, nie bezdomnemu psu. Miała jednak wrażenie, że to było tak dawno, że aż w innym życiu.
- Może - uśmiechnęła się szelmowsko, pochylając do przodu i opierając łokcie na blacie biurka. Prawdą było że i ona palnęła pewnie więcej niż powinna, zatajając oczywiście to, co najistotniejsze, ograniczając się do ogólnikowych przesłanek, z czym boryka się na co dzień. Nie przebijała się przez to szczególnie dramatyczna historia. Jakoś łatwiej przychodziła jej rozmowa o innych, niż o niej samej. Przybycie do Rode przysporzyło jej więcej ciekawych znajomości, niż mogła przypuszczać, gdy wysiadała ze statku w sierpniu. Miała wrażenie, że to było lata temu, a nie minęło jeszcze nawet pół roku.
- Powinien, ale wiesz jak to jest z powinnościami - podparła brodę na dłoni, obserwując, jak bardzo ekspresyjny jest właśnie podpity Marlow. - Poza tym mimo wszystko to wciąż gabinet weterynaryjny, więc gdyby chodziło o psa ratownika, wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, ale skoro o ratownika... Sam rozumiesz - rozłożyła ręce w bezradnym geście, jakby mówiła "no co zrobisz, nic nie zrobisz", choć ton wciąż miała żartobliwy. To była zdecydowanie bezcelowa dyskusja, ale Marlow był w zasadzie całkiem pocieszny, nawet jeżeli pijany jeszcze nie jak bela.
- Na zdrowie - powiedziała, sięgając do szuflady po paczkę chusteczek, po czym rzuciła ją mężczyźnie. Wysłuchała go, już mając odetchnąć z ulgą na wieści o tym, że wszystkich udało się ewakuować, kiedy padło nazwisko Edamsa, a Elii ścięło krew w żyłach. Mina zrzedła jej momentalnie, a powściągnięcie emocji, która przebiegły jej po twarzy okazało się niemożliwe. Opadła na oparcie krzesła, zasłaniając usta dłonią. Vincent. Nie, to nie było możliwe. Zemdliło ją; pobladła, ale wciąż robiąc dobrą minę do złej gry, wstała i otwarła okno na oścież, wdychając lodowate powietrze.
- Ubierz się, bo cię przewieje - rzuciła przez ramię zduszonym głosem, starając się uspokoić; zacisnęła dłonie na parapecie tak, że knykcie jej zbielały, by dopiero po chwili odwrócić się w stronę pomieszczenia. Oparła się tyłem o parapet i skrzyżowała ręce na piersi. - Chociaż właściwie to już cię przewiało. Chcesz herbaty? - Zmieniła temat w trybie instant.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Cze 19 2018, 19:23;

Wyszczerzył zęby w uśmiechu, a że robił to nad wyraz rzadko, zdawało się jakby twarz miała mu zaraz popękać po krawędziach.
- Oooj, martwisz się o mnje? - pociągnął nosem w tak romantyczny sposób, że białogłowy w promieniu pięciu mil z pewnością mdlały z wrażenia.
Odprowadził ją wzrokiem za biurko po czym sam zaczął przechadzać się po nie tak wielkim pomieszczeniu. Każdy mały drobiazg cający się gdzieś niepozornie na półce czy w kącie, przypominał mu o czymś o czym wcale nie chciał pamiętać. Dotknął kilku książek, przebiegł spojrzeniem po butelczynkach z preparatami w małej szklanej gablotce. - Niewiele w życiu trzeba, żeby zmieniło się wszystko... - powiedział, a raczej wymamrotał pijacko bardziej sam do siebie niż do niej bo i skąd żeż ma ona wiedzieć o jego smętnych bolączkach, panie Marlow, jesteś pan nie do wytrzymania jak jesteś pan pijany.
- Psa! - sapnął odwracając się zamaszyście i prawie strącając z parapetu jakieś stojące na nim pudełko, które to zaraz złapał gwałtownie, z szeroko rozwartymi oczami rozglądając się czy nic innego przypadkiem nie postanowiło zmienić swojego położenia. Przesunąwszy pudełko dalej od krawędzi odchrząknął- Psa! - powtórzył- Psa to spoko, ale człowieka z krwi i kości to już nie?! - stuknął się sprawną ręką w klatę, ale tak niefartownie prosto w metalową płytkę przysłaniającą część mięśnia piersiowego. No z krwi i kości, panie Marlow, plus troche gruzu, nie?
