Share|

Hodowla Chocobów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Hodowla Chocobów  ♦ Pon Wrz 04 2017, 14:16;




HODOWLA CHOCOBÓW

Hodowla chocobów oddalona jest od miasta o mniej więcej dwa kilometry. Nie jest to duża odległość, mieszkańcy bez problemu mogą pokonać ją na piechotę.
Jest to ogrodzony kompleks w skład którego wchodzą trzy budynki: jeden mieszkalny, jeden pracowniczo-socjalny oraz największy, w którym znajdują się boksy chocobów. Tuż obok niego wyznaczono teren pełniący funkcję wybiegu. Młode chocoby wykluwają się wczesną jesienią, wtedy też właściciel hodowli zatrudnia dwóch dodatkowych pracowników sezonowych, którzy po przeszkoleniu pomagają się zajmować dorosłymi osobnikami by stali pracownicy mogli poświęcić więcej czasu pisklętom.
Przed wejściem do każdego z budynków (poza halą  z boksami, gdzie teren jest nieco wydeptany) rośnie równo skoszona trawa. Przy ogrodzeniu oraz nieopodal wybiegu rośnie kilka drzew, w tym trzy wiśnie.
Dla klientów kompleks otwarty jest od godziny dziewiątej do dwudziestej drugiej, zimą do dwudziestej. Tutaj znajduje się również gabinet weterynaryjny.

Uwaga! Chocobów nie wolno dokarmiać bez pozwolenia pracownika! Klienci i zwiedzający winni uważać także na ostre dzioby ptaków oraz stosować się do zasad BHP.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Paź 28 2017, 14:12;

Elia bardzo szybko mogła się empirycznie przekonać, że roboty w Rode nie ma zbyt dużo. Urzędowanie w gabinecie weterynaryjnym było zatem niezłą okazją, by poza tym, żeby od czasu do czasu zrobić obchód wśród boksów chocobów, nauczyć się trochę więcej o swoim fachu, nawet jeśli tylko z książek, które tam zastała.
Również dzisiejszy dyżur przebiegał raczej nudno, co było o tyle kłopotliwe, że nie miała czym zająć myśli. Czyściła więc po raz setny, już i tak czyste narzędzia, sprawdzała zapasy leków... Jednak nawet to musiało w końcu jej się znudzić, tym bardziej, że robiła to kolejny dzień z rzędu. Wyjęła więc telefon i korzystając z tego, że i tak nie ma co robić, zaczęła się nim bawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 16
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Paź 28 2017, 14:58;

Od czasu pamiętnej wycieczki na farmę, gdy została razem z Lancelotem podziobana a przyjaźń między młodymi, weszła na nowy poziom, Summy już się tu nie pojawiła. Nie miała potrzeby ani ochoty, ale nagła konieczność znowu zagnała ją w rejony hodowli.
Nastolatka wczorajszy wieczór przepłakawszy nad telefonem, płakała jeszcze mocniej odnajdując paczuszkę od Lansa. Nie wiedząc co robić, nie zrobiła nic. Schowała się pod kocem, by uciec także z oczu ojca, nie dawała się pocieszyć przez Lolę. A świnka robiąc wszystko co mogła, by poprawić humor dwunożnej przyjaciółki, w końcu popadła w taki sam smutny nastrój.
Nie chcąc jeść śniadania przygotowanego przez Summy, schowała się w kąciku, na swej poduszce i nie ruszała się z miejsca, przyprawiając nastolatkę o atak paniki. Blondynka odkładając na bok myśli o zdradach, ciążach i kłamstwach, porwała świnkę z jej miejsca i zapakowała do koszyka, by popędzić ku weterynarzowi.
Do gabinetu wpadła z przerażeniem w zaczerwienionych oczach.
- Moja świnka jest chora!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t214-summy-mcdonald#2274
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Paź 28 2017, 16:41;

Już, już miała nacisnąć przycisk "zadzwoń", gdy drzwi do gabinetu z hukiem stanęły otworem. Elia aż podskoczyła, wypuszczając z rąk telefon, podnosząc przerażone spojrzenie na tego, kto do wpadł równie nagle. Ku jej uldze okazało się, że to drobne dziewczę z rozwianym włosiem i oczami, jakby przepłakała całą noc. Podniosła telefon z ziemi i schowała go do szuflady, po czym wstała z krzesła, poprawiając kitel i obeszła biurko, podchodząc do blondynki.
- Co dokładnie się stało? Mogę ją zobaczyć? - Zapytała, zerkając na koszyk trzymany przez Summy w ręku. Zachowywała się nadzwyczaj spokojnie i liczyła, że dzięki temu i przybyszka odrobinę się uspokoi. Elia odniosła wrażenie, że świnka musi być chyba w ciężkim stanie, sądząc po tonie jej właścicielki, zatem z niecierpliwością czekała, by obejrzeć zwierzę. Podeszła do blatu przeznaczonego do badań i stanęła za nim, gestem zachęcając, by i Summy podeszła bliżej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 16
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Paź 28 2017, 18:19;

Spoglądała na kobietę, która była jej jedynym ratunkiem i nie miała pojecia co powiedzieć. Nie wiedziała co się stało, zupełnie nie łącząc tego ze swoimi dramatami. Jeszcze wczoraj zasypiając w towarzystwie świnki, myślała, że ta nagle się pochorowała, zjadła coś niezdrowego albo... została podtruta!
Summy będąc w stanie głębokiego załamania, poddawała się każdej strasznej myśli.
- Nie wiem. Wczoraj była zdrowa a dziś nie chciała zjeść śniadania i ruszyć się na spacer.
Odpowiedziała zrozpaczonym głosem. Tracąc już dwójkę przyjaciół, nie chciała stracić ostatniego, jaki jej pozostał i który nie zdradziłby jej jak reszta.
Dziewczyna podeszła do stołu i położyła na nim koszyk, by ostrożnie wyciągnąć z niego małą Lolę. Czule pogłaskała ją po łepku i odsunęła koszyk, by było więcej miejsca.
- Czy Lola mogła coś zjeść? Nie daje jej nic niedobrego. Świeże warzywa, czasem owoce. Wiem, że mają dużo cukru, więc staram się jej nie rozpieszczać. Och niech pani powie, że to nie jakas choroba!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t214-summy-mcdonald#2274
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Nie Paź 29 2017, 10:53;

Elia przyjrzała się stworzonku, które faktycznie wyglądało na przygaszone. Skontrolowała ryjek, oczy i uszy, a także ogólny stan zwierzęcia, ale nie zauważyła żadnych symptomów, które wskazywałyby chociażby na zatrucie jakimiś substancjami toksycznymi.
- Jeśli... - urwała na chwilę, podnosząc wzrok na Summy. Miała problem z określeniem jej wieku.
- Jeśli jest pilnowana, nie sądzę, żeby czymś się zatruła. Zauważyłaś, czy wymiotowała? - Dopytała.
- Zbadamy jej krew i zobaczymy wyniki - zarządziła Elia. Co prawda świnki miniaturowe miały to do siebie, że genetycznie były obciążone ryzykiem chorób, nie powiedziała tego jednak na głos, nie chcąc bardziej niepokoić Summy, której kredowobiała twarz nie odbiegała barwą od ścian gabinetu. Martinez sięgnęła po tablet, po czym wstukała dane i sięgnęła po przyrząd do pobierania krwi. Pogładziła świnkę uspokajająco po grzbiecie. Obecnie nakłucie było prawie niewyczuwalne, a na wyniki nie trzeba było długo czekać. Pobrała próbkę, po czym zerknęła na tablet, w oczekiwaniu na rezultat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 16
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Nie Paź 29 2017, 13:32;

Spoglądała na Elię szeroko otwartymi oczami, tylko w niej pokładając nadzieję na lepsze jutro. Bo jeśli Lola miała się rozchorować i nie daj Boże.... nie, Summy nawet nie chciała myśleć o jej utracie.
- Nie, chyba nie. Nic nie widziałam. Nic nie znalazłam..
Dziewczyna spojrzała gdzieś w ścianę, zastanawiając się i przypominając sobie niepokojące szczegóły. Myśl o przeoczeniu napawała ją strachem. Opuszczając oczy na małą przyjaciółkę, nachyliła się i cmoknęła ją w główkę. Prostując się, zerknęła na panią weterynarz i kiwnęła głową.
Z ciekawością obserwowała jej ruchy, nie tylko dlatego, że kobieta badała jej świnkę. Głaszcząc zwierzątko, w oczekiwaniu na wyniki, wbijała spojrzenie w tablet, nie widząc jednak niczego na ekranie.
- I co? Czy Lola będzie musiała tu zostać? Co jej dolega? A może... może się tylko na mnie obraziła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t214-summy-mcdonald#2274
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Nie Paź 29 2017, 16:26;

Elia z pewnym rozczuleniem obserwowała, jak Summy ucałowała świnkę w miniaturowy łepek. Ceniła ludzi, którzy byli dla zwierząt uprzejmi, a blondynka wydawała się być nadzwyczaj wrażliwa na krzywdę swojej podopiecznej.
Dane wyświetliły się na tablecie, podając dokładne wartości i liczby składu krwi świnki. Elia przestudiowała je w milczeniu.
- Wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Jedynie liczba erytrocytów jest odrobinę zwiększona - odparła, odkładając tablet. Nacisnęła na niego i wydrukowała szczegółowe wyniki tak, by Summy mogła je zachować.
- Lola nie będzie musiała zostawać, ale musisz ją obserwować przez najbliższe kilka dni. Zwiększona ilość czerwonych krwinek może wskazywać na odwodnienie. Nie widzę u niej żadnych innych symptomów, ale dobrze będzie, żebyś pilnowała w najbliższych dniach by Lola piła jak najwięcej. Możesz jej też podać elektrolity - sięgnęła po zadrukowane kartki i podała je Summy.
- Ta nieprawidłowość równie dobrze może wskazywać na to, że świnka miała po prostu sporo stresu ostatnimi czasy, ale lepiej dmuchać na zimne - dodała, marszcząc brwi. Pogładziła świnkę po grzbiecie raz jeszcze, po czym włożyła ją delikatnie z powrotem do koszyka i zdjęła jednorazowe rękawiczki. Wyrzuciła je do kosza i wróciła do biurka.
- Dobrze byłoby, gdybyś za trzy dni przyszła z nią do kontroli - uśmiechnęła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 16
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Nie Paź 29 2017, 17:30;

Słysząc opinię pani weterynarz, poczuła jak kamień spada jej z serca a na zalecenia pokiwała głową energicznie. Przerażona mina ustąpiła szerokiemu uśmiechowi, bo też Summy odzyskiwała dobry nastrój. Odetchnęła, zwracając oczy na świnkę i podrapała ją po czubku głowy.
- Jesteś zdrowa, słyszysz?
Odezwała się do Loli i spojrzała znowu na Elię, odbierając wydruk, na który szybko zerknęła.
- Oczywiście. Dziękuję pani doktor, dziękuję bardzo. Przyjdę z nią na pewno. Będę obserwować, tak.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością, ale jeszcze nie zbierała do wyjścia. Bo skoro już była w gabinecie, to miała jeszcze jedną sprawę do nowej mieszkanki Rode. Bo wiązała się ona też z opłaceniem należności. A Summy McDonald nie miała przy sobie ani rila.
- Czy potrzebuje pani pomocy w gabinecie? Co prawda wiem tylko tyle co z książek... starych książek, ale za rok chciałabym iść na weterynarię i z chęcią będą przychodzić w razie potrzeby. No i odpracowałabym dzisiejszą wizytę..
Ostatnie zdanie wypowiadając mniej śmielej i o wiele ciszej, strzeliła buraka, mając nadzieję, że kobieta jej ani nie wyśmieje ani nie zbeszta za przychodzenie bez pieniędzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t214-summy-mcdonald#2274
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pon Paź 30 2017, 14:35;

Elia z uśmiechem obserwowała tę scenkę rodzajową, myśląc sobie, że to w zasadzie bardzo urocze i cieszyła się, że mogła pomóc w jakikolwiek sposób.
- Nie ma za co. Lola to szczęściara, że ma tak opiekuńczą właścicielkę - stwierdziła, zakładając ręce na biuście. Właściwie była chyba nawet mile zaskoczona, spodziewałaby się bowiem, że w tak małej mieścinie jak Rode, los zwierząt będzie raczej większości osób całkowicie obojętny. Dobrze było wiedzieć, że istniały jeszcze takie duszyczki, którym los braci mniejszych nie był obojętny.
- Właściwie nie ma tutaj zbyt wiele pracy - przyznała zgodnie z prawdą. Sama przez większość czasu nudziła się jak mops, robiąc milion razy to samo z braku innego zajęcia. Pomyślała jednak, cofając się myślami wstecz, że pewnie gdyby miała możliwość pomocy w gabinecie będąc mniej więcej w wieku Summy, byłaby wniebowzięta, nawet jeśli nie wiązałoby się to z niczym konkretnym. Poza tym to zawsze jakieś doświadczenie.
- Ale skoro myślisz o weterynarii sądzę, że to dobry pomysł. Choćby ze względu na książki jakie tu mamy - machnęła ręką za siebie, na regał. Summy dobrze trafiła; Elia też wiedziała, jak to jest nie mieć grosza przy duszy i wielkie marzenia. Być może gdyby to ona stanęła przed taką okazją jak McDonaldówna, nie byłaby obecnie w tak kiepskiej sytuacji. Nie wyglądała więc na zdenerwowaną tym, że Sum przyszła bez pieniędzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pon Paź 30 2017, 21:43;