Prychnięcie postępujące po tym oburzonym wyznaniu miało być dramatyczne, ale jedynie w dość żałosny sposób podkreśliło jak bardzo potrzebował chusteczek. Wziął więc od niej paczuszkę i, patrz go, jaki wstydniś, odwrócił się do niej tyłem, żeby się dyskretnie wysmarkać. Zmęczył się przy tym, jakby w kamieniołomie robił, siły powoli go opuszczały i choć alkohol we krwi szumiał wesoło, że hej przygodo to mięśnie jednak mówiły e-e, nie bardzo. I może był zrobiony, może nie powinien zauważyć jej ekspresji zmartwienia. Zmarszczył brwi posłusznie ubierając się w koszulkę i biorąc w ręce kożuch jakby był jego pierworodnym dzieckiem, taki ciepły, taki cenny. Uniósł palec i wskazał to ją, to okno, ale zmęczył się tym wszystkim ubieraniem toteż opadł na krzesło wzdychając jak stary dziad.
- Co jest. - znów założył nogę na nogę i choć starał się wyglądać poważnie, a nawet groźnie! To wyskubywanie kolejnej chusteczki z paczki plus dyndająca wesoło stopa na pewno nie pomagały takiego imażu osiągnąć- A co ja, krowa? - odpalił choć wyraźnie po chwili zawiesił się, próbując zrozumieć co ma krowa do herbaty, niezbadane są meandry myśli Darciego niestety, machnął więc na to ręką strzepując chusteczkę i wtykając ją do nosa- Bie kce. - uniósł brwi ze śmiertelną powagą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Cze 20 2018, 13:04;

Oczywiście, że się martwiła; w końcu przyszedł do niej, nie do szpitala, takie zaufanie pokładane w jej umiejętności zobowiązywało, prawdaż. Postanowiła jednak nie dawać mu tej satysfakcji i nie przyznawać, że owszem. Zamiast tego uśmiechnęła się niewinnie, mimo uszu puszczając to, jaki Marlow był w tej chwili pociągający. Nosem, ma się rozumieć.
- Na lepsze, albo na gorsze - podchwyciła jedynie jego słowa. Mogła się jedynie domyślać, do czego się odnosi, ale prócz rzeczy, o których wolałby zapomnieć, o części jej wspomniał. Niewielkiej, ale pozwalającej zrozumieć po chwili, że nie szuka skitranych tu potajemnie flaszek, a boryka się właśnie ze wspomnieniami, które jak na złość nie zamierzały pozostawać w pudełku opatrzonym napisem "przeszłość". A propos pudełek, jedno prawie zaliczyło bliskie spotkanie z podłogą, cóż za szczęście, że Darcy miał taki refleks, w przeciwnym wypadku spinacze biurowe zasłałyby podłogę suto.
- Masz coś do psów? - Zapytała rozbawiona. - Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Ile karetek wyminąłeś w drodze z pożaru do domu? Wszystkie, czyli jedną? - Dodała, odchylając się na oparcie krzesła i zakładając nogę na nogę. Elia cieszyła się, że mogła mu pomóc, zresztą gdyby ponownie nadarzyła się taka konieczność, to by go przecież nie wywaliła za próg. Niemniej, logika nakazywała pochylić się na chwilę nad tym, dlaczego nie skorzystał z pomocy lekarskiej na miejscu, ale to z kolei znów prowadziło to przemowy o patałachach i tego, co robili bądź nie, w szpitalu.
Dobry humor zniknął, choć tak naprawdę od samego początu go tam nie było. Po prostu na chwilę udało jej się zapomnieć, jak cholernie źle było. Ceniła takie momenty, wyrwane ze swojego obecnego życiorysu, kiedy mogła się zwyczajnie zaśmiać. Kiedyś zdarzało jej się to znacznie częściej. Oddychała głęboko lodowatym powietrzem, chcąc się pozbyć tego cholernego ucisku, który czuła na klatce piersiowej.
- Nic, nic. Po prostu znałam Vincenta - odparła automatycznie, pocierając czoło dłonią, jakby ręką chciała się na chwilę odgrodzić od całego świata. Nie chciało jej się wierzyć, że to Edams tam był. Po prostu nie. Przecież nie było powodu, dla którego należałoby się go pozbyć, Ramirez obiecał... Ale ile te obietnice były warte? Zaczęła w niej narastać złość, tłumiona, zatem podjęła decyzję za Marlowa.
- Rode takie bogate, że krowy poicie herbatą? - Zapytała, odchrząknąwszy, spoglądając na mężczyznę, który zapamiętale wpychał chusteczkę do nosa. - To ci zrobię - stwierdziła, wiedząc, że musi czymś zająć ręce. Tak na dobrą sprawę nie musiał jej nawet pić, choć po chwili parujący kubek stał już na blacie przed Marlowem. - Gdzie się podziewałeś przez ostatnie tygodnie? - Zapytała po chwili, siadając przy biurku, choć nie zamykając w dalszym ciągu okna. Potrzebowała powietrza, pilnie, bo mdleć nie zamierzała. Dawno go nie widziała, zresztą odkąd Diego siedział w Rode, praktycznie nikogo nie widywała. Szczególnie dziwnie to to nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Cze 27 2018, 14:17;

- W zasadzie to nie mam. - założył kurtkę na plecy, bo i przy tym oknie otwartym jakiś dreszcz go przebiegł. Trudno mu było stwierdzić czy to z zimna, czy to od wiatru, czy to alkohol czy może przeziębienie - byłą to zbyt poważna rozkmina na jego obecny stan. Darcy był prostym człowiekiem "Trzęsę się (A) to znaczy, że mi zimno (B)". Najlepsza matematyka jaką można w życiu stosować.
- Chciałbym mieć nawet pieska. - uśmiechnął się lekko - Jakiegoś takiego wesołego. Biegałby ze mną i Katie by się cieszyła... - oj Darcy, czekaj, wstrzymaj konie bo zapominasz się i o swojej do zwierząt niechęci, halo kolego. Podrapał się po brzuszku wycierając drugą chusteczką nosa.
Nie wiedział za bardzo co Eli odpowiedzieć, wszyscy wiemy, że Marlow ma wrażliwość spadającej siekiery i choć może bardzo by chciał wykazać się empatią to jednak pół leżał rozwalony na krześle z chusteczką wetkniętą do nosa tak głęboko, że pewnie łaskotała go w zatoki. Gdyby do tego próbował mieć poważną, współczującą minę poziom absurdu sytuacji spowodowałby kolejny pożar.
- Boże zadzwob bo miego. - uniósł brwi- Chociasz to też mało miałodajme. - wyciągnął z nosa korek i jeszcze raz lekko odwrócił się by sie wysmarkać dyskretnie. Grzeczny dżentelmen.
Wzmiankę o krowach puścił w niepamięć, można by przysiąc, że nie wiedział o co chodzi choć w rzeczywistości udawał, że nie wie co można było rozpoznać po lekutko czerwieniących się ze wstydu uszach (a może to alkohol?).
- To mi zrób. - westchnął. Trzy dychy na karku Darcy, czas się przyzwyczaić, że w życiu jak się nie wie czego się chce to się ma to czego się nie chce. Otrzymawszy kubek podsunął się nieporadnie wraz z krzesłem do blatu biurka. Obserwował ją w międzyczasie bardzo uważnie, może to zboczenie zawodowe, Darcy miał tendencje do gapienia się na ludzi. Przyglądał się jej zachowaniu, napiętym mięśniom karku, drżącemu wahaniu palców kiedy wyciągała z szafki kubek. No ale nic nie powiedział, w końcu to buc.
- Mmm... - podparł brodę o dłoń - Pracowałem. - wzruszył koślawo ramionami- U mnie naprawdę nic się nie dzieje w życiu. - powiedział unosząc brwi- Nie żebym narzekał, jest zajebiście nudno i sobie to chwale. - oto różnica między tymi państwa. Sekretną supermocą Darciego jest zdolność Ogrodu Zen, gdzie Elia ma w sobie supersiłę magnesu na kłopoty.
- Znasz kogoś z dostępem do doków? - zapytał niewinnym tonem. Co prawda Will powiedział mu, żeby tego nie robić, ale Darcy jest teraz pijany i będzie robił co mu sie żywnie podoba.