Rudy Rupert pracował w lecie na hodowli. Robił to częściowo dla kasy, a z drugiej strony chciał zaimponować Summy. Miał zresztą nadzieję częściej ją dlatego widywać, ale jakoś nie pokazała się tu odkąd zaczął pracę. A szkoda, bo naprawdę mu się podobała. Pewnie ten jej nowy chłopak zabronił jej przychodził. Już Rupert znał takich jak on. Na pewno nie traktował Summy z takim uwielbieniem jak mógłby to robić on, Rupert. Gwiazdkę z nieba by jej skradł, ale nie. Ona wolała takiego cwaniaka jak McDonald. W ogóle to czy oni nie byli rodzeństwem?
Z takimi i podobnymi myślami człapał ścieżką kierując się do gabinetu pani weterynarz.
- Pani Martinez, Sven mówi, że... że... - zatkało go, kiedy zobaczył obiekt swoich westchnień. Tak nieśmiały jak był zaraz oblał się rumieńcem. - E... no... chocoby mówią, że Sven się źle czuje. Znaczy e... Sven mówi, że chocoby źle... znaczy nie wszystkie... tylko jeden. Ale... ten...
Czuł się jak kompletny głupek stojąc tak przed nimi i jąkając się. Ale słowa jakoś nie chciały przejść przez gardło. A już zwłaszcza nie w odpowiedniej kolejności.
- No... ten... cześć Summy - uśmiechnął się lekko, próbując chociaż tym uratować trochę sytuację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 16
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pon Paź 30 2017, 23:13;

- Och naprawdę? Dziękuję! Dziękuję. Obiecuję, że pomogę we wszystkim!
Summy już zupełnie wracając do dawnego humoru, w smutek zapewne popadnie dopiero wieczorem, leżąc już w łóżku i zastanawiając się co robi Lanse i Ash. Tęskniła za jednym i drugim oraz normalnymi dniami, gdy chłopak ją przytulał a przyjaciółka opowiadała co widziała i słyszała.
Na szczęście teraz pochłonięta wizją pracy u pani weterynarz, tylko na jej zgodzie się skupiła. Uśmiechała się do niej szeroko, póki w gabinecie nie pojawił się Rupert. Ach miły rudzielec. Summy ucieszyła się na jego widok, od dwóch miesięcy nie mając okazji do spotkania.
Gdyby nie pamiętna wizyta na farmie, pewnie spędziłaby na niej wakacje z szkolnym kolegą. Odczekując chwilę i nie przerywajac jego słów, uśmiechnęła się do chłopaka i w końcu odpowiedziała na powitane.
- Cześć Rupert!
Wciąż mając świnkę od chłopaka, kompletnie nie wiedziała, że ten jest w niej zakochany. No może trochę kiedyś się domyślała, ale potem tracąc głowę dla Lansa, już zapomniała. A dziś, zupełnie spontanicznie, podeszła do kolegi i przytuliła go na powitanie.
- Już nie mogę się doczekać naszego powrotu do szkoły.
Rzuciła, wycofując się do stolika po koszyk ze świnką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t214-summy-mcdonald#2274
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Paź 31 2017, 12:48;

Gdy w gabinecie pojawił się Rupert, Elia całą swoją uwagę skupiła na nim, marszcząc nieznacznie brwi, gdy zaczął się plątać. Zerkając badawczo to na niego, to znów na blondynkę, szybko dodała sobie dwa do dwóch i zaciskając usta w wąską kreskę, by zachować powagę, utkwiła spojrzenie w ściskającej się dwójce. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy po tym przytuleniu nie będzie go trzeba reanimować. Albo czy przypadkiem ta cała krew z twarzy, nie odpłynie mu w... Inne miejsca.
- Summy - zwróciła się do niej Elia, podchwytując imię, skoro już Rupert je wypowiedział. - Zechcesz nam potowarzyszyć? - Zapytała, sięgając po torbę z narzędziami niezbędnymi do oględzin chocobów.
- Dziękuję za informację, zaprowadzisz nas, Rupercie? - Przeniosła uważne spojrzenie na chłopaka, zastanawiając się, czy w obecnym stanie będzie w stanie je w ogóle gdziekolwiek zaprowadzić. Poza tym liczyła chyba, że postawiony przed konkretnym zadaniem choć trochę ochłonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Paź 31 2017, 16:39;

Rupert miał minę jakby właśnie dostał palpitacji, gdy Summy go ściskała. Chciałby móc tulić ją tak bez końca. Bał się cholernie, że dziewczyna poczuje jak strasznie wali mu serce. Aż z tego wszystkiego pobladł.
- Yhy - wydusił z siebie po chwili.
Właściwie to miało być "Ja też, chociaż lubię pracę na hodowli. A jak tobie minęły wakacje?". No, prawie wyszło. Czuł, że znowu czerwieni się jak burak na twarzy. Jego uczucie do Summy było tak oczywiste, chociaż on usilnie wmawiał sobie, że wcale tak nie jest. Zresztą Sum chyba też zdawała się tego nie zauważać, więc nie mogło być tak źle, prawda? Pocieszony tą myślą zerknął na świnkę, która usadowiła się spokojnie w koszyku.
- A... ten... to jest Lola? Wszystko z nią w porządku? - zapytał już nieco śmielej, bo dobrze było skoncentrować uwagę na czymś innym niż swojej gafie.
- No... zaprowadzę - zwrócił się do Elii. - To... tego... do boksu...
Znowu się speszył. Pewnie dlatego, że Sum miała pójść z nimi. W takim stanie jak teraz prawdopodobieństwo, że jeszcze z dziesięć razy po drodze tam potknie wcale nie było takie małe. Czemu ona tak na niego działała? Jeszcze tylko brakowało, żeby doszło do jakichś ruchów w jego spodniach. Dobrze, że policzki i tak już paliły go jak wściekłe, bo jeszcze ktoś domyśliłby się jakie myśli mu właśnie chodziły po głowie. Swoją drogą ten pąs prawie, że zlewał się w zestawieniu z jego rudą czupryną, która zdążyła już przez lato trochę odrosnąć.
- O tam, w trzecim boksie jest ten chocobo - wskazał ręką, kiedy dotarli już do budynku.

A co chocobowi dolegało miały rozstrzygnąć kostki: Elia rzuca
Parzyste - biały samiec widocznie stoczył niedawno ostrą walkę. Pióra miał potargane, w miejscu pod skrzydłem kompletnie wydziobane. Wyraźnie lizał rany.
Nieparzyste - samica chocobo zachowuje się markotnie, a jednocześnie jakby próbowała coś odkrztusić? A może zwymiotować? Wygląda na to, że ktoś dokarmiał ptaki bez pozwolenia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 16
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny:

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Lis 01 2017, 17:02;

Skinęła głową na propozycję pani weterynarz i złapała za koszyk z Lolą. Oczywiście, że świnka miała także dołączyć do tej małej wycieczki, bowiem blondynka ani myślała ją teraz samą zostawiać. Ładując koszyk pod pachę, spojrzała na kolegę i pokiwała na potwierdzenie.
- Na szczęście zdrowa ale trochę mnie zmartwiła.
Odpowiedziała Rupertowi i ruszyła za Elią i chłopakiem, zastanawiając się dlaczego jest tak zdenerwowany. Dlatego, że musiał zaprowadzić panią weterynarz? Stresował się, że czegoś nie dopilnował? Summy udawała, że wcale nie widzi jego rumieńców, kompletnie nie podejrzewając, że sama jest ich przyczyną.
Do boksu wchodząc jako ostatnia, rozejrzała się po wnętrzu, nie mając ochoty podchodzić do ptaków. Besztając się jednak, że jako przyszły weterynarz nie może się bać zwierząt, podeszła bliżej i z ciekawością zerknęła na chocoba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t214-summy-mcdonald#2274
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Lis 01 2017, 21:06;

Nieparzyste - samica chocobo zachowuje się markotnie, a jednocześnie jakby próbowała coś odkrztusić? A może zwymiotować? Wygląda na to, że ktoś dokarmiał ptaki bez pozwolenia!

Z ledwie krytym rozbawieniem podążyła za Rupertem, wpierw czekając, aż Summy zabierze koszyk. Wychodząc z gabinetu zamknęła drzwi kartą, którą wsunęła do kieszeni kitla i już była gotowa do drogi. Kompleks nie był bardzo duży, toteż i sama droga nie trwałaby długo, gdyby nie niezręczność, z jaką co rusz zachowywał się Rupert. Właściwie zastanawiała się nawet, czy Summy z premedytacją nie widzi, co się święci, czy po prostu była tak pochłonięta obecnie zdrowiem świnki, że nawet nie przyszłoby jej to do głowy. Młodzieńcze miłości!
Weszła do boksu bez zbędnego pośpiechu, żeby nie płoszyć zwierzęcia, torbę zostawiając przy wejściu. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało w porządku, wystarczyło jednak poświęcić chwilę uwagi więcej by dostrzec, że chocobo prawdopodobnie próbuje chyba coś zwrócić. Elia podeszła do zwierzęcia ostrożnie, mając świadomość, że przestraszone zwierzę może zachowywać się ryzykownie. Jeśli chocob pozwolił jej się zbliżyć, pogładziła go po boku, najpierw chcąc sprawdzić przede wszystkim, czy zwierzę się krztusi, czy po prostu chce zwymiotować.
- Byli dzisiaj jacyś turyści? - Zwróciła się do Ruperta w międzyczasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Lis 02 2017, 22:52;

Obserwując samicę przez chwilę z przekonaniem możesz stwierdzić, że chocobo...
Parzyste - próbuje zwymiotować
Nieparzyste - krztusi się. Coś utknęło w jej gardle, tylko co?

Tak czy siak zanim zaczniesz jakąkolwiek ingerencję musisz spróbować uspokoić zwierzę. Ponieważ obecny Wodzirej aka Hades nie bardzo zna się na ptakopodobnych zwierzętach, uznajmy, że Elia po prostu wie jak to zrobić. Ale czy to na pewno wypali?
2K6 + weterynaria ≥ 26 - bez problemu udaje ci się uspokoić samicę. Jeśli wyrzucisz mniej chocobo płoszy się i czując zagrożenie zaczyna bić skrzydłami, by was odstraszyć. Od tego jak się teraz wszyscy zachowacie będzie zależało, czy zwierzę zacznie zachowywać się agresywnie, czy nie.

- Może potrzymać ci świnkę, jak będziecie z panią Martinez oglądać chocobo? - zaproponował nieśmiało Rupert, oglądając przy tym czubek swojego buta, do którego przykleiło mu się chyba trochę ptasiego gówna.
- No... przejeżdżała tu dzisiaj jakaś para... z dziećmi - odpowiedział trochę przestraszony, że zaraz mu się oberwie za nie uważanie na turystów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Lis 03 2017, 11:57;

2 (Parzyste - próbuje zwymiotować)
6+2+20 = 28 > 26 (bez problemu udaje ci się uspokoić samicę)

Elii niedługo zajęło oszacowanie, że ptak najwyraźniej próbuje zwymiotować, cokolwiek zjadł. Ktoś musiał nakarmić go czymś, co mu zaszkodziło i tym kimś najpewniej był jakiś turysta. Niestety niektórzy ludzie wykazywali się analfabetyzmem w obliczu tablic ostrzegawczych, a zwierzęta na tym później cierpiały. Widząc jednak, że samica ewidentnie jest zdenerwowana całym zajściem, Elia zaczęła od uspokojenia zwierzęcia, żeby nie zrobiło nikomu krzywdy, w tym także sobie. Niejednokrotnie zdarzyło się, że bicie skrzydłami kończyło się na połamaniach i jeśli były to tylko pióra, to pół biedy. Wtedy też przywołała gestem Summy, by zobaczyła z bliska, co właściwie się dzieje, chyba, że ptak wciąż wykazywałby choć cień szansy na to, że mógłby zdenerwować się ponownie.
Chocobo próbował zwrócić to, co mu zaszkodziło, a Martinez postanowiła mu w tym pomóc, podając środek wymiotny, żeby bezproblemowo pozbyć się, prawdopodobnie ludzkiego jedzenia. Zazwyczaj to właśnie ono szkodziło ptakom, a ludzie z właściwą dla siebie beztroską ignorowali zakaz.
Odczekała trochę, w międzyczasie odpowiadając na pytania, jeśli Summy jakieś miała, po czym gdy środek zadziałał, sprawdziła, czy rzeczywiście wina leżała w jakimś jedzeniu, które nie powinno było dostać się do boksu.
- Trzeba mieć oczy dookoła głowy z turystami, zwłaszcza, jeśli mają dzieci - rzuciła, w sumie zarówno do Suma jak i Ruperta. Nie wyglądała jednak, jakby miała pretensje. Była świadoma, że upilnowanie idiotów czasem graniczy z cudem.
Jeśli wszystko było w porządku, każdy mógł wrócić do swoich obowiązków. Elia pożegnała się z Rupertem, prosząc go o zwrócenie baczniejszej uwagi na samicę, jak również z Summy, wspominając jeszcze raz o kontroli i żeby przychodziła, gdy ma ochotę. Na odchodne pogłaskała jeszcze Lolę po grzbiecie, po czym ruszyła z powrotem do głównego budynku.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Gru 20 2017, 11:02;

/ grudzień, po przeskoku.