Dopóki nie wytrzeźwieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Cze 29 2018, 14:55;

Widziała, że powinna zamknąć to nieszczęsne okno. Był chory, a zaraz pochorouje się jeszcze bardziej, a ona złamię jakąś tam podstawową lekarską regułę, którą kiedyś zasłyszała, a która głosiła, że po pierwsze nie szkodzić. Strzelała, że siedzenie w przeciągu raczej takim szkodzeniem właśnie może być, niemniej, dała sobie jeszcze chwilę.
- Pieska? Wiesz, da się załatwić. Tylko pamiętaj, że psy przechwytują zachowanie właścicieli. Nie wiem, czy byłby bardzo wesoły - odparła, siląc się na rozbawienie. Gdyby chciał szczeniaka, to wiedział, gdzie się zgłosić. Ludzie dość często przynosili jakieś pieski tutaj, nie wiedząc co z nimi zrobić. Z dwojga złego lepiej w tę stronę, niż do wora i do Derpskiego, ale nieraz należało się nieźle nagimnastykować, żeby znaleźć im potem dom. A tyle się gada - sterylizacja. Jak grochem o ścianę.
Nie oczekiwała raczej słów pocieszenia czy porady, zatem nie miała za złe małej przydatności słów Marlowa. Cackanie się z nią zwykle kończyło się kompletnym rozklejeniem, a to byłoby niewskazane w żaden sytuacji, tym bardziej w trakcie pracy, którą swoją drogą, powinna już była dawno skończyć. Powinna, ale po co? Wyciągnęła telefon, wysłała smsa, że się spóźni, po czym znowu podniosła wzrok na siąpiącego mężczyznę.
- Zapomnij o tym - machnęła ręką, chowając aparat. Herbata była gorąca, ale z ulgą skryła się na chwilę za kubkiem, tym razem uważając, żeby go nie upuścić. Coś jej ostatnio za dużo leciało z rąk, a nie miała ochoty na taniec z mopem, bo rozleje stanowczo zbyt słodki wrzątek na podłogę. Darcy obserwował ją, ona obserwowała jego; nie dlatego, że miała takie zboczenie zawodowe, a dlatego, że zastanawiała się, o co właściwie mu chodzi. Nieprzyjemne uczucie, że wie więcej, niż powinien, choć absurdalne i zakrawające na paranoję, zakiełkowało gdzieś w jej głowie. Miała wymalowane na czole, że mieszka z psychopatą? Odwróciła wzrok, wbijając go we wnętrze parującego kubka.
- Chujowo ale stabilnie? - Upewniła się, a choć klęła rzadko, to raczej dość trafne podsumowanie sytuacji, jaka rysowała się w słowach Marlowa. Superzdolność Ogrodu Zen i lilii pływających po oazie by jej się w tej chwili przydała, zanim nerwica ją całkiem zeżre. Ale to jeszcze nie teraz. Kiedyś. Na razie... Powinna była zaparzyć melisę.
- Doków? - Uniosła brwi na chwilę, by się zastanowić, wdzięczna za zmianę tematu na taki, który nie będzie jej przypominał o całym tym marazmie. - Znam. Pytanie tylko, co jest ci potrzebne i na ile to nielegalne? - To drugie zdawało się mieć tutaj kluczowe znaczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pon Lip 16 2018, 02:20;

Po pierwsze nie szkodzić sobie to coś, co mu mówiła mama, mimo,że nie była lekarzem, a i on nie bardzo na lekarza wyglądał, a widać jak głęboko zostało mu to w pamięci - odpowiem: wcale. Przyglądał się Eli z niesłabnącą uwagą, choć lekko zmarszczył brwi, ta leniwa pyza, która była psem Kate musiała przejąć charakter chyba po sąsiedzie bo tak leniwej i rozlazłej buły w ich domu nie było. Wcale. Ani jednej. Zaraz odepchnął od siebie tę myśl i ostrożnie przytknął usta do brzegu kubeczka, no żeby się nie poparzyć, księżniczka jedna. Był raczej z tych co do wora i do Derpskiego, przynajmniej na takiego pozował i za takiego uchodził w każdych nielicznych kręgach towarzyskich w jakich się obracał, ale to Martinez znała jego mroczny sekret i choć bez litości ucinał łby wszystkiemu co się napatoczy podczas polowania, to przecież on stał tutaj jeszcze parę miesięcy temu z jakimś zdychającym puszkiem w rękach i smutną łypką, pani doktor, szybko pomóż.