Elia nie lubiła wracać drogą do miasta po zmroku, ale czasem zdarzało się, że nie było innego wyjścia. Zwykle wracała taksówką, bądź z Leonem, jeśli ten akurat nie był w pracy, ale dzisiaj rozładowała jej się bateria w telefonie i prawdę mówiąc nie miała nawet jak wezwać taksówki.
Leonel od kilku dni się nie odzywał, ale nie wzbudziło to jeszcze jej niepokoju. Tak się czasem zdarzało, brał nadgodziny i siedział w pracy, zresztą Elia sama miała ostatnio sporo na głowie, pomagając także Charlesowi w sklepie Felixa po jego nieobecność. Nie mogła przecież wiedzieć, że policjant wylądował w szpitalu i to właściwie z jej bezpośredniej winy. A nawet jeżeli nie do końca bezpośredniej, to na pewno tak to odbierze.
Niczego jeszcze nieświadoma, głębiej wcisnęła dłonie w kieszenie ciepłej kurtki, przyciskając kurczowo torebkę do boku, jakby się bała, że ktoś jej ukradnie. Wieczory nie były już chłodne, tylko mroźne. Idąc słyszała, jak szron chrzęści jej pod butami. Zwykle po drodze słuchała muzyki, żeby dodać sobie otuchy, ale w związku z rozładowaną baterią, nawet tego nie mogła robić. Wsłuchiwała się więc w ciszę, przerywaną dźwiękiem jej kroków. Spieszyła się, wcale nie chcąc pozostawać zbyt długo poza względnie bezpiecznymi murami miasta. Opuściła teren hodowli i skierowała się prostą drogą ku Rode.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Gru 20 2017, 14:40;


    | Grudzień, po przeskoku

Zdołał się ukrywać w Rode miesiąc, co dawało w sumie cztery miesiące bez zamienienia z Elią choćby słowa. To zabawne, jak szybko człowiek przyzwyczaja się do obecności drugiego. Nie było to jednak dziwne. Niemal siedem lat to naprawdę dużo, by przywyknąć. Jest to również wystarczająca ilość czasu, by się sobą znudzić. Dlaczego zatem jego ulubiona zabawka wciąż nęciła tak samo? Gdyby był nieco bardziej uważny, być może zauważyłby, że to dlatego, że Elia zwyczajnie przestała nią być. Stała się nieodłączną częścią jego przegniłego życia. Nie był jednak skłonny dojść do takich wniosków, przynajmniej jeszcze nie. Obecnie złość, jaką odczuwał na myśl o tym, co wyprawiała z Riosem, lokował raczej w poczuciu własności.
Skoro jednak odbył już rozmowę z Riosem, mógł  w końcu wyjść na spotkanie Martinez i co dziwne, miał zupełną pustkę w głowie. Tak wiele zależało od tego spotkania, ale on nie potrafił sobie wyobrazić jak to będzie, kiedy ją w końcu zobaczy. Wiedział jedno: jeśli go zdradziła, to zabije nie tylko Riosa; ją również. Dla Diego zdrada to nie był tylko seks. Nie były to też emocje ukierunkowane na inną osobę. Zdradą były te dwa i jeszcze trzeci czynnik - zlekceważenie lojalności. Wobec niego, wobec sprawy. Sam ją tutaj wysłał, w wiadomym celu.  I pluł sobie w brodę. Wszystko pozostawało kwestią tego, jak podeszła do wykonania zadania. Coś mu jednak podpowiadało, że przez wzgląd na nieporozumienie ze śmiercią jej koleżanki, wszystko poszło nie tak jak powinno, a on zamiast zagwarantować jej bezpieczeństwo, sprezentował ją komuś innemu.  A jeśli Diego nie będzie jej miał, to nikt nie będzie. To jedno wiedział na pewno.
Już podczas rozmowy z Summer dowiedział się, że Elia tutaj pracuje. Później jednak wir wydarzeń w jaki się rzucił, uniemożliwił mu obserwację hodowli. Dzisiaj był więc tutaj pierwszy raz i pozostawało liczyć na łut szczęścia. Znał godziny pracy Elii, nie był jednak pewien, czy wraca do domu pieszo. Postanowił zaryzykować.
Na miejscu był pół godziny przed czasem. Zaparkował samochód z daleka od hodowli, na poboczu, dając sobie tym samym dobry punkt obserwacyjny na jedyną drogę, która prowadziła do miasta. Nie wysiadł z pojazdu, przynajmniej na początku. Po dziesięciu minutach oczekiwania zniecierpliwił się jednak i wysiadł. Spacerowym krokiem ruszył w stronę, z której miała nadejść Martinez. Dostrzegł ją dopiero po jakimś czasie, a przynajmniej założył, że to ona. Serce zabiło my szybciej. Czy to z gniewu czy podniecenia, nie sposób określić. Widząc jej zbliżającą się z każdą chwilą sylwetkę, coraz mniej pewny był, czy chce ją udusić, czy jednak pocałować.
Ubrany w czarny płaszcz, twarz skrywając pod rondem kapelusza, jak gdyby nigdy nic, szedł jej naprzeciw. Im bliżej była, tym bardziej jego zmysły wydawały się porażone; kiedy znaleźli się w tej samej linii, wyciągnął rękę i złapał ją za przedramię.
— To może nie jest Buenos Aires, ale nie uważasz, że nie powinnaś chodzić sama po nocy? — Zapytał, dobrze jej znanym, aksamitnym głosem podszytym groźbą. Dopiero wtedy na nią spojrzał, zwlekając z tym, jakby bał się na nią patrzeć. Jakby nie chciał widzieć tego, co zobaczy.
— Pozwól, że ci potowarzyszę — dodał, cały czas po hiszpańsku. To wcale nie zabrzmiało jak prośba. Spojrzał na nią intensywnie, po czym odgarnął jej włosy na plecy obiema rękami i wykonał ruch, jakby chciał objąć palcami jej szyję.
W zasadzie mógłby. Nikogo jak okiem sięgnąć.
Zamiast tego, przyciągnął ją ku sobie za ramiona, a ujmując pod brodę, zetknął ich usta, nie mogąc się jednak przed tym powstrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Gru 20 2017, 16:30;

Elia początkowo nawet nie zwróciła uwagi na to, że ktoś idzie z naprzeciwka. Uporczywie wbijając wzrok w czubki swoich butów i pogrążona we własnych rozmyślaniach, nawet nie zwracała uwagi na otoczenie, drogę pokonując właściwie automatycznie.
Było ciemno, a drogę oświetlały tylko ustawione w sporych odstępach lampy. Nic więc dziwnego, że nieznajomego zauważyła stosunkowo późno, bo dopiero gdy był jakieś pięćdziesiąt metrów od niej. Gdy tylko jej wzrok padł na tego mężczyznę, wzdrygnęła się. Kapelusz, który miał na głowie przywodził skojarzenia z pewną znaną jej przecież osobą. Zmarszczyła brwi, ale jeszcze się nie zaniepokoiła. Przecież to nie mógł być Diego. Nie po takim czasie i nie tutaj.
Jednocześnie zaczęła się zastanawiać jakby to było, gdyby to jednak był Ramirez. Kłamstwa, w które zamotała się od przyjazdu zabrnęły już tak daleko, że chyba sama nie wiedziała, jakie jest jej prawdziwe stanowisko w całej tej sprawie. Nienawidziła go. Za to, co zrobił  Marii. Nie było więc ciężko mówić tych wszystkich okropnych rzeczy na jego temat, gdy miała bałamucić Leonela. Sęk w tym, że na którymś etapie to przestało być bałamucenie. Ciężko jednak powiedzieć, czy wniknęło to stąd, że po prostu był zupełnie inny niż Diego i to co miała do tej pory, czy jeszcze co innego... Biorąc pod uwagę, że jej dni w Rode byłyby policzone, gdyby pojawił się Ramirez, nie musiała się zastanawiać, co wtedy będzie.
Mimowolnie rozejrzała się na boki, jakby chciała znaleźć jakąś inną drogę. Ot, na wszelki wypadek. Innej drogi jednak przecież nie było i bardzo dobrze o tym wiedziała. Wzięła głębszy oddech i wyrzucając sobie w myślach od głuptasów, po prostu szła dalej. Już mieli się minąć, a Elia miała odetchnąć z ulgą, gdy poczuła dotyk na przedramieniu. Chyba usłyszała, jak serce wpada jej z pluskiem do żołądka. Przecież znała ten głos.
Zrobiła krok do tyłu i wlepiła w niego przestraszony wzrok. Wspomnienia eksplodowały w jej głowie. Nie była w stanie nawet wykrztusić słowa, a wciąż będąc w szoku nawet nie drgnęła, gdy zrobił ruch, jakby chciał ją udusić. Może tak byłoby łatwiej? Nie musiałaby sobie już dłużej radzić z tym, że ktoś, to był jej mimo wszystko bliski (bo jak inaczej nazwać przebywanie z nim przez cholernych siedem lat?!), uśmiercił inną bliską jej osobę. Miała ochotę wrzeszczeć, ale wiedziała, że na nic jej się to nie zda.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że przyjeżdżasz? - Zdążyła zapytać, zanim złączył ich usta w pocałunku. Nagłość tego gestu sprawiła, że na chwilę zabrakło jej tchu. Kiedy się odsunął, spojrzała na niego pytająco. Co teraz?
- Od jak dawna tu jesteś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Gru 20 2017, 17:40;

Badał jej reakcję. To był przecież jeden z powodów, dla których nie odnalazł jej zaraz po przyjeździe. Chciał, żeby się go nie spodziewała. I miał to, czego chciał: wystraszyła się. Mógł domniemywać, czy to dlatego, że go nie poznała i wystraszyła się obcego mężczyzny, zaczepiającego ją na ciemnej, wyludnionej drodze. A może doskonale wiedziała, kim był i zlękła się właśnie jego? Zwykle przepadał za tymi sytuacjami, kiedy się go bała. Uważał nawet, że to w pewien sposób konieczne. Z drugiej jednak strony, tak naprawdę nigdy nie podniósł na nią ręki. Z jego perspektywy samo to wystarczało, by stwierdzić, że nie powinna się go zatem obawiać. Miał tendencję do zapominania o tym, że groził jej na inne sposoby, ale tego jakoś nie dostrzegał. A jednak, strach w jej oczach był dla niego doskonale czytelny. Przemknęło mu jednak przez myśl, że być może ten strach napędzany jest świadomością jakiegoś występku, który mogłaby chcieć teraz przed nim ukryć.
Kiedy już się od niej odsunął, co wbrew pozorom trochę jednak trwało, bo gdy dorwał ją w swoje ręce, to ani myślał puszczać, spojrzał na nią intensywnie. Jakby samym wzrokiem chciał ją zmusić do mówienia prawdy. Potrafił być przekonujący, wiedziała o tym.
— Chciałem ci zrobić niespodziankę — odparł, ale bynajmniej nie brzmiało to przekonująco. A mimo wszystko było prawdą. Nie uśmiechał się, wciąż skanował jej twarz, jakby samą mimiką chciała skłamać.
— Dłużej, niż mogłoby ci się spodobać — pozwolił sobie na lekki grymas wesołości. Niespodziewanie sięgnął ku jej dłoni, by wyjąć ją z kieszeni, jeśli jeszcze tego nie zrobiła, po czym podniósł na wysokość oczu. Jego dotyk przez skórzaną rękawiczkę, był zaskakująco delikatny.
Nie zdziwiło go, że nie zastał tam pierścionka. Przez chwilę jego wzrok niemalże miażdżył rękę Elii. Jak gdyby płomieniem, który pojawił się teraz w jego oczach, próbował stopić metal, którego na palcu Martinez z pewnością nie było.
— Powiedz, mi reyna... Dobrze bawiłaś się z Leonelem? — Podjął po chwili milczenia, w trakcie której walczył z ogarniającym go gniewem. Ton miał jednak całkowicie neutralny i bynajmniej nic poza samym wydźwiękiem tego pytania nie wskazywało, że kryje się za tym jakieś drugie dno. Puścił jej dłoń, po czym sięgnął do kieszeni i wyjął z niej srebrny łańcuszek. Położył go na ręce Elii. Powinna go poznać bez trudu. Musiała go niedawno nosić, skoro znalazł go u Riosa.
Czekał, aż Elia udzieli odpowiedzi, a w międzyczasie objął ją ramieniem na wypadek, gdyby miała jakieś głupie pomysły. Powoli ruszyli w kierunku samochodu.
— Szczęściarz z tego Riosa. Mieć taką oddaną dziewczynę! Szczerze, to przedstawienie musiało być bezbłędne. Aż żałuję, że nie mogłem być świadkiem. Same opowieści każdej pieprzonej osoby w tym mieście, poruszały mnie aż do łez. — Nietrudno się domyślić, ile w tych słowach było pogardy. Ton pozostał jednak cichy i surowy.
— A Felix? — Dodał nagle. — Jego też zdążyłaś zbałamucić? Co prawda, to nie było konieczne, ale doceniam twoją inwencję twórczą — dłoń, która spoczywała na jej ramieniu, zacisnęła się mocniej. Nie było to jeszcze bolesne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Gru 20 2017, 18:47;

Jej reakcja nie była na pewno udawana. Zwyczajnie się wystraszyła, bo jak sam zauważył, szła sama, było ciemno, a on ją zaskoczył. Aczkolwiek fakt, że niezjaomy okazał się znajomym, wcale nie pomógł. Przyszłość od któej tak bardzo uciekała, w końcu dopadła ją w swoje sidła.
- No to ci się udało - odpowiedziała, patrząc na niego niepewnie. Nigdy nie była w stanie przewidzieć, co zamierzał zrobić. Życie z nim nie bywało nudne. Była to jednak zaleta na równi z wadą. Na dłuższą metę nieprzewidywalność była męcząca, a w chwili obecnej wręcz niebezpieczna.
- To znaczy? - Dopytała, z zaskoczeniem obserwując, jak przygląda się czemuś na jej ręce. Zamarła. Pierścionek.
- Nie mogę nosić biżuterii w pracy. Poza tym ktoś by się w końcu zainteresował, dlaczego mam pierścionek zaręczynowy na palcu - odparła spokojnie, zgodnie zresztą z prawdą. W tej części historii nie było nic, co mógłby uznać za podejrzane, nawet gdyby miał zaawansowane stadium paranoi. Zamarła jednak, gdy zobaczyła wisiorek. Oczywiście, że wiedziała co to jest, Dostała go od Diego kilka miesięcy temu i nosiła niemal cały czas. Po ostatniej wizycie u Leona musiała go najwyraźniej zapomnieć... Ale nie to wzbudzało jej przerażenie. W połączeniu z kolejnym pytaniem, zrobiło jej się niedobrze, tym bardziej biorąc pod uwagę, że Rios nie odpisywał na jej smsy. Poczuła, że traci grunt pod nogami.
- Zrobiłam co kazałeś - odparła. - Ale nie mogłam go zabić. Przecież wiesz, że to nie takie proste - przygryzła wargę. Niczego nie pragnęła teraz tak bardzo, jak dowiedzieć się, czy z Leonelem wszystko w porządku. - Tylko nie mów, że już zdążyłeś to załatwić - dorzuciła licząc, że połknie haczyk i zdradzi jej choć trochę tak, żeby nie musiała dopytywać i wzbudzać podejrzeń. Może pomiędzy nią a Leonelem nie mogło być nic więcej niż to, co się wydarzyło. Ale nie chciała, by Ramirez cokolwiek mu zrobił. I była gotowa zrobić co było konieczne, żeby nie doszło do aktu zemsty, na który liczył Diego. Powoli ruszyła tam, gdzie ją skierował.
Nic nie mówiła, patrząc tępo przed siebie.
- Przestań. Tak jakbyś przejmował się kiedykolwiek tym, co mówią inni - odburknęła w odpowiedzi, ale każdego jego słowo było jak wymierzany jej policzek.
- Felix to znajomy. Przecież nie mogłam cały czas mieszkać w hotelu, prawda? A jego babcia potrzebowała pomocy i zgodziła się w zamian wynająć pokój - wzruszyła ramionami.
- Dokąd idziemy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 33 lata
Reputacja: akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer, dwa noże, multitool, wytrych, kluczyki do samochodu, portfel ze sfałszowanymi dokumentami i gotówką, smartwatch

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Gru 20 2017, 23:37;

Diego był pewny, że ten brak stabilizacji, choć w końcu musiałby się zakończyć, Elii raczej się podobał. Czyżby więc znudzenie takim stanem rzeczy było powodem, dla którego najpewniej zwróciła swoje oczy na policjanta? Niezbyt spodobała mu się ta myśl, podobnie jak niepewność w jej oczach.
— Miesiąc. Tyle plotek i nie dopadło do twoich uszu, że twój zmartwiony, ukochany brat cię szuka? — Zakpił. Po części zaczynał żałować, że podał się za kogo podał. To mogło wzbudzać sporo kontrowersji, gdyby już zechcieli gdzieś wyjść. Pozostawało mieć nadzieję, że ich pobyt nie przedłuży się zanadto i będą jak najszybciej mogli wrócić do Argentyny. Gdyby mógł, to skierowałby się tam od razu.
Całkiem dobrze przyjął jej tłumaczenie, będąc gotowym nawet przyznać jej rację. Nie okazał tego jednak, świadom, że jeśli to wszystko jest kłamstwem, im dalej Elia zabrnie, tym ciężej będzie się z tego wyplątać. Zabawne, że nie zdawał sobie sprawy z tego, ile już musiała nakłamać osobom, które uznawała w Rode za przyjaciół. Nie obeszłoby go to jednak za bardzo.
— To jest bardzo proste. Przecież wiesz — odparł, naciskając na drugie zdanie.
Czy ona właśnie próbowała go podejść? Być może nie zauważyłby, gdyby nie to, że istotnie był wyczulony na tym punkcie. Po prostu szedł, milcząc przez chwilę. Ważąc jej słowa. Zaczął żałować, że jednak nie zabił Riosa. Miałby z głowy i jego i zemstę, którą wpajano mu zbyt długo, by móc ją po prostu zignorować.
— Załatwiłem. Po swojemu — powiedział, znowu ściskając nieco mocniej ramię Elii. Nie skłamał. Ostatecznie w jakiś tam sposób sprawę załatwił. Coś mu podpowiadało, że udało mu się zasiać w Leonelu ziarno niepewności na tyle silne, by nie kontaktował się z Elią, przynajmniej na razie. A skoro nie wiedziała, co takiego się właściwie wydarzyło, to tylko utwierdziło go w tym przekonaniu. Mógł zatem obserwować jej  reakcję w pełnej krasie.
Roześmiał się nisko.
— Jest różnica, gdy słowa te dotyczą mnie, a kiedy dotyczą kogoś... — urwał i nie dokończył, pozostawiając tę wypowiedź bez wyjaśnienia. Sam nie wiedział, co chciał właściwie powiedzieć, bo nic nie wydawało się odpowiednie. Ciężko było mu ubrać w słowa niektóre aspekty tego, co myślał na temat Elii.
Nie radził sobie z tym, to jedno było pewne. To znaczy, wedle własnego uznania radził sobie doskonale, a każdy co bardziej odważny krok w stosunku do niej, ze strony osób postronnych karał surowo. Przekonał się o tym chociażby Pablo. Diego nigdy nie miał większych skrupułów, a Elia dobrze o tym wiedziała. I lepiej, żeby miała to na uwadze, planując, cokolwiek sobie planowała.
Na wypowiedź o Felixie jedynie pokiwał głową ze zniecierpliwieniem.
— To już nie będzie konieczne. Do wielu spraw zabrałem się od złej strony. Ale wyjaśnię ci na miejscu — powiedział, wciąż zmierzając niestrudzenie w stronę samochodu. Kiedy więc w końcu do niego dotarli, otwarł Elii drzwi od strony pasażera, po czym wsiadł jako kierowca i ruszył. Jechał szybko, ale uważnie, zatem już o kilku minutach byli na miejscu.

    | Z/T —> dzielnica południowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t396-diego-ramirez
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Lut 06 2018, 11:48;

/ pierwsza połowa stycznia

To były bardzo chujowe cztery tygodnie. Kiedy już myślał, że oswoił się z myślą o tym, że jednak jego ojcostwo to wcale nie jest tak odległa i nierzeczywista perspektywa, musiało się oczywiście okazać, że do Rode wraca Elia. Po rozmowie z Novakiem chodził wyprowadzony z równowagi jeszcze przez cztery dni, wściekły jak osa wymawiając się tym, że nie ma zajęcia, dlatego jest taki rozdrażniony. Nie mógł zająć myśli pracą ze względu na zwolnienie i skończyło się na tym, że jego myśli uporczywie krążyły wokół Martinez i tego pierdolonego Ramireza. Nie miał w domu dostępu do bazy danych, więc mógł sobie co najwyżej snuć domysły i to go doprowadzało do szału. Pozostało mu jedynie odnowić pewne kontakty i liczyć, że do czegoś się przydadzą.
A potem dostał od Novaka sms, że Elia wróciła i już w ogóle wszystko chuj strzelił, jakby całkiem zapomniał, w jaki sposób wyglądało ich ostatnie spotkanie. Ale musiał wiedzieć, czy to rzeczywiście było tak, jak mu powiedziała. Nie wiedział czemu, musiał. Nie chcąc ryzykować, że Elia pewnie będzie go próbowała unikać, wpakował do samochodu psa i pojechał prosto do hodowli, nie zważając na protesty zwierzęcia, jakby nawet on próbował mu uświadomić, że jest całkiem zdrowy i nie potrzebuje weterynarza. Rios po prostu nie chciał przyznać, że sam potrzebuje tej wizyty. U Elii, nie weterynarza, choć w tym wypadku na jedno wychodzi.
Zaparkował auto na parkingu i wytargał ze środka Psa, który trochę na niego obrażony w końcu się zlitował i przestał stawiać opór. Wszedł do środka, zastanawiając się, co sobie właściwie myślał przyjeżdżając tutaj.
Zapukał do drzwi gabinetu, nie sądząc, że akurat będzie w środku jakiś pacjent. Sama wielokrotnie mówiła, że w Rode nie ma wiele do roboty. Z jednej strony czuł się jak kretyn, denerwując tym co zastanie w środku, a z drugiej ogarnął go spokój, że była tutaj i niezależnie od tego co jest czy nie pomiędzy nimi, może ją mieć na oku.
- Witam uciekinierkę - rzucił, zamykając drzwi za sobą. Wlepił w nią wzrok, jakby widział ją pierwszy raz w życiu. I jakby spodobała mu się równie bardzo, co za pierwszym razem. Chociaż w sumie po prostu nigdy nie przestała. Pozostał jednak chwilowo neutralny, nie wiedząc, czego się spodziewać. Być może złości, że tu przyszedł. W przeciwieństwie do psa, bo ten wyczuwając dobrą przyjaciółkę, rzucił się na Elię, wesoło ją obskakując.
- Dawno wróciłaś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Lut 06 2018, 12:44;

Dla Elii ostatnie dni też nie były zbyt łaskawe. Tak jak się spodziewała, wyrzuty sumienia dopadły ją bardzo szybko, a konieczność kolejnych kłamstw, jakimi wymawiała się przed Ramirezem coraz bardziej ją przygnębiała. Unikała wychodzenia z mieszkania nie chcąc kusić losu i coraz bardziej wdawała się we znaki samotność. Ileż mogła grać w karty z Jorge, który zresztą, jak to odnosiła coraz częściej wrażenie, miał jej po prostu pilnować?
Robiła akurat remanent w lekach, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Trochę się zdziwiła, bo pacjenci byli tutaj widokiem rzadkim. Obróciła się w kierunku drzwi, chcąc uraczyć przybysza nieco wymuszonym, ale mimo wszystko pełnym dobrych chęci, uśmiechem. Tylko że gdy już dotarło do niej, kto stoi w progu, uśmiech zastąpiła zupełna konsternacja, a w klatce piersiowej poczuła znajome ukłucie.
Nie zmienił się bardzo od czasu, kiedy ostatnio się widzieli, chociaż przecież minął prawie miesiąc. Jego beznamiętna mina nie wskazywała na cel wizyty. Stała tak przez chwilę, z oczami utkwionymi w policjancie i nie wiedziała co powiedzieć. Poruszyła nawet ustami, jakby chciała się przywitać, ale żaden dźwięk nie dobył się z jej ust. Poczuła, że traci grunt pod nogami, nie pierwszy raz zresztą. I na co było to wszystko, skoro i tak nie potrafił się trzymać od niej z daleka?
Opuściła speszony wzrok na psa, który najwidoczniej ją poznał i ucieszył się na jej widok. Przykucnęła i zanurzyła palce w gęstej sierści, jeszcze zbyt skrępowana, by spojrzeć na Riosa.
- Kilka dni temu - powiedziała cicho, zgodnie z prawdą. Minęły jakieś dwa dni, jeśli chciałby wiedzieć dokładnie. Dopiero po chwili wzięła się w garść i postanowiła udawać, że przecież wcale serce nie zaczęło jej szybciej bić i że wcale nie cieszyła się na jego widok do stopnia, gdzie najchętniej rzuciłaby mu się na szyję.
- Co ty tu robisz, Leon? Nie powinieneś ze mną rozmawiać - odezwała się w końcu, uciekając wzrokiem gdzieś na ścianę obok mężczyzny. Po chwili pomyślała, że może faktycznie przyszedł po prostu na wizytę. Przecież sam powiedział, że nie mają o czym rozmawiać, a ona się z tym zgodziła.
- Coś z psem? Zaraz go obejrzę - powiedziała, wciąż na niego nie patrząc. Bała się, że jak to zrobi, to znowu przepadnie na amen, kiedy dopiero co pogodziła się ze stratą. Na wszelki wypadek wycofała się aż za biurko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Lut 06 2018, 15:26;

Nie spodziewał się, że jego wizyta aż tak ją zaskoczy, że zaniemówi. Z ulgą zauważył, że była cała, chociaż trochę bardziej przygnębiona w porównaniu do tego, że zwykle pełna życia. Obserwował przez chwilę w milczeniu, jak pies się do niej łasi i jeśli jeszcze gdzieś tam czuł choć trochę gniewu za to, co się stało przed miesiącem, to on właśnie stopniał. Mogłaby aż tak udawać?
Kiwnął głową prawie niezauważalnie. Kilka dni. Tyle okazji, żeby na nią wpaść, a jednak tak się nie stało. Gdyby chciała się z nim kontaktować, miała na to czas, a z jakiegoś powodu nie skorzystała. Nie dziwił się, przecież wyraził się dość jasno przy ich ostatnim spotkaniu.
- Dlaczego nie powinienem? - Zapytał, krzyżując ręce na torsie i wszedł głębiej do gabinetu. Mógl domniemywać, czemu, ale chciał się tego w końcu dowiedzieć od niej.
- Jeśli nie chcesz mnie widzieć to mów, wyjdę - rzucił. -  Chociaż wolałbym nie powierzać Psa żadnemu innemu weterynarzowi. Zresztą, niewielu ich w okolicy -  dodał, wciąż z bardziej poważnym wyrazem twarzy, niż było w rzeczywistości. Chciał ją chyba sprowokować do jakiejś reakcji, bo obecnie wyglądała tak, jakby miała ochotę uciec stąd przez okno, byle nie musieć patrzeć mu w oczy. Było to o tyle dziwne, że nie miała z tym nigdy problemu i wolał ją w wydaniu wściekłej latynoski, niż wraku człowieka, który nie wiedział, co ze sobą zrobić.
Tylko kiedy uciekła za biurko to do niego dotarło, że to chyba nie takie proste. Pokonał dzielącą ich odległość  i stanął przy meblu, opierając się o niego rękami i pochylając w stronę Martinez. Szybko przeszła mu chęć udawania, że przyszedł tutaj tylko do kontroli ze zwierzęciem, które teraz obwąchiwało każdy kąt pomieszczenia.
- Przyszedłem zobaczyć ciebie - powiedział krótko. Jeśli dalej na niego nie spojrzała, to nieinwazyjnie pchnął palcem jej brodę ku górze. - Co on ci zrobił? Gdzie cię wywiózł? - Zapytał zniżając głos o kolejne kilka tonów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Lut 06 2018, 16:46;