- Zapomnij o tym. - prychnął, to przecież najgorsze co można powiedzieć pijanemu, bo choć gdzieś tam w głowie mryga świadomość, że na pewno zapomni jak wytrzeźwieje, to teraz najbardziej na świecie jest zainteresowany właśnie tym dlaczego ją to tak poruszyło. Kropki wciąż nie łączyły się logicznie i nie przyszło mu do głowy, że to imię Vincenta spowodowało lekkie zachwianie stoicyzmu pani weterynarz, mimo to brnął dalej- Jeśli chcesz o czymś porozmawiać to ja jestem cały... cały uchem. Gotów w sensie. - uniósł brwi- Chujowo ale stabilnie. - kiwnął ukontentowany głową, posyłając jej sympatyczny uśmiech. Może nie w tej akurat chwili, bo teraz przeważało chujowo, ale zazwyczaj dosyć stabilnie - na tyle, na ile stabilnym był człowiekiem. Stabilnym jak głaz! I równie bystrym.
- Co mogę powiedzieć... - westchnął szukając dobrych słów, a nie było to ani łatwe ani przyjemne z tym drylującym mózg uczuciem ciśnienia w zatokach, jakby myśli jak pingpongowe piłeczki próbowały z trudem przecisnąć mu się przez czaszkę. Może jak powie jej mniej to i mniejszą odpowiedzialność poniesie, gdyby on coś jednak odjebał bo będzie się mogła wyprzeć całkiem prawdomównie, że nic nie wiedziała. Tyle, że to Darcy, pal licho jego gburowatość miał w sobie nutę szlachetności, rycerz, którzy odkurza zbroję głównie jak jest wstawiony - Potrzebuję pewnego urządzenia, które jest dostępne jedynie strażnikom doków. - zaczął odstawiając kubek, bo stanowczo za gorące- Will aplikował o nie kilka razy, bez sukcesu. Pomyślałem, że może zaoferuje im coś osobiście, zajde tam, jakoś się dogadamy... - piąchą i przekleństwami, znając jego powalający styl mediacji, ale co zrobisz- Chodzi o moją protezę, sama widzisz, że nie jest w najlepszym stanie, a chciałbym, żeby mi skręcił taką, która już wystarczy na długo... - starał się mieć najbardziej niewinną minę na świecie, bo przecież nie będzie jej opowiadał, że chce lasery, urządzenia tropiące, mapki holo i stalowe kłykcie, żeby arthwalom rozwalać głowy prawym sierpowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Lip 25 2018, 11:59;

Najwyraźniej zatem Darcy miał bardzo mądro mamę; Elia swojej nie pamięta, zatem można uznać, że owa zasada była dla niej czymś nowym, jak również czymś, czego i tak nigdy nie przestrzegała, bo praktycznie całe jej życie to jedno wielkie pasmo całkowitego zapomnienia o posiadaniu tak wspaniałego mechanizmu, jakim jest instynkt samozachowawczy. Marlow właśnie z kimś takim jej się kojarzył - ktoś, kto nie ma oporów, żeby potopić szczeniaki, cóż to więc było za zdziwienie, jak jednego takiego jej tu odratowanego podrzucił. Musiała wówczas nieco zweryfikować swój pogląd na mężczyznę, a jego sekret był z nią bezpieczny. Trzymanie języka za zębami i kłamanie już tak weszło jej w krew, że powinna to rozważyć jako swój zawód na wypadek, gdyby weterynaria nie wypaliła. Dzisiejszy dzień odkrył przed nią jednak nowe możliwości w postaci zostania zastępczym lekarzem - któż by przypuszczał!
- Doceniam. W stosownym czasie pewnie się zgłoszę, ale dzisiaj już cię nie będę dobijać. Przecież prawie umarłeś - odparła pospiesznie. Oczywiście były to słowa, które wypadało w tej sytuacji powiedzieć, więc z pewnością doceniała dobre maniery Darcy'ego, o które o zgrozo, znów go nie podejrzewała. Niemniej były takie rzeczy, na temat których lepiej nie mówić nic. Dlatego też postanowiła milczeć jak zaklęta. Jakiekolwiek wychodzące od niej informację miały magiczne właściwości urastania do rangi bezcennych i ściągających na głowę tylko kłopoty.