Prawda była taka, że naprawdę nie chciała go widzieć. Powód był jednak dość nieoczekiwany - po prostu nie mogła znieść jego widoku. Co z oczu to z serca. Z takim zamiarem siedziała w Hawanie i własny mózg postanowił spłatać jej figla, podsuwając jego obraz w snach. Na samą myśl o tym, zrobiła się czerwona jak burak. Nie kontaktowała się z nim, bo w głowie żywo miała wyrytą obietnicę Diego, ale nie było dnia, żeby nie rozpamiętywała tego, co Leon powiedział jej w szpitalu. Dopiero po jakimś czasie doszła do wniosku, że sama sobie robi takim myśleniem krzywdę i spróbowała zapomnieć. To musiał stanąć w progu jej gabinetu i wszystko zniszczyć.
- Bo tak będzie bezpieczniej - odparła, wciąż uciekając przed nim wzrokiem.
Podniosła gwałtownie głowę do góry, ale dopiero wtedy, kiedy powiedział, że jeśli nie chce go widzieć to niech powie. Wbiła w niego uporczywy wzrok, który przesunął się po jego twarzy i zatrzymał na oczach. Tęskniła. Tak bardzo tęskniła. Ale nie mogła pozwolić sobie na kolejny błąd. Uległa głupim, przyziemnym pragnieniom już odwiedzając Felixa i nigdzie ich to nie zaprowadziło, tylko wszystko bardziej skomplikowało.
- To już nie ma znaczenia, Leon. Masz teraz ważniejsze sprawy na głowie - zdobyła się na to, żeby spojrzeć mu oczy z bliska i jedynie zakręciło jej się od tego w głowie. Te cholerne oczy. Odtrąciła rękę Riosa, choć przytrzymując ją o sekundę za długo, by uznać to za przypadek.
Poza tym było coś jeszcze... Nie wychodziła może dużo, ale Diego nie odpuściłby sobie takiej gratki. Przychodził, wspominał, o czym to gada się na mieście, o ile mogło to dotyczyć kogoś, kogo Elia zna i mógłby jej tym dopiec. I tak do jej uszu dotarła informacja, że Leon spodziewa się dziecka. Jasne, że plotki były mało wiarygodnym źródłem informacji. W końcu jeszcze nie tak dawno, według nich, była jego utrzymanką. Ale przecież widziała go z tą kobietą na festynie. Znowu poczuła przypływ obezwładniającej zazdrości. Podobno z nim mieszkała. Zastanawianie się nad tym, co robi z nią Leonel, okazało się nową ulubioną torturą, którą raczyła się Elia w trakcie ciągnących się w nieskończoność wieczorów.
- Słyszałam, że będziesz ojcem. Gratuluję - nie odsunęła się, spoglądając na niego ze spokojem, który przecież był jej obcy. Normalnie pewnie zaczęłaby się pieklić. Ale teraz przecież nie miała prawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Lut 06 2018, 19:47;

Przygryzł wewnętrzną stronę policzka i na chwilę sam odwrócił wzrok, chcąc ukryć dezaprobatę. Nie mógł jej winić, że chciała to tak rozwiązać, ale nie zmieniło to co do joty tego, jak bardzo był zły sam na siebie, że jej na to pozwolił. I że uwierzył, że byłaby zdolna do współpracy z Ramirezem z własnej woli.
- Bezpieczniej? Dla kogo? - Zapytał, a mimo ręki, którą odtrąciła, nie odsunął się od biurka i wbił w nią wzrok, ale to nie było harde spojrzenie. Przecież nie byli na przesłuchaniu.
- Dlatego z nim pojechałaś? - Dopytał łagodniej.
W pierwszym momencie nie zrozumiał, o jakich ważniejszych sprawach mówi, dopiero wtedy coś mu zaświtało, a sprawa rozwiązała się wraz z kolejną wypowiedzią. Nie chciał, żeby tak się o tym dowiedziała. Wolałby jej o tym powiedzieć osobiście, a widząc, jaka jest spokojna, zrozumiał dlaczego sama zawsze twierdziła że woli, żeby na nią krzyczeć. Wyglądała na taką zrezygnowaną, że miał ochotę nią potrząsnąć.
Sam nie wyglądał natomiast na kogoś, komu byłoby głupio. Trudno, wydarzyło się. Z Juanitą w miarę sobie wyjaśnili, na czym sprawy stoją, ale poza tym nie miał sobie nic do zarzucenia. Może i Rode było wiochą, ale nie funkcjonującą w XXI wieku. Ciąża nie musi kończyć się ślubem, broń zresztą boże, by biednej Juanity tak nie pokarał. Nie ciążą oczywiście, tylko ślubem z Riosem. A na tyle ile będzie mógł pomóc, to pomoże, to akurat było oczywiste.
- Dziękuję - odparł, nie odwracając wzroku. - Ale to niczego nie zmienia z mojej strony, Elia - obszedł biurko dookoła i stanął naprzeciwko dziewczyny, blisko, ale nie na tyle, żeby czuła, że musi się odsunąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Lut 06 2018, 20:10;

Dezaprobata Riosa na niewiele mogła się teraz zdać. Elia święcie przekonana, że postępuje słusznie, zrobiłaby tak po raz drugi gdyby sądziła, że to ich utrzyma przy życiu, a w każdym razie z daleka od Diego, a to w zasadzie na jedno wychodzi. Tylko że jej założenie legło w gruzach, a ona już sama nie wiedziała, co ma robić.
- Zrobiłam to, żeby was chronić - wymamrotała tak cicho, że zaczęła się zastanawiać, czy w ogóle to powiedziała.
- Wyjeżdżając byłam przekonana, że już tu nie wrócę i że odciągam go na dobre. Okazało się, że miał inne plany - dodała. Wkurzyła ją ta łagodność w jego głosie, zatroskane spojrzenie. Wkurzyła sama ta wizyta. Wkurzyło jego istnienie.
Wlepiła w niego wzrok chcąc zobaczyć, jaka będzie jego reakcja na to, że wie. I poczuła nagle straszną frustrację. Znowu to samo, trafiała na ścianę. Z jego miny nie dało się wyczytać nic, ze słów jeszcze mniej. Nie rozumiała, dlaczego właściwie to robi, po co przyszedł.
- Co to ma znaczyć, że nie zmienia? - Odsunęła się od niego, mimo wszystko. To co się działo, nie było wcale zdrowe. - Leon, oboje dobrze wiemy, że wszystko teraz komplikujesz. Nie jestem twoją odpowiedzialnością, więc po prostu trzymaj się ode mnie z daleka i zajmij się... - przerwała raptownie, bo uświadomiła sobie, że nawet nie wie, jak się nazywa tamta blondynka - ... tą kobietą. - To akurat było wierutne kłamstwo. Wcale nie chciała, że poszedł się zajmować tamtą kobietą, ale wiedziała, że to przecież tak być musi. Była w ciąży. Dzieci potrzebują ojców. A Elia była tylko... No cóż, sobą. I mogła tylko się domyślać, jak Rios musiał być przerażony perspektywą ojcostwa. Pod tym względem mogła zrozumieć, przecież sam jej o tym kiedyś powiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Lut 06 2018, 20:38;

Czyli jednak ich przypuszczenia okazały się słuszne, a Rios nawet nie był zaskoczony. Jeśli Elia czuła frustrację, to on pewnie też, choć z zupełnie innego powodu.
- Zrobiłaś jedyną rzecz, którą byłaś mi w stanie dokopać - odparował, bo dokładnie usłyszał to, co powiedziała. - Pozwoliłaś mi wierzyć, że to wszystko było jedną wielką mistyfikacją. Zabolało - przyznał. Zirytował się, sam nie wiedział czy bardziej dlatego, że pomyślała, że to dobry pomysł, czy że jej nie wyszło, mimo że chciała dobrze. Z wielu znanych mu osób, Elia stanowczo nie zasłużyła sobie na los, jaki ją spotykał. Ubodła go ta niesprawiedliwość.
- Nie - odparł spokojnie, widząc, że Elia traci cierpliwość. - Nie zostawię cię już - zabrzmiało stanowczo. Mógł sobie być przerażony perspektywą ojcostwa, pewnie też dlatego że sądził, że jeśli już do tego dojdzie, to na innych warunkach. I będzie miał nad tym więcej kontroli.
Martinez wiedziała o nim więcej, niż byłby skłonny przyznać, że powiedział komukolwiek.
- Nie mogę cię do niczego zmusić - zaczął nową myśl na widok tego, że się od niego odsunęła, więc już się nie przybliżył. - I nie zmuszę. Więc jeśli tak, to powtórz jeszcze raz, że mam się trzymać z daleka, a tak zrobię. Wyjdę przez te drzwi i nie będę cię już nigdy niepokoić. - Liczył, że zaprzeczy? Oczywiście, że tak. Ale nie dało się uszczęśliwiać ludzi na siłę. Pewnie nawet jeśli powie, że ma stąd wyjść, to i tak miałby ją na oku, ale na nic więcej by sobie nie pozwolił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Lut 06 2018, 22:55;

Nie spodziewała się, że coś takiego powie. Przywyczajona do powściągliwości Riosa, była autentycznie tymi słowami zdziwiona. Chciała nawet dopytać, czy dobrze słyszy, ale uznała, że to nie jest dobre miejsce na złośliwości. Jakoś łatwiej jej się żyło z myślą, że i tak go to wszystko nie ruszyło, ale musiał oczywiście wyprowadzić ją z błędu. Tym samym znacznie mocniej odczuła wyrzuty sumienia z powodu tego, co stało się kilka dni temu w sklepie. Zgubiła ją potrzeba bliskości. I pocieszenia po czasie spędzonym z Ramirezem. Powinna o tym Riosowi powiedzieć? Wzdrygnęła się.
- Nie było - zwilżyła wargi i założyła ręce na krzyż, przyglądając się przez chwilę Psu (zwierzęciu, nie Riosowi), gdy ten położył się pod biurkiem, najwyraźniej znudzony tym, co udało mu się wywąchać.
To nigdy nie było kłamstwo. Jakiś czas temu chyba nawet trochę ją dotknęło, że w to uwierzył, ale rozsądna część jej osobowości podszeptywała, że to dobrze, bo przecież dokładnie o to chodziło.
- Dlaczego? - Zapytała z naciskiem, kiedy powiedział, że jej nie zostawi. Elia była chyba o krok od zrozumienia, że jeśli sama sobie nie pomoże, to nikt inny tego za nią nie zrobi. Ale mimo to bardzo ją interesowało, skąd ta troska. - Z poczucia obowiązku? Bo to akurat na ciebie trafiło? - Tym razem to ona postąpiła o krok do przodu, teraz już utkwiwszy spojrzenie w jego.
W momencie, gdy ktoś nie chciał jej do czegoś zmuszać, zawsze czuła się zmieszana, bo uświadamiała sobie tak naprawdę z całą mocą, co robił jej Diego. I że nie musi tak być, bo nie wszyscy są tacy. Ale jego propozycja była kusząca. Mogła mu powiedzieć, że ma iść. Byłby bezpieczny. Miałaby czyste sumienie. Ale jak niewiele było potrzeba, by Diego złamał daną jej obietnicę? Poza tym rozmawiała z Leonem, a miała tego nie robić.
Otwarła usta, chcąc coś najwyraźniej powiedzieć, ale zaniechała. Rozmasowała skronie, po czym podjęła dopiero po chwili.
- Powiedział, że jeśli jeszcze raz się z tobą spotkam, to cię zastrzeli, więc... - urwała, zaczerpując oddech, żeby nie dało się słyszeć załamania w jej głosie. - Więc tak. Wolałabym, żebyś wyszedł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Lut 07 2018, 10:00;

Jemu też łatwiej by się żyło, gdyby jednak w żadnym stopniu cała ta sytuacja go nie ruszył, ale było inaczej i nie widział powodu, żeby udawać, że tak nie jest. Już nie, w każdym razie.
- Nie powiem ci, dlaczego. Jeszcze nie teraz. A wiesz czemu? - Pochylił się w jej stronę i odwzajemnił spojrzenie, ale po chwili je opuścił i przez chwilę pobawił się kosmykiem jej włosów, obracając go między palcami. Żałował, że musi tak być i że nie może zrobić tego, na co miałby teraz ochotę. Ale lekkomyślność była jego domeną tylko jakieś dwadzieścia lat temu, teraz już niekoniecznie.
- Bo to ty będziesz musiała potem wrócić do Diego i udawać, że nic się nie stało, nie ja. Nie będę na ciebie przerzucać takiego ciężaru tylko po to, żeby sobie ulżyć. - Bo przecież mógł jej powiedzieć, dlaczego. Że mu na niej zależy i że jej nie obwinia o wciągnięcie w to wszystko. Bo to ojciec go w to wciągnął, nie ona. I że mimo wszystko, chociaż przez te kilka tygodni uczyniła jego życie lepszym i wcale nie chce, żeby wyjeżdżała. Tylko że jeśli jej to powie, to będzie jej tylko ciężej. Takie wyznania mogły poczekać.
Sporo o tym myślał. Mógłby załatwić jej fałszywe dokumenty, nową tożsamość. Mogłaby wyjechać i zacząć nowe życie. Ale już kiedyś to proponował i prawie go zamordowała za taki pomysł, więc musiał ugryźć temat z innej strony.
- Naprawdę wierzysz, że nie będzie mnie chciał zastrzelić tak czy inaczej? I tak znajdzie powód. Pewnie znasz go lepiej ode mnie Elia, ale nie łudź się, że on kogoś oszczędzi tylko dlatego, ze coś takiego ci obiecał - chwilowo zignorował słowa o tym, że wolałaby, by wyszedł. Tak po prawdzie wątpił, żeby mówiła szczerze, chcąc po prostu kontynuować to, co zaczęła. Czyli odsuwanie od siebie wszystkich.
- Zdajesz sobie sprawę, że on to robi celowo? Łatwiej mu tobą manipulować, jeśli nie masz nikogo - Rios się w życiu przemocy domowej naoglądał do porzygu. W Rode to nie były odosobnione przypadki, a kto wie, o ilu nawet nie miał pojęcia, stąd miał jako takie pojęcie o tym, jak działają tego pokroju osoby.
- Podaj mi nazwiska. Daj mi cokolwiek, jakiś punkt zaczepienia. Na pewno ma jakiś konkurentów, którzy by go chętnie sprzątnęli, sam coś mówił o tym, że w Buenos zrobiło się niebezpiecznie - powiedział, wciąż z zupełnym spokojem, który miał nadzieję, ze dobrze na Martinez wpłynie. - Daj sobie pomóc - dodał z naciskiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Lut 07 2018, 13:00;

Pokręciła tylko leciutko, niemal niezauważalnie głową. Wiedziała, że jak spojrzy mu w oczy to przepadnie, zawsze przepadała. I już nie potrafiła odwrócić wzroku, jak zahipnotyzowana. W pierwszej chwili nie do końca rozumiała o co mu chodzi, załapała po dłuższej chwili i w jej ciemnych oczach przyczaiło się ostrożne niedowierzanie.
- Oby się tylko nie okazało, że już nie będzie okazji - odparła, ale musiała przyznać mu rację. To nie był czas na takie rzeczy, a ona już i tak sobie namieszała spotkaniem z Felixem. Teraz priorytety się zmieniły i nie mogła wyrazić, jak była wdzięczna Riosowi za takie zrozumienie. Może to i głupie, bo podejrzewała przecież, dlaczego tak się troszczy, a jego wypowiedź była tego potwierdzeniem, choć może nie bezpośrednim, ale jednak. Tak jakby słowa miały moc sprawczą i dopiero powiedzenie ich na głos uczyni je prawdą.
Słuchała go i wiedziała, że miał rację. I pewnie dlatego oczy wezbrały jej łzami, a w gardle poczuła gulę, której nie potrafiła przełknąć. Nie wiedziała skąd taka emocjonalna reakcja, pewnie stąd, że docierało do niej, jak bardzo się okłamywała ostatnimi czasy. Nie chciała przed nim ryczeć, przed nikim nie chciała okazywać takiej słabości. Ale w końcu nerwy wezbrały i szybko do niej dotarło, że tego nie powstrzyma. Pierwsze łzy spłynęły po jej policzkach zupełnie spontanicznie, a ona patrząc w sufit, otarła je szybko.
- Po prostu się boję, Leon. Nie chcę, żeby pewnego dnia przyszedł do mieszkania i wyłożył mi na stół klepsydrę kogoś, kogo znam - opuściła wzrok i zaczęła skubać rąbek kitla, który miała na sobie. - Twoją, na przykład - pociągnęła nosem.
Pomasowała skronie, zastanawiając się chwilę.
- On się dowie, że to ja sypnęłam - powiedziała, wyraźnie zaczynając panikować. - Poza tym nie możemy tu sprowadzić więcej takich jak on, to by był strzał w kolano - na samą myśl o tym, wzdrygnęła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Lut 07 2018, 17:25;

Właściwie też o tym myślał, że okazja może się już nie trafić, w końcu nie wiadomo, jak to wszystko się skończy. Ale chyba lepiej było zakładać tę bardziej optymistyczną wersję, przynajmniej pozornie. Bo to, co on o tym myślał, było już zupełnie osobną kwestią. Nie chciał jej okłamywać, ale to było chyba lepsze w jej obecnym stanie.
- Przetrwamy to jakoś - odparł w związku z powyższym.
Wcale nie miał jej za słabą, kiedy popłynęły łzy. Aczkolwiek zdziwił się, bo nigdy jej płaczącej nie widział. Znowu tak bezsilnie się wściekł. Nie mógł na razie zrobić nic, żeby przestała się bać. Tego nie dało się załatwić w jeden wieczór i bez jej pomocy. Gdyby mógł, to schowałby ją przed światem, żeby nie musiała znowu stawać twarzą w twarz z Ramirezem, niestety to tak nie działało. Taki rodzaj bezsilności dopadł go w młodości, kiedy się okazało, że nie da się zbawić całego świata. Teraz z kolei przekonywał się, że czasem nawet jedną osobę zbawić trudno. Co to w ogóle za gówniany świat?
- Nie mogę ci obiecać, że tak się nie stanie, Elia - powiedział cicho i przyciągnął ją do swojej klatki piersiowej, obejmując szczelnie i gładząc po włosach. I choćby się miała zaraz wyrwać, nieważne, bo przez chwilę miał ją tu, bezpieczną. - Tylko pamiętaj, że nie masz wpływu na jego działanie. Nie możesz się o nic obwiniać, nie ty pociągasz za spust - powinna sobie to uświadomić i to jak najszybciej, zanim całkiem się już załamie. A z tego co zauważył, to chyba niewiele jej brakowało.
- Nie musi się dowiedzieć. Przecież na pewno nie przyjechał tutaj sam, równie dobrze mógłby go wydać któryś z jego ludzi. A to wszystko wcale nie musi odbywać się w Rode. Ale trzeba działać szybko - na razie zostawił konkrety w spokoju, po prostu ją przytulając, jeśli mu się jeszcze wcześniej nie wyrwała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Lut 08 2018, 18:15;

Przetrwamy to jakoś. Jakoś było tutaj bardzo trafnym określeniem. Zaczęła się zastanawiać, czy Rios sam wierzy w to, co właśnie powiedział, bo nawet Elia miała co do tego wątpliwości. Tak było jednak prościej. Świadomość, że nie wszyscy mają sytuację za tak beznadziejną dawała choćby cień nadziei na to, że wszystko się w końcu rozwiąże.
Wtuliła się w niego, chociaż wiedziała, że to pierwszy krok do tego, żeby już do końca się załamać. Wczepiła mu się palcami w koszulę, a każdy dotyk jego dłoni na włosach przyprawiał ją jednocześnie o dreszcz i kolejny spazm płaczu. Generalnie nie lubiła, żeby się nad nią roztkliwiać, bo właśnie tak się to kończyło - zamiast wziąć się w garść, rozpłakała się na dobre, jak mała dziewczynka.
- Jak mam się nie obwiniać? - Zapytała stłumionym głosem. - Może nie przyjechał tu z mojego powodu, ale zawsze jest coś, co mogłabym zrobić, albo chociaż spróbować... - wytłumaczyła pokrętnie. Wszystko sprowadzało się do tego, że zupełnie niepotrzebnie chciała chyba wziąć jego winy na siebie. Wmówił jej swego czasu, że ma na niego dobry wpływ; nic więc dziwnego, że w ten sposób to postrzegała. Każdy jego zły uczynek to jej wina, bo mogła mu przecież zapobiec.
Przeciągała absurdalnie to przytulenie, nie zamierzając puścić. Tak przynajmniej nie widział jej twarzy, ani zapłakanych oczu. To nie tak, że się go wstydziła, bo to mieli raczej za sobą. Po prostu chciała być silna, uspokoić się, nawet jeżeli to tylko na pokaz. Dopiero po chwili dotarło do niej, jakie to bez sensu.
- Nie znam żadnych nazwisk. Trzymał mnie z daleka od takich spraw, chyba właśnie na wypadek takiej sytuacji - stwierdziła bezradnie. - A nie mogę zacząć go wypytywać, już i tak chyba podejrzewa, że nie jestem z nim do końca szczera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Lut 09 2018, 13:01;

Trochę go już znała i mogła przewidzieć, że nie do końca wierzył. Może nie był nieuleczalnym pesymistą, ale wolał zakładać, że jeśli coś może pójść źle, to najpewniej tak się stanie. Objął ją trochę ciaśniej, opierając brodę o czubek jej głowy. Czuł jak wstrząsa nią szloch, ale nic nie mówił. Nie był najlepszym pocieszycielem, poza tym wszystko wydawało się takie jakieś zbyt banalne. Milczenie było w tym wypadku mniejszym złem.
- Jak to nie z twojego? - Zapytał dopiero po chwili, kiedy przetrawił jej słowa. W wersji którą to jemu przedstawił Ramirez, wysłał tu Elię dla jej bezpieczeństwa, a teraz po nią wrócił, przy okazji chcąc wyrównać stare porachunki, co z jakiegoś powodu postanowił chyba zaniechać, skoro Rios jeszcze żył. Leon nie był jednak przekonany, czy Ramirez faktycznie dał sobie spokój, czy po prostu odłożył to w czasie. Nie wyglądał mu na kogoś na tyle rozsądnego, do kogo dotarłoby, że mszczenie się za coś, co miało miejsce tyle lat temu nie ma sensu.
- Nie muszą być nazwiska, podaj cokolwiek. Z iloma ludźmi tutaj przyjechał? - Odsunął ją od siebie i złapał niezbyt mocno za przedramiona, wpatrując w nią wyczekująco. Może to było za dużo pytań naraz, wiedział o tym. Po prostu widząc ją w takim stanie chciał zacząć robić cokolwiek, a pozyskanie informacji to dobry początek.
- Nie wypytuj go o nic. Musisz go jeszcze przez jakiś czas utrzymać w nieświadomości, dopóki nie uda nam się wymyślić, jak to najciszej rozwiązać - puścił ją i jeśli nie przytuliła się sama z powrotem, to jej nie dotykał. Wiedział że im dłużej to będzie trwało, tym ciężej będzie mu stąd potem wyjść i jeszcze ciężej zniesie świadomość, że Martinez musi wrócić do tego skurwiela, mimo że najchętniej gdzieś by ją ukrył.
Przetarł zmęczone oczy i spojrzał w jej, wcale nie mniej zmęczone.
- Wiem, że to proszenie o dużo. Chyba nawet za dużo - dodał, jeszcze odnośnie jej udawania, że wszystko jest w porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Lut 09 2018, 15:24;

Może i naprawdę wiedziała, że to tylko kłamstwo. Nie robiło jej to jednak różnicy. Tyle kłamstw, ile przyszło jej przez ostatnie miesiące wypowiedzieć czy pomyśleć, to już sama nie była w stanie zliczyć, a w obliczu tego, czym jest raptem jedno, w dodatku tak mało znaczące?
- Ma jakieś swoje... Sprawy - odparła, pociągając nosem raz jeszcze, odzyskując już jednak jako taką kontrolę nad szalejącymi emocjami. Zaczęła się jednocześnie zastanawiać, dlaczego właściwie nie powiedziała wprost, o co Diego chodzi. Przecież jej zdradził. Uznała jednak, że ta informacja nie jest ważna.
Spojrzała mu w oczy, kiedy ją od siebie odsunął, ale odpowiedź nie padła od razu. Nie rozumiała skąd u niej ta nagła zwłoka.
- Z dwójką - odparła w końcu. - Ale nie znam nawet prawdziwych danych - dodała, wzdychając. Wyciągnęła z kieszeni kitla chusteczki i wyjęła jedną z opakowania, ocierając oczy.
Na kolejne słowa pokiwała tylko głową, mnąc chusteczkę, ale skubiąc jej rożek w zamyśleniu. Nie bardzo wiedziała, jak Leon to sobie wyobraża i jak zamierza to rozwiązać. Pożałowała swojej emocjonalnej reakcji, ale to było do przewidzenia, że się rozklei gdy tylko ktoś się nad nią na dłużej pochyli.
- Jeśli będę mogła jakoś pomóc... To mów - urwała, podnosząc na niego trochę zaczerwienione oczy. - Wcale nie - dodała. - To znaczy, w sumie jest to sporo, ale... Wiem, że tak trzeba. Nawet jeśli mam od tego oszaleć - zaśmiała się krótko i niezbyt wesoło. Zaczęła się czuć dziwnie, nieswojo, jakby robiła coś złego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pon Lut 12 2018, 09:34;