Wysłuchała Marlowa, z wdzięcznością przyjmując całkowitą zmianę tematu. Nie znała się zbyt szczególnie na technologii, zresztą nie dopytywała jakoś wybitnie o protezę, nawet jeżeli zwykła ciekawość czasem podsuwała jej takie sugestie.
- Jeśli dalej będziesz wbiegał w same centrum pożaru, to chyba znowu nie przetrwa zbyt długo - zauważyła z rozbawieniem. - Mój znajomy jest policjantem i ma tam dojścia, być może mógłby coś poradzić... - urwała na chwilę, ignorując całkowicie jak jej głos śmiesznie zaciął się przy słowie znajomy. Broń jej załatwił, to może i to urządzenie byłby w stanie? Pozostawało liczyć, że Darcy mimo sympatii u babki Bucket nie wsłuchuje się szczególnie w rozpowiadane przez nią plotki. Zresztą te ostatnimi czasy ucichły nieco. Może poza tymi drobnymi pomówieniami, które chyłkiem podrzuciła małej Gwen.
- Możesz mi zapisać co jest potrzebne, przekażę - zmarszczyła brwi i odchyliła się na oparcie, bujając nieznacznie w lewo i prawo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 35
Ekwipunek podręczny: proteza DeLux

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pon Sie 06 2018, 00:22;

Gdyby pani weterynarz kiedykolwiek miała problemy z wyborem ścieżki kariery, nie wiem, nudziła się pani w swoim zawodzie, nie chciała jednak kłamać, to na pewno osobisty lekarz personalny w życiu Darciego to doskonały plan - ręce pełne roboty, a z pewnością am rzeczony znalazłby Eli mnóstwo innych równie ciekawych zajęć, choć chyba szanował ją za bardzo, by sugerować te wymagające od uczestników pozycji horyzontalnej .
- Prawie. - bąknął i choć uśmiechnął się, to był to jakiś płaski uśmiech, przebłysk naturalnego czarnego humoru Marlowa, jak nic znak, że nadchodzi trzeźwość. A co zawsze towarzyszy tym nadejściom? KJS, a nikt nie lubi natknąć się na KJS gdzie indziej niż w bezpiecznej strefie własnego łóżka (ewentualnie łazienki).
- Noale bes... przesady - żachnął się teatralnie wywracając oczami- Nie pozwolę wpędzić się w wyrzuty sumienia za to, że czasem, nie często, ale zdarza się, chcę w życiu zrobić coś człowieczego bardziej od tego co nieludzkie robię... co nieczłowiecze... co... co na co dzień..! - zmarszczył brwi plącząc się kompletnie w tym rozbudowanym zdaniu, nie chcąc jednak zupełnie stracić twarzy wymamrotał pod nosem cokolwiek, co miało być zakończeniem myśli i zaraz poświęcił niepodzielne zainteresowanie zawartości kubka.
- No więc chodzi mi o taki mały interfejs, wiesz, z nawigacją i mapą, żebym mógł bezpieczniej wykonywać swoją pracę... - powiedział starając się nie brzmieć jakby był bardzo tym podekscytowany, ale zaświeciły mu się zaraz oczka- Will dorobi mi taki holo projektor, a jak dobrze pójdzie to może będę mógł montować okazom nadajniki i wtedy, ach wtedy...! -już, koniec, poszło, zaczął Eli opowiadać o tym, jak o on będzie tropił zwierzęta do miejsc lęgowych, albo do jaskiń i tam odprawiał pogańskie kaźnie wszystkim tym niebezpiecznym i dzikim i jaki to będzie wspaniały czas dla ludzkości, może nawet kiedyś ludzie będą mogli normalnie chodzić do lasów na spacery bez obaw przed byciem zjedzonym.
Pobył takim najebanym bucem jeszcze przez jakiś czas, ale KJS nadszedł srogą falą więc potulnie, czołobitnie czołem bijąc i dziękując za medyczne wsparcie wycofał się z miejsca pracy Martinez i poszedł w spokoju umierać sam.

2x z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t548-darcy-marlow
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Hodowla Chocobów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Similar topics

-
» Łąka Marihuany
» Rezerwat Hipogryfów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Okolice miasta-