Nie wyglądał na przekonanego, ale chwilowo nic nie powiedział. Tak przypuszczał, że będzie z niej ciężko coś wyciągnąć i nie ma się tu co powoływać na to, co między nimi było. Albo nie było, teraz to najmniej ważne. Spojrzał na nią zamyślony, właściwie bardziej jakby patrzył nie na nią, a przez nią.
- Odnoszę dziwne wrażenie, że czegoś mi nie mówisz - stwierdził bardziej, niż zapytał. Nie było w tym stwierdzeniu pretensji, raczej umiarkowane zaciekawienie, dlaczego tak jest. Odwrócił na chwilę wzrok i przygryzł wewnętrzną stronę policzka. Chciał powiedzieć coś na temat tego, że ma nadzieję, że Martinez go nie broni. Mogłoby tak być, przecież widywał takie przypadki i nie byłoby to niczym dziwnym, choć na pewno nie zdrowym. Uznał jednak, że to nie jest dobry moment i tylko ją zniechęci. Trzeba było pracować z tym, co mieli. Co miał.
- Podaj fałszywe. Tu się liczy każda informacja, z którą będzie można coś zrobić. Możesz pomóc, po prostu mówiąc, co on zamierza zrobić. Sama dobrze wiesz, że jest kompletnie nieobliczalny i nie wiadomo, co mu strzeli do łba. Zresztą sama wiesz to najlepiej - powiedział, wzdychając. Znowu zalała go kolejna fala frustracji. Już zupełnie nie wiedział, jak przemówić jej do rozsądku, chociaż wiedział też przecież, że to nigdy nie jest takie łatwe. Nie po takim czasie.
- Powiedziałaś mi kiedyś, że liczysz na szczerość z mojej strony. Więc teraz to ty mi powiedz, czy gdyby pojawiła się możliwość wsadzenia go za kratki, to przyczyniłabyś się do tego, czy nie chcesz mieć z tym nic wspólnego? - Mimo wszystko postanowił zapytać, nawet jeżeli miałoby się to spotkać z jej gwałtowną reakcją, albo kłamstwem. Przeskanował ją wzrokiem, uważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Lut 13 2018, 20:11;

Przyłapała go na tym dziwnym spojrzeniu i nie spodobało jej się.
- Powiedział mi, że jego ojciec już tu robił kiedyś interesy. Nie dlatego że liczył na to, że zarobi, tylko dlatego, że miał informację o jakiejś roślinie w tych lasach, z której można by wytworzyć coś nowego. Nie pytaj mnie co, bo tego już mi nie zdradził. W każdym razie miejcie to na uwadze... - westchnęła. Bała się jak diabli. Każdy nieostrożny ruch Riosa może kosztować kogoś życie, a wtedy dość łatwo będzie dojść do tego, kto wsypał Diego.
- Jeden nazywa się Jorge, drugi Alejandro. Nazwisk nie znam. Nie wiem co to za ludzie, nie kojarzę ich nawet z Argentyny, więc albo jacyś nowi, albo sama nie wiem - pokręciła głową. Jakoś podświadomie czując, że Rios jest może nie tyle zirytowany, co zdecydowanie w humorze odbiegającym od dobrego, podeszła bliżej i położyła mu ręce na torsie, wzrok wbijając w jego klatkę piersiową. Przez chwilę pogładziła materiał koszuli, jakby chciała go poprawić a tym samym dać sobie pretekst, żeby go dotknąć. Dopiero słysząc jego pytanie podniosła wzrok i zmarszczyła brwi.
- Wątpisz w to? - Zapytała chłodno, a w jej oczach błysnęła iskra złości.
- Problem polega na tym, że jeśli go zamkniesz, on mnie pociągnie za sobą. Obiecał mi to - podjęła po chwili, przymykając na chwilę powieki. Ileż by dała, żeby nie być w to zamieszaną aż tak głęboko! Byłaby chyba nawet gotowa poświęcić wolność, żeby Diego już nikomu nie zagrażał. Chyba. Kiedy myślała o tym teraz, tak jej się wydawało, ale przecież w sytuacjach podbramkowych ludzie przejawiali tendencję do niebywale silnego instynktu przetrwania i martwienia się o własny tyłek. I co wtedy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pon Lut 19 2018, 09:36;

Elii nie spodobało się spojrzenie, Riosowi z kolei praktycznie wszystko. Słowa dziewczyny praktycznie potwierdzały to, co już wiedział, a zatem to, ze pojawienie się tu Diego nie było właściwie jego winą. Nie poczuł jednak oczekiwanej ulgi. Bez względu na powód, dalej tutaj był.
- Chodzenie po lesie jeszcze nie jest nielegalne - mruknął. Siedzenie i czekanie, aż Ramirez popełni błąd, do którego równie dobrze mogło nie dojść, było frustrujące.
Odnotował w pamięci te dwa imiona. Nie było to wiele, ale zawsze jakiś punkt zaczepienia. Nie sądził przy tym, by tak łatwo było ich odnaleźć. Mogli wtapiać się w tłum innych imigrantów, których przyciągnęła fabryka i zła sława Rode.
Rios wbrew pozorom wcale nie był w jakimś bardzo złym humorze. Jasne, daleko było mu od stanu sprzed kilku tygodni, kiedy wszystko mimo że pływało w gównie, dawało jakąś szansę na szybkie i w miarę bezbolesne rozwiązanie. Tymczasem życie postanowiło im pokazać przysłowiowego faka. Skłamałby jednak twierdząc, że nie cieszył się z tego, że w ogóle rozmawia z Martinez. Nie sądził, że jeszcze do tego dojdzie i cieszyło go, ze się mylił.
- Już nie. Ale nie wiń mnie, że mogłem tak myśleć - odparł, spokojnie odwzajemniając jej spojrzenie. Widział, że ją rozzłościł, ale jeśli bliżej przyjrzy się sprawie to na pewno sama dojdzie do tego, że takie postrzeganie sprawy jest uzasadnione.
- To znaczy? - Zainteresował się. Korzystając z tego, że się nie odsunęła, pogładził ją po policzku. Dziwnie się z nią rozmawiało ze świadomością, że nie może posunąć się dalej. Ale na razie tak będzie lepiej.
- Miał jakieś podstawy, żeby ci to obiecać, czy to kolejna z jego czczych gróźb? - Wyraz twarzy ani mu drgnął, ale wewnątrz znowu się zagotował. Zmiana jaka zaszła w Elii na przestrzeni kilkunastu dni go przerażała, choć skłaniał się raczej ku myśleniu, że to pobyt w Rode był dla niej zmianą której kres nastąpił wraz z powrotem Diego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sro Lut 21 2018, 15:33;

Westchnęła cicho.
- Nie winię. Wiem, jak to wygląda - wciąż nie mogła się nadziwić, że tu wrócił. Z jednej strony była mu za to wdzięczna, z drugiej zła na samą siebie, że nie postarała się z tym udawaniem bardziej. Ile jeszcze zdąży spieprzyć przez następne dni?
- Alta Gracia, dwutysięczny dwieście dwudziesty czwarty... - wyrecytowała z pamięci, otwierając oczy i wbijając wzrok ponad ramieniem Riosa, w ścianę. Zanim podjęła temat, tylko na chwilę złapała jego rękę i przytrzymała, jakby chciała przedłużyć ten moment i dodać sobie siły. W końcu objęła się ramionami, a jej wzrok rozpoczął wędrówkę po całym pomieszczeniu, byle tylko nie trafić na spojrzenie Riosa. Chyba trochę bała się jego oceny, chciała się usprawiedliwić, choć przecież wiedziała, że nie ma zupełnie nic na swoje usprawiedliwienie.
- Poprosił mnie o rękę. Zgodziłam się, bo co innego miałam zrobić? - Przygryzła wargę, mocno, jakby chciała się obudzić z całego tego dziwnego koszmaru i ból miał jej w tym pomóc. - Myślisz, że w związku z tym z czegokolwiek się wykłamię? Wmówię policji, że o niczym nie wiedziałam? O wszystkich jego interesach? Nie wtajemniczał mnie, owszem, ale przecież nie byłam... Nie jestem ślepa - więc czemu tego nie zgłosiłaś, głupia krowo? No właśnie. Uśmiechnęła się gorzko.
- Nie wytłumaczę się z tego, ale chyba nawet nie chcę. Jest mi już wszystko jedno, tylko niech to się w końcu skończy - pytanie brzmiało, dlaczego sama tego nie zakończy. Lata odizolowania od ludzi, którzy mogliby jej dobrze doradzić, jak postępować w sposób słuszny, zrobiły swoje. Pełne trucizny poglądy Ramireza już i tak spustoszyły jej psychikę, co zresztą uwypuklało się właśnie w takich momentach, jak ten. Rozdarta pomiędzy swoim starym życiem, a tym, które mogłaby mieć, nie miała pojęcia, co zrobić. Lojalność. Jedyne, co liczyło się na tym świecie, a ona nie potrafiła jej dotrzymać nikomu, nawet samej sobie. Jak to o niej świadczyło?
Cofnęła się kilka kroków i opadła na krzesło, kryjąc znów twarz w dłoniach. Nawet teraz czuła się dziwnie mówiąc, że pragnie w końcu dojścia ku ostatniej stronie tej historii, niezależnie od tego, jakie będzie ona skrywać zakończenie. Czuła, że robi coś złego, zdradzieckiego, na przekór sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Lut 22 2018, 10:21;

Rios domyślał się, do jakiego wydarzenia zmierza i co chce mu powiedzieć, ale nie ponaglał. Chciał to usłyszeć od niej. Zupełnie niepotrzebnie bała się jego oceny, bo jeśli ktoś miał tu kogokolwiek oceniać, to na pewno nie on. Trochę już żył, a pracując w policji widział różne przypadki. Ludzka psychika jest złożona, a ocenianie działań Martinez przez pryzmat swoich poglądów byłoby trochę nie w porządku. Nie było go z nią przez ostatnie siedem lat i nie mógł założyć niczego na pewno.
- To pomóż teraz - odparł. Wiedział, że to jest takie proste tylko w teorii, ale i tak nie miała nic do stracenia. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo jakoś nie docierało do jego zakutego łba, że właściwie ma, skoro tak bardzo chciała ochronić przez Ramirezem pewne osoby, w tym jego samego. Chyba nie przywykł do takiej troski ze strony kogokolwiek.
Elia opadła na krzesło, a mężczyzna podszedł do niej i się pochylił, opierając o podłokietniki. Spoglądał na nią przez dłuższą chwilę. Móglby zarzucić jakimś banałem, że się skończy i to pewnie dobrze, ale i tak by mu nie uwierzyła.
- Powiedziałem ci kiedyś, że jak ktoś będzie cię chciał spisać albo zamknąć, to masz się ze mną skontaktować. Przecież na to nie pozwolę - stwierdził, uśmiechając się półgębkiem, trochę na rozładowanie atmosfery. Nie wszystko mógł załatwić, nie na wyższym szczeblu, ale Elia musiała wiedzieć, że są tutaj ludzie, którzy za nią poręczą i nikt jej nigdzie nie zamknie.
- Nie daj sobie wmówić, że to jest sytuacja bez wyjścia. Bo zawsze jest jakieś wyjście. I to nie Ramirez jest tu tym pokrzywdzonym, pamiętaj o tym - powiedział, zniżając głos. Zastygł w tej pozycji chwilę, zawieszając spojrzenie na jej oczach. Przerwał w momencie kiedy uznał, że jeszcze sekunda a złamie postanowienie, z którym tu przyszedł. Dopiero wtedy się wyprostował i gwizdnął na psa, co miało zwiastować, że czas na niego. Zwierzę wyściubiło nos spod biurka wyraźnie niezadowolone i podbiegło jeszcze do Elii, łase na głaskanie.
- Będę się zbierać. Czas najwyższy wziąć się do roboty - westchnął. Musiał sprawdzić kilka rzeczy, nawet jeśli najchętniej zostałby tu z nią do wieczora i jeszcze dłużej. Dostawał kurwicy na myśl, że ona skończy pracę i będzie musiała wrócić do tego jebańca, ale z tym na razie nie zrobią nic.
- Nie mogę tu przychodzić za często, żeby nie zaczął niczego podejrzewać, ale znajdę jakiś sposób, żeby się z tobą skontaktować - powiedział, wkładając kurtkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Lut 22 2018, 12:21;

Kamień spadł jej z serca, kiedy faktycznie nie nastąpiła żadna ocena czy moralizatorska gadka, choć obserwowała Riosa uważnie w poszukiwaniu jej oznak. Łatwo było ocenić te sytuację z boku, wiedziała o tym. Tylko nikt nie wiedział, ile to wszystko ją kosztowało, nawet Leonel. Mimo to wcale nie czuła się tutaj ofiarą. Wiele aspektów tej beznadziejnej sytuacji było jej bezpośrednią winą, właściwie miała wrażenie, że wszystkie. Może gdyby tylko trochę bardziej się opierała...
Twarz na chwilę rozjaśnił jej uśmiech. Jego obecność w tak bezpośrednim pobliżu, uderzyła jej do głowy. Przez chwilę wydawało jej się, że zaraz ją pocałuje, co było pewnie idiotyczne w tej sytuacji, ale nic podobnego się nie stało. Rozsądek podpowiadał, że to przecież lepiej; serce zgoła co innego. Powinna jednak zdecydowanie przestać go słuchać, bo jak dotąd ze słuchania go nie wyniknęło nic dobrego. Jakoś tak nie pomyślała, że w zasadzie dotychczas starała się raczej słuchać rozsądku, z równie marnym skutkiem.
- Dziękuję, że mnie nie zostawiłeś. Może to głupie, ale chyba powinnam się cieszyć, że wysłał mnie akurat do ciebie - rzuciła w odpowiedzi, odzyskując już w miarę panowanie nad emocjami. Ukryła rozczarowanie, gdy się odsunął, zamiast tego zanurzając palce w gęstej sierści psa, który domagał się głaskania. Wzięła sobie pod rozwagę słowa Leonela. Istotnie dała sobie po prostu pewne rzeczy wmówić. Łatwo było jednak teraz, gdy czuła się bezpiecznie, oceniać, że to bzdury. Gorzej gdy już wróci do mieszkania, pod czujny wzrok Ramireza.
Wstała z krzesła i splotła dłonie, kiwając głową. Wcale nie chciała, żeby szedł, ale nie było innego wyjścia. No i miał rację z tym, że nie powinien często się tu pokazywać. Informacje latały po mieście z prędkością światła, prędzej czy później ktoś to w końcu zauważy.
- Jaki? Wyślesz gołębia? - Zapytała figlarnie. Humor jej wrócił, chociaż chwilowo. Zbliżyła się, kiedy zakładał okrycie.
- Uważaj na siebie. Nie ryzykuj bez potrzeby - dodała cicho, zbliżając się o kolejne pół kroku, po czym wspięła się na palce i złożyła na szorstkim od zarostu policzku Leona, przelotny pocałunek. Na więcej się nie odważyła, to nie był dobry czas, co sam zauważył wcześniej ale chociaż tyle mogła zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 40 lat
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: rewolwer energetyczny, pacyfikator, nóż, telefon, zapalniczka, papierosy, dokumenty

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Lut 23 2018, 12:15;

Oceniać w ogóle jest bardzo łatwo, zwłaszcza jeśli zna się sprawę tylko z jednej strony. Na szczęście Rios raczej daleki był od takich poglądów. Roześmiał się na słowa Elii.
- Mówiłem ci już kiedyś, że masz mi nie dziękować, bo tego nie znoszę. Jak na razie kompletnie niczego nie udało mi się zrobić - rzucił jedynie. To było tak niedawno i dawno zarazem, raptem parę miesięcy, a czuł się, jakby w innym życiu. A mimo to miał wrażenie, że zna Martinez od zawsze. Tym bardziej frustrowało go zatem, że jak na razie gonił własny ogon.
- Gołębia? Masz mnie za takiego romantyka? - Uśmiechnął się półgębkiem. Trochę mu ulżyło widząc, ze i Elia się uśmiechnęła. Na chwilę mogli zaznać ułudy normalności, zanim wrócą do rzeczywistości.
- Nigdy nie ryzykuję bez potrzeby - spoważniał nieco, po czym odchrząknął. Akurat rozsądek był jego mocną stroną, nie był narwany. - To ty na siebie uważaj - dodał, odwracając na chwilę wzrok. Cisnęło mu się na usta żeby powiedzieć, jak bardzo nie chce, żeby wracała do Ramireza, ale skoro jego chcenie nie miało tu nic do rzeczy, przemilczał to. Nie zaskoczył go pocałunek w policzek, ale odruchowo ją przy sobie na chwilę zatrzymał, zanim się odsunęła. Przycisnął na chwilę usta do jej czoła i dopiero wtedy puścił.
- Nie daj mu się. Jeszcze trochę - rzekł, już na odchodne. Nie chcąc już bardziej przedłużać pożegnania, uśmiechnął się jedynie, po czym gwizdnął na psa i wyszedł z gabinetu.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t123-leonel-rios#346
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Czw Mar 22 2018, 13:36;

| druga połowa stycznia

Praca stałą się dla Elii zaskakująco miłą odskocznią od rzeczywistości. Ostatnio przesiadywała tu często i ponad swój wymiar pracy, nie mogąc sobie znaleźć miejsca w mieszkaniu. W hodowli nie znajdowała się przynajmniej pod stałą obserwacją i mogła pozwolić sobie na chwilę luzu, o ile to w ogóle było możliwe. Tak jak wcześnie narzekała na brak roboty, tak teraz wolała siedzieć bezczynnie w gabinecie gapiąc się w ścianę, niż wrócić do domu, który w jej oczach wcale takim nie był. Diego miał swoje sprawy i na całe szczęście nie poświęcał jej zbyt wiele czasu. Nie narzekała na to, choć odrobinę zaczynało jej brakować spotkań z kimkolwiek innym, czego nie sprzyjało siedzenie w mieszkaniu. Nie chciała jednak ściągać na nikogo uwagi Ramireza.
Spacerowała wzdłuż boksów sprawdzając, czy wszystko jest w porządku. Nie mieli zbyt wielu odwiedzających zimową porą, ale to nie miało znaczenia, ptaki i tak chorowały. Budynek był co prawda ocieplony, a temperatura była optymalna, ale doskwierał im brak słońca jak chyba każdemu. Odznaczając kolejne pozycje na liście, pochłonięta liczeniem i obserwacją, nie zwracała zbyt bacznej uwagi na to, co dzieje się wokół, chyba że dotyczyło ptaków. Cieszyła się świętym spokojem. Zimą niewiele ludzi się tu kręciło, bo również personel był redukowany. Jedyne co zmartwiło panią weterynarz to to, że Summer przestała przychodzić od jakiegoś czasu. Gdzieś z tyłu głowy zanotowała sobie żeby sprawdzić, czy dziewczyna zostawiała na siebie jakiś namiar. W końcu niepodobnym do niej było tak bez uprzedzenia się nie zjawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Reputacja: Nielubiana
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Pią Mar 23 2018, 18:44;

| druga połowa stycznia

Gwen była ciekawa prawdziwości wielu plotek jakich się nasłuchała u różnych źródeł. Ona sama miała co robić i nie narzekała na brak zajęcia. Irmina Miller potrafiła zorganizować młodej czas, aby ta przestała myśleć o takich głupotach jak kradzież. Jeszcze kilka lat, a policja zaprzestanie przymykania oka na czyny dziecka. Od ostatniego spotkania z Elią, Gwendoline urosła o dwa, trzy centymetry, była czystsza i ładniej ubrana. Aktualnie podopieczna Millerów, miała na sobie ciepłe rajstopy w kolorze agrestu, brązowe kozaczki z misiowymi uszkami, spódniczkę ze sztruksu do kolan, sweter w żółtoczarne paski co rzucało aluzję do pszczoły oraz ciemny, granatowy płaszczyk, który uszyła dla niej koleżanka pani Miller. Szal oraz różowa czapka chroniły dziewczynkę przed zimnem. Rękawiczki znowu gdzieś zapodziała. Siódmą parę od grudnia. Tak ładnie ubrana, paradowała po Rode z zakupami, które miała zrobić, a z produktów których Irma zamierzała przyrządzić mężowi przepyszną, szczególną kolację. Z tego co zrozumiała Gwen, mieli jakąś specjalną rocznice. Nie rozumiała jednak tylko, kto lubi jeść śmierdzące śledzie w occie i śmietanie. Przykryła ryby paczką jajek oraz mięsa. W drodze powrotnej zboczyła w stronę hodowli chocobów, głównie niesiona kaprysem niż jakimś głębszym zamiarem. O Elii pomyślała dopiero gdy minęła ją podobna do niej dziewczyna. Podobno to tutaj cała ta Summer sobie dorabiała. Gwen znała najświeższe ploteczki, co w przyszłości mogło zaowocować nastaniem nowej Hiacynty Bucket. Dziewczynka poprawiła koszyk z zakupami i zaczęła się przechadzać, pilnując aby nikt jej nie przyłapał. Weszła "nieoficjalnie" na teren hodowli, mijając coś takiego jak bramka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Sob Mar 24 2018, 10:43;

Elia, gdyby ktoś ją zapytał, napewno nie myślałaby zbyt entuzjastycznie o Hiacyncie Bucket Junior, tym bardziej gdyby miała ona wyewoluować z małej Gwen. Czasem wracała do niej myślami, zastanawiając się, gdzie właściwie mogłaby ją odszukać. Rode nie było duże, ale przez ostatnie pół roku mało okazji trafiło się, by plątać się w miejscach, które można by uznać za szemrane, a jakoś tak Martinez założyła, że to właśnie tam mogła urzędować Gwen. Czas zatarł w jej pamięci nieprzyjemności związane z wszami. Ostatnie tygodnie jednak wprawiały jej myśli w uporczywe krążenie wokół innych aspektów jej życia, stąd i w pierwszej chwili, gdy dostrzegła dziewczynkę z koszykiem, nawet nie pomyślała, że to może być jej koleżanka o ciętym języku. Dopiero gdy przeszła obok i zwróciła uwagę na coś poza trzymanym w ręku tabletem, odwróciła się za nią. Rzuciła się w oczy choćby dlatego, że odwiedzających o tej porze roku jak na lekarstwo. Nikomu (poza pracownikami) nie chciało się przemieszczać z miasta aż do hodowli w takim śniegu tylko po to, żeby pooglądać chocoby. Tym bardziej, że droga była odśnieżana raczej słabo.
Dziewczynka wydała jej się znajoma. Może uczesana, czysta, odkarmiona i ubrana schludnie sprawiała wrażenie kogoś zupełnie innego, ale szelmowskie iskry z oczu nie zniknęły.
- Mogę ci w czymś pomóc? - Zwróciła się do niej, licząc, że jeśli zwróci na siebie uwagę dziewczynki, będzie się jej mogła nieco lepiej przyjrzeć i upewnić, czy faktycznie oczy ją nie mylą.
- Gwen? - Zapytała, uśmiechając się ostrożnie. Elia chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że dziewczynka w pasiastym sweterku interesuje się plotkami do stopnia, który może przyprawić ją o zawrót głowy. Nie myślała o tym jednak, nie teraz, zastanawiając się raczej, cóż to za zmiana zaszła w Gwen. Czyżby jej los odmienił się na lepsze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 11 lat
Reputacja: Nielubiana
Ekwipunek podręczny: wisiorek z motylkiem, drobniaki

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Nie Mar 25 2018, 22:00;

Gwen przystanęła przy ogrodzeniu, spoglądając na parkę chocobów. Samica z młodym. Przez głowę rudzielca przeszła zastanawiając się czy Irma z Barnabasem cieszyliby się gdyby przyniosła im takiego kuraka na kolację. Upiekłoby się na rożnie... Ślinka naciekła jej do ust. Zwilżyła drobne usteczka językiem, podnosząc wzrok na zbliżającą się Martinez. Rozpoznała ją od razu. Odwróciła się w jej stronę dzięki czemu Elia mogła zyskać pewna kto się kryje pod kolorowymi ubraniami.
— Dzień dobry. — przywitała się zadzierając podbródek. — Ile za tego mniejszego kuraka? — wskazała głową na chocoba, który nie opuszczał matki. Dziewczynka nie zdawała się zaskoczona spotkaniem z Elią. Tak jakby były umówione lub co gorsza doglądała ją gdy ta była tego nieświadoma. Gwen czasem widziała przemykającą przez mało ruchliwe ulice Rode meksykankę lecz jej nie zaczepiała. Postawiła koszyk na ziemię, przyglądając się kobiecie dokładniej. Podobno się prowadzała z kilkoma facetami naraz. Przez główkę rudej złodziejki przeszło jeszcze kilka innych niewłaściwych dla jej wieku myśli.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t165-gwen#842
avatar
Ogólne
Dodatkowe
Character sheet
Wiek: 24 lata
Reputacja: Akceptowany
Ekwipunek podręczny: telefon, klucze do mieszkania, pilnik, porfel, szczotka do włosów

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ Wto Mar 27 2018, 11:38;

A zatem faktycznie miała przed sobą Gwen; tę samą, która jeszcze kilka miesięcy temu swoją wiązanką przekleństw zawstydziłaby niejednego strażnika w dokach. Ta sama, która swego czasu obdarowała ją plagą wszy. O tym aspekcie ich znajomości Elia z oczywistych względów wolała zapomnieć, w obliczu nowych problemów tamten wydawał się zresztą śmieszny.
- Dzień dobry - odparła trochę zaskoczona jej dobrymi manierami. Wciąż miała w pamięci tę dziwną historię, którą jej przedstawiła, o matce do której pokoju w hotelu chce się dostać. Martinez jej wtedy nie uwierzyła, jak się potem okazało: całkiem słusznie. Nie zmieniło to jednak tego, że współczuła wtedy dziewczynce, a wyglądało na to, że jej stan polepszył się znacznie, na co wskazywał schludny wygląd.
- Obawiam się, że nie są na sprzedaż. Poza tym to młode, jest jeszcze za małe, żeby przeżyć bez opieki matki - odparła, opierając się o metalowe pręty zagrody. Wyłączyła tablet, ale nie schowała go, wciąż trzymając w drugiej ręce. Całkiem błędnie poczytała pytanie Gwen za chęć zakupienia chocoba gwoli opieki nad nim. Bardziej pomylić się nie mogła, sugerując tylko i wyłącznie swoim doświadczeniem z dzieciństwa, kiedy to dzieliły się z Marią resztkami z połową bezpańskich psów Buenos Aires. Odrzuciła jednak tę myśl szybciej, niż zdążyła się zadomowić w jej głowie. Maria okazała się przecież zdrajczynią, nie było sensu jej wspominać.
- Co u ciebie słychać? Wyglądasz zupełnie inaczej, niż kiedy się poznałyśmy pół roku temu - zagaiła, posyłając młodej trochę wymuszony uśmiech. Nie to, że się nie cieszyła; wbrew pozorom zdążyła polubić to dziecko, mimo jej opinii w mieście. Ostatnie dni nie obfitowały jednak w wypoczynek i relaksację, co odmalowywało się na jej zmęczonej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://postmortem.forumpolish.com/t176-elia-martinez#1007
Sponsored content
Ogólne
Dodatkowe

Pisanie Re: Hodowla Chocobów  ♦ ;

Powrót do góry Go down

Hodowla Chocobów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Similar topics

-
» Łąka Marihuany
» Rezerwat Hipogryfów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Witaj w Rode! :: FABUŁA :: Okolice miasta-